Wszystko o usuwaniu tatuażu
Młodość ma swoje prawa. Jednym z nich jest prawo do popełniania głupstw i pomyłek, które kształtują osobowość i postawę w późniejszym życiu. Nie można jednak dopuścić, by błędy młodości stały się czymś w rodzaju piętna, które będzie na człowieku ciążyło i męczyło go przez resztę życia.
Błędy podskórne
Jednym z najczęściej popełnianych w młodym wieku błędów jest zrobienie tatuażu. Wzór, który kiedyś imponował, był symbolem odwagi, miłości lub męstwa, bywa, że u dorosłego człowieka stanowi co najmniej powód dyskomfortu, a często wręcz wstydu. W sytuacji, gdy młodzieńczy tatuaż zaczyna doskwierać na tyle, że utrudnia prowadzenie normalnego życia, niezbędne staje się rozpoczęcie poszukiwań środków, które pomogą się uwolnić od tego błędu. Czy jest to w ogóle możliwe?
Usuwanie niechcianego tatuażu
Usuwanie tatuażu jest zabiegiem stosunkowo trudnym i żmudnym. Jest to możliwe dzięki technologii laserowej, jednak o powodzeniu, a także szybkości i skuteczności zabiegów – bo z pewnością będzie ich musiało być kilka – decyduje rodzaj tatuażu oraz zastosowana barwa pigmentu.Najczęściej wykonywanym tatuażem jest tatuaż trwały, który polega na wprowadzeniu głęboko pod skórę barwnika, który w wyniku otoczenia go przez organizm torbielą, stanie się nieusuwalny.W zależności od koloru tatuażu, jego usunięcie będzie albo łatwiejsze albo bardziej utrudnione. Zdecydowanie najprzyjemniejsze w usuwaniu są tatuaże ciemne. Posiadacz niechanego wzoru o barwie czarnej, czy niebieskiej będzie miał odrobinę bardziej ułatwione zadanie niż np. posiadacz tatuażu w kolorze zielonym lub żółtym.
Proces usuwania tatuażu
Usuwanie tatuażu metodą laserową polega na naświetlaniu wiązką lasera miejsc na skórze na których znajduje się tatuaż. Laser posiada pewną energię – której siła jest dobierana względem barwy tatuażu – której oddziaływanie punktowe na tatuaż powoduje po pierwsze rozerwanie wytworzonych torbieli, przez co cząsteczki tuszu stają się dostępne dla układu odpornościowego organizmu. A po drugie rozbijają i rozpraszają pigment, dzięki czemu staje się on łatwiejszy do wydalenia przez organizm.Cały proces usuwania tatuażu niestety nie jest szybki i prosty. Wymaga co najmniej kilkukrotnego powtarzania całego zabiegu, podczas którego z każdą kolejną próbą powierzchnia tatuażu będzie coraz bardziej blakła, aż do całkowitego zniknięcia.Łączny koszt zabiegu może się wahać od 1 tysiąca, do nawet kilku tysięcy złotych. Na cenę wpływa oczywiście ilość przeprowadzanych zabiegów, stopnień ich skomplikowania oraz oczywiście wybrany gabinet.
Efekty uboczne
Większość efektów ubocznych usuwania tatuażu występuje zaraz po zakończonym zabiegu. Jest to dość mocne zaczerwieniem skóry w miejscu pracy lasera oraz powstałe na powierzchni zakrzepy krwi.Częstym pytaniem wśród chętnych na usunięcie tatuażu jest ryzyko powstałych w wyniku tego blizn. Jest to oczywiście możliwe, jednak taka reakcja organizmu jest stosunkowo rzadka. Głównie wpływać może na to mała wprawa osoby wykonującej zabieg oraz nieprzestrzeganie zaleceń lekarza dotyczących ochrony i pielęgnacji skóry po zabiegu.
Artykuł powstał we współpracy z Klinika Dobosz
Dariusz Stokwiszewski: Trzy apele w jednej i czwarty w innej sprawie!

Dariusz Stokwiszewski
24 lipca w Warszawie odbędzie się protest przed gmachem Senatu RP. Będziemy żądać tego, aby nie upartyjniano SN! Myślę, że każdy, kto tylko jest w stanie, powinien się tam znaleźć. To jest obywatelski obowiązek każdego Polaka kochającego Ojczyznę.
Zanim przejdę do zapowiedzianych w tytule apeli, chcę stwierdzić to, iż obecne państwo polskie postrzegam, jako „autokraturę” Jarosława Kaczyńskiego wspieranego przez jego partyjną „pisokraturę”, tj. betonowy i szkodzący Polsce PiS! To, co się dziś w kraju dzieje jest swoistym ewenementem (w jak najbardziej pejoratywnym rozumieniu tego słowa) w skali europejskiej, od zakończenia „zimnej wojny” w l. 90. XX wieku! Rządy grupy złych i zacofanych (pod względem intelektualnym i moralnym) ludzi, w ciągu niespełna trzech lat spowodowały, być może, nieodwracalne już zmiany w systemie demokratycznym RP! Polska staje się przy tym państwem policyjnym, o czym więcej w jednym z apeli.
Osobiście uważam, że społeczeństwo ma prawo i obowiązek wypowiedzieć się (jednak nie, co do tragikomicznej propozycji prezydenta Dudy w/s referendum konsultacyjnego o zmianie Konstytucji) co do tego, czy władza nie powinna zostać pozbawiona mandatu do jej sprawowania, zanim sprawy nie zajdą za daleko! To oczywiście nie jest proste, ale biorąc pod uwagę, jak polską konstytucję codziennie łamie PiS i jego sprzymierzeńcy, wydaje się warte przeanalizowania przez naszych dobrych prawników. Nie nawołuję tu do buntu, a do rozwiązań zgodnych z prawem i takiego protestu obywatelskiego, który mi wydaje się być uzasadniony polską racją stanu i jej bezpieczeństwem!
A tych przyzwoitych, a przy tym merytorycznych prawników mamy wielu, żeby nie rzec, że zdecydowaną większość. Poza tym, swoją radą posłużą też europejskie oraz światowe instytucje, które zapewne nie chcą, aby Europę objęła pożoga kolejnej wojny światowej. Komuś może się to stwierdzenie wydać „na wyrost”, czy wręcz nieprawdopodobne, ale iskra na proch konfliktu zbrojnego może paść właśnie w Polsce oraz zadziałać jak reakcja łańcuchowa. Wszystko, co robi Jarosław Kaczyński i jego otoczenie osłabiając RP, działa jedynie na polityczny pożytek Władimira Putina i Federacji Rosyjskiej!
Referendum konsultacyjne, dlatego jest farsą, że kosztować będzie wiele wysiłku ludzi oraz ogromnych nakładów finansowych, na które nas nie stać, ale co najważniejsze: jego wynik nie jest wiążący dla prezydenta. Oczywiście jestem pewny, że gdyby wynik był po myśli Andrzeja Dudy, to grozić by to mogło eksplozją i tak nieustannie „nadętego z dumy” ciała tego męża stanu, któremu od strony aktorskiej, w czasie jego przemówień, nie można nic zarzucić. Najgorsze jest jednak to, że prezydent zdaje się bezgranicznie wierzyć w to, co mówi, a to już niemal tragedia narodowa!
Pierwszy apel kieruję, już po raz któryś z rzędu, do opozycji parlamentarnej.
Dotyczy on tego, aby ta podjęła skuteczniejsze działania na rzecz postawienia przed Trybunałem Stanu obecnie rządzących w Polsce polityków i bez względu na wynik nie poprzestawała na angażowaniu w nasze sprawy państw Zachodu, także dla naszego wspólnego dobra. Politycy PiS nie powinni brylować „na europejskich oraz światowych salonach”, jak celebryci i patrioci cywilizowanego kraju, który przecież niszczą! Powinni poczuć to, że są nieakceptowani wśród przedstawicieli demokratycznego Zachodu! Tylko taka presja może spowodować jakiekolwiek zmiany, a przede wszystkim powrót na drogę prawa!
Apel drugi kieruję do nadgorliwych funkcjonariuszy Policji,
którzy nadużywają siły w stosunku do patriotów i dokonują haniebnych rzeczy. Bicie, łamanie rąk, wyciąganie na siłę Bogu ducha winnych ludzi i wywożenie do lasu czy na komendę (nie będę podawał źródeł, które są dostępne w każdym niemal medium), a nawet przypadki śmierci na komisariatach (choćby Kutno, Wrocław), w których się nie zauważa rzeczy oczywistych, co może świadczyć o woli „zamiecenia spraw pod przysłowiowy dywan”, to tylko kilka przykładów bezeceństwa niektórych niewyżytych policjantów, z którymi chyba nie jest wszystko w porządku. Teraz jest to szczególnie widoczne, kiedy w kraju nie mamy już demokracji, a młodzi policjanci (niektórzy gorsi o MO w czasie PRL), którym się zapłaci i awansuje, zrobić mogą niemal wszystko. Stop przemocy Policji, która ma służyć ochronie porządku publicznego, a nie być narzędziem w rękach dyktatora i jego sług!
