Bardzo trudny polski rok w Brukseli

Tomasz Bielecki
Polska kończy 2018 rok z niedobrą pozycją startową do rokowań o budżecie UE. Bruksela wciąż nie ma pewności, czy idzie na dłuższą odwilż co do praworządności. Ale projekty relokacji uchodźców trafiły do szuflady.

Unijny budżet na okres 2021-27 zostanie uzgodniony być może dopiero w 2020 r., choć unijni przywódcy na ostatnim szczycie mobilizowali się do zakończenia rokowań jesienią 2019 r. Bez względu na dokładną datę finału ogromne znaczenie będą mieć projekty budżetowe przedstawione przez Komisję Europejską już w 2018 r. Zwłaszcza, że główni płatnicy UE zwykli ciąć, a nie podwyższać jej oferty dla największych beneficjentów.
Koperta dla Warszawy miałaby skurczyć się aż o 23 proc., czyli z 83,9 mld do 64,4 mld euro w cenach z 2018 r. Przy zachowaniu zasad z obecnego budżetu redukcja powinna wynieść tylko 10-11 proc. (wskutek większego polskiego PKB), ale jest o ponad dwa razy mocniejsza w efekcie – niekorzystnych dla Polski – modyfikacji sposobu dzielenia pieniędzy oraz przeznaczenia ich części na nowe priorytety związane m.in. z migracją. Ponadto projekt Komisji Europejskiej przewiduje 27,1 mld euro dla Polski z funduszy rolnych, czyli o około 5 mld mniej, niż należałoby się jej przy zachowaniu obecnych zasad.
Dodatkowym wyzwaniem jest grudniowa zapowiedź utworzenie budżetu eurostrefy, co było tradycyjnym postulatem Paryża, na który przystała kanclerz Angela Merkel. Nowy eurobudżet ma działać od 2021 r. „w kontekście” wspólnego budżetu całej Unii, co będzie rodzić pokusy przesuwania części pieniędzy ze wspólnej kasy do koperty dla eurostrefy podczas negocjacji budżetowych. W maju Komisja Europejska zaproponowała projekt rozporządzenia o zawieszeniu, a w skrajnych przypadkach odbieraniu części funduszy dla krajów łamiących zasady praworządności. I ten projekt ma duże szanse na przegłosowanie w Radzie UE oraz w nowym Parlamencie Europejskim wybranym w maju 2019 r.
Projekt umowy UE-Londyn o planowanym na marzec 2019 r. brexicie zawiera dobre gwarancje zachowania praw obywateli UE, w tym Polaków mieszkających i pracujących w Wlk. Brytanii. Ale jeśli premier Theresie May nie uda się przepchnąć tej umowy przez Izbę Gmin, to chaotyczny rozwód Brytyjczyków z UE nie tylko osłabi gwarancje dla Polaków, narazi biznes na ogromne koszty, ale też zagrozi dużą dziurą w budżecie Unii. Zgodnie z umową pobrexitowy Londyn ma sukcesywnie regulować swe zobowiązania wobec UE (40-60 mld euro). A jej brak zmusiłby Unię do szukania nowych oszczędności m.in. kosztem Polski.
Co z praworządnością?
Komisja Europejska w grudniu 2017 r. wszczęła postępowanie z art. 7 Traktatu o UE w związku z polskimi ustawami sądowymi. Przez cały 2018 r. było to niemal co miesiąc tematem posiedzeń Rady UE – w formie „wysłuchania w sprawie praworządności” lub zwykłej dyskusji ministrów ds. europejskich. Rząd Mateusza Morawieckiego wiosną 2018 r. nieco ustąpił w sprawie niektórych zapisów z ustaw sądowych. Ale po miesiącach nieskutecznych nacisków Komisja Europejska we wrześniu zaskarżyła Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE w związku z zapisami o czystce emerytalnej w Sądzie Najwyższym.
TSUE dość szybko nakazał doraźne zamrożenie czystki w SN (na czas do wydania swego wyroku), a prezydent Andrzej Duda w grudniu podpisał nowelizację ustawy, która odwraca skutki wcześniejszego wypchnięcia ponad 20 sędziów SN (w tym I prezes Małgorzaty Gersdorf) na emeryturę za pomocą obniżenia wieku emerytalnego. Pomimo to ani Komisja Europejska, ani Rada UE na razie nie zamierzają kończyć postępowania z art. 7. A TSUE zamierza wiosną 2019 r. odpowiedzieć na kilka zapytań od polskich sądów dotykających m.in. zgodności zapisów o Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS) z unijną zasadą niezależności wymiaru sprawiedliwości. KRS jest też jednym z punktów postępowania z art. 7.
Spory o polską praworządność doprowadziły TSUE w lipcu do orzeczenia (w odpowiedzi na zapytania sądu z Irlandii) uchylającego automatyzm w unijnych ekstradycjach do krajów podejrzanych o łamanie niezależności wymiaru sprawiedliwości. Sądy w Irlandii, Holandii, Hiszpanii już zawiesiły kilka ekstradycji, by najpierw sprawdzić, czy aresztanci odsyłani do Polski mogą tam liczyć na rzetelny proces.
Polska w kwietniu przegrała w TSUE sprawę o wzmożoną wycinkę w Puszczy Białowieskiej. Wstrzymała ją już jesienią 2017 r. wskutek doraźnego postanowienia TSUE (na czas do wydania wyroku), który jednak musiał najpierw zagrozić Warszawie grzywną co najmniej 100 tys. euro za każdy dzień niepodporządkowania się swemu postanowieniu.
Przegrani delegowani
Rok 2018 to dotkliwe porażki Polski w walce o pracowników delegowanych. Europarlament i Rada UE w marcu uzgodniły projekt bliski postulatom prezydenta Emmanuela Macrona (bez rozgłosu, lecz stanowczo wspieranego w tej kwestii przez Berlin), który od 2020 r. wymusi przybliżenie płac delegowanych do przeciętnych zarobków lokalnych oraz ograniczy delegowanie do jednego roku (w pewnych przypadkach do półtora roku). Potem delegowani będą już płacić miejscowe składki na ubezpieczenia społeczne. Te zmiany ograniczy kosztową przewagę konkurencyjną firm wysyłających pracowników np. z Polski do Francji. Co więcej, w grudniu Rada UE przyjęła projekt (z dużymi szansami na zgodę europosłów), który nowe zasady delegowania ma rozszerzyć – wbrew protestom Polski – na większość kierowców ciężarówek w przewozach międzynarodowych.
Relokacja bez szans
Ogromne konflikty w Unii wywołane obowiązkowym rozdzielnikiem uchodźców na lata 2015-17 sprawiły, że na kolejnych szczytach UE od jesieni 2016 r. zapewniano o trzymaniu się zasady konsensusu w pracach nad nowym rozdzielnikiem obliczonym pod przyszłe kryzysy migracyjne i uchodźcze. Wprawdzie tego projektu oficjalnie nie wyrzucono do szuflady, ale podczas 2018 r. stało się jasne, że nie będzie w tej kwestii żadnego rozstrzygnięcia w obecnej kadencji Parlamentu Europejskiego. A to najprawdopodobniej znaczy, że temat rozdzielnika – ku radości rządów Grupy Wyszehradzkiej – zepchnięto w Brukseli na boczny tor bez szans na jakiekolwiek konkretne decyzje w najbliższych kilkunastu miesiącach.
Flanka wschodnia i kłopot NATO z INF
Na lipcowym szczycie NATO przyjęto „plan gotowości 4×30”, czyli zobowiązanie, że Sojusz już w 2020 r. będzie gotowy do przerzucenia w ciągu co najwyżej 30 dni w rejon konfliktu 30 batalionów zmechanizowanych, 30 eskadr lotniczych oraz 30 okrętów wojennych. NATO-wscy planiści w tym kontekście myślą głównie dalszym wzmocnieniu Polski i reszty flanki wschodniej w razie konfliktu z Rosją.
