Czy nacjonalistom w Polsce wolno bić kobiety?
11 listopada 2017 r. w Warszawie grupa kobiet chciała zatrzymać marsz narodowców. Jego uczestnicy zaatakowali kobiety, jednak prokuratura umorzyła śledztwo. Czy decyzja ma podłoże polityczne? – zastanawia się „TAZ”.
„Kobiety w Polsce mogą być przez polskich nacjonalistów i prawicowych ekstremistów w przyszłości bezkarnie opluwane, kopane, obrażane i oblewane płynami, jeżeli sprawcy chcą w ten sposób wyrazić swoje niezadowolenie” – pisze Gabriele Lesser w opublikowanej w czwartek relacji z Warszawy.
Warszawska korespondentka lewicowej berlińskiej gazety odniosła się do decyzji prokuratury okręgowej w Warszawie o umorzeniu śledztwa w sprawie naruszenia nietykalności cielesnej i znieważenia kobiet, które 11 listopada 2017 r. blokowały przejście marszu narodowców. „Uczestnicy nacjonalistycznego marszu zaatakowali wówczas 14 kobiet. Nie będzie procesu karnego przeciwko organizatorom i nacjonalistycznym pałkarzom” – pisze Lesser.
Kobiety przeciwstawiły się (uczestnikom marszu) w Dniu Niepodległości Polski trzymając transparent z napisem „Faszyzm stop” oraz biało-czerwone flagi. „Uczestnicy marszu wyrwali im transparent, kopali, bili i opluwali kobiety, trzeba było wezwać karetkę” – czytamy w „TAZ”. Autorka, powołując się na polskie media, cytuje fragment uzasadnienia prokuratury, z którego wynika, że napastnicy chcieli jedynie wyrazić „niezadowolenie” z powodu przeszkody.
Polityczne powody umorzenia?
„TAZ” pisze, że nie tylko 14 poszkodowanych kobiet podejrzewa, że umorzenie śledztwa było polityczną decyzją narodowo-populistycznego rządu PiS, który kontroluje niemal cały wymiar sprawiedliwości. „Trzy skrajnie prawicowe organizacje, które od 2015 roku organizują w Warszawie Marsz Niepodległości, uważane są za oddział awanturników, który wykonuje brudną robotę. Prokuraturze brak jest odwagi, by samej ocenić, czy hasła „Śmierć wrogom ojczyzny”, „Europa będzie biała albo bezludna” czy „Czysta krew” mają charakter rasistowski” – czytamy w „TAZ”.
REDAKCJA POLECA
Rafał Sulikowski: Kościół i seks. Czy papież powinien rozwiązać Kościół?

Rafał Sulikowski
Z ludzkiego, czysto ludzkiego punktu widzenia KK powinien się rozwiązać. Nie jestem jednak naiwny i wiem, że będzie on działał i grzeszył z nieletnimi do końca świata, a jeśli jakimś cudem powróci Chrystus, to dopiero on przyniesie ofiarom sprawiedliwość. Wielu jednak nie doczeka się jej nigdy...
Kościół katolicki, od czasu, gdy w IV wieku n.e. chrześcijaństwo stało się oficjalną religią Cesarstwa Rzymskiego, zrobił nieprawdopodobną karierę.
Nawet schizma z 1054 roku n.e. nie zaszkodziła specjalnie ekspansji religii rzymskiej, podobnie jak ruchy ewangeliczne w dojrzałym średniowieczu, a nawet opublikowanie 95 tez przez Lutra w 1517 roku. Z reformacją, która bardziej pomogła niż zaszkodziła tożsamościowo katolicyzmowi poradzono sobie jeszcze w tym samym stuleciu na słynnym do dziś dla wielu soborze trydenckim (1545-1563), dokonując umocnienia władzy papieża, co po wiekach sformułowano jako dogmat (!) o nieomylności głowy Kościoła w sprawach wiary i obyczajów.
Sobór Watykański I obronił Tradycję przed modernizmem, a kolejny dokonał aggiornamento, czyli kontrolowanego przez centralę watykańską “otwarcia” na świat świecki, co było jedynie piarową zagrywką pod przeżywającą swoją “rewolucję seksualną” młodzież, by po pontyfikacie Jana XXIII przyszło ponowne zamrożenie ustaleń soborowych, określanych jako “wiosna Kościoła”.
Zatem widzimy, jak przez stulecia, od IV do I poł. XX wieku Kościół tryumfował, czemu sprzyjała polityka objawień i cudów, zagarniał coraz większą władzę doczesną, która mu jednak nie wystarczała, więc sięgał aż po ludzkie umysły ludzi wierzących, przeważnie biednych i schorowanych, mających nadzieję, że ich los dzięki Kościołowi się poprawi.
Pytanie, jakie stawiam, jest szokujące, również dla piszącego te słowa. Przecież moja przygoda z Kościołem trwała i trwa już wiele lat, były momenty wzlotów i upadków, generalnie jednak nie padłem ani ofiarą molestowania, ani żadnego innego czynu karalnego. Jednak nie o mnie chodzi, choć Kościół wpłynął na moją psyche w zbyt dużym stopniu: chodzi o tysiące ofiar pedofilii kościelnej na całym świecie.
