Roman Giertych: Jak Andrzej Duda Żeromskiemu order dawał

Roman Giertych
Anegdotę opisał mi Juliusz Braun (i uzyskał od b. pani dyrektor zgodę na jej upublicznienie) i morał z niej jest taki, że nadawanie orderów zmarłym może przyjść do głowy tylko temu, od kogo żywi mogą ich nie chcieć.
Na 11 listopada Prezydent Andrzej Duda uhonorował kilkunastu zmarłych Polaków orderem Orła Białego (odmówić nie mogli).
Kancelaria pana Prezydenta dzwoniła do b. dyrektorki Muzeum Lat Szkolnych Żeromskiego z Kielc Kazimiery Zapała jako najwybitniejszej znawczyni wszystkiego co wiąże się z Stefanem Żeromskim. Pytali ją, czy jest ktoś z rodziny, kto mógłby order w imieniu zmarłego pisarza odebrać. Pani dyrektor odpowiedziała, że z tego co wie nie ma żyjących potomków Żeromskiego.
Niezrażona tym kancelaria pyta, a może ktoś z dalszej rodziny od strony matki pisarza żyje? Pani dyrektor mówi: tak od strony matki wie, że krewnym jest Juliusz Braun.
Urzędniczka po konsultacjach w kancelarii oddzwoniła i mówi, że Braun odpada i pyta może ktoś od strony ojca?
Na to pani Kazimiera odpowiedziała: i owszem, od strony ojca krewnym jest Roman Giertych. Urzędniczka zamilkła i skończyła rozmowę. W imieniu Żeromskiego order odebrała obecna dyrektorka muzeum.
Anegdotę opisał mi Juliusz Braun (i uzyskał od b. pani dyrektor zgodę na jej upublicznienie) i morał z niej jest taki, że nadawanie orderów zmarłym może przyjść do głowy tylko temu, od kogo żywi mogą ich nie chcieć.
Roman Giertych
Rafał Sulikowski: Mentalność jako klucz. Dlaczego nie odnosimy wielkich sukcesów?

Rafał Sulikowski
W Polsce rządzi władza, która zawarła pakt z Kościołem. Ten drugi zawsze dążył do władzy ziemskiej pod pretekstem dbania o nasze dusze i życie wieczne. Zawsze twierdził, że tylko w Kościele jest zbawienie.
Polska nie była ani przez rok w ciągu 25 lat “zieloną wyspą”, nie zdarzył się też żaden “gospodarczy cud”.
Każda kolejna ekipa rządowa poległa na gospodarce, bo oprócz igrzysk rozmaitego rodzaju, ludzie muszą codziennie jeszcze jeść chleb.
Kiedyś Jacek Żakowski postawił podstawowe pytanie, co przeszkadza Polakom w odnoszeniu wymiernych sukcesów, w bogaceniu się i korzystaniu z faktu, że żyjemy prawdopodobnie w najlepszym z okresów w historii ludzkości, przynajmniej pod względem technologicznym?
Właśnie, jest coś, co nam przeszkadza. Ale co to dokładnie jest?
Cóż, wydaje się, że odpowiedź na to kapitalne zresztą pytanie wcale nie jest taka trudna, jak można by sądzić. Ale odpowiedź ta skrywa bardzo wiele nakładających się problemów. I o nich ten tekst będzie.
W Polsce rządzi władza, która zawarła pakt z Kościołem. Ten drugi zawsze dążył do władzy ziemskiej pod pretekstem dbania o nasze dusze i życie wieczne. Zawsze twierdził, że “tylko w Kościele jest zbawienie”. I szczęście! Tak, Kościół naobiecywał, a nic nie dotrzymał. Katolicy nie są ani trochę bardziej szczęśliwi niż ateiści czy ludzie innych religii. Można sądzić, a są na to liczne dowody z historii, że jest dokładnie na odwrót – katolicy są mniej, a czasem o wiele mniej szczęśliwi niż ateiści czy eks-katolicy. Niektórzy są wręcz nieszczęśliwi, a spora grupa katolików rocznie podejmuje próby samobójcze. Przecież każdy potencjalny samobójca w Polsce był ochrzczony, chodził na religię, może ma ślub kościelny. I co? Kościół umywa ręce – my nie mamy z nieszczęściami, jakie chodzą po ludziach nic wspólnego. Naprawdę?
Czy wierzycie Państwo, że Kociół Katolicki naprawdę czyni samo dobro? Że uszczęśliwia swymi naukami ludzi? Że ludzie są szczęśliwi, kiedy idą albo wracają w niedzielę z kościołów? Nie, nie uszczęśliwia – jest odwrotnie: wielu ludzi, tych bardziej wrażliwych, zostało unieszczęśliwionych, a nie mówię tu teraz o ofiarach pedofilii, tylko zwyczajnych, przeciętnych katolikach. Sam przecież nim jestem. I ze środka KK mówię wszystkim stojącym na zewnątrz, żeby pozostali na dystans. Nie dajcie się w to wciągnąć, w tę chorą grę grożenia, a potem obłaskawiania, grę wyrzutów sumienia, a potem rozgrzeszania i tak w nieskończoność. Prawdy w KK dziś już nie znajdziecie – ona jest poza wszelkimi instytucjami ludzkimi. Jestem pewien, że KK nie reprezentuje czystej nauki Jezusa na ziemi i że wymyślaniem kolejnych świąt niszczy polską gospodarkę, bo każde takie święto to miliony złotych strat dla wielu ludzi.
Teraz więc odpowiadam Jackowi Żakowskiemu na jego pytanie, co lub kto przeszkadza Polakom?
Przeszkadzają upiory religii z dawnej przeszłości, zaszłości historyczne na tym polu, nauki kościelne, zwłaszcza wtrącanie się permanentne w sprawy intymne, które są wyłącznie prywatne.
