Adam Mazguła: Władzy potrzebny jest wróg

Adam Mazguła
Myślę, że jest niezwykle ważne, aby piętnować niegodne postawy i łamanie prawa - indywidualnie, po nazwisku, a nie skupiać się na grupach społecznych. One muszą być pokazywane jako suma negatywnych postaw ich członków
Przyczyny zaskakującego poparcia dla zjednoczonej prawicy, mimo wysypu jej afer, faszystowskich zapędów, kłamstw i oszustw na wielką skalę, są złożone. Jednak, żeby to zrozumieć, konieczna jest analiza naszego społeczeństwa, jego przyzwyczajeń, przywar, powodów do zbiorowej euforii.
Nasze życie pod zaborami, okupacją, okres pojałtański czy czas Solidarności nauczyły nas walczyć o swoje z każdym wrogiem. Nie tylko w sensie indywidualnym czy rodzinnym, ale także społecznym. Przez dwa wieki robiliśmy na złość wrogom i okupantom. Tę walkę mamy we krwi. Wieki niewoli, wykorzystywania, poniżania, zabijania naszych rodaków nauczyły nas walczyć.
Po tych ciemnych i trudnych czasach nastąpił szok społeczny – wolne wybory. Przynależność Polski do NATO i UE spowodowała, że nagle zabrakło nam wroga. Nie ma kogo oszukiwać, okradać i nie ma z kim walczyć. Władza nie może rządzić w tak doświadczonym przez wojny społeczeństwie, bez wroga.
Wróg musi być!
Nie chodzi tu tylko o uzasadnienie rozwoju naszych sił zbrojnych, bo kochamy mundury i lubimy, kiedy to one, a nie okupacyjne, pokazują się na ulicach. Nie tylko chodzi o to, aby umundurować wszystkie możliwe formacje, od Straży Marszałkowskiej po agencje ochrony. Chodzi o coś bardziej ważnego.
Każda formacja polityczna, idąc po władzę, musi udowodnić, że jest lepsza od poprzedniej. PiS, przez media i kościelne wsparcie, wmówił Polakom, że zaangażowany polski patriota – to tylko katolik, kochający prawicę i godnie prezentujący swoje zaangażowanie w popieraniu partii. Dlatego pojawiły się koszulki z orłami i Polską Walczącą oraz hasła, nawet tak skrajne jak „ŚMIERĆ WROGOM OJCZYZNY“.
Potem PiS zrobił coś niezwykle podłego – nie rywalizował, ale
wskazał poprzedników politycznych jako wrogów narodu, zdrajców,
reprezentujących obce zagraniczne interesy Żydów, Niemców, Ruskich…
Jarosław Kaczyński nazwał opozycję komunistami, złodziejami, wprowadził
represyjną ustawę i nazwał ją dezubekizacyjną, aby wskazać, kto tu jest wrogiem
prawych, prawdziwych Polaków…
Tam miało być skierowane ostrze walki o polskość, czyli o wpływy partii, która podobno, jako jedyna, reprezentuje Polaków. Wprowadził retorykę tej samej walki, którą pamiętają rodacy z zaborów czy okupacji. Wmówił, że tylko PiS broni interesów Polaka.
Takie działania tworzą wojnę. Jest wróg, jest konfrontacja, to jest też jednoczenie społeczeństwa w walce. W walce nierównej, bo z zaskoczenia i w warunkach, kiedy wszystkie ważne instytucje są w rękach jednej strony.
Zanim opozycja się opamiętała, już nie było Trybunału Konstytucyjnego i trójpodziału władzy, prokuratury, sejmu ani senatu. Za to był wódz i jego dekrety. Były atakujące wiadomości w mediach publicznych, w prasie zależnej od PiS-u, okraszone mowa nienawiści, szczujące i niszczące opozycję, a nawet pojedyncze, szczególnie groźne dla PiS-u osoby.
Jeśli dzisiaj zastanowimy się nad tym, dlaczego żadne afery z
udziałem PiS nie przeszkadzają wyborcom w jego popieraniu, to odpowiedź staje
się prosta. Prymitywni Polacy podświadomie, tradycyjnie i przy pomocy
agresywnej propagandy ze strony jedynej polskiej partii uważają, że
utrzymywanie jej przy władzy jest warunkiem przetrwania narodu. Bo to przecież
ona reprezentuje Polskę katolicką i niezależną, z naszymi wadami i fobiami, ale
naszymi polskimi, z naszą niby odkłamaną i odkrytą na nowo historią żołnierzy
wyklętych, nowych bohaterów Solidarności i współczesnych czasów, ale naszych.
Prawdziwi Polacy wybierają takich przedstawicieli, którzy nie są idealni. Nawet
gdy kłamią, oszukują, kradną – to wierzą, że robią to w dobrej intencji; to ich
ludzie, ich – wielkiej Polski.
Z taką motywacją nic ich nie wzruszy. Jest wojna Polaków z kanaliami i gorszym
sortem, jak w czasie minionym, z antypolskim wrogiem.
Co robić?
Musimy piętnować indywidualnie dewastatorów Konstytucji RP, podkreślając jej demokratyczne opracowanie i przyjęcie. Pokazywać faszyzm rządzących, który prowadzi do wojny i śmierci. Izolację kraju i powrót do zacofania. Korzystać z przykładów milionów Polaków żyjących poza granicami, wspierać demokrację i pokazywać korzyści społeczne, jakie płyną z tolerancji. Uwypuklać, jak PiS dewastuje wszystko, co ma narodowy charakter. Piętnować antykatolicką postawę, przejawiającą się w braku pomocy dla uchodźców, którzy ucieczką ze swojego kraju ratują swoje życie. Demaskować wiarę bez miłości i szerzącą się nienawiść. Okazywać pobudki zaangażowania politycznego sędziów, prokuratorów, policjantów, ich działania na telefon. Demaskować bankierów czekających na zagarnięcie naszych pieniędzy dla polityków. Pokazywać dowódców wojskowych noszących parasole nad misiami, podkreślać brak honoru i łamanie prawa. Takich wskazówek jest dużo.
