Wielka Brytania: Przygotowania na wypadek brexitu bez umowy

Rząd brytyjski wzmaga przygotowania na wypadek opuszczenia Unii Europejskiej bez umowy rozwodowej. Wśród planów znalazło się m.in. postawienie w stan gotowości oddziału wojska, który miałby szybko rozwiązywać ewentualne kłopoty logistyczne i transportowe.

Oddział złożony z 3,5 tys. żołnierzy zostanie postawiony w stan najwyższej gotowości i oddany do dyspozycji rządu. Żołnierze mieliby być gotowi do rozwiązywania ewentualnych kłopotów z transportem istotnych towarów (np. leków) czy rozładowywaniem natężonego ruchu na nagle zamkniętych granicach. Brytyjska prasa ochrzciła już ów oddział mianem „Batalionu Brexit”. Fot. flickr

Do brexitu zostało równo 100 dni. Wielka Brytania opuści UE 29 marca 2019 r. Rząd Theresy May ma jednak duże kłopoty z przepchnięciem projektu umowy rozwodowej przez Izbę Gmin. Zaplanowane na grudzień głosowanie w tej sprawie premier przeniosła na drugą połowę stycznia. Rządowe szacunki pokazywały bowiem, że głosowanie zostałoby przegrane nawet 150 głosami.

Choć premier May zapewnia, że liczy na to, że uda się zatwierdzić w Izbie Gmin ugodę z UE i stara się nakłonić unijnych przywódców do tego, aby dali jej kolejne gwarancje dotyczące m.in. Irlandii Północnej, to jednak jej rząd robi coraz więcej przygotowań do tzw. no-deal brexit, czyli wyjścia z UE bez jakiejkolwiek umowy.

„Batalion Brexit” w gotowości

Brytyjski rząd na wczorajszym (18 grudnia) posiedzeniu zatwierdził kolejne rozwiązania, jakie mają być wdrożone na wypadek brexitu przez porozumienia. Minister obrony Gavin Williamson zapowiedział, że oddział złożony z 3,5 tys. żołnierzy (także rezerwistów) zostanie postawiony w stan najwyższej gotowości i oddany do dyspozycji rządu. Żołnierze ci mieliby być gotowi do jak najszybszego rozwiązywania ewentualnych kłopotów z transportem istotnych towarów (np. leków) czy rozładowywaniem natężonego ruchu na nagle zamkniętych granicach. Brytyjska prasa ochrzciła już ów oddział mianem „Batalionu Brexit”.

Do tej pory ujawniono już 126 dokumentów opisujących procedury na różnych szczeblach administracji państwowej, jakie mają zostać wdrożone na wypadek no-deal brexit. Rząd zachęcił także do podejmowania odpowiednich kroków firmy prywatne oraz obywateli. Chodzi np. o zgromadzenie odpowiedniej liczby pieniędzy na wypadek gdyby przez jakiś czas utrudnione było korzystanie z transferów finansowych, a także o zgromadzenie pewnego zapasu leków czy żywności, bo w pierwszych tygodniach mogą się wytworzyć wielkie kolejki paczek i transportów czekających na oclenie. Utrudniona może być także żegluga po kanale La Manche oraz funkcjonowanie niektórych połączeń lotniczych.

Znów spory w rządzie

Jak ujawniły brytyjskie gazety, posiedzenie rządu poświęcone planom awaryjnym odbyło się w napiętej atmosferze. Tym razem premier została skrytykowana nie przez skrzydło eurosceptyczne, ale przez proeuropejskie. Kanclerz Skarbu Philip Hammond oraz minister pracy i emerytur Amber Rudd przekonywali, że zbyt zaawansowane plany na wypadek braku umowy brexitowej mogą zachęcać zwolenników twardego brexitu do głosowania przeciw projektowi porozumienia.

Oficjalnie jednak rząd stoi na stanowisku, że zatwierdzenie wynegocjowanej umowy to najlepsze rozwiązanie z punktu widzenia brytyjskiej racji stanu. „Naszym priorytetem jest uzyskanie umowy i to się nie zmieniło. Odpowiedzialny rząd musi jednak zapewnić, że jesteśmy gotowi na domyślną opcję, co do której nie chcemy, że by się ziściła, ale jesteśmy gotowi, jeśli do niej dojdzie” – mówił minister ds. brexitu Stephen Barclay.

Opozycja mówi o „wojnie psychologicznej”

Premier May także namawia wciąż posłów do zatwierdzenia porozumienia. Będzie jednak o to trudno. Liczbę buntowników w Partii Konserwatywnej szacuje się na około 100. Przeciw umowie chcą głosować także Partia Pracy, północnoirlandzka Demokratyczna Partia Unionistyczna, Szkocka Partia Narodowa, walijska Plaid Cymru oraz najbardziej proeuropejscy w Izbie Gmin Liberalni Demokraci.

Opozycja skrytykowała też poczynione przez rząd plany awaryjne. Minister ds. brexitu w gabinecie cieni Partii Pracy Keir Starmer nazwał je „polityczną fałszywką, która ma odwrócić uwagę od kłopotów pani premier.” Z kolei Tom Brake z Liberalnych Demokratów nazwał te przygotowania „wojną psychologiczną, która jest próbą wystraszenia posłów, biznesu i opinii publicznej za pomocą groźby bezumownego wyjścia z UE.”


Michał Strzałkowski  / Artykuł pochodzi ze strony EURACTIV.pl



Rafał Sulikowski: Stop-klatka. Dlaczego przeszłość jest czarno-biała?

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

Myślimy, że tylko teraźniejszość jest kolorowa. Spróbujmy jednak zrozumieć, że nasi przodkowie nie byli daltonistami. Powiem więcej - widzieli świat bardziej kolorowo niż się nam wydaje.

