Brakuje rąk do pracy, rząd nie chce migrantów muzułmańskich, wpadł więc na pomysł zatrudnienia pracowników z katolickich Filipin
W Polsce brakuje rąk do pracy, sytuacja demograficzna jest dramatyczna, ale rząd nie chce migrantów z krajów muzułmańskich. Czy import pracowników z katolickich Filipin rozwiąże problem?

Politycy PiS wpadli na dziwny pomysł. Chcą sprowadzać pracowników z.. Filipin. Fot. Flickr / Brian Evans
Rozwijającej się w szybkim tempie polskiej gospodarce brakuje rąk do pracy. Migranci z Ukrainy, Białorusi czy Mołdawii nie są już w stanie zaspokoić popytu na pracowników. Ponieważ sprowadzenie siły roboczej z krajów muzułmańskich nie wchodzi w rachubę ze względów religijnych i politycznych, rząd polski wpadł na pomysł zatrudnienia pracowników z katolickich Filipin – pisze warszawski korespondent dziennika „Die Welt”, Philipp Fritz.
Autor zwraca uwagę, że „narodowo-konserwatywny rząd PiS” będzie mógł wykorzystać zatrudnienie pracowników z Filipin jako argument w sporze z UE o przyjmowanie uchodźców. Warszawa może powiedzieć, że skoro przyjmuje migrantów z Filipin, to nie musi przyjmować ich z Bliskiego Wschodu czy Afryki – czytamy w „Die Welt”. Fritz szeroko opisuje kampanię prowadzoną przez polski rząd i media, której celem jest wykazanie, że „islam nie pasuje do Polski”, a migranci z krajów muzułmańskich stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju.
Ekonomiczny przymus
„Politycy PiS dobrze jednak wiedzą, że migracja do Polski jest konieczna nie tylko ze względów ekonomicznych” – podkreśla Fritz. Jak tłumaczy, sytuacja demograficzna Polski jest alarmująca, społeczeństwo szybko się starzeje, a brak rąk do pracy zaostrzy się prawdopodobnie w najbliższych latach w sposób dramatyczny. Jak dodaje, programy społeczne w rodzaju 500 Plus tylko w niewielkim stopniu wpłynęły na wzrost liczby dzieci.
Polacy emigrują z kraju
Fritz zaznacza, że od 2004 roku 2 mln, przede wszystkim młodych Polaków, opuściło swoją ojczyznę, udając się na emigrację. To, że przysyłają pieniądze, jest ważnym czynnikiem ekonomicznym, lecz słabym pocieszeniem dla rynku pracy.
Fritz przypomina, ze Filipińczycy, jeśli dojdzie do podpisania umowy, nie będą pierwszymi imigrantami z Azji. W Polsce mieszka obecnie 20 tys. Wietnamczyków. W minionych miesiącach do Polski przyjechało też wielu Hindusów.
Za „niepozbawiony ironii fakt” uznaje autor fakt, że właśnie za panowania rządu PiS, który „posługuje się wrogą wobec obcych retoryką”, Polska może stać się krajem przyjmującym imigrantów. „Powodem jest konieczność reagowania na rzeczywistość” – zaznacza w konkluzji Fritz.
REDAKCJA POLECA
Bartek Węglarczyk: Co za koszmarny weekend. Tomasz Stańko nie żyje

Bartek Węglarczyk
Po Korze dziś w szpitalu w Warszawie zmarł Tomasz Stańko. O tym, że był jednym z największych jazzmanów XXI wieku, wie wielu. Ale miałem okazję poznać Go prywatnie. I jak niewielu artystów, On był po prostu dobrym, skromnym człowiekiem.
Co za koszmarny weekend. W dwa dni straciliśmy dwoje cudownych magików, którzy naprawiali nasze dusze, czynili świat lepszym do życia i którzy byli moją, ale wiem, że i wielu z Was, bateryjką do napędzania życiowej energii.
Po Korze dziś w szpitalu w Warszawie zmarł Tomasz Stańko. O tym, że był jednym z największych jazzmanów XXI wieku, wie wielu. Ale miałem okazję poznać Go prywatnie. I jak niewielu artystów, On był po prostu dobrym, skromnym człowiekiem.
Będzie mi Go bardzo brakować. Co za koszmarny weekend strat. Ale cieszmy się, że było nam dane żyć w tej samej rzeczywistości z Korą i Tomaszem Stańko.
Bartek Węglarczyk
Zmarł Tomasz Stańko. Wybitny polski jazzmen miał 76 lat
Jeden z najbardziej znanych polskich jazzmanów Tomasz Stańko nie żyje. Artysta zmarł nad ranem 29 lipca 2018 w szpitalu onkologicznym w Warszawie.
O śmierci Tomasza Stańko poinformowało m.in. Polskie Stowarzyszenie Jazzowe:
Z wielkim żalem informujemy, że dziś rano, w Warszawie zmarł po ciężkiej chorobie nasz kolega, członek naszego Stowarzyszenia, Tomasz Stańko. Był światowej sławy trębaczem jazzowym, kompozytorem, liderem zespołów i mentorem wielu młodych muzyków jazzowych.
