Adam Mazguła: Panie A. Duda, zachowuje się Pan jak rozkapryszone dziecko, jest Pan niebezpieczny dla kraju

Adam Mazguła
Panie A. Duda, krzycząc, zamiast przemawiać, ubliżając całym grupom społecznym, łamiąc zapisy najwyższych aktów prawnych, zaprzedając wszystkie organy państwa jednaj partii, powołując hejtera internetowego i trolla na swojego rzecznika, prowadząc nocne rozmowy z „leśnym ruchadełkiem” nie buduje się autorytetu głowy państwa.
Panie Andrzeju Duda,
usłyszałem ostatnio, że w Leżajsku określił Pan Unię Europejską, której zawdzięczamy nie tylko współczesny system wartości, ale i otwarte granice oraz niezwykły skok rozwoju cywilizacyjnego mianem ”wyimaginowana wspólnota”, która powinna odczepić się od Polski. To przerażające! Usłyszałem z Pana ust, że musicie naprawić Polskę. Wyraził Pan także wiarę, że takie jest oczekiwanie większości obywateli w Polsce, zdecydowanej większości – zapewnił Pan.
Panie A. Duda,
czy to było wskazanie drogi przez polskie władze do wyprowadzenia naszego kraju z Unii Europejskiej?
Panie A. Duda,
każde Pańskie zdanie wymaga osobnego komentarza, jeśli tak daleki jest Pan od prawdy. Po tych słowach w Leżajsku wiem z całą pewnością, że jedynym problemem Polski jest Pan i grupa PiS-owskich aparatczyków trzymających władzę.
Niech więc Pan już nam niczego nie naprawia, niczego nie reformuje, bo wszystko już przez Pańską „dojną zmianę” zostało zniszczone. Teraz tylko pogłębiacie kryzys społeczny i cywilizacyjny.
Panie Andrzeju,
opowiem Panu historię.
Znam takiego doktora ekonomii, polityka powiatowego szczebla, który wszystko zawdzięcza wieloletniemu burmistrzowi pewnego miasta na Opolszczyźnie, bo to jego ojciec. Na tytułach naukowych, które zdobył przy pomocy tegoż ojca i na jego wieloletnich układach buduje swoją karierę polityczną.
Ojciec, były członek ZOMO, w chwili szczerości powiedział, jak zdobywa się tytuły i dyplomy renomowanych uczelni. Tak więc doktor ekonomii zna się bardziej na rozpychaniu łokciami, układach w polityce i oszukiwaniu innych dla swojej kariery politycznej niż na ekonomii. Ten układ pozwala mu w jednym czasie pracować na kilku wysokopłatnych stanowiskach i prowadzić własną firmę. Wszystko to robi, rzecz jasna, osobiście. Niemożliwe? A jednak! Ten przerażający człowiek, oszust, istnieje naprawdę; polityka zapewnia mu wszystko, co potrzebne do życia z wyjątkiem przyzwoitości, szacunku do prawdy i prawa do godności. To dziecko politycznych układów, które znowu jest na pierwszym miejscu swojej listy wyborczej.
Czy Pańska naprawa Polski, to taki właśnie system PiS-owskich Misiewiczów, wędrujących po szczeblach kariery niedouczonych zwolenników partii rządzącej, którzy pod hasłem propagandowym „wystarczy nie kraść” realizują program „to się nam należy”?
System partyjnego podporządkowania wojska, kierowanego przez ludzi powiązanych ze wschodnimi służbami, prokuratorskiej dyspozycji politycznej, rozwijania neofaszyzmu i systemu prześladowania każdego pokojowego sprzeciwu. Tak ma wyglądać Pańska „naprawa państwa”.
Panie A. Duda,
czy Pańskie naprawianie Polski polega na gloryfikowaniu pokoleniowych oprawców i szkalowaniu bohaterów? Wskażę tylko jeden przykład, chociaż jest ich dziesiątki.
Jak podaje Wikipedia, Roman Kryże brał udział w orzekaniu wyroków skazujących, w tym również na karę śmierci, w sprawach przeciwko działaczom podziemia niepodległościowego m.in. rotmistrza Witolda Pileckiego i majora Tadeusza Pleśniaka.
Jego syn, sędzia Andrzej Kryże w marcu 1980 r., jako sędzia Sądu Rejonowego w Warszawie, skazał na karę aresztu zasadniczego Andrzeja Czumę, Wojciecha Ziembińskiego i Bronisława Komorowskiego – za publiczne stwierdzenie, że PRL nie jest państwem niepodległym i zorganizowanie w Warszawie 11 listopada 1979 r. obchodów Święta Niepodległości.
Dlaczego Andrzej Kryże dalej pracuje jako najbliższy współpracownik Z. Ziobry – tego samego, który występuje w przestrzeni publicznej w trzech osobach: przedstawiciel władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Czy na to pozwala Konstytucja RP, której jest Pan podobno strażnikiem?
Dlaczego jednocześnie prześladuje Pan sędziego, który bronił opozycjonistów i przeprowadził proces rehabilitacyjny Witolda Pileckiego? Czy tak wyglądają Pańskie rozprawy z komunistycznymi sędziami?
Dlaczego jest Pan tak daleko od znajomości prawa i nie potrafi Pan czytać ze zrozumieniem Konstytucji RP? Czy naprawdę tak trudno Panu pojąć jedno zdanie o kadencji Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego?
Pański program szukania „dojnej zmiany”, „resortowych dzieci”, „ niegodnych komunistycznych sędziów” i „zdrajców”, którzy zgodzili się na pokojowe przekazanie władzy w ramach „Okrągłego Stołu”, obrazuje Pańską obłudę. To bardzo specyficzna forma budowania pomyślności naszych obywateli i solidarnego obywatelskiego społeczeństwa.
Panie A. Duda,
krzycząc, zamiast przemawiać, ubliżając całym grupom społecznym, łamiąc zapisy najwyższych aktów prawnych, pozwalając na barierki i tysiące policjantów na ulicach, zaprzedając wszystkie organy państwa jednaj partii nie buduje się jedności narodowej.
Powołując hejtera internetowego i trolla na swojego rzecznika, prowadząc nocne rozmowy z „leśnym ruchadełkiem”, rozpowszechniając kłamstwa nawet na mój, prywatnej osoby, temat nie buduje się autorytetu głowy państwa.
Panie A. Duda,
nie rozumie Pan roli Unii Europejskiej w polskim marzeniu o wolności. Nie zna Pan prawa, krzyczy Pan na ludzi i publicznie szczuje na całe grupy społeczne. Zachowuje się Pan jak rozkapryszone dziecko swoich wpływowych rodziców, które nie wie, co to szacunek dla innego człowieka i jego godności. Czy więc nie przerasta Pana funkcja, jaką Pan sprawuje? Czy Pan na pewno zawdzięcza wszystko swoim zdolnościom i wiedzy i na pewno posiada uczciwie zapracowany tytuł doktora nauk prawnych?
Panie A. Duda,
jest Pan nie tylko nieodpowiedzialny, ale i niebezpieczny dla kraju.
Niezależnie od Pana fascynacji ubliżaniem wspólnocie europejskiej, ja w UE zostaję.
Panu radzę: ucz się z właściwych książek lub żegnaj!
Pozostając zawsze w gotowości do życzliwej rady,
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Europarlament uruchamia art. 7 wobec Węgier. Władzom w Budapeszcie zarzuca się łamanie zasad UE
Parlament Europejski opowiedział się za uruchomieniem postępowania z art. 7 wobec Węgier. Władzom w Budapeszcie zarzuca się łamanie podstawowych zasad UE.
