Adam Mazguła: Panie Mateuszu Morawiecki, Pana środowisko odpowiada za odrodzenie faszyzmu w Polsce

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Zgadza się, nie można relatywizować faktów! To nie Polacy, tak jak w latach trzydziestych ubiegłego wieku Niemcy, odpowiadają za odrodzenie się faszyzmu w Polsce, tylko Pana środowisko fałszywego patriotyzmu, rasizmu i taniej propagandy szczucia na innych. Wtedy nazizm, dzisiaj pisizm!

 

Panie Mateuszu Morawiecki,

po raz pierwszy zgadzam się z Panem, że nie można relatywizować faktów. Dlatego nie wolno popierać faszystów również w Polsce PiS-u i udawać, że to nie ta partia i Pan osobiście jest za to odpowiedzialny.

Mateusz Morawiecki. Fot. Twitter / @tvp_info

Jeśli Rybak spalił kukłę Żyda na Rynku we Wrocławiu, to kogo symbolicznie spalił, Jezusa Chrystusa? Czy może jego matkę? Polskiego Żyda czy innej narodowości? Dzisiaj ten sam człowiek maszeruje do świętego miejsca nie tylko Żydów, aby wykrzyczeć swoją nienawiść. Policja jednak nie ściga rasistów, ale tych, którzy przeciwstawiają się takiej ich aktywności. (Gdyby Pan potrzebował faktów, to moja rozprawa za blokowanie marszu faszystów odbędzie się 30 stycznia w Katowicach.)

Nie chcemy w Polsce wieszania na szubienicach, nawet, jeśli tylko obrazów, palenia publicznego, nawet, jeśli jest to symboliczna kukła. Nie chcemy w Polsce na ulicach miast wykrzykiwania pogróżek o śmierci do każdego wroga pańskiej antyludzkiej ideologii i marszów nienawiści z KK w tle. Pan na to pozwala, Pan, i cały obóz władzy PiS!

Zgadza się, nie można relatywizować faktów! To nie Polacy, tak jak w latach trzydziestych ubiegłego wieku Niemcy, odpowiadają za odrodzenie się faszyzmu w Polsce, tylko Pana środowisko fałszywego patriotyzmu, rasizmu i taniej propagandy szczucia na innych. Wtedy nazizm, dzisiaj pisizm!

Zawsze z życzliwą radą,

Adam Mazguła

74. rocznica wyzwolenia KL Aushwitz

W 74. rocznicę wyzwolenia KL Aushwitz, na terenie byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady zorganizowano uroczystości, na których pojawili się również byli więźniowie. Pod bramą obozy Aushwitz przemaszerowała też grupka narodowców, ze znanym z głoszenia antysemickich haseł Piotrem Rybakiem na czele, który odbył karę więzienia za spalenie kukły Żyda na wrocławskim Rynku w 2017 roku.

– Czy my jesteśmy krajem niepodległym? – krzyczał Rybak do zgromadzonych narodowców, na co ci odpowiedzieli gromkim: – Nie – Czas walczyć z żydostwem i uwolnić od niego Polskę! Gdzie są rządzący tym krajem? Przy korycie! I to trzeba zmienić. Niech Bóg błogosławi moją ojczyznę! – wykrzykiwał.

Masz narodowców cały czas obserwowała policja.

 

 


Dariusz Stokwiszewski: Dziś 74 rocznica wyzwolenia Aushwitz – Birkenau, a jutro? No cóż, jutro znowu będzie zwyczajny dzień

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Jutro będzie tak, jak tuż po pogrzebie zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza; luz, blues, a w niebie same dziury...! Bo Polska to już nie Polska Tuwima, Szymborskiej, Asnyka czy Milosza. To teraz pislandia

Dziś 74 rocznica wyzwolenia Aushwitz – Birkenau: kwiaty, przemówienia, smutek, powaga. Mateusz Morawiecki klepie przemówienie, w którego sens chyba sam nie wierzy, a Szydło i Selin siedzą w pierwszym rzędzie udając przejętych. Najbardziej zagubieni są chyba dawni więźniowie, którzy wydają się dziwnie nieswojo i jakby nieco zastraszeni.

Czy obowiązkowe zwiedzanie obozu w Oświęcimiu może być sposobem na antysemityzm?
Niemiecki, nazistowski obóz zagłady Auschwitz, to najbardziej znane z miejsc Holocaustu.

Tak, dziś jest święto (dla jednych, tych ważnych, bo są na świeczniku) i smutek dla drugich, poniewieranych już po raz kolejny ofiar obozu! Poniewieranych, bo pełni nienawiści, współcześni naziole protestują w miejscu kaźni! A jutro? No cóż, jutro znowu będzie zwyczajny dzień: PAD na nartach, MM będzie coś znowu klepał bez żadnego przekonania, albo wręcz przeciwnie z zacięciem, butą i arogancją!

Jutro będzie tak, jak tuż po pogrzebie zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza; „luz, blues, a w niebie same dziury”…! Bo Polska to już nie Polska Tuwima, Szymborskiej, Asnyka czy Milosza. To teraz pislandia, w której mały dyktatorek postawił świat (rzeczywistość) na głowie. A ci jego lokaje …? No cóż, oni „tylko wykonują rozkazy”! Tfu!

