Prof. Jan Zielonka: Jestem Polakiem, mam obywatelstwo holenderskie, mieszkam we Włoszech, a podatki płacę w Wielkiej Brytanii

Unia Europejska popełniła wiele błędów i nie potrafiła się z nich wycofać. Nie znaczy, to jednak że nie da się jej naprawić – twierdzi prof. Jan Zielonka z Uniwersytetu Oksfordzkiego.

Jestem Polakiem, mam obywatelstwo holenderskie, mieszkam we Włoszech, a podatki płacę w Wielkiej Brytanii, gdzie pracuję w Oksfordzie.. Fot. Źródło: dw.de

Deutsche Welle: Panie Profesorze, podobno trudno być bardziej europejskim niż Pan?

Jan Zielonka: Bardzo trudno. Jestem Polakiem, mam obywatelstwo holenderskie, mieszkam we Włoszech, a podatki płacę w Wielkiej Brytanii, gdzie pracuję w Oksfordzie.

DW: Domyślam się więc, że nie chciałby Pan, żeby Unia Europejska przeszła do historii?

Jan Zielonka: Oczywiście. Ale straciłem sentyment do Unii, dlatego że popełniła wiele błędów i nie potrafiła się z nich wycofać. Europa jest dużo ważniejsza, żeby zostawiać ją w rękach takich instytucji europejskich, jakie dziś mamy.

DW: Czyli nie wystarczy powiedzieć, że Unia dostała zadyszki i tylko musi trochę poćwiczyć, żeby odzyskać kondycję?

Jan Zielonka: Ja widzę tę zadyszkę od lat i to coraz większą. A jakoś nie widzę ani chęci, ani zdolności do poważnych reform.

DW: A czego Unia potrzebuje, żeby wyjść z tej serii kryzysów, które ją nękają? Pan ich wymienia więcej, niż jestem w stanie spamiętać.

Jan Zielonka: Odwołam się do dzielnego wojaka Szwejka. Załóżmy, że jesteśmy w górach. Nie możemy iść dalej pod górę, czyli do federacji europejskiej, nie możemy wrócić w dół, do schroniska, bo brexit pokazuje, że to za drogo kosztuje. Co zatem mamy zrobić?

Otóż dzielny wojak Szwejk by powiedział: „Jak nie możesz ani pod górę, ani w dół, to idź w bok.” A to „w bok” oznacza ograniczenie monopolu państw narodowych na integrację i dopuszczenie do niej innych partnerów, takich jak miasta, czy regiony. A nawet firmy i organizacje pozarządowe, czyli NGO-sy. Może na przykład przez stworzenie drugiej izby Parlamentu Europejskiego, właśnie z nich złożonej?

A może trzeba też dać więcej uprawnień i pieniędzy unijnym agencjom regulującym różne dziedziny życia? Jest ich ponad czterdzieści. Zajmują się prawami człowieka, bezpieczeństwem żywności, granicami itd.

Modelem integracji powinna być nie piramida, lecz zazębiające się kręgi, odrębnie zarządzane obszary, mające różnych członków i rozmaite zasady działania. Dzisiaj wiemy już przecież, że jedna koszula nie do każdego pasuje.

DW: Zejdźmy piętro niżej, na poziom państw. Czy one też wymagają naprawy? Bo to przecież obywatele Wielkiej Brytanii powiedzieli, że nie chcą już żyć z resztą Europy. To Włosi wybrali populistów. To Polacy, Czesi i Węgrzy zamykają się przed uchodźcami.

Jan Zielonka: Tak, ale to jest nie tylko kwestia państw. Życie publiczne organizujemy na różnych poziomach. Na przykład problem uchodźców od strony prawnej rozwiązywany jest przez państwa. Ale to są z reguły duże miasta, gdzie oni w końcu lądują, muszą znaleźć zatrudnienie i urządzić sobie życie.

Doświadczenie pokazuje, że miasta radzą sobie dużo lepiej z uchodźcami niż państwa. Mają sposoby, by znaleźć im pracę i mieszkanie. Pod tym względem są bardziej pragmatyczne. Między innymi dlatego, że są zupełnie innym tworem społecznym. W większości składają się z ludzi, którzy sami są, lub kiedyś byli imigrantami, albo uchodźcami, nie myślą więc w czarno-białych kategoriach – narodowych, czy etnicznych.

DW: Gdy wspólnoty europejskie przekształcały się w Unię Europejską, dużo mówiło się o zasadzie subsydiarności, czyli że jak najwięcej spraw powinno być załatwianych możliwie jak najniżej – nie w Brukseli, lecz w krajach członkowskich, a nawet w regionach. Dziś rzadko się to słyszy. Czy dobrze to widzę?

Jan Zielonka: Logika integracji, którą znamy z Unii Europejskiej, jest kształtowana głównie przez państwa narodowe. Przez te wszystkie lata godziły się one na ustalanie wspólnych reguł gry, a z czasem również na nadzorowanie ich wykonywania. Ale nigdy się nie zgodziły na przesuwanie rządów ze stolic narodowych do Brukseli. Stąd ten rozdźwięk. Mamy mnóstwo europejskich reguł, ale władza zostaje w stolicach państw członkowskich.

To musiało doprowadzić do dzisiejszego kryzysu – do sytuacji, że nie można iść wyżej w górę, w kierunku federacji, bo to by oznaczało samobójstwo państw, które zmieniłyby się organy lokalne, a ich władza przeszłaby do Brukseli. A to przecież one kontrolują Unię Europejską. Wyobraża pan sobie, żeby by się na to zgodziły?

Z kolei bez dalszej integracji, bez stworzenia władzy na poziomie europejskim nie będzie można rozwiązać ponadnarodowych problemów, czy to finansowych, czy migracyjnych. Widzieliśmy to i podczas kryzysu euro, i gdy przyszedł kryzys uchodźców. Jesteśmy w patowej sytuacji. Dlatego mówię: Nie możesz iść do góry, nie możesz zejść w dół, to idź w bok.