Odpowiadam: mnie jako Polakowi przeszkadza KK i jego religia, przeszkadzają nudne kazania i homilie, po których jestem totalnie rozbity. Nie zapamiętałem nigdy ani jego mądrego kazania, bo ich zwyczajnie zabrakło.
Inaczej mówiąc, przeszkadza Polakom i Polkom mentalność odziedziczona zarówno z feudalnego, klerykalnego społeczeństwa średniowiecza, jak i z myślenia komunistycznego, w którym nikt za nic nie był odpowiedzialny, bo własność prywatna prawie nie istniała.
Przeszkadza nam wtrącanie się KK w życie polityczne, kulturalne, społeczne, naukowe, artystyczne — wtrącanie się dosłownie we wszystko.
Katolicyzm ma zakusy totalistyczne i chce być doktryną, która – jak sami jej przywódcy przyznają – ma ambicje ogarnąć całość rzeczywistości, dostępnej poznaniu. Żadna dziedzina życia nie powinna być pozostawiona bez opinii KK – do tego KK dążył przez całe stulecia, wzorując się na imperiach w rodzaju Cesarstwa Rzymskiego i przejmując ich metody sprawowania władzy dla bogactwa i seksu.
Wiem, że są to uwagi radykalne, ale dziś potrzeba takiego ostrego spojrzenia, bo naprawdę postęp techniczny, naukowy, artystyczny i społeczny są dziś zagrożone przez fundamentalistyczny katolicyzm, który jest lustrzanym odbiciem innych fanatyzmów, przede wszystkim islamu, ale nie tylko. Dlatego można z całym spokojem stwierdzić, że dopóki KK nie odejdzie w sferę prywatną, nie zniknie ze sfery publicznej, nie będzie w Polsce normalnie. Czekamy tedy na przywrócenie normalności, która oznacza separację państwa i Kościoła.
Nie jest przestrzegany nawet wypracowany kiedyś konkordat, w którym ustawiono dość dobrze relacje KK z państwem, jak i Polski z Watykanem. Nie są też wprowadzane w życie zalecenia Soborowe – Kościół w dokumencie “Dominus Iesus” z roku 2000 powrócił do integryzmu, twierdząc, że tylko w nim jest zbawienie ludzi, nawet niewierzących i wyznawców religii światowych.
Ten kuriozalny dokument nieprzypadkowo pojawił się pod koniec pontyfikatu JPII, dziś nie zostałby tak zredagowany, bo Franciszek pragnie odnowy KK w duchu soborowym, w czym
przeszkadza mu watykańska grupa trzymająca władzę. Jest jednak nadzieja, że z każdym kolejnym pontyfikatem KK będzie bardziej elastyczny w zbiorowym myśleniu, bardziej pluralistyczny i mniej “monologowy”. Może jednak trzeba będzie na to jeszcze poczekać.
Rafał Sulikowski
Nowi legalni bukmacherzy internetowi w Polsce!
Już od ponad roku trwa nowa rzeczywistość prawna związana z nowelizacją ustawy hazardowej. Zmiany nie oznaczały jednak zamknięcia drogi dla zakładów bukmacherskich, które jeszcze nie posiadały licencji od Ministerstwa Finansów, o czym świadczą wydarzenia ostatnich miesięcy – grono legalnych bukmacherów powiększyło się o kilka podmiotów. Co wiadomo o nowych operatorach i czego się spodziewać?
W tym roku listę legalnych bukmacherów internetowych w Polsce zasiliły następujące podmioty:
- TOTALbet Zakłady Bukmacherskie, zezwolenie z dnia 22 marca 2018 r. nr PS4.6831.15.2017
- Cherry Online Polska, zezwolenie z dnia 28 czerwca 2018 r. nr PS4.6831.26.2017
- BEM Operations Limited, zezwolenie z dnia 26 września 2018 r. nr PS4.6831.11.2017
- BetFan, zezwolenie z dnia 29 października 2018 r. nr PS4.6831.3.2018
- Ewinner, zezwolenie z dnia 30 października 2018 r. nr PS4.6831.29.2017
TOTALbet
TOTALbet to firma z polskim kapitałem, należąca do Grupy ZPR Media, której członkami są również Radio ESKA czy Super Express, co może już wskazywać na charakter marki. Każda firma, stawiając pierwsze kroki na rynku, pragnie zwrócić na siebie uwagę. Na co postawił TOTALbet?
Bukmacher chwali się jednym z najlepszych cashoutów na rynku. Oprócz tego, TOTALbet próbuje wybić się, oferując rozwiązania niedostępne u większości konkurencyjnych firm. Jednym z nich jest na przykład konto tymczasowe – nowi klienci, chcący przetestować operatora, mogą przez 90 dni korzystać z jego usług bez przechodzenia pełnej rejestracji. Dopiero po upływie tego czasu należy podjąć decyzję – albo zmienić konto tymczasowe na stałe i grać dalej, albo zrezygnować. Wybór należy do gracza.
PZBuk
Drugi na liście początkujących legalnych bukmacherów jest operator PZBuk, czyli Polskie Zakłady Bukmacherskie. Tak, PZBuk – na liście Ministerstwa Finansów umieszczony został podmiot Cherry Online Polska, jednak nie działa w naszym kraju pod tą nazwą. A to nie koniec układanki. Idąc po nitce do kłębka, można dotrzeć do szwedzkiego Cherry AB, będącego większościowym udziałowcem Cherry Online Polska, który dodatkowo jest właścicielem znanej marki ComeOn.
