Manuela Gretkowska. Do Timmermansa: uprzejmie donoszę, małpoludy straszą maczugą propagandy. Mówią po to, by kłamać

Manuela Gretkowska
Ziobro uchylając tajemnicę adwokacką zabierze nam prawo do obrony. Zniszczono już Trybunał Konstytucyjny i rozmontowują Sąd Najwyższy. Morawiecki mówi, że Unia nie rozumie Polski. Jakby chodziło o nieprzetłumaczalną narodową neurozę a nie prymitywne kłamstwa dające rządowi bezkarność. Morawiecki nie rozumie nawet, że kłamie i przegrał proces.
Szanowny Panie,
rząd mojego kraju nazywa troskę o Polskę antypaństwowym donosicielstwem. Uprzejmie więc donoszę, co robiłam też rok temu podczas spotkania w Brukseli:
Polska demokracja znika.
Wiem, nie da się Pan wykiwać polskim cwaniakom nazywającym siebie odpowiedzialnymi politykami. Czy tylko dlatego, że mają w sejmie większość nie można ich oskarżyć o łamanie prawa jak Puigdemonta w Hiszpanii i aresztować żeby przestali niszczyć Polskę?
UE nie przewidziała, że w jednym z państw członkowskich demokratycznie wybrany rząd obali demokratyczny ustrój. Ale tak się stało. Co z tym zrobić nie rezygnując z unijnych standardów, których jesteście autorami a powinniście być tez strażnikami i gwarantem?
80% Polaków chce członkostwa w Unii czyli wolności i demokracji. Nie demokracji polskiej czy węgierskiej, ale demokracji na którą się umawialiśmy wstępując do Unii zgodnie z podpisanymi traktatami. W innym przypadku pisowska demokracja broniąc się przed europejską będzie prosić o pomoc rosyjską demokrację.
Należałoby przeprowadzić ponowne europejskie referendum w Polsce. Albo przegłosujemy większością poparcie albo z Unii wypielgrzymujemy. Wśród Czechów, racjonalnych, pragmatycznych Czechów, po trzech latach propagandowego łomotu poparcie dla Unii spadło z 70% do 30%.
Jeśli opowiemy się za wspólnotą europejską a więc jej prawami, ludzie PiS-u odpowiedzialni za ich łamanie powinni zostać osądzeni i skazani przez Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu.
Nie proszę by Unia ratowała Polskę przed nią samą. Proszę by Unia nie zaniedbała swoich własnych fundamentów. Już przypomina Krzywą Wieżę w Pizie, zagrożoną nadchodzącym populistycznym, autorytarnym trzęsieniem ziemi.
Ratujmy siebie i innych przed faszyzmem, nacjonalizmem, bezprawiem – takie były założenia twórców Unii i polskie marzenia.
Minister sprawiedliwości, Ziobro uchylając nowymi przepisami tajemnicę adwokacką zabierze nam prawo do obrony obowiązujące w każdym cywilizowanym kraju. Zniszczono już Trybunał Konstytucyjny i rozmontowują Sąd Najwyższy. Ale premier Morawiecki mówi, że Unia nie rozumie Polski. Jakby chodziło o nieprzetłumaczalną narodową neurozę a nie prymitywne kłamstwa dające rządowi bezkarność. Morawiecki nie rozumie nawet, że kłamie i przegrał proces.
Noblista, Czesław Miłosz napisał w swoim wierszu:
„Wiernie służyłem polskiemu językowi,
Pośród wielu języków jest dla mnie jedyny,
I wzywa, nakazuje żeby go uświetniać,
bo mówi w nim za dużo małpoludów,
Do których, nie ukrywam, mam odrazę…”
Małpoludy umieją straszyć maczugą propagandy. Mówią po to, by kłamać albo obrażać. Kaczyński nazwał sędziów orzekających zgodnie z prawem ojkami. Wie, że suweren nie zrozumie tego słowa, ale je podchwyci i przekręci, nazywając sędziów gn-ojkami, a sądy gnojówką do uprzątnięcia. I tak z ojczyzny robią nam gnojowiznę bezprawia.
Uprzejmie o tym wszystkim donoszę. W imieniu swoim, milionów myślących podobnie i Szarego Człowieka, który spłonął protestując przeciwko przemocy naszego rządu.
Nie zostawiajcie nas, bo wtedy opuścicie siebie samych rezygnując z prawa i demokracji.
Z poważaniem,
Manuela Gretkowska polska pisarka
Rafał Sulikowski: Efekt talerzyka. Dlaczego stamtąd nikt nie wraca?

Rafał Sulikowski
Babcia nie wraca, bo jej już całkowicie, a nie tylko połowicznie nie ma. Nie ma jej w żadnym możliwym sensie, fizycznie, psychicznie czy duchowo. Żyje w mojej pamięci, czasem powraca w snach i na tym koniec. Babcia zmarła na zawsze. I prawdopodobnie nigdy więcej się nie zobaczymy. Jeśli tak jest, to znaczy, że tak być musi. I musimy wszyscy sobie z tym jakoś poradzić.
Kiedy byłem młodszy, chciałem jak inni poznać prawdę absolutną i zrobić coś dla ludzkości.
Planowałem przeanalizować znane dowody na istnienie “czegoś więcej” niż otaczająca nas zewsząd materia i udowodnić, że jest Bóg.
Dziś śmiejąc się z własnej nie tyle głupoty, co niedojrzałości intelektualnej, pragnę podzielić się swoimi refleksjami, które dotyczą egzystencji każdego z nas i każdej z was.
Mam przeczucie, że znalazłem klucz, który może zostać użyty w sporze między wierzącymi w “coś więcej” a tymi, którzy tej wiary nie podzielają.
Mój argument na to, że po śmierci niemal na pewno nic nie ma, a w każdym razie nie to, co sobie wyobrażamy, jest dość prosty, a myślenie o nim rozpoczęło się podczas kolejnego pogrzebu, w którym uczestniczyłem.
