Roman Giertych: A. Duda o swoim nominacie w KNF: „Podejmował działania słuszne.” Czy zabór banku był planem?

Roman Giertych
W świetle deklaracji prezydenta RP, że popiera działania swego przedstawiciela w KNF staje bowiem zasadnicze pytanie: czy mieliśmy do czynienia z działaniami poszczególnych członków KNF, czy zabór banku był planem o charakterze polityczno-gospodarczym.
Prezydent A. Duda o swoim nominacie w KNF: „Podejmował działania słuszne.”
Taśma nr 2. Plan Zdzisława Sokala.
We wtorek „Gazeta Wyborcza” opublikowała fragmenty nagrań oferty korupcyjnej skierowanej przez Marka Chrzanowskiego do dr. Leszka Czarneckiego.
W związku z tą ofertą zostało skierowane zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Drugie zawiadomienie jakie złożyłem dotyczyło przestępstwa nadużycia uprawnień, ale wskazywało również na możliwość istnienia zorganizowanej grupy przestępczej, której celem było doprowadzenie do przejęcia banku Leszka Czarneckiego. Banku, który na początku tej historii był wart na giełdzie kilka miliardów złotych.
Mechanizm tego działania polegał na brutalnym wykorzystaniu pozycji regulatora publicznego, czyli KNF, którego zadaniem jest nadzorowanie banków oraz innych instytucji finansowych.
Od 2017 tak ukształtowano nowe warunki funkcjonowania banku, aby został on poddany pod kontrolę KNF. Wydano wpierw rozporządzenie Ministra Finansów, które wprowadziło nowe wymogi kapitałowe. A gdy te zostały zagwarantowane przez właściciela, to na utrwalonym spotkaniu z KNF Marek Chrzanowski zażądał nowych kapitałów w oparciu o działania pana Sokala skierowane do audytorów. Panowie nie zaplanowali przejęcia banku o kapitale zagranicznym (pewnie bali się interwencji UE lub kraju pochodzenia kapitału). Postanowili przejąć jedyny, duży prywatny bank o polskim kapitale.
W poniedziałek złożę w prokuraturze nagranie rozmowy Leszka Czarneckiego z Markiem Chrzanowskim i innymi przedstawicielami KNF, które zostało zrobione w lipcu br. Marek Chrzanowski wiedział już wówczas, że jego oferta korupcyjna została odrzucona. Przeszedł więc do realizacji jak to nazwał „planu Zdzisława”.
Na taśmie słychać i widać (to nagranie video), jak przedstawiciele urzędu państwowego bez żenady potwierdzają, że wiedzą o planie przejęcia banku za złotówkę.
Zupełnie otwarcie potwierdzają też, że ten członek komisji brutalnie naciskał na audytora, aby podwyższył wymogi kapitałowe wobec Getin Noble Bank S.A., a oni wykorzystując fakt, że takie naciski zostały zrobione przedstawiają z otwartym cynizmem swój zamiar podejmowania takich decyzji, które doprowadzą do tego przejęcia.
Nieśmiertelna prawda z „Misia” „nie mamy Pańskiego płaszcza i co Pan nam zrobisz” jest otwarcie przedstawiana, tylko że dotyczy banku, a nie płaszcza. Być może brutalne działania Chrzanowskiemu miały jeszcze skłonić dr Czarneckiego do rozważenia zaproponowanej oferty korupcyjnej.
Ciekawostką jest, że Marek Chrzanowski jest tak pewien swego, że zapewnia L. Czarneckiego, że nikt go do końca trzyletniej kadencji nie może odwołać. Nawet premier.
W moim przekonaniu drugie zawiadomienie które przedstawiłem jest znacznie poważniejsze niż „zwykła” korupcja w wykonaniu szefa KNF.
W świetle deklaracji prezydenta RP, że popiera działania swego przedstawiciela w KNF staje bowiem zasadnicze pytanie: czy mieliśmy do czynienia z działaniami poszczególnych członków KNF, czy zabór banku był planem o charakterze polityczno-gospodarczym.
Stąd jednym z najważniejszych świadków, którzy muszą być przesłuchani przez prokuraturę w Katowicach będzie Andrzej Duda – prezydent RP.
Taśma z zapisem realizacji planu Zdzisława Sokala wraz z oryginalnym nośnikiem zostanie przedłożona w poniedziałek do akt toczącego się śledztwa (wbrew krążącym plotkom rozmowa L. Czarneckiego z prezesem NBP nie została nagrana).
Roman Giertych
Adwokat
Generał NATO: Atak „zielonych ludzików” bardziej prawdopodobny niż dywizji rosyjskich czołgów
– Sojusz intensywnie zajmuje się kwestią wojny hybrydowej, czyli ukrytych operacji wojskowych, połączonych z dezinformacją i cyberatakami. NATO nie jest naiwne i jest na to przygotowane – mówi generał Klaus Wittmann.

