Bilans europejskiej podróży Trumpa brzmi jak fejk nius, czyli buldożerem przez Europę

Niemcy więźniem Rosji. UE wrogiem. NATO już żadną oczywistością. „Świetlana przyszłość“ z Putinem. Bilans europejskiej podróży Donalda Trumpa brzmi jak fejk nius. Tyle, że nim nie jest.

 Niemcy więźniem Rosji. UE wrogiem. NATO żadną oczywistością. „Świetlana przyszłość“ z Putinem. Bilans europejskiej podróży Trumpa brzmi jak fejk nius.Niemcy więźniem Rosji.

Fot. Źródło: dw.de

„Bezprecedensowy” jest słowem, które szczególnie często pojawia się w doniesieniach dotyczących prezydenta USA Donalda Trumpa. Zawsze, kiedy wydawałoby się, że nie może już być bardziej dziwacznie lub awanturniczo, znowu pojawia się tweet, wywiad lub wystąpienie, o którym trzeba powiedzieć: Na coś takiego nie pozwolił sobie jeszcze żaden prezydent USA.

Siedem dni po Europie

W czasie swojej europejskiej podróży Donald Trump był w Brukseli, Londynie, Helsinkach, zahaczył też o szkockie pole golfowe. Bilans tych siedmiu dni: bezprecedensowy skandal podczas szczytu NATO, bezprecedensowe obrzucenie obelgami Niemiec za ich politykę energetyczną i obrony, bezprecedensowe osobiste ataki na brytyjską premier Theresę May i bezprecedensowa degradacja Unii Europejskiej, której państwa członkowskie od dziesięcioleci są najbliższymi sojusznikami USA – czy były?

Naprawdę przyjaźnie odniósł się Trump w tym tygodniu tylko do jednego: prezydenta Rosji Władimira Putina, który we wszystkich międzynarodowych konfliktach i spornych kwestiach stoi właściwie po przeciwnej stronie. Świat stanął na głowie? Przynajmniej umacnia się wrażenie, że z tym prezydentem USA w międzynarodowej polityce nic nie jest już oczywiste.

W poniedziałek wieczorem punktualnie o 20:25 czasu miejscowego Donald Trump powiedział Europie „Goodbye”. Air Force One opuścił Helsinki i odleciał do USA. Co zostaje po tej osobliwej podróży i co dalej?

Pogłębiający się kryzys w stosunkach transatlantyckich

Nic nie jest już takie, jakie było: UE już znacznie dłużej niż NATO zdaje sobie sprawę, że lepiej nie polegać na Ameryce pod rządami Donalda Trumpa. Minione dni tylko umocniły Europę w tym przekonaniu. Napierw Trump bez żenady wtrącił się do rokowań ws. brexitu wbijając nóż w plecy brytyjskiej premier May, a koniec końców nazwał jeszcze UE przeciwnikiem – lub zależnie od interpretacji – wręcz wrogiem w sprawach handlowych.

Dla nasilającego się od miesięcy konfliktu wokół amerykańskich karnych ceł na stal i aluminium nie może to oznaczać niczego dobrego. Gdyby jeszcze Trump, zgodnie ze swoimi groźbami, miał obłożyć dodatkowymi opłatami także import samochodów z Europy, konflikt handlowy mógłby się przeobrazić w prawdziwą wojnę handlową. By temu zapobiec, przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker wybiera się w przyszłym tygodniu na osobistą rozmowę z Trumpem. Ostatnie wypowiedzi amerykańskiego prezydenta na ten temat nie dają jednak wiele nadziei.

Nawet NATO nie może być niczego pewne

W kwaterze głównej Sojuszu Północnoatlantyckiego wielu liczyło się z tym, że szczyt z Trumpem może być trudny. Rzeczywistość przeszła najgorsze oczekiwania. W sporze z krajami takimi jak Niemcy Trump groził w kuluarach, że będzie „robił swoje”, jeżeli sojusznicy nie podwyższą swoich wydatków na obronność do dwóch proc. PKB i to natychmiast. Dopiero kryzysowe posiedzenie zapobiegło dalszej eskalacji konfliktu.

Szkody były już jednak nie do naprawienia. Szczyt NATO 2018 nie był szczytem jedności, tylko nierozwiązanych sporów i pogłębienia rozłamów między partnerami. Niewielkim pocieszeniem jest złożona przez Trumpa na koniec szczytu obietnica lojalności. W nadchodzącym roku NATO będzie obchodziło 70. rocznicę istnienia. Uchodzi za fundament transatlantyckiego partnerstwa, za ostatni bastion kruszącej się zachodniej wspólnoty. Nawet ten fundament nie wydaje się już bezpieczny przed Trumpem.

Niemcy powoli przerywają milczenie

Już przed przyjazdem do Europy Trump zrobił z Niemiec swojego ulubionego przeciwnika, ostro krytykując nie tylko niedostateczne wydatki na obronność i nadwyżkę handlową, ale też politykę migracyjną kanclerz Merkel. W Brukseli dolał jeszcze oliwy do ognia, mówiąc, że z racji wysokiego udziału rosyjskiego gazu w niemieckim miksie energetycznym Niemcy są „więźniem Rosji”. Tym razem Trump posunął się za daleko, nawet w oczach Angeli Merkel, która dotąd ze stoickim spokojem rejestrowała jego ataki. Kanclerz stwierdziła, że wyprasza sobie tego typu wypowiedzi i wskazała na swoje osobiste doświadczenia z kontrolowanej przez sowiecką Rosję NRD.