Myślę, że jest niezwykle ważne, aby piętnować niegodne postawy i łamanie prawa – indywidualnie, po nazwisku, a nie skupiać się na grupach społecznych. One muszą być pokazywane jako suma negatywnych postaw ich członków. Takie postępowanie daje do myślenia i powoduje odwracanie się uczestników organizacji od ich liderów zła.
Jeszcze ważniejsze jest, aby mówić zawsze prawdę, którą łatwo zweryfikować. Dlatego istotne są natychmiastowe dowody, w pierwszej informacji, zanim skończy się społeczne zainteresowanie problemem.
To tylko moje, tak spontanicznie spisane rady, które płyną z doświadczenia. Może być ich znacznie więcej, ale rozmiar tego felietonu na swoje granice. Zostawiam ten temat specjalistom.
Musimy jednak pamiętać, że PiS rządzi w Polsce sposobem wojennym, a do tego potrzebny jest mu wróg. My nie jesteśmy wrogami Polski. Sami jesteśmy Polakami, którym leży na sercu dobro naszego kraju, dlatego nie zapominajmy o konieczności rozmawiania z nimi i przedstawiania swoich argumentów, musimy być uśmiechnięci, zadowoleni, przyjacielscy i ze szczerością wypisaną na twarzy.
To trudne, ja tego nie potrafię, ale wiem, że to najlepsza broń w tej wojnie.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Brytyjski parlament chce renegocjacji brexitu. UE mówi „nie”
Brytyjski parlament chce renegocjacji brexitu, w których ustalony zostanie nowy mechanizm awaryjny dla Irlandii Północnej. Bruksela obstaje twardo przy stanowisku, że bez „backstop” nie będzie porozumienia z UE.

Brytyjska Izba Gmin przegłosowała we wtorek (29.01.2018) poprawkę wyrażającą poparcie dla umowy regulującej wyjście z Unii Europejskiej, jeśli tylko rządowi uda się zamienić kontrowersyjny mechanizm awaryjny dla Irlandii Płn. (chodzi o kwestię granicy między Belfastem a Dublinem). Za poprawką głosowało 317 deputowanych, przeciwko było 301.
Nawet jeśli brytyjski parlament wyraził zgodę na renegocjacje porozumienia z UE, wzrosło ryzyko brexitu bez porozumienia. Na dwa miesiące przed opuszczeniem Wspólnoty przez Londyn.
Kolejne kroki Londynu
Bruksela odmawia jednak. O żadnych negocjacjach nie może być mowy. Zamiast tego 27 krajów członkowskich UE zapowiedziało możliwość przesunięcia daty brexitu, przewidzianego na 29 marca. W Londynie propozycja ta nie znalazła większości.
Rzecznik przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska poinformował, że nie będzie żadnych zmian w umowie brexitowej. Stanowisko takie zostało uzgodnione ze stolicami krajów członkowskich Unii. – Porozumienie to jest i będzie najlepszą i jedyną drogą zapewniającą uregulowane opuszczenie UE przez Zjednoczone Królestwo. Tzw. backstop jest częścią porozumienia, które nie podlega renegocjacji – oświadczył. Ustalenia takie przyjęte zostały jednoznacznie na grudniowym szczycie Unii. Już wcześniej UE wielokrotnie odrzucała możliwość wznowienia negocjacji. Rzecznik przewodniczącego Rady Europejskiej zaapelował do rządu Theresy May o „jak najszybsze przedstawienie swoich planów odnośnie kolejnych kroków”.
Paryż przeciwny nowym rozmowom
Również prezydent Francji Emmanuel Macron po raz kolejny wyraźnie określił swoje stanowisko ws. umowy z UE. Porozumienie ws. brexitu jest „najlepszym z możliwych i nie podlega negocjacji” – powiedział Macron na marginesie szczytu państw południowego wybrzeża Morza Śródziemnego w stolicy Cypru Nikozji. – Brytyjski rząd musi szybko przedłożyć swoje plany dla następnych etapów brexitu, by unikąć wyjścia z UE bez porozumienia, czego nie chce żadna ze stron, ale na które musimy się mimo wszystko przygotować” – dodał.
REDAKCJA POLECA
Co dla podróżnych oznacza brexit? Szykuje się twarde lądowanie
Obojętnie, czy brexit będzie twardy czy miękki, dla podróżnych szykuje się twarde lądowanie.

Do definitywnego brexitu pozostało już tylko dwa miesiące, nie oznacza to jednak, że przez dwa lata przygotowań udało się ustalić wszystko do końca. Właściwie pewne nie jest nic, ale życie będzie musiało toczyć się dalej i tak zarówno firmy jak i zwykłych ludzi czekać może sporo niespodzianek.
Na jakie sytuacje będą musieli być przygotowani turyści, których do Wysp nie zniechęcił brexit?

Niespokojne niebo
Kiedy Wielka Brytania w nieuregulowany sposób opuści Unię Europejską, Brytyjczyków nie będą obowiązywać już regulacje odnośnie wspólnej europejskiej przestrzeni powietrznej czyli prawo transportowe, zezwolenia na eksploatację urządzeń, homologacje czy certyfikaty bezpieczeństwa w lotnictwie. Od nowa trzeba będzie uregulować prawo do korzystania z przestrzeni powietrznej poszczególnych państw, co może doprowadzić do znacznych opóźnień czy anulacji lotów.
Także podróżni, którzy wybierają się na dalekie trasy międzykontynentalne z międzylądowaniem w Londynie muszą liczyć się z zakłóceniami w podróży.
Tuż przed Bożym Narodzeniem Komisja Europejska opublikowała co prawda plany działań awaryjnych, tak aby zagwarantowany był przynajmniej podstawowy serwis. Przewidują one, że zezwolenia na loty i licencję mają być dalej utrzymane w mocy.