Każda inna instytucja, której udowodniono by wieloletnie praktyki karalne, zwłaszcza na dzieciach i młodzieży – bo nie umieją się bronić – musiała by się rozwiązać i zaczynać wszystko od początku. W przypadku każdej innej instytucji, a Kościół to nie jest wbrew pozorom żadne “mistyczne ciało”, tylko oprócz tego jest największą instytucją publiczną na świecie, jedynym wyjściem byłoby samorozwiązanie. Ale nie w przypadku KK. Dlaczego? Odpowiedź nasuwa się sama – KK ma “misję” do spełnienia, która byłaby zagrożona w momencie rozwiązania.
Pod pretekstem “prowadzenia wiernych do Boga” Kościół katolicki uniknie sprawiedliwego losu, jaki sobie sam zgotował, głównie przez brednie o wartości celibatu. Tak, w KK jest celibat i widać, do czego to prowadzi. Jak zawsze wyparte powraca i to pod postacią molestowania.
Oczywiście, że istnieją powody, żeby Kościół został rozwiązany. Jednak zbyt wiele ma do stracenia z tego, co zdobył przez szesnaście wieków, aby tak się stało.
Oczywiście, papież po raz kolejny przeprosi cały świat, może lokalne kościoły wypłacą jakieś odszkodowanie i na tym sprawa się zakończy. A problem nie zniknie, bo obecnie na świecie istnieje nadal pedofilia i molestowanie i nikt z tym nic nie robi, a informacje wychodzą na jaw po wielu latach, a nawet dekadach. Zamiecie się więc wszystko pod dywan i ukręci łeb sprawie.
Z ludzkiego, czysto ludzkiego punktu widzenia KK powinien się rozwiązać. Nie jestem jednak naiwny i wiem, że będzie on działał i grzeszył z nieletnimi do końca świata, a jeśli jakimś cudem powróci Chrystus, to dopiero on przyniesie ofiarom sprawiedliwość. Wielu jednak nie doczeka się jej nigdy…
Rafał Sulikowski
Inteligentny dom – w co powinien być wyposażony?
Idea smart home szturmem wkracza na rynek budownictwa. Nowoczesne mieszkania są wyposażone w liczne udogodnienia, większość z nich można jednak wdrożyć także w starszych budynkach, wystarczy zdecydować się na szereg praktycznych rozwiązań, zwiększających bezpieczeństwo i codzienny komfort domowników. Kiedy można mówić o inteligentnych domach i jakie urządzenia pozwolą na wprowadzenie innowacji do naszych mieszkań?
Smart home – technologia przyszłości czy teraźniejszości?
Smart home to przede wszystkim nowoczesne systemy, które pozwalają na sprawne zarządzanie funkcjami domu. Składają się na nie inteligetne zespoły urządzeń komunikujących się ze sobą. Zarządzać można nimi przy użyciu aplikacji mobilnej, np. za pomocą smartfona lub komputera, niezależnie od miejsca, w którym znajdujemy się w danym momencie. Możliwe jest więc zdalne monitorowanie zużycia energii, a także bezpieczeństwa. Systemy tego rodzaju są bezprzewodowe, dlatego zastosować można je praktycznie w każdej przestrzeni. Technologie smart home są stale rozwijane i udoskonalane, co pozwala na dopasowanie urządzeń pod kątem użytkownika.
Rola routera w inteligentnym domu
Cyfrowa instalacja zależna jest od routera, który stanowi centrum łączności. To właśnie router odpowiada za komunikację poszczególnych urządzeń. Wybierając go, należy skupić się na szybkości. Kluczowa jest również obsługa najnowszego standardu Wi-Fi. Na uwadze należy mieć także fakt, że niektóre funkcje smart home będą w przyszłości rozwijane, na rynku pojawia się bowiem coraz więcej, ciekawych rozwiązań. Z tego też względu trzeba wybrać taki router, który pozwoli na dostarczanie sygnału do kilku urządzeń jednocześnie. Nie bez znaczenia będzie także jego zasięg.
Urządzenia do smart home
Urządzenia tego typu służą głównie dwóm celom: zwiększeniu bezpieczeństwa domowników oraz maksymalizacji ich komfortu.
Do tej pierwszej grupy zaliczają się m.in. czujniki czadu oraz dymu. Jak każde inteligentne urządzenie, sterowane są za pomocą aplikacji mobilnej. Posiadają przy tym wysokiej klasy czujnik elektro-chemiczny, który działa niezależnie (w przypadku braku dostępu do sieci), a także syrenę alarmową i diodę LED. Co więcej, mają funkcje raportowania stanu zużycia baterii.
W inteligentnym domu powinny znaleźć się również czujniki drzwi i okien. Ze względu na nowoczesny design i niewielki rozmiar, nie rzucają się w oczy.
Wygodę domowników zwiększą za to z pewnością czujniki temperatury, pozwalające na jej zdalną regulację. Dzięki nim można włączyć ogrzewanie przebywając poza domem.

Umożliwiają przy tym raportowanie w czasie rzeczywistym pracy czujnika oraz zapewniają dostęp do raportów dziennych i tygodniowych, co pozwala na zmniejszenie wydatków poniesionych na ogrzewanie.
To oczywiście niewielka lista urządzeń do smart home. Znajdziemy wśród nich też m.in. kamery wewnętrzne i zewnętrzne, lokalizatory, nadajniki, oczyszczacze powietrza czy wideodomofon.
Idea smart home spotyka się z dużym entuzjazmem. Nic w tym dziwnego, ponieważ przekłada się na większą wygodę oraz bezpieczeństwo domowników, a wbrew pozorom, nie wymaga dużych nakładów finansowych. Z dostępnych na rynku urządzeń, wybrać może te, które najbardziej spełniają nasze oczekiwania.