DW: Ale jak by to miało wyglądać?

Jan Zielonka: Już mówiłem: można by stworzyć drugą izbę Parlamentu Europejskiego.

DW: Kiedyś Pan mówił, że nie jest on żadnym parlamentem.

Jan Zielonka: No nie jest. Ale gdyby miasta, regiony i inni aktorzy mieli w tej drugiej izbie prawdziwy głos, to by go zmienili. Bo organy lokalne są bliżej obywateli.

Z drugiej zaś strony, jeżeli damy więcej uprawnień i pieniędzy instytucjom regulacyjnym, to będą one działać inaczej niż scentralizowana Bruksela. Na przykład w takiej dziedzinie, jak konkurencja, trzeba mieć bardzo sztywne zasady, żeby nie pozwolić na monopol wielkich koncernów. Za to w sprawach migracji trzeba działać dużo bardziej elastycznie, bo w tym wypadku zachęty są ważniejsze niż sankcje. No i trzeba współpracować ze społecznościami lokalnymi, które będą musiały współżyć z imigrantami.

DW: A czy problemem nie będzie fakt, że w coraz większej liczbie krajów do władzy dochodzą siły głoszące populistyczne hasła?

Jan Zielonka: Obywatele są mądrzejsi niż politycy. Politycy myślą, że zrobią badanie opinii publicznej i dowiedzą się, czego wyborcy chcą, a potem im to sprzedadzą tak, jak to się robi z telewizorem, czy mydłem w supermarkecie. Że kiedy się wie, czego konsument chce, wystarczy już tylko dobra reklama.

Życie polityczne jest jednak dużo bardziej skomplikowane. Wyborcy, chociaż nie chcą na co dzień uczestniczyć w polityce, robią wybory dosyć racjonalne i nie da im się sprzedać nieudolnej polityki. Ci, którzy przychodzą do nich z prostymi, demagogicznymi hasłami, płacą po jakimś czasie cenę polityczną, kiedy okazuje się, że to wszystko było złudne.

To dotyczy nie tylko populistów, ale i polityków liberalnych. Pamiętam, że gdy Matteo Renzi zdobył władzę we Włoszech, co drugi dzień wysyłał tweety: „zmiana”, „zmiana”. Później, gdy to się ludziom znudziło, pisał „rewolucja”, „rewolucja”. W końcu ludzie zorientowali się, że to wszystko to aria fritta – u nas na podwórku mówiło się: pic na wodę. I po prostu odsunęli go od władzy. Tak samo odsuną tych, którzy im dzisiaj obiecują równość społeczną, jeżeli w zamian dostaną coś dokładnie odwrotnego. Zobaczymy.

DW: To Pan jest chyba optymistą?

Jan Zielonka:: Jestem optymistą. Wierzę, że ludzie potrafią się zorganizować w sytuacjach prawdziwych kryzysów, a nie tylko tych wydumanych przez media i polityków.

DW: Tak jak Polacy zorganizowali się w Solidarności?

Jan Zielonka: Właśnie. A po drugie, dlatego że mamy coraz większą wiedzę i jesteśmy coraz bardziej skomunikowani ze sobą. Nie jesteśmy tak uzależnieni, jak dawniej od tych, którzy kontrolowali przypływy wiedzy i komunikacji. Dzisiaj te możliwości są dużo bardziej otwarte i żadna władza, nawet ta w Moskwie, czy Pekinie nie jest w stanie tego zablokować.

 

Jan Zielonka

Jan Zielonka

Prawnik i politolog Jan Zielonka (rocznik 1955) jest od 2004 roku profesorem polityki europejskiej na Uniwersytecie Oksfordzkim i na St Antony's College, także w Oksfordzie. Jest autorem 18 książek na tematy związane ze współczesną Europą, z których trzy ukazały się po polsku: niedawno „Kontrrewolucja. Liberalna Europa w odwrocie”, wcześniej „Koniec Unii Europejskiej?” i „Europa jako imperium”.

 

REDAKCJA POLECA

 


Ukraińcy coraz lepiej żyją w Polsce

W Polsce legalnie podjęło pracę już ponad 2 miliony Ukraińców.

Prognozy wskazują na to, że w najbliższym czasie liczba ta może wzrosnąć nawet dwukrotnie. Ciekawostką jest jednak to, że o ile jeszcze do niedawna obywatele Ukrainy przyjeżdżali do nas w celu podejmowania pracy dorywczej i wracali do swojej ojczyzny, to dzisiaj coraz więcej z nich planuje zostać u nas na stałe.

Ukraińcy chcą mieszkać w Polsce

60% Ukraińców wiąże swoją przyszłość z Polską. Większość podjęła stałą pracę zarobkową, a ich wynagrodzenie nie odbiega już od tego, jakie otrzymują Polacy. Ukraińcy nadal przeważnie wynajmują mieszkania, ale ciekawe są ich plany. 5% już wzięło kredyt hipoteczny na mieszkanie, a połowa planuje podpisać umowę z bankiem w najbliższym roku.

Jak przyznają pracownicy ze wschodu, stały pobyt w Polsce jest ich celem głównie ze względu na komfort mieszkania i całkowite bezpieczeństwo. Nie ukrywają również, że cieszą ich zarobki, jakie mogą osiągnąć w naszym kraju – to nawet cztery razy więcej niż na Ukrainie. Większość obywateli Ukrainy oszczędza i nadwyżki pieniędzy nadal śle swoim pozostawionym w ojczyźnie bliskim. Ich plany skłaniają się jednak ku ściągnięciu rodziny do Polski, by u nas rozpocząć nowe, spokojne życie na godnym poziomie.

Jak pracują Ukraińcy?