Zaszczytem i przywilejem było znać Ciebie Tomaszu. Będziemy zawsze o Tobie pamiętać!
Tomasz Stańko urodził się 11 lipca 1942 w Rzeszowie. Od 1959 uczył się w Państwowej Średniej Szkole Muzycznej, w klasie trąbki. W 1964 rozpoczął studia w Akademii Muzycznej w Krakowie.
Jesienią 1962 wraz z pianistą Adama Makowicza założył zespół Jazz Darings, do którego zaprosili jeszcze Jacka Ostaszewskiego (kontrabas) i Wiktora Perelemuttera (perkusja), uznany za jedną z pierwszych formacji free-jazzowych w Europie.
Zmarł Tomasz Stańko. Los nie zna litości. Gigant frazy, improwizacji, prawdziwy jazzman, z którego muzyką mam szczególne wspomnienia i szczególne miejsce w moim sercu zajmuje. Kilka razy rozmawialiśmy, to był wolny człowiek. Wielki artysta. Żegnaj. https://t.co/oTJlV6fA77
— Przem.Szubartowicz (@PSzubartowicz) July 29, 2018
(df) thefad.pl
Szef MSZ Jacek Czaputowicz: Jesteśmy najbardziej proeuropejskim państwem UE
Szef polskiej dyplomacji nie uważa, by wartości europejskie były w Polsce zagrożone, w jego ocenie jest wręcz przeciwnie.
Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz nazwał Polskę najbardziej proeuropejskim z państw członkowskich UE. „Jesteśmy zdecydowanymi proeuropejczykami, bez żadnego, ale” – stwierdził na łamach sobotniego (28.07.2018) wydania dziennika „Neue Osnabrücker Zeitung”.
Odbywające się ostatnio w Polsce i za granicą kolejne protesty przeciwko kontrowersyjnej reformie sądownictwa są dla Czaputowicza potwierdzeniem, że „nasz kraj wypełnia demokratyczne standardy i pozwala wyrazić wszystkim zainteresowanym partiom ich zdanie”.
„Nikt nie kwestionuje UE”
W ocenie Czaputowicza, wielu Polaków uważa, że postępowanie uruchomione przez KE przeciwko Polsce pod zarzutem naruszania przez nią zasad praworządności „nie jest uzasadnione”, jest „wtrącaniem się w nasze wewnętrzne sprawy i naruszeniem naszej suwerenności”. – Nie kwestionujemy przecież z tego powodu całej UE jako takiej – zaznaczył szef MSZ.
Konserwatywny nie znaczy nieliberalny
Czaputowicz odrzucił zarzuty, że Polska jest krajem ksenofobicznym. W dyskusji na temat unijnej polityki uchodźczej Polska uchodzi za zdecydowanego przeciwnika rozdzielania uchodźców między państwa UE według ustalonych kwot, a szczególnie broni się przed przyjmowaniem muzułmańskich migrantów. PiS, którego członkiem jest również Czaputowicz, argumentuje takie działania względami bezpieczeństwa.

Zdaniem Czaputowicza każdy może powiedzieć w Polsce swoje zdanie, co „potwierdza demokratyczne standardy w Polsce”. Fot. Źródło: dw.de
Po zamachach w Paryżu i Berlinie „obywatele chcą się czuć bezpieczni” – powiedział Czaputowicz „Neue Osnabrücker Zeitung”.
Szef polskiej dyplomacji odpiera też wysuwany przez krytyków zarzut, że polityka azylowa UE służy PiS podsycaniu strachu w polskim społeczeństwie i wykorzystywaniu go w kampanii wyborczej.
Czaputowicz domaga się natomiast zrozumienia dla stanowiska Polski, w której większość mieszkańców jest katolikami, być może bardziej przywiązanymi do chrześcijańskich wartości niż średnia w UE.
„Jest to ważna część naszej tożsamości i powinna być akceptowana w UE, która stawia na tolerancję i różnorodność. Bycie konserwatywnym nie oznacza jednocześnie braku liberalizmu”. – oznajmił. Polska udowodniła to przyjmując w ostatnich latach setki tysięcy imigrantów zza wschodniej granicy, głównie z Ukrainy. „Jednak nielegalnej imigracji nie akceptujemy” – podkreślił Czaputowicz.
REDAKCJA POLECA
Polityczny manifest przeciwko działaniom władz w klipie DOMINIKzZDS „Dobra Zmiana”
Teledysk „Dobra Zmiana” to polityczny manifest przeciwko działaniom obecnych władz. „Dobra Zmiana” to pierwszy singiel, a zarazem klip promujący nowy projekt solowy artysty DOMINIKzZDS.
Na początku lipca ukazał się klip do utworu „Dobra Zmiana”, który zapowiada premierę pierwszego singla, a zarazem nowego projektu solowego DOMINIKzZDS.
