Jako nastolatka przeszła na islam. „Moja córka nosi nikab”. Relacja matki młodej Niemki
Sophia Müller jako nastolatka przeszła na islam. Decyzja ta zmieniła nie tylko jej życie, lecz wpłynęła także na życie całej rodziny.
Takich doświadczeń Monika Müller nie życzy żadnej matce, kiedy do drzwi mieszkania pukają służby specjalne z informacją, że córka planuje wyjazd na terytorium Państwa Islamskiego w Syrii. Na szczęście informacje te okazały się jedynie pogłoskami. To był rok 2014.
Monika Müller, lekarka z niedużego miasta w Nadrenii Północnej-Westfalii nosi krótkie rudawe włosy okalające pogodną twarz. Kobieta od dwóch lat angażuje się w projekt pomocowy i stara się dawać młodym ludziom wskazówki nt. procesów radykalizacji – jak do nich dochodzi. Zawsze wtedy ma przed oczami własną córkę.
– Młodzi ludzie powinni ruszyć głową i zastanowić się, zanim dadzą się namówić do czegoś przez jakichś ludzi – uważa Monika Müller. I nie chodzi jej przy tym wyłącznie o islamski fundamentalizm, bo „podobnie dzieje się z młodzieżą skrajnie prawicową”.
A radykalizacja może doprowadzić do rozpadu rodziny, co, na szczęście, jej własną rodzinę ominęło. Dba o kontakt z córką, rozmawiając z nią przez telefon prawie codziennie lub wysyłając wiadomości na WhatsAppie. Spotykają się regularnie. Były jednak i takie etapy we wzajemnych stosunkach, kiedy córka nie dawała miesiącami znaku życia.
Wszystkiemu winna trauma
24-letnia dzisiaj Sophia Müller przeszła na islam jako nastolatka. W wieku dwunastu lat dziewczynka przeżyła w rodzinie ciężką traumę, o której matka nie chce mówić. To ciężkie przeżycie, jak twierdzi, dokonało głębokich spustoszeń w psychice dziecka. Od tego czasu u Sophii pojawiła się niezaspokojona potrzeba bezpieczeństwa. Pomimo terapii, nastolatka uparła się, że przejdzie na islam, bo jej własna religia nie jest w stanie jej uchronić.
Sophia wychowana była w wierze katolickiej i nawet służyła regularnie do mszy. W wieku szesnastu lat zaczęła coraz częściej zaglądać do meczetu, nikomu tego nie ujawniając.
– Przyjaźniła się wyłącznie z dziewczętami z patriarchalnych rodzin muzułmańskich – wspomina Monika Müller. A kiedy córka zaczęła nosić tradycyjną muzułmańską chustę, skończył się spokój i harmonia w rodzinie. – Sophia ma dwoje rodzeństwa i stale dochodziło do dyskusji i sporów. Córka wyzywała nas od niewierzących i obnosiła się z Koranem lub poradnikami w stylu: „Muzułmańska kobieta” czy „Muzułmańskie małżeństwo” – opowiada lekarka.
Pierwsze małżeństwo
Ostatecznie dziewczyna wyprowadziła się z domu i ślad po niej zaginął. Okazało się, że nastolatka poślubiła jakiegoś Turka, ale małżeństwo nie potrwało zbyt długo. Mężczyzna, zdaniem Sophii, nie był dostatecznie religijny i dziewczyna zdecydowała się na powrót do domu.
Rodzina liczyła na to, że po takich doświadczeniach Sophia zmądrzała, ale okazało się, że nadal szuka na forach internetowych bardziej wierzącego kandydata na męża.
Sytuacja w domu eskalowała i stała się nie do zniesienia. Ojciec zabrał Sophii komórkę, a ona krótko przed dyplomem rzuciła naukę i ponownie wyniosła się z domu.
– Kilka tygodni później dowiedzieliśmy się, że ponownie wyszła za mąż w Monastyrze i że chodzi w nikabie – relacjonuje matka.
24-letnia Sophia jest teraz matką dwójki dzieci i w ciąży z trzecim. Dla Moniki Müller styl życia, jaki prowadzi obecnie jej córka jest ekstremalnie zacofany: siedzi tylko w domu, zajmuje się dziećmi i mężem.
Lekarka stara się utrzymywać poprawne stosunki z pochodzącym z Albanii zięciem. W jej oczach uchodzi on za fundamentalistę. Dwukrotnie był w Syrii z transportami pomocy humanitarnej organizacji „Medycyna z sercem”. Kontrwywiad w Nadrenii Płn.-Westfalii zaklasyfikował tę organizację jako ekstremistycznie-salaficką. W międzyczasie zięć zdystansował się jednak od niej.
Ostrożne zrozumienie i ustępstwa
Monika Müller zdaje sobie sprawę z tego, że rodziny fundamentalistów izolują swoje dzieci, zabraniając im śpiewania czy oglądania telewizji. Jednak inaczej jest w przypadku jej własnej córki. Jak zauważyła, macierzyństwo wpłynęło na nią i jej pierwotnie ekstremalnie religijną postawę bardzo pozytywnie. Na początku Sophia zdecydowanie odrzucała możliwość oddania dzieci do przedszkola, lecz w międzyczasie zdała sobie sprawę, jak ważne jest dla nich wychowanie w grupie rówieśników. Również jej samej dało to możliwość nawiązania nowych kontaktów, poza jej własnym zawężonym światem. – Sophia nie ma dużego kręgu przyjaciół – przyznaje matka. Po pierwsze nie pochodzi z Monastyru, a po drugie przyjaciele to zazwyczaj przyjaciele męża. I jak tłumaczy „spotykają się tylko z innymi rodzinami lub w kręgu własnej rodziny, bo zięć ma jeszcze dwóch braci z dziećmi”.
Opluwana i lżona
W relacjach rodziny z Sophią dochodzi do kolejnych małych ustępstw. Do takich Monika Müller zalicza to, że córka podczas świąt rodzinnych nie zakłada nikabu.
Bywa jednak, że matka czuje się rozdarta i bardzo się złości, kiedy jest świadkiem tego, czego doświadcza jej własna córka w nikabie na ulicy. – Sophię często opluwano i ubliżano jej. Zdarzało się, że ktoś mówił do niej „coś takiego jak ty trzeba byłoby rozstrzelać” – mówi matka. Dlatego wcale się nie dziwi, kiedy córka stwierdza nieraz, że „w Niemczech nie da się normalnie żyć”.
Wcześniej Sophia rozważała już możliwość wyjazdu do jednego z krajów arabskich. Myślała o nauce arabskiego i studiowaniu Koranu. Jednak głównie z powodu dzieci temat stracił na aktualności. – Moja córka zdaje sobie sprawę, jak ważne jest, by jej dzieci otrzymały w Niemczech dobre wykształcenie. W krajach arabskich nie jest to takie proste, szczególnie dla kobiet – wyjaśnia Monika Müller.
Matka może odetchnąć i nie obawia się już więcej wizyty służb specjalnych z powodu ewentualnych planów wyjazdowych córki. Jednak zięć pozostanie nadal pod ich obserwacją. W ubiegłym roku, pod nieobecność rodziny, przeszukane zostało ich mieszkanie.
REDAKCJA POLECA
Adam Mazguła: Jeszcze o policji i przewodniczącym NSZZ Policjantów

Adam Mazguła
Uważam, że szczególnie Policja ma powody, by walczyć nie tylko o podwyżki, bo rzeczywiście niewiele zarabiają, ale i o swój autorytet w społeczeństwie. Nie twierdzę, że niepotrzebne są policji podwyżki, ale pytam: czy jak dostaniecie je, to bardziej będziecie ścigać przestępców, czy może okazywać większą gorliwość w walce z politycznymi przeciwnikami obecnej władzy?
Znam bardzo wielu policjantów, którzy w sposób zaangażowany pełnią swoja służbę. W mojej miejscowości spotykam ich niemal codziennie, pozdrawiamy się życzliwie.
Organizowane przez nas protesty pod Sądem Rejonowym zawsze taktownie ubezpieczają policjanci. Zawsze życzliwie i adekwatnie do sytuacji. Znam ich profesjonalizm i wiem jak trudna to służba. Jeśli miałbym określić ich postawę w kilku słowach, to nasuwa się na myśl: spokój, opanowanie, profesjonalizm, kultura i życzliwość.
