Duda oddał hołd ofiarom rzezi wołyńskiej. Ks. Lemański zaprasza prezydenta na pole gdzie zakopano zamordowanych Żydów

Andrzej Duda w niedzielę wziął udział w obchodach 75 rocznicy rzezi wołyńskiej. Oddał też hołd ofiarom ludobójstwa na terenie dawnej nieistniejącej już polskiej wsi Kolonia Pokuta na Wołyniu.

Andrzej Duda oddał hołd ofiarom rzezi wołyńskiej. For. screenshot / TVP Info

Rocznica rzezi wołyńskiej

W niedzielę 11 lipca 1943 r. rozpoczęła się masowa akcja przeciwko ludności polskiej przeprowadzona przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) na Wołyniu, określana mianem rzezi wołyńskiej. Tego dnia zaatakowano ludność blisko 100 polskich miejscowości.

Polscy historycy szacują, że ukraińscy nacjonaliści zamordowali w latach 1943-1945 na Wołyniu i w Galicji Wschodniej ok. 100 tys. Polaków. 40-60 tys. zginęło na Wołyniu, 20-40 tys. w Galicji Wschodniej, co najmniej 4 tys. na terytorium dzisiejszej Polski.

Ks. Lemański: Zapraszam na podobne pole gdzie zakopano Żydów

Panie prezydencie. Zapraszam na podobne pole pod Wąsoszem. – napisał na portalu społecznościowym k. Wojciech Lemański.

Tam będzie miał pan okazję złożyć wiązankę na miejscu, gdzie zakopano 250 Żydów zatłuczonych 5 lipca 1941 roku przez ich polskich sąsiadów. Widziałem na tym filmiku, poza oddziałem ochroniarzy i ekipą TVP, jakiegoś księdza. Jest szansa, że gdyby wpadł pan do Wąsosza, Radziłowa lub Szczuczyna, miejscowe duchowieństwo ruszyłoby pańskim śladem. Byłaby więc okazja, by i księża z tamtych parafii odwiedzili te żydowskie masowe groby. Gdyby pan i ci księża nie znali drogi, to chętnie was tam zaprowadzę. – czytamy.we wpisie ks. Lemańskiego

PS.

Po bredniach, które opowiadał pan na temat mordu w Jedwabnem do tamtego miasteczka raczej nie zapraszam. – dodał duchowny.

 

(df) thefad.pl / Źródło: ks. Wojciech Lemański / Facebook

 

 


FAS: Polski rząd niszczy praworządność. Czy unijne sankcje byłyby rozsądnym posunięciem? Czy Polska stanie się „kręgielnią mocarstw”?

Polski rząd niszczy praworządność – spoiwo Europy. Niemcom nie wolno, z uwagi na historię, karać Polski, ale przestaną być jej orędownikiem i wybiorą euroland Macrona. Czy Polska stanie się „kręgielnią mocarstw”?

Protest w Warszawie przeciwko wysłaniu na emeryturę części sędziów Sądu Najwyższego. Fot. Źródło: dw.de

„Polska zniszczyła kolejną część swojego wymiaru sprawiedliwości. Po Trybunale Konstytucyjnym czyszczony jest teraz Sąd Najwyższy” – pisze Konrad Schuller w komentarzu opublikowanym w niedzielę (08.07.2018) w dzienniku „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung”.

Autor przypomina, że Komisja Europejska podjęła przeciwdziałania, a Polsce może grozić nawet utrata prawa głosu w UE. Czy unijne sankcje byłyby rozsądnym posunięciem? – pyta Schuller nie kryjąc sceptycyzmu wobec restrykcji. Jak tłumaczy, ze względu na wymóg jednomyślności, ich uchwalenie jest wątpliwe. Polska może w dodatku w ramach retorsji zablokować swoim wetem działalność Unii.

Niemcom nie wolno karać Polski

Komentator wyklucza udział Niemiec w sankcjach przeciwko Polsce, wysuwając argumenty historyczne. „Niemcom nie wolno nawet myśleć o ukaraniu Polski. Podczas wojny Niemcy zamordowali sześć milionów polskich obywateli, z których połowa była Żydami. To zobowiązuje na zawsze” – wyjaśnia Schuller.