Trzeci apel to słowa do wszystkich, którzy są obojętni na los niszczonego kraju,
a może kupieni, niekochający Ojczyzny, tchórzliwi bądź to wszystko razem wzięte! Nie wolno stać z boku i mówić, że mnie to nie dotyczy, bo tak nie jest. Systemy BOLSZEWII mają to do siebie, że niszczą nawet swoich wiernych wyznawców choćby tylko po to, aby pokazać społeczeństwu, jakie są „sprawiedliwe”!! Nic bardziej mylnego! Nie wolno dać się zwieść, ani kupić za „COŚ +”, bo reżim wyssie nas potem jak pająk owada! Ci ludzie nie mają empatii i w większości ludzkich uczuć w ogóle!
Na co dzień zwykle wraz z moimi koleżankami i kolegami stoimy pod sądem. Jest nas niewielu, ale w zamian kilku czy kilkunastu (jesteśmy pewni, że ich tylko tylu jest) trolli nie szczędzi nam na forach życzeń wszystkiego, co najgorsze ubliżając przy tym od m.in. „komunistów pazernych na koryta”, zdrajców, etc. Zadaje nam się pytania retoryczne, z tezą, dotyczące przynależności do wyimaginowanych służb, każe pokazywać legitymacje PZPR i tym podobne rzeczy, odsądzając nas tym samym od czci i wiary! Ci podli ludzie wiedzą, że to, o czym piszą mogą włożyć między bajki, ale taka jest ich haniebna rola. Tym, co mnie dziwi niezmiernie jest fakt tego, że ludzie nas znający dobrze i chyba także szanujący, nawet nie próbują zareagować na oczywisty hejt! Czy to brak kręgosłupa, czy też zwykły strach, albo jeszcze gorzej – oportunizm i konformizm, o zdradzie moralnych zasad i etyki, a tym bardziej państwa nie wspominam?! Tak czy inaczej do tej nienawiści już się zdążyliśmy przyzwyczaić.
Nie wierzę w to, iż ci podzielają poglądy tych nienawistnych ludzi, których tej nienawiści nauczył Jarosław Kaczyński czy Joachim Brudziński – obaj ubliżali ludziom, na podobno religijnych miesięcznicach, wołając „cała Polska się z was śmieje komuniści i złodzieje” (sic!). Ten drugi teraz już, jako minister MSWiA „broni porządku publicznego i wybiela katów” bijących kobiety oraz mężczyzn podczas pokojowych manifestacji. Jednak to nie koniec, bo taki Stanisław Karczewski, którego uważałem za inteligenta, mówi o tym, że „do Sejmu i Senatu nie można wpuścić świrów”, a jego sejmowy odpowiednik pan Kuchciński z zawodu technik ogrodnictwa mówiąc o ludziach w Sejmie, używa m.in. pojęcia „odszczurzanie”! Czy to ludzie kulturalni, z zasadami? Proszę odpowiedzieć na te pytania samemu. Ja odpowiedź znam – jest ona przecząca – ale mój „problem” polega na tym, że określenia te uważam za zbyt słabe, a więc nieadekwatne. Mocniejszych zaś pisać mi tu nie wypada!
Podaję za Onet.pl: Komendant główny policji skieruje zawiadomienie do prokuratury w sprawie opublikowania wizerunków i danych osobowych policjantów interweniujących pod Sejmem zapowiedział rzecznik komendanta głównego mł. insp. Mariusz Ciarka. To co panie komendancie główny? Funkcjonariusze chcą bić anonimowo i bezkarnie?! Tacy to z was bohaterowie?! Tacy może jak niejaki Kuklinowski z „Potopu” H. Sienkiewicza?!
Niech pan pisze na Berdyczów, bo żaden porządny sędzia nie skaże nikogo za wskazanie oprawcy Polaków! Sprawa powinna wrócić do prokuratury, która ją wyśle gdzie indziej, ale stamtąd znowu ją odeślą…, no, chyba że trafi na „waszego” sędziego. No, ale jest jeszcze Sąd Najwyższy! Jeszcze go nie macie i mieć nie będziecie, nigdy!
Na koniec wreszcie czwarty, ostatni już apel.
Jutro, tj. 24 lipca w Warszawie odbędzie się protest przed gmachem Senatu RP. Będziemy żądać tego, aby nie upartyjniano SN! Myślę, że każdy, kto tylko jest w stanie, powinien się tam znaleźć. To jest obywatelski obowiązek każdego Polaka kochającego Ojczyznę i nienawidzącego partyjnej dyktatury, „jedynej słusznej i przewodniej siły narodu”, za jaką ma się PiS!
CAŁA POLSKA PROTESTUJE PRZED SENATEM RP – ZACHOWAJMY SIĘ JAK NA POLAKÓW I PATRIOTÓW PRZYSTAŁO. ZACHOWAJMY SIĘ PRZYZWOICIE.
Dariusz Stokwiszewski
Były doradca Trumpa – Steve Bannon chce zjednoczyć nacjonalistyczno-prawicowych populistów w Europie. Czy myśli też o PiS?
Steve Bannon ponosił ostatnio same porażki: przestał być doradcą Trumpa, stracił też stanowisko szefa Breitbart News. Teraz znalazł sobie nowe zajęcie – chce zjednoczyć nacjonalistów w Europie. Czy myśli też o PiS?
Bannon zamierza stworzyć fundację „Ruch”, której celem ma być zjednoczenie nacjonalistyczno- prawicowych populistów w Europie – pisze Adreas Ross w poniedziałkowym wydaniu „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
Merkel celem ataków
Bannon chce zorganizować kampanię przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w maju 2019 roku pod hasłem walki z Angelą Merkel. W wywiadzie dla portalu „The Daily Beast” amerykański dziennikarz ostro skrytykował niemiecką kanclerz za współpracę przy budowie gazociągu Nord Stream 2, nazywając ją „totalnym krętaczem”. Jego zdaniem Merkel „w zamian za tani gaz oddała Rosji kontrolę (nad Niemcami)”.
Fundacja Bannona z siedzibą w Brukseli ma wspierać nacjonalistyczne partie w Europie, dostarczając im politycznych pomysłów i doradzając w sprawach kampanii. Celem jest wprowadzenie do PE jak największej ilości europosłów, którzy mieliby utworzyć nowy nacjonalistyczny klub poselski. Mowa jest o jednej trzeciej wszystkich parlamentarzystów – pisze „FAZ”.
W wywiadzie Bannon cytuje poetę Johna Miltona: „Lepiej jest panować w piekle, niż służyć w niebie”.
Jak zaznacza „FAZ”, Bannon od dawna utrzymuje bliskie kontakty z Marine Le Pen we Francji, włoską Lega Nord i brytyjskimi zwolennikami Brexitu. Prowadził też rozmowy z Alternatywą dla Niemiec. W Budapszecie przyjął go niedawno Viktor Orban.
Wspólnym wrogiem Soros
Ross tłumaczy, że sympatię Orbana wzbudza przede wszystkim negatywny stosunek Bannona do George’a Sorosa – amerykańskiego miliardera węgierskiego pochodzenia. Wspierający otwarte społeczeństwo Soros uznany został przez Orbana za jednego z największych wrogów. „Soros jest diabłem, ale jest wspaniały” – powiedział Bannon. Agencja AFP dodaje, że Bannon rozmawiał także z przedstawicielami PiS.
Zdaniem Bannona w Europie można osiągnąć polityczne cele, inwestując niewielkie pieniądze. Amerykański dziennikarz powiedział w rozmowie z „The Daily Beast”, że zwolennicy Brexitu „inwestując siedem milionów dolarów, wyprowadzili piątą co do wielkości gospodarkę świata z UE”. Kampania wyborcza w USA w 2016 roku pochłonęła od sześciu do siedmiu miliardów dolarów.
Zniszczyć UE
„To jasne, że Trump podziela stanowisko Bannona: celem jest zniszczenie UE, co ułatwi Waszyngtonowi negocjowanie z pojedynczymi państwami narodowymi” – pisze Ross.
„FAZ” zastrzega, że wystąpienia Trumpa podczas ostatniej podróży po Europie mogą Bannanowi utrudnić osiągnięcie celu. Wypowiedzi podważające gwarancje sojusznicze „przestraszyły” Środkowych Europejczyków, którzy zwykle dobrze przyjmują jego nacjonalizm i jego antyunijną furię.
„Zachodnioeuropejscy dyplomacji obserwują z schadenfreude (radością z cudzego nieszczęścia) nieoczekiwany dyscyplinujący wpływ (wypowiedzi Trumpa) na Europejczyków” – pisze w konkluzji Andreas Ross w „FAZ”.
REDAKCJA POLECA
Mesut Oezil rezygnuje z gry w reprezentacji Niemiec. Powód? Wspólne zdjęcie z prezydentem Turcji Erdoganem
Reprezentant Niemiec Mesut Oezil potrzebował kilku tygodni, by odnieść się do wspólnego zdjęcia z Recepem Erdoganem, które wywołało w Niemczech wielką falę krytyki. Jednocześnie zrezygnował z dalszej gry w reprezentacji.
Piłkarski reprezentant Niemiec Mesut Oezil wyjaśnił na swoim profilu na Twitterze, że zdjęcie, do którego pozował razem z kolegą Ilkayem Gundoganem oraz prezydentem Turcji w maju w Londynie tego roku było przejawem szacunku dla głowy tureckiego państwa. Jak tłumaczył, podobnie zareagowałaby przecież premier Wlk. Brytanii Theresa May czy królowa Elżbieta II.
