Adam Mazguła: Kompromitacja, PiS oddał Warszawę faszystom

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Kaczyński i Duda, zamiast zdelegalizować ruchy faszystowskie w Polsce, chronią ich prawnie, wspierają i tym samym plują w oczy Powstańcom Warszawskim, na groby i pomniki poległych, bestialsko zamordowanych, spalonych żywcem, zgwałconych i upodlonych

 

Oddali dobrowolnie, bez sprzeciwu miasto, które powstańcy warszawscy bronili, nie szczędząc krwi i swojego młodego życia. Oddali i jeszcze za to zapłacili.

Faszyści z całej Europy w 100 rocznicę niepodległości Polski będą maszerować ze swoimi flagami i rasistowskimi hasłami po ulicach bohaterskiego miasta, które przez takich samych wyznawców rasy wybranej zostało zrównane z ziemią, w kraju, gdzie wymordowano 6 milionów Polaków, a w samej Warszawie podczas powstania ponad 200 tysięcy młodych ludzi.

Czy istnieją jeszcze określenia, których można by użyć w stosunku do tych ludzi, jednak nie używając wulgaryzmów i epitetów emocjonalnych uznawanych za niedopuszczalne publicznie?

Kaczyński i Duda, zamiast zdelegalizować ruchy faszystowskie w Polsce, chronią ich prawnie, wspierają i tym samym plują w oczy Powstańcom Warszawskim, na groby i pomniki poległych, bestialsko zamordowanych, spalonych żywcem, zgwałconych i upodlonych.

Nie wyobrażam sobie, aby można było bardziej zakpić z polskich bohaterów, upokorzyć żyjących i obrazić uczucia narodowe Polaków, jak poprzez takie właśnie nieodpowiedzialną ignorancję i błazenadę władzy.

Każdy Polak, który ma elementarną wiedzę historyczną i polityczną, zna wysiłek całego narodu, wyrażający się w 6 milionach zabitych lub zamordowanych rodaków, zburzeniu wielu miast i osiedli, oddaniu w niewolę na kolejne lata Polaków na pastwę innego, tym razem sowieckiego totalitaryzmu.

Każdy Polak zna lata upokorzeń, walkę z narzuconą władzą i przynależność do świata, do którego nie chcieliśmy należeć. Każdy Polak wie, że każdy odradzający się ruch faszystowski na ziemi uświęconej krwią rodaków, chociażby pod innymi nazwami, należy zdelegalizować i osądzać jako zbrodniczy, bo odwołuje się do śmierci innych Polaków.

Każdy Polak wie, zna, rozumie, ale nie Polak-wyznawca PiS. Każdy, tylko nie J. Kaczyński, A. Duda, T. Rydzyk i każdy inny antypolski aparatczyk PiS-u czy też biskup katolicki popierający faszystów.

Sama nazwa: polski neonazista, rasista, faszysta, obraża nasz naród. Jak to mogło się stać, że w ogóle taki ruch mógł pojawić się w Polsce. Tymczasem katolicki ksiądz, oddelegowany do budowy faszyzmu w Polsce, J. Międlar, czy P. Ryba oraz wielu innych ekstremistów rasistowskich korzysta ze wsparcia władz.

Sam Jarosław Kaczyński pisał pozdrowienia dla J. Międlara i był łaskaw określić siebie, że należy do „rasy panów”. Podkreślam – RASY! Co zatem chciał przez to powiedzieć? Że jest także rasistą i będzie zwalczał wszystkich, którzy nie należą do jego rasy?

To nie są tylko słowa. Pierwszą ustawę rasistowską uchwalił nielegalny sejm 16 grudnia 2016 roku w Sali Kolumnowej, kiedy zastosował odpowiedzialność zbiorową i odebrał uprawnienia emerytalne byłym funkcjonariuszom, ludziom służb państwowych, wywiadu i kontrwywiadu, nazywając ich ubekami. Zabrał im nie tylko godność, ale i wskazał jako wrogów narodu, co kosztowało życie już ponad 50 osób. W wyniku tej represyjnej faszystowskiej ustawy o odpowiedzialności zbiorowej bohater narodowy, Gromisław Czempiński, który dokonał w grupą oficerów bohaterskich czynów na światową skalę i spowodował nie tylko podziw świata, pomoc w organizacji Gromu i umorzenie polskich długów w wysokości 16 miliardów dolarów, otrzymał nagrodę w postaci najniższej możliwej w Polsce emerytury.

Podła propaganda, oparta na niebywałym kłamstwie, jest dla J. Kaczyńskiego, M. Błaszczaka i ich bandytów z polską krwią na rękach ważniejsza od prawdy, że UB-ecy uciekli w 1989-90 roku i teraz śmieją się z tych, co wiernie służyli narodowi. Refleksji władzy nie ma do tej pory.

6 maja, wraz z grupą przyjaciół usiadłem na drodze przemarszu faszystów w Katowicach. Dlatego z sądu otrzymałem wyrok nakazowy karzący mnie grzywną, a faszyści dalej maszerują z dumnie uniesionymi sztandarami i hasłami „śmierć wrogom ojczyzny”. Z tym, że to oni określają sobie tych wrogów, którym obiecują śmierć.

Panie Jarosławie Kaczyński,

kogo macie zamiar mordować i kiedy? Komunistów, złodziei, zdradzieckie mordy, kanalie, morderców brata, gorszy sort… i kogo jeszcze? Już mamy się ustawiać do gazu czy dopiero po następnych wyborach?

Kompromitacja Polski przez obecny obóz władzy postępuje tak zdumiewająco szybko, że trudno w to uwierzyć. Będzie niestety gorzej, bo ilość Misiewiczów i nieprzygotowanych do pełnienia odpowiedzialnych urzędów, „hodowców rybek” podłej zmiany wzrasta w tempie zdumiewającym. Nie ma już tych, co odpowiedzialnie podejmują narodowe decyzje i te, na niższych szczeblach władzy.

Czystki na urzędach i zastępowanie fachowców ludźmi podłej zmiany powoduje upadek autorytetów, dramatyczne obniżenie jakości służby państwowej i kompromitację Polski.
Kto w takim razie ma odpowiadać za ich brukowy styl i szkodliwe decyzje?

Były już kompromitacje narodowe, jak chociażby przekazanie placu Piłsudskiego na cele obronne, by budować tam pomniki dla decyzyjnych nieudaczników, był cały wysyp kompromitacji Polski w Unii Europejskiej, słynna ustawa P. Jakiego, która obraziła całe narody, kompromitacja śmigłowcowa, 27:1, powołanie WOT dla prywatnej radości i obrony przed rodakami A. Macierewicza, ale to, jak zakpiono z Polski i Polaków w 100 lecie odzyskania niepodległości przechodzi ludzkie pojęcie.

A naród śpi, protestuje garstka.

„Prawdziwi Polacy” głosują na faszyzm.

W czasach Hitlera w Niemczech wyborcy też głosowali w obronie narodowego honoru Niemców, którzy musieli wstać z kolan przeciw Traktatowi Wersalskiemu, a teraz, już od wieku, wstydzą się za swoje wybory, ludobójstwo i spalenie całej Europy.

Wszystko przed nami. Oby nauka historii dogoniła zaślepiony fanatyzmem naród i zapobiegła upadkowi naszego kraju.

