Dariusz Stokwiszewski: Karma wraca panie Ziobro, szczególnie ta zła!

Dariusz Stokwiszewski
Kaczyński nie znosi sprzeciwu, nie chce także kogoś, kto już raz zdradził w PiS. Ziobro zrobił co mógł, więc przestał być „władcy” potrzebny.
Jak podaje Newsweek (publikacja ukazała sie w sierpniowym numerze) pisowski beton (prezes Kaczyński, premier Morawiecki oraz szef MSWiA Brudziński) zdecydował o usunięciu Zbigniewa Ziobry. Nie wiem jak to ma się odbyć, bo za komuny „towarzysz po prostu zapadał na zdrowiu”, ale mniejsza o szczegóły tego „odejścia w chwale”. Ważne jest to, dlaczego tak ma się stać oraz to, co wyniku tego może nastąpić. Zatem po kolei. Otóż okazuje się, że podobno Ziobro był „zbyt łagodny w niszczeniu opozycji” (sic!) i choć w systemie sprawiedliwości zrobił Armagedon to „złemu starcowi” jest jeszcze za mało (to moja interpretacja). Najlepiej, gdyby wszystkich wybił? Nie, chyba nie aż tak…?! No w każdym razie byłoby „lepiej”, gdyby bardzo ich udręczył i zamknął.
Skoro Ziobro tak nie postąpił to, muszą być jakieś przyczyny tego stanu rzeczy. Według mnie sprawa jest bardzo prosta. Ziobro się boi, bardzo się boi tego, że przyjdzie mu za wszystko zapłacić wysoką cenę – według mnie to uzasadniona obawa. Nasz minister chyba zrozumiał, że ma być kozłem ofiarnym, jaką to rolę odegrały tysiące ludzi przed nim w państwie niejakiego Koby (rewolucyjny pseudonim J. Stalina), w latach 30./40. XX wieku. Kaczyński nie znosi sprzeciwu, nie chce także kogoś, kto już raz zdradził w PiS. Ziobro zrobił co mógł, więc przestał być „władcy” potrzebny. Kiedy „zamach” na Gawłowskiego z PO nie udał się i ten pojawił się w Sejmie (jak podaje Newsweek) Ziobro struchlał; „miał minę, jakby miał zaraz zemdleć ze strachu”. Tym bardziej, kiedy zatrzymany wcześniej poseł zwrócił się do naszych „bohaterów prawicy” słowami:
„Byłem w miejscu, do którego wielu z was niedługo trafi. Czekają tam na was! Nie będzie łatwo”!
Dziwić się Kaczyńskiemu, że chce się mścić na Ziobrze czy też nie? Gdybym mówił o kimś, kto przestrzega wartości uniwersalnych, nie zadawałbym takiego pytania, ale nie mówię o kimś takim, stąd spróbuję pomyśleć jego kategoriami. Otóż wg mnie taki może być dla Ziobry pierwszy scenariusz, że skończy marnie, no ale nie byłby on sobą, gdyby się nie zabezpieczył! Pan minister (podaję za Newsweek) znając cynizm pisowców i wodza podjął już pewne działania wcześniej. Nie chcę tu powtarzać tego, co o Ziobrze mówi anonimowo jeden z posłów PiS, a mówi niezwykle obrazowo i źle (odsyłam do tygodnika). Powiem tylko, że Ziobro dla PiS jest groźny po tym, jak stworzył tzw. „centralny rejestr haków”, którym może teraz grać na nosach towarzyszy, innych osób spoza partii nie licząc!
Ziobro (myśli mściwy Kaczyński), to ja dałem ci możliwości i narzędzia do działania a ty się teraz łamiesz?! Zdradziłeś mnie raz, a teraz próbujesz tego po raz kolejny? O nie kolego, teraz popłyniesz z prądem, co niekoniecznie będzie dla ciebie dobre. Wylatujesz na „zbity pysk”, pomyślał sobie wódz i zaczął myśleć co dalej …! Ziobro stanął, jak to mówiła pewna Estonka niejako w rozkroku, ale ja na to nie pozwolę, dumał „prezio” dalej! To ja zapłaciłem tym, że Polska jest krajem niemal izolowanym, z czym się już pogodziłem, a ty (Ziobro) chcesz mnie zostawić na lodzie. Po co więc było to wszystko? I tu przypomniał mu się film Vabank, w którego II części inny prezes – Kramer traci wszystko!
Przechodzę do ewentualnych następstw tego, co się obecnie dzieje i stać może. Otóż dla Ziobry nie ma alternatywy poza Jarosławem Kaczyńskim, ale ten go nawet nie chce w PiS! Kaczyński nigdy nie wybacza – to „człowiek zemsty i nienawiści”! Stąd też, może być na przykład tak, jak opisałem to w czterech scenariuszach poniżej.
Scenariusz I – Ziobro „mający pod sobą” całą machinę prokuratorsko – sędziowską (mówię o tych „słabych”, „którzy oddali mu się z miłości … do koryt!) może dokonać rewolucji kadrowej wylewając na kolesi mających „za uszami” cały kubeł pomyj. Co mu to da? Pewnie nie wygra, ale może zyskać czas, choćby strasząc taką możliwością.
Scenariusz II – nasz bohater może ugiąć się pod presją „duce” i wprowadzić terror, który skierowany byłby nie tylko na sędziów i opozycję, ale przeciw całemu narodowi. Tak, ale i tak nie „zdobędzie serca” mściwego prezesa. Ten postanowił, że gościa już nie ma! Jeśli jednak to zrobi – pozostawiając po sobie zgliszcza – i tak będzie persona non grata, tym bardziej, że już zbędna z utylitarnego punktu widzenia!
Scenariusz III dla Polski – może być tragiczny, bo już jesteśmy wyniszczeni jakbyśmy byli po stuleciu wojen z XVII w., kiedy to Polska była (jak pisał Carl von Clausewitz w XIX wieku) stepem, po którym hasały obce wojska! Dzisiejsza Polska może wkrótce gospodarczo paść jak tamta rozdzierana buntami i wojnami, rządzona przez ludzi, do tych podobnych!
Scenariusz IV dla narodu – upadek wartości i zasad, morale i hartu ducha, totalny nihilizm skutkujący brakiem jakichkolwiek „ciepłych myśli” o Ojczyźnie, które słowo stanie się po prostu „puste”! Jest to wizja przerażająca i nie wiadomo do końca na ile trafna, jednak nakreśliłem ją w oparciu o swoją wiedzę oraz doświadczenie naukowe. Tekst ten podany w lekkiej, publicystycznej formie jest jednak niezwykle poważny w zakresie swego przesłania. To wszystko jest możliwe …!