Tym razem zmarła moja babcia, która mnie kochała tak po prostu, całe życie poświęciła dzieciom, rezygnując z kariery zawodowej, a była bardzo zdolna, po wojnie jako pielęgniarka jeździła pociągiem sanitarnym, pomagając weteranom wojennym i wszystkim rannym. Gotowała mi przez kilkanaście pierwszych lat mego życia bardzo smaczne obiady i zabierała nad morze w wakacje, a także podarowała mi własne mieszkanie, czując, że nie lubię się przepychać przez życie łokciami i że finansowo będzie mi jako humaniście dość ciężko, co się doskonale urzeczywistniło.
Po długim i pięknym życiu zmarła w późnym wieku, a ja zostałem sam na ziemi. I wtedy zaczęło się myślenie, które dziś prezentuję.
Właściwie, dlaczego stamtąd nikt nie wraca? Dlaczego ci, którzy zmarli, zostawiając na ziemi kogoś, kogo kochali, nie chcą, choć wpaść na kawę w przerwie delektowania się rajskimi drzewami w zaświatach? Dlaczego, wiedząc, że cierpię od lat na ciężką depresję oporną na leczenie, nie może mi pomóc?
Jeśli jak uczy Kościół, zmarli pamiętają życie ziemskie, to czy nie pamięta o mnie moja babcia? Nie może mi pomóc czy nie chce? To drugie w świetle powyższego odpada – miłość jest pomaganiem osobie kochanej, więc pozostaje druga odpowiedź – babcia, gdyby gdzieś tam żyła, na pewno chciałaby mi pomóc, choćby wstawiając się u Boga za mną. Jeśli tego nie doświadczam, to widocznie nie może mi pomóc. Powstaje tylko pytanie dlaczego?
Kościół na to nic nie mówi poza tym, że Bóg musiałby zezwolić babci na powrót na ziemię. Dobrze, ale dlaczego Bóg nie miałby dać zgody na takie odwiedziny? Albo inaczej: dlaczego wiedząc, że cierpię w życiu nieraz bardzo ciężko, nie pomógłby sam z własnej woli, nie czekając, aż babcia wpadnie na ten pomysł.
Babcia zmarła. Odeszła. Nigdy poza snami się nie zjawiła, a nie sądzę, żeby zmarli, o ile żyją w jeszcze lepszym świecie, byli aż tak zajęci własnym szczęściem, by zapomnieć o zmarłych.
Ten fakt, że niczyja babcia nie wraca, aby w czymś nam wszystkim pomóc, zastanawia. Kościół będzie się tutaj bronić, że w “niebie dzieje się wola boża”, więc wszyscy są tam uwięzieni i nie mogą robić tego, co chcą. Albo, że “może babcia nie jest w niebie, na przykład pokutuje w czyśćcu”. I podobne tym brednie.
Aby zracjonalizować ponury fakt, że żaden zmarły rzeczywiście – nie tylko ci, co wyszli ze śmierci klinicznej – nigdy stamtąd nie wrócił, można by te brednie spirytystyczne wpisać między jeszcze większe bajeczki na dobranoc. Babcia zmarła i nie dała ani razu znaku, że w ogóle żyje, mniejsza z tym, gdzie.
Tak, wygląda na to, że zmarli nie mogą nam pomóc. Aby to zasłonić, religie często dokonują scedowania pozornej “woli zmarłych” na Boga – projektują brak woli zmarłych, aby nam pomóc, na ekran woli boskiej. Inaczej mówiąc, kiedy ja donoszę o tym fakcie, że babcia nie wróciła pod żadną postacią i że żadna babcia w historii świata tego nie uczyniła, religie tłumaczą mi pokrętnie, że “pewnie nie jest zbawiona” (a niby dlaczego? była dobrą osobą) albo, że “Bóg nie pozwala”. Aha. Czyli zmarli przebywają gdzieś w jakiejś światłości, która w sumie jest ich więzieniem, chociaż wykładanym perłą i diamentami. Złota klatka nadal jest jednak klatką.
Tłumaczenie, że “Bóg ma w tym jakiś zamiar” to brednie, które, gdy słyszę, gotuje się we mnie wszystko.
Nie. Jeśli Bóg kocha, to na pewno nie tylko pozwoliłby babci wrócić, ale – wiedząc, że mnie darzyła miłością, wręcz kazać jej powrócić, aby na przykład pomóc mi zrozumieć, jak tam jest i częściowo dodać otuchy.
Niestety, wyjaśnienie jest być może prostsze niż dotąd myślano w teologii czy filozofii – babcia nie wraca, bo jej już całkowicie, a nie tylko połowicznie nie ma. Nie ma jej w żadnym możliwym sensie, fizycznie, psychicznie czy duchowo. Żyje w mojej pamięci, czasem powraca w snach i na tym koniec. Babcia zmarła na zawsze. I prawdopodobnie nigdy więcej się nie zobaczymy. Jeśli tak jest, to znaczy, że tak być musi. I musimy wszyscy sobie z tym jakoś poradzić.
Rafał Sulikowski
Roman Giertych: Klub Pinokia

Roman Giertych
A uzupełnieniem dekalogu jest motto Waszego klubu czyli słowa prezesa Kaczyńskiego: Nikt nas nie przekona, że czarne to czarne, a białe to białe. A czasy, w których ludzie mówili, że kłamstwo ma krótkie nóżki, to czasy, gdy ludzie nie wynaleźli jeszcze drabinki. Teraz bowiem ciemny lud, wszystko kupi.
Drogi Panie Mateuszu!
Cała Polska składa Panu najserdeczniejsze wyrazy podziwu z powodu zostania członkiem elitarnego Klubu Pinokia – osób, które sądowo zostały określone jako kłamcy.
Grono to szybko się poszerza, ale założycielami został Pan razem z Jackiem Kurskim (w roku 2007 w procesie ze mną Sąd Apelacyjny w Gdańsku uznał go za kłamcę).
Jak zwykle Panu życzliwy przygotowałem statut Waszego klubu, który darmowo może Pan skopiować przy rejestracji.
STATUT KLUBU PINOKIA
Klub Pinokia składa się z sądowo stwierdzonych łgarzy. Celem klubu jest kształtowanie poczucia dumy z faktu, że członkowie brzydzą się prawdą i gdy mogą to kłamią.