Za wszczęciem postępowania głosowało 448 europosłów, a 197 było przeciw. Do decyzji było wymagane 2/3 oddanych głosów, które jednocześnie stanowią ponad połowę całej izby. Wspólnego stanowiska nie zdołał wypracować klub Europejskiej Partii Ludowej, do której należy FIDESZ. Szefujący temu klubowi bawarski chadek Manfred Weber, oskarżany od lat o chronienie Orbána, tym razem obrócił się przeciw Węgrowi. I już w przeddzień głosowania zadeklarował, że poprze art. 7 dla Węgier. Na głosowanie „za” umawiali się europosłowie PO, na wstrzymanie się od głosu – PSL, a PiS był przeciw.
Węgierski premier Viktor Orbán we wtorek uczestniczył w – poprzedzającej środowe głosowanie – debacie europarlamentu o Węgrzech. Mimo nadziei ze strony części eurodeputowanych z frakcji Europejskiej Partii Ludowej (należy do niej m.in. FIDESZ, CDU, CU, PO), Orbán nie wykonał żadnego pojednawczego gestu, lecz twardo „bronił honoru Węgrów”.
– Zamierzacie potępić nie tylko rząd, lecz nasz kraj oraz naród, który od tysiąca lat należy do rodziny europejskich narodów chrześcijańskich. Naród, który przelewał krew za wolność i demokrację – powiedział Orbán. Przestrzegał, że Węgry niezależnie od decyzji Paramentu Europejskiego „nie ulegną szantażowi”. – Będziemy nadal bronić naszych granic i blokować nielegalną imigrację – zapowiadał Węgier, który dążył do sprowadzenia całego sporu do – chwytliwego w jego kraju – tematu migracji. Sprawozdanie europarlamentu jednak dotyczy licznych naruszeń krytykowanych przez Komisję Europejską i wielu europosłów już od 2010 r., łącznie z sukcesywnym osłabianiem niezawisłości wymiaru sprawiedliwości.
Kanclerz Austrii przeciw Orbánowi
– Komisja Europejska podziela zaniepokojenie Parlamentu Europejskiego co do zagrożenia dla praw podstawowych na Węgrzech, niezależności sądownictwa, sytuacji Romów, korupcji – powiedział podczas debaty Frans Timmermans, I wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej. Odpowiedziały mu głośne oklaski, gdy wytknął Orbánowi, że odmawianie jedzenia migrantom w strefach tranzytowych jest sprzeczne z „zasadami humanitarnymi, a także chrześcijańskimi”. Węgierski premier ostatnio odchodzi od szermowania hasłami o demokracji nieliberalnej i teraz kreuje się na rzecznika „prawdziwej chrześcijańskiej demokracji” w UE.

Autorka raportu ws. Węgier Judith Sargentini (w środku) chwilę po ogłoszeniu wyników głosowania. Fot. Źródło: dw.de
Przedstawicielka austriackiej prezydencji w Radzie UE (Karoline Edstadler z ministerstwa sprawiedliwości) powtórzyła, że „w kwestiach praworządności nie może być żadnych kompromisów”, choć wstrzymała się od zajmowania stanowiska przed głosowaniem Parlamentu Europejskiego. Kanclerz Sebastian Kurz jednak zapowiedział wcześniej w mediach, że jego partia należąca do centroprawicowej Europejskiej Partii Ludowej (EPL) zagłosuje za art. 7 w sprawie Węgier. To duży cios dla Orbána, którego z Kurzem łączą dążenia, by zaostrzyć politykę antyimigracyjną w UE. Ale o ile rząd Kurz przyjął niektóre hasła skrajnej prawicy, zrobił to bez autorytarnego posmaku, który jest coraz mocniejszy na Węgrzech. W kwestiach państwa prawa Kurz jest bardzo stanowczy także wobec Warszawy.
Orbán przez wiele lat korzystał ze swoistej ochrony EPL, która ma największą frakcję w europarlamencie. Pomagała mu przez zwykłą klubową solidarność, choć były też głębsze przyczyny – przykładowo kanclerz Angela Merkel bała się alienowania Węgra i stawiała na – coraz mniej skuteczne – próby powściągania go w ramach rodziny centroprawicowej.
Głosowanie przeciw Orbánowi zapowiedzieli liberałowie, lewica, zieloni. Natomiast w imieniu klubu konserwatystów bronił go Ryszard Legutko (PiS). – To bezproduktywny spektakl. W Polsce rośnie poparcie dla rządu po takim spektaklu w europarlamencie – przekonywał Legutko. Natomiast Nigel Farage (UKIP), jak zwykle porównujący UE do ZSRR, namawiał Węgry, by dołączyły do klubu brexitowego.
Będą wstrząsy u chadeków?
Głosowanie przeciw Orbánowi przez dużą część europosłów EPL grozi tej międzynarodówce dużymi tarciami wewnętrznymi. Premier Węgier powiedział po wtorkowej debacie, że nie zamierza opuszczać EPL, ale w tej grupie mogą wzmóc się głosy na rzecz zawieszenia FIDESZ-u. Obecnie Węgrzy to 12 z 219 europosłów EPL (druga pod względem frakcja, czyli centrolewica ma 189 deputowanych), a kolejnych 7-8 z krajów Europy środkowej mocno zależy od głosów mniejszości węgierskiej zwykle bardzo przychylnej Orbánowi. Dołączenie do skrajnie prawicowej frakcji Europy Narodów i Wolności (m.in. partie Marine Le Pen o Mattea Salviniego) już publicznie zaproponował Węgrowi austriacki wicekanclerz Heinz-Christian Strache z FPÖ. Ale Orbán – przynajmniej na razie – nie ma na to ochoty.
Wszczęcie postępowania z art. 7 to z prawnego punktu widzenia złożenie do Rady UE (ministrowie krajów UE) wniosku o stwierdzenie „wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia” wartości podstawowych UE. Projekt uchwały Parlamentu Europejskiego, autorstwa Holenderki Judith Sargentini, precyzuje, że chodzi ryzyko m.in. dla systemu wyborczego, niezależności sądownictwa, systemu antykorupcyjnego, wolności wypowiedzi, wolności nauki, wolności religii, wolności zrzeszania się, prawa mniejszości (w tym Romów) oraz praw podstawowych migrantów i osób ubiegających się o azyl.
Teoretycznie art. 7 może prowadzić do sankcji, ale na to nie ma apetytu w Unii, a jeśliby nawet był, to trzeba by – niemożliwej do osiągnięcia – jednomyślności reszty krajów Unii. Choć niegdyś podnoszono taki pomysły, niemożliwe prawnie jest ominięcie weta Polski (wobec sankcji dla Węgier) i weta Węgier (wobec sankcji dla Polski) poprzez jednoczesne głosowanie w kwestii obu krajów w ramach art. 7.
REDAKCJA POLECA
Sposób na zmniejszenie kosztów firmy związanych z kadrami – outsourcing
Czym zajmują się firmy zewnętrzne, świadczące usługi outsourcingu w dziedzinie kadr i płac?