Okazuje się jednak, że taka postawa nie jest reprezentowana przez wszystkich policjantów. Brałem udział w protestach w Warszawie, Katowicach, Krakowie i bardzo wielu innych miastach, na których widziałem policję agresywną bez powodu, nadaktywną, nadgorliwą i mściwą. Ale widziałem również tam policjantów wyraźnie zażenowanych i skrępowanych koniecznością wykonywania politycznych rozkazów. Widziałem i słyszałem jak interweniujący w stosunku do pokojowo protestujących kobiet funkcjonariusze zachęcali kolegów do zastosowania niczym nie uzasadnionej fizycznej przemocy, nawołując: „złam jej rękę”. I tej kobiecie faktycznie tą rękę wyłamano w łokciu. Widziałem szpalery złożone z tysięcy policjantów, którzy tworzyli żywe płoty odgradzające władzę od „suwerena”. Widziałem też rzesze policjantów chroniących marsze organizacji palących race na ulicach i nawołujących do wieszania opozycjonistów, do uśmiercania „wrogów ojczyzny”. Tymczasem policja nie podejmowała żadnych czynności wobec tych agresorów, natomiast interwencję kierowali w stronę protestujących pokojowo przeciwko nim obywateli.
Przewodniczący NSZZ Policjantów Pan Rafał Jankowski był łaskaw umieścić na stronie internetowej związku komentarz do mojego postu na temat protestu służb mundurowych z dnia 2 października w Warszawie.
Nie było by w tym nic złego gdyby nie to, że Pan Rafał Jankowski nie odnosi się w zasadzie do treści zawartych w moim poście, a wręcz powołuje się na treści, których ten post nie zawierał.
Panie Rafale Jankowski, w moim głosie w dyskusji reprezentuję siebie i tylko siebie. Nawet na zdjęciu, które umieściłem w poście występuję w stroju organizacji kombatanckiej. W tekście wyraziłem wyłącznie własne poglądy, a nie wojska. Nie oceniałem, kogo brakowało na proteście i dlaczego.
Uważam, że szczególnie Policja ma powody, by walczyć nie tylko o podwyżki, bo rzeczywiście niewiele zarabiają, ale i o swój autorytet w społeczeństwie.
Tymczasem Pan, zamiast podjąć merytoryczną polemikę z moim tekstem, z którym miał Pan prawo się nie zgodzić, podjął Pan walkę z wojskiem starając się wykazać, że zdecydowana część żołnierzy nic nie robi, a władza płaci im za „nieróbstwo”, które Pan określa w bardzo wulgarny sposób: „… dwa razy w roku pohuśta jajami na poligonie…”, albo „ …skundliliśmy się…”.
Dziwię się takiej postawie, bo tych formacji nie da się porównać, chociażby z tej przyczyny, że wojsko wykonuje zupełnie inne zadania i nie ma prawa zrzeszać się w związkach zawodowych.
Nie twierdzę, że niepotrzebne są policji podwyżki, ale pytam: czy jak dostaniecie je, to bardziej będziecie ścigać przestępców, czy może okazywać większą gorliwość w walce z politycznymi przeciwnikami obecnej władzy?
Mam jeszcze jedno pytanie, czy słyszał Pan o liście otwartym Obywateli RP i środowisk opozycyjnych do policjantów? Dlaczego się Pan do tego listu nie odniósł? Nie czekam na odpowiedź, bo wiem, że Pana głos części społeczeństwa w ogóle nie interesuje, tak samo jak Pana pryncypała.
Tymczasem moja opinia spotkała się z dużym zainteresowaniem i poparciem wielu środowisk. Może warto wziąć ją pod uwagę w dalszej pracy na rzecz policjantów.
Adam Mazguła
Dla porządku umieszczam tekst do którego się odnoszę(treść oryginalna), oraz w załączniku odezwę do policjantów.
„Niejaki pułkownik Mazguła /były żołnierz/ stwierdził, że skundliliśmy się wychodząc na ulicę walcząc o „podwyżki i przywileje”. Bo żołnierz to by walczył o konstytucję i o naród.
Wobec czego informujemy pana Mazgułę, że nie widzieliśmy żadnego żołnierza, który by protestował w sprawie konstytucji czy też jakiejkolwiek innej sprawie a z tego co powszechnie wiadomo żołnierzy jest około 90 tysięcy !
Pan Mazguła postrzega nas jako pisowską policję, która potrafi walczyć z kobietami wykorzystując przewagę liczebną. Żołnierz z tego co pisze Mazguła nigdy by tak nie uczynił. To jednak policjanci panie Mazguła każdego dnia w każdym miejscu w Polsce walczą z przestępcami często uzbrojonymi. To policjanci każdego dnia narażają życie i zdrowie wtedy kiedy pańscy byli koledzy spędzają czas w koszarach wyłączając oczywiście wojska specjalne, pilotów i garstkę innych, którzy tak naprawdę narażają życie na misjach.Ta reszta dwa razy w roku pohuśta jajami na poligonie i o podwyżki się nie upomina bo nie musi. Dostają z klucza.”
Adam Mazguła
Obsługa Tindera – wygodny sposób na nowe znajomości
Coraz większej aktywności naszego społeczeństwa w sieci nie da się już zaprzeczyć, nie będąc przy okazji hipokrytą. Jest to bowiem niezaprzeczalny fakt, potwierdzany zresztą przez rosnącą liczbę aktywnych profili w takich portalach społecznościowych jak choćby Facebook. Dlatego też wiemy już, że nasza aktywność w sieci rośnie i coraz więcej elementów codziennego życia zostaje do sieci przeniesione. Pozostając w sieciowym kontakcie, możemy komunikować się z całym globem w czasie rzeczywistym. Zdecydowanie skraca to relacje pomiędzy ludźmi, którzy mogą się kontaktować o każdej porze dnia i nocy, wykonując równocześnie inne czynności.
Nie powinno zatem dziwić to, że również kwestie związane z nawiązywaniem nowych relacji międzyludzkich nabierają coraz częściej charakteru sieciowego. W sieci poznajemy nowych ludzi, budujemy z nimi relację oraz pogłębiamy ją bez wychodzenia z domu i konieczności większych inwestycji.
Nie powinien zatem dziwić fakt, iż również działania, które nazwać można romantycznym, polegającym na poszukiwaniu swojej drugiej połówki, również nabierają podobnego charakteru. Jak się bowiem okazuje, dostępne w sieci rozwiązania wspierające tego typu działanie są całkiem spore.
Portale randkowe a Tinder i jego obsługa
W Polsce do tej pory niezwykle dużą popularnością cieszą się portale randkowe. Są one rozwiązaniami najczęściej płatnymi, jednakże to, co jest istotne, ich działanie opiera się na szeregu dopasowań. Tworzymy zatem swój profil, dobierając odpowiednie zdjęcia, uzupełniając szereg informacji odnośnie zainteresowań, pasji, hobby i wielu innych. Na podstawie tych danych, stosowny portal randkowy zwraca nam wyniki dopasowania, czyli osoby zbliżone w wielu aspektach do naszych cech. Jest więc to zatem teoretycznie bardzo rozsądne działanie. W praktyce jednakże może się okazać, że odnaleźliśmy osobę pasująca do nas pod wieloma względami, ale zupełnie nie odpowiadającą nam charakterologicznie. W efekcie wszystkie nasze działania i zainwestowane pieniądze mogą okazać się nakładem poniesionym bez korzyści zwrotnych. Wtedy zwyczajnie zmarnujemy czas i często pieniądze, a to już nie jest przyjemne. Dlatego warto skorzystać z poradnika Tindera (https://jakpodrywacnatinderze.pl).
Nic bowiem w kwestiach romantycznych nie jest lepsze mimo wszystko od relacji wypracowane w świecie rzeczywistym. Co więcej, tak naprawdę miłość rządzi się swoimi prawami. Czy bowiem przeciwieństwa się przyciągają, czy odpychają? Czy dzielenie pasji i hobby pomaga w cementowaniu związku, czy też wywołuje znudzeni z uwagi nadmiaru czasu spędzanego z partnerem? Tak naprawdę ile osób, tyle zdań na ten temat i ciężko jednoznaczne określić, która strona ma rację.
