„Tutti Capri” – Skiba szydzi z patologii władzy Kaczyńskiego

Krzysztof Skiba
Z oburzeniem obejrzałem wystąpienie ministra Nitrasa, który w Sejmie zarzucił kumplowi Sasina panu Piesiewiczowi, że jego klika związana z PiS wyprowadziła z budżetu Komitetu 13 mln zł, a na sport zostawiła tylko 7 mln. Dawniej jak złodziej opuszczał ciupę, to dyskretnie wracał do społeczeństwa w nadziei, że nikt już nie będzie pamiętał, jak robił włamania. Teraz jest nowa moda. Złodziej po wyjściu z puszki urządza konferencję prasową.
W świecie polityki Prawa i Sprawiedliwości, gdzie skandale finansowe i osobiste dramaty przeplatają się z groteskowymi oskarżeniami, Krzysztof Skiba serwuje czytelnikom ostry, satyryczny koktajl. Jego najnowszy tekst, to błyskotliwa opowieść o kulisach władzy, w której cynizm i patologia nie mają granic, a ironia staje się jedynym sposobem na przetrwanie.
Nie brakuje też celnych uwag o hipokryzji elit. Opisując malwersacje w Funduszu Sprawiedliwości czy PCK, Skiba z gorzką ironią zauważa: „Owszem, ludzie Sasina okradli polskich sportowców i przez to ci tak słabo wypadli na Igrzyskach w Paryżu, ale ludzie Ziobry okradli ofiary przestępstw, a ludzie minister Zalewskiej podopiecznych PCK, a nikt się ich specjalnie nie czepia”.
Felieton to lektura dla tych, którzy w politycznych skandalach szukają nie tylko oburzenia, ale i gorzkiego śmiechu. Skiba wyolbrzymia, drwi i prowokuje. W świecie, gdzie „Capri” staje się w satyrze symbolem zarówno luksusu, jak i moralnego upadku, jedno jest pewne – dopóki Skiba trzyma pióro, nuda nam nie grozi.
Poniżej publikujemy felieton Krzysztofa Skiby – ironiczne spojrzenie na patologie władzy PiS
Tutti Capri
Z oburzeniem obejrzałem wystąpienie ministra Nitrasa, który w Sejmie zarzucił kumplowi Sasina, panu Piesiewiczowi z Polskiego Komitetu Olimpijskiego, że jego klika związana z PiS wyprowadziła z budżetu Komitetu 13 mln zł, a na sport zostawiła tylko 7 mln.
I jeszcze dowiedzieliśmy się, że Duda trzyma parasol ochronny nad Piesiewiczem wraz z Kaczyńskim, który jest Capo di tutti Capri, czyli szefem wszystkich szefów na Capri.
Zarzuty są śmieszne, bo gołym okiem widać, że pan prezes Kaczyński żadnych związków ze sportem nie ma. I nawet jego brat, gdy był prezydentem, jak służbowo szedł na mecz, to szalik z napisem „Polska” trzymał do góry nogami.
Co do Capri, to pan Jarosław nigdy tam nie był, a w domu ma tylko taki mały KAPownik, w którym wpisuje sobie ważne informacje, np. datę urodzin kota czy który z działaczy PiS był w SB lub zdradził żonę.
Zarzuty Nitrasa, że Piesiewicz wyprowadził te miliony do spółek zaprzyjaźnionych z działaczami PiS, są oczywiście bez sensu. A co, obcym firmom miał tę kasę przelewać?
Owszem, ludzie Sasina okradli polskich sportowców i przez to ci tak słabo wypadli na Igrzyskach w Paryżu, bo nie mieli warunków do przygotowań, ale ludzie Ziobry okradli ofiary przestępstw w ramach dojenia Funduszu Sprawiedliwości, a ludzie minister Zalewskiej — podopiecznych PCK, a nikt się ich specjalnie nie czepia.
Matecki ostatnio wyszedł nawet z więzienia za kaucją. Dawniej, jak złodziej opuszczał ciupę, to dyskretnie wracał do społeczeństwa w nadziei, że nikt już nie będzie pamiętał, jak robił włamania. Teraz jest nowa moda. Złodziej po wyjściu z puszki urządza konferencje prasowe i informuje wspólników (korzystając z usług dziennikarzy), że nikogo nie sypnął i ci dalej mogą się ukrywać.
Wracając do kapowniczka Prezesa — karteczki się w nim chyba już skończyły, bo notatek i tajnych informacji, szczególnie tych dotyczących zdrad małżeńskich wśród przykładnych rodzin katolickich, przybywa. A to wszystko za sprawą kochliwej Marianny, co to jest żoną jednego posła PiS, ale sypiała już z innym posłem PiS. Niestety ten drugi okazał się alkoholikiem i tak po katolicku ją bił i straszył, więc teraz jest z działaczem Konfederacji od Brauna. Ludzie od Brauna, którzy dowiedzieli się, że ich własny członek komitetu wyborczego „Szczęść Boże” kandydata macha członkiem poza świętym sakramentem małżeńskim, odcięli członka od wody święconej w mózgu swego pomazańca.
Odyseja erotyczna Marianny przebiła już zdecydowanie pamiętne burze romantyczne w ruskiej sekcie Ordo Szmulis i śmiało może stać się inspiracją dla nowej książki Blanki Lipińskiej w stylu „365 dni”, przy czym Mariannie wystarczy tydzień, bo ma wielkie potrzeby i temperament.
Z kolei wyszło na jaw, że księgowa z Pcimia od Obajtka potrzebowała aż trzech miesięcy, by zarobić w Enerdze 845 tys. zł. Ta to dopiero może sobie wyjeżdżać na Capri i pić martini. Kasa niby duża i może drażnić kobity pracujące przy kasie w Biedrze, ale zębów jak Obajtek to se księgowa nowych za to nie wstawi, bo te obajtkowe kosztowały podatników okrągły milion i dlatego zrobił je za służbowe Orlenu. Co powiedział Obajtek, gdy go dentysta zapytał:
— Panie Prezesie, ile zębów wymieniamy?
— Tutti.
I teraz Nitras łazi po Sejmie i wyzywa Kaczyńskiego po włosku. Coś tu chyba, panie ministrze, „Halo, nie Capri”?
Krzysztof Skiba, opr. DF, thefad.pl
Czy Konstytucja USA dopuszcza trzecią kadencję Trumpa?
W amerykańskiej polityce nawet drobny symbol może rozpętać burzę. Gdy czerwone czapki z napisem „Trump 2028” pojawiły się na stronie trump.com, wycenione na 50 dolarów, Ameryka wstrzymała oddech. A gdy Eric Trump, syn prezydenta, pochwalił się taką czapką na Instagramie, pytania o przyszłość Donalda Trumpa zalały media. Czy człowiek, który rządził w latach 2017–2021 i wrócił do Białego Domu w 2025 roku, może po raz trzeci sięgnąć po prezydenturę? Konstytucja USA, niczym starożytny strażnik, zdaje się mówić „nie”, ale w świecie polityki granice prawa bywają testowane. Oto opowieść o ambicjach, konstytucyjnych murach i hipotetycznych ścieżkach, które trzymają Amerykę w napięciu.
Konstytucja jak skała: Rola 22. poprawki
Amerykańska Konstytucja to więcej niż zbiór zasad – to fundament, na którym opiera się demokracja. Jej 22. poprawka, uchwalona w 1951 roku, jest jak niewzruszony strażnik, który ogranicza prezydenturę do dwóch kadencji. Powstała w odpowiedzi na niezwykłą prezydenturę Franklina Delano Roosevelta, który w latach 1933–1945 rządził przez cztery kadencje, aż do śmierci. Wcześniej George Washington ustanowił niepisaną regułę dwóch kadencji, wierząc, że dłuższe rządy pachną monarchią. Po Roosevelcie reguła stała się prawem, a Dwight Eisenhower jako pierwszy odczuł jej ciężar.