„Dobra Zmiana” zdecydowanie na dzisiejsze czasy
„Dobra zmiana” opowiada o aktualnej sytuacji politycznej w kraju z punktu widzenia twórcy. – Kawałek „Dobra Zmiana” jest moją reakcją na perfidne działania partii rządzącej, które między innymi zmierzają do całkowitego przejęcia władzy nad sądami w Polsce co w przyszłości będzie źródłem wielu bardzo niebezpiecznych patologii i nadużyć – wyjaśnia w rozmowie z thefad.pl DOMINIKzZDS.
Muzykę do „Dobra zmiana” wyprodukował Benny Been. Nagrania dokonano w Studio M:23 w Wałbrzychu. Zdjęcia do klipu powstały w Zielonej Górze, a za realizację odpowiada Tymoteusz Chwistek – TutajStudio.
– Przyłączacie się do muzycznego protestu i UDOSTĘPNIAJCIE DALEJ. – DOMINIKzZDS
(df) thefad.pl / DOMINIKzZDS
Rozmowa z byłym dyrektorem Radia Wolna Europa: „to jeden z najbardziej udanych amerykańskich projektów”
„To była wielka mądrość ludzi, którzy założyli Radio Wolna Europa, że działającym w jego ramach redakcjom narodowym dali więcej niezależności, niż BBC czy Głos Ameryki”, uważa były dyrektor RWE Ross Johnson.

Deutsche Welle: Wolna Europa było bardzo ważną instytucją dla wielu ludzi po wschodniej stronie żelaznej kurtyny. A jak jej rola była postrzegana z Monachium?
Ross Johnson: Jeden z założycieli i czołowych przedstawicieli stacji powiedział w latach pięćdziesiątych, że ma ona być tym, czym byłoby Radio Budapeszt lub Radio Praga, gdyby były wolne. RWE widziało swoje zadanie w dostarczaniu niezależnych, nieocenzurowanych informacji ludziom z bloku sowieckiego, gdzie media były ściśle kontrolowane i objęte formalną cenzurą. Wolność informacji jest dobrem samym w sobie, ale w tym wypadku była też sposobem pokojowego kwestionowania sowieckiego systemu i jego kontroli nad Europą Wschodnią. Myślę, że to był główny cel RWE.
DW: W 2001 roku rozmawiałem z pierwszym dyrektorem rozgłośni polskiej RWE Janem Nowakiem-Jeziorańskim. Powiedział mi wtedy, że Lenin miał rację mówiąc, że słowa są niebezpieczniejsze niż kule. Czy Pan zgadza się z tą opinią?
Ross Johnson: Tak, Lenin miał rację, bo swobodny przepływ informacji był zagrożeniem dla systemu komunistycznego. Widzieliśmy to za każdym razem, także w ’68 roku, gdy Związek Sowiecki był bardzo zaniepokojony rozwojem w Czechosłowacji. (Jego ówczesny przywódca) Leonid Breżniew powiedział raz do przywódców Czechosłowacji: „Czy nie rozumiecie tego, jak bardzo te [amerykańskie] media wpływają na nas w bloku sowieckim?”
DW: Ja bym jednak chciał cofnąć się do października ’56 na Węgrzech. Węgierska redakcja RWE popełniła wtedy bardzo poważny błąd. Co się wtedy właściwie stało?
Ross Johnson: Co raz to czytam historie, według których Wolna Europa obiecywała węgierskiej rewolucji militarne wsparcie z Zachodu. To nieprawda. Można to wykazać na podstawie zapisu emisji. Można tam też znaleźć wprawdzie tylko kilka, ale za to bardzo głupich programów, w których jest na przykład mowa o tym, czym jest koktajl Mołotowa. Myślę, że w tym czasie wielu Węgrów i tak to wiedziało, ale nie jest to żadnym usprawiedliwieniem, że coś takiego znalazło się w programie.
Prawdziwym problemem były też bardzo emocjonalne komentarze. To były po prostu niepodłożone faktami ich opinie. A Węgrzy interpretowali je jako dowód poparcia ze strony USA. Późniejsza analiza pokazała, że to starsi, a nie młodzi redaktorzy pisali takie teksty. Chociaż siedzieli w Monachium, rewolucja ich porwała! A to nie powinno było się zdarzyć.
DW: Jak więc do tego doszło?
Ross Johnson: Amerykanie w Monachium powinni byli powstrzymać takie działania. Nie zrobili tego, bo nie rozumieli treści audycji. Był wśród nich tylko jeden człowiek, który mówił po węgiersku, ale on pojechał do Wiednia, aby słuchać, co mówią wolne radia na Węgrzech.
Tak więc lekcją, czy raczej częścią lekcji dla amerykańskiego kierownictwa był wniosek, że trzeba znać treść audycji. Stworzony został stosowny mechanizm – nie cenzura, ale monitorowanie programu pozwalające na rozpoznawanie pojawiających się problemów.
DW: To musiała być niezwykle pouczająca lekcja. Dla Jana Nowaka było bardzo ważne, by nic takiego już się nie powtórzyło. I to się chyba udało?