Artykuł powstał we współpracy ze sklepem PGE
Rosnące nacjonalistyczne nastroje w UE. „Orban i Kaczyński muszą się zdecydować czy chcą należeć do demokratycznej Europy

Dagmara Jakubczak
Zdaniem niemieckich mediów, wobec rosnących nastrojów nacjonalistycznych, Unię Europejską prawdopodobnie czeka największe wyzwanie w jej historii.

Jarosław Kaczyński już w 2011 roku zapowiadał, że Warszawa stanie się Budapesztem. Fot. Źródło: dw.de
Orban i Kaczyński muszą się zdecydować czy chcą należeć do demokratycznej Europy
Jak zauważa „Main-Echo“ z Aschaffenburga: „Jeśli Rada Unii Europejskiej pójdzie za głosem przedstawicieli europejskiej rodziny narodów, wówczas Orban i jego polski duchowy brat Kaczyński będą musieli szybko podjąć decyzję, czy chcą nadal należeć do demokratycznej Europy wartości, czy odwrócić się do niej plecami, a przez to także do rynku europejskiego i unijnych dotacji.
Europa zaczyna się nad sobą zastanawiać i należałoby sobie bardzo życzyć, żeby jej obywatele uhonorowali to w maju przyszłego roku, gdy zadecydują ponownie, kto będzie ich reprezentował w Brukseli i Strasburgu w ciągu następnych pięciu lat. Około jednej czwartej posłów (do PE, red.) już teraz stanowią prawicowi populiści, oszołomi i dziwacy. Nie można dopuścić do tego, żeby podobni do nich ludzie mieli prawo podejmowania decyzji w sprawach Europy”.
Europa to dużo więcej niż tylko wspólny rynek
Podobnie widzi to „Leipziger Volkszeitung“: „Praktycznie wszędzie w natarciu są nacjonaliści głoszący antyeuropejskie hasła. Tym ważniejsze jest zatem to, że Parlament Europejski zajął zdecydowane stanowisko i dużą przewagą głosów uruchomił postępowanie przeciwko rządowi premiera Węgier Viktor Orbána. Po Polsce, Węgry są drugim państwem unijnym, które musi ponieść konsekwencje z powodu naruszenia podstawowych wartości UE. W skrajnym przypadku, Węgrom grozi odebranie głosu w Radzie Unii Europejskiej.
Droga do tego jest długa i jest oczywiste, że Europa musi wyciągnąć w kierunku Węgier pomocną rękę na wypadek, gdyby Orbán zmienił kierunek działania. W przeciwnym razie, Rada Europejska powinna okazać się stanowcza. Europa to dużo więcej niż tylko wspólny rynek. Jest wspólnotą wartości, bazującą na demokracji, praworządności i wolności”.
Orbán zbyt długo czuł się bezkarny
Zdaniem „Landeszeitung” z Lüneburga: „UE żyje i potrafi bronić swoich interesów. Wymownie świadczy o tym decyzja podjęta przez Parlament Europejski, który wymaganą większością dwóch trzecich głosów uruchomił postępowanie z artykułu siódmego wobec Węgier. Jest ono upomnieniem i zarazem przestrogą dla wszystkich tych, którzy traktują UE tylko jako źródło pieniędzy i wszystkich tych, którzy uważają, że mogą wykorzystywać europejską wspólnotę wartości i zdradzić ideę europejską.
Premier Węgier Viktor Orbán jako członek Europejskiej Partii Ludowej zbyt długo czuł się bezkarny. Teraz, zgodnie z artykułem siódmym TUE, jego krajowi grozi w ostateczności odebranie prawa głosu.
Także przewodniczący Komisji Europejskiej Juncker w swoim przemówieniu w Strasburgu stawił czoło polityce Orbána, nalegając na szybkie rozwiązania w sporze o unijną politykę migracyjną. Równocześnie zażądał otworzenia legalnej drogi dla migrantów pragnących osiedlić się w Europie.
Innymi słowy – UE stoi prawdopodobnie w obliczu największego wyzwania w swojej historii”.
Ważny sygnał
Podobne myśli odnajdujemy w „Oberhessische Presse“ z Marburga: „Uruchamiając znaczną większością głosów postępowanie przeciwko Węgrom za naruszanie podstawowych wartości UE, Parlament Europejski uczynił wielki krok naprzód, także dla samego siebie. Był on konieczny dla podtrzymania wiarygodności Unii. Jest on także ważny dla rozwoju europejskiej samoświadomości i ważny jako sygnał wysłany pod adresem różnych partii politycznych w Europie mających swoich przedstawicieli w Brukseli i Strasburgu. Ich poglądy i stanowiska często są rozbieżne, ale jeśli mają uprawiać proeuropejską politykę godną tego miana, muszą uwolnić się od myślenia w kategoriach wąskich interesów narodowych w miarę jak Parlament Europejski będzie w coraz większym stopniu wywierał wpływ na bieg procesów politycznych w UE”.
Świat potrzebuje silnej i zjednoczonej Europy
„Berliner Zeitung“ pisze: „To jasne, że świat potrzebuje silnej i zjednoczonej Europy. Problem polega na tym, że między życzeniami i rzeczywistością w roku 2018 rozwiera się przepaść, jakiej dawno nie było. (…)
Europejska solidarność nie jest już wartością oczywistą, czego dowodzi burzliwa dyskusja w sprawie uchodźców i unijnej polityki migracyjnej.