„Zielone ludziki” – rosyjscy żołnierze bez dystynkcji w czasie inwazji Krymu (2014). Fot. Źródło: dw.de
Deutsche Welle: Panie Generale, umie Pan sobie wyobrazić, że zielone ludziki pojawiają się na Litwie, Łotwie lub Estonii i że ani NATO, ani UE nie zareagują, poza tym, że ostro, ale tylko werbalnie to potępią?
Klaus Wittmann: Mógłbym sobie wyobrazić, że te ludziki się pojawią, i myślę, że to scenariusz bardziej prawdopodobny niż atak trzech dywizji rosyjskich czołgów. W takim wypadku Rosja na pewno się postara, żeby w sztabie NATO zapanowała niepewność, czy mamy do czynienia z atakiem militarnym. Jeśli wątpliwości zostaną jednak rozwiane, jestem przekonany, że NATO też odpowie militarnie.
Gdyby Rosji udało się rozbudzić takie wątpliwości w kwaterze głównej NATO, mogłoby to być bardzo niebezpieczne. Ale od szczytu w Walii w 2014 roku Sojusz intensywnie zajmuje się kwestią wojny hybrydowej, czyli ukrytych operacji wojskowych, połączonych z propagandą, dezinformacją i cyberatakami. NATO nie jest naiwne i jest na to przygotowane. Sądzę więc, że nie skończyłoby się tylko na protestach.
DW: Czy to prawda, że artykuł 5 Traktatu Waszyngtońskiego nie zobowiązuje państw członkowskich NATO do reakcji w podobnej sytuacji?
Klaus Wittmann: To prawda, że nie zawiera on żadnego automatyzmu i nie określa, z jakimi siłami dany kraj ma wkroczyć. Nawet w czasie zimnej wojny o uruchomieniu obrony z mocy Artykułu 5 musiałaby zadecydować Rada NATO i tak jest też dzisiaj. Artykuł 5 został użyty po raz pierwszy i jak dotąd jedyny, gdy [11 września 2001 roku – red.] USA zostały zaatakowane przez „non-state actor” – podmiot niepaństwowy.
Jeśli Rada podejmie taką decyzję, będzie to oczywiście niosło ze sobą silne moralne zobowiązanie. Jednak każdy kraj członkowski ma prawo sam zadecydować, jak zechce pomóc.
DW: Czy decyzja w Radzie musi zapaść jednomyślnie?
Klaus Wittmann: Tak. Zawsze. W NATO nie zdarza się nic ważnego bez konsensusu. Ważne dokumenty negocjuje się aż do ostatniego przecinka.
DW: Artykuł 5 nie może więc zostać zastosowany automatycznie?
Klaus Wittmann: Podczas zimnej wojny panował pewien automatyzm, ponieważ mieliśmy General Defence Plan [plan obrony generalnej – red.] i plany mobilizacyjne. Proceduralnie łatwiej byłoby wtedy ruszyć z miejsca i podjąć obronę niż w takich wątpliwych przypadkach z zielonymi ludzikami. Ale jestem absolutnie przekonany, że gdyby się tylko pojawiły, zostałoby zrobione wszystko, żeby policja, żandarmeria i wojsko od razu wpakowały je za kraty.
Proszę pomyśleć o wschodniej Ukrainie. Gdyby ukraińska policja nie była wówczas totalnie skorumpowana i niekompetentna, wówczas wkroczyłaby już w momencie pojawienia się pierwszych oznak separatyzmu. Rosja pojawiła się masywnie na wschodniej Ukrainie dopiero później. Myślę, że na tym przypadku wiele się nauczono.
DW: Uczestniczył Pan na tegorocznym Forum Ekonomicznym w Krynicy w debacie, w której tytule padło pytanie, kto ma być odpowiedzialny za obronę Europy – NATO czy Unia Europejska?
Klaus Wittmann: To nie jest albo-albo i mówię o tym od dawna. Z jednej strony Europejczycy muszą ponosić większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo swojego kontynentu i jego peryferii oraz wydawać więcej na własną obronę, a nie zdawać się tylko na amerykański parasol bezpieczeństwa. Amerykanie mają rację, gdy o tym mówią od wielu lat, nie tylko od czasów pana Trumpa.
Z drugiej strony egzystencjalne bezpieczeństwo Europy nie może być na dłuższą metę zapewnione bez udziału Stanów Zjednoczonych. Gdyby przeciwnikiem miała stać się Rosja, czyli mocarstwo atomowe, wówczas amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa byłyby nadal potrzebne.
Unia Europejska musi jednak rozwijać swoje umiejętności. Potrzebny jest też pewien podział zadań. W razie poważniejszego zagrożenia bezpieczeństwa trzeba będzie się zgodzić, czy jest to sprawa dla NATO, w którym angażują się Amerykanie, czy też ma się tym zająć Unia Europejska. Europejczycy nie powinni jednak być zbyt ambitni, lecz mają robić to, na czym się znają.
