Bill Gates: Sztuczna inteligencja zastąpi ludzi w większości zawodów w ciągu 20 lat
Czy AI rzeczywiście odbierze ludziom pracę? Bill Gates twierdzi, że to nie kwestia „czy”, lecz „kiedy”. W serii wypowiedzi z 2025 roku przewiduje, że w ciągu dwóch dekad sztuczna inteligencja przejmie większość zawodów. Czy jesteśmy gotowi na świat, w którym praca nie będzie już fundamentem codzienności?
Prognoza Gatesa: koniec pracy, jaką znamy
W rozmowie z indyjskim przedsiębiorcą Nikhilem Kamath’em, Gates wypowiedział słowa, które dla wielu zabrzmiały jak futurystyczna prowokacja: „Nie urodziliśmy się, by pracować”. Jego zdaniem technologia, a konkretnie sztuczna inteligencja, zbliża się do punktu, w którym przejmie większość zadań wykonywanych obecnie przez ludzi — zarówno tych fizycznych, jak i umysłowych. Według Gatesa stanie się to w ciągu najbliższych 20 lat, a skutki tego procesu odczujemy w każdej dziedzinie życia.
W jego wizji sztuczna inteligencja nie tylko usprawni konkretne procesy. Ma potencjał, by całkowicie zmienić nasze myślenie o pracy, produktywności i wartości społecznej jednostki. Automatyzacja nie będzie już dodatkiem do systemu — stanie się jego podstawą.
AI już zmienia świat
Przyspieszenie, o którym mówi Gates, nie jest abstrakcyjne. AI działa już teraz — w medycynie, gdzie algorytmy przyspieszają diagnozy i analizę danych biologicznych; w edukacji, gdzie personalizowane systemy uczą dzieci na całym świecie; w firmach i urzędach, gdzie automaty programują, piszą, rekomendują, planują.
Gates podkreśla, że to dopiero początek. Twierdzi, że w przyszłości ludzie będą mogli pracować znacznie mniej — nawet dwa dni w tygodniu — a reszta zadań będzie wykonywana przez systemy AI. Nie oznacza to bezrobocia w klasycznym sensie, ale raczej transformację tego, czym jest „zatrudnienie” i „działalność zawodowa”.
Zawody odporne na automatyzację
Choć wiele funkcji ma zniknąć, Gates dostrzega także obszary względnie bezpieczne. W jego ocenie przetrwają przede wszystkim zawody wymagające głębokiej analizy, złożonego myślenia systemowego i kreatywności. Wymienia programistów, biologów, inżynierów energetyki — ludzi, którzy projektują rzeczywistość, a nie tylko ją obsługują.
W jednym z wywiadów przywołał przykład specjalistki ds. biotechnologii, która z pomocą AI przyspieszyła badania nad odpornością roślin. Nie została zastąpiona przez algorytm — ale dzięki niemu mogła osiągnąć więcej, szybciej, precyzyjniej. To scenariusz, który Gates uważa za modelowy: współpraca, nie wyparcie.
Technologia a społeczeństwo: potencjał i ryzyko
W optymistycznej wersji przyszłości AI przyczynia się do demokratyzacji edukacji, ochrony zdrowia i usług publicznych. W tej mniej różowej — prowadzi do pogłębienia nierówności, marginalizacji grup wykluczonych cyfrowo, koncentracji kapitału technologicznego w rękach nielicznych.
Gates nie ignoruje tych zagrożeń. W wywiadach dla Fortune i India Today podkreślał, że świat nie może popełnić błędu z poprzednich rewolucji technologicznych: nie wystarczy rozwijać innowacje. Trzeba też zadbać o inkluzywność, dostęp do przekwalifikowania, nowe formy zabezpieczenia społecznego.
Debata trwa: nadzieja czy niepokój?
Nie wszyscy eksperci podzielają entuzjazm Gatesa. Mustafa Suleyman, lider działu AI w Microsoft, przestrzega, że adaptacja społeczna będzie trudniejsza niż technologiczna. Raport Światowego Forum Ekonomicznego z 2025 roku pokazuje, że choć AI może stworzyć nowe miejsca pracy, stanie się to tylko wtedy, gdy państwa zainwestują w edukację i rozwój kompetencji przyszłości.
Są też głosy sceptyczne. Eric Hal Schwartz z TechRadar przypomina, że wiele zawodów — zwłaszcza tych opartych na empatii, relacji, etyce — nie daje się łatwo zautomatyzować. Nauczyciel, pielęgniarka, terapeuta — to profesje, których sens wykracza poza logikę algorytmu.
Czy jesteśmy gotowi na nową erę?
Wszystko to prowadzi do pytania bardziej egzystencjalnego niż technologicznego: czy potrafimy funkcjonować w świecie, w którym praca nie jest już obowiązkiem, lecz wyborem? Gdzie dochód nie musi wynikać z zatrudnienia, a wartość jednostki nie opiera się na produktywności?
Bill Gates, choć technologiczny wizjoner, nie udziela jednoznacznych odpowiedzi. Jego prognozy nie są receptą, lecz zaproszeniem do refleksji. Przyszłość z AI może być lepsza — ale tylko wtedy, gdy nie pozostawimy jej samej sobie. Jeśli wykorzystamy jej potencjał, nie tracąc z oczu tego, co najważniejsze: człowieka.
Bo nawet jeśli sztuczna inteligencja przejmie większość zawodów, pytanie nie brzmi już: co będziemy robić? Tylko: kim będziemy, gdy nie będziemy musieli pracować?
DF, thefad.pl / Źródło: India Today, Fortune, TechRadar
Czy Trump usprawiedliwia agresję Rosji? Ostra reakcja Adama Mazguły

Adam Mazguła
Nie zaczyna się wojny przeciwko komuś dwadzieścia razy większemu od ciebie” – mówi Donald Trump, sugerując, że Ukraina sama jest sobie winna. Oskarża napadniętych o prowokację, a agresora usprawiedliwia przewagą siły. Nie chodzi mu o prawdę o wojnie, ale o bezkarne podbijanie mniejszych krajów i zdławienie ich prawa do obrony. To retoryka, która zrównuje opór z winą i legitymizuje przemoc. Gdy Putin morduje, Trump wskazuje palcem na Ukrainę. I nie potępia nawet ataku rakietowego na ludzi, którzy ratowali rannych po świątecznym ostrzale
„Jeśli zaczynasz wojnę, musisz wiedzieć, że możesz ją wygrać, prawda? Nie zaczyna się wojny przeciwko komuś 20 razy większemu od ciebie i potem liczy na to, że ludzie dadzą ci trochę rakiet” – stwierdził Donald Trump.
Ten nieodpowiedzialny amerykański dyktator światowego terroryzmu i kumpel ludobójcy Putina oskarża Ukrainę o napaść na Rosję. Widać, nie chodzi mu o prawdę o wojnie, ale o bezkarne podbijanie krajów mniejszych i o to, jakim prawem mają one czelność się bronić przed bogami władzy mocarstwowej. W tym sensie to wichrzyciele także faszystowskiej Ameryki.
Zbrodniarzy wojennych nam przybywa. W praktyce nie ma ONZ, Rady Bezpieczeństwa. Tam się tylko puszą politycy i biorą za to gigantyczne pieniądze. Tymczasem amerykańska kanalia niszczy organizacje pomocowe, demokratyczne, Międzynarodowy Trybunał Karny, bo władza należy do niego i żadne prawo nie może ograniczać jego wybujałego ego i chęci bezkarnego mordowania i terroryzowania ludzi. Typowy bezczelny, ograniczony umysłowo sku…-terrorysta.
Putin morduje, a on oskarża Ukraińców.
Świątecznego ludobójstwa Putina nie potępił, mimo że po ataku rakietowym na zgromadzonych świętujących, odpalił drugą – na tych, co ratowali rannych i poszkodowanych.
Nie ma większego morderczego skurwysyństwa niż atak na tych, co pomagają ludziom.
Dla mnie Putin i jego otoczenie, ale i Trump oraz papież Franciszek, wspierający żołnierzy-terrorystów, który nie zauważa napadniętych i mordowanych, są zbrodniarzami wojennymi przeciwko ludzkości.
Mamy i my swojego zakałę i terrorystę – Putina, który zrujnował Polskę i obiecuje czystki oraz wyroki „większe niż dożywocie” dla opozycji, kiedy tylko dojdzie do władzy przy pomocy szczucia, agresji i kłamstwa.
Nie powinni oni być przyjmowani na salonach światowej cywilizacji. Aresztowani – przy każdej okazji – albo likwidowani przy owacji świata, tak jak Amerykanie terrorystycznych przywódców Hamasu czy Al-Kaidy.
Demokracja nie przewiduje takich rozwiązań – i dobrze. Jednak powinny być możliwe wyjątki, jakiś szczególny tryb dla ludzi terroru i masowych zbrodni.
Adam Mazguła
Logistyka po polsku, czyli jak dostarczyć paczkę szybciej niż pizza
Czy wiecie, że aż 85% firm logistycznych w Polsce korzysta z technologii GPS, a mimo to większość z nas nerwowo spogląda na telefon, zastanawiając się, dlaczego kurier stoi już godzinę w miejscu oddalonym o trzy ulice? Według raportu Deloitte, branża logistyczna w Polsce w 2023 roku była warta ponad 55 miliardów złotych i zatrudniała ponad 600 tysięcy osób. To więcej niż mieszkańców Szczecina i Białegostoku razem wziętych! Ale dlaczego mimo to zdarza się nam czekać na przesyłkę dłużej niż na premierę nowego sezonu ulubionego serialu?
W dzisiejszych czasach logistyka to nie tylko magazynowanie i transport, ale przede wszystkim inteligentne zarządzanie danymi. Rozwój technologii GPS zrewolucjonizował ten sektor, pozwalając firmom zoptymalizować trasy i czas dostaw. Jak podaje artykuł opublikowany przez 15min.lt o rozwoju technologii GPS, już ponad 90% pojazdów transportowych w Europie korzysta z tej technologii. Firmy logistyczne oszczędzają dzięki temu średnio 15% na kosztach paliwa rocznie. A każdy, kto tankował ostatnio na stacji benzynowej, wie, że taka oszczędność jest cenniejsza niż złoty pierścionek znaleziony w pączku w Tłusty Czwartek.
Tajemnice etykiet i dlaczego twoja paczka odwiedza więcej miast niż ty
Czy zdarzyło Ci się kiedyś sprawdzić, ile kilometrów przebyła Twoja paczka, zanim trafiła w Twoje ręce? Czasem paczka, która jedzie z Warszawy do Łodzi, zalicza jeszcze po drodze Gdańsk, Poznań i Katowice, a ty zastanawiasz się, czy podróżuje turystycznie, czy może zbiera punkty lojalnościowe na trasie. Z danych Urzędu Transportu Kolejowego wynika, że niemal 20% przesyłek logistycznych w Polsce przebywa dystans przynajmniej dwukrotnie dłuższy, niż wynikałoby to z mapy. Skąd się biorą te logistyczne absurdy?
Otóż odpowiedź leży w etykietach i centrach przeładunkowych. Każda paczka, zanim trafi do nas, musi odwiedzić co najmniej kilka takich punktów. Tutaj kluczowa staje się optymalizacja procesów, które często przypominają skomplikowaną grę planszową, gdzie każdy ruch jest wart miliony złotych. To, co wydaje się nam niepotrzebnym krążeniem, logistykowi przypomina sprytny manewr strategiczny.
W tym miejscu warto zastanowić się, co właściwie ukrywa się za etykietami popularnych produktów, które zamawiamy. Czy wiesz, że twoja ulubiona marka może skrywać zaskakujące tajemnice? Jak wskazuje artykuł opublikowany przez portal kreditai.info na temat tajemnic etykiet produktów, każda etykieta opowiada historię logistycznej podróży produktu. Od miejsca produkcji, przez magazyny pośrednie, aż do Twojego domu – to jak osobisty pamiętnik każdego przedmiotu.
Polska logistyka na tle Europy – między sukcesem a korkiem na A2
Polska logistyka dynamicznie się rozwija, a nasz kraj jest dziś szóstym największym rynkiem logistycznym w Unii Europejskiej. Wartość usług logistycznych w Polsce stale rośnie, osiągając w ostatnim roku wzrost na poziomie 7,3% rok do roku. Sukcesy te zawdzięczamy między innymi doskonałej lokalizacji geograficznej. Polska znajduje się na przecięciu najważniejszych szlaków transportowych Europy, co sprawia, że jest idealnym punktem przesiadkowym i magazynowym dla wielu międzynarodowych firm.
Ale jak każda branża, także logistyka boryka się z wyzwaniami. Jednym z nich są ciągle rosnące koszty pracy oraz braki kadrowe. Z raportu Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w sektorze transportu brakuje obecnie około 50 tysięcy kierowców. Problem ten jest na tyle poważny, że firmy zaczynają inwestować w autonomiczne pojazdy i robotyzację magazynów.
Rola technologii i przyszłość logistyki – czy roboty zastąpią kurierów?
Technologia już teraz jest nieodłącznym elementem logistyki. Wprowadzenie sztucznej inteligencji i automatyzacji w magazynach pozwala na skrócenie czasu realizacji zamówień nawet o 30%. Firmy takie jak Amazon już teraz testują drony, które mają dostarczać przesyłki do klientów w ciągu kilkunastu minut. Czy przyszłością logistyki będą więc roboty, które nie dzwonią do drzwi, tylko grzecznie zostawiają paczki pod oknem?
Według danych Komisji Europejskiej, inwestycje w technologie cyfrowe w sektorze logistycznym wzrosły w ostatnich latach o ponad 40%, co pokazuje, że przyszłość tej branży jest ściśle związana z technologicznym rozwojem. Polska logistyka nie pozostaje w tyle – już dziś inwestujemy miliardy złotych w inteligentne systemy transportowe oraz automatyzację procesów logistycznych.
Zatem, drodzy logistycy, czy wasze miejsca pracy są zagrożone przez roboty? Na razie wygląda na to, że jeszcze długo będziecie potrzebni, choćby po to, by uspokajać klientów nerwowo spoglądających na mapę, dlaczego ich przesyłka zwiedza kolejne województwa. W końcu nawet najbardziej inteligentne algorytmy czasem potrzebują ludzkiego wsparcia – zwłaszcza, gdy trafią na polskie drogi.
Skiba był na wiecu Menztena. Polska przyszłości według Sławka

Krzysztof Skiba
Byłem na wiecu Menztena. Ale jajca, mówię wam! Tłumy z tornistrami, bo większość przyszła prosto ze szkoły – my też urwaliśmy się z lekcji. Sławek w świetnym humorze opowiadał o fajnej Polsce: bez Unii, bez podatków, za to pod opieką Rosji i z darmowymi grami na konsolę. Mówił, że lepiej chodzić do znachorów niż do lekarzy, a gwałt to prawo mężczyzny. Brzmi mocno? My biliśmy brawo. Na koniec obiecał domy z basenem i zniesienie testów z matmy. Wróciliśmy do domu z energią i wiarą w przyszłość
Wiec Sławka
Byłem na wiecu Menztena razem z kolegą z klasy Patrykiem z 8 c. Ale jajca! Mówię wam. Tłumy widzów. Większość z tornistrami, bo prosto ze szkoły. My też urwaliśmy się z lekcji.
Sławek w świetnym humorze opowiada o fajnej Polsce, jaką nam szykuje. Mówi, że Unia niepotrzebna, bo wystarczy nam opieka Rosji. Z tą Unią to rzeczywiście same kłopoty. Sławek opowiada, że tam urzędnicy każą banany prostować i chcą zakazać nam internetu. No i że w Rosji są lepsze gry na konsole i podobno za darmo.
Zdrowie po swojemu
Potem krzyczy, że państwowa służba zdrowia jest beznadziejna. I wszyscy się zgadzamy. Ta prywatna będzie lepsza. Pyta, czy chcemy płacić po sto tysięcy złotych za skomplikowane operacje chirurgiczne i po trzy tauzeny za dzień w szpitalu. Nam to wszystko jedno, bo i tak płacą rodzice, więc chcemy.
A w ogóle to lepiej chodzić do znachorów niż do lekarzy, bo lekarze to oszuści, a znachor zna się lepiej. Ziółka przepisze, ręki dotknie, w niebo spojrzy i już wszystko uleczone. Nam w to graj, bo kto lubi zastrzyki i kolejki w przychodni.
Zasiłki? A komu to potrzebne?
Sławek opowiada dowcip o urzędnikach i wszyscy się śmieją. Mówi, że to armia darmozjadów i że trzeba znieść wszystkie zasiłki. Także ten pogrzebowy i ten osiemset plus. Na pogrzeb nikt z nas się nie szykuje, a więc nam to zwisa, a te osiemset plus to i tak rodzice przechwytują i my tego nie widzimy. Więc wszyscy są za, a dziewczyny to nawet piszczą, choć nie jest ich wiele.
Zebrany tłum składa się głównie z takich jak my chłopaków z podstawówki, plus trochę z liceów i jest też ekipa takich starszych, co mogą już nawet chodzić z dziewczynami. Ale żaden dziewczyny nie ma i dlatego przyszli posłuchać Sławka.
Kobieta, czyli wróg
A Sławek o dziewczynach mówi tak, że nam się to wszystkim podoba. Mówi, że jak taka ubiera się kusząco i niezbyt skromnie, maluje się jak dziwka i idąc ulicą kręci tyłkiem, to niech potem się nie dziwi, że ją normalny, biały i zdrowy mężczyzna zgwałci. Gwałt jest prawem mężczyzny. I tu jest już burza oklasków.
Owszem, gwałt, szczególnie brutalny, może być nieprzyjemnością, ale przecież nie zawsze. I jak taka kobieta zajdzie w ciążę, to musi urodzić, bo to jest nakaz boski. I jakby taka zgwałcona usunęła jednak dziecko, to powinna iść na dziesięć lat do paki. I tu wszyscy gorąco bijemy brawo.
Nikt z nas, łącznie z tymi starszymi, nie miał jeszcze dziewczyny, a kilku, co chciało mieć, to zostało odrzuconych, więc podoba nam się ta zemsta na kobietach. Nie chciałaś fajnego faceta, takiego jak my, to teraz cierp, wredna jędzo.
Polska bogata i wolna
Na koniec Sławek mówi o podatkach, że trzeba je znieść, to będzie wszystkim lepiej. I pyta, czy chcemy bogatej i nowoczesnej Polski. Jasne, że chcemy. Każdy chce być bogaty. To Sławek jeszcze obiecuje, że jak na niego zagłosujemy, to wszyscy będą mieli piękne auta i domy z basenami.
Tu jest entuzjazm największy i tłum wprost szaleje.
Jakiś stary dziad w okolicach 40-stki chciał zadać głupie pytanie Sławkowi, że niby skąd państwo będzie mieć pieniądze, jak zniesie się podatki, ale na szczęście nie dopuszczono go do głosu i wyrzucono starego pryka z wiecu. Sławek już biegnie na kolejny wiec, ale wcześniej zezwala na kilka selfie. Ale szczęściarze!
Nadzieja na lepsze jutro
Wracamy do domu pełni dobrej energii i wiary w Sławka. Oglądamy jeszcze kilka śmiesznych filmików na TikToku, jak Sławek nabija się z Trzaskowskiego.
W chacie czekają nas przygotowania do testu z matmy, który jest jutro. Ale jak Sławek będzie już prezydentem, to pewnie zniesie oceny i testy w szkołach. One uczniom nie są potrzebne i tylko zawadzają, jak ta Unia.
Krzysztof Skiba
Co AfD chce od Polski? Analiza działań Alternatywy dla Niemiec na tle relacji polsko-niemieckich

Katarzyna Domagała-Pereira | Anna Widzyk
Alternatywa dla Niemiec coraz częściej zabiera głos w sprawach dotyczących relacji polsko-niemieckich. Przyglądamy się jej postulatom.
Alternatywa dla Niemiec (AfD) zyskuje na popularności. Od prowadzącej w sondażach chadecji CDU/CSU dzielą ją już tylko 1–2 punkty procentowe. Partię klasyfikowaną przez niemiecki kontrwywiad jako częściowo skrajnie prawicową popiera co czwarty wyborca (24–25 proc.).
W lutowych wyborach do Bundestagu Alternatywa zajęła drugie miejsce. Mimo to żadna z partii zasiadających w parlamencie nie chce tworzyć z nią koalicji.
Sprawdzamy, jakie stanowisko ma AfD wobec Polski i spraw dotyczących relacji Polska–Niemcy.
Polski napis w Dachau
W minionej kadencji Bundestagu klub poselski AfD był aktywny w sprawach polsko-niemieckich. Ostatnio domagał się dodania do Pomnika Narodów w Muzeum-Miejscu Pamięci Dachau polskiej wersji przesłania „Nigdy więcej”. Na odsłoniętym w 1968 roku pomniku widnieje ten napis w pięciu językach – niemieckim, angielskim, francuskim, jidysz i rosyjskim. Nie ma jednak wersji polskiej, choć Polacy byli największą grupą narodowościową w tym obozie koncentracyjnym.
W połowie listopada 2024 roku klub AfD zaproponował uchwałę. Zakładała, że rząd federalny zwróci się do władz Bawarii oraz Bawarskiej Fundacji Miejsc Pamięci. Celem miało być uzupełnienie napisu o wersję polską.
AfD zaproponowała także przekazanie 5 mln euro na badania. Miałyby one dotyczyć prześladowań Polaków w III Rzeszy oraz ich losów po 1945 roku. Projekt nosił tytuł „Polepszyć porozumienie z Polską” i został przekazany do Komisji Kultury i Mediów. Ze względu na skrócenie kadencji Bundestagu nie został jednak ponownie rozpatrzony. Wniosek będzie można złożyć dopiero po rozpoczęciu nowej kadencji. Warunkiem jest powstanie rządu i rozpoczęcie pracy przez komisje parlamentarne. – Wrócimy do niego, gdy tylko nadarzy się okazja. Nie wiadomo jednak, kiedy dokładnie to nastąpi – mówi Götz Frömming, poseł AfD i członek polsko-niemieckiej grupy parlamentarnej.
Reparacje
W swoim prawie stustronicowym programie politycznym AfD nie wspomina o Polsce. Inaczej było w programie wyborczym do Bundestagu. Polski dotyczył punkt odnoszący się do „niedopuszczalnych żądań” reparacji. Partia zadeklarowała, że „odrzuca żądania reparacji, takie jak te wysuwane przez Polskę i Grecję”. Jej zdaniem kwestie te zostały już ostatecznie rozstrzygnięte w świetle prawa międzynarodowego.
Chrupalla stwierdził, że „ten rozdział jest zamknięty”. Dodał, że zarówno cała AfD, jak i on sam jako obywatel Niemiec, uznaje polskie żądania dalszych reparacji za „bardzo osobliwe”.
Niemiecki rząd odrzuca żądania reparacji przedstawione przez rząd PiS. Powtarza, że sprawa jest zamknięta na gruncie prawa międzynarodowego. Berlin zaznacza jednak, że odpowiedzialność za zbrodnie wojenne nigdy nie zostanie zamknięta moralnie i politycznie.
Język polski w Niemczech
AfD była także aktywna w sporze o nakłady na naukę języka polskiego w Niemczech jako języka ojczystego.
W 2022 roku minister edukacji Przemysław Czarnek obciął środki na naukę języka niemieckiego dla mniejszości niemieckiej w Polsce. W odpowiedzi posłowie AfD przedstawili projekt uchwały zatytułowany „Ochrona interesów mniejszości niemieckiej w Polsce – Utrzymanie dobrej przyjaźni z Polską”. Postulowali w nim m.in. utworzenie federalnego funduszu na lekcje języka polskiego (trzy godziny tygodniowo) oraz szkolenia nauczycieli. Chcieli również stworzenia rejestru uczniów polskiego pochodzenia.
Projekt uchwały nie został przyjęty, jednak Bundestag zdecydował o przeznaczeniu 5 mln euro na naukę języka polskiego jako ojczystego. Gdy wypłata tych środków się przeciągała, posłowie AfD wystosowali interpelację i wyrażali zaniepokojenie opóźnieniami.
W sprawy te aktywnie zaangażował się Götz Frömming. Wspierał go asystent Adam Gołkontt – działacz polonijny i członek Związku Polaków w Niemczech spod znaku „Rodła”. – Jako działacz o patriotycznych, konserwatywnych i katolickich poglądach staram się na to wpływać – mówił Gołkontt w rozmowie z DW
Zarzuty pod adresem rządu Tuska
We wrześniu 2023 roku AfD przedstawiła projekt uchwały wzywającej rząd Niemiec do rozwijania współpracy z krajami Grupy Wyszehradzkiej. Postulowała m.in. zniesienie przez Komisję Europejską wszelkich sankcji wobec rządów Polski i Węgier.
Po zmianie rządu w Polsce AfD złożyła projekt, w którym zarzucała gabinetowi Donalda Tuska „ograniczanie wolności opinii i informacji” oraz łamanie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Odnosiła się do zmian w mediach publicznych i sądownictwie. Uchwała została odrzucona – nie poparł jej żaden inny klub poselski.
Odszkodowania dla ofiar
AfD pytała niemiecki rząd o doniesienia, że kanclerz Olaf Scholz zaproponował podczas konsultacji z Polską 200 mln euro na zadośćuczynienie. Każda z żyjących ofiar okupacji miała otrzymać po 5 tys. euro. Media podawały, że premier Donald Tusk odrzucił ofertę jako niewystarczającą.
AfD podkreśla, że indywidualne świadczenia dla ocalałych więźniów i robotników przymusowych są moralnie uzasadnione. Zaznacza jednak, że nie uczestniczy w negocjacjach, a odpowiedzialność za ich powodzenie spoczywa na partiach rządzących.
Podejście do historii
Przyglądając się kilku inicjatywom, można by sądzić, że sprawy ważne dla Polski leżą na sercu niektórym politykom AfD. Wrażenie to burzy jednak podejście partii do niemieckiej historii i upamiętnienia ofiar nazizmu. Były lider AfD Alexander Gauland w 2018 roku nazwał Hitlera i nazistów „ptasim kleksem” na tysiącletniej historii Niemiec.
Z kolei lider AfD w Turyngii, Björn Höcke, określił Pomnik Pomordowanych Żydów Europy w Berlinie mianem „pomnika hańby”. Krytykował też niemiecką edukację historyczną za rzekome „oczernianie własnej przeszłości”. Sąd orzekł, że może być nazywany „faszystą”.
Czołowy kandydat AfD do Parlamentu Europejskiego, Maximilian Krah, powiedział niedawno, że „nie wszyscy członkowie SS byli zbrodniarzami wojennymi”. Elon Musk wystąpił zdalnie podczas wiecu AfD. Stwierdził, że Niemcy zbyt mocno skupiają się na „winach z przeszłości”. Wypowiedź została nagrodzona oklaskami.
Dom Polsko-Niemiecki
AfD nie poparła uchwały Bundestagu z 2020 roku, która przewidywała utworzenie w Berlinie miejsca pamięci i dialogu z Polską. Elementem tego przedsięwzięcia ma być także Dom Polsko-Niemiecki. Projekt wykonawczy, zatwierdzony przez rząd Olafa Scholza latem 2023 roku, opiera się na trzech filarach: pamięci, spotkaniu i zrozumieniu.
AfD twierdzi, że obecna koncepcja „wykracza daleko poza uchwałę Bundestagu” i przypomina jednostronny projekt o Polsce. – Brakuje instytucjonalnego i finansowego zaangażowania strony polskiej, co traktujemy jako wadę konstrukcyjną – mówi Götz Frömming. – To nie jest wspólny Dom. Obecna koncepcja może bardziej zaszkodzić relacjom niż je poprawić.
„Reemigracja” a Polacy
AfD od lat promuje hasło „reemigracji” – powrotu migrantów do krajów pochodzenia, jeśli nie są zintegrowani. Choć dotyczy to głównie osób z krajów muzułmańskich, również niektóre wypowiedzi polityków AfD mogą budzić niepokój wśród Polaków mieszkających w Niemczech.
– Spójne stanowisko AfD w sprawie Polski nie istnieje. Partia traktuje relacje polsko-niemieckie instrumentalnie – ocenia Bastian Sehnhardt z Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich. Wskazuje też na sygnały ksenofobii na terenach przygranicznych, które mogą dotknąć również migrantów z Polski.
Götz Frömming zapewnia jednak, że Polacy – jako obywatele UE – nie są objęci hasłem „reemigracji”, o ile nie łamią prawa. – Zdecydowana większość Polaków jest doskonale zintegrowana i nie stanowi problemu – dodaje.
Uznanie granicy
Politycy AfD niejednokrotnie wywoływali kontrowersje wokół granic. Przewodnicząca partii Alice Weidel w rozmowie z mediami mówiła, że „jej rodzina pochodzi z Leobschütz” – i że „wzbrania się przed używaniem polskiej nazwy tego miasta”. Historycy ocenili to jako gest nieuznawania obecnych granic. W innym przypadku określiła wschodnie landy jako „Mitteldeutschland” – co niektórzy historycy uznali za aluzję do czasów, gdy Niemcy Wschodnie sięgały za Odrę i Nysę.
Pytany przez DW o stanowisko AfD w tej sprawie, Frömming odpowiedział: – Oczywiście, że uznajemy granicę na Odrze i Nysie. Traktat z 14 listopada 1990 roku między RFN a Polską obowiązuje i jest wiążący na mocy prawa międzynarodowego.
UE, NATO, Rosja
AfD prezentuje kontrowersyjne stanowiska wobec Unii Europejskiej i NATO. Opowiada się za przekształceniem UE w federację suwerennych państw z wyraźnymi granicami. Jeśli taka reforma okaże się niemożliwa, chce wyjścia Niemiec z Unii lub jej rozwiązania.
Partia sprzeciwia się rozszerzaniu UE i NATO na wschód. Domaga się zakończenia sankcji wobec Rosji i naprawy gazociągu Nord Stream. Jeden z jej europosłów, Petr Bystron, jest podejrzany o przyjmowanie środków od prorosyjskiego portalu „Voice of Europe”. Stracił immunitet w Bundestagu, a później także w Parlamencie Europejskim.
Opracowanie DF, thefad.pl / Źródło: DW
REDAKCJA POLECA
script type=’text/Javascript’>
Kto wygrał debatę w Końskich? Polacy wskazali swoich faworytów
Debata prezydencka w Końskich (11 kwietnia 2025) stała się jednym z najgorętszych momentów kampanii wyborczej. Transmisja w TVP, TVN i Polsacie przyciągnęła miliony widzów, którzy uważnie śledzili starcie kandydatów. Dzień po wydarzeniu pracownia IBRiS opublikowała sondaż, w którym Polacy wskazali, kto ich zdaniem najlepiej wypadł w tym politycznym starciu.
Trzaskowski na prowadzeniu, Nawrocki i Hołownia tuż za nim
Z sondażu przeprowadzonego przez IBRiS wynika, że zwycięzcą debaty w Końskich został Rafał Trzaskowski, którego wskazało 32,4% respondentów. Prezydent Warszawy potwierdził swoją pozycję lidera sondaży. Tuż za nim, z wynikiem 28%, uplasował się Karol Nawrocki. Trzecie miejsce zajął Szymon Hołownia z poparciem 11,8% ankietowanych.
Wyniki wskazują na zaciętą rywalizację między czołowymi kandydatami. Trzaskowski, choć zwyciężył, nie zdominował debaty w sposób jednoznaczny, co sugeruje, że Nawrocki i Hołownia również zdołali skutecznie dotrzeć do widzów. Magdalena Biejat, kandydatka Nowej Lewicy, zdobyła uznanie 10,6% badanych, plasując się tuż za podium. Z kolei Krzysztof Stanowski, znany dziennikarz i przedsiębiorca, zaskoczył wynikiem 5,3%, co może świadczyć o jego rosnącej popularności wśród wyborców poszukujących alternatywy dla głównych nurtów politycznych.
Marek Jakubiak (Wolni Republikanie) zdobył 4,2% wskazań, a Joanna Senyszyn, była posłanka SLD, zaledwie 0,2%. Najmniej wskazań uzyskał Maciej Maciak, lider Ruchu Dobrobytu i Pokoju, którego nie wskazał żaden z respondentów. Odpowiedź „trudno powiedzieć” wybrało 7,5% ankietowanych, co wskazuje na pewną niejednoznaczność w odbiorze debaty wśród części widzów.
🏆Kto wygrał debatę w Końskich?
— IBRiS (@IBRiS_PL) April 13, 2025
🥇 @trzaskowski_ 32,4%
🥈 @NawrockiKn 28%
🥉 @szymon_holownia 11,8%@MagdaBiejat 10,6%@K_Stanowski 5,3%@jakubiak_marek 4,2%@Joanna_Senyszyn 0,2%@maciej_maciak 0%
Trudno powiedzieć 7,5%#sondaż @IBRiS_PL pic.twitter.com/TQImmARB8w
Nieobecni pod ostrzałem: Mentzen i Zandberg tracą punkty
Debata w Końskich była wyjątkowa nie tylko ze względu na obecność ośmiorga kandydatów, ale także z powodu absencji dwóch istotnych graczy: Sławomira Mentzena (Konfederacja) i Adriana Zandberga (Partia Razem). Ich decyzja o nieuczestniczeniu w wydarzeniu wzbudziła kontrowersje, co znalazło odzwierciedlenie w opiniach respondentów. Aż 56,9% badanych uznało, że rezygnacja z udziału w debacie była złą decyzją, podczas gdy 27,5% oceniło ją pozytywnie. Pozostałe 15,6% nie miało zdania na ten temat.
Mentzen, który według wcześniejszych sondaży plasował się na trzecim miejscu pod względem poparcia, tłumaczył swoją nieobecność zaplanowanymi spotkaniami z wyborcami w innych miastach. Zandberg z kolei określił debatę mianem „cyrku”, krytykując jej chaotyczną organizację. Decyzje obu kandydatów mogą mieć wpływ na ich wizerunek, zwłaszcza w kontekście oczekiwań wyborców, którzy w debatach widzą okazję do konfrontacji poglądów.
Debata, która zalała internet
Debata w Końskich nie była jedynie wydarzeniem telewizyjnym – stała się prawdziwym fenomenem w mediach społecznościowych. Według analizy ośrodka Res Futura, przekaz związany z debatą wygenerował w ciągu zaledwie 12 godzin ponad miliard zasięgu w internecie. To przełożyło się na 250 tysięcy unikalnych wzmianek, co oznacza średnio 20 tysięcy wpisów na godzinę – jeden nowy komentarz pojawiał się co 3 sekundy.
Eksperci szacują, że treści związane z debatą dotarły średnio 40 razy do każdego aktywnego użytkownika internetu w Polsce, a realne nasycenie wyniosło 12 kontaktów na osobę w ciągu pierwszych 8 godzin od rozpoczęcia transmisji. „Średnie tempo ekspozycji wyniosło 83 miliony kontaktów na godzinę, co czyni tę debatę najsilniejszym dotąd politycznym impulsem w polskich mediach społecznościowych” – podsumowują autorzy raportu. Tak ogromny oddźwięk w sieci potwierdza, że Końskie stało się symbolem kampanii wyborczej, a debata była kluczowym momentem, który mógł wpłynąć na decyzje wyborcze Polaków.
Co zadecydowało o sukcesie Trzaskowskiego?
Rafał Trzaskowski, zdobywając najwięcej wskazań, potwierdził swoją umiejętność skutecznego komunikowania się z wyborcami. Jego doświadczenie jako prezydenta Warszawy oraz wcześniejsze kampanie wyborcze pozwoliły mu zaprezentować się jako kandydat pewny siebie i dobrze przygotowany. W debacie poruszał tematy bezpieczeństwa, polityki zagranicznej i gospodarki, akcentując konieczność budowania silnej Polski w ramach sojuszy międzynarodowych, takich jak NATO i Unia Europejska.
Analitycy zwracają jednak uwagę, że Trzaskowski nie uniknął krytyki. Niektórzy kandydaci, w tym Szymon Hołownia i Magdalena Biejat, punktowali go za decyzje podejmowane w ramach koalicji rządzącej, co mogło wpłynąć na bardziej zróżnicowany odbiór jego wystąpienia. Mimo to Trzaskowski zdołał utrzymać wizerunek lidera, który potrafi łączyć różne grupy społeczne.
Karol Nawrocki, choć uplasował się na drugim miejscu, zyskał uznanie za konsekwentne przedstawianie wartości konserwatywnych i akcentowanie patriotyzmu. Jego kontrowersyjny gest z tęczową flagą, umieszczoną na mównicy Trzaskowskiego, wywołał gorące dyskusje, ale nie przyniósł mu jednoznacznego zwycięstwa w oczach widzów. Szymon Hołownia z kolei zaskoczył wielu obserwatorów swoją retoryką i pewnością siebie, co może przełożyć się na wzrost poparcia w kolejnych sondażach.
Magdalena Biejat i Krzysztof Stanowski – czarne konie debaty?
Wynik Magdaleny Biejat, która zdobyła 10,6% wskazań, jest jednym z bardziej zaskakujących elementów sondażu. Kandydatka Nowej Lewicy, znana z zaangażowania w kwestie społeczne, zyskała sympatię części widzów dzięki jasnemu przekazowi i odwadze w podejmowaniu trudnych tematów, takich jak prawa człowieka i polityka migracyjna. Jej gest przejęcia tęczowej flagi od Trzaskowskiego został odebrany jako symbol otwartości i determinacji.
Krzysztof Stanowski, choć nie jest zawodowym politykiem, przyciągnął uwagę 5,3% respondentów. Jego ironiczne podejście i krytyka klasy politycznej rezonowały z wyborcami zmęczonymi tradycyjnym dyskursem. Stanowski, zapowiadając wizytę na Malediwach jako swoją pierwszą podróż zagraniczną, wprowadził do debaty element humoru, który wyróżnił go na tle bardziej poważnych wystąpień.
Debata w Końskich a przyszłość kampanii
Wyniki sondażu IBRiS wskazują, że debata w Końskich nie przyniosła jednoznacznego przełomu, ale z pewnością wpłynęła na dynamikę kampanii. Rafał Trzaskowski umocnił swoją pozycję lidera, jednak Karol Nawrocki i Szymon Hołownia pokazali, że są w stanie skutecznie rywalizować o głosy wyborców. Magdalena Biejat i Krzysztof Stanowski z kolei udowodnili, że nawet kandydaci spoza głównego nurtu mogą przyciągnąć uwagę i zyskać sympatię.
Nieobecność Sławomira Mentzena i Adriana Zandberga może okazać się kosztowna, zwłaszcza w kontekście negatywnej oceny ich decyzji przez większość respondentów. Kolejne tygodnie kampanii pokażą, czy będą w stanie odbudować zaufanie wyborców i skutecznie zaprezentować swoje programy.
Debata w Końskich była nie tylko starciem poglądów, ale także testem dla kandydatów pod kątem ich umiejętności komunikacyjnych i odporności na presję. Polacy, jak pokazuje sondaż, docenili tych, którzy potrafili połączyć merytorykę z charyzmą. Przed nami jeszcze kilka tygodni kampanii, ale jedno jest pewne – Końskie na długo pozostanie w pamięci jako miejsce, gdzie polityczne emocje sięgnęły zenitu.
DF, thefad.pl / Źródło: IBRiS. X. , Res Futura, media
Ile tak naprawdę trwa seks? Obalamy mity z alkowy
Zaglądamy za kulisy alkowy, obalamy mity o wielogodzinnych uniesieniach i odkrywamy, co nauka mówi o czasie trwania intymnych chwil. Poznaj fakty, które mogą zmienić Twoje spojrzenie na seksualność w związkach.
Jak długo powinien trwać seks, by obie strony czuły się spełnione?
Seks to jedna z najbardziej fascynujących i intymnych sfer życia, a zarazem temat, który obrósł mnóstwem nieporozumień. Pytanie o to, ile tak naprawdę trwa seks, nurtuje wiele osób – w rozmowach, w mediach, a czasem w cichych rozmyślaniach. Podsycane filmami, serialami czy reklamami wyobrażenie godzin pełnych namiętności może budzić presję i wątpliwości. Jak długo trwa przeciętny seks? Czy krótki seks jest normalny? Przyjrzyjmy się badaniom naukowym, rozprawmy się ze stereotypami i sprawdźmy, jak budować satysfakcjonującą bliskość – bez oglądania się na zegarek.
Seks w liczbach – co mówi nauka?
Nauka rzuca światło na pytania, które często pozostają w sferze domysłów. Badania dotyczące czasu trwania seksu przynoszą odpowiedzi, które mogą zaskakiwać swoją prostotą. Jedno z kluczowych opracowań, opublikowane w Journal of Sexual Medicine w 2005 roku, przeanalizowało doświadczenia 500 par z pięciu krajów. Wyniki pokazały, że średni czas trwania stosunku pochwowego – od momentu penetracji do wytrysku, zwany IELT (intravaginal ejaculation latency time) – wynosi około pięciu i pół minuty. To jednak tylko średnia. Niektóre pary kończyły po niespełna minucie, inne potrzebowały nawet trzech kwadransów. Czas ten różni się też w zależności od wieku. Młodsi mężczyźni, między 18. a 30. rokiem życia, osiągają średnio sześć i pół minuty, podczas gdy u tych po pięćdziesiątce spada on do nieco ponad czterech minut.
Inne badanie, przeprowadzone przez Society for Sex Therapy and Research, zagłębiło się w to, jak ludzie postrzegają długość stosunku. Okazało się, że czas od trzech do siedmiu minut jest uznawany za wystarczający, a od siedmiu do trzynastu minut za najbardziej pożądany. Akt trwający zaledwie minutę lub dwie może budzić frustrację, ale zbyt długi – nawet półgodzinny – bywa męczący. Te dane pokazują, że czas trwania seksu a satysfakcja to indywidualna sprawa, daleka od uniwersalnych standardów.
Seks to jednak znacznie więcej niż tylko penetracja. Gra wstępna, obejmująca zarówno dotyk, pieszczoty, pocałunki, jak i emocjonalną bliskość, jest fundamentem intymności. Zastanawiasz się, ile trwa gra wstępna? Badania, takie jak te z Priority Mens Medical z 2022 roku, wskazują, że kobiety potrzebują średnio około trzynastu i pół minuty stymulacji, by osiągnąć orgazm. To właśnie te chwile budowania napięcia często decydują o pełni doznań.
W Narodowym Raporcie o Seksualności 2024 niemal połowa Polaków przyznała, że jest zadowolona z życia intymnego, a ponad połowa podkreślała, że kluczowa jest jakość, a nie długość wspólnych chwil.
Mity alkowy – co warto obalić?
Popkultura silnie wpływa na nasze wyobrażenia o seksie – filmy, seriale czy reklamy pokazują go jako perfekcyjne, długotrwałe doświadczenie pełne namiętności. W zderzeniu z rzeczywistością łatwo o poczucie presji, a nawet zwątpienie w to, czy sami „wypadamy” wystarczająco dobrze.
Jednym z najtrwalszych stereotypów jest przekonanie, że seks powinien trwać godzinami. W rzeczywistości średni czas penetracji to kilka minut, a dłuższy akt nie zawsze oznacza większą przyjemność. Kasia i Tomek, para z ośmioletnim stażem, opowiadają, że kiedyś czuli presję, by sprostać filmowym ideałom. Gdy zaczęli otwarcie rozmawiać o swoich potrzebach, odkryli, że kwadrans lub dwadzieścia minut w zupełności im wystarcza. Ich historia pokazuje, że dopasowanie jest ważniejsze niż czas.
Inne błędne przekonanie dotyczy kobiet i ich potrzeb. Wiele osób sądzi, że dłuższy stosunek jest kluczem do kobiecego orgazmu. Tymczasem badania, między innymi seksuolog Mai Kamińskiej dla PAP, wskazują, że dla większości kobiet kluczowa jest stymulacja łechtaczki. Orgazm może nadejść szybko, jeśli para zna swoje ciała i preferencje. Kinsey Institute potwierdza, że siedem na dziesięć kobiet potrzebuje takiej stymulacji, a długość penetracji ma drugorzędne znaczenie.
Często słyszymy też, że seks powinien być spontaniczny, a planowanie odbiera mu urok. W długotrwałych związkach rzeczywistość bywa jednak inna. Świadome rezerwowanie czasu na intymność może wzmacniać więź. Psycholog Esther Perel zauważa, że oczekiwanie na zaplanowany moment potrafi budować napięcie i bliskość. Ania i Zosia, para kobiet w związku od pięciu lat, przyznają, że wspólne wieczory, które planują z wyprzedzeniem, pozwoliły im odkryć nową głębię w ich relacji. Badanie Uniwersytetu w Toronto z 2023 roku potwierdza, że takie podejście często przekłada się na większe spełnienie w życiu seksualnym.
Warto też rozwiać popularny mit, że krótki stosunek to oznaka problemów. Tymczasem długość aktu nie ma większego znaczenia, jeśli obie strony są zadowolone i czują bliskość. Maria i Jan, małżeństwo po pięćdziesiątce, przyznają, że z wiekiem ich intymne chwile stały się krótsze, ale jednocześnie bardziej intensywne i emocjonalne. To nie liczba minut decyduje o satysfakcji, lecz jakość relacji i komunikacji. Frustracja najczęściej wynika z braku otwartej rozmowy, a nie z długości trwania aktu. W razie trudności warto skorzystać z pomocy specjalisty, który pomoże zrozumieć potrzeby i znaleźć wspólny język.
Jak media kształtują nasze oczekiwania?
Obraz seksu w mediach bywa daleki od rzeczywistości. Filmy romantyczne, seriale czy reklamy często pokazują go jako nieustającą symfonię namiętności, która trwa godzinami. Taki przekaz buduje presję, szczególnie wśród młodych ludzi, którzy dopiero odkrywają swoją seksualność. W Polsce, jak wynika z badań, niemal cztery na dziesięć osób odczuwają społeczne oczekiwania związane z życiem intymnym. W społeczeństwach takich jak kraje skandynawskie, gdzie edukacja seksualna jest powszechna, większy nacisk kładzie się na wzajemną przyjemność i równość, a nie na czas trwania aktu. Świadomość tych różnic pomaga uwolnić się od nierealnych standardów i skupić na tym, co naprawdę ważne – bliskości i autentyczności.
Co wpływa na czas trwania seksu?
Czas trwania seksu jest wypadkową wielu aspektów życia. Wiek odgrywa istotną rolę – młodsi mężczyźni mogą osiągać wytrysk szybciej, podczas gdy starsi potrzebują więcej stymulacji. Zdrowie, w tym poziom hormonów czy kondycja fizyczna, również ma znaczenie. Stres i zmęczenie, będące codziennością wielu z nas, mogą ograniczać energię na intymność, podczas gdy chwile relaksu sprzyjają większej otwartości. Komunikacja między partnerami jest kluczowa – szczera rozmowa o pragnieniach i granicach pozwala znaleźć rytm, który odpowiada obojgu. Nie bez znaczenia jest też kontekst kulturowy. W jednych społeczeństwach seks pozostaje tematem tabu, w innych celebruje się go jako naturalną część życia. Wszystkie te elementy splatają się, tworząc unikalne doświadczenie każdej pary.
Jak budować satysfakcjonującą intymność?
Satysfakcja w sypialni nie zależy od liczby minut, lecz od jakości wspólnych chwil. Gra wstępna, obejmująca zarówno dotyk, pieszczoty, pocałunki, jak i emocjonalną bliskość, buduje napięcie i przygotowuje na dalsze etapy. Eksperymentowanie z nowymi sposobami wyrażania namiętności może ożywić życie seksualne i pomóc odkryć nieznane dotąd przyjemności. Otwarta rozmowa o potrzebach i fantazjach wzmacnia więź, dając obu stronom poczucie bezpieczeństwa. Troska o zdrowie – aktywność fizyczna, zdrowa dieta, odpowiednia ilość snu – przekłada się na lepsze samopoczucie i większe libido. Gdy pojawiają się trudności, warto pamiętać, że seksuolog czy terapeuta może pomóc spojrzeć na sytuację z nowej perspektywy i znaleźć rozwiązania.
Nie czas, lecz bliskość decyduje o jakości seksu
Ile tak naprawdę trwa seks? Tyle, ile potrzeba, by poczuć bliskość i spełnienie. Badania pokazują, że przeciętny stosunek trwa kilka minut, ale to wzajemne zrozumienie i szacunek tworzą prawdziwą magię. Seksualność w związkach to nie wyścig ani pokaz sprawności – to intymna podróż, w której każda para wyznacza własne ścieżki. Zamiast gonić za wyidealizowanymi obrazami, warto wsłuchać się w siebie i partnera. W alkowie nie liczy się czas, lecz autentyczne, wspólne chwile, które zostają w sercu na długo.
DF, thefad.pl / Źródła: *Journal of Sexual Medicine*, „A Multinational Population Survey of Intravaginal Ejaculation Latency Time”, *Narodowy Raport o Seksualności 2024*, Society for Sex Therapy and Research, 2010, Priority Mens Medical, 2022, Kinsey Institute, University of Toronto, 2023
Tęsknota za imperium. Dlaczego część Niemców wciąż patrzy na Rosję z podziwem

Jacek Lepiarz
Atencja Niemców do Rosji ma długą tradycję, a jej spoiwem była niechęć do liberalnego Zachodu. Dziś na partie opowiadające się za współpracą z Moskwą znów głosuje ponad jedna trzecia wyborców.
Autor nawiązuje do doświadczeń niemieckiego poety Rainera Marii Rilkego, który w 1924 roku, podczas podróży po Rosji, „doznał inicjacji”. O zmierzchu, przed drzwiami dwóch srebrnych kaplic, dostrzegł grupę pielgrzymów. „Ten widok wstrząsnął mną do głębi. Po raz pierwszy w życiu poczułem w trudny do wyrażenia sposób, że to jest moja ojczyzna. Podjąłem decyzję o pozostaniu w Rosji” – pisał Rilke.
„Rilke nie został co prawda w Rosji, ale jego tęsknota za nią pozostała – podkreśla Schmid. Jego „trudne do wyrażenia uczucie podzielało wielu rodaków.
Rosja jako obiekt nienawiści Hitlera
Niemiecka fascynacja Rosją na długo odeszła w zapomnienie z powodu Adolfa Hitlera. Schmid tłumaczy, że wódz Trzeciej Rzeszy uczynił z niej „obiekt nienawiści narodowych socjalistów”. Nazistowska propaganda, podobnie jak masowe gwałty na niemieckich kobietach, pozostawiła głębokie ślady w zbiorowej świadomości. Pozytywny wizerunek Rosji ustąpił miejsca obrazowi wroga.
W czasach Adenauera Związek Sowiecki postrzegano jako imperium zła. Związanie RFN z Zachodem zmieniło polityczne wektory. Zachodni styl życia i demokracja okazały się atrakcyjne. „Autorytarna pokusa relacji ze Wschodem zniknęła” – czytamy w „Die Welt”.
Postawy wobec Rosji znów się zmieniają
Zdaniem komentatora, postawa Niemców po raz kolejny ulega zmianie. Coraz więcej obywateli uważa, że za wojnę w Ukrainie odpowiada nie Rosja, lecz NATO. Niemała liczba Niemców popiera Donalda Trumpa właśnie dlatego, że rozmontowuje trwające od 80 lat relacje transatlantyckie.
„Ponad jedna trzecia Niemców głosuje dziś na partie, które opowiadają się za możliwie dobrymi relacjami z imperium Putina i które co najmniej sceptycznie odnoszą się do zachodnich demokracji” – podkreśla dziennikarz „Die Welt”.
Jego zdaniem, dla wielu Niemców – „a cóż dopiero w SPD” – dobre stosunki z Rosją byłyby ważniejsze niż losy instytucji demokratycznego państwa prawa. „Nowe Rapallo spotkałoby się zapewne z akceptacją” – pisze Schmid.
Rapallo – koniec długiego procesu
Autor przypomina, że w kwietniu 1922 roku najwyżsi przedstawiciele Niemiec i rewolucyjnej Rosji podpisali w Rapallo traktat o wzajemnym uznaniu i współpracy – „za plecami wszystkich państw zachodnich”. Akt ten oznaczał odrzucenie zbliżenia z Zachodem.
Jak zaznacza Schmid, okoliczności zawarcia traktatu nie są do dziś w pełni wyjaśnione, ale jego zdaniem nie była to spontaniczna decyzja ani efekt pośpiesznych negocjacji jednej nocy. Traktat był raczej zakończeniem dłuższego procesu i początkiem nowej niemiecko-rosyjskiej współpracy, która trwała aż do lata 1941 roku, kiedy to atak Hitlera na ZSRR zakończył pakt Ribbentrop–Mołotow – nazwany przez publicystę Sebastiana Haffnera „diabelskim paktem”.

Friedrich Gauss, niemiecki minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop, Józef Stalin oraz ludowy komisarz (minister) spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesław Mołotow. Fot. wikipedia
Słabość Niemców do postaci wodzowskich
Schmid podkreśla, że Niemców i Rosjan łączyła wspólna niechęć do liberalnego Zachodu – silniejsza niż różnice między socjalizmem a kapitalizmem.
Autor przypomina, że to Niemcy zorganizowali powrót Lenina do Petersburga w 1917 roku. Niemieccy przemysłowcy, wojskowi, dyplomaci i skrajna prawica współpracowali z bolszewikami już od czasu porażki w I wojnie światowej.
Dziś – pisze Schmid – wielu Niemców bagatelizuje różnicę między państwem prawa a dyktaturą i podziwia Rosję za rzekomy „porządek”.
„Niemcy odwrócili się od Hitlera, ale prawdopodobnie nie wyzbyli się jeszcze słabości do przywódców o wodzowskich ambicjach. Długa droga Niemców na Zachód jeszcze się nie skończyła – i to w chwili, gdy sam Zachód być może znajduje się w fazie rozpadu” – konkluduje Thomas Schmid.
REDAKCJA POLECA
Pornografia i przemoc: Zagrożenia dla dzieci w sieci
W dobie smartfonów i mediów społecznościowych dzieci spędzają godziny w cyfrowym świecie, który nie zawsze jest bezpieczny. Algorytmy platform takich jak TikTok czy Instagram podsuwają młodym użytkownikom treści, które mogą trwale wpłynąć na ich psychikę – od pornografii po brutalną przemoc. Raporty renomowanych instytucji, takich jak UNESCO, Pew Research Center czy Internet Watch Foundation, alarmują: internet stał się polem minowym dla najmłodszych. Jakie zagrożenia czyhają na dzieci skrolujące telefony i co możemy zrobić, by je chronić?
Algorytmy: Machina emocji
Media społecznościowe działają dzięki algorytmom, które analizują każdy klik, by zatrzymać użytkownika jak najdłużej. Według raportu UNESCO z 2023 roku, algorytmy promują treści wywołujące silne emocje – strach, fascynację czy oburzenie – bo takie materiały najlepiej angażują. Dzieci, z ich ograniczoną zdolnością do krytycznej oceny, są szczególnie podatne na ten mechanizm.
Badanie University of Oxford z 2024 roku wykazało, że dzieci w wieku 10–15 lat, spędzające ponad trzy godziny dziennie w mediach społecznościowych, są o 40% bardziej narażone na kontakt z nieodpowiednimi treściami, takimi jak przemoc czy pornografia. Przykładem jest przypadek zgłoszony przez Internet Watch Foundation w 2023 roku, kiedy na platformie streamingowej wykryto setki filmów z treściami seksualnymi, dostępnymi pod niewinnymi hasztagami, takimi jak „taniec” czy „zabawa”.
Pornografia na jedno kliknięcie
Dostęp do pornografii w internecie jest alarmująco łatwy. Raport Safer Internet UK z 2024 roku wskazuje, że 20% dzieci w wieku 11–16 lat w Wielkiej Brytanii natknęło się na treści pornograficzne w mediach społecznościowych, często przypadkowo. Algorytmy platform takich jak Snapchat czy TikTok mogą w kilka sekund skierować użytkownika od neutralnych filmików do ekstremalnych materiałów. W 2022 roku australijskie śledztwo ujawniło, że na jednej z aplikacji obrazy seksualne były ukrywane w sekcjach oznaczonych jako „kreatywność”, co narażało dzieci na kontakt z nimi.
Niebezpieczeństwo nie kończy się na przypadkowych ekspozycjach. Badanie Pew Research Center z 2023 roku pokazało, że 30% nastolatków w USA otrzymało niechciane wiadomości o charakterze seksualnym. Takie interakcje zwiększają ryzyko wykorzystywania online, co potwierdzają przypadki zgłaszane przez organizacje takie jak ECPAT International.
Przemoc i toksyczność w codziennym scrollowaniu
Oprócz pornografii dzieci stykają się z treściami promującymi przemoc i autodestrukcję. Raport UNICEF z 2024 roku ostrzega, że materiały z brutalnymi walkami, samookaleczeniami czy niebezpiecznymi wyzwaniami – jak te popularne na TikToku – normalizują destrukcyjne zachowania. W 2023 roku w Indiach nastolatek doznał poważnych obrażeń, próbując odtworzyć „wyzwanie” z mediów społecznościowych, co wywołało debatę o odpowiedzialności platform.
Cyberprzemoc to kolejny problem. Według Anti-Defamation League (2024), 44% dzieci w wieku 13–17 lat doświadczyło nękania online – od wulgarnych obelg po groźby. W Kanadzie w 2023 roku 14-letnia dziewczyna odebrała sobie życie po fali nienawistnych komentarzy pod jej filmami, co uwypukliło braki w moderowaniu treści.
Zdrowie psychiczne pod presją
Stały kontakt z toksycznymi treściami ma poważne konsekwencje. Metaanaliza w „The Lancet” (2024) wykazała, że nadmierne korzystanie z mediów społecznościowych zwiększa ryzyko lęków i depresji u młodzieży o 50%. Dzieci bombardowane przemocą, nierealistycznymi standardami urody czy treściami seksualnymi zmagają się z obniżoną samooceną i izolacją.
Globalny kryzys psychiatrii dziecięcej pogłębia problem. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podaje, że w latach 2019–2023 liczba młodych ludzi z problemami psychicznymi wzrosła o 25%, a dostęp do specjalistów jest ograniczony. Media społecznościowe nie są jedyną przyczyną, ale znacząco przyczyniają się do tego trendu.
Deepfake: Nowy wymiar zagrożeń
Rozwój sztucznej inteligencji otwiera kolejne fronty. Raport Europolu z 2024 roku ostrzega, że zdjęcia dzieci z mediów społecznościowych są wykorzystywane do tworzenia deepfake’ów, w tym pornograficznych. W 2023 roku w Hiszpanii nastolatkowie użyli AI do wygenerowania nagich zdjęć koleżanek, co wywołało traumę u ofiar i debatę o lukach prawnych.
Publikowanie zdjęć dzieci, nawet w niewinnych kontekstach, jest ryzykowne. Internet Watch Foundation szacuje, że 60% materiałów pedofilskich pochodzi z legalnie udostępnionych zdjęć, które zostały zmodyfikowane. Rodzice często nie zdają sobie sprawy, że tracą kontrolę nad takimi obrazami.
Regulacje i edukacja: Droga naprzód
Świat reaguje na te wyzwania. W 2023 roku Unia Europejska wprowadziła Digital Services Act, nakazujący platformom lepszą moderację treści. Australia w 2024 roku ograniczyła dostęp dzieci poniżej 16 lat do mediów społecznościowych, a w USA trwają prace nad podobnymi regulacjami. Jednak prawo nie nadąża za technologią. Eksperci UNESCO podkreślają, że kluczowa jest edukacja cyfrowa.
Programy takie jak brytyjski Thinkuknow uczą dzieci rozpoznawania zagrożeń i ochrony prywatności. Rodzice również potrzebują wiedzy – od ograniczania czasu przed ekranem po unikanie publikacji zdjęć dzieci. Dowiedz się więcej o cyberbezpieczeństwie dla rodzin.
Jak chronić dzieci? Praktyczne kroki
- Ogranicz czas online: Mniej niż dwie godziny dziennie w mediach społecznościowych zmniejsza ryzyko kontaktu z toksycznymi treściami.
- Rozmawiaj o ryzyku: Wyjaśnij, jak zgłaszać niepokojące materiały i unikać podejrzanych interakcji.
- Zabezpiecz konta: Ustaw prywatne profile i wyłącz udostępnianie lokalizacji.
- Unikaj zdjęć w sieci: Nawet niewinne obrazy mogą zostać wykorzystane.
- Używaj narzędzi kontroli: Aplikacje jak Qustodio pomagają monitorować aktywność dziecka.
Czas na odpowiedzialność
Internet oferuje ogromne możliwości, ale bez zabezpieczeń staje się pułapką dla dzieci. Algorytmy, pornografia, deepfake’i i cyberprzemoc to wyzwania, które wymagają wspólnego działania – od platform po rodziców. Jak podkreśla UNESCO, cyfrowy świat powinien być miejscem rozwoju, nie destrukcji. Czy zdążymy stworzyć takie środowisko, zanim kolejne dziecko zapłaci zbyt wysoką cenę?
Dariusz Frach, thefad.pl / Źródło: UNESCO, 2023: Digital Competencies, University of Oxford, 2024: Social Media and Teenagers’ Mental Health, Internet Watch Foundation, 2023–2024, Safer Internet UK, 2024, Pew Research Center, 2023: Teens and Social Media, ECPAT International, UNICEF, 2024: State of the World’s Children, Anti-Defamation League, 2024: Online Hate and Harassment, The Lancet, 2024: Social Media and Mental Health, WHO: Mental Health of Adolescents, Europol, 2024: Online Threats, Digital Services Act, Thinkuknow
„23 zasady władzy Kaczyńskiego”. Brutalny manifest Adama Mazguły

Adam Mazguła
Jarosław Kaczyński od lat rządził Polską strachem, trupim paliwem, kłamstwem i ogłupiającą propagandą fałszywego patriotyzmu. W imię 'dobra Polski' jego partia tworzyła system oparty na przekupstwie, manipulacji i wykluczaniu tych, którzy nie pasowali do pisowskiej wizji narodu. Zebrane tu 23 zasady tej brutalnej władzy – to nie tylko manifest, ale wstrząsający portret kraju podporządkowanego jednemu człowiekowi, jednemu partyjnemu aparatowi, jednej ideologii.
Kaczyński znowu chce rządzić strachem, trupim paliwem, korupcją, kłamstwem i ogłupiającą propagandą fałszywego patriotyzmu.
Panie Jarosławie Kaczyński,
Jest Pan autorem czynów i kopalnią myśli tak oczywistych, że aż genialnych.
Słyszałem już, jak dochodzi Pan latami do prawdy, aż się Pan z nią minął.
Widziałem represje dla tych, co żyli „w komunie”, do których Pan przecież należy, albo o wojnie z osobami, a nawet ideologią LGBT, która nie jest Panu obca.
Okupacja Polski Jarosława Kaczyńskiego i jego partii opierała się na zasadzie wymuszonej eksploatacji Polaków za pomocą przekupstwa, strachu, trupiego paliwa i masowej propagandzie sukcesu „prawdziwych Polaków i Katolików”.
To historia agresji, masowej manipulacji i budowy trwałej oligarchii władzy na wzór terrorysty Putina.
Izolowali Polaków w świecie, wmawiali patriotyzm i wierność wierze ojców. Na tej bazie demolowali kraj z hasłami „dla dobra Polski i Polaków” – i nie dodawali, że tylko tych z PiS.
Znalazłem więc 23 zasady, którymi rządziła ich antypolska krucjata wojny z demokracją i cywilizacją świadomego człowieka.
Każda z tych zasad to elaborat przykładów łamania prawa i łajdactw władzy, ukrywanych lub umarzanych przez partyjną prokuraturę „przestępcy generalnego kraju”.
23 zasady pisowskiej władzy:
- Prezes PiS-u to wódz jedyny, nieomylny, kompetentny i najmądrzejszy na świecie, nazywa się Jarosław Kaczyński i ma zawsze rację.
- Jeżeli zauważysz, że prezes nie ma racji, to zmień okulary i sprawdź jeszcze raz pkt 1.
- Polska to PiS, naród to parafianie, reszta to zdrajcy.
- Dbamy o swoich, inni nie są Polakami.
- Każda władza ma należeć do PiS-u i dlatego należy ją bardzo dobrze opłacać.
- Polskie złoto jest nasze, pilnuje je Glapiński, a pieniądze da się wydrukować.
- PiS nie ma słabych punktów i nie popełnia błędów, więc nie krytykuj. Masz wierzyć i ufać nam nawet wtedy, gdy białe jest czarne. Nie myśleć, nie przeszkadzać, nie zadawać pytań, głosować na PiS i zapie*dalać za miskę ryżu.
- Ocenę faktów, ludzi i historii tworzą nasze media. Prawda nie ma znaczenia, jeśli jest propaganda. „Ciemny naród wszystko kupi”.
- Demokracją można sterować poprzez ogłupiającą Polaków propagandę.
- Wola polityczna jest ponad prawem, a sprawiedliwość jest nasza.
- Edukacja jest zbędna naszym niewolnikom i parafialnym owieczkom, ale nasze dzieci kształcimy na zachodzie.
- Każdego da się okraść i przekonać, że to dla jego dobra, Polski i Polaków.
- Okradaj bezwzględnie, lecz cicho i powoli. Oddasz trochę, głośno krzycząc, aby wyborca sobie utrwalił nie to, kto mu odbiera, ale wiedział, kto mu daje.
- Okłamuj skutecznie. Jak ktoś się zorientuje, że kłamiesz, kłam ze zwiększoną siłą. W końcu musi uwierzyć, albo się go zamknie.
- Czego nie możesz udowodnić, zrób z tego wiarę. To królestwo manipulacji.
- Jeśli ktoś atakuje cię uniwersalnymi słowami takimi jak konstytucja, normalność, wspólnota, solidarność… zabierz mu te słowa i odwróć narrację.
- Wojsko i policja muszą być skompromitowane, dowodzone przez słabeuszy i dobrze opłacane, aby wiedziały, komu mają służyć.
- Czyńcie sobie ziemię poddaną i rabujcie. Nasz jest zysk na pokolenia, koszt i bieda jest naszych wrogów – i też na ich pokolenia.
- Jeśli dla dobra polskich rodzin trujesz Polaków, zrzuć winę na tych, którzy to ujawniają.
- Dla nas zdrowie jest najważniejsze. Inni mają klauzulę sumienia i niech się modlą – to ich prywatna sprawa.
- Kobiety są nasze i my decydujemy o ich losie. Przede wszystkim mają nam dobrze służyć.
- Daliśmy opozycji protestować, wyszumiała się, spisaliśmy, poturbowaliśmy, oskarżyliśmy. Niech wiedzą, że marzenia dużo kosztują.
- Każdy może nas wspomóc, ale najcenniejsze są trupy – one ożywiają naszą partię.
O czym zapomniałem? Dopiszcie sami.
Adam Mazguła


















