Dariusz Stokwiszewski: Kto kieruje dziś Polską? Ile władzy pozostało jeszcze w ręku Kaczyńskiego?

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Uważam, że prezes od dawna żyje w swoim wyimaginowanym świecie, gdzie nie docierają sygnały z tego rzeczywistego. Wszelkie informacje zaś dochodzą do niego jedynie po dokładnym ich przefiltrowaniu i wykładni dokonanej przez najbliższe otoczenie.

Nikt z nas nie ma chyba najmniejszych wątpliwości co do tego, na kim w Polsce spoczywa pełna odpowiedzialność za całe zło, które w ciągu ostatnich czterech lat wydarzyło się w naszym kraju. Powiem więcej, te ostatnie lata to jedynie początek epilogu (bo zapewne wiele jeszcze zła przed nami), któremu początek dała fałszywa i nachalna propaganda o rzekomym zamachu na samolot lecący do Smoleńska w 2010 r., w której zginęło 96 osób – równych sobie w obliczu śmierci! Dodałem to, bo PiS pamięta tylko o jednym z nich, na bazie którego chce budować jakąś pisowską Rzeczpospolitą!

Propaganda ta tworzona, według mnie, na partyjne zapotrzebowanie Jarosława Kaczyńskiego i jego nihilistycznej, wodzowskiej partii, leży u podstaw kreacji nowej epoki – ery nienawiści, za co odpowiada bezpośrednio, ale też i pośrednio sam prezes owego szkodliwego tworu – PiS. Nie byłoby to możliwe bez bezmyślnej i nagannej pomocy, stojących u jego boku, gotowych na każde skinienie wodza sług! Jeśli Ci ludzie myślą, że wykonywanie rozkazów ich w jakiś sposób usprawiedliwia, to znaczy, że nie tylko są źli, ale przy tym pozbawieni rozumu i wyobraźni! Tak tłumaczyli się kiedyś w Norymberdze ci, którzy siali nienawiść w latach 30. i 40 XX wieku.

Pisałem wielokrotnie o przejawach tego pisowskiego zła, ale tu nie tylko o tę kategorię chodzi. Najważniejszy jest fakt permanentnego osłabiania RP, co doprowadziło ją na skraj wykluczenia z grona państw nowoczesnych; w sensie poziomu intelektualnego sporej części narodu, ale też przede wszystkim zagroziło w sposób bezpośredni bezpieczeństwu całego państwa.

Polska stała się krajem, z którego na świecie wielu się (i słusznie) śmieje. Nieporadność władzy (nie chcę eskalować tego, co i tak jest powszechnie wiadome, a dotyczy innych, możliwych przyczyn, nie tylko „nieporadności”) jest rzeczą tak oczywistą, jak wschody i zachody Słońca! Nie mamy ani spójnej polityki zagranicznej, ani jakiejkolwiek innej, skorelowanej z polityką natowskich i europejskich sojuszników Polski. To jest złamanie ciągłości władzy po 1989 r., co skutkować może wielką narodową tragedią. Osłabienie i wręcz deprecjacja pozycji Polski w świecie jest tego efektem i faktem. Osłabione fatalnymi rządami PiS państwo nie ma dziś tych walorów, jakie miało za poprzednich rządów. Stało się outsiderem Zachodu państwem, którego nazwę wymawia się w jego stolicach z zażenowaniem, ale także żalem z powodu niespełnienia oczekiwań, które europejska demokracja mu stawiała.

Mało tego: dziś Polska jest całkowicie osamotniona i gdyby zdarzyła się nam zbrojna agresja, to według mnie na żadną realną pomóc liczyć nie możemy! Jesteśmy skazani na łaskę „cara” zza wschodniej granicy, któremu nikt nie przeszkodzi w momencie, gdyby się zdecydował na kroki radykalne i zaatakował nasz kraj! A to, powiedzmy sobie szczerze, jest w przyszłości i to niezbyt odległej, prawdopodobne.

Dodam, jestem pewien tego, co mówię i kładę na szalę całą swoją reputację naukową, choć wolałbym się mylić i ją stracić! To zresztą nihil novi sub Sole, bo prawdę tę znają chyba wszyscy specjaliści z zakresu bezpieczeństwa, tylko nie każdy chce ryzykować „głową” za coś, czego nie można z całą pewnością zagwarantować.

Tak więc w każdej sferze życia społeczno – politycznego Polski wrze; łamane jest prawo, czego skutkiem jest upolitycznienie (czy też może „upisowienie”) wszystkiego, co się „im” tylko dało. Wojsko, Policja, Trybunały, Sądy, Prokuratura, media, szkolnictwo i nawet sztuka, podlegają już cenzurze i politycznemu nadzorowi „pana z Żoliborza”! Tak, jednego pana, który za nic nie odpowiada, bo poza byciem posłem, oficjalnie w życiu politycznym jest „nikim”, co nie miało zabrzmieć jak jakakolwiek obelga. To tylko metaforyczne stwierdzenie stanu faktycznego.

Przechodzę do rozwiązania „problemu badawczego”, który w formie pytania zawarty jest w tytule tego tekstu. Ile władzy ma (i czy w ogóle ją jeszcze ma) Jarosław Kaczyński, a skoro jej nie ma, to kto trzyma w ręku jej ster? Odpowiedź na tak postawione pytanie nie jest wcale, wbrew pozorom, łatwe. Teoretycznie bowiem Polską rządzi Jarosław Kaczyński tyle, że z drugiej strony brzmi to tak, jakbym rzekł, że najlepszym polskim maszynistą prowadzącym pociąg Pendolino, jest ślepy i głuchy kolejarz, który kiedyś dobrze sobie radził z prowadzeniem lokomotywy na węgiel! Tak to mniej więcej można byłoby odczytać! Jest to swego rodzaju metaforyczne określenie sytuacji w Polsce, którą tak naprawdę do końca już raczej nikt nie kontroluje. Zapyta ktoś skąd takie właśnie porównanie?

Mogę odpowiedzieć pytaniem na pytanie: czy pan Kaczyński przy całej swojej inteligencji, którą tak bardzo się chwali, jest w stanie ogarnąć to, co się dzieje w kraju? Nie! Według mnie w żaden sposób! Otóż uważam, że prezes od dawna żyje w swoim wyimaginowanym świecie, gdzie nie docierają sygnały z tego rzeczywistego. Wszelkie informacje zaś dochodzą do niego jedynie po dokładnym ich przefiltrowaniu i wykładni dokonanej przez najbliższe otoczenie. To ni mniej, ni więcej znaczy, że to nie są prawdziwe, oddające grozę sytuacji w państwie, informacje! I znowu ktoś mógłby zapytać, dlaczego tak uważam. Ano dlatego, że państwem polskim, wykorzystując wiek i chorobę (bo każdy jakąś ma, tym bardziej mając tyle lat co prezes) Kaczyńskiego w kraju rządzą potencjalni następcy, osadzeni na najważniejszych stanowiskach w resortach siłowych, ale także oligarchia ze sfery finansjery, okupująca spółki skarbu państwa. Jak wiadomo, prezes nawet umie korzystać z komórki, ale wtedy kiedy jakiś podręczny mu ją włączy i poda, a później wyłączy i schowa do swojej kieszeni.

Powie ktoś; nie wierzę, bo gdyby tak było, to łatwiej byłoby prezesa wysłać na odpoczynek oraz przejąć władzę. Nie, to nie byłoby najlepsze wyjście z wielu powodów. Jednym z nich jest mimo wszystko strach rządzących „bohaterów” o ich możliwe rozliczenie po upadku PiS i jego rządu. Przypominam sobie sytuację (oczywiście nie ma tu pełnej symetrii, ale jako przykład jest dobra), gdy dziwili się wszyscy, dlaczego po śmierci Breżniewa (nie wiadomo czy w ostatnim okresie życia ten człowiek był w ogóle przytomny i wiedział co robi) w ZSRR wybierano na następców takie „zombie”, jak Andropow czy Czernienko. Wyjaśnienie jest tutaj proste: każdą winę można zrzucić na takiego starca, który i tak na nic nie ma już wpływu. Tymczasem ci, którzy nabroili, są, a przynajmniej tak myślą, że są – usprawiedliwieni! Nie tym razem panowie! Naród na to już nigdy nie pozwoli, bo Polska poniosła zbyt wielkie straty; być może nawet nieodwracalne!

Tak więc „drodzy sternicy” polskiej nawy, będziecie musieli zderzyć się z odpowiedzialnością za to, co zrobiliście własnemu narodowi i Ojczyźnie! Tego zła jest bardzo, bardzo dużo!

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Parlament Europejski zajmuje się zarzutami „radykalnego upolitycznienia TVP”

Europoselska komisja petycji zajęła się zarzutami radykalnego upolitycznienia TVP oraz łamania praworządności w Polsce. Posiedzenie zamieniło się w ostrą wymianę zdań między PO i PiS m.in. na temat Pawła Adamowicza.

Europoselska komisja petycji zajęła się zarzutami radykalnego upolitycznienia TVP
Piotr Owczarski, były pracownik TVP:
W TVP szczuje się i atakuje wybranych polityków. Przez kilka miesięcy TVP pastwiła się nad Pawłem Adamowiczem

Zadaniem komisji petycji Parlamentu Europejskiego jest rozpatrywanie skarg lub wniosków od obywateli UE oraz inicjowanie innych instytucji Unii i organów krajów członkowskich do rozwiązania wskazanych problemów.

