Polacy przed sądem za podpalenie bezdomnego w Berlinie
Przed Sądem Krajowym w Berlinie w czwartek rozpoczął się proces dwóch Polaków, którzy podpalili ubranie na swoim rodaku śpiącym na ławce w Berlinie. Sprawcy byli kompletnie pijani.
Do zdarzenia doszło w maju br. na Placu Aleksandra w centrum Berlina. Ofiara ataku 45-letni mężczyzna doznał ciężkich poparzeń drugiego i trzeciego stopnia.
Prokuratura oskarżyła Polaków w wieku 38 i 23 lat o spowodowanie ciężkiego i niebezpiecznego uszkodzenia ciała.
Starszy z oskarżonych nie przyznał się do winy i zrzucił odpowiedzialność na swojego kompana. Jak twierdził, to właśnie 23-latek podpalił nogawkę spodni, a potem koszulę śpiącego na ławce człowieka. On sam próbował gasić ubranie poszkodowanego sokiem. Drugi oskarżony nie ustosunkował się do zarzutów – podała agencja DPA.
38-letni oskarżony zeznał, że poszkodowany był jego „dobrym kumplem”, z którym kilkakrotnie „imprezował”. „Czuję się winny, że w mojej obecności doznał takich cierpień” – podkreślił. Jego zdaniem 23-latek chciał obudzić śpiącego. „To wyglądało na głupi dowcip” – tłumaczył. Jak wspomniał, sprawca trzykrotnie przytykał palącą się zapalniczkę do leżącego mężczyzny.
O ataku na bezdomnego pisał w lecie bezpośrednio po zajściu wychodzący w Berlinie dziennik „Berliner Morgenpost”. Jak wtedy podkreślano, policja zalicza całą trójkę mężczyzn do środowiska alkoholików koczujących w śródmieściu stolicy Niemiec.
Z opublikowanej wówczas relacji wynika, że trzej mężczyźni byli pijani. Podejrzani o atak mieli 2,4 i 3,7 promila alkoholu we krwi.
W Niemczech w ostatnich latach dochodziło kilkakrotnie do prób podpalenia osób bezdomnych. W grudniu 2016 roku grupa młodych uchodźców z Syrii i Libanu podpaliła Polaka śpiącego na stacji metra. Główny sprawca został skazany na 2 lata i 9 miesięcy pozbawienia wolności.
REDAKCJA POLECA
Dlaczego Lech Wałęsa nosi w klapie znaczek z wizerunkiem Matki Boskiej?
Wielu ludzi pyta mnie. po co mi ta Maryja w klapie?
Odpowiadam:
Złożyłem obietnice a obietnic zawsze dotrzymuje.
W czasie kiedy zaczęły się strajki ’80, ruszyła pielgrzymka z Gdańska na Jasną Górę. Tam ten medalik został poświęcony przez kard. Wyszyńskiego. Po powrocie do Gdańska ludzie przyjechali do stoczni i ku mojemu zaskoczeniu podbiegła do mnie kobieta, która założyła mi ten medalik w klapę.
Nigdy nie śmiałbym sam sobie go założyć i grać w ten sposób wiarą. Otrzymałem ten Dar Modlitwy i obiecałem, że zawsze będę go ze sobą nosił. Robię to do dzisiaj.
Mini-poradnik: Jak wybrać najlepszy smartfon do zdjęć?
Czasy, gdy na wakacje w ciepłe kraje zabieraliśmy osobny zestaw sprzętu, by uwiecznić rodzinne chwile na plaży lub lokalnej restauracyjce powoli już odchodzą w niebyt. Dziś już tylko maniacy gadżetów, wykształceni kierunkowo elektrotechnicy lub retro-hipsterzy z rozrzewnieniem wspominają dekady, gdy głowa rodziny w powalającym upale żonglowała aparatami fotograficznymi i minikamerkami, wyjmując z przepastnej torby „prawie profesjonalnego fotoreportera” kolejne sprzęty. Dziś, by zrobić dobre zdjęcie, naprawdę nie musimy taszczyć i obwieszać się sprzętem z półtorametrowymi obiektywami.
Do czego przydaje nam się aparat fotograficzny w dzisiejszych czasach?
Tak właściwie to do czego przydaje nam się aparat fotograficzny w dzisiejszych czasach? W epoce, gdy dominuje naprawdę szybka komunikacja, a pełna dostępność do miejsc, osób, informacji i instytucji powoduje, że niemalże wszystko i wszędzie możemy fotograficznie udokumentować.
Jakkolwiek pojawiają się głosy narzekające, jakoby wraz z rozwojem i ekstensywnym wejściem na rynek najnowocześniejszych technologii informatycznych nastąpiło negatywnie społeczne zjawisko cofania się najwyżej rozwiniętych społeczności do epoki „kultury obrazkowej”, to pozytywy wywołane tym trendem jednak dominują.
Spójrzmy pokrótce na wybrane przykłady, popierające tę banalną tezę, uznającą „everyday photography culture” za zjawisko jednak w przeważającej mierze dużo wnoszące.