Kontrole graniczne
W dalszym ciągu kursować mają superekspresy Eurostar i możliwe będą przejazdy eurotunelem, lecz turyści muszą w tym przypadku liczyć się z dłuższym oczekiwaniem na kontrole graniczne. Odnosi się to także do przejazdów promami. Przez port w Dover codziennie przewija się około 10 tys. tirów, więc aż trudno wyobrazić sobie, ile czasu trwać będą kontrole celne.
Może być taniej
Spadek kursu brytyjskiego funta już teraz spowodował, że potaniały wycieczki do Wielkiej Brytanii. Ceny usług gastronomicznych i hotelarskich, jak obliczył niemiecki urząd statystyczny, są obecnie około 3 proc. niższe niż w Niemczech i mogą one jeszcze dalej spadać po twardym brexicie i dalszym spadku kursu brytyjskiej waluty.
Trzy miesiące bez wizy
Także w przyszłości turyści z Unii Europejskiej nie będą musieli starać się o wizę, by spędzić wakacje na Wyspach – Wielka Brytania nie ma zamiaru odstraszać turystów. Kto będzie chciał jednak spędzić na Wyspach więcej niż trzy miesiące, ten najprawdopodobniej będzie musiał starać się o wizę.
Opieka zdrowotna i cła
Przypuszczalnie po brexicie nie będzie już obowiązywać Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego. Obywatele UE z ustawowym ubezpieczeniem zdrowotnym nie będą mieli gwarancji bezpłatnej opieki lekarskiej na Wyspach. Kto wybiera się do Wielkiej Brytanii po 29 marca, ten powinien dowiedzieć się, jakie są możliwości zwrotu kosztów leczenia w krajach trzecich i czy nie byłoby celowe wykupienie dodatkowej polisy na ubezpieczenie zdrowotne za granicą.
Zmiany będą także w kwestiach celnych: pasażerowie samolotów z Unii Europejskiej lądujący na Wyspach będą traktowani jak obywatele krajów trzecich i będą mogli wwieźć towary o maksymalnej wartości 430 euro.
Koniec bezpłatnego roamingu
Możliwe jest, że turyści nie będą już w Wielkiej Brytanii korzystać z błogosławieństwa unijnego roamingu w telefonii komórkowej, czyli rozmów telefonicznych i korzystania z Internetu na warunkach identycznych jak we własnym kraju. Należy sprawdzić na miejscu, ile kosztują rozmowy w sieciach regionalnych operatorów komórkowych. Należy też przekonać się, czy rodzimi operatorzy traktują Wielką Brytanię w dalszym ciągu jak kraj unijny czy jak kraj trzeci.
Dokumenty dla pupila

Możliwe też, że przy podróżach ze zwierzętami ważność straci unijny paszport dla zwierząt i turyści powinni sprawdzić, czy nie wymagane będą od nich dodatkowe dokumenty od służb weterynaryjnych.
REDAKCJA POLECA
Adam Mazguła: Wstydliwe geny w służbie PiS

Adam Mazguła
Wiele razy się zastanawiałem, dlaczego poparcie dla PiS-u nie spada, mimo oczywistych kłamstw i oszustw, skoków na kasę i afer? Czy znalazłem odpowiedź..
W czasie któregoś z posiłków przy wspólnym stole, gdy przebywałem w szpitalu, powiedziałem coś negatywnego o usłyszanej antyinformacji w TVP. Pani siedząca obok obruszyła się, inna zaczęła kręcić głową, potem usłyszałem długi monolog kolejnej walecznej osoby; wynikało z niego, że nareszcie jest dobrze, bo to „okropne Żydostwo z PO” kradło na potęgę, ale teraz przynajmniej są „prawdziwi Polacy”. Następnie dowiedziałem się, że ona też by kradła, gdyby była przy władzy – nie dla siebie, tylko dla swoich dzieci. Ona jest cierpliwa, przyjdzie i na nią kolej…
Byłem zdumiony.
Wiele razy się zastanawiałem, dlaczego poparcie dla PiS-u nie spada, mimo oczywistych kłamstw i oszustw, skoków na kasę i afer? Czy znalazłem odpowiedź w ustach tej pani, że rodzimi złodzieje popierają PiS i czekają cierpliwie na swoją kolej? Czy to możliwe, że jest ich aż tak wielu?
Polacy przez całe wieki uczyli się kraść i oszukiwać. Kradli podczas zaborów, bo okradać zaborcę – to był obowiązek patrioty. Kradli po odzyskaniu niepodległości, by jakoś przeżyć. Uczyli się kombinować i kraść podczas okupacji, bo trzeba było utrzymać się przy życiu. Podobnie było po wojnie w zrujnowanej Polsce. W czasach PRL nasi rodacy wydawali więcej, niż zarabiali, wspomagali się tym, co przynosili z zakładu pracy. Czasy Solidarności nauczyły ludzi, że dobrze wiedzie się tylko tym, którzy są głośnymi bohaterami przemian i załapali się do władzy. Pozostali czekali…, aż w końcu przyszła ich pora.
Całe pokolenia żyły, okradając państwo. Walka o władzę także zapewniała dostatnie życie. Nauczyliśmy się więc kombinować, eliminować konkurencję do władzy: przez donosicielstwo, zazdrościć, szczucie, walkę na wyolbrzymiane zasługi, a nie przez prawdę i przyzwoitość. Chwalenie się i opowiadanie o zasługach stało się atrybutem człowieka sukcesu, a nieustanna promocja służyła temu, by nikt i pod tym względem nie wyprzedził „prawdziwego Polaka”. Dlatego PiS nie ściga korupcji i złodziejstwa, nie ściga oszustów, bo to jest jego system zdobywania fortuny. Każdy musi zdążyć.
Dopóki PiS będzie u władzy, zawsze znajdzie się dostateczna liczba rodaków, których właśnie geny złodzieja, oszusta i karierowicza będą prowadzić do urn wyborczych, a nie kultura osobista i uczciwość. We wspólnym naszym interesie jest ostateczne pożegnanie tych wstydliwych cech narodowych, które rujnują już nie zaborców i okupantów, ale nasz kraj, nas wszystkich.