Ross Johnson: Jan Nowak był bowiem świadomy, nie tyle konieczności uniknięcia powtórki z wydarzeń na Węgrzech, ile spuścizny Powstania Warszawskiego, ogromu przelanej wtedy krwi i straconego życia.
DW: Jak to bolesne doświadczenie zostało wykorzystane w czasach kolejnych kryzysów?
Ross Johnson: W ’68 roku [po zdławieniu „praskiej wiosny” przez wojska Układu Warszawskiego – przyp.] redakcja czechosłowacka zachowała spokój i działała bardzo odpowiedzialnie.
W ’56 roku rozgłośnia węgierska była dopiero rok na antenie. Nawet redakcja czechosłowacka [która rozpoczęła regularne nadawanie już 1 maja 1951 roku jako pierwsza redakcja RWE – przyp.] miała pewne problemy. Gdybyśmy spojrzeli na niektóre audycje z początku lat pięćdziesiątych, zobaczylibyśmy, że to nie jest dobre dziennikarstwo.
W latach 60. ludzie byli już dojrzalsi i wiedzieli, że nie chodzi o potępianie komunizmu, lecz o dostarczanie informacji. Byli rzeczowi i bardzo ostrożni. I uważali, żeby nawet nieumyślnie nie doprowadzić do zaognienia.
DW: A jak było po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce 13 grudnia 1981 roku?
Ross Johnson:W tym czasie dyrektorem polskiej rozgłośni był Zygmunt Michałowski, bardzo spokojny, odpowiedzialny. Codziennie rozmawiał z zastępcą dyrektora RWE, Robertem Hutchingsem, który był najbardziej zaangażowany w sprawy polskie. Problemy rozwiązywali wspólnie. Nie było ani dyrektyw, ani konfliktu, tylko wspólne podejście.
DW: Od 20 lat radio znajduje się w Pradze. Przeniosło się z Niemiec do Czech na zaproszenie prezydenta Havla. Co przyniosła ta zmiana?
Ross Johnson: RWE/RS opuściło Monachium z dwóch powodów. Jednym z nich były wielkie cięcia w budżecie, prawie o połowę. Drugim zaś zaproszenie Václava Havla i polityczna szansa, żeby znaleźć się w Europie Środkowej.
DW: Polska Wolna Europa została zlikwidowana na początku lat 90…
Ross Johnson: …węgierska także. Potem zostało zakończone nadawanie do pozostałych państw Europy Środkowej, krajów bałtyckich i Chorwacji. Punktem zwrotnym był moment wejścia do Unii Europejskiej.
DW: Wyjątkiem był czeski program.
Ross Johnson: To był rodzaj partnerstwa z czeskim radiem publicznym.
DW: I to radio ma nadal program CzRo Plus kontynuujący to, co robiła Wolna Europa, po części przez tych samych ludzi. Chyba nigdzie więcej nie uchowało się nic podobnego?
Ross Johnson: Zgadza się. Usiłowaliśmy o podobne partnerstwo w Polsce, ale się nie udało.
DW: Nie za wcześnie doszło do zakończenia emisji tych programów?
Ross Johnson: Rzeczywistość polityczna jest taka, że w amerykańskim Kongresie nigdy nie uzyskalibyśmy poparcia dla rozgłośni estońskiej, od kiedy Estonia jest w NATO i Unii. Dlaczego Amerykanie mieliby wspierać wolne media? Nadawanie do tych państw musiało się skończyć.
Także emisje programów dla Serbii, Bośni, Macedonii i Kosowa zostaną przerwane, gdy te kraje staną się członkami Unii, tak jak to już miało miejsce w wypadku Chorwacji.
DW: Jak Pan dziś ocenia pomysł, żeby zrobić takie radio?
Ross Johnson: Myślę, że RWE/RS było jednym z najbardziej udanych amerykańskich projektów w ogóle. Jeśli pomyślimy o tym, ile pieniędzy wydano na radio, a ile na sprzęt wojskowy…
DW: …to nie ma porównania.
Ross Johnson: …to było to bardzo opłacalne, bardzo skuteczne przedsięwzięcie. A stało się tak dlatego, że dajmy na to w wypadku rozgłośni polskiej, nie było to amerykańskie radio nadające do Polski, lecz polskie.
Myślę, że to była wielka mądrość ludzi, którzy założyli Radio Wolna Europa, że dali narodowym redakcjom znacznie więcej niezależności niż BBC czy Głos Ameryki.
DW: Czyli historia RWE potwierdziła leninowską opinię, że słowa są niebezpieczniejsze niż kule. Gdy pierwszy raz spotkałem Jana Nowaka, powiedziałem mu: „Dziękuję za wszystko, co Pan dla mnie zrobił”. Teraz mówię „Dziękuję” także Panu.
Ross Johnson:: Dziękuję bardzo.
DW: Dziękuję również za tę rozmowę.