Teraz stawką w grze są wybory samorządowe i zwycięstwo całej opozycji! Jeśli je przegramy, będzie po nas! Nie wolno pisowcom oddać majątków samorządowych! Przypomnijmy sobie czasy PRL, kiedy władze centralne doiły samorządy do zera, aby później w ramach redystrybucji środków rzucić ochłapy! Czy chcemy zatem pracować na pensje i nagrody nierobów, którzy i tak mają już pełne kieszenie?!
Dariusz Stokwiszewski
Rezygnacja z czasu letniego pod znakiem zapytania
Zgodnie z wolą Komisji Europejskiej przestawianie zegarów miało skończyć się już w przyszłym roku. Zaczęły się jednak problemy.
Czas letni wprowadzono przed kilkudziesięciu laty, aby ponoć oszczędzać energię. Tymczasem okazało się, że efekt ten jest zerowy, a większość ludzi w Europie uważa zmianę czasu za utrapienie. Z tego względu po unijnym referendum online, w którym większość ludzi opowiedziała się za zniesieniem czasu letniego, szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker ogłosił zaniechanie zmiany czasu już w przyszłym roku.
Lecz wśród krajów członkowskich UE rodzi się opór – jak napisał portal Politico, powołując się na informacje z kręgów dyplomatycznych. Państwa członkowskie UE krytykują, że wciąż jeszcze niejasne są istotne detale i zbyt krótki jest czas, który pozostał do ich wyjaśnienia.
Komisja Europejska wezwała kraje członkowskie, aby do kwietnia zdecydowały, czy w przyszłości chcą mieć czas letni czy zimowy. Według aktualnych planów 31 marca 2019 po raz ostatni odbyć miałoby się przestawianie zegarów, do czego zobligowane były wszystkie kraje Wspólnoty.
Niepewne czasy
W chwili następnej zmiany 27 października 2019 zmiana czasu byłaby dla państwa członkowskich dobrowolna. Jak twierdzi komisarz UE Violeta Bulc, Portugalia, Cypr i Polska chciałyby mieć czas letni. Finlandia, Dania i Holandia wolałyby pozostać przy czasie zimowym. Grecja, jako jedyny kraj zasygnalizowała, że chce w dalszym ciągu zmieniać czas zimowy na letni. Do tej pory żadne państwo nie podjęło definitywnej decyzji.
Parlament Europejski w lutym br. wezwał Komisję Europejską, by bliżej zbadała problematykę zmiany czasu. W trakcie niereprezentatywnego sondażu online w lipcu br. spośród 4,6 mln uczestników ankiety z całej Wspólnoty, 84 proc. opowiedziało się przeciwko zmianie czasu. Dużym zainteresowaniem sondaż ten cieszył się w Niemczech, Wzięło w nim udział 3,79 proc. mieszkańców Niemiec.
REDAKCJA POLECA
Zagrożona demokracja. W Polsce standardy praworządności spadły aż o 29 miejs

epd, rtr, DW/dom
W wielu krajach pogorszyły się standardy demokracji i praworządności. Polska spadła aż o 29 miejsc.
W wielu krajach pogorszyły się standardy demokracji i praworządności – wynika z rankingu demokracji opracowanego przez ekspertów niemieckiej Fundacji Bertelsmanna. W grupie 41 państw Unii Europejskiej i Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) pogorszyła się także pozycja Polski. Polska spadła aż o 29 miejsc, zajmując teraz 37. lokatę. Czołową pozycję w rankingu zajmują kolejno: Szwecja, Finlandia, Norwegia i Dania. Tuż po nich są Niemcy i Szwajcaria. W porównaniu z analizą z 2014 roku aż 26 krajów pogorszyło swoją pozycję w rankingu. Obok Polski najbardziej spadły Węgry, Meksyk i Turcja.
USA: Spadek w trzech subindeksach
Ale straciły także Stany Zjednoczone, dla których wartości demokracji i wolności zawsze stanowiły „trwały rdzeń” – czytamy w analizie Fundacji Bertelsmanna. Prezydent, który nazywa media „wrogami” i nie uznaje ich niezależnej funkcji kontrolnej, „jest żenujący i stanowi zagrożenie dla demokracji i wolności” – piszą autorzy. W porównaniu z poprzednim rankingiem największa gospodarka świata USA odnotowała spadek o 9 miejsc we wszystkich trzech subindeksach badania: demokracji, rządach i politce. Nie wróży to nic dobrego na przyszłość – konstatują autorzy.
– Model liberalnej demokracji jest coraz bardziej pod presją także w OECD i UE, w niektórych krajach centralne standardy demokratyczne i konstytucyjne, takie jak wolność mediów, są już poważnie naruszone – podsumowuje Daniel Schraad-Tischler, kierujący projektem badawczym.
Polska, Węgry i Turcja
Za niepokojące autorzy uznali fakt, że w państwach, które spadły w rankingu demokracji i rządów nie maleje automatycznie zaufanie obywateli do przywództwa politycznego. I tak na przykład w Polsce, na Węgrzech czy w Turcji można obserwować wzrost zaufania do rządu. – Pokazuje to, że w niektórych krajach fundamentalne wartości demokracji nie są zakorzenione w świadomości politycznej części społeczeństwa – wyjaśnia Schraad-Tischler.
Również w Niemczech i krajach skandynawskich wzrasta polaryzacja polityczna i utrudnia długotrwałe reformy – wynika z analizy. W Niemczech polaryzacja między lewicą i prawicą przybrała na sile wraz z umocnieniem się pozycji Alternatywy dla Niemiec (AfD).
Ponadto w wielu krajach zauważalny jest pewnien rodzaj „ciągłej kampanii wyborczej” – wyjaśnia Schraad-Tischler. Rządy nie są w stanie wyraźnie określić swoich zamiarów i uzgodnić istotnych kwestii. Z tym problemem borykają się także Niemcy.
Przykładem Francja
Autorzy badania zwracają jednocześnie uwagę, że istnieje wiele pozytywnych rozwiązań, które mogą być wzorem dla innych państw. W tym kontekście wymieniają Francję, która pozytywnie rozwinęła się pod rządami prezydenta Emmanuela Macrona.
Praca badawcza Fundacji Bertelsmanna (Sustainable Governance Indicator 2018) analizuje państwa pod kątem ich standardów demokracji, jakości rządów i jakości wyników politycznych w dziedzinie gospodarki, społeczeństwa i środowiska. Od 2011 roku Fundacja regularnie wykorzystuje ten wskaźnik do analizy stabilności krajów członkowskich UE oraz OECD.