Zdjęcie nie miało wymowy politycznej i nie było też rozumiane, jako wsparcie w wyborach. Oezil podkreślił, że rozmowa z prezydentem Erdoganem ograniczyła się włącznie do piłki nożnej. Na zakończenie odnosząc się do faktu, że zdjęcie wykonano na kilka tygodni przed wyborami prezydenckimi w Turcji, napisał: „Bez względu na to, jaki byłyby wynik ostatnich wyborów i tak zrobiłbym to zdjęcie”.
29-latek grający aktualnie dla londyńskiego klubu FC Arsenal przypomniał jednocześnie o swoim pochodzeniu, pisząc, że „ma dwa serca, jedno niemieckie i jedno tureckie”. A jego mama stale go pouczała, żeby szanował miejsce, z którego pochodzi i „nigdy go nie zapomniał”. Gdyby odmówił spotkania z Erdoganem, byłoby to równoznaczne z wyparciem się własnych korzeni, tłumaczył dalej na Twitterze reprezentant Niemiec.
Zarzuty pod adresem DFB i mediów
Oezil odniósł się krytycznie do Niemieckiej Federacji Piłkarskiej DFB oraz niemieckich mediów. DFB zarzucił, że nie zareagowała, kiedy jeden ze sponsorów Mercedes Benz z powodu afery ze zdjęciem usunął Oezila z kampanii reklamowej w związku z mundialem. Jak pisał dalej, szef DFB domagał się od niego wyjaśnień i przeprosin, ale sponsor nie musiał się usprawiedliwiać z powodu uchybień w związku z aferą spalinową. Piłkarz skrytykował DFB również za to, że ta nie zareagowała krytycznie na spotkanie byłego reprezentanta Niemiec Lothara Matthäusa z prezydentem Władimirem Putinem i ich wspólne zdjęcie przy okazji mistrzostw. Mesut Oezil zarzucił niemieckim mediom rasizm, gdyż skrytykowały go głównie z powodu pochodzenia.
Zawodnik zadecydował, że nie będzie więcej grać w barwach Niemiec ostro atakując szefa DFB Reinharda Grindela. Jak napisał na Twitterze „Nie będzie dłużej robił za kozła ofiarnego z powodu braku kompetencji szefa DFB i jego nieumiejętności wykonywania dobrze swojej funkcji”.
Mesut Oezil wraz Ilkaysem Gundoganem pozował do zdjęcia z prezydentem Turcji w maju w Londynie. Zawodnicy trzymali w rękach swoje klubowe koszulki, które potem podarowali Recepowi Erdoganowi. Obaj piłkarze mają tureckie pochodzenie. Zdjęcia ukazując się w mediach, wywołały nieprzychylne komentarze. DFB oraz koledzy z reprezentacji domagali się, by Oezil odniósł się do sytuacji. Ten jednak milczał i dopiero teraz zamieścił na Twitterze oficjalne oświadczenie.
Oezil nie powinien zapominać, skąd pochodzi, ale także dokąd przybył
Poniedziałkowe wydania gazet komentują sprawę Mesuta Oezila, który zrezygnował z dalszej gry w niemieckiej kadrze i broni wspólnego zdjęcia z prezydentem Turcji Recepem Erdoganem.
„Die Welt” z Berlina pisze:
„Zdjęcie z Erdoganem ukazuje, jak rozdarty jest Oezil. I nie jest on jedynym Niemcem z tureckim pochodzeniem, który ma taką sytuację. Jednak, aby nosić niemiecki trykot, trzeba czegoś więcej niż tylko dobrze grać. Członek kadry narodowej jest wzorem, szczególnie dla młodzieży z pochodzeniem migracyjnym. I tu DFB musi zdefiniować, czego między śpiewaniem hymnu i zapewnieniem oczekuje. Niemcy przez dziesięciolecia nie mieli żadnego stosunku do imigrantów. Niemcy muszą jasno sformułować swoje oczekiwania i każdy ze sportowców znajdujących się na pograniczu kultur musi zadecydować czy je chce spełnić, czy nie. Ten, kto przyjmuje niemiecki paszport i zakłada koszulkę w barwach narodowych, musi wiedzieć, jakie ma ona dla niego znaczenie. Przypadek Oezila to jasno uświadomił”.
Regionalny dziennik „Stuttgarter Nachrichten”:
„DFB ma oświadczenie, którego domagała się od Oezila. Jednak nie załatwia ono kiepsko rozliczonej dotąd afery. Wręcz przeciwnie. Brak ubolewania, przeprosin, zapewnienia, że jako członek kadry narodowej, który reprezentuje niemieckie wartości w przyszłości zachowa się inaczej. Zamiast tego niewypowiedziane przesłanie: on znowu by tak postąpił. Pomimo bezprzykładnej krytyki ze strony mediów i sponsorów. Obok sportowych argumentów także wypowiedź Oezila powinna zadecydować czy mistrz świata zostanie nominowany do następnych rozgrywek międzynarodowych. Wydaje się to bardziej niż kiedykolwiek mało prawdopodobne”.
„Rheinpfalz”
„Oezil pisząc teraz, że spotkał się z Erdoganem z szacunku dla jego urzędu, niezależnie od osoby, całkiem nieźle argumentuje. Zwłaszcza, że wyraźnie dodaje, że zdjęcia nie trzeba interpretować, jako pomocy w wyborach. Kwestią otwartą jest czy drużyna narodowa będzie dalej grała z, czy bez Mesuta Oezila. Trener Joachim Loew nie wysortuje jednak o tak po prostu mistrza świata, który nie ma dotąd w jedenastce narodowej żadnych przewinień”.
Regionalny dziennik „Darmstädter Echo”:
„Oezil rozegrał dla Niemiec profesjonalnie i dobrze technicznie 92 spotkania. Zatem współpraca ta długo funkcjonowała dla obu stron. Teraz pora ją rozsądnie zakończyć i nie robić sobie dłużej złudzeń. Z politycznym przesłaniem, które naturalnie jest, można się uporać i wyciągnąć nauczkę, a Oezila pod względem sportowym więcej nie potrzebujemy”.
„Badische Neuste Nachrichten” z Karlsruhe komentuje:
„Piłkarz Mesut Oezil prawdopodobnie nie potrafił lepiej. Bez wątpienia źle mu doradzono i bez wyczucia, biorąc pod uwagę ewentualne następstwa tego, na co zdecydował się razem z Ilkayem Gundoganem przed MŚ – na zdjęcie z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem wtedy uczestnikiem wyborów. Naturalnie, że jako Niemcy tureckiego pochodzenia mieli do tego prawo. Oczywiście, że sesja zdjęciowa w Londynie była nie na miejscu. Teraz ponad dwa miesiące później także Oezil znalazł po Gundoganie słowa wyjaśnienia”.
„Kölner Stadt-Anzeiger” pyta:
„Oświadczenie Oezila – dlaczego po angielsku? Brzmi ujmująco jego powołanie się na szacunek i respekt dla rodzinnego dziedzictwa, którego nauczyła go matka. Jednak w rzeczywistości przemawia z tego pewnego rodzaju szowinizm. Oezil nie powinien zapominać skąd pochodzi, upominała go matka. Co zatem przeszkadza mu w przypomnieniu sobie, dokąd przybył? Punkt widzenia Oezila, że nie ma nic wspólnego z polityką, że jest tylko piłkarzem, jest co najmniej ograniczony. Już w maju powinien był wiedzieć, że takie rozdwojenie osobowości nie funkcjonuje. W świetle obecnej dyskusji musiałby wiedzieć. Wzbranianie się jest wystawianiem sobie najgorszego świadectwa i afrontem. Mesut Oezil jako wzór do naśladowania – to sprawa nieaktualna”.
REDAKCJA POLECA
Dariusz Stokwiszewski: Ciekawe czy Piotr Gliński wierzy w brednie, które opowiada?!

Dariusz Stokwiszewski
Moja prośba do Państwa Czytelników jest taka, abyście nie dawali wiary postępującemu politycznemu szaleństwu u podłoża, którego leży ślepa, ale też bezdennie głupia polityka „wojny każdego z każdym”, do czego sprowokowała niepohamowana nienawiść paru „chorych na nią” osób!
Atak na biura polityków PiS; „Widać, że to zorganizowana akcja” – podaje TVP INFO
Wandale namalowali na chodniku sprayem napis „Czas na sąd ostateczny”. Z kolei na drzwiach pojawił się napis „PZPR”#wieszwiecej https://t.co/8N01X7ooE1
— TVP Info 🇵🇱 (@tvp_info) July 21, 2018
Na początku wyrażę swoją opinię w kwestii tezy stawianej przez PiS; nie wierzę w to, że zrobiła to normalnie myśląca opozycja i nigdy w to nie uwierzę!
Stawiam natomiast HIPOTEZĘ, że może to być, zakrojona na bardzo szeroką skalę, prowokacja mająca na celu uzasadnienie podwyższenia stanu gotowości Policji i innych formacji służących „obronie porządku i bezpieczeństwa publicznego”! Jakkolwiek by to w tych dzisiejszych czasach nie zabrzmiało …! A być może wprowadzenie jednego ze stanów nadzwyczajnych! Takie zdarzenia znamy już z przeszłości! Każdy pretekst jest „dobry” do tego, aby zaprowadzić „porządek w zanarchizowanym społeczeństwie” – jak zapewne myślą niektórzy z rządzących! Podkreślam – to tylko hipoteza, ale bardzo prawdopodobna!