Na co postawił ten bukmacher? W pierwszej kolejności rzuca się w oczy identyfikacja wizualna: biało-czerwona kolorystyka w towarzystwie grafik rodem z PRL. Oryginalnie! Widać, że bukmacher cały czas wdraża swoje pomysły, strona internetowa jest rozbudowywana, dlatego na pełną ofertę i jej ocenę będzie trzeba jeszcze chwilę poczekać. Warto jednak podkreślić, że za marką stoją doświadczone w branży gier osoby, co pozwala spodziewać się wysokiej jakości produktów.
Betclic
Podobnie jak w przypadku PZBuk, na liście legalnych bukmacherów widzimy BEM Operations Limited, jednak w Polsce podmiot ten będzie działać pod marką Betclic. Brzmi znajomo, prawda? Osoby od dawna interesujące się dodatkiem do śledzenia rozgrywek sportowych, jakim są zakłady bukmacherskie, powinny pamiętać tego operatora z czasów przed nowelizacją ustawy o grach hazardowych. Firma była zmuszona wycofać się z polskiej sceny bukmacherskiej, jednak teraz powraca, oczywiście legalnie, posiadając stosowne zezwolenie. Betclic obiecuje szeroką, w pełni dopasowaną do polskich klientów ofertę, jednak wszyscy zainteresowani muszą jeszcze chwilę poczekać – operator wciąż pracuje nad stroną internetową umożliwiającą grę bez wychodzenia z domu.
BetFan
Jeden z najnowszych nabytków, który otrzymał licencję MF pod koniec października. Co wiadomo o tym nowym legalnym bukmacherze? Ma swoją siedzibę oczywiście na terenie Polski, a dokładnie w stolicy. Prezesem spółki jest Piotr Sienkiewicz, współpracujący wcześniej z innym licencjonowanym operatorem – forBET. Fakt ten pozwala spodziewać się samego dobrego, a przede wszystkim przemyślanych ruchów ze strony doświadczonej osoby, znającej branżę i działającej w niej nie od dziś.
Ewinner
Ewinner, czyli najnowszy z najnowszych legalnych bukmacherów, o którym z oczywistych powodów wiadomo najmniej. Licencją cieszy się od 30 października, jego strona internetowa wciąż jest w przygotowaniu. Pewne jednak jest, że otrzymał licencję Ministerstwa Finansów, a tym samym zasilił grono legalnych bukmacherów w Polsce, dlatego ujawnienie większej ilości informacji na jego temat to tylko kwestia czasu.
Jak widać, legalni bukmacherzy mają coraz większą konkurencję, ale to tylko z korzyścią dla graczy. Kolejne firmy składają wnioski o pozwolenie na funkcjonowanie w naszym kraju, więc jak najbardziej w przyszłości możemy spodziewać się następnych legalnych bukmacherów.
Jeśli interesuje Cię ten temat, więcej informacji o bukmacherach i ich aktualnej sytuacji znajdziesz na portalu Zagranie.com. Poza wzmiankami o zakładach sportowych, na stronie znajdziesz też analizy i typy pod wydarzenia na piłkę nożną, koszykówkę, mieszane sztuki walki oraz boks.
Uwaga! Omówione w tekście firmy posiadają zezwolenie Ministra Finansów na przyjmowanie zakładów wzajemnych w Polsce za pomocą internetu. Udział w nielegalnych zakładach bukmacherskich jest zakazany i surowo karany. Należy także pamiętać, że nieodłącznym elementem gier hazardowych jest ryzyko, dlatego należy do nich podchodzić z umiarem.
Ukraina wprowadza stan wojenny. Rosja: konflikt na Morzu Azowskim to prowokacja
Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podpisał dekret o wprowadzeniu stanu wojennego na Ukrainie. Zgodnie z decyzją stan wojenny rozpoczyna się 26 listopada o godzinie 13:00 czasu środkowoeuropejskiego i potrwa do 25 stycznia 2019 roku, ale do jego wprowadzenia potrzebna jest zgoda parlamentu, który zbiera się jeszcze w poniedziałek na specjalnym posiedzeniu.
We appeal to the partner countries under the Budapest Memorandum, to the EU countries, to participants of the Normandy format in order to coordinate effective measures to protect Ukraine. We appeal to the whole pro-Ukrainian coalition: we must stand united! pic.twitter.com/NCnpUmSbV4
— Петро Порошенко (@poroshenko) November 25, 2018
Sztab Generalny Ukrainy podejmie działania mające na celu częściową mobilizację — głosi dokument, wcześniej ukraińska armia została doprowadzona do pełnej gotowości bojowej, przekazała służba prasowa Ministerstwa Obrony kraju. W oświadczeniu poinformowano, że odpowiednie polecenie zostało przyjęte na podstawie decyzji Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy o wprowadzenia stanu wojennego.
Poroshenko calls on parliament to approve martial law after Russia attacks in Azov Sea https://t.co/ex0Fz6s1gn pic.twitter.com/OOEqMzosO6
— Kyiv Post (@KyivPost) November 25, 2018
Konflikt na Morzu Azowskim
W niedzielę nad ranem rosyjski okręt „Don” staranował ukraiński holownik, który wraz z dwoma kutrami płynął z Odessy nad Morzem Czarnym do ukraińskiego portu w Mariupolu nad Morzem Azowskim, wcześniej rosyjska straż przybrzeżna zablokowała ukraińskim jednostkom przejście przez Cieśninę Kerczeńską.
МВС України спецзасобами отримало доступ до відео провокації -тарана російського прикордонного корабля „Дон” українського🇺🇦 судна. Перехоплене відео знято російськими, чутні команди – це піде доказом в міжнародний суд!
Агресія! Гуртуемось та очікуємо реакції дружніх країн! pic.twitter.com/f0e9hFB1BT— Arsen Avakov (@AvakovArsen) November 25, 2018
Ukraińska prowokacja
Jak podają rosyjskie media, do konfliktu doprowadziła strona ukraińska. Zdaniem Moskwy okręty Marynarki Wojennej Ukrainy „Berdiańsk”, „Nikopol” oraz „Jany Kapu” przekroczyły granicę Rosji i wpłynęły na czasowo zamknięty rosyjski akwen, naruszając tym samym artykuły 19 i 21 Konwencji ONZ o prawie morza. W konsekwencji strona rosyjska zdecydowała o użyciu broni, a wszystkie trzy okręty zostały zatrzymane około 20 kilometrów od rosyjskiego wybrzeża i 50 kilometrów na południowy zachód od zwykłego miejsca przejścia okrętów przez Cieśninę Kerczeńską pod Mostem Krymskim.
Rosja wszczęła sprawę karną dotyczącą naruszenia granicy i zwróciła się o zwołanie pilnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie sytuacji na Morzu Azowskim.
(df) thefad.pl
Konflikt na Morzu Azowskim. Rosjanie taranują ukraiński okręt
W niedzielę rano rosyjski okręt Don staranował ukraiński holownik Jany Kapu, który wraz z dwoma opancerzonymi kutrami płynął z Odessy do ukraińskiego portu w Mariupolu nad Morzem Azowskim. Rosjanie otworzyli ogień. Trzy ukraińskie jednostki zostały zajęte, kilka osób zostało rannych. Kijów rozważa wprowadzenie stanu wojennego.
This image illustrates violation of international law by Russia:
— the occupation of Crimea,
— construction of the Crimean Bridge without agreement with Ukraine,
— blocking freedom of navigation.Russia’s policy of strength bodes ill for relations in the Baltic.#NordStream2 pic.twitter.com/GnRfoIhtg4
— Bielszym (@bielszym) November 26, 2018
Rosyjska straż przybrzeżna zablokowała wcześniej ukraińskim jednostkom przejście przez Cieśninę Kerczeńską taranując przy tym jeden z okrętów. Minister spraw wewnętrznych Ukrainy opublikował nagrane przez Rosjan wideo z tego zdarzenia. Słychać rozkazy wypowiadane przez rosyjskich wojskowych. Marynarze krzyczą m.in.: „uderz w niego”, „weź go z prawej”, „lewo na burt”, „dawaj, k***a!”, „dobrze!”.
МВС України спецзасобами отримало доступ до відео провокації -тарана російського прикордонного корабля „Дон” українського🇺🇦 судна. Перехоплене відео знято російськими, чутні команди – це піде доказом в міжнародний суд!
Агресія! Гуртуемось та очікуємо реакції дружніх країн! pic.twitter.com/f0e9hFB1BT— Arsen Avakov (@AvakovArsen) November 25, 2018
Rosyjski wywiad FSB tłumaczył postępowanie straży rzekomym naruszeniem przez Ukrainę rosyjskiej granicy.
Na działania Moskwy zareagowała nie tylko Ukraina, ale także Unia Europejska i NATO. Zaplanowano także pilne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Cieśnina Kerczeńska to płytka cieśnina pomiędzy Półwyspem Kerczeńskim i Półwyspem Tamańskim, łączy Morze Azowskie z Morzem Czarnym. W cieśninie znajduje się wyspa Tuzła. Cieśnina oddziela Europę od Azji.
(df) thefad.pl
Brexit: Jest umowa wyjścia Wlk. Brytanii z UE. Tusk: pozostaniemy przyjaciółmi do końca świata, a nawet jeden dzień dłużej

Tomasz Bielecki
Przywódcy UE zgodzili się w niedzielę na umowę wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. To warunki uzgodnione z premier Theresą May, którą jednak czeka teraz nadzwyczaj ciężka batalia o zatwierdzenie umowy w Izbie Gmin.
W przeddzień szczytu UE swój sprzeciw wobec umowy brexitowej – zgodnie z przewidywaniami – odwołał hiszpański premier Pedro Sanchez. Uzyskał bowiem dodatkowe zapewnienia, że przyszłe uzgodnienia gospodarcze między Unią i Londynem nie będą automatycznie obejmować Gibraltaru, o którego przyszłym statusie w unijno-brytyjskim partnerstwie handlowym będą decydować dwustronne rozmowy Londyn-Madryt. Po pokonaniu hiszpańskiej przeszkody zgoda niedzielnego szczytu w Brukseli na umowę o brexicie była już tylko formalnością. Ale ta umowa musi być jeszcze przegłosowana przez Parlament Europejski oraz – a to będzie największy problem – przez parlament Wlk. Brytanii.
– Niezależnie, jak to wszystko się skończy, jedna rzecz jest pewna – pozostaniemy przyjaciółmi do końca świata, a nawet jeden dzień dłużej – powiedział, zwracając się do Brytyjczyków, szef Rady Europejskiej Donald Tusk po zakończeniu szczytu.
Polacy bezpieczni w umowie brexitowej
Po brexicie, który powinien się dokonać 29 marca 2019 r., ma rozpocząć się – trwający do końca 2020 r. – okres przejściowy, podczas którego Wielka Brytania nie będzie miała już prawa głosu w żadnych instytucjach UE, lecz poza tym będzie funkcjonować w ramach Unii jak dzisiaj. Ten czas może zostać przedłużony do 2022 r., choć po 2020 r. Brytyjczyków już nie obowiązywałoby wpłacanie składek do budżetu UE.
Projekt umowy ws. brexitu. Co przewiduje?