Pomijając nasuwające się tutaj w sposób oczywisty przykłady różnorodnych „starszych” mediów społecznościowych (np. Facebook) czy serwisów służących hostingowi zdjęć (np. Instagram) zwróćmy uwagę choćby na wewnętrzne sub-aplikacje zawarte w aplikacji Google Maps.
Ta powszechnie znana aplikacja nie spełnia już wyłącznie roli zwykłej interaktywnej mapy czy książki telefonicznej i adresowej, lecz przy wykorzystaniu tak genialnego w swej prostocie narzędzia jakim jest smartfon do zdjęć spełnia kilka ważnych społecznie ról, m.in. medium społecznościowego, forum krytyki kulinarnej (pokazuje, gdzie i co można zjeść), „tajemniczego klienta” (gdzie mnie dobrze obsłużono i gdzie znajdę takie lub inne produkty), na bieżąco odświeżanego informatora turystycznego (co dziś można zobaczyć na wystawie czasowej i dlaczego inne muzeum jest dziś zamknięte), lokalnego koła przewodników turystycznych (gdzie warto pójść i co zobaczyć, by uchwycić koloryt miejscowej kultury, a czego nie dowiemy się nawet od najlepiej przygotowanych pilotów z profesjonalnych biur podróży). A wszystko to przy wsparciu smartfona do zdjęć!
Smartfon do zdjęć – jak wybrać ten najlepszy?
Jaki więc smartfon wybrać, gdy wiemy, że z pewnością będziemy używać wbudowanego aparatu?
Wytwórcy, walcząc o rynek, prześcigają się w coraz to lepszych generacyjnych wersjach poszczególnych podzespołów, w tym i aparatów. Kiedyś, gdy nowy model telefonu komórkowego, a potem smartfonu wchodził na rynek, przekaz marketingowy kładł nacisk na wielkość matrycy.
Od pewnego czasu reklamy internetowe czy bilbordy kładą nacisk na jakość samej optyki i możliwości software, sugerując, że najnowsze modele smartfonu do zdjęć z powodzeniem mogą konkurować z cyfrową lustrzanką. Każdy z czołowych producentów ma tu coś ciekawego do zaoferowania, niestety również i drogiego, ale jak w żadnej innej niszy rynkowej, tak tutaj możemy być pewni, za ceną idzie pełne zaawansowanie technologiczne, wysoka jakość komponentów i z reguły najwyższe parametry.
Smartfony do zdjęć – wiodące marki
Zacznijmy więc od potentata na rynku. Koreański Samsung zaproponował nam ostatnie modele z serii Galaxy S, gdzie 7 ściga się z „ósemką” i „dziewiątką”. Aparaty tych modeli wspierane są czytelną, jak na Samsunga przystało, aplikacją własną.
Galaxy S9 wyposażony został w aparat tylny z podwójną przesłoną (F 1.5/F 2.4) z matrycą 12 MP. Dzięki temu aplikacja poradzi sobie z przetworzeniem zdjęć zrobionych nawet w dość słabym oświetleniu (apka pozwala na regulowanie czasu naświetlania i głębi ostrości), natomiast ta druga przesłona F 2.4 automatycznie zawęża swe pole widzenia, gdy na odwrót, oświetlenie zewnętrzne będzie zbyt silne. Zdjęcia robione aparatem pozbawionym tego modułu będą pozbawione nie tyle ostrości, co odwzorowane barwy będą wyblakłe.
Wysokiej jakości aparat ostatnich Galaxy S dostosuje się także do warunków nocnych (aparat przedni w modelu S9+ ma 8 MP oraz drugi aparat tylni), gdy kamera przystosuje się do zmniejszonej ilości światła na podobieństwo adaptacji, jaką w takich okolicznościach przechodzi ludzkie oko.
Zaraz obok Samsunga postawić możemy ostatnie modele koncernu Huawei, który – jak to często bywa, gdy potęgi sprzedażowe łączą siły z długoletnim doświadczeniem starych marek – korzysta ze wsparcia Leica. Tutaj Mate 20 walczy o miejsce na podium z Mate 20 Pro. Oba te modele odziedziczyły po poprzednikach ze swej rodziny wszystko co najlepsze, a zachwycają potrójnymi aparatami, które wraz z lampą błyskową tworzą charakterystyczny kwadrat na obudowie tylnej.
Chińczycy postawili nie tylko na fenomenalna ostrość obrazu (model Mate 20 ma podwójny aparat tylny Summilux Leica trzeciej generacji o rozdzielczości 20 i 12 MP), ale także dopracowali software, który według wielu obecnych internetowych rankingów pozwala najpełniej wykorzystać obiektyw szerokokątny jednego z owych tylnych teleobiektywów.
Także zdjęcia typu makro doskonale wykonuje się najnowszymi Huaweiami, bowiem idealną ostrość zachowamy już przy odległości nawet 2,5 cm od fotografowanego obiektu.