W nocy z 18 na 19 lipca 64 r. n.e. ulice i place Rzymu długo rozświetlał blask księżyca. Tuż przed świtem na niebie po raz pierwszy tego lata ukazał się Syriusz, „Psia Gwiazda”. Jednak w tym momencie Wieczne Miasto nie było oświetlone tylko księżycowo – gwiezdną poświatą. Rzym od kilku godzin doświadczał jednego z największych nieszczęść w swojej długiej historii; miasto płonęło. Cesarz Neron o podpalenie oskarżył chrześcijan, z którymi w ten sposób chciał się rozprawić. (Źródło Wyborcza.pl).
***
W dniu 27 lutego 1933 roku, w Reichstagu podłożono ogień, a jako podpalacza naziści stracili holenderskiego komunistę Marinusa van der Lubbe. Do chwili obecnej historycy spierają się, czy to on był sprawcą tego zamachu. Adolf Hitler wykorzystał incydent do brutalnej rozprawy z polityczną opozycją. Budynek Reichstagu był feralnego wieczoru pusty, gdyż prezydent Niemiec Paul von Hindenburg miesiąc wcześniej, na wniosek nowego kanclerza, wspomnianego Adolfa Hitlera, rozwiązał parlament, wyznaczając na 5 marca przedterminowe wybory. (Źródło dzieje.pl).
W dzisiejszej Polsce ludzie boją się czegokolwiek powiedzieć głośno, nie mówiąc już o atakowaniu budynków, w których urzędują posłowie tej, czy innej partii. Zwłaszcza tej reżimowej. Wiem jedno; dziś w PiS dzieje się „ciekawie”! Z moich informacji wynika, że trwa w nim zacięta walka o schedę po Jarosławie Kaczyńskim, która nasila się z każdym dniem, prowadząc już nawet do lekceważenia poleceń „wodza” (np. ustawa o zwierzętach futerkowych). Partyjniackie frakcje zwalczają się bez skrupułów, bo wielka władza jest jak narkotyk. A ponadto, jej oddanie opozycji mogłoby stać się początkiem rozliczenia całego zła sprowadzonego na Polskę przez tzw. „dobrą zmianę”!
Tak więc zaczyna się dziać coś poważnego, co skończyć się może tragicznie, o czym też mówił niejaki Piotr Gliński, zarzucający dziennikarzowi TVN nawoływanie policjantów do „walki z władzą”, co jest totalną bzdurą i nonsensem, ale świadczyć może o tym, że na siłę szuka się pretekstów do bezpardonowej i niehonorowej walki z opozycją oraz z niezależnymi mediami. Owa „walka z władzą” w ustach Piotra Domagalika to określenie działań prawnych na osiągnięcie przez policjantów podwyżek, których się domagają.
Wczoraj wieczorem w TVN24 prowadzący program nawoływał polską policję do wypowiedzenia posłuszeństwa władzy państwowej. Zwracam się z pytaniem do właściciela tej stacji – @DiscoveryPL, czy akceptuje taki przekaz swojej telewizji? Proszę także o opinię w tej sprawie @KRRiT__.
— Piotr Gliński (@PiotrGlinski) July 21, 2018
Wierzę w to, że nie ma w Polsce na tyle nierozsądnego sędziego, który by za coś takiego, co było normalną i dozwoloną wypowiedzią, ukarał! Otóż jeśli do takiego scenariusza (myślę tu o ewentualnych zajściach ulicznych) miałoby dojść, to byłoby tylko i wyłącznie winą tej władzy, gdyż my – uczestniczący w protestach jesteśmy zawsze ofiarami (Policji i/lub neonazistów), za milczącym przyzwoleniem tej pierwszej – Policji, która takie polityczne i hańbiące decyzje wyższych przełożonych wykonuje!
Z Policji chce się uczynić formację polityczną (mam tu na myśli wyższych oficerów, ale nie wykluczam, że wśród funkcjonariuszy są także ludzie kochający przemoc – zresztą to widać na co dzień) podporządkowaną aparatczykowi PiS, znanemu ze swej pychy, buty, arogancji i bezkompromisowości (totalny brak empatii) w stosunku do ludzi myślących inaczej!
Apel o nieupolitycznianie Policji skierował do władz państwa także sam przewodniczący Związku Zawodowego Policjantów, który jak sobie myślę, świetnie zna realia policyjnej służby, za marne grosze i codzienne poniewieranie.
Moja prośba do Państwa Czytelników jest taka, abyście nie dawali wiary postępującemu politycznemu szaleństwu u podłoża, którego leży ślepa, ale też bezdennie głupia polityka „wojny każdego z każdym”, do czego sprowokowała niepohamowana nienawiść paru „chorych na nią” osób! Polska musi stać się na powrót demokratycznym i szanowanym powszechnie państwem prawnym. Poza prośba także przestroga; trzeba być gotowym na każdy, nawet najmniej prawdopodobny scenariusz!
Musi powrócić do roli lidera; przemian, nie zaś nienawiści, połączonej ze wspomnianą wcześniej głupotą, chamstwem i żądzą zemsty na Polakach, za wydumane „zamachy i zbrodnie”, których nie było!
Dariusz Stokwiszewski
Adam Mazguła: Panie Prezesie Jarosławie Kaczyński, dlaczego Pan to robi? Za co tak Pan nienawidzi Polaków?

Adam Mazguła
Wszystkie Wasze niezgodne z prawem ustawy i przepisy, wszystkich Waszych wyznaczonych lub powołanych urzędników, dowódców, dyrektorów i Was, niedotrzymujących przysięgi – posłów PiS, uważam za nielegalnych.
Panie Prezesie Jarosławie Kaczyński,
słuchałem, jak powiedział Pan, że musicie dokończyć „reformę sądów”, bo inaczej, te sądy zniszczą wszystkie Wasze „reformy”, które Pan był łaskaw nam narzucić.
Obaj wiemy, że dla propagandy i kupienia sobie poklasku niewykształconych ludzi słowem reforma nazywa Pan zawłaszczanie i upartyjnianie. W tej sytuacji, mając szacunek do prawdy, należałoby powiedzieć:
My, ludzie PiS-u musimy podporządkować sobie sądy, wyznaczyć tam spolegliwych nam prawników, najlepiej nie wiele rozumiejących, ale oddanych partii, bo wprowadzając bezprawne zawłaszczanie i upartyjnianie wszystkich pozostałych dziedzin życia w Polsce mądrzy i niezależni sędziowie są w stanie zatrzymać ten Wasz marsz po absolutną władzę ciemnoty.
Obaj też wiemy, że partia, to Pan. Upraszczając, więc, należałoby powiedzieć:
Jeśli Panu nie oddadzą kontroli nad sądami, to nastąpi upadek Pana i całej podłej zmiany. Nie będzie Pan bohaterem narodowym, a satrapą i zdrajcą. Wszyscy się zorientują, że bez żadnego trybu zrobił Pan z rozwijającej się Polski dziki kraj podzielonych i skłóconych ludzi. Ale Panu to nie wystarcza, dalej wysyła Pan agresję w szeregi swoich wyborców. Ludzie już nie rozmawiają, a kłócą się nawet w rodzinach.
Panie Prezesie,
tymczasem Pan ma się dobrze i nie mówię tu o stanie zdrowia, bo to pilnie strzeżona tajemnica, więc po nią nie sięgam. Pańska władza dobrze się bawi i dzięki kompromitującemu wyrokowi mgr J. Przyłębskiej i jej podobnych bez prawników stała się bezkarna, stojąca ponad prawem, nieomylna, prawie już święta. Na jej podstawie można uniewinnić pańskich przestępców zanim ktoś odważny przedstawi im zarzuty. Mogą teraz spokojnie korzystać z nieograniczonej władzy pomnażając swoje bogactwo i panować nad ludźmi.
Tymczasem Pańscy PiS-owscy prokuratorzy stosują prawo wybiórczo i w interesie partii. Policja stosuje represje na ulicach i szuka starcia z pokojowo protestującym społeczeństwem. Podporządkowane media Pańskiej grupie trzymającej władzę prowokują i okłamują naród na niespotykaną dotąd skalę. Niszczy Pan wszystko, co jeszcze nie zdołał przejąć w podporządkowanie partii. Aktualnie demoluje Pan sądownictwo, wojsko, policję, samorządy… Nie liczy się dla Pana nasze zbiorowe bezpieczeństwo, dobrobyt, wzajemny szacunek, międzynarodowy mir i sojusze, liczy się pańska chora z urojeń fobia.
Dlaczego Pan to robi? Za co tak Pan nienawidzi Polaków?
Bo skończył Pan komunistyczną szkołę, bo biorąc pod uwagę, kto był Pana promotorem, to posługuje się tytułem bolszewickiego doktora? Bo nie został Pan bohaterem Solidarności i mógł Pan spać do południa, gdy bito i poniżano aktywistów związkowych? Mści się Pan za brak rodziny, niespełnienie seksualne, za starość i chorobę, za co?