Chcesz zapobiec cukrzycy? Jedz śniadanie i pij kawę. Wyjaśniamy dlaczego
Chcesz zapobiec cukrzycy typu 2? To jedz śniadanie i pij kawę. Wyjaśniamy dlaczego.
Osoby, które rezygnują ze śniadania, odżywiają się w ciągu dnia raczej niezdrowo. Kiedy poczują głód, podjadają słodycze, a może coś wysokokalorycznego, inni sięgają po papierosa – to wniosek z pracy badawczej zespołu epidemiologów z Niemieckiego Centrum Leczenia Cukrzycy (DDZ) w Duesseldorfie. Praca została opublikowana w listopadowym numerze fachowego czasopisma „The Journal of Nutrition”.
Paradoks: grubasy bez śniadania
Zespół naukowców, kierowany przez dr Sabrinę Schlesinger, przeanalizował dane pochodzące od 96. 175 osób. W czasie długoterminowych badań u 4.935 osób stwierdzono cukrzycę typu 2. Okazało się przy tym, że otyłe osoby często rezygnują ze śniadania. Z kolei otyłość jest jednym z głównych czynników ryzyka prowadzących do cukrzycy typu 2.
Zatem: śniadanie to podstawa! A co pić na śniadanie? Najlepiej kawę – sugeruje metaanaliza przeprowadzona przez instytut naukowy badający… kawę – Institute for Scientific Information on Coffee (ISIC). Wniosek nie powinien dziwić, bo placówka jest finansowana ze środków sześciu dużych europejskich producentów kawy. ISIC prowadzi jednak naukowe badania we współpracy z uniwersytetami. W październiku ISIC przygotował swój roczny raport.
Antyoksydanty w kawie
Spożycie kawy może o 25 proc. zmniejszyć ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 2 – wynika z raportu ISIC. Na potrzeby metaanalizy Matthias Carlstroem, profesor z Instytutu Karolinska w Sztokholmie przestudiował 30 prac badawczych, w których uczestniczyło łącznie 1.185.210 osób.
Kjeld Hermansen, profesor medycyny w klinice uniwersyteckiej w Aarhus (Dania), tłumaczy to ochronne działanie kawy zawartością antyoksydantów. Kawa pomaga zatem zapobiec procesom zapalnym, a ciepło napoju wzmaga przemianę materii i zróżnicowanie mikrobiomu żołądkowo-jelitowego.
Hermansen zaleca picie od trzech do czterech filiżanek dziennie – zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn. Kto jednak nie chce tych zdrowotnych korzyści kawy przypłacić nadciśnieniem czy przyspieszonym biciem serca, może pić kawę bezkofeinową. Działa równie dobrze.
REDAKCJA POLECA
Ile zarobią radni wybrani w wyborach samorządowych?
Dieta radnego w 2019 r. wyniesie maksymalnie 2 684,13 zł miesięcznie. Obok diet radnym przysługuje także zwrot kosztów podróży służbowych
16 listopada 2018 r. upływa obecna kadencja samorządowa. Pierwsze sesje nowo wybranych rad gmin i powiatów oraz sejmików województw zostaną zwołane przez komisarzy wyborczych między 19 i 23 listopada.
Na zasadach ustalonych przez radę gminy sprawującemu swój mandat radnemu przysługują diety oraz zwrot kosztów podróży służbowych.
Wysokość diet radnego nie może przekroczyć w ciągu miesiąca łącznie półtorakrotności określanej w ustawie budżetowej kwoty bazowej dla osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe. Z informacji przekazanej Serwisowi Samorządowemu PAP przez resort finansów wynika, że w przyszłym roku kwota bazowa zostanie na obecnym poziomie – 1 789,42 zł.
Wysokość świadczenia radnego zależy od wielkości gminy i powiatu oraz przez pełnionej przez niego funkcji. Diety do maksymalnej przewidzianej przepisami wysokości (2 684,13 zł) przysługują w ciągu miesiąca radnym w największych gminach – powyżej 100 tys. mieszkańców.
W gminach od 15 tys. do 100 tys. mieszkańców będzie to najwyżej 75 proc. tej kwoty (2 013,10 zł). Natomiast w gminach poniżej 15 tys. mieszkańców – radni będą mogli otrzymywać świadczenie, które nie przekroczy 50 proc. maksymalnej wysokości diety (1 342,07 zł). Reguluje to rozporządzenie w sprawie maksymalnej wysokości diet przysługujących radnemu gminy.
Również w przypadku powiatów, w analogicznym rozporządzeniu, przewidziano widełki. Radnemu przysługują w ciągu miesiąca diety w wysokości do 100 proc. maksymalnej wysokości diety (2 684,13 zł) w powiatach powyżej 120 tys. W powiatach, w których liczba ludności mieści się w przedziale 60 tys. – 120 tys., dieta ta nie może być wyższa niż 85 proc. kwoty maksymalnej (2 281,51 zł). W powiatach poniżej 60 tys. mieszkańców próg ustanowiono na poziomie 70 proc., co oznacza, że świadczenie nie może tam przekroczyć 1 878,89 zł.
