Smutny list Lecha Wałęsy na setną rocznicę odzyskania Niepodległości: Dziś z polityki i historii usuwa się fakty

Lech Wałęsa
Chciałbym żyć w Polsce rządzonej przez świadomych, ambitnych i wykształconych demokratów.
Ja, Lech Wałęsa, któremu Polacy, Historia i Opatrzność dały przywilej udziału w wydarzeniach, które zmieniły los naszej Ojczyzny, w setną rocznicę odzyskania Niepodległości chylę czoło przez Założycielami Drugiej Rzeczpospolitej: Józefem Piłsudskim, Romanem Dmowskim, Ignacym Daszyńskim, Ignacym Paderewskim, Wincentym Witosem, Wojciechem Korfantym.
Chylę czoło przed wszystkimi obywatelkami i obywatelami wielu narodowości i wyznań, którzy w czasie wielkiej próby, myśląc „mamy Polskę“, zjednoczyli się dla swojego państwa.
Przez te sto lat musieliśmy trzykrotnie odbudowywać polską państwowość. Przez połowę tych stu lat nie byliśmy państwem wolnym. Doświadczyliśmy też, jak łatwo utracić niepodległość. Wystarczą nieodpowiedzialni politycy w decydującym momencie.
Mojemu pokoleniu dane było znaleźć się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Robiliśmy to, co należało robić. Wtedy solidarnie znaczyło: „pomóż człowieku, bo sami nie dźwigniemy, za duży ciężar“. Tym, co chcieliśmy dźwignąć była Ojczyzna. I stanęło przy nas dziesięć milionów ludzi.
„Solidarność“ jest częścią historii powszechnej. Mocna wartościami, wspólnym celem i determinacją. To dzięki etosowi „Solidarności” bez przemocy doprowadziliśmy do odzyskania wolności i zmiany systemu politycznego. Zbudowaliśmy państwo prawa.
Idea bezkrwawej rewolucji podchwycona została w innych krajach i zmieniła porządek świata.
Choć nasza transformacja dokonała się bez ofiar, nie uniknęliśmy błędów. Mimo nadzwyczajnego wysiłku Jacka Kuronia nie wykorzystaliśmy społecznego i solidarnościowego potencjału tworzonego przez nas systemu.
Realizując marzenia wielu pokoleń o wolnej i bezpiecznej Ojczyźnie, wykorzystaliśmy dziejową szansę i wprowadziliśmy Polskę do NATO i Unii Europejskiej. Ludzie formatu Karola Wojtyły Tadeusza Mazowieckiego, Bronisława Geremka, Zbigniewa Brzezińskiego, Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Władysława Bartoszewskiego, i ja także, byliśmy przekonani, że wstąpienie do najsilniejszego paktu wojskowego i najnowocześniejszej wspólnoty międzynarodowej, ostatecznie rozstrzyga o przynależności Polski do cywilizacji Zachodu.
Nie wyobrażaliśmy sobie wtedy, że żądza władzy plus kompleksy potrafią w tak destrukcyjny sposób wykorzystać aspiracje Polaków. Że demokratycznie wybrana władza może dla swoich krótkowzrocznych celów doprowadzić do osamotnienia, osłabienia i rozbrajania Polski. I to w czasie narastających napięć międzynarodowych.
Na wschodzie jest Wschód. Jest i czeka, co zrobimy z naszą wolnością.
Wzmacnianie państwa to budowa instytucji i procedur. Rok po roku, kadencja po kadencji, pokolenie po pokoleniu.
Przez historyczną stratę czasu jesteśmy niecierpliwi. Zarówno w Drugiej, jak i Trzeciej Rzeczpospolitej po jednym pokoleniu wychowanym w systemie demokratycznym zwyciężał nawyk chodzenia na skróty. Ja też mu uległem. I za to przepraszam Polaków.
Dlatego wiem, że każda próba obejścia procedur jest zagrożeniem demokracji. I jej koszt zawsze przewyższa domniemane korzyści. Należało się przyjrzeć prawdziwym intencjom i ukrytym ambicjom tych, którzy zachęcali do przyspieszenia. Nie płacilibyśmy teraz tak ogromnej ceny.
Dziś z polityki i historii usuwa się fakty. Kompromituje ideę parlamentaryzmu. Metodycznie łamie konstytucję i demontuje państwo prawa. A to państwo prawa jest gwarantem wolności każdego z nas.
Dewastacja, zwana „dobrą zmianą“, niszczy państwo. Jego instytucje i procedury. Kłamstwo czyni narzędziem sprawowania władzy, wzmaga wzajemną nieufność i sortuje obywateli na kategorie.
Po wygranych wyborach trzeba będzie naprawić nasze państwo, budując wiele jego instytucji od nowa. Niestety, usuwanie szkód społecznych zabierze nam więcej czasu niż ta władza.
Chciałbym żyć w Polsce rządzonej przez świadomych, ambitnych i wykształconych demokratów. Europejczyków.
Odchodzący do historii świat jaki znamy, demografia, zmiany klimatu, narastające nierówności, rozwój nowoczesnych technologii, wykorzystanie sztucznej inteligencji – to są problemy, za które trzeba się brać. I to w skali globu!
Czekają nas fundamentalne zmiany. Trzeba wysiłku nas wszystkich, żeby dobrze je odczytać.
Razem mamy potencjał, by współtworzyć rozwiązania dla świata.
Naszą wspólnotę rozpoznamy w działaniu.
Lech Wałęsa
Korupcja. Wielomiliardowe zyski z handlu unijnymi paszportami

Keno Verseck
W Bułgarii ujawniono aferę dotyczącą handlu obywatelstwem tego kraju. Podobne praktyki występują także w innych państwach unijnych.
Obywatelstwo jednego z państw członkowskich UE albo prawo stałego pobytu w którymś z nich, należą dziś na świecie do najtrudniejszych do uzyskania i zarazem najbardziej poszukiwanych dokumentów. Nic więc dziwnego, że w ostatnich latach powstał w UE czarny rynek, na którym można je nabyć od skorumpowanych urzędników. Ale na tym nie koniec. Wiele państw unijnych zarabia oficjalnie na programie „Złota Wiza”, umożliwiającym chętnym uzyskanie ich obywatelstwa i paszportu, względnie zezwolenia na pobyt.