Chińscy konstruktorzy chwalą się też, że aplikacja aparatów rozpoznaje aż 1500 scenariuszy, co powinno zadowolić tych, którzy przywiązują dużą wagę do późniejszej, wtórnej „obróbki” zdjęć.
Także podobnie jak i konkurencja z Korei, czy z opisanego poniżej japońskiego Sony, również i Huawei nie zapomniał o trybie nocnym, zachowaniem ostrości radzi sobie świetnie główny obiektyw RGB 40 MP zamontowany w modelu Mate 20 Pro.
Z kolei marketing firmy Sony twierdzi, że to „pierwszy taki smartfon od Sony”, a mowa tu o Xperia XZ3, który stara się wyprzedzić konkurencję nie tyle zaawansowaniem podzespołów, ile dodatkami softwarowymi, które zwiększają komfort użytkowania (np. funkcja Smart Launch „odpala” podgląd aparatu przy wychyleniu telefonu do pozycji horyzontalnej). Co prawda optyczna stabilizację obrazu zastąpiono tu systemem EIS (cyfrowa stabilizacja obrazu), lecz smartfona wspierają dwa obiektywy, przedni 13 MP i tylni 19 MP, obiektyw o przesłonie F/2.0, jeden z najczęściej nagradzanych obiektywów na rynku.
Powyższe mini-zestawienie nie rości sobie oczywiście pretensji do stworzenia rankingu ostatecznego i komplementarnego. Upływ czasu generuje postęp technologiczny, więc takie porównania są ze swej natury nietrwałe i tymczasowe. To my przy wyborze smartfona do zdjęć kierujemy się nie tylko marketingiem wielkich firm, lecz weźmy pod uwagę własne, swoiste odczucia związane z komfortem użytkowania.
Adam Mazguła: Oto ci, co byli ponad Bogów

Adam Mazguła
Pomniki wstydu byłyby pamiątką - przestrogą po tych, co za miłością Chrystusa schowali swoją butę, pychę i pogardę dla człowieka.
Pomnik Jankowskiego powinien stać i przypominać wszystkim, którzy kroczą drogą głuchego, ślepego i milczącego polskiego katolika, do czego prowadzi fałsz i brak opamiętania.
Obok niego, powinno się już budować pomnik „flaszki”, oszusta i satrapy. Potem jeszcze zbudujcie pomnik niszczyciela Polski i oligarchy z Torunia. Zostawcie jeszcze miejsce dla bohatera pogromów całej narodowości w Rwandzie oraz dystrybutora kawałków JPII jako wota i krakowskiego zarządcy Wawelu, który za pochówek Lecha zażądał prawa do wskazania prezydenta naszego kraju. To nie jest lista skończona.
Wszyscy oni powinni mieś pomniki wielkie, a miniatury sprzedawane w każdym sklepie z pamiątkami. Koniecznie jednak z napisem:
Oto ci, co byli ponad Bogów!
Obligatoryjnie do każdej statuetki powinno się rozdawać ulotki z informacją o skali ich bezkarnych gwałtów, oszustw, doprowadzeń dzieci do śmierci, manipulacji politycznych i finansowych, zwykłego chamstwa w cieniu krzyża.
Jestem również za tym, aby pojawiły się tam nazwiska innych milczący biskupów, księży, polityków i rodziców znoszących krzywdę swoich dzieci dla fałszywej świętości.
To byłaby przestroga dla tych, co tolerują przestępstwa, bo „nie będą się narażać” i dla PiS – partii nienawiści, która w komitywie z takimi nadludźmi rujnuje Polskę i prowadzi do upadku.
Te pomniki wstydu byłyby pamiątką – przestrogą po tych, co za miłością Chrystusa schowali swoją butę, pychę i pogardę dla człowieka.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
„Sposobem George’a na życie było umrzeć młodo… najpóźniej jak się da”

Bartek Węglarczyk
Sposobem George'a na życie było umrzeć młodo...najpóźniej jak się da. - Podpisuję się pod tym zdaniem każdą cząstką mojej duszy.
Słuchałem dziś (05 grudnia) pięknych przemówień na pogrzebie prezydenta George’a H.W. Busha w Waszyngtonie. Przemówień poruszających, wzniosłych, ale i śmiesznych, zabawnych, takich, które co chwila powodowały płacz setek gości w waszyngtońskiej katedrze – płacz ze wzruszenia lub ze śmiechu.
To było pełne pożegnanie pełnego życia. Tak powinniśmy żegnać tych bliskich nam – pamiętając o tym, co zrobili pięknego, dziękując im za to, że mogliśmy być blisko ich, pamiętając o tym, że kochamy ludzi za to, jakimi są, z ich zaletami, ale i z ich wadami.
Dwa piękne zdania z dwóch przemówień, które zapamiętam na długo:
- „Nienawiść zawsze powoduje korozję pojemnika, w którym się znajduje”. – Tak, nienawiść zawsze nas niszczy, nigdy w nas niczego nie buduje. Warto to zdanie wbić sobie do głowy i regularnie przypominać.
- „Sposobem George’a na życie było umrzeć młodo…najpóźniej jak się da”. – Podpisuję się pod tym zdaniem każdą cząstką mojej duszy.
Nigdy nie lubiłem czarno-białych zdjęć ludzi, którzy umarli. Nie rozumiem tego zwyczaju. Żadne życie nie jest czarno-białe. Życie jest zawsze kolorowe, a życie ludzi nam bliskich jest kolorowe tak bardzo, że na nas te kolory spływają. Pięknych ludzi chcę pamiętać właśnie tak, w pięknych kolorach.
Bartek Węglarczyk
Czynniki zwiększających ryzyko nowotworu. Naukowcy łamią mity
Nie rób tego, nie pij tamtego, uważaj na to. Na pewno każdy, przynajmniej raz w życiu usłyszał, że czegoś nie wolno mu robić, bo może powodować to raka. Naukowcy z University College London i University of Leeds, postanowili zbadać co sądzą Brytyjczycy, na temat przyczyn raka.
Bardzo często właściwości rakotwórcze przypisuje się elementom życia codziennego. Wiele z nich to mity: korzystanie z kuchenek mikrofalowych, spożywanie napojów z plastikowych butelek, czy też mieszkanie w pobliżu linii energetycznych, to tylko niektóre, z niepotwierdzonych czynników zwiększających ryzyko zachorowanie na raka. Ale już na przykład stres to fakt – jest jednym z czynników zwiększających ryzyko nowotworu.
W co wierzymy najczęściej i jaka jest nasza wiedza o nowotworach, zbadali naukowcy z Wielkiej Brytanii.
Metoda badawcza
W celu zebrania niezbędnych danych, przeprowadzono badanie ankietowe na grupie 1327 osób.
Uczestnikom zadano pytania na temat potwierdzonych naukowo czynników zwiększających ryzyko zachorowania na raka oraz czynników, o których powszechnie mówi się, że powodują raka. Przy każdym z czynników badany miał zaznaczyć na skali Likerta (jest to pięciostopniowa skala wykorzystywana do badań statystycznych), na ile zgadza się z danym stwierdzeniem.
Oprócz pytań, dotyczących wiedzy o przyczynach raka, badani zostali poproszeni również o podanie danych na temat swojego wieku, wagi, płci, a także innych elementów związanych z trybem życia i nałogami.
Wyniki badania
Najczęściej wskazywanymi przyczynami raka był stres (43 proc.) i dodatki do żywności (42 proc.) – FAKTY
Na trzecim i czwartym miejscu znalazły się: szkodliwy wpływ pola elektromagnetycznego (35 proc.) i jedzenie genetycznie modyfikowane (34 proc.). Co ciekawe, aż 19 proc. badanych uważało kuchenki mikrofalowe za szkodliwe, a 15 proc. osób twierdziło, że picie z plastikowych butelek powoduje raka. – MITY
Mimo wszystko, badanie dowiodło, że świadomość potwierdzonych naukowo czynników zwiększających ryzyko raka jest więc większa, niż tych niepotwierdzonych. Stres (zwłaszcza ten przewlekły) i niektóre dodatki do żywności (np. substancje konserwujące mięso) są uznawane za sprzyjające rozwojowi nowotworów.
Co ciekawe, w porównaniu z wcześniejszymi badaniami tego typu, wzrosła liczba osób wierzących w nieudowodnione przyczyny raka. Dlaczego? Można domniemywać, że winę za to ponoszą media społecznościowe, w których bardzo często rozprzestrzeniają się tzw. fake news (fałszywe informacje).
Podsumowanie badania
– To niepokojące, że tak wiele osób wierzy w czynniki ryzyka, dla których nie ma przekonujących dowodów – zauważył dr Samuel Smith z University of Leeds.
Warto pamiętać, że czterem z dziesięciu przypadkom raka można zapobiec poprzez zmianę stylu życia. Dlatego jest ważne, abyśmy informacje o tym co nam szkodzi, nabywali z wiarygodnych źródeł. Znając prawdziwe czynniki ryzyka, możemy zmniejszyć indywidualne ryzyko choroby, zamiast tracić czas na martwienie się fałszywymi doniesieniami o przyczynach raka.
Jeżeli czytamy jakiś artykuł, publikacje, – sprawdzajmy źródło. Napisanie, że coś zostało potwierdzone przez „amerykańskich naukowców” to niestety trochę za mało.
Zdrowie, mamy tylko jedno, więc dbajmy o nie!
(PAP) Oktawia Kuruś /
Źródło: Lion Shahab, Jennifer A. McGowan, Jo Waller, Samuel G.Smith, Prevalence of beliefs about actual and mythical causes of cancer and their association with socio-demographic and health-related characteristics: Findings from a cross-sectional survey in England, European Journal of CancerKampania realizowana w ramach Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych, zadanie Promocja zdrowia i profilaktyka nowotworów, finansowana ze środków Ministra
Zdrowia.www.gov.pl/zdrowiewww.planujedlugiezycie.pl
Czy warto szukać pracy zagranicą na własną rękę?