 

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Jak Polacy oceniają prezydenturę Dudy?

Jak wynika z sondażu przeprowadzonym przez SW Research dla serwisu rp.pl aż 43% Polaków źle ocenia prezydenturę Andrzeja Dudy. Dobrą opinię daje mu jedynie 37% respondentów. Co piąty ankietowany nie ma zdania w tej kwestii.

Aż 43% Polaków źle ocenia prezydenturę Andrzeja Dudy. Dobrą opinię daje mu jedynie 37% respondentów. Co piąty ankietowany nie ma zdania w tej kwestii.

Piotr Zimolzak z agencji badawczej SW Research zaznaczył, że częściej złą ocenę prezydentury Andrzeja Dudy wystawiają mężczyźni (45%), osoby powyżej 50 lat (53%) o wykształceniu wyższym (46%) i dochodach netto powyżej 5000 zł (52%) oraz respondenci z miast powyżej 500 tys. mieszkańców (56%).

Politolog prof. Wawrzyniec Konarski z Akademii Finansów i Biznesu Vistula, na którego powołuje się „Rzeczpospolita” wskazuje kilka powodów słabych notowań Dudy: „pierwszym może być to, iż prezydent traci atuty, o których istnienie w pewnym momencie podejrzewali go nie tylko jego bezpośredni zwolennicy” (…) „Chodzi tu o zastanowienie się, czy spełnił swoją dawną obietnicę, iż zamierza być prezydentem wszystkich Polaków”, „nieuzyskanie przezeń wyraźnego oblicza polityka samodzielnego wobec swojego zaplecza, a zwłaszcza samego prezesa Jarosława Kaczyńskiego” – wyjaśnił.

Jako kolejny powód politolog podaje wpadki wizerunkowe, „zauważalne podczas oficjalnej wizyty w USA czy lapsusy słowne dyskredytujące, chociażby rangę Unii Europejskiej”.

Dariusz Frach / thefad.pl / Źródło: Rzeczpospolita

 

 


Manuela Gretkowska: URAZ SMOLEŃSKI

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Kopany i opluwany może podnieść co najwyżej ręce w geście poddania. Demokracja to dialog, nie ustawy wprowadzane przemocą, wbrew Konstytucji, traktatom UE.

 

Nie podać ręki na zgodę widząc, że ją tak gorliwie wyciągają? Rękę, jeszcze nie kopytko Belzebuba z Żoliborza. Bezlebuba, bo jaki zły duch musi w człowieka wstąpić, żeby jak Kaczyński, wybiegać przed swój dom (przepraszam – willę) 13 grudnia i histerycznie skopać ludziom świeczki palone na chodniku, krzycząc przy tym: ”Tacy jak wy wsadzali AK!” Kopanie świeczek, ludzi, rąk nie starcza by usunąć całe zło.

Szubienice, akty zgonów, skopanie kobiet protestujących przeciw faszystowskim hasłom i awans Andruszkiewicza mającego nadzieję, że „słowa muszą zejść na plan dalszy, a wkroczyć muszą czyny, które zrobią porządek i postawią Adamowicza do pionu”.

Zgoda z faszyzacją kraju w tle, nie jest możliwa. Kopany i opluwany może podnieść co najwyżej ręce w geście poddania. Faszyzm zawsze dąży do jedności narodowej, polegającej na wykluczeniu sprzeciwu, więc demokracji. Demokracja to dialog, nie ustawy wprowadzane przemocą, wbrew Konstytucji, traktatom UE.

Fot. facebook / Manuela Gretkowska

Kurski straszy procesami za oszczerstwa przeciw TVP. Spróbuj głośno pomyśleć, że kłamstwa jego telewizji przyczyniły się do śmierci Adamowicza. Proces z zasilaną miliardami szczujnią gotowy. Kurskiego mogłoby jedynie zrehabilitować, gdyby dzięki niemu Adamowicz zmartwychwstał. Ale za tej kadencji PiS-u to raczej niemożliwe. Teraz zapewne uruchomią nowy kanał narodowy „TVProces” transmitujący sprawy przeciw oszczercom. Oszczędzona za swoje kłamstwa będzie tylko wdowa po Prezydencie Gdańska. Według Kurskiego chroni ją „norma kulturowa”. Nowe „normy kulturowe” chronią też najwidoczniej Kaczyńskiego i resztę pisowców, skoro są uniewinnieni za brednie.

Żadne normy nie obowiązują ministra kultury. Gliński pytany o wycofanie funduszy dla Centrum Solidarności w Gdańsku, oburzył się na dziennikarza: „Pan zadaje mi nie te pytania”. Wiadomo, propagandzista nie odpowiada na pytania, tylko głosi propagandę. A potem minister wyszedł obrażony, nie z powodu chroniącej go „normy kulturowej”, ale „urazu smoleńskiego”. To nowy rodzaj immunitetu chroniący pisowców przed prawdą.

Po śmierci Adamowicza, po 3 latach rozwalania demokracji, zastanawia mnie duma symetrystów z bycia ponad, z obiektywizmu. Jak można być symetrycznym wobec prawdy i kłamstwa, dobra i zła? Za pomocą urazu rozumu symetrycznego do urazu smoleńskiego?