 

Adam Mazguła

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 


Powstaje państwo z potencjalnie 760 mln obywateli. Czy może stać się jednym z najbardziej wpływowych na świecie?

Projekt „The Good Country” ma połączyć wszystkich globalnie myślących ludzi i skłonić kraje do współpracy. To ambitny plan w czasach Trumpa i brexitu.

Projekt „The Good Country”. Fot. Źródło: goodcountry.org

Wirtualne państwo, które ma zmienić świat, na razie rozmiarami przypomina raczej wioskę. Od połowy września br. zarejestrowało się 3 tys. osób ze 119 krajów jako obywatele „The Good Country” – cyfrowego państwa, które nie ma ani terytorium, ani rządu, ani armii. Ma za to ambitny cel: chce zmienić kulturę rządzenia – z modelu opierającego się na konkurencji na model bazujący na współpracy. Aby poradzić sobie z wyzwaniami zglobalizowanego świata (od socjalnej niesprawiedliwości począwszy, poprzez migrację na zmianach klimatycznych skończywszy) narody muszą lepiej współpracować, zamiast ze sobą konkurować czy wręcz nawzajem się zwalczać.

„The Good Country” ma świecić dobrym przykładem i jednocześnie wzmacniać współpracę między państwami. Jego priorytetem ma być dobro i pomyślność międzynarodowej wspólnoty i naszej planety, a jej mieszkańcy mają czuć się kosmopolitami – deklarują pomysłodawcy tego projektu – brytyjski doradca polityczny Simon Anholt i amerykańska socjolożka Madeline Hung.

Simon Anholt – jeden z założycieli „Good Country”. Fot. Źródło: dw.de

Utopia wbrew Trumpowi i brexitowi

– Fakt, że powstanie „Good Country” przypada w okresie rosnącego nacjonalizmu jest raczej przypadkiem – podkreśla Anholt. – Dlatego cel tego projektu jest świadomie sformułowany bardzo ambitnie i jego misja jest dużo bardziej dalekosiężna niż aktualna polityczna faza – wyjaśnia 57-letni politolog, który w ubiegłych 20 latach pracował z szefami państw i rządów z ponad 50 krajów.

To, że Anholt i Hung nie obrali dla swojego projektu formy NGO czy fundacji, lecz opierają się na idei państwa, wynika przede wszystkim z tego, jaki wpływ projekt ten miałby wywrzeć na politykę światową. – Suwerenne państwo nie może narzucić międzynarodowej wspólnocie swojej woli. Może ono zwołać inne kraje do współpracy, może działać samodzielnie lub w kolektywie. NGO nie mogą uprawiać polityki zagranicznej – wyjaśnia Anholt przyznając, że całemu projektowi daleko jeszcze do kształtu suwerennego państwa.

760 mln potencjalnych obywateli

Założyciele „Good Country” są jednak przekonani, że ich twór może kiedyś stać się jednym z najbardziej wpływowych państw na świecie i przypuszczają, że w skali globalnej mogłoby przyłączyć się do niego 760 mln potencjalnych obywateli, popierających wartości propagowane przez ten projekt.

Gdyby wszyscy ci ludzie zarejestrowali się jako obywatele „Good Country” i płacili w roku 5 dolarów podatku, można by każdego roku na działania wydawać sumę odpowiadającą PKB Sierra Leone. Każdy obywatel mógłby też wpłacać więcej niż 5 dolarów i w ten sposób stać się sponsorem dla innych obywateli. Wtedy „Good Country” miałoby rzeczywistą siłę ekonomiczną – wyjaśniała Madeline Hung w wywiadzie dla BBC. – W określonych sytuacjach moglibyśmy posłużyć się tą siłą, by np. skłonić innych do podjęcia negocjacji. Poprzez swoje finansowe zasoby i kolektywny głos potencjalnych milionów obywateli „Good Country” chciałoby także przeforsować nowe formy dyplomacji i polityki zagranicznej. Do pomyślenia byłyby np. nowe interesujące koalicje tradycyjnych państw narodowych, przedsiębiorstw i innych czynników. – Znajomości, jakie były doradca polityczny Anholt wyniósł ze swojej wcześniejszej pracy, mogłyby stać się pomocne przy realizacji tych działań.

Pozycja międzynarodowa

Nazwa ruchu nawiązuje do stworzonego przez niego „The Good Country Index”. Założyciele chcieliby, aby w przyszłości ich projekt został uznany jako państwo przez ONZ. Lecz eksperci, jak niemiecka politolożka Natalie Troeller, uważają to za mało realistyczne.

– Państwowość łączy się zawsze z określonymi atrybutami. Jednocześnie twór taki musi być uznany przez większość państw skupionych w Narodach Zjednoczonych – wyjaśnia Troeller w rozmowie z „Sueddeutsche Zeitung”. Także sama koncepcja wirtualnego państwa jej zdaniem napotka na wiele trudności.

Nie wszyscy mają dostęp

Co prawda agendę „Good Country” będą ustalać sami obywatele np. przez regularne ankiety na temat najbardziej palących wyzwań czy dyskusje nad możliwymi sposobami postępowania. Teoretycznie dla wielu zwykłych obywateli byłaby to do tej pory nieistniejąca możliwość, by ich głos został usłyszany na arenie międzynarodowej. Lecz demokratyczne procesy opiniotwórcze i decyzyjne miałyby miejsce wyłącznie na cyfrowych platformach. Technologie, takie jak sztuczna inteligencja czy blockchain, odgrywałyby przy tym bardzo ważną rolę. – Czyli koncepcja ta de facto jest otwarta dla wszystkich, którzy potrafią czytać i pisać i mają dostęp do nowoczesnych technik komunikacji – wyjaśnia Natalie Troeller. Jak zastrzegał jednak Anholt, już teraz myśli się nad rozwiązaniami tego problemu poprzez np. stworzenie platformy „Good Country” w Afryce Subsaharyjskiej, która byłaby dostępna także bez smartfonów.

Pierwsze stosunki dyplomatyczne

Jak do tej pory na rzecz projektu pełnoetatowo pracują tylko trzy osoby, a założyciele finansują go z własnej kieszeni. Powstały jednak już pierwsze struktury i nawiązano kontakty z zewnętrznymi ekspertami, którzy mieliby pomóc przy realizacji. Do grudnia 200 tys. pierwszych chętnych ma możliwość rejestracji jako obywatele. Potem struktury te będą poddane praktycznemu testowi. Jeżeli procesy przebiegać będą jak zaplanowano, „Good Country” od września 2019 znów będzie przyjmować nowych obywateli.

Niektórzy mają mylne wyobrażenia o tym projekcie – przyznaje Anholt. – Ciągle jestem pytany o to, kiedy będziemy mieć flagę czy hymn narodowy. Lecz te rzeczy wcale nie są ważne, bo nie próbujemy imitować tradycyjnego państwa – dodaje.

Pomimo tych nieporozumień Anholt patrzy optymistycznie w przyszłość. Jak do tej pory podjęto rozmowy z trzema państwami o nawiązaniu stosunków dyplomatycznych i jeszcze w tym roku mogłoby dojść do wymiany ambasadorów.

 

REDAKCJA POLECA

 


Rafał Sulikowski: Jedno wielkie oszustwo. Dlaczego nie zagłosuję na PiS?