Panie Prezesie J. Kaczyński,
niezależnie od tego, jaki jest powód Pańskich niszczycielskich zapędów, nie zostanie Pan świętym. Otoczył się Pan takimi samymi biskupami jak Pan, którzy niszczą dla Pana i swoich korzyści kościół w naszym kraju. Wspierają oni Pańską myśl o wielkiej Polsce, która podporządkuje Panu inne chrześcijańskie narody Europy za pomocą kłamstwa, religii śmierci i strachu.
Wiem to na pewno, że nawet zdemolowane przez Pana państwo, nie ugnie się przed Pana dyktatem.
Partia Prawo i Sprawiedliwość zawsze już będzie nazywana „Szmalem i Podłością”, a i inne polskie słowa odzyskają swoje znaczenie.
Kłamstwo nigdy nie będzie prawdą, tak jak dzielenie i obrażanie ludzi nie jest drogą do wzmocnienia jedności narodowej. Obaj wiemy, że białe jest białe, a nie czarne. Jednak Pana wyznawcy krzyczą za Panem, wbrew znajomości barw, że jest czarne. Takie właśnie czarne są pańskie myśli i tacy są Pańscy wyznawcy. Po prostu kompromitacja logiki i znajomości podstaw wiedzy z przedszkola.
Wasza głupota może wszystko, zniszczyć kraj, wprowadzić faszyzm, dać władzę kanalią i kreować otępienie narodowe, ale nie zmieni to oceny, że niszczycie dokonania wielu pokoleń i nie dajecie pozytywnych perspektyw na przyszłość.
Dzisiaj, podpala Pan Polskę i ludzie, którzy znają ogrom zniszczeń, jaki może dokonać taki ogień – protestują. Są to ludzie doświadczeni i mądrzy. Nie zamknie im Pan ust spisywaniem, straszeniem i ustawiając szpalery z tysięcy PiS-owskich policjantów.
Ludzie czekają na wybory, nie chcą konfrontacji i krwi na ulicach, o którą tak bardzo zabiega Pańskie środowisko. Nie chcą następnego Aleppo, gdzie władza wspierana przez Putina wymordowała 25 tys. pokojowo demonstrujących na ulicach swoich obywateli, zanim oni chwycili za broń, a i tak nazywa ich Pan terrorystami, bo szukają warunków do przeżycia. Pana środowisko jest zdolne do podobnych zachowań, a żeby odebrać nam wszelką nadzieję na zwycięstwo zmienił Pan ordynację wyborcza i szykuje zamach na wolne wybory.
Panie Prezesie J. Kaczyński,
zapytam wprost, czy Pan uważa, że w Polsce rządzi legalna władza?
Przykro mi stwierdzić, ale ja uważam, że poprzez łamanie prawa i konstytucji, ta władza PiS jest nielegalna, bo nie dochowała umów demokratycznych zasad, na jakich została wybrana.
Jesteście nielegalnym rządem bezprawia, tak jak Pan jest nielegalnym dyktatorem. Wspierają Pana nielegalni, bo zakłamani w wierze biskupi. Kieruje Pan nielegalną grupą przestępczą na narodową skalę.
Nie zamierzam Wam służyć, dlatego wypowiadam posłuszeństwo Pańskiej nielegalnej atrapie władzy.
Pańscy przestępcy używają nielegalnego, przypisanego Polsce, a nie PiS-owi godła, barw narodowych i nazwy. Nie jesteście Polskimi władzami, reprezentujecie interesy jedynie 18 % parafian.
Jesteście zorganizowaną bandą przestępców zawłaszczającą sobie prawo do tworzenia w naszym kraju rasy nadludzi i niewolników.
Wszystkie Wasze niezgodne z prawem ustawy i przepisy, wszystkich Waszych wyznaczonych lub powołanych urzędników, dowódców, dyrektorów i Was, niedotrzymujących przysięgi – posłów PiS, uważam za nielegalnych.
Jako zwykły obywatel, wzywam Pana i Pańskich wyznawców do natychmiastowego opuszczenia stanowisk państwowych i poddania się procedurze oceny Waszej odpowiedzialności za zniszczenie kraju.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Małgorzata Gersdorf: „Polska ciągle jeszcze jest młodą demokracją, w której siły skrajne dochodzą do głosu”
Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf zamierza wrócić w poniedziałek do pracy. „Obecne działania naruszają obowiązującą Konstytucję RP, której jako prezes SN przysięgałam strzec” – powiedziała na wykładzie o praworządności w Karlsruhe.
Zaproszenie prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Gersdorf do wygłoszenia przemówienia w Karlsruhe w ramach XIX Wykładu Pamięci Reinholda Franka wysłano już przed rokiem. W taki sposób upamiętnia się niemieckiego adwokata Reinholda Franka (1896-1945), który został stracony za przygotowanie zamachu na Hitlera 20.07.1944. Jego rodzinne miasto przy wsparciu niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego i Federalnego Trybunału, których jest siedzibą, zaprasza prelegentów, by naświetlali aktualne kwestie demokracji w Europie.
W przededniu tegorocznej uroczystości ambasada RP w Berlinie poinstruowała nadburmistrza Karlsruhe Franka Mentrupa, by prof. Małgorzatę Gersdorf przedstawić jako byłą prezes Sądu Najwyższego RP. Zgoła odmienna ekspertyza napłynęła na kilka godzin przed wykładem z Ministerstwa Spraw Zagranicznych RFN: nie widać przesłanek, jakoby prezes SN prof. Małgorzata Gesdorf nie piastowała już swej funkcji Nadal ma biuro w SN i nie otrzymała jeszcze dokumentu zwalniającego ją z urzędu prezesa SN.
Niemieccy organizatorzy spotkania manifestowali w Karlsruhe solidarność z prezes SN prof. Gersdorf. Przedstawiciele Trybunału Konstytucyjnego RFN i Federalnego Trybunału wraz z prof. Gersdorf uczestniczyli w konferencji prasowej. Podkreślali swą przynależność do europejskiej rodziny sądowniczej.
Decyduje władza
Prof. Johannes Masing z TK RFN wyraził otwarty podziw dla odwagi i wysiłków prezes Gersdorf w obronie konstytucyjnej praworządności w Polsce. W jego osobistych kontaktach z sędziami Trybunału Konstytucyjnego RP zaobserwował, jak udawali się oni na emigrację wewnętrzną, a sam Trybunał został pozbawiony swej ważnej roli. Ostatecznie zaangażowani sędziowie musieli poddać się procedurom i pogodzić, że to władza decyduje, co jest prawidłowe.
Jego polscy koledzy walczyli wcześniej z komunizmem i angażowali się w wejście Polski do Europy, by potem publiczne radio i telewizja w ich kraju zniesławiała ich jako zdrajców ojczyzny, oburzał się sędzia TS Prof. Masing.
Przypominał, że zniesławiani polscy prawnicy walczyli, by wartości demokratyczne i praworządność wypracowywać nie jedynie zwykłymi głosowaniami większościowymi, lecz w odpowiedzialnym i ostrożnym różnicowaniu. Raz wprowadzone zmiany w polskim sądownictwie trudno będzie potem usunąć.
„Czystka” w SN
Prezes SN prof. Małgorzata Gersdorf wskazywała, że rząd RP ustawą zmienia postanowienia Konstytucji RP, podczas gdy Konstytucja jest nadrzędnym prawem.
– Kadencja prezesa SN nie może być skrócona kruczkami i adwokackimi wybiegami – podkreślała Gersdorf. Prezes SN mówiła wręcz o „czystce“ przeprowadzonej w SN pod pozorem wstecznej zmiany i dobitnie podkreślała, że odczuwa to jako przymus. Bezpardonowo próbuje się skrócić jej kadencję.
Tryb przyjmowania nowej ustawy zmierza według niej do szybkiej wymiany kadr oraz uczynienia z sędziów urzędników podległych ministrowi sprawiedliwości i jednocześnie Prokuratorowi Generalnemu, a z drugiej strony – jeśli chodzi o SN – Prezydentowi RP. To zagraża niezależności sędziów, a tak prędkie procedowanie ustawy, jak to ma miejsce obecnie w Polsce, nie jest przyjęte w europejskich sferach prawniczych.
Gdyby ustanowiono jednak drugiego prezesa Sądu Najwyższego, to według prof. Gersdorf będzie to manifestacja siły ponad prawem.
– Sędziowie nie mają wojska. Sędzia zawsze przegra z władzą – stwierdziła. – Będę pierwszym prezesem na uchodźstwie. Ja mogę tylko trwać – zaznaczyła. Profesor Gersdorf zapowiedziała, że w najbliższy poniedziałek wróci do pracy w SN.
– Obecne działania naruszają obowiązującą Konstytucję RP, której jako prezes SN przysięgałam strzec. Ta przysięga mnie determinuje – oświadczyła. Jednocześnie podkreśliła, że planowała teraz urlop wypoczynkowy i nie zamierza zmieniać tych planów.
Sędziowie wypowiadają się przez wyroki
Prezes Gersdorf powstrzymuje się od oceny postępowania Trybunału Europejskiego wobec Polski w związku z odchodzeniem od praworządności.
– Sędziowie zawsze byli uczeni tego, że wypowiadają się poprzez wyroki. Nie jestem politykiem – podkreślała Gersdorf.
Wsparcie międzynarodowe – także entuzjastyczne przyjęcie jej wykładu w Karlsruhe – utrzymuje ją w przekonaniu, że wyraża poglądy wspólne dla europejskich sędziów. Cały czas dostaje listy poparcia od ludzi i instytucji w całej Europie.