Ponadto, zgodnie z przepisami ustaw ustrojowych, rady gmin, powiatów i sejmiki województw ustalając wysokości diet radnych, powinny wziąć pod uwagę pełnione przez nich funkcje. Te same przepisy stanowią, że oprócz diety radnym przysługuje zwrot kosztów podróży służbowych.
Natomiast na mocy art. 21 ust. 1 pkt 17 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, wolne od podatku dochodowego są diety oraz kwoty stanowiące zwrot kosztów, otrzymywane przez osoby wykonujące czynności związane z pełnieniem obowiązków społecznych i obywatelskich – do wysokości nieprzekraczającej miesięcznie kwoty 3 000 zł.
Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym, w gminach do 20 tys. mieszkańców w skład rady wchodzi 15 radnych, w gminach do 50 tys. – 21, a w gminach do 100 tys. – 23. W gminach do 200 tys. mieszkańców zasiada 25 radnych, a następnie po trzech na każde dalsze rozpoczęte 100 tys. mieszkańców, nie więcej jednak niż 45. Na podstawie oddzielnej ustawy Rada m. st. Warszawy liczy 60 radnych.
W skład rady powiatu wchodzą radni w liczbie piętnastu w powiatach liczących do 40 tys. mieszkańców oraz po dwóch na każde kolejne rozpoczęte 20 tys. mieszkańców, ale nie więcej niż dwudziestu dziewięciu radnych.
W skład sejmiku województwa wchodzą radni wybrani w wyborach bezpośrednich w liczbie trzydziestu w województwach liczących do 2 mln mieszkańców oraz po trzech radnych na każde kolejne rozpoczęte 500 tys. mieszkańców.
Źródło: kurier PAP / kic
Wynajem scen
Do imprez plenerowych lub tych organizowanych w różnych przestrzeniach jesteśmy już przyzwyczajeni i nie dziwi nas to, że sceny estradowe można postawić wszędzie, gdziekolwiek tylko chcemy. W ten sposób każde miasto, wieś czy nawet pole może być miejscem, w którym będą się dziać wydarzenia sportowe czy kulturalne.
Najczęściej wynajem sceny mobilnej realizowany jest na potrzeby koncertów lub też przeglądów czy też festiwali. Ale tak naprawdę podesty estradowe przydają się przy różnych imprezach organizowanych przez samorządy lub zewnętrzne firmy czy organizacje pozarządowe.
Sceny do wynajęcia
Większość imprez plenerowych wymaga tego, by stanęła na nich mobilna scena wraz z odpowiednim oświetleniem i nagłośnieniem. Oczywiście profesjonalne przygotowanie wymaga dostosowania do specyfiki imprezy, jej wielkości oraz oczekiwań i odbiorców i organizatorów, którzy decydują się na wynajem sceny. Cena będzie oczywiście zależna od bardzo wielu czynników, ale z założenia jest to dość kosztowna inwestycja. Warto zwrócić uwagę na fakt, że firmy eventowe dbają o najwyższą jakość usług i stale proponują swoim klientom nowoczesne i atrakcyjne rozwiązania dopasowane do potrzeb.
Jeśli decydujemy się na wynajem scen estradowych eventserwis.com warto zwrócić uwagę na szereg różnych elementów, które docelowo ułatwiają nam całą organizację oraz wpiszą się w nasze oczekiwania. To istotne również w aspekcie tego, jaki efekt chcemy uzyskać. Scena do wynajęcia musi charakteryzować się mobilnością, łatwością i szybkością montażu oraz demontażu oraz oczywiście stabilnością całej konstrukcji. To w pewien sposób po prostu warunkuje bezpieczeństwo. Scena mobilna, wynajem której planujemy, musi być również dostosowana do specyfiki miejsca, gdzie zamierzamy ją rozłożyć. Zastosowane rozwiązania muszą być bezpieczne i dla artystów, i dla widowni, a na niektóre z wydarzeń plenerowych potrafi przyjść nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Dlatego warto obsługę i wynajem scen powierzyć profesjonalistom.
Jak wynająć podesty sceniczne?
Scena estradowa sprawdza się na dużych koncertach plenerowych, dożynkach, uroczystościach i festynach miejskich czy powiatowych oraz na imprezach okolicznościowych takich jak chociażby Sylwester. Na dobrą sprawę profesjonalne sceny – wynajem, montaż i obsługę można również zarezerwować na mniejsze uroczystości takie jak impreza firmowa czy też szkolna. Na pewno zdecydowanie prościej postawić na mobilne podesty sceniczne – cena i łatwość montażu oraz czas poświęcony tym zadaniom są zdecydowanie korzystniejsze niż w przypadku konieczności budowania stałych konstrukcji.