William Baude, konstytucjonalista z Uniwersytetu w Chicago, w rozmowie z NPR nie pozostawia wątpliwości. „Konstytucja jest jednoznaczna: dwie kadencje to kres. Nie ma miejsca na trzecią, niezależnie od przerw między nimi” – podkreśla. „Washington Post” dodaje, że kandydowanie Trumpa byłoby nie tylko naruszeniem prawa, ale i wyzwaniem dla ducha poprawki, stworzonej, by chronić Amerykę przed „monarchią elekcyjną”. Dla większości ekspertów sprawa jest jasna, ale polityka rzadko bywa prosta.
Nowelizacja Konstytucji: Misja niemal niemożliwa
By Trump mógł legalnie kandydować w 2028 roku, Konstytucja musiałaby zostać zmieniona. Proces nowelizacji, opisany na portalu Narodowej Administracji Archiwów i Akt, przypomina przeprawę przez polityczne bagno. Poprawkę może zaproponować Kongres, uzyskując dwie trzecie głosów w Izbie Reprezentantów i Senacie, lub konwencja konstytucyjna zwołana przez dwie trzecie stanów. Następnie 38 z 50 stanów musi ją ratyfikować. W dzisiejszej, podzielonej Ameryce to zadanie brzmi jak polityczna fantazja.
Mimo to pojawiły się pierwsze kroki. W styczniu 2025 roku republikański kongresman Andy Ogles z Tennessee złożył uchwałę, która pozwoliłaby na trzecią kadencję dla prezydenta z nieciągłymi kadencjami. Jak zauważa „The Hill”, propozycja wydaje się szyta na miarę Trumpa, którego prezydentury dzieli czteroletnia przerwa. Szanse na sukces są jednak znikome – republikanom brakuje głosów w Kongresie, a ratyfikacja przez stany to labirynt sprzecznych interesów. „Newsweek” przypomina, że od XVIII wieku żadna poprawka nie przeszła przez konwencję konstytucyjną, co pokazuje ogrom wyzwania.
Demokraci działają prewencyjnie. W listopadzie 2024 roku kongresman Dan Goldman zaproponował uchwałę, która potwierdza, że 22. poprawka obejmuje także kadencje z przerwą. To ruch obronny, mający zamknąć spekulacje. Obie uchwały tkwią w legislacyjnej stagnacji, odzwierciedlając głęboki podział w Ameryce.
Luki w prawie: Szachownica konstytucyjna
Choć Konstytucja wydaje się niewzruszona, niektórzy dostrzegają w niej szczeliny. W marcu 2025 roku Trump, pytany przez NBC, zasugerował, że „istnieją sposoby” na obejście ograniczeń. Jedna z hipotez, rozważana w kręgach akademickich, to kandydowanie na wiceprezydenta w 2028 roku. Zgodnie z 25. poprawką, jeśli prezydent zrezygnuje, umrze lub zostanie usunięty, urząd przejmuje wiceprezydent. Teoretycznie Trump mógłby uzgodnić z kandydatem, jak obecny wiceprezydent J.D. Vance, że ten ustąpi po zwycięstwie, oddając mu Biały Dom.
Taki manewr brzmi jak polityczny gambit, ale napotyka przeszkody. 12. poprawka mówi, że osoba, która nie może być wybrana na prezydenta, nie może być wiceprezydentem. Stephen Gillers z Uniwersytetu Nowy Jork, w rozmowie z NPR, sugeruje, że można by argumentować, iż wymogi dla wiceprezydenta ograniczają się do wieku, obywatelstwa i zamieszkania w USA. Jednak Derek Muller z Uniwersytetu Notre Dame, cytowany przez BBC, kontruje: „Dwie kadencje prezydenckie zamykają tę furtkę. To byłoby jak próba przechytrzenia Konstytucji”.
Inna, niemal fantastyczna ścieżka prowadzi przez urząd spikera Izby Reprezentantów, drugiego w linii sukcesji po wiceprezydencie. Gdyby prezydent i wiceprezydent nie mogli pełnić obowiązków, spiker przejąłby urząd. To scenariusz rodem z serialu „House of Cards”, ale w praktyce niewykonalny – Trump musiałby wygrać wybory do Izby i zdobyć poparcie jako spiker. Historia USA nie zna takiego przypadku, co pokazuje, jak daleko teoria odbiega od rzeczywistości.
Trump i jego retoryka: Teatr czy strategia?
Trump od lat igra z ideą trzeciej kadencji. W 2018 roku żartował o zniesieniu limitów kadencji, chwaląc Xi Jinpinga za rządy bez końca. W marcu 2025 roku, w rozmowie z NBC, mówił o „wielu ludziach”, którzy chcą jego ponownego startu. Z drugiej strony, w wywiadzie dla „Time” w 2024 roku obiecywał, że po drugiej kadencji odejdzie na emeryturę. Co kryje się za tymi słowami? Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt, pytana przez Axios, nazywa czapki „Trump 2028” „tylko czapkami”. Liderzy republikańscy, jak John Thune, widzą w tym żart, ale Steven Scalise dostrzega sposób na podtrzymanie medialnego szumu.
Nie jest to pierwsza taka debata. W 2000 roku „Slate” spekulował, czy Bill Clinton mógłby zostać wiceprezydentem, a w 2015 roku NPR rozważało podobny scenariusz dla Baracka Obamy. Za każdym razem konstytucjonaliści studzili emocje, wskazując na ducha 22. poprawki. W przypadku Trumpa jego retoryka może być bardziej grą o uwagę niż realnym planem, ale w podzielonej Ameryce takie słowa brzmią jak wyzwanie dla demokratycznych norm.
Demokracja na próbę
Debata o trzeciej kadencji Trumpa to coś więcej niż spekulacje o jego ambicjach. To pytanie o wytrzymałość amerykańskiej demokracji w czasach polaryzacji. 22. poprawka jest jak skała, która chroni przed koncentracją władzy, ale hipotetyczne luki przypominają, że nawet najsolidniejsze fundamenty można testować. Jeśli spór trafi do Sądu Najwyższego, sędziowie będą musieli rozstrzygnąć, czy Konstytucja dopuszcza kreatywne interpretacje.
Na razie czapki „Trump 2028” pozostają symbolem – być może żartem, być może prowokacją. W świecie, gdzie polityka coraz bardziej przypomina teatr, takie symbole mają moc. Czy Trump spróbuje przełamać konstytucyjne bariery? A może to tylko sposób, by pozostać w centrum uwagi? Odpowiedź nadejdzie w najbliższych latach, ale Konstytucja USA, niczym wiekowy dąb, wciąż stoi niewzruszona, gotowa stawić czoła kolejnym burzom.
DF, thefad.pl / Źródło: NPR, „Could Trump Run for a Third Term?”, 2025; „Washington Post”, „The Constitutional Barrier to a Trump Third Term”, 2025; „The Hill”, „Trump’s Third-Term Talk: Serious or Just a Stunt?”, 2025; „Newsweek”, „White House Downplays Trump 2028 Hats”, 2025; National Archives, „The Amendment Process”, archives.gov; BBC, „Trump’s 2028 Ambitions: Legal and Political Hurdles”, 2025; Axios, „Trump 2028: Symbol or Strategy?”, 2025
Plan Trumpa jak pakt Ribbentrop-Mołotow? Media ostrzegają przed katastrofą dla Europy

Jacek Lepiarz
Niemiecka prasa ostro krytykuje kontrowersyjny plan Donalda Trumpa dotyczący zakończenia wojny w Ukrainie. Padają porównania do paktu Ribbentrop-Mołotow i traktatu wersalskiego. Czy propozycja Trumpa zagrozi bezpieczeństwu Europy i wywoła nowy kryzys migracyjny?
Porównania do historii: pakt Ribbentrop-Mołotow i traktat wersalski
– W Europie mieliśmy już „plan pokojowy” podobny do propozycji Trumpa, który przyniósł kontynentowi wiele nieszczęść – pisze komentator w „Münchner Merkur”. Gazeta przypomina pakt Ribbentrop-Mołotow z 1939 roku, który oznaczał podział Polski i zapoczątkował tragiczne wydarzenia II wojny światowej.
Obecnie – ostrzega komentator – Trump i Putin mogą próbować rozwiązać konflikt na Ukrainie w podobny sposób: Rosja zatrzyma zagrabione ziemie, USA zyskają dostęp do surowców, a Europa stanie przed nowym kryzysem migracyjnym.