Nadal bardzo wielu Polaków decyduje się na pracę za granicą. Kuszą nas przede wszystkim atrakcyjne zarobki oraz lepsze perspektywy życia. Czy w takim przypadku warto zaczynać poszukiwania pracy na własną rękę?
Znalezienie atrakcyjnej oferty pracy w innym kraju może wydawać się sporym problemem. Przyzwyczajeni do naszego, polskiego rynku pracy, często nie wiemy, gdzie poszukiwać ogłoszeń, jak na nie odpowiadać, jak przygotować się do rekrutacji.
Właśnie dlatego dużym powodzeniem cieszą się agencje pracy, na przykład carework.pl, które oferują swoim klientom kompleksową pomoc w znalezieniu zatrudnienia za granicą.
Dlaczego warto wybrać agencje pracy?
Dzisiaj na polskim rynku działa wiele agencji pracy specjalizujących się w pośrednictwie pracy za granicą. Wiele z nich skupia się również na określonych zawodach, na przykład wspomniana agencja carework.pl poszukuje opiekunów dla osób starszych.
Korzystanie ze wsparcia agencji pracy ma wiele zalet – razem z nimi znalezienie atrakcyjnego zatrudnienia może stać się jeszcze prostsze. Wyjazd nie jest więc organizowany w ciemno – wszystko może być dopięte na ostatni guzik.
Zalety korzystania z usług agencji pracy:
- dostęp do szerokiej gamy oferty pracy
- ułatwienie kontaktu z pracodawcą
- bezpieczniejsze warunki zatrudnienia
- legalne zatrudnienie i opłacanie wszystkich wymaganych składek
- pomoc w zakresie organizacji wyjazdu za granicę
- wsparcie w nauce języków obcych
- usługi tłumaczeniowe
Wobec tego osoby korzystające z pomocy agencji pracy mogą liczyć na pełne wsparcie od momentu znalezienia oferty pracy aż do przygotowania wyjazdu. Na pomoc można liczyć również podczas pobytu za granicą – pracownicy agencji są gotowi do odpowiedzi na wszystkie pytania.
Jak znaleźć dobrą agencję pracy za granicą?
Aby zadowolenie z wyjazdu do pracy za granicę było pełne, warto wybrać agencję pracy, która ma w tym doświadczenie, a także będzie cieszyła się uznaniem swoich pracowników.
Dzisiaj opinie na temat agencji można znaleźć bez problemu on-line – to pomoże w znalezieniu dobrego pośrednika pracy.
Czy Wielka Brytania będzie mogła odwołać brexit?
W opinii rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) nie ma przeszkód prawnych, aby Wielka Brytania mogła jednostronnie wycofać swoją deyczję o Brexicie. Opinia rzecznika generalnego poprzedza każdy wyrok TSUE, ale sędziowie nie są nią zobowiązani.
Rzecznik generalny TSUE Manuel Campos Sanchez-Bordona ocenił, że nie ma w prawie unijnym przepisów zabraniających brytyjskiemu rządowi wycofania się z decyzji o skorzystaniu z art. 50 unijnego traktatu, na mocy którego odbędzie się brexit. I to nawet po ostatecznym zakończeniu brytyjsko-unijnych negocjacji. Co więcej, Londyn nie potrzebuje do tego zgody pozostałych państw członkowskich UE.
Pozew szkockich polityków
Pytanie w tej sprawie skierowali do TSUE szkoccy politycy, który są przeciwni wyjściu Wielkiej Brytanii z UE. W grupie znaleźli się posłowie i europosłowie Zielonych, Szkockiej Partii Narodowej (SNP) i Partii Pracy. Ich pozew trafił do sądu w Edynburgu, a ten zadał pytanie TSUE. Rząd brytyjski dwukrotnie wnioskował o oddalenie powództwa, ale bezskutecznie. Tydzień temu podczas wysłuchania przez Wielką Izbą Trybunału zarówno prawnicy reprezentujący brytyjskie władze, jak i Komisję Europejską argumentowali przeciw szkockiemu pozwowi.
Dotąd przeważał pogląd, że zawieszenie procedury brexitu lub też jej odwołanie byłoby możliwe jedynie jeśli zgodę na to wyraziłyby wszystkie państwa członkowskie UE.
Zarówno Bruksela, jak i Londyn przekonywały do niedawna, że cały proces jest nieodwołalny. Jednak premier Wielkiej Brytanii Theresa May przekonuje w ostatnich dniach, że odrzucenie 11 grudnia przez Izbę Gmin projektu umowy brexitowej wynegocjowanej między jej rządem a Unią Europejską „zagrozi procesowi brexitu, opóźni go lub nawet całkowicie uniemożliwi”. Teraz May może powoływać się w tej kwestii na opinię rzecznika generalnego TSUE.

Theresa May: Odrzucenie 11 grudnia przez Izbę Gmin projektu umowy brexitowej zagrozi procesowi brexitu, opóźni go lub nawet całkowicie uniemożliwi. Fot. flickr
Niepewny wynik głosowania w Izbie Gmin
Opinia rzecznika to jednak nie wyrok całego Trybunału. I nie jest ona wiążąca dla sędziów. Rzadko zdarza się, aby odbiegała od końcowego werdyktu TSUE, ale nie jest to wykluczone. Sanchez-Bordona ocenił w swojej opinii, że nie istnieją przepisy zabraniające Londynowi czasowego lub całkowitego wstrzymania brexitu pod warunkiem, że ewentualna umowa brexitowa nie weszła ostatecznie w życie.
Jeden z autorów pozwu – szkocki europoseł Alyn Smith (Zieloni-Wolny Sojusz Europejski), który należy do SNP stwierdził, że „wreszcie mamy mapę drogową do wyjścia z tego brexitowego pobojowiska”. – Są inne rozwiązania i możemy wreszcie zatrzymać tykający zegar – mówił Smith.
Nie wiadomo kiedy zapadnie ostateczny wyrok TSUE, ale bardzo mało prawdopodobne, aby doszło do tego przed 11 grudnia, kiedy zaplanowane jest w Izbie Gmin głosowanie ws. projektu umowy brexitowej. Odrzucenie jej zapowiada ponad 80 posłów rządzącej Partii Konserwatywnej, a także posłowie SNP, północnoirlandzkiej Demokratycznej Partii Unionistycznej, proeuropejscy Liberalni Demokraci oraz duża część opozycyjnej Partii Pracy. Wynik głosowania jest więc dla rządu Theresy May mocno niepewny.
Michał Strzałkowski / Artykuł pochodzi ze strony EURACTIV.pl
Adam Bodnar: rozmontowywanie państwa prawa trwa. Wybory w 2019 r. zdecydują o przyszłości Polski
Społeczeństwo obywatelskie w Polsce odniosło symboliczne zwycięstwo, lecz nowelizacja ustawy o SN to tylko chwilowe powstrzymanie reform sądownictwa. O wszystkim zdecydują wybory parlamentarne w 2019 r.

Adam Bodnar, doktor nauk prawnych, działacz na rzecz praw człowieka, od 2015 rzecznik praw obywatelskich
– Nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym jest symbolicznym zwycięstwem społeczeństwa obywatelskiego – powiedział rzecznik praw obywatelkich Adam Bodnar we wtorek w Berlinie. Zastrzegł, że „chwilowe powstrzymanie reformy sądownictwa” nie oznacza bynajmniej, że cały proces „rozmontowywania rządów prawa” w Polsce został definitywnie zakończony.
Bodnar uczestniczył we wtorek (4.12.2018) w spotkaniu zorganizowanym przez niemiecką Fundację Konrada Adenauera poświęconym raportowi ONZ na temat sytuacji w polskim sądownictwie. W spotkaniu wziął też udział autor opublikowanego na wiosnę raportu, specjalny wysłannik ONZ Diego Garcia-Sayen.
– To jedynie chwilowe zatrzymanie reform. Kluczowe jest to, że nadal istnieje Krajowa Rada Sądownictwa, że funkcjonuje w niezmienionym kształcie, a przecież były istotne wątpliwości dotyczące sposobu uchwalenia ustawy KRS, a także całego procesu wyboru członków sędziowskich KRS – mówił Bodnar. Jak zaznaczył, to właśnie KRS ma „kluczowy wpływ” na postrzeganie niezależności sądownictwa oraz na przyszłe nominacje sędziowskie.
Rzecznik zwrócił uwagę, że nadal istnieją narzędzia dyscyplinowania sędziów, problemem jest to, czy zostaną użyte. Wątpliwości budzi też funkcjonowanie dwóch izb Sądu Najwyższego – dyscyplinarnej i kontroli nadzwyczajnej.
Wybory w 2019 r. zdecydują o przyszłości Polski
Zdaniem Bodnara wybory parlamentarne w 2019 roku zdecydują o przyszłości Polski. – Albo obecne reformy będą kontynuowane w kierunku dalszego podporządkowywania sądownictwa i objęcia kontrolą także mediów prywatnych, albo wrócimy na ścieżkę demokratyczną, proeuropejską, i wtedy trzeba będzie naprawić wiele rzeczy z tych, które zostały popsute, jeśli chodzi o funkcjonowanie rządów prawa – powiedział Bodnar.
Rzecznik zwrócił uwagę na zagrożenie wynikające z faktu powierzenia nowej izbie SN uprawnień do decydowania o ważności wyborów parlamentarnych.
– Teoretycznie funkcjonowanie izby kontroli nadzwyczajnej i spraw publicznych, która decyduje o ważności wyborów, może mieć pewne znaczenie z punktu widzenia oceny ważności wyborów. Ja wierzę, że tak się nie stanie i że ta izba zacznie normalnie funkcjonować, pomimo tego, że jej grzechem pierworodnym jest sposób wyboru jej członków – powiedział Bodnar. – Nie można jednak takiego niebezpieczeństwa, na przykład unieważnienia wyborów, wykluczyć – dodał rzecznik.
ONZ: celem PiS kontrola nad sądami
Nawiązując do swojego raportu, Garcia-Sayan powiedział, że celem rządu PiS była „polityczna kontrola” nad sądami, a nie ich większa efektywność. Jego zdaniem przejęcie kontroli nad Trybunałem Konstytucyjnym było „pierwszym krokiem” na drodze do podporządkowania przez rząd wymiaru sprawiedliwości. Jego zdaniem sytuacja w Polsce przypominała sytuację w niektórych krajach latynoamerykańskich.
Garcia-Sayan przebywał w Polsce na zaproszenie polskiego rządu w październiku 2017 roku. Po rozmowach z sędziami, prokuratorami, przedstawicielami władzy wykonawczej i ustawodawczej oraz organizacjami pozarządowymi sporządził raport opublikowany w kwietniu br. Krytykował w nim wdrażane przez polski rząd reformy. W jego opinii zmiany w polskim prawie osłabiły trójpodział władz. Sprawozdawca ONZ skrytykował również działalność Polskiej Fundacji Narodowej. Jego zdaniem Fundacja przedstawiała sędziów jako wrogów Polaków.
W ocenie Bodnara raport Garcia-Sayana miał „szczególne znaczenie” dla rozwoju sytuacji w Polsce.
– Sprawozdawca pochodzi z Peru i wie, jak to wszystko wyglądało w jego kraju i innych krajach Ameryki Łacińskiej, potrafił doskonale zorientować się w dynamice zmian w Polsce: że nie chodzi tylko o zmianę przepisu legislacyjnego, czy zmianę instytucji, ale że wszystko odbywa się krok po kroku i ma na celu de facto polityczne opanowanie sądownictwa – wyjaśnił Bodnar.
Prezes Fundacji Adenauera Hans-Gert Poettering powiedział, że przykład Polski pokazuje, iż nawet kraje Unii Europejskiej nie są całkowicie odporne na pokusy naruszania praworządności. Zastrzegł, że Niemcy przez wzgląd na historię nie powinny znajdować się w czołówce krajów krytykujących Polskę.
REDAKCJA POLECA
Dariusz Stokwiszewski: Czy Polska to już państwo teokratyczne – drugi Iran?!

Dariusz Stokwiszewski
Księża, a zwłaszcza najwyższa hierarchia KK, tak bardzo upolitycznili swoje działania, że politycy szczególnie ci, obecnie rządzący, „jedzą im z ręki”! W efekcie tego, niemal wszyscy prominenci PiS prześcigają się w składaniu hołdów, co szczególnie przejawia się w rozdawnictwie państwowych/naszych pieniędzy na rzecz instytucji kościelnych.
Jak słusznie w swej wypowiedzi podkreśla prof. Tadeusz Gadacz, PiS prawdopodobnie nie mógłby wygrać jakichkolwiek wyborów, gdyby nie wsparcie elektoratu toruńskiego redemptorysty Tadeusza Rydzyka. I przyznam tu, że ciężko przechodzi mi przez gardło słowo „ojciec, ksiądz czy kapłan”, bo nie uważam tego człowieka za osobę godną szat duchownego religii rzymsko – katolickiej! Religii, której twórca nawoływał do ubóstwa i miłości, nie do nienawiści i pogardy dla bliźniego.
Jeszcze nie tak dawno, niecały rok temu, kiedy po raz pierwszy zagościłem na stronach FB i portalu The Fad nie sądziłem, że przyjdzie mi pisać krytyczne słowa o tych, którzy mienią się być naszymi pasterzami i nauczycielami wiary. Pamiętam ile razy starałem się bronić KK wierząc w to, że tak należy. Prawa do wiary w Boga bronię nadal, ale straciłem zaufanie do tych, którzy zamiast głosić słowo Stwórcy i żyć według jego zasad dając dobry przykład, postępują często tak bardzo haniebnie, że bronić ich nawet nie wypada.
Polski Kościół tak bardzo zaangażował się w bieżącą politykę, że stał się jednym z jej najbardziej wpływowych filarów i aktorów, ze szkodą dla siebie oraz wiary katolickiej. Księża, a zwłaszcza najwyższa hierarchia KK, tak bardzo upolitycznili swoje działania, że politycy szczególnie ci, obecnie rządzący, „jedzą im z ręki”! W efekcie tego, niemal wszyscy prominenci PiS prześcigają się w składaniu hołdów, co szczególnie przejawia się w rozdawnictwie państwowych/naszych pieniędzy na rzecz instytucji kościelnych. Ten proceder stał się tak bardzo naganny, że przekroczył granice zdrowego rozsądku i jakiegokolwiek umiaru! A mimo to, takim, jak „słynny toruński redemptorysta” ciągle mało i mało (sic!).
Stąd szczególnym według mnie złem i przykładem totalnego rozpasania jest działalność właśnie biznesmena znad Wisły. Rydzyk, bo o nim mowa, zbudował za pieniądze ludzi (nie chcę tu pisać o rzeczach, które budzą mój wstręt, ale są także powszechnie znane, jak choćby nierozliczone dotąd pieniądze stoczniowe etc.) ogromne imperium nie tylko medialne, ale i finansowe, które po prostu „doi polskie państwo” na skalę niesłychaną! To już nie jakieś „parę” milionów a sto kilkadziesiąt, które jako „daninę” płaci każde ministerstwo na rzecz Radia Maryja i TV Trwam! Władze państwowe ogarnął „amok”, który staje się coraz bardziej zgubny dla naszej ojczyzny! Różni ludzie oraz środowiska ślą skargi (episkopat ich raczej nie czyta) nawet do Papieża, a silnych na cwaniaków nie ma! Skoro tak to na kogo spada odium odpowiedzialności za to, co ma miejsce w kraju, którego władze z „hołdami lennymi” jeżdżą gremialnie na uroczystości do Torunia, za które prawdopodobnie płacimy wszyscy. Te ostanie, z udziałem rządu oraz pisowskich oficjeli zamieniło się w tragifarsę, podczas której premier polskiego rządu „wygłaszał mowy” kwalifikujące go do rezygnacji ze stanowiska i aplikowanie na funkcję jakiegoś starszego kasjera lub doradcę w jakimś prowincjonalnym banku! Skandal goni skandal, „Titanic” idzie na dno, a Państwo z PiS i obwieszony złotem i srebrem kler bawią się na całego!
Bo nie jest tak, że nie można z tym nic zrobić i choćby przepędzić na cztery wiatry, albo zamknąć w klasztornej celi (czy nasi zakonnicy wiedzą jeszcze co to?) takiego Rydzyka i/lub jemu podobnych?! Jeszcze można uzdrowić KK w Polsce przywrócić go do jego powołania, ale trzeba najpierw oczyścić go ze zła i pseudo nauczycieli i „kierowników duchowych”, którzy zajmują się gromadzeniem majątków, zamiast odkupywaniem win za przestępstwa pedofilii i wspomożeniem biednych. Klucz do środowiska stworzonego przez „ojca dyrektora, doktora i dyktatora” znajduje się w rękach polskiego episkopatu, ale trzeba chcieć, a ten nie chce! To biskupi, choć może nie bezpośrednio, co i tak nie tłumaczy ich wcale, są odpowiedzialni za kształt sytuacji społeczno – politycznej w naszej ojczyźnie. To oni właśnie (wraz z władzami redemptorystów) odpowiadają za to, co w miejscach kultu religijnego wypowiadają politycy! Mało tego myślę, że są również w wielu przypadkach „spirytus movens” działań, mających na celu zniewolenie ludzi poprzez nakładanie na nich kagańca posłuszeństwa nawet wbrew temu, co ci myślą oraz deklarują.
Ta odpowiedzialność w przypadku jednych biskupów wynika z ich milczącej akceptacji skandalicznych działań niektórych przedstawicieli kleru, natomiast w przypadku innych z obojętności na losy zwykłych ludzi. „Ważne”, że biskupi i kler mają pieniądze. My obywatele mamy zaś bez względu na to wszystko dostarczać nowych poddanych, nawet takich, którzy tuż po narodzinach skazani są na cierpienie przed nieuchronną śmiercią w ciągu krótkiego czasu (tu casus pewnego lekarza ginekologa z tytułem profesora, który będąc katolickim neofitą, kiedyś masowo dokonywał setek aborcji). W świecie obecnej władzy, ale też KK nie ma win nie do naprawienia, jeśli tylko stanie się po „właściwej, pisowsko – klerykalnej” stronie! Dawnym „komuchom i/lub esbekom” niezgodnie z prawem RP (lex retro non agit!) zabierane się pieniądze z emerytur, a swoim daje się zarabiać miliony w spółkach skarbu państwa! Jaka to „sprawiedliwość”; pisowska, czy kościelna?!
Uroczystości z okazji 27. rocznicy powstania @RadioMaryja – pieśń „Abyśmy byli jedno” #27latRM pic.twitter.com/0suxgjJzsu
— Radio Maryja (@RadioMaryja) December 1, 2018
PS.
Do rządzących i sprzyjających im hierarchów: jeśli marzy wam się drugi Iran bądź Arabia Saudyjska to wolna droga – wschodnie rubieże Federacji Rosyjskiej są niemalże puste – niezamieszkane. Myślę, że dla ludzi, których działania powodują „wzrost akcji” Rosji, W. Putin otworzy szeroko ramiona i powita chlebem i solą, a nawet kwaszonym ogórkiem i „musztardówką” bimbru!
Dariusz Stokwiszewski
PiS i radio Maryja – jedno skojarzenie 🤦🏼♀️ pic.twitter.com/VkIhNQeRun
— Renatka (@kopacz_renata) December 3, 2018