Autorem pierwszej z polskich petycji, które europosłowie rozpatrywali we wtorek, był Piotr Owczarski, były pracownik TVP zwolniony z pracy w 2017 r. w ramach – jak tłumaczył – nagonki politycznej na dziennikarzy, którzy nie popierają linii ideologicznej obecnych władz Polski.

– Telewizja publiczna została trzy lata temu brutalnie przejęta przez rząd. Niezależność dziennikarska została zdeptana. Publiczna telewizja stosuje język nienawiści – przekonywał Owczarski w Parlamencie Europejskim.

Owczarski przywołał – jak to ujął – „nagonkę” przeciw prezydentowi Gdańska Pawłowi Adamowiczowi (zamordowanemu podczas finału WOŚP). – W TVP szczuje się i atakuje wybranych polityków. Przez kilka miesięcy TVP pastwiła się nad Pawłem Adamowiczem – powiedział Owczarski. Ponadto relacjonował inwigilowanie pracowników w TVP i m.in. wyjawianie ich orientacji seksualnej w wewnętrznych rozgrywkach kadrowych.

– Trybunał Konstytucyjny w 2016 r. orzekł, że ustawa o Radzie Mediów Narodowych i o jej kompetencjach w powoływaniu władz publicznej telewizji i radia jest niekonstytucyjnym ograniczeniem uprawnień Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Do dziś jednak tego wyroku nie wykonano – powiedział rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. Przypomniał, że ponad 200 osób straciło pracę w mediach publicznych od przejęcia władzy przez PiS. Powoływał się m.in. na raporty międzynarodowych agend o braku pluralizmu w polskich mediach publicznych czy też o kampanii zarzucającej NGO-som nierzetelne pozyskiwania funduszy.

Natomiast przedstawiciel Komisji Europejskiej tłumaczył, że w unijnym prawie nie ma przepisów wprost wymierzonych z dyskryminację ze względu na poglądy polityczne (wedle petycji Owczarskiego tak dzieje się przy zwolnieniach w TV), ale Bruksela będzie monitorować TV.

Spór o język nienawiści

Europoseł Kosma Złotowski (PiS) przekonywał, że sprawę petycji Owczarskiego należy zamknąć, przedstawiony w niej obraz TVP jest nieprawdziwą karykaturą, a – uczestniczącemu w debacie – Jarosławowi Wałęsie (PO) wytykał, że jesienią 2018 r. rywalizował z Adamowiczem w wyborach na prezydenta Gdańska.

Europoseł PiS Kosma Złotowski. Fot. Źródło: dw.de

Złotowski podkreślał, że prokuratura już za poprzednich rządów zaczęła przyglądać się zarzutom korupcyjnym wobec Adamowicza. Rozpatrywanie petycji zamieniło się szybko w debatę między europosłami PO i PiS na temat winnych językowi nienawiści, a nawet na temat sposobu relacjonowania w TVP okoliczności morderstwa i pogrzebu prezydenta Gdańska.

– Nie atakuję Polski, lecz proszę o pomoc. Chcę, by ktoś zajął się moją sprawą, bo nikt oprócz rzecznika praw obywatelskich nie zrobił tego w Polsce – tak na krytykę ze strony europosłów odpowiadał Owczarski.

Komisja petycji postanowiła, że skarga Owczarskiego pozostanie otwarta (czyli europosłowie mogą do niej wracać), będzie też przekazana do europarlamentarnej komisji ds. kultury, a Komisja Europejska ma informować europarlament o wynikach swego monitorowania sytuacji w polskich mediach publicznych.

Pięć petycji o sądach

Ponadto europosłowie zajęli się pięcioma petycjami dotyczącymi zagrożeń dla praworządności – od zmian w Trybunale Konstytucyjnym przez Krajową Radę Sądownictwa po Sąd Najwyższy.

– Należy zwrócić uwagę na toczące się postępowania dyscyplinarne, które mogą mieć mrożący efekt wobec niezależności władzy sędziowskiej – powiedział Adam Bodnar, odnosząc się do postępowań wobec sędziów, którzy zwrócili się z pytaniami prejudycjalnymi do TSUE w kwestiach związanych z PiS-owskimi zmianami w ustawach sądowych. Z kolei przedstawiciel Komisji Europejskiej Nicholas Bell zrelacjonował europosłom dotychczasowe postępowanie z art. 7 Traktatu o UE wobec Polski.

– Polska przyjęła nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym, która uwzględnia środki tymczasowe nałożone przez TSUE [odwrócenie czystki emerytalnej]. Komisja Europejska analizuje sprawozdanie Polski w sprawie realizacji tego środka tymczasowego. Wnioski z tego sprawozdania zostaną uwzględnione przy końcowym orzeczeniu TSUE – powiedział Bell. To kolejna wyraźna sugestia, że Komisja Europejska – choć Polska wycofała się z czystki w SN – nie szykuje się do wycofania skargi z TSUE. Najpewniej chce zamknąć Polsce powrót do poprzednich rozwiązań w SN, a ponadto uzyskać potwierdzenie swych uprawnienia do kontroli i strzeżenia niezależności wymiaru sprawiedliwości w krajach UE.

Rozprawa TSUE w sprawie Sądu Najwyższego jest planowania na 12 lutego. Petycje co do praworządności pozostały otwarte, a Komisja Europejska zobowiązana do informowania europosłów o art. 7 oraz swych postępowaniach przeciwnaruszeniowych wobec Polski.

 

REDAKCJA POLECA

 


Rafał Sulikowski: Podzielony umysł. Co to takiego “schizofrenia”?

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

Obecnie specjaliści są zgodni co do tego, że można kontrolować co najmniej objawy psychozy, choć nadal nieznane są jej przyczyny ani wyjaśnione dokładnie wszystkie mechanizmy. Można więc powiedzieć, że psychiatria weszła na nową falę optymizmu w leczeniu schizofrenii, ale też innych zaburzeń psychicznych.

Od stu lat badacze i psychiatrzy zastanawiają się, czym są zaburzenia psychiczne, w tym najbardziej zagadkowa z nich, nazywana “schizofrenią”.

Od stu lat badacze i psychiatrzy zastanawiają się, czym są zaburzenia psychiczne, w tym najbardziej zagadkowa z nich, nazywana “schizofrenią”.

W potocznym pojęciu to ktoś, kto “odlatuje” w swoje światy, gada od rzeczy i jest niebezpieczny. Bywa mylona z psychopatią, ale i depresją, bo w schizofrenii może wystąpić silna apatia i zobojętnienie na świat zewnętrzny.

Ludzie ze schizofreniami – bo nie ma jednej schizofrenii modelowej – bardzo cierpią, gorzej myślą i kojarzą, mają zaburzenia koncentracji, nie potrafią przeważnie pracować umysłowo, mogą odczuwać napięcie, smutek i poczucie winy. W przeważającej większości przypadków udaje się im pomóc dzięki coraz lepszym lekom i opracowywanym terapiom, a także zachęcaniu pacjentów do pracy własnej nad sobą.

Schizofrenię wywołuje prawdopodobnie wiele czynników, nie ma jednej przyczyny. Nie istnieje też badanie fizykalne, które wykrywałoby tę chorobę. Pacjentom robi się co prawda EEG albo inne badania mózgu, ale
zmiany, które one uwidaczniają, nie są specyficzne dla tej jednostki chorobowej.

Schizofrenia zaczyna się wcześnie, najczęściej na progu dorosłości (zwłaszcza u mężczyzn), choć kobiety zapadają średnio 10 lat później. Istnieją też rzadkie “schizofrenie dziecięce” oraz w wieku podeszłym, ale również rzadko.

To choroba wczesnej dorosłości i wieku średniego. Przed tym wiekiem i po jego przejściu zapadalność gwałtownie spada.

Istnieją również tak zwane “późne wyzdrowienia”, kiedy osoba przeżyła niemal całe życie cierpiąc na psychozę – inna nazwa “schizofrenii” – a pod wieczór życia często nagle ozdrowiała.

Istnieją też w medycynie historie, kiedy schizofrenia ustąpiła samoistnie i nagle, co bywa interpretowane jako cud, ale jest niezmiernie rzadkie. Dlatego bez fachowej pomocy tej choroby wyleczyć się nie da, a nieleczona prowadzi do inwalidztwa i konieczności stałej opieki nad chorym. Dlatego tak ważna jest edukacja w tej sprawie i rozwój profilaktyki, nie tylko schizofrenii.

Chorzy, którzy zapadli na schizofrenię odczuwają wewnętrzne cierpienie –
pustkę na przemian z uczuciem zapełnienia umysłu, zaburzenia toku myślenia (otamowanie, przyspieszenie bądź spowolnienie, poluzowanie skojarzeń), mogą być stale obojętni, wpadać w stany osłupienia i znieruchomienia (katatonia, przyjmowanie niewygodnych pozycji), albo pobudzenia i niekontrolowanego ruchu, który jednak nikomu nie zagraża.