Umowa o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE to wiążący prawnie traktat międzynarodowy, który reguluje finansowe rachunki Londynu wobec budżetu UE (40-60 mld euro w najbliższych kilkunastu latach), co oznacza pełne finansowanie unijnych projektów m.in. w Polsce z budżetu unijnego na okres 2014-2020 (z ostatnimi fakturami opłacanymi przez UE do 2023 r.). Ponadto unijno-brytyjska umowa pomyślnie rozstrzyga sprawę pobrexitowych praw obywateli Unii w Wiekiej Brytanii (i na zasadzie wzajemności – Brytyjczyków w krajach UE). Polacy, którzy obecnie mieszkają i pracują na Wyspach (lub sprowadzą się tam do końca okresu przejściowego), w zasadzie zachowają obecne prawa, które co do zasiłków czy też stawek opłat za studia zostały rozciągnięte nawet na te dzieci, które urodzą się dopiero po brexicie. Jedyna zmiana to pewne bariery administracyjne dla sprowadzania przyszłych małżonków lub partnerów z krajów trzecich.
– Umowa brexitowa ma wszystkie elementy, które są dla nas ważne. Od kwestii bezpieczeństwa poprzez warunki handlowe po prawa obywateli polskich w Wlk. Brytanii – przekonywał w niedzielę premier Mateusz Morawiecki. Jednak szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker powiedział, że jako Polak na Wyspach „czułby się sfrustrowany” i podkreślał, że niedziela z racji brexitowego szczytu UE to dzień smutki, nie celebracji.
Kontrowersyjny irlandzki bezpiecznik
Najbardziej kontrowersyjnym dla Brytyjczyków elementem umowy jest irlandzki „bezpiecznik” (backstop), którego celem jest zapobiegnięcie odtworzeniu granicy celnej, regulacyjnej, VAT-owskiej (co od początku było warunkiem UE) między unijną Irlandią i brytyjską Irlandią Płn. Aż do czasu wymyślenia innego sposobu na uniknięcie wewnątrz irlandzkich kontroli granicznych (m.in. dzięki wielkiemu postępowi w technologach wykorzystywanych na granicach) „bezpiecznik” będzie w istocie skazywał Wielką Brytanię na unię celną z UE oraz na podporządkowanie się niemałej części reguł wspólnego rynku (np. w kwestii pomocy publicznej dla firm, przepisów środowiskowych), które – po części bezpośrednio nadal podlegałby jurysdykcji unijnego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Celem jest bowiem uchronienie Unii przed nieuczciwą konkurencją (np. ze strony brytyjskich towarów tańszych wskutek ulg podatkowych lub mniejszych rygorów środowiskowych przy produkcji) w ramach „bezpiecznikowego” handlu bez ceł i kwot.
„Bezpiecznik” wprowadza szczególny status Irlandii Płn. w ramach Wielkiej Brytanii poprzez jeszcze ściślejsze związanie jej regułami rynku UE i m.in. pozostawienie w rękach Komisji Europejskiej wielu decyzji co do pomocy publicznej w tej części Wielkiej Brytanii. Sęk w tym, że ten szczególny status jest teraz nie do przełknięcia dla unionistów z partii DUP, na których głosach opiera się większość parlamentarna rządu May.
Trudne rozmowy o przyszłości
Premier May miała z początku nadzieję, że niełatwą dla Brytyjczyków umowę brexitową uda się osłodzić za pomocą drugiego dokumentu rozwodowego, czyli – niewiążącej prawnie – deklaracji politycznej co do pobrexitowych stosunków między Brytyjczykami i UE. To na podstawie wskazanych w niej priorytetów powinna być wynegocjowana umowa o przyszłych stosunkach handlowych Londyn-Bruksela (a zapewne też w kwestiach m.in. bezpieczeństwa), która weszłaby w życie po zakończeniu brexitowego okresu przejściowego. Jednak deklaracja – pomimo wielu gładkich dyplomatycznych sformułowań – ostatecznie pogrzebała brexitowy plan rządu May zatwierdzony ostatniego lata w Chequers.
Brytyjczycy nie uzyskali bowiem obietnicy „niezakłóconego handlu” towarami z Unią przy jednoczesnym zachowaniu autonomii w kwestii umów handlowych oraz stanowienia własnych regulacji i norm dla towarów. Deklaracja kładzie nacisk na „równowagę obowiązków i uprawnień” w relacjach UE – Wielkiej Brytanii oraz na nierozerwalność czterech unijnych swobód – przepływu towarów, usług, kapitału i ludzi. Innymi słowy, zawiera przesłanie: im bardziej Brytyjczycy będą oddalać się od unijnych standardów i regulacji (w tym, co do pomocy publicznej dla firm), tym bardziej powinni szykować się na bariery handlowe z Unią. – Z takimi warunkami korzystniej jest nie wychodzić, lecz pozostać w UE – skomentował Shanker Singham, jeden z najbardziej wpływowych rzeczników brexitu.
A jeśli plan May upadnie?
Brexitowe uzgodnienia z Unią wywołują ostry sprzeciw wielu torysów (w tym tych niezadowolonych z racji zachowania zbyt bliskich więzi z UE), a w Izbie Gmin przeciw umowie mogą zagłosować także zwolennicy pozostania w Unii. Głosowania są planowane już na połowę grudnia.
– Brytyjska polityka stała się tak nieprzewidywalna, że nie wiemy, na jaki scenariusz stawiać – mówi wysoki rangą unijny dyplomata. Bruksela zastrzega, że nie ma już ani czasu, a przede wszystkim żadnego pola do ustępstwa, by negocjować nową umowę w razie odrzucenia przez Izbę Gmin tekstów zatwierdzonych przez niedzielny szczyt. – To jedyny możliwy deal – powiedział po szczycie szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.
– To maksimum, na co mogliśmy się zgodzić – powiedział holenderski premier Mark Rutte. Ponadto w Brukseli – choć takie są zarzuty wielu brexitowców – nie ma teraz ani knowań w celu skłonienia Brytyjczyków do rychłego powtórnego referendum, ani dużych nadziei związanych z takim scenariuszem. Dlatego UE nie przerwała przygotować do bardzo kosztownego „brudnego brexitu”, czyli rozwodu bez żadnej umowy między Unią i Londynem.
REDAKCJA POLECA
Dariusz Stokwiszewski: W państwie PiS są równi i równiejsi. Sprawiedliwość to mit!

Dariusz Stokwiszewski
Dziś Polska jest podzielona swego rodzaju „tektonicznym rowem nienawiści”, który wzniósł J. Kaczyński przy pomocy ludzi często miernych, czyhających jedynie na synekury.
W Polsce wiele spraw oburza, jednak powoli jakoś przyzwyczajamy się do tego, gdyż rzeczywistość po 2016 r. stała się na tyle „nierzeczywista”, że czasem mieszają się nam ogólnie przyjęte zasady z przyzwoleniem na łamanie prawa. Samo prawo postrzega się zaś jak coś, co można traktować według „uznania”! Są takie rzeczy, które poruszają nas wszystkich do żywego. O wielu z nich mówi się głośniej, inne ulegają zatarciu w naszej pamięci. O ile jednak dzieje się tak w sferze społecznej, to nie powinno się to zdarzać w sferze publiczno – prawnej.
Tymczasem są ważne sprawy, na których rozwiązanie, czekamy czasem latami. Dodam, że nie jest to w Polsce nic nadzwyczajnego, bo ta sytuacja trwa niemal od 30 lat. Po upadku tzw. „komuny” powstały nagle, „jak Feniks z popiołów” ogromne fortuny, które rozkwitają – a w jaki sposób? Być może zgromadzili je ludzie wyjątkowo pracowici albo wyjątkowo cwani i zorganizowani. Nie piszę o wszystkim; odnoszę się np. do afer, które przywołuję poniżej. Jednakże trudno jest uwierzyć w to, aby zostało to zrobione bez przyzwolenia wszystkich stron życia politycznego. Bo tylko tak było to możliwe wtedy i możliwe jest teraz! Skoro tak jest, to scena polityczna powinna się sama w jakiś sposób oczyścić. Skoro wymagamy moralnej czystości od innych, dajmy przykład sami.
Afer mamy bez liku, ale perspektywy na ich rozwiązanie jawią się, jako te z gatunku nie tyle długofalowych, co wręcz nierealnych do rozwikłania. Czy dlatego, że są tak bardzo skomplikowane czy problem tkwi gdzie indziej? Zastanówmy się zatem nad paroma z przykładów, cofając się też o lat kilkadziesiąt.
Pytanie o to, która z dawnych afer, z początku III RP została rozwiązana, nie znajduje jak dotąd odpowiedzi. Z uwagi na skalę nadużyć, ale także niemal jawność działań przestępców najbardziej uważnie obserwowane w mediach były największe (wymienię je poniżej chronologicznie):
- Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, przez działalność którego, państwo straciło ponad 330 mln złotych (1989).
- Bezpieczna Kasa Oszczędności (1989) Lecha Grobelnego – kolejny z przekrętów, który pozbawił obywateli około 2,8 mln dolarów. Jakby tego było mało, w efekcie końcowym sprawę nie tylko umorzono, ale Grobelny wystąpił jeszcze w roli poszkodowanego (sic!), domagając się od państwa 16 mln odszkodowania, które na szczęście nie zostało mu przyznane.
- Porwanie i zabójstwo Jarosława Ziętary, dziennikarza „Gazety Poznańskiej”, który interesował się nielegalnymi interesami poznańskich biznesmenów. Do dziś nie znaleziono nawet ciała dziennikarza.
- Warszawska Grupa Inwestycyjna, która poza wprowadzaniem klientów w błąd, była też zaangażowana „w pranie brudnych pieniędzy”.
- Afera paliwowa (2002), w którą zamieszani byli też m.in. urzędnicy Ministerstwa Finansów, byli oficerowie WP, WSI i wysocy funkcją policjanci. Istota tej afery polegała na przekazywaniu stacjom paliw bez opłaconej akcyzy – straty skarbu państwa to kilka mld złotych.
- Zabójstwo KG Policji gen. Marka Papały – tajemnica nierozwiązana do dziś, już 20 lat od zdarzenia.
Dziś mamy kolejne przekręty/afery, których nie sposób wyjaśnić z przyczyn znanych tylko osobom ważnym i nielicznym. Ostatnio sprawa KNF, wcześniej SKOK, etc. Czy są szanse na ich rozwikłanie – nie sądzę, nie jestem aż tak naiwny. Dotąd, dopóki będą istniały związki na styku polityka – biznes nie dojdzie do wyjaśnienia czegokolwiek. Związki takie trwają niezależnie od orientacji politycznej, a więc też przynależności partyjnej. Jedynym sposobem na ich unicestwienie jest naprawa tego, co nazywamy wymiarem sprawiedliwości i organami ścigania. Jednak i tego nie będziemy w stanie zrobić bez eliminacji wpływów wielkich graczy politycznych, jakimi są partie, które wspólnie i z osobna pilnują jedynie własnych interesów, bez oglądania się na dobro państwa. Ich „patriotyczna retoryka” to tylko frazesy. Liczy się tylko „tu i teraz” „kasa i wpływy”! To, co dziś robi PiS, jest niszczeniem resztek przyzwoitości i poszanowania prawa, jakie do niedawna można było jeszcze znaleźć w sądach, prokuraturze, policji, wojsku etc.
Ostatni przykład to sprawa dziennikarza, który przeniknął w szeregi neonazistów po to, by dać świadectwo temu, że faszyzm w Polsce ma się całkiem nieźle. I dziennikarz dał świadectwo, ale zarzuty postawiono jemu, a nie neofaszystom. Sama sprawa toczy się już ponad rok! Widocznie film „jest nieczytelny”, bo pewnie „nagranie wyrwano z kontekstu”!
Jeśli u nas nie dojdzie do przemian jakościowych także, czy może przede wszystkim w świadomości ludzi, nic dobrego nas nie czeka. Dziś Polska jest podzielona swego rodzaju „tektonicznym rowem nienawiści”, który wzniósł J. Kaczyński przy pomocy ludzi często miernych, czyhających jedynie na synekury. Prawo, jego poszanowanie i poczucie sprawiedliwości straciły na znaczeniu – ich po prostu nie ma. Jednak nie jest to tylko wina tego obozu politycznego; współwinna jest i ta część sceny politycznej, która ma przecież wspólne korzenie z obecną władzą. Wszystkie dogadały się kiedyś, a teraz trzymają się w szachu i tak myślę, że tak naprawdę krzywdy sobie zrobić nie zechcą. Kolesie i tyle …!
PiS trzeba odsunąć od władzy i to w sposób pokojowy, ale też nie można pozwolić na to, aby zastąpiła go opozycja, której motorem i siłą napędową jest bezproduktywny krytycyzm zamiast projektów zmian. Co opozycja dziś przedstawia, jako swój plan na poprawę sytuacji w państwie? Zna ktoś jakiś konkretny plan? Ja takiego nie znam! A powinien powstać zarys wymiaru sprawiedliwości, organów ścigania oraz niezależny od wpływu polityków i wybierany powszechnie Prokurator Generalny, a nie coś, jak obecna „omnipotentna instytucja ministra Ziobry”, tłamsząca wszystko, co niezależne i na dodatek z butą i bezczelnością twierdząca, że robi to dla dobra państwa.
Dla mnie, tak jak większości myślących Polaków Prawo i Sprawiedliwość to synonim „Pychy i Synekur”! To grupa ludzi dewastująca Polskę oraz jej wizerunek na arenie międzynarodowej. To wreszcie ludzie, którzy każdego dnia upokarzają polski naród chcąc z niego zrobić bezmyślny, spolegliwy „motłoch”! To się nie uda wam panowie J. Kaczyński, Z. Ziobro i A. Duda. Ostatnio prezydent zamilkł i słusznie, bo nie zdał egzaminu ani z prawa, ani z prezydentury.
Myślę, że tylko zmiana mentalności Polaków i silna wola wzięcia odpowiedzialności za Polskę mogą państwo i skłócony przez Jarosława Kaczyńskiego naród uratować!
Dariusz Stokwiszewski
Adam Mazguła: Nie zamierzam zawieść

Adam Mazguła
Nie znajduję słów, aby wyrazić swoją wdzięczność wszystkim, którzy zalewają mnie życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia i działalności w obronie Konstytucji RP.
Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przesyłają do mnie życzenia wsparcia i szybkiego powrotu do zdrowia. Jest ich tysiące. Bardzo mnie wzmacniają i nakazują zrobić wszystko, aby w dobrej formie, gotowy na następne wyzwania pojawić się w kraju.
Mój stan zdrowia jest z każdym dniem lepszy i chociaż zagrożenia są wciąż duże, to jednak moja rekonwalescencja przebiega stabilnie i w dobrym kierunku. Wszystko to dzięki opiece fantastycznych lekarzy: CHAE CHU, STIVEN DIVER, TEDD GUYNN i wielu innych. Czuwają na stałe obok mnie oddane swojej pracy pielęgniarki: KELLY LISZAK, ALLISON AOWN I SYLWIA JASNIUK (Polka z Teniatyska koło Tomaszowa Lubelskiego). Wszystko to sprawia, że nigdy w życiu nie miałem tak wspaniałej, profesjonalnej i życzliwej opieki. Wszystko to w Advocate Illinois Masonic Medical Center w Chicago.
Nigdy nie przypuszczałem, że mam tak wielkie grono przyjaciół i to nie tylko w Polsce. Przeciąż media, nawet te opozycyjne blokują informację o mojej aktywności i jeśli cokolwiek można przeczytać o niej, to jedynie w formie ubliżającej i budującej fałszywy obraz mojej postaci mediach Kurskiego, Karnowskich, czy Sakowicza.
Z niewiadomych mi powodów, z daleka ode mnie trzymają się też wszystkie partie polityczne, nawet te nowo tworzone. Jednak mi to nie przeszkadza, bo nie walczę o ich władzę, ale o mój kraj. Jednak ludzie znają moją postawę nawet tak daleko od domu.
Nie znajduję słów, aby wyrazić swoją wdzięczność wszystkim, którzy zalewają mnie życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia i działalności w obronie Konstytucji RP.
Nie zamierzam Was zawieść!
Adam Mazguła
Roman Giertych: Czas przypomnieć TVP, że w Polsce obowiązuje prawo i są niezależne sądy

Roman Giertych
Dotychczasowe działania przeciwko mnie dziennikarzy tej stacji od roku 2015 ignorowałem. Teraz miarka się przebrała
Od momentu, w którym złożyłem zawiadomienie na szefa KNF w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa korupcyjnego, trwa brutalny atak na mnie ze strony TVP.
Dotychczasowe działania przeciwko mnie dziennikarzy tej stacji od roku 2015 ignorowałem. Teraz miarka się przebrała. Będę konsekwentnie pozywał każdego dziennikarza i redaktora naczelnego każdego wydania za każdy materiał, który narusza moje dobra osobiste.
W przyszłym tygodniu kieruję pierwsze wezwanie do zapłaty do pani Danuty Holeckiej, która w czasie, gdy pracowałem reprezentując Leszka Czarneckiego w prokuraturze (19.11) poświeciła mi pięć minut w „Wiadomościach”, które się sprowadzały do jednego, czarnego PR. Będę się domagał wpłaty 200 000 złotych na Caritas lub na WOŚP (jeszcze się zastanowię na co) oraz przeprosin przez 7 dni bezpośrednio przed głównym wydaniem „Wiadomości”.
Brak realizacji żądania spowoduje skierowanie sprawy na drogę postępowania sądowego.
W kolejnych dniach będę kierował kolejne wezwania i sprawy sądowe do innych osób z TVP odpowiedzialnych za ten materiał i do samej TVP S.A.
Jednocześnie w przypadku, gdyby poszczególni dziennikarze mieli umowy gwarantujące im zwrot przez tę spółkę zapłaty za zasądzone zadośćuczynienia lub zwrot za koszty przeprosin będę domagał się sądowego stwierdzenia nieważności takich zobowiązań.
W moim przekonaniu tego typu zobowiązania wystawione przez media publiczne, które w obecnym wydaniu mają za główne zadanie atakować wszelką niezależną od rządu działalność, stanowią obejście prawa i są nieważne.
Również kolejne ataki będą skutkowały natychmiastowym kierowaniem spraw sądowych.
W celu dochodzenia mych praw wyznaczyłem i upoważniłem dwójkę adwokatów z mojej kancelarii.
Roman Giertych
Brexit może się rozbić o Skałę Gibraltarską. Cała ta sprawa pokazuje, jak absurdalnym przedsięwzięciem jest brexit

Martin Muno
Zakrawa to na kiepski dowcip – brexit może się rozbić o Skałę Gibraltarską. Cała ta sprawa pokazuje, jak absurdalnym przedsięwzięciem jest brexit, twierdzi autor komentarza Martin Muno.
Najnowszy spór w sprawie brexitu toczy się o Gibraltar, brytyjskie terytorium zamorskie na południowym wybrzeżu Półwyspu Iberyjskiego. Gibraltar ma sześć i pół kilometra kwadratowego powierzchni, 30 tys. mieszkańców i około 200 żyjących tam na wolności małp makaków. Od 1704 roku należy do Wielkiej Brytanii. Chociaż na mocy pokoju utrechckiego z 1713 roku przyznano go oficjalnie jako wieczystą kolonię koronie brytyjskiej, Hiszpania do dziś rości do niego pretensje. Hiszpański premier Pedro Sánchez napisał w czwartek 22 listopada na Twitterze: „Mój rząd zawsze będzie bronił interesów Hiszpanii. Jeśli nie będzie żadnych zmian, to wniesiemy weto w sprawie brexitu”.
Zastrzeżenia Sáncheza można łatwo zrozumieć. Jeśli granica między Irlandią i Irlandią Północną Wielką może być głównym punktem spornym w negocjacjach w sprawie brexitu, który na podstawie najnowszych ustaleń zostanie rozwiązany dopiero w 2020 roku, to niby dlaczego miałoby się pozostawić bez słowa komentarza przyszłą granicę między Hiszpanią i Gibraltarem, z trudnymi do przewidzenia skutkami dla około 10 tysięcy Hiszpanów, którzy pracują w Gibraltarze?
A może zamknąć granicę?
Mimo to groteskowa wydaje się sytuacja, w której spór o Gibraltar może storpedować próbę wypracowania w miarę logicznego rozwiązania opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej. Tym bardziej że premier Hiszpanii powinien zdawać sobie sprawę, że nie uregulowanie warunków brexitu może mieć nieprzewidziane następstwa także dla Gibraltaru. Niewykluczone, że granica między Hiszpanią i Gibraltarem zostanie przejściowo zamknięta tak jak w latach 1969-1985. Nie bez powodu w referendum w sprawie brexitu 96 procent Brytyjczyków z Gibraltaru opowiedziało się za pozostaniem Wielkiej Brytanii w UE.
Jeśli w sporze o brexit skierujemy naszą uwagę tylko na Gibraltar, to od razu uświadomimy sobie jakim anachronizmem jest jego status. Od 2002 roku Wielka Brytania używa wobec niego nazwy „terytorium zamorskie”, tak samo, jak wobec Bermudów i Falklandów, żeby uniknąć posługiwania się kłopotliwą i obciążoną historycznie nazwą „kolonii”.
Terytorium zamorskie czy kolonia?
W rzeczywistości jednak Gibraltar jest brytyjską kolonią, a jej obywatele opowiadają się za utrzymaniem obecnego stanu rzeczy. W dwóch referendach na temat przyszłości Gibraltaru praktycznie wszyscy wyrazili wolę, żeby wszystko pozostało po staremu. Hiszpania powinna jednak wystrzegać się głośnego potępiania brytyjskiego kolonializmu, ponieważ na drugim brzegu Morza Śródziemnego ma dwie własne eksklawy – Ceutę i Melillę. I upiera się przy utrzymaniu tego anachronizmu.
Dziwaczny spór o Gibraltar dowodzi przede wszystkim jednego. Mimo wszelkich usiłowań osłabienia go i rozwiązania środkami biurokratycznymi, mamy do czynienia z szaleństwem. I wciąż nie wiemy, czym to wszystko się zakończy, bo przewidziane na niedzielę porozumienie w sprawie brexitu w istocie rzeczy oznacza także odłożenie wielu problemów na później. Nie wiadomo także, czy brytyjska Izba Gmin je zaakceptuje. To zaś oznacza, że nadal musimy liczyć się z rozwiązaniem najgorszym z możliwych w postaci tak zwanego twardego brexitu. Były szef brytyjskiej dyplomacji i główny orędownik brexitu Boris Johnson nie musi się tym wszystkim martwić, bo ma zapewnioną sutą emeryturę, ale dla wielu innych ludzi skutki twardego brexitu mogą okazać się opłakane.
REDAKCJA POLECA