Długo szukałem odpowiedzi na to pytanie. Weźmy na przykład taki wiek XIX, określany jako ostatnia “bella epoque”, “piękna era”. Kiedy czytamy “Lalkę” w szkole, obrazy powstające w naszych głowach są zwykle czarno-białe. Kiedy myślimy o czasach antycznych, czy bliższej nam chronologicznie epoce Renesansu (XVI wiek, zwany też “Odrodzeniem”) nasze wyobrażenia są diametralnie różne – wielobarwne, pulsujące, żywe, opalizujące i mieniące się wszystkimi barwami tęczy. Dlaczego?

Odpowiedź przyszła pewnego razu nagle: fotografia! Dziś w dobie aparatów cyfrowych, a wcześniej polaroidów cykamy tysiące fotek i od razu mamy efekt – zdjęcie w pięknych odcieniach, z półtonami, które są bardziej realne niż sama realność. Tak samo jest z coraz lepszymi telewizorami, monitorami laptopów czy kinem domowym: kiedy patrzysz na obrazy, jakie generują świat analogowy w zestawieniu z cyfrowym, wydaje się niemal nieatrakcyjny. Widok zachodzącego słońca jest ładniejszy na ekranie niż w rzeczywistości. Prawda, że tak jest?

Dlaczego, więc kiedy wspominamy cokolwiek z wieku XIX, mamy przed oczyma przeważnie przemysłowe fabryki, hałdy i kopalnie, rury i całą pozostałą industrię?

Otóż nie dlatego, że tak było, choć tak przecież było. Dlatego, że pierwsze fotografie nie były kolorowe – były właśnie czarno-białe.

Podobnie pierwsze filmy – nie dość, że czarno-białe, to nawet nie oddawały dobrze kontrastu między czernią i bielą, były raczej szare, dodatkowo nieme i na dobitkę przyspieszone, bo ilość klatek na sekundę, aby oddać wrażenie ruchu w normalnej prędkości musi wynosić 24/sek, a wtedy technika umożliwiała jedynie 8 klatek/sek, czyli za mało, aby ruch był normalny. Może dlatego pierwsze filmy sprawiają komiczne wrażenie i właśnie do takich gatunków filmowych się nadawały najbardziej, wystarczy przypomnieć sobie serię o Flipie i Flapie i inne produkcje powstającego wtedy Hollywood.

Ale już XVI czy XVIII wiek są kolorowe. Dlaczego? Bo znamy je przede wszystkim z malarstwa, które w przeciwieństwie do fotografii i filmu od początku było kolorowe. Nawet więcej: najpierw powstało malarstwo wielobarwne, nawet te prehistoryczne, na ścianach jaskiń, a malarstwo monochromatyczne, czyli czarno-białe później, kiedy skonstruowano
farbę białą i czarną, a także różne odcienie szarości.

Postrzeganie zatem epok, kiedy powstawały wielkie dzieła Michała Anioła, Rafaela czy da Vinci wynika zatem z faktu, że epoki te dokumentowali nie fotograficy za pomocą dagerotypów, ale wybitni malarze, znający świetnie całą paletę barw, operujący grą światło-cieni, i odkrywający pomału perspektywę, jeszcze w średniowieczu nieznaną.

Może stąd wynika z kolei to, że średniowiecze jawi nam się jako malarsko uboższe niż renesans, nie zapominajmy jednak, że był to czas kryzysów i sztuka na tym ucierpiała. Poza tym również średniowiecze, zwłaszcza czytane przez pryzmat romantyzmu, też jawi się jako pełne barwnych
karnawałów czy turniejów rycerskich. Nawet bitwy wyglądają bardziej estetycznie niż zachowane pierwsze filmy z II wojny światowej.

Jak bardzo nasze widzenie przeszłości zależy od mediów, starałem się tu krótko pokazać. Myślimy, że dawniej stroje były jednobarwne i były, ale niższe klasy społeczne ubierały się kolorowo, nawet cokolwiek pstrokato, co sprawia, że i to trzeba w opisie uwzględnić.

Myślimy, że tylko teraźniejszość jest kolorowa. Spróbujmy jednak zrozumieć, że nasi przodkowie nie byli daltonistami. Powiem więcej – widzieli świat bardziej kolorowo niż się nam wydaje. To tylko “retrospektywy” czarno-białe w kolorowych filmach, kiedy bohater coś
wspomina, sprawiły, że nasze wspomnienia są takie. Ożywmy je wszystkimi barwami. I koniecznie dodajmy ruch, bo to statyczne fotografie nauczyły nas, że pamięć to seria nieruchomych obrazów. Tymczasem, żeby zrozumieć historię, trzeba puścić film w wyobraźni. I oglądnąć go od początku do końca. Nawet z częstą stop-klatką.

Rafał Sulikowski


Węgrzy wychodzą na ulicę, aby protestować. Czy to przedsmak końca Orbana?

Tysiące Węgrów wychodzą na ulicę, aby protestować przeciwko tak zwanej „ustawie niewolniczej”. Reakcja rządowego aparatu jest bardzo irytująca – ocenia Keno Verseck.

Protesty na Węgrzech

O premierze Węgier Viktorze Orbanie mówi się, że ma doskonałe wyczucie tematów, połączone z niezwykłym instynktem władzy. Spoglądając na minione lata, rzeczywiście można znaleźć na to dowody. Najdobitniejszy to instrumentalizacja kryzysu uchodźczego. Sposób, w jaki Orban obszedł się na Węgrzech z tą sprawą, przysporzyła mu rekordowego poparcia i uczyniła ośrodkiem wpływu w polityce europejskiej, którego nie można lekceważyć.

Ale reakcja rządu w Budapeszcie na trwające w kraju protesty, budzi wątpliwości w polityczny instynkt Orbana. Tysiące ludzi protestują każdego dnia przeciwko tak zwanej „ustawie niewolniczej” mocno podwyższającej liczbę dopuszczalnych nadgodzin, jak i przeciwko innym niedemokratycznym przepisom i praktykom na Węgrzech.