Podawane leki mogą też dawać skutki uboczne, niekiedy podobne do
samych objawów. I tak neuroleptyki, stosowane w schizofrenii, zwłaszcza
starego typu, wywołują tak zwaną “akatyzję”, czyli całkowitą niemożność
siedzenia bądź zajmowania innej stałej pozycji. Podawane leki osłonowe
częściowo niwelują ten najbardziej przykry objaw, który dawniej sprawiał,
że pacjenci przerywali samodzielnie przyjmowanie leków, a wtedy
doznawali nawrotów.

Nowsze leki nie sprawiają aż tak skrajnych reakcji, mają niestety inne, nieznane wcześniej skutki uboczne. Stąd leczenie schizofrenii, którą może zdiagnozować wyłącznie lekarz psychiatra albo psycholog kliniczny na podstawie wywiadu z pacjentem i wywiadu środowiskowego, nie może kończyć się na podawaniu codziennie przez wiele lat lekarstw. One tylko łagodzą pewne objawy, nie leczą istoty ani nie mają wpływu na przyczyny schizofrenii.

Do dziś badacze spierają się, czy ma ona bardziej charakter biologiczny, czy środowiskowy, czy jeszcze jakiś inny. Faktem jest, że jest to na pewno choroba o przyczynach naturalnych i że chorych postrzega się już dziś lepiej niż dawniej, kiedy uważano ich za obłąkanych szaleńców i zamykano na całe życie w zakładach zamkniętych. Podstawową tedy terapię lekową można i trzeba uzupełnić psychoterapią, zwłaszcza grupową, gdzie pacjent uczy się integracji z grupą, uczy się słuchać aktywnie, przemawiać i ogólnie zżyć się z ludźmi, zawsze przecież odmiennymi niż on sam. Pomaga to w przezwyciężaniu chorobowego autyzmu, czyli skrajnym skupieniu na sobie, wyjście poza swoje problemy, dostrzeżenie, że nie jest on sam, że inni także cierpią i że można sobie wzajemnie pomagać. Pomaga też nurt terapii wywodzących się z terapii poznawczo-behawioralnej, ale generalnie w czasie sesji z pacjentem psychoterapeuta może swobodnie mieszać różne terapie i paradygmaty, dopasowując je do aktualnych objawów i kłopotów pacjenta.

Większość z 400 tysięcy chorych na schizofrenię w Polsce wymaga stałego leczenia, a takie otrzymuje połowa, podczas gdy druga połowa się degraduje, wpada w bezrobocie, często w bezdomność i trafia na margines
społeczny.

To nie chorzy popełniają przestępstwa, istnieje raczej ryzyko, że albo chory sam sobie coś zrobi, albo padnie ofiarą przestępstwa.

Zaburzenia emocji i umysłu są tak duże w schizofrenii – rozszczepienie i dysharmonia – że chory nie potrafiłby zaplanować i przeprowadzić z powodzeniem jakiś większy czyn karalny.

Najczęściej do choroby dochodzi nadużywanie alkoholu czy nielegalnych substancji odurzających, które pogarszają dodatkowo leczenie, osłabiając działanie leków. Wtedy mamy do czynienia z tak zwaną “podwójną diagnozą”, kiedy oprócz choroby podstawowej są uzależnienia czy zaburzenia somatyczne (np. po niektórych lekach II generacji może pojawić się cukrzyca).

Jak pisał sam Antoni Kępiński, “schizofrenia jest delficką wyrocznią psychiatrii”, bo pokazuje jak w soczewce główne problemy egzystencjalne
człowieka współczesnego, a ponadto stanowi największą zagadkę psychiatrii.

Dopiero w 1911 roku zdefiniowano “grupę schizofrenii” jako choroby umysłu, który traci kontakt z ludźmi i rzeczywistością, a także samym sobą i ucieka w urojone, nierealne światy. Przynosi większości tylko cierpienie, a niektórych wynosi ponad przeciętność na wyżyny nauki (John Nash, ekonomista, laureat Nobla), sztuki czy działalności społecznej (Brat Albert). Przeważnie jednak uderza, zanim młody człowiek ukształtuje swoją osobowość, więc niszczy relacje społeczne, zamyka w ciemnym pokoju w jasne dni, powoduje lęki i depresje, poczucie winy, zaburzenia myślenia i skupienia uwagi, niemożność czytania, a czasem ciężkie halucynacje i omamy słuchowe, nazywane jako “głosy”.

Istnieje wiele typów schizofrenii, jednak najczęściej w naszym kręgu kulturowym stawia się diagnozę F20. 0 – “schizofrenia paranoidalna”. Ma
najlepsze rokowania w przeciwieństwie do innych typów, zwłaszcza “schizofrenii prostej”, gdzie dominują zespoły objawów negatywnych, jak
apatia, zubożenie mowy i gestykulacji, wycofanie, dziwaczność, ekscentryczność i małomówność oraz brak energii, stałe zmęczenie,
drażliwość i komponenta histeryczności.

To, co łączy wszystkie typy “schizofrenii” to utrata naturalnej dla zdrowia harmonii wewnętrznej oraz autyzm i zaburzenia kojarzenia, stąd nazywa się te objawy “osiowymi”.

Paranoidalna postać wyróżnia się obecnością najczęściej słuchowych omamów (“głosy”), nieco rzadziej halucynacji z innych zmysłów (najczęściej wzrokowych) oraz obecnością urojeń.

Jeśli chodzi o urojenia, to dominują prześladowcze, ksobne i oddziaływania: pacjent jest pewien, że pada właśnie ofiarą wrogiego spisku, że jest prześladowany, a przedstawiane dowody przez lekarzy, że tak nie jest, odrzuca z całą mocą, obstając przy swoim przekonaniu.

Ksobne polegają na odnoszeniu wszystkiego, co się dzieje wokół do siebie – “mówią o mnie w telewizji”, “dają mi znaki”, “piszą o mnie w gazecie”, teraz częściej w Internecie. Oddziaływania polegają na tym, że pacjent jest zdania, że ktoś zdalnie czyta w jego myślach, że nasyła lub odciąga jego pomysły, że “kradnie myśli”, albo, że jakaś moc nim zawładnęła i jest marionetką, automatem lub zdalnie sterowanym robotem.

To tylko niektóre z urojeń, bo istnieją także te, które nie sprawiają pacjentowi cierpienia, tylko upośledzają funkcjonowanie. Urojenia misji i
posłannicze polegają na przekonaniu, że “mam szczególną misję”, “zadanie
do wykonania”, że “jestem wybrany” i wyjątkowy.

Urojenia posłannicze szczególnie często występują u przywódców religijnych i w sektach, a wiążą się z postawami wielkościowymi: “jestem wielki”, “mam niezwykłe zdolności”, “rządzę całym kosmosem”. Te urojenia zwykle są wypowiadane lub komunikowane dużo częściej, więc łatwiej je zauważyć, niż wtedy, gdy przeważają urojenia winy i grzeszności (“jestem najgorszym grzesznikiem”, “czeka mnie surowa kara”) albo niższościowe (“jestem do niczego”).

Istnieją także inne objawy, jak zaburzenia myślenia w postaci jego otamowania (“ścisk w głowie”, “pustka”, “nadmiar”, gonitwa myśli, lepkość
myśli, etc.), albo spowolnienia bądź przyspieszenia toku myślenia, a także
wykolejenia i poślizgu poznawczego, kiedy myśli zjeżdżają z ustalonego
toru i nie prowadzą do podsumowania wypowiedzi w postaci jakiegoś
wniosku czy decyzji. Pacjent, mimo, że wiele rozmyśla, nie jest w stanie
zdać relacji z wniosków, do jakich doszedł, bo po drodze myślenie się
wykoleja i powstają rozbudowane dygresje, niekończące się monologi i
dialogi wewnętrzne, mogą włączać się głosy komentujące zachowanie
pacjenta, lub dyskutujące o nim poza jego plecami, a także obrażające
pacjenta (“wstawki mentalne”, dygresje).

Czy leczenie schizofrenii ma jakiś sens?

Gdy dawniej istniały tylko leki I generacji, które działały bardzo silnie i wywoływały mnóstwo skutków ubocznych i wpędzały w depresję, odpowiedź była – nie.

Jednak dziś istnieją leki nowoczesne, które nie wpędzają w depresję i nie mają takich skutków ubocznych, jak parkinsonizm, dyskinezy późne czy akatyzja (niemożność zajmowania jednej pozycji ciała). Są tak samo skuteczne w leczeniu objawów wytwórczych, takich jak omamy czy urojenia oraz zaburzenia myślenia, a ponadto wpływają dobrze na objawy negatywne, afektywne (poczucie winy, depresja) i poznawcze, pozwalając pacjentom na kontynuację nauki, znalezienie pracy czy powrót do rodzinnych relacji.

Oczywiście, nie są to jeszcze leki idealne, ale o wiele lepsze niż klasyczne neuroleptyki. W tym sensie można powiedzieć, że już około ⅔ pacjentów może wyjść na jako taką prostą, a jeśli włączyć do terapii różne inne oddziaływania psychospołeczne, to odsetek wyleczeń i remisji jeszcze wzrasta.

Obecnie specjaliści są zgodni co do tego, że można kontrolować co najmniej objawy psychozy, choć nadal nieznane są jej przyczyny ani wyjaśnione dokładnie wszystkie mechanizmy. Można więc powiedzieć, że psychiatria weszła na nową falę optymizmu w leczeniu schizofrenii, ale też innych zaburzeń psychicznych.