 

Manuela Gretkowska

 

 


Rafał Sulikowski: Rządy prawicy w Polsce – wstępny bilans strat

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

Straty, jakie poniosła już Polska, a przed nami jeszcze rok rządów oszołomów, można podzielić na dwie sfery - materialną i wizerunkową.

Od pamiętnych wyborów w 2015 roku minęły trzy ciężkie dla wszystkich Polaków lata. Kupieni programami socjalnymi, z których rząd po cichu zaczyna się wycofywać, Polacy naprawdę mieli nadzieję na zmianę na lepsze w każdej dziedzinie życia.

PiS to partiapopulistyczna, szukająca poparcia wśród biednych, niewykształconych mas ludzi pracujących, wśród Polski “B”, głównie południowo-wschodnich regionów, gdzie silne są międzynarodowe, zadawnione antagonizmy, które PiS potrafi świetnie wykorzystać.

Jeśli myślicie państwo, że rząd skupia się na gospodarce, co pozornie czyni, to jesteście w błędzie. Aby mieć pieniądze na programy socjalne, podnosi po prostu poszczególne podatki, w ciągu trzech lat cena paliwa wzrosła średnio o 1 zł na litrze, wzrosły koszty utrzymania gospodarstw domowych. Od stycznia rosną ceny energii elektrycznej, o czym jest cicho. Nic dziwnego, PiS zapowiadał, że wszyscy wkrótce będziemy bogaci i nastanie zapowiadana w XVIII wieku rajska utopia.

Oczywiście, podporządkowując sobie wszystkie już niemal media – ostatnio przejęto redakcję Polsatu, wprowadzając swoich ludzi i wyrzucając dotychczasowych – PiS ma wstęp do naszych domów i mieszkań, a w wielu przypadkach do naszych głów. Ludzie nie wszyscy są krytyczni, zwłaszcza ci bojący się każdej władzy albo z traumami wyniesionymi z PRL.

Straty, jakie poniosła już Polska, a przed nami jeszcze rok rządów oszołomów, można podzielić na dwie sfery – materialną i wizerunkową.

Najpierw wymienię te pierwsze, jednak wzajemnie się one mogą niekiedy przenikać. Wycinając puszczę białowieską, rząd sprzedał drewno do krajów skandynawskich, zyskując miliony złotych. Straty ekologiczne są nie do oszacowania – drzewo rośnie kilkadziesiąt lat. Wprowadzając program 500+ rząd doprowadził do tego, że kobiety masowo zwalniały się z pracy, niewiele lepiej płatnej. Pracodawcy liczą straty w dziesiątkach tysięcy. Ile kosztowała ponowna reforma szkolnictwa i przywrócenie dawnej ścieżki edukacyjnej?

Ile kosztuje śmieszna dekomunizacja, polegająca na zmianie nazw ulic i placów? Obecnie w Warszawie Rafał Trzaskowski nakazał przywrócić dawne nazwy ulic, co jest słuszne, ale będzie ponowny koszt w wysokości
kilkuset tysięcy złotych.

Ile kosztuje nieudolność na niższych szczeblach władzy? Ile jeszcze
korupcji wyjdzie na jaw jak ostatnia z KNF? Aby przykryć obecnego byłego szefa, aresztowano osoby z czasów poprzedniej koalicji, czyniąc z ofiar przestępców. Afera SKOK pokazuje, że PiS również szasta pieniędzmi dla Kościoła i to tylko małej jego części, bo środowisko radiomaryjne, choć prężne, to jednak nie jest cały Kościół.

Rząd nie pomaga Ochojskiej, Owsiakowi ani Caritasowi, bo nie idą one na ustępstwa i nie popierają rządów narodowej i kibolskiej ciemnoty. UE już zaczyna nam obcinać fundusze, karząc słusznie za zrujnowanie systemu sądowniczego.

Proszę państwa, PiS to partia, której celem jest rewolucja teokratyczna i rządy silnej ręki, a także państwo wyznaniowe. Ilu inwestorów zrezygnowało, a ilu się wyniosło z Polski?

I drugie straty, wizerunkowe, które również można pośrednio monetyzować: zniszczenie obrazu Polski jako kraju tolerancyjnego, przyjaznego dla obcokrajowców, jako państwa prawa, państwa przyszłościowego, o mocnej gospodarce, zachęcającego inwestorów do inwestowania u nas. To przede wszystkim przeprowadzany po cichu, po angielski “polexit”, co staje się faktem.

Powstała obecnie partia Rydzyka “Prawdziwa Europa” na pewno będzie
dążyć do zniszczenia unii europejskiej i powrotu do silnych, ale izolowanych państw narodowych.

Idąc dalej – zniszczenie poczucia bezpieczeństwa Polaków, powszechny strach przed służbami specjalnymi wśród biznesmenów, niszczenie małych firm, bo rząd stawia na własność państwową i mocny interwencjonizm, który już dawno okazał się drogą do zadłużania kraju.