Zachodnie społeczeństwo, zwłaszcza amerykańskie, które jest często stawiane za wzór nowoczesności i w tym wypadku prezentuje zupełnie odmienne podejście do tej kwestii. Stawia ono na minimalizm związany z działaniem w sieci i maksymalne przyspieszenie przeniesienia relacji do świata rzeczywistego. Ten amerykański stereotyp, kojarzący się głównie z pędzącym naprzód w zawrotnym tempie światem, w którym zawiera się przygodę relacje na jedną noc, wcale nie musi być takim złym wyborem. Ma bowiem w sobie niezwykłą głębię, której na pierwszy rzut oka można nie zauważyć.
Faktem jest, że wielu młodych ludzi szuka dziś przygody na jedną noc. Zależy im na szybkim nawiązaniu relacji online i płynnym, sprawnym przeniesieniu jej na poziom offline. Jednakże tak zdecydowane działanie wcale nie musi oznaczać chęci zaznania przygód, bez stosownej głębi nawiązywanych relacji. Jak się okazuje bowiem, takie podejście, tak różne od standardowych rozwiązań oferowanych przez portale randkowe, może prowadzić do bardzo głębokiej relacji.
Dlatego też obsługa Tindera, tak intuicyjna i prosta w formie, zdobyła uznanie niemal na całym świecie, zaś w Polsce z roku na rok staje się coraz bardziej popularna. Na czym jednak ona polega? No i jakich efektów można się po niej spodziewać? Przyjrzyjmy się temu nieco bliżej.
Obsługa Tindera – model działania sprawdzony i polecony przez użytkowników
Cały system Tindera opiera się o kilka prostych założeń. Co więcej, obsługa samego Tindera jest dość prosta i intuicyjna. Całość zasadniczo sprowadza się tylko i wyłącznie do pobrania aplikacji i przejścia przez stosowne kroki, które nam ona narzuca. I tak na wstępie łączymy aplikację z naszym kontem na portalu Facebook. Z portalu tego pobiera ona cały szereg danych. Po pierwsze – stosowne zdjęcia, które będą stanowić wizytówkę naszego profilu w aplikacji randkowej. Wybieramy je spośród tych, które mamy na swoim profilu i warto zadbać o to, by były one odpowiedniej jakości. Do tego aplikacja pobiera informacje o naszej lokalizacji i przygotowuje w parę chwil profil do działania. Możemy już zacząć podbijać serca płci przeciwnej!
Sama obsługa Tindera w dalszej części jest również bardzo intuicyjna. Aplikacja na podstawie podstawowych danych, dopasowuje nam propozycje osób, którymi możemy być zainteresowani pod kątem romantycznym. Każdą osobę oceniamy, szybkim ruchem odrzucając propozycję lub też przyjmując ją. Jeśli obie strony relacji podejmą taka sama decyzję o przyjęciu propozycji, zostaje nawiązana relacja, którą możemy zacząć rozwijać. Na tym etapie zatem prowadzimy wstępne rozmowy, choć oczywiście ostatecznym celem jest mimo wszystko doprowadzenie do spotkania. A pozostałe kwestie, które Tinder pomija? Jak się okazuje, każda osoba ma sobą coś ciekawego do zaproponowania i wprowadzanie szeregu informacji oraz dopasowywanie na ich podstawie dwójki ludzi wcale nie musi być dobrym kierunkiem budowania relacji. Dlatego też Tinder nie tylko stanowi świetna alternatywę dla tradycyjnych rozwiązań, ale wręcz wypiera je z użytku. Najnowsze opinie facetów o używaniu tindera możesz znaleźć tutaj: https://jakpodrywacnatinderze.pl/blog/tinder-opinie/
Podsumowanie
Za rosnącą popularnością Tindera stoi jego obsługa. To prostota założeń na poziomie rdzenia funkcjonalności aplikacji sprawia, że jest ona tak popularnym sposobem nawiązywania relacji i przechodzenia na jej głębszy poziom. Szereg założeń samej aplikacji, przyspieszającej przenoszenie relacji z internetu do świata rzeczywistego i rezygnującej z nie zawsze działających dopasowań, opartych często na wygórowanych oczekiwaniach sprawia, że stała się ona tak popularna w ostatnich czasach. Wynika to z pędzącego stylu życia, który w wieku przypadkach sprawia, że młodzi ludzie nawiązują raczej relacje przygodę, tymczasowe, na tak zwaną jedną noc. Nic jednak nie przeszkadza temu, by wykorzystać te narzędzie do budowania trwałego i niezwykle silnego związku. To tak naprawdę używający narzędzi odpowiada bowiem za efekt ich stosowania, zaś same narzędzia niewiele maja wspólnego z osiągniętym rezultatem.
Zamiast zatem powierzać los swojego związku oraz swoich relacji maszynie dopasowującej ludzi pod kątem skomplikowanego algorytmu oraz szeregu cech, które tak naprawdę nie muszą mieć żadnego znaczenia, lepiej przejąć inicjatywę i wykorzystać zdobycze nowoczesnej technologii, takie jak Tinder, do jak najszybszego pogłębienia relacji i przeniesienia jej do realnego świata. Bo mimo wszystko to właśnie relacje nawiązane w świecie rzeczywistym, tak naprawdę będą procentować w przyszłości i stanowią nasze aktywa do budowania związku o głębszym podłożu.
Dariusz Stokwiszewski: Jakie mogą być konsekwencje naszej „Matigate”?

Dariusz Stokwiszewski
Premier państwa, którego ktoś mógłby szantażować nie powinien dłużej pełnić tej funkcji. I żeby sprawa była w pełni jasna; ja nie oskarżam o nic samego premiera, tylko martwi mnie to co się stało i co może mieć wpływ na stan bezpieczeństwa Polaków i Polski. Nawet jeśli ktoś jest tak czysty, jak nasz premier (jestem o tym przekonany), nie można stawiać dobra jednostki nad dobro państwa!
Zacznę od przypomnienia pewnej historii zza oceanu. Otóż 9 sierpnia 1974 r. Richard Nixon w następstwie afery Watergate, jako pierwszy w historii prezydent USA zrzekł się urzędu. A wszystko miało swój początek nieco wcześniej – 17 czerwca 1972 – gdy w siedzibie wyborczej partii demokratycznej mieszczącej się w kompleksie biurowym Watergate w Waszyngtonie zatrzymano 5 „włamywaczy” w garniturach i niebieskich, chirurgicznych rękawiczkach! Jak się okazało, była to nieudana próba zainstalowania podsłuchu w siedzibie sztabu wyborczego wspomnianej partii.
Kiedy kilka lat temu komentowałem u red. Marka Czyża w TVP Info (w obecnej bym tego nie zrobił) wydarzenia tzw. „Arabskiej Wiosny” miałem zaszczyt poznać osobiście jednego z dwóch najsłynniejszych amerykańskich dziennikarzy śledczych, którzy aferę Watergate opisali – pana Carla Bernsteina. Do dziś dumny jestem z posiadania jego osobistej dedykacji. Dla mnie, jako politologa to jedno z tych szczególnych wydarzeń, których w życiu trochę miałem. Dwadzieścia minut po jego programie zaczynało się moje spotkanie z kamerą, poprzedzone jednak rozmową z Carlem.
Dziś mamy w Polsce do czynienia z naszą polską „Matigate” i choć nieporównywalną do amerykańskiej, to jednak bulwersującą z wielu względów, o których też chciałbym tu napisać. Temat ten jest o tyle „ciekawy”, że do niedawna koncentrował się li tylko na ludziach Platformy Obywatelskiej. Od kilku dni okazuje się jednak, ze swój udział w tym, co powszechnie nazwano „aferą taśmową” miał także obecny premier RP, który niedawno jeszcze związany był z poprzednim obozem władzy. Podkreślam to, gdyż Morawiecki od kilku miesięcy buduje swój wizerunek tzw. „starego pisowca”, aspirującego także do przejęcia władzy w partii Kaczyńskiego! A tu, taka „afera”…!