Lekarze wciąż czekają na jeszcze lepsze leki, a psycholodzy kliniczni opracowują coraz lepsze terapie tej dziwnej i groźnej choroby.

Istnieje wiele historii ludzi, którzy tę chorobę pokonali, w różny sposób,
jedni zażywając leki inni, rezygnując z farmakoterapii i stosując różne formy autoterapii, w różnym wieku i po innym czasie chorowania. Daje to
nadzieję nawet osobom, które nie są objęte rejestracją medyczną, co pozwala na wypłacanie renty socjalnej albo renty z tytułu niezdolności do
pracy, a diagnoza schizofrenii to umożliwia.

Niektórzy chorzy, około ⅓ całkowicie zdrowieją, inni funkcjonują dobrze między pogorszeniami, a ostatnia grupa około 10% chorych nie reaguje na leczenie.

Jednak przy tak bardzo potrzebnym wsparciu społecznym, szczególnie ze strony rodziny i krewnych, możliwe, że już niedługo wyleczalność schizofrenii znacznie się poprawi, a zapadalność – dzięki opracowywanym właśnie w psychiatrii programom wczesnego wykrywania – zacznie spadać

 

Rafał Sulikowski

 

 


Od siebie, Panie Prezydencie, od siebie… i głośno!

21 stycznia 2019

Naprawę polskiego życia publicznego każdy powinien zacząć od siebie – podkreślił prezydent RP w wywiadzie dla portalu wp.pl. – O jedną tylko rzecz mogę poprosić: żeby ten rachunek zacząć od siebie (…) To jest niezwykle ważne. Bardzo proszę, żeby każdy w swoim sumieniu zastanowił się nad tym, co do tej pory pisał w internecie i w jaki sposób się wypowiadał. I nie mówię tutaj tylko o ludziach, którzy robią to, bo są osobami publicznymi
– I mówię: zaczynam to od siebie, bo nie powiem, żebym również i ja, kiedy popatrzę na moją działalność polityczną na przestrzeni lat, wszystkie wypowiedzi miał zawsze w porządku – dodał. (prezydent.pl)

5 października 2018


– Czekam spokojnie na decyzję Trybunału [Sprawiedliwości Unii Europejskiej]. Nie ukrywam jednak, że będę bacznie obserwował tę sprawę. Jeżeli będę widział, że Trybunał działa w trybie natychmiastowym, to będzie to dla mnie sygnał, że sprawa ma głęboki podtekst polityczny. Będzie to dla mnie związane także z tym, kto w tym Trybunale zasiada. Zasiada tam choćby prof. Marek Safjan, który nie ukrywał swoich poglądów. (Super Exspress)

10 października 2018


– W Trybunale [Sprawiedliwości Unii Europejskiej] zasiada Marek Safjan, który nie ukrywa swoich poglądów.
– Dla wszystkich jest chyba jasne, że opowiada się on po określonej stronie sceny politycznej i takie są fakty.
(Polsat News)

18 grudnia 2018


– Jeżeli na forum publicznym znaczące postaci polskiego wymiaru sprawiedliwości – mówimy o sędziach SN, którzy do niedawna pełnili funkcje prezesów w tym sądzie, poczynając od I prezesa SN, poprzez prezesów izb – w sposób otwarty naruszają obowiązujące przepisy prawne i konstytucyjne, lekceważą obowiązujące przepisy ustawowe, to mamy do czynienia z anarchią wywoływaną przez przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości.
– Mamy sytuację, w której pewna grupa elity sędziowskiej uważa się za bezkarną i za taką, której polskie prawo nie obowiązuje tylko dlatego, że im się nie podoba

Prezydent Andrzej Duda, zarzucił Rzecznikowi Praw Obywatelskich, jak również Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego i posłom, że mając krytyczną opinię o zgodności z Konstytucją niektórych ustaw i projektów ustaw, nie kierują wniosków do Trybunału. Nazwał to postępowanie „nieuczciwym” oraz „robieniem publicznym polityki, a nie wykonywaniem urzędu, z którym wiąże się odpowiedzialność za sprawy państwa”. (Trybunał Konstytucyjny, doroczne Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK)

23 grudnia 2018


– To stara metoda, najgłośniej krzyczą ci, którzy mają najwięcej na sumieniu. Prosiłem o konkretne zarzuty i wciąż ich nie usłyszałem. Tymczasem dopóki ostatnia nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym nie wejdzie w życie, to sędziowie przesunięci na emeryturę zajmowali gabinety łamiąc prawo. Ponadto I Prezes SN, Rzecznik Praw Obywatelskich i posłowie opozycji mogli zaskarżyć przepisy każdej z ustaw do Trybunału Konstytucyjnego, a nigdy tego nie zrobili.
– Wyrażam jednak głębokie ubolewanie, że w związku z orzeczeniem TSUE wracają do SN sędziowie splamieni w czasach komunistycznyc
h. (Super Express)

31 grudnia 2018

Andrzej Duda: środowiska sędziowskie są zepsute

– Demonstracje polityczne środowisk sędziowskich pokazują, że środowiska sędziowskie są zepsute. Zachowują się w taki sposób, w jaki sędziowie nigdy nie powinni sobie pozwolić – podkreślił w programie „W pełnym świetle” w TVP Info prezydent Andrzej Duda.

Andrzej Duda zgodził się, że sędziowie mają prawo do swoich poglądów politycznych, ale jak jednocześnie zaznaczył “to powinny być jego poglądy, z którymi on nie powinien wychodzić na ulicę, których nie powinien demonstrować w mediach i w innych miejscach”.


Te historie, o których Andrzej Duda opowiada, to nie fakty, tylko fake news. Nie jest przecież nowicjuszem, odróżnia – mam nadzieję – rzeczywistość od bajek i fejków. Jeśli wczorajsze deklaracje o rachunku sumienia składał świadomie, to w kontekście tych paru cytatów z niedawnej przeszłości musi przyznać, że rachunek sumienia rzeczywiście jest konieczny. Własny, nie cudzy. I nie w ciszy gabinetu czy innego równie intymnego pomieszczenia, ale głośno. I publicznie, skoro słowa fejkowe padały publicznie. I dlatego, że „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”. Co przypominamy ostentacyjnie religijnemu prezydentowi.

Piotr Rachtan / Monitor Konstytucyjny


Jaki telewizor wybrać, by cieszyć się perfekcyjnym obrazem?

Sklepy ze sprzętem RTV mają setki przeróżnych modeli telewizorów. Rozstrzał cenowy jest ogromny, lista przeróżnych funkcji – również. A co z nowościami? Czy są warte uwagi? Ostatnio duże zainteresowanie miłośników nowinek technologicznych budzą QLED 8K Samsung TV. Warto więc przed zakupami dobrze przemyśleć, jakiego sprzętu potrzebujemy.

Ostatnio duże zainteresowanie miłośników nowinek technologicznych budzą QLED 8K Samsung TV. Warto więc przed zakupami dobrze przemyśleć, jakiego sprzętu potrzebujemy.

Nasi dziadkowie cieszyli się, jeśli w ogóle mieli w domu telewizor. Wystarczy, że „coś leciało”, o jakości raczej wiele się nie mówiło i nie myślało. Przez wiele lat sytuacja w tej kwestii się diametralnie zmieniła. Obecnie na rynku znajdziemy setki przeróżnych modeli tv. Producenci prześcigają się w coraz to ciekawszych i atrakcyjniejszych ofertach dotyczących tych urządzeń. Ostatnio szczególnie dużo mówi się o modelach 8K, takich jak np. Samsung TV, aczkolwiek znajdziemy je także wśród innych marek.

Czym sugerować się, kupując telewizor?

Bez względu na to, czy interesuje nas Samsung TV, czy sprzęt jakiejkolwiek innej marki, powinniśmy zwracać uwagę na funkcje, które posiada. Jeśli lubimy nie tylko oglądać filmy, ale chcielibyśmy też korzystać z Internetu na ekranie telewizora, warto zdecydować się na SmartTV. Opcja ta jest już dostępna w większości telewizorów, aczkolwiek wciąż są na rynku modele, które je nie posiadają. A warto z niej korzystać, można w ten sposób m.in. oglądać bezpośrednio filmy z sieci, czytać artykuły i buszować po stronach internetowych bez konieczności włączania komputera. To duża wygoda. Trzeba też pamiętać o Wi-Fi, tanie, starsze modele mogą go nie posiadać.

A może postawić na nowości?

Osoby, które są gotowe przeznaczyć nieco więcej pieniędzy i mają naprawdę duże oczekiwania, jeśli chodzi o sprzęt, powinny zainteresować się najnowszymi modelami typu Samsung TV QLED 8K, którego rozdzielczość gwarantuje niesamowity obraz. W połączeniu z doskonałym, niezwykle czysto brzmiącym dźwiękiem możemy mieć wspaniałe wrażenia z oglądania filmów czy czegokolwiek innego. Rozdzielczość w Samsung TV QLED 8K wynosi 7680×4320, a więc czterokrotnie więcej niż w telewizorach 4K i szesnastokrotnie więcej niż w sprzętach Full HD. Dzięki temu osiągany obraz jest nadzwyczaj realistyczny, odbiorca może dostrzec każdy szczegół. Odbiorca widzi wszystko tak, jak widział to reżyser. Do tego żywe, intensywne kolory i głęboka czerń. Oglądanie z pewnością jest dużo bardziej komfortowe.

Aczkolwiek telewizory tego typu są jedynie w dużych rozmiarach (od 60 cali wzwyż). Tylko wówczas jesteśmy w stanie zauważyć możliwości tego sprzętu. Dlatego świetnie sprawdzi się on w dużych salonach. Należy mieć więc na uwadze, że taki tv niekoniecznie pasuje do małych pokoików. Odległość od telewizora powinna być zachowana, tylko wtedy odbiorca czuje komfort i przyjemność z oglądania.

Materiał zewnętrzny


Jaki jest prawdziwy plan Theresy May?

Theresa May nie ma planu B na brexit. Zapowiedziała jedynie prowadzenie dalszych konsultacji ws. backstopu. Niemiecka prasa komentuje.

„Frankfurter Allgemeine Zeitung”: plan B jest planem A

Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze: „Akurat w obliczu impasu politycznego w Wielkiej Brytanii wciąż lepszym rozwiązaniem jest przeprowadzenie najpierw planowego wyjścia z UE, a potem podejmowanie decyzji w miarę rozwoju wypadków. Nieuregulowany brexit nikomu nie posłuży ani Wielkiej Brytanii, ani reszcie Europy. To, co Theresa May przedstawiła w Izbie Gmin w poniedziałek, można sprowadzić do formuły: plan B jest planem A. Nie zmieniła ona stanowiska wobec żadnej z kluczowych kwestii. May chce ponownie rozmów z parlamentarzystami i z UE. A to, że musi do tego dojść szybko, może być nawet zaletą. Nie tylko historia UE uczy, że wraz z presją czasu rośnie wola pojednania”.

„Die Zeit”: obywatele UE nie będą musieli płacić 65 funtów – to jedyna konkretna decyzja

Internetowe wydanie „Die Zeit” zwraca uwagę, że „May niewiele zaprezentowała. Jej jedyna konkretna decyzja to ta, że obywatele UE, którzy mieszkają w Wielkiej Brytanii nie będą musieli płacić 65 funtów za potwierdzenie prawa pobytu i pracy. To wszystko. Poza tym szefowa rządu obiecała to, o czym zapewniała już od momentu porażki w parlamencie: że będzie słuchać, rozmawiać ze wszystkimi obozami i szukać nowych rozwiązań. W rzeczywistości działanie May było słabiutkie i niemalże bezradne.

Działania, za którymi opowiedziało się wielu posłów w parlamencie widząc w nich rozwiązanie, May zdecydowanie odrzuciła. Ani nie chce ona zatrzymać automatyzmu no deal 29 marca, kiedy Wielka Brytania wystąpi z UE, niezależnie od tego, czy do tego czasu parlament brytyjski zatwierdzi porozumienie wyjścia, czy nie. Ani nie chce odroczenia zawiadomienia o zamiarze wyjścia, które zapewnia artykuł 50 traktatu, co dałoby Wlk. Brytanii i UE więcej czasu na podjęcie decyzji”.

„Freie Presse”: Co kieruje tą kobietą? Gra ona na zwłokę?

Regionalny dziennik „Freie Presse” z Chemnitz zastanawia się: „Co kieruje tą kobietą? Jaki jest jej prawdziwy plan? Czy rzeczywiście gra ona na zwłokę? Wierzy, że posłowie krótko przed terminem opuszczenia UE jednak się złamią i przystaną na sporne porozumienie brexitowe? To wszystko sprawia wrażenie politycznej jazdy pod prąd do brexitu”.

„Mitteldeutsche Zeitung”: Unii nie pozostanie nic innego, jak przygotować się na twardy brexit

„Mitteldeutsche Zeitung” z Halle jest zdania, że „Unia dalej drepcze w miejscu, gdyż brukselscy dyplomaci wciąż zadają sobie pytanie, nad jakimi alternatywami, nad jakimi ustępstwami powinni pracować, tak długo aż z Londynu dojdą słuchy, co zalicza się do palących problemów umowy brexitowej. Na wyspach także po przedstawieniu planu B. nie poczyniono w tym kierunku ani kroku. Plan A czy B – UE jest zupełnie skonsternowana niezdolnością brytyjskiego rządu, by zorganizować to, na co od lat się zaklina: wystąpienie z UE. I tak Unii Europejskiej nie pozostanie nic innego, jak przygotować się na to, czego nikt nie chce: na twardy rozpad”.

 

REDAKCJA POLECA

 


Theresa May przedstawiła plan „B” na brexit, który polega na… braku planu. Polska wyłamuje się z unijnej jedności

Nowy plan Theresy May na brexit ogranicza się do kolejnych prób rozmiękczania stanowiska UE ws. gwarancji dla Irlandii. Polska – na razie retorycznie – wyłamuje się z unijnej jedności w tej sprawie.

Brytyjska Izba Gmin w zeszłym tygodniu odrzuciła ogromną większością 432 do 202 głosów – wynegocjowaną już w listopadzie – umowę Londynu i UE o brexicie oraz towarzyszącą jej „deklarację polityczną” o przyszłych porozwodowych stosunkach między Unią i Brytyjczykami. Premier Theresa May została zobowiązana, by już kilka dni po tej dotkliwej porażce przedstawić „plan B” na wyjście z UE, do którego ma dojść już 29 marca. W poniedziałek (21.01.19) w Izbie Gmin okazało się, że „plan B” Theresy May w istocie polega na… braku nowego planu.

Polacy nie zapłacą 65 funtów

Brytyjska premier zadeklarowała, że obywatele UE (w tym Polacy) – wbrew poprzednim projektom – nie będą musieli płacić 65 funtów za potwierdzenie prawa pobytu i pracy na Wyspach Brytyjskich nabytego na unijnych zasadach przed brexitem. Jednak w kwestii samej umowy May zaoferowała powtórkę z ostatnich tygodni. Skoro najbardziej zapalnym punktem jest irlandzki „bezpiecznik” (backstop), May zapowiedziała więc prowadzenie dalszych konsultacji z Irlandczykami i powrót do Brukseli, by wyciągnąć od Unii obietnice pozwalające najzagorzalszym brexiterom (m.in. z partii torysowskiej) na zatwierdzenie „bezpiecznika”.

„Bezpiecznik” skazuje Brytyjczyków na unię celną z UE oraz wprowadza odrębny status Irlandii Płn. w ramach Zjednoczonego Królestwa (m.in. w sprawie respektowania unijnych standardów) aż do czasu znalezienia innego sposobu na uniknięcie kontroli granicznych (celnych, regulacyjnych, VAT-owskich) między unijną Irlandią oraz brytyjską Irlandią Płn.

May już podczas grudniowego szczytu UE walczyła o ustanowienie kilkuletniego limitu obowiązywania „bezpiecznika”, by z góry uzyskać jasny termin wyjścia Brytyjczyków z unii celnej z UE.

W grudniu odpowiedź ze strony UE była wówczas jednoznaczna – „bezpiecznik” z limitem czasowym straciłby sens. Pomimo to „plan B” nie oznacza zmiany wizji przyszłych relacji z Unią (np. na rzecz stałej unii celnej lub nawet wspólnego rynku, który uczyniłby „bezpiecznik” niepotrzebnym), lecz po prostu dalsze maglowanie Brukseli, by jednak zmiękczyła „bezpiecznik”. Ku zaskoczeniu Irlandczyków premier May otrzymała w tej kwestii wsparcie od szefa polskiej dyplomacji Jacka Czaputowicza.

Czaputowicz po brytyjsku

Minister Czaputowicz w opublikowanym w poniedziałek wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” – wyłamując się ze wspólnej linii UE – podpowiada zmianę „bezpiecznika” na modłę brytyjską.

– Gdyby Irlandia zwróciła się do UE, by zmienić w umowie z Brytyjczykami postanowienia dotyczące backstopu, by obowiązywał on czasowo, powiedzmy pięć lat, sprawa byłaby rozwiązana. Byłoby to oczywiście mniej korzystne dla Irlandii, niż backstop bezterminowy, jednak znacznie korzystniejsze niż brexit bez umowy, który nieuchronnie się zbliża – powiedział Czaputowicz. Przekonywał, że „Irlandczycy dali pretekst, by Brytyjczyków potraktować ostro. Zapewne sądzili, że Wielka Brytania w pewnym momencie zgodzi się na bezterminowy backstop, co się jednak nie stało”.

Czaputowicz, który był w poniedziałek na posiedzeniu ministrów spraw zagranicznych UE w Brukseli, potwierdził to przesłanie w odpowiedzi na pytania brytyjskich dziennikarzy.

A co Irlandia na te pomysły Polaka? – Wspomniał o takim pomyśle, gdy był w grudniu w Dublinie. Jednak wytłumaczyłem mu, że czasowy limit dla bezpiecznika w istocie oznaczałby brak bezpiecznika, a to nie odzwierciedla stanowiska UE. Michel Barnier, Jean-Claude Juncker, Donald Tusk – to oni mówią w imieniu UE i to jest irlandzkie stanowisko – tłumaczył Simon Coveney, wicepremier i szef dyplomacji Irlandii, w poniedziałek w Brukseli.