Aż 80% Ukraińców, którzy przyjechali do naszego kraju, jednocześnie podjęli w Polsce pracę. Okazuje się jednak, że tylko 33% z nich pracuje w swoim wyuczonym zawodzie. Pracownicy ze wschodu najczęściej znajdują pracę w branży budowlanej, przemysłowej, gastronomicznej oraz w handlu.

Nawet 8 na 10 Ukraińców chwali swojego polskiego pracodawcę. Większość jest też zadowolona ze współpracy z polskimi pracownikami. Tylko 6% obywateli Ukrainy źle ocenia warunki pracy w Polsce.

Co o Ukraińcach myślą Polacy?

Polskich pracodawców cieszy fakt coraz większej liczby obywateli Ukrainy, którzy przybywają do naszego kraju w celach zarobkowych. W końcu ma kto łatać dziurę po naszych rodakach, którzy lata temu wyjechali do pracy na Zachód. Okazuje się, że nadal brakuje pracowników i to nie tylko do prostych prac fizycznych, do których nie jest potrzebne specjalistyczne wykształcenie. Co ważne, coraz więcej młodych Ukraińców wybiera się u nas na studia. Dzięki temu zyskamy kolejnych specjalistów w szerokim zakresie różnych branż.

Polscy przedsiębiorcy przyznają, że są w stanie oferować Ukraińcom jeszcze lepsze warunki pracy i lepsze zarobki. Wszystko dlatego, że ci są dobrymi pracownikami, w których warto inwestować. Już teraz zaciera się różnica pomiędzy zarobkami Polaków a Ukraińców na tych samych stanowiskach.

Dużym ułatwieniem jest również uproszczona procedura zatrudniania Ukraińców, jaką gwarantuje dzisiaj polski rząd. Dzięki temu formalności związane z podjęciem pracy przez obywateli Ukrainy są minimalne i pozwalają na zatrudnienie niemalże natychmiast. Najczęściej Ukraińcy szukają pracy poprzez agencje pośrednictwa pracy. Na rynku funkcjonują już takie, które specjalizują się we współpracy właśnie z obywatelami Ukrainy.

Artykuł przygotowany w oparciu o stronę internetową EWL, firmy zajmującej się leasingiem pracowników z Ukrainy.

 


Mały ZUS a działalność rolnicza

Z początkiem roku 2019 r. zmieniają się przepisy związane z prowadzeniem jednoosobowej działalności gospodarczej. Od 1 stycznia obowiązywać będzie tak zwany mały ZUS. Rząd przyjął bowiem projekt ustawy, która wspiera mikroprzedsiębiorców, zmniejszając składki na ubezpieczenie społeczne.

Dla kogo jest mały ZUS?

Od nowego roku drobni przedsiębiorcy nie będą już musieli spłacić składki na ubezpieczenie społeczne ZUS wysokości 1200 zł. Należna kwota zostanie zmniejszona niemal o połowę i wynosić będzie około 660 zł. Stawki będą obniżane proporcjonalnie do przychodu. Jest to duże udogodnienie dla mikroprzedsiębiorców, którzy obecnie obowiązani są płacić tyle samo, co przedsiębiorcy osiągający kilkukrotnie większe przychody. Tak zwany mały ZUS nie będzie jednak dotyczył każdego, a jedynie osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Dodatkowym warunkiem jest wysokość przychodów w 2018 roku – nie mogą one przekroczyć średnio 5250 złotych miesięcznie. Takie rozwiązanie może stanowić wsparcie dla około 200 tysięcy firm, przede wszystkim tych zlokalizowanych w małych miejscowościach czy w regionach, które są słabo rozwinięte pod względem gospodarczym.

Nastawienie do zmian prawnych

Większość rolników pozytywnie ocenia propozycję zmniejszenia składek ZUS dla drobnych firm. Wiele osób prowadzi bowiem mini działalność gospodarczą i osiąga z tego tytułu niskie dochody. Mniejszy ZUS pozwoli więc znacznie zmniejszyć koszty związane z prowadzeniem działalności i poprawić obecną sytuację niejednego rolnika. Nowe przepisy z pewnością przyczynią się do wzrostu dochodów drobnych przedsiębiorstw. W efekcie wzrośnie tez popyt inwestycyjny ze strony mikroprzedsiębiorców, co sprawi, że działalność gospodarcza zacznie się rozwijać. To jednak nie jedyne zalety nowych przepisów. Mały ZUS pozwoli także poprawić konkurencyjność. Rząd chce, by nowe przepisy doprowadziły do wzrostu liczny mikroprzedsiębiorstw, co możliwe będzie przede wszystkim ze względu na poprawę ich przeżywalności. Korzystne przepisy będą stanowić ponadto ekonomiczną zachętę do zalegalizowania nieformalnych działalności do tej pory prowadzonych w szarej strefie. Szykują się więc duże zmiany w środowisku rolniczym i z pewnością będą to zmiany na lepsze.

ZUS a niższe emerytury

Mały ZUS to jednak nie tylko zalety. Choć niewątpliwie zwolennicy przepisów dopatrują się w decyzjach rządu przede wszystkim sposobu na rozwój środowiska rolniczego i uzyskania wsparcia dla wielu gospodarstw, nie można zapominać o konsekwencjach, jakie niesie za sobą takie rozwiązanie. Według ekspertów niższe składki ZUS wpłyną na niższe emerytury. Mogą stać się także zachętą do wprowadzania samozatrudniania przed przedsiębiorców.

Dlaczego na zmiany trzeba czekać tak długo?

Mały ZUS to rozwiązanie bardzo atrakcyjne dla mikroprzedsiębiorców, toteż wielu z nich nie może doczekać się dnia, kiedy przepisy wejdą w życie. Pojawia się więc pytanie – czemu na tę korzystną dla małych gospodarstw zmianę przyjdzie czekać aż tak długo? Ustawodawca tłumaczy, że procesu nie da się przyspieszyć. Odległy termin wejścia w życie nowych przepisów związany jest bowiem z koniecznością zapewnienia przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych pełnej operacyjności systemów teleinformatycznych.

 

Autor artykułu: Agrofundusz.pl – Specjalizujemy się w finansowaniu rolnictwa.

 

 


Adam Mazguła: ŚWIĘTO WOJSKA

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Życzę wszystkim żołnierzom, aby byli dobrze dowodzeni przez wykształconych i doświadczanych generałów i oficerów, akceptowanych w strukturach NATO.

 

Wszystkim żołnierzom Wojska Polskiego,

zarówno tym, którzy codziennie okazują swoje zaangażowanie w służbie narodowi polskiemu, stoją na straży Konstytucji RP i honoru żołnierza polskiego, jak i tym, którzy służyli wiernie tym ideałom wcześniej, życzę szacunku każdego środowiska dla Waszej ofiarnej powinności.

Życzę, aby cywilna kontrola nad wojskiem nie oznaczała podporządkowania jednej partii. Aby zakupy sprzętu do szkolenia i obrony narodu nie oznaczały jedynie zakupów, z funduszu MON, samolotów i limuzyn dla VIP-ów. Aby żaden partyjny analfabeta wiedzy wojskowej nie był powoływany na stanowiska w MON i nie wymagał od Was honorów za swoją głupotę.

Życzę wszystkim żołnierzom, aby byli dobrze dowodzeni przez wykształconych i doświadczanych generałów i oficerów, akceptowanych w strukturach NATO.

Życzę, abyście byli godnie opłacani, bez związku z sytuacją polityczną w kraju.

Drogie Koleżanki i Koledzy Wojskowi,

życzę Wam dobrego zdrowia i rodzinnej harmonii w życiu prywatnym.

 

Adam Mazguła

 

Fot. A. Mazguła - dowódca kompanii, 1982

Fot. A. Mazguła - dowódca kompanii, 1982

Święto Wojska Polskiego – święto Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, obchodzone 15 sierpnia na pamiątkę zwycięskiej Bitwy Warszawskiej w 1920, stoczonej w czasie wojny polsko-bolszewickiej.

 


Bruksela wzywa rząd PiS do zmiany zapisów ustawy o Sądzie Najwyższym. Warszawa ma na to miesiąc

Komisja Europejska wezwała polski rząd do zmiany zapisów ustawy o Sądzie Najwyższym dot. obniżenia wieku emerytalnego sędziów. Warszawa ma na to miesiąc.

Bruksela wzywa rząd PiS do zmiany zapisów ustawy o Sądzie Najwyższym. Warszawa ma na to miesiąc

Bruksela sprawdza, czy w Polsce łamie się demokrację i zasady państwa prawa

Chodzi o kontrowersyjny zapis ustawy o SN przewidujący przejście w stan spoczynku sędziów, którzy ukończyli 65. rok życia. W wysłanym do Warszawy liście Bruksela wzywa rząd RP do wycofania tej regulacji w terminie do 14 września.

Według naszych informacji w Komisji Europejskiej nikt nie liczy jednak na to, że polski rząd wycofa kontrowersyjne przepisy. Nasz rozmówca wskazuje na 36-stronicową odpowiedź polskiego rządu na poprzednie wezwanie Brukseli w tej sprawie.

– Ton, w którym była utrzymana ta odpowiedź, wskazuje, że Polska nie będzie chciała ustąpić – zaznacza unijny urzędnik. Polski rząd stoi na stanowisku, że reforma krajowego sądownictwa nie ma nic wspólnego z prawem europejskim.

Polski rząd pod pręgierzem

Komisja Europejska krytykuje, że obniżenie wieku emerytalnego dla sędziów Sądu Najwyższego narusza zasadę nieusuwalności sędziów. Odpowiedzialny za sprawy praworządności unijny komisarz Frans Timmermans liczy się z tym, że jeśli Warszawa nie ustąpi, sprawa trafi do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w Luksemburgu. Tego typu sprawy o naruszenie unijnych przepisów są w Unii Europejskiej na porządku dziennym. Przypadek Polski jest jednak szczególny, ponieważ łączy się z inną ważną procedurą.

W grudniu Komisja Europejska uruchomiła ją na podstawie artykułu 7 Traktatu Lizbońskiego, ponieważ w polskiej reformie sądownictwa dopatrzyła się zagrożenia dla praworządności. To pierwszy przypadek uruchomienia tej procedury. Obecnie znajduje się ona w rękach Rady Europejskiej, a więc przedstawicieli rządów państw członkowskich UE. To oni muszą formalnie stwierdzić „poważne i trwałe” zagrożenie dla praworządności w Polsce. Decyzja taka musi jednak zapaść jednogłośnie. Premier Węgier Viktor Orban zapowiedział już swoje weto. Tym samym niemożliwe jest, by Polskę spotkała najcięższa traktatowa kara – odebranie prawa głosu w Radzie Europejskiej, a więc rodzaj zawieszenia członkostwa.

„Tylko państwo prawa”

Spór o Sąd Najwyższy to tylko fragment większego konfliktu między Komisją Europejską a Polską. Bruksela zarzuca prawicowemu rządowi w Warszawie, że nie respektuje trójpodziału władz.

– Członkiem Unii Europejskiej może być tylko państwo prawa – ostrzega eurokomisarz Frans Timmermans.

Bruksela krytykuje także Polskę za ignorowanie wyroku TSUE w sprawie relokacji uchodźców. By wyegzekwować ten ubiegłoroczny wyrok, Komisja Europejska ponownie wystąpiła z pozwem do TSUE. Wyrok oczekiwany jest na jesieni. Trybunał może orzec wysoką karę pieniężną, którą Komisja Europejska może odliczyć od unijnych subwencji wypłacanych Warszawie.

Na rozpatrzenie czekają też pytania Sądu Najwyższego do TSUE na temat obniżenia wieku emerytalnego dla sędziów SN. Sędziowie w Luksemburgu zajmą się nimi jednak dopiero po wakacjach.

 


Polacy, Węgrzy długo tęsknili za zjednoczoną Europą, teraz zagrażają jedności i wartościom UE

Jacek Lepiarz

Polacy, Czesi i Węgrzy tęsknili długo za zjednoczoną Europą. Wyrazicielami tej tęsknoty byli pisarze i artyści. Teraz Europa Środkowa stała się bastionem nieliberalnej demokracji zagrażającym europejskim wartościom.

Protest w Warszawie, lipiec 2018. Fot. Źródło: dw.de

Autor eseju „Europa Środkowa jest martwa” Wolf Lepenies rozpoczyna swój wywód od przypomnienia, że tęsknota za zjednoczoną Europą była w okresie powojennym szczególnie silna wśród pisarzy, artystów i naukowców w Europie Środkowej i że to właśnie oni odegrali kluczową rolę w „przełomach roku cudów” – roku 1989. To dzięki nim proces jednoczenia Europy przebiegał w atmosferze „pasji i patosu” i oparty był na świadomości wspólnych wartości.

„Dziś Europa Środkowa stanowi zagrożenie dla jedności Unii i jej konsensusu wartości” – stwierdza Lepiens.

„W UE powstało jądro 'nieliberalnych demokracji’ z Węgrem Viktorem Orbanem i Polakiem Jarosławem Kaczyńskim na czele. Za swoich wrogów uznali artystów i naukowców, którzy czują się związani nie z ideologią narodową, lecz z ideałami uniwersalistycznymi” – tłumaczy autor. Do Europy powróciło „widmo agresywnego nacjonalizmu”.

„Antysemityzm i ksenofobia rosły w siłę, rozpoczęły się etniczne czystki, a potem wydarzyło się coś, w co trudno uwierzyć: na Bałkanach wybuchła nowa europejska wojna, a Sarajewo stało się ponownie symbolem śmierci i zniszczenia” – czytamy w „Die Welt”.

„Rozszerzenie UE na Europę Środkową i Wschodnią, do którego doszło w 2004 roku, wydawało się najlepszą strategią zapobieżenia powrotowi wojennych konfliktów” – pisze Lepiens.

Początek końca UE?

„Dziś może się wydawać, że data ta wyznacza początek końca Unii Europejskiej. Tak zwane Kraje Wyszehradzkie ignorują w agresywny sposób reguły i prawa UE, chociaż przedtem je zaakceptowały. I nie chodzi tutaj tylko o odmowę pomocy w rozwiązaniu kryzysu uchodźczego. Chodzi o długofalowe zabezpieczenie władzy 'alla turca’ poprzez zmiany systemu prawnego i ustroju politycznego, a także ujednolicenie (zglajchszaltowanie) kultury” – kontynuuje niemiecki dziennikarz.

Lepiens zwraca uwagę, że na Węgrzech i w Polsce toczy się obecnie „walka o kulturę”, co jest jego zdaniem tym bardziej bolesne, że to właśnie ludzie kultury odegrali kluczową rolę przy rozszerzeniu UE na Wschód.

Węgry Orbana stanowią awangardę w tym konflikcie, jednak sytuacja w innych krajach: Polsce, Czechach, Bułgarii czy Rumunii „wcale nie jest lepsza”. Intelektualne elity, które „pomogły krajom środkowoeuropejskim odzyskać narodową tożsamość w wolności”, uważane są teraz za wrogów państwa – konstatuje autor.

Liepiens opisuje ze szczegółami sytuację artystów węgierskich poddawanych presji, poświęca dużo miejsca działaniom węgierskich władz przeciwko Uniwersytetowi Środkowoeuropejskiemu CEU George’a Sorosa.

Niech Bruksela wspiera demokratyczne instytucje

Lepiens apeluje do UE, by bardziej skutecznie wspierała „demokratyczne enklawy” w Europie Środkowej i Wschodniej. Jego zdaniem Bruksela posiada odpowiednie instrumenty, dysponując sporymi środkami finansowymi na wspieranie badań naukowych.

Obecnie środki te są kierowane na szczebel narodowy, gdzie następnie są rozdzielane pomiędzy poszczególne instytucje. W krajach Europy Środkowej i Wschodniej pieniądze otrzymują tylko te instytucje, które deklarują polityczną lojalność – twierdzi niemiecki dziennikarz.

Jego zdaniem tę sytuację można zmienić. Lepiens proponuje, by na polecenie UE znani naukowcy decydowali nie tylko, jak ma to miejsce teraz, o wsparciu dla poszczególnych naukowców, lecz także o tym, które instytucje otrzymają środki zapewniające im podstawową egzystencję. W tych sprawach nie ma narodowego weta – wtrąca autor.

Taktyka partyzancka

Wraz z zaostrzającą się w Europie Środkowej i Wschodniej walką o kulturę, coraz pilniejsze staje się podjęcie przez instytucje unijne wysiłków w celu „obrony wolności sztuki i nauki przed nieliberalnymi reżymami”.

„Nadszedł czas na zastosowanie przez Brukselę taktyki partyzanckiej. Wsparcie możliwie wielu 'demokratycznych enklaw’ na miejscu może doprowadzić do skutecznego oporu przeciwko nieliberalnym reżymom” – pisze w konkluzji Lepiens w „Die Welt”.

 

REDAKCJA POLECA

 

 



Adam Mazguła: panie Błaszczak, nasze wojsko silne jest wysokiej klasy żołnierzami, wystarczy kupić miecze i tarcze

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Jeśli mamy świętować rocznicę 100-lecia Niepodległości Polski i partia rządząca nie ma się czym nowym pochwalić, to może trzeba zaprosić powstańców warszawskich, żołnierzy AK i 2 Korpusu Andersa, żołnierzy Berlinga i Maczka… Niewielu ich zostało, ale są autentyczni, bohaterscy i jedyni.

Panie M. Błaszczak,

ponownie zakrywa Pan propagandą sytuację w armii. Tym razem pokazuje Pan defiladę historyczno-teatralną, obliczoną na sentymenty, a nie na prezentację potencjału obronnego naszych sił zbrojnych.

Jeśli zostałem dobrze poinformowany, to nie zobaczymy na defiladzie współczesnych śmigłowców, nowych systemów przeciwlotniczych, dronów i systemów rakietowych. W zamian za to zobaczymy wojów Chrobrego i rycerzy Jagiełły. Nasze wojsko silne jest przecież wysokiej klasy żołnierzami, dlatego wystarczy kupić mu miecze oraz tarcze i już jest gotowe nie tylko do defilady. Jednak najważniejsze dla Pana jest to, że tak tanio i pięknie porusza patriotyczne serca, nawiązuje do historii.

Panie M. Błaszczak,

jeśli mamy świętować rocznicę 100-lecia Niepodległości Polski i partia rządząca nie ma się czym nowym pochwalić, to może trzeba zaprosić powstańców warszawskich, żołnierzy AK i 2 Korpusu Andersa, żołnierzy Berlinga i Maczka… Niewielu ich zostało, ale są autentyczni, bohaterscy i jedyni. Jeśli ich Pan przeprosi za opluwanie postawy, poniżanie wartości ich wysiłku zbrojnego dla odzyskania niepodległości naszego kraju i zbudowanie ustroju demokratycznego, to pewnie wyjdą jeszcze przed trybunę.

Jeśli jednak musi Pan kogoś przebierać za tych, którymi nie są, to może warto pokazać polską armię 1920 r., złożoną z żołnierzy trzech zaborów, którzy, w czasie krótszym o połowę od czasu waszego utrzymywania się przy władzy, potrafili się zjednoczyć, by powstrzymać bolszewicką nawałnicę na Europę.

Nieśmiało zapytam: a Pan? Kogo z kim Pan pojednał, aby budować solidarne społeczeństwo demokratycznego państwa?

Panie M. Błaszczak,

może Panu, jako historykowi, jeszcze nikt nie przypomniał, że w 1966 r. defilada wojów i rycerzy dumnej Polski była i to z okazji 1000-lecia chrztu (taki nic nieznaczący dowód na ówczesne prześladowanie wiary).

Panie M. Błaszczak,

bardzo mi się podoba, że pokazuje Pan inne armie na naszej paradzie. Dobrze też, że nie prezentują swojego sprzętu, nie przestoi bowiem wprawiać w zakłopotanie gospodarzy defilady. Sama ich obecność udowadnia dobre międzynarodowe stosunki wzajemne i bez wątpienia zapewnia solidarność obronną w razie zagrożenia naszego kraju. Co jednak zrobić, jeśli wróg jest wewnętrzną niszczącą siłą i dąży świadomie do podporządkowania obcym interesów naszego kraju?

Panie M. Błaszczak,

na czyj koszt jest ta, mająca cieszyć niewiele rozumiejących parafian, parada?

Ten niezwykle drogi pokaz historyczno-teatralny zostanie rozliczony w MON jako część 2% PKB na armię, może z pieniędzy ministerstwa kultury przeznaczonych na teatr czy też z pieniędzy na propagandę partyjną?

Pytam, bo widzę jak sprawnie manipuluje Pan propagandą sukcesu. Czy w związku z tym wydatkiem ogłosi Pan, że wydajemy na zbrojenia ponad 2% PKB?

Wojsko od niepamiętnych czasów defilowało dla cywilów, by pokazać im swoją siłę oraz możliwości bojowe, odstraszyć potencjalnych przeciwników, by pochwalić się łupami wojennymi. O który cel Panu chodzi?

Mam wrażenie, że Pan organizuje paradę dla złagodzenia krytyki na temat ruiny wojska pod PiS-owskim kierownictwem.

Wszyscy lubimy parady maszerujących żołnierzy. Orkiestry, zwarte szeregi i czołgi zawsze wzbudzały zainteresowanie. Teraz zakryją niedogodności blokowania ulic i mostów, ewentualne zniszczenia nawierzchni, jednak prawdy o stanie coraz bardziej rdzewiejącej armii Pan nie zakryje!

 

Pozostając w szacunku do prawdy,

Adam Mazguła

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 


Antybrexitowe nastroje na Wyspach. Coraz więcej Brytyjczyków chce pozostać w Unii

(dpa/stas)

Negocjacje ws. brexitu przebiegają tak opornie, że Wielka Brytania powoli szykuje się na opuszczenie Unii Europejskiej, bez uzgodnienia ze Wspólnotą konkretnych warunków – „z katastrofalnymi skutkami gospodarczymi” – zauważa portal informacyjny „Spiegel Online”. Tymczasem brytyjska gazeta „Observer” opublikowała w niedzielę (12.08.2018) nową analizę z frapującymi wynikami: 112 okręgów wyborczych, które w 2016 r. głosowały za opuszczeniem przez Zjednoczone Królestwo UE, teraz wolałoby w niej zostać.

Większość Brytyjczyków nie ma ochoty na opuszczenie UE. Fot. Źródło: dw.de

Zgodnie z tą analizą antybrexitowe nastroje panują zwłaszcza w Anglii Północnej i Walii. Regiony te są tradycyjnie twierdzami laburzystów – przypomina „Spiegel Online”. Zmiana nastawienia do UE sprawia, że za pozostaniem we Wspólnocie jest teraz 341 ze 632 brytyjskich okręgów wyborczych. W referendum w czerwcu 2016 było to tylko 229 okręgów.

Młodzi za UE

W Szkocji zmienili zdanie wyborcy jednego okręgu, w Anglii aż 97, a w Walii 14. Analitycy wyliczyli, że przeciwko wyjściu Wielkiej Brytanii z UE jest teraz 53 proc. wszystkich uprawnionych do głosowania mieszkańców. Charakterystyczne, że za pozostaniem we Wspólnocie opowiadają się przede wszystkim ludzie młodzi i osoby o rodowodzie migracyjnym.

Premier Theresa May i były minister spraw zagranicznych Boris Johnson. Fot. Źródło: dw.de

Wśród okręgów wyborczych, które zmieniły zdanie, jest też okręg Borisa Johnsona, byłego szefa brytyjskiej dyplomacji i kontrowersyjnego zwolennika brexitu. W Uxbridge i South Ruislip 51,4 proc. wyborców jest za pozostaniem w Unii Europejskiej, w referendum dwa lata temu było to tylko 43,6 procent.

Czas tylko do marca 2019

Wiosną przyszłego roku negocjacje Londynu z Brukselą muszą zostać zakończone. Bez względu na to, czy warunki wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zostaną uzgodnione, czy nie, 29 marca 2019 o północy Zjednoczone Królestwo przestanie być członkiem Wspólnoty.

Czasu pozostało niewiele. Członkowie brytyjskiego rządu jeżdżą teraz po krajach członkowskich UE i prowadzą bilateralne rozmowy. Roboczą wizytę Theresy May u prezydenta Francji Emmanuela Macrona na początku sierpnia komentatorzy uznali za wołanie brytyjskiej premier o pomoc.

Partia Konserwatywna ma w brytyjskim parlamencie niewielką przewagę, co sprawia, że May nie jest odporna na bunty. Spór o politykę brexitu toczony w jej rządzie w istotny sposób hamuje też negocjacje z Brukselą.

Według najnowszych planów May między Wielką Brytanią i UE miałaby powstać strefa wolnego handlu towarami, ograniczony miałby natomiast zostać dostęp do rynku usług.

 

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: Bez echa przeszła demonstracja przeciwko upolitycznianiu działań policji. W mediach cicho

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Nie ma już wątpliwości, że obok solidnie i z poświeceniem wykonujących swoja codzienną niebezpieczną robotę policjantów, istnieje grupa szczególna politycznej milicji, dla której wzorcem stają się oprawcy stalinowskich katowni.

 

Protestowaliśmy pod Komenda Stołeczną Policji i Ministerstwem Spraw Wewnętrznych.

Bez medialnego echa przeszła demonstracja przeciwko upolitycznianiu i brutalizacji działań policji.

Ciągle cicho jest w mediach publicznych o ochronie policji i prokuratury dla działań polskich narodowców, mimo jawnego i publicznego nawoływania przez nich do śmierci i rasizmu

Skandowaliśmy hasła nawołujące do zaprzestania szukania awansów przez policjantów drogą politycznego przypodobania, a nawet skundlenia w zaangażowaniu i wypełnianiu zadań PiS-owskich oprawców naszego wspólnego kraju.

Bez medialnego echa przeszła demonstracja przeciwko upolitycznianiu i brutalizacji działań policji.

Mimo jaskrawych przykładów zaangażowania organów ścigania w obronę PiS-owskich, politycznych wartości w mediach cicho. Jedynie akcja ośmieszania policji i prokuratury związana z wieszaniem napisów KONSTYTUCJA ma jakiś wydźwięk.

Ciągle cicho jest w mediach publicznych o ochronie policji i prokuratury dla działań polskich narodowców, mimo jawnego i publicznego nawoływania przez nich do śmierci i rasizmu.

Bez medialnego echa przeszła demonstracja przeciwko upolitycznianiu i brutalizacji działań policji.

Trudno znaleźć krytykę postępowania policji w stosunku do kobiety, która na siedzibie posła PiS i byłego członka PZPR napisała taki właśnie napis. Nie znajdziecie informacji, jak ją skuto, przetrzymywano na komisariacie, nakazano rozebranie do naga i szukano (właśnie, nie wiadomo, czego) w jej intymnych miejscach. Jak następnego dnia rano odwiedzili ją policjanci i usiłowali wtargnąć do jej domu, bo otrzymali donos o pobitym lub trupie… Wszystko to za napis PZPR. Tak dzisiaj policja nadużywa uprawnień, a nawet staje się bandą przestępców w imię politycznego skundlenia.

Nie dowiecie się z mediów publicznych jak policja wyławia z tłumu i bije (poprzez skucie z tyłu rąk i uderzanie obywatelem o ścianę) pokojowo protestujących. Jak na samotną kobietę z różą w ręku rzuca się, co najmniej 5 policjantów, aby mieć przewagę i łamią jej rękę, chociaż ona zawsze podporządkowuje się poleceniom policjantów.

Takich ujawnionych przykładów politycznego szkalowania opozycji są setki.

Nie ma już wątpliwości, że obok solidnie i z poświeceniem wykonujących swoja codzienną niebezpieczną robotę policjantów, istnieje grupa szczególna politycznej milicji, dla której wzorcem stają się oprawcy stalinowskich katowni. Niech tylko wspomnę o zamordowaniu na komisariacie poprzez wymyślne tortury niewinnego człowieka, Igora Stachowiaka, za którą to śmierć nikt nie został nawet oskarżony o morderstwo, a PiS-owska władza mataczy w sprawie.

Na naszych oczach, z dnia na dzień, z każdym kolejnym spotkaniem z policjantem na ulicy obserwujemy jak upada przez wiele lat budowany autorytet polskiej policji.

Zbyt wielu z nas, znających te przypadki nadgorliwości upolitycznianej policji chce ich nazywać już tylko milicją.

