Rafał Sulikowski: Świat w liczbach. To robi wrażenie!

Rafał Sulikowski
Ludzkość liczy około 102 tysiące lat, a w tym całym okresie przez planetę przewinęło się dotąd około 100 miliardów ludzi, którzy zmarli plus obecne 7 miliardów.
Istnieje wiele stron statystycznych, ale spośród nich wyróżnia się Worldometers, na której możemy śledzić na bieżąco, w czasie rzeczywistym najważniejsze procesy, jakie w cyklu dobowym zachodzą na całym globie.
Obecna, czyli dzisiejsza liczba populacji światowej wynosi 7.657.739 i z każdą sekundą rośnie w liczbie około 5 osób. W tej samej sekundzie umierają średnio 2-3 osoby.
Portal podaje, że w 2018 do dziś urodziło się 112. 489 osób, a tylko dziś do tej chwili ponad 224 tysiące, a zmarło odpowiednio w 2018 do dziś 46.592 osób, a tylko dziś do chwili obecnej ponad 93 tysiące osób. Po odliczeniu zgonów w 2018 populacja urosła netto o 65.897 osób, a dzisiejszy wzrost netto (liczba urodzeń minus liczba zgonów) to już ponad 132 tysiące osób.
7 miliardów ludzi, populacja osiągnęła 31.10. 2011 roku, czyli prawie 7 lat temu. Przewiduje się, że 8 miliardów ludzkości osiągnie za 5 lat w 2023 roku, 9 miliardów w 2037, a 10 miliard stuknie nam w roku 2055.
W samym tylko 40-leciu między rokiem 1959 a 1999 populacja ludzka podwoiła się z 3 miliardów do 6 miliardów, a obecnie rośnie w tempie 1.09% rok do roku.
Największy dotychczasowy rekord przyrostu miał miejsce w późnych latach 60tych, kiedy wzrost netto wynosił 2.09%. Obecnie przyrost spada i przewiduje się, że będzie nadal spadał, by w roku 2052 wynieść 0.50%, a około roku 2100 tylko 0.09%.
Ludzkość liczy około 102 tysiące lat, a w tym całym okresie przez planetę przewinęło się dotąd około 100 miliardów ludzi, którzy zmarli plus obecne 7 miliardów.
Żeby unaocznić sobie geometryczny postęp przyrostu populacji, powiedzmy, że do roku 1800 ludzkość osiągnęła dopiero 1 miliard ludzi, a już przez następne 130 lat osiągnęła 2 miliardy, co znaczy, że pierwszy miliard zajął nam ponad sto tysięcy lat, a kolejny… 130 lat do roku 1930. Kolejny miliard osiągnęliśmy w roku 1960, a czwarty miliard w 1974, a zaledwie 13 lat później w 1987 było nas już 5 miliardów. W przeciągu całego XX wieku ludzkość wzrosła z 1.65 miliarda w 1900 roku do 6 miliardów w roku 1999.
W Polsce co roku rodzi się około 350 tysięcy dzieci, a umiera około 320-330 tysięcy. Mniej więcej więc każdej doby w naszym kraju rodzi się tysiąc dzieci, a tysiąc osób umiera bądź ginie w wypadkach.
Na świecie mamy około 220 państw, więc średnio w każdym z nich dziennie rodzi się i umiera dwa tysiące osób z niewielką, coraz mniejszą przewagą narodzonych, tak, że jeszcze przyrost naturalny jest dodatni, ale zapewne już w niektórych krajach, np. starzejącej się Europy jedynie ledwie prostą zastępowalność pokoleń (=2.1 dziecka na jedną kobietę).
To był dział statystyki populacji. Teraz przejdźmy do działu ekonomii, gdzie można przeczytać, że w 2018 do dziś wyprodukowano ponad 60 tysięcy nowych samochodów, ponad 118 tysięcy rowerów i ponad 206 tysięcy komputerów (łącznie z PC, laptopami, netbookami, etc.).
Portal podaje też dzienne kwoty przeznaczane na zdrowie publiczne, publiczną edukację oraz wojskowość i są to odpowiednio dzienne kwoty rzędu prawie 9 miliardów dolarów, ponad 6 miliardów dolarów oraz prawie 3 miliardy dolarów na całym świecie.
Kolejnym działem jest media oraz społeczność.
I tak na świecie opublikowano ponad 2 miliony nowych tytułów książkowych wliczając książki papierowe, e-booki oraz audio-booki.
Dziś tylko na całym świecie krąży 300 milionów gazet i prasy cyklicznej, a tylko dziś sprzedano na świecie 3 miliony 778 tysięcy telefonów komórkowych; ponad 172 miliony dolarów kosztowała dziś aktywność internautów grających w różne gry video i komputerowe.
Jeśli chodzi o najciekawsze pytanie, czyli ilu ludzi jest podłączonych już do Internetu to liczba ta obecnie przekracza 4 miliardy ludzi, czyli więcej niż obecna połowa populacji. Wysłali oni tylko dziś 153 miliardy (!) e-maili, opublikowali ponad 3.5 miliona wpisów i postów blogowych, a na Twitterze wysłali 444.5 miliarda tweetów.
W Google, najważniejszej wyszukiwarce internauci wpisali 3 miliardy 792 miliony zapytań i haseł, a jest dopiero godzina 15.00.
Idźmy dalej, a kolejnym obszarem jest środowisko. Jeśli chodzi o lasy, to tylko w 2018 roku (do dziś) straciliśmy na Ziemi 4.155.709 hektarów lasów, a erozja gleby liczona w hektarach wynosi 5.594.708 ha, natomiast całkowita tegoroczna emisja dwutlenku węgla do atmosfery (CO2) to aż prawie 32 miliardy (!) ton. Nikt mi nie powie, że taka ilość nie ma żadnego wpływu na globalne ocieplenie. Jeśli chodzi o pozostałe toksyczne związki z tablicy Mendelejewa to wyemitowaliśmy do środowiska prawie 8 milionów ton toksycznych związków chemicznych.
Teraz trochę o wyżywieniu populacji.
Na świecie żyje ponad 831 milionów ludzi niedożywionych lub wręcz głodujących, a ponad półtora miliarda cierpi na nadwagę. Tylko dziś, gdy piszę te słowa, na świecie z głodu zmarło ponad 22 tysiące ludzi.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z dostępem do wody pitnej – ponad 859 milionów ludzi go w ogóle nie ma, a ponad 672 tysiące w 2018 zmarło z powodu chorób przenoszonych złej jakości wodą, niezdatną do użytku.
Ogólnie w 2018 na świecie skonsumowano prawie 9 miliardów milionów litrów wody pitnej oraz przemysłowej.
Jeśli chodzi o zdrowie populacji,
to w wypadkach na całym świecie zginęło w 2018 dotąd ponad 10 milionów ludzi, a śmiertelność dzieci poniżej 5 r.ż. wyniosła ponad 6 milionów; ponad 40 mln ludzi żyje z zespołem HIV/AIDS, z czego w tym roku zmarło 1 mln 300 tysięcy zarażonych, 6.5 mln zmarło na raka, 783 tysiące na malarię, prawie 4 mln uśmierciły papierosy, a blisko 2 mln uśmiercił alkohol; kolejny milion ofiar to ponure żniwo wypadków komunikacyjnych, głównie drogowych.
W 2018 dokonano 33.5 mln aborcji, a 246 tysięcy matek zmarło przy porodzie; ponad 850 tysięcy ludzi na całym świecie w 2018 popełniło samobójstwo.
Tylko w dniu dzisiejszym wypalono 11 miliardów papierosów, a kwota wydana w tym roku na nielegalne substancje psychoaktywne wynosi ponad 319 miliardów dolarów.
I ostatnie, bardzo istotne dane, tym razem z zakresu energii: za około 45 lat skończy się ropa naftowa (16.309 dni), 58.254 dni pozostało do końca złóż gazu ziemnego, a zapasy węgla kamiennego oblicza się jeszcze na około 149.423 dni.
Bardzo polecam tę stronkę, można na bieżąco obserwować najważniejsze parametry życia ziemskiego. I mieć nadzieję, że ludzkość poradzi sobie wreszcie z największymi problemami, od czego zależy nasze być albo nie być.
Rafał Sulikowski
TSUE zawiesza stosowanie zmian przepisów o Sądzie Najwyższym.Czy władze Polski posłuchają?

Tomasz Bielecki
Trybunał Sprawiedliwości UE zdecydował o zawieszeniu czystki emerytalnej w Sądzie Najwyższym. Sędziowie już wypchnięci na emerytury (za pomoc obniżenia wieku przechodzenia w stan spoczynku) mają być przywróceni do pracy.
Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE) – zgodnie ze swymi zasadami proceduralnymi – czeka na oficjalne ogłoszenie swego postanowienia o środkach tymczasowych do czasu jego doręczenia stronie polskiej. Gdyby TSUE korzystał z elektronicznego systemu e-curia, a polscy urzędnicy nie otwierali przesyłki, to za dzień doręczenia uznaje się dopiero siódmy dzień po dniu wysłania wiadomości z postanowieniem TSUE. Z naszych informacji wynika jednak, że TSUE będzie próbować doręczyć postanowienie także klasyczną drogą. Decyzja obowiązuje od momentu jej doręczenia stronie polskiej.
– TSUE przychylił się do wniosku Komisji Europejskiej o zarządzenie środków tymczasowych, czyli przywrócenie Sądu Najwyższego do sytuacji sprzed 3 kwietnia, kiedy weszła w życie ustawa o Sądzie najwyższym – skomentował w mediach społecznościowych prof. Laurent Pech, specjalista od prawa unijnego w University of Sussex.
Postanowienie o środkach tymczasowych, które podjęła wiceprezes TSUE Rosario Silva de Lapuerta, nie przesądza o ostatecznym wyroku, na który przyjdzie poczekać miesiące. Ale do zarządzenia środków tymczasowych przez TSUE trzeba „fumus boni iuris”, czyli wstępnego przekonania Trybunału, że skarga jest niepozbawiona poważnych podstaw.
TSUE nakazał Polsce zawieszenie przepisów o wysyłaniu sędziów Sądu Najwyższego na emeryturę w wieku 65 lat (zamiast 70 lat), przywrócenie sędziów już wypchniętych na emerytury do pracy w SN na warunkach sprzed kwestionowanej ustawy, wstrzymanie działań w celu nominacji nowych sędziów na miejsce wypchniętych na emeryturę, a także wstrzymanie działań w celu wyznaczenia nowego I prezesa Sądu Najwyższego lub kogoś pełniącego jego obowiązki. Polskie władze twierdzą, na podstawie kwestionowanej ustawy, że kadencja obecnej I prezes Małgorzaty Gersdorf się skończyła. Polska ma co miesiąc przekazywać Komisji Europejskiej sprawozdania z wykonywania postanowienie o środkach tymczasowych.
Czy Polska posłucha?
Polska wysyłała dotychczas niejasne sygnały co do swej gotowości do podporządkowania się decyzjom TSUE w sprawie Sądu Najwyższego. – Pomimo wielokrotnych pytań zadawanych stronie polskiej nadal nie znam jasnej odpowiedzi, czy władze Polski podporządkują się TSUE – powiedział I wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans po dyskusji Rady UE o Polsce w ostatni wtorek (16.10.2018) w Luksemburgu. Minister ds. europejskich Konrad Szymański podczas obrad ze swymi kolegami z innych krajów Unii zwykł przypominać, że Polska ma doświadczenie wypełniania nawet trudnych czy kosztownych orzeczeń Trybunału w Luksemburgu, ale zarazem unikał jednoznacznych deklaracji co do „hipotetycznych sytuacji” w przyszłości.
– Myślę, że Szymański po prosto sam jeszcze nie wie, jaka będzie decyzja Warszawy – tłumaczył nam w tym tygodniu zachodni dyplomata zajmujący się w Brukseli tematem praworządności w Polsce.
Decyzji Komisji Europejskiej o wniesieniu skargi towarzyszyły obawy, że władze Polski zechcą wykorzystać polski Trybunał Konstytucyjny pod kierownictwem Julii Przyłębskiej do generowania orzeczeń podważających decyzje TSUE (czy też przepisy traktatowe, na których są oparte) jako sprzecznych polską konstytucją. Już w tym tygodniu prokurator generalny (i minister sprawiedliwości) Zbigniew Ziobro wniósł do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niekonstytucyjności zapisów Traktatu o Funkcjonowaniu UE dotyczących pytań prejudycjalnych do TSUE (pytań o wiążącą interpretację przepisów UE), jeśli dotyczą ustroju sądownictwa oraz postępowań przed sądami w krajach unijnych. Niektórzy z naszych rozmówców w Brukseli obawiają się, że to przygrywka do kolejnych wniosków Ziobry do Trybunału Konstytucyjnego wymierzonych w zapisy traktatu o skargach Komisji Europejskiej, jeśli dotyczą sądownictwa krajów członkowskich (a zatem i polskiego Sądu Najwyższego).
Polski precedens przed TSUE
Pozwanie Polski w sprawie Sądu Najwyższego to pierwsza skarga w historii Unii, w której Komisja Europejska powołała się na złamanie artykułu 19 Traktatu o UE, który zobowiązuje kraje członkowskie do „ustanowienia środków zaskarżenia niezbędnych do zapewnienia skutecznej ochrony sądowej w dziedzinach objętych prawem Unii”. Ponadto przywołała Kartę Praw Podstawowych, która w artykule 47 stanowi, że „każdy, kogo prawa i wolności zagwarantowane przez prawo Unii zostały naruszone, ma prawo do skutecznego środka prawnego przed sądem”, a również „każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia jego sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd”.
Ta skarga jest zatem oparta na – kwestionowanym przez władze Polski – założeniu, że sędziowie polscy są jednocześnie sędziami Unii, bo orzekają m.in. na postawie i w zakresie prawa unijnego. A skoro są sędziami Unii, to instytucje UE (w tym TSUE) – jak przekonuje Komisja Europejska – są uprawnione do zajmowania się niezawisłością polskiego wymiaru sprawiedliwości. Takiej samej wykładni TSUE użył po raz pierwszy w lutym tego roku w uzasadnieniu swego orzeczenia dotyczącego sporu o płace sędziów w Portugalii, ale wtedy był to argument niejako pomocniczy. I dopiero sprawa polskiego Sądu Najwyższego to prawdziwy precedens, bo odwołuje się wprost na takiej wykładni art. 19 Traktatu o UE, która modyfikuje twierdzenia, że sądownictwo jest wyłączną kompetencją krajów UE (a nie jest w ogóle kompetencją wspólnotową).
Gdyby sądownictwo było – jak przekonują władze Polski – wyłączną kompetencją krajów, to Unia mogłaby dochodzić swych racji w kwestii Sądu Najwyższego tylko w ramach „politycznego” artykułu 7 Traktatu o UE (do sankcji trzeba jednomyślności pozostałych krajów Unii), a nie na drodze zwykłego postępowania przeciwnaruszeniowego. Postępowanie przeciwnaruszeniowe kończy się skargą do TSUE, a potem rozstrzygnięciem przez apolitycznych i niezawisłych sędziów TSUE, a nie – jak w postępowaniu z artykułu 7 – poprzez głosowania przedstawicieli państw członkowskich Unii w Radzie UE oraz w Radzie Europejskiej.
REDAKCJA POLECA
Komisja Europejska oddała 12 tysięcy darmowych biletów dla młodych Europejczyków

(DW, dpa / jak)
Komisja Europejska oddała na potrzeby młodych obywateli UE dodatkowo 12 tysięcy darmowych biletów. Od 29 listopada do 11 grudnia, mogą się o nie ubiegać wszyscy 18-letni obywatele UE i dzięki temu poznać swój kontynent.
Uczestnicy tego programu otrzymają bezpłatne bilety kolejowe, autobusowe i na przeprawy promowe. Za nocleg i wyżywienie muszą zapłacić z własnej kieszeni. Program „DiscoverEU” ma na celu umożliwić unijnej młodzieży wyjście poza swoje najbliższe otoczenie. Opiera się na inicjatywie proeuropejskich aktywistów, którzy chcieli każdemu obywatelowi UE podarować na 18. urodziny bilet Interrail, by dzięki temu mogli zapoznać się z bogactwem kulturowym naszego kontynentu i jego mieszkańcami.
Młodzi podróżnicy wystąpią w roli europejskich ambasadorów i mają za zadanie poinformować swoich rówieśników o przeżyciach i wrażeniach. Mogą to uczynić korzystając z mediów społecznościowych albo podczas odczytów w swojej szkole. Warunkiem ubiegania się o darmowy bilet w ramach programu „DiscoverEU” jest uzyskanie pełnoletności w bieżącym roku.
Dobre doświadczenia z pierwszej rundy programu „DiscoverEU”
Latem tego roku zrealizowano pierwszą rundę programu „DiscoverEU“. Darmowe bilety kolejowe, autobusowe i promowe uzyskało w niej 15 tysięcy młodych obywateli Unii Europejskiej.
„Usłyszeliśmy mnóstwo fantastycznych relacji od uczestników tego programu i jestem naprawdę bardzo szczęśliwy, że w przyszłym roku będziemy mogli zaoferować podobne doświadczenia jeszcze większej liczbie młodych ludzi“, powiedział unijny komisarz ds. edukacji, kultury, młodzieży i sportu Tibor Navracsics.
Komisja Europejsca zamierza wydatnie rozszerzyć program „DiscoverEU“. Jeśli uzyska zgodę Parlamentu Europejskiego i państw członkowskich UE, w latach 2021 – 2027 wyasygnuje na jego cele łącznie 700 mln euro. W ten sposób będzie można sfinansować około 1,5 mln darmowych biletów dla młodych Europejczyków, którzy bliżej poznają swój kontynent.
REDAKCJA POLECA
Eurobarometr: 87% Polaków docenia korzyści z członkostwa w UE
Aż 87% polskich respondentów uważa, że przynależność do Unii Europejskiej jest korzystna dla Polski – wynika z najnowszego unijnego badania opinii publicznej przeprowadzonego we wrześniu 2018.
Najnowszy Eurobarometr, badający stosunek obywateli państw członkowskich do UE, wskazuje na rosnące poparcie społeczne dla Unii Europejskiej. W 28 państwach członkowskich o korzyściach z przynależności do UE przekonanych jest 68% ankietowanych – jest to najwyższy wynik od 1983 roku.
Według badanych z Polski, członkostwo w UE korzystnie wpływa przede wszystkim na polski wzrost gospodarczy (46%, wzrost o 9 punktów proc. w porównaniu z badaniem z września 2017) oraz jakość życia w Polsce (36%). Unia otwiera ponadto przed polskimi obywatelami nowe możliwości zawodowe (42%). Nie bez znaczenia dla Polaków jest także unijna rola w utrzymywaniu pokoju i wzmacnianiu bezpieczeństwa oraz pozytywny wpływ przynależności do UE na bilateralne stosunki Polski z innymi państwami członkowskimi.
Gdyby w Polsce odbyło się referendum nt. pozostania lub wyjścia z Unii Europejskiej, aż 71% ankietowanych zagłosowałoby za pozostaniem w UE, a tylko 11% za opuszczeniem Unii. Średnia unijna to 66% za pozostaniem w UE i 17% przeciwko. Co ciekawe, 51% badanych z Wielkiej Brytanii zadeklarowało, że w referendum zagłosowałoby za pozostaniem w Unii. Na opuszczenie UE oddałoby swój głos 34% ankietowanych Brytyjczyków.
Przeważająca część polskich respondentów jest zadowolona z działania demokracji na poziomie unijnym (62%) i uważa, że ich głos liczy się w UE (54%).
Wizerunek Parlamentu Europejskiego
42% polskich badanych ma pozytywny obraz Parlamentu Europejskiego, 42% neutralny, a tylko 13% deklaruje posiadanie negatywnego zdania na temat PE. Dla porównania, w 28 krajach UE pozytywnie o Parlamencie myśli 32% badanych, 21% negatywnie, a większość (43%) neutralnie.
38% respondentów z Polski chciałoby, aby rola Parlamentu Europejskiego wzrosła, a 28%, aby była mniejsza (unijna średnia to odpowiednio 48% i 27%). Wartości, na rzecz których powinien działać Parlament Europejski, to według polskich ankietowanych przede wszystkim prawa człowieka na świecie, wolność słowa i solidarność pomiędzy państwami członkowskimi.
Wybory do Parlamentu Europejskiego w maju 2019
52% Polaków i 51% obywateli UE deklaruje zainteresowanie wyborami do Parlamentu Europejskiego. Polacy są coraz lepiej poinformowani o dacie wyborów. 41% ankietowanych prawidłowo odpowiedziało na pytanie, kiedy odbędą się najbliższe wybory do PE – jest to wzrost o 7 punktów procentowych w porównaniu z kwietniem 2018.
Tematy kampanii wyborczej budzące największe zainteresowanie w Polsce to gospodarka i wzrost gospodarczy (wzrost aż o 13 punktów proc. w porównaniu z kwietniem 2018), walka z terroryzmem, migracja (wzrost o 7 punktów proc.), bezpieczeństwo i obronność, zmniejszanie bezrobocia wśród młodych.
Komentarze
Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani skomentował rezultaty badania:
„W czasie, gdy finalizowane są szczegóły wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, te wyniki pozwalają nam zobaczyć szerszy obraz: obywatele coraz bardziej doceniają korzyści płynące z członkostwa w UE. Niemniej jednak, dużo pracy jeszcze przed nami. Współpraca i solidarność na szczeblu unijnym są niezbędne, by znaleźć rozwiązania dla problemów zwykłych Europejczyków”.
Guy Verhofstadt, przewodniczący Grupy Sterującej Parlamentu Europejskiego ds. Brexitu, dodał:
„Fakt, że 51% ankietowanych obywateli brytyjskich chce pozostać w UE, jest wyraźnym przypomnieniem o głębokich podziałach wynikających z decyzji o Brexicie. Musimy zbudować trwałą, bliską i długoterminową relację z Wielką Brytanią w formie szerokiej i pogłębionej umowy stowarzyszeniowej. Chociaż przygotowujemy się na wszelkie ewentualności, to wydaje się, że ani w Wielkiej Brytanii, ani w UE nie ma zbyt dużego apetytu na tak zwany twardy Brexit lub kosztowny scenariusz braku umowy. Mam nadzieję, że wynik negocjacji ostatecznie to odzwierciedli”.
O badaniu
W dniach 10-21 września firma Kantar Public przeprowadziła w Polsce 1,034 wywiadów bezpośrednich. W całej Unii Europejskiej w dniach 8-26 września przebadano 27,474 respondentów.
Biuro Kontaktowe Parlamentu Europejskiego w Polsce / Artykuł pochodzi ze strony EURACTIV.pl
Osuszacz powietrza – czy wiesz do czego może sie przydać?
Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z faktu, że tak naprawdę nasze powietrza niezwykle rzadko spełnia restrykcyjne wymagania naszego organizmu. Bardzo często bowiem zdecydowanie odstaje jakością od norm, do jakich przyzwyczajony jest nasz organizm.
Wynika to z wielu faktów. Po pierwsze – ewolucyjnie pochodzimy z jednego klimatu. Jesteśmy więc dostosowani do życia właśnie w nim. W ciągu krótkiego okresu rozprzestrzeniania się naszej cywilizacji nie zdołaliśmy się dostosować się całkowicie do wszystkich klimatów. Po drugie – ciągły rozwój cywilizacyjny również nie pozostawił złudzeń co do jakości powietrza. Jest ona coraz gorsza, a ma to oczywiście przełożenie na jego odpowiednią wilgotność.
W rezultacie bardzo rzadko dziś można spotkać się z powietrzem o właściwej zawartości wody. W zdecydowanej większości konieczna jest jego korekta. Czasem wymagają tego kwestie związane z naszym zdrowiem. Czasem zaś wymaga tego odpowiednia konserwacja naszych przedmiotów codziennego użytku.
Na naszym rynku dostępne są zarówno urządzenia znane jako nawilżacz powietrza jak i osuszacz powietrza. Jeśli interesuje Cię ranking, który podpowie, jaki osuszacz powietrza jest najlepszy, to od razu sugerujemy odwiedzić stronę https://topowe-agd.pl/osuszacz-powietrza/. Dzięki temu wybór odpowiedniego dla siebie rozwiązania będzie znacznie prostszy.My tymczasem w poniższym przeglądzie przyjrzymy się nieco bliżej urządzeniom znanym jako osuszacz powietrza.
Problem wilgoci – ogromne znaczenie i wpływ na nasze życie
Dla naszego organizmu szkodliwe jest zarówno powietrze zbyt suche, jak i zbyt wilgotne. Jest to dość oczywiste, jednakże nie wszyscy zdają sobie jeszcze sprawę z tego, z czego taki stan rzeczy wynika i co z tym faktem zrobić.Jeśli w Twoim otoczeniu powietrze jest zbyt suche, to konieczne może być jego nawilżenie. Suche powietrze bowiem wysusza naszą skórę oraz błony śluzowe. Wysuszenie skóry prowadzi do przyspieszenia jej procesów starzenia się, co przełoży się na szybciej pojawiające się zmarszczki. Z kolei przesuszenie błon śluzowych może wywoływać napady suchego kaszlu, swędzenie oczu oraz ataki astmy. Stąd też w wielu przypadkach zalecane jest stosowanie nawilżaczy powietrza.
Jednakże tak, jak powietrze może być zbyt suche, tak może być ono również zbyt wilgotne. Wpływ na to ma bardzo wiele czynników. Z jednej strony może to właśnie specyficzny mikroklimat sprawia, że w naszym domu lub mieszkaniu mamy zbyt wilgotne powietrze? Wystarczy tutaj utrudniony dostęp do słońca, na przykład w wyniku umiejscowienia lokalu od północnej strony budynku oraz bliskość dużej ilości drzew. Jak się zatem okazuje o taki stan rzeczy wcale nie jest tak trudno, jak mogłoby się wydawać.
Wilgotność powietrza ma często znacznie gorsze skutki, niż jego suchość. Są one bowiem znacznie intensywniej odczuwane przez nasz organizm i zdecydowanie szybciej się również pojawiają. I tak jeśli przebywasz długi czas w wilgotnym pomieszczeniu, to w pierwszej kolejności cierpią Twoje drogi oddechowe. Możesz się bowiem borykać z ciągłym katarem oraz mokrym kaszlem, niezależnie od tego, czy jesteś przeziębiony, czy też nie. Ma to oczywiście równie uciążliwe skutki jak astma lub alergia. Ponadto w większej wilgotności znacznie lepiej rozwijają się bakterie i grzyby. Oznacza to, że ryzyko stosownej infekcji jest w tym przypadku zwielokrotnione. Jeśli już mowa o grzybach, to rosną one zdecydowanie prężniej właśnie w miejscach wilgotnych. Dlatego też jeśli masz zbyt dużą wilgotność w mieszkaniu, to możesz się spodziewać ich wykwitu na ścianach.
Wilgoć ma również wpływ na psucie się artykułów sypkich, takich jak kasza, ryże, kawa czy herbata. Ponadto jej nadmiar ma niebagatelny wpływ na nasze ściany, a konkretnie stan farb i przyczepność tapet. Choć są to raczej warunki skrajne, to jednak mogą ulec uszkodzeniu w wyniku nadmiernej ekspozycji na wilgotne powietrze. Nie inaczej sprawa ma się z potencjalnymi dziełami sztuki i eksponatami, które mamy wystawione na zbyt wilgotne powietrze. Ulegają one bowiem zniszczeniu.
Wilgoć w powietrzu szkodzi również wydatnie naszemu sprzętowi elektronicznemu. O ile instalacja elektryczna jest często dość dobrze wyizolowana, o tyle komputery, laptopy, smartfony czy tablety, dzięki obecności głośników i wtyków ładowania, są często dość łatwo dostępne dla wilgotnego powietrza. Może to doprowadzić do zwarć i przepięć i w efekcie uszkodzić nasz sprzęt, który często był trochę warty.Warto również zwrócić uwagę, że wiele procesów technologicznych, które przeprowadza się w zakładach pracy (ale nie tylko), wymagają zachowania odpowiedniego poziomu wilgotności, w celu otrzymania produktów odpowiedniej jakości. Stąd też warto rozważyć, czy nasze działania nie wymagają właśnie zadbania o wilgoć w powietrzu na odpowiednim poziomie, gdyż ma to przełożenie na jakość wytworzonych produktów.Jest więc rzeczą oczywistą, że jeśli jest możliwość osuszenia powietrza, to powinniśmy z niej bezwzględnie skorzystać. Taką funkcjonalność oferują oczywiście osuszacze powietrza, czyli sprzęt coraz popularniejszy na rynku. Na czym dokładnie polega jego działanie? Przyjrzyjmy się temu bliżej w kolejnym akapicie.
Osuszacz powietrza – nowoczesny sprzęt o świetnym działaniu
Nowoczesne osuszacze powietrza pozwalają na bardzo dokładną dbałość o jakość powietrza w naszym otoczeniu. Ich zadaniem jest pochłanianie wilgoci i często robią to również w oparciu o nowoczesne czujniki i wskaźniki, dostosowujące poziom wilgotności do indywidualnych ustawień lub preferencji.Osuszanie odbywa się najczęściej w oparciu o jeden z dwóch schematów działania. Pierwszy stosują tak zwane osuszacze kondensacyjne. Poprzez obniżenie temperatury i mechanizm pochłaniania powietrza, wykorzystują one tak zwany efekt rosy. Woda skrapla się zatem w przeznaczonej dla niej miejscu, dzięki czemu jej zawartość w powietrzu znacznie spada. Taka konstrukcja osuszacza jest o tyle dobra, że jego eksploatacja jest zdecydowanie uproszczona. jedyne co musimy robić, to od czasu do czasu wymienić filtr powietrza, gdyż sam układ kondensacyjny jest mocno hermetyczny.
Drugim schematem działania jest zastosowanie tak zwanego zjawiska adsorbcji. Polega ono na tym, że wilgoć osadza się na powierzchni odpowiedniego związku, znanego właśnie jako adsorbent. Jest to znana reakcja chemiczna. Osuszacz domowy następnie skrapla wodę do stosownego pojemnika, z którego można go usunąć. W przypadku osuszaczy przemysłowych, koniecznie jest wdrożenie drugiego obiegu. Jak więc widać, osuszacze oferują bardzo sporą funkcjonalność i wiele możliwości. Jeśli zatem uważasz lub wręcz dostrzegasz, że masz problem z nadmierną wilgotnością to zdecydowanie warto wdrożyć zastosowanie tego rodzaju sprzętu u siebie. Efekty przejdą wszelkie Twoje oczekiwania, a możesz dzięki temu na przykład ocalić swój drogi sprzęt komputerowy. W przypadku innych, nie opisanych tutaj problemów, warto zwrócić się do specjalistów ze strony https://topowe-agd.pl/.
Rafał Sulikowski: Precedens w dziejach Kościoła: jezuici wypłacili milion odszkodowania

Rafał Sulikowski:
Jeśli Kościół jest jeszcze w minimalnym stopniu moralny, to nie czekając na lawinę pozwów samemu wychodząc naprzeciw ofiarom, odnajdując je i proponując każdej z nich zadośćuczynienie. A potem, gdy już sprawiedliwości stanie się choć trochę zadość - bo kasa zdrowia nie przywróci - Kościół powinien ogłosić samorozwiązanie. Po to właśnie, aby nigdy więcej...
Wczoraj (17 października 2018) w historii zakonu jezuitów, zwanym Towarzystwem Chrystusowym, a nawet w dziejach całego Kościoła katolickiego doszło do precedensu – na prywatne konto uwięzionej i gwałconej w młodości kobiety wpłynął okrągły milion złotych.
Towarzystwo już zapowiada kasację do Sądu Najwyższego, jednak znając zamieszanie w sądownictwie raczej nie dojdzie do zmiany decyzji sądu niższej instancji, nakazującej zarówno wypłacenie pieniędzy, jak i comiesięczną wypłatę renty dożywotniej w śmiesznej wysokości 800 złotych. To mniej więcej tyle, co przeciętna renta zusowska w Polsce. Stało się. Zarówno całe zło w życiu kobiety, jak i bezprecedensowym wyroku. Kobieta zresztą domaga się większych kwot, więc również prawdopodobnie się odwoła.
Tymczasem powstają pytanie. Jakie? Oto one.
Na usta ciśnie się pytanie główne: czy zasądzony wyrok będzie wyjątkiem? Czy tylko ta kobieta otrzyma odszkodowanie?
Sprawiedliwość każe, aby idąc wzorem jezuitów, Kościół zrobił indeks wszystkich osób skrzywdzonych przynajmniej w ostatnim 50-leciu i po kolei wypłacił im takie same pieniądze, a nawet wyższe, jeśli czyny karalne były dokonywane ze szczególną premedytacją i okrucieństwem. Tak każe moralność, którą tak chętnie wszędzie szermuje Kościół.
Nie wystarczy powiedzieć “przepraszam, no źle się stało, no wiecie, wszyscy jesteśmy tylko ludźmi”. Ofiary w większości mają zniszczoną psychikę i seksualność, o której tyle trąbi kościół. Mają zespoły stresu pourazowego ze strasznymi objawami, jak flash-backi, napady lęku panicznego, strach przed mężczyznami, obawa przed napiętnowaniem, wchodzenie w rolę prowodyra (częsty mechanizm, nawet sami księża bronią się bezczelnie mówiąc, “sama chciała”, albo “po co się tak ubierała”, itd.
Mają więc zniszczoną młodość, która miała być piękna, a nawet resztę życia, konieczność długoletnich terapii, zażywanie leków uspokajających, które zresztą nie są dobre, bo uzależniają przy długim stosowaniu. Mają złamaną linię życia, często są po prostu inwalidami psychicznymi, a nierzadko – somatycznymi.
Czy w takiej sytuacji, kiedy problem pedofilii kościelnej wreszcie wychodzi na jaw, a jawi się jako pandemiczny, wystarczy milion wypłacony pewnie po to, żeby można było powiedzieć: “no co, zadowoleni? Co się czepiacie, przecież zapłaciliśmy odszkodowanie!” i nie płacić pozostałym.
Tymczasem teraz wszystkie ofiary powinny zrobić coming out na całym świecie i zażądać takiego samego odszkodowania od Watykanu. Na biednego nie trafi. Jeśli Kościół jest jeszcze w minimalnym stopniu moralny, to tak uczyni i to nie czekając na lawinę pozwów, ale samemu wychodząc naprzeciw ofiarom, odnajdując je (często one boją się złożyć pozew, albo nie wiedzą jak) i proponując każdej z nich co najmniej takie samo zadośćuczynienie. A potem, gdy już sprawiedliwości stanie się choć trochę zadość – bo kasa zdrowia nie przywróci – Kościół powinien ogłosić samorozwiązanie. Po to właśnie, aby nigdy więcej…
Rafał Sulikowski
Adam Mazguła: Głosuj na kogo chcesz, ale głosuj!

Adam Mazguła
Zagłosuję na naszych aktywnych kolegów z protestów społecznych. Takich, którzy swoim honorem ręczą za wyznawane wartości, praworządność, zdolność do poświeceń i odwagę w głoszeniu poglądów. Dla mnie kandydatów do Rady Powiatu w Nysie jest dwóch: Ryszard Walawender i Grzegorz Samborski, a do Rady Miejskiej w Nysie - Zenon Kula
Jadę po ulicach mojego rodzinnego miasta i nadziwić się nie mogę. W każdym miejscu plakaty i banery kandydatów do władz samorządowych. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie te same z parciem na władzę twarze.
Myśl przebiega mi szybka: gdzie oni byli i gdzie są, gdy trzeba bronić niezależności sądów, gdzie byli, gdy kobiety walczyły o swoje prawa, gdzie byli, gdy faszyści maszerowali w asyście policji po ulicach Warszawy i innych miast.
Jadę po ulicach i wiem, że ani jedna, powtarzam: ani jedna, partia w moim mieście nie zrobiła żadnej akcji, żadnej aktywności przez 4 lata, ale na listach do wyborów są gotowi do reprezentowania społeczeństwa, głównie na międzynarodowych wyjazdach, rautach, podziałach naszych pieniędzy i kolacjach z kontrahentami. Wszędzie będą mieli szacunek i władzę.
Czy im też się to po prostu należy?
Kiedy dojechałem pod Sąd Rejonowy w Nysie, gdzie protestujemy codziennie od 105 dni przeciwko upartyjnianiu sądów, spotkałem zawsze tych samych, skromnych i zaangażowanych mieszkańców Nysy.
– Tyle plakatów, a gdzie Wasze? – zapytałem.
Zaległa cisza. Po chwili Ryszard Walawender skromnie odparł – ja kandyduję do Rady Powiatu z Forum Samorządowego.
Ryszard jest byłym wiceburmistrzem Nysy, inżynierem, człowiekiem niezwykle inteligentnym, rzeczowym i znającym problematykę miasta.
Potem równie skromnie przyznał się jeszcze Zenon Kula, że jest kandydatem Koalicji Obywatelskiej do Rady Miejskiej.
Zenek, to z kolei wulkan pomysłów i aktywności, przyjacielski i utalentowany muzycznie kolega, na którego zawsze mogliśmy w naszych protestach liczyć.
Lekko spóźniony dojechał jeszcze jeden uczestnik naszych protestów,
Grzegorz Samborski, kolega z niepełnosprawnością, który od lat walczy z barierami architektonicznymi, jest Radnym Miejskim, jednak kandyduje do Rady Powiatu.
Pozostali z naszej grupki aktywnych obywateli nie chcą kandydować do władz, albo nikt im nie zaproponował umieszczenia na liście. Są aktywni, zatroskani o los kraju i swoich bliskich, ale nie kombinują, śmiało jednak wygłaszają swój sprzeciw wobec partyjnego zawłaszczania kraju.
Pomyślałem, że jaka to nieuczciwa gra jest z tymi wyborami. Na pierwszych miejscach partyjnych list wyborczych ci, których nigdy nie było tam, gdzie trzeba było postawić się władzy dla dobra społecznego. Ludzie władzy lokalnej z napompowanym do granic możliwości ego, często bez kręgosłupa moralnego, ważni tylko w swojej zamkniętej partii. Nie widziałem ich nigdzie, gdy trzeba było odwagi i zaangażowania dla społecznego interesu. Jednak to oni sporządzają listy wyborcze.
Zagłosuję na naszych aktywnych kolegów z protestów społecznych. Takich, którzy swoim honorem ręczą za wyznawane wartości, praworządność, zdolność do poświeceń i odwagę w głoszeniu poglądów. Dla mnie kandydatów do Rady Powiatu w Nysie jest dwóch: Ryszard Walawender i Grzegorz Samborski, a do Rady Miejskiej w Nysie – Zenon Kula.
Aktywności pozostałych kandydatów na listach wyborczych jakoś nie odnotowałem w swojej pamięci.
– Adam, podnieś flagę – ktoś obudził mnie z zadumy. – Sądy są nasze i nie pozwolimy ich zawłaszczyć jednaj partii – dorzucił jeszcze do wszystkich.
Włączyłem mikrofon, ustawiliśmy flagi i baner „Wolne Sądy”. Rozpoczyna się 106 protest pod Sądem Rejonowym w Nysie.
Jeszcze jakiś młody człowiek podbiegł do nas z nowymi ulotkami.
– Zagłosujcie na nich! – Krzyknął.
– My mamy już swoich kandydatów. – Odpowiedziałem. – To Wy zagłosujcie, na ludzi odważnych.
– Dziękuję, lecę, bo muszę rozdawać ulotki i przekonywać wyborców. – Odpowiedział na pożegnanie.
Za chwilę plac przed sądem wypełniła „Oda do radości”, ale w nas przez chwilę radości jakby było mniej. Najważniejsze jednak, że pójdą głosować!
Adam Mazguła
Timmermans: sytuacja w Polsce się pogarsza. Mamy doniesienia o domniemanym zastraszaniu sędziów

Tomasz Bielecki
– Władze nie wykorzystały naszej skargi do TSUE, by wstrzymać nominacje sędziów Sądu Najwyższego. Przeciwnie, Polska przyspieszyła – powiedział Frans Timmermans unijnym ministrom w Radzie UE.
Unijni ministrowie w Radzie UE we wtorek już po raz szósty (od wszczęcia postępowania z art. 7 Traktatu o UE) dyskutowali o stanie praworządności w Polsce. Ocena Komisji Europejskiej, którą zaprezentował jej I wiceprzewodniczący Frans Timmermans, opisywała „pogarszający się stan praworządności” w Polsce. – Niestety, nie mogę być dzisiaj optymistyczny. Polska nie czeka ze zmianami w Sądzie Najwyższym i nominuje nowych sędziów SN. Ponadto mamy doniesienia o domniemanym zastraszaniu sędziów, którzy zwracają się z pytaniami prejudycjalnymi [o wiążącą wykładnię prawa unijnego] do Trybunału Sprawiedliwości UE – tak swą opinię tłumaczył Timmermans już po obradach.
Polski minister Konrad Szymański – wedle relacji świadka tej debaty w Radzie UE – miał tłumaczyć pozostałym ministrom, że nowi sędziowie Sądu Najwyższego zostali zaprzysiężeni na nowe miejsca, a nie na miejsca zwolnione przez konkretnych ponad 20 sędziów, których dotyka – kwestionowane m.in. przez Komisję Europejską – obniżenie wieku emerytalnego. – Nie możemy zatrzymać polskiego wymiary sprawiedliwości w oczekiwaniu na rozstrzygnięcie TSUE. System musi funkcjonować – miał przekonywać Szymański.
Szymański: Dotychczasowi sędziowie tylko na niesporne wakaty
Polska dyplomacja regularnie próbuje przekonywać, że gaśnie zainteresowanie „polskim tematem” w Unii, która ma na głowie m.in. ciężkie negocjacje brexitowe. Nie sprawdziło się to jednak w Luksemburgu. Choć w programie obrad była tylko „informacja Timmermansa o Polsce”, głos – jak w poprzednich przypadkach – zabrało 12 ministrów popierających Komisję Europejską. A Francja i Niemcy miały, jak zwykle w ramach artykułu 7 i Polski – wspólne stanowisko, które tym razem wygłosiła francuska minister ds. europejskich Nathalie Loiseau.
– Na kilka miesięcy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego naszą odpowiedzialnością jest ponowne potwierdzenie przywiązania do wartości podstawowych, w tym praworządności, które są w sercu projektu europejskiego. Potwierdzamy pełne poparcie dla Komisji Europejskiej. Jesteśmy zaniepokojeni decyzją prezydenta Polski z zeszłego tygodnia o wyznaczeniu nowych sędziów Sądu Najwyższego. Pomimo naszych apeli z poprzedniego posiedzenia Rady UE Polska nie poczekała na rozstrzygnięcie TSUE i podejmuje decyzje trudne do naprawienia – miała powiedzieć Loiseau w imieniu Francji i Niemiec.
Kilkoro ministrów poparło zorganizowanie już trzeciego formalnego wysłuchania Polski w sprawie praworządności, które najprawdopodobniej zostać przeprowadzone na listopadowym lub na grudniowym posiedzeniu Rady UE ds. Ogólnych.
Oczekiwanie na TSUE
Komisja Europejska pod koniec września zdecydowała o zaskarżeniu Polski do TSUE w związku z ustawą o Sądzie Najwyższym, a konkretnie jej zapisami o czystce emerytalnej, których celem jest m.in. przerwanie konstytucyjnej, 6-letniej kadencji I prezes SN Małgorzaty Gersdorf. Skargę Komisji połączono z wnioskiem o środki tymczasowe, czyli o doraźne zawieszenie czystki emerytalnej (i potwierdzenie prawa do orzekania przez wszystkich sędziów SN wypchniętych na emeryturę) do czasu pełnego rozstrzygnięcia TSUE.
Choć część ekspertów spodziewała się postanowienia TSUE o środkach tymczasowych już w zeszłym tygodniu, to nie zapadło do dzisiaj. – To postanowienie może być wkrótce. Sprawa jednak leży całkowicie w gestii niezawisłego TSUE – powiedział Timmermans. Pytany, czy Komisja Europejska nie spóźniła się ze swymi działaniami w sprawie Sądu Najwyższego, tłumaczył, że spór z Polską o praworządność to „wchodzenie na zupełnie nowe terytorium” i „każdy krok musiał być bardzo dokładnie przemyślany”. – Ale pomimo wielokrotnych pytań zadawanych stronie polskiej nadal nie znam jasnej odpowiedzi, czy władze Polski podporządkują się decyzjom TSUE – powiedział Timmermans.
Parlament Europejski we wrześniu uruchomił postępowanie z artykułu 7 wobec Węgier. – Uzgodniliśmy, że rząd Węgier odpowie na piśmie na zarzuty europarlamentu. A Komisja Europejska przedstawi nam zaktualizowanie sprawozdanie w sprawie postępowań przeciwnaruszeniowych wobec Węgier – poinformował austriacki minister ds. europejskich Gernot Blümel. Austriacka prezydencja w najbliższym czasie zaproponuje, czy do tematu Węgier wrócić w listopadzie albo grudniu.
REDAKCJA POLECA
Na Węgrzech weszła w życie ustawa zakazująca bezdomności, czyli kiedy bieda staje się przestępstwem

Keno Verseck
Na Węgrzech weszła w życie ustawa zakazująca bezdomności. Rząd przekonuje, że przepisy te będą ratować życie. Krytycy mówią o bezduszności władz. W Budapeszcie może niebawem dojść do obław.
Kiedy niecałe 30 lat temu na stacjach metra i ulicach Budapesztu zaczęli pojawiać się pierwsi bezdomni, wielu Węgrów było zszokowanych tym efektem ubocznym transformacji. W międzyczasie, wszyscy się do tego przyzwyczaili. W mało którym innym wschodnioeuropejskim mieście jest tylu bezdomnych, zwłaszcza osób starszych, co w Budapeszcie. Władze, lewicowe czy prawicowe, zazwyczaj ich ignorowały.
Premier Viktor Orban chce rozwiązać ten problem na swój sposób – zakazując bezdomności. W przeszłości podobne inicjatywy rządu albo samorządów blokowane były przez Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy, ostatnio w 2016 roku. Dlatego w czerwcu tego roku bezdomności zakazano poprzez zmianę w konstytucji, co uniemożliwiło skargę przed Trybunał. „Prowadzenie życia w miejscach publicznych jest zabronione” – taki zapis znalazł się w ustawie zasadniczej.
W życie wchodzi właśnie ustawa wykonawcza do nowych zapisów konstytucyjnych, tym samym bezdomność staje się oficjalnie zakazana. Za „prowadzenie życia w miejscu publicznym” może uchodzić w myśl ustawy sytuacja, w której bezdomny siedzi bądź leży wraz ze swoim dobytkiem. Jeżeli nie zastosuje się do poleceń policji i nie uda do przytułku, może zostać zobowiązany do prac społecznych, a w przypadku stawiania oporu, może trafić do aresztu. Pozbawienie wolności można zastosować także w sytuacji, gdy bezdomny trzykrotnie w ciągu jednego miesiąca zignoruje policyjne polecenie opuszczenia jakiegoś miejsca. Wtedy grozi mu przyspieszony proces i więzienie. Policja może ponadto w każdej chwili konfiskować i niszczyć dobytek bezdomnych, w tym rzeczy osobiste, jak zdjęcia.
„Bieda nie jest przestępstwem”
Liczne węgierskie organizacje pozarządowe, m.in. stowarzyszenie „Miasto należy do wszystkich” protestują od miesięcy przeciwko zakazowi bezdomności określająć go jako nieludzki i zwracając uwagę, że wcale nie przyczyni się do rozwiązania problemu bezdomności. W weekend odbyły się protesty przed parlamentem. Na transparentach wypisano hasła typu „Bieda nie jest przestępstwem” albo „Kto krzywdzi biednych, jest tchórzem”. Ustawa wywołała sprzeciw także za granicą. Ustawa została wymieniona w tak zwanym Raporcie Sargentini przygotowanym dla Parlamentu Europejskiego, który miał ilustrować, jak Węgry naruszają zasady praworządności i podstawowe wartości UE. Raport Sargentini jest też podstawą dla trwającego postępowania UE przeciwko Węgrom.
Węgierski rząd odrzuca tę krytykę, zapewnia też, że wcale nie ma zamiaru penalizować bezdomności. Nowe przepisy mają służyć ratowaniu życia – mówił jeden z przedstawicieli rządu Bence Rétvári w państwowej telewizji. Jak dodawał, nowe zmiany zapobiegną przypadkom zamarzania bezdomnych na ulicach. Poza tym, dzięki pomocy uzyskanej w przytułkach, gdzie osoby w potrzebie mogą liczyć na odzież, pośrednictwo pracy i doradztwo socjalne, łatwiej będzie wyjść z bezdomności – przekonywał Rétvári. Polityk przypominał, że od 28 lat nie udawało się rozwiązać tego problemu, teraz pojawią się środki zaradcze.
Wolą na ulicy
Szacuje się, że na Węgrzech żyje obecnie ok. 30 tys. bezdomnych, większość z nich w Budapeszcie. Rząd podaje, że w przytułkach jest 19 tys. miejsc. Organizacje społeczne zajmujące się bezdomnymi twierdzą jednak, że miejsc jest tylko 11 tys. W dodatku wiele ośrodków jest przepełnionych, ludzie śpią w wieloosobowych salach, dlatego często wolą pozostać na ulicy.
Krytycy zarzucają rządowi, że podchodzi do problemu bezdomności nieprofesjonalnie i po dyletancku. Pastor kościoła metodystycznego Gábor Iványi, który od lat opiekuje się bezdomnymi w Budapeszcie, powiedział, że to tak jakby reformując służbę zdrowia, zabronić ludziom chorować.
Pozostaje pytanie, jak konsekwentnie węgierska policja będzie stosować nowe przepisy. Niezależne węgierskie media donosiły, że jeszcze w tym tygodniu w Budapeszcie może dojść do dużej obławy. Przeciwko temu protestują już krytycy nowych przepisów, którzy rozkładają kartony i przesiadują dłuży czas na placach, na których mieszkają bezdomni.
REDAKCJA POLECA
Rafał Sulikowski: “Ksiądz proboszcz już się zbliża.” Czy Kościół planuje przejąć władzę w Polsce?

Rafał Sulikowski
Wiem, że w KK chodzi wyłącznie o władzę, bo kto zdobędzie władzę, ten ma wszystko.
Już pewnie Paweł Kukiz, najpierw rock-man, potem wzięty polityk, nie pamięta, jak śpiewał tę pieśń. Mniejsza z tym – każdemu wolno analizować samodzielnie świat i zmieniać poglądy, jak chce.
Jeśli ktoś w coś mocno wierzył, a potem stwierdził, że to fake, wtedy zmiana jest pożądana. Jeśli uczynił to z konformizmu – no to jest to rodzaj zdrady siebie samego. Jak by nie było, piosenka ta, przerobiona z jednego z kościelnych hitów pierwszokomunijnych, oddaje prawdopodobnie odległe w czasie plany Kościoła. Nigdy w swej historii nie krył się z tym, że to właśnie on powinien reprezentować tradycję apostolską, czyli – podbić cały świat, a nawet – jak powiedział Franciszek – schrystianizować kosmos, o ile obcy w ogóle istnieją. Mówiąc serio – nie było w historii ludzkości większej instytucji ziemskiej, która przy pomocy ognia i miecza, a potem presji moralno-psychicznej, potrafiłaby osiągnąć podobny sukces. Podboje Aleksandra Wielkiego to przy tym pikuś.
Kościół nazwał się „powszechnym” (łac. catolicus), aby sprawiać wrażenie, że posiada klucz do uniwersalnej, natchnionej wiedzy moralnej, pozwalającej mu zapanować najpierw nad umysłami ludzi, a potem nad ich portfelami. Nie sądzę, bym mógł inaczej wytłumaczyć obecne pertraktacje z Chinami, gdzie do przejęcia jest bagatela ponad miliard dusz nieśmiertelnych. Oczywiście, ponieważ zapewne jedynie rzymscy katolicy będą zbawieni, ba, jedynie najbardziej gorliwi z nich, więc trzeba jak najszybciej objąć w ramiona całe 7 miliardów z nadzieją, że w 2050 zrobi się z tego – przy pomocy przebitych prezerwatyw – jakieś 10 miliardów.
Wiele lat byłem naiwny i człowiekiem dobrej woli. Nauczony, że Boga szukasię tylko w KK, nie byłem w stanie poznać alternatywnych dróg do prawdy. Umysł gwałcony na lekcjach religii – bo trudno wyobrazić sobie lekcje “wiary” – zgadzał się we wszystkim. Do dziś są ludzie, którzy chcą “zgadzać się”, albo mieć pewność, że coś “zgadza się z KK”. Każdy, kto patrzy mu na ręce, jest z miejsca wyklęty, choćby miał nie wiem, jak silną wiarę. Bo przecież Bóg jest tylko w KK i nigdzie poza nim.
Uwięziony w murach, biedny Bóg musi spełniać wolę episkopatu, który decyduje, kto i za ile zapłaci za niepewną skądinąd nadzieję wiecznego szczęścia, oczywiście – po śmierci, a za pogrzeb płaci zmarły, zanim umrze, albo robi to rodzina. Skandaliczne jest pobieranie opłat za usługi religijne.
Wiecie Państwo, dlaczego w KK jest tyle dziwnych nazw? Choćby “sakrament”? Chodzi o wzbudzenie pobożnego lęku – kto umrze “bez sakramentów”, ma przechlapane, a przynajmniej tak sądzi Kościół.
“Sakrament” to inaczej “znak świętości” – jednym z nich jest pokuta, czyli spowiedź, wynaleziona w XII wieku prawdopodobnie przez wywiad kościelny, aby zbierać tajne i poufne informacje o wiernych i ich życiu intymnym. Ale to nie wszystko.
Kościół rządzi się specjalnymi prawami – np. gros finansów polskiego KK to “taca”. Wiecie państwo, jak biskup Wiktor Skworc,przewodniczący Komisji Ekonomicznej Konferencji Episkopatu Polski i Podkomisji ds. Finansów przy Kościelnej Komisji Konkordatowej w rozmowie z ks. Stanisławem Tkoczem uzasadniał zwyczaj niedzielnej “tacy”? Cytuję z portalu opoka.pl:
„Co do zasady, system finansowania Kościoła powinien pozostać niezmieniony w tym znaczeniu, że źródłem środków finansowych Kościoła i jego instytucji powinny pozostać dobrowolne ofiary wiernych. Ofiary te należą do tradycyjnego gestuliturgicznego, oznaczającego włączenie się uczestników Eucharystii w ofiarę Chrystusa przez składanie własnych, duchowych i materialnych ofiar.”
Tak, no cóż, większość ludzi, którzy jeszcze chodzą do kościoła i nie są w stanie znaleźć własnej drogi wiary, stanowią biedni starsi, renciści i emeryci. Młodzi, bogaci raczej do kościoła nie chodzą, a jeśli już to stanowią wyjątek.
W tym samym wywiadzie na pytanie o biurokrację i administrację kościelną, Szworc mówi, że “życzy każdej instytucji tak rozbudowanej administracji, której zadaniem jest “animacja duszpasterstwa”.
Chodzę do kościoła nadal i wiem, że w parafii poza typowymi nabożeństwami nic się nie dzieje. Raz na rok festyn parafialny, który przynosi również tysiące złotych, z których akurat najbardziej potrzebujący nic nie dostaną, bo nie wiedzą, dokąd się zgłosić, a KK nie szuka sam od siebie potrzebujących i nie inicjuje kontaktu, aby komuś pomóc. Zawsze potrzebujący musi sam się zgłosić. Problem w tym, że większość wstydzi się biedy i ma na tyle godności, że sam nie poprosi o pomoc.
Kto ma pieniądze, ten może kupić rządzących. W Polsce wiemy, kto w KK ma największe fundusze, pozyskiwane dzięki ofiarom słuchaczy i telewidzów. Nie zdziwiłbym się, gdyby KK przestał kiedyś głosić prawdziwe nauki Jezusa i podpierając się konstytucyjną zasadą równość zaczął prowadzić różne formy działalności gospodarczej. I tak z religii jako nadziei i miłości, po kilkunastu wiekach nie pozostanie nic poza mamoną.
Oczywiście, że księża mają prawo do wynagrodzenia za katechizację, jednak w sytuacji, gdy ta katechizacja szkodzi – bo szkodzi! – umysłom młodzieży, wahałbym się przed nadaniem takiego prawa.
Natomiast fakt, że KK pobiera opłaty za śluby, pogrzeby czy chrzty, jest skandaliczny. Jak ktoś chce być księdzem, musi i powinien zgodnie z nauki swego podobno mistrza, wyrzec się pieniędzy. Ale naiwny już nie jestem. Wiem, że w KK chodzi wyłącznie o władzę, bo kto zdobędzie władzę, ten ma wszystko. I to może być początek końca katolicyzmu w Polsce, jednak wiara jako prywatne przeżycie egzystencji przetrwa. I może po wielu wiekach poznamy, jak to jest i będziemy wiedzieli. A może powstanie inna religia, której sednem będzie pomaganie potrzebującym nie przez “Bóg zapłać” – to skandaliczne mieszanie Boga i zmuszanie do “płacenia”! – lecz przez konkrety.
Rafał Sulikowski
