Przewodnicząca niemieckiego Federalnego Trybunału Bettina Limperg wskazała na kontakty robocze z prezes SN prof. Gersdorf w ramach sieci przewodniczących Sądów Najwyższych w Europie, która już dwukrotnie pisemnie ustosunkowywała się do przeprowadzanych aktualnie reform w polskim sądownictwie. Najbliższe spotkanie przewodniczących Sądów Najwyższych z Europy, na które została zaproszona prezes SN prof. Gersdorf, odbędzie się we wrześniu.
Prezes Gersdorf podkreślała w wykładzie w Karlsruhe, że Polska ciągle jeszcze jest młodą demokracją, w której siły skrajne dochodzą do głosu. Procesowi demokratyzacji po 1989 r. w Polsce nie towarzyszyła debata i edukacja społeczna. Najważniejszym oczekiwanym rezultatem przemian była zamożność państwa i jego obywateli.
– Państwo prawa to nie jest stan, który się osiąga, lecz ideał, do którego należy dążyć – mówiła Gersdorf. Według prezes SN w każdym narodzie i ustroju może narodzić się cyniczny gracz. Prawnikom jednak nie wolno milczeć.
Zdaniem prof. Gersdorf mandat instytucji europejskich jest zbyt słaby. Postulowała o „więcej Europy w Europie“, proponując zorganizowanie Ogólnoeuropejskiego Kongresu Prawa. Nie wolno pozwolić siłom populistycznym burzyć idei europejskiej, apelowała w Karlsruhe prezes SN Małgorzata Gersdorf.
REDAKCJA POLECA
Rosja. 100 lat bez cara. W nocy z 16 na 17 lipca 1918 roku, miała miejsce egzekucja ostatniego cara Rosji Mikołaja II
W nocy z 16 na 17 lipca 1918 roku, w piwnicy w domu Ipatiewa w Jekaterynburgu miała miejsce egzekucja ostatniego cara Rosji Mikołaja II. Rozkaz rozstrzelania rodziny carskiej przyszedł z Moskwy, wydali go Lenin i wszechwładny wówczas Lew Trocki.
#Romanov family photos now in colourhttps://t.co/dTmSiSBMB9 pic.twitter.com/zPGCyjcXdH
— RBTH UK (@rbthUK) May 18, 2016
Ostatni car Rosji Mikołaj II Aleksandrowicz Romanow przyszedł na świat 18 maja 1868 roku. Władzę objął w listopadzie 1894 roku, po śmierci swojego ojca Aleksandra III.
Wybuchu protestów społecznych
W 1903 roku car dał się uwieść grupie politykierów, którzy widzieli wielkie szanse dominacji Rosji na Dalekim Wschodzie poprzez pokonanie Japonii. W 1904 r. sprowokował wojnę, która okazała się pasmem klęsk wojsk carskich i zakończyła się w 1905 porażką Rosji. Klęska z Japonią wywołała falę niezadowolenia i przyczyniła się do wybuchu protestów społecznych, domagających się przeprowadzenia reform społeczno-politycznych.
W styczniu 1905r. wojsko carskie krwawo rozproszyło pokojową demonstrację w Petersburgu. Dokładna liczba ofiar nie jest znana, podawane są jednak dane o zabitych i rannych od 400 do 5000. Niewątpliwie, stłumienie demonstracji robotniczych bezpośrednio poprzedziło się do wybuchu rewolucji w 1905 roku, w konsekwencji czego Mikołaj II został zmuszony do ustępstw. W październiku car wydaje Manifest, w którym gwarantuje wolność osobistą, prawa wyborcze i wolność zgromadzeń, a także powołuje Dumę państwową.
Udział w I wojnie światowej jako sojuszniczka Francji pchnęła Rosję w objęcia kryzysu. Ten napędził w zmęczonym społeczeństwie jeszcze większą nienawiść do monarchii. Wojsko zaczęło przechodzić na stronę protestującego ludu. Mikołaj stracił poparcie także wśród generalicji i wyższych urzędników.
Abdykacja i areszt carskiej rodziny
W marcu 1917 roku w następstwie Rewolucji Ludowej Mikołaj II abdykował. Car zrzekł się tronu w imieniu swoim i syna na rzecz swojego brata – Michała. Ten nie przyjął jednak tytułu, co i tak nie uchroniło go od śmierci z rąk bolszewików.
Nienawidzący cara lud był uszczęśliwiony. Uformowany wówczas Rząd Tymczasowy początkowo umieścił rodzinę władców w areszcie domowym w pałacu w Carskim Siole pod Petersburgiem, gdzie warunki były dobre, a cara i jego rodzinę traktowano z szacunkiem, pozwolono im mieszkać we własnym pałacu ze służbą i wygodami. Car Mikołaj snuł plany wyjazdu z rodziną do Anglii.
Pod koniec 1917 roku rosnący w siłę bolszewicy obalili Rząd Tymczasowy i przejęli władzę. Wybuchła wojna domowa pomiędzy bolszewikami a Białą Gwardią.
Na początku 1918 roku zbliżał się front białych. Powstało realne zagrożenie, że car może zostać uwolniony. Rodzinę carską szybko ewakuowano najpierw do Tobolska, a potem za Ural, do Jekaterynburga, do najbardziej bolszewickiego rejonu w całej Rosji. Nastroje były do tego stopnia nieprzyjazne, że kiedy car z rodziną wysiedli z pociągu na dworcu w Jekaterynburgu, mało brakowało, a doszłoby do linczu.
The Romanov family partially colorized, 1909-15. pic.twitter.com/hSdVCOrTG4
— History In Pictures (@HistoryInPics) May 8, 2015
W Jekaterynburgu carską rodzinę trzymano w zamknięciu, w domu niejakiego Nikołaja Ipatiewa. Nadzorowani byli przez bolszewików ze społecznych nizin, którzy znęcali się nad Mikołajem i jego bliskimi. Czekiści trzymali rodzinę w kompletnej izolacji. Początkowo pozwalano na półgodzinny spacer, potem skrócono go do pięciu minut, aż wreszcie przestano ich w ogóle wypuszczać. Pilnujący rodziny czekiści znajdowali szczególną rozrywkę w gnębieniu carskich córek, z których dwie były przecież jeszcze dziećmi. W ich stronę nieustannie leciały niewybredne, obsceniczne żarty o seksualnym podtekście, choć do gwałtu nikt nie ośmielił się posunąć. Car i jego żona byli zupełnie bezbronni, mogli jedynie przyglądać się temu wszystkiemu.
„A teraz koniec z tobą!”
Rozkaz, że rodzina carska ma zginąć, przyszedł z Moskwy. Historycy są przekonani, że to właśnie Lenin i wszechwładny wówczas Lew Trocki wydali rozkaz rozstrzelania rodziny carskiej.
Egzekucji miał dokonać Rosjanin Jakow (Jankiel) Jurowski. 16 lipca 1918 rodzina carska położyła się spać około godziny 23. Krótko po północy, już 17 lipca, Jurowski obudził całą rodzinę i kazał wszystkim zejść do piwnicy, rzekomo z powodu grożącego im niebezpieczeństwa, mówiąc, że w mieście wybuchły zamieszki i trzeba się schronić.
Na polecenie Jurowskiego – cesarz, jego żona, cztery córki oraz syn, a także przyboczny lekarz doktor Jewgienij Botkin oraz trzy osoby z dobrowolnej służby: kucharz Iwan Charitonow, kamerdyner Aleksiej Trupp i pokojówka Anna Diemidowa, znaleźli się w małym pokoiku w piwnicy domu Ipatiewa.
Jurowski zgodził się przynieść dwa krzesła, na których zasiedli Aleksandra Fiodorowna oraz słabowity carewicz Aleksy. Jurowski odczytał wyrok i rzekł do cara: „A teraz koniec z tobą!”
Po chwili do piwnicy wpadł pluton egzekucyjny. Wszystkie zgromadzone osoby zostały zabite – zastrzelone lub postrzelone. Po pierwszych strzałach oddanych przez Jurowskiego, pluton egzekucyjny podchodził do każdej leżącej ofiary i dobijał ją kolejnymi strzałami i bagnetami.
Ciała zamordowanych zostały załadowane na samochód ciężarowy i wywiezione do oddalonego o kilkanaście kilometrów od Jekaterynburga lasu, na uroczysko zwane przez miejscowych „Czterech Braci”. Tam zwłoki zostały rozebrane (w czasie tej czynności na ziemię wysypywało się wiele drogocennych kamieni zaszytych w ubraniach członków rodziny carskiej) i poćwiartowane. Dla pewności, że zamordowanych nikt nie rozpozna, oblano ich twarze żrącym kwasem, ciała zostały spalone.
Zmaltretowane szczątki oprawcy wrzucili do nieczynnych szybów, które znajdowały się na polanie po dawnej kopalni rudy żelaza lecz szybko zostały stamtąd przemieszczone w inne miejsce, w celu lepszego ukrycia. Miejsce ukrycia zwłok wybrano bardzo starannie, bo nawet Lenin obawiał się reakcji środowiska międzynarodowego na zamordowanie cara. O kaźni Romanowów świat miał się nigdy nie dowiedzieć.