Idąc do wyborów, musimy mieć świadomość potrzeby nie tylko wygrania ze złem, ale też poczucie konieczności oczyszczenia społeczeństwa z takich cech, jak zuchwałe oszustwa i złodziejstwo; musimy ukrócić dążenie do zajmowania wysokich stanowisk bez kompetencji i bez odpowiedzialności.
Musimy przywrócić system wartości cywilizowanego państwa europejskiego.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Dariusz Stokwiszewski: Przekleństwo Polski, które przejdzie do jej czarnej historii!

Dariusz Stokwiszewski
Partia, która obecnie otrzymuje 18,5 mln dotacji (z czego aż 1,5 mln kosztuje ochrona wodza) byłaby bogatsza o kilkukrotność tej sumy po wybudowaniu obu gmachów! Proszę pamiętać, że miejsce to należało niegdyś do państwa, a uzyskane zostało w wyniku tylu zabiegów, że dziś mało kto byłby w stanie odtworzyć tę procedurę („złote” dla cwaniaków wszelkiej maści „lata 90.”)!
Ziobro, Kaczyński, Duda, Brudziński (z powodów estetycznych na tym zakończę tę listę), to ludzie tej władzy. To osoby, za które każdy Polak mający podobne do moich poglądy musi się wstydzić. A moje poglądy, to mówiąc najprościej: patriotyzm rozumiany, jako miłość oraz szacunek dla własnej ojczyzny, a także dbałość o jej bezpieczeństwo i dobro wspólne – tj. racja stanu. W moim rozumieniu i odbiorze ci ludzie nie tylko tym celom nie służą, a wręcz szkodzą interesom państwa. Jak bowiem inaczej nazwać zniszczenie demokratycznego państwa prawa, które do niedawna jeszcze miało tyle powodów do dumy głównie dlatego, że na przełomie l. 80. i 90. XX wieku zainicjowało przemiany polityczno – społeczne, które zmieniły świat na lepszy?!
Władysław Bartoszewski określił rację stanu, jako kierowanie się interesem państwa, będącym nadrzędnym w stosunku do innych. Arkady Rzegocki rozszerzył jego definicję o element zabezpieczenia „żywotnych interesów Polski” (suwerenność, niepodległość, bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne). Bronisław Geremek dodał do tego jeszcze zmniejszenie zagrożeń i zwiększenie szans Polski (np. rozwojowych). Wiem, że u moich interlokutorów z PiS nazwiska te wzbudzają niechęć, a nawet nienawiść. No cóż, ja też mam prawo do odczuwania niechęci do nich, do ich ignorancji merytorycznej, małości moralnej i nihilizmu aksjologicznego, bo w tym zakresie pryncypia swoim bezmyślnym i ubezwłasnowolnionym poddanym wyznacza wódz – podobnie jak w KRLD!
Natowski generał Carl Neumann stwierdził, że bezpieczeństwo nie jest wszystkim, ale bez niego wszystko jest niczym. Czy nasi przywódcy są w stanie to zrozumieć? Pewnie nawet o tym nie słyszeli po dwutygodniowych kursach obronnych przy kawie! Czy nie dlatego nasza armia jest teraz w tak fatalnym stanie? No wiem, mamy cztery nowe śmigłowce!
Tym, co może mieć pozytywny wpływ na realizację najważniejszych interesów państwa są:
• stawianie wyżej interesów państwa od interesów partii politycznych oraz innych grup, koterii, sitw etc.;
•
tworzenie i wykorzystywanie solidnych sojuszów i bycie fair wobec
sojuszników (my, łamiemy niemal każdą umowę czy to z NATO, czy UE);
• ucinanie w zarodku sporów wewnętrznych w sytuacji zagrożenia państwa i/lub innych kryzysów (uważam, że takie istnieje);
•
eliminacja z życia publicznego nienawiści i zacietrzewienia
politycznego, które mogą skutkować nawet rozlewem krwi (niedawno miało
to miejsce w Gdańsku).
Szczególnie istotne, z punktu widzenia bezpieczeństwa, są tu wszelkie działania mające wpływ na integrację społeczeństwa. Tu Polska, od 2015 roku (podobnie było w latach 2005-2007) jawi się, jako „prekursor współczesnej nienawiści”, do której doprowadziły dąsy jednego, zadufanego w sobie narcyza i grupy jego przybocznych, w celu zdobycia jak największej władzy w kraju. Od tego czasu datuje się pierwszy w całej historii Polski tak ogromny podział społeczeństwa na dwa, zwalczające się, wrogie „plemiona”! Tego naród nie może i nie powinien wybaczyć choćby dlatego, aby tacy „watażkowie” nie pojawili się już więcej! Państwo bowiem nie jest zabawką dla szalonych wizjonerów widzących w sobie „zbawców ojczyzny”, gdy tymczasem nie mają kwalifikacji do bycia zwykłym gminnym urzędnikiem najniższego szczebla. Z tego zresztą szczebla ta władza czerpie głównie swoje „najważniejsze zasoby kadrowe”!
Od czasu objęcia w Polsce władzy przez tę „partię destrukcji” w 2015 roku, afera goni aferę. Skok na spółki Skarbu Państwa i obsadzanie ich przez osoby bez kwalifikacji jest, uważam przestępstwem, ale już zniszczenie instytucji takich jak Siły Zbrojne, Policja czy prokuratura i służby specjalne to już zbrodnia przeciwko państwu i narodowi! Coś, za co powinien czekać trybunał i sądy, bo w ten sposób narażone zostało szeroko pojęte bezpieczeństwo narodowe i państwa. Rzecznik prasowy MON, człowiek posiadający „aż” tytuł technika, dwudziesto – paroletni młodzieniec dopuszczony do największych tajemnic wojska został zatrzymany i usłyszał zarzuty. Jak informuje CBA, zatrzymania (bo tenże człowiek ma towarzystwo w podobnej sytuacji) mają związek ze śledztwem dotyczącym niegospodarności, powoływania się na wpływy i fałszowania dokumentów przy okazji zawierania umów przez spółkę Polską Grupę Zbrojeniową SA (to jeden z największych zbrojeniowych zakładów w Europie). Rzecz nie do pomyślenia w żadnym z cywilizowanych krajów Zachodu! Coś takiego według mnie jest zwykłą zdradą stanu! Na wojnie za to „kula w łeb” tak jak dla szpiega!