Firmy oferujące outsourcing kadr i płac (isp-audyt.pl) są przygotowane do świadczenia wszystkich usług, jakie są związane z tymi dziedzinami. Zajmują się m.in.:
- naliczaniem wynagrodzeń dla pracowników i tworzeniem listy płac,
- sporządzaniem deklaracji podatkowych,
- reprezentowaniem klienta przed Zakładem Ubezpieczeń Społecznych i Urzędem Skarbowym,
- prowadzeniem akt osobowych pracowników,
- przygotowywaniem i wydawaniem świadectw pracy i zaświadczeń o zarobkach,
- przygotowywaniem umów dla pracowników,
- ewidencją urlopów wypoczynkowych, okolicznościowych, wychowawczych,
- ewidencją zwolnień lekarskich,
- przeprowadzaniem szkoleń BHP dla pracowników,
- archiwizacją dokumentów w swojej siedzibie.
Jak wybrać firmę zewnętrzną do obsługi kadrowo-płacowej?
Wybór odpowiedniej firmy zewnętrznej, która zajmie się obsługą kadrowo-płacową przedsiębiorstwa, jest oczywiście bardzo ważną decyzją, przed którą warto przeprowadzić porządne rozpoznanie. Outsourcing kadr i płac powinien zostać powierzony doświadczonej spółce, zatrudniającej wykwalifikowanych specjalistów o szerokiej wiedzy dotyczącej prowadzenia firmy, księgowości, kadr oraz związanych z tymi zagadnieniami przepisów prawa. Dobrze jest prześledzić działalność danego przedsiębiorstwa i poprosić o jego referencje, a także sprawdzić takie aspekty, jak zakres usług i forma kontaktu oraz sposób nadzoru nad powierzoną dokumentacją firmy.
Jakie są zalety powierzenia prowadzenia kadr zewnętrznej firmie?
Outsourcing kadr i płac ma wiele zalet dla decydującego się na takie rozwiązanie przedsiębiorstwa. Do najważniejszych z nich należą oszczędności – dzięki zatrudnieniu firmy zewnętrznej, pracodawca może znacznie ograniczyć stanowiska administracyjne w strukturze przedsiębiorstwa. Nie musi także przeprowadzać rekrutacji osób związanych z prowadzeniem kadr czy płacami. Właściciel firmy zostaje również odciążony od konieczności zapoznawania się z nowymi przepisami prawa czy dokładnej kontroli nad sprawami kadrowymi.
Cennik obsługi kadrowej – na jakie koszty się przygotować?
Firmy zajmujące się outsourcingiem płac i kadr są opłacalnym rozwiązaniem ze względu na zmniejszenie kosztów przedsiębiorstwa, przeznaczonych na stanowiska administracyjne i działania związane z prowadzeniem kadr i kontrolą płac wewnątrz firmy.
Cennik obsługi kadrowej jest dość elastyczny – różni się w zależności od pakietu usług, jaki wybierze pracodawca. W niektórych firmach outsourcingowych, zajmujących się kadrami i płacami, ceny ustala się na podstawie obsługiwanych pracowników lub ilości przepracowanych godzin, w innych łączy się te metody lub ustala stałe koszty. Warto skontaktować się z wybraną firmą świadczącą usługi kadrowo-płacowe, by dowiedzieć się szczegółów.
Premiera elastycznego smartfona to kwestia czasu. Technologia już jest gotowa
Po bezramkowych smartfonach przyszedł czas na kolejną rewolucję w branży mobilnej – telefony z giętkim wyświetlaczem.
Technologia już jest
Działające prototypy elastycznych urządzeń zaprezentowały już takie firmy jak Royole oraz Nubia, a w listopadzie 2018 roku zadebiutować ma elastyczny smartfon od Samsunga. Największym wyzwaniem w zaprojektowaniu takiego urządzenia jest opracowanie elastycznych baterii, które zginałyby się razem z wyświetlaczem. Według ekspertów technologia już jest gotowa, a wprowadzenie jej na rynek zależy już tylko od konkretnych producentów.
Royole have designed and created a display that can fold and flex. Watch the video for more info…https://t.co/eCrv5qAohN
— Channel Tools (@ChannelTools) September 11, 2018
– Elastyczny telefon jest największym wyzwaniem, z jakim mieliśmy okazję się zmierzyć. Musieliśmy opracować nie tylko elastyczny ekran. Również cały układ, włącznie z baterią i elektroniką, musi być elastyczny. To będzie następna istotna zmiana na rynku smartfonów – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje William Strand z firmy Royole.
Smartfon, który można owinąć wokół nadgarstka
Firmy Royole oraz Nubia zaprezentowały na targach IFA 2018 działające prototypy smartfonów, które można owinąć wokół nadgarstka. Firma Nubia (należąca do chińskiego giganta ZTE) ma gotowy produkt, który niebawem może wprowadzić na rynek. Amerykańska firma Royole także ma działający smartfon z elastycznymi komponentami, ale specjalizuje się w projektowaniu elastycznych rozwiązań dla innych producentów elektroniki.
– Telefon jest w pełni wyposażony, jest normalnie działającym urządzeniem. Widziałem, jak to działa – poprosiłem o wykonanie rozmowy telefonicznej, w trybie głośnomówiącym, a po zakończonej rozmowie prezes owinął telefon wokół nadgarstka i zszedł ze sceny, więc wszystko działa, jak należy – przekonuje przedstawiciel Royole.
Do tej pory główną barierą w projektowaniu elastycznych urządzeń elektronicznych były baterie. Obecnie istnieją już rozwiązania, pozwalające zamontować nowoczesne baterie w elastycznym sprzęcie. Jednym z ciekawszych projektów jest ogniwo litowo-jonowe opracowane przez zespół naukowców z Columbia Engineering, które swoją konstrukcją przypomina ludzki kręgosłup, dzięki czemu można wyginać je i skręcać bez ich uszkadzania.
Czas na Samsunga
Jedną z pierwszych firm, które mogą się zdecydować na wprowadzenie w pełni elastycznego telefonu na rynek, może być Samsung. Koreańska firma już wielokrotnie zapowiadała model Galaxy X, jednak datę premiery tego sprzętu nieustannie przesuwano. Według najświeższych zapewnień przedstawicieli Samsunga do oficjalnej prezentacji telefonu może dojść w listopadzie tego roku.
Idea elastycznych smartfonów nie jest nowa. Pierwszy prototyp takiego urządzenia zaprezentowała firma Nokia w 2011 roku. Kinetic pozwalał nieznacznie zginać obudowę, aby w ten sposób sterować wyświetlaniem treści na ekranie. Ówczesna technologia nie pozwoliła jednak na wdrożenie tego rozwiązania do powszechnego użytku. Obecnie technologia jest już dostępna, a pojawianie się na rynku elastycznego smartfona jest kwestią czasu.
– Uważam, że wejście na rynek elastycznego smartfona w ciągu roku jest możliwe, lecz nie jest to teraz tak naprawdę problem natury technologicznej. Teraz najważniejsze jest dogadanie się z producentami sprzętu, my dostarczamy technologię, udzielamy wsparcia naszym partnerom podejmującym próbę opracowania elastycznych rozwiązań technologicznych – przewiduje nasz rozmówca.
Analitycy z Transparency Market Research szacują, że do 2026 roku wartość rynku elastycznych paneli OLED wzrośnie do 3 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 35 proc. Z kolei według Global Market Insights wartość rynku elastycznych baterii ma wzrosnąć z 200 mln dol. w 2015 roku do 1,5 mld dol. w 2024 roku.
newseria
Darowizna od rodziców – czy trzeba odprowadzać podatek?
Znane przysłowie mówi, że w życiu pewne są tylko śmierć i podatki. Nie da się ukryć – z Urzędem Skarbowym nie ma żartów. Pamiętajcie, że jeśli czegoś nie jesteście pewni, to najlepiej zwrócić się do prawnika lub radcy prawnego. Wszystko dlatego, że nieznajomość prawa niestety nie zwalnia z jego przestrzegania. Dużo osób ma dylematy związane z darowiznami od rodziców. Każdy przecież otrzymuje mniejsze lub większe sumy od dorosłych. Czy jednak od tego trzeba odprowadzać podatek? Jak to jest w praktyce?
Umowa darowizny musi zostać spisana
Myślicie, że darowizna nie musi zostać udokumentowana? W takim razie jesteście w błędzie. Oczywiście, jak otrzymacie kilka złotych od rodziców, to nie musicie od razu tego zgłaszać do Urzędu Skarbowego (są bowiem konkretne progi, o których dowiecie się z dalszej części artykułu). Są jednak sytuacje, kiedy kwoty są zdecydowanie większe.
Czasami dorośli przekazują pociechom pieniądze na przykład na zakup nowego mieszkania. Wówczas nie ma już odstępstwo od tej reguły. Darowizna musi zostać spisana. Najlepiej, aby została dostarczona przed zakupem nieruchomości u notariusza, chociaż obecnie jest aż pół roku na dostarczenie dokumentu do konkretnego Urzędu Skarbowego.
W darowiźnie muszą być wpisane wszystkie najważniejsze informacje. Chodzi o dane rodziców lub rodzica, dane obdarowanego, kwoty, datę zawarcia transakcji itp. Urzędnik skarbowy przed zatwierdzeniem dokumentu wszystko jeszcze dokładnie sprawdza. Jeśli darowizna jest w porządku, to potwierdza jej przyjęcie.
Ile wynosi podatek od darowizny?
Niestety, dużo osób nie zgłasza, że otrzymali pieniądze od rodziców. Jest to naprawdę bardzo błędne podejście do tematu. Ludzie obawiają się, że tego powodu zapłacą spore podatki, a jak wiadomo większości zależy na tym, aby mieć w portfelu jak najwięcej gotówki. Tutaj jednak nie trzeba się niczego obawiać.
Trzeba podkreślić, że darowizna od rodziców musi zostać co prawda spisana, ale nie podlega żadnemu obowiązkowi podatkowemu. To oznacza, że można otrzymać pieniądze i nie trzeba odprowadzać od tego żadnej gotówki. Jest to możliwe, aczkolwiek trzeba w odpowiednim terminie – jest to wspomniane już 6 miesięcy od powstania obowiązku podatkowego – zgłosić właściwemu naczelnikowi US zaistnienie takiej sytuacji.
Pamiętajcie, aby w wypadku otrzymania darowizny dużych środków pieniężnych – kiedy kwota przekracza 9637 zł – udokumentować otrzymane środki. Może to być na przykład wyciąg z konta bankowego itp.
Kiedy darowizna nie musi być zgłoszona do Urzędu Skarbowego?
Stosownie do obowiązujących w tym momencie przepisów darowizny o kwotach poniżej 9,637 zł nie muszą być zgłaszane do Urzędu Skarbowego. Oczywiście, są one całkowicie zwolnione z podatku. W związku z tym osoby, który otrzymują systematycznie kieszonkowe nie muszą obawiać się, że w ten sposób łamią prawo itd. Tak naprawdę trzeba tylko zgłaszać darowizny powyżej tego progu i dodatkowo dopełnić wszelkich formalności w ustalonym terminie. Wtedy pieniądze zostaną przekazane i nie zostanie naliczony od nich podatek.
Artykuł został przygotowany przy współpracy z kancelarią doradztwa podatkowego i prawnego: www.kancelaria-walterowicz.pl.
Dariusz Stokwiszewski: Polski rząd łamie prawo i wcale się z tym nie kryje! Jak długo jeszcze będziemy na to pozwalać?!

Dariusz Stokwiszewski
Rząd partii, na którą oddało głos tylko 18 procent uprawnionych do głosowania obywateli, każdego dnia łamie Konstytucję, a w konsekwencji także inne akty prawne, z niej wynikające. Czy władza z tak niskim poparciem ma prawo do niszczenia demokratycznego państwa prawnego?
W Polsce każdego dnia łamana jest Konstytucja, a w konsekwencji także inne akty prawne, z niej wynikające. Robi to rząd partii, na którą oddało głos tylko 18 procent uprawnionych do głosowania obywateli. Czy zatem władza z tak niskim poparciem ma prawo do niszczenia demokratycznego państwa prawnego, jakim jeszcze tak niedawno była Polska? Nie! Jednak wobec powyższego należy uznać, że Polska nie jest już państwem prawa, o jakim tu mowa!
Pozwolę sobie na dygresję, do której mam prawo zarówno, jako obywatel RP, a także, jako badacz i publicysta, zawodowo zajmujący się tego typu problemami społeczno – politycznymi. Obawiając się tego, że politycznie sterowany wymiar sprawiedliwości i organa ścigania mogłyby szukać powodu do zemsty na mnie – do czego są wyjątkowo „zdolne i dobrze przygotowane” zarówno merytorycznie, jak też (nie)etycznie, pragnę dodać, że rozważania te traktuję, jako abstrakcyjne, wynikające jedynie z logiki i mojej wiedzy naukowej! Jednak oparte też na obserwacji polskiej rzeczywistości. Oto sposób i sens mojego myślenia (jednocześnie też teza – dowód), zawarte w kilku zdaniach:
Jeśli ktokolwiek łamie przepisy prawa; karnego, skarbowego, handlowego etc., to jest za to karany po uprzednim udowodnieniu winy i osądzeniu, jako przestępca. Tym bardziej (logika nakazuje myśleć), że przestępcą jest ten (przy założeniu, że zostanie osądzony przez niezawisłych sędziów i wolne sądy), kto łamie Ustawę Zasadniczą, będącą nadrzędną nad wszystkimi pozostałymi aktami prawnymi tym bardziej, że robi to w pełni świadomie, a wręcz z rozmysłem!
Swoje wątpliwości w zakresie konstytucyjności zmian przeprowadzanych przez rząd w polskim wymiarze sprawiedliwości zgłosiły: Komisja Wenecka, Komisja Europejska, Europejska Sieć Rad Sądownictwa i polskie stowarzyszenia sędziowskie. Podobne są oceny prawniczych autorytetów, według których przepisy te są niezgodne nie tylko z naszą konstytucją, ale też z prawem UE. Te odczucia ma większość polskich obywateli RP – choć nie tylko – myślących kategoriami cywilizacji zachodniej i przestrzegania prawa! Przez pisowskie delikty konstytucyjno – prawne RP wypadła z orbity państw demokratycznych, choć oficjalnie się o tym póki, co nie mówi. Pisowski rząd wraz ze swymi koalicjantami doprowadził do tego, że postrzegany jest tak, jak przysłowiowy „nowotwór, wróg, koń trojański” etc. UE w stosunku, do której chce się zachować po barbarzyńsku niszcząc to, co miliony Europejczyków budowały przez dziesięciolecia. Jeśli to „się uda”, to możemy zacząć być postrzegani jak ci, którzy wywołali I oraz II wojny światowe – jak zbrodniarze i niszczyciele pokoju i wolności!