Rafał Sulikowski

Rafał Sulikowski

Prawicowi konserwatyści pragną jednego - wielkiego, mitycznego Powrotu do legendarnych czasów, kiedy rzekomo “było lepiej”. Najczęściej tęsknią do II RP, czyli okresu 1918-1939, a czasem do państwa Jagiellonów czy XIV-wiecznej monarchii Kazimierza Wielkiego. Nie rozumieją, że nie da się problemów teraźniejszych rozwiązać wzorując się na przeszłości

Elity polityczne wywodzące się z ruchów postsolidarnościowych są doszczętnie skorumpowane, zepsute moralnie, przywiązane do stanowisk i stołków, mające konszachty z zagranicą, w tym z Rosją i innymi mocarstwami, niekoniecznie życzącymi Polsce dobrze.

Zanim odpowiem, czemu nie oddam głosu na PiS, kilka słów pro domo mea będzie konieczne.

Ukończyłem polonistykę ze stopniem doktorskim, ale pracy w zawodzie literaturoznawcy nie znalazłem. Zrezygnowałem z emigracji zarobkowej, bo lubię swój kraj i tu jest pole do pracy, niekiedy u podstaw i pracy organicznej, tak jak w XIX wieku, kiedy nas nie było na mapach Europy.

Pracuję z konieczności jako… kierowca. Już samo to w sobie musi brzmieć przerażająco – humanista z zacięciem literackim, publicystycznym i tytułem naukowym rozwozi dietetyczny catering, codziennie wstając o 4 nad ranem. Wystarczy.

Myślicie teraz pewnie państwo, że to nie jest reguła? Otóż nie jestem wyjątkiem – na stacjach benzynowych widzę ludzi młodych, o wyglądzie intelektualistów, w rogowych, modnych okularach, modnie ubrane, ładne, ale i mądre na pierwszy rzut oka dziewczyny. To samo w McDonaldsach, to samo w sklepach spożywczych i wszędzie.

Starsi zajmują etaty grubo po 70-tce, w radach spółek, w polityce – mamy do czynienia z gerontokracją: roszczeniowość ich jest mocna i stale rośnie, umacniają się postawy odwetowe, ludzie starsi stają się coraz bardziej agresywni, niespokojni, pełni pretensji, ale zamiast zająć się rodziną, wnukami, prawnukami, zajmują stanowiska, no bo “mają doświadczenie”. Ale każdy kiedyś zaczynał – każdy kiedyś miał zerowe doświadczenie, które dopiero musiał zdobyć. Jak młodzi mają zdobywać doświadczenie, skoro wszędzie poszukuje się na gwałtu rety pracowników od razu doskonałych, biegłych, którzy są obcykani we wszystkim, czego wymaga pracodawca. Kto z nich wyśle nowego pracownika na szkolenie? Nikt, bo to kosztuje i trwa – nieraz ponad miesiąc, a pracodawca potrzebuje od razu “do taśmy”, albo kierowców od razu na trasy międzynarodowe.

Prawicowi konserwatyści pragną jednego – wielkiego, mitycznego Powrotu do legendarnych czasów, kiedy rzekomo “było lepiej”. Najczęściej tęsknią do II RP, czyli okresu 1918-1939, a czasem do państwa Jagiellonów czy XIV-wiecznej monarchii Kazimierza Wielkiego. Nie rozumieją, że nie da się problemów teraźniejszych rozwiązać wzorując się na przeszłości. Prym wiedzie w tej polityce nostalgiczno-sentymentalnej pan Korwin-Mikke, którego stopień oderwania od teraźniejszych realiów sięga zenitu, podobnie jak dwóch szarych eminencji naszego państwa. Nie da się rozwiązać niemal żadnego problemu współczesności przez korzystanie z podręczników historii i archiwów. To jest pewne.

PiS celuje w tęsknotach mitycznych, ale robi to tylko w tym celu, aby zasłonić powiększające się obszary biedy, wręcz nędzy w Polsce. Chce odciągnąć uwagę od bazy, czyli gospodarki, markując i pozorując działania pro-nowoczesne, w kierunku nadbudowy, czyli ideologii rodem z wczesnego średniowiecza. PiS pragnie też zastąpić Konstytucję dekalogiem, wprowadzić rządy silnej ręki oraz wszystkie decyzje konsultować z Kościołem. Podlizując się biskupom, liczy na promocję z ambon w całym kraju. Żaden biskup, dbający o swe stanowisko nie poprze kościelnej lewicy, bo teraz na fali są ruchy prawicowe i fundamentalistyczne, których ideą jest ucieczka od problemów teraźniejszości wstecz.

Po pierwsze więc PiS nie zajmuje się ekonomią, bo się na niej nie zna, a po wtóre — uważa, że ważniejsze są sprawy ideologii i ukarania “winnych” wszelkiego zła, jakie dzieje się w Polsce.

Co z tego, że młodzi po studiach pracują w dyskontach, sklepach obuwniczych czy w gastronomii, że podejmują już nawet prace porządkowe (sprzątaczka), albo niestety coraz częściej sponsoring.

Jaka jest główna przyczyna biedy? Żaden polityk prawicy nie powie nigdy, że problem jest jeden – produkcja dóbr i usług nie nadąża za demografią. Inaczej mówiąc, wysokie ceny wskazują na niedobory podaży w stosunku do zwiększającego się popytu. Jeśli produkcja nie nadąża za przyrostem naturalnym, to zaczyna się bieda.

PiS nie chce kontroli urodzeń, wyznając brednie o celowej depopulacji prowadzonej przez iluminatów, tymczasem tylko rozsądna polityka urodzeniowa może nas ocalić. To nie jest tak, że, jak “Bóg da dzieci, to da i na dzieci”. Promowanie rodzin wielodzietnych (np. karta 3+, program 500+) jest doraźnie dobre, ale odlegle konsekwencje będą tragiczne. Już w 2050 roku ludzkość ma osiągnąć ok. 10 miliardów ludzi, pytanie, ile będzie nas w Polsce? Jeśli nie zatrzymamy niekontrolowanej rozrodczości, produkcja nigdy nie zdąży z dystrybucją dóbr i usług, ergo – biedy będzie coraz więcej.

Na przeszkodzie kontroli urodzeń stoi Kościół, któremu PiS służy i przekazuje mnóstwo forsy i póki rządzą nami tacy ludzie, którzy nie rozumieją, w czym tkwi problem, nie wyjdziemy z nędzy. Dopiero ewentualne zwycięstwo centro-lewicy zmusi Kościół do zmiany w nauczaniu o kontroli urodzeń i wtedy produkcja dorówna demografii, a co za tym idzie wzrosną płace i spadną ceny.

Tu nie chodzi o żadną depopulację, ani nawet politykę, jaką swego czasu robiły Chiny, ani tym bardziej o sterylizację ludności, tylko o to, aby nie wmawiać ludziom, że rodziny wielopokoleniowe i wielodzietne są super, a życie singla nie ma sensu. Odbiera się tym samym motywację do życia setkom tysięcy osób, którym nie udało się z jakichś powodów założyć rodzinę i nie jest to ich żadna wina. Oby do wiosny…

 

Rafał Sulikowski

 

 


Radosław Sikorski: Nie stoimy przed wyborem, czy będą reparacje, czy nie, bo ich nie będzie

Przyszłość polsko-niemieckich stosunków zależy bardziej od Polski niż od Niemiec – mówi były minister spraw zagranicznych RP Radosław Sikorski, który Niemcom poświęca jeden z rozdziałów swej najnowszej książki.

