Brexit jednym z głównych tematów na szczycie przywódców UE w Salzburgu. „Plan Londynu nie do przyjęcia”

Przywódcy UE stanowczo odrzucili pomysły Londynu na pobrexitowe relacje z Unią. Nie ma wielkich postępów w sprawie polityki migracyjnej.

Brexit jednym z głównych tematów na szczycie przywódców UE w Salzburgu. „Plan Londynu nie do przyjęcia”

Sebastian Kurz, Donald Tusk i Jean-Claude Juncker na szczycie w Salzburgu. Fot. Źródło: dw.de

Przywódcy 28 krajów Unii obradowali w środę i czwartek na szczycie w Salzburgu.

– Zajmowaliśmy się głównie dwoma tematami – brexitem i tym, jak powstrzymywać nielegalną migrację do Unii – tak to spotkanie podsumował kanclerz Austrii Sebastian Kurz.

Po stronie unijnej, od co najmniej tygodnia nieoficjalnie tłumaczono, że Brytyjczycy nie powinni spodziewać się żadnych przełomów czy znaczących ustępstw w Salzburgu. Premier Theresa May dostała 10 minut na prezentację swego stanowiska około północy z środy na czwartek. A potem w gronie 27 krajów (już bez May) potwierdzono w czwartek, że UE trwa przy swych „czerwonych liniach”.

Spotkanie potwierdziło jedność 27 krajów wobec brexitu. Myślę dziś trochę bardziej pozytywnie o ostatecznym rezultacie negocjacji, ale nadal jest niewykluczony brexit bez żadnej umowy między Unią i Wlk. Brytanią – powiedział szef rady Europejskiej Donald Tusk. Potwierdził, że choć plan nakreślony w lipcu przez rząd Theresy May ma pewne dobre strony, to zasadniczo jest nie do przyjęcia dla Wspólnoty. Ten plan przewiduje m.in. wspólny obszar celny Wlk. Brytanii z Unią przy zachowaniu samodzielnej polityki handlowej Londynu, co jest prawno-polityczną hybrydą łamiącą kluczowe reguły unijnego wspólnego rynku i unii celnej.

– Jak w każdych negocjacjach w Unii trzeba pewnych kompromisów z obu stron. Ale są sprawy, co do których na kompromis nie pójdziemy. To wspólny rynek UE i [nierozdzielność] unijnych swobód [przepływu towarów, usług, kapitału i ludzi] – powiedział Tusk.

Tuż potem Theresa May przekonywała, że to tylko taktyka negocjacyjna Unii, Londyn nie przedstawi innego planu, co do relacji pobrexitowych. – Jeśli się nie uda, jesteśmy przygotowani na brexit bez umowy – ostrzegała May.

Taki „brudny brexit” już marcu 2019 r. byłby szalenie kosztowny dla Wlk. Brytanii, ale uderzyłby również w unijny biznes. Jednak premier May trudno sobie teraz pozwolić na zmiękczanie stanowiska wobec Unii, bo za niecałe dwa tygodnie czeka ją partyjna konferencja torysów. I wszelkie kluczowe decyzje odkłada na potem.

Co z bezpiecznikiem irlandzkim

Wielka Brytania od brexitu w marcu 2019 r. do końca 2020 r. ma – zgodnie ze wstępną ugodą z Unią – funkcjonować w UE i na unijnym rynku jak teraz (ale bez prawa głosu w instytucjach UE). A zatem spory o kształt przyszłych relacji UE-Londyn w istocie dotyczą okresu dopiero po 2020 r. i dlatego – zdaniem części unijnych polityków – najbardziej zapalne problemy można by rozwiązywać w 2019 lub nawet w 2020 r. Natomiast już w tych tygodniach Unia żąda zgody Londynu na irlandzki „bezpiecznik” (backstop) gwarantujący, że po 2020 r. nie zostanie odtworzona granica (w tym granica celna, VAT-owska, regulacyjna) między brytyjską Irlandią Płn. i unijną Irlandią. – To nasz priorytet – podkreślał Tusk w Strasburgu.

May nie zgadza się na „bezpiecznik” w kształcie proponowanym przez Brukselę, bo – w tym projekcie brak kontroli granicznych między Irlandią i Irlandią Płn. wymagałby kontroli towarów (np. celnych, sanitarnych) między Irlandią Płn. i resztą Wlk. Brytanii. May podkreślała w Salzburgu, że nie wchodzi w grę takie uderzenie w brytyjską suwerenność. Jednak Unia powtarza, że bez „bezpiecznika” nie będzie umowy brexitowej z okresem przejściowym 2019-20, więc już w marcu przyszłego roku Londyn skończy na „brudnym brexicie”. – Porozumienie musi być wypracowane do szczytu UE w październiku – powiedział Jean-Claude Juncker. Jeśli się uda, przywódcy UE ostatecznie zatwierdzą je w listopadzie.

Migracyjny sojusz z Egiptem

– Rozdzielanie uchodźców w UE było kiedyś uważane za główny problem. Nie jest on rozwiązany i myślę, że ten brak zgody przeciągnie się poza austriacką prezydencję w Radzie UE (koniec 2018 r.). To jednak w istocie problem wtórny. Już w czerwcu udało nam się zmienić kierunek debaty. Najważniejsza jest ochrona granic i zabiegi, by jak najmniej nielegalnych migrantów docierało do Europy – powiedział Kurz po zakończeniu szczytu.

Rozmowy w Salzburgu potwierdziły, że choć projekt nowego obowiązkowego rozdzielnika uchodźców nadal formalnie jest na stole negocjacyjnym w Radzie UE, to nie ma dla niego teraz przyszłości.

Tusk zapowiedział na luty 2019 szczyt UE z Ligą Państw Arabskich. Tematem ma być zacieśnięcie współpracy z Egiptem i innymi krajami Afryki Płn., mają one pomagać Europie zahamować migrację w zamian za korzyści gospodarcze.

W sąsiedztwie Unii nadal brak krajów chętnych do zakładania ośrodków dla migrantów (zgodnych z planem czerwcowego szczytu UE), w których decydowano by, kto zasługuje na azyl i bezpieczne przetransportowanie do Unii. Na czerwcowym szczycie UE nakreślono też plan tworzenia ośrodków w unijnych krajach śródziemnomorskich, gdzie trafialiby migranci odratowani z morza. Niezasługujących na azyl szybko deportowano by poza Unię. Jednak do tworzenia tych ośrodków też nadal nie ma chętnych.