Niemiecki rząd powoli zdaje się dochodzić do wniosku, że nie może sobie dłużej pozwolić na każdą obelgę Trumpa. Od szczytu NATO nie ma prawie dnia, by szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas nie skrytykował Trumpa. – Kto traktuje międzynarodowych partnerów jak statystów w reality-show, nie tylko traci ich zaufanie, ale szkodzi sam sobie – powiedział Maas. Ministerstwo Spraw Zagranicznych opracowuje obecnie nową strategię w obchodzeniu się z USA. Nie będzie w niej samych uprzejmości.

Prawdziwym zwycięzcą Rosja

Dla Rosji bilans europejskiej podróży Trumpa wypada pozytywnie. Do tego stopnia, że w politycznych talk-show w rosyjskiej telewizji prezydent USA nazywany jest już „naszym człowiekiem”.

NATO jest dla Rosji przeciwnikiem. Dlatego Moskwie nie może się podobać przeforsowane przez Trumpa zwiększenie nakładów na zbrojenia. Kreml jednak z zainteresowaniem śledzi niepokój zasiany przez amerykańskiego prezydenta w Sojuszu.

W związku z gazociągiem Nord Stream Trump robił wprawdzie wymówki Merkel, ale nie Rosji, głównemu inwestorowi tego projektu. Także końcowy szczyt w Helsinkach, które Trump zapowiedział jako najłatwiejszy etap swojej podróży, Rosja może uznać za zwycięstwo. Trump nie domagał się od Putina żadnych ustępstw, a spotkanie podsumował jako „pierwszy krok na drodze ku świetlanej przyszłości” w amerykańsko-rosyjskich stosunkach.

W domu się gotuje

Jeszcze zanim Trump zdążył postawić nogę na ojczystej ziemi, w Waszyngtonie gromadziły się czarne chmury. Wysokiej rangi republikanie zdystansowali się od swojego prezydenta. Nie zdaża się to często, a w obliczu ważnych wyborów do Kongresu i Senatu USA jesienią br. jest wyraźnym sygnałem, że tym razem Trump posunął się naprawdę za daleko. Konserwatyści trzymają się zazwyczaj razem.

Demokraci pienili się. Także dla służb wywiadu przymilanie się Trumpa w kwestii wtrącania się Rosji w kampanię wyborczą w USA, było przebraniem miary. Koordynator amerykańskich służb wywiadowczych Dan Coats poczuł się zmuszony do jasnego postawienia sprawy: zdanie wywiadu nie zmieniło się, Rosja ingerowała w kampanii prezydenckiej w USA. Były szef CIA John Brennan oskarżył wręcz Trumpa o zdradę. Krytyka posypała się nawet w nadwornej stacji telewizyjnej Fox News, zazwyczaj nader przychylnej Trumpowi.

Donald Trump, który swego czasu powiedział, że za jego rządów Ameryka zyska tyle, że wygrana zacznie jej wychodzić bokiem, wraca do domu jako przegrany.

 

REDAKCJA POLECA


Spotkanie Trumpa i Putina: „Najgorsze dyplomatyczne wystąpienie prezydenta USA”, „Putin osiągnął ogromny sukces”

Spotkanie między prezydentem USA Donaldem Trumpem a prezydentem Rosji Władimirem Putinem przebiegło owocnie. „Przyjaźń”, „współpraca” i „pokój” to słowa, po które sięgali najczęściej.

Konferencja prasowa Trumpa i Putina (Helsinki, 16.07.18). Fot. Źródło: dw.de

– Nie rozwiązaliśmy wszystkich problemów, ale był to dobry początek – powiedział prezydent Rosji Władimir Putin. Szef Kremla wyraził życzenie poprawienia relacji z USA. Oba państwa konfrontowane są z wielkimi wyzwaniami takimi jak kryzysy regionalne, walka z terroryzmem i ponadgraniczną przestępczością.

Jak zaznaczył prezydent Rosji, tylko razem można stawić czoła tym wyzwaniom. Według Putina nie ma żadnych obiektywnych powodów do złych relacji obu krajów. – Zimna wojna skończyła się – powiedział Putin w stolicy Finlandii.

Putin ponownie odrzucił zarzuty mieszania się w kampanię wyborczą w USA. 

– Powtarzam to, co już wielokrotnie mówiłem: Rosja nigdy nie mieszała się i nie będzie się mieszać ani w wewnętrzne amerykańskie sprawy, ani w proces wyborczy – zapewniał Putin. Przedtem amerykańskie ministerstwo sprawiedliwości oskarżyło rosyjskie służby specjalne, a tym samym administrację Putina o ataki hakerskie na komputery Partii Demokratycznej i sztab wyborczy Hillary Clinton.

Według amerykańskich śledczych rosyjskie służby specjalne posłużyły się hakerami, by pomóc Trumpowi i zaszkodzić jego rywalce Hillary Clinton. Specjalny śledczy Robert Mueller wystąpił z aktem oskarżenia przeciwko 12 oficerom rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. Prowadzi też śledztwo ws. kontaktów sztabu wyborczego Trumpa z Moskwą. Sam Trump nazwał to śledztwo „polowaniem na czarownice”.

Pozytywny bilans Trumpa

Putin przedstawił w Helsinkach konkretne propozycje redukcji zbrojeń. Chodzi przy tym o rozszerzenie traktatu „Start” o broń strategiczną – zapowiedział szef Kremla.

Także bilans Donalda Trumpa wypadł pozytywnie. – Relacje rosyjsko- amerykańskie poprawiły się w ciągu ostatnich 4 godzinach – powiedział. Trump mówił o bardzo produktywnym dialogu, który otwiera nowe drogi do pokoju. Wyraził przekonanie, że Putin i Rosja chcą rozwiązać problem proliferacji broni atomowej.