Najnowsza z afer, dla której zasłoną może być w/w przypadek aresztowania w MON, dotyczy budowy dwu 190 metrowych wież w centrum stolicy (Srebrna 16), na miejscu uzyskanego w l. 90 majątku po dawnych firmach. Obecnie funkcjonuje tam Instytut im. Lecha Kaczyńskiego, będący właścicielem Spółki Srebrna. I tu szczególne kuriozum; ta nazwa „Lecha Kaczyńskiego”; nadawanie jej imienia wszystkiemu jak leci, spowodowało deprecjację tragedii lotniczej, która zamiast być czymś ważnym, spowszedniała „dzięki” narcyzmowi brata jednej z ofiar. Mało tego, wbrew prawu, prezes partii zajmuje się w jej siedzibie omawianiem i tworzeniem inwestycyjnych planów związanych z zyskami z przyszłych lokali na wynajem. Partia, która obecnie otrzymuje 18,5 mln dotacji (z czego aż 1,5 mln kosztuje ochrona wodza) byłaby wkrótce bogatsza o kilkukrotność tej sumy po wybudowaniu obu gmachów! Proszę pamiętać, że miejsce to należało niegdyś do państwa, a uzyskane zostało w wyniku tylu zabiegów, że dziś mało kto byłby w stanie odtworzyć tę procedurę („złote” dla cwaniaków wszelkiej maści „lata 90.”)! Podam na marginesie, poznałem tę tematykę dość dobrze, gdyż byłem promotorem takiej pracy dyplomowej na jednej z łódzkich uczelni.
Należy tu dodać także inne „zasługi” tej władzy, która nie cofa się przed niczym, aby tylko nie stracić „państwowej michy”! Zniszczenie demokracji i praworządności w kraju wiąże się bezpośrednio ze wzrostem zagrożenia nacjonalizmem i faszyzacją państwa. Są regiony (jak np. podlaski – głównie Białystok), gdzie po prostu rządzą neonaziści ci, przeciw którym przed 2015 śledztwa były na ukończeniu, a po tym czasie większość z nich wkrótce umorzono (sic!). Człowiek odpowiedzialny za wymiar sprawiedliwości i prokuraturę albo sobie nie radzi, albo wręcz przeciwnie; akceptuje taki stan rzeczy, ze wskazaniem na drugą opcję! Konieczne byłoby odwołanie Zbigniewa Ziobry dla dobra Polski i bezpieczeństwa Polaków! Domagają się już tego nie tylko sędziowie, ale także prokuratorzy ze stowarzyszenia „Lex Super Omnia”, którzy wnoszą też o odwołanie Bogdana Święczkowskiego.
Policja to wcale nie lepszy od już wymienionych element tej całej pisowskiej układanki. Rządzona przez „betonowego pisowca” Joachima Brudzińskiego i upisowiona nie jest tym, do czego ją przeznaczono. Na pewno zaś nie do cięcia i zrzucania konfetti na głowę polonisty Zielińskiego, nadzorującego ją właśnie, i jazdy na koniach ze skrzydłami aniołów! Na pewno natomiast nie powinna bezczynnie przyglądać się katowaniu oraz kopaniu kobiet podczas blokowania drogi neonazistom (oni byli agresorami, gdy nasza „brudzińsko – zielińska” policja się przyglądała). Dodam tylko, że z 14 pobitych kobiet 9 zostało skazanych na grzywny za blokowanie „legalnego przemarszu”! A ja pytam: od kiedy w Polsce naziści mogą maszerować po ulicach z racami w ręku?! No wiem; od 2015!
Na koniec, bo takie jest realne miejsce tegoż pana w polskiej polityce, został mi Andrzej Duda – mówią, że doktor prawa, choć popełnia delikt za deliktem. Jego własna uczelnia się (z tego, co wiem) wstydzi za niego oraz podejmowała nawet (ja także o to prosiłem w liście otwartym do Rady Wydziału Prawa i Administracji UJ) stosowne uchwały, które miały pana prezydenta uświadomić, że łamie prawo! No cóż; równie dobrze moglibyśmy pisać na Berdyczów – żenada!
Niestety nie ma pocieszających wiadomości; wśród naszej opozycji nie ma chęci do tego, by się zjednoczyć, przeciwstawić złu, jakim jest PiS i wymienieni panowie. Problem według mnie polega na tym, że nie ma w Polsce osoby mogącej być przywódcą ruchu, który mógłby zainicjować (tak, jak jakiś czas temu Mateusz Kijowski, którego nie znam, ale szanuję) pokojowe demonstracje na skalę narodową. Wydaje mi się, że tylko wielki społeczny protest, na wzór tych z lipca 2016 mógłby cos zmienić. Inaczej to wszystko zostanie po staremu. Tyle tylko, że to będzie już koniec Polski! Zło trzeba wyplenić; naród władzę powierza i on, w sytuacji, kiedy ona – władza – się jemu sprzeniewierzy, ma ją prawo cofnąć! Według mnie jest już najwyższy czas na to, aby się dobrze przygotować do wyborów i je wygrać, ale razem. Liczyć się trzeba także z tym, że ci ludzie mogą chcieć wybory sfałszować, a nawet użyć siły przeciw społeczeństwu! Czas się opamiętać i przekazać władzę ludziom gotowym poprowadzić naród do zwycięstwa nad wewnętrznym wrogiem Polski! I tacy ludzie są tylko, nie mogą przebić się przez gąszcz starych wyjadaczy do przywództw.
Dariusz Stokwiszewski
Rząd walczy z nieuczciwymi firmami
Szykują się zmiany w ustawie o odpowiedzialności karnej podmiotów zbiorowych, która zwiększa kary finansowe, które będą mogły wynosić od 30 tys. zł do 30 mln zł. Dowiedz się więcej.