Polski minister ds. UE Konrad Szymański już wcześniej jako jedyny w Radzie UE sugerował rozwodnienie zapisów o „bezpieczniku”, ale publiczne deklaracje Czaputowicza (w istocie biorącego stronę Londynu w sporze, czy bezpiecznik może być limitowany czasowo) wywołały sporą irytację dyplomatów wielu krajów Unii. – I w dodatku Czaputowicz robi to w tym samym dniu, kiedy usiłuje zaprosić jak najwięcej ministrów z Europy na konferencję bliskowschodnią w Warszawie, którą w lutym organizuję USA – mówi zachodni dyplomata.

May przeciw drugiemu referendum

Premier Theresa May ponownie odrzuciła w Izbie Gmin wezwania do przeprowadzenia powtórnego referendum w sprawie brexitu, powołując się m.in. na argument, że nie ma poselskiej większości popierającej ten pomysł. Ponadto ostro skrytykowała przywódcę opozycyjnej Partii Pracy Jeremy’ego Corbyna za odmowę udziału w międzypartyjnych konsultacjach o brexitowym „planie B”. Warunkiem wstępnym Corbyna dla tych rozmów było wykluczenie opcji wyjścia z UE bez żadnej umowy brexitowej – bardzo kosztownego dla Brytyjczyków, choć dotkliwego gospodarczo również dla reszty Unii.

– Sposobem na uniknięcie twardego brexitu jest zatwierdzenie przez Izbę Gmin umowy przedstawionej przez rząd. Inną gwarancją byłaby gotowość do wycofania naszej notyfikacji z art. 50 Traktatu o UE [o zamiarze wyjścia z Unii]. Ale to byłby niezgodne z wynikiem referendum – tłumaczyła May w Izbie Gmin.

Brytyjscy posłowie mają w przyszłym tygodniu ponownie głosować w sprawie brexitu. May zapewniała, że nie będzie to powtórne głosowanie nad tym samym, sugerując, że – wbrew sygnałom z kluczowych krajów Unii – uda jej się uzyskać jakieś znaczne ustępstwa w Brukseli. W Izbie Gmin już złożono projekt poprawki, która dawałby May czas do 26 lutego na uzyskanie zgody posłów na umowę rozwodową, a w razie porażki nakazywałaby rządowi proszenie Brukseli o odroczenie brexitu o 9 miesięcy (na co musiałaby się zgodzić jednomyślnie reszta krajów Unii).

 

REDAKCJA POLECA

 


Spisek w brytyjskiej Izbie Gmin. Część posłów chce zatrzymać plany wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej

Rząd Theresy May z niepokojem zareagował na doniesienia ws. rzekomego spisku w Izbie Gmin dotyczącego brexitu. Brytyjska premier pracuje nad alternatywnym planem wyjścia z UE.

Theresa May. Fot. Flickr

Doniesienia prasowe na temat poufnych umów zawieranych przez część posłów do Izby Gmin ws. brexitu mocno zaniepokoiły najbliższych współpracowników premier Theresy May. Wynika z nich, że pewne grupy posłów zamierzają zażądać wniesienia w najbliższym tygodniu zmian do porządku obrad niższej izby brytyjskiego parlamentu, aby zatrzymać w ten sposób plany Theresy May ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. „Każda próba pozbawienia rządu swobody działania, umożliwiającej mu spełnienie przewidzianych prawem warunków uporządkowanego opuszczenia UE, jest nadzwyczaj niepokojąca”, oświadczyła rzeczniczka rządu w Londynie. „Naród brytyjski opowiedział się w referendum za wyjściem z Unii Europejskiej i jest sprawą bardzo ważną, aby posłowie uszanowali jego decyzję”, dodała.

„Największa możliwa głupota”

Brytyjski minister handlu Liam Fox przestrzegł w wywiadzie dla dziennika „The Sunday Telegraph” przed, jak to ujął, „politycznym tsunami”, gdyby deputowani nie uszanowali wyniku referendum ws. brexitu z 2016 roku. Fox skrytykował przy tym posłów z opozycyjnej Partii Pracy domagających się od premier May zrezygnowania przez nią z tak zwanego twardego brexitu, czyli wyjścia przez Wielką Brytanię z UE bez umowy. Jego zdaniem byłoby to „największą możliwą głupotą”, ponieważ w ten sposób rząd brytyjski pozbawiłby się w rozmowach z władzami Unii Europejskiej „swego najsilniejszego argumentu”.

W poniedziałek 21 stycznia Theresa May chce przedstawić w Izbie Gmin swój alternatywny plan ws. brexitu, po odrzuceniu przez nią wynegocjowanych z Brukselą warunków opuszczenia UE. Od spektakularnej porażki rządu May w parlamencie trwają jej poufne rozmowy z przedstawicielami opozycji, które jednak, jak się wydaje, nie przyniosły do tej pory żadnych rezultatów wartych wzmianki.

Główną przyczyną porażki rządu premier May w głosowaniu w Izbie Gmin we wtorek 15 stycznia okazał się tzw. backstop, czyli plan utrzymania braku faktycznej granicy pomiędzy Irlandią Północną i Republiką Irlandii.

W poniedziałek 21 stycznia Theresa May chce przedstawić w Izbie Gmin swój alternatywny plan ws. brexitu, po odrzuceniu przez nią wynegocjowanych z Brukselą warunków opuszczenia UE.
Theresa May. Fot. Tiocfaidh ár lá 1916 / Flickr

Zabiegi o poparcie ze strony DUP

Z jednego z doniesień prasowych wynika, że premier May dąży obecnie do zawarcia dwustronnego porozumienia z Irlandią, aby przepchnąć przez parlament umowę ws. brexitu. W ten sposób, jak pisze „Sunday Times”, May mogłaby uchylić sporny zapis ws. backstopu w umowie brexitowej z UE. Backstop to, powtórzmy, awaryjny mechanizm pozwalający uniknąć wprowadzenia twardej granicy między należącą do Wielkiej Brytanii Irlandią Północną i Irlandią. Bliscy doradcy premier May są zdania, że dzięki temu mogłaby zapewnić sobie poparcie ze strony północnoirlandzkiej Demokratycznej Partii Unionistów (DUP), jak i skłóconych z nią posłów z jej własnej Partii Konserwatywnej. Do tej pory partia DUP wspierała rząd mniejszościowy Theresy May.

Pewne poparcie May otrzymała ostatnio ze strony Niemiec. Federalny minister gospodarki Peter Altmaier opowiedział się za tym, aby w dyskusji na temat brexitu nie wywierać niepotrzebnie dodatkowego nacisku na Wielką Brytanię. – Moim zdaniem nie ma potrzeby wytyczania w tej chwili nowej, czerwonej linii. Zamiast niej powinniśmy umożliwić konieczny, rzeczowy proces wyjaśniania zaistniałych rozbieżności – oświadczył. Altmaier podkreślił jednak, że w tej chwili w Radzie Europejskiej nie ma większości, która życzyłaby sobie podjęcia dodatkowych negocjacji z Wielką Brytanią ws. brexitu po porażce rządu premier May w głosowaniu w Izbie Gmin we wtorek 15 stycznia.

 

REDAKCJA POLECA

 

 


Koszt nienawiści. Rozmowa z płk Adamem Mazgułą

Władza uznała, że zaczynam być niebezpieczny, bo mówię prawdę do żołnierzy (…) Nagrano mnie podczas wiecu pod sejmem i wyciągnięto jedno zdanie. Nie to, kluczowe, że oprawcami dzisiaj nie są ci, wobec których wymyślono ustawę dezubekizacyjną, ale Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński, którzy dzielą Polaków. (…) Jacek Kurski to człowiek o niezwykle niskiej moralności, uważam, że nie ma rzeczy, których nie byłby w stanie zrobić dla kariery. Zna moc mediów. – o mowie nienawiści, jej skutkach i nie tylko mówił w rozmowie z thefad.pl płk Adam Mazguła.

Władza uznała, że zaczynam być niebezpieczny, bo mówię prawdę do żołnierzy (…) Nagrano mnie podczas wiecu pod sejmem i wyciągnięto jedno zdanie.
Adam Mazguła: Władza uznała, że zaczynam być niebezpieczny, bo mówię prawdę do żołnierzy. Fot. Adam Mazguła

Obecne władze pana nie lubią, panu też z nimi nie po drodze. Cóż takiego się wydarzyło, że znaleźliście się po dwóch różnych stronach?

Nienawidzę od zawsze ludzi, którzy oszukują i manipulują innymi. Widziałem, co robi PiS w kampanii wyborczej i zaraz po przejęciu władzy. To nie były standardy demokratycznego państwa prawa.

Wyznaczenie Antoniego Macierewicza na ministra Obrony Narodowej, którego PiS chował przed wyborami, a którego efekty antypolskiej działalności widziałem już wcześniej, ustawiły mnie do tej formacji w zdecydowanej opozycji. Już 19 grudnia 2015 roku byłem w Warszawie na pierwszej demonstracji. Ze szczególną uwagą obserwowałem sytuację w wojsku.