Trump wyraził też nadzieję na lepszą współpracę w Syrii. – Oba supermocarstwa mają potencjał, by uratować tysiące ludzkich istnień w kraju, w którym toczy się wojna domowa – zaznaczył Trump. Jak dodał, nie wolno pozwolić, by Iran skorzystał na skutecznej kampanii przeciwko Państwu Islamskiemu. Iran jest podobnie jak Rosja sprzymierzeńcem syryjskiego prezydenta Baszara al-Asada.

Krytyka w USA

Konferencja prasowa Trumpa spotkała się z ostrą krytyką w USA. Były ambasador USA w Rosji w czasach George’a Busha juniora William J. Burns powiedział, że była to najgorsze dyplomatyczne wystąpienie prezydenta USA, jakie pamięta. Również przewodniczący komisji spraw zagranicznych Senatu, republikański senator Bob Corker stwierdził, że prezydent Putin „osiągnął ogromny sukces” i zapewne „zajada się kawiorem w samolocie w czasie powrotu do domu”. Corker skrytykował też Trumpa za nazwanie Europejczyków „wrogami”.

Protesty w Helsinkach

Podczas spotkania na szczycie prezydenta Trumpa i Putina na ulicach Helsinek protestowało kilkaset osób. Przeciwnicy aborcji przebrali się za kobiety ciężarne. Niektórzy nosili maski Trumpa. Inni demonstranci protestowali przeciwko wojnie na Ukrainie oraz na rzecz wolnego handlu, ochrony środowiska i praw homoseksualistów.

 


„Nie możemy już polegać na Białym Domu”

Rząd Niemiec w pełni popiera spotkanie Trumpa i Putina. Jednocześnie wzywa UE do zdecydowanego stawiania czoła „częściowo bardzo agresywnym” wypowiedziom prezydenta USA.

– Ważne, że prezydenci USA i Rosji rozmawiają z sobą – powiedział w poniedziałek o spotkaniu Trumpa i Putina w Helsinkach rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert wskazując na ogniska zapalne od Ukrainy po Syrię. Mówiąc o stosunkach z USA, podkreślił, że kanclerz Angela Merkel nadal jest orędowniczką dobrych stosunków transatlantyckich. – Nic się w tym nie zmieniło, nawet jeśli reprezentujemy znaczną różnicę zdań – zaznaczył Seibert.

Ostre reakcje wywołały natomiast ostatnie wypowiedzi prezydenta USA, który mówiąc o stosunkach handlowych z Unią Europejską, nazwał ją wrogiem.

– Wypowiedź ta niestety po raz kolejny pokazała, jak szeroki stał się polityczny Atlantyk od czasu przejęcia rządów przez Donalda Trumpa – powiedział szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas (SPD) gazetom grupy medialnej Funke (wydanie 17.07.2018).

– Nie możemy już w bezgraniczny sposób polegać na Białym Domu – dodał Maas. Jak zaznaczył, utrzymanie partnerstwa z USA wymaga nowego podejścia. Może ono funkcjonować tylko z „suwerenną i pewną siebie Europą”. Niemiecki minister spraw zagranicznych odrzucił zarzuty stawiane przez prezydenta Donalda Trumpa i wezwał UE do zdecydowania i jedności.

Celowe sianie niepokoju

Trumpowi sprzeciwił się także minister ds. europejskich Michael Roth (SPD).

– Donald Trump określa nas jako przeciwników. Nie jesteśmy takiego zdania – powiedział przy okazji spotkania europejskich szefów dyplomacji w Brukseli.

– Istnieje głębokie i ścisłe partnerstwo między Stanami Zjednoczonymi i Unią Europejską – dodał. Niemiecki socjaldemokrata zarzucił jednocześnie prezydentowi USA, że celowo sieje niepokój.

– Amerykański prezydent prowokuje. Próbuje doprowadzić do rozłamu w Unii Europejskiej – podkreślił Roth. Nie można pozwolić wyprowadzić się z równowagi „częściowo bardzo agresywnym, niezgodnymi z prawdą i niezbyt konstruktywnymi wypowiedziami”, a zamiast tego dążyć do „niezbędnego stopnia jedności”, by UE była traktowana rzeczywiście poważnie. – Samo oburzenie nam nie pomoże – powiedział minister ds. europejskich.

W wywiadzie udzielonym w miniony weekend Donald Trump określił UE „wrogiem USA”.

– Myślę, że mamy mnóstwo wrogów. Uważam, że Unia Europejska jest wrogiem, jeżeli spojrzymy na to, co nam robi w stosunkach handlowych – stwierdził Trump. Użył przy tym pojęcia „foe”, co można tłumaczyć jako „wróg” lub „przeciwnik”.

Natychmiast zareagował na tę wypowiedź przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. „Ameryka i UE są najlepszymi przyjaciółmi” – napisał w niedzielę na Twitterze – „Ktokolwiek mówi, że jesteśmy wrogami, rozprzestrzenia fake newsy”.

 


Mundial w Rosji pod wieloma względami okazał się miłą niespodzianką. Czy zmienił Rosję? Na pewno nie był to mundial Putina

Mundial w Rosji pod wieloma względami okazał się miłą niespodzianką. Największą i najlepszą była wspaniała atmosfera na stadionach i poza nimi, twierdzi autor komentarza Jurij Reszeto.

Mundial w Rosji

Mundial w Rosji pod wieloma względami okazał się miłą niespodzianką. Fpt. Źródło: dw.de

Czy ten mundial zmienił Rosję? Tak. Czy na trwałe? Raczej nie, ale przynajmniej przez miesiąc sprawił, że Rosja stała się kolorowa, a nie szara; radosna, a nie groźna i ponura; odważna, a nie zastraszona. Zarówno dla reszty świata, jak i samych Rosjan. Nawet wtedy, kiedy w kolorowym tłumie kibiców dostrzegałem szare mundury policjantów, tym razem nie kojarzyłem ich automatycznie z ograniczeniem swobody wypowiedzi, tylko z bezpieczeństwem podczas wielkiej imprezy sportowej, którą Rosja zorganizowała w sposób zasługujący na uznanie.