Radosław Sikorski: Przyszłość relacji polsko-niemieckich bardziej w rękach Polski

DW: Panie Ministrze, jaka będzie Europa po Angeli Merkel?

Radosław Sikorski: Ach, to jeszcze nie tak szybko. Ale stawiam tezę, że nasi nacjonaliści, którzy w związku z nią insynuowali różne rzeczy, z agenturą Stasi włącznie, będą jeszcze za nią tęsknić. Bo po pierwsze to w jednej czwartej Polka, a po drugie osoba urodzona w NRD, a więc czująca postkomunizm. Ponadto jest to osoba, która ma etyczny i realistyczny osąd prezydenta Rosji Władimira Putina. A także oczywiście olbrzymie doświadczenie. Gdy już odejdzie, będzie to strata dla Polski. Bo jest twarzą na wskroś europejskich Niemiec, czyli takich, wobec których możemy się czuć bezpieczni.

DW: Nazwałby ją Pan przyjacielem Polski?

Radosław Sikorski: Na pewno czuła odpowiedzialność historyczną Niemiec za efekty drugiej wojny światowej, choćby w postaci dyktatur komunistycznych. W tym sensie jej kanclerstwo było dla Polski dobre.

DW: Dzisiaj Angela Merkel jest w Warszawie na konsultacjach międzyrządowych.

Radosław Sikorski: Chwała Bogu, że chociaż ta formuła współpracy polsko-niemieckiej nadal ma miejsce. No, bo Trójkąt Weimarski nie bardzo. I Trójkąt Królewiecki, czyli Polska, Niemcy, Rosja, który był bardzo poręczną i ważną dla nas formułą – też nie działa.

DW: Ale konsultacje mogą być różne.

Radosław Sikorski: Sam fakt fizycznego ich odbycia – to, że nasi nacjonalistyczni ministrowie obejrzą sobie tych Niemców i zobaczą, że nie mają kłów i nie noszą noża za pazuchą – to już będzie pozytywne.

DW: A jaka jest w ogóle przyszłość relacji polsko-niemieckich?

Radosław Sikorski: Mam wrażenie, że to zależy bardziej od Polski niż od Niemiec. Niemcy mądrze się nie wypowiadali w sprawie problemów między Polską a UE. Zachowywali też wstrzemięźliwość co do różnych zaczepek z naszej strony, czy to o reparacje, czy o inne kwestie. Między sąsiadami zawsze są problemy. Ale można albo zachować dobre stosunki próbować je rozwiązywać, albo droczyć się i obrażać.

DW: Na przykład żądać reparacji?

Radosław Sikorski: Nie stoimy przed wyborem, czy będą reparacje, czy nie, bo ich nie będzie. Tylko czy chcemy z Niemcami współrządzić Europą, czy też wolimy się samo marginalizować, wynajdując powody do sprzeczek z Niemcami. Czasami powody trzeciorzędne.

DW: Ale czy w ogóle chodzi o to, żeby rządzić Europą? Czy Pan wierzy w zapewnienia, że nie będzie polexitu?

Radosław Sikorski: Ja generalnie mało wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu, bo mnie osobiście oszukał, że Macierewicz będzie w MON na trzy miesiące [i odejdzie z resortu po przeprowadzeniu likwidacji WSI – red.]. Oszukał nas, że nie będzie premierem tak długo, jak jego brat jest prezydentem, że Macierewicz nie będzie ministrem obrony… Mógłbym kontynuować jeszcze długo.

Teraz zresztą wychodzą różne jego wystąpienia sprzed naszego wejścia do UE, gdzie on był przeciwny wejściu. Wydaje mi się, że nigdy nie był entuzjastą i raczej się ugiął przed wolą narodu. Z jego wypowiedzi można też wywnioskować, że on jest za pozostaniem w UE tylko tak długo, jak długo czerpiemy z niej korzyści. Więc mu nie wierzę, że on jest w UE na dobre i na złe. A po drugie, on jest takim ignorantem w sprawach zagranicznych i europejskich, że może doprowadzić do polexitu nawet nie mając takiej intencji. Tak jak to zrobił premier Cameron.

DW: Jak Polska mogłaby współzarządzać Europą?

Radosław Sikorski: Formułą współzarządzania Unią z udziałem Polski w bardzo ważnych dla nas sprawach – budżetu i obronności – w szczególności w obliczu brexitu mógł być Trójkąt Weimarski. A tak sami się wypychamy do przedsionka. Jeżeli będzie budżet strefy euro, a my w niej nie będziemy, jeżeli będzie polityka obronna, a my jako ostatni kraj podpisaliśmy stosowne dokumenty, jeśli już wypadamy z automatycznego stosowania europejskiego nakazu aresztowania, to sami wybieramy członkostwo drugiej kategorii, a wrzeszczymy, żeby nie było dwóch prędkości. Na coś się trzeba zdecydować.

DW: Niektórzy twierdzą, że w Niemczech narasta irytacja polityką Polski wobec tego kraju. Czy Pan też ma takie sygnały?

Radosław Sikorski: Mam nadzieję, że to się zmieni za rok, gdy odsuniemy PiS od władzy…

DW: To jeszcze nie jest przesądzone.

Radosław Sikorski: Ale już jest wyobrażalne i możliwe. Bo mamy prawdziwe problemy z Niemcami, które trzeba rozwiązać, a nie te urojone.

DW: Na przykład Nord Stream 2?

Radosław Sikorski: Tę batalię zdaje się przegraliśmy. Potwierdza się stare hasło „Jak nie możesz ich pokonać, to się do nich dołącz”. Przegraliśmy – piszę o tym w książce – ze względu na błędy negocjacyjne kolejnych ekip, od pierwotnej umowy o Jamale począwszy, na aneksie skończywszy.

DW: Miał Pan jakiś koncept, jak można było lepiej rozegrać tę partię?

RS: Za pierwszego rządu PiS była oferta, żeby jego odnoga trafiła do nas. Wtedy jeszcze sobie wyobrażaliśmy, że go zablokujemy, i nie skorzystaliśmy. A prawda jest taka, że od Niemiec kupujemy teraz tańszy gaz…

DW: …który płynie Nord Streamem.

Radosław Sikorski: …niż od Rosji. Więc to była możliwość jakiejś małej dywersyfikacji. Ale nie jest źle, bo mamy już terminal LNG, mamy interkonektory [gazociągi łączące sieci gazowe] z Niemcami, z Czechami, ze Słowacją…

DW: …i będzie gazociąg Baltic Pipe.

Radosław Sikorski: Nie wiem, czy będzie konkurencyjny, bo gaz norweski jest droższy. Bezpieczeństwo energetyczne to jest pewność dostaw po konkurencyjnej cenie. Ale w momencie, gdy będziemy musieli za trzy lata zacząć negocjować nowy kontrakt z Rosjanami, nasza pozycja negocjacyjna będzie znacznie lepsza.

DW: A jak Pan się zapatruje na to, że Polska usiłuje prowadzić politykę bezpieczeństwa raczej w bilateralnej współpracy z USA, niż w ramach NATO?

Radosław Sikorski: To się nie kłóci. Na przykład w Wielkiej Brytanii są bazy amerykańskie, a nie natowskie. Chcemy tylko tego, co miały Niemcy, gdy to one były na pierwszej linii frontu. To znaczy obecności sojuszniczej.