Podmiotami zbiorowymi w rozumieniu projektowanego aktu są m.in.: osoby prawne, jednostki organizacyjne niemające osobowości prawnej, której odrębne przepisy przyznają zdolność prawną, podmioty w stanie likwidacji oraz przedsiębiorcy niebędący osobami fizycznymi, z wyłączeniem Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego. Zakres podmiotowy projektu ustawy o odpowiedzialności karnej podmiotów zbiorowych pozostanie de facto bez zmian.
Nowa ustawa
Projekt ustawy zawiera dwie następujące zasady odpowiedzialności podmiotu zbiorowego – odpowiedzialność za czyny własne tego podmiotu oraz odpowiedzialność za czyny popełnione przez pracowników lub inne osoby realizujące zadania na rzecz tego podmiotu w ramach powierzonych im kompetencji.
Z projektowanej ustawy bowiem wynika, że warunkiem przypisania odpowiedzialności za czyny osób trzecich jest, aby do wyczerpania znamion czynu zabronionego doszło w następstwie winy w wyborze, winy w nadzorze oraz w wyniku tzw. winy organizacyjnej podmiotu.
Uwaga na kary
Projekt zawiera dwa rodzaje kar – karę pieniężną oraz rozwiązanie podmiotu zbiorowego. Karę pieniężną orzekać się będzie w wysokości od 30 tys. zł do 30 mln zł, lecz w uzasadnionych przypadkach sąd będzie mógł orzec dwukrotność maksymalnego wymiaru kary, czyli 60 mln złotych. Sankcja pieniężna została zatem znacznie zaostrzona względem poprzedniej ustawy, gdzie maksymalny limit stanowił 5 mln zł, a minimalny wymiar kary 1 tys. zł. Kara pieniężna nie jest ograniczona ze względu na charakter odpowiedzialności.
W przypadku drugiego rodzaju kary, tj. rozwiązania podmiotu zbiorowego, sąd może orzec karę rozwiązania podmiotu zbiorowego, jeśli podmiot zbiorowy ponoszący odpowiedzialność za czyny własne w całości lub w znacznej części służył popełnieniu czynu zabronionego zagrożonego karą pozbawienia wolności nie niższą niż 5 lat, a jego dalsze funkcjonowanie zagraża bezpieczeństwu obrotu gospodarczego, lub gdy uprzednio orzeczono wobec niego karę pieniężną, a orzeczenie innej kary nie jest wystarczające dla osiągnięcia jej celów. Co więcej, sąd orzekać ma równocześnie o przeniesieniu własności składników lub praw majątkowych podmiotu zbiorowego na rzecz Skarbu Państwa, chyba że podlegają one zwrotowi pokrzywdzonemu lub innemu uprawnionemu podmiotowi.
Opinia eksperta
Ustawodawca wprawdzie słusznie zauważył nieefektywność obecnie panujących norm odpowiedzialności podmiotów zbiorowych, to jednak projektowana ustawa może budzić uzasadnione obawy przedsiębiorców. Wynika to przede wszystkim z faktu, że otwarty został katalog przestępstw, za które można przypisać odpowiedzialność podmiotowi zbiorowemu.
Sprawdź też:
Źródło: rządowy projekt ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary – skierowany do konsultacji.
Krzysztof Gołąbek
konsultant podatkowy w Accreo
Manuela Gretkowska: K-tower byłby połączeniem kaplicy z pomnikiem. Co z tego, że litera K jest zarezerwowana dla K…

Manuela Gretkowska
Kompromitacja PiS-u nie może ujść bezkarnie. Przedtem za jego złodziejstwo „Bo się nam należy” ukarano wszystkich posłów. Teraz można przegłosować wycofanie dotacji na partie, niech się same utrzymują, jeśli nie pozwalają innym kraść oficjalnie za pomocą spółek słupów i wież.
Kaczyński nie zamierzał budować sobie bliźniaka na 200 metrów, tylko zrealizować spuściznę brata z instytutem Lecha w środku. Kto śmiałby u nas tykać zmarłych lub Kościół? K-tower byłby połączeniem kaplicy z pomnikiem. Wieże bo wierzę w PiS.
Co z tego, że litera K jest zarezerwowana dla K…, albo, że zwano by dwie wieże Kot-tower na cześć Jarka.
Partiom nie wolno prowadzić działalności gospodarczej, finansujemy je z naszych podatków. Spółka może się bogacić, ale to są drobiazgi w porównaniu z wieżowcami Srebrnej, gdyby zostały wybudowane.
Konstytucji nie widać, można ją łamać. Srebrnej złamać się nie da po następnej wygranej PiS-u. Prezes mówi, że zrealizuje swoje 200 metrowe ambicje, jak na razie urojenia, jeśli wygrają wybory. Wygrają wtedy państwo polskie, na własność i pod hipotekę wieczystą.

Cwaniaczek w kaszkieciku nie ma nic. Developer, co słychać z nagrania, również na razie nic. Przypomina to „Ziemie Obiecaną”: „Ty nie masz nic, ja nie mam nic …wybudujemy fabrykę.”. Produkującą pisowskie elity, pieniądze dla swoich i własny kraj. Przecież już żyjemy w republice bananowej, gdzie pałace zamiast generałów budują biskupi.
Mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Mowę o Srebrnej nagrano i przemilczeć się jej nie da. Kaczyński udawał Chrystusa, męczennika, wieczną ofiarę bez pieniędzy, kobiet, przyjaciół. Za to z wyznawcami i zbawieniem Polski w ofercie. Awansował na Boga, mogąc wszystko: zmienić ustrój, wytrzasnąć przez telefon miliard. Zostaje mu jeszcze wcielenie w Ducha Świętego. Niewidzialnego gazu, po którym zostanie smród obłudy i siarkowodór piekła jakie urządził demokracji.