Suwerenność a Frontex

Podczas szczytu w Salzburgu dyskutował również o planie wzmocnienia unijnej straży granicznej Frontex, który – zgodnie z niedawnym projektem Brukseli – do 2020 r. miałaby się rozrosnąć do 10 tysięcy funkcjonariuszy.

Holenderski premier Mark Rutte pytał, czy ten projekt nie jest zbyt kosztowny (chodzi o 11 mld euro w latach 2021-27), a premier Mateusz Morawiecki sugerował, że uzależnia swą zgodę od pomyślnych dla Polski wyników negocjacji budżetu UE. Włochy, Węgry, ale też Hiszpania zgłaszały zastrzeżenia co do mocno „federacyjnych” uprawień nowego Frontexu. Jego funkcjonariusze – z upoważnienia danego kraju UE – mieliby mieć prawo przeprowadzania kontroli tożsamości, wydawania zezwolenia lub odmowy w sprawie wjazdu na granicach zewnętrznych UE oraz przechwytywania osób na granicach. – Trzeba dopracować parę kwestii związanych z suwerennością, ale myślę, że uda się to do końca tego roku – powiedział kanclerz Sebastian Kurz.

 

REDAKCJA POLECA

 


Szczyt w Salzburgu: Theresa May wykluczyła drugie referendum ws. brexitu

Kwestia wyjścia Wielkiej Brytanii z UE to jeden z głównych tematów trwającego w Salzburgu spotkania przywódców państw członkowskich UE. Brytyjska premier zapowiedziała podczas wczorajszej (19 września) roboczej kolacji, że wykluczone jest zarówno rozszerzenie negocjacji ws. warunków brexitu, jak i powtórzenie referendum. Drugi temat salzburskiego szczytu to polityka migracyjna.

Theresa May wykluczyła drugie referendum ws. brexitu

Theresa May. Fot. Flickr

Premier Theresa May po raz pierwszy od czasu zaprezentowania na początku lipca podczas posiedzenia brytyjskiego rządu w Chequers planu negocjacji brexitowych rozmawiała na ten temat z innymi unijnymi przywódcami. Podkreśliła, że Londyn przedstawił „poważną i wykonalną propozycję”, która przewiduje utrzymanie bliskich relacji gospodarczych między Wielką Brytanią a UE przy poszanowaniu wyników referendum oraz gwarantującą pozostawienie granicy irlandzkiej otwartą.

Wyraziła przy tym nadzieję, że UE podejdzie do tej propozycji z wyrozumiałością.

– Wiem, że nie zgodzimy się co do każdego szczegółu, ale wierzę, że odpowiecie na naszą propozycję pozytywnie. Odpowiedzialność za zawarcie tej umowy spoczywa na obu stronach negocjacji. Wszyscy rozumiemy, że czasu jest mało, dlatego opóźnianie czy rozszerzanie negocjacji nie wchodzi w grę. Zdaję sobie sprawę, że wielu z was nie chce brexitu, ale muszę powiedzieć jasno, że drugiego referendum w tej sprawie nie będzie – oświadczyła May.

Brytyjska premier na marginesie szczytu odbyła także spotkania z premierem Irlandii Leo Varadkarem, premierem Belgii Charlesem Michelem oraz przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem. Tusk tuż przed szczytem napisał na Twitterze, że „jest dziś więcej nadziei, ale zdecydowanie coraz mniej czasu.”

Dziś rozmowy bez premier Wielkiej Brytanii

W planie dzisiejszych rozmów, już w formacie EU27, czyli bez udziału delegacji brytyjskiej, są dalsze rozmowy dotyczące brexitu. Główny unijny negocjator Michel Barnier przedstawi swoją prezentację na temat postępów w negocjacjach z Wielką Brytanią. Unijni przywódcy przedyskutują potem to wystąpienie.

Rozmowy dotyczą także kwestii zmian w unijnej polityce migracyjnej. Donald Tusk prezentował przed szczytem optymizm.

– Pomimo agresywnej retoryki, sprawy idą w dobrym kierunku. Głównie dlatego, że skupiliśmy się na kontroli granic zewnętrznych i współpracy z krajami trzecimi, co zmniejszyło liczbę nielegalnych imigrantów z prawie 2 mln w 2015 r. do mniej niż 100 tys. w tym roku – powiedział przewodniczący RE.

Przywódcy omawiają także pomysł zorganizowania w lutym przyszłego roku w Egipcie szczytu UE-Liga Państw Arabskich.

 

Michał Strzałkowski / Artykuł pochodzi ze strony EURACTIV.pl

 


Dlaczego zabrakło krzesła? Szczerski: „Tyle razy słyszał, że będzie siedział, że postanowił postać”

We wtorek 19 września w Białym Domu Andrzej Duda spotkał się z Donaldem Trumpem. Najpierw rozmawiali w towarzystwie swoich żon, potem w cztery oczy, po czym wystąpili na konferencji prasowej, podczas której poinformowali, że złożyli podpisy pod wspólną deklaracją.

Jeszcze tego samego dnia Donald Trump zamieścił na Twitterze zdjęcie z momentu podpisania dokumentu. Na fotografii amerykański prezydent siedzi przy biurku w Gabinecie Owalnym, obok niego stoi, nachylając się nad pismem prezydent Polski.

Zdjęcie pochylającego się nad dokumentami Andrzeja Dudy, przy siedzącym obok Donaldzie Trumpie, wywołało falę krytycznych komentarzy.

Fot. Donald J. Trump Verified account @realDonaldTrump

Szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski, najpierw tłumaczył, że „zdjęcie w założeniu twórców miało oddawać naturalny charakter tych rozmów, nie miało być zdjęciem pozowanym”. Po czym dzisiaj w rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM powiedział, że „Pan prezydent tyle razy słyszał ostatnio, że będzie siedział, że postanowił postać tym razem.” – Żartem trochę odpowiadam, bo sytuacja jest bardzo, że tak powiem, żartobliwa. – dodał minister w Kancelarii Prezydenta.