DW: Czyli w tej kwestii nie ma między Panem a obecnym rządem sporu?

Radosław Sikorski: Kolejne rządy zabiegały o wzmocnienie tej obecności. Ja podpisałem umowę o amerykańskiej bazie obrony przeciwrakietowej w Polsce, której miał towarzyszyć garnizon patriotów. Zamieniliśmy ją na obecność sił powietrznych amerykańskich w Łasku.

To ja mówiłem w Weimarze [1 kwietnia 2014 roku, niespełna dwa tygodnie po aneksji Krymu – red.] o dwóch ciężkich brygadach w Polsce. Czyli o takich siłach, które by nas upewniły, ale nie stanowiłyby zagrożenia dla Rosji. Bo uważam, że nie jest w polskim interesie grać Rosji na nosie, czy wzmagać u niej poczucie zagrożenia.

DW: A czy popiera Pan koncept Fortu Trump?

Radosław Sikorski: Nie tylko popieram, sam o to zabiegałem. To jest długofalowa polityka kolejnych polskich rządów.

DW: Co Pan myśli o apelu o postawienie w Berlinie pomnika ku czci Polaków, którzy zginęli w czasie II wojny światowej?

Radosław Sikorski: Oczywiście, że powinien być! Niemcy powinni mieć świadomość, że ich ofiarami podczas wojny byli nie tylko Żydzi i Sowieci. Także my! Bo ta pamięć niemiecka bywa bardzo wybiórcza.

DW: Inny pomysł narodził się kilka dni temu w Kamieniu Śląskim. Chodzi o to, by 12 listopada – dzień rocznicy spotkania kanclerza Kohla i premiera Mazowieckiego w Krzyżowej – był obchodzony jako dzień polsko-niemieckiego pojednania. Co Pan na to?

Radosław Sikorski: Podoba mi się ten pomysł, bo uważam, że polsko-niemieckie pojednanie oparte na prawdzie, prawdziwym wyznaniu win, jest modelem dla innych krajów. Pracowałem na rzecz podobnego procesu w relacjach z Rosją.

DW: Dziękuję Panu za rozmowę.

 

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: Nie chcesz muru, to go nie buduj

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Jestem w stanie zacytować co najmniej 100, na stulecie niepodległości Polski, Waszych niegodnych wypowiedzi nacechowanych pogardą dla drugiego człowieka

Panie Jarosławie Kaczyński,

jestem pod wrażeniem Pańskiej ostatniej wypowiedzi o tym, że PiS pod Pana niekwestionowanym przywództwem „ …nie jest partią wojny, nie jest partią żadnej wojny totalnej, ani jakiejkolwiek. Jesteśmy partią zgody, my chcemy współpracować, ale z drugiej strony mamy na razie mur …”.

Kiedy odbudowywałem administrację irackiej prowincji Babilon, obserwowałam arabskie domy. Wszystkie były otoczone szczelnym i wysokim murem. Tłumaczono mi, że za tym murem jest świat gospodarza domu, Araba, który ma tam wszystko dla swojego szczęścia i nie wolno mu przeszkadzać. Tam są jego prawa i obowiązki. Kto przekroczy ten jego mur, ten podlega jego prawom. Nie wolno tam zaglądać ani się wtrącać, nawet gdy czyni on tam rzeczy podłe i niezgodne z prawem.

Po tej dawce informacji, zaobserwowałem, że im ktoś jest bardziej podatny na łamanie praw innych, kto porywa i więzi młode kobiety lub dzieci, szmugluje towary, spiskuje przeciwko społeczeństwu i władzy, tym wyższy buduje mur wokół swojego domu, czasem nawet wyższy niż sam dom.

Doświadczenia zdobyte na tym polu kłócą się z Pańskim stwierdzeniem, bo jakoś do niedawna nie widziałem tylu murów, barierek, żywopłotów złożonych z tysięcy policjantów jak za Pańskich rządów.

Panie Jarosławie Kaczyński,

czy to nie Pan odgrodził się od ludzi i teraz ich oskarża, że dokądkolwiek chce pójść, to wpada na mur niemożności? Czy to nie Pan i Pańscy najbliżsi współpracownicy ubliżają społeczeństwu oficjalnie i bez zahamowań, nawet z trybuny sejmowej i nikt nie poniósł za to kary?

Jestem w stanie zacytować co najmniej 100, na stulecie niepodległości Polski, Waszych niegodnych wypowiedzi nacechowanych pogardą dla drugiego człowieka.

Czy tym samym nie odgrodził się Pan od ludzi, których wartość jest mierzona jedynie kartką wyborczą, a pozostałych ma za nic? Tak wygląda Pańska partia zgody?

Panie Jarosławie Kaczyński, nie warto tracić siły na burzenie murów, wystarczy ich nie stawiać.

Niech Pan porzuci te kolumny samochodów z alarmowymi przenośnymi pancernymi płotami, jeżdżącymi za Panem i Pańskimi współpracownikami wszędzie, gdzie spotykacie ludzi, te bataliony ochroniarzy, pancerne limuzyny dla każdego „Misiewicza” PiS-u, ten przemysł pogardy dla prawdy, zgromadzony w zawłaszczonych mediach publicznych, tych ogarniętych otępieniem urzędników i zaślepionych wyznawców.

Panie Jarosławie,

dlaczego Pan oskarża innych, a nie siebie, za wrogość i budowanie podziałów, za, jak to Pan określił, wojnę totalną. Mam wrażenie, że to Pan ma inicjatywę, to Pan atakuje, to Pan szczuje i zawłaszcza dla siebie wszystko, nawet wiarę w odmianie smoleńskiej, w której Bóg, który jest miłością, kocha tylko faszystów, rasistów i oczywiście Pana.

To Pan doprowadził opozycję do wymuszonej obrony, która dopiero zwiera szeregi, aby się Pańskiej agresji przeciwstawić.

Panie Jarosławie Kaczyński, ale ma Pan tupet!

Najbardziej jaskrawo widać Pańskie igraszki na głupocie Polaków w sprawie patriotyzmu. Dla Pana autorytetami są kłamcy smoleńscy, zdrajcy narodowi, przestępcy ministerialni… Tacy trwają na stanowiskach.

Dał Pan sobie prawo do dzielenia i wskazywania, która polska krew jest godna, a którą trzeba opluć i zbezcześcić.

Tymczasem wszystkie autorytety, których wartość płynie z wiedzy, doświadczenia i historii ich życia, są dla Pana śmiertelnymi wrogami. Tak bardzo boi się Pan, aby tylko cząstką siebie nie zakryli Pana najniższych cech człowieka nieprzystosowanego do normalnego życia.

Zniszczył Pan dyskusję polityczną, więc w praktyce nie istnieje ani sejm, ani senat, skompromitował Pan Polskę na arenie międzynarodowej, a z urzędu Prezydenta RP zrobił Pan

Teraz rządzi Pan dekretami i apeluje o zgodę. Jaką zgodę?

Na dalsze otępianie polskich dusz, na zawłaszczanie państwa, na zamordyzm, na dyktaturę ciemności i zdrady narodowej, na dalszą kompromitację międzynarodową?

Panie Jarosławie Kaczyński, jeśli nie chce Pan wojny, to niech Pan jej nie prowadzi.