Proszę państwa, spełnia się przepowiednia Mickiewicza z roku 1832: “A ty
wiesz, co z Polską będzie za lat dwieście?”
Zostało nam czternaście lat…

Rafał Sulikowski

 

 


Elżbieta II zabrała głos w sprawie brexitu

Elżbieta II w przemówieniu z okazji setnej rocznicy Instytutu Kobiet w Sandringham zaapelowała do Brytyjczyków, aby „szukali płaszczyzny porozumienia” i nie tracili z pola widzenia „szerszych interesów państwa”. Królowa radziła też, aby szanować punkt widzenia drugiej strony.

Elżbieta II zaapelowała do Brytyjczyków, aby nie tracili z pola widzenia „szerszych interesów państwa”.
Królowa Elżbieta II: Kiedy zastanawiamy się nad odpowiedziami na wyzwania współczesnego świata, wolę wypróbowane i sprawdzone sposoby, jak na przykład szanowanie różnych punktów widzenia czy jednoczenie się w poszukiwaniu elementów wspólnych. Nigdy nie możemy tracić z oczu szerszego horyzontu. Fot. wikipedia

Przemówienie w Instytucie Kobiet jest szeroko komentowane i postrzegane na Wyspach Brytyjskich jako interwencja w debatę dotyczącą brexitu. Brytyjska królowa jako głowa państwa tradycyjnie pozostaje neutralna w kwestiach politycznych.

„(…) Kiedy zastanawiamy się nad odpowiedziami na wyzwania współczesnego świata, wolę wypróbowane i sprawdzone sposoby, jak na przykład szanowanie różnych punktów widzenia czy jednoczenie się w poszukiwaniu elementów wspólnych. Nigdy nie możemy tracić z oczu szerszego horyzontu. Dla mnie jest to podejście ponadczasowe i polecam je każdemu. ” – powiedziała monarchini.

The Guardian zwraca uwagę, że to druga wypowiedź królowej w ostatnim czasie, która dotyka tego samego zagadnienia. W swoim świątecznym przemówieniu Elżbieta II przekazała, że „mimo najgłębszych różnic, traktowanie drugiej osoby z szacunkiem jest zawsze właściwym krokiem ku większemu zrozumieniu.”

Nie po raz pierwszy słowa królowej zostały zinterpretowane w kontekście politycznym. Podobna sytuacja miała miejsce przed szkockim referendum niepodległościowym w 2014 r., gdy Elżbieta II wyraziła nadzieję, że wyborcy „bardzo ostrożnie zastanowią się nad przyszłością”.

Jej wypowiedź została także wykorzystana podczas kampanii referendalnej w 2016 r., gdy miała powiedzieć byłemu wicepremierowi Nickowi Cleggowi, że w jej przekonaniu UE „zmierza w złą stronę”.

Wypowiedź Elźbiety II z Sandringham spotkała się ze zrozumieniem ze strony polityków Partii Konserwatywnej. Kanclerz Philip Hammond powiedział BBC, że w jej słowach była „wielka mądrość”.

– Nie sądzę, aby ktokolwiek mógł być zaskoczony, słysząc królową, która broni poglądu, że we wszystkich kwestiach kontrowersyjnych powinniśmy dążyć do kompromisu, powinniśmy szukać wspólnej płaszczyzny i drogi naprzód – dodał.

Królowa raz w roku bierze udział w spotkaniu w Instytucie Kobiet w czasie swojego zimowego pobytu w posiadłości w Norfolk.

Słowa Elżbiety II następują w kilka dni po przedstawieniu w Izbie Gmin przez brytyjską premier Theresę May planu B na realizację brexitu. Wcześniej parlamentarzyści odrzucili projekt wynegocjowanej przez nią umowy z UE.

Mateusz Kucharczyk | EurActiv.pl


Tony Blair: byłoby rozsądnie jeszcze raz zapytać obywateli ws brexitu

Rozmawiał w Davos Ben Fajzullin

Rozmawiał w Davos Ben Fajzullin

Tony Blair był przewodniczącym brytyjskiej Partii Pracy, a w latach 1997-2007 premierem Wielkiej Brytanii

Były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair krytykuje politykę Theresy May w sprawie brexitu. W wywiadzie dla DW opowiada się za drugim referendum. Wyjście z UE bez umowy byłoby katastrofą – ostrzega.

Tony Blair: Wątpię, że Theresie uda się przeprowadzić umowę przez parlament. Dlatego byłoby rozsądnie jeszcze raz zapytać obywateli o zdanie. Fot. Chatham House / flickr

DW: Co Pan sądzi o przedstawionym przez premier Theresę May brexitowym planie B?

Rozumiem, że chodzi w nim o to, aby zmienić traktat o wyjściu z Unii Europejskiej. To oczywiście musiałoby być przedmiotem negocjacji między brytyjskim rządem a Unią. Ja, a także wielu innych w Wielkiej Brytanii, uważam, że nie tędy droga. Nie ma żadnej zgodności co do tego, jak miałyby wyglądać nasze przyszłe stosunki handlowe z Europą. Jedna grupa chce, abyśmy pozostali blisko związani, druga grupa chce, abyśmy całkowicie wyszli z europejskiego systemu handlowego. Wątpię, że Theresie uda się przeprowadzić tę umowę przez parlament. Ale nie znajdzie się większość dla żadnej innej formy brexitu. Dlatego byłoby rozsądnie jeszcze raz zapytać obywateli o zdanie.

Co zmieniłoby drugie referendum?

Zmieniłoby to, że mielibyśmy ostateczny rezultat. Ludzie pytają czasem, czy drugie referendum nie zaszkodziłoby demokracji. Ale zwracamy się znowu do ludu. Nie pytamy nikogo innego, tylko obywateli. Za nami jest 30 miesięcy negocjacji. W międzyczasie w większym stopniu zrozumiano, co oznacza brexit i związane z nim wątpliwości. W takich warunkach nie jest nierozsądnym zapytać obywateli, czy chcieliby jeszcze raz przemyśleć swoje zdanie.

Niezależnie od tego, czy dojdzie do drugiego referendum. Jakiego brexitu można się Pana zdaniem spodziewać?

W tym momencie najzwyczajniej tego nie wiemy. Twardy brexit, bez umowy, byłby katastrofą dla wszystkich. Problem polega na tym, że dwa rozsądne scenariusze brexitowe bardzo się od siebie różnią. Jeden przewiduje, że zostaniemy częścią unijnego rynku wewnętrznego albo unii celnej. Oznaczałoby to jednak, że musielibyśmy przestrzegać europejskich reguł, tracąc jednocześnie prawo głosu w Unii. Byłoby to dziwaczne posunięcie, bo zwolennicy brexitu chcą przecież uwolnić się z tego systemu. Innym rozwiązaniem byłaby umowa o wolnym handlu, jaką ma na przykład Kanada. To szkodziłoby jednak brytyjskiej gospodarce, która od czterech i pół dekady robi interesy jako członek Unii, nawiązuje kontakty handlowe, inwestuje.

Były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair krytykuje politykę Theresy May w sprawie brexitu, opowiada się za drugim referendum.
Tony Blair i reporter DW w Davos . Fot: DW

Mamy więc brexit bezsensowny i brexit bolesny. To nie jest dobra pozycja. I dlatego parlament nie posuwa się do przodu. Problemem z umową brexitową Theresy May polega na tym, że jest ona bardzo nieprzejrzysta, nie wiadomo co będzie w przyszłości. Ani Europa, ani Wielka Brytania nie powinny się rozchodzić, nie wiedząc, co przyniesie jutro.

Jak zachowałby się Pan na miejscu Theresy May?

Ludziom należałoby wyjaśnić różne możliwości. Premier, jak nauczyciel narodu, powinna powiedzieć: „Słuchajcie, to są nasze opcje, które oznaczają to i to. Parlament musi teraz o nich zdecydować”. Ale kiedy parlament nie jest w stanie podjąć decyzji, bo deputowani nie potrafią się zgodzić na taki brexit, który ich zdaniem by zafunkcjonował, to nie jest błędem powiedzieć, że przy tak ważnej sprawie, należałoby zapytać obywateli.

Jakie błędy popełnił Pan w czasach swoich rządów, które mogły wywołać u Brytyjczyków obawy, że warunki członkostwa w UE są złe?

W czasie mojego urzędowania Europą targało wiele kontrowersji, ale zawsze przekonywaliśmy, że Wielka Brytania powinna zostać jej częścią, mimo całej naszej krytyki pod adresem europejskiego systemu. Niemcy też krytykują Europę, wszyscy to robią. Błędem było jednak niezajęcie się w dostatecznym stopniu problemami, które leżą u podstaw sceptycyzmu wobec UE: imigracją czy ludźmi, którzy z powodu globalizacji, czują, że zostali w tyle. Gdybym kierował rządem, powiedziałbym, że musimy zająć się tymi sprawami. Nawet, jeśli ktoś próbuje powstrzymać brexit, trzeba być świadomym tego, co napędziło to pragnienie wyjścia z UE. Trzeba zająć się tą krytyką, inaczej napotka się na wielkie trudności. Najgorsze jest to, że brexit nie rozwiąże żadnego z problemów, które legły u jego podstaw. To właśnie dylemat, z którym ma do czynienia Wielka Brytania.

Jak wyglądać będzie Wielka Brytania w następnej dekadzie? Czy nadal będzie taka mocna?

Wielka Brytania przechodzi obecnie bardzo głęboką i kryzysową debatę. Ale Wielka Brytania to wspaniały kraj, a Brytyjczycy to wspaniali ludzie. Dojdziemy do siebie. Jestem zagorzałym przeciwnikiem brexitu, ale kiedy go przeprowadzimy, pozbieramy się i ruszymy do przodu. Poza tym, tu nie chodzi tylko o Wielką Brytanię, ale także o Europę. Gdy odsuwa się od Europy silną gospodarkę i ważnego gracza politycznego, to ją też to osłabia. Niedawno opublikowano wspólny list niemieckich polityków, który był bardzo pomocny i rozsądny. Pisano w nim, że Brytyjczycy i Europejczycy muszą zrozumieć, iż nasza przyszłość powinna byś wspólna.

Tony Blair był przewodniczącym brytyjskiej Partii Pracy, a w latach 1997-2007 premierem Wielkiej Brytanii.

 

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: Andrzej Zybertowicz – profesor PiS-u

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Panie A. Zybertowicz, nie jest Pan godny zabierać głos w sprawach tak wielkich Polaków, jak Lech Wałęsa, Jerzy Owsiak czy Paweł Adamowicz. Ma Pan prawo jedynie ich podziwiać Bardziej niż wielkość dokonań niesie Pan ze sobą wstyd i zgorszenie.