Kompromitacja PiS-u nie może ujść bezkarnie. Przedtem za jego złodziejstwo „Bo się nam należy” ukarano wszystkich posłów. Teraz można przegłosować wycofanie dotacji na partie, niech się same utrzymują, jeśli nie pozwalają innym kraść oficjalnie za pomocą spółek słupów i wież.
Manuela Gretkowska
Stefan Niesiołowski: Nagrali stratega

Stefan Niesiołowski: Nagrali stratega
Z taśm wynika, że trzeba jeszcze więcej pieniędzy, budynków, banków, aby kupować zwolenników i pachołków i nigdy nie oddać władzy. Polska to Kaczyński, a Kaczyński to Polska, a dwie wieże Kaczyńskich będą stać jak Pałac Kultury pomnik Stalina, który okazał się śmiertelny. Oni będą nieśmiertelni.
Okazało się, że taki mądry, przenikliwy, nieskazitelnie uczciwy, wolny od pokus, myślący tylko o Polsce, o biednych, krystalicznie prawy, mądry, zatroskany patriota z Żoliborza, dał się nagrać i to ok. 30 godzin.
Chodził do niego kuzyn, któremu nie zapłacił, nagrywał. Nie pomogła ochrona, przenikliwy Kamiński, biurokrata Błaszczak, urocza p. Basia Skrzypek, nie pomogła armia tajniaków, ochroniarzy, patriotów najwyższej próby, a mimo to nagrali karła. Nagrał ten, któremu nie zapłacił – jak w Kabarecie Starszych Panów „a on powiedział, że ne zaplaci”. Teraz mam nadzieję zapłaci Napoleon z Żoliborza utratą władzy.
Już wiadomo po co było aresztowanie Misiewicza i tej damy co zatrzymała harcerza na Westerplatte (proszę stać) – nowa wersja Emilii Plater. To było działanie wyprzedzające miało osłonić genialnego stratega, co tam Misiewicz trzeba ratować Kaczyńskiego. Ale nie uratowali, słychać jego niechlujny wredny głos i pryska budowany mit nie dbającego o sprawy finansowe ojca narodu.
Liczą się tylko pieniądze dla swoich, na walkę o władzę i jej utrzymanie, pieniądze na instytut genialnego braciszka (ciekawe co będą robić pracownicy tego dzieła). Przyjdą do pracy i będą chyba rzeźbić kolejne tablice, grawerować genialne myśli Lecha Kaczyńskiego i formułować nieśmiertelną doktrynę bohatera dwóch narodów Polski i Gruzji.
Z taśm wynika, że trzeba jeszcze więcej pieniędzy, budynków, banków, aby kupować zwolenników i pachołków i nigdy nie oddać władzy. Polska to Kaczyński, a Kaczyński to Polska, a dwie wieże Kaczyńskich będą stać jak Pałac Kultury pomnik Stalina, który okazał się śmiertelny. Oni będą nieśmiertelni.
Okazuje się, że poparcie kryptonazistów nie jest przypadkowe słowa o żydowskim profesorze nie zostaną zapomniane.
Ojcze Ludwiku czy nadal będziesz błagał o audiencję u bohatera nagrań? Czy długo jeszcze będziemy czekać, aż Papież Franciszek pośle Rydzyka na jego miejsce czyli do diabła? I czy po tych nagraniach długo jeszcze będziemy znosić tę łapczywą klikę w roli władców Polski?
Stefan Niesiołowski
„K-Tower” – dwie „bliźniacze” wieże Kaczyńskiego. „Gazeta Wyborcza” ujawnia taśmy prezesa PiS
Gazeta Wyborcza we wtorkowym wydaniu ujawnia nagranie rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim i austriackim biznesmenem Geraldem Birgfellnerem, która dotyczy planów budowy w Warszawie dwóch wieżowców przez powiązaną ze środowiskiem Kaczyńskiego spółkę Srebrna.

Jak czytamy w GW, na działce, na której w latach 90. uwłaszczyło się środowisko poprzedniej partii Kaczyńskiego Porozumienie Centrum, spółka Srebrna chce wybudować biurowiec – dwie „bliźniacze” wieże.
Z nagrania wynika, spółka Srebrna, za około 1.3 miliarda zł miała w planach wybudowanie w Warszawie dwóch 190-metrowych wieżowców, nazywanych roboczo „K-Tower” od pierwszej litery nazwiska Kaczyńskiego, albo „Srebrna Tower”. Z taśm Kaczyńskiego, wynika, że prezes PiS wstrzymał inwestycję i, że spółka Srebrna odmówiła zapłaty Austriakowi za wykonaną pracę.
– Jeśli nie wygramy wyborów, to nie zbudujemy wieżowca w Warszawie – powtarzał Kaczyński w nagranej rozmowie. – Partia buduje wieżowiec”, „to nie do obrony”, „chodzi o medialny atak”, „to jest polityka” – argumentował powody wstrzymania inwestycji, gdyby informacje o budowie wieżowców „K-Tower” (lub „Srebrna Tower”) wyszły na jaw.
Z kolejnych fragmentów taśm Kaczyńskiego wynika, że spółka Srebrna odmówiła zapłaty Austriakowi za jego pracę. Wynagrodzenie Birgfellnera po wybudowaniu „dwóch wież” miało wynosić 3 procent wartości inwestycji, czyli około 9 milionów euro (około 39 milionów złotych) – pisze „Wyborcza”.
– Przecież ja nie chcę nikogo oszukiwać. Ja wiem, że to było robione dla nas. Ja bym chciał zapłacić, tylko muszą być do tego podstawy w papierach – mówi Kaczyński na przytoczonym nagraniu. Zaznacza również, że nie ma wpływu na decyzje spółki Srebrnej, a jedyny sposób na wypłacenie pieniędzy Birgfellnerowi to roszczenie sądowe z jego strony.
„Gazeta Wyborcza” podaje, że w okresie od 12 maja 2017 roku Kaczyński i Birgfellner spotkali się 16 razy. Nagrana rozmowa, której stenogram publikuje „Wyborcza”, miała miejsce 27 lipca 2018 roku w siedzibie PiS przy ulicy Nowogrodzkiej. Wzięli w niej udział Kaczyński, jego brat cioteczny Grzegorz Tomaszewski, daleki krewny prezesa PiS Gerald Birgfellner i jego wspólniczka, pełniąca jednocześnie rolę tłumaczki.
(df) thefad.pl / źródło: Gazeta Wyborcza
Udziały w spółce – ich wartość i związane z nimi problemy
Posiadanie udziałów w spółce jawi się przede wszystkim jako doskonała inwestycja, która może przynieść konkretne zyski. Zazwyczaj jest to jeden z głównych celów przyświecających udziałowcom. Inny to chęć stworzenia dobrze prosperującego przedsiębiorstwa. Udziały mogą być korzyścią, lecz są także związane z pewną odpowiedzialnością.

Udziały wspólny spółki z ograniczoną odpowiedzialnością otrzymują za wkłady wniesione do firmy. Pieniężne lub niepieniężne, w zależności od ich wartości i ilości przekładają się na posiadane udziały. Każdy wkład musi być wyceniony i posiadać swoją wartość nominalną, co oznacza że udziały także powinny ją mieć. Okazuje się jednak, że wartość nominalna udziałów a księgowa mogą być odmienne.
Czym są udziały w spółce?
Kapitał zakładowy spółki daje podstawy do jej działania, gdyż w momencie wniesienia wniosku o zarejestrowanie jej w Krajowym Rejestrze Sądowym, musi być on wniesiony w całości. Nie może być wnoszony w części i uzupełniany później, jak w przypadku spółek akcyjnych. W zamian za wkład do kapitału zakładowego wspólnicy uzyskują udziały, które z ich perspektywy mają istotną wartość. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że udział w spółce stanowi jednostkę władzy w niej i jest miarą praw, jakie przysługują wspólnikom, ponieważ zdarza się, że niektórzy wspólnicy posiadają mniej, inni więcej udziałów. Zazwyczaj udziałowiec posiadający więcej udziałów posiada więcej praw i władzy w porównaniu do tych, którzy mają mniej udziałów, chociaż zdarzają się wyjątki od tej zasady. Jak już wspomnieliśmy udziały są związane z kapitałem zakładowym w spółce z o.o. i w związku z tym suma wartości nominalnej udziałów w spółce musi zgadzać się z wysokością kapitału zakładowego.
Wartość księgowa w spółce z o.o.
Wartość nominalna to tylko część wiedzy o udziałach w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością i może różnić się od faktycznej-księgowej wartości spółki. Jest to częste zjawisko, a różnice związane są ze sposobem wyceny. Mianowicie wartość księgowa spółki jest wyceniana w związku z tzw. pozycjami bilansowymi. Dotyczy to jego pasywów oraz aktywów. W związku z tym wartość księgowa spółki to różnica jej aktywów oraz zobowiązań spółki, jest równa wartości posiadanego kapitału własnego. Głównym wskaźnikiem, który pomaga ocenić aktualną wartość rynkową spółki z o.o. jest C/WK – cena akcji do wartości księgowej.
Jaką wartość mogą mieć udziały?
Udziały w spółce z o.o. mają zawsze pewną wartość. Okazuje się jednak, że może być to równa wartość nominalna bądź nierówna wartość nominalna. Obowiązują przy tym pewne zasady w posiadaniu udziałów o tak specyficznych wartościach.
Udziałów, które mają nierówną wartość nominalną można mieć tylko jeden. Każdy ze wspólników może posiadać jeden taki, nie więcej. Natomiast udziałów o równej wartości nominalnej można mieć więcej, niż jeden, lecz nie ma określonej górnej granicy posiadania. Takie zasady wynikają z Kodeksu spółek handlowych i artykułu 153. Aby nie było wątpliwości, co do rodzajów udziałów najlepiej o ich ilości – zarówno o równej, jak i nierównej wartości nominalnej – dodać zapis w umowie tworzącej spółkę z o.o. To właśnie umowa jest „miejscem”, w którym muszą znaleźć się istotne dane dotyczące spółki. Obecnie dominującymi udziałami w spółkach z o.o. są udziały o równej wartości nominalnej. Spółki, w których dominowały nierówne udziały raczej się już nie zdarzają.
Udziały w spółce z o.o. w praktyce
Gdy wspólnicy sporządzają umowę spółki z o.o. i podejmują decyzję o równości albo nierówności udziałów, musza określić również liczbę udziałów przypadającą na jednego wspólnika. W trakcie takich postanowień mogą uznać, że wspólnik będzie miał jeden lub więcej udziałów w spółce. Gdy wspólnicy ustalają, że wspólnik może posiadać tylko jeden udział, wtedy jego wartość może być nierówna. Z kolei jeżeli pojawia się więcej udziałów, wówczas powinny mieć one równą wartość. Na tym etapie wspólnik może rozważyć swoją pozycję w spółce i jeżeli chce ją wzmocnić, powinien mieć minimum jeden udział posiadający wyższą wartość nominalną, niż inni udziałowcy lub posiadać większą liczę udziałów.
Czy wartość nominalna może być kształtowana?
Wartość nominalna udziałów nie jest stała i nienaruszalna. Może być kształtowana i to w dowolny sposób, jednak z zachowaniem zasady, że najmniejsza wartość nominalna pojedynczego udziału może być równa kwocie 50 złotych. Praktyka pokazuje, że w spółkach z o.o. wartość nominalna wynosi zazwyczaj 100 złotych lub 1000 złotych. Nie jest to jednak kwota stała i wymagana, gdyż wartość nominalna może być kształtowana dowolnie, wyrażając podział sił w spółce. Niezbędne jest jednak, żeby podczas ustalania wartości nominalnej została uwzględniona jej najmniejsza wartość, czyli 50 zł. Udziały nie mogą być mniejsze od tej sumy.
Artykuł powstał przy współpracy z kancelarią Biurro.com specjalizującej się w skupie i sprzedaży spółek.