A. Ross Johnson
A. Ross Johnson jest specjalistą do spraw polityki historycznej i publicznej w Międzynarodowym Centrum Naukowym im. Woodrowa Wilsona oraz doradcą RWE/RS. W latach 1988-2002 był dyrektorem RWE. W RWE pracował też w latach 1966-69 jako analityk zajmujący się przede wszystkim Polską. W latach 1969-88 pracował w RAND Corporation, gdzie specjalizował się w kwestiach bezpieczeństwa w Europie Wschodniej i Związku Sowieckim.
Radio Wolna Europa/Radio Swoboda
(RWE/RS, nazwa angielska: Radio Free Europe/Radio Liberty) to rozgłośnia finansowana przez Kongres Stanów Zjednoczonych, utworzona w 1949 r. z połączenia „Radia Wolna Europa” i „Radia Swoboda”. Swoją misję określa następująco: „Promować wartości i instytucje demokratyczne przez rozpowszechnianie prawdziwych informacji i idei”.
RWE/RS nadawała w latach 1951-95 z Monachium, a od 1995 roku z Pragi programy informacyjne skierowany początkowo do państw za żelazną kurtyną (RWE nadawało do państw satelickich Moskwy, RS na obszar Związku Sowieckiego). Dziś RWE/RS nadaje na obszar byłych republik sowieckich (z wyjątkiem państw bałtyckich), na Bałkany Zachodnie (z wyjątkiem Chorwacji) oraz do Iraku, Iranu, Afganistanu i Pakistanu.
REDAKCJA POLECA
Europa walczy z pożarami lasów. Na jaką pomoc może liczyć każdy kraj UE?
Europa wspólnie walczy z pożarami lasów. Jak działa unijny mechanizm pomocy w sytuacjach kryzysowych i na jaką pomoc może liczyć każdy kraj UE?
W trzech niepozornych biurach przy Rue Joseph II w Brukseli znajduje się centrum europejskiej ochrony cywilnej. Tutaj swoją siedzibę ma Centrum Koordynacji Reagowania Kryzysowego (ERCC). Pięć osób w systemie zmianowym przy pomocy danych satelitarnych monitoruje przez 24 godziny na dobę istniejące i potencjalne kryzysy w UE.
W tym tygodniu mają pełne ręce roboty. Wielkie pożary pustoszą lasy w Szwecji. W Grecji w pożarach zginęło ponad 80 osób. Około 150 zostało rannych, w tym wiele dzieci.
Walka z płomieniami trwa – i Europa walczy wspólnymi siłami. Szwecja otrzymała pomoc od Polski, Niemiec, Włoch, Francji, Litwy, Danii, Portugalii i Austrii. Siedem samolotów przeciwpożarowych, siedem śmigłowców i ponad 340 strażaków wspiera szwedzką straż pożarną lub jest w stanie gotowości. Niemcy wysłali do Szwecji ponad 50 strażaków, 9 specjalnych pojazdów i 5 śmigłowców.
Największa akcja gaszenia pożaru
To największa do tej pory wspólna akcja gaszenia pożarów lasów w historii UE. Christos Stylianides, unijny komisarz ds. pomocy humanitarnej i zarządzania kryzysowego, jest zadowolony: – Pracowaliśmy przez całą dobę, by pomóc Szwecji. To nasz obowiązek w Europie, która chroni swoich obywateli – oświadczył. Pożary w Szwecji pokazały, że „zmiany klimatu są realne i żaden kraj nie jest odporny na klęski żywiołowe” – dodał Stylianides.
Również Grecja otrzymała pomoc od innych krajów europejskich. Cypr, Hiszpania i Bułgaria przygotowały samoloty, pojazdy, strażaków i lekarzy.
Wcześniej Sztokholm i Ateny uruchomiły Europejski Mechanizm Ochrony Ludności, którego akcje od 2013 r. koordynuje brukselskie biuro ERCC. Mechanizm, w którym uczestniczy 28 krajów UE i sześć innych państw, używany jest przy klęskach żywiołowych i katastrofach spowodowanych przez człowieka – nawet poza UE. Zastosowano go m.in. w katastrofie elektrowni jądrowej w Fukushimie, podczas epidemii Eboli w Afryce Zachodniej czy w wojnie domowej w Syrii. Według Komisji Europejskiej w latach 2001-2017 mechanizm aktywowano ok. 300 razy.
Solidarność państw UE
Jeśli rząd jakiegoś kraju prosi UE o pomoc, ERCC przekazuje wniosek państwom członkowskim UE. Po uruchomieniu Mechanizmu Ochrony Ludności dany kraj informuje centrum, ile i jakiej pomocy potrzebuje. Które kraje i w jakiej formie będą uczestniczyć w akcji pomocowej, zależy od ich wyposażenia i doświadczeń. Muszą też uwzględnić sytuację we własnym kraju. Jeżeli i tam zagrożenie pożarowe jest duże, zagraniczna akcja pomocy mogłaby być ryzykowna.
– Mechanizm funkcjonuje na zasadzie dobrej woli. Żaden kraj nie jest zobowiązany do pomocy, ale mimo wszystko udziela jej. Pomaga, jak potrafi i za pomocą środków, jakie ma do dyspozycji – mówi DW Carlos Martin Ruiz de Gordejuela, rzecznik Komisji Europejskiej.