Rok temu, kiedy po raz pierwszy dał Pan jasno do zrozumienia, że chce Pan wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej i zaproponował, że będziemy „samotną wyspą szczęśliwości”, napisałem do Pana, że do niej nie pasuję i lepiej, żeby mnie Pan zostawił, gdzie jestem, bo nie chcę Pańskiej oferty (załączam tamten tekst, który nie stracił na aktualności).

 

 

Myślę, że i teraz chciałbym pozostać za murem, którym Pan się oddziela. Pańska oferta, że wielu: „przejdzie na naszą stronę, poza tymi najbardziej chorymi, najbardziej zaciekłymi” mnie nie interesuje.

Niech Pan zostanie za tym coraz wyższym murem ze swoją wojną, kłamstwem, hipokryzją, faszyzmem, fanatyzmem, propagandą pogardy dla ludzkich postaw…, ja wolę zastać tym „najbardziej chorym i zaciekłym”, ale poza Pana murem.

 

Pozostając zawsze z życzliwą radą,

 

Adam Mazguła

 

PS. Ten i inne podobne teksty może Pan znaleźć w książce „Adam Mazguła, żołnierz gorszego sortu”. Gorąco polecam.

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 


Duda domagając się reparacji wojennych, musi być świadomy, że „spowoduje to dyskusję o przesunięciach terytorialnych”

Wprowadzając do dyskusji dyplomatycznej temat reparacji wojennych, Polska musi być świadoma, że spowoduje to dyskusję o powojennych przesunięciach terytorialnych – pisze „Tagesspiegel”.

1 września 1939, Niemcy wkraczają do Polski (propagandowe zdjęcie pozowane). Fot. Wikipedia

Cień na niemiecko-polskie konsultacje międzyrządowe w tym tygodniu rzucają wypowiedzi polskiego prezydenta Andrzeja Dudy na temat reparacji” – pisze Gerd Appenzeller w komentarzu opublikowanym na łamach dziennika „Tagesspiegel”. Autor wyjaśnia, że wysuwając swoje roszczenia Duda powołuje się na ekspertyzy byłego prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego, które stanowią jakoby dowód na to, że wyrządzone przez Niemcy wojenne szkody nigdy nie zostały naprawione. „Niemieckie stanowisko, że dla roszczeń reparacyjnych nie mogą istnieć podstawy prawne, spotyka się w oficjalnych kołach Polski z niezrozumieniem„– pisze Appenzeller.

Bez udziału Polski

Niemiecki dziennikarz przyznaje, że wcześniejsze międzynarodowe porozumienia, jak choćby Umowa Londyńska (Umowa o uregulowaniu niemieckich długów zagranicznych z 1953 r. – red.), były zawierane bez udziału krajów Bloku Wschodniego. „Niezależnie od materialnego aspektu żądań reparacyjnych, niemieckie okrucieństwa wojenne są nie tylko w Polsce, ale także we Włoszech i Grecji bardzo widoczne” – czytamy w „Tagesspieglu”. „Młoda Republika Federalna Niemiec odmawiała przyjęcia moralnej winy do wiadomości” – podkreśla autor.

Aspekt terytorialny

„W przypadku Polski, jeśli chodzi o świadczenia materialne, pewną rolę będą jednak musiały odegrać ogromne przesunięcia terytorialne między Rosją, Polską i Niemcami” – zaznacza autor. Polska nazywa te dawniej niemieckie tereny „odzyskanymi”. „Kto temat reparacji chce na poważnie znów wprowadzić do dyplomacji, ten musi być tego (terytorialnego aspektu) świadomy” – podkreśla Appenzeller.

 

REDAKCJA POLECA

 


5 rzeczy, które przekonają Cię do roweru elektrycznego

Rowery elektryczne są dostępne w sprzedaży już od wielu lat. Choć dopiero niedawno można zauważyć ich rosnącą popularność. Pierwszy rower elektryczny został zaprojektowany już w XIX wieku przez Ogdena Boltona Juniora. W tym modelu silnik znajdował się w piaście.

Rower elektryczny

Pierwszy rower elektryczny został zaprojektowany już w XIX wieku przez Ogdena Boltona Juniora

Od tego czasu rowery elektryczne znacznie się zmieniły, a ich popularność zdecydowanie wzrosła. Przede wszystkim znacznie staniały, dzięki temu niemal każdy może zakupić taki rower. Warto dodatkowo poznać 5 faktów, które niewątpliwie zachęcą Cię do zakupu.

Po pierwsze: ominiesz korki

W miastach problem zakorkowanych ulic jest bardzo duży. Nieraz trzeba wstawać zdecydowanie szybciej, aby dojechać do pracy, przy tym i tak spędzi się nawet godzinę w korku. Nie wspominając już o godzinach szczytu i powrotach. Te trwają naprawdę długo. Nieraz człowiek ma wrażenie, że jest w drugiej pracy. Jeżdżenie komunikacją miejską też nie jest dobrym rozwiązaniem, bo oczekiwanie na spóźniony autobus, czy tramwaj do miłych nie należy, a swoją drogą w korku i tak trzeba stać.

Dlatego pierwszą rzeczą, która zachęci Cię do roweru elektrycznego jest ominięcie korków. Dodatkowo nie trzeba martwić się o to, że się spocimy wszak silnik i wsparcie elektryczne rozwiąże ten problem. Warto tutaj zauważyć, że gdy więcej kierowców wybierze rower elektryczny to i ulice nie będą zakorkowane.

Po drugie: cegiełka dla środowiska

Bądźmy szczerzy stan powietrza nie jest najlepszy. Jak pokazują badania za taki stan rzeczy odpowiadają w dużej mierze samochody, a nie tylko opalanie piecem na węgiel. Smog towarzyszy nam niemal na każdym kroku. Warto zatem zadbać o ekologię i dołożyć swoją małą cegiełkę. Jak wiadomo smog przyczynia się do powstania wielu chorób, które obecnie można określić mianem cywilizacyjnych warto więc poświęcić tak niewiele i zrezygnować z jazdy samochodem, na rzecz roweru elektrycznego i poczuć tę satysfakcję, że smog „nie jest moją robotą”.

Po trzecie: bo liczy się oszczędność

Jeżeli argument o ochronie środowiska nie dociera do Ciebie, to zapewne rzecz, na którą zwrócisz uwagę to oszczędność. Wszak dojazd do pracy tani nie jest, a ceny paliwa niestety wciąż są coraz wyższe. Dobry rower elektryczny może przejechać nawet 150 km bez powtórnego ładowania, warto więc zastanowić się ile w tym czasie wydasz na paliwo.

Tym bardziej, że ciągłe zatrzymywanie się i jazda w korkach ekonomiczna nie jest, zatem i spalanie benzyny staje się coraz większe. Jeżeli wydajesz dużo na paliwo to rower elektryczny jest dla Ciebie, bo wystarczy pomyśleć, że korzystając często z samochodu trzeba liczyć się z dodatkowymi kosztami eksploatacji, a naprawa samochodu tania nie jest. Czy zatem trzeba Cię dalej przekonywać?

Po czwarte: dla zdrowia i miłego spędzania czasu

Jazda na rowerze jest również zdrowa. Wiadomo ruch jest ważny i idealnie wpisuje się w zdrowy styl życia. Zatem jazda na rowerze elektrycznym szczególnie polecana jest dla osób mających problem z krążeniem, którzy nie mogą zbytnio eksploatować organizmu. Również jazda na rowerze jest doskonałą rehabilitacją dla stawów, czy mięśni.

Zatem, dzięki napędowi elektrycznemu jednocześnie odciąża się stawy i mięśnie, zatem to dobry sposób, aby ćwiczyć, a jednocześnie pozwolić odpocząć organizmowi. Rowerowe wycieczki są przyjemnością, jednak gdy kondycja jest słaba, to już po kilku kilometrach, o ile nie po pierwszym można zdecydować się na wspomaganie, co oczywiście przyniesie ulgę, a jednocześnie następnego dnia nie musisz obawiać się zakwasów.

Po piąte: coś dla gadżeciarzy

Rowery elektryczne są również doskonałe dla gadżeciarzy. Przede wszystkim różnorodność wzorów i kolorów sprawia, że każdy znajdzie coś dla siebie, co spełni jego oczekiwania. Można tutaj postawić na dizajn roweru elektrycznego, czy też jego kolorystykę. Kolejną zaletą są aplikacje, które można ściągnąć. Dzięki nim można dzielić się przebytymi trasami i ilością przejechanych kilometrów. Tutaj można zainwestować w nowoczesne displaye. Oczywiście zaletą jest też fakt, że można poznać nowe osoby i zrobić sobie selfie z rowerem.

Zatem rowery elektryczne są doskonałym wyborem dla wszystkich, którzy chcą zaoszczędzić zarówno czas, jak i pieniądze. Kolejną zaletą jest aktywność fizyczna oraz fakt, że jazda na rowerze pozytywnie wpływa na zdrowie. Oczywiście nie bez znaczenie pozostaje również szeroki wybór.

 

 


„Urocze” – tak Andrzej Duda skomentował wspólną fotografię przywódców Rosji, Niemiec, Turcji i Francji

Swój komentarz „Urocze” Andrzej Duda zamieścił w niedzielę na Twitterze pod zdjęciem przywódców Rosji, Niemiec, Turcji i Francji – Władimira Putina, Angeli Merkel, Recepa Tayyipa Erdogana i Emmanuela Macrona.

Wspólna fotografia, na której Putin, Merkel, Erdogan i Macron trzymają się za dłonie była podsumowaniem rozmów czworga przywódców, które miały miejsce w Stambule na temat sposobów zakończenia trwającej od ponad 7,5 roku wojny domowej w Syrii, w której do tej pory zginęło ponad 400 tysięcy osób. W komunikacie przywódcy podkreślili konieczność rozpoczęcia procesu pokojowego pod auspicjami ONZ, trwałe zawieszenie broni oraz kontynuowania walki przeciwko terroryzmowi.

Andrzej Duda wspólną fotografię Władimira Putina, Angeli Merkel, Recepa Tayyipa Erdogana i Emmanuela Macrona skomentował słowem „Urocze”

Wpis Andrzeja Dudy natychmiast spotkał się z falą krytyki.

„Szukanie rozwiązania dla konfliktu zbrojnego w Syrii jest „urocze”? No tak, lepiej kręcić antyuchodźcze, rasistowskie spoty.” – odpowiedział Przemysław Szubartowicz.

„Nie sądzę, żeby taki komentarz w imieniu Prezydenta RP był na miejscu. Chyba, że równa Pan do poziomu żarówki. Albo stracił kontrolę nad kontem” – napisała Katarzyna Lubnauer.

„Niestety prezydent Duda kompletnie nie rozumie co przystoi prezydentowi Rzeczypospolitej. Ta prezydentura to żałosne nieporozumienie. Biurko Trumpa, żarówki, „Leśne Ruchadło”. Uczy się ten prezydent, ale bez postępów. Raczej regres.” – ocenił Tomasz Siemoniak.

 

(df) thefad.pl

 


Dariusz Stokwiszewski: Co dalej z Polską i z nami?! Czas nam się kończy…!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Opierając się na tym, co wydarzyło się podczas ostatnich wyborów proponuję, abyśmy się wszyscy poważnie zastanowili nad tym, dlaczego populizm, zwyczajne chamstwo, obłuda i prostactwo wygrały

 

Opierając się na tym, co wydarzyło się podczas ostatnich wyborów proponuję, abyśmy się wszyscy poważnie zastanowili nad tym, dlaczego populizm, zwyczajne chamstwo, obłuda i prostactwo wygrały.

Z jednej strony mamy taką oto sytuację, że w mediach społecznościowych głównie, ale nie tylko, przebija się antypisowska retoryka i krytyka działań tej destrukcyjnej partii, co słychać też na „ulicy”. Każdy, kto ma rozum widzi, że „szaleństwo tej władzy” stało się trwałym sposobem na rządzenie oraz manipulację nami, społeczeństwem. Z drugiej, pozycja owego szaleństwa umacnia się nie tylko w realu, ale także w polskich sercach i umysłach. Nie utożsamiam tego z naszą akceptacją; ot po prostu, coś zapada w ludzką świadomość i na długo tam pozostaje. To aberracja lub jak kto woli – odlot! Trzeba nam chyba tego, abyśmy zajrzeli w głąb własnych umysłów i dokonali pewnego rachunku sumienia, który odsłoni nam samym nasze wnętrza. Tak więc bardziej chodzi mi tutaj o pobudzenie nas wszystkich do konstruktywnej refleksji niż do „obnażania się” z tego, czego byśmy mówić nie chcieli.

To, jaka jest dzisiejsza rzeczywistość każdy widzi i choć postrzega ją często różnie, to gdzieś w duszy wie, że robi tak czy inaczej dlatego, że …, i tutaj całe mnóstwo różnych tłumaczeń mających uspokoić nasze sumienia, które w ten sposób stają się „czyste”, bo nieużywane! „Sprzedaję się” temu bądź owemu, ale mam swój powód: muszę utrzymać pracę, boję się o swoje dzieci, nie chcę być wytykany palcami, jako mąciciel, chcę, aby mnie lubili, nie mogę odmówić, bo mi głupio, gdyż oni dali mi zarobić etc. Tuż po tak odprawionej pokucie czujemy się już lepsi, bardziej oczyszczeni i usprawiedliwieni. No dobrze; wstęp trochę nudny, ale chyba potrzebny.

 

To fragment postu (jest ich więcej) znajomego z FB – Marka M.: „(…) Jako zwykły obserwator powiem tylko, że w Polsce i innych krajach przejęli inicjatywę ludzie intelektualnie zaniedbani (wyborcy i wybrani). Za stan narodu i państwa powinni zawsze odpowiadać mądrzejsi, ale w Polsce ich aktywność społeczna i wyobraźnia totalnie zawiodła. Nawet dzisiaj ich uczestnictwo w życiu narodu jest symboliczne. A więc na kim ten naród ma się oprzeć? Kto ma ten naród pogodzić? Kto ma ten naród przekształcić również w sprawne, mądre społeczeństwo? Kto ma wskazać polskiemu Kościołowi jego właściwe miejsce w państwie? Na pewno nie ‘inteligencja uśpiona’. Naszym największym grzechem jest nasza aspołeczność! (…)”.

 

I drugi, Ewy: „(…) Czytałam niedawno artykuł o prof. Sadurskim, który chce powołać coś na kształt obywatelskiego Trybunału Stanu, oskarżając kamarylę Kaczyńskiego, a jego za sprawstwo kierownicze i myślę, że to nie jest zły pomysł. Wszak TS dla tych zdrajców nie doczekamy się nigdy, bo ‘polityczni pomagierzy’ wymienią się tylko stołkami. Tak naprawdę nic się nie zmieni (…)”! Ileż w tym prawdy…?!

A zatem ad rem (czyli do rzeczy)! Nie jest moim zamiarem opisywanie przeszłości ani teraźniejszości, bo i ja i inni robimy to na co dzień. Zamierzam zastanowić się na tym, co należy zrobić, aby tę ostatnią zmienić na normalność. Zasadnym jest zatem ustalenie tego, przy pomocy jakich narzędzi i środków. Zapyta mnie ktoś co mam na myśli pisząc to, na dodatek w jakiś zawiły, być może naukowy sposób. Nie, to tylko z pozoru jest tak skomplikowane.
Sytuacja w Polsce jest następująca: mamy dwie partie, kilkanaście małych niewiele lub nic nie znaczących, potem długo, długo nic i zwoływane ad hoc wszelakie manifestacje, marsze, protesty etc. I jak się w tym nie zagubić? Scena polityczna Polski wygląda tak, jak sytuacja z okresu dwudziestolecia międzywojennego tj. II RP. Nie zapominam tu jednak o inicjatywie tzw. „Ruchów ulicznych”, będących ogromną wartością dodaną w naszej rzeczywistości. I tu przejść chciałbym do meritum. Polaków jest około 38 mln; jesteśmy pod tym względem w czołówce największych państw UE. Czy w ślad za tym, tak wielkie jest także nasze znaczenie w tej wspólnocie? Od trzech lat, już niestety nie! Dlaczego? Wiemy; rządzą nami ludzie nienawidzący nie tylko UE, ale każdego, kto nie jest z „nimi na froncie walki w niszczeniu państwa polskiego”! Polska zaczyna się już nie tylko nam jawić, jako eklektyczne „połączenie” (a to już sprzeczność sama w sobie) komunizmu z narodowym socjalizmem o odchyleniu faszystowskim (parasol ochronny władzy nad środowiskami nacjonalistów).

*

Jaką zatem drogę wybrać i środki podjąć, by do Polski powróciła normalność? Abyśmy ponownie stali się państwem szanowanym i znaczącym, nieobśmiewanym od Wschodu po Zachód! To jest najistotniejsza kwestia, którą poddaję pod rozwagę w tym tekście, ale nie zostawiam was samych sobie, i podaję pewne konkrety niezbędne do zajęcia przez was stanowiska. Otóż w tak dużym kraju, jak nasz Polską rządzą dwie partie, każda po około 30 – 40 tysięcy ludzi. Na ich czele stoją ci sami co 20, 30 lat temu ludzie. Czy nie jest zatem tak (jak stwierdziła już powyżej Ewa), że obie te partie (plus PSL, ale to specyficzna grupa) są najbardziej zainteresowane w utrzymaniu obecnego status quo?! Potraktujcie to pytanie, jako coś, co ma istotne znaczenie dla przyszłości naszego kraju i zastanówcie się nad tym, czy tak być powinno ¬– może uznacie, że tak. Oczywiście naiwnością jest sądzić, że polityka bez partii jest możliwa i to nie dlatego, że jest tak potrzebna, ale dlatego, że politycy nie odpuszczą. Jednak czy nie należałoby sceny politycznej odświeżyć z zaszłości i naleciałości tamtej jeszcze epoki?!

Nie bez kozery wspomniałem o ruchach ulicznych i bezinteresownej działalności wielu przyzwoitych ludzi, z których wielu znam osobiście. Kto, jak nie oni organizował wiece i manifestacje pod SN, czy Sejmem i Senatem, w których sam brałem udział? To nie partie, choć przywódcy „wpadali tu na sweet focię”, aby oddalić się następnie do swych parlamentarnych obowiązków – głównie wywiadów na sejmowym/senackim korytarzu! To oni, ci z ulicy powinni zostać docenieni, znaleźć miejsce w polityce i mieć wpływ na jej kształt. Formy tego wpływu, to rzecz wtórna w tym momencie.

Nie chcę więcej pisać, aby nie zniechęcać do lektury osób nieprzepadających, za taką jak tą formą publicystyczną, ale dodać muszę rzecz jedną. Już od dawna moje duże zdziwienie budzi pewna rzecz. Kiedy się samemu uczestniczy w ulicznych pochodach czy protestach, to na myśl przychodzi najpierw refleksja, a po niej pytanie. Ta pierwsza dotyczy tego, że w tych wydarzeniach większość stanowią ludzie spoza Warszawy. To pytanie już nasuwa się samo: dlaczego tak się dzieje? Niech mi wybaczą Ci wszyscy, którzy są „duszą” tych działań, ale czy nie byłoby lepiej i skuteczniej, gdyby więcej mieszkańców stolicy zechciało pokazać to, jak bardzo kochają swoje miasto? Bo, tego, że kochają jestem pewien! Stańmy się bardziej aktywni, a wszystko może powrócić jeszcze do względnej równowagi!

 

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Adam Mazguła: Hejt. „Mam nadzieję, że umrzesz Ty jak i Twoja rodzina. Antypolski śmieciu..”

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Jak przyznał M. Kuchciński, przekaz jest dopasowany do niskiego stopnia inteligencji odbiorców PiS. Jak niskiego stopnia, każdy widzi.

 

Kocham moich rodaków i wierzę w ich człowieczeństwo. Często jednak zastanawiam się, jak łatwo nimi manipulować szczególnie wtedy, gdy niesiony przekaz jest agresywny, a odbiorcy są zagubieni w swoim analfabetyzmie postrzegania świata.

Wybitnym w tym względzie propagandowym geniuszem kłamstwa, Goebbelsem naszych czasów jest prezes TVP, wspierany przez medialne imperium zła, jakim jest szkoła T. Rydzyka i prasa braci Karnowskich.

Ilość tych kłamstw, które „ciemny lud kupuje” jest zdumiewająca. Jak przyznał M. Kuchciński, przekaz jest dopasowany do niskiego stopnia inteligencji odbiorców PiS. Jak niskiego stopnia, każdy widzi.

Jacek Kurski i jego przemysł propagandowy PiS-u okalecza ludzkie umysły na lata i nie wiadomo jak groźną hydrę pielęgnuje. Nie ma już pytania czy, ale kiedy ich budowana nienawiść zostanie skonsumowana w wybuchu nastrojów społecznych, w jakiejś narodowej wojnie domowej.

Ile jeszcze J. Kurski zamorduje polskich umysłów, ilu ludzi zamorduje w sensie dosłownym, obyśmy nigdy nie zobaczyli.

Przykładów efektów tej zabawy propagandą nienawiści, którą sami zainteresowani nazywają ciężką pracą jest bardzo wiele. Mnie szkalują kłamstwami publicznymi i manipulacją już 3 lata. Myślę, że wszyscy je znają. Jestem pewien, że każdy może przykładami sypać jak z rękawa obfitości. Posłużę się jednak jednym z takich przykładów dla zobrazowania problemu.

Adam Mazguła: Hejt. "Mam nadzieję, że urzesz Ty jak i Twoja rodzina. Antypolski śmieciu.."

Brawo mordercy młodych umysłów, bogowie nienawiści i kłamstwa, J. Kaczyński, J. Kurski, T. Rydzyk, bracia Karnowscy…

Polska wam tego z pewnością nie zapomni.

 

Adam Mazguła

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum.

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>