Sam premier nie odniósł się jak dotąd do protestów. Jego współpracownicy, zwolennicy i podległe mu media wściekle atakują jednak wszystkich, którzy wychodzą na ulicę czy w jakikolwiek sposób wspierają protestujących. Jak słychać, to dzieło „prowokatorów”, „agentów Sorosa”, „zagranicznych przestępców”, „miłośników migrantów”, „agresywnej mniejszości” czy „wrogów chrześcijaństwa i świąt”. To określenia, które zapewne mają błogosławieństwo Orbana, bez którego zgody nic poważniejszego nie może się w kraju obyć.

Atak na krytyków

Sposób, w jaki reżim Orbana etykietuje swoich krytyków, tylko wzmógł protesty. Można powiedzieć, że węgierskie władze przechodzą same siebie w absurdalności stawianych zarzutów. Ale na tym polega w zasadzie logika orbanowskiego systemu. I z tego wynika to, co naprawdę niepokoi.

W retoryce węgierskiego premiera coraz mniejsze znaczenie odgrywa demokratyczna konkurencja, której celem nadrzędnym powinno być odpowiedzialne i służące dobru ogółu rządzenie. Zamiast tego w centrum uwagi coraz częściej stoją domniemana walka na śmierć i życie, wojna i pokój, dobro i zło, światło i mrok. Jednocześnie forma zaczęła zastępować treść. Orban krok po kroku demontował mechanizmy kontrolne władzy albo mocno je ograniczał. Filozof Gáspár Miklós Tamás, jako jeden z pierwszych, już dawno przepowiedział, że Orban nie będzie chciał dobrowolnie oddać władzy. Także wielu Węgrów nie wierzy już, że premiera będzie można zmienić na drodzę wyborów, tylko jedynie siłą.

Radykalne głosy także wśród demonstrantów

Pojawiają się już tego pierwsze oznaki. W węgierskim parlamencie doszło w ubiegłym tygodniu do gorszących scen, jakich w 2018 roku nie widział jak dotąd parlament żadnego innego kraju Unii Europejskiej. Gwizdy, okupacja mównicy, wejście sił porządkowych i usunięcie protestujących posłów. Także wśród demonstrantów mnożą się radykalne głosy.

Praktycznie nie ma co liczyć na to, że Viktor Orban zatrzyma się w swoim ekstremalnie konfrontacyjnym stylu rządzenia. To smutne, że kraj, który 30 lat temu był jednym z prekursorów demokratycznych przemian w Europie wschodniej, spogląda w tak ponurą przyszłość.

REDAKCJA POLECA


Barszcz wigilijny – przepis na uszka

W zależności od regionu Polski, tradycji rodzinnych czy upodobań smakowych – barszcz wigilijny można podawać z różnymi dodatkami – z fasolą, ziemniakami lub uszkami. W moim rodzinnym domu na wigilijnym stole pojawiał sie zawsze barszcz z uszkami.

Przepis na uszka wigiline:

Ciasto:

500g mąki
sól
goraca woda
lyzeczka oleju

Farsz:

100g suszonych grzybów ( najlepiej prawdziwków)
2 łyżki masła
1  drobno posiekana cebula
Sól i Pieprz
1 lyzka tartej bulki

Grzyby zalewamy letnią wodą i odstawiamy na okolo 2- 3 godziny.  Gotujemydo miękkości w tej samej wodzie co się moczyły.
Po ostudzeniu mielimy lub bardzo drobno kroimy. Drobno posiekaną cebulę dusimy na maśle, dodajemy pokrojonee grzyby, solimy, pieprzymy. Następnie studzimy.
Z mąki, soli oraz niewielkiej ilosci gorącej  wody i oleju zagniatamy ciasto. Wałkujemy je  na cienki placek, wykrawamy kwadraty 5×5 cm lub wycinamy kolka kieliszkiem.

Na środek wykrojonego ciasta nakładamy niewielką ilość farszu. Zlepiamy brzegi jak przy robieniu pierogów a nastepnie sklejamy dwa zawnętrzne rogi. Po ugotowaniu odcedzamy i polewamy stopioym masłem. Podajemy z barszczem.

Anna Frach, TheFad.pl


Pomysł na prezent dla 11 latka: Dron, hulajnoga elektryczna czy może rower?

Świat cały czas pędzi do przodu, dlatego też każdego dnia zmieniają się standardy, które uważaliśmy za nienaruszalne. Jednym z takich standardów jest kwestia prezentu. Dawanie i otrzymywanie prezentów to bardzo piękna czynność. Obdarowany cieszy się tym, że ktoś o nim pamięta oraz z samego prezentu, który częstokroć jest bardzo użytecznym produktem. Z drugiej strony darujący prezent również ma frajdę z tego, że wywołał czyjąś radość z danego upominku. Oczywiście by tak się stało, musi zostać spełniony jeszcze jeden, istotny warunek. Jest nim oczywiście trafienie z prezentem w gusta obdarowanego. A te wraz z rozwojem naszej cywilizacji ulegają ciągłym zmianom.

Z drugiej strony prezent powinien być nie tylko trafiony, ale również odpowiadać na zainteresowania jego użytkownika lub pobudzać do badania nowych obszarów. Ponadto nie powinien on być schematycznym ofiarowaniem komputera, laptopa, smartfona czy tabletu. To może dać każdy, a wiele dzieci nadużywa tego rodzaju sprzętu. Jak zatem dobrać odpowiedni prezent? Zapraszamy do zapoznania się z kilkoma propozycjami.

Dobry prezent dla 11 latka – charakterystyka odbiorcy

Prezent dla 11 latka czy 10 latka nie może być prezentem zbyt prostym. Dzieci w tym wieku zaczynają coraz intensywniej dojrzewać i wykształcać w sobie również umiejętności abstrakcyjnego myślenia oraz myślenia logicznego. Ponadto to właśnie w tym wieku pojawiają się rozbudowane mechanizmy współpracy grupowej. Dzieci zaczynają dostrzegać otaczających ich rówieśników, współpracować z nimi, ale również rywalizować. I są świadome przyczyn takiego stanu rzeczy. Dlatego też prezent dla 11 latki czy dla 11 letniego chłopca musi już być prezentem dokładnie przemyślanym. Z jednej strony musi rozwijać, a z drugiej musi być zwyczajnie atrakcyjny dla odbiorcy. Szkoda bowiem byłoby nie trafić z prezentem, który wyląduje w kącie i nie będzie użytkowany.

Dlatego też przyjrzymy się w tym artykule, jaki prezent dla chłopca 11 lat będzie miał najmniejsze ryzyko odstawienia i powinien bezwzględnie zainteresować taką osobę. Zasadniczo można rozważyć wiele opcji, ale na poważnie warto wziąć w zasadzie 3 z nich. Warto dobrze kwestię przemyśleć, gdyż zbliżają się święta.

Jaki dron na prezent dla 11 letniego chłopca. Dron do nauki latania

Dron to bardzo dobry prezent dla 11 letniego chłopca. Obecnie dobrze przystosowany dron do nauki latania jest dość prosty do nabycia, ale przede wszystkim obsługi.

Dron to dobre rozwiązanie, gdyż zachęci dziecko do przebywania na świeżym powietrzu, zamiast przed komputerem.

Obecnie drony z kamerą są tanie, a sprzęt ten daje wiele możliwości. Nie każdy musi zostać od razu fotografem, ale kształcenie pewnych nawyków przy fotografowaniu dronem może przerodzić się później w ciekawą pasję. Ponadto latanie dronem wymaga pewnej orientacji przestrzennej oraz precyzji. Te umiejętności będą procentować przez resztę życia.

Jaki dron na początek nadaje się najlepiej? Niekoniecznie rozwiązanie z najwyższej półki. Może on przeżyć parę upadków. Ponadto nie potrzebujemy najlepszego aparatu. Lepiej postawić na żywotność baterii oraz solidność konstrukcji. Dzięki temu mamy mniejsze szanse, że sprzęt się uszkodzi w wyniku użytkowania, a może minąć trochę czasu, zanim taki 11 latek nauczy się zarządzać czasem pracy baterii.

Jaki dron na początek zatem zda egzamin? Najlepiej zapoznać się z dobrym zestawieniem popularnych sprzętów. Takie zestawienie znajdziesz na stronie https://twoja-elektronika.pl. Każdy model zawiera odpowiednie zestawienie wad oraz zalet i zdecydowanie cały ranking upraszcza podjęcie decyzji o zakupie.

Hulajnoga elektryczna dla dzieci

Dron ma dość małą specjalizację i grupę docelową. Jeśli ktoś nie widzi sensu w robieniu ciekawych i kreatywnych zdjęć, posłuży on raczej za zabawkę na sterowanie niż ciekawy sprzęt do nauki. Dlatego też w wielu przypadkach lepszym rozwiązaniem może być hulajnoga elektryczna dla dzieci.

Hulajnoga dla dzieci jest zawsze ciekawym rozwiązaniem. Ma bardzo wiele pożytecznych cech i spełnia dość istotną funkcję.

Sama hulajnoga dla dzieci to okazja do tak potrzebnego w prawidłowym rozwoju organizmu ruchu oraz aktywności fizycznej. Dzięki zasilaniu na popych, dziecko uczestniczy w ruchu i dba o prawidłowy rozwój.

Jednocześnie napęd elektryczny ułatwia zmęczonemu dziecku powrót do domu i sprawia, że rodzic nie musi nieść hulajnogi. Jak pokazują badania, ten gadżet staje się coraz popularniejszy i nawet dorośli wykorzystują hulajnogę elektryczną na dojazdy do pracy. Dla dzieci zaczynających zabawę, dobrym rozwiązaniem może być hulajnoga dla dzieci 3 kołowa, która ułatwia utrzymanie równowagi dzięki swojej konstrukcji. Jest to idealne rozwiązanie dla każdego, zwłaszcza, jeśli trzecie kółko da się zdemontować.

Rower elektryczny dla dzieci

Rower elektryczny dla dzieci jest zawsze dobrym rozwiązaniem, jeśli chodzi o prezent. Na dobrą jednak sprawę, lepiej spojrzeć na tę kwestię perspektywicznie i zakupić sprzęt na dłużej. O ile hulajnoga elektryczna może po pewnym czasie albo się znudzić, albo zostać uznana za nieciekawą, to rower elektryczny dla dzieci może służyć przez wiele lat, o ile został dobrze dobrany.

Jeśli planujemy już zakup, to najlepiej od razu zdecydować się na rower elektryczny 500w. Dzięki temu moc roweru będzie wystarczająca do podstawowych potrzeb, ale również sprzęt poradzi sobie z bardziej skomplikowanymi zadaniami. Warto również zwrócić uwagę, że rower elektryczny 500w to również moc stosowana przy rozwiązaniach dla dorosłych. Tym samym taki upominek naprawdę może służyć przez lata. Z uwagi na spore możliwości oraz zachęcenie do ruchu na świeżym powietrzu, rower, również w wersji elektrycznej, stanowi zawsze dobre rozwiązanie. Łączy w sobie funkcjonalność hulajnogi, oferując sobą znacznie więcej, dzięki bardziej pojemnej baterii oraz systemowi odzyskiwania energii, jeśli taki jest zamontowany. Dlatego też warto mieć świadomość, że tego rodzaju rozwiązanie sprawdzi się niemal zawsze.

Wnioski

Dobór prezentu dla 11 latka tylko pozornie jest sporym problemem. Ukazaliśmy właśnie 3 możliwości zakupu prezentu, który niesie za sobą znacznie więcej niż radość dziecka.

Wszystkie propozycje są bowiem propozycjami prezentów praktycznych, które zakupione pozwalają nie tylko na dłuższą radość z nich, ale przede wszystkim nie są kolejną grą komputerową, która wymusi na dziecku przebywanie w domu.

Kupując takie rozwiązanie, zachęcamy dziecko do jakiejkolwiek aktywności na świeżym powietrzu, w tym również aktywności fizycznej, jeśli jest to hulajnoga czy rower. Dron z kolei to zawsze świetne rozwiązanie, kształcące zdolności percepcyjne oraz intelektualne, takie jak na przykład orientacja przestrzenna. Dlatego też warto rozważyć zakup każdego z powyżej wymienionych prezentów, gdyż każdy niesie za sobą nie tylko wartość wyrażoną w jego wartości rynkowej. To przede wszystkim niezapomniane chwile spędzone na eksploracji przestworzy, czy na wyprawy z rodzicami lub kolegami hulajnogą czy rowerem. W taki prezent zdecydowanie warto zainwestować.

Przy współpracy z Dilectro Enterprise


Zmarł Kazimierz Kutz, jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów

We wtorek, 18 grudnia, w wieku 89 lat zmarł Kazimierz Kutz, był jednym z najwybitniejszych polskich reżyserów XX wieku.

W wieku 89 lat zmarł Kazimierz Kutz. Fot. wikipedia

Kazimierz Kutz urodził się 16 lutego 1929 roku w Szopienicach – dzielnicy Katowic.

Jestem ze Śląska, czyli Znikąd. Bo kim są Ślązacy? Trochę mówią po polsku, trochę po niemiecku. Odporni na mity niepodległościowe. Naród niewolników, naród pracy.

Źródło: „Zwierciadło” nr 6/1928, czerwiec 2007

Wyreżyserował ponad dwadzieścia filmów fabularnych. Był nie tylko wybitnym reżyserem filmowym, teatralnym i telewizyjnym, scenarzystą filmowy z ogromnym dorobkiem artystycznym, ale i politykiem, członkiem założycielem Stowarzyszenia Filmowców Polskich (w 1966 roku). W latach 1997 – 2007 oraz 2011 – 2015 był senatorem, w latach 2001 – 2005 wicemarszałkiem Senatu, a także posłem na Sejm (w latach 2007-2011).

Kazimierz Kutz, ukończył liceum w Mysłowicach a następnie reżyserię w łódzkiej szkole filmowej. Karierę rozpoczynał w 1955 roku jako asystent Andrzeja Wajdy, któremu pomagał przy realizacji “Pokolenia”. W 1955 roku, wieku 30 lat zadebiutował filmem wojennym “Krzyż Walecznych”. Sławę i uznanie przyniósły mu zrealizowana w latach 60. i 70. trylogia śląska: “Sól ziemi czarnej”, “Perła w koronie” i “Paciorki jednego różańca”.

Od połowy lat 70. był inwigilowany przez funkcjonariuszy SB w ramach operacji o kryptonimie „Reżyser”. W wyniku inwigilacji zanotowano, iż utrzymywał kontakty z osobami aktywnie działającymi w KSS KOR i nawiązywał kontakty z regionalnymi strukturami „Solidarności”.

W czasie stanu wojennego został internowany w okresie od 14 do 21 grudnia 1981, następnie zwolniony na skutek interwencji biskupa Herberta Bednorza. Jako powód internowania podano utrzymywanie kontaktów z działaczami antysocjalistycznymi, a także negatywny stosunek do władz partyjnych i rzeczywistości społeczno-politycznej w kraju, co zdaniem ówczesnych władz stwarzało zagrożenie dla bezpieczeństwa PRL. Wkrótce w proteście przeciwko wydarzeniom w kopalni „Wujek” zrezygnował ze stanowiska głównego reżysera Ośrodka TV Katowice.

Działalność polityczną rozpoczął w 1997, startując z powodzeniem w wyborach do Senatu kadencji jako kandydat bezpartyjny z listy Unii Wolności w województwie katowickim. Od października 2001 do października 2005 pełnił funkcję wicemarszałka Senatu. Był członkiem komitetu wyborczego Włodzimierza Cimoszewicza w wyborach prezydenckich w 2005.

W wyborach parlamentarnych w tym samym roku po raz trzeci został senatorem. Startował z ramienia własnego komitetu wyborczego KWW Kazimierza Kutza. W wyborach w 2007 kandydował do Sejmu z listy Platformy Obywatelskiej. Został członkiem komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego przed przyspieszonymi wyborami prezydenckimi 2010. W październiku 2010 opuścił klub parlamentarny PO w geście solidarności z Januszem Palikotem, wspierając tworzone przez niego ugrupowanie. W wyborach w 2011 ponownie został wybrany do Senatu. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 bezskutecznie ubiegał się o mandat w okręgu śląskim, startując z pierwszego miejsca na liście komitetu wyborczego Europa Plus Twój Ruch.

Kaczyńscy mają w sobie to szczególne nawiedzenie. Widać w dzieciństwie mieli jakieś fatalne zabawki i zamiast jeździć na rowerze i kopać piłkę, czytali patriotyczne czytanki. I to im się w tych głowach zalęgło.

Źródło: pardon.pl, 1 listopada 2009

Nikt nie ma złudzeń, że Rydzyk doprowadził do zwycięstwa PiS-u, co teraz owocuje bezpośrednim angażowaniem Rydzykowych mediów w politykę. A więc proces upolitycznienia Kościoła wszedł w sferę dynamiczną. Całe zamieszanie tak naprawdę pokazuje, że mamy do czynienia z symptomami państwa wyznaniowego. Uzależnienie się polityków od Kościoła oznacza między innymi, że rządzące partie uważają, iż jedynymi obywatelami, na których można stawiać, są Polacy katolicy.


Źródło: Polska, czyli Iran, „Fakty i Mity” nr 5 (309)

W lutym tego roku, podczas spotkania z okazji swoich 89. urodzin, Kazimierz Kutz stwierdził, że nie żałuje swego politycznego zaangażowania – ale rozczarował się polityką.

Gdy zdiagnozowano u niego chorobę nowotworową osiadł na Mazowszu i zamieszkał w domu na wsi. Do szpitala w podwarszawskim Józefowie trafił 25 listopada.

Kazimierz Kutz w lutym skończyłby 90 lat.

(df) thefad.pl


Donald Tusk odebrał tytuł doktora honoris causa za „zasługi w polityce europejskiej” i „wkład w europejską debatę o wartościach”

UE nie przetrwa bez przekonania zwykłych ludzi – powiedział przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, odbierając tytuł doktora honoris causa przyznany mu przez Uniwersytet Techniczny w Dortmundzie.

Donald Tusk na uroczystości przyznania tytułu honoris causa w Dortmundzi. Fot. Źródło: dw.de

Za „zasługi w polityce europejskiej” i „wkład w europejską debatę o wartościach” Uniwersytet Techniczny w Dortmundzie przyznał przewodniczącemu Rady Europejskiej Donaldowi Tuskowi tytuł doktora honoris causa. Uroczyste nadanie honorowego tytułu miało miejsce w niedzielę (16.12.2018) podczas uroczystości 50-lecia Uniwersytetu w Dortmundzie. Deutsche Welle zapytała laureata o stan Unii Europejskiej i jego plany na przyszłość.

DW: W jakim stanie jest Unia Europejska?

Donald Tusk: Unia Europejska była, jest i będzię w takim stanie, w jakim stopniu będziemy o nią dbać. Sama z siebie, bez gorących uczuć, bez wsparcia, bez przekonania ludzi, zwykłych ludzi – nie mówię tu o politykach – UE nie przetrwa. Mamy skłonność do bycia malkontentami, bo to jest najłatwiejsza postawa w życiu. Ale tak naprawdę, jak rozmawiam ze zwykłymi ludźmi, nie tylko w moim kraju i nie tylko w Brukseli, to mogą się wściekać czasami na polityków, ale zawsze będą dobrze mówili i dobrze myśleli o UE jako takiej. Dlatego ja jestem o przyszłość UE spokojny.

DW: Dla wielu punktem odniesienia w UE jest Angela Merkel. Ale kanclerz Niemiec żegna się powoli z polityką…

Donald Tusk: Na razie kanclerz Merkel nie pożegnała się z polityką. Odgrywa wciąż tak ważną rolę w europejskiej polityce, jak do tej pory i mam nadzieję, że to nie tak szybko się skończy.

DW: Za rok mija Pana kadencja jako przewodniczącego Rady Europejskiej. Wróci Pan potem do Polski?

Donald Tusk: Ten rok wydaje się tak ciekawy i intensywny, że na razie nie myślę o tak dalekiej przyszłości.

REDAKCJA POLECA

 

 


COP24. Szczyt klimatyczny w Katowicach: „Mały cud”

Ponad 32 tys. polityków, ekspertów, aktywistów, dziennikarzy i przedstawicieli gospodarki brało udział w szczycie klimatycznym w Katowicach. Co przyniosły dwutygodniowe zmagania?

W trzy lata po paryskim porozumieniu klimatycznym na katowickim szczycie chodziło o uzgodnienie reguł gry w walce z ociepleniem ziemi. Także o pieniądze i o symbole. Mianem „małego cudu” jeden z negocjatorów nazwał zawarty w Katowicach kompromis. Co dokładnie zawiera?

Cel półtora stopnia

Naukowcy z całego świata przedłożyli raport, według którego ocieplenie ziemi można i powinno się ograniczyć do półtora stopnia w porównaniu z czasami sprzed rewolucji przemysłowej, ponieważ ocieplenie o 2° C miałoby drastyczne następstwa dla wymierania gatunków, ekstremalnych zjawisk pogodowych, ludzkiego zdrowia i podniesienia poziomu mórz. Ostro dyskutowano, jak prominentne miejsce należy przyznać temu raportowi w deklaracji szczytu i jakie należy wyciągnąć wnioski.

Naukowcom podziękowano za wysiłek, ale tak naprawdę treść raportu nie została odzwierciedlona w końcowym dokumencie. Podkreśla on „pilność większych ambicji dla zapewnienia jak największych wysiłków wszystkich stron (państw i Unii Europejskiej) dla redukcji emisji (gazów ciaplarnialnych) i adaptacji (do zmian klimatycznych)”. Dla wszystkich jest jasne: trzeba robić więcej.

Szkody klimatyczne

Temat szkód i strat na skutek zmian klimatycznych ważny jest przede wszystkim dla biedniejszych krajów półkuli południowej oraz dla państw wyspiarskich, którym grozi zalanie przez podnoszące się oceany. Kraje te walczą o to, by widocznie i jednoznacznie uznać szkody wywołane przez emisję gazów cieplarnianych w krajach uprzemysłowionych i to przez dziesięciolecia.

W niektórych chwilach można było odnieść wrażenie, że temat ten w czasie negocjacji stał się tylko przypisem do całego zespołu zasad – ku niezadowoleniu krajów rozwijających. Po protestach umieszczono go jednak w dokumencie końcowym.

Pomoc finansowa

Ochrona klimatu i adaptacja do zmian klimatycznych kosztują ogromne sumy, których wiele krajów po prostu nie ma. Od dłuższego czasu czyni się więc obietnice, że kraje uprzemysłowione od roku 2020 do 2025 rocznie mobilizować będą ogólnie razem 100 mld dolarów – zarówno ze źródeł budżetowych (podatki), jak i prywatnych (inwestycje firm).

Liczy się zarówno miliardowy zielony fundusz klimatyczny, jak i mniejsze fundusze adaptacyjne. Biedniejsze kraje życzą sobie długofalowych konkretnych przyrzeczeń, kiedy i jakie środki otrzymają. Uchwalono, że kraje-donatorzy w przyszłości muszą ogólnie określić, jakiej pomocy chcą udzielić. Ile pieniędzy będzie i ile otrzyma poszczególny kraj, tego nie ustalono. W roku 2020 mowa będzie o tym, jak zostanie to uregulowane po roku 2025.

Transparencja

Paryska umowa klimatyczna funkcjonuje tylko na bazie wzajemnego zaufania, wedle zasady: będę się wysilał, tylko kiedy ty też to będziesz robił. Dlatego regularnie przedkładane mają być raporty opisujące między innymi poziom emisji gazów cieplarnianych i czego każdy kraj dokonał na rzecz ochrony klimatu i adaptacji do zmian klimatycznych. Mniej rozwiniętym krajom jest trudniej dokonać takiego zestawienia, niż krajom uprzemysłowionym, dlatego do tej pory nie wymagano tego od nich tak kategorycznie. W Katowicach uchwalono, że od roku 2024 wszyscy mają składać takie same raporty, przy czym kraje rozwijające się mogą stosować nieco łagodniejsze kryteria. Dla silnych gospodarczo krajów wschodzących, jak Chiny czy Brazylia, trudno będzie jednak stosować takie łagodniejsze kryteria.

Zobowiązania

Pomimo ustalenia ścisłych zasad nie przewidziano sankcji, jeżeli jakiś kraj by naruszał reguły gry. Wymóg transparencji ma sprawić, że wszyscy będą wiedzieli o sobie wszystko, a presja społeczna ma skłaniać do tego, by nie ustawać w wysiłkach. Powołano komisję, która pomóc ma słabszym państwom w dostarczaniu raportów wedle ustalonych zasad. Aby komisja ta mogła w każdym kraju oficjalnie nawiązać kontakty i podjąć dialog, potrzebuje ona zgody danego kraju.

Rynek handlu emisjami

Wszystkim państwom wolno handlować swoimi prawami emisji, ponieważ globalnemu klimatowi jest obojętne, skąd pochodzą gazy cieplarniane, a gdzie ogranicza się ich emisję. Ważne jest jednak, aby nie było w tym zakresie oszustw, i żeby jakiś kraj dwa razy nie korzystał z ulg. Do tej pory są co do tego zastrzeżenia i z tego względu ma być stworzony zupełnie nowy system, bez obecnych błędów. Spór właśnie na ten temat wydłużył negocjacje ze względu na opory Brazylii. Temat ten został przełożony na przyszły rok. W ocenie negocjatorów nie jest to jednak problematyczne, bo najważniejsze reguły realizacji porozumienia paryskiego zostały uchwalone i zapisane.

 

REDAKCJA POLECA

 

 


Rafał Sulikowski: Dark-polityka, czyli krótka historia nienawiści

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

Kościół Katolicki prowadzi bardzo dziwną i skomplikowaną grę, której celem ostatecznym jest prawdopodobnie wejście do przyszłego rządu przedstawicieli Episkopatu w zamian za instruowanie z ambon, jak ludzie mają głosować. Kto, wie co nas czeka w 2019 roku.

W latach 30-tych ludzie zlekceważyli postępy skrajnej prawicy. Dziś może być podobnie.

Nie zdajemy sobie sprawy, że środowiska, dla których obchodzenie rocznicy urodzin Hitlera to nic strasznego; że prawdopodobnie pod obecnymi rządami trwają ciche rozmowy, aby uznać, że nacjonalizm ma również prawo bytu, powołując się na “wolność słowa, poglądów”, tolerancję i pluralizm.

Tolerancja musi kończyć się tam, gdzie chodzi o życie i zdrowie ludzi.
Skrajna prawica jest bardzo niebezpieczna. Pod płaszczykiem troski o czystość etniczną narodu, może wkrótce dochodzić do jeszcze gorszych niż do tej pory napadów na obcokrajowców w Polsce. Może rządowi chodzić o to, żeby pod pozorem “ucywilizowania” skrajnych, zaktywizować ich na oficjalnej scenie politycznej, wyrwać z dark-polityki.

Półświatek nacjonalistyczny i kibolski, wspierany prawdopodobnie przez środowiska rosyjskie, zwłaszcza na wschodzie, nie odpuści. Jacek Międlar, były ksiądz-patriota, też nie da za wygraną.

Celem skrajnych jest nienawiść w życiu publicznym, oderwanie Polski od “zgniłego” Zachodu i stworzenie wielkiej Polski od “morza Bałtyckiego do morza Czarnego”. Kompletnie nie rozumiejąc idei wielkiej Polski, nawet w wydaniu ich ulubionego Romana Dmowskiego, który aż tak skrajny nie był, środowiska te coraz bardziej się radykalizują, sieją pogardę dla innych kultur, napadają, być może rabują, a policja pod obecnymi rządami ma nakaz łagodniejszego traktowania radykalnych, a twardego ludzi centrum i lewicy.

Nienawiść rozlewa się za sprawą takich “celebrytów”, jak Międlar, ojciec Rydzyk, a wcześniej zmarły już ksiądz Jankowski, można jeszcze wymienić księdza Natanka, przywódcę wewnątrzkościelnej sekty tradycyjnych, których celem jest nie co innego (tak, tak), jak “Jezus królem Polski”.

Pomijając teologiczny absurd takiego postulatu, o czym wytrawni teolodzy
wiedzą, pragnę podkreślić, że póki co te środowiska są izolowane, ale razem mogą mieć dużą siłę rażenia. Im chodzi o to, żeby powstała policja obyczajowa, która badałaby zgodność życia prywatnego obywateli z nauczaniem “naszej Matki Kościoła”, jak lubią się wyrażać, nawet – o zgrozo! – życia intymnego.

Nie mówię już oczywiście o ludziach odmiennych orientacji seksualnych, bo prawdopodobnie, gdyby skrajna prawica weszła do parlamentu, co jest też ich celem, zostaliby siłą zmuszeni do “normalnych” związków.

W latach 30-tych zlekceważono zagrożenie ze strony faszyzmu i nazizmu. Historia się nie powtarza dosłownie tak samo. Ale lubi powtarzać się na innych poziomach, czasem gorszych od pierwowzoru.

Skrajnej prawicy sprzyja bieda, wykluczenie cyfrowe i kulturowe, anomia społeczna, antagonizmy sąsiedzkie na przedmieściach miast i w małych miasteczkach, konkurencja i rywalizacja kapitalistyczna, a także korporacjonizm, który można by w pewnym sensie odbierać jako zakamuflowany faszyzm.

Nie lekceważmy rosnącej siły skrajnych. Nie dopuśćmy do tego, aby wygrał znowu PiS, bo ta partia absolutnie nie gwarantuje wyeliminowania tych groźnych środowisk z życia publicznego i dark-polityki.

Do tego niestety dochodzi polski Kościół, którego przywódcy nie idą za nauczaniem papieża Franciszka, tolerują sekty wewnątrzkościelne i zdecydowanie preferują, zwłaszcza na prowincji i w małych miasteczkach prawą nawę. Tak, jakby człowiek miał tylko prawe oko.

Przykre i niebezpieczne jest przymykanie oczu na jawne już wykorzystywanie idei i symboli religijnych religii dominującej do własnych celów krypto-politycznych. I milczenie stanowi ciche przyzwolenie.

Kościół Katolicki prowadzi bardzo dziwną i skomplikowaną grę, której celem ostatecznym jest prawdopodobnie wejście do przyszłego rządu przedstawicieli Episkopatu w zamian za instruowanie z ambon, jak ludzie mają głosować. Kto, wie co nas czeka w 2019 roku.

 

Rafał Sulikowski

 

 

 


Szczyt UE: Nie będzie nowych negocjacji na temat brexitu

Przywódcy 27 państw członkowskich potwierdzili na szczycie w Brukseli, że nie ma mowy o ponownym otwarciu negocjacji między UE a Wielką Brytanią. Dali jednak oficjalne gwarancje, że budzący spory na Wyspach tzw. mechanizm awaryjny dla Irlandii Północnej będzie tymczasowy, a rozmowy nad nową unijno-brytyjską umową handlową zostaną rozpoczęte bardzo szybko.

Fot. Twitter

Właśnie takich gwarancji oczekiwała premier Wielkiej Brytanii Theresa May, która jeszcze przed szczytem rozmawiała m.in. z przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claude’em Junckerem oraz kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Nie wiadomo jednak czy jej wewnątrzpartyjnych przeciwników oraz parlametarną opozycję zadowolą gwarancje, których nie ma na piśmie.

Niepewny wynik głosowania w Izbie Gmin

Tymczasem w Izbie Gmin ważą się losy wynegocjowanego przez brytyjski rząd oraz negocjatorów unijnych porozumienia brexitowego. Na początu tygodnia May zdecydowała o przełożeniu głosowania w tej sprawie na styczeń. Obawiałą się bowiem, że wobec buntu wewnątrz Partii Konserwatywnej zostanie ono odrzucone. W wyniku tej decyzji musiała się zmierzyć z wnioskiem o wotum nieufności wobec niej jako szefowej ugrupowania. Głosowanie to May jednak wygrała stosunkiem głosów 200 do 117.

Spory w Wielkiej Brytanii budzi przede wszystkim tzw. mechanizm backstop, który miałby obowiązywac wobec Irlandii Północnej do czasu wejścia w życie nowej umowy określającej na nowo relacje handlowe między Wielką Brytanią a UE. Aby nie przywracać twardej granicy między Irlandią Północną a Irlandią negocjatorzy ustalili, że północna (będąca częścią Zjednoczonego Królestwa) częśc wyspy pozostanie w Unii Celnej. Ale północnoirlandzcy lojaliści oraz eurosceptyczni torysi obawiają się, że będzie to przyczynek do stopniowego odrywania się Irlandii Północnej od reszty kraju.

Juncker: Nie będzie nowych zobowiązań wobec UE

Przywódcy UE zapewnili, że zrobią wszystko, aby nowa unijno-brytyjska umowa handlowa weszła w życie jak najszybciej oraz podkreślili, że mechanizm backstop obowiązywałby możliwie krótko. Nie zgodzili się jednak ani ponownie negocjować projektu umowy brexitowej, ani niczego do podjętych postanowień dopisywać.

Nie będzie wiążących prawnie nowych zobowiązań nałożonych na Unię Europejską. To całkowicie jasne. Możemy dodać jakieś wyjaśnienia odnośnie do tego, co zostało już uzgodnione, ale nie będzie nowych renegocjacji – mówił na konferencji prasowej po pierwszym dniu szczytu w Brukseli Jean-Claude Juncker.

Przewodniczący KE przekonywał, że backstop to nie tylko rozwiązanie tymczasowe, ale awaryjne. Gdyby kolejne unijno-brytyjskie negocjacje zakończyły się przed upływem okresu przejściowego po brexicie, w ogóle nie byłoby potrzeby wprowadzania tego mechanizmu. Mówił też o tym, że brytyjskie oczekiwania są ciągle niejasne.

Chcielibyśmy, żeby w ciągu kilku tygodni nasi brytyjscy przyjaciele przedstawili swoje oczekiwania wobec nas, ponieważ ta debata jest czasami mglista i nieprecyzyjna, a ja bym chciał wyjaśnień – żalił się Juncker.

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk zapewniał natomiast, że UE „chce w przyszłości być w jak najbliższym partnerstwie z Wielką Brytanią”.

Rozmowy o handlu jak najszybciej

UE planuje także rozpocząć rozmowy o nowym unijno-brytyjskim porozumieniu handlowym „najszybciej jak będzie to możliwe”.

– Chciałbym rozpocząć negocjacje o przyszłych relacjach natychmiast po zatwierdzeniu porozumienia o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej przez Westminster i Parlament Europejski. Chcę udowodnić członkom Izby Gmin, że podchodzimy do tego poważnie. Zaczniemy te rozmowy natychmiast po podwójnym zatwierdzeniu tej umowy przez dwa parlamenty – oświadczył szef KE. PE ma głosować nad umową brexitową w marcu.

Bruksela chce być jednak gotowa także na sytuację, w której nie udałoby sie przyjąć umowy brexitowej.

Przywódcy krajów członkowskich wezwali do zintensyfikowania działań w kierunku opracowywania scenariuszy awaryjnych na taką sytuację. KE zamierza 19 grudnia opublikować wszelkie informacje na temat możliwych konsekwencji tzw. niekontrolowanego brexitu (czyli bez umowy rozwodowej) oraz gotowe już scenariusze działań.

 

Artykuł pochodzi ze strony EURACTIV.pl