– Żartobliwa, ale wie pan, tutaj wszyscy mówią, że to jest jednak kompromitacja polskiej dyplomacji, ktoś powinien za to odpowiedzieć, – zwrócił uwagę Robert Mazurek.

Prezent od Donalda Trumpa

Szczerski w rozmowie w RMF FM zdradził też, że Duda otrzymał od Trumpa prezent.

– Prezenty były przygotowane przez protokół, natomiast mogę zdradzić jeden szczegół. Pan prezydent Duda otrzymał od prezydenta Trumpa pióro, którym podpisywano tę deklarację — powiedział gość RMF FM – To nie było pióro, tylko taki mazak. – zwrócił uwagę Robert Mazurek — Po prostu zwinęliście prezydentowi Trumpowi mazak, rozumiem. – zażartował.

 

(df) thefad.pl / Źródło: RMF24

 

 


Roman Giertych: Jeszcze nigdy nie czułem się jako Polak tak upokorzony, że reprezentuje mnie ktoś tak wyzbyty godności osobistej

Roman Giertych

Roman Giertych

Jeszcze nigdy nie czułem się jako Polak tak upokorzony, że reprezentuje mnie ktoś tak wyzbyty godności osobistej i co najważniejsze narodowej.

Drogi Panie Andrzeju!

Oj, ciężko doradzić coś dobrego. Oj, ciężko.

Ale trudno coś wymyślimy.

A gdyby tak powiedzieć, że z Trumpem bawiliście się, kto pierwszy podpisze? Pan mu powiedział, że jest Pan mistrzem szybkiego podpisu, a on nie chciał dać wiary. Staliście przed jego gabinetem i na trzy, cztery wpadliście do środka. On zanim usiadł i wyciągnął pióro to Pan na stojąco już był po. I jak Pan zrozumiał, że będzie pierwszy, to odwrócił się do zdjęcia. Stąd ten głupkowaty uśmiech. Hm, to nie przejdzie. Nikt nie uwierzy, że Trump nie wiedział, że Pan podpisuje wszystko jak leci.

To może inny wariant, że Pan ma chory kręgosłup i nie może siedzieć? To chyba też nie, bo nie mógłby Pan jeździć na nartach. A sezonik bliziutko, już za chwilę. Nadto kto uwierzy, że Panu przy takiej giętkości kręgosłup zesztywniał?

Jest jeszcze jedna rada. Niech Pan powie, że Pan w ten sposób zdominował Trumpa i pokazał światu, że z Ameryką Polska będzie rozmawiać z góry. To też słabe.

Sam Pan widzi, że dobrej odpowiedzi nie ma. Może przestaliby Pana atakować, jakby się Pan podał do dymisji. To jest chyba najlepsza myśl.

 

Roman Giertych

 

PS

 

Jeszcze nigdy nie czułem się jako Polak tak upokorzony, że reprezentuje mnie ktoś tak wyzbyty godności osobistej i co najważniejsze narodowej.

 

 

 

 


Pierwsza Prezes SN Małgorzata Gersdorf apeluje o ogólnoeuropejską debatę na temat praworządności

Sąd Najwyższy na swojej stronie internetowej publikuje podziękowanie skierowane przez Prof. Małgorzatę Gersdorf do Prezesów Stowarzyszeń Sędziowskich Państw Nordyckich za uchwałę w sprawie sytuacji polskiego wymiaru sprawiedliwości z 31 sierpnia br., w którym zaapelowała również o zorganizowanie ogólnoeuropejskiej debaty na temat praworządności.

Małgorzata Gersdorf

Małgorzata Gersdorf. Fot. Źródło: dw.de

Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf, składając podziękowania za podjętą uchwałę, wyraziła swoje głębokie poruszenie, że obecna sytuacja sądownictwa w Polsce jest przedmiotem zainteresowania i zaangażowania środowisk prawniczych w innych krajach europejskich.

Prof. Małgorzata Gersdorf zwróciła uwagę na personalne ataki, których doświadczają sędziowie w naszym kraju, zarówno ze strony polityków partii rządzącej jak i mediów, pozostających pod wpływem obecnego rządu. Zabiegi te, nie tylko zaprzeczają idei przeprowadzania reform w demokratycznym państwie prawa, lecz również godzą w podstawowe wartości, takie jak godność osobista oraz prawo do swobodnej wypowiedzi.

W podziękowaniu zawarty został również apel o wsparcie w zapoczątkowaniu szerokiej debaty na arenie ogólnoeuropejskiej, której tematem przewodnim miałyby być rozważania na temat praworządności. Prof. Gersdorf zwróciła uwagę na potrzebę zaproszenia do dyskusji zwykłych obywateli, nie związanych z elitami politycznymi oraz środowiskiem prawniczym.

W ocenie Pierwszego Prezesa SN szeroka akcja edukacyjna tłumacząca rzeczywisty sens trójpodziału władz i niezależności władzy sądowniczej od świata polityki jest konieczna. Służyć temu miałoby budowanie ogólnopolskiej sieci edukatorów prawnych, wspieranie polskich organizacji pozarządowych działających na rzecz praworządności oraz zorganizowanie paneuropejskiego kongresu prawniczego.

 

(df) thefad.pl / Źródło: monitorkonstytucyjny.eu

 


Timmermans: Sytuacja w Polsce się pogorszyła. Dochodzą informacje o zastraszaniu sędziów

„Sytuacja w Polsce znów się pogorszyła. Dochodzą informacje o zastraszaniu sędziów zadających pytania prejudycjalne” mówił Timmermans w Radzie UE. RFN i Francja wezwały Polskę, by wstrzymała się od „nieodwracalnych kroków” w SN.

Polski rząd nie szanuje ani Komisji Europejskiej, ani unijnych zasad, ani własnej konstytucji!

Wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans. Fot. źródło: dw.de

Unijni ministrowie w Radzie UE przeprowadzili we wtorek drugie oficjalne wysłuchanie Polski w sprawie praworządności.

Komisja Europejska w grudniu 2017 r. wszczęła wobec Polski postępowanie dyscyplinujące z art. 7 Traktatu UE, pierwsze wysłuchanie przeprowadzono jeszcze w tym samym miesiącu.

Frans Timmermans, I wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, powiedział ministrom, że od tego czasu Polska odrzucała wszystkie zastrzeżenia ze strony Brukseli. Zapowiedział, że Komisja „bardzo szybko” podejmie kolejne kroki w postępowaniu przeciwnaruszeniowym wymierzonym w przeprowadzaną „czystkę emertytalną” w SN, w tym w przepisy skracające kadencję I prezes SN Małgorzaty Gersdorf, choć z konstytucji wynika, że poinna zostać na stanowisku do 2020 r.

Nie mam dobrych informacji co do sytuacji w Polsce. Mam nadzieję, że polski rząd wkrótce wyjaśni, czy Polska będzie wypełniać wszystkie wyroki Trybunału Sprawiedliwości UE także te w kwestii samorządności – powiedział Timmermans po posiedzeniu Rady UE. Dodał, że dotychczas Komisja Europejska nie otrzymała takich zapewnień ze strony Warszawy.

Według naszych informacji Timmermans już w tę środę zaproponuje Komisji Europejskiej zaskarżenie Polski do Trybunału Sprawiedliwości UE w związku z ustawą o SN. Zgoda reszty Komisji jest w niemal pewna. Ponadto Timmermans zamierza zaproponować połączenie tej skargi z prośbą o nałożenie na Polskę środka tymczasowego, czyli o szybkie zamrożenie przez TSUE przepisów o „czystce emerytalnej” w SN do czasu pełnego wyroku TSUE.

Francja i Niemcy wspólnie o Polsce

To było bodaj najostrzejsze z dotychczasowych spotkań Rady UE o Polsce. – Polski rząd nie szanuje ani Komisji Europejskiej, ani unijnych zasad, ani własnej konstytucji! – wytykała Szwedka Ann Linde.

Niemcy i Francja, podobnie jak podczas wszystkich wcześniejszych dyskusji Rady UE o praworządności w Polsce, zaprezentowały we wtorek wspólne stanowisko. Tym razem przedstawił je niemiecki minister ds. europejskich Michael Roth.

– Sytuacja w Polsce stała się bardziej nagląca, niż wcześniej, bo po 3 lipca zaczął się proces wymiany sędziów Sądu Najwyższego. Wzywamy Polskę, by powstrzymała się od nieodwracalnych kroków – zaapelował, zdaniem świadków obrad Rady UE, minister Roth w imieniu swoim i francuskiej minister Nathalie Loiseau.

Roth przypomniał, że polscy sędziowie (z Sądu Najwyższego i dwóch zwykłych sądów) zadali Trybunału Sprawiedliwości UE pytania prejudycjalne w sprawie SN. To zgodnie z procedurą (i decyzją sędziów) powinien zamrozić „czystkę” w SN, choć władze Polski na razie podważają prawomocność tych decyzji.

– Mamy nadzieję, że Polska zachowa się konstruktywnie w kwestii pytań prejudycjalnych i postępowania Komisji Europejskiej – powiedział Roth. Przyznał, że „dialog z Polską” w ramach z art. 7 nie przyniósł dotąd znaczących zmian w Polsce. Wezwał w imieniu Berlina i Paryża do kontynuowania tego postępowania w Radzie UE. – Na kilka miesięcy przed wyborami do europarlamentu naszym obowiązkiem jest dalsza dyskusja o naszych wspólnych wartościach – powiedział niemiecki minister.

Pytania zadawane przez ministrów z Luksemburga, Szwecji, Danii, Holandii, Francji, Niemiec, Portugalii, Irlandii, Hiszpanii, Belgii, Finlandii, Cypru dotyczyły głównie sytuacji Sądu Najwyższego, Krajowej Rady Sądownictwa (zawieszonej w poniedziałek w prawach członka Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa z racji swego upolitycznienia), a także respektowania wyroków TSUE. Nie było pytań podważających linię Timmermansa.

Szymański niejasno o respektowaniu wyroku TSUE

Polski minister Konrad Szymański nie odpowiedział ministrom jednoznacznie, czy Polska posłucha przyszłego wyroku TSUE o Sądzie Najwyższym. Zdaniem świadków obrad Szymański przypomniał, że Polska „ma historię respektowania nawet trudnych wyroków”. Obecnie nie ma jednak nowych wyroków, więc – dodał Szymański – „nie chce pisać scenariuszy w kwestii TSUE”.

Szymański po raz kolejny przekonywał ministrów, że organizacja wymiaru sprawiedliwości „należy do kompetencji państw krajów członkowskich”, a zatem instytucje UE – w tym Komisja Europejska – nie mają w tej kwestii żadnych uprawnień. Choć dodał, że jest gotów do debaty o „sposobie wdrażania zasady praworządności”, która jest „równie ważna dla Polski, jak i dla całej UE”.

Austriacka prezydencja w radzie UE zamierza w najbliższych kilkunastu dniach określić, jak dalej będzie prowadzić postępowanie z art. 7 wobec Polski. Natomiast Węgry podczas wtorkowego posiedzenia Rady UE poinformowały, że będą podważać w TSUE niedawną decyzję Parlamentu Europejskiego o uruchomieniu art. 7 wobec Budapesztu. Nie zgadzają się ze sposobem liczenia głosów podczas głosowania w europarlamencie.

 

Tomasz Bielecki

 


Dariusz Stokwiszewski: Ile i w jakiej sytuacji, Polska znaczy coś dla USA? Podróż niespełnionych marzeń!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Donald i Melania Trump przyjmują właśnie w „Białym Domu” prezydenta Andrzeja Dudę z małżonką Agatą Kornhauser - Dudą. W planie wizyty jest rozmowa „w cztery oczy” obu prezydentów. Zapytam retorycznie: jakie sprawy i na jakim poziomie szczegółowości można omówić w ciągu półgodzinnego spotkania, podczas którego kilka minut stanowi wymiana grzeczności, pięć minut przeznaczone jest dla reporterów i kilka na drobne żarciki panów. Mało, by nie powiedzieć „żadnych”! Myślę, że rozmowa potrwa krócej niż przygotowanie do niej fryzury Donalda Trumpa

 

To jest pierwsza oficjalna wizyta prezydenta Polski w USA. Andrzej Duda czekał na nią ponad trzy lata. Jest on pierwszym prezydentem RP potraktowanym w ten sposób przez urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Dlaczego? Mówiąc najprościej, jest to według mnie „kara” za to, co za aprobatą Dudy dzieje się w Polsce. A dzieje się źle, żeby nie powiedzieć fatalnie.

Nie sposób w krótkim artykule wymienić całej masy szkodliwych nie tylko dla Polski, ale również Europy, działań władz Rzeczypospolitej. Skoncentruję się więc na aspekcie odnoszącym się bezpośrednio do przyczyn tego stanu rzeczy, tj. na fatalnej ustawie o IPN, mającej na celu ściganie osób oskarżających Polaków o udział w Holocauście. „Ustawa – niewypał” nie tylko nie dawała żadnych szans na jej realizację w odniesieniu do obcokrajowców, ale spowodowała „wybuch” tego rodzaju zachowań, które dotąd można było i powinno się traktować jak zwyczajne pomyłki lub wpadki słowne. Choć być może i zdarzały się też rzeczywiste złośliwości. Jednakże, jak napisałem, problem wywołała nadgorliwość (bezmyślność?!) rządu RP, z której musiał się wycofać pod dużym naciskiem międzynarodowej opinii publicznej! Żadnego sensu w tym nie widzę, ale tak po prostu się stało!

Wracając do dnia dzisiejszego (18.09.); Donald i Melania Trump przyjmują właśnie w „Białym Domu” prezydenta Andrzeja Dudę z małżonką Agatą Kornhauser – Dudą. W planie wizyty jest rozmowa „w cztery oczy” obu prezydentów. I to na tym głównie chciałbym się zatrzymać, aby „odczarować” mity krążące o tego rodzaju wizytach. Ta zaś jest szczególna z tego powodu, że jej ewentualne „wyniki” nijak się mają do tego, czego strona polska „oczekuje” (cudzysłów stąd, że nie może niczego oczekiwać) i co prezentuje w swojej propagandzie tu, w Polsce!

Spraw do omówienia jest całe mnóstwo, ale nie po to Trump zaprosił Dudę, aby z nim o nich dyskutować; przyczyny są inne niż głosi nasza propaganda. Ponadto, zapytam retorycznie: jakie sprawy i na jakim poziomie szczegółowości można omówić w ciągu półgodzinnego spotkania, podczas którego kilka minut stanowi wymiana grzeczności, pięć minut przeznaczone jest dla reporterów i kilka na drobne żarciki panów. Mało, by nie powiedzieć „żadnych”! Myślę, że rozmowa potrwa krócej niż przygotowanie do niej fryzury Donalda Trumpa, co pewnie zabiera mu około godziny! Dlaczego zatem do tej wizyty doszło? Dlatego, że wysiłki podejmowane w tym zakresie przez stronę polską musiały być znaczące, co samo w sobie nie przynosi nam chwały, gdyż przez pewien czas nikt ze strony USA nie chciał z nami o tym nawet rozmawiać.

Dlaczego zatem Amerykanie się zdecydowali na to spotkanie? Przyczyn, jak pisałem jest, co najmniej, kilka. Polska może okazać się (według mnie) o tyle „pożyteczna” dla Stanów, że stała się już niemal „persona non grata” w Unii Europejskiej. Czy brzmi to niewiarygodnie? Pewnie tak, ale spróbuję to, w miarę racjonalnie, wyjaśnić. Otóż UE jest jednocześnie: sprzymierzeńcem i konkurentem USA. To właśnie one mają i chcą nadal mieć monopol na handel, gdy tymczasem UE stała się już dawno mocnym (w pewnych aspektach, choć nie do końca) konkurentem amerykańskiej gospodarki. Jeśli wziąć jeszcze pod uwagę ekspansjonistyczną politykę gospodarczą Chin, to może się okazać, że Amerykanie mają się już czego obawiać. Chiny zdobywają też coraz więcej „przyczółków” poza granicami. Są największym wierzycielem USA; gdyby te musiały spłacić nagle swe wobec Pekinu zadłużenie, popadłyby w kolejny kryzys gospodarczy, a cały świat wraz z nimi. Oczywiście takie rozwiązanie nie leży także w interesie Chin, stąd o tym wspominam tylko niejako przy okazji.

Wracając do Europy, należy podkreślić „emancypacyjne” ambicje niektórych z państw kontynentu. Francuzi marzą o usamodzielnieniu się już od dawna, Niemcy nie mówią „nie”, choć nie robią żadnych gwałtownych ruchów, a Polska jawi się Amerykanom w tym przypadku, jako punkt oparcia, gdyż jest skonfliktowana niemalże, ze wszystkimi znaczącymi państwami europejskimi. Jesteśmy, co prawda (póki, co) w NATO, ale po ewentualnym opuszczeniu przez Polskę struktur unijnych – „o co Warszawa sama aż się prosi” – losy RP mogą stać się zależne od sąsiada ze wschodu, w którego kierunku rząd pisowski (mniej lub bardziej świadomie – co niczego nie tłumaczy) „ciąży”! Jeśli zaś jest to działanie świadome, to tym gorzej dla nas!

Wizyta, jak się mówi, ma koncentrować się na uzyskaniu obietnicy stałej obecności oddziałów armii USA na terytorium Polski. Czy dobrze, gdyby tak się stało? Jako Polak i patriota muszę powiedzieć, że tak! Czy jest to możliwe w najbliższym czasie?! Nie wydaje mi się to możliwe co najmniej z kilku względów. Po pierwsze: mogłoby to zagrozić spójności NATO, a zwłaszcza zirytować Niemcy na obszarze, których (choć nie tylko) przebywają wojska amerykańskie. Nie chcę tu przesadzać z artykułowaniem tego „zagrożenia”, ale niesnaski pojawiłyby się na pewno. Pamiętać także należy, iż USA nie dają nigdy nic za darmo, choć podkreślam jednocześnie, że bezpieczeństwo państwa jest najważniejsze, a więc i bezcenne. Gdyby zatem w Polsce wszystko było w stanie takim, w jakim być powinno nie miałbym z tym problemu.

Gdyby …?! Jednak nic nie jest tak, jak być powinno przynajmniej od trzech lat! Wyżej pisałem o niebezpieczeństwie opuszczenia przez Polskę UE. Czy więc możliwa byłaby po tym ruchu współpraca w ramach NATO tym bardziej, że jak już napisałem Polska (czy raczej jej rząd) zmierza do „rozwalnia tego, co Zachód budował od zakończenia drugiej wojny światowej? Jak zaufać takiemu partnerowi, którego wiarygodność jest z każdym dniem mniejsza, żeby nie rzec zerowa? Jak zaufać temu, co na gruzach dobrze działających służb specjalnych „zbudował” niejaki Antoni Macierewicz?! Oczywiście nie krytykuję wszystkiego, bo są sfery, które przetrwały to barbarzyństwo, ale Polska przez szkodliwe dla niej działania ludzi „tępych”, a być może i gorzej, straciła tak wiele, że dziesiątki lat zajmie nam odbudowa tych zgliszcz, i to o ile w Polsce nastąpią tak bardzo pożądane zmiany!

Reasumując można tu stwierdzić, że pozorne działania szkodliwej, pisowskiej władzy trwają w najlepsze. Ich celem jest omamienie Polaków pustymi obietnicami i chyba też wizją wschodniego „dobrobytu – urawniłowki”! Festiwal tychże zobowiązań do tego wszystkiego, co nosi lub nosić będzie nazwę „jeszcze coś +” jest jak show, a jak nam wiadomo z utworu zespołu „Queen – The show must go on”!, bo naiwnych, czy wręcz głupich nie brakuje! Pan prezydent wróci oczywiście „na tarczy”, co wszakże zostanie ogłoszone po raz enty, jako wielkie narodowe zwycięstwo tej ekipy nieudaczników!

Jeśli dodać do tego jeszcze to, że rząd RP liczący (co dla mnie jest śmieszne) na bycie liderem czegoś, co nazywa „ideą międzymorza”, a jest utopią z różnych względów, nie znalazł uznania w oczach większości członków UE, to wyłania się obraz upadającego państwa, które sili się na pozorowanie zalet, których współcześnie nigdy nie posiadało. Powie ktoś (z PiS), że USA zdają się popierać wspomnianą już ideę, głoszoną przez tę skompromitowaną w ciągu ostatnich trzech lat „dobrą zmianę”. Zgoda, jednak pisałem już, że wbrew pozorom słabsza UE jest w interesie gospodarczym Waszyngtonu. Nie dlatego, że uważa on ją za wroga, ale dlatego, że dba o własne interesy. Można się z tym stanowiskiem zgadzać, bądź nie, ale warto wszystko dokładnie przemyśleć. Polska stoi przed wyborem: zdobyć się na rozsądek i wrócić na drogę demokracji albo kupić bilet w jedną stronę – do Moskwy!

 

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Pawłowicz atakuje płk Adama Mazgułę. Jest ostra reakcja: brakuje Pani zdolności honorowych. Nie boję się Pani represji

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Z treści tej plotki, którą zasmradza Pani przestrzeń publiczną, wnioskuję, że po wygranych wyborach przez PiS, będzie Pani wraz z kolegami dokonywała czystek politycznych. Ujawnia Pani, sonduje i przygotowuje społeczeństwo na sytuację, gdy grupa przestępcza trzymająca władzę oskarży i aresztuje aktywnych obywateli, którzy pokojowo protestują w obronie konstytucji.

Pani Krystyno Pawłowicz,

nie jestem zaskoczony, kiedy właśnie 17 września wybrała Pani datę ataku na mnie, bo bolszewicy mają już taką tradycję.

Kiedy dorastałem, Pani jako absolwentka komunistycznej uczelni wypisywała już hymny pochwalne ku chwale Związku Radzieckiego. Teraz poprzez swoją nachalną tytułomanię ubliża Pani wszystkim, którzy swoje tytuły zawdzięczają dorobkowi naukowemu, mądrości i doświadczeniu.

Zapytam wprost: czy można zostać naukowcem w specjalności chamska plotka, zrobienia z Sejmu chlewa, czy też z KRS-u politycznej rady inkwizycyjnej? Tylko pytam.

Pani Krystyno,

wszyscy wiedzą, że to Pani ma w partii rasy panów szczególną rolę „puszczania bąków” w eter dla sprawdzenia, jak zareaguje opinia publiczna na tematy trudne lub jak zareaguje społeczeństwo na przygotowywane przez władzę rzeczy podłe. Wybrano Panią do tej roli pewnie dlatego, że poziom Pani inteligencji jest odwrotnie proporcjonalny do Pani apetytu.

Z treści tej plotki, którą zasmradza Pani przestrzeń publiczną, wnioskuję, że po wygranych wyborach, oczywiście przez PiS (na waszą uczciwość nie liczę, bo po co zmienialiście kodeks wyborczy), będzie Pani wraz z kolegami dokonywała czystek politycznych poprzez oskarżanie opozycji o pucze i zdradę narodową. Przygotowujecie taki rodzaj chichotu z prawdy, do której zastosujecie bezprawie. Ujawnia Pani, sonduje i przygotowuje społeczeństwo na sytuację, gdy grupa przestępcza trzymająca władzę oskarży i aresztuje aktywnych obywateli, którzy pokojowo protestują w obronie konstytucji.

Wszystko układa się w całość. Tydzień temu otrzymałem informację od moich kolegów w MON, że wystąpiono do Wojskowego Instytutu Historycznego, aby odszukano jakiekolwiek informacje na mój temat, które można by wykorzystać przeciwko mnie. W PiS-owskich mediach nasilają się bezczelne kłamstwa na mój temat, a teraz Pani ujawnia, że PiS zamknie mnie za pucz, którego dokonam z pewnością. Widzę, że wszystko już zaplanowane.

Zapoznając się z komentarzami pod Pani plotką, zauważyłem kilkanaście wpisów o takiej samej treści umieszczanych z profili bez twarzy i nazwisk. Czy ujawni Pani społeczeństwu ile tysięcy fałszywych profili i automatów zatrudnia obecnie PiS do szkalowania ludzi niewygodnych, do oszukiwania opinii publicznej, wpływania na sondaże i wyniki wyborów? Ile tysięcy ludzi pracuje za publiczne pieniądze przy analizie na masowa skalę stosowanych podsłuchów, ilu manipuluje sondażami, grupami interesu i zatrudnia speców od propagandy, która zakłamuje rzeczywistość tylko po to, by wasze kłamstwa nie trafiały w próżnię?

Czy takie pomysły powstają w uważającym się za Krajową Radę Sądownictwa gronie Pani politycznych przyjaciół? Ciekawe, że można zostać członkiem instytucji nadzorczej nad sądami, jeśli się oświadczy, tak jak zrobiła to Pani publicznie, że łamie Pani świadomie Konstytucję, bo tego wymaga interes partii. Wybaczy Pani, ale jeśli Pani oświadczyła niniejszym, że ważniejszy jest dla Pani statut PiS-u niż Konstytucja RP, to ten wyimaginowany KRS trzeba nazwać partyjnie, bo przecież nie narodowo. Może tam Pani co najwyżej kształtować zasady określania poziomu oddania się poszczególnych członków PiS prezesowi i spiskować, jak zniszczyć niedowiarków „dobrej zmiany”.

Pani już żaden lekarz ani mocniejsze leki nie pomogą. Zalecam zimne okłady na język i palce, których używa Pani przy klepaniu w klawiaturę. Myślę, że powinna Pani szukać izolacji z innymi człekokształtnymi za ukochanymi przez waszą władzę barierkami i żywopłotami złożonymi z tysięcy policjantów. Pewnie wtedy poczuje się Pani bezpieczniej niż za uzbrojeniem wojskowych śmigłowców bojowych, rakiet, dronów, okrętów podwodnych i nawodnych, które „zakupił” A. Macierewicz i M. Błaszczak.

Pani Krystyno Pawłowicz,

nie musi Pani szokować swoim zachowaniem, okazywać arogancję, chamstwo i nieprzyzwoitość żeby na siebie zwracać uwagę. Proponuję wypożyczyć sygnał świetlny i dźwiękowy, jaki używa na swoich pojazdach policja i założyć sobie jak kapelusz. Wtedy wszyscy Panią zauważą i nawet ustąpią Pani z drogi. Zechce Pani coś powiedzieć, to zawsze będzie Pani mogła rozpocząć od włączenia urządzenia i rozpoczęcia od słów: „Uwaga! Uwaga! Tu Pawłowicz! …”

Pani Krystyno,

nie jest Pani w stanie mnie przestraszyć ani obrazić, bo brakuje Pani zdolności honorowych.

Nie tylko nie boję się Pani represji, ale poważnie rozważę złożenie na Panią zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na wykorzystaniu pozycji osoby publicznej do walki z obywatelem i szkalowania mojego dobrego imienia. Paragrafy pewnie Pani zna.

Adam Mazguła

 

PS.

Zwracam się z prośbą do wszystkich pozytywnie i demokratycznie zmotywowanych, tych co pokładają we mnie nadzieję na normalność w naszym kraju, o wsparcie.

Wielu z Was pytało mnie wprost, co możemy dla Ciebie zrobić? Odpowiadałem – zobaczymy, spróbuję poradzić sobie sam.

Teraz widzę, że nie. Dlatego pierwszy raz w życiu zwracam się do kogoś o pieniądze. Do Was się zwracam, teraz i obiecuję, że godnie je wydam i bez rozrzutności podziękuję niezależnie od wyniku.

Pomóżcie proszę mi te wybory wygrać.

Komitet Wyborczy Wyborców Adama Mazguły
48-300 Nysa ul. Bolesława Krzywoustego 7-9
Numer Konta: 57 8872 1026 0042 4764 2000 0010
Bank Spółdzielczy w Otmuchowie
Tytuł wpłaty: wpłata na komitet wyborczy

Uwaga!

Wpłaty należy dokonywać wyłącznie przelewem z konta prywatnego i od darczyńców zamieszkałych w Polsce. Nie można, zatem wpłacać do kasy banku lub na poczcie.

 

Sfinansowane ze środków KWW Adama Mazguły

W jaki sposób PiS doszło do władzy? Brytyjski dziennikarz wyjaśnia: „Z sukcesem połączył elementy socjalne i patriotyczne”

Polska powinna być blisko tandemu francusko-niemieckiego. I odgrywać rolę dobrego doradcy – mówi Jo Harper, absolwent London School of Economics, dziennikarz Sekcji Angielskiej DW, wieloletni korespondent anglojęzycznych mediów w Polsce.

Protest w Warszawie przeciwko wysłaniu na emeryturę części sędziów Sądu Najwyższego. Fot. Źródło: dw.de

DW: Prezydent Andrzej Duda spotyka się dziś w Białym Domu z prezydentem Donaldem Trumpem. Co pańskim zdaniem ich łączy, a co dzieli?

Jo Harper: Są pewne bardzo ogólne podobieństwa. Obaj zostali wyniesieni do władzy przez sfrustrowane grupy społeczne, które oczekują prostych odpowiedzi na skomplikowane pytania. Łączy ich antypatia do instytucji globalnych i sceptycyzm wobec decyzji podejmowanych poza państwem narodowym. Widzę jednak więcej różnic niż podobieństw między tymi dwoma politykami.

DW: W Pańskiej książce pt. „Polish Memory Wars. Essays in Illiberalism” („Polskie wojny o pamięć. Eseje o nieliberalnej demokracji”), która właśnie ukazała się po angielsku, próbuje Pan wyjaśnić zachodniemu czytelnikowi, w jaki sposób Prawo i Sprawiedliwość doszło do władzy. Jak Pan to tłumaczy?

JH: Mamy tutaj kilka płaszczyzn. Pierwszym powodem sukcesu wyborczego 2015 r. była słabość poprzedniego rządu. Pomimo gospodarczych sukcesów wielu wyborców miało poczucie, że władza straciła z oczu codzienne problemy zwykłych ludzi. Przy czym słaba postkomunistyczna lewica i inne małe partie lewicowe nie były w stanie zaoferować tutaj atrakcyjnej odpowiedzi. Platforma Obywatelska była zbyt blisko identyfikowana z Unią Europejską, z którą w jakiś sposób wielu ludzi w Polsce kojarzy rezygnację z suwerenności. Wydaje mi się też, że wielu zwykłych Polaków chciało po prostu zmiany. Są i głębsze powody, które próbuję wyjaśnić w mojej książce, a więc brak klasycznej dychotomii lewica-prawica, debata o historii i tożsamości. I pytania, kim jesteśmy w ramach europejskiego projektu. To zresztą dzieje się w całej Europie, a nawet w Ameryce Północnej. Polska jest jednak szczególnym przypadkiem, ponieważ historia Polski jest bardzo złożona. PiS uprościł narrację historyczną, nakreślił jej pewne granice i zadeklarował, że koniec z przepraszaniem. Wydaje mi się, że wiele ludzi tego chciało i stąd też ten zwrot na prawo. Ponadto PiS z sukcesem połączył elementy socjalne i patriotyczne. Być może jest to koniec pewnej fazy transformacji.

DW: W przedmowie do Pańskiej książki pisze Pan, że działania PiS są trudne do zrozumienia dla anglo-amerykańskich dziennikarzy. Skąd ta teza?

JH: To, o czym piszę w mojej książce, wynika z moich obserwacji jako zagranicznego dziennikarza pracującego w Polsce. Jako korespondenci czerpiemy swoje informacje głównie od ludzi mówiących po angielsku. A więc są to ludzie, dla których angielski jest językiem potrzebnym do robienia interesów i komunikacji ze światem zewnętrznym. To stosunkowa niewielka grupa ludzi w Warszawie, grupa zainteresowana tym, by Polska była możliwie bliskim sojusznikiem Zachodu i Unii Europejskiej. Mówią oni dosłownie innym językiem niż reszta społeczeństwa. Jeśli jednak nie mówisz po polsku, to nie masz szansy zrozumieć rzeczywistości ludzi w tramwaju, na zakupach czy w małych społecznościach lokalnych.

Z drugiej strony wśród redaktorów w Londynie, Nowym Jorku czy Waszyngtonie mamy tendencję do pewnego zaszufladkowania Polski. I tak Polska stała się wzorem postkomunistycznej transformacji, krajem demokracji i niekończącego się wzrostu gospodarczego. To wszystko prawda. Są też negatywne stereotypy jak np. szczególnie w Stanach Zjednoczonych kalka antysemicka. Jednak jak wszędzie i w każdym społeczeństwie to nie takie proste i rzeczywistość jest pełna niuansów.

Jednak jeśli jako dziennikarz na miejscu w Polsce proponujesz takie artykuły Londynowi, to oni ich nie chcą, bo nie pasują do ich szufladek. We Francji i w Niemczech jest pod tym względem łatwiej.

DW: Jak ocenia Pan obecny stan relacji polsko niemieckich?

JH: Do PiS przylgnęła łatka partii antyeuropejskiej. Oczywiście istnieją napięcia – Merkel i niemiecki rząd są poirytowani tym, co dzieje się w Polsce i na Węgrzech. Z drugiej strony wydaje mi się, że Niemcy dobrze rozumieją swoją rolę w Europie i stąd ich powściągliwość.

Zobaczymy, jak rozwinie się sprawa artykułu siódmego i jak daleko Unia Europejska posunie się, by ukarać „niesforne” dzieci. Moim zdaniem nie posunie się zbyt daleko ze względu na interesy ekonomiczne. Niemcy robią dobre interesy na Węgrzech i istnieją ogromne gospodarcze powiązania między Polską a Niemcami. Mówiąc o relacjach między ludźmi, wydaje mi się, że wielu Niemców jest zainteresowanych Polską i że istnieje świadomość, że Polska ma prawo do własnego zdania. Wydaje mi się też, że Niemcy o wiele lepiej rozumieją Polskę pod względem historycznym i kulturowym niż np. Brytyjczycy czy Amerykanie.

DW: A jak ocenia Pan perspektywy Polski na przyszłość?

JH: Polska dokonała bezprzykładnego cudu ekonomicznego. Ostatnie 20-28 lat to nieprawdopodobne osiągnięcie. Pod tym względem Polsce wiedzie się dobrze.

Nie wiadomo natomiast, co będzie działo się w Rosji i nie odważę się tu na żadną prognozę. Nie wygląda na to, że kiedyś, nawet po odejściu Putina, Rosja stanie się demokracją.

Trzeci aspekt to to, co będzie się działo z Unią Europejską. Mamy tutaj dwie tendencje – centralistyczną i decentralistyczną. Polska musi balansować, ponieważ z jednej strony odnosi ogromne korzyści z członkostwa w Unii Europejskiej, ale z drugiej strony przywiązuje dużą wagę do suwerenności. Polska powinna być blisko tandemu francusko-niemieckiego. I odgrywać rolę dobrego doradcy. Jeśli Kaczyński wygra ponownie wybory w przyszłym roku, problemem Polski może być zepchnięcie do drugiego kręgu unijnej prędkości. Przyszłość Polski widzę jednak bardziej optymistycznie niż np. przyszłość Wielkiej Brytanii.

 

REDAKCJA POLECA

 


Roman Giertych: Panie Prezydencie! Jakże musi być przykro, gdy widzi Pan codziennie króla Zygmunta ubranego w nienawistny napis!

Roman Giertych

Roman Giertych

Radziłbym szybko dać order Księciu Poniatowskiemu. Sam Pan rozumie, że gdyby książę nałożył koszulkę, to ani wjechać, ani wyjechać z Pałacu Prezydenckiego nie byłoby sposobności.

 

Niecały tydzień temu proponowałem, aby Pan Króla Zygmunta odznaczył Orderem Orła Białego (skoro inne postacie historyczne mają go dostać).

Pan mój apel zlekceważył i co? Król Zygmunt marzył już o tym, aby wypisać sobie obok swych zacnych tytułów królewskich i książęcych i jeszcze ten, że order od prezydenta Dudy dostał.

Czekał, czekał i się nie doczekał. No to się wkurzył i w koszulkę „Konstytucja” się ubrał. Jakże musi być Panu przykro, gdy widzi go Pan codziennie ubranego w ten nienawistny napis!

Tak się kończy jak Pan dobrych mych rad nie słucha. Dmowski odstał order, to koszulki nie wciągnął i może Pan bezpiecznie obok jego pomnika jeździć.

 

Zawsze życzliwy,

Roman Giertych

 

PS

Radziłbym szybko dać order Księciu Poniatowskiemu. Sam Pan rozumie, że gdyby książę nałożył koszulkę, to ani wjechać, ani wyjechać z Pałacu Prezydenckiego nie byłoby sposobności.