Natomiast wszystko wskazuje, że USA w lutym 2019 r. rozpoczną procedurę wychodzenia z traktatu INF z Rosją o zakazie pocisków o zasięgu od 500 do 5500 km. Warszawa i Londyn jesienią 2018 r. publicznie wsparły taką odpowiedź Waszyngtonu na łamanie INF, ale Niemcy obawiają się dalszego antagonizowania Moskwy i ewentualnego rozmieszczania w Europie nowych rakiet z głowicami jądrowymi.
REDAKCJA POLECA
Polak sparaliżował ruch na lotnisku w Hanowerze
21-letni Polak, który sparaliżował ruch na lotnisku w Hanowerze, trafił do aresztu. Niemiecka policja próbuje ustalić motywy jego czynu.

W sobotę (29.12.2018) po południu doszło do incydentu, który sparaliżował ruch na lotnisku w Hanowerze. Młody mężczyzna wjechał na płytę lotniska, taranując bramę i ogrodzenie. Dostał się w pobliże pasa startowego, na którym lądował samolot greckich linii Aegean. Mężczyzna zdawał się ścigać maszynę. Sprawcę szybko złapano i obezwładniono. Nikomu nic się nie stało.
Jak poinformowała niemiecka policja, 21-letni sprawca to Polak bez zameldowania w Niemczech. Samochód, którym kierował, miał polskie numery rejestracyjne.
Polak milczy
Śledczy próbują ustalić motywy czynu Polaka – ten jednak milczy – poinformował rzecznik policji federalnej. Według informacji policji nic nie wskazuje na terrorystyczny charakter tego incydentu. 21-latek znany był policji za przestępstwa narkotykowe. Wiadomo też, że kiedy wjeżdżał na teren lotniska, był pod wpływem narkotyków – w jego organizmie wykryto kokainę i amfetaminę.
Prowadzone śledztwo ma ponadto ustalić, w jaki sposób sprawcy udało się staranować bramę na teren lotniska, a potem dodatkowo jeszcze szlaban.
Postępowanie w toku
Policja kryminalna wszczęła postępowanie przeciwko Polakowi w związku z podejrzeniem o niebezpieczną ingerencję w ruch lotniczy, opór stawiany funkcjonariuszom oraz prowadzenie pojazdu pod wpływem narkotyków. W niedzielę (30.12.2018) sędzia zadecydował o osadzeniu Polaka w areszcie śledczym.
W wyniku sobotniego zdarzenia na pięć godzin wstrzymano ruch na lotnisku w Hanowerze. Wznowiono go dopiero po godzinie 20:00. Ponad 30 lotów było albo opóźnionych, albo zostało przekierowanych na inne lotniska.
REDAKCJA POLECA
Rafał Sulikowski: Jak “pracować nad sobą”?

Rafał Sulikowski
Jeśli chcesz poznać jedno panaceum i mieć szybkie rezultaty, to znany mówca motywacyjny, Brian Tracy, Amerykanin i wykładowca coachingu oraz rozwoju osobistego, wskazuje na jedno ćwiczenie: to praca nad koncentracją myślenia i skupianiem uwagi, a także jej kierowaniem.
Skuteczne techniki rozwoju osobistego.
Techniki „pracy nad sobą” stosuje ludzkość od zarania. Pierwsi ludzie, koczownicy na drzewach, a potem w jaskiniach ćwiczyli ostrość zmysłów, przede wszystkim musieli mieć doskonały, wyostrzony wzrok (okulistów jeszcze nie było), aby polować czy łowić, zbierać, a potem pilnować stada. Prawdopodobnie więc praludzie ćwiczyli siłę mięśni, aby wyrywać krzaki z korzeniami na opał i drzewa do budowy pierwszych chat, a pił łańcuchowych Bosha też jeszcze raczej nie znano – przynajmniej tak głosi oficjalna historia. Ćwicząc celność rzutu zaostrzonymi oszczepami, stopniowo osiągali doskonałość psychomotoryczną, co miało też pozytywny wpływ na ogólny rozwój psychiczny, umysłowy i kulturowy. Ćwicząc biegi za zwierzyną, która osiągała spokojnie 40 km/h i dużo więcej, nieświadomie stawali się pionierami dwudziestowiecznych olimpiad sportowych. W każdym razie byli potężnie zbudowani, jak macho, ale bez żadnych pigułek, prężyli muskuły, co przydało się potem w Atenach na igrzyskach i w czasie walk ze zwierzętami na arenie rzymskiego amfiteatru. Nie było jeszcze typów melancholijnych asteników, słabych fizycznie, a rozwiniętych duchowo – mężczyźni podobni byli raczej go mitologicznych gigantów, niż do nas, często z wadami kręgosłupa, wzroku i ogólnie znacznie słabszych fizycznie.
Potem stopniowo podział pracy następował, więc część ludzi została oddelegowana do lekkich prac fizycznych, a potem umysłowych. Kapłani
egipscy, w mniemaniu ludu, posiadający “wiedzę tajemną”, nie byli już “gigantami”, którzy budowali piramidy dla nich, ale raczej wysokimi i szczupłymi typami fizycznymi. Mieli za to przez różne ćwiczenia duchowe, medytację i techniki koncentracji wyostrzone z kolei inne aspekty naszego wspólnego człowieczeństwa. Opracowano mnóstwo technik samodoskonalenia. Niektóre są oficjalnie uznane przez akademicką psychologię, więc w pełni bezpieczne, jak techniki kierowania świadomie uwagą, techniki relaksacyjne (treningi autogenne), praca nad stresem, zarządzanie sobą w czasie, ćwiczenia oddechowe (choć nie wszystkie zbadano pod kątem bezpieczeństwa), medytacje, szczególnie zachodniego typu (także z kręgów chrześcijańskich, jak ćwiczenia ignacjańskie), joga (dość łagodna psychicznie raczej gimnastyka niż medytacja) i inne.
Pracę nad umysłem – pracę nad ciałem pomijamy, choć to się łączy częściowo – warto zacząć od uporządkowania tego, czego chcemy w życiu.
Postawienie sobie, teraz przy okazji zmiany roku jest to szczególnie ważne,
celów, sprawia, że wzrasta nasza motywacja, dostajemy kopa do działania,
chcemy od razu “góry przenosić”. To nie takie proste: samo postawienie
sobie, nawet samych tylko realistycznych celów, nie wystarcza. Ono tylko
porządkuje sferę woli, czyli naszego wolnego chcenia, pragnienia i pożądania jakiegoś przyszłego stanu rzeczy.
Aby uporządkować umysł, należy go wyciszyć – przestać stosować znaną taktykę ochrony przed światem zewnętrznym, czyli słuchawki na uszy i “music non-stop” (sam tak robię) i znaleźć codziennie 15 minut dla siebie. Na początek to i tak dużo. Nieraz nie potrafimy już być bezczynni nawet przez trzy minuty, gdzieś nas gna, jakby zewsząd nas wzywano do nieustannej aktywności. Tak, że ów kwadrans spokojnie wystarczy. Kto nie ma takiego zakątka w domu, może skorzystać z pustego zazwyczaj w południe kościoła, jeśli nie ma oporów przed wejściem do takich miejsc. Jeśli ma, to może skorzystać ze spaceru w odosobnione miejsce, zostawiwszy smartfona w domu – koniecznie.
Nieustanny dopływ bodźców działa co prawda antydepresyjnie, ale tylko chwilowo, po czym następuje blokada, zmęczenie i wyczerpanie.
Istnieją specjalne z drugiej strony komory deprywacyjne, gdzie ćwiczą kosmonauci, polega to na tym, że maksymalnie ogranicza się ilość bodźców z zewnątrz, co uspokaja, wycisza, a nawet po dłuższym czasie wywołuje ciekawe przeżycia wewnętrzne, podobne do tych, jakie mieli żyjący w odludnych miejscach dawni mnisi.
Blokując bodźce zewnętrzne, sprawiamy, że nasz umysł zaczyna być bardziej kreatywny, produkować mnóstwo pomysłów, ponieważ natura nie znosi próżni, pustki i nic-nie-robienia.
Kiedy już znajdziemy codziennie takie miejsce, trzeba tam wracać. Praca nad sobą nie trwa jeden dzień – to proces długi, obliczony na tygodnie i miesiące.