 

Panie Andrzeju Zybertowicz,

ze zdumieniem wysłuchałem Pańskich ostatnich wystąpień, a szczególnie tego w programie TVN „Kropka nad i” i nie mogę nie zadać Panu prostego pytania. Jak Pan może poniżać legendę polskiej Solidarności? Człowieka, który, mimo że było wokół niego wielu światłych, wykształconych ludzi, to tylko on miał tyle odwagi, aby stanąć na czele narodowego zrywu demokratycznego, aby zburzyć po jałtański porządek w Europie.

Jakie ma Pan prawo, kto je Panu dał, aby atakować Pana Lecha Wałęsę, ikonę wolnej Polski? Czy Pan, właśnie wtedy, kiedy wszyscy tworzyliśmy demokratyczny porządek w Polsce, nie współpracował ze służbami odwrotnego kierunku?

Obśmiewa Pan Pawła Adamowicza, którego obywatele Gdańska wybierali przez 20 lat na swojego prezydenta i dopiero mord polityczny Pańskiej obecnej ideologii przerwał życie tego wspaniałego, ciepłego i oddanego sprawom publicznym bohatera czasu pokoju. Pan, w tym samym czasie zmieniał poglądy, wspierał i doradzał jak zniszczyć konstytucję i sądownictwo w Polsce.

Pozwolił Pan sobie zakpić z ikony dobrego serca Jurka Owsiaka, który poruszył cały świat swoją inicjatywą pomocy charytatywnej, głównie najmłodszym naszym obywatelom. Wyzwolił ludzką inicjatywę na rzecz wspólnoty czynienia dobra. Społecznej pomocy dla anonimowych dzieci i rodzin, wyposażania szpitali w niezbędny sprzęt do ratowania ludzi, z którym to problemem nie umie sobie poradzić wspierany przez Pana rząd ani prezydent.

A co Pan, Panie Zybertowicz, zrobił dobrego dla drugiego człowieka?
Nawet nie pytam komu Pan pomógł, ale ilu ludzi Pan obraził, ilu ludzi Pan zaszczuł, na ilu doniósł, ilu skrzywdził?

Panie A. Zybertowicz,

nie jest Pan godny zabierać głos w sprawach tak wielkich Polaków, jak Lech Wałęsa, Jerzy Owsiak czy Paweł Adamowicz. Ma Pan prawo jedynie ich podziwiać, bo nie należy Pan do tej kategorii naszych obywateli. Bardziej niż wielkość dokonań niesie Pan ze sobą wstyd i zgorszenie.

Panie A. Zybertowicz,

czy nie uważa Pan, że od trzech lat obserwujemy upadek wartości, których nośnikiem był tytuł naukowy? Jeśli Pan pozwala sobie na takie prostactwo, jakie zaprezentował podczas wywiadu, to trzeba Panu natychmiast zweryfikować tytuły, jakimi się Pan posługuje. Może należy nakazać, dodawać do tytułu profesor skrót PiS-u, aby każdy wiedział, że nie chodzi o normalnego profesora. Nie zdał Pan egzaminu również jako człowiek i doradca najważniejszego urzędnika w kraju.

Dlatego proponuję, aby Pan zaszył się w gęstwiny puszczy, której jeszcze nie wyrżnęła „podła zmiana”, aby swoim widokiem nie obrażać Polaków.

Panie A. Zybertowicz,

czy zastanawiał się Pan, dlaczego profesorów związanych z obecnym obozem rządowym jest tak niewielu? Myślę, że odpowiedź jest prosta. Ponieważ zdecydowana większość ludzi wykształconych jest po prostu przyzwoitych.

Zawsze z życzliwą radą,

Adam Mazguła

PS. Wysyp wystąpień profesorów podłej zmiany miał wczoraj (24.01) swój dzień. Inny naukowiec wyszedł ze studia, kiedy otrzymał pytanie o to, co robi z publicznymi pieniędzmi. Był to minister od kultury i „człowiek wolności” PiS-u.

 

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 


Przepaść w dochodach Europejczyków. Jak na tym tle wypada zasobność portfela Polaka?

2018 był kolejnym rokiem wzrostu dochodów rozporządzalnych Europejczyków. Co ciekawe, chociaż Niemcom żyję się coraz lepiej, część z nich ma subiektywne odczucie, że ubożeje. A co z Polakami?

2018 był kolejnym rokiem wzrostu dochodów rozporządzalnych  Europejczyków.

Jak wynika z opublikowanych w grudniu ub. roku badaniach GfK, wysokość przeciętnych dochodów rozprządzalnych (dochód rozporządzalny to suma dochodów ze wszystkich źródeł, w tym transfery z budżetu państwa, takie jak renty, emerytury, zasiłki, pomniejszone o podatki), które w 2018 statystyczny Europejczyk, po uregulowaniu wszystkich „finansowych obowiązków”, przeznaczył na wydatki i oszczędności, wyniosła 14 292 euro. To o 355 euro więcej niż w roku poprzednim.