Najnowszym przypadkiem na tym polu jest afera ujawniona w Bułgarii. Na początku ubiegłego tygodnia w Bułgarii aresztowano tymczasowo grupę ponad dwudziestu urzędników, którzy przez wiele lat wystawiali nielegalnie obywatelom Macedonii, Mołdawii i Ukrainy świadectwo pochodzenia, umożliwiające im uzyskanie obywatelstwa tego kraju, każąc sobie słono płacić za te usługi. Instytucją odpowiedzialną za wystawianie takich świadectw jest urząd ds. Bułgarów na obczyźnie SABA. W poniedziałek 5 listopada szef tej instytucji Petar Harałampjew został zwolniony ze stanowiska. Jest on jednym ze wspomnianych wyżej aresztowanych urzędników. Ciąży na nim podejrzenie, że był szefem przestępczej grupy handlującej bułgarskim obywatelstwem.
Walka o władzę w bułgarskim rządzie
W gruncie rzeczy ta sprawa jest znana od lat. Już w 2012 roku bułgarska redakcja Deutsche Welle jako jedna z pierwszych doniosła o korupcyjnych praktykach w urzędzie SABA. Od 2013 roku bułgarska prawniczka Katia Matjewa, była kierowniczka referatu ds. bułgarskiego obywatelstwa w ministerstwie sprawiedliwości w Sofii, wielokrotnie informowała o nich swoich przełożonych w rządzie. W 2014 roku ówczesny wiceminister sprawiedliwości Petko Petkow sporządził raport w tej sprawie i wysłał go na ręce premiera Georgija Bliznaszki. Ten jednak nie zareagował.
Katia Matjewa powiedziała w rozmowie z Deutsche Welle, że była przez lata poddawana naciskom ze strony polityków i sekowana w ministerstwie sprawiedliwości, z którego została ostatecznie zwolniona we wrześniu 2017 roku. Podobne doświadczenia ma za sobą Petko Petkow, któremu jego koledzy politycy zarzucali, że jest zdrajcą ojczyzny. Zarówno Matjewa, jak i Petkow oświadczyli w wywiadzie dla Deutsche Welle, że nie zaobserwowali do tej pory żadnych starań ani politycznej woli ukrócenia lukratywnego handlu bułgarskim obywatelstwem.
To, że obecnie doszło do zatrzymania osób odpowiedzialnych za tę aferę należy zapewne przypisać walce o władzę w łonie bułgarskiego rządu pomiędzy centroprawicową partią GERB premiera Bojko Borisowa i nacjonalistyczną koalicją Zjednoczeni Patrioci tworzących koalicję rządową, jak również walk frakcyjnych w skłóconej koalicji Zjednoczeni Patrioci. Niektórzy obserwatorzy polityczni są zdania, że premier Borisow, który zezwolił na aresztowanie skorumpowanych urzędników z kontrolowanego przez Zjednoczonych Patriotów urzędu SABA, chciał wysłać sygnał ostrzegawczy pod adresem swego partnera koalicyjnego.
Handel świadectwami pochodzenia w Rumunii i na Węgrzech
Nie wiadomo na razie, czy w ten sposób w Bułgarii położy się kres nielegalnemu handlu obywatelstwem i czy odpowiedzialni za ten proceder zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Warto nadmienić, że Bułgaria nie jest tu żadnym wyjątkiem. Podobne interesy kwitną bowiem w najlepsze także w Rumunii i na Węgrzech. W obu tych państwach, tak samo jak w Bułgarii, urzędowe świadectwo pochodzenia jest podstawą uzyskania obywatelstwa. W przypadku Rumunii lwią część chętnych, którzy w ten sposób chcą stać się posiadaczami rumuńskiego paszportu, otwierającego im drogę do innych państw unijnych, są Rumuni zamieszkali w Mołdawii. Stanowią w niej dwie trzecie tamtejszego społeczeństwa. Wielu Rumunów i Węgrów żyje także na Ukrainie i oni także są zainteresowani uzyskaniem obywatelstwa rumuńskiego lub węgierskiego. W obu tych państwach, jak donoszą lokalne media, handel świadectwami pochodzenia nie jest niczym nowym. Właśnie w ten sposób obywatelstwo tych krajów uzyskały tysiące Rosjan i Ukraińców, którzy byli w stanie za nie zapłacić skorumpowanym urzędnikom.
Nie mniejsze rozmiary przybrał legalny handel obywatelstwem lub rezydencją w jednym z państw UE w ramach programu „Złota Wiza”. W jego ramach obywatele państw nienależących do UE mogą nabyć obywatelstwo państwa członkowskiego UE, jeśli kupią w nim nieruchomość lub zainwestują w lokalny przemysł i wniosą odpowiednią opłatę. Program „Złota Wiza” był lub jest w tej chwili realizowany m.in. w Bułgarii, Grecji, Wielkiej Brytanii, na Łotwie, Liwie, Malcie, w Austrii, Portugalii, Hiszpanii, na Węgrzech i na Cyprze. Daje on tym państwom wielomiliardowe zyski.
Krytyka programu „Złota Wiza”
W ciągu ubiegłych 10 lat w ten sposób przynajmniej 6 tys. osób nabyło obywatelstwo jednego z państw unijnych, a 100 tys. osób prawo pobytu w nim. Poinformowały o tym na początku października dwie znane organizacje pozarządowe Transparency International i Global Witness. Z ich danych wyniki, że wpływy ze sprzedaży paszportów i zezwoleń na pobyt w ramach tego programu wyniosły przynajmniej 25 mld euro. Przedstawiciele organizacji pozarządowych twierdzą, że program „Złota Wiza” jest furtką do prania brudnych pieniędzy i innych przestępstw, ponieważ nie wszyscy, którzy w ten sposób kupili sobie unijny paszport, mają czyste ręce. Dlatego organizacje te domagają się jego zakończenia.