Propaganda, Smoleńsk, nawałnica agresywnych kapelanów i odcinanie się wojska od poprzedników, a szczególnie od walczących w IIWŚ w szeregach I i II armii WP nie pozostawiało mi wyboru. Zacząłem przypominać żołnierzom rotę składanej przysięgi i krytykować generałów za współpracę z Macierewiczem i niszczenie armii. Apelowałem na forach internetowych i przypominałem rotę składanej przysięgi, szczególnie tego zapisu, który nakazuje stać na straży konstytucji i honoru żołnierza polskiego bronić. Na skutek tych działań władza uznała, że zaczynam być niebezpieczny, bo mówię prawdę do żołnierzy, a rosła moja pozycja wśród ludzi opozycji. Najważniejsze osoby w PiS podjęły decyzję o zniszczeniu mojego wizerunku. Za pretekst posłużyło władzy moje wystąpienie w obronie ludzi, którzy zostali objęci ustawą represyjną. Nagrano mnie podczas wiecu pod sejmem i wyciągnięto jedno zdanie. Nie to, kluczowe, że oprawcami dzisiaj nie są ci, wobec których wymyślono ustawę dezubekizacyjną, ale Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński, którzy dzielą Polaków, szukają wśród nich wrogów i ubliżają całym grupom społecznym. Oni znaleźli inne zdanie z mojego wystąpienia, o tym, ze „w stanie wojennym… najczęściej dochowano jakiejś kultury”. Najczęściej, czyli nie zawsze i jakiejś, czyli na pewno szczególnej, wybranej, nie każdej.

Proszę pamiętać, że jestem żołnierzem i jeśli myślałem o wojnie, którą widziałem, to nijak miała się ona do stanu wojennego. Nie strzelała artyleria, czołgi i dywizje pancerne z nikim nie walczyły, a robiły akcje zastraszania społeczeństwa. Zresztą wojsko było z poboru i nie mogło walczyć ze swoimi rodzinami. Co innego ZOMO, służby specjalne i milicyjne, które stosowały represje wobec internowanych.

Kiedy zorientowałem się, że mogłem być źle zrozumiany, opublikowałem przeprosiny i wyjaśnienia, ale tego już nikt nie chciał słuchać ani publikować. W zamian za to lały się z ekranów telewizyjnych i prasy kłamstwa na mój temat, które już z mniejszą intensywnością, ale mają miejsce do chwili obecnej.

Nienawiść w słowach, jeśli nie bezpośrednio, to pośrednio przyczyniła się do tragedii w Gdańsku. Przyzwolenie na obecność mowy nienawiści w dyskursie publicznym bardzo mocno odczuł Jurek Owsiak, dotyka też wielu wojskowych. Jak doświadczony, wysokiej rangi oficer, żołnierz z tym sobie radzi?

Osiągając wysokie wyniki szkoleniowe mojej jednostki wojskowej, odpowiadając za odbudowę prowincji Babilon w Republice Iraku, mimo że nad głową świstały kule, wiedziałem, jak mam postępować, jak się przed tym zagrożeniem bronić, jak zachować życie wszystkich podwładnych. Przed propagandowym kłamstwem płynącym ze wszystkich stacji medialnych zależnych od PiS nie jestem w stanie zrobić dostatecznie wiele, aby się obronić. Jednak nie używam mowy nienawiści. Pisze do moich oponentów odważnie, ale o argumentach i zawsze zwracam się do nich z wielkiej litery. Ale to nie wystarcza. Mogę jednak tylko dyskutować na Facebooku i liczyć na to, że ktoś to powieli i opublikuje na większym forum. Nie mam pod swoim wpływem telewizji, prasy i nieograniczonych środków finansowych, aby sprzeciwić się złu.

Nie jest pan ulubieńcem mediów publicznych.

Jacek Kurski to człowiek tchórzliwy, o niezwykle niskiej moralności, a ponadto uważam, że nie ma rzeczy, których nie byłby w stanie zrobić dla kariery. Zna on moc mediów i dobrze wie, jak się robi sensację, przekazuje sugestie podprogowe i informacje niszczące człowieka za pomocą przekazu medialnego. Przez pół roku, codziennie dowiadywałem się o swoim nowy życiorysie. Jacek Kurski okrzyczał mnie w nim ubekiem, oprawcą stanu wojennego, komunistą i wrogiem solidarności. Wszystko to jest nieprawdą, ale, od czego jest Jacek Kurski i jego propagandowa machina podłości? Od tego czasu nic już nie było takie samo jak wcześniej.

Płk Adam Mazguła nie jest ulibieńcem mediów publicznych
Adam Mazguła: Lały się z ekranów telewizyjnych i prasy kłamstwa na mój temat, które już z mniejszą intensywnością, ale mają miejsce do chwili obecnej. Fot. Adam Mazguła

Nie pozostaje pan dłużny. Pana książka „Żołnierz gorszego sortu” i publikacje nawiązujące do bieżących wydarzeń w naszym kraju, to nie tylko wyraz sprzeciwu, ale i ostra, czasami nawet bardzo, krytyka wobec działań czołowych polityków partii rządzącej.

Krytyka – tak. Ale nie ośmielam się przekroczyć pewnych granic. Tymczasem A. Duda na oficjalnych spotkaniach, a nawet w orędziu noworocznych szydził i lżył mnie. M. Błaszczak z trybuny sejmowej nawoływał rodziców harcerzy, aby nie pozwalali wychowywać swojej harcerskiej młodzieży przez oprawcę stanu wojennego, a Antoni Macierewicz złożył do prokuratury zawiadomienie o tym, że ja czynię przygotowania do siłowego obalenia władzy i wielu innych przestępstw. J.Kaczyński na wiecu swoich wyznawców w 2017 roku wymienił tylko jedno nazwisko swojego wroga, aby wszyscy krzyczeli „hańba” i dlaczego to było moje nazwisko? Nie ubliżam, nie zniżam się do ich metod, jednak krytykuję, bo jest, za co.

Nie jest pan politykiem, lecz raczej społecznikiem i komentatorem. Pana relacje z opozycją nie są określone. Nie czuje się pan osamotniony w tej walce?

W ślad za tą wylewaną codziennie porcją nienawiści i kłamstw w telewizji „publicznej”, zaczęto zmuszać polityków wszystkich opcji politycznych, we wszystkich stacjach radiowych i telewizyjnych do oceny mojej postawy. Oficjalnie skrytykował mnie, więc nie tylko obóz rządowy, ale i G. Schetyna, S. Broniarz, R. Petru… Nie kryła wrogości K. Gasiuk–Pihowicz za to, że miała ze mną zdjęcie. A. Ścigaj po prostu bawiła się moim nazwiskiem, jako ubekiem i zdrajcą tak jak wielu innych. Dziennikarze wszystkich stacji, najbardziej oglądanych programów i audycji, w ślad za zmanipulowanym przekazem J. Kurskiego kreowali mój wizerunek „żołdaka Jaruzelskiego”, „pachołka Moskwy”, „ubeka” i podobnych określeń. To wszystko spotkało mnie w grudniu 2016 roku, ale w słabszej formie trwa do dzisiaj.

Nie jestem samotny. Kiedy zachorowałem, otrzymałem dziesiątki tysięcy głosów poparcia. Nie wiążę się z żadną partią, ale nie jestem samotny. Sił dodają mi czytelnicy moich felietonów. Zdarzyło się już, co najmniej dwukrotnie, że moje teksty liczone tylko na mojej stronie miały 2 miliony zasięgu. To wynik, za który nie wstydziłyby się nawet najpoczytniejsze fora internetowe i gazety.

Czy dobrze rozumiem, że nie po drodze z panem jest i opozycji? Przeglądając wpisy i komentarze na pana temat, a także śledząc pana aktywność, nie trudno zauważyć, że ma pan sporo zwolenników. Ludzie darzą pana szacunkiem i popierają. Jak to wygląda z pana strony?

Mało, kto wie, jaki jest koszt takiego niespotykanie podłego kłamstwa i publicznego szkalowania władzy na obywatela. W przestrzeni publicznej moje nazwisko zaczęto używać, jako synonim zdrady. Ubliżali mi przechodnie na ulicy, byli koledzy i koleżanki, nawet na wiecach opozycyjnych, szczują do tej pory na forach internetowych trolle Kaczyńskiego i Putina. Wyrzekła się mnie część rodziny, żonę zwolniono z pracy, brata pobito, córka brata wystąpiła o zmianę nazwiska. Musiałem zrezygnować ze wszystkich funkcji społecznych. Pozbawiono mnie medalu „Pro Patria”, a Antoni Macierewicz, nawet wytoczył mi proces o założenie beretu. Nijaki M. Rachoń z kamerą, szukał mnie na wiecach opozycyjnych, aby zapytać:, „co ubek robi na marszu wolności?” Albo „co komunistyczny oficer wie o obronie demokracji?” I tak potrafią prowokować. Wielu ludzi zrezygnowało z kontaktów ze mną, izolowano mnie w środowiskach, dla których oddawałem serce, jak na przykład środowisko harcerskie czy „Karpatczyków”.

Próżno szukać w opisie mojej działalności wzmianek o moim zaangażowaniu w wychowanie patriotyczne dzieci i opiekę nad weteranami, służbę w Iraku, godne dowodzenie na kolejnych szczeblach wojskowego życia. O służbie w Iraku wyprodukowano 6-godzinny film „Babilon.pl”, który aż przez 2,5 godziny przedstawia moje zaangażowanie w służbę. Film opowiada o zagrożeniu i powstawaniu organizacji Praw Człowieka, Organizacji wolnych Kobiet Iraku, ale kogo to interesuje?

TVP i Republika, wSieci, wPolityce… naprodukowali tyle kłamstw i obelg na mój temat, że nie sposób dać temu odpór. Z góry jestem skazany na porażkę, bo jestem tylko obywatelem, zwykłym obywatelem, który nie ma możliwości występowania w mediach i prostowania zakłamanego wizerunku. Obywatelem, który bez możliwości, ale jednak w cywilizowany sposób próbuje walczyć o swój honor z całym aparatem propagandowym władzy państwowej. Takiego działania, niszczącego godność człowieka zabrania Konstytucja RP, odwołując się do metod faszystowskich i komunistycznych. Jednak liderom PiS-u to nie przeszkadza.

Uważa pan, że stał się ofiarą głośno wypowiadanych poglądów? Jakie są koszty tej aktywności?

Nauczyłem się walczyć i nie poddawać. Trudno jest wyliczyć straty poniesione w wyniku działań tej organizacji nienawiści, bo najczęściej chodzi o rzeczy niepoliczalne. Nie potrafię obliczyć strat zdrowotnych mojej rodziny. Kosztów izolacji i zwolnienia z pracy. Nikt nie obliczy miary wrogości do mniej łatwowiernych wyznawców PiS-u, narodowców, „prawdziwych katolików Rydzyka” i zwykłych ludzi, którzy usłyszeli kłamstwa i dali im wiarę.

Efektem działań Jacka Kurskiego i jego machiny pogardy dla prawdy było poważne zagrożenie mojego życia, codziennie, na każdej ulicy, w samochodzie i na spacerze. Nauczyłem się nie zostawać sam, oglądać się za siebie, stawać przodem do ludzi, chodzić na stałe z kamerą. Zamontowałem w samochodzie środki łączności oraz rejestracji obrazu i dźwięku.

Proszę się nie obrazić, ale dla wielu mogło to zabrzmieć, jak paranoja bądź obsesja. Żarty jednak się kończą, gdy ktoś przesyła panu wiadomość, którą pan przytaczał w jednym ze swoich wpisów: „mam nadzieję, że umrzesz ty, jak i twoja cała rodzina. Antypolski śmieciu jak ci się nie podoba „wSieci” bądź „TVP” i PiS to radzę ci po prostu wypierdalać (…) „gdzie ktoś wyzywa od „folksdojczów” i „ścierwa”. Dokąd to pana zaprowadziło?

Życie w ciągłym stresie sprowadziło innego zabójcę w postaci rozległego zawału serca. Ponieważ spotkało mnie to poza granicami Polski, właśnie przysłano mi rachunek za uratowanie życia. Opiewa on na ponad 111 tys. dolarów. Mimo że ubezpieczyłem się przed wylotem do USA firma ubezpieczeniowa, której chwilowo nie wymienię, z sobie tylko znanego powodu podobno odmówiła zapłaty.

Przepraszam? 111 tyś. dolarów? Amerykańskich dolarów? To jakiś żart czy pomyłka?

Nie, to nie jest pomyłka, tyle kosztuje uratowanie mojego życia. Tyle kosztuje mnie zwariowany atak propagandowy podłej zmiany za moją walkę o honor żołnierzy i mówienie prawdy.

Dokąd pan zmierza panie pułkowniku?

Do prawdy, do szacunku dla samego siebie, do honoru żołnierskiego, do skutecznej ochrony mojej rodziny, do ochrony europejskich wartości, godności każdego człowieka bez względu na wiek, płeć, orientacje i narodowość. Może w jakimś, chociaż drobnym zakresie chce przyczynić się do uwolnienia Polski od faszyzmu i podłości. Walczę o przyzwoitość i normalność, o szacunek do konstytucji i do zasady trójpodziału władzy.

Nie odwdzięcza się pan nienawiścią w słowach za mowę nienawiści pod pana adresem? To zamknięte kółko, czyż nie?

Jeśli są dzisiaj tacy, którzy nawołują mnie, o zaniechanie mowy nienawiści, to niech apelują nie do mnie. Niech wzywają J. Kaczyńskiego, J. Kurskiego, A. Dudę, K. Pawłowicz, A. Macierewicza, Z. Ziobro … Ja, zwykły szary obywatel, który nie ma, czym się bronić przed opresją państwa, mówię Wam, że mnie już nie oszukacie, nie wywieziecie mnie na manowce. Nie będę grał w waszą grę, bo nie potraficie tego robić bez oszustwa. Ponadto nie mam z Wami szans, bo nie stosujecie się do zasad albo je na gorąco zmieniacie w zależności od ilości posiadanych atutów.

Dużo w tym emocji panie pułkowniku

Zdaję sobie sprawę, że nie tylko ja stałem się obiektem ataku władzy. Dzisiaj władza ma całe zastępy nowych wrogów do niszczenia przez kłamstwo.

Stefan Niesiołowski w swoim komentarzu do ostatnich wydarzeń napisał: „Trwają ciche dni PiS-u” Nie łudźmy się, jeszcze kilka dni i rozleje się fala pisowskiej nienawiści. Czekanie na przyzwoitość, honor, szacunek dla innych ze strony PiS-u – to czekanie, aż piekło zamarznie.” Podziela pan jego opinie?

Tak, zgadzam się. Jedno jednak jest pewne, za tą podłość ostatecznie zapłacicie Wy, Panie Jarosławie Kaczyński, Panie Jacku Kurski… To Wy zapłacicie ten rachunek za wszystkie krzywdy. Ten rachunek jest Wasz! To Wy, działacze PiS musicie przeprosić Polaków, szczególnie tych, którym zabraliście emerytury, pracę, godność, wiarę i zdrowie. To Wy, działacze PiS, musicie naprawić straty i szkody. To Wy, zawistni niszczyciele, musicie poddać się osądowi tych ludzi, na których dokonaliście zbrodni. Rachunki w mojej sprawie prześlę Wam do zapłacenia w stosownym czasie – na pewno!

Panie pułkowniku, po co panu ta cała polityka? Nie szkoda czasu, zdrowia?

Jeśli widzi Pan niegodziwość, jest Pan świadkiem skandalicznego zachowania innych ludzi, to pewnie nie chowa Pan głowy i rusza do pomocy poszkodowanym. Ten, kto tego nie robi, staje się niewolnikiem zdarzeń. To już tylko krok od ślepej tolerancji dla przemocy i zła. To już tylko krok do utraty naszego człowieczeństwa. Słabi, grzeczni i cisi to kandydaci na niewolników. Tak powstają całe ich masy i tych, co chcą panować nad umysłami innych ludzi. Nigdy nie byłem niewolnikiem, nawet wtedy, gdy wymagał tego ode mnie wysoki przełożony w wojsku. Odważnie będę bronił swoich zagrożonych wartości, bo bez nich nie da się żyć z godnością.

Rozmawiał: Dariusz Frach / thefad.pl

 

Adam Mazguła

Adam Mazguła

dyplomowany pułkownik Wojska Polskiego, weteran, działacz społecznym, harcmistrz ZHP, prezes Stowarzyszenia „Tarcza”.

 


Adam Mazguła: posłanka A. Ścigaj oświadczyła, że nikogo nigdy nie obraziła. – Jest Pani nośnikiem kłamstwa

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Czy mam przypomnieć, jak wielokrotnie w telewizji publicznej i w TVN wymawiała moje nazwisko jako synonim UB-eka, oprawcy stanu wojennego i komunisty? Niestety, ja nie mam możliwości wobec milionów widzów prostować tych bredni.

Dzisiaj w telewizji TVN posłanka Agnieszka Ścigaj (Kukiz15) oświadczyła, że nikogo nigdy nie obraziła.

Czy w związku z tym, mam Pani przypomnieć, jak wielokrotnie w telewizji publicznej i w TVN wymawiała moje nazwisko jako synonim UB-eka, oprawcy stanu wojennego i komunisty. Niestety, ja nie mam możliwości wobec milionów widzów prostować tych bredni.

Może mi Pani wskaże prawidłowy sposób mojego postępowania wobec takich jak Pani?

Sąd, jeśli wytoczę Pani proces ukarze, albo i nie, ale w świadomości Polaków zostaję oprawcą – bez dyskusji. O wyroku też nie wiele osób się dowie.

Jest Pani nieodpowiedzialnym nośnikiem kłamstwa o niebywałym zasięgu i bawiła się Pani moim wizerunkiem bez opamiętania. Nad tym, że niszczy Pani człowieka, który nie może się bronić, jakoś Pani socjolog się nie zastanowiła, albo robiła to świadomie.

Kiedy jej zwróciłem uwagę, myślicie że przeprosiła? Nie, jeszcze się odgrażała.

Pani A. Ścigaj nie była jedyną. Lista znacznie ważniejszych osób publicznych jest długa. Rozpoczyna się od A. Dudy i zawiera nazwiska działaczy PiS.

Wobec takiego postępowania mam udawać, że to się nie odbywało i to przez długie 2 lata? Może mi ktoś powie, że mam ich jeszcze przeprosić? Czy ktoś sobie wyobraża, że jakiś sąd ukarze A. Dudę, prezesa PiS, czy prezesa TVP?

„Cisza nie znaczy milczenie!”, najpierw rozliczenie!

 

Adam Mazguła

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>