Badanie „GfK Purchasing Power Europe 2018” zostało sporządzone na podstawie danych 42 krajów europejskich, bazując na dach różnych poziomach regionalnych i danych z gospodarstwach domowych.Badanie wskazuje na moc nabywczą w przeliczeniu na osobę i rok w euro i na indeks. Siła nabywcza GfK opiera się na nominalnym dochodzie do dyspozycji ludności. Badanie opiera się na statystykach dotyczących dochodów i podatków, korzyści rządowych i prognoz przez instytuty ekonomiczne.

Przepaść w dochodach Europejczyków

Gdyby zajrzeć do portfela Europejczyków, okazałoby się, że różnice były drastyczne. Najbogatsi w tym gronie są Luksemburczycy z dochodem rozporządzalnym na poziomie 65 438 euro. To ponad 4,5-krotnie więcej, niż przeciętna europejska. Ostatnie miejsce w zestawieniu zajmuje Ukraina z niewiarygodną kwotą 1 318 euro na osobę (jeszcze w 2017 wynosiła jedynie 949 euro, red.). To nawet mniej niż na Białorusi.

Z ponad 42 krajów uwzględnionych w badaniu instytutu, w 17 z nich dochody rozporządzalne są wyższe, zaś w 25 niższe niż średnia europejska. Co ciekawe – Hiszpania jest typowym europejskim średniakiem – zaledwie nieznacznie przekracza średnią europejską dochodów rozporządzalnych. Natomiast Polska, z 7 228 euro w 2018, zajmuje w rankingu 29 miejsce. Statystyczny Polak ma aż o 518 euro, czyli ok. 2220 zł więcej niż w 2017.

Co ciekawe, warszawiak ma rocznie do dyspozycji 13 535 – prawie tyle, co przeciętny Hiszpan, i prawie dwa razy więcej, niż przeciętny Polak (o 87%). Statystyczny krakowianin zaś z 9531 euro w portfelu nie odczułby różnicy żyjąc na Malcie, a zdecydowanie lepiej żyłoby mu się w Budapeszcie, gdzie dochody rozporządzalne wynoszą jedynie 8191 euro.

Niemcy w tym zestawieniu zajmują ósmą lokatę, z 22 949 euro w portfelu, versus 22 239 w 2017. Do tego prognozy na 2019 są bardzo obiecujące. Wg badań w 2019 dochód rozporządzalny statystycznego Niemca wzrośnie o 763 euro, co daje 3,3 punktowy progres wobec 2018.

Także między mieszkańcami samych Niemiec występują dysproporcje– przeciętny berlińczyk ma do dyspozycji niewiele mniej, niż przeciętny Luksemburczyk, za to mieszkaniec Duisburga może pozwolić sobie na tyle, co krakowianin (9 277 euro).

Niemiecka ulica wbrew faktom ekonomicznym?

Mimo problemów gospodarczych (m.in. spadek sprzedaży samochodów z powodu fałszowania emisji spalin, zakaz dla diesli, przerwy w łańcuchu dostaw w wielu branżach z powodu niskiego stanu wody na Renie, red.) Niemcy będą dysponować w 2019 jeszcze wyższą kwotą dochodów rozporządzalnych na poziomie 1.968,7 mld euro.

Jednak gdy zapytaliśmy obywateli o ich odczuwalny poziom dobrobytu, okazało się, że mieszkańcy Niemiec są niepewni przyszłości, oszczędni i coraz częściej analizują wydatek każdego euro. Jak to możliwe, że niektórzy czują zmianę na gorsze, skoro z wyjątkiem 2015 roku, kiedy populacja Niemiec wzrosła skokowo o 1,2% a całkowita siła nabywcza wzrosła o umiarkowane w tym kontekście 1,7%, można mówić o ustawicznym wzroście osobistego dobrobytu?

– To faktycznie popyt wewnętrzny był głównym czynnikiem napędzający gospodarkę w ostatnich dwóch kwartałach – potwierdza ekspert ekonomiczny Deutsche Welle Henrik Boehme dodając, że niepewność mieszkańców Niemec może być wynikiem między innymi nieustannego bombardowania informacjami o ubóstwie seniorów, lukach emerytalnych, wzrastających cenach nieruchomości.

Weszliśmy do raju, z tym że nie możemy w nim usiedzieć

Zdaniem socjologa dra Krzysztofa Wojciechowskiego* postęp cywilizacyjny sprawia, że zaspakajane są potrzeby na coraz wyższym poziomie: Sto lat temu Europejczyk był szczęśliwy, jeśli mógł najeść się do syta, 50 lat temu – jeśli stać go było na posiłek w restauracji, a dzisiaj, jeśli kelner ma odpowiedni wyraz twarzy, a jedzenie jest „trendy” – mówi naukowiec.

– Z punktu widzenia człowieka średniowiecza, weszliśmy do raju, z tym że nie możemy w nim usiedzieć. Jedno jest pewne: szerzące się niezadowolenie społeczne jest czymś znacznie większym niż brak gotówki i zastrzykami gotówki najprawdopodobniej się go nie uspokoi – dodaje dyrektor Collegium Polonicum.