Obok solidnie i z poświeceniem wykonujących swoja codzienną niebezpieczną robotę policjantów, istnieje grupa szczególna politycznej milicji

Fot: Małgorzata Moryc

 

Adam Mazguła

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 


Guarana – właściwości i jej zastosowanie

Utrzymanie wysokiego poziomu energii przez cały dzień wypełniony obowiązkami jest zazwyczaj dużym wyzwaniem. Skutecznym, a na dodatek znacznie zdrowszym w porównaniu z kawą, zastrzykiem energetycznym może być guarana. Osoby prowadzące aktywny tryb życia, chcące zachować dużo energii, często sięgają po kawę, jednak co wrażliwsi mogą mieć po niej przykre dolegliwości żołądkowe. Zdrowszą i bezpieczniejszą alternatywą dla ciemnego napoju może być właśnie guarana.

Guarana jest polecana każdemu, kto chce dodać sobie nieco energii

Guarana

Guarana – z jakich powodów jest ceniona i dlaczego może z powodzeniem zastąpić kawę?

Guarana jest ceniona ze względu na swoje pobudzające właściwości. Nasiona guarany zawierają guaraninę – jedną z odmian kofeiny, która ma działanie stymulujące układu nerwowego.

Guarana jest polecana każdemu, kto chce dodać sobie nieco energii. Sproszkowaną substancję można dodawać do herbaty, wody czy napoju. Ma ona działanie zbliżone do kawy, jednak jest od niej znacznie zdrowsza, dlatego może być jej świetną alternatywą szczególnie dla osób, które dotychczas piły dużo kawowego naparu z uwagi na zmianowy charakter pracy i konieczność bycia aktywnym również w godzinach nocnych.

Guarana może być zdrowym zamiennikiem napoju między innymi dla kierowców, strażników, pracowników ochrony, służb policyjnych czy intelektualistów.

Nie każdy wie, że ziarna guarany zawierają 4 razy więcej kofeiny aniżeli ziarna kawowca. W porównaniu do kawy, substancję tę można spożyć bezpośrednio, bez potrzeby przygotowywania naparu. Gdyby podjąć próbę spożycia surowego ziarna kawy, mogłoby się to skończyć źle dla naszego układu pokarmowego. W przypadku guarany nie ma tych problemów – wystarczy sięgnąć po jej postać sproszkowaną, którą wystarczy popić wodą.

Guarana – rejon pochodzenia  

Guarana, zwana inaczej osmętą lub ciernioplątem, występuje naturalnie na terenie Indii, w Brazylii i w dorzeczu Amazonki. Nazwa napoju sporządzonego na bazie rośliny wywodzi się od plemienia Guaranów. Do produkcji spożywczej wykorzystuje się owoce guarany, które zawierają w sobie czarne nasionka. To właśnie one mają silne działanie pobudzające, za które guarana jest tak bardzo ceniona i pożądana.

Wartości odżywcze guarany

Guarana, oprócz właściwości pobudzających, wpływa pozytywnie na procesy myślenia i koncentracji, dlatego też jest zalecana dla osób wykonujących intensywnie pracę umysłową. Jest przy tym dużo zdrowsza dla żołądka aniżeli kawa czy napoje energetyczne obciążające wątrobę i zawierające dużo cukru. Guarana ma również właściwości antybakteryjne i grzybobójcze, dzięki czemu wspiera funkcjonowanie układu odpornościowego. Guarana jest też powszechnie stosowana w przypadku mężczyzn mających problemy z erekcją.

 Jej wpływ na organizm człowieka

Wpływ guarany na organizm człowieka odbywa się przede wszystkim na poziomie układu nerwowego.

Guarana ma działanie stymulujące. Efekt pobudzenia, który utrzymuje się w organizmie do około 6 godzin, pozwala ograniczyć odczuwanie zmęczenia, zarówno w aspekcie psychicznym, jak i fizycznym. Ponadto, substancja ta ułatwia procesy zapamiętywania oraz zmniejsza ryzyko wystąpienia chorób układu naczyniowo-sercowego, w tym udarów i zawałów.

Guarana ceniona jest także za swoje właściwości antybakteryjne, antyoksydacyjne i możliwość opóźnienia procesów starzenia organizmu. Ponadto, guarana zmniejsza uczucie głodu, dlatego jest bardzo często stosowana jako skuteczne wsparcie w procesie odchudzania.

Nie dość, że substancja ta dodaje energii i zachęca do aktywności fizycznej oraz ogranicza zmęczenie organizmu, to jeszcze ogranicza uczucie łaknienia i potrzebę podjadania pomiędzy posiłkami. Z tych powodów guarana może stanowić wsparcie dla osób będących na diecie jako suplement sam w sobie lub jako dobry dodatek do napojów pitych w trakcie i po treningu. Jej naturalne pochodzenie jest gwarantem zdrowego składu i bogactwa substancji odżywczych.

 W jakiej postaci można ją kupić?

Guaranę można kupić pod kilkoma postaciami: w formie sproszkowanej, ale też pod postacią wygodnych tabletek (suplementów diety) ThermaCuts, Ultra Slim oraz Silvets. Zaletą tych ostatnich, oprócz łatwego dawkowania i połykania, jest brak gorzkiego posmaku charakterystycznego dla guarany. Substancję tę często można spotkać jako dodatek do napojów energetycznych, ale też suplementów wspierających odchudzanie. Guaranę w formie sproszkowanej można dosypać do yerby, aby w ten sposób zyskać dodatkowy zastrzyk energii na cały dzień.

Możliwe skutki uboczne podczas jej stosowania

Przyjmując guaranę lub suplementy diety o nią oparte warto pamiętać, że substancja ta może wywoływać skutki uboczne w postaci niepokoju, podwyższonego ciśnienia krwi lub kołatania serca. Ponadto, guarana może czasem wywoływać problemy ze strony układu pokarmowego w postaci zaparć.

Substancji tej powinny się wystrzegać osoby cierpiące na chorobę wrzodową i refluks.

Podczas przyjmowania guarany warto zwracać uwagę na jej ilość i nie przekraczać dziennej dawki spożycia, gdyż wtedy mogą pojawić się objawy niepożądane w postaci nadpobudliwości, problemów z zasypianiem czy arytmią serca.