Na Węgrzech, gdzie program „Złota Wiza” był realizowany do 2017 roku, bardzo trudno było uzyskać jakiekolwiek oficjalne informacje o nim. Węgierscy dziennikarze śledczy z organizacji pod nazwą Direkt36 wielokrotnie informowali opinię publiczną, że w ten sposób węgierskie obywatelstwo lub prawo pobytu w tym kraju uzyskali rosyjscy politycy, wysocy rangą członkowie rosyjskich tajnych służb albo zaufani syryjskiego dyktatora Baszszara al-Asada.
– Takie praktyki stanowią zagrożenie nie tylko dla bezpieczeństwa Węgier, ale całej Unii Europejskiej – mówi redaktor z organizacji węgierskich dziennikarzy śledczych Direkt36 András Pethö w rozmowie z Deutsche Welle. Zwraca on uwagę na dwuznaczną postawę rządu w Budapeszcie, który z jednej strony stanowczo sprzeciwia się przyjmowaniu na Węgrzech uchodźców i migrantów, z drugiej zaś, w ramach programu „Złota Wiza”, wpuszcza na dużą skalę do kraju obywateli spoza UE w sposób, który w praktyce całkowicie wymyka się spod kontroli.
REDAKCJA POLECA
Adam Mazguła: Miało być święto radości, a szykuje się kompromitacja i wstyd na cały świat

Adam Mazguła
Miało być święto radości i dumy z odzyskanej niepodległości, a szykuje się jej koniec. Upadek moralny, upodlenie, głupota, kompromitacja i wstyd na cały świat.
Idziemy na skraj przepaści, świadomie, z flagami narodowymi i hymnem na ustach, bo jakiś dureń wmówił Polakom, że nasze państwo, to nie jest nasza wartość wspólna, a ich, wybrańców lepszego sortu, rasy panów i nikt więcej nie będzie tu tolerowany.
Trzy lata tworzenia bałaganu, pogardy dla Konstytucji RP, karmienia faszystów, szczucia na obywateli, dzielenia i ubliżania im; 3 lata rządzenia dekretami prezesa w trybie wojennym i będziemy mieli finał.
Dwie Dudy i kłamca, razem z faszystami będą palić race i wzywać do czystości białej rasy. Towarzyszyć im będą resztki jeszcze niezbuntowanej policji, trochę żandarmów, wojska i bojówkarzy ONR-u, Młodzieży Wszechpolskiej i ich faszystowskich gości z całego świata.
Miało być święto radości i dumy z odzyskanej niepodległości, a szykuje się jej koniec. Upadek moralny, upodlenie, głupota, kompromitacja i wstyd na cały świat.
Pytanie nasuwa się tylko jedno, jak to się skończy? Wojną domową? Ponownym upadkiem naszych interesów ekonomicznych, politycznych i wizerunkowych?
Kompromitacją autorytetu narodowego?
Dudy, kłamcy i szczuciele prowadzą nas na zgubę, a biskupi zacierają ręce, bo znowu uda im się zarobić na tragedii i współczuciu.
Ludzie, Polacy, opanujcie się!
Idziemy na skraj przepaści, świadomie, z flagami narodowymi i hymnem na ustach. Jak pisał Piotr Szczęsny, zwykły szary człowiek:
„Obudźcie się, jeszcze nie jest za późno!”
Nie może nienawiść budowana przez J. Kaczyńskiego i jego propagandową szczujnię, do każdego sąsiada „prawdziwego patrioty” zaślepić oczy, przytępiać mózgi i powodować głuchotę. Czy naprawdę musimy hołdować po wsze czasy filmowym Kargulom i Pawlakom, bo tak chce PiS?
Jesteśmy jednym narodem, wierzących i niewierzących, biednych i bogatych, starych i młodych. Mamy swoje preferencje seksualne i zróżnicowany światopogląd, mamy swoje wady i zalety, różnice w wyglądzie i zachowaniu, ale wszyscy jesteśmy Polakami.
Musimy budować ojczyznę dla wszystkich, a nie dla wybranych, nie zabijajmy się za każdą z możliwych różnic, bo tak wymyślił sobie jakiś zmanierowany idiota wspierany przez obłudnych biskupów zysku za każdą cenę.
Nie idźcie na żadne marsze, nie bijcie się między sobą na naszą zgubę i radość naszych wrogów. To nie wygląda dobrze, tam może polać się krew. Faszyści obiecują to już od lat, a niepotrzebne nam grono nowych bohaterów w trumnach.
Nie dajmy się prowokować!
Wyluzujmy, odpocznijmy, dopuśćmy trochę świeżego powietrza do naszych wyniszczonych organizmów. Wiemy już, do czego zdolna jest ta władza. Jednak przelewanie krwi zostawmy na bardziej skrajne okoliczności.
Może po 11 listopada opadną emocje i znowu da się w miarę normalnie żyć.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Rafał Sulikowski: “Żeby nie było zgorszenia.” Czy Kościół upadnie z powodu pedofilii?

Rafał Sulikowski
Każda inna instytucja, której udowadnia się czyn przestępczy, musi ponosić surowe nieraz konsekwencje. Kościół jednak jest z powodów irracjonalnych wyłączony z tego prawa
Czy Kościół upadnie z powodu pedofilii jeszcze przed wielkim Jubileuszem 2033?
Nadal katolicy na całym świecie korzystają z faktu prześladowania chrześcijan, żeby zamiatać pod dywan pedofilię. Nie wolno – ich zdaniem – narażać Kościoła Katolickiego na upadek albo samorozwiązanie, bo „cierpią chrześcijanie”. Tymczasem jedno i drugie nie ma żadnego związku: nawet w obecnej sytuacji rzeczywiście niekiedy trudnych spraw, kiedy są chrześcijanie, ale nie tylko katolicy, skazywani na śmierć w krajach islamskich – nawet w takiej sytuacji, a może przede wszystkim w takiej sytuacji należy przeprowadzić lustrację Kościoła Katolickiego z całych jego dziejów.
Inaczej mówiąc, otworzyć wszystkie archiwa kościelne z watykańskimi na czele i umożliwić każdej potencjalnie istocie ludzkiej zapoznanie się z prawdziwymi dziejami Kościoła Katolickiego. Nie tymi ukazywanymi na fakultetach Uniwersytetu Jana Pawła 2 czy KUL, ale prawdziwymi.