 

REDAKCJA POLECA

 


Piotr Surmaczyński: Politycy PO ogłosili bojkot TVP

Piotr Surmaczyński

Piotr Surmaczyński

Może zatem Biedroń doszedł do wniosku, że nawet jeśli nie zgadzamy się z populistyczną propagandą pisowską i kłamstwami upowszechnianymi przez „media narodowe”, nie można bojkotować TVP?

„Jedna z największych partii politycznych w Polsce nie rozumie jakimi zasadami kierują się wolne media” oświadczył Karol Smoląg rzecznik TVN, kiedy identyczną decyzję ogłosił w 2008 roku Przemysław Gosiewski, ówczesny działacz opozycji, tragicznie zmarły polityk PiS. Dziś śladami PiS-u podąża PO, licząc, że powtarzając te same zagrania, zdołają odbić władzę swoim kolegom z partii obecnie rządzącej.

Robert Biedroń przekornie nie podporządkował się decyzji przewodniczącego Schetyny o bojkocie propagandowej telewizji PiS, którą niewątpliwie stała się obecnie TVP. Biedroń zadeklarował: „to nie moja wojna”. „Jak to?” zdziwili się wierni z Koalicji Obywatelskiej. Roberta Biedronia skrytykował nawet nieoficjalny kapelan katolickiej opozycji Wojciech Michał Lemański, mówiąc: „Takie chwile jak ta, wymagają jednoznacznej reakcji”. Co miał na myśli pan Lemański? Jakiej reakcji oczekiwał po – jak sam napisał, „byłym prezydencie Słupska”?

Zarówno PiS, jak i PO dążą do utrwalenia polaryzacji społeczeństwa, które jest na rękę kościołowi i obu partiom katolickim. Jeśli POwcy przejmą władzę Lemański zamieni się miejscami z Bortkiewiczem, kościelnym doradcą prezydenta Dudy, i wszystko znowu będzie po staremu, czyli PO rządzi, a PiS jest największą partią opozycyjna. Całością jednak, jak zawsze, będzie sterował polski kościół katolicki.

Takie przebieranki opozycjonistów w rządzących pomiędzy PiS i PO pamiętamy już przecież z najnowszej historii Polski. POwcy mimo retoryki anty PISowskiej nie robili nigdy krzywdy PISowcom a PiS rozlicza POwców równie gorliwie, jak sam został rozliczony przez PO. Czyli jak długo władza przelewa się w ramach naczyń połączonych przez kościół, tak długo Polska pozostaje feudalną Rzeczpospolitą wyznaniową, gdzie nie ma miejsca na nic, co jest sprzeczne ze społeczną nauką polskiego kościoła i nie jest zgodne z interesem kleru katolickiego.

Dlaczego Biedroń wyłamuje się z „duopolu”? Katolicka opozycja twierdzi, że dla kariery. Nie wydaje mi się. Mógłby spokojnie budować swoją pozycję w ramach Koalicji Obywatelskiej.

Przewodniczący Schetyna z pewnością rozszerzyłby z wielką ochotą swoje panoptikum o kolejną postać. W nowym rządzie PO Biedroń mógłby na przykład zostać wicepremierem do spraw praw i obowiązków różnych związków. Coś w rodzaju ministerstwa rybołówstwa, które w czasach poprzednich rządów PiS premier Jarosław Kaczyński stworzył dla partii wicepremiera Romana Giertycha.

Może zatem Biedroń doszedł do wniosku, że nawet jeśli nie zgadzamy się z populistyczną propagandą pisowską i kłamstwami upowszechnianymi przez „media narodowe”, nie można bojkotować TVP? Nie ze względu na sympatię do pani Holeckiej czy pana Ziemca, o co nie sposób oskarżać nikogo ze świata polityki, tylko ze względu na szacunek do ich widzów. Po zmianie władzy z PiS na PO nie zmieni się przecież naród polski. Pozostaną „dwa plemiona”, które w dalszym ciągu będą wrogo do siebie nastawione, o co zadbają kapelani władzy i opozycji.

Nie można zjednoczyć wszystkich obywateli Polski, komunikując się tylko z ich częścią. Bojkotując TVN w 2008, PiS przede wszystkim zlekceważył widzów stacji, którzy jeszcze bardziej znienawidzili Pisowszczyznę i oddali swe dusze PO.

Nie jest istotne czy to PiS, czy PO ma większość w parlamencie dla rządzących polską duchownych katolickich. Zmieniają się jedynie źródła, z których płyną do kościelnej kasy pieniądze, za które mogłyby powstać nowe mieszkania, szpitale, przedszkola i domy spokojnej starości dla Polaków, ale nie powstaną, bo zasilą konta kościołów, biskupstw, zakonów i Watykanu.
Miliardy złotych od PO cieszą kler równie mocno co równie wielkie kwoty od PiSowców.

Biedroń deklaruje, że będzie dążył do zniesienia zwierzchnictwa kościoła nad Polską i drenażu ekonomicznego naszego kraju przez kościelny układ. Na razie partyjni katolicy z obu stron śmieją się z Biedronia, ale wkrótce mogą się zacząć go bać. Jak wiadomo ze starego chińskiego przysłowia, w takim wypadku na końcu Biedroń wygra. Czego serdecznie sobie życzę, bo potrzebny jest nowy rozdział w historii Polski.

 

Piotr Surmaczyński