Niemcy nie dysponują samolotami gaśniczymi, ale mogą udzielić innego rodzaju pomocy. Szwecja nie ma zbyt dużo doświadczenia z wielkimi pożarami lasów, pomoże zatem odesłanie do niej strażaków, pojazdów, samolotów i udzielenie potrzebnej ekspertyzy.
Apele bez odpowiedzi
Nie zawsze jednak unijny Mechanizm Ochrony Ludności działa sprawnie.
– W przypadku Szwecji i Grecji byliśmy w stanie pomóc, ale nie zawsze tak było, szczególnie w ubiegłym roku – przyznaje Ruiz de Gordejuela. W 2017 r. z powodu pożarów lasów mechanizm był uruchamiany 17 razy. Siedem z tych apeli pozostało bez odpowiedzi. – Kiedy przychodzi apel o pomoc w gaszeniu pożaru, zwykle pali się też gdzie indziej i potrzebne środki nie są dostępne – mówi de Gordejuela.
Teraz Bruksela chce usprawnić cały ten proces wzajemnej pomocy. Możliwe, że UE będzie pokrywać część kosztów zagranicznych misji. Dotąd około połowa wydatków na transport jest pokrywana z budżetu UE. Kraje członkowskie płacą z kolei za koszty akcji. Najpierw kraj udzielający pomocy, potem kraj, który otrzymał pomoc może zwrócić poczynione wydatki.
Inną propozycją usprawnienia całego mechanizmu jest strategiczna lokalizacja sił unijnych, które w razie potrzeby mogą szybko dotrzeć na tereny kryzysowe – tłumaczy Ruiz de Gordejuela. Na znaczeniu ma także zyskać zapobieganie kryzysom, szkolenia i wymiana informacji. Nie oznacza to, że w przyszłości państwa członkowskie będą ponosić mniejszą odpowiedzialność. – To one zawsze będą głównymi aktorami, jeśli chodzi o radzenie sobie z kryzysami – konstatuje de Gordejuela.
REDAKCJA POLECA
Protesty przeciwko zmianom w sądownictwie. W Warszawie policja użyła gazu przeciwko manifestującym
W ubiegły piątek Sejm po ekspresowych pracach uchwalił głosami PiS przygotowaną przez tę partię nowelizację ustaw dotyczących wymiaru sprawiedliwości, m.in. o Sądzie Najwyższym, ustroju sądów, Krajowej Radzie Sądownictwa i o prokuraturze. Już w nocy z wtorku na środę ok. 1:40 Senat przyjął zmiany w Sądzie Najwyższym. Los sądów pozostał w rękach Andrzeja Dudy, ale już w czwartek po południu kancelaria prezydenta zakomunikowała, że ten podpisał nowelizację.
Prezydent Duda oczywiście podpisał ustawę o SN. Od razu spakował się i nawiał do Juraty na wodne narty. Mistrz Świata w zawodach ludzi pozbawionych kręgosłupa.
— Marcin Kierwiński (@MKierwinski) July 26, 2018
Pisowskie zmiany w sądownictwie
Zgodnie z uzasadnieniem ustawy, „zasadniczym celem zmian w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustawie o Sądzie Najwyższym jest doprowadzenie do usprawnienia postępowań prowadzonych przez KRS w sprawach powołania do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego, w tym sędziego SN”. Jednak wprowadzone przez PiS zmiany ustawy praktycznie umożliwią przejęcie Sądu Najwyższego przez partię rządzącą. Zmiany krytykował Rzecznik Praw Obywatelskich, Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”, Helsińska Fundacja Praw Człowieka oraz Sąd Najwyższy. Według SN ustawa jest przykładem skrajnego wykorzystywania prawa do celów politycznych. I jest przykładem nie rządów prawa, ale rządów prawem, w których prawo staje się systemem opresji przy zachowaniu pozorów legalizmu.
Protesty w wielu miastach w Polsce
W wielu miastach w Polsce trwają protesty przeciw wprowadzonym przez PiS zmianom w sądownictwie. W Warszawie zebrani przynieśli świece, transparenty, flagi polskie oraz Unii Europejskiej. Na Krakowskim Przedmieściu stanęła scena, skąd przemawiają uczestnicy protestu. Pojawiła się też przeźroczysta urna, w której trafiają długopisy (to nawiązanie do prezydenckiego podpisu). Kilka osób trzyma wielką atrapę długopisu.
Ludzie współpracują i przekazują sobie długopisy. Garściami wrzucają Adrianowi do wielkiego plastikowego kosza. pic.twitter.com/BMLwAo6f4O
— Jarosław Kurski (@JaroslawKurski) July 26, 2018
Manifestujący przed Pałacem Prezydenckim wznosili okrzyki: „Będziesz siedział”, „Wszyscy razem, pięści w górę, obalimy dyktaturę”, „Zdrajca stanu”, „Pod trybunał”, „Konstytucja”.