Rosyjskie miasta takie same jak w Europie

Na ten niewątpliwy sukces składa się niepowtarzalne połączenie poczucia pełnego bezpieczeństwa i niczym nieograniczonej swobody, które sprawiło, że Moskwa i inne miasta, w których rozgrywano mundialowe mecze, nie różniły się od europejskich metropolii. I nie chodzi tu wcale o powszechny dostęp do wi-fi, transmisje na żywo meczów w metrze, bezpłatne pociągi dla kibiców, czy nowoczesne przystanki autobusowe, na których można naładować telefon komórkowy. Są to ważne i pożyteczne sprawy dla wszystkich, ale najważniejsze było coś innego: przekonanie, że możemy zachowywać się tak, jak chcemy.

Że możemy krzyczeć głośno „gol!” na tarasie w kawiarni i obejmować innych ludzi na znak radości albo pociechy, jeżeli to ich drużyna utraciła bramkę. Tańczyć i śpiewać na chodnikach, a nawet pić alkohol nie troszcząc się o owinięcie butelki w gazetę. Flirtować z przybyłymi na mundial Brazylijkami na przekór ostrzeżeniom strażników moralności z Dumy. Wypić na daczy za pokój na świecie z Meksykanami i wrócić do miasta na kacu traktorem. Wytłumaczyć szkolną angielszczyzną kibicowi z Arabii Saudyjskiej, że Nowogród Wielki, do którego właśnie przyjechał, to całkiem inne miasto niż Niżny Nowogród, dokąd chciał dojechać, żeby obejrzeć mecz reprezentacji swojego kraju. A potem pomóc mu kupić bilet do właściwej stacji, wsadzić do pociągu, wcisnąć na drogę słoik ogórków małosolnych domowej roboty i życzyć szczęśliwej podróży. Wszystko to składa się na te piłkarskie mistrzostwa świata, które stały się własnością ludzi, a nie państwa.

Mam tu na myśli dziesiątki tysięcy wolontariuszy, setki tysięcy gości z zagranicy i miliony rosyjskich kibiców zakochanych w piłce nożnej. Dla nich wszystkich były to mistrzostwa rozgrywane w bezpiecznych miastach na nowoczesnych stadionach i przy pięknej pogodzie. Mistrzostwa, na których przy dobrym piwie można było omówić sensacyjną postawę rosyjskiej jedenastki narodowej, która doszła do ćwierćfinałów, o czym nikt wcześniej nawet nie śmiał marzyć. Niewątpliwie miało to duży wpływ na dobry nastrój kibiców i nie tylko kibiców w całym kraju.

Piłka nożna jako nadzieja na zmiany na lepsze

I jeszcze jedno. To nie był mundial Władimira Putina, jak się tego powszechnie spodziewano. Nawet jeśli Putin jako prezydent Federacji Rosyjskiej ponosił ogólną odpowiedzialność za organizację tych mistrzostw świata, to nie mógł przecież nakazać Rosjanom zachowywać się tak radośnie i tak ciepło i serdecznie witać przybyłych na nie gości z całego świata. To prawda, że Putin, izolowany politycznie na Zachodzie i obciążony przezeń sankcjami, wyciągnie z tego korzyści wizerunkowe za granicą. Jednak nie tylko on. A poza tym Putin naprawdę nie potrzebuje mundialu, żeby wzmocnić system władzy w swoim kraju.

Nie dajmy się jednak za bardzo porwać zachwytom. Ten mundial nie zmieni przecież na trwałe, na lepsze życia wszystkich Rosjan. Ani pod względem politycznym, ani gospodarczym. Przeciwnie. Rząd przed i podczas mistrzostw przeforsował kilka ustaw, które raczej im życie utrudnią. Z drugiej strony ten mundial dał Rosjanom nadzieję, że pewnego dnia Rosja nie będzie się kojarzyć na świecie tylko z otruciem Skripala, wojną w Donbasie i sankcjami gospodarczymi. Nadzieję, że niedługo po finałowym meczu nie wydarzy się nic takiego, co wydarzyło się po olimpiadzie w Soczi w 2014 roku, kiedy to Rosja zaanektowała Krym. Nadzieję, że rosyjski reżyser teatralny Kiriłł Sieriebriennikow, który przebywa w areszcie domowym, nie trafi do więzienia, i że ukraiński reżyser Ołeh Sencow, który przebywa w rosyjskim łagrze, zostanie wymieniony za rosyjskich jeńców wziętych do niewoli na Ukrainie. Nadzieję, że Rosja, która przez miesiąc potrafiła uśmiechać się do całego świata, nagle nie wyszczerzy ponownie na niego kłów.

 


Jaką wartość ma Puchar Świata FIFA?

Puchar Świata FIFA zawiera prawie 3,7 kg czystego złota. Jego wartość można zatem łatwo ustalić. Przynajmniej pod względem materialnym.

Puchar Świata FIFA

Puchar Świata FIFA. Fot. Źródło: dw.de

Nie ma wątpliwości, że dla zwycięzcy mundialu Puchar Świata FIFA jest bezcenny. Ma on też sporą wartość także pod innym względem, żadne inne bowiem trofeum sportowe nie zawiera tyle złota. Obecny puchar, którego kopia wręczana jest zwycięzcy piłkarskich mistrzostw świata od 1974 roku, ma 36,8 centymetrów wysokości, waży 6,1 kilograma, z czego prawie 3,7 kilograma to czyste złoto.