Niemal w każdym państwie unijnym szerzą się nacjonalizm i populizm. Jeżeli myślenie w takich kategoriach weźmie górę, wtedy z tej wielkiej idei XXI wieku, jak to ujęła swego czasu Simone Veil, niewiele pozostanie. Owszem, nadal będzie można mówić o jedności w różnorodności i powoływać się na wartości europejskie, ale trudno je będzie urzeczywistnić.
Europa jest poważnie zagrożona w swoich podstawach i musi jak najszybciej zdobyć się na wprowadzenie zasadniczych zmian w sposobie, w jaki obecnie funkcjonuje”.
REDAKCJA POLECA
Bełchatów – plisy i rolety na blokowisku
Dzisiejszy artykuł w całości poświęciliśmy funkcjonalności systemów okiennych – plis i rolet – w dużych skupiskach mieszkalnych, jakimi bezsprzecznie są bełchatowskie osiedla.
Oczywiście Bełchatów to nie jedyne miasto w Polsce, w którym tysiące sąsiadów zaglądają sobie do okien, bo na niewielkich połaciach terenu w dużym zagęszczeniu wzniesiono wysokie bloki mieszkalne. Paradoksalnie z identycznym problemem borykają się także mieszkańcy nowych inwestycji, w obrębie których – ze względu na wysoki koszt działek budowlanych – domy wznosi się w niewielkiej odległości od siebie lub od często uczęszczanych dróg. Taka sytuacja ma miejsce m.in. na Górnym Śląsku.
Kiedyś wieszaliśmy w oknach gęste firany i ciężkie zasłony. Dzisiaj rezygnujemy z nich na rzecz lekkich form, a nierzadko „nagich okien”. Niestety „nagie okna” nie sprawdzają się w zdecydowanej większości przypadków.
Na blokowiskach do okien patrzą sąsiedzi z bloku naprzeciwko. Na w segmentach i bliźniakach usytułowanych wzdłuż szlaków komunikacyjnych do okien spoglądają przechodnie i sąsiedzi. Na luksus „nagich” okien nie mogą sobie pozwolić nawet mieszkańcy przedwojennych kamienic, które na ogół są zlokalizowane na starówkach i w bliskim sąsiedztwie centrów miast.
Jak więc łączyć nowoczesne trendy wnętrzarskie z zachowaniem prywatności we własnym domu?
Odpowiedzią na to pytanie – tak na osiedlach mieszkalnych w Bełchatowie (sunplis.pl), jak i blokowiskach w Warszawie – są rolety i plisy. Choć, gdyby się bardziej nad tym zastanowić, to zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem są plisy lub żaluzje. Dlaczego? Ponieważ zarówno jeden, jak i drugi system umożliwia przesłonięcie okna zapewniające maksimum prywatności bez jednoczesnego całkowitego blokowania dostępu światła dziennego do pomieszczenia.
Plisy – co to właściwie jest?
Zdecydowana większość z nas kojarzy zazdroski – krótkie firanki, które wieszano w połowie wysokości okna, żeby uniemożliwić wścibskim oczom zerkanie do wnętrza, a jednocześnie zapewnić dostęp światła słonecznego do pomieszczenia. Zazdroski wieszano na specjalnych prętach mocowanych do ramy okiennej, zasłaniając tym samym fragment okna od systemu montażowego do końca firanki.
Plisy można nazwać takimi nowoczesnymi zazdroskami, które nie tyko można zamontować na dowolnej wysokości okna, ale również rozciągnąć na dowolną szerokość, aż do przesłonięcia całej szyby. Dodatkową zaletą plisy jest jej mobilność. Wykorzystując do tego system cienkich prowadnic – często są to sznurki rozciągnięte od górnej do dolnej ramy okna – możemy dowolnie przemieszczać plisy, zależnie od potrzeb zasłaniając okno z góry do dołu (jak w przypadku standardowej rolety) lub z dołu do góry. Podciąganie plisy z dołu do góry doskonale sprawdza się w oknach, które chcemy zabezpieczyć przed wścibskimi spojrzeniami przechodniów.
Szukasz dobrej farby do drewna? – sprawdź, co znajdziesz w renomowanym Studio Farb w Warszawie
Rynek farb do drewna nieustannie się rozwija, oferując klientom coraz bezpieczniejsze i bardziej efektywne rozwiązania. Obecnie zdecydowana większość farb do drewna to farby ekologiczne z atestami. To oznacza, że można je bez obaw wykorzystywać do malowania zabawek oraz mebli dziecięcych. Farby do drewna oznaczone symbolem ABC Bezpieczna Zabawka posiada w swojej ofercie m.in. znana i lubiana marka Beckers.
Oferta farb do malowania drewna jest tak bogata, że jej przedstawienie wymaga zastosowania odpowiednich kategorii, które omówiliśmy poniżej.
Uniwersalne farby kolorowe
Uniwersalne farby kolorowe (www.pigmentologia.pl) to najczęściej wodorozcieńczalne emalie do drewna, którymi można malować wewnątrz i na zewnątrz. Są to farby dekoracyjno-ochronne, a co za tym idzie zabezpieczają drewniane elementy przed nadmiernym pociąganiem wilgoci oraz zbyt gwałtownym wysychaniem. Większość z nich skutecznie odstrasza korniki. Farby uniwersalne występują w szerokiej gamie kolorystycznej – od farby białej i szarej, po farbę turkusową, a nawet złotą.
Farby transparentne
Farby transparentne to szeroka gama rożnego rodzaju lakierów do drewna. Znajdziemy wśród nich lakiery do malowania na zewnątrz, jak również farby przeznaczone do użytku wewnątrz pomieszczeń. Farby transparentne są dostępne o różnych wykończeniach. Najczęściej do wyboru mamy: farbę matową, farbę półmatową oraz farbę z wykończeniem na wysoki połysk. Ten rodzaj farb może być aplikowany bezpośrednio na surowe drewno, jeśli chcemy zachować jego naturalny kolor i zabezpieczyć go przed zabrudzeniami, jak również jako top coat – farby wykończeniowe. Farby transparentne doskonale sprawdzają się jako top coat przy metodzie malowania znanej jako przecieranie.
Farby zewnętrzne
Kolorowe farby zewnętrzne do drewna to bardzo często farby uniwersalne. Ich zadaniem jest ochrona drewnianych powierzchni przed szkodliwym oddziaływaniem czynników atmosferycznych, jak również uszkodzeniami mechanicznymi. Farby do malowania drewna na zewnątrz to dobre rozwiązanie do impregnacji drewnianych tarasów, mebli ogrodowych, a także drewnianych placów zabaw dla dzieci.
Farby do parkietu
Od jakości farby do parkietu zależy żywotność podłogi, dlatego należy wybierać wyłącznie najlepsze produkty renomowanych producentów. Jedną z cenionych marek oferujących dobre farby do parkietu jest Beckers. Farby to parkietu to w rzeczywistości lakiery, których zadaniem jest utworzenie na drewnianej powierzchni wodoodpornej warstwy ochronnej o dużej twardości. Lakiery do parkietów, podobnie jak farby transparentne mogą mieć różne wykończenie – od matowego, po wysoki połysk. Należy przy tym pamiętać, że farby do parkietu to najczęściej farby do zastosowań wewnętrznych, które nie sprawdzą się do malowania drewna na zewnątrz.
Klientów zainteresowanych zakupem najlepszych farb do drewna zapraszamy do Studia Farb Pigmentologia w Warszawie.
Dariusz Stokwiszewski: Czemu Andrzej Duda sam się tak krzywdzi?

Dariusz Stokwiszewski
Każdy dokonuje sam swoich wyborów i za nie ponosi także odpowiedzialność. Pan Andrzej Duda zamiast przyzwoitości i godności urzędu i stopnia naukowego wybrał prezesa! No cóż...!
Czy to desperacja związana ze świadomością, że przegrał wielką szansę?
Pan Duda w jakiejś niepojętej dla mnie desperacji robi jakby sobie na złość, coraz gorsze rzeczy. Wygląda na to, że ostatecznie postanowił „zniszczyć” samego siebie!
W polityce jest raczej skończony, bo Kaczyński go tak czy inaczej oszuka i zlekceważy w myśl własnej, cynicznej zasady: Duda zrobił swoje; „Duda może odejść”!
W szkolnictwie wyższym jest podobnie, bo według mnie raczej nie zasługuje na prawo nauczania studentów. Poza tym, jeżeli nawet zrobi habilitację, to u swoich – mu podobnych. Sama zaś habilitacja bez wiedzy i szacunku środowiska jest po prostu niczym.
Jednym słowem postać tragiczna, bo pewnie i rodzina się za tego „prawnika” wstydzi, podobnie jak jego macierzysta uczelnia!
Nigdy nie chciałbym, po tym, co zrobił znaleźć się na jego miejscu i to tym bardziej że jak o nim mówią, jest osobą wyjątkowo narcystyczną, a więc musi mu być niełatwo…!
Jednak każdy dokonuje sam swoich wyborów i za nie ponosi także odpowiedzialność. Pan Andrzej Duda zamiast przyzwoitości i godności urzędu i stopnia naukowego wybrał prezesa! No cóż…!
Dariusz Stokwiszewski
Kwaśniewski w liście do Dudy: UE to nie „wyimaginowana”, ale realna wspólnota. Pańskie słowa są niebezpieczne
Andrzej Duda podczas wtorkowego spotkania z mieszkańcami Leżajska powiedział, że Prawo i Sprawiedliwość uczyni wszystko, aby obywatele mieli przekonanie, że ekipa rządząca myśli o nich, a nie tylko i wyłącznie o jakichś swoich sprawach, czy „jakiejś wyimaginowanej wspólnocie, z której dla nas niewiele wynika” – Kiedy nasze sprawy zostaną rozwiązane, będziemy się zajmowali sprawami europejskimi. A na razie niech nas zostawią w spokoju i pozwolą nam naprawić Polskę, bo to jest najważniejsze – mówił Duda.
Andrzej Duda dołączył do chóru polityki PiS, którzy robią wszystko żeby wyprowadzic Polskę z Unii Eurojskiej!
Nie możemy do tego dopuścić! pic.twitter.com/1mHDaEx8Cw
— PlatformaObywatelska (@Platforma_org) September 12, 2018
Wyimaginowana wspólnota, z której dla nas niewiele wynika – powiedział Duda o Unii Europejskiej. Dla was, drogi panie, może i nie wynika, ale dla mnie i milionów moich rodaków wynika bardzo wiele, zatem bardzo proszę takie uwagi zachować dla siebie. Albo mówić w swoim imieniu.
— Przem.Szubartowicz (@PSzubartowicz) September 11, 2018
„Unia to wyimaginowana wspólnota, z której dla Polski niewiele wynika”, orzekł dziś pan Duda. Lech Wałęsa powiedział kiedyś – „macie takiego prezydenta na jakiego zasługujecie”. Z całym szacunkiem, na kogoś takiego, na coś takiego, naprawdę nie zasługujemy.
— Tomasz Lis (@lis_tomasz) September 11, 2018
Kontrowersyjne słowa Andrzeja Dudy wielu komentatorów przyjęło nie tylko jako krytykę Unii Europejskiej, ale nawet zapowiedź wyjścia Polski ze wspólnoty. Do grona osób, które nie pozostały obojętne wypowiedź Andrzeja Dudy, dołączył były prezydent Aleksander Kwaśniewski.
Pańskie słowa są niebezpieczne
Dziś zwracam się do Pana Prezydenta głęboko poruszony i zaniepokojony słowami wypowiedzianymi przez Pana Prezydenta w Leżajsku o Unii Europejskiej, jako 'wyimaginowanej wspólnocie, z której dla nas niewiele wynika’. To stwierdzenia nieprawdziwe i niebezpieczne” – napisał Aleksander Kwaśniewski w liście otwartym do Andrzeja Dudy.
UE to nie „wyimaginowana”, ale realna wspólnota
Unia Europejska to nie „wyimaginowana”, ale jak najbardziej realna wspólnota, która przez 60 lat zapewniała pokój naszemu kontynentowi.
Umożliwiła pojednanie po wojnie zwaśnionych i wrogich narodów. Przyniosła rozwój i dobrobyt zachodniej Europie, uruchamiając pokłady ludzkiej nadziei, inwencji i energii.
Przez lata inspirowała, będąc wzorem także dla Polski i jej obywateli. Niestety, z uwagi na realia ustrojowe i geopolityczne, przez dekady, wzorem niedostępnym.
Wbrew nawoływaniom wielu ówczesnych eurosceptyków, Wspólnoty Europejskie po 1989 r. nie zatrzasnęły drzwi przed Polską i nowymi demokracjami na wschodzie. Zaprosiły je do swojego grona, otworzyły także i dla Polaków swoje granice, rynki, instytucje.
To nieprawda, że niewiele dla nas z tej wspólnoty wynika.
Polska ma dzisiaj swobodny dostęp do rynku UE, dokąd kierujemy aż 80 proc. naszego eksportu. Kluczowe znaczenie posiada Unia dla polskich produktów rolnych. Poruszamy się bez przeszkód po naszym kontynencie bez wiz i upokarzających kontroli. – przypomina były prezydent.
Polska pozostaje największym beneficjentem unijnych funduszy. W latach 2007 – 2013 Polska otrzymała kwotę 67 mld euro, na lata 2014 – 2020 przypadnie 82.5 mld euro. Fundusze są przeznaczone na podwyższenie konkurencyjności polskiej gospodarki, wyrównywanie różnic regionalnych i rozwój infrastruktury. Miasta i wsie biedniejszej polskich wschodniej, w tym Leżajsk, są objęte specjalnymi preferencjami w dostępie do europejskich funduszy. – zwraca uwagę Aleksander Kwaśniewski i zaznacza, że słowa Andrzeja Dudy są „niebezpieczne”.
Europa kontynentem wspólnych wartości
Były prezydent przypomina, że wejście Polski do Unii Europejskiej w maju 2004 r. było „spełnieniem aspiracji i starań pokoleń Polaków, aby dołączyć do demokratycznej i jednoczącej się wspólnoty państw europejskich.”
„Dzisiaj Europa jest kontynentem wspólnych wartości, współpracy i rozwoju, a nie narodowych swarów, nienawiści i wojen. Takie negatywne procesy wspiera nasz sąsiad, Rosja, łamiąc wobec Ukrainy i Gruzji podstawowe zasady prawa międzynarodowego i aktywnie wspierając dezintegrację polityczną Europy. Niechęć wobec konkurencyjnej Unii Europejskiej można obserwować zarówno w Waszyngtonie jak i Pekinie. Nie mamy samych przyjaciół integracji także w innych miejscach. Polska, w tym jej Prezydent, nie powinni wpisywać się w ten niepokojący nurt działań.” – podkreśla Kwaśniewski i apeluje o rozwagę jeśli wypowiedź Andrzeja Dudy wynikała „z chwilowych emocji” i ostrzega, „jeśli zaś z głębszej strategii”.
„Nie ma zatem politycznej i społecznej zgody na antyeuropejski kurs, a żadna partia polityczna ani politycznego, ani moralnego mandatu na jego realizację. Polacy są i powinni pozostać częścią realnej, a nie wyimaginowanej, umacniającej się, europejskiej wspólnoty, z której zarówno wiele czerpiemy, jak i do której wnosimy nasz polski wkład. Wspólnoty, której wartości podzielamy i zobowiązaliśmy się przestrzegać w 2003 r.” – zaznacza Aleksander Kwaśniewski.
PEŁNA TREŚĆ LISTU ALEKSANDRA KWAŚNIEWSKIEGO DO ANDRZEJA DUDY
(df) thefad.pl
Episkopat Niemiec ujawnia raport o molestowaniu seksualnym przez katolickich duchownych

dpa,afp/dom
W latach 1946-2014 ofiarami wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży przez katolickich duchownych padło co najmniej 3677 małoletnich – wynika z raportu przygotowanego na zlecenie Episkopatu RFN.

Niemiecki Episkopat zlecił zbadanie pedofilii w Kościele rzymskokatolickim w Niemczech. Fot. Źródło: dw.de
Przestępstw seksualnych na dzieciach i młodzieży dopuściło się w Niemczech łącznie 1670 duchownych, tj. 4,4 proc. wszystkich księży – wynika z raportu przygotowanego przez niezależne konsorcjum naukowe na zlecenie Episkopatu Niemiec. Raport, którego streszczenie wyciekło do mediów, opublikowały tygodniki „Spiegel” i „Zeit”. Ma zostać przedstawiony oficjalnie 25 września na jesiennej sesji Episkopatu Niemiec.
Ofiarami zaś byli w większości niepełnoletni chłopcy. Ponad połowa ofiar nie miała więcej niż 13 lat. W co szóstym przypadku doszło do „różnych form gwałtu” – piszą „Spiegel” i „Zeit”.
Przypadki wymienione w analizie to prawdopodobnie tylko czubek góry lodowej. „Nie pozyskano informacji na temat nieujawnionej liczby przypadków” – donosi „Spiegel”, cytując autorów analizy. „Zeit” z kolei zauważa, że w „niektórych przypadkach wiele świadczyło o manipulacji akt”. W co najmniej dwóch diecezjach akta dotyczące pedofilii zostały zniszczone.
Zamknięte archiwa
Autorzy analizy nie mieli dostępu do oryginalnych akt. Wszystkie archiwa i dokumenty zostały przejrzane przez pracowników Kościoła, a nie przez konsorcjum badawcze – donoszą niemieckie media.
Autorzy analizy alarmują, że „przypadki molestowania seksualnego dzieci i młodzieży przez duchownych to niezamknięty rozdział z przeszłości”, a przypadki te występowały aż do końca badanego okresu, czyli do roku 2014.
„Spiegel” zwraca uwagę, że nader często podejrzani o molestowanie duchowni byli przenoszeni do innych parafii, które z kolei nie wiedziały o ciążących na nich zarzutach. Gotowość Kościoła do ukarania sprawców autorzy raportu określają jako „niezbyt wyraźną”.
Autorzy analizy powstrzymują się od podawania powodów, dla których problem molestowania seksualnego nadal istnieje w Kościele katolickim. Eksperci doszli jednak do przekonania, że Kościół musi pilnie zwrócić uwagę na kleryków o orientacji homoseksualnej. Poza tym należy zastanowić się, czy obowiązek celibatu nie jest „możliwym czynnikiem ryzyka” – donosi „Spiegel”.
„Nieodpowiedzialna publikacja”
Niemiecki Episkopat wyraził ubolewanie, że poufna analiza przedostała się do mediów przed jej oficjalną prezentacją. „To o tyle przykre, że z raportem nie zapoznali się jeszcze wszyscy członkowie Konferencji Episkopatu Niemiec” – napisał w informacji prasowej Episkopatu biskup Stephan Ackermann. Dodał, że „nieodpowiedzialna publikacja” jest „ciężkim ciosem” przede wszystkim dla ofiar. Kościelny pełnomocnik ofiar molestowania poinformował też, że na tydzień przed planowaną publikacją raportu Episkopat zamierzał uruchomić specjalny telefon zaufania.
„Cztery lata temu zleciliśmy sporządzenie raportu i właśnie my biskupi przeanalizujemy wyniki. Będzie temu służyć jako pierwsze nasze walne zgromadzenie w Fuldzie” – napisał biskup Ackermann. Zapewnił, że celem raportu jest „uzyskanie więcej jasności i transparencji” w tym „ciemnym rozdziale Kościoła”, ze względu na ofiary, ale i po to, by „samemu zobaczyć błędy i móc uczynić wszystko, by nie mogły się powtórzyć”. „Chodzi o odpowiedzialne i profesjonalne rozliczenie się” – podkreśla Episkopat Niemiec.
Luty 2019: szczyt na temat pedofilii
Skandale pedofilskie co rusz wstrząsają Kościołem katolickim. Niedawno wyszło na jaw, że w samym tylko stanie Pensylwania (USA) ponad 300 księży jest oskarżonych o pedofilię.
Podczas swojej pielgrzymki do Irlandii pod koniec sierpnia papież Franciszek prosił o przebaczenie wszystkie ofiary księży-pedofilów. W lutym 2019 r. odbędzie się zwołany przez Franciszka szczyt na temat pedofilii. W spotkaniu mają uczestniczyć przewodniczący episkopatów z całego świata – poinformował Watykan.
REDAKCJA POLECA
Dariusz Stokwiszewski: Stańmy w obronie niezależności polskich sądów! Przyzwoici sędziowie także potrzebują naszego wsparcia!

Dariusz Stokwiszewski
Nie wiem, co człowiek ten myśli i czym się kieruje, ale nie są to te pryncypia, którymi kierować się powinien. Trudno nazwać taką osobę nie tylko prawnikiem ze stopniem naukowym, ale też prezydentem, którego obowiązkiem jest stanie na straży Konstytucji RP. Andrzej Duda pohańbił najwyższy urząd w państwie.