Dodam, że w moim przekonaniu byłoby to adekwatne określenie, które dotyczyłoby oczywiście rządu i partii, z których się on wywodzi. Nie mniej odium barbarzyństwa, chamstwa, buty i prostactwa spadłoby rykoszetem na cały naród! Do tego dopuścić nie można w żaden sposób. „Grzech zaniechania” byłby w tym przypadku równoznaczny ze wspieraniem tego szkodliwego już nie tylko dla Polski, ale i świata reżimu. Na tym nie koniec; w Polsce tak naprawdę nie rządzi rząd, a jeden samotny, zakompleksiony bezdzietny i bezżenny mężczyzna, co do zdolności rządzenia, którego mam ogromne zastrzeżenia! Nie wydaje mi się, aby było to dla Polski dobre z różnych względów, których jest cała masa, ale przede wszystkim to sprzeczne z polską konstytucją! Co wobec tego możemy my zrobić, aby powstrzymać destrukcję i demontaż państwa, jakie znaliśmy? Państwa będącego jednym z ważnych elementów demokracji europejskiej, która zapewnia nam pokojowy rozwój i bezpieczeństwo! Czy możemy się posunąć do tego, co powszechnie nazywa się „nieposłuszeństwem obywatelskim”?!
Czym jest „nieposłuszeństwo obywatelskie”:
W latach 70. XX wieku, John Rawls jasno zdefiniował nieposłuszeństwo obywatelskie. Określił je, jako akt publiczny bez użycia przemocy, (co też mocno podkreślam, choć z drugiej strony jej nie brakuje – przypadków jest całe mnóstwo) będący świadomym naruszeniem prawa przy oficjalnym sprzeciwie wobec legalnej władzy, naruszającej ustalone normy. Mam na myśli pokojowe demonstracje, marsze i inne formy protestów, do których prawo daje Konstytucja!
Na tego rodzaju definicji nieposłuszeństwa obywatelskiego się tu opieramy. W pewnym momencie pojawił się także spór prawniczy o to, czy taki protest przeciwko naruszaniu prawa powinien skutkować także odpowiedzialnością prawną. Były też głosy, że można stworzyć wyłączenia tego zachowania spod odpowiedzialności karnej, dopuszczając w pewnych wypadkach do takiej formy protestu obywatelskiego. W dzisiejszej Polsce PiS takich powodów jest aż nadto!
Ciekawe, że za podobnym rozwiązaniem i wprowadzeniem do konstytucji opowiadał się również dr Janusz Kochanowski – rzecznik praw obywatelskich – wybrany przez pisowską większość w 2006 r. W wielu opracowaniach pisał on o tym, że obywatel powinien mieć możliwość sprzeciwu wobec władzy i uniknięcia (w takim przypadku) odpowiedzialności karno – administracyjnej. Po zmianach społeczno – politycznych z końca l. 80. i początku 90. XX wieku, sądownictwo stanęło przed kwestią wyjaśnienia spraw z czasów PRL – kiedy to wiele osób stosowało taki sprzeciw i było za to karane – problem taki się pojawił.
Według mecenasa Jacka Dubois zasadniczym dla omawianej tu kwestii, był wyrok SN z 2006 r. Sąd Najwyższy uznał, że działania bez użycia przemocy, które mają na celu obronę prawa i demokratycznych wartości, powinny być dobrze rozważone pod kątem tego, czy rozpatrywany przypadek był społecznie niebezpieczny. Dlaczego?! Dlatego, że definicja przestępstwa opiera się na tym właśnie warunku. Przestępstwem jest czyn społecznie niebezpieczny, którego w „społecznym nieposłuszeństwie” jednak brakuje! Stąd, protestujący w ten sposób obywatele nie powinni być skazywani za tego rodzaju czyny. Jakże ma się to do polskiej rzeczywistości w czasie trzech lat rządów „dobrej zmiany”, która niszczy Polskę głównie poprzez łamanie prawa, za co powinna stanąć przed sądami Najjaśniejszej?! Dobra zmiana okazała się zmianą będącą „na bakier” z Konstytucją, a poprzez to także bezpośrednio z Kodeksem karnym! Czekam, zatem na rozliczenie tych ludzi przez sądy i na powrót Polski do demokracji, i rządów prawa!
Po raz kolejny też podkreślam i to, że ewentualne poparcie wyborcze udzielone PiS będzie ze szkodą dla Polski, gdyż bezpośrednim skutkiem pozostania tej partii przy władzy (o przejęciu samorządów nie wspominając) będzie cywilizacyjne „cofnięcie” Polski o dziesiątki lat w jej rozwoju! Tak, więc „nie” dla pisowskiej dyktatury mówią dzisiaj wszyscy kochający Polskę obywatele! Głos oddany na nią to przykładanie ręki do „podpalenia” Polski i Europy, co może skutkować w przyszłości nawet wojną!
Dariusz Stokwiszewski
Europa broni się przed Orbanem
Nieliberalna polityka Viktora Orbana może zniszczyć fundamenty UE. Szef chadeków w Parlamencie Europejskim Manfred Weber musi pokazać, po czyjej stronie stoi – ocenia „Sueddeutsche Zeitung”.
Autor komentarza Thomas Kirchner na wstępie opisuje niedawne spotkanie w Brukseli z przedstawicielami węgierskich organizacji pozarządowych, które według ich relacji są „szykanowane i wystawione na groźby”, ponieważ pomagają migrantom, mniejszościom i biednym lub dlatego, że krytykują Orbana. „Reżim Orbana przypomina Rosję i Turcję” – przytacza komentator opinię jednej z węgierskich działaczek, która zarzuca Unii Europejskiej bezczynność.
„W lecie rząd węgierski jeszcze zaostrzył represje” – pisze Kirchner. Węgierskie gazety opublikowały listę osób będących „nieprzyjaciółmi”, a „ustawa przeciwko Sorosowi” robi przestępców ze wszystkich osób pomagających uchodźcom. Zmniejszono też racje żywnościowe dla migrantów. „Wszystko to dzieje się na oczach Europejczyków. Orban przejął kontrolę nad mediami i wymiarem sprawiedliwości. Protesty są utrudnione, jeśli nie wręcz niemożliwe, wolność nauki, wyznania i zgromadzeń została ograniczona” – pisze Kirchner. „Parlament Europejski zamierza teraz zasygnalizować sprzeciw, wreszcie” – czytamy w „SZ”.
Raport ws. Węgier
Parlament przyjął raport, który po raz pierwszy ujął całościowo nieliberalny system Orbana, oceniając, że stanowi on „jednoznaczne niebezpieczeństwo poważnego naruszenia” europejskich wartości podstawowych. Eurodeputowani mogą wezwać kraje UE do wdrożenia przeciwko Węgrom postępowania na podstawie art. 7 unijnych traktatów, tak jak w przypadku Polski. Byłby to pierwszy przypadek wystąpienia Parlamentu Europejskiego z taką propozycją. Nie wiadomo, czy wymagana większość dwóch trzecich poprze wniosek. Decydujące znaczenie będzie miała postawa Europejskiej Partii Ludowej (EPL), której przewodzi niemiecki polityk Manfred Weber.
Weber musi się określić
Weber chce być kandydatem EPL na szefa Komisji Europejskiej, dlatego głosowanie w PE będzie dla niego być może najważniejszym politycznym testem. Dotychczas Weber podziwiał Węgry i bronił polityki Orbana. „Aby zdobyć poparcie chadeków w Europie Północnej i Zachodniej, będzie musiał teraz udowodnić, że wartości UE leżą mu na sercu” – pisze Kirchner.