Puchar Świata FIFA zaprojektował włoski rzeźbiarz Silvio Gazzaniga. Fot. Źródło: dw.de

Rzeźbę Pucharu Świata FIFA wykonał włoski artysta Silvio Gazzaniga. Przedstawia ona dwóch piłkarzy unoszących globus. U jej dołu widzimy dwa pierścienie z malachitu o wadze 1,2 kilograma. Pomiędzy nimi umieszczona jest złota obręcz. Reszta Pucharu waży 4,9 kilograma, z czego 75 procent to czyste złoto, a pozostałe 25 procent to inne metale, zwiększające wytrzymałość tego trofeum, ponieważ czyste złoto jest stosunkowo miękkie.

Najcenniejszy puchar wszystkich czasów

Obecny (13.07.2018) kurs złota wynosi ok. 34 euro za gram. Oznacza to, że Puchar Świata FIFA wart jest dziś ok. 125 tys. euro. Kiedy Niemcy wygrały mundial w Rio de Janeiro 13 lipca 2014 roku, jego wartość wynosiła niespełna 116 tys. euro, ponieważ wtedy cena złota była niższa. Na tyle wycenił go portal internetowy „Gold.de”. Dla porównania: słynny filmowy Oscar pokryty jest cienką warstewką złota wartą zaledwie od 250 do 350 euro. Tak twierdzi niemiecki ekspert od metali szlachetnych Dominik Lochmann, dyrektor firmy ESG Edelmetall-Service GmbH.

Nic więc dziwnego, że oryginał Pucharu Świata jest własnością Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej i przechowuje się go w muzeum FIFA w Zurychu w Szwajcarii, gdzie mieści się także centrala tej organizacji sportowej. Tam też można go podziwiać, ale przed kolejnymi mistrzostwami świata w piłce nożnej puchar wyrusza w podróż po kraju, który je organizuje. Ich zwycięzca otrzymuje oryginał Pucharu tylko na chwilę, żeby kapitan najlepszej jedenastki mógł go unieść na chwilę w triumfalnym geście. Do domu zwycięzka drużyna wraca z jego repliką z pozłacanego brązu.

Smutny los słynnej „Złotej Nike”

Obecna wersja Pucharu Świata FIFA wręczana jest od 1974 roku. Jako pierwszy miał go w rękach ówczesny kapitan niemieckiej reprezentacji narodowej Franz Beckenbauer. Cztery lata wcześniej poprzedni Puchar, słynną „Złotą Nike”, zwaną także Pucharem Jules’a Rimeta, wręczono reprezentacji Brazylii, która zgodnie z regulaminem mogła go zatrzymać, ponieważ po raz trzeci została piłkarskim mistrzem świata. Oficjalnie jej właścicielem jest Brazylijska Federacja Piłki Nożnej.

Po raz pierwszy obecny Puchar zdobyli Niemcy w 1974 roku. Fot. Źródło: dw.de

Ten słynny puchar dwukrotnie padł ofiarą złodziei. Po raz pierwszy skradziono go w 1966 roku z muzeum w Londynie na krótko przed mistrzostwami świata w Anglii. Na szczęście został odnaleziony. W grudniu 1983 roku „Złota Nika” ponownie została skradziona i tym razem już nie udało się jej odzyskać. Przypuszcza się, że została przetopiona na złoty złom przez złodziei. Dlatego Brazylijska Federacja Piłki Nożnej musi się zadowolić jej repliką.

Dzisiejszy Puchar Świata FIFA wykonano w 1973 roku w jednej z pracowni złotniczych w Mediolanie, w której jest regularnie poddawany niezbędnym zabiegom restauratorskim. Posłuży, o ile to właściwe słowo, do czasu kiedy na jego spodniej płycie zabraknie miejsca na grawerunek z nazwą kolejnej drużyny, która go zdobyła. Prawdopodobnie ostatnie wolne miejsce zapełnią zwycięzcy mundialu w 2038 roku.

 

 

 


Roman Giertych: Wojna kultur

Roman Giertych

Roman Giertych

Widzimy dzisiaj różnych działaczy lewicy, którzy krytykują PO, że jest słabą opozycją, a po cichu grzecznie zabiegają o uznanie w oczach PiS. Tak robi Leszek Miller, Magda Ogórek, Włodzimierz Czarzasty. Tak też można interpretować ataki Roberta Biedronia na PO, a jednocześnie deklarację, że współpracowałby z PiS w „święceniu” 550 polskiego parlamentaryzmu i przychodził w wraz z nimi do kompromitującego namiotu.

 

Często ludzie zachodzą w głowę jak to możliwe, że PiS, który zachowuje się od przejęcia władzy jak banda okupantów: łamie Konstytucje, podważa prawa i wolności, pozwala na kradzieże dokonywane w biały dzień, wspiera bezkarność swoich działaczy, posługuje się postkomunistycznymi aparatczykami itd.itp., a nadal utrzymuje wysokie poparcie społeczne.

Jedni wskazują na wpływ TVP w tym obszarze. Inni mówią o słabości opozycji. Mam jednak jeszcze inną teorię, która moim zdaniem najlepiej wyjaśnia przyczynę tego stanu rzeczy.

Już George Weigel w swej doskonałej biografii Jana Pawła II wyjaśnił, że bronią, którą pobił komunistów w Polsce papież była kultura. Kultura rozumiana jako całokształt dóbr niematerialnych narodu, stanowiąca syntezę zarówno dorobku katolickiej części Polski, jak i pozakatolickiej, a nawet częściowo antykatolickiej. Tak zbudował Wielki Papież przewagę moralną nad komunistami, a konsekwencją tej przewagi moralnej było zwycięstwo. Istotą tej syntezy był szacunek okazywany przez osoby z różnych skrzydeł narodowej kultury. Szacunek, który zakładał również konsensus co do tego, że nie budujemy w Polsce rewolucji obyczajowej na wzór wielu krajów Europy Zachodniej. W pewien sposób ten wzór Moralnego Zwycięstwa zaszczepiony w Polsce przez papieża jest potrzebny, od czasu upadku komunistów, do wygrania każdych wyborów.

W Polsce nie wygrywa się sprawną polityką gospodarczą, zagraniczną, a nawet społeczną. Wygrywa się wykazaniem, że moralnie: partia, sojusz, koalicja etc. stoi wyżej niż jego przeciwnicy. Oczywiście ten aspekt moralnej przewagi nie musi opierać się na rzeczywistej przewadze moralnej, czasem bowiem wystarczają pozory tej przewagi.

Niestety PiS uzyskał takie pozory przewagi etycznej nad PO w roku 2015 i nadal pozory te kształtują głowy Polaków. Jedną z zasadniczych przyczyn tego stanu rzeczy jest fakt, że PO zrezygnowała w drugiej kadencji z walki o wyższość moralną. I skręciła w lewo. W stronę środowisk, które nigdy żadnej przewagi moralnej w Polsce nie uzyskają. Ten skręt był związany ze słabością SLD i pokusą zepchnięcia lewicy do ściany (zrealizowanej, ale ze zgubnym skutkiem w 2015).

Niestety ten ruch w lewo spowodował odsłonięcie środka. Tego środka, które pozwalało Platformie zdobywać głosy osób, które nie chciały głosować na PiS, ale swoje poglądy określały jako prawicowe lub centroprawicowe. Takich wyborców w roku 2007 PO miała ponad 30%, a w 2015 ok. 10%. To odpadnięcie tej grupy elektoratu zadecydowało o przesunięciu PiS w stronę centrum. I zadecydowało o klęsce Bronisława Komorowskiego, a w konsekwencji PO w wyborach powszechnych. Oddając głosy centroprawicy Platforma zyskała wyborców lewicowych, ale ich liczba nie zrekompensowała utraty środka.

Przekładając to jednak na język kultury. Co spowodowało to wielkie przesunięcie? Forsowanie różnych projektów (głównie przez premier Ewę Kopacz) o charakterze lewicowym lub skrajnie lewicowym. Symbolem tego była ustawa o ułatwianiu w zmiany płci, która stanowiła sztandar w kampanii wyborczej PO w wyborach powszechnych. Ustawa, którą zawetował jako pierwszą prezydent Duda.

Symbolem jeśli chodzi o kampanię prezydenta Komorowskiego była Konwencja Antyprzemocowa, której media (niesłusznie) nadały lewicowy wymiar. Podpisanie tej konwencji zostało uznane przez środowiska lewicowe jako swój wielki sukces i skłonienie prawicowego Prezydenta do przejścia na ich stronę. Konsekwencją jednak była utrata środka. A wybory prezydenckie wygrywa się środkiem! Przez wyborców centroprawicowych ruch prezydenta Komorowskiego został potraktowany jako zdrada (pomimo tego, że Konwencja nic lewicowego nie zawierała!). I dlatego wygrał Andrzej Duda.

Jak sytuację odwrócić? Platforma powinna wrócić do swoich, zapisanych w programie, korzeni centroprawicowych. To nic, że prawdopodobnie ułatwi to budowanie w przyszłości lewicy. Nie można jednocześnie być prawicą i lewicą.

Jeżeli PO w wyborach 2019 i 2020 będzie znowu się koncentrować na wyborcach lewicy, to przegrają środek, który jest potrzebny do zwycięstwa.

Platforma nie powinna forsować żadnych rewolucji obyczajowych, a najchętniej powinna zakazać w ogóle tematów ideologicznych. I odciąć się zdecydowanie od postaw skrajnej lewicy.

Widzimy dzisiaj różnych działaczy lewicy, którzy krytykują PO, że jest słabą opozycją, a po cichu grzecznie zabiegają o uznanie w oczach PiS. Tak robi Leszek Miller, Magda Ogórek, Włodzimierz Czarzasty.

Czasami te zabiegi o względu PiS wyglądają jak zwasalizowanie. Tak też można interpretować ataki Roberta Biedronia na PO, a jednocześnie deklarację, że współpracowałby z PiS w „święceniu” 550 polskiego parlamentaryzmu i przychodził w wraz z nimi do kompromitującego namiotu.

Takie ataki trzeba potraktować jako okazję do odbicia się od lewicowej ściany i wyznaczenia jasnej różnicy dla wyborców pomiędzy skrajną lewicą a PO. Ustawiłoby to Platformę w centrum politycznym i umożliwiłoby zbieranie głosów elektoratu niezadowolonego z PiS. Barierą, która dzisiaj to uniemożliwia jest fakt, że większość tych wyborców, których do PiS mogłoby zrazić np. przejmowanie sądownictwa, to wyborcy o poglądach centroprawicowych (dawni wyborcy PO). A dzisiaj PO z centroprawicą się nie kojarzy. Trzeba to koniecznie zmienić.

 

Roman Giertych

 

 

 


Trump na Wyspach atakuje premier May za jej strategię brexitu i stwierdza, że „Johnson byłby świetnym premierem”

 

W wywiadzie dla gazety bulwarowej „The Sun” z okazji wizyty w Wielkiej Brytanii Donald Trump ostro zaatakował premier Theresę May za jej strategię brexitu.

Donald Trump z wizytą w Wielkiej Brytanii

Donald Trump: Mamy wystarczająco dużo problemów z Unią, w handlu ze Stanami Zjednoczonymi nie zachowuje się ona fair.