Aby przygotować aparat poznawczy do życiowych zadań, czasem wielkich zadań, należy zacząć od uporządkowania chaosu, który obecnie jest wszędzie, wkrada się do każdego umysłu, chyba że zastosujemy specjalną dyscyplinę. Warto przestać tyle gadać i zacząć słuchać. Więcej czytać wpisy na forach i analizować je sobie niż wpisywać głupoty. Więcej odbierać niż nadawać. 80% słuchania i 20% procent mówienia to idealne proporcje, niestety bywa odwrotnie. Jeśli już coś chcesz wpisać, to nie pisz, co ślina na język przyniesie, opanuj emocje, nawet gdy są pozytywne i zastanów się, co chcesz przekazać i czy jest to konieczne. Może akurat inny internauta zrobi to lepiej, więc ćwiczenie pokory mamy od razu. Nie wspominam już o plotkowaniu, które odbiera siły. Nie piszę o hejcie, który obecnie dotyka większości (piszącego te słowa też), bo zło wraca do czyniących je, co już wiedzieli starożytni autorzy biblijni i filozofowie.
Pamiętaj, że istnieje mnóstwo technik pracy nad sobą, ale nie znaczy, że wszystkie musisz poznać, tym bardziej że są bardzo podobne: wszystkie ćwiczą twój umysł, wolę i emocje, aby panowała między nimi naturalna harmonia.
Jeśli jednak chcesz poznać jedno “panaceum” i mieć szybkie rezultaty, to znany mówca motywacyjny, Brian Tracy, Amerykanin i wykładowca coachingu oraz rozwoju osobistego, wskazuje na jedno ćwiczenie: to praca nad koncentracją myślenia i skupianiem uwagi, a także jej kierowaniem.
Czynność ta dziś jest zaniedbana. Stale żyjemy w rozproszeniu, stale nas dekoncentruje otoczenie, każdy coś chce, ciągnie w swoją stronę, a my chcemy naraz być wszędzie.
Tracy mówi, że ta jedna umiejętność – koncentracja uwagi – jest najważniejsza, jest kluczem do przyszłych sukcesów, jest tym panaceum, złotym środkiem wszystkich pozostałych technik mentalnych.
Nie ma lepszego ćwiczenia koncentracji niż czytanie, zwłaszcza tradycyjnej książki, ponieważ struktura tekstów internetowych, też sprzyjająca skupieniu, jest jednak inna i mniej pożyteczna.
Najlepiej zacząć od 15-minutowego schowania się przed otoczeniem w zaciszu i powolnej, spokojnej lektury.
Nie jest specjalnie ważne, co czytasz, chyba że jakiś temat jest ci bliski; chodzi tu o sam fakt procesu czytania, bardzo skomplikowany i o wyciszenie, poszerzenie wiedzy o świecie.
Czytanie dziś zanika, ale jak to bywa, gdy minie zachwyt światem wirtualnym, część z nas powróci znowu do książek papierowych.
Dobrze jest też słuchać audio-booki – słuchanie wymaga równego skupienia, niż czytanie, ale jest prostsze i nie wyczerpuje tak bardzo psychofizycznie. W każdym razie czytając, zdobywasz przewagę nad tymi, którzy w ogóle nic nie czytają. I dystansujesz ich o lata świetlne.
Gdybym miał polecać za Brian’em jedną metodę pracy nad swoim umysłem, wybrałbym czytanie, stopniowo zwiększając czas lektury o pięć minut dziennie. Nie ważne, że na początku będziesz się łapać na tym, że czytasz nieuważnie – to normalne. Będziesz wracać do przeczytanych zdań, bo kapniesz się, że czytasz bez zaangażowania, zrozumienia. To też po długim zwłaszcza poście od książek normalne. Ważne, żeby zacząć. Mistrzowie czytania przeszli długą drogę.
Nie stosuj metod “szybkiego czytania” – to jest możliwe po miesiącach ćwiczeń. Zacznij od czytania medytacyjnego – powoli, słowo za słowem, z wyobrażaniem sobie tego, o czym czytasz, ze smakowaniem. Stąd najlepiej sobie wziąć, wypożyczyć tomik poetycki, najlepiej poezję klasyczną (współczesna za bardzo przypomina prozę i jest bardziej abstrakcyjna) i zacząć smakować poszczególne utwory, a gdy warunki pozwalają – lektura głośna jest przeżyciem szczególnym. Czytanie po cichu wymaga większego skupienia. Gdy czytasz na głos albo słuchasz audio-booka, skupiasz się równie mocno, ale łatwiej.
Dobrze potem, po lekturze, przemyśleć, o czym czytałaś, o czym był wiersz czy krótka proza, jaki był temat, przebieg “akcji” i zapisać sobie krótką notatkę, jeśli prowadzisz pamiętnik. Potem po tygodniu przeczytaj notkę i
zobaczysz, że czytany wcześniej wiersz wróci z jeszcze większą siłą niż w
czasie, gdy był po raz pierwszy czytany. Powodzenia na drogach rozwoju
osobistego!
Rafał Sulikowski
Adam Mazguła: Nie jesteś sam, nie strzelaj! Zamiast straszyć, lepiej przytul swojego pupila

Adam Mazguła
Zamiast straszyć, lepiej przytul swojego pupila i pogłaskaj, pożycz mu szczęścia w Nowym Roku, dalej będzie ci ufał i wiernie służył merdając ogonkiem.
Mój pies przez całą dobę nie chciał w domu wyjść spod stołu, a na każdy kolejny wystrzał fajerwerków i petard reagował pomrukiem bólu. Nie jadł, nie załatwiał swoich potrzeb fizjologicznych, cierpiał

Robiłem wszystko, ale pewnie uspokajająca tabletka była za słaba, a ryczący telewizor jeszcze za mało głośny, zamknięte okna i żaluzje – też nie pomogły. Wyławiał w swojej psiej zdolności każdy wystrzał i drżał. Koty znosiły to lepiej. Pochowały się w swoje zakamarki i cierpliwie czekały na chwile przerwy w hałasie wystrzałowym, aby się posilić i zrobić wszystko, co trzeba i znowu chowały się w swoje miejsce odosobnienia. Tak było każdego roku.
Zwierzętom domowym jeszcze ktoś pomaga, ale co mają zrobić dziko żyjące sarny, zające i dziki? Gdzie mają się schować ptaki, na które spadają połyskujące ognie i to nie przez chwilę, ale przez wiele dni? Wokół mojego domu to strzelanie ciągnie się od wigilii do nowego roku.

Dla ludzi, którzy, kierowani chęcią zaistnienia, dania upustu swojej radości ze szczególnego dnia, to tylko zabawa. Dla zwierząt – to katusze, gehenna i często zabójcze doświadczenie.
Dlaczego więc apele o szacunek dla zwierząt i powstrzymanie się od strzelania dla przyjemności trafia na brak odzewu? Inne narody regulują tę sprawę zezwoleniem na krótkie sylwestrowe uniesienia, a potem obowiązuje zakaz strzelania. Jednak Polak musi!
Dlaczego przykład Rafała Trzaskowskiego i kilku innych prezydentów miast zakazujących strzelania nie trafia na podatny grunt?
Przykro to stwierdzić, ale nie jesteśmy na tyle mądrzy i dojrzali, aby wyrazić szacunek dla innych. Urwane ręce, podpalone domostwa, przepłoszone zwierzęta, a my dalej strzelamy… A kto nam zabroni?
Szybki postęp cywilizacyjny nas zaskakuje. Jeszcze nie tak dawno niczego nam nie było wolno. Nie było środków pirotechnicznych, a petardy można było rzucać tylko, będąc w wojsku na poligonowych ćwiczeniach. Czy teraz musimy to sobie odbić? Przede wszystkim jednak musimy dojrzeć. To jest ten sam pęd, co każe nam popierać posiadanie broni, najlepszego samochodu, okazałego domu, chociaż wszystko można by było dopasować do potrzeb, a nie do fałszywego wizerunku.
Rozpychamy się wśród narodów świata swoją dumą, kompleksami, starymi nawykami i fałszywym poczuciem narodu wybranego. Chcemy, aby dumnym Polakom nikt niczego nie zabraniał. Jest akceptacja władz i części narodu do wycinania drzew, a nawet puszczy, władza walczy z ekologami. Ta pycha i brak odpowiedzialności powoduje, że oddychamy zatrutym powietrzem. Likwidujemy w zastraszającym tempie lasy, nieużytki, chcemy zabudować wszystko, nie pozostawiając zwierzętom miejsca do życia. Tylko, jak to się ma do szacunku dla naszego środowiska, dla innych mieszkańców naszej planety. Czy musimy skazywać na horror naszą przyrodę, której jesteśmy częścią, naszych przyjaciół, życiowych towarzyszy, bo…, bo co?
Mam takie ciekawe spostrzeżenie. Prawie wszyscy moi znajomi na fb. są posiadaczami zwierząt. Czy to przypadek, że nikt nie chwali się wystrzeliwaniem fajerwerków? Dziękuję!
Człowiek odpowiedzialny nie rozpycha się łokciami, ale okazuje szacunek dla środowiska, w którym żyje. Rozumie, że nie jest panem świata, a tylko częścią przyrody, która nas otacza.
Wolność człowieka kończy się w momencie, kiedy korzystamy z niej kosztem innych, nawet, jeśli chodzi tu o zwierzęta. Nawet wtedy, bo one nie są w stanie bronić się przed dominacją pazernego, dominującego człowieka. Nasze człowieczeństwo wyraża się więc, przede wszystkim szacunkiem do zwierząt i środowiska. Skończcie, więc rodacy z tą pogardą do innych wyrażającą się w pierwotnym instynkcie dominacji.

Zamiast straszyć, lepiej przytul swojego pupila i pogłaskaj, pożycz mu szczęścia w Nowym Roku, dalej będzie ci ufał i wiernie służył merdając ogonkiem.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Przygotowania do twardego brexitu. Rząd w Londynie wynajmuje promy, aby zapewnić sobie połączenie z kontynentem
Wielka Brytania liczy się poważnie z wyjściem z UE bez żadnej umowy i czyni stosowne przygotowania. Między innymi wynajmuje dodatkowe promy.

Rozgłośnia BBC poinformowała, że rząd w Londynie zawarł porozumienia z trzema armatorami we Francji, Danii i Wielkiej Brytanii o wynajęcie dodatkowych promów, aby zapewnić sobie w ten sposób połączenie z kontynentem. Koszt ich wynajmu wynosi ponad 120 mln euro. W razie wprowadzenia kontroli granicznych dzięki nim zostanie zachowany ruch pasażerski i towarowy między Wyspami i państwami unijnymi.
Wynajęte promy mają zawijać do portów w południowej Anglii, takich jak Portsmouth, Poole i Plymouth, podało brytyjskie ministerstwo transportu. Podkreślono, że chodzi tu o działania na wypadek sytuacji nadzwyczajnej. „Chociaż w dalszym ciągu pracujemy nad osiągnięciem porozumienia z władzami UE w sprawie brexitu, przygotowujemy się na wszelkie możliwe scenariusze”, ogłosiło ministerstwo. Dodatkowe połączenia promowe stanowią „mały, ale ważny” element tych przygotowań. W razie potrzeby przejmą one około 10 procent ruchu promowego z portu w Dover.
Obawa przed korkami
W tej chwili między Calais w północnej Francji i Dover w południowej Anglii kursuje codziennie około 16 tysięcy ciężarówek. Wiele z nich korzysta z Eurotunelu pod Cieśniną Kaletańską, najwęższą częścią kanału La Manche. Przewożą one żywność, lekarstwa i inne dobra konsumpcyjne. Gdyby po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE za trzy miesiące zostały ponownie wprowadzone kontrole graniczne po obu stronach kanału La Manche, należy liczyć się z wielokilometrowymi korkami.
Szef partii Liberalni Demokraci, Vince Cable, nazwał wynajęcie przez rząd dodatkowych promów „czystym szaleństwem”. Jego zdaniem rząd wyrzuca w ostatniej chwili pełnymi garściami pieniądze podatników, żeby przygotować się na twardy brexit, którego powinien był unikać jak ognia.
REDAKCJA POLECA
Adam Mazguła: Zbliża się rok nadziei na normalność…

Adam Mazguła
Pragnę dołączyć życzenia dobrego zdrowia i wielu chwil szczęścia dla wszystkich Polaków.
W 2019 roku życzę moim rodakom demokratycznego państwa prawa, w którym konstytucja jest szanowana przez wszystkich obywateli; życzę, żeby odbyły się wolne, uczciwe i powszechne wybory, aby publiczne media wróciły z partyjnej niewoli, a sądy stały się wolne od partyjnych wpływów.
Życzę Polakom, by w sejmie i senacie odbywała się dyskusja wszystkich o prawie dla wszystkich, a nie dyktat pozorów i żeby władze w Polsce działały w imieniu i dla dobra wszystkich Polaków
Życzę, by kłamstwo nie było obowiązującym stylem sprawowania władzy, a oszustwo – religią narodową, żeby przestępcy znaleźli się w miejscach odosobnienia, a nie w rządzie; żeby Polska budowała swoją przyszłość na zachodnich systemach wartości i we wzajemnym szacunku dla każdego narodu.
Aby Prezydent RP i premier naszego kraju nie ubliżali Polakom, nie okłamywali ich, a w ciszy i bez zbędnej propagandy dbali o dobrobyt wszystkich obywateli; żeby wiara nie była powodem podziałów społecznych i represji; by modlitwa w kościołach była o miłość bliźniego, braterstwo, człowieczeństwo, zdobycze nauki i o prawdę, a nie o dominację i bezprawie.
Życzę Polakom, aby władze nie zawierzały naszego państwa kolejnym świętym i nie budowały pomników fałszywym bohaterom, żeby wydobywały z historii naszego narodu naukę, a nie dzieliły krwi poległych i nie represjonowały obywateli według swoich ocen tej historii.
Aby wojsko było polskie, a wszystkie służby państwowe broniły interesów państwa, a nie prywaty i buty nieudaczników; żeby żaden funkcjonariusz policji ani dyżurny prokurator nie zatrzymywał nikogo za białą różę w ręce, za koszulkę z napisem „konstytucja” czy za przeciwstawianie się ideologii faszystowskiej.
Pragnę również dołączyć życzenia dobrego zdrowia i wielu chwil szczęścia dla wszystkich Polaków.

Adam Mazguła
Jak zarabiać na blogu?
XXI wiek zaskakuje nowymi możliwościami. Dzięki technologii oraz internetowi ludzie mogą na bieżąco śledzić wiadomości ze świata, mieć kontakt ze znajomymi, znaleźć wiele pożytecznych informacji, a także… zarabiać.

Kiedyś blogowanie było synonimem wirtualnego pamiętnika. Dziś to całkiem popularny sposób na “biznes”. Blogerzy nie opisują już tylko swoich przeżyć, a starają się tworzyć wartościowe treści, które nierzadko zostają docenione na eventach tematycznych. Brzmi jak praca marzeń? W rzeczywistości nie jest to takie łatwe. Jak zatem stworzyć bloga, który będzie na siebie zarabiał?
Najważniejszy jest content
Blog to przede wszystkim treść oprawiona w atrakcyjną ramkę w postaci zdjęć i ładnego web designu. Idealnie byłoby pisać na temat bardzo dobrze sobie znany. Bycie ekspertem w danej dziedzinie pomaga, ale nie trzeba się na czymś znać, aby móc o tym blogować.
Wiele osób prowadzących blogi robi dokładny research przed pisaniem. Takie skrupulatne podejście do każdego posta na dłuższą metę owocuje wiernymi czytelnikami. Jeżeli wydaje Ci się, że wystarczy “coś” napisać, byle dużo i z obrazkami, to jesteś w błędzie.
Na bloga trzeba mieć pomysł, a treści powinny być unikatowe i wartościowe. Jeśli Twoim celem jest zarabianie na blogu, to content musi przyciągnąć uwagę czytelnika. Napisz coś, a następnie przeczytaj to z perspektywy potencjalnego internauty. Czy post zainteresowałby Cię, gdyby nie był Twój? Możesz również poprosić o opinię kilku znajomych.
Kolo-SEO
Optymalizacja treści na blogu jest podstawą do zdobycia kolosalnej rzeszy odbiorców. Z doświadczenia warszawskiej agencji MiroMind wynika, że strony, które są przyjazne przeglądarkom pod kątem SEO, mają zwiększony ruch na stronie o nawet 2000% w porównaniu do pierwszego miesiąca. Optymalizacja na odpowiednie słowa kluczowe pozwoli blogowi wzbić się w internetowe przestworza i wylądować w pierwszej dziesiątce wyników.
Trzeba jednak pamiętać, że implementacja SEO to działanie długoterminowe, a efekty najlepiej zmierzyć po pierwszym roku prowadzenia bloga.
Reklama dźwignią sukcesu
Początkujący blogerzy nie mogą liczyć na wysokie zarobki. Żadna firma nie nawiąże współpracy z osobą, której strona posiada 100 wizyt na miesiąc. Są jednak inne sposoby na zdobycie przysłowiowych kilku groszy. Jednym z nich jest rejestracja w AdSense. Co to takiego?
AdSense to serwis stworzony przez Google, który zajmuje się wyświetlaniem reklam kontekstowych na stronach. Wiele osób i firm korzysta z AdSense, aby pozyskać lub zwiększyć przychody z bloga. Jeśli czytelnik kliknie reklamę, właściciel strony, na której została ona umieszczona, otrzyma pieniądze.
Innym sposobem jest nawiązanie współpracy z firmami. Jeśli jakość treści na blogu będzie wysoka, a ilość odwiedzin zadowalająca, mogą one całkiem sporo zapłacić za polecenie swojego produktu lub usługi. Podobnie wygląda afiliacja, czyli umieszczanie na swoim blogu reklamy, która zawiera link do strony firmy. Każde kliknięcie czytelnika to zysk.
Materiały autorskie
Wraz z upływem czasu i wzrostem popularności bloga, jego twórca może zacząć tworzyć własne materiały i zarabiać na ich sprzedaży. Mówimy tu o osobach, których strony odwiedzane są przez minimum kilkanaście tysięcy osób miesięcznie. Wówczas sprzedaż ma sens.
Można na przykład zorganizować płatny kurs online. Webinaria są bardzo popularne i wielu internautów z nich korzysta, aby poszerzyć swoje kwalifikacje lub zwyczajnie dowiedzieć się czegoś nowego. Taki kurs musi być bardzo dobrze przygotowany merytorycznie, a jeśli się spodoba, na pewno przyniesie zyski.
Jeśli nie czujesz się komfortowo przed kamerą, możesz napisać książkę i sprzedawać ją w formie elektronicznej. Ostatnie kilka lat to istne e-bookowe boom, więc warto spróbować swoich sił, zwłaszcza że nic Cię to nie kosztuje (oprócz własnej pracy).
Blogerzy, którzy mają już wyrobioną markę, idą o krok dalej, zakładając kolekcje własnych ubrań, gadżetów, biżuterii, udzielając się w akcjach charytatywnych i społecznych oraz biorąc udział w reklamach. Jednak droga na ten szczyt jest wyboista, a grunt grząski, dlatego zdobywają go nieliczni.
Czy da się zarabiać na prowadzeniu bloga? Oczywiście! Trzeba wprawdzie poświęcić na to trochę czasu i uzbroić się w cierpliwość, ale przy odrobinie szczęścia blogowanie może stać się pracą na pełen etat. Wystarczy chcieć, a przecież chcieć to móc.
Piotr Surmaczyński: Arytmetyka wyborcza PO kontra rachunek prawdopodobieństwa

Piotr Surmaczyński
Jedyną szansę na odsunięcie PiS od władzy jest przyciągnięcie do urn wyborczych ponad 7 milionów Polaków tak jak w 2011 roku, którzy chcą liberalnej Polski.
“Wszyscy powinniśmy dziś głosować na Koalicję Obywatelską” albo “Kto nie popiera KO działa na rzecz PiSu” i jeszcze “arytmetyka jest nieubłagana”. Wszystko to słychać w mediach społecznościach wśród miłośników PO. Takie same “prawdy” objawiają internetowi celebryci.
Red Kuźniar Jarosław, prowadzący w internetowym programie Onet Rano nazwał, w trakcie wywiadu, Roberta Biedronia “zdrajcą” bo nie wspiera Koalicji Obywatelskiej argumentując w ten sam sposób. “Arytmetyka jest nieubłagana”. Zgadzam się z tezą, że arytmetyka jest nieubłagana, ale ważny jest także rachunek prawdopodobieństwa a prawdopodobieństwo, że do projektu Grzegorza Schetyny dołączy się ktokolwiek z realnym poparciem wyborczym jest równe zeru. Wracając do arytmetyki wyborczej.
W 2007 roku, kiedy po raz pierwszy ratowaliśmy Polskę przed PiSem, udało się ekipie PO zmobilizować 6 701 010 wyborców. Zadziałało bo PiSowców poparło zaledwie 5 183 477 wyborców. Uwierzycie, że to prawie tyle samo co w 2015? PO odniosło sukces i razem z PSL, które poparło 1 437 638 utworzyło koalicyjny rząd pod kierownictwem premiera Donalda Tuska.
Niektórzy może jeszcze pamiętają, że już wtedy Grzegorz Schetyna chciał być premierem, ale przy Donaldzie Tusku nie miał szans bo obaj politycy grają w różnych ligach.
Koalicja PO i PSL rządziła przez długie 8 lat. W połowie tego okresu znowu mieliśmy wybory. Tak jak już wcześniej PO znalazło poparcie 5 629 773 wyborców. To trochę mniej niż w 2007, ale jeśli przyjąć, że część środowiska liberalnych uwiódł antyklerykalizm Palikota, który dostał poparcie 1 439 490 to razem z PO i Palikotem zwolennicy liberalnej Polki otrzymali więcej niż w 2007 roku. Do tego należy doliczyć 315 393 wyborców tak zwanych “liberałów” PiSowskich z partii Polska Jest Najważniejsza, którzy najpierw na chwilę odeszli z PiS by dać się wchłonąć przez PO. Grubo ponad 7 milionów Polaków poparło wizję Polski, którą promował Donald Tuski i Janusz Palikota – Polski otwartej, tolerancyjnej i świeckiej.
Wszystko szło w dobrym kierunku. W tym czasie miłośnicy Jarosława Kaczyńskiego dostali całe 4 295 016 głosów. To była kompletna klapa obozu prawicowo-narodowego. Jednak coś poszło nie tak. Kolejne wybory w 2015 roku odbywały się już w zupełnie innym klimacie. Przede wszystkim zabrakło naszego Donalda Tuska i jego ekipy.
Ta część PO, która nie wyjechała z premierem Tuskiem do Brukseli okazała się mało liberalnym skrzydłem i zupełnie nie interesujące dla liberalnego wyborcy. Dodatkowo partia Kaczyńskiego dostała wiatr w żagle z tego samego kierunku, który potem napędzał okręt Donalda Trumpa do wyborczego zwycięstwa w USA. PiS wygrał wybory w 2015 roku uzyskując 5 711 687. To oczywiście doskonały wynik. Najlepszy w historii PiS. Wielkie zwycięstwo 2005 roku i straszne 2 lata władzy koalicji partii Kaczyńskich z znanymi w historii jako przystawki ugrupowaniami Giertycha i Leppera dało PiSowcom zaledwie 3 185 714 głosów.
W 2011, kiedy ruchy liberalne triumfowały w Polsce najbardziej (ponad 7 milionów wyborców poparły partie o rodowodzie liberalnym) a PiS otrzymał najmniej głosów, w wyborach w ciągu od początku istnienia partii, do Sejmu weszło 6 ugrupowań. Podobnie było w 2015 roku, kiedy PiS wygrało samodzielną większość i otrzymało największą liczbę głosów w sejmie znalazło się także 6 ugrupowań. Zatem trudno jest bronić tezy, że tylko zjednoczeni możemy pokonać pokonać PiS jako jedna homogeniczna koalicja pod kierownictwem Grzegorza Schetyny. Jest wręcz przeciwnie. Zwycięstwo nad PiS może przynieść Polsce tylko bardzo wysoka frekwencja wyborcza.