Podrasowana wersja historii KK obowiązuje nadal. Nie wiemy, jak długo Kościół będzie ukrywał prawdę albo prawdy o różnych sprawach, które wie, w tym pedofilii i innych czynach przestępczych z zakresu seksuologii sądowej.
W niedawnym programie Tomasza Lisa pojawił się Artur Nowak, autor książek o ofiarach księży pedofilów. Mówił, że „mamy skandaliczne zaniechania pontyfikatu Jana Pawła II, jeśli chodzi o skandale z udziałem księży pedofilów. Największe dotyczą m.in. założyciela Legionistów Chrystusa, ojca Marciala Maciela Degollado czy austriackiego kardynała Hansa Hermanna Groëra. Nie wierzę, że papież nie wiedział” – dodał.
Prawdziwą rewelacją były jednak dość poważne, gdyby okazały się prawdziwe, zarzuty dotyczące najbliższego otoczenia Jana Pawła II: “ – Kardynał Dziwisz do tej pory nie odpowiada na żadne pytania amerykańskich dziennikarzy. A są one stawiane bardzo jasno – pytają o łapówki, które Legionista Chrystusa Marcial Degollado wręczał za spotkania z Janem Pawłem II jego głównym współpracownikom. I tutaj wymienia się m.in. kard. Dziwisza. Degollado ma na swoim koncie kilkanaście. Nie wiemy, na ile papież o tym wiedział. Wiem, że to będzie bardzo bolesne dla Polaków, ale prawda nam się należy”.
Nowak powiedział, że może nawet dojść do „desakralizacji Jana Pawła II”, którego wizerunek już został mocno nadszarpnięty. W typowo polskiej religijności w głowie się nie mieści, że mogło dojść do nieważnej kanonizacji, że “papież wiedział, ale nic nie zrobił” albo, że “księżą mogą popełniać grzechy”.
Sprawa jest i prosta i skomplikowana. Prosta, bo można, jeśli się chce, ją rozwiązać radykalnie – przez otworzenie wszystkich kont, archiwów, szuflad w kuriach biskupich, zrobić przeszukanie itd.
Każda inna instytucja, której udowadnia się czyn przestępczy, musi ponosić surowe nieraz konsekwencje. Kościół jednak jest z powodów irracjonalnych wyłączony z tego prawa – broni się sam, że “robi dużo dobrego” i że “jest potrzebny”. Komu? Tym dzieciom skrzywdzonym? Raczej nie, chyba że znowu nie zażyłem leków. Stąd Kościół Katolicki pewnie dotrwa do Jubileuszu 2033 jakimś boskim cudem, a potem? Tego nie wie nikt.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że KK używa pojęć religijnych, takich jak “Bóg”, “Maryja”, “święci”, aby się obronić przed słuszną karą. Nie liczą się dzieci – liczy się kasa w kurii i Watykanie. Nie liczy się już dawno “Bóg” – ale jako straszak jest on nadal potrzebny.
Kościół Katolicki prawdopodobnie nie podda się lustracji, nie zrzeknie się swoistego immunitetu społecznego, dzięki któremu może nadal działać i nadal codziennie na całym świecie gwałcić dzieci. I to jest straszne. To, co ofiary przeżywają jest gorsze od piekła – ale o tym w Polsce się nie mówi i nie pisze. Stąd książka Artura Nowaka o pedofilach w sutannach spełni wielką rolę w dochodzeniu do ostatecznej prawdy o tym, czym naprawdę jest Kościół katolicki?
Rafał Sulikowski
„Obama naraził na szwank autorytet wielkiego mocarstwa. Trump przywraca normalność”

Aureliusz M. Pędziwol
Zbigniew Lewicki (ur. 1945), politolog i amerykanista, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz Akademii Finansów i Biznesu Vistula, autor czterotomowej „Historii cywilizacji amerykańskiej” obejmującej okres od 1607 do 1980 roku.
– Nie możemy z góry zakładać, że prezydent największego mocarstwa nie wie, co robi, a jego pomysły nie mają sensu – mówi prof. Zbigniew Lewicki.
DW: Panie profesorze, odnoszę wrażenie, że Pan ma dość nietypowe poglądy na prezydenturę Donalda Trumpa.
Zbigniew Lewicki: Nie tyle nietypowe, co mniejszościowe. W tej chwili wśród elit intelektualnych jest modne „jeździć” po Trumpie, wyśmiewać każdy jego ruch, krytykować go za wszystko. To intelektualne lenistwo – epitety, zamiast próby zrozumienia, dlaczego ten człowiek został prezydentem najpotężniejszego państwa i co ma do zaoferowania. A także, w czym jest być może groźny dla świata.
Trzeba najpierw zrozumieć, skąd się wziął i o co mu chodzi. Potem można krytykować. Ale zbyt wielu nawet skądinąd rozsądnych analityków nie chce zadać sobie tego trudu, ponieważ nie wypada mieć innego poglądu.
DW: Trump nie daje powodów ku temu?
– Wielu polityków dawałoby powody ku temu. Tylko że w ten sposób do niczego nie dojdziemy. Nie możemy z góry zakładać, że prezydent największego mocarstwa nie wie, co robi, a jego pomysły nie mają sensu. Zobaczmy, ile osiągnął przez te dwa lata w polityce zagranicznej. Gdyby to Obama doprowadził do rozmów koreańskich, to przecież by go wynosili pod niebiosa. Korea Północna już poczyniła kilka istotnych kroków. Nie zrobiła wszystkiego, tego nie można było się spodziewać, ale wstrzymała prace nad programem nuklearnym, a na defiladzie nie pokazała rakiet. I rozmawia. To są znaczące symbole.
Trump doprowadził do zmiany traktatu NAFTA. Robotnik amerykański zarabia dziesięć razy więcej niż meksykański, a samochody z Meksyku mogły wjeżdżać do Stanów bez cła. To, jakie to było porozumienie z punktu widzenia interesów pracowników amerykańskich?