Dzisiejsza decyzja Andrzeja Dudy ściągnęła tłumy wkurzonych Obywateli przed Pałac Prezydencki w #Warszawa! ✌🕯#WolneSądy #Konstytucja #ŁańcuchŚwiatła2018 pic.twitter.com/GcdAP4GoxZ
— Grzegorz Drobiszewski (@GDrobiszewski) July 26, 2018
Pod Pałacem Prezydenckim wkurwiony naród domaga się więzienia dla Dudy. pic.twitter.com/x3GyVD9HF9
— Jarek Marciniak (@JarekM79) July 26, 2018
Thousands cry 'shame’ as Polish president signs off judicial reforms https://t.co/FQeZRQuvBt
— The Guardian (@guardian) July 26, 2018
Ćwiczenia praktyczne policji – na razie gaz. pic.twitter.com/w8GVJPLo2Y
— Paweł Wimmer (@Wimmer) July 26, 2018
Pozostawiamy bez komentarza. pic.twitter.com/A4FF5SeRCu
— Obywatele RP (@ObywateleRP) July 26, 2018
❌Policja używa gazu po zakończeniu pokojowej manifestacji‼️ Poszkodowani przypadkowi uczestnicy‼️Niech Brudziński zajmie się swoimi podwładnymi, a nie paradą wojskową w Brukseli.
— Kamila Gasiuk-Pihowicz (@Gasiuk_Pihowicz) July 26, 2018
— Kamila Śliwińska (@KamilaSliwisnka) July 26, 2018
Kilka dni temu policjanci bez imienników wyciągnęli protestujących z tłumu i ich pobili. Dzisiaj, spryskali protestujacych gazem. Co zrobią jutro? Czy mamy się spodziewać @jbrudzinski jakiegoś odpowiednika „Nocy długich noży”? @KurskiPL z @TVP już naśladują Goebbelsa. https://t.co/VRnhFp3ZW5
— Piotr Misilo (@Piotr_Misilo) July 26, 2018
(df) thefad.pl
Bartek Węglarczyk: Mick kończy dziś 75 lat. W muzyce na moim pierwszym, drugim i trzecim miejscu jest geniusz Micka Jaggera

Bartek Węglarczyk
Rolling Stonesów poznałem w latach 80. w Polsce. Puszczał ich Wojciech Mann w radiowej Trójce (było kiedyś takie fajne muzyczne radio), słuchałem ich na prywatkach, moja mama miała ze dwie ich płyty, bo bardziej kochała tylko Beatlesów. Pokochałem ich nie rozumiejąc tekstów, ale wciągnęła mnie ich energia, miłość do życia i miłość do miłości.
Nikt tak jak K nie potrafi mnie codziennie ładować pozytywną energią, to jest poza dyskusją. Ale muzyka jest na nieodległym drugim miejscu. A w muzyce na moim pierwszym, drugim i trzecim miejscu jest geniusz Micka Jaggera (tak, tak, ex aequo z Keithem Richardsem).
Mick kończy dziś 75 lat. Mam nadzieję, że w wieku 60 lat będę miał tyle energii, co on teraz, bo też będę Go wtedy potrzebować.
Rolling Stonesów poznałem w latach 80. w Polsce. Puszczał ich Wojciech Mann w radiowej Trójce (było kiedyś takie fajne muzyczne radio), słuchałem ich na prywatkach, moja mama miała ze dwie ich płyty, bo bardziej kochała tylko Beatlesów. Pokochałem ich nie rozumiejąc tekstów, ale wciągnęła mnie ich energia, miłość do życia i miłość do miłości.
Dopiero gdy wyjechałem do USA, zacząłem rozumieć, skąd się wzięli. Nagle otworzył się przede mną świat bluesa, okazało się, że żeby zrozumieć Stonesów, trzeba wiedzieć, kim byli Muddy Waters czy Robert Johnson. Trzeba było posiedzieć nocą na Beale Street w Memphis, pokłonić się Elvisowi w Graceland, wypić parę shotów we French Quarter w Nowym Orleanie i zjeść tłusty stek słuchając grającego na gitarze kierowcy TIR-a w barze w Vicksburgu w Mississippi.
Poszedłem nawet w USA na studia, żeby lepiej poznać bluesa. I im lepiej go poznawałem, tym bardziej kochałem Stonesów za to, że kochają bluesa.
Do dziś byłem na kilkunastu koncertach Stonesów. Uwielbiam wiele innych zespołów i muzyków [no, J.J. Grey and Mofro są bardzo, bardzo niedaleko Stonesów], ale Stonesi są dla mnie oddzielnym wszechświatem.
Jest oczywiste, że Stonesi osiągnęli taki sukces, dlaczego, że potrafili połączyć energię Micka i Keitha. Żaden z nich oddzielnie nie osiągnął nawet skrawka sukcesu zespołu. Jest oczywiste, że jeśli z zespołu odejdzie Charlie Watts lub Ronnie Wood, to Stonesi też przestaną istnieć.
Dlatego śpieszmy się ich kochać. Każdego dnia mój i zapewne nie tylko mój świat czynią troszkę lepszym.