Czy Trump i Putin mają wspólną strategię w wojnie na Ukrainie?
Według komentarza w „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, brutalność rosyjskich ataków na Kijów przeczy jakiejkolwiek woli negocjacji. – Moskwa rozpoczęła wojnę przeciwko Ukrainie i zamierza ją prowadzić aż do całkowitego podporządkowania napadniętego kraju lub jego zniszczenia – pisze publicysta FAZ Reinhard Veser.
Komentator przewiduje również, że w razie niepowodzenia rozmów, Trump obwini Ukrainę. – Trump i Putin wspólnie wierzą w prawo silniejszego. Jeżeli słabszy się nie podda, sam jest sobie winien, gdy spotka go krzywda – dodaje.
Zagrożenie dla Europy i rola Niemiec w konflikcie
Dziennikarze niemieckich mediów podkreślają, że Europa znalazła się w wyjątkowo niebezpiecznym położeniu. Trump – ich zdaniem – wprost „zaprosił” Putina do przetestowania odporności Zachodu poprzez nowe prowokacje i agresję.
Münchner Merkur apeluje o stworzenie „koalicji chętnych”, która wzmocniłaby Ukrainę militarnie i politycznie. Kluczową rolę powinny tu odegrać Niemcy. – W przeciwieństwie do zwlekającego Scholza, Friedrich Merz wydaje się gotowy do przejęcia tej roli – pisze dziennik.
Sigmar Gabriel: Trump reprezentuje interesy Rosji
Były szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel również nie kryje krytyki. Na łamach prasy porównuje amerykańskie propozycje do traktatu wersalskiego po I wojnie światowej. – Europejczycy dobrze wiedzą, jak słabe i kruche są narzucone z góry „traktaty pokojowe” – ostrzega.
Według Gabriela, plan Trumpa ma na celu jedynie szybkie zrzucenie odpowiedzialności z USA i „danie drapaka”. – W ten sposób administracja Trumpa mogłaby stać się reprezentantem interesów Rosji – podsumowuje polityk SPD.
Co sądzisz o planie Trumpa na zakończenie wojny w Ukrainie? Podziel się swoją opinią w komentarzu!
opracowanie: DF, thefad.pl
REDAKCJA POLECA
script type=’text/Javascript’>Klauzula sumienia kontra zdrowie kobiet. Adam Mazguła w obronie dr Gizeli Jagielskiej

Adam Mazguła
Lekarz powinien posługiwać się wiedzą, nie klauzulą sumienia narzuconą przez biskupów i wspieraną przez PiS oraz Konfederację. Ratuje życie kobiety, a nie najczęściej niezdolnego do życia płodu. Tymczasem klauzula sumienia coraz częściej staje się religijnym uzasadnieniem dla odmowy leczenia. To nie tylko moralna, ale i zawodowa dyskwalifikacja lekarza. Szpital nie jest kościołem – a jednak, w cieniu krzyża i politycznych wpływów, rozwija się system, który zamiast chronić pacjentki, chroni fanatyków i ideologię.
Adam Mazguła staje w obronie dr Gizeli Jagielskiej, ginekolożki z Oleśnicy, zabierając głos w toczącej się dyskusji o klauzuli sumienia i zdrowiu kobiet. W kwietniu 2025 roku Jagielska została przetrzymywana w gabinecie przez europosła Grzegorza Brauna po legalnej aborcji z powodu zagrożenia życia pacjentki. Incydent potępili ministrowie sprawiedliwości i równości. Mazguła przedstawia Jagielską jako symbol lekarza, który stawia wiedzę i etykę zawodową ponad naciski religijne. Krytykuje klauzulę sumienia jako sprzeczną z obowiązkami lekarza w publicznej służbie zdrowia i wzywa do oznaczania gabinetów medyków, którzy kierują się przekonaniami światopoglądowymi zamiast przesłankami medycznymi. Ostrzega przed rosnącym wpływem Kościoła oraz partii takich jak PiS i Konfederacja na medycynę. Apeluje o świeckość państwa i ochronę praw pacjentek.
Nie chcę lekarza z różańcem
Lekarz używa wiedzy, a nie PiS-owskiej i konfederackiej klauzuli sumienia, bo tak kazali biskupi. Lekarz ratuje życie kobiety, a nie najczęściej niezdolnego do życia płodu.
Tak, popieram lekarkę z Oleśnicy, Gizelę Jagielską, którą więził ruski łajdak Braun z immunitetem Europarlamentu, jak sam nazywa „kołchozowego”. Lekarska klauzula sumienia to zadziwiające prawo do odmowy pomocy lekarskiej w placówkach publicznej służby zdrowia. To religijne uzasadnienie braku leczenia i ratowania życia kobiet. Przecież to jest dyskwalifikacja zawodowa i moralna lekarza.
Dlatego ich gabinety powinny być natychmiast oznakowane, aby ludzie wiedzieli, który lekarz chce ratować ich zdrowie i życie, a który chce się za nich tylko modlić i umoralniać. Wynagrodzenie powinna wtedy lekarzowi wypłacać kuria.
W państwowych placówkach zdrowia, gdzie leczą ludzi za pieniądze podatników, nie powinno być żadnych krzyży, a księża tylko na zapotrzebowanie ciężko chorych. Tak jak wiernym mogą pomóc – to proszę bardzo – ale to sprawa wiernych religijnych, a nie państwa.
Służbę zdrowia powinno się opłacać za wiedzę i umiejętności zastosowania jej dla zdrowia pacjenta, a nie za wytyczne biskupów i fanatycznych partii politycznych.
Szpital to nie kościół
Klauzula sumienia to też kolejny przykład pełzającej klerykalizacji Polski. Niedługo możemy częściej usłyszeć, jak różni dewianci i fanatycy religijni będą się powoływać na nią, by czegoś nie wykonać, nie dostarczyć, nie zrobić. Nie przetoczą krwi, nie dokonają przeszczepu, nie będą leczyć ateistów albo, odwrotnie, wierzących – bo Bóg ich wyleczy. Nie czekajmy na absurdy. Znakować gabinety i tych, co są bardziej fanatykami religijnymi niż lekarzami – już, teraz!
Jeszcze jedna uwaga. Dlaczego lekarze, wzorem sędziów, nie protestują, że politycy wchodzą z butami w ich zawód? Bo tak wygodnie? Tak draństwo rozwija się powoli, tworzone w PiS-owskich, konfederackich i kościelnych gabinetach, zabija kobiety i chroni demonów śmierci pod hasłem „chronimy życie”. W rzeczywistości to gra na emocjach i wskazywanie, że jeśli oni chronią życie, to znaczy, że ich przeciwnicy chronią śmierć. Tymczasem wiemy, która religia jest oparta na męczeńskiej śmierci, jako symbol przyjęła krzyż – narzędzie męczeństwa i umartwiania się owieczek przed pasterzami.
Ja tam ich niewolnikiem krzyża nigdy nie będę. Dlatego popieram panią doktorkę Gizelę Jagielską z Oleśnicy. Ona ratuje zdrowie i życie kobiet. Bo oczywiste jest, że to nie chore płody, a kobiety mogą po leczeniu urodzić ponownie zdrowe dzieci.
Adam Mazguła
opr. DF, thefad.pl
Gretkowska o zmierzchu Kościoła: Rytuał hipokryzji
Gdy nad Kaplicą Sykstyńską unosi się biały dym, świat wstrzymuje oddech, oczekując nowego papieża. Ten pradawny rytuał, symbol odnowy dla niemal półtora miliarda katolików, wciąż fascynuje, ale w 2025 roku towarzyszy mu głęboki sceptycyzm. Kościół Katolicki, uwikłany w skandale i krytykowany za patriarchalne struktury, zmaga się z kryzysem zaufania. W tym kontekście głos Manueli Gretkowskiej, polskiej pisarki i ikony feministycznej publicystyki, wybrzmiewa z niezwykłą siłą. W swoim facebookowym wpisie z kwietnia 2025 roku, który zyskał szeroki rozgłos, Gretkowska bezlitośnie punktuje hipokryzję Watykanu. „Sądzę, że razem z JP2 zmarła wiara w Kościół. Nie w Boga, czy Jezusa, to osobna parafia” – pisze, oddając frustrację tych, dla których instytucja stała się symbolem sprzeczności. Czy Kościół to wciąż moralny autorytet, czy, jak sugeruje pisarka, jedynie „rytuał hipokryzji i mizoginii”?
Watykan w cieniu skandali
Manuela Gretkowska nie owija w bawełnę, pisząc o Watykanie jako instytucji, która utraciła prawo do moralizowania. Jej wpis w mediach społecznościowych, pełen sarkazmu, celnie punktuje medialne próby wybielania Kościoła. „Orgazm śmiertelny katoholików relacjonujących 'istotę pontyfikatu’” – ironizuje, odnosząc się do narracji o wielkości papieży, która maskuje nieodpokutowane grzechy. Skandale pedofilskie, ujawniane od początku XXI wieku, to nie epizod, lecz rana, która nie chce się zagoić. Tuszowanie przestępstw przez hierarchów, od Australii po Polskę, podkopało zaufanie wiernych na całym świecie.
Papież Franciszek, ceniony za skromność i otwartość, podjął próbę reform, ale, jak zauważa Gretkowska, nie zdołał naprawić systemu. „Instytucja, mająca szerzyć dobro, czyni zło i nic z tym się nie da zrobić” – pisze, wskazując na paradoks Kościoła, który głosi miłość, a zmaga się z niemoralnością. Nieprzejrzystość finansowa Watykanu, w tym skandale związane z bankiem watykańskim, tylko pogłębia wrażenie, że instytucja ta bardziej chroni siebie niż swoich wiernych. Dla wielu, w tym Gretkowskiej, opowieści o „dobrym papieżu” brzmią jak puste frazesy w obliczu systemowych patologii.
Hipokryzja czy bezsilność?
Dlaczego skandale tak bardzo niszczą autorytet Kościoła? Chodzi nie tylko o same przestępstwa, ale o brak odpowiedzialności. Tuszowanie pedofilii przez dekady, przenoszenie księży między parafiami zamiast karania ich, to decyzje, które zdradziły wiernych. Gretkowska, znana z ciętego języka, nie kryje oburzenia: „Chyba trzeba mieć zwatykaniały umysł, żeby nie przełożyć tego na ludzki: instytucja, mająca szerzyć dobro, czyni zło”. Jej słowa oddają frustrację milionów, którzy oczekiwali od Kościoła moralnego kompasu, a dostali machinę władzy. Czy to cyniczna hipokryzja, czy może bezsilność wobec własnych struktur? Odpowiedź nie jest prosta, ale dla pisarki jedno jest jasne: Watykan stracił prawo do bycia nieomylnym.
Patriarchat w purpurze
Konklawe, tajemniczy rytuał wyboru papieża, to dla Gretkowskiej symbol anachronizmu. „137 facetów z torbami na głowach” – tak opisuje kardynałów, którzy w Kaplicy Sykstyńskiej decydują o przyszłości Kościoła. W świecie, który coraz głośniej domaga się równości, Watykan pozostaje bastionem męskiej władzy. Kobiety, choć stanowią większość z półtora miliarda wiernych, nie mają głosu w tych decyzjach. Gretkowska, od lat zaangażowana w walkę o prawa kobiet, nie kryje sarkazmu: „Parada bezsilności w insygniach, obciachowym przepychu”. Jej słowa to nie tylko krytyka, ale i wezwanie do zmiany struktur, które wykluczają połowę społeczeństwa.
Pisarka, która w 2007 roku założyła Partię Kobiet, od dekad piętnuje patriarchat, także w Kościele. W 2010 roku mówiła: „Gdyby była równość kobiet i mężczyzn, to dopiero byśmy im spuściły wpierdol”. Choć dosadne, jej słowa oddają gniew na system, który nie tylko marginalizuje kobiety, ale i oczekuje od nich posłuszeństwa. Watykańskie rytuały, pełne przepychu i symboliki, dla Gretkowskiej są jedynie fasadą, za którą kryje się głęboko zakorzeniona mizoginia. W dobie #MeToo i globalnych ruchów feministycznych takie podejście wydaje się coraz bardziej oderwane od rzeczywistości.
Kobiety bez głosu
Wykluczenie kobiet to nie tylko problem Watykanu, ale i wyzwanie dla Kościoła w świecie, który stawia na równouprawnienie. Kobiety pełnią kluczowe role w parafiach, organizacjach charytatywnych i edukacji religijnej, ale w hierarchii pozostają niewidoczne. Gretkowska, której twórczość, od Polki po Posag dla Polki, celebruje kobiecą siłę, widzi w tym absurd. „Po odkryciu tylu skandali próby wykrzesania przez media sensacji ze śmierci Franciszka są próbami wskrzeszenia Watykanu” – pisze, sugerując, że Kościół desperacko trzyma się starego porządku, ignorując głos połowy swoich wiernych. W świecie, gdzie kobiety przewodzą rządom i korporacjom, brak ich wpływu w Kościele jest coraz trudniejszy do obrony.
Bóg osobisty, nie watykański
Gretkowska nie odrzuca wiary jako takiej – jej krytyka dotyczy instytucji, nie duchowości. „Razem z JP2 zmarła wiara w Kościół” – podkreśla, ale dodaje, że wiara w Boga to „osobna parafia”. W jej oczach wielu katolików odchodzi od Watykanu, szukając Boga na własnych zasadach. „Bóg katolicki jest coraz częściej Bogiem osobistym. Takim pecetem niepodłączonym do serwera Watykanu” – pisze, trafnie ujmując trend sekularyzacji i indywidualizacji wiary. W Polsce, gdzie Kościół przez dekady kształtował tożsamość narodową, młodzi coraz częściej odrzucają instytucjonalne ramy, wybierając duchowość bez rytuałów.
Ten proces nie jest nowy, ale nabrał tempa w obliczu skandali i anachronizmów Watykanu. Gretkowska, absolwentka filozofii i antropologii, widzi w tym szansę na autentyczniejszą wiarę, wolną od „białego dymku, z opium palonego dla ludu”. Jej ironia, porównująca watykański rytuał do „dymu puszczanego przez sexy cowboya z reklamy Marlboro”, oddaje pustkę instytucjonalnych gestów, które bardziej kuszą, niż prowadzą do prawdy. Dla pisarki wiara nie potrzebuje purpury ani konklawe – jest osobista, intymna i wolna od watykańskich serwerów.
Wiara bez rytuałów?
Czy wiara może istnieć bez instytucjonalnych ram? Gretkowska zdaje się sugerować, że tak. W świecie, gdzie ruchy duchowe, od mindfulness po neopogaństwo, zyskują popularność, Kościół traci monopol na sacrum. „Dlaczego mam w napięciu czekać na biały dymek, z opium palonego dla ludu?” – pyta retorycznie, odrzucając watykańskie spektakle. Jej słowa rezonują z tymi, którzy w Kościele widzą bardziej muzeum tradycji niż żywą wspólnotę. Jednak ta indywidualna wiara, choć wolna, stawia nowe wyzwania – jak budować wspólnotę bez instytucji? Gretkowska nie daje odpowiedzi, ale jej pytanie zmusza do refleksji nad duchowością XXI wieku.
Przyszłość bez złudzeń?
W oczekiwaniu na kolejny biały dym świat patrzy na Watykan z mieszanką fascynacji i zwątpienia. Czy nowy papież zdoła tchnąć życie w instytucję, która dla wielu stała się symbolem sprzeczności? Gretkowska, z właściwą sobie przenikliwością, każe nam zapytać: „Kościół powinien stuknąć się w głowę sam, czy jeszcze żyje, czy jest tylko rytuałem hipokryzji i mizoginii?”. Jej krytyka, choć ostra, jest wezwaniem do rachunku sumienia – nie tylko dla Watykanu, ale dla społeczeństwa, które wciąż daje instytucjom kredyt zaufania.
Mimo pesymistycznego tonu, Gretkowska nie traci nadziei na zmianę. Jej twórczość, od intymnej Polki po manifest kobiecej siły Przeprawę, pokazuje wiarę w jednostkową sprawczość. Porównując biały dym do „dymu puszczanego przez sexy cowboya z reklamy Marlboro”, pisarka przypomina, że złudzenia, choć kuszące, prowadzą do zguby. Czy Kościół zdoła się zreformować, czy wiara znajdzie drogę poza Watykanem? Odpowiedź zdefiniuje nie tylko przyszłość katolicyzmu, ale i jego miejsce w świecie, który coraz mniej czeka na sygnały z Kaplicy Sykstyńskiej.
Głos Gretkowskiej, pełen goryczy, ale i pasji, jest iskrą do debaty o wierze, władzy i równości. Jak pisała w innym kontekście: „Bóg katolicki jest coraz częściej Bogiem osobistym”. Może w tym tkwi przyszłość – wolna od złudzeń, bliższa człowiekowi niż watykańskim rytuałom.
Podziel się swoją opinią w komentarzach: czy Kościół to wciąż autorytet, czy „rytuał bez duszy”?
DF, thefad.pl / Źródło: Manuela Gretkowska (https://patronite.pl/manuelagretkowska)
Zmarł Papież Franciszek: Świat żegna pasterza ubogich i reformatora
W poniedziałkowy poranek świat na chwilę się zatrzymał. 21 kwietnia 2025 roku, o godzinie 7:35, w Domu Świętej Marty zmarł papież Franciszek. 88-letni Jorge Mario Bergoglio odszedł w ciszy, po długiej walce z obustronnym zapaleniem płuc. Watykan potwierdził wiadomość w poruszającym komunikacie wygłoszonym przez kardynała Kevina Farrella. Ojciec Święty – jak podano – zmarł w spokoju, otoczony modlitwą i miłością.
Pasterz z krańca świata
W 2013 roku świat powitał nowego papieża z zaskoczeniem i nadzieją. Jorge Mario Bergoglio – pierwszy jezuita, pierwszy Latynoamerykanin, pierwszy papież spoza Europy od ponad tysiąca lat – rozpoczął pontyfikat od słów „Buona sera!”, łamiąc dystans i pokazując, że jego posługa będzie inna. Przyjął imię Franciszek, na cześć św. Franciszka z Asyżu – symbolu prostoty i troski o ubogich.
Wybrał życie w skromnym Domu Świętej Marty zamiast Pałacu Apostolskiego. Unikał przepychu, stawiając na bliskość z ludźmi. Jego wizja „Kościoła wychodzącego” miała odnowić moralny autorytet wspólnoty katolickiej, czyniąc ją bardziej otwartą i służebną.
Głos sumienia globalnego świata
Pontyfikat Franciszka był odważny i wyrazisty. W encyklikach Laudato si’ i Fratelli tutti wyznaczał nowe priorytety: ochronę stworzenia, braterstwo ponad podziałami, walkę z nierównościami. Wzywał do „ekologicznego nawrócenia” i ostrzegał przed „globalizacją obojętności”.
Działał z zaangażowaniem na arenie międzynarodowej. Podpisał historyczny dokument o braterstwie z wielkim imamem Al-Azhar, odwiedzał kraje naznaczone wojną i ubóstwem, apelował o pokój na Ukrainie. Jego słowa o roli NATO w tym konflikcie wzbudziły kontrowersje, ale z czasem jasno potępił rosyjską agresję, błagając o przerwanie „spirali przemocy”.
Reformator wewnętrzny, krytykowany i podziwiany
Franciszek nie tylko mówił, ale działał. Zainicjował Synod o synodalności, dając głos świeckim i kobietom – czego symbolem było mianowanie siostry Nathalie Becquart na podsekretarz Synodu Biskupów. Zniósł sekrety papieskie w sprawach nadużyć seksualnych, wprowadził surowsze kary i reformy w Kurii Rzymskiej. Jego wizja dzieliła: dla jednych był prorokiem zmian, dla innych zbyt progresywnym liderem.
„Kościół nie jest muzeum, lecz żywym organizmem” – powtarzał, odpowiadając na kryzysy miłosierdziem i dialogiem.
Ostatnie miesiące – walka z chorobą i pożegnanie
Zdrowie papieża słabło od lat. Operacja jelita, zapalenie oskrzeli, a w lutym 2025 roku ciężkie obustronne zapalenie płuc wymagało długiej hospitalizacji. Gdy w marcu opuścił Poliklinikę Gemelli, mówiono o cudzie. Mimo kruchości, w Niedzielę Wielkanocną ostatni raz pobłogosławił wiernych na Placu św. Piotra.
Do końca służył światu. We wrześniu 2024 roku, w wieku 87 lat, odbył najdłuższą pielgrzymkę pontyfikatu, odwiedzając Indonezję, Timor Wschodni i Singapur – symboliczne pożegnanie z peryferiami, które tak ukochał.
Kościół w żałobie, świat w hołdzie
Watykan ogłosił dziewięciodniowy okres żałoby (novemdiales). Ciało papieża zostanie wystawione w Bazylice św. Piotra, a jego pogrzeb zgromadzi przywódców z całego świata. W Rzymie, mimo żałoby, odbędzie się jubileuszowa Procesja z Malagi i Sewilli – hołd dla papieża, który cenił ludową wiarę.
Świat oddaje cześć Franciszkowi. Ursula von der Leyen nazwała go „mostem między wiarą a współczesnością”, Emmanuel Macron – „sumieniem naszych czasów”, a prezydent Izraela Isaac Herzog wspomniał jego starania o pokój w Ziemi Świętej. Premier Indii Narendra Modi podkreślił jego oddanie dla włączenia społecznego.
Dziedzictwo, które trwa
Franciszek pokazał, że Stolica Apostolska może być otwarta, wrażliwa i gotowa na zmiany. Jego reformy, słowa i bliskość z ludźmi pozostaną inspiracją. Przed nadchodzącym konklawe, które wybierze nowego papieża – być może kardynała Parolina, Tagle lub Saraha – wspólnota wiernych staje przed wyzwaniem: jak kontynuować dzieło człowieka, który budował mosty w podzielonym świecie?
Niech spoczywa w pokoju.
DF, thefad.pl / Źródła: Vatican News, Reuters, BBC, CNN, AP News, Wikipedia, TVN24, rp.pl, Tygodnik Powszechny
Kim jest Jacek Hoga: Ojciec 11 dzieci i kontrowersyjny doradca Mentzena?
„Chłop pańszczyźniany miał więcej wolności niż obywatel RP” – tak Jacek Hoga, prezes Fundacji Ad Arma, opisuje ograniczenia w dostępie do broni w Polsce. Jako „główny doradca w zakresie wojskowości” Sławomira Mentzena, kandydata Konfederacji na prezydenta w wyborach 2025 roku, Hoga wzbudza gorące emocje. Jego radykalne poglądy na broń, role kobiet i geopolitykę dzielą opinię publiczną. Kim jest ten ojciec jedenastu dzieci, który może wpłynąć na politykę obronną Polski? Jak jego kontrowersyjne opinie odbierają liderzy Konfederacji?
Fundacja Ad Arma i prawo do broni
Jacek Hoga założył Fundację Ad Arma w 2015 roku, której celem jest liberalizacja prawa do posiadania broni. Jak czytamy na stronie fundacji, jej misją jest „przywrócenie wolności Polakom w kluczowej dziedzinie – obrony życia”. Hoga uważa, że prawo do broni jest nieodłącznym elementem prawa do życia, a obecne regulacje to relikt PRL. Jak donosi portal OKO.press, fundacja współpracuje ze środowiskami skrajnie prawicowymi, w tym Ruchem Narodowym, Partią Republikańską i partiami Janusza Korwin-Mikkego.
W rozmowie z Radiem Maryja Hoga stwierdził, że „nawet rząd Federacji Rosyjskiej bardziej ufa swoim obywatelom” w kwestii broni niż polskie władze. Fundacja Ad Arma przygotowała w 2022 roku projekt nowelizacji ustawy o broni dla Partii Republikańskiej, zakładający znaczące złagodzenie przepisów. W wywiadzie dla „Do Rzeczy” w 2019 roku Hoga argumentował, że „prawo do broni wynika z prawa do życia”, a większa liczba broni w rękach obywateli zmniejsza przestępczość.
Poglądy społeczne: konserwatyzm i kontrowersje
"To robienie z pań babochłopów. Nie wiem, jak w ten sposób potem ta kobieta ma być gotowa na to, żeby mieć piątkę, szóstkę dzieci".
— tvn24 (@tvn24) April 14, 2025
Kandydat na prezydenta z Konfederacji Sławomir Mentzen ogłosił, że Jacek Hoga jest jego "głównym doradcą do spraw wojskowości". Postanowiliśmy więc… pic.twitter.com/8FoOw3noMF
Hoga, ojciec jedenastu dzieci, promuje wielodzietność jako patriotyczny obowiązek. W książce „Dzieci i broń” (2019), do której wstęp napisał Mentzen, łączy ideę licznego potomstwa z powszechnym dostępem do broni. Jak podaje naTemat.pl, Mentzen we wstępie napisał, że poglądy Hogi są „absolutnie nieakceptowalne we współczesnym świecie”, ale chwalił go jako przyjaciela.
Jego podejście do roli kobiet budzi kontrowersje. Według TVN24, Hoga stwierdził, że „wprowadzanie kobiet na rynek pracy urąga ich kobiecości”. W nagraniu na YouTube, cytowanym przez naTemat.pl, powiedział, że „pierwsze pół godziny po powrocie męża z pracy do domu jest święte”, sugerując, że kobieta nie powinna wtedy angażować męża w sprawy domowe. Na X napisał, że „lenistwo i tchórzostwo kobiet doprowadziło do zapaści demograficznej”. W innym nagraniu, cytowanym przez naTemat.pl, stwierdził, że sport kobiet „odbiera delikatność”.
Problemem Polski nie są feministki, a panie "konserwatywne". Zapomniały, że główną rolą kobiet jest macierzyństwo. Nikt ich w tym nie zastąpi.
— Jacek Hoga (@HogaJacek) December 27, 2024
Ich lenistwo i tchórzostwo doprowadziło do zapaści demograficznej i wymierania narodu.
Proszę sobie wyobrazić jak by wyglądała Polska,…
Jego podejście do wychowania dzieci również wywołuje oburzenie. Jak donosi naTemat.pl, Hoga opowiedział anegdotę o uczniu, który został pobity przez rodziców, a on, jako nauczyciel, „pomógł im, żeby nikt się nie czepiał”. Historia, przedstawiona w żartobliwym tonie, spotkała się z krytyką. Poseł Lewicy Dariusz Wieczorek skomentował: „Niech Bóg nas broni przed takim kandydatem i takim szefem BBN-u”.
Jacek Hoga, doradca Mentzena, dzieli się anegdotą z czasów, gdy był wychowawcą klasy.
— Koroluk (@KorolukM) April 10, 2025
Rodzice zlali swoje dziecko, "ślady były", ale wg Hogi "kara była adekwatna", więc nigdzie tego nie zgłosił i pomógł rodzicom uniknąć kary.pic.twitter.com/fwgSjSwshV
Poglądy na obronność i geopolitykę
Hoga krytykuje NATO, wskazując na kryzys przemysłowy i kulturowy. Jak donosi „Gazeta Wyborcza”, w programie Polonia Christiana w 2023 roku stwierdził, że „armie NATO są cieniem samego siebie”. Według OKO.press, w 2022 roku napisał na X, że sojusz Polski, Ukrainy i Wielkiej Brytanii to „unik NATO” przed pomocą Polsce w razie konfliktu.
Jego wypowiedzi o Rosji są kontrowersyjne. Jak podaje OKO.press, w 2021 roku powiedział, że „brak opcji rosyjskiej w Polsce to wielka tragedia”, choć zaznaczył, że nie popiera żadnej zagranicznej opcji. Chwalił Turcję jako wzór dla Polski. W nagraniu na X z marca 2025 roku zaproponował pilotażowy program obowiązkowej służby wojskowej, krytykując obecne wojsko jako „pseudozawodowe”. Sprzeciwia się armii europejskiej, twierdząc, że byłaby „maszyną wynaradawiania Polaków”.
Kim jest Jacek Hoga?
Hoga był związany z Grzegorzem Braunem, Ruchem Narodowym i organizacjami monarchistycznymi. Startował w wyborach z list Ligi Polskich Rodzin i partii Korwin-Mikkego. W mediach katolickich przedstawiał się jako strzelec sportowy, trener szermierki historycznej i myśliwy. Obecnie bywa określany jako historyk wojskowości, choć OKO.press podaje, że wojskowi kojarzą go tylko z Fundacji Ad Arma.
Mentzen w Kanale Zero chwalił Hogę, mówiąc: „To mój przyjaciel, ceniony przez wielu generałów”. Krzysztof Bosak, lider Konfederacji, w poście na X bronił Hogi jako „kompetentnego działacza na rzecz prawa do broni”, ale dystansował się od jego poglądów społecznych, pisząc: „Nie popieramy wszystkich jego opinii, ale cenimy jego zaangażowanie”. OKO.press wskazuje jednak, że wojskowi nie kojarzą Hogi z armią.
Reakcje i kontrowersje
Wypowiedzi Hogi spotkały się z szeroką krytyką. Portale OKO.press, „Gazeta Wyborcza” oraz TVN24 podkreślają jego radykalne poglądy i brak doświadczenia w profesjonalnej armii. Poseł Lewicy Dariusz Wieczorek wyraził obawy przed Hogą jako potencjalnym szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Z drugiej strony, Hoga cieszy się poparciem części prawicowych środowisk. Jego aktywność na platformie
X, gdzie obserwuje go ponad osiem tysięcy osób, obejmuje komentarze na tematy od edukacji po politykę.
Doradca o radykalnych poglądach
Jacek Hoga to postać łącząca ultrakonserwatyzm społeczny, libertariańskie podejście do posiadania broni i kontrowersyjne opinie geopolityczne. Jako doradca Sławomira Mentzena budzi zarówno zainteresowanie, jak i niepokój. Jego wizja Polski jako kraju z powszechnym dostępem do broni, tradycyjnym modelem rodziny i większą niezależnością międzynarodową jest spójna z ideologią Konfederacji, ale daleka od głównego nurtu debaty publicznej. Czy Hoga, z jego radykalnymi poglądami i brakiem doświadczenia w armii, byłby odpowiednim kandydatem na szefa BBN? To pytanie, które pozostaje otwarte, ale jego wypowiedzi i działalność Fundacji Ad Arma z pewnością będą przedmiotem debaty w trakcie kampanii wyborczej.
DF, thefad.pl / Źródła: TVN24, naTemat, OKO.press, Gazeta Wyborcza, Radio Maryja, DoRzeczy, X, Kanał Zero
Grzegorz Braun w szpitalu w Oleśnicy. Jest śledztwo ws. pozbawienia wolności lekarki. Co grozi posłowi?
Europoseł Grzegorz Braun wywołał chaos w szpitalu w Oleśnicy, próbując zatrzymać ginekolożkę Gizelę Jagielską. Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie pozbawienia wolności, naruszenia nietykalności cielesnej i znieważenia. Jakie konsekwencje mogą czekać kandydata na prezydenta?
Interwencja Brauna w szpitalu w Oleśnicy
W środę 16 kwietnia 2025 roku europoseł Grzegorz Braun, kandydat na prezydenta z ramienia Konfederacji Korony Polskiej, pojawił się w szpitalu w Oleśnicy. Towarzyszyło mu około 30 osób. Na miejscu próbował przeprowadzić tzw. obywatelskie zatrzymanie ginekolożki Gizeli Jagielskiej. Jak relacjonowała lekarka w rozmowie z Polską Agencją Prasową (PAP), Braun zablokował jej wyjście z działu administracyjnego. Przez ponad godzinę uniemożliwiał jej wykonywanie obowiązków zawodowych.
– Obrażał mnie, kierował groźby, a gdy chciałam odejść, byłam popychana i szarpana – powiedziała Jagielska, oceniając, że incydent był częścią kampanii wyborczej Brauna, realizowaną kosztem pacjentek.
Nagrania opublikowane w mediach lokalnych pokazują Brauna modlącego się i rozmawiającego z policjantami. – Dokonuję obywatelskiego zatrzymania, by pani Jagielska nie miała kontaktu z pacjentami – mówił, twierdząc, że działa „dla Rzeczypospolitej”.
Kontekst: legalna aborcja a medialna burza
Szpital w Oleśnicy stał się przedmiotem ogólnopolskiej debaty po legalnym przerwaniu ciąży w 36. tygodniu u pacjentki z Łodzi. Zabieg wykonano z powodu zagrożenia zdrowia kobiety. Procedura obejmowała indukcję asystolii płodu i została – jak podkreślają lekarze i działacze organizacji Legalna Aborcja – przeprowadzona zgodnie z obowiązującą ustawą.
Gizela Jagielska przyznała, że incydent z Braunem może mieć związek z tą sprawą. Zwróciła jednak uwagę, że legalne zabiegi tego typu są w Polsce codziennością. Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników podkreśla, że po 24. tygodniu ciąży nie wykonuje się już aborcji. W przypadku zagrożenia życia lub zdrowia kobiety przeprowadza się poród.
Śledztwo ws. pozbawienia wolności lekarki
W czwartek 17 kwietnia Prokuratura Rejonowa w Oleśnicy wszczęła śledztwo w sprawie wydarzeń z udziałem Grzegorza Brauna. Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu, prok. Karolina Stocka-Mycek poinformowała, że śledztwo obejmuje m.in. pozbawienie wolności lekarki poprzez uniemożliwienie jej opuszczenia gabinetu i wykonywania obowiązków. Dochodzenie dotyczy także naruszenia jej nietykalności cielesnej, znieważenia oraz pomówień, które mogły podważyć zaufanie niezbędne w zawodzie lekarza.
Prokuratura bada również, czy incydent naraził pacjentki oddziału ginekologiczno-położniczego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia. Policja zabezpieczała teren szpitala, aby uniknąć eskalacji konfliktu.
Możliwe zarzuty i sankcje wobec europosła
Działania, których miał dopuścić się Grzegorz Braun, mogą mieć poważne konsekwencje prawne. Uniemożliwienie lekarce opuszczenia gabinetu i wykonywania obowiązków zawodowych może zostać zakwalifikowane jako pozbawienie wolności. Za taki czyn Kodeks karny przewiduje karę od trzech miesięcy do nawet siedmiu lat więzienia. Popychanie i szarpanie lekarki może zostać uznane za naruszenie nietykalności cielesnej. W takim przypadku grozi grzywna, ograniczenie wolności lub kara do roku pozbawienia wolności. Z kolei znieważenie i pomówienia, które mogą naruszyć reputację lekarki i podważyć zaufanie potrzebne do wykonywania zawodu, także są czynami karalnymi. W tym przypadku możliwe są grzywny, ograniczenie wolności lub kara więzienia do jednego roku.
Jednym z najpoważniejszych zarzutów jest narażenie pacjentek na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia. Według prokuratury mogło do tego dojść z powodu przerwania ciągłości opieki medycznej. Za taki czyn grozi kara do trzech lat więzienia. Jeśli doszłoby do ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, kara może wynieść nawet pięć lat pozbawienia wolności.
Warto zaznaczyć, że Grzegorz Braun jako europoseł objęty jest immunitetem, który chroni go przed pociągnięciem do odpowiedzialności karnej bez zgody Parlamentu Europejskiego. Immunitet ten nie jest jednak absolutny. W przypadku przestępstw popełnionych na gorącym uczynku może zostać ograniczony, a prokuratura ma możliwość wystąpienia z formalnym wnioskiem o jego uchylenie.
Społeczny i polityczny rezonans sprawy
Sprawa odbiła się szerokim echem w mediach oraz w serwisach społecznościowych. Część internautów określiła działania Brauna jako „niedopuszczalne” lub wręcz „terrorystyczne”, żądając reakcji ze strony instytucji państwowych. Zwolennicy polityka uznali interwencję za uzasadnioną „obroną życia nienarodzonych” oraz „poselską kontrolą obywatelską”.
Wydarzenia z Oleśnicy zaostrzyły już napiętą debatę na temat praw reprodukcyjnych, odpowiedzialności lekarzy oraz granic działań polityków w przestrzeni publicznej.
Incydent z udziałem Grzegorza Brauna w szpitalu w Oleśnicy to jeden z najbardziej kontrowersyjnych momentów kampanii prezydenckiej 2025 roku. Sprawa łączy kwestie prawne, etyczne i społeczne, a jej dalszy bieg będzie zależał od decyzji prokuratury i ewentualnych działań Parlamentu Europejskiego. Śledztwo w sprawie pozbawienia wolności lekarki i zagrożenia pacjentek może mieć istotne konsekwencje dla politycznej przyszłości Brauna.
DF, thefad.pl / Źródła: PAP, Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu, media lokalne
Gretkowska o „szturmie” Brauna na szpital w Oleśnicy: „Związana, zakneblowana niewolnica” jako symbol kampanii

Manuela Gretkowska
Żarty, on tylko ubogacił Wielki Tydzień i swoją kampanię, robiąc spektakularną interwencję w drodze krzyżowej z przystankiem na ginekologii, gdzie zabijają niewinnych. Przecież tak wygląda nasze prawo – dziady jak on, w rękawiczkach i biskupich pierścieniach, to robią kobietom na co dzień. Odbierają nam wolność, zastraszają, nazywają morderczyniami, doprowadzają do tragedii. Kobiety są wrogami Kościoła mizoginów, państwa oprawców. Gasić w Sejmie świece chanukowe i podpalać grzesznice na stosach – piękny program wyborczy przemawiający do soli tej ziemi wypalającej dziury w mózgach wyborców
„Kobiety są wrogami Kościoła mizoginów, państwa oprawców” – pisze Manuela Gretkowska w poruszającym komentarzu po wydarzeniach w szpitalu w Oleśnicy. Interwencję posła Grzegorza Brauna porównuje do politycznego spektaklu i religijnego teatru przemocy.
Wielki Tydzień, który dla chrześcijan jest czasem zadumy, w Polsce zamienił się – zdaniem Manueli Gretkowskiej – w demonstrację siły i pogardy wobec kobiet. Publicystka, pisarka i działaczka społeczna skomentowała w emocjonalnym wpisie w mediach społecznościowych incydent z udziałem Grzegorza Brauna, który wtargnął do szpitala w Oleśnicy, gdzie – jak przekonywał – „zabijane są niewinne dzieci”.
„Żarty, on tylko ubogacił Wielki Tydzień i swoją kampanię robiąc spektakularną interwencję w drodze krzyżowej z przystankiem na ginekologii” – pisze Gretkowska. Jej zdaniem nie chodziło o żadną obronę wartości, lecz o pokaz dominacji i przemoc symboliczną. „Przecież tak wygląda nasze prawo – dziady jak on, w rękawiczkach i biskupich pierścieniach, to robią kobietom na co dzień.”
„Prawdziwy Polak katolik” i kampania w cieniu stosów
W ostrym tonie Gretkowska analizuje także szerszy kontekst polityczny. Jak zauważa, podobne akty zastraszania kobiet – nierzadko z użyciem religijnej symboliki – nasilają się w czasie kampanii wyborczych. „Zamiast kotwic i patriotycznych haseł wystarczy rysunek związanej, zakneblowanej niewolnicy, która zaznaje ‘nieprzyjemności’ życia w Polsce. To na pewno pobudzi dewotki i młodocianych idiotów do głosowania.”
Ironizując, pisarka proponuje gotowe slogany dla politycznych kandydatów: „Gasić w Sejmie świece chanukowe i podpalać grzesznice na stosach – piękny program wyborczy przemawiający do soli tej ziemi wypalającej dziury w mózgach wyborców.”
Jej zdaniem, obraz Brauna jako „prawdziwego bohatera szturmującego twierdzę wroga” to nie tylko medialna iluzja, ale też groźny symptom: „Kobiety są wrogami Kościoła mizoginów, państwa oprawców.”
Tragiczna historia pani Anity
W centrum całej sprawy znajduje się pacjentka – pani Anita – której historia, jak przypomina Gretkowska, zasługuje na powagę, a nie polityczną instrumentalizację. Ginekolożka Gizela Jagielska, która podjęła decyzję o zakończeniu ciąży, została w szpitalu skonfrontowana z interwencją posła Brauna i jego współpracowników.
„Pani Anita przeżyła horror. Więziona w psychiatryku (dla jej dobra i oczywiście społeczeństwa katów), oszukiwana, manipulowana – gdyby była facetem, dostałaby do końca życia zasiłek dla ofiar prześladowań” – komentuje Gretkowska.
Publicystka zwraca uwagę na systemowy wymiar przemocy wobec kobiet w Polsce, gdzie decyzje medyczne stają się przedmiotem politycznego osądu, a kobiety tracą prawo do samostanowienia. Jak dodaje: „My robimy Braunowi sondaże i dwór, pokazując jego męską, husarską szarżę w obronie wartości.”
Symbolika religijna jako narzędzie opresji
W finale wpisu Gretkowska odwołuje się do silnej symboliki religijnej, która w jej opinii została wykorzystana w celu upokorzenia kobiet. „Potem pomalujemy jajeczka, symbol życia nienarodzonego, żeby zanieść je do cyrku” – gorzko pointuje.
Wybuch emocji? Być może. Ale przede wszystkim jest to głos protestu wobec brutalizacji debaty publicznej, w której prawa kobiet, ich ciała i cierpienie stają się narzędziem politycznym.
W Polsce roku 2025 pytanie, czy kobiety są ludźmi – jak ironicznie zauważa Gretkowska – „może zostanie rozstrzygnięte w referendum”.
DF, thefad.pl / Źródło: Manuela Gretkowska, facebook
Wielkanocne zakupy: Lidl w Niemczech tańszy niż w Polsce?

Katarzyna Domagała-Pereira | Monika Margraf
Zrobiliśmy te same zakupy w Polsce i w Niemczech, a potem porównaliśmy ceny. Wyniki mogą zaskoczyć.

Za 22 produkty zapłaciliśmy w Polsce 120,45 zł, a w Niemczech 28,14 euro. Fot. Monika Margraf/Katarzyna Domagała-Pereira/DW
Ceny żywności w Polsce i Niemczech szybują w górę. Postanowiliśmy sprawdzić, jak wygląda sytuacja i porównać ceny.
Na zakupy wybraliśmy się we wtorek, 15 kwietnia, do sklepów w Warszawie i Bonn, należących do tej samej popularnej sieci Lidl. Kupiliśmy te same produkty dostępne w obu krajach, najczęściej marki własnej Lidla.
Podstawowe zakupy
Do naszych koszyków trafiły podstawowe produkty, takie jak: bułka kajzerka, chleb tostowy pełnoziarnisty, mleko, woda mineralna, olej słonecznikowy, masło, cukier, mąka, jajka, wędlina z indyka, ser gouda i makaron spaghetti.
Z owoców wybraliśmy jabłka i banany, a z warzyw – ogórek, pomidory, sałatę lodową i rzodkiewki.
Do koszyka dodaliśmy jeszcze kilka wielkanocnych specjałów: majonez, serek twarogowy ziarnisty, czekoladowego zająca i czekoladowe jajka.
Kupowaliśmy produkty tej samej marki lub najtańsze dostępne w sklepie. W przypadku warzyw i owoców wybieraliśmy konkretne sztuki – na przykład cztery jabłka tej samej odmiany. O ile w przypadku pomidorów cztery sztuki mają podobną wagę, to już w przypadku jabłek i bananów decydująca była wielkość. W bezpośrednim porównaniu uwzględniamy jednak ceny za kilogram.
Gdzie taniej?
Za 22 produkty zapłaciliśmy w Polsce 120,45 zł, a w Niemczech 28,14 euro. Po odjęciu kaucji za butelkę (0,25 euro) i przy uwzględnieniu kursu z 15 kwietnia (4,29 zł za euro) wyszło 119,64 zł. Różnica między zakupami w obu krajach nie wyniosła zatem nawet złotówki!
O wiele tańsze okazały się w Polsce jabłka i pomidory. Kilogram jabłek kosztował 4,99 zł, a w Niemczech – po przeliczeniu – prawie 13 zł. Pomidory to 7,99 zł za kilogram w Polsce i ponad 11 zł w Niemczech.
Znacznie tańszy był w Polsce także cukier (2,99 zł) – w Niemczech kilogram kosztował prawie złotówkę więcej. Podobnie makaron spaghetti: 2,45 zł w Polsce i 3,39 zł za opakowanie w Niemczech.
Tańsze w Polsce były też sery. Ziarnisty serek twarogowy kosztował 2,29 zł, a w Niemczech 4,25 zł. Ser gouda był tańszy o 54 grosze – odpowiednio 4,99 zł i 5,53 zł.
Cena mleka tłustego różniła się nieznacznie – 4,39 zł w Polsce i 4,69 zł w Niemczech. Tańsza w Polsce wydawała się również kostka masła (7,79 zł w porównaniu z 8,54 zł w Niemczech), jednak należy pamiętać, że w Polsce kostka miała 200 g, a w Niemczech – 250 g.
To w Polsce droższe
O wiele droższy okazał się w Polsce olej słonecznikowy – o 1,60 zł – oraz jajka, co przed świętami Wielkanocy nie jest dobrą wiadomością dla polskich konsumentów. Dziesięć sztuk jaj z wolnego chowu kosztowało w Polsce 11,49 zł, a w Niemczech – 10,25 zł.
Zaskoczyła nas również cena majonezu – w Polsce prawie 10 zł, w Niemczech 7,25 zł – choć tamtejsi konsumenci nie mają tak dużego wyboru jak Polacy.
A że święta tuż-tuż, porównaliśmy także ceny czekoladowych zajączków i jajek. W Polsce średniej wielkości zając z mlecznej czekolady był o ponad 4 zł droższy niż jego niemiecki odpowiednik. Opakowanie czekoladowych jajek znanej marki również wypadło w Polsce drożej – o ponad złotówkę.
Ponadto znacznie droższe w Warszawie były banany (o 1,50 zł za kilogram), sałata lodowa (o 1,23 zł) oraz ogórek (o niemal 40 groszy).
Bułka tańsza, ale chleb już nie
Podczas zakupów sprawdziliśmy również ceny pieczywa. Ponad dwukrotnie tańsza w Polsce była bułka kajzerka – kosztowała 0,35 zł, a w Niemczech po przeliczeniu – 0,82 zł. Tymczasem chleb tostowy pełnoziarnisty miał zbliżoną cenę: 3,19 zł w Polsce i 3,39 zł w Niemczech.
W podobnej cenie w obu krajach były też duża butelka wody mineralnej, mąka i rzodkiewki. Wędlina z indyka była tylko o 40 groszy tańsza w Polsce.
Gdzie droższa kawa?
Przyjrzeliśmy się także cenom kawy. Za półkilogramowe opakowanie mielonej kawy marki własnej w Polsce trzeba zapłacić niemal 19 zł, podczas gdy w Niemczech – prawie 26 zł.
Zaskoczyło nas również, że mielone mięso wołowe było w Polsce znacznie tańsze – prawie 35 zł za kilogram, a w Niemczech najtańsze tego typu mięso kosztowało 12,58 euro, czyli około 54 zł.
Zarobki w Polsce i Niemczech
Fakt, że te same zakupy w polskim Lidlu wypadły nawet nieco drożej niż w Niemczech, może zaskakiwać, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę różnice w zarobkach między krajami.
Od stycznia minimalne godzinowe wynagrodzenie w Polsce (na umowie o pracę) wynosi 30,50 zł brutto, a w Niemczech – 12,82 euro, co daje w przeliczeniu niemal 55 zł, czyli prawie dwa razy więcej.
Do tego w Niemczech inflacja jest niższa – w marcu wyniosła 2,2 proc., podczas gdy w Polsce – 4,9 proc.
REDAKCJA POLECA
script type=’text/Javascript’>