Barack Obama nie zdecydował się na interwencję po użyciu broni chemicznej przez reżim Asada. Fot. Źródło: dw.de
DW: Ale to chyba nie przez Meksyk powstał pas rdzy?
– Nie mówię, że Meksyk jest winien wszystkiemu. W pewnym momencie po prostu przemysł ciężki przestał być najważniejszy. Detroit to przeinwestowanie – zgadzam się. Konkurencja japońska – oczywiście. Ale Meksyk się do tego dołożył.
Trump spojrzał też na traktaty. To Amerykanie płacą za bezpieczeństwo Europy, a Europa wydaje pieniądze na cele socjalne. Gdyby nie USA, byłaby bezbronna. Wiemy to doskonale. Tylko dlaczego USA pół wieku po II wojnie światowej mają wspomagać bogate państwa europejskie? Jaka jest w tym logika?
Oazy biedy w Ameryce są nieprawdopodobne. W Europie nie ma takiej biedy jak w wielu miejscach Ameryki, choćby w Wirginii Zachodniej. I tym powinien się zająć amerykański prezydent, a nie bezpieczeństwem bogatych państw.
Trump przywraca więc normalność.
DW: A czy normalnością było mówienie, że NATO jest przestarzałe?
– On to raz powiedział w kontekście tego, że NATO nie potrafi zareagować na współczesne wyzwania. Bo nie potrafi. Wyrwano z tego pół zdania i zrobiono mu z tego winietę.
Trump nie chce likwidować NATO, ale chce zwrócić uwagę, że NATO musi szukać sobie nowych celów. „Out of area or out of business.” [tak amerykański senator Richard Lugar sformułował w 1993 roku ówczesny dylemat Sojuszu: albo wyjść poza obszar traktatowy, albo wypaść z biznesu – przyp. DW]. Prawdziwym wyzwaniem teraz nie jest zagrożenie militarne ze strony Rosji, tylko terroryści. A co robi NATO, jeśli chodzi o walkę z terroryzmem? Nic.
NATO jest niestety powolne, skomplikowane, proces decyzyjny jest tam bardzo długi, a reagować trzeba szybko. Proszę sobie wyobrazić decyzję w sprawie ataku dronów na samochód. Siedzi jakiś oficer amerykański w bazie w Ameryce, patrzy na ekran, widzi terrorystę, pyta szefa, szef pyta swojego szefa i w ciągu 2 minut zapada decyzja, atakować, czy nie.
Gdyby to było w NATO, zajęłoby to zapewne trzy dni. Zanim by podjęto decyzję, ten terrorysta byłby już w całkiem innym kraju.
W tym sensie NATO jest przestarzałe, bo jego procesy decyzyjne i sposób konsultacji nie odpowiadają wyzwaniom współczesności. Terroryzm wymaga błyskawicznych akcji, naciśnięcia guzika w ciągu 2 minut. Po tych dwóch minutach okno się zamyka i nie można nic zrobić.
Trump powiedział, że król jest nagi. A my się dziwimy jak to? No jest. Pod tym względem jest. Pod innymi nie.
DW: A czy w Syrii Trump zdał egzamin?
– To bardzo trudne pytanie. Gdyby coś zrobił, byłoby źle. A jak nic nie zrobił, to jeszcze gorzej.
DW: Obama nic nie zrobił, chociaż obiecywał.
– Obama naraził na szwank autorytet wielkiego mocarstwa. Niepotrzebnie mówił o czerwonej linii, po przekroczeniu której Ameryka wkroczy. A potem nastąpił atak chemiczny i Obama powiedział, że nie wkroczy. Nie wolno w ten sposób kompromitować własnego państwa.
Trump tego nie zrobił. Nie mówił, że jak coś, to my wkroczymy.
Pytanie brzmi: czy można było zdać egzamin w Syrii? W rejonie, gdzie jest tyle rozbieżnych interesów, gdzie do końca nie wiadomo, kto jest kto i co jest co, i gdzie sojusze zmieniają się niemalże z dnia na dzień.
Żadne mocarstwo nie może tam być rozjemcą i doprowadzić do zakończenia konfliktu. Trump też tego nie zrobił i być może dobrze, że nie obiecywał tego, skoro wiedział, że nie zrobi.
DW: Czy przywódcy Europy – ci najważniejsi, Merkel, Macron, May – potrafią rozmawiać z Trumpem?
– Pytanie, czy oni rozmawiają jako przywódcy swojego państwa, czy jako przywódcy Europy. Bo to jest znowu co innego.
DW: I jedno, i drugie jest ważne.
– Tak, ale to nie jest taka sama rozmowa. Bo Merkel jako kanclerz Niemiec reprezentuje interesy Niemiec. Ten dualizm powoduje, że europejscy przywódcy nie zawsze wiedzą, w czyim imieniu przemawiają. I Trump też nie bardzo wie. Bo jesteśmy suwerennymi państwami i członkami Unii jednocześnie.
Czy potrafią więc rozmawiać? Nie wiem. Myślę, że z nim się trudno rozmawia. To osoba o bardzo trudnym, nieprzyjemnym charakterze, bardzo narzucająca swoje zdanie. Biznesmen, który przywykł do tego, że to jego pieniądze i „my way or highway”. Czyli albo robisz to, co ja ci każę, albo won.
No i to jest to jego myślenie. On taki jest. Nigdy nie był przyjemny. Trudno się z nim rozmawia. To nie jest misio. Doszedł do czegoś, bo był bezwzględny. I takim go Amerykanie wybrali, wiedząc, kogo wybierają.
DW: W końcu i Pan powiedział parę krytycznych słów o Trumpie.
– Nie krytycznych. Realistycznych. Nie mówię, czy to jest złe, czy nie. Gdybym był bardzo niemiły, a Panu by zależało na wywiadzie ze mną, to musiałby Pan się do mnie dostosować, prawda? Albo nie byłoby tego wywiadu.
Niestety, nie jest tak, że każdy będzie zawsze sympatyczny. On jest amerykańskim biznesmenem. Nie jest przyjemniaczkiem. I nie udaje przyjemniaczka. Nie chciałbym z nim się spotkać, rozmawiać.