Materiał zewnętrzny
Przegląd bonusów na Polskich platformach internetowych
Ze względu na to, że firmy bukmacherskie nie narzekają na brak klientów, coraz trudniej jest znaleźć atrakcyjne bonusy finansowe, z których mogliby skorzystać nowi lub dotychczasowi klienci.
O ile jeszcze kilka lat temu bez problemu można było znaleźć firmy, które oferowały klientom podwojenie wpłaty czy też dodatkowe bonusy do wygranych, aktualnie naprawdę atrakcyjne warunki można znaleźć tylko w przypadku kilku firm.
Zakłady Star Typ Sport
Jedną z nich jest bukmacher STS, który w przeciwieństwie do konkurencji działa na rynku całkowicie legalnie. Dzięki temu jego klienci nie muszą się obawiać problemów prawnych, nawet w przypadku wygrania większej ilości gotówki.
Ogromnym zainteresowaniem wśród nowych graczy cieszy się przede wszystkim sts bonus, który jest wyjątkowo atrakcyjnym bonusem powitalnym. Dzięki niemu osoby, które dopiero zaczynają grać mogą otrzymać nawet pół tysiąca złotych, co automatycznie zwiększa kwotę, jaką można przeznaczyć na grę.
W przypadku takich bonusów należy jednak zawsze pamiętać o najważniejszej zasadzie: przed skorzystaniem z promocji warto dokładnie przeczytać regulamin. Jest to o tyle ważne, że czasami wyplata bonusu przez bukmachera zależna jest od spełnienia określonych zadań (lub nawet zrobienia ich w odpowiedniej kolejności). Wystarczy wówczas coś przegapić lub po prostu zapomnieć o którymś elemencie, aby straciło się szanse na dodatkowy zysk.
Na szczęście w wielu przypadkach można się wówczas skontaktować z działem obsługi klienta danego bukmachera i opisać im sytuację, a wtedy pracownicy mogą ręcznie doliczyć klientowi bonusowe środki. Szkoda jednak tracić czas i nerwy, skoro wystarczy od początku wszystkiego odpowiednio dopilnować.
Bonusy od firmy Lvbet
Kolejną ciekawą propozycją dla graczy chcących zmaksymalizować zyski poprzez korzystanie z bonusów jest oferta firmy Lvbet. Zdecydowanie można uznać ją za najlepszą w całej branży firm bukmacherskich, bo nowi gracze mogą spokojnie otrzymać kilkaset złotych.
Jeżeli natomiast ktoś spełni wszystkie przewidziane przez Lvbet warunki i dopisze mu szczęście, to ma szansę zamienić niewielką kwotę nawet w 1500 złotych! Jest to możliwe dzięki specjalnemu mnożnikowi, z którego może skorzystać każdy gracz nieposiadający wcześniej konta u tego bukmachera.
Na stronie lvbet bonus opisano krok po kroku działania, które gracze muszą wykonać, aby otrzymać atrakcyjny bonus.
Bonusy to świetny sposób na zarobienie większych pieniędzy u bukmacherów bez potrzeby wpłacania od razu wszystkich swoich oszczędności.
Materiał zewnętrzny
Władze PiS uniknęły politycznej katastrofy
Komentator „FAZ” uważa, w przeciwieństwie do większości niemieckich mediów, że stając na czele pochodu z okazji niepodległości 11 listopada polskie władze zapobiegły organizacyjnej i politycznej katastrofie.
„Polska świętuje swoją niepodległość 11 listopada. W ubiegłą niedzielę przez Warszawę przeszło kilkaset tysięcy osób, prawie wszyscy z biało-czerwonymi flagami. Polityczne kierownictwo kraju w ostatniej chwili stanęło na czele tego ruchu. W przeciwnym razie „Marsz Niepodległości” stałby się zapewne organizacyjną i polityczną katastrofą” – pisze warszawski korespondent „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Gerhard Gnauck.
„Małe, lecz głośne grupy z prawego marginesu już kilka lat temu przejęły to święto. To one organizowały „Marsz” 11 listopada, w którym z roku na rok uczestniczyło coraz więcej ludzi” – tłumaczy Gnauck. Jego komentarz „Biało-czerwony naród” ukazał się na pierwszej stronie środowego wydania czołowej niemieckiej gazety.
Zapobiec katastrofie
Gnauck przypomina, że rok temu na marszu pojawiły się skrajnie prawicowe akcenty i transparenty, co odbiło się w świecie „katastrofalnym dla Polski echem”, a narodowo-konserwatywny rząd udawał, że nic się nie stało. „W tym roku rząd w ostatniej chwili dostrzegł, że sytuacja może się powtórzyć i przekształcił marsz w „państwowy” pochód, aby temu zapobiec” – wyjaśnia niemiecki dziennikarz. Dozwolone były tylko flagi narodowe, a porządku strzegli żołnierze – zaznacza Gnauck. Jak podkreśla, „ekstremiści nie dali się całkowicie zintegrować i maszerowali oddzielnie”.