Dlaczego, ktoś zapyta? Dlatego, że jak wynika z taśm, zagorzały liberał gospodarczy zmienił się nagle w pisowskiego socjalistę rozdającego bezkrytycznie na lewo i prawo wielkie środki tylko po to, aby PiS mogło spełnić swoje nierealne obietnice wyborcze, i przejąć władzę; najpierw w samorządach, a następnie wygrać wybory parlamentarne. Pomijając „kwiecisty język” premiera zapisany na taśmie (czego oczywiście nie należy wyolbrzymiać, gdyż rozmowa owa była prywatna), należy podjąć inne, bardziej istotne kwestie. W tej samej sprawie tylko nieco wcześniej na polityków PO wylano całe „kubły pomyj”, krytykując w czambuł wszystko i domagając się dymisji „taśmowych ministrów” ówczesnego rządu. Odsądzono od czci i wiary całą stronę przeciwną PiS. Skąd więc zdziwienie tym, że teraz ta strona chce się kierować tymi standardami, które PiS i Kaczyński narzucili?! Hipokryzja, małość, fałsz, nienawiść, poczucie wyższości?
Pytaniem zasadniczym jest to: jak człowiek w sile wieku, były bankowiec wysokiego szczebla związany także z liberałami (był elitarnej w grupie doradców premiera Tuska) nagle, tak radykalnie, zmienia podejście do gospodarki na przeciwne do tego, którego przestrzegał, i któremu hołdował dotąd?! To, jakby być przeciwnikiem aborcji i radzić znajomej, będącej w przypadkowej ciąży, jej usunięcie na drodze aborcji! Przykład ten przywołuję specjalnie z rozmysłem, bo jest to ten sam poziom „szkodliwości” – jeśli przyjąć kryteria narzucone nam już przez PiS. To nie do zaakceptowania dla żadnego z zainteresowanych środowisk, chyba że obejrzeliśmy „Kler” Wojtka Smarzowskiego i wiemy, jak wielka może być hipokryzja pewnych grup społeczno – zawodowych.
A zatem, syntetycznie omówiłem (tak mi się przynajmniej wydaje) aspekty: moralno – etyczny i gospodarczy. Teraz czas na to, co ma jeszcze większy ciężar gatunkowy z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa, czym zajmuje się od dawna i co „leży mi na sercu”.
Przyjmuje się i chyba słusznie, że przedmiotowa afera taśmowa pogrążyła ówczesny rząd koalicji PO – PSL, choć oczywiście nie była jedyną przyczyną jego końca. Wiele jest powodów, których wymieniać nie chcę, bo i tak w Polsce każdy „zna się na tym”, stąd może wyrobić sobie własną opinię. Dała tym samym sposobność objęcia władzy przez PiS czy też szerzej – tzw. zjednoczoną prawicę. A więc obozowi, który w sposób wyjątkowo cyniczny i demagogiczny w ciągu trzech lat nieomal nie wyprowadził nas z UE, (co jeszcze wciąż nie jest takie pewne), ale na pewno zniszczył dokonania pokoleń Polaków w zakresie przywrócenia Polsce należnego jej miejsca w europejskim obozie państw demokratycznych. Polska jest na marginesie tego, o czym marzyli Polacy i do czego zawsze dążyli w całej swojej historii. To zbrodnia, o której pisałem już wiele razy, stąd na tym zakończę ten wątek.
Konsekwentnie, zatem powracam do tego, co wyżej już zapowiedziałem; do kwestii bezpieczeństwa państwa polskiego. Jak się przypuszcza, afera podsłuchowa leżąca u podstaw przegranej PO – PSL i wyniesieniu do władzy PiS, była sprokurowana przez rosyjskie specjalne służby. Jeśli przyjmiemy taką tezę, to nie możemy bagatelizować tego, co się stało, a tak zaczyna postępować strona pisowska. Nie można traktować byle jak tego, że polski premier – człowiek stojący na czele państwa i odpowiadający za jego bezpieczeństwo (w normalnym kraju tak by było – tu rządzi Kaczyński), może być podatny np. na szantaż ze strony służb, jakby nie było, raczej wrogiego nam dziś mocarstwa! Tu chodzi już o polską rację stanu. Tu chodzi o to, żeby nikt, kto chciałby Polsce zagrozić, nie mógł tego zrobić wywierając wpływ na polityka tej rangi. A tak być przecież może! Czy ktoś może zaprzeczyć tej logice?! Nie sądzę, choć wiem, że zawsze można kręcić stosując swego rodzaju sofistykę (posługiwanie się fałszywymi argumentami dla udowodnienia nieprawdy, czy „swojej prawdy” – to dla tych, którzy tego pojęcia nie znali).
Sprawa jest według mnie na tyle ważna, że wymaga (w tym szczególnym przypadku) działań nadzwyczajnych, które powinna podjąć strona rządząca. Wiem, że tego raczej nie zrobi, ale apelowanie o to jest moim obowiązkiem. Premier państwa, którego ktoś mógłby szantażować nie powinien dłużej pełnić tej funkcji. I żeby sprawa była w pełni jasna; ja nie oskarżam o nic samego premiera, tylko martwi mnie to co się stało i co może mieć wpływ na stan bezpieczeństwa Polaków i Polski. Nawet jeśli ktoś jest tak czysty, jak nasz premier (jestem o tym przekonany), nie można stawiać dobra jednostki nad dobro państwa! Gdybym był złośliwy jak Jarosław Kaczyński, (ale nie jestem) to mógłbym szukać paraleli do tego, o czym tu piszę, z gloryfikowaniem przez Kornela Morawieckiego, postaci prezydenta FR – Władimira Putina. Nie robię jednak tego, z powodu który podałem. Jestem człowiekiem zgody i niesprawdzone teorie spiskowe pomijam milczeniem.
Dariusz Stokwiszewski
Brytyjski rząd Theresy May straszy utrudnieniami dla obywateli UE
Po brexicie wszystkich – Chińczyków, Polaków, czy Niemców obowiązywać będą jednakowe zasady imigracji do Wielkiej Brytanii.

Na marginesie konwentu Partii Konserwatywnej w Birmingham ustalono wytyczne ws.polityki imigracyjnej. Fot. dw.de
„W przypadku imigracji do Wielkiej Brytanii obywatele UE nie powinni otrzymywać żadnych przywilejów” – brytyjski rząd przyjął na konwencie Partii Konserwatywnej w Birmingham wytyczne dotyczące przyszłej polityki imigracyjnej. Jej celem jest znaczne ograniczenie liczby obcokrajowców.
Zgodnie z wytycznymi obywatele UE już nie powinni być traktowani w sposób uprzywilejowany, a imigrantom zarobkowym z niskimi kwalifikacjami zawodowymi o wiele trudniej będzie w przyszłości wyjechać do Wielkiej Brytanii. Kto będzie chciał mieszkać i pracować na Wyspach, będzie musiał udokumentować, że posiada przynajmniej minimalny dochód. Do łączenia rodzin będzie mogło dojść wyłącznie przy poparciu pracodawcy.
Utrudnienia dla turystów
Premier Theresa May oświadczyła jednak w wywiadzie dla BBC, że nie wyklucza , iż w przypadku zawarcia porozumień z UE oraz innymi partnerami może dojść do udogodnień wjazdowych na teren Wlk. Brytanii.
Jak wynika z nowych planów brytyjskiego rządu, z utrudnieniami muszą się liczyć także turyści. W przyszłości podobnie jak w USA, będą musieli przed wjazdem poddać się kontroli bezpieczeństwa.
Nowe zasady nie będą tylko obowiązywać studentów. Muszą oni jedynie udowodnić, że są w stanie zapewnić sobie utrzymanie. Nowy system nie będzie też obowiązywał w przypadku 3 mln obywateli UE, którzy mieszkają aktualnie w Wielkiej Brytanii.
Krytyczne reakcje
Krytycznie na plany rządu zareagowały nie tylko organizacje branżowe. Liczne przedsiębiorstwa, jak pisze „Die Welt”, szczególnie w rolnictwie oraz z branży hotelarskiej i gastronomicznej były dotąd mocno uzależnione od imigrantów z UE.
Fachowcy, żeby aktualnie otrzymać zezwolenie na pobyt na Wyspach, muszą z reguły udokumentować, że posiadają zatrudnienie o rocznym dochodzie w wysokości, co najmniej 30 tys. funtów.
Wielka Brytania wstrzymała obecnie wizy dla osób z niskimi kwalifikacjami zawodowymi.
REDAKCJA POLECA
Rafał Sulikowski: Zakazane lektury. Freud – Nietzsche – Marks czytani dzisiaj

Rafał Sulikowski
Marks, a potem uczniowie dał świetne analizy wczesnego kapitalizmu; Freud podał w wątpliwość ludzkie roszczenia do bycia całkowicie świadomą i autonomiczną jednostką, a Nietzsche, filozof z Bazylei, ogłosił “śmierć Boga”.
Gdy studiowałem polonistykę (1995-2001, UJ), tylko dzięki świętej pamięci Profesorowi Henrykowi Markiewiczowi, którego odwiedzałem prywatnie, mogłem poznać zakazane dziś w nowej rzeczywistości lektury.
Wybitny historyk literatury nie krył swej sympatii marksistowskich, ubolewał nad stanem umysłów polskich, uwiedzionych różnymi “platonizmami” i nadinterpretacjami klasyki, ale wyczuwałem, że tu chodzi o coś więcej niż tylko mody lekturowe w danym pokoleniu.
Dziś mało kto na studiach humanistycznych czyta Marksa, o Leninie czy Engelsie nie mówiąc, bo przecież są oni trzej “winni” zbrodni komunistycznych. To trochę tak, jakbym nie czytał Biblii, bo w niej morderstwa i inne zbrodnie są nie tylko na porządku dziennym, ale na dobitkę aprobowane przez jej autorów przy pomocy sankcji metafizycznych.
Markiewicz był zdania, że po wojnie marksizm był naturalną reakcją na faszyzm i że nie chodziło o żadne zbrodnie komunistyczne, tylko o to, aby nigdy więcej zaczadzona nazizmem jednostka nie wywołała tak potwornej wojny światowej. Poza tym wskazywał, że marksizm przeszedł ewolucję z “wojującego” na bardziej dialektyczny, bardziej elastyczny niż wtedy, gdy był tworzony przez swoich ojców.
Zajmijmy się jednak samymi zainteresowanymi, oznaczanymi przez naukę jako “mistrzowie podejrzliwości”. Ich życie i dzieło polegało na dekonstrukcji zastanego status quo: Marks w ekonomii, Freud w powstającej wtedy psychologii i Nietzsche w filozofii.
Wszyscy trzej nie zgadzali się na zastany przez siebie świat. Marks, a potem uczniowie dał świetne analizy wczesnego kapitalizmu; Freud podał w wątpliwość ludzkie roszczenia do bycia całkowicie świadomą i autonomiczną jednostką, a Nietzsche, filozof z Bazylei, ogłosił “śmierć Boga”. Pozostały nieczytane już dzieła, do których najwyżej sięgają historycy oraz frazesy, jak ten, że “religia to opium dla ludu” i tym podobne.
Marks
Najpierw przypomnijmy, w co wierzył Marks, od którego rozpoczął się socjalizm i komunizm na świecie. Uważał, że na świecie dzieje się rażąca, codzienna niesprawiedliwość. Bogata mniejszość wyzyskuje większość biednych, zmuszając ich do niewolniczej pracy w złych warunkach (kopalnie, pierwsze fabryki) i za niegodną człowieka stawkę. Brzmi znajomo? Cóż, deja vu jeszcze się nierzadko pojawi. Myśląc o dziejach świata, ujmował je w kategoriach ekonomicznych. Nauka ta, ekonomia, pyta, jak osiągnąć maksymalny zysk minimalnym kosztem wysiłku i zniszczenia środowiska. Jak pracować, aby mieć z tego spełnienie i satysfakcję. Oskarżał feudalizm o straszne winy zniewolenia chłopów, pańszczyznę, brak możliwości zmiany swego życia na lepsze. Garstka władców kapitału, skąd bierze się nazwa “kapitalizm”, trzymała w rękach wszystkie środki produkcji. Pikanterii wszystkiemu dodawały takie określenia jak “klasa panująca”, nadbudowa i baza, klasa próżniacza.
Dziś, gdy nie ma już warstwowego i klasowego społeczeństwa, nie rozumiemy dobrze, o co wtedy chodziło. A chodziło o zapewnienie wszystkim chłopom i robotnikom (stąd “sojusz klasy wyzyskiwanej”) godziwej płacy i godnych warunków pracy.
Kościół początkowo był przeciwny organizowaniu się “mas pracujących”, dopiero nieco powietrza wpuściła encyklika “Rerum novarum” Leona XIII z lat 80. XIX wieku, w której pisał, że “żądania robotników i chłopów” są zasadniczo słuszne i że godność ludzka bywa naruszana. Nie zmienia to faktu, że następni papieże ten trend odwrócili i walczyli z ruchami socjalistycznymi i socjaldemokratycznymi, jak tylko mogli.
Historię socjalizmu znamy głównie z negatywnej strony. A słowo “socjalny” pochodzi z łac. societas i oznacza po prostu ‘społeczny’, a to oznacza “wspólny”. Chodziło zatem o prawa człowieka łamane aż do XX wieku na masową skalę.
Okropne warunki życia i pracy, głodowe stawki, praca ponad 8 h dziennie, brak urlopów i zasiłków – to wszystko próbowali zmieniać wcześni socjaliści i nie dziwmy się, że niekiedy ostro walczyli z religią, bo ta zawsze była po stronie klas panujących.
To, że dziś masz 8 godzin pracy (przynajmniej w teorii) i pracę przez pięć, a nie sześć dni w tygodniu nie jest zasługą prawicy, ale ruchów robotniczych, podobnie jak prawo do urlopu, chorobowego, emerytury i wiele innych. Nie byłoby tego wszystkiego bez pism Marksa, który trafnie zdiagnozował bazę, a jego ideologia została jak zwykle źle zrozumiana i źle użyta w praktyce. Marks nie nawoływał nigdy do zsyłania ludzi na Sybir ani łamania praw człowieka – przeciwnie, chciał, aby człowiek żył godnie jak człowiek, a nie zaszczute zwierzę.
To, że w praktyce słuszne żądania teoretyczne bywają zwykle zniekształcane (“okres błędów i wypaczeń”), nie jest winą teoretyka, lecz tych, którzy odpowiadają przed historią za wdrażanie słusznych reform.
Wtedy Kościół stał po stronie prawicy – zawsze stoi po stronie “klas posiadających”, tworząc z nimi ogólną “klasę próżniaczą”, czyli wyzyskuje biednych, aby się wzbogacić jak najmniejszym kosztem.
Nie ulega żadnej wątpliwości, że KK w ciągu swych dziejów zdobył nieprawdopodobne bogactwo, a dzieła charytatywne mogą być tylko marginesem działalności, stanowiąc przykrywkę dla prawdziwych interesów Watykanu jako centrali.
Marks był antyreligijny, ale nie postulował strzelania ludziom w tył głowy. Implikacje jego pism nie są jego winą. Nawet dzieła Lenina nie do końca można oskarżyć o zbrodnie rewolucji bolszewickiej z roku 1917 w Rosji carskiej – po prostu chciał polepszyć los biednych, a że się mylił, cóż, był tylko człowiekiem, a nie aniołem.
Intencje wczesnych socjalistów moim zdaniem były piękne i czyste, a to, że wyszło, jak wyszło nie do końca można na nich zwalić. To raczej aparatczyki średniego szczebla, pnąc się po stopniach kariery w górę po trupach, odpowiadają za to wszystko, co złego uczynił na świecie komunizm.
Inaczej mówiąc, historia mogła potoczyć się inaczej, gdyby ściśle trzymano się wskazówek wyżej opisanych filozofów, a nie wpadano w typową dla aparatczyków wszelkiej maści nadgorliwość.
Freud i… wszystko jasne.
Ten wielki uczony, z wykształcenia neurolog, praktykujący w Wiedniu w czasach józefińskich, uczeń samego Charcota w Paryżu, podejrzewał dużo więcej niż Marks i pozostali.
W przeciwieństwie do tamtych, nie zajmował się zasadniczo światem zewnętrznym, lecz psychicznym swoich pacjentów, a na podstawie praktyki uogólniał pewne spostrzeżenia, nie zawsze trafne, ale jednak niekiedy genialne.
Odkrył, że wbrew optymizmowi filozofii oświeceniowej, wymierzonej w spirytualizm średniowiecza (generalnie), człowiek nie zawsze jest autonomiczną, rozumną i wolną jednostką. Niekiedy emocje biorą górę, a świadomość jest wąska – większość procesów rozgrywa się w podświadomości, dochodząc najwyżej do przedświadomości.
Na istnienie nieświadomego – argumentował – wskazują takie procesy, jak pomyłki i przejęzyczenia, znaczące lapsusy, a także objawy modnej wtedy w purytańskiej i wiktoriańskiej Austrii histerii, w której objawy neurotyczne są maskowane przez objawy pozornie somatyczne.
Freud nie krył się ze swoim ateizmem, ale też był o wiele ostrożniejszy w optymistycznej wizji świata modernizmu, którego wielką narracją była emancypacja rozumu spod władzy teologii i religii. Badając słynne dziś przypadki, jak człowieka-wilka, sądził, że większość, jeśli nie wszystkie zdarzenia “nadprzyrodzone” są w istocie dziełem jednostkowej nieświadomości albo superego, tego karzącego lustra społecznego, interioryzowanego we wczesnym dzieciństwie. Kulturę postrzegał jako próbę zasłonięcia szczególnie faktu, że – jak równocześnie odkrywał to Darwin – człowieka ze zwierzętami łączy np. seks, a z resztą przyrody “wstydliwe” funkcje fizjologiczne. Kultura tedy odpowiedzialna jest za tłumienie naturalnych instynktów i popędów, stanowi tedy jego zdaniem “źródło cierpień”. Cierpienia cywilizowanego świata są ceną, jaką płaci człowiek za wyższy poziom życia i wygody, wprowadzane stopniowo przez technikę.
Jednak pesymizm Freuda nie był aż tak katastroficzny – stworzona przez niego psychoanaliza mogła pomóc przez metodę wolnych skojarzeń czy analizę snów wielu pacjentom. Niektórym nie dało się pomóc, ale przynajmniej połowie już tak.
Jego uczeń, Jung, dopowiedział potem, że odpowiednikiem jednostkowej podświadomości jest zbiorowa nieświadomość, już nie rezerwat atawistycznych i mrocznych popędów, lecz źródło pozytywnych archetypów, czyli uniwersalnych wzorców myślenia i działania.
Nietzsche
Nietzsche dopowiedział to wszystko, czego nie odważyli się powiedzieć inni, do tego stopnia, że odkryte przez siebie prawdy filozoficzne przypłacił zdrowiem psychicznym i trafił pod koniec życia do zakładu psychiatrycznego, gdzie zmarł.
Zasłynął niejasnym zdaniem, które różnie interpretowano, że “Bóg zmarł”.
Chrześcijanie myśleli, że chodziło o dosłowną śmierć Boga-Człowieka na krzyżu, jednak filozofowi chodziło bardziej o to, że nowoczesność zerwała radykalnie ze starożytnością, usuwając najpierw bogów pogańskich (do czego rękę zbrojną przyłożyło chrześcijaństwo), a potem konsekwentnie Boga monoteizmów.
“Bóg” to dla filozofa z Bazylei nie tyle “starzec z siwą brodą, podający iskrę życia Adamowi”, jak to ukazuje słynne malowidło, co transcendentna i zewnętrzna wobec świata moc stwórcza, a kontekstem dla tej wypowiedzi może być wprowadzany wtedy równocześnie paradygmat ewolucyjny – człowieka nie stworzyli bogowie ani Bóg, lecz wewnętrzna siła “elan vital”, motor immanentnej ewolucji, ślepej i niemającej celu.
Tradycyjnie człowiek był postrzegany jako homo viator, człowiek drogi, który pielgrzymuje do niebiańskiego Jeruzalem, z czym nie zgadza się pozbawiona celu nadprzyrodzonego ewolucja z prostych, prymitywnych form ku bardziej złożonym.
Nietzsche bardzo przeżywał zarówno upadek religii jako prawdziwej wizji świata, jak i fin-de-siècle’owy kryzys nauki pozytywistycznej, wcześniej bardzo optymistycznie zapatrującej się na swoje możliwości poznawcze, czego skrajnością był scjentyzm – kult nauki jako nowej wiary.
Dekadenci modernistyczni nie wierzyli ani w religię, ani w naukę, lecz ich obroną była tylko autonomiczna sztuka, rozumiana nie jako służba komukolwiek czy czemukolwiek, lecz jako autoteliczna sfera przeznaczona nie dla wszystkich, lecz dla wrażliwców, nowej elity i grupy społecznej.
To artyści wtedy mieli ów siódmy zmysł, pozwalający im doświadczać wtajemniczenia na wzór odkrywanych wtedy dla Europy filozofii dalekowschodnich.
To właśnie elita artystyczna aż do wybuchu wojny cieszyła się największym autorytetem społecznym, co pozwoliło stworzyć nieprzemijające dzieła malarskie, muzyczne czy literackie w całej Europie.
Nietzsche był załamany jednak “śmiercią Boga”. Ten bóg oświecenia, już nie w pełni racjonalny, bóg romantyków czy bóg pozytywizmu – wszyscy oni nie mogli już więcej stanowić pocieszenia. Szukano więc inspiracji w antyku, filozofii dionizyjskiej (wino i śpiew!), wiarach słowiańskich czy narkotykach.
Powszechne było wtedy narkotyzowanie się, jednak robiono to w celach quasi-sakralnych, a nie dla leczenia melancholii. Widmo katastrofy naszego kręgu kulturowego było już jednak coraz bliżej. I choć co bardziej wrażliwi.
Rafał Sulikowski
Adam Mazguła: Mundurowi zawiedli

Adam Mazguła
Ludziom służącym „jedynie słusznej” partii nie należy się szacunek i zrozumienie społeczne, niech Was szanują ci, których zadania wykonujecie na zgubę naszego kraju.
Służby mundurowe protestowały w Warszawie bez żołnierzy i kapelanów, bez dowódców i komendantów, bez tych, których zdradzili, akceptując ustawę represyjną zwaną przez PiS-owców dezubekizacją.
25 tysięcy mundurowych wyszło na ulice. Zrobili wrażenie, ale czego się w tym proteście domagali? Protestujący żądali podwyżek! W zasadzie tylko podwyżek!
Nie przeszkadza im upartyjnianie służb, niszczenie konstytucji, używanie ich do pacyfikacji pokojowych protestów, ochranianie faszystów i kiboli, zmuszanie ich do ochraniania biur PiS-u, funkcjonariuszy tej partii i pomników nowych bohaterów, nie przeszkadza im szkalowanie ludzi na ulicach i masowa produkcja politycznych spraw sądowych z inicjatywy policji – oni chcą podwyżki!
Nie razi ich podsłuchiwanie tysięcy obywateli bez powodu oraz traktowanie ich samych przez bonzów partyjnych jako żywopłoty i pieski obronne, nie rażą ich morderstwa na komisariatach i to, że w dziesięciu wykręcają jednej kobiecie rękę, bo niesie białą różę – oni chcą jedynie pieniędzy.
Panie i Panowie mundurowi, macie prawo protestować, miałem jednak w swojej naiwności nadzieję, że jest coś ważniejszego w waszej służbie niż podwyżki. Miałem nadzieję, że widzicie tę podłość władz, że widzicie te kłamstwa i atmosferę izolacji rozumu od aktywności wszędzie tam, gdzie zaczyna się ”dobra zmiana” z katolickim krzyżykiem „+”.
Nie dołączę do protestu w obronie Waszych pensji i uprawnień, bo niczym nie różnicie się od całego PiS-u. Nie chodzi Wam o godną służbę państwu, obywatelom i prawdzie, lecz tylko o kasę, a to za mało, jak na służby państwowe, które miały stać na straży Konstytucji RP.
Jestem żołnierzem i nigdy nie przyszło mi do głowy, aby swoje prawa stawiać przed obowiązkiem służby narodowi, powtarzam: narodowi i ojczyźnie.
Ludziom służącym „jedynie słusznej” partii nie należy się szacunek i zrozumienie społeczne, niech Was szanują ci, których zadania wykonujecie na zgubę naszego kraju.
Adam Mazguła
Protestujący mundurowi nie zapomnieli o swoim ulubieńcu @ZielinskiJaro. Przywieźli mu helikopter z konfetti.
Jakie słodkie🚁 pic.twitter.com/j0Tn6SllSz— stumbras (@stumbras3) October 2, 2018
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Dariusz Stokwiszewski: „Pokręcona” polska rzeczywistość poraża – filozoficzne refleksje politologa

Dariusz Stokwiszewski
Najważniejszym jest całkowite ubezwłasnowolnienie społeczeństwa poprzez próby wtłaczania w jego głowy prostackich frazesów, które są narzędziem manipulacji, nieogarniającej rzeczywistości części naszego społeczeństwa.
Z zasady siadam do pisania, kiedy mnie coś nurtuje i nie daje spokoju; zazwyczaj są to rzeczy z kategorii trudnych i przy tym ważnych. Oczywiście, każdy inaczej rozumie te kwestie stąd to, co mnie wydaje się fascynujące i godne uwagi, nie musi być takie dla innych osób. Z reguły również nie piszę pod konkretne zapotrzebowanie i nie kieruję się poklaskiem dokonując własnych wyborów. Stąd, bez szczególnej inwencji twórczej zastanawiałem się nad tym, co napisać dzisiaj. Pomyślałem sobie, że nie uda mi się ominąć meandrów polskiej polityki, bo w końcu nią dziś żyjemy wszyscy.
Pomysł pojawił się sam po obejrzeniu (nagranych dzień wcześniej z TVN 24 „Kropki nad i” oraz „Czarno na białym”. Zawsze programy te nagrywam i zwykle do nich powracam. Ciekawa zwłaszcza wydała mi się tu rozmowa Moniki Olejnik z Januszem Gajosem, odtwórcą jednej z głównych ról w filmie Wojtka Smarzowskiego „Kler”. O samym dziele powiedziano już dość dużo; osobiście też podzieliłem się swoją refleksją o tym na FB i nie chcę tego powtarzać. Natomiast w wywiadzie z aktorem padło też wiele pytań, wśród których jedno było dla mnie dość zaskakujące. Dotyczyło stosunku aktora do pewnej wypowiedzi sprzed jakiegoś czasu.
Otóż kilka lat temu w programie Teresy Torańskiej (przypomniał J.G.) wystąpił prezes PiS Jarosław Kaczyński, który odpowiadając na jakieś pytanie dziennikarki stwierdził, że „chce być postrzegany i widzi się w roli emerytowanego zbawcy narodu (sic!)”. Po chwili dopiero do mnie dotarł sens tych słów, wypowiedzianych przez Kaczyńskiego z „powagą godną mędrca Syjonu”. Oczywiście jest to pewna metaforyka, bo: mędrcy ci deklarowali coś innego niż PiS i Kaczyński, który (być może tylko werbalnie) wspiera KK i naszą wiarę, choć z drugiej strony robi wszystko na odwrót, stąd skojarzenie. Mędrcy Syjonu zaś chcieli zmienić porządek świata wprowadzając nowy ład i niszcząc kościół. Jednak ktoś dociekliwy (np. ja) mógłby zapytać, dlaczego Kaczyński i jego partia wciągają KK do brudnej polityki, wykorzystując go w celach typowo ziemskich – bez wątpienia czysto partykularnych?! Przecież tym samym dezawuują go i niszczą.
Jako że moja ciekawość świata jest (jak znana z polskich mediów osoba) nienażarta, postanowiłem pogłębić te rozważania o ten właśnie element.
A może, zgodnie z wątpliwościami, jakie wyraziłem wyżej, naszej polskiej „religijnej prawicy” przyświeca podobny cel, jaki zawarli w księgach wspomniani już mędrcy Syjonu, czekający na nadejście Antychrysta (uważanego za króla Syjonu)?! PiS, jako Antychrysta widzi Unie Europejską, którą pomimo zapewnień chciałby według mnie rozsadzić od środka! Tu muszę, dla zrozumienia istoty rzeczy napisać o założeniach przyświecających „Mędrcom Syjonu”, dla których nienawistnym wrogiem jest każdy goj, a więc nie – Żyd, ale także ten Żyd), który nie podziela ich poglądu na świat przez nich kreowanego.
Protokoły Syjonu powinna przeczytać każda osoba, która chce zrozumieć nasz świat! Pokazują patologiczną nienawiść izraelskich masonów do „nie – Żydów” i pragnienie ich osłabienia. Protokoły to element „inicjacji” 330 masońskich Żydów. Co ciekawe, większość Żydów nie jest świadoma tego programu, stąd łatwo nimi manipulować. Tak samo, jak łatwo manipulować (podaję tu za jednym z polityków PiS) „ciemnym ludem (sic)! Poniżej wybrane przykłady tego, co może nam zafundować szaleniec podobny do jednego z tych 330. Niekoniecznie ważne są tu światopoglądy czy religia. Rzeczą wspólną jest natomiast dążenie do totalnej władzy!
Protokół Trzeci MS mówi m.in.:
Do celu naszego niedaleko; dzieli nas od niego mała przestrzeń i oto droga, którą kroczyliśmy w znoju, zwarła się w sploty żmii symbolicznej, przedstawiającej niejako lud nasz izraelski. Kiedy sploty owe ogarną wszystkie państwa europejskie, ostatnie ujęte zostaną, jak gdyby w potężne szczypce. Współczesna równowaga europejska, konstytucyjna runie wkrótce. Goje sobie wyobrażają, że tę równowagę zbudowali tak dokładnie, że jakkolwiek obecnie zachwiana, wkrótce stanie na poziomie. Ale jej podstawa, mianowicie królowie na tronach ukryci są za swymi reprezentantami. Ci zaś szaleją porwani urokiem władzy nieodpowiedzialnej i niekontrolowanej. Tę władzę zawdzięczają terrorowi, którego widmo krąży po pałacach…! Stworzyliśmy taką przepaść między władzą monarszą jasnowidzącą a ślepą siłą ludu, że jedne i drugie utraciły znaczenie tak, jak bezbronnym jest ślepiec, pozbawiony swego kija”.Nienawiść wyrasta na gruncie przesilenia ekonomicznego, które powstrzyma operacje giełdowe i ruch w przemyśle (tak – nienawiść). Wszelkimi sposobami docierajcie do naszych podziemnych wpływów i za pomocą złota, które jest wyłącznie w naszym ręku, wywołamy wkrótce taki kryzys ekonomiczny, że we wszystkich krajach europejskich rzucimy całe rzesze robotników na ulicę. Tłumy te pójdą z wściekłością i rozkoszą na tych, którym od kolebki w prostocie swego ducha zazdroszczą, a których dobytek będą mogli rozgrabić. Nam szkody nie przyczynią, bo postaramy się zawczasu wiedzieć o chwili wybuchu i odegnać grożące niebezpieczeństwo!
Protokół Dziewiąty MS mówi m.in.:
„Antysemityzm jest nam niezbędny do kierowania naszymi mniejszymi braćmi”. Mój komentarz do tego mógłby być taki, że w Polsce takim wrogiem mógłby być i jest tzw. „gorszy sort”, czyli tacy jak my …! Stąd niezbędna jest jakaś siła napędowa, którą w tym przypadku jest nienawiść do wszystkiego, co różne od wizji Kaczyńskiego. I na tym polu prezes odnosi „sukcesy” na skalę światową!
Według Aleksandra Sołżenicyna – laureata Pokojowej Nagrody Nobla, Protokoły te są prawdziwe. Stanowią lekturę żydowskich masonów pokazującą im w szczegółach plan obalenia zachodniej cywilizacji, zniewolenia ludzkości i skupienia całego bogactwa świata w rekach lóż masońskich. Wizja, przyzna chyba każdy, przerażająca. Jednak czy nie można jej w skali mikro przenieść na grunt polski. Osobiście widzę tu duże podobieństwa w bezpardonowym dążeniu naszych prawicowych „elit” do osiągnięcia zbieżnych z masońskimi, celów. Najważniejszym jest całkowite ubezwłasnowolnienie społeczeństwa poprzez próby wtłaczania w jego głowy prostackich frazesów, które są narzędziem manipulacji, nieogarniającej rzeczywistości części naszego społeczeństwa.
Czy zatem bezsensowna (dla Polaków i Polski) zachcianka naszego „zbawcy narodu” się spełni?! Nie, jeśli pójdziemy wszyscy do wyborów i dokonamy aktu głosowania! To chyba jedyny sposób na eliminację populistów i szkodników z polskiego życia politycznego! Zróbmy to, aby Polska była krajem kwitnącym, a nie wyrzutkiem XXI wiecznej Europy i Świata!
Dariusz Stokwiszewski
3 legendarne projekty porno, które znamy, choć czasem wstydzimy się przyznać
Tradycyjne kino obfituje w perełki, które zapamiętujemy na długo, do których mamy sentyment i lubimy czasem wrócić. Nie inaczej jest w przypadku branży filmów pornograficznych – niektóre produkcje na długo zapadają odbiorcom w pamięć, a gwiazdki w nich występujące zyskują sławę porównywalną do tej, którą obdarzamy tradycyjnych aktorów. Poniższe zestawienie dotyczy filmów równie kultowych, jak hollywoodzkie produkcje, które każdy z nas – lub większość – zna, chociaż czasem wstydzimy się do tego przyznać.

Głębokie gardło (1972)
Sex film, którego legenda jest tak wielka, że nawet laik skojarzy tytuł. Co więcej, film ten stał się tak kultowy, że jeżeli przyznamy, że go nie znamy, możemy zostać uznani za kulturowego laika. Jego fenomen jest o tyle ciekawy, że produkcja powstała w naprawdę skromnych warunkach – scenariusz napisano w jeden weekend, a sceny kręcono w niezbyt przyjemnie wyglądających hotelach. Mimo to obraz stał się tak popularny, że fascynuje widzów do dziś.
Kaligula (1997)
Porno w klimatach antycznych? Nie ma sprawy. Właśnie w takiej scenerii postanowiono zrobić ten film. Początkowo miał to być klasyczny obraz do normalnego kina, jednak w wyniku rozbieżności w czasie produkcji dokręcono do niego kilka bardzo bezpośrednich scen, co spowodowało poszerzenie widowni i grona odbiorców o fanów niegrzecznych historii i różowego kina.
Projekt Sexploration
Fani współczesnego porno, a w szczególności serwisów PornHub i Brazzers, doskonale znają postać łysego z Brazzers. W ramach tego projektu PornHub postanowił, że wystrzeli aktorów w kosmos – dosłownie – w związku z czym zorganizowano akcję crowdfundingową mającą na celu pozyskanie środków na film porno. Projekt miał na celu nie tyle nakręcenie pierwszego pornosa w kosmosie, ale także sprawdzenie, czy seks w stanie nieważkości jest w ogóle możliwy. Niestety, projekt nie udał się, ponieważ nie zebrano odpowiedniej kwoty. Mimo to, jako bardzo niecodzienny pomysł, wart jest zapamiętania.
Jak widać jeżeli chodzi o filmy erotyczne, ludzka wyobraźnia nie zna granic. Z każdym tygodniem i miesiącem do internetu trafiają dziesiątki i setki tysięcy godzin materiałów, spośród których widzowie mogą wybierać najlepsze kawałki, dostosowane do swoich preferencji. Branża porno jest tak duża, że potrafi kręcić również pełnometrażowe filmy, a niektóre z nich trafiają nawet w kanon kulturowy danej epoki. Niezależnie od tego, co wy lubicie, możecie znaleźć wiele stron z darmowym porno w internecie. Jedną z nich jest np. http://4sex.pl/.
Roman Giertych: Panie Marku z Radomia! „Układ radomski” czyli politycy PiS i biznes na nieruchomościach to wina Tuska

Roman Giertych
A w ogóle to podejrzewać ludzi z PiS o korupcję i wykorzystywanie stanowiska to podłość i atak na rząd. Ten atak ma wszelkie cechy ataku politycznego, którego prawdziwym celem jest Pan, Panie Marku.
List do Marka z Radomia
Drogi Panie Marku!
Ojojojojoj! Obejrzałem program w TVN24 na temat układu radomskiego. Powiem Panu (a znamy się tyle lat!), że przy tym problem z Carycą, zagubionym rachunkiem i takimi tam drobiazgami to pikuś. Nie chciałbym być w skórze adwokata Pańskich kolegów. Sprawa wygląda więcej niż paskudnie. Mówiąc szczerze ma Pan tylko jedno rozwiązanie.
Powiedzieć trzeba tak (może ciemny lud to kupi?). Nie było żadnego układu. Pana przyjaciel poseł PiS zupełnie przypadkiem i naturalną koleją rzeczy ma siostrę. Siostra prowadzi biznes. I w ramach tego zupełnie normalnego i uczciwego biznesu kupiła działkę. Działkę kupiła, bo inwestowała.
Jej brat-poseł wykonując swoje obowiązki poselskie został szefem Zespołu Poselskiego ds. przebiegu drogi krajowej w okolicach Radomia. Nie miał on żadnej świadomości, że jego siostra i jego przyjaciele z lokalnego PiS nabyli działki niedaleko drogi krajowej.
Dlaczego nie wiedział?
Bo się nie interesuje jakimiś biznesami, tylko całe życie pracuje dla Polski, aby ludziom żyło się lepiej. A skoro nie wiedział, to podejrzewanie go o to, że będąc szefem tego zespołu wpływał na urzędników, aby zmienili przebieg drogi tak, aby przechodziła obok działki siostry i działek przyjaciół i lokalnie powiązanych z PiS biznesmenów to potwarz.
Bieg drogi się zmienił, bo się zmienił. Pewnie urzędnicy uznali, że wyburzenie domów ludziom będzie korzystniejsze dla środowiska, niż puszczenie tej drogi przez nieużytki.
Mało to się mówi o problemie smogu? A z tych domów to tylko smog i zanieczyszczenia.
Również podejrzenia, że chodziło o wykupienie nieudanego osiedla lokalnego biznesmena, który inwestował razem z politykami PiS, to niczym nie poparte insynuacje.
PiS jest czysty jak łza, a to że siostra pana Posła miała szczęście do interesów i zainwestowała w działkę obok drogi ekspresowej, to zawistni jej zazdroszczą. Każdy mógł tam zainwestować.
A w ogóle to podejrzewać ludzi z PiS o korupcję i wykorzystywanie stanowiska to podłość i atak na rząd. Ten atak ma wszelkie cechy ataku politycznego, którego prawdziwym celem jest Pan, Panie Marku. Bo to Pan sprytnie połączył Amber Gold z Tuskiem poprzez wykazanie, że caryca Katarzyna miała bursztynową komnatę, a bursztyn wydobywa się z Zatoki Gdańskiej nad którą leży Sopot, gdzie mieszka Tusk, a że amber to znaczy z angielskiego bursztyn, to wszystko ułożyło się w jedną przerażająco logiczną całość. I tak naprawdę sprawa tej nieszczęsnej drogi i tych szczęśliwie nabytych działek to wina Tuska.
Następnie podpisze Pan oświadczenie prezesowi Kaczyńskiemu, że nikt nie wiedział o żadnych działkach i już. Sprawa pozamiatana.
A prokuratura niech się zajmie przeciekiem, którego dopuścił się jakiś nielojalny współpracownik PiS. To jest dopiero skandal! Donosić na swoich szefów i Panów! Takiego trzeba ustalić i ukarać. I wówczas nikt nie będzie Panu przeszkadzał w dalszej owocnej pracy na Rzeczypospolitej.
Roman Giertych
PS
Może pan poradzić swoim kolegom, żeby zbierali już cebule, czosnek i świeże cytryny. One długo się przechowują bez lodówki, a są pewnym źródłem witamin tak potrzebnych w niektórych miejscach…