Obecna sytuacja w Polsce nie pozostawia najmniejszych nawet złudzeń co do tego, że jednym z najważniejszych celów tej pisowskiej władzy, jest wrogie przejęcie wymiaru sprawiedliwości! Pozostałe instytucje już stały się łupem ludzi, dla których ważne jest zaspokojenie partyjnych (czytaj: własnych) interesów. Oczywiście są też jeszcze inne, niezgodne z polską racją stanu i interesem narodowym cele, jednak temu pierwszemu podporządkowane. Jednym z nich jest wyjście z UE, która (cytując prezydenta Dudę) nie chce „zostawić nas w spokoju”, nie pozwalając tym samym na „naprawę” Polski! Bezwarunkowo również – to już moja, ale trafna interpretacja – Unia Europejska powinna dawać pieniądze, które się „nam należą”! To jest aberracja i gdyby nie to, że sam słyszałem to na własne uszy i wiem też, od kogo to myślałbym, że śnię!
„Pecunia non olet” (pieniądz nie śmierdzi) myśli sobie pisowski reżim mając nadzieję na to, że może łamać wszelkie (w tym także międzynarodowe) normy prawne, a środki unijne i tak będą płynąć z Brukseli szerokim strumieniem. Wygląda to tak, jakby jacyś rodzice dali swemu dziecku kieszonkowe i nie protestowali, gdyby się dowiedzieli, że chciało ono przeznaczyć te pieniądze na dopalacze! Tak byłoby w tym przypadku; UE miałaby dawać pieniądze na to, aby Polaków bito i krzywdzono na 100 tysięcy innych sposobów, na zamykaniu do więzień kończąc, ale nie tylko, bo można jeszcze przecież postawić kogoś pod ścianą i „wpakować kulkę w łeb”!
I tu znowu przykład na szkodliwe działania tejże władzy: to tak, jakby ktoś coś ukradł i dla odwrócenia uwagi zaczął krzyczeć „łapać złodzieja”! Bo pisowska władza łamie powszechnie uznane prawo, a przekonuje do tego, że to przyjęte przez nią (na drodze deliktów konstytucyjnych) jest tym jedynie słusznym. Tymczasem jest to bezprawie, które musi się zakończyć dla rządzących Trybunałem Stanu. Nie jest przy tym ważne, kiedy to się stanie. Nie jest tak jak mówi Zbigniew Ziobro, że wysokość kary odstrasza potencjalnego przestępcę! Odstraszać ma jedynie nieuchronność odpowiedzialności za popełnione zbrodnie! Zbrodnią natomiast jest na pewno łamanie Konstytucji; głównie niszczenie prawa polskiego i europejskiego, prześladowanie obywateli w tym grożenie sędziom i wszystkim niezgadzającym się z władzą, która powinna już stracić mandat do rządzenia, za działanie na szkodę państwa polskiego!
Dziś prezydent Andrzej Duda przesłał siedmiu sędziom SN decyzje o ich przejściu w stan spoczynku, popełniając tym samym kolejny delikt konstytucyjny i narażając się na pewny Trybunał Stanu. Nie wiem, co człowiek ten myśli i czym się kieruje, ale nie są to te pryncypia, którymi kierować się powinien. Trudno nazwać taką osobę nie tylko prawnikiem ze stopniem naukowym, ale też prezydentem, którego obowiązkiem jest stanie na straży Konstytucji RP. Andrzej Duda pohańbił nie tylko swoją uczelnię, ale przede wszystkim, najwyższy urząd w państwie. To powinno stać się przyczynkiem do publicznej debaty nad tym, co naród powinien w tej sytuacji zrobić, a coś zrobić musi! Trudno mi sobie wyobrazić, abyśmy pozwalali komukolwiek robić własny „folwark” z Polski – naszej wspólnej Ojczyzny! Tym bardziej, jeśli motywacją do łamania prawa ma być chęć przypodobania się – formalnie nic nieznaczącemu – prezesowi partii PiS!
Mając to wszystko na uwadze, stwierdzam z wielką przykrością, że wielkim błędem narodu było pokładanie nadziei w przyzwoitości i woli poszanowania prawa przez osobę pełniącą urząd prezydenta RP i przerwanie protestów w obronie sądów w lipcu 2017 r. Polacy zostali wówczas oszukani przez osobę, która okazała się być jedynie zwyczajnym partyjnym aparatczykiem, uległym bez reszty prezesowi PiS, co jest dlań – Andrzeja Dudy – niezacieralną i wieczną hańbą! Skoro więc naród nie może liczyć na nikogo – bo i wśród opozycji parlamentarnej takich sił nie widać – to powinien móc liczyć na siebie. Potrzebna jest mobilizacja wszystkich środowisk patriotycznych, aby zamanifestować (art. 57, w związku z art. 54 Konstytucji) niezadowolenie z faktu łamania przez władze, prawa Rzeczypospolitej Polskiej! Tym bardziej że wszystko wskazuje na to, że taka postawa premiera, prezydenta i innych odpowiedzialnych za Polskę, może z dużym prawdopodobieństwem skutkować katastrofą ekonomiczną, ale nie tylko. Może też doprowadzić w efekcie do utraty przez Polskę niepodległości, a co najmniej „cofnięcia jej w czasie” o całe dziesięciolecia, o czym wspomniałem także w poprzednim artykule! Obudźmy się, bo czas ucieka i szanse na ratunek dla Polski nie rosną, a maleją z każdym dniem!
Dariusz Stokwiszewski