Happy B’day, Mick Jagger. Long live the King!
Thanks to everyone who came to see us in the UK and Europe. We had a great tour, see you soon! pic.twitter.com/l03NsZPSN9
— Mick Jagger (@MickJagger) July 9, 2018
Bartek Węglarczyk
„Irlandzki sąd nie powinien wydać Polsce aresztowanego Polaka”. TSUE wyraził brak zaufania do Polski i ma niestety rację
Irlandzki sąd nie powinien wydać Polsce aresztowanego Polaka, jeśli uzna, że grozi mu brak rzetelnego procesu – orzekł TSUE. Niemiecka prasa komentuje.
Zaufania uległo roztrwonieniu
„Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyraził brak zaufania do Polski i ma niestety rację” – pisze Stefan Ulrich w „Sueddeutsche Zeitung”. „Unia Europejska jest wspólnotą opierającą się na zaufaniu. Członkowie (tej wspólnoty) ufają sobie, że będą strzec i utrzymywać demokrację, wolność i państwo prawa. To fundamentalne zaufanie jest ważniejsze od (waluty) euro, flagi czy hymnu” – podkreśla autor komentarza.
Zaufanie – jest jego zdaniem „spoiwem”, które powoduje, że „narody i kraje Unii trzymają się razem i są zdolne do działania”. Dlatego, tłumaczy Ulrich, nakaz aresztowania wystawiony w którymś z krajów UE wykonywany jest także w innych krajach Wspólnoty.
Komentator zwraca uwagę, że istniejący dawniej konsensus co do kształtu politycznego społeczeństwa uległ w ostatnim czasie erozji.
„Liberalnej demokracji w zachodnim stylu premier Węgier przeciwstawia swoją ideę nieliberalnej demokracji. A w Polsce rząd wdraża reformę sądownictwa, która ma zdeformować sądy, przekształcając je w narzędzie rządu” – czytamy w „SZ”.
TSUE zdecydował, że kraje UE nie powinny realizować polskich nakazów aresztowania, jeżeli istnieje konkretne niebezpieczeństwo, że osoba poszukiwana nie będzie miała w Polsce uczciwego procesu. „Decyzja jest prawidłowa, a równocześnie smutna. Pokazuje, jak dużo zaufania uległo roztrwonieniu” – pisze w konkluzji Ulrich.
Fundament zaufania
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” podkreśla, że warunkiem przekazywania osób poszukiwanych innym krajom jest zaufanie do niezawisłego wymiaru sprawiedliwości gwarantującego praworządne postępowanie. W UE jednak „kipi i wrze”, co ma negatywny wpływ na zaufanie. Orzeczenie sędziów w Luksemburgu jest, zdaniem „FAZ” konieczne. Sędziowie uznali, że aby odrzucić wniosek o ekstradycję, konieczne jest istnienie konkretnego podejrzenia, że postępowanie nie będzie uczciwe.
„Rozwój sytuacji w Polsce, przeciwko której KE wdrożyła postępowanie ze względu na brak praworządności, nie pozostawia niemal żadnego pola manewru. Wszyscy powinni to zrozumieć jako ostrzeżenie: UE jest dla ludzi” – czytamy w „FAZ”.
Berliński „Tagesspiegel” pisze o „właściwym sygnale”. Wyrok sędziów w Luksemburgu pokazuje, że UE jest czymś więcej, niż tylko rynkiem wewnętrznym – jest wspólnotą wartości – zaznacza Albrecht Meier. „Rządząca od 2015 roku w Polsce partia PiS przeprowadzą reformę sądownictwa, która „niszczy trójpodział władz” – ocenia autor. Polscy „prawicowi populiści” ignorują zarówno protesty opozycji, jak i przeciwdziałania Brukseli, a na wdrożone przez KE postępowanie kierowana przez Jarosława Kaczyńskiego partia rządowa reaguje „wzruszeniem ramion”. Postępowanie władz w Warszawie „obróciło się przeciwko nim” – pisze Meier.
UE to nie tylko wspólny rynek
Albrecht Meier zaznacza, że decyzja Trybunału będzie w praktyce oznaczać, że polskie wnioski o deportację będą rozpatrywane dłużej. „W ten sposób rządowi w Polsce przypomina się po raz kolejny, że UE jest czymś więcej niż tylko rynkiem wewnętrznym – jest wspólnotą wartości” – konkluduje Meier.
Irlandia nie powinna wydać Polsce aresztowanego Polaka
TS w Luksemburgu odpowiedział na pytanie dublińskiego High Court (wysokiego sądu), czy Irlandii wolno odesłać aresztowanego Artura C. do Polski, skoro zagrożona praworządność może oznaczać zagrożone prawo do rzetelnego sądu. Pytanie dotyczyło europejskiego nakazu aresztowania, czyli bardzo uproszczonego, niemal automatycznego systemu ekstradycji w UE, który opiera się na zasadzie wzajemnego zaufania i uznawania decyzji prawnych w Unii.