Klub ustanawia dekalog kłamstw założycielskich, które stanowią fundament dobrej zmiany. Oto ten dekalog.
- W Smoleńsku był zamach, w którym Tusk, Sikorski wraz z Putinem zgładzili najlepszego w historii Prezydenta, a przy okazji kilkadziesiąt innych ofiar. Brak dowodów na powyższe jest najlepszym dowodem na spryt zamachowców i na perfidię zamachu.
- W roku 2015 Polska nie istniała. Ruiny zarządzane przez zdrajców zostały ocalone przez Jarosława Kaczyńskiego i zbudowano domy, mosty, drogi, a także gazoport i prom.
- Jeśli nawet przed 2015 rokiem coś istniało, to ponieważ było zbudowane na krzywdzie ludzkiej, to moralnie nie istniało. Dopiero zakończenie krzywdy ludzkiej (którą można utożsamić z krzywdą działaczy PiS) przywróciło określonym rzeczom ich moralne istnienie. A nawet jak ogłoszone przez Pana Panie Mateuszu rzeczy jeszcze nie istnieją (np. prom), to moralnie one już są, tylko ich nie widać.
- Działacze PiS nie kradną. A jeśli nawet kradną, to robią to dla dobra Polski, gdyż dobro Polski można utożsamić z dobrem tych działaczy. Fakt istnienia stanu tej wyższej konieczności udowadnia to, że żaden z działaczy PiS nie ma zarzutów kradzieży postawionych przez prokuraturę. A przecież prokuratura jest niezależna.
- Reforma sądownictwa ma uczynić sądownictwo bardziej niezależne i szybsze. To, że staje się ono wolniejsze jest spowodowane złośliwością sędziów, którzy specjalnie, na złość PiS, przedłużają działania. Natomiast istotą niezależności sądów ma być ich niezależność od wąsko pojmowanego prawa. Nad prawem zawsze musi stać interes narodowy, którego emanacją jest wola prezesa PiS.
- Polska wstała z kolan. Na świecie nas szanują i się z nami liczą. Czego najlepszym dowodem jest albo brak kontaktów (wówczas szacunek u obcych pomieszany jest z lękiem), albo gdy kontakty już są, to wówczas ze strachu i onieśmielenia tak innym przywódcom drżą kolana, że nie mogą ustać przy naszych przedstawicielach i muszą szybko siąść, czego dowodem jest zdjęcie dumnie stojącego prezydenta Dudy z upokorzonym Trumpem.
- Polska armia rozwija się doskonale, a Antek Macierewicz był najlepszych ministrem wszech czasów. Brak zakupu przez niego sprzętu wojennego wynikał li tylko z tego, że nie chciał on siać grozy wśród naszych sąsiadów, którzy i tak są przerażeni powołaniem Obrony Terytorialnej. Fakt otaczania go przez ludzi powiązanych z komunistycznymi służbami specjalnymi jest elementem jego kamuflażu.
- Reforma edukacji jest dziejowa, a jej celem jest przywrócenie prawdy historycznej o wiekopomnych zasługach dla odzyskania niepodległości, które mieli Jarosław i Lech Kaczyńscy. Reforma ma uświadomić młodzieży, że naszą wolność zawdzięczamy Obojgu Wielkim Braciom, a podszywanie się pod przywódcę Solidarności przez niejakiego Wałęsę jest haniebnym spiskiem amerykańsko-papiesko-komunistyczno- noblowskim. Celem tego spisku było to, aby pozbawić należnych zasług Obu Wielkich Braci.
- Prawda historyczno-polityczna jest głoszona dopiero od 2015 przez TVP i wspomagające je gazety. Te marne kilkadziesiąt milionów przelanych ze spółek Skarbu Państwa na gazety i miliardy na TVP, to nic w porównaniu do historycznej roli tych mediów w przywracaniu prawdy Polakom.
- Jeżeli ktoś udowodni wam głoszenie nieprawdy, to kłamie. Jeśli przegracie głosowania w ciałach międzynarodowych (27:1), to mówicie, że wygraliście. Jeśli przegracie w sądzie, to mówicie, że wyrok był dla was korzystny. Jeśli cały świat mówi, że coś robicie źle, to mówicie, że świat się myli.
A uzupełnieniem dekalogu jest motto Waszego klubu czyli słowa prezesa Kaczyńskiego: „Nikt nas nie przekona, że czarne to czarne, a białe to białe”. A czasy, w których ludzie mówili, że kłamstwo ma krótkie nóżki, to czasy, gdy ludzie nie wynaleźli jeszcze drabinki. Teraz bowiem ciemny lud, wszystko kupi.
Zawsze Wam życzliwy,
Roman Giertych
PS.
Nie napisałem w dekalogu, że celem waszych rządów jest odnowa moralna. Sam Pan Panie Mateuszu rozumie, że gdybym to napisał, to ludzie mogliby to potraktować jako szyderstwo.
Premier M. Morawiecki skłamał mówiąc o tym, że Platforma Obywatelska nie budowała dróg. Teraz sąd nakazał przeprosiny w TVN i TVP.
Panie Mateuszu nie warto być jak Pinokio!#KlamaćJakMorawiecki pic.twitter.com/tZNUIaHjPa— Sławek Neumann (@SlawekNeumann) September 26, 2018
Największy kłamca polskiej polityki, Pinokio – Morawiecki, został odpowiednio przywitany w Poznaniu!
Brawo 👏🏻👏🏻👏🏻👏🏻👏🏻👏🏻👏🏻#KłamaćJakMorawiecki pic.twitter.com/wa7ZJPhDBT— Arkadiusz Myrcha ✌️ (@ArkadiuszMyrcha) September 28, 2018
Szef brytyjskiego MSW: Nie będzie drugiego referendum. Obywatele UE mogą zostać, jednak takiej swobody podróżowania, jaka istnieje nie będzie
Negocjacje między Brukselą a Londynem o warunkach Brexitu nie posuwają się naprzód. Dla Warszawy ważnym problemem jest sytuacja Polaków. Szef brytyjskiego MSW zapewnia, że obywatele UE pozostaną w jego kraju.
– Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że mamy w Królestwie 140 tys. Niemców. W Wielkiej Brytanii mieszka 3,5 mln obywateli UE. Wszyscy powinni pozostać. Chociaż nie ma porozumienia, chcemy, żeby pozostali. Mamy nadzieję, że inne kraje, także w Niemcy, zagwarantują to samo Brytyjczykom – powiedział Javid w wywiadzie opublikowanym w sobotę na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
– Oczywiście chcemy, aby ludzie nadal mogli podróżować. Ani turystyki, ani relacji gospodarczych nie powinno się zakłócać wprowadzeniem obowiązku wizowego. Jednak takiej swobody podróżowania, jaka istnieje obecnie, po upływie okresu przejściowego nie będzie. Wprowadzimy nowy system imigracyjny. Nie zdecydowaliśmy jeszcze ostatecznie, jak będzie wyglądał. Wkrótce opublikujemy Białą Księgę dotyczącą nowego systemu imigracyjnego – powiedział szef MSW Wielkiej Brytanii.
Javid wyraził zrozumienie dla osób, którym nie podoba się wynik brytyjskiego referendum. – Nie będzie drugiego referendum. Decyzja (o Brexicie) nie będzie ponownie poddana pod głosowanie – zapewnił.
29 marca 2019 o północy Zjednoczone Królestwo przestanie być członkiem Wspólnoty. Negocjacie między Brukselą a Londynem nie przyniosły dotychczas żadnych konkretnych rezultatów.
Brak umowy brexitowej oznaczałby, że – wstępnie wynegocjowanie już w 2017 r. – gwarancje zachowania obecnych praw przez Polaków (i innych obywateli UE), którzy obecnie mieszkają i pracują w Wlk. Brytanii, nie zostałyby umocowane w żadnym porozumieniu międzynarodowym między UE i Londynem. Chodzi m.in. o prawa do nieograniczonego czasowo pobytu, zasiłków, edukacji dzieci na równi z Brytyjczykami (również pod względem czesnego na studiach).
Z danych brytyjskiego urzędu statystycznego wynika, że pod koniec 2017 roku w Wielkiej Brytanii mieszkała rekordowa liczba Polaków – 1,021 mln.
REDAKCJA POLECA
Lech Wałęsa: Mamy nieodpowiednich, niezbadanych medycznie, zakompleksionych ludzi, którzy przypadkiem zdobyli władzę
Obecna władza robi niedobrze. Wydaje się, że mają dobrą diagnozę, ale złe leczenie. Jednak te przypadki naszych Kaczyńskich czy Trumpa dopingują nas do zmian. Wymuszają, abyśmy znaleźli rozwiązania – mówi Lech Wałęsa.
DW: Panie Prezydencie, urodził się Pan 75 lat temu i wzrastał w bardzo skromnych warunkach. W 1980 roku stanął Pan na czele wielkiego ruchu, który zapoczątkował obalenie komunizmu i Muru Berlińskiego. Dostał Pan za to nagrodę Nobla, potem został Pan pierwszym wybranym w wolnych wyborach powszechnych prezydentem powojennej Polski. Czy brakuje jeszcze Panu czegoś do spełnienia?
Lech Wałęsa: Właściwie wszystko, co sobie wymarzyłem i zaplanowałem, osiągnąłem. Tylko, że ja miałem plan do odzyskania wolności. Odzyskać wolność i doprowadzić do demokracji – myślałem, że jak już nastanie demokracja to wszystko ładnie będzie się układać. Okazało się, że do demokracji byliśmy nieprzygotowani, brak było ludzi i programów. No i tu się zaczął kłopot, m.in. dlatego przegrałem wybory. Jednakże sprawy Polski szły do przodu i tak źle nie było. W obecnej sytuacji zacząłem się zastanawiać, po co było zwyciężać, jak nie wiemy co z tym zwycięstwem zrobić? I stąd mam dziś problem, bo stary jestem, zmęczony, a nie podoba mi się to, co się dzieje. Bo obecna władza robi niedobrze. Wydaje się, że mają dobrą diagnozę, ale złe leczenie. Jednak dziś te przypadki naszych Kaczyńskich czy Trumpa dopingują nas do zmian. Wymuszają, abyśmy znaleźli rozwiązania. Ich działanie nas inspiruje. I choć ich diagnoza jest właściwa, np. u nas sądy trzeba poprawić, to wybrane rozwiązania są złe.
DW: No właśnie, o polskim rządzie pisze się obecnie na Zachodzie dużo i źle. Czy Pańskim zdaniem Polska zmierza w kierunku dyktatury?
Lech Wałęsa: Mamy nieodpowiednich, niezbadanych medycznie ludzi, ludzi małych, zakompleksionych, którzy przypadkiem zdobyli władzę. No i mamy nieszczęście. Ja społeczeństwo ostrzegałem, bo ja ich znałem wcześniej. Teraz problem polega na tym, jak z tego wyjść, jak z tym walczyć, bo my jesteśmy demokratami, my nie chcemy się bić, a oni nie licząc się z narodem robią wszystko, nawet wbrew Konstytucji prawo robią pod siebie. Trudno walczyć z nimi przez demonstracje, bo ludzi aktywnych jest za mało. Musimy wymyślić teraz coś, co będzie skuteczne. Na razie korzystamy z procedur unijnych, prosimy Unię Europejską, Niemców, i innych, bo na kartkę wyborczą trzeba długo czekać. A to nas może zrujnować, bo oni manipulują prawem i będą oszukiwać. A więc my dziś potrzebujemy globalnej solidarności.
DW: A jak Pan ocenia fakt, że rządzący obecnie Polską chętnie sięgają do antyniemieckich stereotypów?
Lech Wałęsa: Oni rozgrzebują stare rany, wykorzystują skomplikowaną i tragiczną historię pomiędzy narodami, grają na resentymentach. Stosując demagogię dzielą i nastawiają na siebie ludzi. Podważają nasz dorobek, nasze zwycięstwo. Robią agentów z Wałęsy i innych, tylko dlatego, aby wygrywać. Ich nie obchodzi, co i jak, jakie straty to przynosi, ważne, aby tylko wygrywać. Dlatego ja się zastanawiam; czy to są wrogowie Polski, zdrajcy, agenci czy durnie skończeni. Są dwie możliwości: albo zdrajcy, i ktoś tu nam miesza, albo durnie skończeni.
DW: Ale jak w takiej sytuacji powinni reagować Niemcy?
Lech Wałęsa: Robić swoje, wytrzymać to, a jednocześnie pomyśleć, jak nam pomóc, co zrobić, aby to, co osiągnęliśmy w naszych powojennych stosunkach nie zostało zniszczone.
DW: A czy Pańskim zdaniem domaganie się od Niemiec reparacji wojennych jest uzasadnione?
Lech Wałęsa: Oni mają, my nie mamy. I nie mamy przede wszystkim przez tę agresję i wojnę. Można próbować, ale nie przez wymuszanie, bo na to jest za późno, nie przez ataki i konfrontację, ale przez rozmowy i przekonywanie oraz rzeczowe wykazanie, że problem ten nie został do końca załatwiony. Natomiast na pewno złą drogą do załatwienia tego problemu jest wymuszanie i konfrontacja.
DW: Jest Pan praktykującym katolikiem. Jaką rolę w Pana działalności odegrał Kościół i wiara chrześcijańska?
Lech Wałęsa: Podstawową. Nie jestem jakąś dewotą. Nie jestem jakiś staroświecki. Mój Pan Bóg nie jest ze średniowiecza, jest z komputera najnowszej generacji, ale ja wiem, że On jest. Ja Go umiem znaleźć, ja upadam, ale dzięki Niemu się podnoszę. Bez wiary, po co by mi to wszystko było? Robię to, bo moja wiara mówi mi: jak nie zrobisz, to będziesz tam rozliczony, więc muszę zrobić, ile się da.
DW: Panie Prezydencie, dziękujemy za rozmowę
REDAKCJA POLECA
Rafał Sulikowski: Katolickie “prawdy”. Czy jesteśmy masowo oszukiwani? /cz.1/

Rafał Sulikowski
Zamiast nagrody za to, że w ogóle przyszedłeś do kościoła, otrzymujesz co tydzień porcję niezdrowych emocji, mieszankę wybuchową poczucia winy, wyrzutów sumienia, nieokreślonego niepokoju, znudzenia powtarzanymi po tysiąckroć modlitwami czy gniewu, gdy słuchasz jakichś ewidentnych bredni, najczęściej politycznych i masz zamiar ostentacyjnie wyjść, ale coś cię wstrzymuje…
Znasz dobrze tę emocję. Zjawia się sama, nieproszona. Najczęściej wtedy, gdy jesteś w kościele i zaczyna się kolejne w twoim życiu kazanie. Albo podczas słuchania księdza na spowiedzi. Może też, gdy bierzesz do ręki jakiś artykuł lub książkę religijną.
Jak się nazywa ta emocja?
Opór, który narasta w Tobie, a zaraz potem nadchodzi niepokój. Czujesz, że im dłużej słuchasz lub czytasz “prawd” boskich, tym mniej jesteś sobą. Stale czujesz, że nie jesteś zbyt dobry czy dobra. Widzisz w sobie same winy, błędy, grzechy.
Siedzący obok ciebie ludzie czują podobnie, ale Ty sądzisz, że na pewno oni są lepsi. Bardziej święci, porządni, są okej. Ty nie – im dłużej zaglądasz w siebie, tym gorzej się czujesz.
Brzmi znajomo, prawda? Tak się nauczyliśmy tej emocji, a raczej pra-emocji, że nie jesteśmy już tego świadomi.
I właśnie o to chodzi, oczywiście “im”, nie nam, szarym owieczkom. Chodzi o utrzymywanie mas wiernych w nieświadomości.
O czym nigdy nie usłyszysz z ambony? Że jesteś dobry, zdolny, że czeka cię nagroda za twój wysiłek najpierw w szkole, potem jako żona/mąż, potem pracownik i wreszcie ojciec/matka.
Zamiast nagrody za to, że w ogóle przyszedłeś do kościoła (to też jest nakaz pod sankcją ognia piekielnego!), otrzymujesz co tydzień porcję niezdrowych emocji, mieszankę wybuchową poczucia winy, wyrzutów sumienia, nieokreślonego niepokoju, znudzenia powtarzanymi po tysiąckroć modlitwami czy gniewu, gdy słuchasz jakichś ewidentnych bredni, najczęściej politycznych i masz zamiar ostentacyjnie wyjść, ale coś cię wstrzymuje…
…tak, że siedzisz jak zahipnotyzowany i słuchając kazania, budzi się opór, złość, a zaraz za nimi podąża stałe poczucie, czy lepiej – uczucie winy, wdrukowane we wczesnym dzieciństwie, co gwarantuje jego obecność w życiu dorosłym.
Z uczuciami przecież się nie dyskutuje, a to jest emocja – strach przed karą boską, im większy, tym więcej jesteś uzależniona/uzależniony od instytucji religijnych.
Emocje i uczucia nie są “analizowalne” rozumowo, jak uczy psychologia, a gdy ktoś wywinie numer i uda mu się rozpracować cały system katolicki, to zaraz pojawia się “wewnętrzny krytyk”, który ci będzie wmawiał, że “jesteś zły, niewdzięczny, nie doceniasz roli kościoła” i tak dalej w ten deseń.
Ze zmęczenia przestajesz już więc analizować to, co daje się jeszcze ogarnąć rozumem, czyli głoszone “wieczne” prawdy z ambony.
Gdybyś słuchał uważnie, nagrał na dyktafon i zanalizował dowolne kazanie zdanie po zdaniu, wpadłbyś w przerażenie, może więc lepiej, że nie słuchasz uważnie. Im właśnie o to chodzi – żebyś nie uważał, bo wtedy słowa sączą się jak kroplówka poza twoim progiem świadomości i robią potem to, co robią: sterują same twoim życiem we wszystkich jego obszarach.
Jeśli chodzi o sferę seksualną, to oczywiście jest jedna z ważniejszych spraw, w której będziesz uświadamiany, a zarazem pozbawiany rozeznania.
Zapraszam do kolejnego odcinka.
/cdn./
Rafał Sulikowski
Małgorzata Gersdorf: Każda władza chce mieć „swoje” sądy
Jeżeli sądownictwo będzie przejęte, to obywatele nie będą mieć pewności co do niezawisłości, niezależności sądów. To jest bardzo groźne na przyszłość – mówi prof. Małgorzata Gersdorf.
DW: Dlaczego zwrócili się Państwo z pytaniami prejudycjalnymi w sprawie kontrowersyjnych regulacji do Trybunału Sprawiedliwości UE, omijając Trybunał Konstytucyjny w Polsce?
Małgorzata Gersdorf: Nie mamy w pełni zaufania do Trybunału Konstytucyjnego, który został na nowo stworzony. Wybrano od nowa sędziów i zasiedli w nim tylko sędziowie powiązani z partia rządzącą. A to nigdy nie jest dobrze. Powinni być różni sędziowie.
DW: Czy można mówić, że obóz rządzący przekształca obecnie Polskę w państwo autorytarne?
Małgorzata Gersdorf: Ja nie chcę tego mówić. Absolutnie nie chcę tego mówić. Ale kierunek jest zbliżony. Jeżeli sądownictwo będzie przejęte, to obywatele nie będą mieć pewności co do niezawisłości, niezależności sądów. To jest bardzo groźne na przyszłość. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że instrumenty takiej władzy nad sądownictwem będzie chciała wykorzystać każda władza. To nie jest tak, że tylko obecna partia rządząca to wykorzysta. Nawet jak PiS straci władzę, to te instrumenty będą podobać się każdej następnej władzy. Bo tak naprawdę każda władza chce mieć „swoje” sądy.
DW: Pani sama wielokrotnie podkreślała, że sądownictwo w Polsce należy zreformować. W jakim kierunku powinny zmierzać te reformy?
Małgorzata Gersdorf: Te reformy powinny być bardzo specjalistyczne, dotyczące procedury, kognicji sądu. U nas sądy rozstrzygają zbyt dużo drobnych spraw i przez to są przeładowane. To wynika z tego, po 1989 r. obywatele sami wyraźnie żądali, żeby wszystko było rozstrzygane przez sądy. Mieli zaufanie do tych sądów. Partia rządząca zohydziła sędziów twierdzeniami chociażby, że są skorumpowani. Podczas gdy międzynarodowe organizacje jak GRECO – to organizacja oceniająca stopień korupcji sądownictwa – stwierdziła już dwa razy, że u nas żadnej korupcji nie ma. Być może właśnie teraz, po zmianach wprowadzanych przez obecny obóz rządzący, pewne rozwiązania mogą zmierzać do tego, aby sędziowie patrzyli na awanse bardziej łaskawie. Przykładowo w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego wynagrodzenie sędziów jest wyższe o 40 procent od innych sędziów. To rodzi pytanie – dlaczego taka dysproporcja?
DW: Współpracuje Pani z mianowanym przez Panią zastępcą, panem sędzią Dariuszem Zawistowskim, który razem z Panią jest też obecny na konferencji Prezesów Sądów Najwyższych Unii Europejskiej, która właśnie odbywa się w Karlsruhe.
Małgorzata Gersdorf: Pan sędzia Dariusz Zawistowski jest prezesem Izby Cywilnej, powołanym dawniej do tej Izby na mój wniosek przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę. Rozwiązania prawne są w Polsce takie, że w razie nieobecności zastępuje I Prezesa najstarszy prezes Izby. Teraz pozostał on w ogóle jako jedyny. Ponieważ ja uznaję, że jestem Prezesem SN, wiec upoważniłam wcześniej pana prezesa Zawistowskiego do zastępowania mnie w razie mojej nieobecności. On sam również uznaje mnie za I Prezesa SN, tak jak wszyscy dotychczasowi sędziowie Sądu Najwyższego, ktrzy podjęli taką właśnie uchwałę. Oczywiście taka prowizorka nie może trwać wiecznie.
DW: A jak wyglądałaby sytuacja, gdyby na prezesa SN wybrany został inny sędzia, który wprowadziłby się do Pani gabinetu?
Małgorzata Gersdorf: Po prostu będę musiała wyjść z tego gabinetu. Na pewno się nie przywiążę, tylko wyjdę.
DW: Ale powiedziała Pani tutaj, w Karlsruhe, ze liczy jednak na to, że obóz rządzący w Polsce przemyśli jeszcze raz sprawę i wycofa się z pomysłu przesunięcia sędziów SN na emeryturę przed upływem ich kadencji.
Małgorzata Gersdorf: Ja stale myślę, że obóz rządzący zastanowi się nad tymi rozwiązaniami, które są niekonstytucyjne. Tak naprawdę to nic mu też nie przynoszą dobrego. I mam nadzieję, że wstrzyma się z tak szeroko zakrojoną reformą sądownictwa. Dlatego cały czas czekam na to. Gdybym nie miała nadziei, nie czekałabym i nie byłoby mnie dziś tu. Nie mówiłabym, ze jestem I Prezes.
DW: Dostała Pani w tej trudnej sytuacji wsparcie od kolegów z Unii Europejskiej.
Małgorzata Gersdorf: Już wcześniej dostałam wsparcie od kolegów z Sieci Prezesów Sądów Najwyższych krajów członkowskich Unii Europejskiej, w ramach której spotykamy się tu na kolokwium. Byli parę razy u mnie w Sądzie Najwyższym w Warszawie. Były audycje z tym związane, szczególnie w Holandii. Miałam bardzo dużo listów z poparciem i życzeniami trwania dalej w moich ocenach prawnych. Bo tu chodzi o oceny prawne. Tu nie chodzi o mnie osobiście. Naprawdę ten stres związany z tą całą sytuacją, nie jest wart żadnych pieniędzy. Ale tu chodzi o cele wyższe. Mnie chodzi o moje państwo. To jest moje państwo.
DW: W ostatnim roku w mediach zagranicznych pojawiały się relacje z demonstracji w Polsce w obronie niezawisłości sądownictwa. Czy paradoksalnie obecny kryzys w sądownictwie nie sprawia, że edukacja obywatelska w tym względzie przyspieszyła?
Małgorzata Gersdorf: Świadomość obywatelska pod tym względem wzrosła, ale ciągle jeszcze jest zbyt mała. Trzeba przyspieszać jeszcze bardziej ten kurs edukacji całego społeczeństwa. Tego rzeczywiście wcześniej nie dopilnowaliśmy. Nauki o tym, czym właściwie jest demokracja i czym jest parlamentaryzm.
DW: Dziękujemy za rozmowę.
REDAKCJA POLECA
Do Sopotu na narty? Poznaj 5 nietypowych atrakcji miasta
Wszyscy znają Sopot i najpopularniejsze atrakcje, których nie można ominąć – molo, Monciak czy Opera Leśna. Oczywiście to obowiązkowe punkty na liście do odwiedzenia, ale czy znasz inne atrakcje? Sprawdź najciekawsze propozycje przygotowane przez portal Noclegowo.pl.
1. Łysa Góra – właśnie dzięki temu miejscu połączysz pobyt w górach z pobytem nad morzem. Kto nie raz miał rozterkę gdzie jechać, bo kocha jednocześnie narty i morze? Sopot przybywa z ratunkiem i zaprasza narciarzy na stok, z którego rozciąga się widok na Zatokę Gdańską. Czy jest coś bardziej kuszącego?
2. Skwer kuracyjny i Dom Zdrojowy to na pozór oczywista atrakcja, ale wiele osób przechodzi koło niej, nie wiedząc co to naprawdę jest. To miejsce dla osób, które chcą podarować swojemu zdrowiu prezent – nie ma nic lepszego niż pobyt w SPA, a później pyszny obiad z widokiem na morze i molo.
3. Muzeum Sopotu (Willa Claaszena) to piękny budynek stojący tuż przy brzegu morza. Znajdują się tam wszelkiego rodzaju zmienne wystawy artystyczne, które przedstawiają historię i dzieje Sopotu oraz archiwalne zdjęcia, pocztówki i dokumenty dotyczące miasta. Obowiązkowe miejsce do odwiedzenia przez osoby lubiące historię!
4. Dworek Sierakowskich to miejsce gdzie spotykają się miłośnicy sztuki i kultury.
Na co dzień jest to galeria sztuki współczesnej, gdzie wystawiają się sopoccy artyści Ci doświadczeni, jak i początkujący. Dodatkowo odbywają się tutaj cykliczne wydarzenia takie jak Czwartkowe Wieczory Muzyczne, Wiersze na Piętrze czy Teatr przy Stole.
5. Spacer do Gdyni Orłowo to świetna propozycja dla miłośników wędrówek brzegiem morza bez względu na pogodę. Jest to naprawdę przyjemna przechadzka, a co ważniejsze – korzystna dla zdrowia. Długa plaża, szum fal i świeże powietrze pełne jodu to idealne połączenie, które zachęci każdego!
Poznałeś już nietuzinkowe atrakcje, które sprawią, że Twój pobyt w Sopocie będzie ciekawy i niezapomniany. Czas najwyższy zaplanować wyjazd – zarezerwuj nocleg i poczuj nadmorski klimat! Sprawdź propozycje na www.noclegowo.pl/noclegi/sopot/.
Akt urodzenia i rejestracja firmy za jednym kliknięciem dla wszystkim mieszkańcom UE
Jednolity portal cyfrowy da wszystkim mieszkańcom UE możliwość załatwienia przez internet podstawowych spraw urzędowych, takich jak pobranie aktu urodzenia czy odnowienie dowodu osobistego. I to z każdego zakątka Unii.
Głównym założeniem, leżącym u podstaw wspólnego portalu było to, że skoro jakaś procedura jest dostępna dla mieszkańca jednego państwa członkowskiego, to powinna być tak samo dostępna dla obywateli innych krajów UE. Innymi słowy: jeżeli np. Niemiec może przez internet uzyskać dostęp do swoich dokumentów, to taką samą możliwość powinien mieć mieszkający w Niemczech Polak czy Belg. I odwrotnie.
Niestety dzisiaj, nawet jeżeli procedury są dostępne online dla obywateli w ich własnym kraju, bardzo często zdarza się, że nie są one dostępne dla mieszkańców UE z innych państw. Załatwianie wszelkich spraw administracyjnych wiąże się nierzadko z koniecznością odwiedzania urzędów, ambasad i konsulatów. I bywa niełatwe.
– Trafiały do nas sygnały, że obywatelom z innych państw UE coraz trudniej jest uzyskać dokładne informacje, także na temat podstawowych kwestii, np. jak zarejestrować się jako rezydent, jak zapisać dzieci do szkoły, jak ubiegać o emeryturę. Nie akceptowano ich dowodów tożsamości tylko oczekiwano dokumentów lokalnych. Niejednokrotnie urzędy wymagały dodatkowego tłumaczenia i uwierzytelniania dostarczanych dokumentów – przyznają unijni urzędnicy.
UE postanowiła ułatwić życie mieszkańcom i umieścić wszystkie informacje i sprawy urzędowe w jednym miejscu w sieci.
– Takie usługi są kluczowe, zwłaszcza wtedy kiedy ludzie chcą się przeprowadzić, żyć, pracować czy studiować w innym kraju UE i potrzebują szybkiego dostępu do odpowiedniej dokumentacji, jak akt urodzenia czy dowód zamieszkania. Skorzystają na tym także przedsiębiorcy, chcący prowadzić działalność także zagranicą – mówi maltańska socjaldemokratka Marlene Mizzi, która pilotowała sprawę w Parlamencie Europejskim.
Teraz ma być łatwiej
Jednolity portal cyfrowy po pierwsze umożliwi mieszkańcom UE dostęp do potrzebnych informacji urzędowych, a także pozwoli im załatwić przez internet 14 podstawowych spraw administracyjnych, takich jak m.in. pobranie aktu urodzenia, zarejestrowanie samochodu, złożenie wniosku o wydanie lub odnowienie dowodu osobistego i paszportu oraz uzyskanie europejskiej karty ubezpieczenia zdrowotnego.
Jak przekonują unijni urzędnicy, wspólna platforma to także ułatwienie dla unijnych przedsiębiorców, którzy nie tylko znajdą tu wszystkie potrzebne informacje odnośnie prowadzenia biznesu w danym kraju, ale także będą mogli zarejestrować za jego pośrednictwem działalność gospodarczą, otworzyć firmę, a nawet ubezpieczyć swoich pracowników.
Często tego typu sprawy urzędowe są skomplikowane, czasochłonne i kosztowne. Nowy portal ma nie tylko uprościć procedury, ale sprawić, że będą one tańsze i szybsze.
Komisja Europejska szacuje, że dzięki temu rozwiązaniu przedsiębiorcy w ciągu roku zaoszczędzą aż 11 mld euro, a mieszkańcy 855 tys. godzin, które w przeciwnym razie spędziliby w urzędach.
Portal powstanie na istniejącej już platformie internetowej Twoja Europa (dzisiaj znajdują się tu głównie porady dla obywateli UE) i będzie zarządzany przez Komisję Europejską we współpracy z krajami członkowskimi UE.
Strona dostępna będzie we wszystkich językach urzędowych Unii. Same procedury np. na stronie polskiej mają być dostępne w języku ojczystym użytkownika i w przynajmniej jednym języku obcym. Co istotne, system informatyczny ma być tak zaprojektowany, żeby wystarczyło jednorazowe dostarczenie przez osoby lub firmy ważnych dokumentów, nie trzeba ich już będzie ani tłumaczyć, ani uwierzytelniać, ani ponownie dosyłać.
Portal ruszy przed terminem?
Parlament Europejski na wrześniowej sesji plenarnej dał portalowi zielone światło. Jeszcze jesienią formalną decyzję w tej sprawie ogłosi Rada. Wówczas kraje będą miały pięć lat, żeby w pełni uruchomić nową platformę. Wydaje się długo, jednak jak uspokajają urzędnicy, wiele procedur jest już teraz dostępnych online, a większość zostanie udostępniona wcześniej niż zakłada termin.
Szacuje się, że założenie nowego portalu będzie kosztowało 109 mln euro, a koszt jego obsługi wyniesie ok. 8 mln euro rocznie dla wszystkich państw członkowskich i Komisji. Część inwestycji powinna zwrócić się już po pierwszym roku funkcjonowania portalu.
REDAKCJA POLECA
Dariusz Stokwiszewski: Wybory mogą być sfałszowane – musimy uważać !!!

Dariusz Stokwiszewski
Dziś widać, że ta zepsuta, niszcząca Polskę i jej demokratyczny system prawny władza robi, co może, by zdyskredytować kandydatów opozycji na urzędy włodarzy miast
Według mnie jest ogromne prawdopodobieństwo sfałszowania wyborów. Poprę tę tezę przykładem. Dzisiaj właśnie otrzymałem informację, że we Wrocławiu, (ale nie tylko) pewne konkretne osoby udały się do UM w celu wzięcia udziału pracach komisji wyborczej. Urzędniczki zapytały (w każdym z kilku takich przypadków), jaką formę wybierają: pracę przy listach czy też przy liczeniu głosów! Czy to nie kpina?! Wszyscy wiemy, że nie to jest ważne, kto i jak głosuje tylko, kto głosy liczy! Przypuszczam, że składy liczące głosy mogą być zdominowane przez przedstawicieli strony pisowskiej. Jest to prawdopodobne tym bardziej, że trzy lata tych rządów pokazały, na co ci ludzie są gotowi – według mnie na wszystko, na każde (przepraszam) świństwo!
Apeluję do wszystkich osób mogących mieć wpływ na przebieg wyborów, aby do tego nie dopuścić. Szczególną rolę widzę w tej sytuacji dla zorganizowanej – formalnej opozycji parlamentarnej. Powinna spowodować to, żeby sprowadzić na czas wyborów do Polski przedstawicieli organizacji międzynarodowych, takich jak OBWE (niestety standardy mamy białoruskie). Według mnie to jedyne rozsądne rozwiązanie, mogące zapobiec ewentualnym fałszerstwom. Dziś widać, że ta zepsuta, niszcząca Polskę i jej demokratyczny system prawny władza robi, co może, by zdyskredytować kandydatów opozycji na urzędy włodarzy miast (vide Łódź). „Oni” nie odpuszczą żadnego miejsca w samorządach, mogą posunąć się według mnie do każdej prowokacji i zwykłej, tak charakterystycznej dla nich podłości.
To szkoła ich ziejącego nienawiścią „guru” oraz jego przybocznych. Widzę w swoim mieście, jak nawet posłowie z Warszawy uwijają się jak w ukropie próbując się dogadać z każdym, z kim tylko można! Pamiętajcie: walczymy o nasze „być” lub „nie być”! To może być straszna walka i oby nie przeniosła się na ulice polskich miast, na co oni będą na pewno przygotowani, bo za dużo mają do stracenia – czekają ich sądy i trybunały. Proszę o tym pamiętać! Mam nadzieję, że tym razem partie nie zawiodą tak, jak to robią dotąd, bo robią niewiele, żeby nie powiedzieć nic! Ruchy uliczne oraz zdrowa część społeczeństwa nie mając większych możliwości robi znacznie więcej!
W poprzednim artykule pisałem o zamiarze zmiany Kodeksu postępowania karnego! To wstęp do ubezwłasnowolnienia całego narodu. Jeśli to miałoby stać się faktem to Polska stałaby się, „do wyboru”: Białorusią, Koreą Północną, Rosją …! Nie można na to pozwolić; daliśmy pewną, ograniczoną konstytucją władzę, z której oni robią rządy totalitarne. Niech, zatem nikogo z nas nie zwiodą obietnice i „piękne” słowa kłamców i krzywoprzysięzców, a dla mnie po prostu zdrajców Konstytucji RP i Polaków!
Dariusz Stokwiszewski