DW: Mimo tego, że zajmuje się Pan Stanami Zjednoczonymi?
– Przecież on robił rzeczy straszne. W kampanii wyborczej, w ramach swojej partii, łamał wszystkie reguły. Grubemu [rywalowi w prawyborach, gubernatorowi stanu New Jersey, Chrisowi] Christie mówił, że jest gruby. Kobiecie, że jest brzydka. A komuś tam, że jest niski. A jeszcze komuś innemu, że coś tam. Wyłapywał słabości fizyczne. Tego się w kulturalnym świecie nie robi.
DW: Bo to najbardziej boli.
– Bo każdy z nas ma swoje wady i nie chcemy, żeby nam je przypominano. A on to robi. To jest chamstwo. Absolutnie. Ale to jest biznes. A w biznesie szuka się słabych stron drugiej strony i się je wykorzystuje. Rozpoznaje się przeciwnika, żeby w odpowiednim momencie w niego uderzyć. I on to przeniósł na politykę.
DW: Panie profesorze, Trump a Polska. Czy dzisiejsza orientacja Polski na Stany Zjednoczone i ich prezydenta jest dobra? Czy nie zagraża układowi, w którym Polska jest krajem Unii Europejskiej i NATO?
– NATO to tak naprawdę USA. Musimy mieć na względzie sprawę naszego bezpieczeństwa, a ono zależy od Stanów Zjednoczonych. W interesie przetrwania musimy mieć z nimi jak najlepsze relacje.
DW: Ale czy w układzie bilateralnym? Czy wtedy Waszyngton będzie miał interes, by się interesować jakimś tak odległym krajem?
– To jest inna sprawa. Jeżeli cokolwiek naprawdę zagroziłoby Polsce, militarnie, to wiem jedno – mogą nam pomóc tylko Stany Zjednoczone. Mogą oczywiście też nie pomóc. Z pomocą przeciwko Rosji nie przyjdą nam Niemcy, nie mówiąc o Francji, Holandii, czy Włoszech. USA są jedynym krajem skłonnym do walki.
DW: I umierać za Gdańsk?
– Za Gdańsk, ale także za wiele innych miast na świecie. Amerykanie to robili. Umierali za Sajgon, to mogą umrzeć za Gdańsk, prawda? Ale żeby było jasne, mogą też tego nie zrobić. Nie wiem, czy to zrobią. Ale jeśli nie oni, to już nikt.
DW: Dziękuję Panu bardzo.
REDAKCJA POLECA
Adam Mazguła: Święto Niepodległości w mundurach

Adam Mazguła
Jeśli Święto Niepodległości Polski jest dla moich adwersarzy zgromadzeniem politycznym, co z uporem przypominają mi media Kurskiego, to natychmiast wynoście się do swojego kraju!
11. listopada zaprezentujmy swoje mundury jako akt patriotyzmu i zaangażowania w historyczną sztafetę walki o wolność Polski! Niech społeczeństwo demokratycznego państwa prawa jest pewne, że jesteśmy tu, gdzie potrzeba!
Proszę wszystkich żołnierzy (także rezerwistów i przebywających w stanie spoczynku), policjantów, strażaków, funkcjonariuszy Służby Więziennej i Straży Granicznej, harcerzy i członków umundurowanych organizacji patriotycznych, aby w mundurach zaprezentowali swoje przywiązanie do wartości demokratycznego państwa prawa.
Uważam, że ta prezentacja, w tak uroczystym dniu naszej ojczyzny jest naszym przywilejem i obowiązkiem.
Szczególnie chodzi o tą prezentację na niezależnych marszach i wiecach. Z dala od faszystowskich bojówek, które zawłaszczają prawo do prezentacji symboli narodowych, a siebie przedstawiają jako jedynych patriotów naszej ojczyzny.
Zwracam się do tych, którzy z jakiś powodów nie mogą włożyć swojego munduru. Załóżcie wzorem organizacji weteranów i kombatantów berety, czapki i furażerki do cywilnego, ale godnego ubrania.
Załóżmy odznaczenia i medale! Pokażmy, w tym czasie pogardy dla prawdy i prawa, gdzie jest Polska!
Apeluję do wszystkich mundurowych, aby chociaż na ten dzień umieścili na swoich FB profilach swoje zdjęcia w mundurach, nawet te historyczne, które prezentują nasze oddanie służbie narodowi.
Jeśli Święto Niepodległości Polski jest dla moich adwersarzy zgromadzeniem politycznym, co z uporem przypominają mi media Kurskiego, to natychmiast wynoście się do swojego kraju!
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Roman Giertych: Kolejne zwycięstwo PiS

Roman Giertych
Niestety, ze względu na przeważające siły wrogie Narodowi Polskiemu, które okupują media, zwycięstwo PiS może się niektórym wydać nieoczywiste.
Chciałbym serdecznie pogratulować wszystkim kandydatom Prawa i Sprawiedliwości dzisiejszego historycznego zwycięstwa.
To kolejny dzień, w którym wrogie siły zostały pokonane! Jeśli natomiast, wbrew oczywistym faktom, opozycja będzie po raz kolejny bredzić o swoich jakiś sukcesach, to świadczyć to będzie o jej kompletnym otumanieniu.
Niestety, ze względu na przeważające siły wrogie Narodowi Polskiemu, które okupują media, zwycięstwo PiS może się niektórym wydać nieoczywiste. Jednakże jest to wielkie zwycięstwo. Nawet jeśli nie arytmetyczne, to moralne. Gloria victis! I życzę takich zwycięstw w kolejnych wyborczych bitwach.
Szczególnie moje myśli biegną dzisiaj do naszej niedoszłej Prezydent Krakowa. Słuszne miała przeczucie, że Donald Tusk szarlatańskimi zwodami utrudni jej kampanię. I tym samym sprytnym przedwyborczym zagraniem udowodniła pani poseł kolejną winę Tuska.
Roman Giertych
PS.
I nawet z Radomia już nie polecimy do Grecji i Afryki? Zdrada, zdrada, po trzykroć zdrada!
Wspólne plany Volkswagena i Forda. Strategiczna współpraca przy budowie pojazdów elektrycznych i autonomicznych
To nie pierwszy raz. Volkswagen i Ford produkowały już wspólnie samochody, ale później ich drogi się rozeszły. Tym razem może być inaczej.
Chodzi o najszerzej rozumianą elektromobilność i samochody autonomiczne. Te dwie przyszłościowe dziedziny wymagają ogromnych nakładów kapitałowych, które są wyzwaniem nawet dla takich gigantów jak koncerny Volkswagena i Forda. Ich współpraca jest korzystna, ponieważ pozwala im zaoszczędzić miliardy.
Już w czerwcu tego roku obie firmy zastanawiały się nad współdziałaniem w segmencie samochodów użytkowych. Rozważano wtedy opracowanie wspólnego dla obu marek pojazdu tej klasy. Ma to sens z dwóch powodów. Chociaż Volkswagen Transporter i Ford Transit są legendą w swoim segmencie, surowe unijne normy czystości spalin sprawiają, że opracowanie w miarę czystego i oszczędnego dostawczaka albo ciężarówki kosztuje krocie. Jeszcze droższe jest opracowanie technologii, która przyczyni się do rynkowego sukcesu samochodów elektrycznych i autonomicznych. By ograniczyć związane z tym koszty firmy samochodowe na całym świecie rozglądają się w teju chwili nad chętnymi do współpracy. Volkswagen i Ford nie są tu zatem żadnym wyjątkiem.
Czy dojdzie do wymiany technologii?
Jak donosi niemiecki dziennik gospodarczy „Handelsblatt”, planowana współpraca Volkswagena z Fordem ma być zaskakująco szeroka. Amerykański koncern gotów jest podobno zapewnić Volkswagenowi dostęp do swoich rozwiązań silnikowych oraz do platform przewidzianych dla niezwykle popularnych w USA pikapów. Volkswagen z kolei zamierza udostępnić Fordowi swoje rozwiązania dotyczące platformy MEB przeznaczonej do wykorzystania w różnych modelach samochodów elektrycznych. Chodzi tu u całkowicie nowy system modułowej budowy pojazdów zasilanych energią elektryczną. Dziennik „Handelsblatt” podkreśla znaczenie współpracy obu koncernów w rozwijaniu samochodów autonomicznych. Jego zdaniem Volkswagen i Ford chcą w ten sposób nadrobić opóźnienia w stosunku do powstałej pod koniec 2016 roku firmy Waymo, działającej w ramach holdingu Alphabet Inc., która specjalizuje się w projektowaniu pojazdów tego typu.
Rzecznik koncernu Volkswagena odmówił podania bliższych szczegółów współpracy z Fordem. Powołał się na oświadczenie zarządów obu firm z lata tego roku, w którym wspomniano, że badają one możliwości nawiązania strategicznej współpracy.
Rzecznik koncernu Forda wypowiedział się w podobny sposób. Jak oświadczył, w tej chwili jest jeszcze za wcześnie, żeby podać jakiekolwiek dodatkowe informacje na temat współpracy z Volkswagenem.
Wszystko już było, ale jak będzie teraz?
Zdaniem wspomnianego wyżej dziennika „Handelsblatt”, rozmowy w tej sprawie są już „daleko posunięte”. Niewykluczone, że na posiedzeniu rady nadzorczej Volkswagena 16 listopada dojdzie do zatwierdzenia pierwszych projektów przewidzianych do realizacji z partnerem zza oceanu i ustalenia planu dalszej współpracy. Prezes Volkswagena Herbert Dies ma przedstawić na nim plany inwestycyjne koncernu na najbliższe dziesięciolecie. Jeśli obejmują one także wspólne działania z Fordem, to znaczy, że „Handelsblatt” miał rację, pisząc o zaawansowanych rozmowach obu firm.
W latach 90. ubiegłego wieku Vokswagen i Ford utworzyły spółkę joint-venture, która produkowała dwa identyczne minivany Ford Galaxy i Volkswagen Sharan. Wytwarzano je w nowej fabryce zbudowanej w Portugalii, która do dziś jest największą inwestycją zagraniczną zrealizowaną w tym kraju.

Trzy różne marki: Seat, Ford i Volkswagen, ale w gruncie rzeczy to ten sam samochód. Fot. Źródło: dw.de
Galaxy i Sharan odniosły umiarkowany sukces. Klienci narzekali na ich trwałość i jakość wykonania, ale były to duże i wygodne auta rodzinne. Po dopracowaniu konstrukcji mogłyby cieszyć się znacznie większym powodzeniem. To jednak nie nastąpiło, ponieważ Volkswagen i Ford zrezygnowały wtedy ze wspólnego opracowania ich następcy.
REDAKCJA POLECA
Manuela Gretkowska: Juhasy rżną, górale piją, mężowie biją, taka tradycja. Hej!

Manuela Gretkowska
Głupota nie jest sprzeczna z Konstytucją, nikt nie może jej zaskarżyć w TSUE. Jeśli wygra następne wybory do Parlamentu, cepry staną się mentalnie Góralami. Nie dajmy się podkarpacić ani zakopać żywcem.
NA SAMYM WIERCYCKU MIZOGINII, czyli w POLSKIEJ SILICON VALLEY
Zakopianka jest slalomem śmierci i nie dziwię się, jeśli trafiasz na ostrym zakręcie prosto w reklamę z gołą babą obmacywaną przez faceta przebranego za chirurga. Ten gigantyczny bilbord ma działać jak poduszka powietrzna, bo jest dmuchany.
Cenzura nie zakryła sutków dmuchanej lali.
Cycki można pokazywać, ale nie sterczące sutki. Nikt publicznie nie może obnosić się z erekcją, męską ani kobiecą. Tak działa równouprawnienie w sferze publicznej.
Od Nowego Targu po Zakopane reklamy klinik, możesz sobie zoperować i hemoroidy i otaczającą je dupe, żeby pasowała do nowych okoliczności. Silikon leje się na bogato pozdrawiając turystów oraz miejscowych.
Nie dziwię się, że wokół Zakopca wiszą te straszydła. Doktor Frankenstein i jego twór, kobieta góralskich marzeń. Zakopane jest przecież jedyną w Polsce gminą, gdzie zlikwidowano program przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Z braku Niebieskiej Karty możesz sobie kupić skipass i pojeździć po żonie. Pikna ma być i milczeć. Co, do księdza pójdzie się poskarżyć? Ksiądz trzyma z magistratem, wdzięczności pełen i kasy za to, że sąsiednie Podkarpacie już zlikwidowało aborcję, nawet tę legalną. Baba ma blizny albo podbite oko? Klinika Podhale ją upiększy i wyklepie jak nową. Kogo w ogóle obchodzi babska krzywda? Juhasy rżną, górale piją, mężowie biją, taka tradycja, hej. Podkarpacie jest farmą eksperymentalną rządu.
Kobiety owcami do strzyżenia, dojenia i na rzeź patriarchatu. Jesteśmy drogie panie formatowane przez męskie fantazje. W światowych rankingach rżnięcia sobie ciała i wypychania go silikonem zajmujemy czołowe miejsce. Może więc czas stuknąć się w czoło? Wstrzyknięty w nie botoks unieruchamia tylko mięśnie, nie mózg. Naprawdę wzorem mają być silikonowe, dmuchane przez szefów stacji telewizyjnych lale? Zaorało nam rozum ciupagami czy co?
Wiem, nie jest łatwo. Nie ma zmiłuj się dla Polek. Historia naszego feminizmu to wiktymologia. Jesteśmy ofiarami patriarchatu, mizoginii, Kościoła, historii. Dla 3/4 z nas rodzina jest najważniejsza. Tylko gdzie znaleźć mężczyznę do jej założenia? Polacy są uzależnieni jak dzieci od gier, jak zboki od porno i jak ich ojcowie od alkoholu, a wnuki wchodzą w dopalacze.
Głupota nie jest sprzeczna z Konstytucją, nikt nie może jej zaskarżyć w TSUE. Jeśli wygra następne wybory do Parlamentu, cepry staną się mentalnie Góralami. Nie dajmy się podkarpacić ani zakopać żywcem.
Manuela Gretkowska
Adam Mazguła: Szkoła zdrady

Adam Mazguła
W szkole XXI wieku A. Zalewska prowadzi dochodzenie, kto i jakim prawem naucza o konstytucji, o tolerancji i o wpływie kultury zachodniej na nasze życie. Tą decyzją pokazała wizję edukacyjną PiS-owskiej szkoły, w której dominuje propaganda partyjno-religijna.
Mam nadzieję, że Minister Edukacji Narodowej, Anna Zalewska jest przerażająco ograniczona intelektualnie, bo jeśli jest świadoma swoich decyzji, to trzeba ją natychmiast zakuć w kajdany za zdradę narodową.
W szkole XXI wieku A. Zalewska prowadzi dochodzenie, kto i jakim prawem naucza o konstytucji, o tolerancji i o wpływie kultury zachodniej na nasze życie. Tą decyzją pokazała wizję edukacyjną PiS-owskiej szkoły, w której nie dominuje nauka i wiedza, ale zakłamanie, jedna słuszna wiara i propaganda partyjno-religijna.
A. Zalewska nie chce szkoły otwartej, uczącej tolerancji, opartej na współczesnych zdobyczach nauki i demokratycznych wartościach cywilizacyjnych. Ona tłamsi konstytucję, tak jak prezes, prezydent, premier… Uwiera ją już sam napis „konstytucja”, istnienie takiego dokumentu i to, że ktoś może się na nią powoływać. Minister, poniewierająca konstytucję, na którą przysięgała, jest krzywoprzysięzcą.
Minister prowadzi dochodzenia we wszystkich polskich szkołach w celu ustalenia, kto i jakim prawem naucza, czym jest Konstytucja RP (zajęcia prowadzone są przez wolontariuszy – fachowców najwyższej klasy: sędziów i adwokatów) i żąda wyjaśnień od dyrektorów szkół.
Nie mieści się w jej głowie, że jest to możliwe w fabryce propagandy partyjno-religijnej PiS.
Ale nie o nią tu chodzi. Jakim prawem okalecza dzieci, nakazując nauczanie kłamstw, półprawd i wizji PiS-owskiego świata ogarniętego ciemnotą i wstecznictwem?
Szkoła Zalewskiej nie chce uczyć o demokracji, prawach i obowiązkach obywatelskich, bo priorytetem w państwowej szkole jest nauka religii. W tym celu zatrudnia się tysiące księży i katechetów, ale nie ma się wpływu na to, czego oni na tych lekcjach uczą nasze dzieci.
Czyżby pani Zalewska miała obawy, że świadome dzieci odkryją, że wszyscy rządzący przysięgali przestrzegać Konstytucji RP, wzywając do pomocy Boga?
Urzędnik, który ściga swoich podwładnych za świadomość konstytucyjną jest ZDRAJCĄ.
Jeśli nauczanie o konstytucji jest zakazane i ścigane z urzędu, jeśli prześladuje się nie tylko napisy na koszulkach, skandowanie czy wypowiadanie tego zakazanego słowa, to znaczy, że partia J. Kaczyńskiego już oficjalnie ogłosiła wojnę z fundamentalnymi podstawami istnienia naszego kraju. To następny przykład wrogości PiS-u wobec Polski.
Jeśli dzieci nie mogą wiedzieć, co to jest konstytucja, ale muszą wiedzieć, co to jest Pismo Święte, jeżeli w szkołach wiesza się portrety prezydenta Kaczyńskiego i krzyże – znaki męczeńskiej śmierci człowieka, to znaczy, że nie jest to już szanująca prawa wszystkich ludzi, POLSKA SZKOŁA.
Jeśli dzisiaj w szkołach można udzielać wsparcia narodowcom, ale trzeba się tłumaczyć z zaproszenia sędziów czy adwokatów, to nie można się dziwić, że główne obchody Narodowego Święta Niepodległości zdominują faszyści?
To jak to jest z tą Anną Zalewską: ma braki w elementarnej wiedzy czy jest popularyzatorką ZDRADY NARODOWEJ?
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |












