Rafał Sulikowski: Czy te oczy mogą kłamać? Fotografia z XVI wieku i tajemnica z Gwadalupe

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

Nie mogę pozbyć się wrażenia, że to zjawisko nadludzkie. Do tego stopnia oczy te przypominają oczy żywego człowieka, że podczas jednego z badań, gdy dokonywałem obserwacji oftalmoskopem, nagle przyłapałem się na tym, że powiedziałem na głos: bardzo proszę spojrzeć nieco w górę”.

Tajemnica Guadalupe do dziś wzbudza wiele kontrowersji i nie doczekała się wyjaśnienia, które by satysfakcjonowało wszystkich.

Kościół katolicki uznał objawienie z Meksyku i jest to najstarsze uznane objawienie maryjne na świecie. Ten tekst piszę z perspektywy niezależnego badacza, a nie agenta watykańskiego. Uważam wręcz, że ukrywanie przez władze kościelne wielu innych fenomenów jest nieuczciwe, bo nikt nie może mieć monopolu na zjawiska, które stanowią własność całej ludzkości.

Ale przejdźmy do rzeczy, a właściwie do obrazu, który powstał bez użycia barwników, czyli farby malarskiej. Podobno. Zobaczmy więc, jak było naprawdę

Matka Boża z Guadalupe. Fot wikipedia

Matka Boża objawiła się podobno w Ameryce Południowej w XVI wieku, a więc wtedy, gdy doszło do drugiego wielkiego rozłamu w łonie chrześcijaństwa i powstawała reformacja

Jednocześnie wyprawy hiszpańskie pod pretekstem misji niestety często dokonywały czystek pośród ludności tubylczej. Jest to ważne, bo objawienia miał doznać św. Juan Diego Cuauhtlatoatzin, który był Aztekiem, a wszystko to działo się na wzgórzu Tepeyac, obecnie w granicach miasta Meksyk

Jak głoszą ustne przekazy, w ostatnim dniu objawień, które przypadło na 12 grudnia 1531 roku doszło do powstania obrazu Matki Bożej z Guadalupe.

Jest to najstarsze objawienie maryjne oficjalnie uznane przez Kościół katolicki. Potem „objawień” w historii Kościoła było coraz więcej, a najwięcej w najgorszym w historii ludzkości dwudziestym stuleciu, gdzie naliczono ich nieoficjalnie około 400, z czego oczywiście większość jest nieuznawana albo trwają badania danego zjawiska. Od 1999 NMP z Guadalupe czczona jako Patronka obu Ameryk.

Wspomnienie liturgiczne Najświętszej Maryi Panny z Guadalupe przypada 12 grudnia. Obraz ponoć „nieuczyniony ręką ludzką”, odbity miał zostać na grubej i włóknistej pelerynie noszonej przez św. Juana Diego, który dostąpił objawienia.

Oczy z obrazu są szczególnie tajemnicze. Mimo że ich wymiary są mikroskopijne, tęczówki i źrenice przedstawiają bardzo szczegółowe wizerunki 13 osób. Te same osoby znajdują się zarówno w lewym, jak i wprawym oku, w różnych proporcjach, tak jak ludzkie oczy przekazują obrazy zgodnie z prawami optyki

Uważa się, że odbicie widoczne w oczach Matki Bożej z Guadalupe to scena, w której Juan Diego przyniósł kwiaty dane mu przez Matkę Bożą jako znak dla biskupa Fraya Juana de Zumarragi, co miało miejsce właśnie 12 grudnia 1531 roku. Biskup bowiem nie dowierzał i zażądał szczególnego znaku. Kwiaty w zimie? No tak, ale klimat w Ameryce Łacińskiej jest nieco inny niż nasz.

Jak doszło do odkrycia odbitych w oczach postaci Maryi obrazów sceny
z historii – właściwie fotografii czarno-białej

W r. 1929 Alfonso Marcue, oficjalny fotograf Bazyliki, odkrył jakby odbicie jasnego obrazu brodatego mężczyzny w prawym oku wizerunku Dziewicy. Początkowo nie wierzył własnym oczom. „Jakże to możliwe? Brodaty mężczyzna w oku Matki Bożej?” Jednak po wielu badaniach zdjęć nie ma już wątpliwości i decyduje się powiadomić władze Bazyliki. Zaskoczenie było tak wielkie, że… nakazano mu po prostu całkowite milczenie o tym odkryciu, czemu się podporządkował

20 lat później, 29 maja 1951 r., Jose Carlos Salinas Chavez, badając dobrej jakości zdjęcie twarzy, dokonuje za pomocą mocnego szkła powiększającego takiego samego odkrycia! Wyraźne odbicie brodatego mężczyzny w prawym oku. Widzi też odbicia w oku lewym. Od tej chwili liczne osoby, około 20 fizyków i okulistów, miały okazję zbadać z bliska oczy Dziewicy na Jej cudownym wizerunku, na tilmie

Pierwszym był znanym okulista dr Javier Torroella Bueno. Badania dokonał 27 marca 1956 r. W sporządzonym raporcie, pierwszym, jaki opublikowano na ten temat, udowadnia obecność potrójnego odbicia (zjawisko Purkyniego-Sansona), charakterystyczne dla każdego żywego oka ludzkiego i oświadcza, że te obrazy umieszczone są dokładnie tam, gdzie być powinny, zgodnie ze wspomnianym zjawiskiem oraz to, że zniekształcenie obrazów jest zgodne z załamaniem rogówki.

W tym samym roku okulista, dr Rafael Torrija Lavoignet, bada oczy we wszystkich szczegółach oftalmoskopem. Zauważa kształt postaci ludzkiej ukazujący się w rogówce oczu tam, gdzie powinna się znajdować w związku ze zniekształceniem normalnego oka ludzkiego, a zwłaszcza – co niezwykłe – odnotowuje, że oczy wydają mu się niezwykle żywe, gdy są badane.

Wiele innych badań podjęli okuliści: wszyscy byli zgodni co do wyników
swych badań. Były nawet doniesienia w kilku studiach, że optycy zidentyfikowali małe tętniczki na powiekach z Obrazu.

W 1962 roku obraz ukryty w oczach Maryi przebadało amerykańskie małżeństwo, Charles i Isabelle Wahling. On był okulistą, ona optykiem. Dokonując 25-krotnego powiększenia wizerunku, dostrzegli w oczach Maryi kolejne dwie postaci obok brodatego mężczyzny.

W latach 1974 i 1975 obraz zbadał meksykański okulista – doktor Enrique Graue, który potwierdził ustalenia swych poprzedników. Jak relacjonował, spoglądając przez wziernik do wnętrza oka, zdumiał się ogromnie:

„Nie mogę pozbyć się wrażenia, że to zjawisko nadludzkie. Do tego stopnia oczy te przypominają oczy żywego człowieka, że podczas jednego z badań, gdy dokonywałem obserwacji oftalmoskopem, nagle przyłapałem się na tym, że powiedziałem na głos: bardzo proszę spojrzeć nieco w górę”.

Jose Aste Tonsmann badał oczy Matki Bożej z obrazu, wykorzystując swoje doświadczenie z analizą zdjęć mikroskopowych i satelitarnych oraz umiejętności, które nabył, gdy pracował dla firmy IBM. Tonsmann rozpoczął swoje badania w 1979 roku.

Obraz Matki Boskiej z Guadalupe ma wymiary 145 na 105 cm. Źrenice oczu mają ok. 7 mm. Badacz rozszerzył tęczówki w oczach Matki Bożej do skali jakieś 2500 razy większej niż w rozmiarze rzeczywistym, a dzięki procedurom matematycznym i optycznym był w stanie dostrzec postaci odbite w oczach Maryi.

„Wtedy udało mi się odnaleźć coś bardzo zaskakującego. Odkryłem postać pewnego siedzącego Indianina, który był najprawdopodobniej służbą biskupa Zumarragi.”

Kolejne prace posuwały się bardzo powoli, trwały miesiącami. Kolejna postać, którą odkrył badacz, odzwierciedlała postać Juana Diego. Następnie natrafił na coś, co przypominało głowę starszego mężczyzny.