Trump zagroził Wielkiej Brytanii fiaskiem ewentualnej umowy handlowej z USA, jeśli Zjednoczone Królestwo pozostanie zbyt blisko związane z Unią Europejską. Najnowsze plany brexitu premier Theresy May przewidują m.in. unię celną i umowę o wolnym handlu z UE. Zdaniem jej krytyków pani premier, to zbyt „miękkie” podejście.

„The Sun” opublikował urywki wywiadu w formie plików audio oraz pisemne cytaty w czwartek (12.07.18) wieczorem – w czasie kiedy w pałacu Blenheim koło Oksfordu trwała uroczysta kolacja wydana przez premier May na cześć amerykańskiego gościa.

Opublikowane fragmentu wywiadu zawierają tylko odpowiedzi Trumpa; brak jest pytań, do których się odnosi.

W udostępnionych wypowiedziach Trump chwalił między innymi dotychczasowego brytyjskiego ministra spraw zagranicznych Borisa Johnsona, który ustąpił w ostatni poniedziałek w proteście przeciwko kursowi May.

Nie chcę rozgrywać rywala przeciwko May, powiem tylko, że myślę, iż byłby on świetnym premierem. – Trump dodał, że Johnson uchodzący za najgroźniejszego wewnątrzpartyjnego konkurenta premier May „ma do tego predyspozycje i myślę, że ma właściwe podejście, by zostać świetnym premierem”.

Prezydent USA skomentował strategię opuszczenia UE przez Wielką Brytanię forsowaną obecnie przez premier May słowami:

– Ja bym to zrobił zupełnie inaczej. Powiedziałem Theresie, jak to się robi, ale ona mnie nie posłuchała – Koncepcja May odbiega jego zdaniem od tego, „za czym wypowiedzieli się Brytyjczycy w referendum brexitowym”.

Trump na Wyspach atakuje premier May

Donald Trump: Mamy wystarczająco dużo problemów z Unią, w handlu ze Stanami Zjednoczonymi nie zachowuje się ona fair.

Amerykański polityk powiedział, że ścisłe więzi z Unią Europejską mogą doprowadzić do tego, że USA będą zmuszone negocjować umowę handlową nie z Wielką Brytanią, ale ponownie z Unią Europejską. – Mamy wystarczająco dużo problemów z Unią Europejską, podjęliśmy właśnie kroki przeciwko UE, ponieważ w handlu ze Stanami Zjednoczonymi nie zachowuje się ona fair.

Trump ponowił w wywiadzie swoją ostrą krytykę – w jego mniemaniu – zbyt wspaniałomyślnej polityki migracyjnej w Europie. – Imigracja to hańba – powiedział. – Pozwolić przyjechać do Europy milionom ludzi to bardzo, bardzo smutne. Uważam, że utracicie swoją kulturę – dodał Trump.

W piątek po południu na konferencji prasowej z premier May Trump zrelatywizował swoje wypowiedzi z wywiadu dla „The Sun”. Jak stwierdził, wywiad został zmanipulowany. Telewizja CNN wyemitowała jednak nagrania, z których wynika, że cytaty były podane prawidłowo.

Na spotkaniu z dziennikarzami w Chequers, letniej rezydencji brytyjskich premierów, Trump wychwalał jednak „w najwyższym stopniu specjalne” relacje USA z Wielką Brytanią, a także samą premier. Mówił, że ostatnie spotkania z nią bardzo ich do siebie zbliżyły. Na temat brexitu powiedział, że „każdy sposób opuszczenia UE jest dla niego w porządku”.

 

REDAKCJA POLECA

 

 

 

 


Adam Mazguła: Niewielu nas protestuje, ale nie odpuszczamy. Gdzie są polityczni działacze, członkowie opozycyjnych partii?

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Niewielu nas protestuje, ale nie odpuszczamy. Ciekawe, gdzie są ci polityczni działacze regionalni, kandydaci na radnych i członkowie opozycyjnych partii?

 

Leje deszcz, jakby niebo płakało nad nami. Jednak, jak codziennie, jesteśmy na stacji spacerowej pod Sądem Rejonowym w Nysie.

Fot. Adam Mazguła

Dzisiaj komunistyczni bezprawnicy PiS-u, Krystyna Pawłowicz, Stanisław Piotrowicz i im podobni członkowie politycznej Krajowej Rady Sądownictwa czyszczą z sędziów Sąd Najwyższy.

Najciekawsze jest to, że powołują się na naród, który podobno chce zmian w sądownictwie. Myślałem, że chodzi o szybkość i sprawność w orzekaniu, a tu zaskoczenie – odbywają się polityczne czystki.

Pewnie teraz czekają nas bardzo szybkie wyroki – będą zapadały na Nowogrodzkiej.

Niewielu nas protestuje, ale nie odpuszczamy. Ciekawe, gdzie są ci polityczni działacze regionalni, kandydaci na radnych i członkowie opozycyjnych partii? Pewnie nie otrzymali rozkazów.

 

Adam Mazguła

 

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 

 


Naprawa komputerów oraz drukarek – Regulservis.pl

Współczesne przedsiębiorstwa nie istnieją bez odpowiedniego i sprawnie funkcjonującego zaplecza technicznego. W nowoczesnych i dynamicznie rozwijających się markach wdraża się coraz więcej innowacyjnych pod względem technologicznym rozwiązań. Większość z nich opiera się na komputerach, laptopach oraz drukarkach. Warto zatem zadbać o ich dobrą kondycję. W jaki sposób to uczynić? Rozwiązaniem jest współpraca z profesjonalnym serwisem.

Naprawa komputerów oraz drukarek

Komputer – serce i umysł przedsiębiorstwa

Pierwiastek ludzki odgrywa coraz mniejszą rolę w funkcjonowaniu dużych oraz średnich przedsiębiorstw. Sercem, a zarazem umysłem sprawnie działającego biura jest komputer wyposażony w odpowiedni system. Aby uniknąć niespodziewanej awarii, która może narazić firmę na przestój, a co za tym idzie – duże koszta, warto dbać o regularną konserwację tego typu urządzeń. Renomowaną marką zajmującą się m.in. konserwacją komputerów oraz podobnych sprzętów jest firma Regulservis – https://regulservis.pl/. Konserwacja oraz naprawa komputerów to nie jedyny zakres usług wspomnianej marki. Profesjonalni fachowcy mają w swym usługowym arsenale także inne oferty…

Sprawna drukarka to podstawa

Do szerokiej oferty warszawskiej firmy serwisowej należy także naprawa drukarek. Specjaliści zatrudnieni w firmie zajmują się serwisem urządzeń najważniejszych producentów takich jak :

  • Canon
  • Konika Minolta
  • Samsung
  • Brother
  • Xerox
  • Hewlett–Packard

Do usług związanych z naprawą oraz konserwacją tego typu urządzeń zaliczamy także naprawę drukarek laserowych, konserwację urządzeń wielofunkcyjnych, napełnianie tonerów oraz tuszy, a także skup materiałów eksploatacyjnych.

Aby ukazać profesjonalne podejście do wykonywanych prac warto zacytować fragment portfolio marki Regulservis:

W kontekście kontaktu z serwisem ważna jest diagnostyka. W treści zgłoszenia trzeba zamieścić krótki opis problemu. Zaobserwowane objawy przy pracy drukarek to podstawa, by określić gdzie leży problem. Nasi serwisanci, usuwając usterkę kompleksowo konserwują też urządzenie, w celu wyeliminowania ryzyka, że nastąpią kolejne przerwy w cyklu pracy sprzętu. Założony przez nas drukarek w Warszawie zawsze działa sprawnie, dla wygody i zadowolenia Klientów, z zachowaniem najwyższej jakości pracy.

Do najważniejszych walorów tytułowej firmy zaliczyć należy profesjonalizm, doświadczenie, szybkość wykonywanych prac oraz atrakcyjne ceny. Zapraszamy do sprawdzenia z bliska usługowej oferty marki Regulservis. Satysfakcja gwarantowana!

 

 


Homestaging – czyli jak przygotować nieruchomość do sprzedaży lub wynajmu?

Wraz z rozwojem kultury sprzedaży nieruchomości, w ostatnich latach rosnącą popularnością cieszy się tzw. homestaging. Homestaging polega na odpowiednim przygotowaniu nieruchomości do jej prezentacji na rynku. Jego celem jest podkreślenie atutów sprzedawanej lub wynajmowanej nieruchomości. Homestaging nie zakłada przy tym ukrywania wad przedmiotu oferty.

Homestaging - czyli jak przygotować nieruchomość do sprzedaży lub wynajmu?

Historia tego narzędzia marketingu sięga lat 70-tych XX-go wieku. Jedna z amerykańskich agencji pośrednictwa w obrocie nieruchomościami korzystała z niego już w 1972 roku. Za prekursorkę homestagingu uznawana jest Barbara Schwarz. W Wielkiej Brytanii ta forma marketingu została rozpowszechniona pod nazwami „presentation” oraz „property styling”.

Homestaging jest działalnością na pograniczu dekorowania oraz marketingu. Prowadzi do ograniczenia albo wręcz uniknięcia inwestycji w prace remontowe.

Co zrobić, aby wyróżnić nieruchomość spośród podobnych ofert konkurencyjnych?

Homestaging nie ogranicza się jedynie do odpowiedniego wykorzystania elementów dekoracyjnych. Polega na analizie lokalnego rynku, stanu technicznego budynku, badaniu grupy docelowej, a także kreowaniu spójnej koncepcji aranżacyjnej. Znaczenie mogą mieć nawet pozornie nieistotne detale. Nie bez znaczenia pozostaje także zrobienie odpowiednich fotografii, co stanowi zwieńczenie całego procesu.

Do elementarnych wymogów przygotowania nieruchomości należy jej gruntowne sprzątanie. Nie chodzi przy tym wyłącznie o dezynfekcję i odkurzenie. Specjaliści skupiają się na pozornie niewidocznych elementach (np. splątane kable). Takie akcenty wpływają na odbiór lokalu przez potencjalnych nabywców lub najemców, a mogą pozostawać pozornie niezauważone przez domowników.

Eksperci koncentrują się także na depersonalizacji mieszkania. Chowane są osobiste pamiątki, ozdoby czy dyplomy. Naszym celem nie jest przecież zaprezentowanie stylu życia domowników i osobistych preferencji, a przedstawienie oferty, która trafi do jak najszerszego grona odbiorców.

Do najistotniejszych czynników należy odpowiednie oświetlenie, które nie tylko optycznie powiększa wnętrze, ale także wpływa na jego pozytywny odbiór. Decyzja potencjalnego kontrahenta może zależeć właśnie od kluczowych pierwszych sekund spędzonych w pomieszczeniu. Sukces aranżacyjny warunkują detale, oddziałujące na wszystkie zmysły, m.in. dzięki muzyce czy zapachowi. Potencjalni nabywcy zainteresują się jasnym, rozświetlonym wnętrzem.

Dzięki specjalistom mamy możliwość efektywnego wykorzystania potencjału nieruchomości przy nieznacznym nakładzie środków. Odpowiednia prezentacja nieruchomości pozwala znacząco skrócić czas ekspozycji oferty na rynku. W przypadku inwestycji w nieruchomość, warto rozważyć zasięgnięcie porady specjalistów, świadczących kompleksowe usługi.

Artykuł opublikowany dzięki PerfectSpace.pl. Perfect Space zajmuje się aranżacją wnętrz mieszkań, biur i lokali usługowych na terenie Warszawy