Jednak ludzie, którzy stoją na czele KO, obecni posłowie PO i ci, którzy do nich dołączyli to ta sama ekipa, która przegrała wybory w 2015 roku. Co może sprawić, że Polska liberalne odzyska impet i ponad 7 milionów wyborców odbierze władzę PiS? Nowa jakość. Ci co nie chcieli zagłosować na konserwatystów z PO w 2015 nie przekona z pewnością Barbara Nowacka i Katarzyna Lubnauer. W powszechnej opinii Nowacka, sprzedała się z miejsce na liście do Parlamentu Europejskiego tym, którzy odrzucili projekt “Ratujcie kobiety” . Ci co kiedyś głosowali na Nowoczesną w 2015 kierowali się niechęcią do PO równie mocno jak strachem przed PiS. Cała reszta wyborców pozostała obojętna bo PO, PiS ani projekt Ryszarda Petru nie reprezentowały ich interesów.
Zatem teza o tym, że KO Schetyny, Nowackiej i Lubnauer zdoła pokonać PiS jest nieprawdopodobna. Tylko nowe ugrupowanie może przyciągnąć do urn nowych wyborców. Jeśli Biedroń przyłączy się do PO to straci poparcie tych wszystkich, którzy nigdy nie zagłosują na drugą ligę polityków z ekipy Donalda Tuska, polityków, którzy nie zmieścili się w pociągu do Brukseli.
Jedyną szansę na odsunięcie PiS od władzy jest przyciągnięcie do urn wyborczych ponad 7 milionów Polaków tak jak w 2011 roku, którzy chcą liberalnej Polski. Nie przekona do tego ekipa Grzegorza Schetyny. Oni przekonują do siebie maksymalnie tylu wyborców ile zdobyli w 2015. To zdecydowanie za mało by odsunąć PiS od władzy i dla tego na odzyskanie liberalnej i progresywnej Polski jest tylko możliwe dzięki takim projektom politycznym, na które zagłosują ci, którzy nigdy nie zagłosują na PiS i PO. Jedna koalicja wszystkich środowisk poza PiSem pod wodzą Grzegorza Schetyny jest nieprawdopodobna.
Piotr Surmaczyński
Poradnik: Obywatel a Państwo PiS, czyli co obywatel państwa autorytarnego wiedzieć powinien
Dawno temu, w państwie zwanym PRL, opresyjne prawo skłoniło ludzi do szukania możliwości skutecznego oporu. Tak powstały rozliczne instrukcje postępowania szarego obywatela w razie konfrontacji z czerwonym państwem. Najsłynniejsza z nich, to „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa”. Niniejsza praca jest próbą nawiązania do tamtej światłej tradycji piśmienniczej, tak jak Polska PiS jest próbą powrotu do mroków PRL.
I. Prawo stanowione i prawo ludowe
Podstawą działania sądów, prokuratury oraz rozmaitych służb policyjnych jest, jak na razie, Kodeks Postępowania Karnego. Chociaż niektóre jego zapisy wydają się uniwersalne, jednak ich rozumienie, a co za tym idzie, interpretacja, może ulegać gwałtownej ewolucji. Przykładowo: instytucja ułaskawienia przez Prezydenta do niedawna wiązała się z koniecznością prawomocnego skazania. Ułaskawić można było tylko uznanego przez sąd za winnego. Wydawało się to całkiem logiczne, jednak dziś już takie nie jest. Obecnie Prezydent może ułaskawić każdego, kto popadł w konflikt z prawem lub jest o to podejrzany. Bez czekania na wyrok. A są sędziowie- „prawdziwi patrioci”, którzy się z tym zgadzają, chociaż prawo stanowione nie uległo zmianie. W następnym etapie Prezydent Duda dokona ułaskawienia przed postawieniem zarzutów – jeśli już tego nie zrobił – dla kilku kolesi z PiS. Można stwierdzić, że wraz z demoralizacją państwa postępuje degradacja prawa pisanego na rzecz tzw. ”ludowej sprawiedliwości”. Co lud – wolą swojego wybrańca – postanowi, to ma moc obowiązującą, niezależnie od ustaw.
Opisując tę niewesołą sytuację można przypomnieć starą anegdotę z PRL: „Jaki jest najkrótszy Kodeks Karny?
§1. Milicjant, tzn. „władza” zawsze ma rację.
§2. W razie wątpliwości, patrz: §1.
Oczywiście, za zmianami prawa zwyczajowego postępować będą dostosowawcze zmiany prawa pisanego. Dla zachowania pozorów demokracji. Tym samym niniejszy poradnik należy traktować z należytą dozą ostrożności – bo co obowiązuje dzisiaj – nie koniecznie będzie prawem jutro. PiS wytworzył kompletny i przeciwstawny prawdzie zasób pojęciowy, zarówno polityce jak i prawie stosowanym. Ta swoista „nowomowa pisowska” zaczyna się już od fałszywej wiadomości zawartej w nazwie partii „Prawo i Sprawiedliwość”, która to ani z prawem ani ze sprawiedliwością nie ma nic wspólnego. PiS traktuje Polskę jak jedną wielką prokuraturę rejonową. A wiadomo kto w „rejonówce” jest najważniejszy – prokurator , a kto jest najgorszego sortu.
II. Podejrzany – co możesz, jak im podpadniesz
Podejrzany, to osoba, wobec której wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutów.
Jeśli mleko się wylało i siedzisz przed prokuratorem (lub innym przedstawicielem organów ścigania), odczytano Ci zarzuty, pouczono, co do Twoich praw, to pamiętaj:
- Masz prawo milczeć – nikt nie może ci z tego powodu czynić zarzutów. Możesz odmówić składania wyjaśnień bez podania przyczyny oraz możesz odmówić odpowiedzi na konkretne pytanie bez podawania przyczyny (art.175§1kpk). Możesz kłamać – jeśli to twoja taktyka obrony.
- Masz prawo do obrońcy. Bez jego obecności nie musisz składać wyjaśnień (art.301 kpk.). Pamiętaj jednak, że życie w Polsce to nie amerykański film. Tam podejrzany ma prawo to kontaktu ze swoim obrońcą bez obecności osób trzecich. Tu prokurator ma prawo do udziału w spotkaniu podejrzanego z obrońcą w ciągu pierwszych 48 godzin od zatrzymania. Może też was podsłuchiwać. I tym się pięknie różnimy od Amerykanów!
- Prawo przewiduje też szereg innych uprawnień podejrzanego w dalszym toku postępowania, adwokaci są tu tylko „lekarzem pierwszego kontaktu”.
- Jeśli mimo twoich próśb nie ma adwokata, to nie odpowiadaj na żadne pytania, nie dawaj się wciągnąć w rozmowę, niczego nie podpisuj. Niektórzy śledczy próbują okazywać podejrzanym współczucie, zrozumienie oraz przyjaźń. Nie wierz w to. To jest myśliwy a ty jesteś jego zwierzyną. Poluje na ciebie, bo chce twoją oprawioną głowę powiesić sobie nad kominkiem. Nie daj się nabrać. Nie masz innej opcji.
- W państwie PiS mieszkańcy dzielą się na już podejrzanych i potencjalnie podejrzanych. Każdy kto nie zgadza się z „ z jedyną partią” może być podejrzany o wszystkie złe rzeczy, o cokolwiek.
III. Świadek – mniej niż zero
Nie ma bardziej niewdzięcznej roli procesowej, niż rola świadka. Czeka godzinami na korytarzu. Wszyscy nim pomiatają. Wszyscy traktują go nieufnie. Zakładają, że pewnie będzie kłamał. Chcą go na tym przyłapać i chętnie widzieli by go w roli podejrzanego( udowodnione kłamstwo w zeznaniach świadka stanowi przestępstwo samoistne). Świadek, w odróżnieniu od podejrzanego, musi składać zeznania. Nie może odmówić ich składania, nie może kłamać ani odmawiać odpowiedzi na poszczególne pytania. Z pewnymi wyjątkami:
1.) możesz odmówić składania zeznań, jeśli jesteś osobą najbliższą dla podejrzanego (art.182 §1 kpk) – mąż, żona, ojciec, matka, dziecko, brat, siostra etc.
2.) Możesz odmówić składania zeznań, gdy w innej sprawie karnej jesteś oskarżonym o współudział w przestępstwie objętym tym postępowaniem (art. 182§3 kpk.).
3.) Możesz odmówić odpowiedzi na pytanie, jeśli odpowiedź mogłaby narazić na odpowiedzialność za przestępstwo lub przestępstwo skarbowe ciebie lub osoby ci najbliższe. (art.183§1 kpk.) Uważaj! Taka deklaracja może utwierdzić przesłuchującego w przekonaniu, że masz coś za uszami. Z drugiej strony, w czasach PRL, zalecano powszechne stosowanie takiej podstawy odmowy zeznań, zwłaszcza gdy nie trzeba wyjaśniać, dlaczego sądzisz, że odpowiedź może narazić ciebie lub osobę najbliższą na odpowiedzialność. Decyzja o wyborze taktyki zależy od Ciebie.
Kodeks o tym nie wspomina, jednak praktyka uczy, że dobrą taktyką w przypadku pojawienia się niebezpiecznych pytań, jest niepamięć. Za brak pamięci nie wolno nikogo karać, a niewinne „eee…nie pamiętam, panie prokuratorze, to było tak dawno” nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Chyba, że cię pytają, czy zabiłeś swoją żonę….
Krótko: świadek musi się stawiać na wezwania, nie może kłamać i może nie pamiętać !!!
IV. Przeszukanie. A kiedy przyjdą…także po mnie
Kiedy to piszemy, wciąż jeszcze obowiązuje art. 221 kpk, zgodnie z którym nie należy dokonywać przeszukań w porze nocnej (pomiędzy 22 a 6 rano). To się jednak wkrótce zmieni!
Funkcjonariusze, którzy przyjdą na przeszukanie do twojego domu lub twojego miejsca pracy, muszą mieć ze sobą postanowienie prokuratora o przeprowadzeniu przeszukania (art. 220 §1 kpk). Muszą ci je okazać. Na to postanowienie twój adwokat będzie mógł wnieść zażalenie (co nie wstrzymuje przeprowadzenia przeszukania). I tu ważna rada: natychmiast żądaj obecności adwokata. Najlepiej poznać, upełnomocnić prawnika wcześniej. Jeśli nie masz – wykorzystaj dyżury adwokackie . Weź kogokolwiek , nie bądź sam. Twój adwokat ma prawo uczestniczyć w tym przeszukaniu. Jest ci w tym momencie bardzo potrzebny. Zna przepisy lepiej od ciebie i często lepiej od tych, którzy przeszukują. Oni się z nim liczą. Zachowa spokój, gdy ty możesz się zdenerwować. Dopilnuje formalności:
- Postanowienie o przeprowadzeniu przeszukania – muszą je mieć i okazać. Musi określać jasno, czego szukają (jakich przedmiotów). Jeśli np. szukają faktur z września, to nie powinni zabierać także tych z lipca i z sierpnia.
- Protokół z przeszukania. Każde słowo się liczy. Masz prawo żądać poprawek i uzupełnień. Dokładny spis i opis zakwestionowanych przedmiotów. Korzystaj z niego. Protokół zostanie w aktach Twojej sprawy na zawsze. W trakcie przeszukania, czy to w domu, czy w firmie, pilnuj przeszukujących. Niech nie kręcą się po lokalu sami. Cały czas ktoś z domowników, pracowników czy prawników powinien im towarzyszyć. Nie po to, żeby coś nie zginęło. To są w końcu , państwowi funkcjonariusze. Po to, żeby czegoś nie zostawili. Np. materiałów kompromitujących lub urządzenia podsłuchowego.
- Nośniki. W wyniku przeszukania możesz stracić wszystkie komputery, cyfrowe aparaty fotograficzne, zewnętrzne dyski i pendrivy. Generalnie wszelkie elektroniczne nośniki danych. Także telefony komórkowe i komputery domowników. Pal diabli, jeśli pozbawią cię ulubionej gry, gorzej, jeśli w wyniku takiego przeszukania utracisz dostęp do dokumentacji handlowej swojej firmy, książki telefonicznej, bankowości elektronicznej , itp. Urząd Skarbowy nie przyjmuje do wiadomości twoich tłumaczeń, że nie możesz złożyć żądanych wyjaśnień co do transakcji sprzed dwóch lat, ponieważ CBA zabrało ci komputer z potrzebnymi danymi. Jeśli nie chcesz takich kłopotów, zadbaj o kopie zapasowe, dobrze je schowaj oraz np. umieść w „chmurze” zarządzanej spoza polskiej jurysdykcji
V. Zatrzymanie. Prawdziwe kłopoty
Nie każde przeszukanie kończy się zatrzymaniem. Z drugiej strony nie każde zatrzymanie jest poprzedzone przeszukaniem.
Jeśli zostaniesz zatrzymany, to natychmiast żądaj umożliwienia kontaktu z twoim obrońcą – adwokatem lub radcą prawnym (art. 247§1 kpk). Możesz też żądać zawiadomienia o twoim zatrzymaniu osób najbliższych (art. 247§3 kpk). A zgodnie z art. 244 kpk w razie potrzeby przysługuje ci pierwsza pomoc lekarska.
Bez obrońcy nie prowadź żadnych rozmów. Nie daj się wkręcić. Pamiętaj: polują na ciebie! Nie przeceniaj swoich możliwości. Poczekaj na prawnika!
Jeśli zabierają cię z domu – ciepło się ubierz. W izbie zatrzymań, do której trafisz, może być bardzo zimno. Nawet latem noce są chłodne. Ciepła bielizna, polar, kurtka – to podstawa. Zabierz też szczoteczkę i pastę do zębów, grzebień, mydło, przybory do golenia, laczki, ręcznik, papierosy (zawsze to jakaś waluta) i książkę.
Jak to długo potrwa? Zgodnie z art. 248 kpk zatrzymany w ciągu 48 godzin od chwili zatrzymania musi być przekazany do dyspozycji sądu lub zwolniony. Po przekazaniu do dyspozycji sądu w ciągu 24 godzin zatrzymanego należy albo zwolnić, albo, jeśli sąd uzna za stosowne, tymczasowo aresztować. Tak więc łącznie zatrzymanie nie może trwać dłużej, niż 72 godziny. Potem wychodzisz do domu albo… zostajesz na dłużej.
VI. Tymczasowe aresztowanie. Izolacja na dłużej
Tymczasowe aresztowanie może być zastosowane tylko wobec podejrzanego. Na jakiej podstawie? Chociaż kpk wymienia tych podstaw wiele, w praktyce występują trzy, wymienione w art. 258kpk. Są to: obawa ucieczki podejrzanego, obawa tzw. mataczenia, czyli nakłaniania innych do składania fałszywych zeznań i w końcu zagrożenie surową karą. Choć w przeszłości bywało różnie, to teraz obowiązuje zasada, że ta ostatnia przesłanka jest samoistna. Oznacza to w praktyce, iż jeśli zostaniesz oskarżony przez prokuratora o przestępstwo, którego górna kara pozbawienia wolności wynosi co najmniej 8 lat, to sąd będzie mógł cię zgodnie z prawem aresztować. Pamiętaj przy tym: sąd nie bada na rozprawie aresztowej materiału dowodowego. Nie ma takiego obowiązku ani na ogół nie ma czasu (24 godz.). Rozważa tylko, czy jest prawdopodobne spełnienie się którejś z trzech wyżej wymienionych przesłanek. Możesz więc trafić za kraty tylko dlatego, że prokurator odpowiednio sformułował ci zarzut. A sąd przyjął domniemanie twojej winy. Jest to sprzeczne z Konstytucją, która jednoznacznie ustanawia domniemanie niewinności (bez prawomocnego skazania nie ma winnego). Niestety, zgodne z obecnie obowiązującą procedurą. Jeśli do tego masz świadomość, że twój obrońca nie tylko nie mógł z tobą swobodnie, w cztery oczy i bez podsłuchu, porozmawiać, ale także, że nie udostępniono mu akt twojej sprawy (prokurator może odmówić), a nawet uzasadnienia wniosku o areszt, to sam widzisz, w jakiej znalazłeś się opresji. Nie trać jednak ducha. Prokuratorzy często popełniają proceduralne błędy. To wykorzystują obrońcy i wtedy wychodzisz z sądu jako wolny obywatel. Masz jakieś 50% szans… A ponadto pamiętaj powiedzenie opozycjonistów z lat PRL: „zamknąć mogą, wypuścić muszą”.