Car ofiarą represji politycznych
Odnalezione szczątki zamordowanych, poza dwiema osobami (carewicz Aleksy i jego siostra Maria), których kości odkryto później, zostały ekshumowane w 1991 roku. W 1998 roku pochowano je w soborze świętych Piotra i Pawła w Sankt Petersburgu.
W 2000 roku car wraz z rodziną zostali kanonizowani przez Rosyjski Kościół Prawosławny. W 2008 roku Sąd Najwyższy Rosji stwierdził, że padli ofiarą represji politycznych.
(df) thefad.pl
Stanisław Karczewski: Polacy są narodem, który kocha wolność
Naszej partii zarzuca się, że jesteśmy antyeuropejscy. To nie jest prawda. Nigdy nie było deklaracji, ani wypowiedzi polityków ze ścisłego kierownictwa partii, które potwierdzałyby taką tezę – mówi Stanisław Karczewski.
DW: Unia Europejska, a przede wszystkim Komisja Europejska, zarzuca Polsce likwidację trójpodziału władz. Zastrzeżenia budzi ostatnio reforma SN. Jak odniósłby się Pan do tej krytyki?
Stanisław Karczewski: Rozumiem zainteresowanie sprawami wymiaru sprawiedliwości. Zapewniam, że w Polsce respektujemy trójpodział władzy, ale uważamy, że tak jak władza ustawodawcza i wykonawcza, także władza sądownicza powinna podlegać kontroli. Ponadto chciałbym powiedzieć, że to nie Unia Europejska tylko część polityków Unii Europejskiej formułuje zarzuty pod adresem Polski. Pan Timmermans faktycznie ma ciągle uwagi do wprowadzanych zmian w Polsce. Wynika to zapewne z jego trudnej sytuacji politycznej we własnym kraju, gdzie traci poparcie i swoimi działaniami oraz aktywnością chce najwyraźniej odzyskać to poparcie polityczne przed przyszłorocznymi wyborami do europarlamentu.
W przyszłym roku minie 30. rocznica transformacji ustrojowej w Polsce. W naszym kraju przeprowadzono reformy niemal wszystkich dziedzin życia społecznego, politycznego i gospodarczego, a także dostosowano prawo do przepisów obowiązujących w Unii Europejskiej. Jedyną sferą, której nie zreformowano był wymiar sprawiedliwości. Zmiany w sądownictwie zapowiadaliśmy w kampanii wyborczej. Jesteśmy ugrupowaniem, które punkt po punkcie realizuje swój program wyborczy. Zgodnie z naszym programem wprowadzamy zmiany przy bardzo dużym poparciu społecznym.
Jednak wysłanie prezesa Sądu Najwyższego na emeryturę w trakcie trwania kadencji jest w zachodnich systemach prawnych czymś niespotykanym. Pani prezes powołując się na konstytucję uważa, że jej kadencja twa nadal.
– Pierwsza prezes Sądu Najwyższego osiągnęła 65. rok życia i zgodnie z ustawą przechodzi w stan spoczynku. Ustawa przewiduje, że każdy sędzia Sądu Najwyższego może zwrócić się do prezydenta z wnioskiem o możliwość dalszego orzekania. Pierwsza prezes Sadu Najwyższego, pani Gersdorf, miała na to miesiąc przed wejściem ustawy w życie. Wielu sędziów, stosując się do nowego prawa, zgłosiło się z takim wnioskiem do prezydenta. Pani prezes też mogła to zrobić. Zapis mówiący o 6-letniej kadencji nie jest jedynym zapisem w Konstytucji dotyczącym SN, następne zapisy dokładnie określają okoliczności, w których sędzia może przestać być sędzią Sądu Najwyższego. Tak naprawdę jedynym organem, który może stwierdzić, czy konkretny artykuł ustawy jest zgodny z konstytucją, jest Trybunał Konstytucyjny, a nie politycy, dziennikarze, ani nawet sędziowie Sądu Najwyższego.
Kiedy jednak na przykład we Francji skracano kadencję prezydenta, odnosiło się to wyłącznie do następców ówczesnego prezydenta Jacquesa Chiraca.
– To nie jest trafne porównanie. Chodzi bowiem nie o skrócenie kadencji, tylko o wygaśnięcie funkcji sędziego. To coś zupełnie innego. Ustawą nie można skracać kadencji prezesa Sądu Najwyższego.
Ale czy wprowadzone przez Państwa zmiany nie powinny dotyczyć powołanych dopiero teraz, następnych sędziów?
– To odnosi się do wszystkich sędziów i będzie dotyczyło również tych następnych. Każdy sędzia, który osiągnie wiek 65 lat – dotyczy to mężczyzn i kobiet – a zrównaliśmy ten wiek na życzenie UE, może zgłosić się z wnioskiem o dalsze sprawowanie swojej funkcji. Dotyczy to każdego obecnego i następnego sędziego, a także obecnego i następnego pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Jeśli zostanie wybrany on w wieku 64 lat to osiągając wiek 65 lat będzie musiał wystąpić – chcąc w dalszym ciągu być sędzią i prezesem – z wnioskiem do prezydenta.
Kanclerz Merkel i prezydent Macron przed kilkoma tygodniami wydali deklarację, w której wyrazili wolę utworzenia wspólnego budżetu strefy euro. Czy nie obawia się Pan, że Polska może znaleźć się na marginesie Unii?
– Polska jest jednym z 28 krajów UE. Reformy Unii możemy dokonać w drodze konsensusu wszystkich państw członkowskich. Każdy obywatel, który interesuje się sprawami UE widzi, że Unia jest w kryzysie. Jedną z przyczyn jest kryzys strefy euro, która wprowadzona została niezbyt rozsądnie w wielu państwach. Po rozmowach, które prowadziłem tutaj w Niemczech mam pewność, że nad następną perspektywą budżetową UE będzie pogłębiona debata. Sądzę, że decyzję podejmie już nowo wybrany Parlament Europejski.
Polska jest krajem prounijnym. Mamy 85-procentowe poparcie społeczne dla naszego członkostwa w Unii Europejskiej. To jest olbrzymie poparcie, podobne jak dla zmian w sądownictwie.
Naszej partii zarzuca się, że jesteśmy antyeuropejscy. To nie jest prawda. Nigdy nie było żadnej deklaracji, ani wypowiedzi polityków ze ścisłego kierownictwa partii, która potwierdzałaby taką tezę. Jestem przekonany, że decyzję o przyszłym budżecie UE podejmiemy w porozumieniu wszystkich uczestników tego ważnego dla Polaków i Europy projektu, jakim jest Unia Europejska.
Ale Unia Europejska i jej budżet opiera się na zasadzie solidarności. Dlaczego więc Polska nie chce uczestniczyć w rozdziale uchodźców?
– Czy ci, którzy nas tak bardzo krytykują, wiedzą, że do Polski przybyło w ostatnich dwóch latach dwa miliony Ukraińców? To jest bardzo ważna informacja, o której wielu polityków w Unii Europejskiej nie wie. Moim zdaniem nie chodzi o mechaniczne ustalenie kwot i rozmieszczenie migrantów, ale chodzi o wybór modelu społeczeństwa, w jakim chcemy żyć. Obserwujemy, co dzieje się na świecie – w Niemczech, Francji – gdzie funkcjonują równoległe społeczeństwa, które nie chcą się integrować, które wyznają odmienne wartości. Polska przyjmuje osoby z Ukrainy, bo jest duże prawdopodobieństwo, że będą oni szanować nasze wartości.
W naszym interesie i interesie wszystkich państw Unii Europejskiej jest uszczelnienie granic zewnętrznych UE i pomaganie potrzebującym ludziom na miejscu, tak, by nie chcieli opuszczać swojego kraju. Unia Europejska powinna prowadzić taką politykę migracyjną jak inne państwa na świecie. Dla mnie takim wzorem jest Australia. Chcę podkreślić, że Polska była przez wiele lat po drugiej stronie żelaznej kurtyny. Swoją wolę przez ponad 40 lat narzucała nam Moskwa. A Polacy są narodem, który kocha wolność. Nie chcemy, żeby ktokolwiek narzucał nam coś, czego nie chcemy, czego nie chce nasze społeczeństwo. Możemy się zgadzać i zgadzamy się w większości spraw z UE, natomiast nie chcemy, żeby ktoś nam coś narzucał.
Pośrednio porównuje Pan Moskwę z Brukselą.
– To Pańskie porównanie. Ja mówię o historycznych aspektach.
W niemieckich w gazetach wiele pisało się ostatnio o turbulencjach między Polską a Izraelem w związku z ustawą o IPN. Zdecydowali się Państwo wycofać z najbardziej kontrowersyjnych zapisów tej ustawy. Jaki jest dziś stan stosunków polsko-izraelskich?
– Naprawdę to i Polsce i Izraelowi, Polakom i Żydom zależy na tym, aby relacje były dobre, aby były budowane na prawdzie. Podjęliśmy intensywne rozmowy po uchwaleniu tej ustawy, a także wcześniej, w trakcie procesu legislacyjnego, który trwał dosyć długo. Projekt ponad rok czekał na rozpatrzenie. Nie dostaliśmy wyraźnych sygnałów, że ta ustawa zostanie tak odebrana i będzie tak źle interpretowana. Ona została napisana tylko i wyłącznie po to, aby na świecie nie mówiono o „polskich obozach śmierci” – a to się zdarzało często. Nie możemy sobie na to pozwolić, aby mylić ofiary z katami, aby mówiono, że polski naród jest sprawcą Holokaustu. Chcieliśmy, raz na zawsze skończyć z tymi oszczerstwami. Taki cel przyświecał tej ustawie. Ale, jak widać, prawdy nie da się zadekretować. Trzeba o nią walczyć i trzeba ją pielęgnować. Jesteśmy otwarci na dialog ze stroną żydowską i chcemy z Żydami i z państwem izraelskim mieć jak najlepsze relacje.
A jak Pan Marszałek ocenia stan stosunków polsko-niemieckich?
– Dzisiejsze relacje polsko-niemieckie są wielką zdobyczą naszych narodów i rządów. Udało nam się przezwyciężyć problemy naszej przeszłości. Wielki udział w ich zasypaniu odegrał Kościól katolicki w Polsce i ewangelicki w Niemczech. To nasze wspólne osiągnięcie i nie zamierzamy robić niczego, żeby je zaprzepaścić. Natomiast Unia Europejska jest wspólnotą wolnych i równych narodów i tutaj pojawiają się różnice między nami. Jeśli mamy inne poglądy czy interesy to je komunikujemy tak, jak w przypadku Nord Stream II, który to projekt szkodzi nie tylko Polsce, ale całej UE, czy występujemy przeciwko koncepcji Unii dwóch prędkości. Cieszy mnie, że relacje dwustronne z Niemcami są coraz lepsze, że kontakty między politykami na najwyższym szczeblu są częste. Cieszę się też, że doszło do mojego spotkania z przewodniczącym Bundesratu. Odbyłem także wiele interesujących rozmów z premierami landów.
To jest baza do dalszego dialogu i dobrej współpracy. Musimy się spotykać, jak najczęściej rozmawiać. Powinniśmy więcej uwagi przykładać do kontaktów i wymiany młodzieży między obu państwami, bo to ona będzie budować nasze przyszłe relacje dwustronne i przyszłość Unii Europejskiej.
Rozmawiali Bartosz Dudek i Harald Biskup (Kolonia, 07.07.2018)
REDAKCJA POLECA
Brexit. Czy czeka nas chaotyczny rozwód z Wyspiarzami? Jeśli tak, zagrożone będą prawa Polaków w Wlk. Brytanii
UE coraz bardziej obawia się, że nie uda się wynegocjować z Londynem umowy o brexicie. Chaotyczne wyjście z Unii to zagrożenie dla praw Polaków w Wlk. Brytanii.
Ministrowie ds. europejskich z 27 krajów UE (bez Brytyjczyków) obradowali w piątek o stanie negocjacji w sprawie umowy rozwodowej z Wlk. Brytanią.
Brexit ma nastąpić już z końcem marca 2019 r. Porozumienie między Londynem i Brukselą powinno być gotowe najpóźniej w październiku czy listopadzie, by Parlament Europejski i kraje UE miały dość czasu na jego zatwierdzenie. Wprawdzie polubowny brexit nadal jest uważany w Brukseli za najbardziej prawdopodobny scenariusz, ale – co potwierdziły piątkowe rozmowy w Radzie UE – jednocześnie uchodzi za znacznie bardziej zagrożony niż przed zaledwie kilku tygodniami.
Ministrowie na sali obrad – zdaniem świadków ich rozmów – po raz pierwszy od rozpoczęcia poważnych rokowań brexitowych w 2017 r. rozprawiali o wariancie braku ugody z Londynem.
– Pytali unijnego negocjatora Michela Barniera, co w takim razie trzeba będzie zrobić – relacjonuje jeden z unijnych dyplomatów. O powadze sytuacji otwarcie mówił również polski minister Konrad Szymański.
– Scenariusz braku porozumienia nigdy nie był tak prawdopodobny. Wyjście Brytyjczyków bez wynegocjowanej umowy z UE jest wysoce prawdopodobne – przyznał Szymański po zakończeniu posiedzenia Radu UE.
Co z prawami Polaków w Wlk. Brytanii
Brak umowy rozwodowej oznaczałby, że – wstępnie wynegocjowanie już w 2017 r. – gwarancje zachowania obecnych praw przez Polaków (i innych obywateli UE), którzy obecnie mieszkają i pracują w Wielkiej Brytanii, nie zostałyby umocowane w żadnym porozumieniu między Unią i Londynem. Chodzi m.in. o prawa do nieograniczonego czasowo pobytu, zasiłków, edukacji dzieci na równi z Brytyjczykami (również pod względem czesnego na studiach). Niewykluczone, że Polacy w walce o zachowanie co najmniej niektórych praw nabytych przed brexitem musieliby uciekać się głównie na brytyjskich sądach.
– Upadek negocjacji może spowodować chaos. Przygotowujemy się od strony administracyjnej tak, by w takim wypadku dwustronnie [w relacjach między Warszawą i Londynem] możliwe szeroko zachować prawa Polaków – powiedział Szymański. Zastrzegał, że to byłoby „o wiele bardziej chaotyczne” od egzekwowania gwarancji wpisanych w ugodę brexitową. Bruksela nie ma stuprocentowej pewności, czy w przypadku braku ugody z Londynem respektowane byłyby pobrexitowe zobowiązania finansowe (40-60 mld euro) wobec wspólnej unijnej kasy.
Problem bezpiecznika dla Irlandii
Rozmowy o umowie brexitowej zawiesiły się na sprawie granicy między Irlandią oraz brytyjską Irlandią Płn. – To teraz problem najpoważniejszy i najpilniejszy do wynegocjowania – powiedział w piątek Michel Barnier.
Irlandczykom nie grożą ograniczenia w podróży między Dublinem i Belfastem. Premier Theresa May już parę miesięcy temu zgodziła się na „bezpiecznik irlandzki”, czyli dała Unii gwarancje, że między obiema Irlandiami nie zostanie odtworzona „twarda granica” m.in. z kontrolami celnymi. Tyle, że Londyn i Bruksela nie potrafią uzgodnić, w jaki sposób osiągnąć ten cel. Bruksela zaproponowała, by – do czasu ewentualnego wypracowania innego rozwiązania – „wyjściem bezpieczeństwa” było pozostanie Irlandii Płn. w unii celnej z UE przy jednoczesnym zachowaniu wielu zasad wspólnego rynku UE.
Jednak premier May powtórzyła w piątek w Belfaście, że żaden rząd Wielkiej Brytanii nie mógłby się zgodzić na „bezpiecznik” w wersji proponowanej przez Brukselę, a torysowcy jastrzębie oskarżają Unię o „atak na brytyjską suwerenność”, poprzez propozycję innego statusu celnego Irlandii Północnej oraz reszty kraju. Nie proponują jednak żadnego sposobu na uniknięcie „twardej granicy” między dwiema Irlandiami.
– Posiedzenie Rady UE było potwierdzeniem jedności 27 krajów Unii – przekonywał w piątek Barnier, a przecieki z Sali obrad potwierdzały pełną solidarność wszystkich ministrów z Irlandczykiem. Unia trzyma się zatem stanowiska, że nie będzie umowy rozwodowej z Londynem bez „bezpiecznika irlandzkiego”. A bez tej umowy nie będzie pobrexitowego okresu przejściowego (od kwietnia 2019 r. do końca 2020 r.), gdy Brytyjczycy mają funkcjonować w Unii na obecnych zasadach (choć bez prawa głosu w instytucjach UE) i negocjować umowę o przyszłych relacjach gospodarczych z Unią. To właśnie brak okresu przejściowego oznaczałby ogromne zamieszanie już wiosną 2019 r bardzo kosztowne dla UE, choć wiele bardziej dla Londynu.
Nie osłabiać May
Komisja Europejska opublikowała w tym tygodniu komunikat ponaglających kraje Unii do przygotowań na wypadek chaotycznego brexitu bez umowy rozwodowej. Szymański przekonywał w piątek, że Polska pracuje nad tym już od tygodni.
– Sytuacja polityczna w Londynie jest tak chwiejna, że nikt dziś nie ma pewności, jako zakończą się nasze rozmowy – przyznaje dyplomata UE zaangażowany w sprawy brexitu.
Bruksela i Londyn chciałyby dołączyć do umowy rozwodowej deklarację o najważniejszych zasadach stosunków po zakończeniu okresu przejściowego. Tyle, że gdy rząd May wypracował w lipcu swą propozycję („white paper”) w tej sprawie, to w rezultacie do dymisji podał się szef brytyjskiej dyplomacji Boris Johnson i minister ds. brexitu David Davis. Obaj oskarżyli May o forsowanie zbyt ścisłych pobrexitowych więzi z Unią ze szkodą dla ich marzeń o „odzyskaniu suwerenności”.
Spora część „white book” jest nie do przyjęcia dla Unii – m.in. brak granicy celnej z UE przy samodzielnej polityce handlowej Wielkiej Brytanii i jej własnych stawkach celnych. Jednak Barnier – wymieniając plusy i minusy „white book” – unikał w piątek kategorycznego odrzucenia planu May, by nie podkopywać pozycji brytyjskiej premier i tak ciężko walczącej o przetrwanie na czele rządu. – Zważywszy na sytuacją polityczną w Londynie, Bruksela powinna zachowywać się bardzo ostrożnie – tłumaczył Szymański.
REDAKCJA POLECA