REDAKCJA POLECA
Dariusz Stokwiszewski: Kolejna tragifarsa z prezesem PiS w roli głównej

Dariusz Stokwiszewski
Pan prezes – skądinąd szeregowy poseł, „nabuzowany” pychą i pogardą dla wszystkich, na dodatek z dziwnie niepasującą do tych postaw fizjonomią, robi ze swoich partyjnych kolegów zwyczajnych oraz bezmyślnych klakierów! Kolejne jego wizje przyjmowane są tak, jak słowa Breżniewa na posiedzeniu Plenum Partii.
Coraz częściej, gdy oglądam jakiś program, w którym występują politycy pisowscy i Jarosław Kaczyński mam wrażenie déjà vue z okresu stalinizmu, gomułkowszczyzny i/lub obecnej Korei Północnej. Jeśli ktoś chciałby zapytać, jak to na mnie wpływa, to odpowiem tak; na początku traktowałem wszystkie wypowiadane bzdury z pewną złością i niechęcią, co każdy normalny człowiek w XXI wieku jest w stanie zrozumieć. Teraz bzdur takich słucham z przerażeniem, współczuciem okraszonymi też litością i pogardą. Nie da się inaczej – to są po prostu spędy takie jak plena PZPR, KPZR czy innych tego typu środowisk, żywcem wyjęte z PRL i ZSRR! Mamy już więc PRL – Bis tyle tylko, że ten jest po prostu bardziej żałosny i wzbudzający większe politowanie oraz, pod niemal każdym względem, gorszy.
Pan prezes – skądinąd szeregowy poseł, „nabuzowany” pychą i pogardą dla wszystkich, na dodatek z dziwnie niepasującą do tych postaw fizjonomią, robi ze swoich partyjnych kolegów zwyczajnych oraz bezmyślnych klakierów! Kolejne jego wizje przyjmowane są tak, jak słowa Breżniewa na posiedzeniu Plenum Partii. To tragifarsa, która pomimo całej groźby tego, co PiS pod „światłym przywództwem” wodza robi niszcząc Polskę, jest po prostu żałosne i śmieszne. Zastanawiam się, jak to jest możliwe, że jeden taki, „nawiedzony jakimś złym chyba duchem” człowiek plecie bzdury, a cała sala klaszcze, pomimo jego często sprzecznych przekazów werbalnych? Widać przy tym „szczęście, jakie bije im z oczu” jak to, u koreańskiego ludu, kiedy patrzy na wodza Kim Dzong Una. Pytam więc: z kim tu jest coś nie tak?! A może z nimi wszystkimi, bo przecież nie z nami, ludźmi normalnie myślącymi?
Nie pamiętam dokładnej kolejności występowania, ale przyjmijmy sobie na potrzeby tej publikacji, że najpierw była to prezesowska wizja Polski jako drugiej Turcji, następnie Dubaju, Budapesztu …, a dziś już Szwajcarii, która po chwili okazała się być Bawarią. Może to byłoby do zaakceptowania w cyrku i/lub w innej rozrywkowej formule, ale nie na zgromadzeniu osób, które podobno umieją czytać (pytanie, czy ze zrozumieniem?) i pisać! Najpierw burza braw po wpadce słownej i za chwilę kolejną, po jej sprostowaniu.
Czy to osoby myślące, czy też jakieś bezmyślna lub może obcojęzyczna grupa ludzi, na dodatek niecywilizowanych, albo nieprzytomnych? Pytam, bo nie jestem w stanie tego zrozumieć ani ogarnąć w żaden sposób, choć się naprawdę staram. Myślę osobiście (to zwyczajna przenośnia, a nie chęć obrażenia kogokolwiek), że stado baranów bardziej adekwatnie zareagowałoby na takie nonsensy. Choć z drugiej strony próbuję też „ich” tłumaczyć w ten sposób, że nie są „oikofobami” jak opozycja, stąd „wyrozumiałość dla innych, dobroć i miłość do bliźniego”!
Panie Kaczyński, jak się panu udało tak bardzo ogłupić swoje otoczenie mogę jeszcze zrozumieć (ich interesowność i nihilizm), ale że 38 milionowy naród dał się nabrać na demagogię kogoś tak mało wiarygodnego i nienawistnego jak pan, to przechodzi ludzkie pojęcie! Według mnie jest pan po prostu cwany; ani nie wyjątkowo inteligentny czy też błyskotliwy – jak akolici o panu mówią – ani nie prezentuje pan poziomu męża stanu, bo pana (to nie moje określenie) knajacki język alienuje z grona takich osób. Przyzna pan, że do czasu „nastania pana prezesury” taki „wulgarno – soczysty” język w polskiej polityce był czymś nieznanym! To tylko pan zrobił z tego kraju orwellowski „Folwark zwierzęcy”! To pan każdego dnia, wraz ze zniewolonymi na własne życzenie przez pana ludźmi przekreśla dokonania Polaków i sprowadza wszystkich do swojego poziomu. Przynajmniej tego by pan chciała, ale jest jeszcze w Polsce inteligencja, której nie dacie rady zniszczyć ta, która z takimi jak wy nie chce mieć nic wspólnego. Są wreszcie także przyzwoici sędziowie i zapewne jacyś prokuratorzy, którzy nigdy nie zaakceptują tego, co na pana haniebne polecenie robi z wymiarem sprawiedliwości niejaki Ziobro! To się kiedyś skończy! Kiedyś nadejdzie dla mnie także dzień bez pańskiego „skrzeku” w TVP Info, czy innych mediach. Czekam na to z tęsknotą i myślę, że nie jestem z tym sam!
Zastanawiam się też, jak udało się panu zrobić doktorat, skoro pan zionie nienawiścią do wszystkich, ale sobie wytłumaczyłem to, że potrafi się pan ugiąć, kiedy to wygodne lub się pan boi, a tak przecież drzewiej bywało prawda? Wystarczy przypomnieć sobie pana „bohaterstwo” tuż przed i już w stanie wojennym.
Pan się boi wszystkiego; w przeciwieństwie do Donalda Tuska, który chodzi wśród ludzi bez ochrony niemal i jest otoczony ogromnym szacunkiem. Będzie też (jeżeli tylko się na to zgodzi) naszym prezydentem. Okres waszych „rządów” przejdzie do historii jako czas „wielkiej smuty” takiej jak ta w Rosji z lat 1598 – 1613.
Reasumując, powiem, że ludzie pokroju Jarosława Kaczyńskiego powinni zniknąć na zawsze z polskiej polityki, gdyż są groźni dla własnego państwa i narodu. Demagodzy zwykle kończą fatalnie i taki los jest zapewne pisany temu panu, choć nie mam na myśli niczego złego. Uważam tylko, że kiedyś polskie matki zamiast ową „babą Jagą”, będą straszyć dzieci panem Jarosławem, której to „popularności” serdecznie życzę!
Dariusz Stokwiszewski
Manuela Gretkowska: NIE PRZEŚNIONA, ALE PRZEPITA REWOLUCJA

Manuela Gretkowska
Zakłamanie PiS-u współgra z kościelną hipokryzją. Niepokalane Kaczęcie, co nie tyka kobiet, kasy i życia wyznaczyło na następcę niepokalanie poczętego politycznie premiera. Morawiecki, syn Kornela, założyciela Solidarności Walczącej od dzieciństwa marzył o walce dla wolnej Polski z karabinem w ręku
Papież Franciszek zaprzeczył w tym roku istnieniu piekła. O braku pośmiertnej kary za grzechy, mafia, reżim Pinocheta, pedofile w sutannach, Rydzyk i inni zaufani Kościoła wiedzieli już dużo wcześniej.
Wykształcony teologicznie Franciszek likwidując tradycyjne piekło miał na myśli nie uniewinnienie ale unicestwienie bytu. Czyli róbta co chceta, kary nie będzie, bo wy i wasze grzechy znikną jak rejestr polskich kościelnych pedofili, albo inne dowody przestępstw.
Celibat przyklepano w wieku XI. Kobietom do roku 1952 nie wolno było nosić torebek. Oczywiście zmyślam, ale można uwierzyć w każde bzdurne prawo jeśli kobiety są podgatunkiem, natomiast księża nadgatunekiem człowieka. Kler potrafi przecież zwalczyć naturalne popędy fizjologiczne, by zachować czystość cielesną. Będą jeszcze czystsi powstrzymując wydalanie. Zamknąć toalety na plebaniach. Do najbliższej wygódki w pielgrzymce, raz na kilka dni. To by było poświęcenie, na pewno lepsze niż poświęcanie dzieci pedofilom.
Zakłamanie PiS-u współgra z kościelną hipokryzją. Niepokalane Kaczęcie, co nie tyka kobiet, kasy i życia wyznaczyło na następcę niepokalanie poczętego politycznie premiera. Morawiecki, syn Kornela, założyciela Solidarności Walczącej od dzieciństwa marzył o walce dla wolnej Polski z karabinem w ręku. Na razie jest pistoletem prezesa, chociaż wydaje mu się, że karabinem maszynowym walącym seriami „prawd”.
Przykład idzie z góry, a prawda puka nas w czoło od dna. Nie prześniona, a raczej przepita rewolucja, reformacja i Oświecenie w jednym.
Kościół i PiS boją się Unii Europejskiej. Musieliby wcześniej czy później poddać się prawu, czyli zdechrystianizować i utracić tożsamość. Bo nie ma jak szara strefa, półprawd, półgrzeszków i cwaniackich kombinacji, wiadomo Polak potrafi. Dlatego najprawdziwszy Polak, mały cwaniak w kaszkieciku ukradł nam demokrację. Nie Piłsudski czy najeźdzca.
Rządzą nami łajdacy i czarni. Jesteśmy przez to coraz głębiej w d…, dokładniej „w czarnej d…” ale za to otoczonej koloratką.
Amen.
Manuela Gretkowska
Adam Mazguła: Państwo zarządzane ”świętością”

Adam Mazguła
Droga do wolności Polaków oraz promowania otwartości myśli i prawdy wiedzie poprzez zakończenie podlizywania się polityków kościołowi, oddzielenie religii od państwa i powrót jej do kościołów i salek katechetycznych
Tragedia Polski polega na tym, że poprzez ciągłe przekupywanie biskupów katolickich przywilejami i darowiznami przez wszystkie kolejne partie rządzące hierarchowie katoliccy osiągnęli wszystko, co tylko mogli. PiS jednak poszedł jeszcze dalej i w podzięce za poparcie polityczne, buduje swój polityczny sukces na dominacji i agresji jednej wiary, tworząc w Polsce państwo wyznaniowe.
Biskupi katoliccy kontrolują wszystko, co dotyczy naszego życia. Narzucają nam nawet sposób i warunki zapłodnienia, gwarantują swoją obecność przez całe życie, aż wskażą miejsca naszego pochówku na cmentarzu zarządzanym głownie przez proboszcza. Doprowadzono do sytuacji, w której kościół narzuca swoją wiarę jeszcze przed narodzeniem człowieka, a następnie poprzez wypracowany latami system wpływów i uprawnień, zorganizował całą inżynierię zarządzania społeczeństwem. Narzuca nam swój sposób myślenia, chrześcijańską kulturę, wartości i nawyki społeczne. Przekonuje, że nie żyjemy dla siebie i swoich bliskich, ale dla Boga, który upodobał sobie męczeńską śmierć na krzyżu. Mówiąc wprost, nasze katolickie społeczeństwo żyje w strachu przed obietnicą oceny ich postaw po śmierci.
Problem polega jednak na tym, że to hierarchowie oceniają, co jest uczynkiem dobrym i świętym, a co nie, często nie bacząc na zapisy w księgach wiary. W ten sposób biskupi stworzyli cały przemysł podporządkowania sobie społeczeństwa kontrolując najważniejsze wydarzenia z naszego życia: chrzest, pierwsza komunia, bierzmowanie, ślub, narodziny kolejnych dzieci i ich śluby, rocznice i śmierć. Wszystko opracowane zostało w najdrobniejszych szczegółach, a co niezbędne dla tak zorganizowanej ideologii kościoła, zostało zagwarantowane zapisami w polskim prawie i poparte poddańczą umową naszego państwa z Watykanem.
Każde święto państwowe rozpoczyna się w kościele. Msza na rozpoczęcie uroczystości państwowej w swojej istocie wyklucza wszystkich niepraktykujących tej religii ze społeczeństwa polskiego. Wojskowi, strażacy i policjanci w mundurach państwowych uczestniczą we mszach, a Andrzej Duda nawykowo klęczy publicznie przed biskupami. Prezydent i premier kraju zawierzyli Polskę Chrystusowi i Maryi. Dzieci uczą się wierzyć w każdej polskiej szkole. Na państwowych etatach we wszystkich państwowych instytucjach zatrudniani są kapelani.
W Polsce panuje atmosfera poddaństwa wobec ludzi kościoła, mimo, że w naszej historii rzadko biskupi zachowywali się zgodnie z naszym narodowym interesem.
Z Bogiem na ustach i podobno dla jego chwały organizowano krwawe pogromy, wyprawy krzyżowe dla zdobyczy materialnych i podporządkowania sobie ludzi drogą terroru i męczeńskiej śmierci. Klątwy za Grunwald, wsparcie dla rozbiorów, kolaboracje z zaborcami, błogosławienie hitlerowskich wojsk idących na podbój Polski…, to tylko niektóre jaskrawe pobieżne przykłady zbrodni hierarchów kościoła katolickiego wobec naszego narodu.
Tymczasem, to oni dominują w zakłamanym obrazie polskiego autorytetu moralnego. Nikt, kto zdecyduje się krytykować biskupie zakłamane życie i osiągane cele nigdy nie był i dzisiaj nie jest bezpieczny. Kiedyś palono takich na stosach i rekwirowano majątki. Dzisiaj szczuje się na takich, wyklucza ze społeczeństwa, straszy prawem karnym i paragrafem o przestępstwie obrażania uczuć religijnych.
Biskupi narzucają narrację niebywałej agresji na ludzi żyjących w PRL, mimo, że najwięcej kościołów zbudowano lub odbudowano w tamtym okresie. Wybiórczo traktując pamięć zapominają, że 10 000 księży i biskupów było zarejestrowanych, jako tajni współpracownicy służb bezpieczeństwa tamtego okresu. To największa grupa społeczna zarejestrowana przez służby, cały aparat donosicielstwa i opresji społecznej skierowany przeciwko polskiemu społeczeństwu. Tymczasem powołując się na wyjątki godnych postaw duchownych tamtego okresu, to oni dzisiaj atakują innych i przedstawiają siebie w świetle prześladowanych w tamtym ustroju. Upadek moralny biskupów najbardziej boli w sprawie wszechobecnej międzynarodowej zmowy pedofilstwa. Jednak nawet w tej tragedii biskupi mają wspólników w postaci ochrony państwowych organów prokuratury i policji.
Każdy ma prawo korzystać ze swojej wolności wyznawanej wiary i religii, ale organy państwa nie mogą narzucać tej wiary innym obywatelom. Tymczasem władza gwałci wolność wiary tych, co nie podzielają ich oficjalnej religii. Za wszelką cenę przemyca jej ideologię do prawa powszechnie obowiązującego i narzuca normy katolickiego zachowania całemu społeczeństwu. Przy kościołach odbudowują faszyzm i parafialne stowarzyszenia agresji światopoglądowej w stosunku do niewierzących i wyznawców innych Bogów.
Doszło do tak niebywałego skandalu, że rządzący ogłaszają, że tylko katolicy są prawdziwymi Polakami. Kim są w takim razie niepodzielający tej wiary? W jaki sposób oczyszczą „swoje jednorodne państwo” z ateistów i wierzących w innego Boga, tego jeszcze oficjalnie nie słyszałem.
Tymczasem wszechobecna pogarda dla wiedzy i ludzi nauki, zakłamanie, dopuszczenie do dominacji ludzi z przypadku na stanowiskach państwowych, zakłamana tolerancja dla przestępców konstytucyjnych i usilne budowanie fałszywego autorytetu hierarchów kościoła katolickiego w naszym społeczeństwie jest istotą obecnego kryzysu autorytetów.
Droga do wolności Polaków oraz promowania otwartości myśli i prawdy wiedzie poprzez zakończenie podlizywania się polityków kościołowi, oddzielenie religii od państwa i powrót jej do kościołów i salek katechetycznych.
Polacy masowo oglądają film „Kler”, który prowokuje dyskusję o zakłamanej moralności ludzi, którzy zarządzają świętością.
W niedzielę 7 października spotykamy się w Warszawie na Dniach Świeckości. Podyskutujemy o agresji światopoglądowej wobec kobiet i dzieci, o tolerancji i swobodzie wypowiedzi, o prawie do wolności wyznawania swojej wiary i religii. Jednak nie o tym, jak walczyć z tym zakłamanym światem, ale jak bronić się przed opresją tej obłudnej państwowej wiary wspierającej partię kłamstwa narodowego. Jak uświadomić naszym obywatelom, że świętością nie są biskupi i ich machina wyzysku i kontroli, tylko jest nią ich życie, prawo do miłości wzajemnej i szczęścia? Jestem przekonany, że to jedyna skuteczna i trwała droga do normalności, do poszanowania wolej woli człowieka, którą podobno dał nam Bóg.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Rafał Sulikowski: Ekipa Wolanda szaleje w Polsce. Demaskacja seansu w polskim “Varietes”

Rafał Sulikowski
Biskupi są konserwatywni nie z powodów ideowych, lecz dlatego, że mają za dużo do stracenia. Tak samo prawica - będą robić wszystko, aby węzeł sakralny istniał i każdy, kto pomyśli “Kościół” od razu pomyślał “aha, czyli skoro jestem porządnym katolikiem, to muszę głosować na PiS, bo inny wybór to grzech.” I tak seans w polskim teatrzyku trwa w najlepsze.
Gdy Bułhakow tworzył swe wiekopomne dzieje, sytuacja była symetrycznie podobna: w Moskwie u władzy byli komuniści, skrajnie realizujący wytyczne Marksa, a dziś w Warszawie rządzą prawicowi populiści, obiecujący ludziom złote góry, których nigdy nie będzie.
Kiedy Woland ze swoją świtą szalał w Moskwie, chodziło generalnie o upomnienie się o irracjonalną stronę powszechnego umysłu. Ateizm wojujący, niszczone piękne cerkwie, zabijani popi, porwania ludzi z opozycji – to tamten czas. Religia wojująca, niszczenie neutralności światopoglądowej państwa, mieszanie religii ze wszystkim, łącznie z edukacją, zewnętrzne pozory i wszechobecna obłuda – to nasz czas.
Jak to się stało, że mamy w Polsce to, co mamy? Nie ma jednej przyczyny. Jest ich wiele, co najmniej kilka. Podstawową sprawą są zawsze kwestie bazy, czyli gospodarki – każda władza obiecuje wyborcom pieniądze, a potem otrzymawszy stołki po cichu się wycofuje, licząc na słabą pamięć narodu.
PiS nie tyle w 2015 wygrał, co centro-lewica przegrała. Ludzie, widząc comiesięczne paski wypłat albo stan konta w Internecie, chcieli zmiany. Każda niewielka nawet zmiana niesie nadzieję na lepsze życie. Oczywiście, żaden polityk ani partia nie ma realnego wpływu na procesy ekonomiczne, jednak przez politykę gospodarczą może coś zmienić.
PiS obiecując “dobrą zmianę” zagrał na pragnieniu większości z nas, aby coś się zmieniło na lepsze. Sam myślałem wtedy, że skoro liberalna koalicja PO-PSL wierzy w “niewidzialną rękę rynku”, to PiS przez większy interwencjonizm zdoła poprawić nasz los finansowy. Skoro nie działa obniżanie podatków, może zadziała ich podwyższenie?
“Dobra zmiana” jednak jak się szybko okazało, nie dotyczyła w intencji prawicy gospodarki, lecz ideologii. PiS to partia, której członkowie nie zajmują się takimi przyziemnymi sprawami, jak ekonomia. Prawica w ogóle nie zajmuje się rynkiem – raczej zamraża i konserwuje status quo, dbając o to, aby bogaci utrzymali swoje przywileje i nie doszło do zaburzeń społecznych, czyli rewolucji. Jeżeli cokolwiek robią w gospodarce, robią to przy okazji zmieniania
ideologii na skrajnie konserwatywną.
Ironia polega na tym, że konserwatyści, których celem jest regres i co najwyżej zachowanie stanu rzeczy, mówią w ogóle o jakiejkolwiek zmianie. Jako partia wsteczna, nie promuje postępu technicznego, nie stymuluje nnowacyjności w nauce i przemyśle i nie dba o progres i lepszą przyszłość, bo zapatrzona jest nostalgicznie w “lepszą przyszłość”. Inaczej mówiąc, budując mit “dobrej przeszłości”, czemu ma sprzyjać polityka historyczna, PiS pragnie odwrócić uwagę wyborców od tego, co “tu i teraz”, o spoglądaniu w przyszłość nie mówiąc. Idealizowana przeszłość to utracony raj, do którego partia ta pragnie powrotu za wszelką cenę.
Jeśli chodzi o ideologię, to węzeł sakralny, jaki władza ta zawarła z Kościołem jako instytucją, polega na tym, aby kto usłyszy “prawica” automatycznie pomyślał “aha, czyli Kościół”, a gdy usłyszy “kościół” pomyślał bezrefleksyjnie “aha, czyli prawica”.
Abstrahując od sporu historyków o poglądy polityczne Jezusa z Nazaretu, można powiedzieć, że tradycyjnie Kościół wspierał, przynajmniej jego hierarchia, prawicę, która go promowała, uzyskując w zamian liczne przywileje.
Należy skończyć z automatycznymi skojarzeniami i rozdzielić ten splot “prawica/Kościół”. Odbierając prawicy Kościół, co jest jeszcze możliwe, musimy zapytać, po czyjej stronie stanąłby dziś Jezus. Wiele wskazuje na to, że ze wszystkich papieży najbliżej mu by było do obecnego Franciszka, którego nie cierpi prawica. To Franciszek może wreszcie odebrać prawicy Pana Boga, zanim nie nadejdzie następny papież, który znowu przykręci śrubę reformatorom. Tak, prawicy trzeba zabrać dobre samopoczucie, a można to zrobić przez ukazanie, że Jezus wcale prawicowy nie był, co oznacza, że Kościół nie głosi prawdziwego Chrystusa, tylko urojonego.
Demaskacja uroszczeń prawicy może być bardzo prosta – można spytać zarówno episkopat, jak i polityków prawicy, w jakiego Chrystusa wierzą? Czy jest to ubogi cieśla z wioski Nazaret, który uczył prawd uniwersalnych, zatem nie prawicowych, czy jest to urojony Król z berłem w ręce i koroną na głowie?
Odpowiedź jest oczywista – prawicy potrzebny jest bogaty Kościół, a temu sprawne ramię zbrojne, zdolne chronić zdobyty przemocą przeważnie majątek. Prysznic, jaki można zafundować prawicy i polskiemu Kościołowi, polega na tym, aby odebrać im Chrystusa i zwrócić go wszystkim biednym, samotnym i niezdolnym sobie radzić w życiu.
Póki co większość kościoła na pozycji biskupów to prawica, a większość prawicy to konserwatywni katolicy. Kilku postępowych księży wiosny nie czyni. Jeszcze nie skrystalizowała się kościelna centro-lewica i musiałby zdarzyć się cud, żeby zdążyła przed następnymi wyborami.
Biskupi są konserwatywni nie z powodów ideowych, lecz dlatego, że mają za dużo do stracenia. Tak samo prawica – będą robić wszystko, aby węzeł sakralny istniał i każdy, kto pomyśli “Kościół” od razu pomyślał “aha, czyli skoro jestem porządnym katolikiem, to muszę głosować na PiS, bo inny wybór to grzech.” I tak seans w polskim teatrzyku trwa w najlepsze. Ale to, co się dzieje bardziej przypomina cyrk niż Varietes…
Rafał Sulikowski
Adam Mazguła: Kolejne nowe święto państwowe z kapłanami w tle

Adam Mazguła
Dlaczego jest to dzień narodowy i państwowy? O co chodziło ustawodawcy, czy o dzieci, które wyklinają całe życie swoich oprawców i dlatego kapłani są wyklęci? Jeżeli tego dnia będziemy wyklinać kapłanów, to jaką pamięć będziemy świętować?
Myślałem jednak, że jeśli posłowie muszą zrobić coś dla kościoła przed wyborami, to ustanowią dzień pamięci dzieci skrzywdzonych przez kapłanów, albo może dzień smutku nad tragedią zdradzonych dzieci.
Ale nie, ustanowiono nam:
Narodowy Dzień Pamięci Kapłanów Wyklętych.
Wypada więc zapytać, kto był tym bohaterskim kapłanem wyklętym i kto go wyklął? Z tego, co wiem, od wyklinania są właśnie kapłani.
Dlaczego jest to dzień narodowy i państwowy? O co więc chodziło ustawodawcy, czy o dzieci, które wyklinają całe życie swoich oprawców i dlatego kapłani są wyklęci? Jeżeli tego dnia będziemy wyklinać kapłanów, to jaką pamięć będziemy świętować?
Może ustawodawcy chodziło o czasy powojenne, kiedy to zarejestrowano 10 tysięcy duchownych, w tym biskupów, jako tajnych współpracowników urzędu bezpieczeństwa PRL? Jednak wtedy bardziej adekwatna wydaje się być nazwa: Dzień Duchownego Ubeka?
Przed wyborami partie polityczne prześcigają się w podlizywaniu kościołowi w zamian za poparcie. Dziwi mnie jednak, że za tą parodią dnia narodowej pamięci głosowali ci, co to niby miałem z nimi iść w nadchodzących wyborach. To tylko dowodzi, że nie mam swoich godnych zaufania przedstawicieli, którzy wskazują mi drogę prawdy i szacunku, którą to drogą chcę za nimi iść. W zamian za to, mam tylko koniunkturalnych bezideowych cwaniaków od wykorzystania demokracji do swoich podłych celów.
Dla mnie staje się oczywiste, że potrzebna jest rewolucja w polskiej polityce. Pierwszym i podstawowym krokiem jaki jest bez wątpienia potrzebny w tej rewolucji, to zagonienie duchownych wraz z tymi pseudo-politykami z powrotem do kościoła. Chcę korzystać ze swojej wolności wyznawania wiary i nie godzę się na sprzedawanie przez polityków moich przekonań religijnych w zamian za ich przywileje.
Dla mnie już na zawsze dzień 19 października będzie dniem pamięci o Zwykłym Szarym Człowieku Piotrze Szczęsnym, który podpalił się w proteście do podłej zmiany w Polsce i nikt, żaden kapłan tego nie zmieni.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Dariusz Stokwiszewski: Co PiS oraz Kościół zrobiły ze społeczeństwem? Czy Ziemia naprawdę jest płaska, a wokół niej obraca się Słońce?!

Dariusz Stokwiszewski
Czasem myślę, że żyjemy w świecie wariatów, a rządzą nami bezmózgie istoty, co nie ma tu być obelgą, a stwierdzeniem faktu! Rano, kiedy się budzę, jestem przerażony, bo wciąż nie wiem; czy to jawa, czy sen jeszcze!
W swoim ostatnim tekście wspomniałem o tym, że nie zawsze czuję potrzebę pisania, bo nie wszystko jest warte przelewania na papier tylko po to, aby coś tam … napisać. Dziś jest jednak taki dzień, kiedy ją odkryłem w sobie bardzo szybko pod wpływem przekazu medialnego. Dotyczył on, tak często od jakiegoś czasu omawianej, kwestii obowiązku szczepień. Otóż właśnie Sejm RP przyjął do procedowania projekt ustawy, o zniesieniu obowiązku szczepienia dzieci (sic!). Gdybym nie słyszał tego na własne uszy, nie uwierzyłbym, że to prawda. Myślę sobie; przecież tam siedzą myślący ludzie i nie zechcą oszukiwać (i/lub grać na czas) po to, tylko aby zwiększyć sobie elektorat (a taka właśnie jest prawda). To nie jest pierwszy idiotyzm w wykonaniu ludzi „dobrej zmiany”! Trochę tego już było! Po tym, jak w 174 artykułach napisałem o bzdurach, które dostrzegłem w trakcie rządów PiS, nie chcę już tego powtarzać.
Jednak nie można przejść nad tym szaleństwem do porządku dziennego, bo zmierzamy prosto w „mroki średniowiecznego feudalizmu”, którego beneficjentami (o ile w tym nie przeszkodzimy), będą PiS i wspierająca go „zpisuaryzowana” hierarchia kościelna!
Przy czym nie wiem, która z tych grup jest dla Polski gorsza, która to spirytus movens.
To, co pisowska władza wyprawia w Polsce, staje się powodem kpin na całym świecie. Wszystko – a nie jakieś pojedyncze „wyskoki ludzi jaskiniowych” – bo z określeniem takim spotkałem się w którymś z angielskojęzycznych magazynów. Już nikt nas (jako państwa) nie traktuje poważnie. Według mnie ta decyzja zdominowanego przez PiS parlamentu, może być kiedyś uznana za cezurę w historii polskiej eugeniki (tak!). Nie chce mi się w to po prostu wierzyć! Czasem myślę, że żyjemy w świecie wariatów, a rządzą nami bezmózgie istoty, co nie ma tu być obelgą, a stwierdzeniem faktu! Rano, kiedy się budzę, jestem przerażony, bo wciąż nie wiem; czy to jawa, czy sen jeszcze!
Eugenika dla wyjaśnienia to teoria głosząca doskonalenie ludzi oraz zwierząt poprzez selektywne rozmnażanie i zaniechanie reprodukcji osobników mniej wartościowych, tj. m.in., mniej odpornych po niewzięciu szczepionek. Nieodparcie nasuwają mi się na myśl czasy III Rzeszy i Adolfa Hitlera. Nie boje się tego porównania, bo nasz obecny system prawny i zachowania władz nabierają coraz częściej ich cech! No, bo jak sobie te wszystkie działania niszczące dotąd Polskę, a od dziś (a w perspektywie być może, o ile ta ustawa wejdzie w życie) także naród, wytłumaczyć?! Bo niby skąd mam wiedzieć, jakie cele przyświecają rządzącym, którzy ulegają tu jakiejś „dziwnej” grupie osób, żądających tak głupich, żeby nie rzec zbrodniczych, rozwiązań?! Na przestrzeni dwóch ostatnich stuleci szczepionki uratowały życie setkom milionów osób!
O to wszystko obwiniam PiS i jego „duchowego mentora” (choć nie wiadomo, jakie są sprzężenia zwrotne między PiS i KK), który to wykorzystywany wręcz przedmiotowo przez polityków postępuje coraz mniej racjonalnie. TVN podało informację, że cała ta sprawa to efekt wojny propagandowej Kremla w walce z Zachodem, a więc i z Polską. Nie wiem, czy tak jest, ale ma to pewne logiczne podstawy, bo przykładów na to jest każdego dnia więcej. Nie to jest jednak tematem tych rozważań, więc na tej dygresji poprzestanę. Nie mniej nurtuje mnie przyszłość mojego kraju, której zdają się zagrażać jego – w sposób demokratyczny wybrane – władze!
Tym, co mnie równie mocno martwi jest fakt, że z częścią Polaków pod rządami PiS oraz wspierającej go oligarchii kościelnej, dzieje się coś dziwnego. Ludzie ci są jakby ogłupiali wszechogarniającą reżimową propagandą wspieraną przez (często) zepsutych duchownych wysokiego szczebla (vide „Kler” i jego przesłanie, niemające w zasadzie nic wspólnego z Bogiem i wiarą), których, póki, co bezskutecznie do porządku próbuje przywołać sam Papież. PiS oraz jego poplecznicy niszczą w ten sposób zdrową (dotąd) tkankę społeczeństwa, które stając się coraz bardziej ubezwłasnowolnionym, robi to, co obie te siły mu każą – a każą mu być ciemnym, głupim i zwłaszcza posłusznym!
To jest kolejna pisowska zbrodnia, której darować nie można. Jej „arche” – przyczyną, były tragiczne wydarzenia z 10 kwietnia 2010 r., gdy w wypadku samolotu Tu – 154 śmierć poniosło 96 osób.. Tragedię tę (do podzielenia narodu mocą nienawiści, na dwa wrogie obozy) wykorzystali cynicznie Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz wraz z innymi politycznymi szalbierzami. To z kolei już samo w sobie tak fatalnie świadczy o tych ludziach, że mnie osobiście na myśl o nich ogarnia zwyczajny wstręt oraz pogarda dla zła, które sobą prezentują!
Reasumując, można rzec, że suma zbrodni przeciw Ojczyźnie i narodowi nieustannie rośnie. Kiedy zatrzymamy ten licznik, jest tylko od nas zależne. Pierwszą możliwość dają już nam październikowe wybory do samorządów, które Polacy muszą wygrać z „wewnętrznym wrogiem”, za jaki ja uważam PiS i jego koalicjantów. Pamiętajcie wszyscy; jeśli je przegramy, to może nastąpić (według mnie na 100 procent nastąpi) efekt domina i to, co niedawno było wolnym i demokratycznym państwem prawnym, będzie jedynie mglistym wspomnieniem niewolników!
Dariusz Stokwiszewski
Jakie kroki podjąć, jeśli wykonawca nie wykazuje wymaganego doświadczenia?
Wykazanie realizacji dwóch robót budowlanych może nastąpić w ramach jednego kontraktu
Jak wynika z orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-387/14 Esaprojekt, zamawiający może wprowadzać w dokumentacji postępowania określone ograniczenia dotyczące wykazywania przez wykonawców doświadczenia w ramach określonej ilości umów, jeżeli jest to związane z przedmiotem i celami danego zamówienia publicznego oraz jeżeli jest względem nich proporcjonalne.
Jeśli zamawiający żądał wykazania się dwiema robotami budowlanymi na określone kwoty (np. 350 000 zł), ale nie wprowadził ograniczenia, iż każda z nich ma być wykonana w ramach odrębnej umowy. To należy rozumieć, że zamawiający dopuścił możliwość wykazywania poszczególnych robót budowlanych również w jednym przedsięwzięciu inwestycyjnym. Działanie takie jest prawidłowe w kontekście realizacji fundamentalnych zasad systemu zamówień publicznych wskazanych w art. 7 ust. 1 ustawy Prawo zamówień publicznych, które mają na celu zapewnienie jak najszerszego dostępu do ubiegania się o udzielenie zamówienia wykonawcom zdolnym do jego realizacji.
Istotą w takim postępowaniu jest zbadanie, czy wykonawca wykonał dwie roboty budowlane w zakresie budowy, przebudowy lub remontu obiektu mostowego na kwotę min. 350 000,00 zł brutto każda. Nie ma przy tym znaczenia, czy wykonał je w ramach jednej czy dwóch odrębnych umów. Wykonawca, który w ramach jednej umowy wykazałby się należytą realizacją wykonania określonych przez zamawiającego robót budowlanych nie daje mniejszej gwarancji prawidłowej realizacji zamówienia niż wykonawca, który wykaże się oddzielnymi referencjami na przedmiotowe roboty.
Warunek zdolności zawodowej nie jest tożsamy z przedmiotem zamówienia
Jeśli warunek udziału związany z doświadczeniem wykonawcy został w sposób bardzo oszczędny opisany jako robota budowlana w zakresie budowy, przebudowy lub remontu obiektu mostowego, to oznacza, że w jej zakres nie muszą wchodzić wszystkie elementy uwzględnione w – choćby bardzos skomplikowanym – opisie przedmiotu zamówienia. Wymóg wykazania się wykonaniem robót budowlanych o tożsamym charakterze z przedmiotem zamówienia byłby niezgodny z zawartą w art. 22 ust. 1a ustawy Pzp zasadą proporcjonalności obowiązującą przy ustalania warunków w zakresie zdolności technicznej i zawodowej.
Jak wskazano w wyroku KIO z dnia 14 marca 2017 r. (sygn. akt KIO 371/17) „cel jakim kierować ma się zamawiający w prowadzonym postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego nie może być utożsamiany, interpretowany przez określenie warunku wymagającego od potencjalnego wykonawcy wykazaniem się posiadaniem niemalże identycznego jak przedmiot zamówienia doświadczenia.” Zadaniem zamawiającego jest więc ustalenie, czy wskazane w referencjach roboty można uznać za wypełniające definicję budowy, przebudowy lub remontu obiektu mostowego.
Warto w tym miejscu zaznaczyć, że jeżeli zamawiający ma wątpliwości co do faktycznego zakresu robót wskazanego w referencjach, to na podstawie § 2 ust. 6 rozporządzenia w sprawie rodzajów dokumentów, może wystąpić do podmiotu, na rzecz którego roboty budowlane zostały wykonane, o dodatkowe informacje lub dokumenty w tym zakresie. Może również wezwać w oparciu o art. 26 ust. 3 lub ust. 4 ustawy Pzp wykonawcę do złożenia wyjaśnień dotyczących szczegółowego zakresu wykonanych robót budowlanych, tj. czy obejmowały one również inne niż wskazane w referencjach prace w ramach robót na wskazanych wiaduktach.
Jeżeli zamawiający uzna np. że wskazane w referencjach roboty konstrukcyjnie nie stanowią przebudowy mostu w pełnym zakresie, to będzie zobowiązany do wezwania wykonawcy na podstawie art. 26 ust. 3 ustawy Pzp do uzupełnienia prawidłowych dokumentów związanych z wykazaniem spełniania warunku udziału w postępowaniu w zakresie zdolności zawodowej, a więc zarówno wykazu robót, referencji, jak i zobowiązania innego podmiotu do oddania do dyspozycji niezbędnych zasobów na potrzeby realizacji zamówienia.
Monika Winsche
– praktyk zamówień publicznych z wieloletnim doświadczeniem zarówno po stronie zamawiającego, wykonawcy, jak i instytucji kontrolnych, w latach 2009-2015 kierownik sekcji zamówień publicznych w dużym instytucie badawczym, autor publikacji z zakresu zamówień publicznych, ekspert Portalu Zamówienia Publiczne www.portalzp.pl