Podsumowanie – o czym pamiętać
- Zawsze przy okazji przesłuchania, zatrzymania, przeszukania: żądaj obecności swojego prawnika. Obrońcy – jeśli jesteś podejrzanym, pełnomocnika – jeśli przypadła ci rola świadka. Niczego nie opowiadaj ani broń Boże nie podpisuj bez niego!
- Pilnuj protokołów. Za ileś tam miesięcy czy lat, kiedy ruszy proces przed sądem, nikt nie będzie pamiętał, czy wyglądałeś schludnie i ładnie, czy nie. Czy mówiłeś potoczyście, czy z wahaniem. Przedmiotem oceny będzie protokół z twojego przesłuchania. Słowo pisane! Tak więc poprawiaj, prostuj, odmawiaj aż zapis odzwierciedli to co chciałeś powiedzieć a prokurator/policjant ma usłyszeć. To wyłącznie w twoim interesie.
- Bądź nieufny. Tu nikt (czasami poza twoim prawnikiem) nie chce ci pomóc. Nikt cię nie lubi. Nie jesteś tu po to, żeby cię lubiano. Bądź powściągliwy, oni zawsze chcą Cię wrobić!!!
- Jeśli czegoś nie powiesz, bo zapomniałeś, nic ci za to nie grozi.
Niepamięć bywa cnotą.
Kilka uwag z dziedziny BHP
- Zaczepiony na ulicy, w barze, czy innym miejscu przez nieznane osoby podające się za funkcjonariuszy, nie rozmawiaj nawet o pogodzie. Żądaj formalnego wezwania na piśmie! Pamiętaj – to mogą być przebierańcy. Konkurencyjna firma, dziennikarska prowokacja, zwykli bandyci. Nie rozmawiaj i nigdzie z nimi nie chodź.
- Telefon komórkowy. Najlepiej przestrzegaj jednej zasady: przez komórkę umawiasz się na spotkanie. Godzina i miejsce. Kropka. Żadnych rozmów, naiwnego szyfrowania, głupich przechwałek. Nagrają, zmontują, puszczą ci za trzy lata. I co wtedy powiesz? Telefon to także mobilny szpieg, który może nagrywać rozmowy prowadzone w jego otoczeniu, jak najlepsza pluskwa z filmu sensacyjnego. Jeśli zabierzesz go ze sobą na spacer czy gdziekolwiek, to ci, którzy cię śledzą, poznają całą twoją trasę. Co do metra i co do sekundy.
- Komputer. Może zawierać wiele rzeczy, które mogą być wykorzystane przeciwko Tobie: dokumenty, maile, listy połączeń, zapisy czatów. Wprawdzie nie ma 100-procentowego sposobu zabezpieczenia się przed próbą włamania, ale nie oznacza to, że nie możesz zwiększyć poziomu swego bezpieczeństwa. Szyfruj twarde dysku, zabezpiecz komputer mocnym hasłem, szczególnie ważne pliki szyfruj dodatkowo, stosuj pocztę, której serwery są za granicą (np. Google, Yahoo, Icloud). Jeśli tylko to możliwe, rozmawiaj przez Skype lub Messengera, a nie przez połączenia głosowe w telefonach komórkowych czy stacjonarnych. Używaj oprogramowania komunikacyjnego dodatkowo szyfrowanego, np. Signal. Pamiętaj, że przechowywanie danych w „chmurze” jest bezpieczniejsze, niż ich zapisywanie w plikach na komputerze.
- I ostania rada: Niniejszy poradnik służy poszerzeniu wiedzy o przysługujących ci prawach, a porady antyinwigilacyjne mają zwiększyć Twoje bezpieczeństwo. Nie daj sobie wmówić, że korzystanie z przynależnych praw pomaga terrorystom, handlarzom narkotyków czy pedofilom. Zarządzający serwisami typu Google czy Facebook w razie potrzeby odróżnią, czy chodzi o przestępstwo czy obronę wolności i zasad demokratycznych. Zdecydowana większość „wolnego świata” doskonale wie, że prokuratorzy i policjanci w naszym kraju są od teraz na usługach polityków PiS. Tu już nastąpiła „dobra zmiana” . Celem państwa PiS nie jest ochrona obywateli ani Twoje dobro. Dlatego mając kontakt z prokuratorem, służbami czy policjantem bądź nieufny i podejrzliwy.
Takie czasy.
Morawiecki: Polska jest „bijącym sercem Europy”. Skąd w PiS proeuropejska postawa?
Prawo i Sprawiedliwość zaczęło naraz prezentować się jako partia proeuropejska. Skąd ta zmiana? – zastanawia się korespondentka „Tageszeitung” i dochodzi do wniosku, że może chodzić o przyspieszone wybory do parlamentu.

Warszawska korespondentka gazety Gabriele Lesser przypomina niedawne wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego, który na konwencji „narodowo-populistycznej” partii PiS w Szeligach pod Warszawą powiedział, że Polska jest „bijącym sercem Europy”.
Dotychczas UE była dla ideologów PiS jedynie „wyimaginowaną wspólnotą”, a fundusze unijne starczyły zaledwie na „naprawę chodników” – pisze niemiecka dziennikarka. „Czyżby więc doszło do wielkiego zwrotu?” – pyta.
Przyspieszone wybory do Sejmu?
Mieszkańcy Polski, z których większość popiera Unię, słuchają chętnie takich słów. Liberalna i lewicowa opozycja przypuszcza jednak, że chodzi o coś innego: zmiana polityki może wskazywać na przyspieszone wybory parlamentarne w marcu 2019 roku – czytamy w „TAZ”.
Lesser przypuszcza, że w regularnych wyborach na jesieni 2019 roku PiS może stracić wiele głosów. Do tego czasu wyjdzie na jaw, że proeuropejski kurs jest tylko wybiegiem. Negatywny wpływ na wynik PiS może też mieć brexit. Nie bez znaczenia jest też konflikt z Komisją Europejską o praworządność. Wybory do Parlamentu Europejskiego w maju 2019 mogą stać się bodźcem (dla opozycji) – kontynuuje korespondentka „TAZ”.
Prezydent Andrzej Duda mógłby rozwiązać Sejm w przypadku, gdy budżet nie zostanie uchwalony w przepisowym czasie – wyjaśnia Lesser. Jej zdaniem wydarzenia biegną właśnie w tym kierunku.
Powołując się na polską prasę, dziennikarka „TAZ” sugeruje, że zarówno w PiS, jak i w „prawicowo-anarchistycznym ruchu Kukiz’15 jest wielu zwolenników wcześniejszych wyborów”.
Jednym z powodów jest przewidziane na marzec kolejne orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE, które uzna zapewne dalszą część polskich reform wymiaru sprawiedliwości za niezgodną z prawem UE.
Nowe partie w tarapatach
Jak tłumaczy Lesser, wcześniejsze wybory utrudniłyby też start nowym partiom, przede wszystkim lewicowo-liberalnej partii Roberta Biedronia, który w takiej sytuacji nie miałby żadnych szans. Podobne problemy miałby prawicowy ruch „Prawdziwa Europa”.
Lesser podkreśla na zakończenie, że Jarosław Kaczyński nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji. Zapadnie ona dopiero w połowie stycznia.
REDAKCJA POLECA