„Początkowo nie wiedziałem kogo może przedstawiać ten wizerunek. Natrafiłem jednak na obraz znanego malarza Miguela Cabrera, na którym pojawia się bardzo podobna. Jest to twarz biskupa Zumarragi.” „Druga z głów, jak się przypuszcza, należy do młodego tłumacza, Juana Gonzalesa. (…) Można też dostrzec dwóch mężczyzn, z których jeden ma gęstą brodę. Obydwaj patrzą na Juana Diego, kiedy ten pokazuje szatę.”

Następne odkrycie przyniosło coś, co wprawiło go w kompletne osłupienie. Wydawało się, że jego badania nie przynoszą oczekiwanego rezultatu.

„Kolejnym odkryciem było odnalezienie postaci kobiety, która miała rysy murzynki. Uważałem jednak to za mój błąd. Murzynka w 1531 roku? Myślałem, że nie mogła być w Meksyku. Wtedy zgłosił się historyk,
który stwierdził, że w testamencie biskupa Zumarragi jest wzmianka, iż darował on wolność pewnemu murzyńskiemu małżeństwu. Ostatecznie udało mi się odnaleźć 12 postaci w lewej źrenicy oka Matki Boskiej. Są one różnej wielkości, gdyż w uwiecznionym w źrenicy wizerunku zachowana jest perspektywa, tak jakby wizerunek był fotografią Maryi Dziewicy, która przedstawia też to, co odbijało się w Jej oczach, czyli to, co widziała Matka Boska z Guadalupe dokładnie w tym momencie, gdy Jej wizerunek pojawił się na płaszczu Juana Diego”.

Według ustaleń Tonsmanna w samym obrazie z Guadalupe mamy „coś, co nie zostało namalowane ludzką ręką”. Na owych powiększeniach Tönsmann odkrył obecność nie tylko brodatego mężczyzny, lecz także dwunastu innych osób. Dzięki użyciu techniki komputerowej udało mu się wyodrębnić także wiele drobniejszych szczegółów, takich jak np. sznurowadła sandałów siedzącego w kucki Indianina (ich szerokość na obrazie wynosi 120 mikronów) czy też jego ozdobny kolczyk (na obrazie grubości zaledwie 10 mikronów).

Trzynaście osób widocznych jest zarówno w prawym, jak i w lewym oku na obrazie Madonny. Wspólnie tworzą one scenę zbiorową, którą José Aste Tönsmann postanowił zidentyfikować. Na podstawie analizy spomnianego już dokumentu historycznego „Nican mopohua”, napisanego w XVI wieku przez Antonio Valeriano, postawił tezę, że w oczach utrwalony został moment, gdy 12 grudnia 1531 roku św. Juan Diego stanął przed biskupem Juanem de Zumárraga i pokazał mu swą szatę z wizerunkiem Matki Bożej.

Ustalenia peruwiańskiego badacza krytykowała część specjalistów. Według nich z powodu mikroskopijnej wielkości domniemanych postaci nie sposób rozstrzygnąć, czy wyodrębnione przez Tönsmanna kształty są pomniejszonymi odbiciami ludzkich figur, czy może przypadkowym zwielokrotnieniem ziaren metalicznego srebra. Ci jednak z ekspertów, którzy osobiście podjęli się weryfikacji jego badań, nie byli w stanie podważyć wniosków Peruwiańczyka.

Jednym z tych, którzy nie wierzyli w odkrycia Tönsmanna, okazał się jego dawny szef w centrum naukowo-badawczym IBM – inżynier Luis Martínez Negrete, deklarujący się jako świadomy ateista. W 2006 roku kanonicy bazyliki Matki Bożej z Guadalupe – ks. Eduardo Chávez Sánchez i ks. José Luís Guerrero Rosado – postanowili więc zwrócić się do niego, by sprawdził wiarygodność badań swego byłego podwładnego. Trudno byłoby bowiem zarzucić osobie niewierzącej uleganie dewocyjnym iluzjom.

Luis Martínez Negrete został zatem zaproszony do powtórzenia badań Tönsmanna, tak by osobiście przekonał się, czy uzyskane przez niego wyniki zbieżne będą z rezultatami Peruwiańczyka. W rezultacie – ku własnemu zaskoczeniu – musiał potwierdzić wszystkie wnioski swego poprzednika, dotyczące zarówno właściwości oka, jak i zbiorowej sceny utrwalonej w tęczówce.

Jednym z dowodów, że odnalezione w źrenicach postaci nie mogły powstać w żaden racjonalny sposób, jest rozmiar niektórych detali, które się tam znajdują.

„Tak mikroskopijne wizerunki postaci nie mogły zostać wykonane ludzką ręką, nawet w naszych czasach byłoby to trudne do wykonania. Odkryta postać Indianina ma w uchu [indiański] kolczyk [uodacze], który jest cieńszy niż ludzki włos”.

Innymi dostrzeżonymi szczegółami są np. łzy wzruszenia na twarzy, sznurowadła sandałów siedzącego na ziemi Indianina, profil Indianina z orlim nosem, z brodą i wąsami przylegającymi do policzków itd. Właśnie ta niesamowita precyzja i doskonałość obrazu nawet w mikroskopijnych szczegółach, wykluczają możliwość namalowania go przez człowieka. Wszystkie naukowe badania potwierdzają, że na całym świecie, w żadnej
fotografii i w żadnym obrazie nie udało się zaobserwować podobnego zjawiska.

W centrum źrenicy znajdują się postaci kobiety i mężczyzny oraz kilku małych dzieci. Dla badacza jest to rodzaj przesłania. Obraz różnych postaci, które wydają się stanowić rodzinę, wśród których są dzieci i niemowlę niesione przez kobietę na plecach, jak było to w zwyczaju w XVI w. To ukazuje – według dr Tonsmanna – powiększony obraz prawego oka, otaczając wartością rodzinę.

Widząc w tym odkryciu swoisty znak dany przez Opatrzność, kard. Posadas Ocampo, zabity przed kilku laty ogłosił Matkę Bożą z Gwadalupe „Opiekunką dzieci mających się narodzić”.

„Nie możemy zapomnieć, że te małe obrazy pozostawały w ukryciu przez prawie 500 lat, czekając, aż technika rozwinie się do tego stopnia, by móc je odkryć. Znajdujący się w centrum wizerunek rodziny jest dla nas znakiem, jak wielkie ma ona znaczenie szczególnie w naszych czasach, kiedy z najróżniejszych powodów zostaje spychana na dalszy plan”.

Kiedy Jose Aste powiększył również wizerunek znajdujący się w prawej źrenicy, okazało się, że utrwalony w niej obraz jest bardzo podobny, a różnice w ustawieniu postaci wynikają, jak twierdzi Aste, z innego kąta spojrzenia. Po prawej stronie widać wyraźnie dwie twarze: prawa to twarz mężczyzny, lewa to twarz kobiety.

Zdaniem wszystkich naukowców badających obraz Matki Bożej z Guadalupe, jest to jedyne na świecie utrwalenie się podobnego odbicia. Na pytanie, w jaki sposób do niego doszło, nauka wciąż nie potrafi udzielić odpowiedzi.

 

 


Adam Mazguła: Tajna broń narodowa

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Widzę propagandową gwarancję naszej obronności w postaci miliardowych sum za stacjonowanie obcej armii na naszym terenie, ogromne sumy za rakiety, których jeszcze nie skonstruowano… i czuję się oszukany.

Kiedy rok temu „wybitny mini-ster” M. Błaszczak ogłosił, że będzie uzbrajał naród w ławki niepodległości pomyślałem, że to jakiś żart. Kpiłem z tego do woli i myślałem, że mini-ster dawno wycofał się z tego uzbrojenia polskiej armii. Teraz jednak okazało się, że ławki powstają.

Patrząc na załączone zdjęcie bardziej kojarzy mi się ta ponoć ławka z sarkofagiem, albo z podmurówką kolejnego pomnika zasłużonego PiS-owca niż z uzbrojeniem naszej armii.

Widać nasza obronność zależy od propagandy, a nie, od jakości i ilości dobrze wyszkolonych jednostek wojskowych, systemu dowodzenia, powszechności obrony.

Tymczasem widziałem cukierki i maskotki promujące Ministerstwo Obrony Narodowej, wielką ściemę propagandową Wojsk Obrony Terytorialnej, która wyzwala wprawdzie patriotyczne postawy wśród polskiej młodzieży, ale jest środkiem do niszczenia armii zawodowej. Widzę propagandową gwarancję naszej obronności w postaci miliardowych sum za stacjonowanie obcej armii na naszym terenie, ogromne sumy za rakiety, których jeszcze nie skonstruowano … i czuję się oszukany.

Pamiętam, jak w czasach słusznie minionych mówiło się, że jesteśmy wojskiem telewizyjnym, bo tylko w środkach masowego przekazu wojsko wyglądało dobrze. Miałem nadzieję, że te czasy bezpowrotnie minęły.

PiS postanowił zakrzyczeć propagandą, cukierkami i ławkami swoją niekompetencję. Nic dziwnego, bo nie znam ani jednego członka PiS, od prezesa i ministra ON poczynając, który „skaził się” chociażby zasadniczą służbą wojskową w minionych czasach. To partia kategorii „D” przydatności do służby, czyli ludzi całkowicie niezdolnych i zaryzykuję tezę, że również do obronności kraju. Swoją niekompetencję przykrywają propagandą i wierzą, że to wystarczy, aby ludzie ich popierali, bo tak fantastycznie dbają o zdolności obronne naszego narodu.

Kiedy już przysiądę na tym sarkofagu pilnowanym przez po zęby uzbrojonych żołnierzy niedzielnych, kiedy poczęstują mnie krówką z napisem MON i obok posadzą misia, włączą mi opowiadanie o historii rodzącego się państwa polskiego, to już sobie wyobrażam jak urośnie moje przekonanie, o skuteczności działań mini-stera w sprawie mojego bezpieczeństwa.

Zagłębiając się w wizjonerskich myślach już widzę te samoloty VIP-owskie, limuzyny pancerne urzędników, bohaterskie oddziały ochroniarzy ministrów, jak ruszają do walki w mojej obronie rozbijając w pył potencjalnego agresora. Pomyślałem, że może wspomogę ten wysiłek obronny partii rządzącej i kupię sobie, chociażby nowy szybki komputer do robienia walki dezinformującej siły potencjalnego agresora. Jak jednak zagwarantować, że mi go nie zarekwirują przy najbliższym przeszukaniu mieszkania obywatela w koszulce „KONSTYTUCJA”.

Adam Mazguła

  

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 


W dordze na Księżyc. 50 lat Apollo 8

Pół wieku temu ludzie po raz pierwszy oderwali się na dobre od Ziemi. Statek kosmiczny Apollo 8 z trzema astronautami na pokładzie opuścił jej pole grawitacyjne i wszedł na orbitę wokół Księżyca.

Start misji Apollo 8. Fot. Źródło: dw.de

To miał być wprawdzie ważny lot, ale nie przełomowy. Pierwotnie jego celem był pierwszy kosmiczny test modułu księżycowego LM (Lunar Module), który miał niebawem wylądować na Srebrnym Globie, przeprowadzony na relatywnie bezpiecznej orbicie wokół Ziemi. Kiedy jednak w połowie 1968 roku firma Grumman Aircraft poinformowała, że potrzebuje dodatkowych dwóch miesięcy na dokończenie budowy LM, amerykańska agencja kosmiczna NASA stanęła przed wyborem: albo przesunąć misję o trzy miesiące, albo zmienić plany.

W wypadku tak ambitnego przedsięwzięcia, jak program Apollo, trzymiesięczna zwłoka mogłaby się wydawać nie tak znowu wielką. Ale Kosmos był wówczas polem rywalizacji mocarstw, USA i ZSSR. Obawa, że Sowieci mogą być szybsi, nie była bezpodstawna. Stany Zjednoczone dały się przecież już nie raz zaskoczyć – przede wszystkim wtedy, gdy 4 października 1957 roku na orbicie wokół Ziemi pojawił się jej pierwszy sztuczny satelita, sowiecki Sputnik 1. Pośpiech był zatem jak najbardziej uzasadniony.

Szalony pomysł

Wtedy kierownik programu Apollo, George Low, wpadł na szalony pomysł, by wysłać Apollo 8 w kierunku Księżyca. I właśnie dzięki temu Frank Borman, Jim Lovell i Bill Anders stali się pierwszymi ludźmi, którzy nie tylko zobaczyli na własne oczy niewidzialną z Ziemi stronę Księżyca, ale i Ziemię z tak wielkiej odległości, z jakiej nie widział jej nikt przed nimi.

Załoga statku Apollo 8: James Lovell, William Anders i Frank Borman

Zrobione przez Billa Andersa zdjęcie „Earthrise”, czyli „Wschód Ziemi”, przedstawiające spowitą chmurami Błękitną Planetę nad pokrytą kraterami szarą powierzchnią Srebrnego Globu stało się jednym z najsłynniejszych, jakie kiedykolwiek zrobiono i zostało uznane za ikonę XX wieku.

A pomysł był szalony, ponieważ w tym momencie nie odbył się jeszcze żaden lot nowego statku kosmicznego na orbitę wokół Ziemi. Pierwszy – misja Apollo 7 – był zaplanowany dopiero na październik.

„…przed upływem dekady…”

Mało kto dziś pamięta astronautów z Apollo 8. Przyćmiła ich inna trójka: Neil Armstrong, Edwin Aldrin i Michael Collins – załoga Apollo 11, która siedem miesięcy później zrealizowała zadanie postawione zaledwie osiem lat wcześniej przez prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy’ego 25 maja 1961 roku w wystąpieniu przed oboma izbami Kongresu: „…uważam, że ten naród powinien zobowiązać się do osiągnięcia celu, przed upływem dekady, jakim jest lądowanie człowieka na Księżycu i jego bezpieczny powrót na Ziemię…”

NASA zabrała się do pracy pełną parą. Faza bezzałogowych testów kolejnych rakiet trwała dobrych pięć lat. Wreszcie, z zaledwie kilkumiesięcznym opóźnieniem, na orbitę mieli polecieć ludzie. Lot Apollo 1 zaplanowano na 21 lutego 1967 roku.

Tragedia Apollo 1

Jednak 27 stycznia, podczas przedstartowego testu, w wypełnionej czystym tlenem kabinie wybuchł pożar. Astronauci Virgil Grissom, Ed White i Roger Chaffee zginęli uduszeni trującymi gazami, zanim po pięciu minutach udało się wreszcie otworzyć właz do kabiny.

Program został wstrzymany. Cios wydawał się druzgocący.

A jednak nie minęły nawet dwa lata do momentu, kiedy 11 października 1968 roku rakieta Saturn IB wyniosła na wokółziemską orbitę statek kosmiczny Apollo 7 z trzema astronautami na pokładzie. Walter Schirra, Donn Eisele, Walter Cunningham zrealizowali cały zaplanowany program i wrócili bezpiecznie na Ziemię.

Trudna decyzja…

Od sukcesu tej misji kierownictwo agencji NASA uzależniło realizację podjętej w sierpniu decyzji, że Apollo 8 poleci w kierunku Księżyca. Ale szczęśliwy przebieg pierwszego załogowego lotu nowego statku kosmicznego bynajmniej nie rozwiał wszystkich wątpliwości.

Problem polegał na tym, że od momentu, kiedy Apollo 8 miał opuścić wokółziemską orbitę, do jego powrotu na Ziemię, astronauci zdani byli przez sześć dni jedynie na siebie i dobrą radę kontrolerów z Houston.

Dlatego według pierwotnych planów, moduł księżycowy miał pełnić również rolę szalupy ratunkowej na wypadek problemów na pokładzie modułu dowodzenia i serwisowego CSM (Command and Service Module), jak oficjalnie nazywał się statek Apollo.

Ale podczas misji Apollo 8 żadnego LM nie było.

…i wielka pokusa

„Jeśli dobrze pamiętam, Gilruth mówił tylko o przelocie koło Księżyca, a nie o wejściu na wokółksiężycową orbitę”, wspominał Wernher von Braun, twórca największej w owych czasach rakiety Saturn V, bez której lądowanie na Księżycu nie było możliwe. Ten sam, który wcześniej skonstruował śmiercionośne rakiety V2; Sturmbannführer SS.

Cytowany przezeń Robert Gilruth był w czasie realizacji projektu Apollo szefem centrum kontroli lotów załogowych w Houston.

Pokusa, żeby zrobić jeszcze jeden krok więcej, była jednak wielka. „Ekipa z Houston była przekonana, że CSM jest gotowy do wejścia na orbitę wokół Księżyca. Czuli, że będą mogli się dużo nauczyć”, mówił von Braun. On sam uważał, że różnica ryzyka między wystrzeleniem Saturna V na orbitę wokół Ziemi, a skierowaniem go stamtąd na Księżyc była „relatywnie mała”.

„You are Go for TLI”

„Jak wygląda Księżyc z odległości 60 mil?”, zapytał Jerry Carr z Houston, gdy kabina Apollo 8 wyłoniła się spoza Księżyca. „Jak brudny piasek na plaży z mnóstwem śladów stóp”, odpowiedział Anders.

Przez 37 minut i 32 sekundy centrum kontroli lotów nie miało łączności z CSM, który znalazł się poza Księżycem. I właśnie w tym czasie zdani wyłącznie na siebie astronauci musieli przeprowadzić bodajże najważniejszy manewr tego lotu: włączyć silnik, wyhamować statek kosmiczny i wprowadzić go na orbitę wokółksiężycową. Nikt przed nimi nie był w takiej sytuacji.

Astronauci na pokładzie statku Apollo 8

Z Cape Canaveral wystartowali trzy dni wcześniej. Po dwóch godzinach 50 minutach usłyszeli „You are Go for TLI” (translunar injection), czyli dostali zgodę na rozpoczęcie lotu w kierunku Księżyca. Wszystko, co od tego momentu robili, działo się pierwszy raz w historii ludzkości. Aż do momentu ich wejścia w ziemską atmosferę w drodze powrotnej, kiedy to poruszali się z prędkością większą, niż jakikolwiek człowiek przed nimi.

Wigilijna opowieść

Był 24 grudnia. – Gdy zaczęliśmy trenować, zdaliśmy sobie sprawę, że na orbicie znajdziemy się w Wigilię Bożego Narodzenia – wspomina jeden z astronautów, Jim Lovell, w rozmowie opublikowanej właśnie w grudniowym wydaniu magazynu „Astronomy”. Wiedzieli, że muszą coś zrobić, powiedzieć. Ale co?

– Myślę, że to był Frank (który znał człowieka od PR w NASA) i Frank go zapytał, co moglibyśmy powiedzieć – kontynuuje Lovell. – Ale i on nie miał żadnego pomysłu. Miał jednak przyjaciela w gazecie i poprosił go o pomoc. Ten zaś nocą głowił się nad tym, ale nic mu nie wychodziło. Aż przyszła jego żona, by spytać, co tak długo robi, bo jest późno. Opowiedział jej tę historię. A ona na to: „Słuchaj, to proste. Powiedz im, niech przeczytają pierwszych dziesięć wersów z Księgi Rodzaju ze Starego Testamentu. To powie wszystko.” I tak się stało.

Z wokółksiężycowej orbity na Ziemię popłynęły słowa: „When in the beginning God created the heavens and the earth, the earth was untamed and shapeless…” „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem…”.

Wschód Ziemi

„Księżycowy program Apollo przyniósł w spadku tysiące obrazów, a każde z nich ma ogromną wartość zarówno z naukowego, jak i dokumentarnego punktu widzenia”, przypomniała dwadzieścia lat temu australijska telewizja ABC. „Jednakże jedna jedyna z fotografii Apollo góruje nad wszystkimi innymi, obraz tak mocny i wymowny, że nawet dzisiaj jest jednym z najważniejszych zdjęć zrobionych przez kogokolwiek.”

To zdjęcie przeszło do historii

To zdjęcie wschodzącej Ziemi wykonane z orbity wokół Księżyca. Widać na nim nieco więcej niż połowę tarczy Ziemi – reszta spowita jest w mroku nocy. Poniżej ukośnie przycięty fragment powierzchni jej satelity z dwoma wyróżniającymi się kraterami. A właściwie nie poniżej, lecz obok, po prawej stronie, bo tak właśnie według ABC tę scenę ujrzeli astronauci, gdy po raz czwarty okrążali Księżyc. Poprzednie trzy wschody przegapili. Byli zbyt zajęci realizacją planu badań i fotografowaniem księżycowej powierzchni.

Podobno to zdjęcie zainicjowało powstanie ruchów ekologicznych.

Kto zrobił to zdjęcie?

Do jego autorstwa przyznawał się Borman, ale Anders pamiętał, że on je zrobił. Aż w końcu i Lovell zaczął dowcipkować, że to jego zdjęcie.

Spór postanowił rozstrzygnąć Andrew Chaikin, autor książki „A Man on the Moon”. Transkrypcja nagrania, którą znalazł w archiwach NASA, zdawała się potwierdzać wersję Bormana:

Borman: – O mój Boże, patrz co za widok! Wschodzi Ziemia! Łał, jakie to piękne!

Anders: Hej, nie rób tego, to nie jest zaplanowane!

Sam Andersem przedstawił mu jednak inną wersję tego wydarzenia, a zwłaszcza opowiedział, jak go ten widok zachwycił. To wzbudziło podejrzenia Chaikina i skłoniło go do odszukania i odsłuchania nagrania. Znał ich głosy i nie miał cienia wątpliwości, że „to był Anders, kto pierwszy zobaczył wschodzącą Ziemię, a nie Borman. I to był Borman, który powiedział, ‘Nie rób tego, to nie jest zaplanowane!’”, docinając w ten sposób Andersowi, który wcześniej nie zgodził się na zrobienie „turystycznej fotografii” jednego z kraterów. Trzeba pamiętać, że wtedy jeszcze nie było fotografii cyfrowej, a na jednej kliszy mieściły się co najwyżej 24 zdjęcia.

W końcu i Borman, i Lovell musieli przyznać, że autorem „Wschodu Ziemi” jest Anders.

8 Do Domu

Międzynarodowa Unia Astronomiczna nadała w tym roku kraterom ze zdjęcia Andersa nazwy związane z misją Apollo 8. Ten na pierwszym planie to Anders Earthrise, czego przekładać chyba nie trzeba, ten z tyłu zaś to 8 Homeward, czyli (Powrót) 8 Do Domu.

27 grudnia Apollo 8 szczęśliwie wrócił na Ziemię.

Ale gdyby to właśnie wtedy w CSM doszło do wybuchu zbiornika z tlenem, jak to się stało podczas misji Apollo 13, wówczas Borman, Lovell i Anders nie mieliby gdzie się schronić, żeby móc bezpiecznie wrócić do domu…

 

REDAKCJA POLECA

 


Polska, Węgry i Rumunia podważają fundament europejskich wartości

Wrogowie atakują Unię Europejską z dwóch stron: na Zachodzie brexit nie będzie godnym pożegnaniem lecz raczej potknięciem, na Wschodzie Polska, Węgry i Rumunia podważają fundament europejskich wartości.

Warszawa: Protesty przeciwko reformie sądownictwa. Fot. Źródło: dw.de

Komentarz „Pod sąd” ukazał się w najnowszym wydaniu tygodnika. Autor Jan Puhl ostro krytykuje rozwój sytuacji w trzech krajach w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej.

„Postkomunistyczny rząd w Bukareszcie tworzy system prawny, który ma chronić skorumpowanych polityków we własnych szeregach” – ocenia Puhl. Te „reformy”, jak pisze, cofają Rumunię pod względem praworządności do czasów sprzed wejścia do UE w 2007 roku. I właśnie ten kraj ma 1 stycznia przejąć przewodnictwo w UE – podkreśla autor.

„Na Węgrzech premier Wiktor Orban kontroluje media i aparat państwowy aż do najniższych struktur” – pisze Puhl. Jak dodaje, uchwalona w zeszłym tygodniu reforma sądownictwa dała mu kontrolę nad sądami administracyjnymi.

„W Polsce – kontynuuje dziennikarz „Spiegla” – narodowo-konserwatywny rząd znajduje się od dawna w klinczu z Brukselą, ponieważ pozbawił władzy Trybunał Konstytucyjny i chce kontrolować także inne sądy”.

Jak postępować z autokratami?

Jak Bruksela powinna postępować z autokratami na Wschodzie? – pyta Puhl. Jego zdaniem wskazówką może być sukces odniesiony przez Unię Europejską w tym tygodniu.

„Prezydent Polski Andrzej Duda podpisał ustawę przywracającą do pracy sędziów, którzy wcześniej zostali odwołani z Sądu Najwyższego. Głowa państwa zrealizowała tym samym wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE” – pisze autor. Jego zdaniem ta sprawa „wyznacza kierunek” postępowania w podobnych przypadkach. „Polska zareagowała na presję UE” – podkreśla Puhl.

„Spiegel” przypomina, dotychczasowe działania Komisji Europejskiej nie przynosiły rezultatów. Pomimo twardego stanowiska, przejawiającego się uruchomieniem wobec Polski i Węgier postępowania na podstawie art. 7 traktatów unijnych, ani Warszawa, ani Budapeszt i nie okazywały woli kompromisu.

Puhl tłumaczy, że postępowanie z art. 7 jest żmudne i wymaga jednomyślności, a Warszawa i Budapeszt wzajemnie się wspierają.

TSUE zamiast artykułu siódmego

Autor zwraca uwagę, że „narodowo-populistycznym rządom” łatwo przychodzi dyskredytowanie postępowania z art. 7 jako „politycznej intrygi europejskiej lewicy”. Część opinii publicznej w Europie Wschodniej „kupuje” ten argument, gdyż uważa, że europejskie elity są rzeczywiście aroganckie i wywyższają się.

Inaczej jest z wyrokiem TSUE, na który Polska zareagowała. Gdyby zignorowała orzeczenie, postawiłaby się „poza europejskim porządkiem prawnym”, co byłoby politycznie wysoce ryzykowne.

„Chociaż wielu Węgrów, Polaków i Rumunów narzeka na Unię, to większość społeczeństwa popiera ją. Być może są za tym, by ich kraje występowały w Brukseli z większą pewnością siebie, by „powstały z kolan”, jak mówi polski rząd. Nikt nie chce jednak wyjścia z UE. Ani Orban, ani narodowi konserwatyści w Warszawie, ani postkomuniści w Bukareszcie nie mają mandatu, by wyprowadzić swoje kraje z UE” – czytamy w „Spieglu”.

Przykład Polski pokazuje, że unijna egzekutywa, czyli Komisja i Rada, są „pozbawione zębów” wobec krajów naruszających unijne zasady. Obie instytucje nie powinny „mieszać się” do tych spraw. Zgodnie z zasadą podziału władzy, stanie na straży zasad prawnych należy do kompetencji władzy sądowniczej.

Kraje, które naruszają unijne prawo, muszą być zaskarżane do TSUE. To Trybunał powinien decydować, jakie przepisy w Polsce, na Węgrzech czy w Rumunii lub w innych krajach są sprzeczne z prawem i powinny być odwołane. „UE musi stać się zdolna do skutecznej obrony demokracji” – konkluduje Puhl.

 

REDAKCJA POLECA

 


Piotr Surmaczyński: PO z Grzegorzem Schetyną nie jest w stanie samodzielnie pokonać PiS. Czy warto stawiać na PO?

Piotr Surmaczyński

Piotr Surmaczyński

Debatujmy, a nie walczmy. Przekonujmy się argumentami, a nie szantażem moralnym. Przede wszystkim jednak szanujmy się wzajemnie. Tylko razem możemy obronić Polskę przed tym stanem umysłu który niszczy nasz kraj.

PO z przewodniczącym Grzegorzem Schetyną nie jest w stanie samodzielnie pokonać PiS w wyborach. Przyznają to wszyscy zwolennicy partii. Nawet Prezydent Wałęsa ma świadomość, że PO samo nie da rady. Czy zatem warto stawiać na PO? Szukać im koalicjantów?

Moim zdaniem nawet zwycięstwo wyborcze koalicji pod przewodnictwem Grzegorza Schetyny nie pozbawi PiS władzy, bo jak wszyscy wiedzą „PiS to stan umysłu” a Grzegorz Schetyna zachowuje się identycznie jak Jarosław Kaczyński, kiedy był w Opozycji.

Według badań przewodniczącemu PO ufa zaledwie 23% Polaków. Nawet dyktator Kaczyński ma większe poparcie (badanie publikowało Wprost we wrześniu 2018).

Obecność pana Grzegorza Schetyny na czele opozycji to pomaganie PiS. Nie nawołuję, żeby PO zmieniło przewodniczącego partii. Nie jestem członkiem ugrupowania i szanuje jego autonomiczne decyzje. Chcą Schetyny to ich sprawa, ale proszę niech zwolennicy idei „Zjednoczonej Opozycji” zastanowią się, czy jest sens jednoczyć się wokół osób nielubianych i nieposiadających społecznego zaufania.

Nie jest prawdą, że Polacy dzielą się na „dwa plemiona” – pisowców i po-wców. Tych plemion jest więcej. Zapominamy często o tych, którzy nigdy nie zagłosują na PiS i PO. Tych nie przekona do głosowania na siebie Schetyna szantażem moralnym, że „nie głosując na niego pomagamy PiS” ani nie przekupi ich 500+ na pierwsze dziecko czy dopłatami do pensji z budżetu państwa. Schetyna niestety nie proponuje Polakom niczego poza kijem (szantaż moralny w stylu PiS) i marchewką (przekupstwo w stylu PiS).

Na scenie są jeszcze inni gracze tacy jak wszelkie odmiany faszyzujących nacjonalistów (z promilowym poparciem), Kukizowcy (o których nie wiadomo czy jeszcze istnieją, czy już tylko pobierają pensje poselskie), kościelne ugrupowania związane z toruńskim magnatem medialnym i księdzem panem Tadeuszem Rydzykiem (margines pod wszystkimi znaczeniami tego słowa) i lewica z RAZEM (moje ogromne rozczarowanie) i lewica SLD (która ma także garb w osobie mini Schetynę – pana przewodniczącego Czarzastego). Jest jeszcze Robert Biedroń i jego tworzący się ruch, (który jest moją ogromną nadzieją i potencjalną reprezentacją polityczną moich poglądów) i KORD (Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych), który jest bardzo jeszcze enigmatycznym, ale potencjalnie silnym graczem..

Sytuacja jest bardzo dynamiczna. Ktoś te wybory z PiS musi wygrać. Nie jest możliwa prosta kalka z metody walki wyborczej z 1989 roku. Schetyna nie jest w stanie zjednoczyć całej opozycji. Biedroń prawdopodobnie także nie, mimo że jest o wiele bardziej lubianym politykiem. Ludzie spoglądają w stronę Frasyniuka.

Wszystko rozstrzygnie się już niebawem. Może zgodnie z kalendarzem wyborczym albo jak zwykle z Kaczyńskim, wcześniej (bo pisowcy nigdy niczego nie kończą normalnie i mogą chcieć wyborów już w marcu 2019)

Na koniec prośba do wszystkich przyjaciół, którym obca jest narodowo-socjalistyczna wizja „wielkiej Polski – samotnej wyspy fundamentalizmu toruńsko-częstochowskiego” debatujmy, a nie walczmy. Przekonujmy się argumentami, a nie szantażem moralnym. Przede wszystkim jednak szanujmy się wzajemnie. Tylko razem możemy obronić Polskę przed tym „stanem umysłu” który niszczy nasz kraj.

Piotr Surmaczyński

 

 


Adam Mazguła: Miarą wartości człowieka jest jego odpowiedzialność


Adam Mazguła

Adam Mazguła

Obecnie w Polsce nie ma woli politycznej na przyzwoitość i odpowiedzialność. Kwitnie przemoc intelektualna i gwałt na inteligencji Polaków. Trwa wojna ciemnoty, sobiepaństwa i prostactwa ze światem wiedzy, umiejętności, tolerancji, przyzwoitości i odpowiedzialności.

Miarą wartości człowieka jest jego odpowiedzialność za czyny i słowa, zwłaszcza te kontrowersyjne, które nie zawsze są powodem do dumy autora. Człowiek uczciwy, kiedy zbłądzi nie leci do kościoła i spowiada się ze swoich grzechów, po czym radośnie wraca do domu, tylko przeprasza tych, których skrzywdził, naprawia szkody, przyjmuje konsekwencje swojego zachowania.

Tymczasem prezydent bez wstydu łamie konstytucję, premier kłamie jak zaprogramowany, prezes szuka prawdy, chociaż dawno się z nią minął, Antoni Macierewicz bada możliwość istnienia kłamstwa idealnego, a minister Z. Ziobro i J. Brudziński sprywatyzowali sobie prokuraturę, policję, służby specjalne…

Władza PiS dokonała niebywałego spustoszenia w umysłach Polaków. Już od przysięgi prezydenta, premiera, ministrów i posłów, PiS wprowadził nas w świat krzywoprzysięstwa, oszustwa i zmiany znaczenia słów. Wygląda na to, że za ich nałogowe łamanie Konstytucji RP na która przysięgali, odpowiada przede wszystkim Bóg, który nie dopomógł składającym przysięgę w jej przestrzeganiu.

Kryzysowi autorytetów towarzyszy promocja kłamstwa i brak jakiejkolwiek refleksji. Pod słowem reforma skrywa się zawłaszczanie i niszczenie, pod słowem patriotyzm kryje się faszyzm, pod dobrą zmianą podłość, nepotyzm i pazerność polityczna…

Rządzący z lubością ubliżają Polakom, dzielą brutalnie na sorty, kanalie… i nie mają opamiętania.

(Kodeks karny art. 133. Znieważenie Narodu lub Rzeczpospolitej Polskiej
Dz.U.2018.0.1600 t.j. – Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r.
Kto publicznie znieważa Naród lub Rzeczpospolitą Polską,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.)

Czy przyszła, chociaż raz refleksja, czy którykolwiek ubliżający przeprosił za swoje zachowanie, za swoją wadliwą decyzję albo znieważenie znacznej części narodu? Nie, bo ich umysły nie są w stanie przyjąć wiedzy o możliwym końcu ich boskości i bezkarności. To dowód na brak szacunku do społeczeństwa, butę i prywatę ich istnienia w polityce.

(Kodeks karny art. 216. Znieważanie osoby
Dz.U. 2018.0.1600 t.j. – Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. –

§ 1. Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

§ 2. Kto znieważa inną osobę za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku… )

Prywatne armie prokuratorów, agentów służb specjalnych, funkcjonariuszy policji ani myśli ścigać PiS-owskich przestępców, bo nawet, gdy potrafią samodzielnie myśleć, to nie chcą narażać się władzy.

Tymczasem media rozpisują się o kwitnącej, również bezkarnie, korupcji politycznej i finansowej władzy. Jednak polskie służby są zbyt zajęte inwigilacją, podsłuchiwaniem, zbieraniem haków na opozycję, na ludzi sprzeciwiających się faszyzmowi i łamaniu Konstytucji RP, aby mogły ścigać politycznych i zwykłych przestępców, agentów obcych wywiadów czy mafii.

Obecnie w Polsce nie ma woli politycznej na przyzwoitość i odpowiedzialność. Kwitnie przemoc intelektualna i gwałt na inteligencji Polaków. Tabuny Misiewiczów i ich rodziny, karmieni jadem propagandowym toruńskich i publicznych mediów, wierzą w swoją życiową misję. Trwa wojna ciemnoty, sobiepaństwa i prostactwa ze światem wiedzy, umiejętności, tolerancji, przyzwoitości i odpowiedzialności. Wynik tej wojny jest przewidywalny i jasny, problem jest tylko w tym, jak długo jeszcze ta władza będzie trwała i jak daleko spustoszy nasz kraj i umysły Polaków.

Kluczem do naszego zwycięstwa jest rosnąca świadomość społeczna i polityczna, która jest w stanie znieść każdą władzę. To o nią przecież teraz chodzi. Musimy o nią dbać, wpływać na nią skutecznie i trwale, jak wtedy, gdy „pierestrojka” w Rosji pozwoliła wszystkim siłom politycznym zrzucić po-jałtańskie kajdany i usiąść przy okrągłym stole. Stało się tak, bo nasza świadomość społeczna i polityczna była mocna przekonaniem, o potrzebie budowania demokracji i zachodniego modelu istnienia narodu. Jeśli jednak zwolenników rządów PiS-u i wpływów Kk na nasze życie będzie wciąż wielu, nie trudno sobie wyobrazić, że obalona władza satrapów wróci po kolejnych wyborach.

Dlatego musimy mieć cierpliwość i wygrać tę wojnę o umysły Polaków, zjednoczeni i silni przekonaniem o potrzebie powrotu na drogę normalności, rozwoju dojrzałej demokracji, wzajemnego szacunku i przyzwoitości. Stosunek do tych wartości jest miarą naszej odpowiedzialności.

Adam Mazguła

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Papież Franciszek zapowiedział walkę z pedofilią

W tradycyjnym przemówieniu, wygłoszonym przed Bożym Narodzeniem do pracowników Kurii Rzymskiej, papież Franciszek zapowiedział walkę z pedofilią.

W tradycyjnym przemówieniu, wygłoszonym przed Bożym Narodzeniem do pracowników Kurii Rzymskiej, papież Franciszek zapowiedział walkę z pedofilią. Fot. flickr
Papież Franciszek zapowiedział walkę Kościoła z pedofilią. Fot. flickr

Zwracając się w piątek (21.12.2018) do pracowników Kurii Rzymskiej, papież Franciszek podkreślił wolę walki z pedofilią w szeregach Kościoła katolickiego, skrytykował przemoc i izolację w świecie oraz wyraził się z zadowoleniem o swoich sukcesach w reformowaniu Kurii. Szczególny nacisk położył na walkę z pedofilią.

Jak powiedział: „Musi być jasne, że w obliczu takich obrzydliwości Kościół nie będzie szczędził wysiłków, żeby postawić przed sądem każdego, kto popełnił te przestępstwa”.

Papież podziękował wszystkim, którzy obiektywnie informowali o molestowaniu i pedofilii, i którzy „udzielili głosu ofiarom”. Równocześnie skrytykował tych, „którzy stworzyli fałszywe wrażenie, że takie zło dotyczy wyłącznie Kościoła katolickiego”: Molestowanie występuje w całym społeczeństwie, dlatego Kościół nie będzie się zajmował wyłącznie własnymi błędami.

Lutowy szczyt ws. molestowania

Zaplanowana na koniec lutego przyszłego roku w Watykanie konferencja na temat molestowania, z udziałem zaproszonych na nią ekspertów, powinna wskazać najlepsze sposoby chronienia dzieci i młodzieży przed ich wykorzystywaniem i poprawić edukację duchownych i innych pracowników Kościoła.

Papież podkreślił, że Kościół stoi „przed trudnym zadaniem oddzielenia faktów od pogłosek, uzasadnionych oskarżeń od pomówień, narzekań i aluzji”. Zwrócił się przy tym z naciskiem do sprawców molestowania: „Nawróćcie się, oddajcie się do dyspozycji świeckiego wymiaru sprawiedliwości i przygotujcie się na sprawiedliwość Bożą!”.

Papież ocenia sytuację na świecie

Przechodząc do oceny sytuacji gospodarczej i politycznej na świecie, papież Franciszek skrytykował przypadki odgradzania się od uchodźców. Jak stwierdził, każdy, kto jest zmuszony opuścić ojczyznę, ryzykując przy tym własnym życiem, „może stanąć przed zamkniętymi na głucho drzwiami” i swymi braćmi i siostrami, dla których ważniejsze są korzyści polityczne niż ludzka niedola.

Papież Franciszek skrytykował także utrzymującą się klęskę głodu i nędzy na świecie, przemoc wobec słabszych i kobiet. Ostro potępił przy tym „wypowiedziane i niewypowiedziane wojny”, przemoc oraz tortury stosowane systematycznie w policyjnych aresztach, więzieniach i w obozach dla uchodźców.

Mówił także o „nowej erze chrześcijańskich męczenników”: Są oni ofiarami „ekstremistycznych ugrupowań atakujących kościoły, miejsca modlitwy, duszpasterzy i wiernych”. Na tym większą pochwałę zasługuje postawa wielu chrześcijan, którzy nie wypierają się swojej wiary, a nawet stają się „miłosiernymi Samarytaninami”.

Reformy w Kurii Rzymskiej

W prawie półgodzinnym przemówieniu papież wypowiedział się z zadowoleniem o dotychczasowych rezultatach reform w Kurii Rzymskiej. Wspomniał o przejrzystości w sprawach gospodarczych i finansowych, o pracy watykańskich adwokatów, dobrych wynikach banku watykańskiego oraz o nowym statucie Państwa Watykańskiego.

Do pozytywnych wydarzeń w życiu Kościoła w kończącym się roku papież zaliczył sukces październikowego synodu poświęconego młodzieży oraz wielu nowych świętych i błogosławionych, wymieniając przy tym oddzielnie 19 algierskich męczenników.

Na zakończenie, papież Franciszek gorąco podziękował wielu księżom, zakonnikom i innym osobom związanym z Kościołem na całym świecie za to, że swoją postawą „dają codzienny, dobry przykład ludowi Bożemu”. Są oni stale blisko innych ludzi i prowadzą proste życie „wypełnione wiarą, wytężoną pracą, świętością i miłością bliźniego”. Zdaniem papieża, media ich nie dostrzegają, tymczasem bez nich „w Kościele zapanowałyby ciemności”.

REDAKCJA POLECA

 


Jak nie przytyć w święta?

Smażone ryby, suto okraszane pierogi, zawiesiste kapusty i tony świątecznych ciast. Tak wygląda Wigilia, po której następują nie mniej kaloryczne, dwa dni Świąt Bożego Narodzenia, a w chwilę później Sylwester i Nowy Rok. I jak tu nie przytyć, zastanawiasz się.  Albo jak utrzymać dietę którą stosujesz już od dłuższego czasu?

Co robić, by nie przytyć w święta? Jak uniknąć świątecznego obżarstwa? Jak pilnować diety w Wigilię i Święta, i nie dopuścić aby nie przybyło nam zbędnych kilogramów. Wystarczy przestrzegać kilku zasad, żeby od świątecznego stołu wstać z pełnym, ale i płaskim i zdrowym brzuszkiem.

1. Podczas świątecznej biesiady zrezygnuj z dokładek

2. Zachowaj umiar – zjedz np. kawałeczek karpia zamiast czterech dzwonek.3. Rozkoszuj się każdym kęsem. Możesz pozwolić sobie na wszystko, pod warunkiem że będziesz jeść powoli. To właśnie pośpiech jest najgorszym towarzyszem świątecznych posiłków. Pamiętaj, że im szybciej jesz, tym więcej nakładasz sobie na talerz.

4. Podczas pieczenia mięsa zamień masło i olej na oliwę, a w przypadku słodkości – cukier na naturalny słodzik.

5. Dodawaj do większości potraw cytrynę – to bogate źródło witaminy C, która przyśpieszy spalanie tłuszczu.

6. Świeżo upieczone ciastka włóż do papierowej torebki, która wchłonie tłuszcz.

7. Do każdej szklanki wina wypij jedną szklankę wody.

8. Świąteczne obiady zaczynają się na ogół po południu i trwają dobre dwie godziny. Jeśli więc wstaniesz od stołu po piątej, zrezygnuj z kolacji. Im dłuższa będzie przerwa do świątecznego śniadania, tym mniejsze ryzyko, że nie zdążysz spalić zbędnych kalorii.

9. Jeśli nie potrafisz się kontrolować, wyjdź na spacer, aby być jak najdalej od lodówki.

Co jest dozwolone:

200 ml grzanego wina: 200 kcal, 0 g tłuszczu
mandarynka: 20 kcal, 0 g tłuszczu
marcepan: 25 kcal, 1 g tłuszczu
100 g daktyli: 150 kcal, 0 g tłuszczu
ciastko cynamonowe: 60 kcal, 2 g tłuszczu
aniołek czekoladowy: 53 kcal, 3 g tłuszczu
25 g galaretki owocowej: 82 kcal, 0 g tłuszczu

Tego się wystrzegaj

100 ml gorącej czekolady: 140 kcal, 6 g tłuszczu
20 g orzeszków ziemnych: 112 kcal, 9 g tłuszczu
20 g migdałów: 114 kcal, 8 g tłuszczu
20 g orzechów włoskich: 131 kcal, 12 g tłuszczu
ciasteczko z marmoladą: 146 kcal, 9 g tłuszczu
pieczone jabłko: 200 kcal, 4 g tłuszczu
pierniczek (40 g): 160 kcal, 5,5 g tłuszczu
200 g karpia: 234 kcal, 8 g tłuszczu

To zmniejszy apetyt

Może się zdarzyć, że nad ranem, poczujesz nieprzyjemne ssanie w żołądku. Zamiast wycieczki do kuchni po kawałek karpia, który został z wigilii, spróbuj domowej… akupresury. Uciskanie środkowym palcem zagłębienia między nosem a górą wargą naprawdę działa! Wystarczy 20 sekund, żeby ssanie ustało, a żołądek chwilowo zapomniał o tym, że jest pusty.

Jeżeli mimo wszystko wciąż czujesz głód, napij się herbaty z miodem i przekąś naturalny jogurt z siemieniem lnianym, który złagodzi świąteczne grzeszki.

Zazwyczaj już pierwszego dnia świąt pojawia się upiorny ciężar w żołądku. Jeśli nie pomaga wtedy herbatka z mięty, napar z rumianku ani woda mineralna, spróbuj wody z imbirem. Eteryczne olejki imbirowe, oprócz rozgrzania, przyspieszą przemianę materii i zlikwidują ucisk w brzuchu.

Najbardziej zdradzieckie w czasie świąt są zapachy. Bo gdyby nie jedyny w swoim rodzaju aromat waniliowych ciasteczek z migdałami, sięgnęłabyś po nie w ostateczności. Na szczęście z kuszącymi zapachami też można walczyć. Wystarczy zapalić pachnące świece np. o aromacie cytryny i pomarańczy, które działają neutralizująco. A przynajmniej tak sobie wmów.

Taniec pomoże ci schudnąć po świętach

Święta, święta i po świętach, a jedzenie… zostaje. Żeby nie zjadać pierogów czy karpia na obiad, śniadanie i kolację przez kolejnych kilka dni, wystarczy część z nich zamrozić, a część rozdać w rodzinie lub samotnym osobom.

Nawet jeżeli czujesz, że udało się przetrwać Boże Narodzenie bez uszczerbku na wadze, zacznij się więcej ruszać. Wystarczy, że wybierzesz się na zakupy. Już godzina marszu wzdłuż sklepowych witryn pozwoli spalić 250 kalorii.

Najlepszym sposobem na zrzucenie zbędnych, poświątecznych fałdek będzie taniec w noc sylwestrową. Nie tylko wzmocni mięśnie ud, ale też zadziała niczym intensywny aerobik. Godzina wygibasów równa się 250-300 spalonych kalorii.


EU citizens in the UK: benefits and pensions in a „no deal” scenario

This guidance explains the rights of EU citizens in the UK to benefits and pensions if the UK leaves the EU without an agreement (a ‘no deal’ scenario).

Cambridge Analytica miała otrzymać dane zwolenników brexitu związanych z Leave.EU. Fot. Źródło: dw.de

I am an EU citizen living in the UK. Will I be able to keep claiming benefits?

Yes. EU citizens and their family members living in the UK by 29 March 2019 will be able to continue receiving UK benefits on broadly the same terms as now.

Will EU citizens still be able to transfer benefits abroad?

Yes, as long as the benefit is already in payment to recipients living in EU countries and recipients still meet entitlement criteria for the benefit concerned. This entitlement may be different in future if domestic policy for UK nationals changes.

Will EU citizens who have private occupational pensions in the UK still be able to receive them abroad?

There is nothing in UK private occupational pensions legislation that prevents occupational pension schemes from making pension payments overseas. We do not expect that this will change as a result of the UK withdrawing from the EU.

Will EU citizens wanting to move to the UK after 29 March 2019 be able to claim benefits?

We are still looking at different options for this in the event the UK leaves the EU without a deal.

Any changes to accessing benefits after 29 March 2019 will be in line with Home Office systems and will be based on any future agreements with the EU.

Published 18 December 2018. Last updated 20 December 2018 / gov.uk


Adam Mazguła: Jak mogliście zniszczyć to święto?!

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Gdzie pogubiliście ideę bezinteresownej pomocy bliźniemu w potrzebie? Gdzie idea samarytańska, charytatywna, humanistyczna? Gdzie miłość bliźniego, miłosierdzie i zwykły ludzki odruch podania ręki potrzebującemu?

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski
Arcybiskup Stanisław Gądecki, biskupi i księża,

zbliżają się święta. Wigilia tuż, tuż. To święto jest od lat zakorzenioną tradycją, która wrosła w kulturę narodu. Tak więc, niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący, czy nie – siadamy do stołu wigilijnego z dodatkowym nakryciem, składamy sobie życzenia, łamiemy się opłatkiem i śpiewamy kolędy. Błyskają lampki na choinkach, wręczamy sobie prezenty i ucztujemy. To czas rodzinnych spotkań i refleksji, czas miłości i pojednania.

Panowie Biskupi, jak mogliście zniszczyć to święto!

Przez swoje zaangażowanie w politykę i ślepe popieranie partii rządzącej, która rozbija jedność narodową, dajecie przyzwolenie na szczucie całych grup społecznych, wykluczanie ich, łamanie konstytucji i demokracji. Przyczyniając się do unicestwienia zasady trójpodziału władzy i wprowadzania mody na faszyzm – staliście się niszczycielami narodu.

Jak można postawić na wigilię dodatkowe naczynie dla zbłąkanego wędrowca, jeśli biskupi nawołują do nie udzielania żadnej pomocy dla uchodźców, obcych narodowości, ludzi innej wiary? Gdzie pogubiliście ideę bezinteresownej pomocy bliźniemu w potrzebie? Gdzie idea samarytańska, charytatywna, humanistyczna? Gdzie miłość bliźniego, miłosierdzie i zwykły ludzki odruch podania ręki potrzebującemu?

To Wy, biskupi katoliccy odpowiedzialni jesteście za łupienie społeczeństwa w każdy możliwy sposób.

Dla Was, a nie dla rolników powstało prawo obrotu ziemią, dla Was przywileje i gotowość władzy do każdej posługi czy realizacji najbardziej wyszukanych próśb. Dla Was pałace, służby i publiczne dotacje. Tak uzależniliście się od korupcji politycznej z władzą i zamykacie oczy na niesprawiedliwość i bezprawie?

Dlaczego pozwalacie, a często uczestniczycie w szczuciu na innych ludzi, na szerzenie nienawiści i wrogich postaw, akceptujecie niebywałą agresję władzy?

Jak to jest możliwe, że przywódca partyjny, który mieni się katolikiem, zionie ogniem z trybuny sejmowej i ubliża narodowi, a Kościół nie zajmuje żadnego stanowiska w tej sprawie? Popieracie! Bo często Waszym kancelariom diecezjalnym i parafialnym bliżej jest do biura partyjnego PiS niż do Boga?

Sprzedaliście się za pieniądze i obietnice rządzących, że uchwalą prawo represyjne w stosunku do kobiet. Robicie wszystko, żeby młodzi ludzie, rozumiejący, na czym polega szacunek dla każdej osoby, nie tknęli waszych zabobonów i wstecznictwa. Wykorzystujecie swoją uprzywilejowaną pozycję społeczną do bezkarności Waszych przestępców seksualnych wobec dzieci i szerzycie niebywałą tolerancję dla najbardziej podłych ich czynów.

Pozwalacie na partyjną indoktrynację dzieci na lekcjach religii, w kościołach – na wystawy zakrwawionych ciał dzieci, niby w obronie nienarodzonych. Kłamiecie, bo wcale nie o to chodzi. Wprowadzacie niewolnictwo kobiet i za pomocą partii rządzącej organizujecie powrót tradycyjnych katolickich wartości, w których one mają jedynie rodzić, sprzątać, gotować i w każdy możliwy sposób służyć mężczyźnie. Czym się wiec różnicie od tych, których tutaj tak bardzo nie chcecie?

Jak Wy, biskupi, będziecie mogli odprawiać pasterki, skoro w Waszych sercach kwitnie hipokryzja, kłamstwo i nienawiść, którą szerzycie w narodzie? Radio i telewizja oligarchy Rydzyka, uchodzące za katolickie, zionie jadem nienawiści do każdego, kto nie popiera tej propagandy. Temu bogatemu przedsiębiorcy, nie przeszkadza żebranie o całe renty i emerytury, po oddaniu mu których najczęściej starsi ludzie nie mają z czego żyć w zamian za jego obietnicę zbawienia. Oszukujecie razem z nim? Tolerujecie? Dlaczego?

Organizujecie wsparcie dla międzynarodowej organizacji wypaczania wiary pod nazwą „Ordo Iuris” i walczycie o prawo, które to Wy napiszecie dla wszystkich. Dla wierzących i niewierzących, dla wszystkich wyznań i religii w Polsce. A gdzie szacunek i prawo do wolności obywatelskich, które gwarantują nam wolność religii i wiary?

Panie Arcybiskupie, Biskupi,

Wasz upór w podporządkowaniu sobie wszystkiego, co tylko się da, jest niebezpieczny społecznie i wyzwala coraz to większe podziały i agresję.

Jestem świadomy, że cmentarze i prawo do organizacji pochówku w naszym kraju jest Wasze, ale czy naprawdę musicie odmawiać pochówku ludziom innej wiary?

Jak możecie siać niezgodę w narodzie? Czy chcecie doprowadzić do rozlewu krwi, jak robi to państwo ISSI?

Zamykacie usta najmądrzejszym z Was, których kochają wierni. Ograniczacie głoszenie słowa Bożego biskupowi Tadeuszowi Pieronkowi, ks. Adamowi Bonieckiemu czy ks. Wojciechowi Lemańskiemu. Nie macie zaś takich wątpliwości w stosunku do księży znanych z promowania zbrodniczego faszyzmu. To osobliwe postępowanie, którego nie rozumiem.

Panowie Biskupi,

możecie lekceważyć takie listy otwarte jak ten, możecie szczuć ich autorów, ale od prawdy, którą mieliście głosić, nie uciekniecie. Nie wyprowadzicie nas z Unii Europejskiej, bo tam nie ma miejsca dla Waszych pałaców ociekających złotem, krwią i potem zamordowanych i oszukanych ludzi.

Ta prawda Was zmiecie, jeśli nie wrócicie do korzeni wiary, do miłosierdzia, miłości i prawdy. Co najwyżej wywołacie nową wojnę religijną i zginie w Waszej obronie nowe grono męczenników. Ale co Was to obchodzi, przecież Wasza pycha jest ponad ziemskie sprawy.

Tymczasem mamy święta – ludzie z tej okazji życzą sobie, aby były one rodzinne, wesołe i zdrowe. Jak to uczynić wśród skłóconych, wrogich sobie członków rodzin i grup społecznych? Wesołe one nie będą! Wy o tym doskonale wiecie i ponosicie za to odpowiedzialność!

Adam Mazguła


 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>