Pozornie Weber skorygował swoje stanowisko i domaga się od Orbana „ustępstw”. Debata w Strasburgu we wtorek pokaże, jak jest na prawdę. „Nie należy oczekiwać, że Orban odwoła wszystkie represyjne ustawy. Wiarygodność Webera zależy od tego, czy na poważnie zorganizuje większość przeciwko Orbanowi” – uważa Kirchner. „Unia Europejczyków dysponuje orężem, by bronić fundamentów, na których jest zbudowana. Politycy w rodzaju Viktora Orbana chcą te fundamenty zniszczyć. Nadszedł czas, by użyć tej broni” – konkluduje komentator „SZ”.
REDAKCJA POLECA
Apartamenty Raków – kolejna inwestycja mieszkaniowa na warszawskich Włochach
Deweloper z Warszawy, firma Radius Projekt dokonała kolejnej inwestycji mającej na celu zwiększenie powierzchni mieszkaniowej w warszawskiej dzielnicy Włochy. Już niebawem oddane zostaną kolejne mieszkania nieopodal takich inwestycji jak Nowy Raków czy Apartamenty Bakalarska.
Apartamenty Raków – jak wyglądają?
Nowe mieszkania, które powstaną na warszawskich Włochach będą mieściły się w pięciu ośmiopiętrowych budynkach, które powstaną przy ulicy Borsuczej. Apartamenty będą liczyły od 28 do 85 metrów kwadratowych, a liczba pokoi w poszczególnych z nich wynosi od 1 do 4. Oznacza to, że nowa inwestycja Grupy Radius jest przeznaczona do szerokiego grona odbiorców. Budynki są wykończone w wysokim standardzie, dzięki czemu charakteryzują się estetycznym i nowoczesnym wyglądem. Dzięki bardzo dużej możliwości wyboru, każdy, kto planuje kupić mieszkanie, ma możliwość kupienia lokalu, który najlepiej będzie odpowiadał:
- jego potrzebom,
- stylowi życia,
- liczebności rodziny.
Projekt przewiduje występowanie dużych, zielonych patiów, które poprawią wizualny aspekt inwestycji, a także zwiększą jej użyteczność, dając możliwość spędzania wolnego czasu.
Apartamenty Raków – lokalizacja i komunikacja
Warszawskie Włochy od centrum miasta dzieli zaledwie 5 kilometrów. W pobliżu inwestycji znajdują się przystanki komunikacji miejskiej, dzięki którym połączenia z centrum stolicy są wygodne i szybkie. Apartamenty Raków znajdują się również nieopodal sklepów oraz obiektów sportowo rekreacyjnych. Zaledwie 2 kilometry, które dzielą osiedle od parku Szczęśliwickiego, umożliwiają codzienne spacery, jogging czy wycieczki rowerowe. Warszawskie Włochy to również znakomita lokalizacja pod kątem dojazdu na lotnisko Chopina.
Jak przebiegała inwestycja?
Początkowo w miejscu inwestycji warszawskiego dewelopera miała powstać sortownia śmieci, co dla włochowian oznaczałoby mieszkanie obok nieco uciążliwego sąsiada. Jednak dzięki skutecznym negocjacjom Grupy Radius, władze dzielnicy zdecydowały o przeznaczeniu gruntu pod inwestycje mieszkaniowe. Aby jeszcze bardziej udogodnić życie mieszkańcom nowych apartamentów, Grupa Radius zainwestowała w budowę kanalizacji na odcinku 1,5 kilometra.
Jak sprzedają się Apartamenty Raków?
W dwóch pierwszych etapach sprzedaży Grupie Radius udało się sprzedać połowę mieszkań wchodzących w skład włochowskiej inwestycji. Pozostałe mieszkania będą dostępne w kolejnych etapach sprzedaży.
Rafał Sulikowski: “Religia smoleńska” jako fenomen społeczny

Rafał Sulikowski
Dlaczego mówić należy już nie o subkulturze religijnej, ale wprost o religii? Bo subkultury nie są zasadniczo obudowane instytucjonalnie, nie mają świętych ksiąg (czyli np.: artykułów i książek o katastrofie), ani nie celebrują żadnych rocznic, tak jak ma to miejsce każdego 10-go dnia miesiąca na pamiątkę zamachu.
W dziejach chrześcijaństwa roiło się od rozmaitych nurtów heterodoksyjnych, tworzonych nierzadko przez osobowości charyzmatyczne. Były to ruchy, które radykalnie zaprzeczały jakimś dogmatom czy uznanym prawdom w jakimś kręgu kulturowym, np. herezja gnostycka głosiła “samozbawienie” przez poznanie, herezja pelagiańska samozbawienie przez spełnianie dobrych czynów, czynienie dobra czy herezja ariańska, wymierzona w dogmat o Trójcy Świętej, sformułowany w IV w. n.e. Później przyszły nurty, które pragnęły w epoce opływającego złotem i żelazem średniowiecza na powrót przywrócić Kościół biedny, ewangeliczny, bliższy charyzmatom ducha niż literze instytucji.
W tym sensie fenomen religii smoleńskiej jest i podobny im i odmienny, bo powstający na naszych oczach. Od chwili katastrofy na zawsze w umysłach Polaków Katyń kojarzy się już nie tylko z grobami pomordowanych polskich i żydowskich oficerów w czasie II wojny, lecz przede wszystkim z nieszczęśliwą, straszną w skutkach katastrofą prezydenckiego samolotu, którym podróżowała elita Polski na obchody 70-tej rocznicy Katynia.
Dlaczego mówić należy już nie o subkulturze religijnej, ale wprost o religii? Bo subkultury nie są zasadniczo obudowane instytucjonalnie, nie mają świętych ksiąg (czyli np.: artykułów i książek o katastrofie), ani nie celebrują żadnych rocznic, tak jak ma to miejsce każdego 10-go dnia miesiąca na pamiątkę “zamachu”.
Subkultury dziś raczej zanikły, rozpłynęły się w main-streamie głównego nurtu kultury średniej klasy, dopiero powstającej. Pamiętamy wszyscy walkę dwu subkultur: skin-headów i punków-anarchistów. Nie wyszły one poza swoiste podziemie, znaczone malowanymi spray’em grafiti w podziemnych przejściach wielkich miast, nie opuściły szarych blokowisk i nie przeszły do śródmieścia.
Inaczej dzieje się z religią smoleńską, póki co będącą zupełnie nowym ruchem religijnym, tym bardziej że wspieranym przez niektóre kręgi kościelne. Trudno mówić natomiast o sekciarskim charakterze “wiary w zamach”, ponieważ brak dowodów na typowe dla sekt “pranie mózgu”, przejmowanie majątku członków czy przemoc psychologiczną, prowadzącą do uwięzienia i oddzielenia od dawnego środowiska.
Niemniej fenomen tej dość licznej grupy zasługuje na bliższe zbadanie, a nawet – interwencję odpowiednich władz Kościoła, podobnie jak to się dzieje ze wszystkimi nowymi ruchami parareligijnymi.
Jak dotąd Kościół nie wydał żadnego oficjalnego dokumentu, w którym dokonano by analizy “wiary smoleńskiej”. Na pewno odwołując się do konserwatywnego nurtu w Kościele, zbliża się ona do wiary ludowej, pełnej przesądów i zabobonów, niepoddanych władzy rozumu i refleksji logicznej.
Centralnym “dogmatem” tej nowej wiary jest domniemany i niepotwierdzony w żadnym oficjalnym śledztwie “zamach” na prezydenta i elitę polską, jakiego miała rzekomo dokonać Rosja. Fakt, że zginęło naraz tyle ważnych osób w państwie jest sam w sobie przerażający. Zrozumiałe są tedy psychologiczne i społeczne przyczyny powstania nowej wiary.
Chrześcijaństwo po Holokauście i Hiroshimie nie jest i już nigdy nie będzie tym samym chrześcijaństwem, które prowadziło wiernych na areny z dzikimi zwierzętami. Nie jest także już religią tryumfującą, chociaż istnieją nurty, które przedsoborowy tryumfalizm Kościoła chciałyby odnowić.
Pytanie, jak Bóg mógł dopuścić do wymordowania narodu przez siebie wybranego już zawsze dźwięczeć będzie z tyłu głowy wiernych i hierarchii, chybachyba że ktoś wpadł w kompletną religijną znieczulicę, podobną tej, jaką podobno wykazał ongiś Bush, mówiąc, że “zbliża się paruzja, więc ekologia nie jest potrzebna”.
Kryzys wiary religijnej nie zamyka się w naszych czasach, sięga głębiej nawet niż mocno ateistyczny wiek XIX, ku reformacji, humanizmie i nauce XVII wieku.
Religia smoleńska przychodzi, aby wypełnić pustkę nie tylko po tych, którzy zginęli w katastrofie – ona wypełnia pustkę po religii, która chciała najpierw w wiekach średnich “ogniem i mieczem”, a potem przez różne “misje” zdobyć dla Chrystusa cały świat.
Reforma modernistyczna w Kościele najwyraźniej się nie udała – począwszy od niesławnej “przysięgi antymodernistycznej” po Sobór Watykański II Kościół traci na całym świecie wiernych. Ma to związek nie tylko z kolejnymi skandalami w Kościele, najczęściej obyczajowymi i finansowymi, ale z szerszym zjawiskiem “zaćmienia Boga”, milczenia i jego ukrytości, aż po skrajne wyznanie Nietzschego “Bóg umarł”.
Kolejne zdobycze nauki mocno nadwerężyły sedno wiary chrześcijańskiej – wiarę we wskrzeszenie Jezusa, co przez wieki było niekwestionowanym dogmatem oraz “dowodem na istnienie Bóstwa”. W takim procesie, jaki przechodzi Polska – transformacja w kierunku nowoczesności we wszelkich dziedzinach życia publicznego i prywatnego – powstała naturalna pustka po tradycyjnej wierze, mimo silnej niekiedy reakcji w postaci ruchów trydenckich, intronizacyjnych, które do reszty kompromitują wiarę instytucjonalną Kościoła.
Natura próżni nie znosi – to puste miejsce zajmowały w latach 90. rozmaite ruchy religijne, multikulturowe, sekty i nowe wyznania, a także ruch new age, lecz wszystko to nie przyjęło się nad Wisłą. Religia smoleńska powstała więc jako paradoksalny efekt laicyzacji i modernizacji, wypełniając “pusty grób” Jezusa na swój sposób.
Zbiorowa psyche musi w zdarzeniach, zwłaszcza tragicznych, a więc bezsensownych, dostrzegać wyższe sensy, inną logikę, po to, aby przetrwać. Łatwiej znieść pozorny bezsens zwykłej tragedii, jeśli dorobi się do niego z ducha romantyczną ideologię “Polski jako Chrystusa narodów”, drugiego narodu wybranego, który niesie innym narodom zapoznaną już na zachodzie wiarę w Boga. Łatwiej pogodzić się z celowym zamachem niż bezsensem przypadkowej, losowej katastrofy, której w dodatku najprawdopodobniej można było zapobiec.
Odrzucając raport Millera i wierząc w spiskowe teorie Macierewicza, zbiorowa psyche broni się przed pustką, jaka powstała nie tylko po 96 tragicznie zmarłych, przeważnie przedwcześnie, osobach, ale po całym chrześcijaństwie, z którego w Polsce pozostały już tylko dylematy etyczne i transparenty “Jezus Królem Polski”, do reszty kompromitujące wiarę kościelną. Nic dziwnego, że tak wiele osób wierzy w teorie spiskowe – dają chwilową poprawę nastroju, namiastkę sensu w chaotycznym i płynnym świecie ponowoczesnym.
Absurdalna wiara w zamach kieruje się więc logiką – “wrogowie”, podstawowa figura retoryczna prawicy, podobnie jak różnego rodzaju “zdrajcy” tylko czyhają na to, żeby napaść na Polskę i to militarnie.
Pomyślmy tylko – gdyby rzeczywiście katastrofa smoleńska była zamachem, Rosji trzeba byłoby wypowiedzieć wojnę. I rzeczywiście, w wielu środowiskach prawicowych jest pewna “tęsknota za wojną”, która chwilowo mobilizuje wyczerpany konsumpcją naród, nadaje dziejom wyższe sensy i wprowadza narrację mesjanistyczną. Tam, gdzie upada wiara w pusty grób Jezusa, tam pojawiają się demony i upiory smoleńskie. Dlatego, mimo że już słabnąca, nadal religia smoleńska zagospodarowuje polskie piekiełko i choć jej dni są policzone – jak każdej nowej sekty – to przecież straty, jakie przyniosła, odrabiać będziemy nie latami, ale dekadami. I to jest najsmutniejsze, że Kościół oficjalnie nie zajął jeszcze stanowiska wobec fenomenu smoleńszczyzny, mimo że uderza on – znowu paradoksalnie – w tradycyjną wiarę Kościoła i reszty chrześcijaństwa. Dzieje się tak dlatego, że smoleńszczyzna wspiera w pewien przewrotny, nacjonalistyczny sposób “prawdziwych Polaków-katolików”, którzy przegrywają bieg ku nowoczesności.
Dopiero przyszłość pokaże, na ile Smoleńsk wżarł się w zbiorową psyche, w nasze rodzinne dyskusje i w miejsca edukacji humanistycznej. Ale mam przeczucie, że przez ostatnie lata Polska niczym innym się nie zajmowała tylko tropieniem nieistniejących w rzeczywistości morderców smoleńskich ofiar.
Rafał Sulikowski
Adam Mazguła: Szukajcie tego, co nas łączy. PiS dostatecznie nas podzielił

Adam Mazguła
Szukajcie tego, co nas łączy, schowajmy animozję i fochy, PiS dostatecznie nas podzielił. Zwyciężyć możemy tylko zespalając siły w decydujących starciach o przestrzeganie prawa i o sprawiedliwość w naszym wspólnym kraju.
Nasz cel to zwycięstwo nad PiS dewastującym Polskę i jej demokratyczny system prawny
Aby zwyciężyć potrzebna jest silna motywacja i mobilizacja wszystkich możliwych do użycia sił i środków w decydującym starciu z przeciwnikiem.
Partia rządząca nastawia przeciwko sobie nie tylko całe grupy społeczne, ale też rodziny, a nawet poszczególnych ludzi. Wspiera ideologię faszyzmu i mobilizuje Kościół w misji zakłamywania świata i odwracania znaczenia słów. To nie są puste wyrazy, to wielkie niebezpieczeństwo nie tylko dla naszego życia prywatnego, ale i naszej rzeczywistości społecznej i międzynarodowej.
PiS zdobył władzę na skutek manipulacji i bezprawnie zawłaszczył dla siebie wszystko, co mógł. Kieruje nas w stronę izolacji międzynarodowej i wojny. Problem jest jednak w tym, że tak niewielu z nas to rozumie i potrafi w fałszywym przekazie propagandowym, oferowanym Polakom na niewiarygodną skalę, wyłowić prawdziwy sens i drogę, którą idziemy ku zagładzie, ciemnocie i wstecznictwu.
Nauczeni tragiczną historią protestujemy pokojowo. Nie chcemy polskiej krwi na ulicach, mordobicia i ZOMO-wskich pał. Walczymy przekazem do ludzi myślących napisem „Konstytucja”, okrzykami: „kłamiesz” i „będziesz siedział”.
Naprzeciwko nas stają uzbrojone, zwarte oddziały resortów siłowych, faszyści, urzędnicy władzy i masowa propaganda uchodząca za katolicką i publiczną. Używają przeciwko nam wszystkich możliwych środków propagandowych. Najwyższe władze państwowe z lubością ubliżają nam, wspierając ruchy faszystowskie, zastraszając spisywaniem przez policję bez powodu. Pisowska władza wywiera presję na sędziów i grozi im odpowiedzialnością za ferowanie zgodnych z Konstytucją wyroków, które jednocześnie są niewygodne władzy, która ustawę zasadniczą gwałci każdego dnia. Zasadą stało się to, że nie ściga się członków PiS i osób wspierających go, którzy nie tylko ubliżają, ale organizują przemoc fizyczną w stosunku do opozycji.
To nie są żarty, to śmiertelna gra o zmianę systemu wartości, na jakich opiera się nasz kraj. To izolacja międzynarodowa Polski i rodzący się terror wewnętrzny ze strony tych, których Jarosław Kaczyński nazywa „rasą panów”, cokolwiek by to miało znaczyć.
W tej sytuacji podjęcie walki przez społeczeństwo demokratycznego państwa prawa z rodzącą się dyktaturą PiS-iewiczów wydaje się być konieczna i raczej nieunikniona.
Jeśli nie chcemy być niewolnikami tej dziwnej rasy kłamców, musimy podjąć walkę wszyscy tym bardziej, że chodzi o pokojową walkę. Władza dysponuje tysiącami wysoko opłacanych członków służb, zapleczem technicznych i propagandowym, aby opozycję podsłuchiwać kontrolować i skutecznie skłócać. Nie możemy ulegać wpływom tych, co nas dzielą, rozsiewają plotki, oskarżają i dzielą. Mamy prawo do obywatelskiego sprzeciwu wobec niszczenia demokratycznego państwa prawnego.
Nie mamy doświadczenia, nie jesteśmy odporni na to działanie i większość z nas nie zdaje sobie nawet sprawy ze skali tego zniszczenia płynącego ze strony obozu władzy, produkującej na masową skalę fałszywe lub wyolbrzymiane problemy, dzielące i skłócające istotne grupy opozycyjne. (Inną sprawą, jest „ego” poszczególnych liderów, ale o tym innym razem).
W tej sytuacji, nadchodzi bitwa na głosy wyborców, w której partia rządząca zmienia reguły i przygotowuje się do ich wygrania nawet za cenę fałszerstw wyborczych.
Naszym zadaniem jest niedopuszczenie do tego i wygranie wszystkich wyborów, zarówno tych do samorządów, parlamentu europejskiego, sejmu i senatu, jak również prezydenckich.
Wygrać, to znaczy pozbawić PiS-u wpływu na nasze życie i osądzić ich przestępstwa. Jeśli tego nie zrobimy, to za następne 4 lata (ba, nawet szybciej) będziemy mieli inną konstytucję sankcjonującą dyktaturę wyznaniową i wschodni system wartości, tak różny od naszego – zachodniego.
To nie są żarty, to nie gra, to cena naszej wolności. To śmiertelna rywalizacja, która dla rządzących znaczy tyle, co prawo do okradania na niebotyczną skalę obywateli, korzystanie z wpływów i bezkarności, a w razie przegrania wyborów osądzenie i groźba skazania za zdradę narodową.
W tym kontekście, każde dzielenie opozycji jest zbrodnią przeciwko demokracji.
W niedzielę (9.09) w Łodzi odbył się Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych, który łączył organizacje mające odwagę walczyć z władzą bezpośrednio na ulicach polskich miast. Kongres, który szanując różnorodność organizacji, jednoczył w celach najważniejszych, pokazywał dorobek grup opozycyjnych i wskazywał drogi naszego postępowania.
Robert Hojda – lider i człowiek – który „sprzedał nam” pomysł na współpracę znalazł współpracowników i środki. Zaprosił ludzi, którzy są ikonami naszej wolności: W. Frasyniuka, H. Wujca, Z. Bujaka …, którzy opowiadali o polskiej drodze do wolności. Przedstawił ludzi, którzy organizują kontrolę wyborów. To on zaprosił 16-17 letnich działaczy ruchów młodzieżowych, którzy opowiadali o oczekiwaniach młodych ludzi wobec sytuacji w kraju. Wypowiadali się sędziowie: prof. J. Stępień czy W. Żurek, aktorzy: O. Łukaszewicz, Dorota Stalińska, samorządowcy i przedstawiciele mediów.

Adam Mazguła Dorota Stalińska. Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych, Łódź, 9/09/2018. Fot. Adam Mazguła
Istotnym czynnikiem kongresu był jego międzynarodowy charakter, a to poprzez udział opozycjonistów ulicznych z Republiki Czeskiej i pozdrowienia nadesłane do kongresu z innych krajów i Parlamentu Europejskiego. Joanna Cuper przedstawiła doświadczenia w organizacji protestów pod sądami, a Gabriela Lazarek zgromadzenia upamiętniające śmierć zwykłego szarego człowieka Piotra Szczęsnego. Rozmawialiśmy o inicjatywach wynikających z pomocy dla powodzian na Pomorzu, niezliczonych akcji regionalnych i ogólnopolskich.

Gabriela Lazarek, Adam Mazguła. Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych, Łódź, 9/09/2018. Fot. Adam Mazguła
Niezwykły film dokumentalny „Ulicznicy”, zmontowany przez Elżbietę Krassowska-Modlinger chwytał za gardło. Wszystko to zorganizował zespół koordynatorów – Robert Hojda, Tom Toms, Katarzyna Wyszomierska, Magda Aleksandra Ruda, Szaman – Maciej Orłowski, i wielu innych, którzy byli sercem i mózgiem KORDu.
Nikt się tam nie wywyższał, wszyscy czuli się w tym gronie dobrze i ładowali akumulatory na najbliższe tygodnie.
Niestety, nie było tam przedstawicieli wszystkich organizacji opozycyjnych. Niektórzy nawet krytykowali inicjatywę i oficjalnie okazywali wrogość dla poszczególnych uczestników kongresu. To skrajna nieodpowiedzialność i wpisywanie się w dążenia PiS-u w rozbijanie opozycji. Jeśli się nie zgadzacie z niektórymi z nas, to poszukajcie tych celów, które łączą i dołączajcie w poczuciu najważniejszej misji naszej wspólnej przyszłości. W tej walce potrzebni są wszyscy.
Szukajcie tego, co nas łączy, schowajmy animozję i fochy, PiS dostatecznie nas podzielił. Zwyciężyć możemy tylko zespalając siły w decydujących starciach o przestrzeganie prawa i o sprawiedliwość w naszym wspólnym kraju.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |












