Jak zadbać o prywatność w Internecie? 11 sprawdzonych sposobów!
Warto chronić prywatność w sieci. W ten sposób można zabezpieczyć się przed niekontrolowaną realizacją przelewu, skopiowaniem danych karty kredytowej czy kradzieżą tożsamości, dzięki której złodziej mógłby w czyimś imieniu zaciągnąć kredyt. Metody ochrony nie są w stu procentach skuteczne, jednak znacząco utrudniają oszustom nielegalną działalność.
Oto 11 najlepszych sposobów na zachowanie prywatności w sieci.
1. Ochrona własnych danych osobowych
Dane osobowe bardzo często wykorzystywane są do weryfikacji użytkowników – np. przez banki, portale aukcyjne czy instytucje rządowe. Informacje te dotyczą m.in. imienia i nazwiska, daty urodzin, adresu czy numeru telefonu. Nie należy udostępniać ich w sieci, jeżeli nie jest to wymagane. Warto pamiętać, że podawanie fałszywych danych osobowych nie jest karalne – w wielu przypadkach takie działanie może jednak uniemożliwić bezproblemowe korzystanie z serwisu, zwłaszcza gdy wymagana jest np. weryfikacja telefoniczna. Podając w jakimkolwiek miejscu dane osobowe należy przede wszystkim czytać regulaminy, a w razie jakichkolwiek podejrzeń poszukać opinii innych użytkowników.
2. Instalacja programu antywirusowego
Jeżeli pozwala na to budżet, warto zainwestować w dobry program antywirusowy. Oprogramowanie tego typu chroni zwykle także przed bezpośrednimi atakami z sieci. Zabezpieczenie komputera antywirusem może być dość kosztowne. Pozwala jednak uniknąć wielu potencjalnie niebezpiecznych konsekwencji, a tym samym jeszcze większych wydatków. Zabezpieczyć można się także darmowym programem antywirusowym – takie rozwiązanie oferuje zwykle mniej funkcjonalności, ale również jest skuteczne.
3. Unikanie zapisu poufnych danych w plikach komputera
Posiadając dobry program antywirusowy, zwykle nie trzeba obawiać się ryzyka przechwycenia plików z komputera. Lepiej jednak unikać zapisywania w nich poufnych informacji. Komputer może bowiem ulec zepsuciu, a oddanie go do naprawy wiąże się z koniecznością przekazania dostępu do danych osobom trzecim. Należy uważać też na pozostawianie kluczowych plików w miejscach publicznych – np. w pracy, szkole czy kawiarni. Niezabezpieczone dane odczytać może każdy użytkownik, dlatego często lepiej skorzystać z tradycyjnego kalendarzyka i trzymać go jedynie w domu.
4. Korzystanie z menadżera haseł
Przeciętnie użytkownik sieci korzysta z przynajmniej kilkunastu różnych usług online, z czego większość wymaga zalogowania. Nawet jeżeli stron nie jest przesadnie dużo, użytkownicy często stosują dla każdego serwisu taki sam login oraz hasło. Nie jest to dobre rozwiązanie – wystarczy, że przechwycone zostaną dane z jednego serwisu, aby potencjalnie stracić dostęp także do innych. Najlepiej skorzystać z odpowiedniego oprogramowania, czyli password managera. Menadżer haseł służy do zapamiętywania i gromadzenia danych logowania dla wszystkich odwiedzanych serwisów. Oprogramowanie jest również w stanie wygenerować trudne do złamania hasła oraz automatycznie lokować je w okienka logowania. Dostęp do managera uzyskać można z poziomu przeglądarki.
5. Logowanie dwustopniowe
Samo przechwycenie hasła przez osoby trzecie nie zawsze musi oznaczać tragedię. Pomocne okazuje się dwustopniowe logowanie, czyli 2-step-verification. Rozwiązanie to powszechnie stosowane jest np. na stronach banków – wchodząc na konto, użytkownik musi nie tylko wpisać dane logowania, ale również odpowiedzieć na dodatkowe pytanie lub przejść inną formę weryfikacji. System zezwala na dostęp dopiero po dwukrotnym sprawdzeniu poprawności. Podobna opcja dostępna jest w wielu serwisach, a także u dostawców skrzynek e-mail – wystarczy jedynie uruchomić usługę oraz odpowiednią ją skonfigurować. Dwustopniowe logowanie często dokonywane jest automatycznie. Stanowi jednocześnie spore utrudnienie dla cyberprzestępcy, któremu uda się poznać pierwsze hasło.
6. Zmiana ustawień prywatności w social-media
Posiadając konto np. na Facebooku, warto przyjrzeć się ustawieniom prywatności. Lepiej nie dawać do wglądu prywatnych zdjęć, danych własnych dzieci czy planów na wakacje zupełnie anonimowym członkom społeczności. Warto zmodyfikować ustawienia w taki sposób, aby dostęp do informacji miały tylko najbliższe osoby. Wprowadzając te zmiany, warto zwrócić też uwagę na samą listę znajomych. Niektórzy użytkownicy mają nawet po kilka tysięcy przyjaciół na Facebooku, jednak z większością nie łączą ich żadne zażyłości. Najlepiej więc wyrzucić ze znajomych wszystkie całkiem nieznane oraz takie, z którymi kontakt nie jest do niczego potrzebny.
7. Monitorowanie danych zbieranych przez strony
Dane zbierane przez strony internetowe zapisywane są przez przeglądarki w plikach cookies. Zwykle nie są to żadne poufne informacje – większość serwisów sprawdza w ten sposób np. zainteresowanie poszczególnymi treściami czy ilość odwiedzin. Jeżeli jednak użytkownik sobie tego nie życzy, może zablokować zapisywanie ciasteczek i poruszać się po sieci incognito. Innym rozwiązaniem może być skorzystanie z dodatkowej wtyczki w przeglądarce, dzięki której ustalić można cele i metody śledzenia. Wszelkie wątpliwości rozwiewa zwykle polityka prywatności danego serwisu, w której znajdują się informacje o rodzaju zbieranych danych.
8. Zmiana opcji w telefonie
Prywatność w internecie warto chronić nie tylko podczas korzystania z komputera. Użytkownicy powszechnie łącza się z siecią także za pośrednictwem urządzeń mobilnych – w tym smartfonów. Nowoczesne telefony narażone są na wiele ataków i prób śledzenia. W miarę możliwości lepiej więc unikać uruchamiania WiFi, Bluetooth czy opcji lokalizacji. Osobną kwestią pozostaje użytkowanie aplikacji. Zbierają one wiele danych o użytkownikach, dlatego przed zaakceptowaniem regulaminu warto dokładnie sprawdzić zakres tych informacji.
9. Zmiana hasła do WiFi
Użytkowanie jednego hasła WiFi przez dłuższy czas może być dość niebezpieczne. Z danych sieci korzystają często nie tylko domownicy, ale również znajomi oraz inni goście. Do WiFi zaczynają logować się kolejne urządzenia, co w konsekwencji może doprowadzić do utraty kontroli nad hasłem. Konfiguracja routera nie jest na szczęście trudna – dostęp do ustawień zwykle odbywa się poprzez wpisanie jego numeru IP w przeglądarkę. Po zmianie danych należy jeszcze zaktualizować hasła w urządzeniach, które łączą się z danym routerem.
10. Ukrywanie lokalizacji
Możliwość ukrycia miejsca, z którego użytkownik łączy się z siecią stosowana jest w różnych celach. Można w ten sposób obejść różnice regionalne rozmaitych usług lub serwisów, a także ukryć własną tożsamość i zwiększyć prywatność surfowania. Powszechnie stosowanym rozwiązaniem jest korzystanie z serwera VPN. Komunikacja z siecią jest wówczas szyfrowana, a odwiedzane strony nie są w stanie zarejestrować adresu IP użytkownika – zamiast tego odnotowują lokalizację z zupełnie innej części globu. W internecie znajdziemy bezpłatne poradniki, oraz zestawienia usług tego typu, dzięki czemu każdy użytkownik może bez problemu wybrać najlepsze rozwiązanie.
11. Szyfrowanie wiadomości i połączeń
Na szyfrowanie połączeń sieciowych oraz przesyłanych maili zwykle decyduj się jedynie najbardziej nadgorliwi internauci. Do uzyskania szyfrowanego połączenia ze stronami www wystarczy instalacja odpowiedniej wtyczki do przeglądarki. Maile można natomiast szyfrować specjalnym oprogramowaniem zewnętrznym. Teoretycznie zawsze istnieje możliwość, że komunikacja z serwerem lub treść maili przejęte zostaną przez osoby trzecie – szyfrowanie nie zapewnia stuprocentowej bariery, ale znacząco utrudnia zadanie oszustom.
Artykuł powstał we współpracy z serwisem poświęconym prywatności i bezpieczeństwie w Sieci: https://topvpn.pl
Architekt wnętrz – jak wybrać tego najlepszego?
Urządzając własne mieszkanie dbamy o to, aby wyglądało ono jak najlepiej i jednocześnie było jak najbardziej funkcjonalne. Poświęcamy uwagę każdemu detalowi, od koloru podłóg po dodatki i akcesoria.
Jeżeli do projektu chcemy zatrudnić architekta wnętrz, który wykona dla nas projekty architektoniczne i zbierze nasze pomysły w spójną całość, warto zwrócić uwagę na kilka elementów, które charakteryzują dobre projektowe biura. Na czym powinniśmy się skupić?
- Sprawdź projekty upatrzonego biura
- Odpuść biura architektoniczne z odległych miast
- Taniej nie znaczy dobrze
Sprawdź projekty upatrzonego biura
Aby współpraca przebiegała sprawnie i owocowała ciekawymi aranżacjami, warto kierować się nie tylko ceną czy renomą danego architekta, ale przede wszystkim przejrzeć jego portfolio celem sprawdzenia, czy styl danego twórcy nam odpowiada. Ważna jest także komunikacja – jeżeli nie możemy się dogadać, albo kontakt jest utrudniony, lepiej znaleźć sobie innego wykonawcę. Aranżowanie wnętrz bywa pracochłonne, więc dobry architekt, jak np. udzielaarchitekci.pl nie będzie nas zwodził czy nie wywiązywał się z terminów.
Odpuść biura architektoniczne z odległych miast
Najlepiej pracuje nam się wtedy, gdy wszystko mamy pod ręką. Nie inaczej jest w przypadku biura projektowego – im bliżej będziemy mieli do architekta, tym sprawniej i szybciej będzie przebiegała współpraca. Samemu specjaliście również będzie łatwiej dotrzeć do miejsca, które dla nas projektuje, w związku z czym może to istotnie wpłynąć na koszt usługi, jeżeli biuro liczy sobie również za dojazd. Dodatkowym plusem niewielkiej odległości będzie też to, że architektowi łatwiej przyjdzie nadzorowanie budowy.
Taniej nie znaczy dobrze
Oczywiście w tak dużym przedsięwzięciu, jak tworzenie własnego domu, pieniądze grają istotną rolę. Na niektórych rzeczach nie warto jednak oszczędzać i m.in. jest to jego aranżacja. Jeżeli zdecydujemy się na tańsze, ale mniej znane lub mniej polecane biuro projektowe, możemy się nieprzyjemnie zaskoczyć, a dodatkowa naprawa błędów wynikających ze słabego projektu będzie nas kosztować więcej, niż kwota, którą wydalibyśmy na sprawdzonego specjalistę.
Projektowanie domu, niezależnie od tego czy robimy to od fundamentów, czy tylko wewnątrz, to bardzo ważny etap tworzenia własnego M. Mając na względzie fakt, że chcemy dobrze czuć się we własnych czterech ścianach, nie powinniśmy oszczędzać na dobrym architekcie. Z drugiej strony, nie tylko renoma i koszt biura projektowego się liczy – przede wszystkim powinniśmy sprawdzić, czy portfolio upatrzonej firmy nam odpowiada.
Materiał zewnętrzny
Płk Adam Mazguła wygrał kolejną bitwę. Tym razem przeciwnikiem był ostry zawał serca
Pułkownik Adam Mazguła wygrał kolejną bitwę. Tym razem przeciwnikiem był ostry zawał serca.
Po bardzo udanym spotkaniu z Polakami w Chicago, w drodze do hotelu Adam zasłabł.
Sytuacja wyglądałą poważnie. Mimo, że Pułkownik cały czas był przytomny to widać było, że naprawdę cierpi.
Około 1 w nocy, wezwany ambulans zabrał Adama do chicagowskiego szpitala na oddział ratunkowy. Zabieg kardiologiczny trwał ponad 8 godzin. W trakcie operacji wystąpiły poważne komplikacje i życie Pułkownika wiziało na włosku.
W poczekalni szpitala czekałem razem z John Fudala, Anna Ejsmont, Monika Nalepa-Surmaczynska na wynik zabiegu. Po drugiej stronie oceanu w Polsce czuwały przy telefonach, żona i córka Adama. Przyszedł nawet prof Marek Rudnicki, znany chicagowski chirurg.
Około 9.30 Adam trafił do sali pooperacyjnej. Ciągle przebywa na oddziale intensywnej terapii, ale jego stan jest stabilny i wyraźnie się poprawia. Adam jest pod dobrą opieką. Żyje tylko dzięki błyskawicznej i profesjonalnej pomocy amerykańskich ratowników i lekarzy.
Jako weteran wojny w Iraku, Adam Mazguła traktowany jest w USA ze szczególnym szacunkiem. Przykre, że w Ojczyźnie, w kraju za który ryzykował życie na wojnie w Iraku, państwie któremu wiele lat służył jako oficer wojska, są tacy, którzy bezkarnie nazywają Mazgułę „żołdakiem Jaruzelskiego” albo „wzorowym ubekiem”.
Moim zdaniem także działania prawicowej szczujni przycyniły się napewno do zawału Adama. Na szczęście Pułkownik kolejny raz wygrał i unikną śmierci. Prawicowi i katoliccy fanatycy ze szczujni okazali się równie nieskuteczni jak islamscy teroryści w Iraku i nie pokonali Pułkownika.
Piotr Surmaczynski
Brexit: unijni i brytyjscy negocjatorzy porozumieli się ws. przyszłych relacji między Londynem i Unią
Unijni i brytyjscy negocjatorzy ustalili projekt deklaracji w sprawie przyszłych stosunków politycznych między Londynem i Unią. Poinformował o tym szef Rady Europejskiej Donald Tusk.
Wypracowane porozumienie to ostatni element pakietu umów regulujących opuszczenie przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej. Projekt trafi teraz w ręce unijnych ambasadorów poszczególnych 27 krajów. „Deklaracja jest w zasadzie uzgodniona na szczeblu politycznym” – napisał na Twitterze przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. W najbliższą niedzielę, na nadzwyczajnym szczycie w Brukseli, cały traktat ma zostać przyjęty przez przywódców unijnych państw.
I have just sent to EU27 a draft Political Declaration on the Future Relationship between EU and UK. The Commission President has informed me that it has been agreed at negotiators’ level and agreed in principle at political level, subject to the endorsement of the Leaders.
— Donald Tusk (@eucopresident) November 22, 2018
Premier Wielkiej Brytanii Theresa May przez blisko dwie godziny negocjowała wczoraj w Brukseli z szefem Komisji Europejskiej Jeanem-Claudem Junckerem. Po spotkaniu powiedziała jednak, że chce przyjechać do Brukseli jeszcze raz w sobotę, aby wyjaśnić ostatnie punkty. Wielka Brytania chce wystąpić z UE 29 marca 2019 roku. W ubiegłym tygodniu May porozumiała się z Unią Europejską co do liczącego 600 stron traktatu o wyjściu ze wspólnoty.
WATCH LIVE: PM @Theresa_May gives a statement on Brexit https://t.co/NB5lv7iplr
— UK Prime Minister (@10DowningStreet) November 22, 2018
May pod presją
Wciąż negocjowano jednak treść deklaracji dotyczącej stosunków politycznych. Ma być ona podstawą szerokiego porozumienia o partnerstwie, które ma zostać wypracowane w okresie przejściowym, już po opuszczeniu Unii. Premier Theresa May ma jednak problemy we własnym kraju. Traktat, wynegocjowany w tym kształcie, może nie zyskać poparcia w brytyjskim parlamencie. Dlatego May chciała wykorzystać deklarację polityczną do zapewnienia możliwie najszerszych gwarancji przyszłej współpracy gospodarczej. Pomogłoby to jej przekonać parlament do poparcia całego traktatu. Unia Europejska nie zamierza jednak uchylać drzwi do swojego rynku wewnętrznego.
Opór po drugiej stronie
Ale też po stronie Unii są zastrzeżenia. Zgłasza je Hiszpania w odniesieniu do zapisów dotyczących Gibraltaru. Madryt zagroził zablokowaniem podpisania traktatu. Kilka innych krajów UE domaga się ponadto zagwarantowania praw do połowu ryb na brytyjskich wodach. Kanclerz Niemiec Angela Merkel już w środę 21 listopada poparła traktat. Przemawiając w Bundestagu Merkel po raz kolejny wyraziła żal z powodu decyzji Brytyjczyków o opuszczeniu Wspólnoty.
REDAKCJA POLECA
Były doradca Trumpa w powiązaniu z Cambridge Analytica mógł ingerować w kampanię na rzecz brexitu

Tomasz Bielecki
Brytyjczycy odkrywają podejrzane powiązania Steve’a Bannona i Cambridge Analytica z kampanią na rzecz brexitu. UE nie stawia na odkręcenie rozwodu z Londynem, choć szykuje się na walkę z nowymi manipulacjami wyborczymi.

Steve Bannon kierował kampanią wyborczą Trumpa i był jego doradcą do lata 2017 r. Fot. Źródło: dw.de
Brytyjskie media, w tym jako pierwszy portal OpenDemocracy, ujawniły przed kilku dniami korespondencję mailową między biznesmenem Arronem Banksem (głównym dobroczyńcą probrexitowej kampanii Leave.EU) oraz przedstawicielami Cambridge Analytica. Wiceprezesem tej firmy był wówczas Steve Bannon – przyszły szef kampanii wyborczej Donalda Trumpa i jego kluczowy doradca w Białym Domu do lata 2017 r.
Maile, których kopie były adresowane do Bannona, pokazują, że Banks zamierzał zaangażować Cambridge Analytica do niesprecyzowanego „dwuetapowego procesu” w kontekście Leave.EU. A także zwrócił się do tej firmy o opracowanie strategii pozyskiwania w Stanach Zjednoczonych funduszy na rzecz brexitowej kampanii w Wielkiej Brytanii.
Firma Cambridge Analytica, która specjalizowała się m.in. w przetwarzaniu danych i wykorzystywaniu ich w precyzyjnie nakierowanych kampaniach marketingowych i politycznych, została oskarżona wiosną tego roku o pozyskanie danych 87 mln użytkowników Facebooka bez ich pozwolenia i wiedzy.
Banks miał przekazać do Cambridge Analytica dane zwolenników brexitu związanych z Leave.EU. Jednak teraz największym zagrożeniem karnym dla tego Brytyjczyka są podejrzenia, że – łamiąc brytyjskie prawo wyborcze – pozyskiwał zza granicy fundusze na kampanię przed referendum co do brexitu. To głosowanie zostało zapowiedziane przez ówczesnego premiera Davida Camerona w maju 2015 r., trefne maile pochodzą z jesieni 2015 r., a referendum brexitowe odbyło się w czerwcu 2016 r.
Zbiórka funduszy w USA
Arron Banks podpowiada w swej korespondencji z Cambridge Analytica, by działania na rzecz pozyskania funduszy wycelować w te amerykańskie firmy, które boją się strat wskutek umowy USA-UE o wolnym handlu i inwestycjach (TTIP). Ta umowa była zwalczana przez Trumpa, który następnie jako prezydent zamroził rokowania nad TTIP „w obronie interesów USA” przez Unię.
„Możemy też celować w ludzi z więzami rodzinnymi z Wielką Brytanią, by pozyskać pieniądze i wykreować działania [w mediach społecznościowych]” – pisze Banks w jednym ze swych maili do Cambridge Analytica i adresowanych m.in. do Bannona.
Przedstawiciele Banksa, który od paru tygodni jest objęty wszczętym na wniosek brytyjskiej komisji ds. wyborów postępowaniem co do ewentualnych nieprawidłowości w finansowaniu Leave.EU bronią jego niewinności. Przekonują, że kontakty z Cambridge Analytica co do zbiórki funduszy w USA miały wyłącznie charakter wstępny i ostatecznie nie doszło do żadnych takich działań.

Cambridge Analytica miała otrzymać dane zwolenników brexitu związanych z Leave.EU. Fot. Źródło: dw.de
Co z Rosjanami?
Kontakty między Steve’em Bannonem, Partią Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) wraz z jej były szefem Nigelem Farage’em oraz Leave.EU z Arronem Banksem nieustannie podsycają w Wielkiej Brytanii spekulacje, że wkrótce Farage i Banks mogą zostać uwikłani w śledztwo amerykańskiego specjalnego prokuratora Roberta Muellera co do rosyjskiego mieszania się w amerykańskie wybory.
Banks publicznie odrzuca wszelkie podejrzenia o związki z jakimikolwiek rosyjskimi darczyńcami, którzy mieliby łożyć na kampanię brexitową. Niemniej torysowski poseł Damian Collins, szef parlamentarnej komisji śledczej co do manipulacji wyborczych, twierdzi, że nowo ujawnione maile do Cambridge Analytica stawiają przed Banksem kolejne trudne pytania co do finansowania oraz wykorzystania danych obywateli w kampanii Leave.EU.
– Widzimy bezpośrednie związki ruchów politycznych stojących za brexitem i za Trumpem. Musimy wreszcie dostrzec ten szerszy obraz działań ze strony bardzo bogatych ludzi, które są koordynowane ponad granicami w sposób, jakiego nie widzieliśmy wcześniej – powiedział Collins brytyjskim dziennikarzom.
Powtórka referendum?
Zwolennicy przewidzianego na marzec 2019 r. wyjścia Wlk. Brytanii z UE wygrali referendum z bardzo niewielką przewagą (51,9 proc. do 48,1 proc.), więc każde nowe podejrzenia co do nieczystej gry referendalnej ze strony brexitowców podsycają głosy na rzecz rychłej powtórki tego plebiscytu. Zwłaszcza że umowa brexitowa, która ma być zatwierdzona na szczycie UE w niedzielę 25 listopada jest poważnie zagrożona wetem ze strony Izby Gmin. A to ryzyko brudnego brexitu, czyli niezwykle kosztownego wyjścia z Unii bez żadnej umowy między Londynem i resztą UE. Jednak w Brukseli – choć takie są zarzuty wielu brexitowców – nie ma teraz dyskusji w celu skłonienia Brytyjczyków do powtórnego referendum, ani dużych nadziei związanych z takim scenariuszem.
Natomiast lekcje z amerykańskich wyborów oraz referendum w Wielkiej Brytanii coraz mocniej pchają Unię do prac nad obroną przed manipulacjami wyborczymi ze strony obcych krajów, wielkich firm oraz populistów potrafiących – jak Bannon – wykorzystywać możliwości internetu do prowadzenia zręcznych kampanii wymykających się kontroli ze strony władz publicznych.
Bannon w Brukseli
– Nasze przepisy wyborcze pochodzą z niecyfrowej przeszłości m.in. pod względem limitów wydatków na kampanie, zasad reklam wyborczych, zasad przejrzystości co do płacących za kampanie. Skandal wokół Cambridge Analytica i Facebooka musi być dla nas pobudką – apelowała niedawno komisarz UE ds. sprawiedliwości Vera Jourova w Parlamencie Europejskim.
Jourova namawia kraje UE, by stworzyły wspólny system monitorowania mediów społecznościowych (i reszty internetu) pod względem wyborów oraz razem pracowały nad przełożeniem kampanijnych ograniczeń ze świata offline na internet.
Komisja Europejska ma nadzieję, że uda jej się wykorzystać wybory do Parlamentu Europejskiego z maja 2019 r. do zmobilizowania unijnych rządów. – Mamy do czynienia z cyfrowym wyścigiem zbrojeń, który może zagrozić naszym wolnym i demokratycznym wyborom – ostrzega komisarz Jourova.
Natomiast Bannon, tymczasowo przerzuciwszy się z USA na Europę, już ostatniego lata założył w Brukseli ośrodek „The Movement”, który – również za pomocą technik internetowych – ma pomagać skrajnej prawicy w uzyskaniu jak najlepszego wyniku w eurowyborach. Na razie zainteresowanie jest niewielkie, bo ze znacznych partii gotowość do ścisłej współpracy z Bannonem deklaruje tylko włoska Liga wicepremiera Mattea Salviniego oraz holenderska Partia Wolności Geerta Wildersa. Ale eurokampania będzie się rozkręcać na serio dopiero wczesną wiosną 2019 r.
REDAKCJA POLECA
Niesiołowski: Ziobro przekazał nam bezcenną wiadomość, że „Polska należy do UE”. Czy pan sam na to wpadł?
„Co zrobić, żeby zadowolić demokratyczną opozycję? To proste. Odejść. Odejść w hańbie, teraz, na zawsze. Odejść. I zostawcie Polskę w spokoju, panie Kaczyński!” – grzmiał podczas środowego posiedzenia Sejmu z mównicy Stefan Niesiołowski.
„Wysoka Izbo, ja mam pytanie do pana ministra Ziobry, który wygłosił jak zawsze znakomite i pogłębione intelektualnie przemówienie i przekazał nam bezcenną wiadomość, że Polska należy do Unii Europejskiej” – mówił w środę 21 listopada z mównicy sejmowej Stefan Niesiołowski. – „Pytanie jest takie: czy pan sam na to wpadł i jak pan do tego doszedł, panie Ziobro?”
„I jeszcze, przy okazji, tutaj, pan Szreiber – nowa gwiazda odrodzonego parlamentaryzmu, zadał dramatyczne pytanie: co zrobić, żeby was, demokratyczna opozycjo zadowolić? – Panie Szreiber, to bardzo proste: odejść! Odejść! W hańbie, na zawsze, teraz, odejść! I zostawcie Polskę w spokoju, panie Kaczyński!” – grzmiał poseł
Zobaczcie film z wystąpienia Stefana Niesiołowskiego.
(df) thefad.pl
Na czym polega automatyka przemysłowa maszyn?
Automatyka jest wśród nas i nie sposób jej nie zauważyć. Czym się charakteryzuje? Przede wszystkim jest to sposób produkcyjny, który wpływa na szybkość i dokładność pracy. Jest to zespół procesów, które wpływają na produkcję. Dzięki temu tworzenie danych przedmiotów nie tylko nie wymaga tak wielkich nakładów finansowych, ale jest także szybsze, a co za tym idzie pozwala generować zdecydowanie większe zyski.
Zalety automatyki
Wśród zalet tego typu rozwiązań w zakładach przemysłowych należałoby wymienić między innymi redukcję kosztów produkcji. Dzięki zastosowaniu maszyn możemy bowiem produkować dane elementy dużo szybciej, a więc więcej w przeciągu tego samego czasu. To z kolei daje produkcję na masową skalę, która nie zajmuje wielu dni, ale kilka godzin. Dzięki temu za ten sam produkt otrzymujemy wyższą cenę, jeśli weźmiemy pod uwagę jego poprzednie ratio czasu produkcji do zysku.
Drugim aspektem jest bezpieczeństwo. Maszyny są skuteczne i zapobiegają wypadkom w pracy, dlatego postawienie człowieka w miejscu kontroli maszyn zmniejsza problemy, z którymi borykał się świat Ziemi Obiecanej.
Automatyka maszyn od Schneider Electric to szansa na rozwój kolejnych firm. Z jednej bowiem strony pozwala na szybszą i bardziej efektywną produkcję, a z drugiej na większe zyski i ich inwestowanie. Dlatego automatyka może być tak ważna i tak korzystna dla każdego przedsiębiorcy.
Rafał Sulikowski: Jak więcej zarabiać w Polsce?

Rafał Sulikowski
Jedyną przeszkodą, która powstrzymuje ludzi przed zmianą pracy albo branży jest strach. 90% przeszkód w podjęciu radykalnych zmian w życiu zawodowym to blokady wewnętrzne oraz relacje rodzinne.
Mamy mnóstwo możliwości, ale rzadko z nich korzystamy. Większość ludzi spędza życie w nielubianej pracy, w toksycznych związkach, które trwają siłą inercji i bezwładności, na źle wybranej uczelni.
Przede wszystkim należy zrozumieć jedno: żadna praca dziś w XXI wieku nie jest na całe życie, na cały okres aktywności zawodowej w wieku produkcyjnym.
Współczesny człowiek zmieni pracę w ramach swojej branży kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy, a branżę na całkiem inną co najmniej kilka razy, choć zdarza się, że ktoś dokonuje przekwalifikowania jeszcze częściej. Jednak większość ludzi tego nie rozumie. Trwają w raz zdobytej pracy przez większość swego życia, narzekają na toksyczne relacje w miejscu pracy, ale jednak nic z tym nie robią.
Jedyną przeszkodą, która powstrzymuje ludzi przed zmianą pracy albo branży jest strach. 90% przeszkód w podjęciu radykalnych zmian w życiu zawodowym to blokady wewnętrzne oraz relacje rodzinne.
Gdy człowiek zorientuje się, że praca, jaką wykonuje mu nie sprzyja, że za mało zarabia i nie może utrzymać rodziny, najczęściej chce zmiany. Gdy tylko powie sobie “zmieniam jutro pracę”, zaraz pojawia się tak zwany “wewnętrzny krytyk”, który podsunie tysiące argumentów, żeby tej decyzji nie podejmować wcale. “Tam będzie jeszcze gorzej”. “A jeśli stracisz źródło obecnych zarobków? Masz kredyty i dzieci”. Potem najczęściej większość wycofuje się pod wpływem tych decyzji z dążenia do zmiany.
Jeśli zaś nie podziała krytyka wewnętrzna i motywacja do zmiany jest mocna, najczęściej otoczenie przejmuje rolę krytyka wewnętrznego (mąż, żona, rodzice, dzieci, znajomi, sąsiedzi, etc.) i przekonuje, że “lepiej cieszyć się z tego, co się ma”, bo “przyszłość jest niepewna” i “nikt nie wie, jak to będzie”.
Niegdyś marzeniem każdego był etat, będący symbolem bezpieczeństwa socjalnego. Jeden kierunek wykształcenia wystarczał jeszcze 30 lat temu na całe życie. Dziś studenci studiują po dwa, trzy kierunki, a dodatkowo pracują, gromadząc doświadczenie, dziś wymagane szczególnie. Można śmiało rzec, że studiowanie tylko jednego kierunku, zwłaszcza humanistycznego bez praktyk zawodowych, bez staży i zbierania doświadczenia to przygotowywanie sobie klęski zawodowej.
Jeżeli studiuje się informatykę to może wystarczyć, bo przyszłością są zawody związane z informatyką, ale jeżeli ktoś studiuje filologię ugrofińską, to niestety, ale jest oderwany od realiów.
Może komuś, kto jest szczególnie zainteresowany swoją pasją się udać, jednak większość studiujących kierunki humanistyczne dokonuje złego wyboru, może z wyjątkiem psychologii czy zarządzania albo lingwistyki.
Podstawowym jednak problemem w Polsce jest prosta zastępowalność pracowników, co oznacza, że kiedy ktoś prosi o podwyżkę, to słyszy najczęściej, że “na Pana miejsce czekają setki osób”. Jeżeli pracownik nie jest wyspecjalizowany i niezastąpiony, zazwyczaj zarabia mało. Tylko ludzie nie do zastąpienia zarabiać będą bardzo dobre pieniądze. Należy zatem wybrać sobie zawodową niszę i pogłębiać wiedzę i umiejętności praktyczne, co trwa od 2-3 lat intensywnej nauki.
Przede wszystkim jednak trzeba przełamać strach przed zmianą, opory otoczenia, bo np. żona boi się, że mąż rzucający etat i otwierający własną firmę zbyt dużo ryzykuje i że mu się może nie powieść.
Zazwyczaj tylko ludzie, którzy potrafią zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę, zarabiają w dalszej perspektywie lepiej niż tkwiący na ciepłej posadce w strefie komfortu.
Można zarobić w Polsce duże pieniądze i to legalnie, coraz częściej przez Internet, pracując w dowolnym miejscu i czasie, albo na samozatrudnieniu, co wymaga jednak ogromnej determinacji, wiary w sukces, pozytywnego myślenia i ogromnego wysiłku. Jest to jednak, choć trudne, możliwe. Należy pamiętać, żeby w ogóle nie sugerować się opiniami “doradców od wszystkiego”, tych, którzy wszystko wiedzą lepiej, nie mają wiary w powodzenie i próbują usprawiedliwić swoje porażki zawodowe sytuacją ekonomiczną, społeczną, polityczną, etc. Takich ludzi pociąg do przyszłości pozostawi jednak na stacji o nazwie “przeszłość”.
Rafał Sulikowski
Piłsudski po dojściu Hitlera do władzy snuł plany wojny prewencyjnej przeciwko III Rzeszy

Jacek Lepiarz
Józef Piłsudski po dojściu Hitlera do władzy snuł plany wojny prewencyjnej przeciwko III Rzeszy, jednak Francja zwlekała, a Czechosłowacja ostrzegła Niemców – pisze w niedzielę FAS.
„Gdy 7 kwietnia 1933 roku, kilka tygodni po dojściu Hitlera do władzy, w Berlinie zebrał się niemiecki rząd, minister spraw zagranicznych Konstantin von Neurath nie krył swojego zaniepokojenia. Powód: Polska rozważa możliwość wojny prewencyjnej”, pisze Gerhard Gnauck we „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” (FAS).
„Za wszelką cenę musimy wystrzegać się prowokacji”, ostrzegł Neurath swoich kolegów z rządu. „Sytuacja jest napięta”, mówił szef MSZ. Gnauck dodaje, że temat ewentualnej wojny prewencyjnej omawiany był też na kolejnym kwietniowym posiedzeniu kierowanego przez Hitlera rządu.
„Czy plany wojny prewencyjnej rzeczywiście istniały? Czy Polska usiłowała potrząsnąć innymi Europejczykami i namówić ich do wspólnej akcji przeciwko reżymowi w Niemczech?”, pyta warszawski korespondent niemieckiej gazety.
Piłsudski wyczuwał niebezpieczeństwo
W Polsce panował wówczas Józef Piłsudski – „socjalista i być może najwybitniejszy polski mąż stanu w 20 wieku” – przypomina Gnauck. Jak zaznacza, Piłsudski nie był „demokratą bez skazy”, jednak cechowało go „wyczucie nadciągającego niebezpieczeństwa”, przede wszystkim ze strony obu wielkich sąsiadów Polski – Niemiec i Związku Sowieckiego.
Dawny rewolucjonista i konspirator Piłsudski nie miał zaufania do oficjalnej dyplomacji. W drażliwych kwestiach posługiwał się raczej osobistymi wysłannikami – tłumaczy autor. I tym razem, kilka tygodni po dojściu do władzy Hitlera Piłsudski wysłał do Paryża swojego zaufanego towarzysza walk Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego. W marcu 1933 roku wziął on udział w spotkaniu weteranów w stolicy Francji.
Misja Wieniawy
Podczas pobytu we Francji Wieniawa przedstawił polskie plany: niebezpieczeństwo ze strony Niemiec będzie wzrastało. Należy postawić Hitlerowi ultimatum: musi przestać zbroić się, a jeśli się na to nie zgodzi, Polska zajmie niemieckie tereny na Wschodzie, a Francja obsadzi Nadrenię. Wskutek tej wspólnej akcji Hitler straci władzę – przewidywano w Warszawie.
Miesiąc później rozmowy w Paryżu prowadził kolejny emisariusz, jednak Paryż od początku był niechętny wobec wszelkich akcji mogących być uznanych za „awanturnictwo”. Jeszcze większą rezerwę wykazywał Londyn, a także Praga. Ktoś z otoczenia czeskiego prezydenta Tomasza Masaryka „wygadał się” Niemcom, że Polska planuje akcję prewencyjną na Wschodzie – pisze Gnauck powołując się na niemieckie dokumenty.
Łatwe zadanie?
Akcja przeciwko rozbrojonym Niemcom byłaby w 1933 roku dla Francji i Polski „spacerkiem” – uważa Gnauck. Francuscy politycy zaprzeczali jednak po wojnie, by cokolwiek wiedzieli o polskich planach. Plotki o wojnie prewencyjnej kursowały wówczas w wielu europejskich stolicach, w tym w Berlinie.
Gnauck przytacza opinię polskiego historyka Marka Kornata, który uważa, że strona polska jedynie sondowała w rozmowach, czy Francja byłaby gotowa do takiej interwencji. Zdaniem Kornata na drodze do takiej akcji istniała poważna przeszkoda. „Ta koncepcja zakładała, że atakujemy kogoś, kto prawdopodobnie zaatakuje nas dopiero później. Szalenie trudno jest przekonać opinię publiczną w kraju demokratycznym do takiego kroku” – tłumaczy historyk.
Marszałek zmienia plany
Piłsudski szybko zrozumiał, że jego plan spotkał się z odrzuceniem. Dlatego po 1933 roku marszałek zmienił front i rozpoczął rozmowy z Niemcami. Rezultatem tego zwrotu był polsko-niemiecka deklaracja o nieagresji z 1934 roku.
Jak pisze Gnauck, od tego czasu Piłsudski prowadził politykę równowagi między obu dyktatorami – Hitlerem i Stalinem. Dopiero porozumienie między nimi w 1939 roku doprowadziło do podziału Polski i innych krajów Europy Wschodniej między Niemcy i Związek Sowiecki.
REDAKCJA POLECA
Manuela Gretkowska: Skoro były negocjacje rząd – narodowcy, co faszolom obiecano? Przecież nie spacerek za Prezydentem

Manuela Gretkowska:
Dręczy mnie ciekawość niedawnej przeszłości. Skoro były negocjacje rząd - narodowcy, co faszolom obiecano?
TERA MADERA
Polityka w Polsce deprawuje, również słowa. Trudno wymawiać Prawo i Sprawiedliwość bez pogłosu: ha, ha. Petru zabrał nam wczoraj słowo Teraz, nazywając nim swój ruch. Chociaż i tak wszyscy wiedzą, że chodzi o Rychu Tera Madera.
Trzeba jednak przyznać, że polityka wzbogaca nam słownik: Szumidło, zastąpiło kropidło by pozbyć się złego.
Depresyjny safanduła, który przegrywa z realem 27:1, na pewno wymyśli coś, co przerośnie szumidło, kropidło i Szydło. Jeśli ujawniono pisowską aferę, trzeba wykonać dwa ruchy (Teraz):
- Przykryć to większą aferą: aresztować paru opozycjonistów, oskarżyć Księżyc, że nie w pełni, wykonuje swoje obowiązki.
- Rzucić coś narodowi na pożarcie, 300 na wyprawki, albo w grudniu ogłosić PiSdzielnik – wolny tydzień między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem.
To dopiero będzie, ale dręczy mnie ciekawość niedawnej przeszłości.
Skoro były negocjacje rząd – narodowcy, co faszolom obiecano? Przecież nie spacerek za Prezydentem. Dostaną dodatek do szubienic, dla Europosłów? Wizytę w pałacu prezydenckim, gdzie będą mogli pogadać sobie z Frau Dudą po niemiecku?
Wszystko jest możliwe w kraju, gdzie wielka akcja antysmogowa polega na 10 sekundowym wstrzymaniu oddechu przez celebrytów i sławy, takie jak Zanussi, Ibisz, Ksiądz Boniecki czy Gessler. Nawet wyznaczono ambasadorów nieoddychania, żeby zwrócić naszą uwagę na smród zimą.
A czy nie wystarczy 10 sekund myślenia, by zmienić polską politykę? Albo przestać bezradnie wzdychać i tym sposobem osłabić Kościół?
Manuela Gretkowska