Autor zastrzega przy okazji, że w Polsce rozróżnienie między „prawicą” a „skrajną prawicą” nie jest tak ostre, jak w innych krajach. Z wydarzeń można jednak wyciągnąć uniwersalną nauczkę: „Patriotyzm i jego symbole, tak jak w Polsce 11 listopada, mogą łatwo wpaść w ręce radykalnych grup”.
Wątpliwe gloryfikowanie Polski międzywojennej
Gnauck krytycznie ocenia „gloryfikowanie” przez obecne władze utworzonej w 1918 roku Drugiej Republiki”. Przypomina, że wybrany w 1922 roku pierwszy prezydent Polski Gabriel Narutowicz został zastrzelony przez polskiego nacjonalistę. Jak dodaje, w tym samym czasie niemieccy nacjonaliści zabili niemieckiego ministra spraw zagranicznych Walthera Rathenaua. W obu krajach parlament krytykowany był jako miejsce bezpłodnych dyskusji. „Być może Niemcy i Polacy mają ze sobą więcej wspólnego, niż im się wydaje” – zastanawia się komentator. „Kilka lat po 1918 roku demokracje na wschód od Renu zaczęły upadać jak kostki domina” – pisze Gnauck. Tylko Czechosłowacja stawiała opór. W Polsce demokratyczne instytucje w połowie lat 30. były pozbawione władzy.
Wysłuchać niewysłuchanych
Niemiecki dziennikarz przestrzega przed porównywaniem kryzysów okresu międzywojennego z obecną sytuacją. „Gdy siły polityczne zapowiadają dziś, że chcą zapewnić posłuch tym, którzy nie byli dotychczas wysłuchani, to należy (tę zapowiedź) potraktować poważnie” – pisze Gnauck zaznaczając, że ma na myśli rządzący od 2015 roku PiS.
Autor ostrzega opozycję polityczną, że jeśli będzie sprawiać wrażenie, że jest głucha na postulaty „tych, których dotychczas nie słuchano”, to przyczyni się jedynie do utwierdzenia ich światopoglądu. „Tam, gdzie panuje głuchota, tam nie pomoże już żaden dialog” – konkluduje Gnauck.
REDAKCJA POLECA
Naukowcy przestrzegaja: Zbyt późne jedzenie nie wychodzi nam na zdrowie
Jedzenie kolacji dwie godziny przed pójściem spać ma działanie przeciwnowotworowe – wiąże się z mniejszym zagrożeniem nowotworami piersi i prostaty – sugerują pierwsze na tym polu badania.
Hiszpańscy naukowcy z Barcelona Institute for Global Health (ISGlobal) w projekcie opisanym na łamach magazynu „International Journal of Cancer” sprawdzili, jak pora posiłków wpływa na zagrożenie należącymi do najczęstszych nowotworów rakami piersi i prostaty.
Autorzy publikacji zwracają uwagę, że te dwa rodzaje raka należą do tych, które już wcześniej powiązano z zaburzeniami cyklu dobowego, spowodowanymi na przykład pracą zmianową.
Badanie objęło swoim zasięgiem ponad 600 przypadków raka prostaty, ponad 1 200 przypadków raka piersi, a także prawie 900 mężczyzn i ponad 1 300 kobiet stanowiących grupę kontrolną.
Uczestnicy, którzy reprezentowali różne regiony Hiszpanii, odpowiedzieli na zestaw pytań dotyczących czasu jedzenia posiłków, zwyczajów związanych ze snem, dietą i przestrzeganiem zaleceń odnośnie zapobiegania nowotworom.
Naukowcy określili też indywidualne preferencje mówiące o tym, czy ktoś lepiej się czuje, gdy jest aktywny rano czy wieczorem.Okazało się, że rozłożenie posiłków w czasie, a konkretnie pora kolacji ma niebagatelne znaczenie dla ryzyka uwzględnionych w badaniu nowotworów.
Osoby, które jadły ostatni posiłek przed godziną 21.00 czy też po jego zjedzeniu czekały co najmniej dwie godziny na spoczynek, miały ok. 20 proc. mniejsze ryzyko rozwoju raka niż uczestnicy jedzący kolację po godz. 22.00, czy ci, którzy szli spać krótko po jedzeniu.- Nasze badanie pokazuje, że przestrzeganie dziennego harmonogramu jedzenia ma związek z niższym ryzykiem raka – twierdzi główny autor pracy, prof. Manolis Kogevinas.
Jego zdaniem, te ustalenia dowodzą, jak ważne jest uwzględnianie kwestii rytmu dobowego w badaniach nad dietą i rakiem, a jeśli zostaną potwierdzone w kolejnych analizach, będą miały znaczenie dla zaleceń związanych z zapobieganiem nowotworom.
Obecnie, jak zwraca uwagę badacz, zalecenia takie nie uwzględniają pór posiłków.- Ich wpływ mógłby być szczególnie silny kulturach południa Europy, gdzie ludzie często jedzą kolację późnym wieczorem” – dodaje prof. Kogevinas.
Podobne zwyczaje naturalnie mogą panować także w niejednym polskim domu. Warto wziąć więc pod uwagę nową wiedzę, szczególnie, że jedzenie późną porą szkodzi zdrowiu także na inne sposoby. Stracić można więc niewiele, a zyskać dużo.
Źródło: (PAP) Marek Matacz
Rafał Sulikowski: Żal mi narodowców i konserwatystów. Naprawdę

Rafał Sulikowski
Wiem, skąd bierze się ogólnie prawicowość, konserwatyzm czy nacjonalizm. Z biedy. Tak, większość schorzeń aspołecznych i postaw, które przez wywyższanie swojej grupy plemiennej kosztem wykluczania innych grup, wynika z ekonomii.
Cieszę się. Tak, bardzo cieszę się z klęski wizerunkowej i logistycznej polskich grup narodowców, którzy są de facto neonacjonalistami – co najmniej.
Były ksiądz Jacek Międlar do spółki z Winnickim już zapowiadają zadymę – że „jednak marsze się odbędą”. Cóż, stopień oderwania od rzeczywistości polskiej i europejsko-światowej obydwu panów dobrze znamy. Jednak z drugiej strony jest w tym pewna perfidia – oto mam wrażenie, że narodowcy i w ogóle “prawicowość”, także skrajna, jest na fali, co da się wykorzystać nawet materialnie, pisząc książki, działając w Internecie czy jeżdżąc z gościnnymi wykładami do Wąchocka, gdzie na takie spotkania przychodzą zarówno zgrzani młodzi wykluczeni, nieuczący się ani niepracujący oraz ludzie starsi, którzy przebierają nóżkami, aby uczestniczyć raz jeszcze w jakiejś zadymie, jak za młodych lat.
Ale obok tej emocji, całkiem sprawiedliwej pojawia się żal. Wiem, skąd bierze się ogólnie prawicowość, konserwatyzm czy nacjonalizm. Z biedy. Tak, większość schorzeń aspołecznych i postaw, które przez wywyższanie swojej grupy plemiennej kosztem wykluczania innych grup, wynika z ekonomii. Oto przecież Mekką neonacjonalizmu jest blok czy ściana wschodnia Polski, nazywanej często dość słusznie jako “Polska B” – jest nie inne miasto, jak Białystok, gdzie dochodziło do napadów na obcokrajowców i to w białe dnie w ich własnych domach.
Jeszcze za czasów PO-PSL walczono z tym, a po jednym z głośniejszych napadów minister Sienkiewicz o ile pamiętam, powiedział “idziemy po was”. Kto teraz z rządu powiedziałby odważnie, że “idziemy po kiboli, skin-headów czy nacjonali?” Nikt, jestem pewien, stołek jest ważniejszy.
Dlaczego żal mi tych ludzi? Bo urodzili się w biednych zazwyczaj rodzinach, często niepełnych, gdzie brakowało ojca, a matka była nadopiekuńcza, więc gdy dorośli i przyszło im radzić sobie samym, nie dali rady dostosować się do społeczeństwa, więc zaczęli tworzyć własne środowiska, albo przyłączać do już istniejących środowisk dawnych “skinów”.
Jak wiemy, ich skrajnym biegunem byli pacyfistyczni anarchiści, Pomarańczowa Alternatywa i trzeci obieg literacki za PRL, “dzieci kwiaty”, hippisi i punki. Ich już nie ma, bo dorośli i potrafili się jednak dostosować do realiów nowej Polski. Grupom nacjonalistów i neofaszystów się nie udało zapewnić dobrego startu w życie, nie znaleźli partnerek i nie prowadzili normalnego życia, zresztą nie każdy – póki nie łamie prawa – takie prowadzić.
Żal mi, bo nie zdobyli na tyle wykształcenia, żeby ogarnąć swoje emocje rozumem, żeby swoje frustracje przepracować, żeby coś zrobić dobrego w życiu, bo przeważnie starość takich ludzi bywa bardzo trudna – bilans wtedy wychodzi ujemny, człowiek ma pretensje do siebie, rodziców i społeczeństwa, staje się roszczeniowy i przybiera postawy odwetowe, może nawet wchodzi często w konflikt z prawem i ląduje w poprawczaku (przed 16 r.ż.) albo w więzieniu. Wychodzi stamtąd jeszcze bardziej umocniony w swoich przekonaniach, czuje, że ma misję “zbawienia kraju ojczystego”, że powinien walczyć, niszczyć wszystkich, którzy nie pasują do jego układanki, którzy wierzą w wartości wywalczone w liberalnych demokracjach parlamentarnych, a nie w ulicę, rewolucje i podobne rzeczy. Przede wszystkim mają bardzo małe zasoby radzenia sobie na co dzień, więc wolą wszelkie święta, rocznice, gdzie można rozładować nagromadzone latami negatywne emocje, pokrzyczeć, dać komuś w ryj, jak sami zresztą mówią. Posługując się hejtem często angażują się za pieniądze dla rządów prawicowych, które rzekomo chcą ich resocjalizować, a tak naprawdę korzystać z ich potencjalnej masy społecznej dla przeprowadzenia zupełnie innych celów (np. wyprowadzenia Polski z UE), o czym nie mają narodowcy pojęcia, że są celowo wykorzystywani i zarazem kryci przez władze aktualnie rządzące.
Niestety, ich wszystkie ideologie są skazane na przeminięcie, a kiedy przyjdą nowe czasy i powróci normalność, prawdopodobnie albo zmienią swoje myślenie, a z nim działanie i zachowanie, albo wypadną na margines społeczny, czego nikomu życzyć nie wolno.
Dlatego edukacja tych grup staje się obecnie pilną potrzebą. Trzeba im wyjaśnić spokojnie, że Polska jest krajem ważnym, ale są też inne kraje, że są bardziej potrzebujący ludzie pomocy niż Polacy, że oprócz prześladować chrześcijan w Tybecie prześladuje się buddystów, że prześladowani są działacze lgbtq, ateiści, ludzie chorzy umysłowo, dzieci z ADH i tak dalej.
Trzeba ich uczyć solidarności nie tylko wewnątrz, ale z całą ludzkością, bo ważna jest każda istota, jaka żyje na ziemi, że globalizm nie jest niczyim spiskiem, tylko koniecznością, która wynika z demografii, że przy takiej ilości ludzi na planecie konflikty są i będą jeszcze długo, że istnieją również inne, równie ciekawe kultury i że ogólnie istnieje dla nich lepsza alternatywa niż demolowanie aut, palenie flag unijnych czy odpalania rac w stronę inaczej myślących. Inaczej zawsze oznacza, że nie lepiej niż gorzej, ale właśnie inaczej.
Dopóki nie nauczymy się życia w płynnej nowoczesności, w której niepewność jest faktem powszechnym i zarazem pluralistycznej ponowoczesność, gdzie różne style życia są równouprawnione, nie wygramy.
Dlatego jest mi ich trochę żal, ale szanuję ich wybory. To ich życie, niech robią z nim, co chcą. Jeśli jednak dochodzi do łamania prawa, zawsze musimy reagować.
Rafał Sulikowski
Święto niepodległości w Polsce symbolem podziałów. Przyjadą faszyści z innych krajów?

Jacek Lepiarz
Obchody święta niepodległości są zwykle demonstracją narodowej jedności, jednak w Polsce stają się coraz bardziej symbolem głębokich podziałów w kraju – pisze w piątek „Sueddeutsche Zeitung”.
Warszawski korespondent gazety Florian Hassel przypomina, że w zeszłym roku Polska znalazła się na czołówkach światowych gazet, ponieważ obok kilkudziesięciu tysięcy patriotów w marszu niepodległości 11 listopada uczestniczyły setki prawicowych ekstremistów i neonazistów z transparentami o rasistowskiej treści.
Prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki zaprosili co prawda do udziału w tegorocznym marszu państwowym przywódców opozycji, jednak żaden z nich nie przyjmie raczej zaproszenia, by swoim udziałem nie legitymować sojuszu rządu z obozem ultranacjonalistycznym – czytamy w „Sueddeutsche Zeitung”.
Przyjadą faszyści z innych krajów?
W marszu niepodległości od lat biorą udział nie tylko dumni ze swego narodu, lecz także faszyści z innych krajów, w tym przedstawiciele Forza Nuowa z Włoch. W tym roku do Warszawy też przyjadą prawicowi radykałowie z innych krajów.
Skrajnie prawicowa grupa Niklot zorganizowała w sobotę wieczorem w Warszawie koncert dla swoich zwolenników, przy czym miejsce koncertu jest tajne. Mają na nim wystąpić szwedzka kapela Code 291 i polski Obłęd.
„Widzimy się 10 (listopada), a 11 idziemy na marsz” – apelują organizatorzy koncertu wzywając do masowego udziału w nacjonalistycznym marszu – pisze Hassel.
Prezydent Duda apeluje
Niemiecki dziennikarz zaznacza, że prezydent Duda apelował do uczestników marszu, by demonstrowali jedynie pod biało-czerwonymi sztandarami. „Będzie trudno kontrolować wszystkich demonstrantów” – powiedziało „SZ” źródło w polskim rządzie. Organizatorzy spodziewają się 200 tys. osób.
Prezydent Andrzej Duda zapowiedział, że zamierza pójść w marszu państwowym 11 listopada. Prezydent apelował, by odbył się on poza podziałami politycznymi i ideologicznymi i wyraził nadzieję, że siły porządkowe dobrze go zabezpieczą.
REDAKCJA POLECA








