Zabójczy ostatni raz. Kiedy seks może skończyć się zgonem
Na zgon w czasie miłosnych igraszek najbardziej narażeni są nienajzdrowsi mężczyźni pod 60-tkę, kiedy seks uprawiają w związku pozamałżeńskim.
Powszechnie panuje przekonanie, że seks to zdrowie. Powoduje wydzielanie hormonów szczęścia, aktywuje układ odpornościowy i wzmacnia serce.
Druga prawda, do której dotarli patolodzy z kliniki uniwersyteckiej we Frankfurcie nad Menem, to stwierdzenie, że seks może być przyczyną naturalnego zgonu, przede wszystkim, kiedy uprawiają go osoby ze schorzeniami układu krążenia – donosi o tym portal n-tv.de.
Zespół lekarzy pod kierownictwem Leny Lange i Marcusa Parzellera zweryfikował dane z 38 tys. sekcji zwłok wykonanych w ciągu 45 lat, aby wyłowić z nich zgony, jakie miały miejsce w czasie stosunku płciowego. Naukowcy znaleźli 99 takich przypadków, czyli 0,26 proc. Seks okazywał się zabójczy głównie dla mężczyzn. Tylko w 8 z 99 przypadków chodziło o kobiety. Przeciętny wiek denata wynosił 57,2 lat; kobiet 45 lat.
W przypadku 30 mężczyzn okoliczności, w których zostali znalezieni, wskazywały na to, że śmierć nastąpiła podczas masturbacji. Z pozostałych 61 denatów 43 miało stosunek z kochanką albo prostytutką. Tylko 9 mężczyzną zmarło podczas lub po stosunku z żoną. Dla pięciu mężczyzn zabójczy był stosunek homoseksualny.
Przeciążenie
Naukowcy zaznaczają, że seksualna aktywność w tych przypadkach wywołała zbyt wielki stres lub fizyczne przeciążenie. Jako przyczynę zgonów podano przede wszystkim schorzenia układu krążenia, zawał serca lub udar mózgu. Wśród dalszych przyczyn wymienia się także pęknięcie tętniaka lub patologiczne zmiany tętnicy. Większość przypadków miała miejsce latem i wiosną, w przeważającej części we własnych czterech ścianach.
Naukowcy wychodzą z założenia, że z pewnością miało miejsce jeszcze dużo więcej zgonów podczas uprawiania seksu. Kiedy śmierć następuje podczas współżycia w związku małżeńskim albo partnerskim, nie jest ona odnotowywana w ten sposób w urzędowym formularzu, ani nie wykonuje się sekcji zwłok.
Z tego względu lekarze zalecają, by uświadamiać to ryzyko osobom cierpiącym na schorzenia układu krążenia.
Natomiast dla osób, które w ten sposób tracą partnera, przydatne może być wsparcie psychologiczne.
Wyniki badań naukowcy z Frankfurtu opublikowali w fachowym czasopiśmie „Journal of Sexual Medicine”.
Adam Mazguła: Zanim skrytykujesz, pomyśl!

Adam Mazguła
Uważam, że największym problemem Polski jest jej uległość wyznaniowa, z którą jednak żadna partia nie ma odwagi, siły i chęci się zmierzyć. Dlatego pojawienie się Wiosny, traktuję z nadzieją i wiarą, że uda się im więcej, jak Januszowi Palikotowi.
Dedykuję ten felieton wszystkim, którzy skrytykowali mnie za ostatnie poparcie dla Roberta Biedronia i partii Wiosna.
Program Wiosny jest spójny i wybiega znacznie poza możliwości jednej partii. Oczywistym jest zatem, że przedstawia on kierunki i cel działania, samodzielnie, lub w koalicji, a nie obietnicę lub cenę konkretnej realizacji jakiegoś punktu programu. Jeśli Wiosna doprowadzi do realizacji jednego, kluczowego celu, jakim jest świeckie państwo, to uporządkuje połowę swoich następnych postulatów, w tym walkę o prawa kobiet.
PiS, deklarujący się, jako partia prawicowa, która w Parlamencie Europejskim należy do Sojuszu Konserwatystów i Reformatorów w zasadzie jest partią kościoła w Polsce. Nazywałem już kościelne biura parafialne biurami partii PiS.
Przypomnę, że zarówno Platforma Obywatelska, jak i Polskie Stronnictwo Ludowe są partiami chadeckimi, czyli chrześcijańsko demokratycznymi. To partie, które nawet teraz, po zdefiniowaniu negatywnej i uprzywilejowanej działalności kleru chcą się dogadywać z hierarchami, co w praktyce niesie za sobą obietnicę dalszych przywilejów dla biskupów katolickich. Dokładnie tak, jak zrobili to po ostatnich wyborach, intensyfikując bezprawne przekazywanie z naruszeniem prawa wszystkich majątków, które kiedykolwiek w historii miały oznaki własności kościelnej. W zamian za to, miano zlikwidować Fundusz Kościelny i co?
Kościół ma obecnie grunty, najczęściej w centrach miast wraz z budynkami i pałacami warte setki miliardów złotych oraz Fundusz Kościelny, który też urósł za sprawą polityków do niebotycznych rozmiarów. Nawet organizacje i stowarzyszenia katolickie mają ulgi i zwolnienia podatkowe oraz z cła. Mają prawo do handlu ziemią, czego nie mają nawet rolnicy i prowadzenia działalności handlowej w swoich sklepach w niedzielę. W efekcie organizacje kościelne są najbogatszym środowiskiem w Polsce, których majątek trudno nawet oszacować, bo wbrew prawu nie ma kontroli nawet nad środkami publicznymi przekazywanymi dla tego środowiska. Te partie polityczne zawierzyły Polskę Chrystusowi i Maryi, dotują nowe inwestycje kościelne wielkich rozmiarów i pozwoliły na istnienie tzw. Komisji Wspólnej.. do tworzenia prawa w Polsce, na czele której stoi katolicki biskup.
Kto więc chce w Polsce uporządkować sprawy przejrzystości praw i obowiązków ludzi i organizacji w stosunku do państwa? Jedynie SLD próbuje coś głosić, ale niskie poparcie społeczne i brak konsekwencji w tym zakresie stawia te problemy na marginesie nawet swoich działań.
Pojawienie się Wiosny, daje nadzieję, że walka z bezprawiem, przestępstwami, uprzywilejowaną, władczą pozycją biskupów katolickich i kościoła, który narzuca swoją wolę wszystkim Polakom nabierze nowego kształtu. Z tym problemem, łączy się bezpośrednio następny zestaw postulatów związany z prawami kobiet, agresji wobec nich, in vitro, aborcja, klauzule sumienia i ściganie za tabletkę „dzień po”.
Powiedzmy sobie prawdę, kto niby ma się tym zająć? Partia kościelna, czy chadecka, która?
Uważam, że największym problemem Polski jest jej uległość wyznaniowa, z którą jednak żadna partia nie ma odwagi, siły i chęci się zmierzyć. Dlatego pojawienie się Wiosny, traktuję z nadzieją i wiarą, że uda się im więcej, jak Januszowi Palikotowi. Opieram tę wiarę na optymizmie i poparciu ludzi młodych, otwartych, wykształconych, mądrych, których reakcję widziałem na trybunach konwencji Roberta Biedronia.
Pozostaje sprawa wspólnego działania przeciwko reżimowi PiS. Musimy pamiętać, że kluczem do tego działania znowu jest poparcie kościoła. Bez tego PiS, ze swoimi kłamstwami, złodziejstwem, korupcją i manipulacją jest do ogrania wyborczego przez organizację studentów jednej uczelni w Polsce.
Budowanie koalicji do kolejnych wyborów jest niezbędną koniecznością, warunkiem przetrwania Polski w Unii Europejskiej wraz z jej systemem wartości i praw człowieka. Niech mi ktoś jednak odpowie jak to zrobić, jeśli partie chadeckie chcą zdominować wszystkie inne siły polityczne i zachować przywileje chrześcijańskiej dominacji w Polsce? Może to jest możliwe, ale tylko dla trwania w tym, co jest. Może takie partie jak PO i PSL zrezygnują ze swojej katolickiej cnoty? Trudno jednak w to uwierzyć.
Jeśli koalicja ma mieć sens, to największa partia opozycyjna musiałaby zrezygnować z uprzywilejowanej pozycji koalicjanta. Musiałaby zrezygnować z pierwszych pozycji na większości list wyborczych na rzecz wszystkich innych partii i organizacji opozycyjnych i nie traktować ich, jako wypełniaczy list. Czy wtedy wybaczą im to ich wyborcy?
Biorąc pod uwagę tradycyjną metodę głosowania Polaków na pierwszego z listy, umieszczenie na pierwszych miejscach list wyborczych członków PO oznaczać będzie, że do organów wybieralnych dostanie się tylko jedna partia i dlaczego znowu tylko ta druga z dwóch POPiS-u.
Koalicja jest niezbędna, i nikt nie może zapewnić, że partia Wiosna do niej nie przystąpi, ma na to jeszcze chwilę. Nie jestem działaczem tej partii, ale zapytam, czy inne partie są w stanie uszanować skalę poparcia i zaakceptować dostateczną reprezentację Wiosny na listach. Czy są w stanie przyjąć do wiadomości, że pozycja i aktywność polityczna kościoła w Polsce, to najbardziej palący problem życia społecznego z Polsce?
Poparcie dla Wiosny nie musi oznaczać braku poparcia dla Koalicji Obywatelskiej. Uważam, że powinni wszyscy stanąć do wyborów razem, jednak na uczciwych zasadach i z poszanowaniem wzajemnych praw do reprezentowania społeczeństwa oraz systemów wartości, które reprezentują.
Na moje wyczucie, to mimo logiki, nawoływań i konieczności jednoczenia się, to i tak partie chadeckie do wyborów pójdą osobno, tak jak i lewicowa Wiosna, Razem, (z) SLD… Gdzie natomiast będzie miejsce dla takich partii jak Nowoczesna, Teraz, Kukiz 15 i innych mniejszych ugrupowań – nie wiem. Dla pocieszenia uważam, że Zjednoczona Prawica również pójdzie do wyborów bez udziału narodowców i partii Korwin.
Jedno jest pewne, nie wolno nam pomiędzy sobą walczyć i zniechęcać wzajemnie wyborców. Ważniejsze jest to, aby każdy znalazł swoje poglądy w programach różnorodnych partii i dlatego, tym razem poszedł na wybory. Zachęcanie do udziału w wyborach tych, którzy do tej pory na wybory nie chodzili, jest ważniejsze niż obracanie się w ograniczonej liczbie dominujących partii i w tej samej grupie wyborców. Oczywistym, zatem jest, że do głosowania na jedną koalicję po prostu mniej ludzi będzie brało udział w wyborach.
Apeluję, szanujmy wszystkich, dajmy miejsce na listach różnorodnym ugrupowaniom, a wygramy wybory dla demokracji, przyzwoitości i normalności w Polsce.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Ranking krajów UE pod względem długości życia w zdrowiu. Jak wypada Polska?
Średnio 64,2 lata dla kobiet i 63,5 lat dla mężczyzn – tyle wynosiła średnia oczekiwana długość życia w zdrowiu w Unii Europejskiej w 2016 r. Najlepiej pod tym względem było w Szwecji. Jeśli chodzi o długość życia panów Polska zajęła dopiero 18. miejsce.

Z najnowszych danych Eurostatu (Europejski Urząd Statystyczny) wynika, że średnia oczekiwana długość życia w zdrowiu (bez ograniczeń w aktywności) wyniosła w 2016 r. 64,2 lata dla kobiet i 63,5 lat dla mężczyzn. Stanowiło to około 77 proc. i 81 proc. całkowitej oczekiwanej długości życia odpowiednio dla kobiet i mężczyzn.
Infografika przedstawia zdrowe lata życia od narodzin. Ranking według krajów, 2016 r.

Krajem o najdłuższej spodziewanej liczbie lat zdrowego życia w 2016 r., zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn, była Szwecja (73,3 lata dla kobiet, 73,0 dla mężczyzn). Po drugiej stronie znalazła się Łotwa, gdzie te wskaźniki wyniosły odpowiednio – 54,9 lat dla kobiet i 52,3 lat dla mężczyzn. Polska zajęła dopiero 18. miejsce jeśli chodzi o długość życia panów (61,3 lata) oraz 12. miejsce jeśli chodzi o panie (64,6 lat).
Autorzy badania zwracają uwagę, że wartości graniczne można częściowo wytłumaczyć sposobem pomiaru ograniczeń w aktywności w danym kraju, który w pewnym stopniu może wpływać na wyniki.
W przypadku aż 20 krajów UE dłuższe życie w zdrowiu dotyczy kobiet. Na ogół jednak różnica ta była stosunkowo niewielka. Spośród tych państw tylko w czterech przekroczyła ona trzy lata: Bułgaria (+3,5 roku), Estonia (+4,6 roku), Litwa (+3,2 roku) i Polska (+3,3 roku).
Jednocześnie było też siedem krajów, w których liczba lat zdrowego życia dla kobiet była niższa niż dla mężczyzn. Największe różnice wystąpiły w Holandii (- 5,0 lat), Luksemburgu i Portugalii (oba – 2,5 roku) oraz Finlandii (- 2,1 roku).
(df) thefad.pl / kurier PAP
Wyborczy sondaż: wyścig do PE wygrałoby PiS. Jak wypada nowa formacja Biedronia?
Wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się w Polsce 26 maja; formalnie kampania wyborcza jeszcze się nie rozpoczęła, ale są już pierwsze sondaże. Według nich najwięcej głosów zdobyłyby PiS, PO-KO i nowa formacja Roberta Biedronia.

Z formalnego punktu widzenia wybory do PE zarządza prezydent RP, w drodze postanowienia, nie później niż na 90 dni przed dniem wyborów. Z kolei kampania wyborcza rozpoczyna się z dniem ogłoszenia zarządzenia prezydenta i ulega zakończeniu na 24 godziny przed dniem głosowania.
Według ostatniego sondażu IBRiS dla Onetu, w wyborach do Parlamentu Europejskiego Prawo i Sprawiedliwość uzyskałoby 36,2 proc. poparcia, a Platforma Obywatelska – Koalicja Obywatelska – 29,6 proc. Trzecie miejsce zajęłaby nowa formacja Roberta Biedronia (jej nazwa, ogłoszona już po publikacji sondażu to „Wiosna”) – 6,4 proc. głosów, SLD wskazało 6,1 proc. badanych.
Na dalszych miejscach uplasowały się: PSL (4,1 proc.), Kukiz’15 (3,8 proc.) oraz koalicja partii Wolność, Ruchu Narodowego i środowiska Grzegorza Brauna (2 proc.). Poniżej jednego procenta zdobyły: Teraz! Ryszarda Petru oraz partia Razem (obie po 0,9 proc.), a także Nowoczesna i Zieloni (obie po 0,3 proc.). 9,4 proc. badanych nie potrafiło wskazać, na kogo odda swój głos.
Sondaż pokazał też, że ponad połowa respondentów może nie wziąć udziału w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Gdyby głosowanie odbyło się w najbliższą niedzielę, do urn zdecydowanie nie poszłoby 20,2 proc. badanych. „raczej nie” – 30,9 proc. osób. Do wyborów zdecydowanie poszłoby 31,5 proc. biorących udział w sondażu, a na odpowiedź „raczej tak” wskazało 14,4 proc. respondentów.
Niska frekwencja w eurowyborach to problem, na który odpowiada kampania europarlamentu „Tym razem głosuję”. W akcję zaangażowało się dotąd ponad 100 tys. wolontariuszy z całej UE; ich zadaniem jest przekonać do głosowania kolejne osoby – członków rodziny, sąsiadów, przyjaciół, znajomych.
Kampania jest apolityczna, jej jedyny cel to zwiększenie udziału w wyborach do Parlamentu Europejskiego. W Polsce udział ten jest na bardzo niskim poziomie. Podczas ostatnich wyborów do europarlamentu w 2014 r. frekwencja w naszym kraju wyniosła 23,83 proc. Niższą odnotowano jedynie na Słowacji (13,05 proc.) i w Czechach (18,2 proc.). Dla porównania w całej Unii Europejskiej było to 42,61 proc, a w Belgii 89,64 proc.
kurier PAP
Adam Mazguła: Idzie Wiosna

Adam Mazguła
Dawno nie widziałem i nie słyszałem takiego powiewu normalności jak podczas tej konwencji. Ludzie młodzi z zadowoleniem odnajdowali w programie swoje postulaty, cieszyli się, wznosili okrzyki, skandowali i deklarowali współdziałanie.
Idzie Wiosna, roztopi śnieżne postaci, pozwoli rozkwitnąć kwiatom, a jesienią wykopki.
Byłem na konwencji Roberta Biedronia i mam wrażenie, że stało się coś wielkiego. Ludzie, najczęściej młodzi zasiedli na trybunach i stanęli na placu przed sceną. Jeśli było gdzieś wolne miejsce, to stojące na końcu placu przy wyjściu. Torwar wypełnił się pozytywnymi, uśmiechniętymi, pełnymi wiary w końcowy sukces zwolennikami Roberta Biedronia. Najczęściej znali się już z liderem z „burzy mózgów”, które odbywały się w całej Polsce. Tam na kartkach wypisywali problemy, które nurtują ich w życiu. Na sali panował nastrój wyczekiwania, które z tych wniosków zostaną ujawnione w programie nowego ugrupowania?
Jeśli widziałem jakieś błędy organizatorów tej konwencji, to wynikały one z braku doświadczenia wolontariuszy obsługujących imprezę. Widziałem jednak profesjonalną oprawę medialną, wszystkie najdrobniejsze szczegóły scenariusza zgrane w czasie i opracowane do perfekcji. Widać było rękę fachowców od wizerunku.
Nie było ględzenia, czytania pozdrowień od władz i występów gości kongresu. Robert, bo tylko tak do niego zwracają się jego zwolennicy, zaskoczył profesjonalizmem i umiejętnością budowania emocji. Jak zawsze uśmiechnięty, życzliwy, otwarty, ale teraz również rzeczowy, konkretny i przekonany o słuszności wybranej drogi. Czym dłużej przebywałem na sali widziałem jak staję się członkiem tej rodziny Roberta. To działo się samo.
Program mi odpowiadał, jakby wyciągnięty z moich felietonowych przekazów i jeśli brakowało mi czegoś, to spraw bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego, problemu ustawy represyjnej, spraw wojska, polityki międzynarodowej. Krytycznie przyjmowałem wszelkie obietnice finansowe, bo zdaję sobie sprawę z ich populistycznego charakteru. Jednak nie one były tu najważniejsze.
Robert przedstawił inną filozofię polityki w Polsce. Takiej, która widzi człowieka, a nie wyborcę oraz obywatelską służbę społeczną, a nie wojnę polityków o każdy element władzy, stanowisk w spółkach skarbu państwa i uzasadnianie ich horyzontalnych zarobków.
Zdefiniował najważniejsze polskie problemy społeczne w sposób tak prosty i logiczny, że obśmiewały one obecne elity władzy i całe ostatnie 30 lat dotychczasowej walki politycznej pomiędzy partiami.
Największe brawa rozlegały się, kiedy Robert mówił o rozdziale państwa i kościoła, o prawach kobiet i osób z niepełnosprawnościami, oraz o rozliczeniu obecnych polityków za niszczenie polskiej konstytucji.
Dawno nie widziałem i nie słyszałem takiego powiewu normalności jak podczas tej konwencji. Ludzie młodzi z zadowoleniem odnajdowali w programie swoje postulaty, cieszyli się, wznosili okrzyki, skandowali i deklarowali współdziałanie.
Narodziła się nowa partia normalności społecznej, otwartości i pozytywnych emocji. Narodziła się partia dla europejskiego społeczeństwa bez historycznego zadęcia, bez szacunku do „świętych krów” polityki, kościoła i wszelkiej niemożności. Wiosna, to partia na miarę XXI wieku, nie budowana przeciwko komukolwiek, to nie partia wojny, ale nadziei na przyszłość. To Wiosna pokoju i rozwoju, zielonych pól i czystego powietrza, Wiosna wolności, solidarności i nadziei.
Ponieważ istnienie Wiosny nie jest na rękę żadnej partii politycznej, kościołowi, ruchom narodowym, organizacjom chrześcijańskim i ludziom, którzy nieuczciwie budowali swoje legendy, już zaczęła się walka z wiosennym Robertem, na wszystkich możliwych polach propagandy negatywnej. Słyszę, że populista, że obiecuje co niemożliwe, że źle liczy budżet, że walczy z tradycją i wartościami chrześcijańskimi, że rozbija koalicję przeciwko PiS-owi…
Jestem przekonany, że narodził się właśnie w Polsce ruch przyszłości, świeżych wiosennych wiatrów nadziei na miarę Solidarności, która porwała całą Europę do zwalenia murów i otwarcie drogi do wolności, bez respektu dla balastu starych układów.
Idzie Wiosna!
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Plan ewakuacji rodziny królewskiej w przypadku chaotycznego brexitu
Jak ujawniła brytyjska prasa, zostały odkurzone i unowocześnione plany nagłej ewakuacji rodziny królewskiej. Kiedyś opracowano je na wypadek przekształcenia się zimnej wojny w regularne starcie zbrojne, teraz mają się przydać, gdyby brexit wymknął się spod kontroli.

To, że brytyjskie służby postanowiły się przygotować na najgorszy możliwy rozwój wypadków, ujawniły „Sunday Times” i „Mail on Sunday”. Gdyby w wyniku tzw. bezumownego brexitu (no-deal brexit) doszło do dezorganizacji działania państwa, królowa Elżbieta II oraz jej rodzina zostaną przewiezieni w „bezpieczne miejsce z dala od Londynu”. Nie ujawniono jednak co to za miejsce. Być może przygotowanych jest ich kilka.
Panika czy odpowiedzialność?
Informacje obu gazet miały pochodzić ze „źródeł zbliżonych do premier Theresy May„. Publikację skrytykowali jednak politycy Partii Konserwatywnej ze skrzydła zwolenników twardego brexitu (czyli zerwania nawet wszystkich relacji z UE). Uznali ją bowiem za tzw. przeciek kontrolowany, czyli informację przekazaną mediom specjalnie, aby wywołać odpowiedni efekt. W tym przypadku miałoby chodzić o wystraszenie społeczeństwa.
Jeden z liderów tej frakcji, poseł Jacob Rees-Mogg nazwał opracowywanie aż tak daleko posuniętych planów awaryjnych na wypadek bezumownego brexitu „niepotrzebnym panikowaniem ze strony władz”. Przypomniał, że rodzina królewska nie opuściła Londynu nawet podczas niemieckich bombardowań w czasie II wojny światowej.
Z drugiej strony, cytowani przez obie gazety eksperci ds. bezpieczeństwa i byli policjanci chwalili rząd za to, że chce być gotowy na każdą okazję. W czasie II wojny światowej rodzina królewska przebywała w stolicy, ale plany jej ewakuacji były opracowane.
Michał Strzałkowski | EurActiv.pl
Rafał Sulikowski: Kłopoty z wizją. Społeczeństwo polskie w stanie rozszczepienia

Rafał Sulikowski
Wszystkie problemy - jednostkowe czy wspólne - zawsze wynikają z historii życia czy historii kraju, da się rozwiązać, ale jedynie przy uczciwym podejściu do naszych dziejów. Obecna polityka historyczna tego wcale nie obiecuje. I tracimy bezcenny czas.
Obserwuję już ponad 40 lat polski naród i coraz bardziej uświadamiam sobie, że z nim jest coś nie tak. Niby wiemy, jakie mamy problemy, ale ten główny problem pozostaje niezidentyfikowany. Może na przykład stanowić pewne tabu kulturowe, które pomoże nam rozwikłać i nazwać “psychologia społeczna” jako ta dziedzina wiedzy, która – wychodząc od psychologii jednostki, a nawet psychologii klinicznej, zajmującej się zaburzeniami psychicznymi jednostek i gromadzącej “studia przypadku”, opracowującej modele diagnostyczne i proponowane terapie – lepiej niż socjologia odda faktyczny stan rzeczy.
Jednak wszelkie raporty z diagnozami natury społecznej jedynie przybliżają, aproksymują rzeczywistość, którą badacz opisuje przez swe kulturowe okulary. Nie ma bezpośredniego poznania w humanistyce, bo nie opisujemy “rzeczy samej w sobie”, jakiegoś Kantowskiego “noumenu”, lecz rzeczywistość w dużym stopniu niewidzialną gołym okiem, bo ukrytą przed poznaniem potocznym w codzienności, w jakiej żyjemy.
Badacz nie ma do dyspozycji nieograniczonego czasu, najczęściej z trudem go wykrawając z powszedniości, na którą składa się w Polsce obecnie troska o rzeczy materialne. Jednak nie z samej widzialnej materii składa się nasz kraj – można zaryzykować tezę, że w przeważającej części rzeczywistość składa się z niewidzialnych kwestii ontycznych, epistemicznych, estetycznych i etycznych. I nimi się zajmiemy dość szczegółowo.
Polska leży w miejscu geograficznym, które nazywam “pokojem przechodnim”. Nasze położenie nie jest najszczęśliwsze. Stanowimy kraj w dużej mierze tranzytowy. Przez nasz kraj z Zachodu na Wschód przebiegają dawne szlaki handlowe, obecnie zagęszczane przez wszechobecne tiry i pociągi z towarem dla wschodnich sąsiadów.
W naszej historii położenie miało rolę szczególną – byliśmy najeżdżani z każdej strony. Rabowano nasze dzieła sztuki, książki, które uczyły nas mądrości. Ludzi zamykano w obozach koncentracyjnych i tam mordowano albo pędzono całe masy na daleką, mroźną Syberię.
Wiele napisano o polskim społeczeństwie i krótko zreferuję niektóre ważne ustalenia, jednak teza, którą spróbuję udowodnić, jest skomplikowana: nie ma prostego przełożenia doświadczeń zaburzonych psychicznie jednostek na organizm, jakim jest społeczeństwo. Nie stanowi ono bowiem po prostu sumy wszystkich ludzi, jacy tworzą naród, lecz jest wypadkową. Nie da się tedy zastosować redukcji społeczeństwa do sumy jednostek.
Nie ma “przeciętnego Kowalskiego”. Ta figura stworzona została na potrzeby socjologii i ośrodków badań opinii społecznej, a także na potrzeby biznesu i reklamy. Modelowanie w psychologii społecznej jest inne – nie operujemy “typowym Polakiem”, nie ma na przykład w realnym świecie takiej figury, jak “Matka-Polka” czy “Polak-katolik”. Wszelkie uogólnienia, choć bardzo wygodne, to droga na skróty, pełna błędów i opinii jednostronnych.
Należy zatem sięgnąć głębiej, w nieświadomość zbiorową, pełną atawizmów z historii Polski: na przykład żywe jest przywiązanie niektórych ludzi do figury “Polaka-Sarmaty”, stworzonej na potrzeby “przedmurza chrześcijaństwa” w okresie baroku w XVII wieku; podobnie słynne pieniactwo i warcholstwo też nie jest czymś wspólnym wszystkim ludziom tworzącym Polskę. W czasach, gdy działało słynne “liberum veto” zdarzały się różne sytuacje, ale – podobnie jak dziś – były to jednostki, nastawione negatywnie do proponowanych uchwał, nie reprezentujące całego sejmiku czy dziś Sejmu, a tym bardziej całego społeczeństwa.
Jakie są tedy rzeczywiste problemy Polaków? Na pewno istnieją wspólne, globalne problemy, adekwatne do innych krajów czy nawet kontynentów, wspólne tylko dla Europy i jej środkowowschodniej części oraz problemy typowo “polskie”, jak choćby te, analizowane przez Gombrowicza w słynnej powieści “Ferdydurke” z lat 30-tych XX wieku. W ogóle literatura będzie stale powracać, podobnie jak pozostała część kultury i sztuki polskiej, bo to w niej – oraz w doświadczeniach religijnych i parapsychologicznych odbija się rozumiana po Humboldtowsku “dusza narodu” czy “wspólna, polska jaźń”. Jung z teorią archetypów bardzo się przyda do analizy “schizofrenii polskiej”.
Zajmiemy się najpierw problemami globalnymi, a te są przede wszystkim ekonomiczne. Zobaczymy, jakie kłopoty bytowe mieli Polacy w przeszłości, a jakie przychodzą do nas z zagranicy dziś.
To, co się dzieje na warszawskiej giełdzie wynika ze zjawisk na innych parkietach, wpływa na nas mobilizująco bądź demobilizująco takie nowe zjawisko, jak rankingi rentowności kraju, tworzone przez nowe agencje rankingowe. Wpływa na nas, krótko mówiąc, cała obecna koniunktura światowa, stan globalnej gospodarki, zwłaszcza w krajach rozwiniętych i rozwijających się, ościennych. Nasi sąsiedzi, z którymi najwięcej handlujemy, często traktują nas jak tanią siłę roboczą, rynek zbytu towarów, możliwość robienia u nas tanich zakupów oraz dostawców taniej, dobrej polskiej technologii. Ile wynalazków zrobili Polacy, ile dzieł sztuki i kultury stoi na poziomie światowym – tego nikt nie zliczy.
Jednocześnie nadal najwięcej o Polsce wiedzą sami Polacy. Gdyby spytać pierwszego lepszego Niemca, Czecha czy Białorusina o jakikolwiek fakt historyczny z dziejów Polski, wymieniłby najwyżej Polaka – Papieża, może jeszcze Lecha Wałęsę i ruch robotniczy “Solidarność” i na tym wiedza zagraniczna o Polsce się kończy. Podobnie jest i z polską wiedzą na temat innych krajów i kultur.
Wiemy więc dużo o naszej historii, bo akademicka i eseistyczna historiografia stoją niezmiennie od czasów polskiego Romantyzmu na bardzo wysokim poziomie, ale mało o reszcie świata. Polski “zaścianek” i myślenie “sobiepańskie” nadal wyznaczają wiedzę wspólną o świecie. Oczywiście, po upadku żelaznej kurtyny wiemy o świecie coraz więcej, dzięki literaturze emigracyjnej, będącej w czasach socjalizmu świetnym ambasadorem wiedzy o Polsce, dzięki wprowadzeniu Polski do UE i w struktury NATO (2004, 1999), a także dzięki wprowadzeniu Internetu i szybkiej cyfryzacji Polski w drugiej dekadzie lat dwutysięcznych.
Bardzo brakuje w Polsce ludzi z przyszłościowymi wizjami dla Polski. Nikt nie wie, co przyniesie Polsce przyszłość, co nie zwalnia elity intelektualne od myślenia o przyszłości. Niestety, w Polsce wciąż dominują raczej “retro-wizje”, bo przecież historiografia ustaliła, że nie mamy dostępu bezpośredniego do przeszłości, która nie jest dana wprost, lecz zapośredniczona przez mentalność, kulturowe stereotypy i kalki myślowe, widoczne szczególnie po prawej stronie sporu o Polskę.
Prawica jako siła konserwatywna siłą rzeczy zwraca się po wzorce dla teraźniejszości ku przeszłości, najczęściej odległej. Bardzo modne jest teraz uprawienie selektywnej polityki historycznej. Historycy nie mogą pisać, jak “było naprawdę”, bo to nie służy polskiej dumie i polityce wstawania z kolan i skończenia z “polityką wstydu”. Tymczasem wybitne osiągnięcia polskie, o których powiemy szerzej, sąsiadują nie tylko z polskimi traumami, ale także z polskimi wstydliwymi kartami z historii. I choć nie ma już socjalistycznej i totalitarnej “odpowiedzialności zbiorowej”, a za swe czyny w ustroju demokratycznym odpowiadamy indywidualnie, to przecież jednak to, czym żył polski naród wpływa do dziś na nasze postawy, działania i moralne wybory.
Nie jest tak, że mamy więcej brudnych kart niż czystych. Problem w tym, że nie nazwane zło pozostaje w ukryciu, a to sprawia, że nadal jest czynne. Dopiero wspólne przepracowanie zarówno polskiej traumy zbiorowej (zwłaszcza rozbiory, a także obie wojny światowe i czasy PRL), nazwanie rzeczy po imieniu, może uwolnić Polskę do przebaczenia zarówno wewnętrznego, jak i pojednania z sąsiadami, co próbowali, nie do końca skutecznie, zrobić polscy biskupi w latach 60-tych, w słynnym liście do episkopatu niemieckiego, gdzie zawarli znane zdanie: “Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Wielu ludziom to się w głowie nie mieściło i nadal nie mieści, jak można prosić katów Polski o przebaczenie, jednak biskupi wykazali się wielką mądrością – przepraszali prawdopodobnie za odwetowe działania pierwszych władz powojennych na niewinnej ludności niemieckiej, którą przymusowo wysiedlono z terenów zachodnich. Cywile nie są winni decyzji polityków i generałów, a jednak ludność cywilna zapłaciła wysoką cenę za niemieckie poszukiwania “Lebensraum”.
Wszystkie te problemy, które – jednostkowe czy wspólne – zawsze wynikają jakoś z historii życia czy historii kraju – omówiłem, da się rozwiązać, ale jedynie przy uczciwym podejściu do naszych dziejów. Obecna polityka “historyczna” tego wcale nie obiecuje. I tracimy bezcenny czas.
Rafał Sulikowski
Brexit. Prawie co 3. brytyjska firma planuje przeniesienie część biznesu za granicę
Prawie co trzecia brytyjska firma (29 proc.) twierdzi, że ze względu na wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej czuję się zmuszona planować częściowe przeniesienie swojej działalności biznesowej za granicę. To wynik sondażu brytyjskiego zrzeszenia przedsiębiorców Institute of Directors (IOD), przeprowadzonego wśród jego członków, którego wyniki obecnie opublikowano.

11 proc. z grona prawie 1200 uczestniczących w sondażu firm podało, że ze względu na brexit już przeniosło części swojej działalności biznesowej za granicę. 5 proc. jest w fazie planowania takiej przeprowadzki, a 13 proc. aktywnie to rozważa.
Prawie 70 proc. firm przenoszących się lub planujących taki krok decyduje się na nową lokalizację na obszarze Unii Europejskiej.
– Niszczy się ciężko wypracowaną reputację Wielkiej Brytanii jako kraju oferującego stabilne warunki dla firm. Nasi politycy muszą zdać sobie z tego sprawę, kiedy obecnie wkraczamy w decydującą fazę negocjacji – powiedział prezes IOD Edwin Morgan w informacji prasowej. – Szczególnie dla mniejszych firm nawet częściowe przeniesienie się za granicę jest kosztowne – zaznaczył.
Niespełna dwa miesiące przed terminem brexitu 29 marca br. wciąż jeszcze nie wiadomo, jak ma on przebiegać. Są obawy, że tzw „twardy” brexit, bez uregulowanych warunków, będzie miał poważne skutki dla gospodarki brytyjskiej.
REDAKCJA POLECA
Adam Mazguła: Uległość – to poddaństwo!

Adam Mazguła
Czekamy na wybory, jeśli przegramy z totalną propagandą podłości, to na lata, może i na dziesięciolecia pożegnamy demokrację w Polsce. Zapełnią się więzienia, Polska nie będzie członkiem Unii Europejskiej, a zależnym od Rosji państewkiem wyznaniowym i to bez zdrady Jałtańskiej, ale na wskutek własnych decyzji
Kiedy służyłem w Iraku zauważyłem, że całą wiedzę o pojęciach dobra i zła, biorę z mojego kręgu kulturowego, które nie przystaje do panujących tam warunków. My z Konwencją Genewską i prawami kobiet, oni z ucinaniem głów i porywaniem dziewczynek. My z szacunkiem do wiary i z zasadą nie wchodzenia z bronią do meczetów i kościołów, oni tam właśnie umieszczali dowództwa terrorystycznych struktur, magazyny broni i amunicji.
Stosowali swoje prawo, ale jeśli tylko byli w tarapatach, odwoływali się do naszej zachodniej kultury. Tak, więc mogli zabijać w zamachach, ale nie wolno było im nic zrobić, bo przecież nas obowiązują prawa człowieka – ich prawa, zagwarantowane przez naszą cywilizację.
Dzisiaj Kaczyński i jego spółka ze znacznie ograniczoną odpowiedzialnością, podgrzewając atmosferę w kraju i realizując swój styl zarządzania przez kryzys, mówi o totalnej opozycji. Tymczasem stworzył machinę propagandy totalnej. Buduje medialne imperium państwa opartego na kłamstwie i narzuca wszystkim innym mediom, potrzebnej mu narracji. Zastrasza opozycję, kpi z niej, że jest słaba i nawet, że on może ją reprezentować.
Stworzył on potężny aparat współczesnych ubeków w organizacjach opozycyjnych, armię tysiącach płatnych hejterów na forach internetowych, kościelnych opluwaczy smoleńskich i katolickich talibów regionalnych. Wszystko dla swojej fobii, umiłowania władzy i zemsty na ludziach, których nienawidzą, bo są od nich lepiej wykształceni, wychowani, przyzwoici, przygotowani do życia społecznego i w tolerancji światopoglądowej.
Tak jak w Iraku talibowie, tak tu, PiS wykorzystuje inny krąg kultury bruku i prostactwa w stosunku do ludzi myślących i inteligentnych. Wystarczy, że nazwą ludzi kulturalnych ubekami, komunistami, złodziejami, kanaliami…, a ludzi kulturalni nie lubią być opluwani kłamstwami, więc schodzą im z drogi. Nie chcą dyskutować, zniżać się do poziomu tych biednych ludzi.
Znamienne, że PiS rozgłasza sytuację odwrotną, że to ich elektorat jest opluwany i niszczony przez totalną opozycję. Kościoły, gdzie PiS umieścił swoje filie nienawiści, są według nich, bez pardonu atakowane, bo „ubecy walczą z wiarą chrześcijańską”. Zniewolone, biedne ofiary opozycyjnej nagonki muszą się bronić. Tak PiS buduje przewagę, poprzez inicjatywę w zniechęcaniu do prezentowania własnego zdania, do protestów i zmusza do uległości.
To odwracanie roli oprawcy na prześladowanego ma niewyobrażalny skutek propagandowy. Parafianie, słysząc jak są prześladowani czują potrzebę walki, opowiedzenia się po stronie prześladowanych jedynie prawdziwych Polaków i katolików. Taki model propagandy jest skuteczny i możliwy tylko wśród ludzi, którzy niewiele wiedza o świecie, zacofanych, podatnych na głos fałszywych autorytetów i proroków, zwykłych kłamców wspieranych przez medialny przemysł pogardy dla zwykłej ludzkiej przyzwoitości.
W obliczu takiego totalnego zagrożenia wielu już się poddało i czeka na wymiar kary za to, że ośmielili się bronić demokracji. Zniewalają ich sondaże, które też przecież są pod kontrolą kaczystów.
Partie opozycyjne nie mobilizują swoich członków do aktywności, a wykorzystują i konsumują wizerunkowo protesty KORD-u, KOD-u, Obywateli RP, Strajku Kobiet i innych organizacji. Nie składają, zgodnie z prawem wniosków o ściganie ludzi, którzy niszczą konstytucję, trybunał, system prawny, niszczą wojsko, kpią z policji, wspierają nazizm… Przecież to się kwalifikuje na delegalizację partii PiS.
Na co czekają? Aż PiS będzie mógł uruchomić wprowadzone już prawo, które pozwala bez przyczyny i do każdego zapukać o 6 rano i przeszukać mu dom i wszystko, co posiada? Aż będą mogli zabrać z domu prywatne rzeczy, komputery, dyski i co tylko będą chcieli, bo coś wobec kogoś podejrzewają? Mogą bezpodstawnie rzucić oskarżenie o terroryzm i zatrzymywać ludzi bez przyczyny i nakazu. Zamykać na wieloletnie kary za opozycyjność. Czy tego naprawdę nie widzicie?
Powstaje, więc pytanie, dlaczego tego jeszcze PiS nie robi? Odpowiedź jest banalnie prosta, bo chociaż bardzo wiele już uczynili, to jeszcze nie podporządkowali sobie sądownictwa, nie zniszczyli niezawisłości sędziów. Wspierani przez obywateli sędziowie, początkowo bierni i jakby nieobecni, teraz stanowią wzór solidarności zawodowej w walce z bezprawiem. Żadne inne środowisko zawodowe nie jest tak zdecydowane w oporze do tej podłej zmiany jak prawnicy. Mimo to, są już przetrzymywani ludzie w więzieniach, bo system losowania sędziów do sprawy jakoś tak dziwnie działa, że w sprawach politycznych orzekają tylko ci sami sędziowie, a jeśli np. skarży się Krystyna Pawłowicz na Jerzego Owsiaka, albo W. Sadowski przeciwko TVP, to orzekającym jest ten sam sędzia i skazuje tego ostatniego.
Niepewni efektów czekamy na wybory, jeśli przegramy z totalną propagandą podłości, to na lata, może i na dziesięciolecia pożegnamy demokrację w Polsce. Zapełnią się więzienia, Polska nie będzie członkiem Unii Europejskiej, a zależnym od Rosji państewkiem wyznaniowym i to bez zdrady Jałtańskiej, ale na wskutek własnych decyzji. Zasłonięte oczy Polaków opaską totalnej propagandy skończy erę obywatelskiej państwowości i otworzy rozdział poddaństwa, terroru katolickiego i prostactwa. Oby Polacy, chociaż tym razem byli mądrzy przed szkodą.
Morderstwo Pawła Adamowicza stworzyło nowa sytuację polityczną, która wypływa z oburzenia społecznego. Tworzy się sytuacja rewolucyjna. Czas na inicjatywy i odwagę w przekonywaniu innych do aktywności społecznej, do udziału w wyborach i czynnych protestach.
Nie czas na uległość, która jest poddaństwem.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Prepare to drive in the EU after Brexit
What all drivers from the UK may need to do to drive in the EU and EEA when the UK leaves the EU on 29 March 2019.

Requirements for all UK drivers when driving abroad from 29 March 2019
From 28 March 2019, drivers from the UK will need extra documentation to drive in the EU and EEA.
In the event that the UK leaves the EU without a deal, UK drivers may also need an international driving permit (IDP) to drive in the EU and EEA.
Driving licence exchange for UK nationals living in the EU
If you are a UK licence holder living in the EU or EEA you should exchange your UK driving licence for a local EU driving licence before 29 March 2019. From that date, in the event that there is no EU Exit deal, you may have to pass a driving test in the EU country you live in to be able to carry on driving there.
You should consider exchanging your UK driving licence for an EU driving licence as soon as possible. Increased demand may lead to longer processing times and delays to exchanging driving licences the closer it is to 29 March 2019.
You can drive on your EU licence when visiting the UK until it expires or you turn 70 – whichever comes first.
If you return to live in the UK you can drive on your EU licence for up to 3 years. Then, provided you passed your driving test in the UK or another specified country, you can exchange your EU licence for a UK licence without taking another test.
Driving licences and international driving permits
On 28 March 2019, the type of international driving permit (IDP) that some countries outside the EU and EEA recognise will change.
From 29 March 2019, in the event that there is no EU Exit deal, you may need an IDP in addition to your UK driving licence to drive in EU and EEA countries.
If you hold a UK driving licence you should not need an IDP to drive in Ireland from 29 March 2019 as Ireland does not currently require IDPs to be held by driving licence holders from non-EU countries.
Number plates and national identifiers
Under international conventions, GB is the distinguishing sign to display on UK-registered vehicles when driving outside of the UK, including in the EU and the EEA.
You can display the distinguishing sign as either a GB sticker or a GB sign on your number plate.
From 29 March 2019, if the UK leaves the EU without a deal, you may need a GB sticker even if your vehicle has a Euro-plate (a number plate displaying both the EU flag and a GB sign).
You will not need a GB sticker to drive outside the UK if you replace a Euro-plate with a number plate that features the GB sign without the EU flag.
More about displaying number plates, flags, symbols and identifiers.
Vehicle registration documents
From 29 March 2019, in the event that there is no EU Exit deal, you should continue to carry your vehicle registration documents with you when driving abroad for less than 12 months.
Vehicle insurance for UK registered vehicles in the EU
A motor insurance Green Card is evidence of motor insurance cover when driving abroad.
The EU, EEA, Andorra, Serbia and Switzerland are part of a Green Card-free circulation area. Currently, you do not need a motor insurance Green Card to drive a UK registered vehicle in these countries.
From 29 March 2019, in the event that there is no EU Exit deal and the European Commission does not make a decision ensuring that UK registered vehicles will not be checked for proof of insurance, drivers of UK registered vehicles will need to carry a motor insurance Green Card when driving in the EU and EEA.
Some countries also require separate insurance for trailers. This means that you may also need a separate Green Card for your trailer.
Contact your vehicle insurance provider to obtain a motor insurance Green Card.
Road traffic accidents in the EU
From 29 March 2019, in the event that there is no EU Exit deal, UK residents involved in a road traffic accident in an EU or EEA country should not expect to be able to make a claim in respect of that accident via a UK-based Claims Representative or the UK Motor Insurers’ Bureau (MIB).
Instead, UK residents involved in a road accident may need to bring a claim against either the driver or the insurer of the vehicle in the EU or EEA country where the accident happened. This may involve bringing the claim in the local language.
In the event of an accident in an EU or EEA country caused by an uninsured or an untraced driver, UK residents may not receive compensation if there is no EU Exit deal. This will vary from country to country.
If involved in a road traffic accident in an EU or EEA country before 29 March 2019, you may need to bring legal proceedings in the UK against either the insurer or the MIB before 29 March 2019. After 29 March 2019, you may need to bring legal proceedings against either the responsible driver or the insurer of the vehicle in the EU or EEA instead. If you need more information about this, you should seek legal advice.
Trailer registration
From 28 March 2019, you must register commercial trailers weighing over 750kg and non-commercial trailers weighing over 3,500kg before they can travel to or through most EU and EEA countries.
You can voluntarily register non-commercial trailers that weigh over 750kg but there is no legal requirement to do this.
EU drivers visiting or living in the UK after EU Exit
From 29 March 2019, in the event that there is no EU Exit deal, arrangements for EU licence holders who are visiting or living in the UK will not change.
Visitors with EU driving licences will not need an IDP to drive in the UK.
EU licence holders can drive in the UK on their EU licence:
- until it expires or until they turn 70 – which ever comes first.
- for up to 3 years when coming to live in the UK
For EU licence holders who passed their test in the EU or EEA, the UK will continue to exchange their licence.
EU licence holders who passed their test outside the EU or EEA have restrictions on licence exchange. As such, they may need to take a test to obtain a UK licence.
gov.uk / Published 25 October 2018, Last updated 1 February 2019