Demontaż sądownictwa zagrożeniem dla wszystkich

Autor komentarza zastrzega, że niezależnie od tych historycznych uwarunkowań „demontaż sądownictwa” dokonywany przez rząd europejskiego państwa stanowi „niebezpieczeństwo dla wszystkich”. „Demokratyczne państwo prawa nie jest sloganem z niedzielnego kazania, lecz formą społecznego instynktu – tęsknoty za sprawiedliwością” – wyjaśnia Schuller.

Jak zaznacza, wola pokojowego współżycia w państwach praworządnych była od początku „najważniejszym emocjonalnym spoiwem Europy”. Dziś w UE mamy do czynienia z autorytarnym zagrożeniem, a przywódcy o „wybujałym ego” w Waszyngtonie i Moskwie „wyśmiewają państwo prawa i oferują nacjonalistyczne zaspokojenie popędów”.

Europejczykom nie wolno zapomnieć, z jakich powodów zintegrowali się. „Kto nie czuje tych powodów, kto szkodzi państwu prawa, ten rozmywa spoiwo, które łączy Europę” – pisze Schuller. „Co należy więc zrobić, jeżeli nie wolno karać Polski, ale równocześnie nie można tolerować nihilizmu prawnego?” – pyta niemiecki dziennikarz.

Macron kusi

Jego zdaniem odpowiedzi należy szukać u prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który proponuje, aby podstawą tożsamości uczynić nie całą Europę, lecz jej najsilniej zintegrowaną część, czyli strefę euro.

„Kraje, które pozostałyby na zewnątrz tego kręgu, znalazłyby się w gorszej sytuacji” – stwierdza Schuller. Transfer pieniędzy wyschnie, ponieważ nowe inwestycje w eurolandzie, europejska straż graniczna i nawet minimalny konsensus w polityce migracyjnej pochłoną wiele środków. Ten, kto nie znajdzie się w nowym rdzeniu, będzie wykluczony z ważnych decyzji – pisze Schuller.

Polska w „Europie B”?

Taka „Europa B” na Wschodzie stałaby się strefą zagrożenia – przyznaje autor. „Putin mógłby sobie przypomnieć, że Warszawa była kiedyś stolicą rosyjskiej prowincji. Trump mógłby wpaść na to, że amerykańscy prezydenci rozgrywali dawniej Europę Wschodnią przeciwko Niemcom i Francji” – wylicza.

Polskę nazywano wcześniej ”Bożym igrzyskiem” (tytuł książki Normana Davisa, DW) – przypomina Schuller. Jeżeli losy Polski potoczą się według scenariusza przewidywanego przez autora, kraj ten może stać się „kręgielnią mocarstw”. „To poważne ryzyko” – ostrzega Schuller.

Niemcy, jeżeli będą chcieli wykorzystać szansę, jaką daje im Macron, nie będą mogli prawdopodobnie uniknąć tego ryzyka. „Niemcy nie mogą pozostać orędownikiem Polski, jeżeli jej kierownictwo niszczy to, co stanowi o jedności Europy. Jeżeli Polska chce iść tą droga, to drogi (Polski i Niemiec) rozejdą się. To nie jest kara. To jest tylko bardzo przykre” – pisze w konkluzji Konrad Schuller, wieloletni korespondent gazety w Polsce.

 

 

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: Jeśli Pan nie szedł do polityki dla pieniędzy, to po co założył Pan spółkę „Srebrna”?

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Panie Jarosławie Kaczyński, jestem pod wrażeniem Pańskiego sprytu: parę sekund przemówienia i od razu parafianie wiedzą, jaki jest Pan uczciwy, a do polityki trafił Pan, by służyć społeczeństwu, a nie dla jakichś drobnych pieniędzy!

 

Panie Jarosławie Kaczyński,

zobaczyłem Pana w telewizji i bardzo się ucieszyłem, że przez parę sekund mógł Pan przemawiać.

Widać, jest Pan w dobrej formie i najwyższy czas sprawdzić, czy jeszcze parafianie słuchają Pańskich nauk i wiernie realizują wszystkie treści jego dekretów i wytycznych.

Pańskie mądre słowa przypadły mi do gustu: „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”, a potem dodał Pan coś o tych, którzy zarabiają miliony dzięki Pana rekomendacji i za Pańskim przyzwoleniem, że nie będą na listach wyborczych do samorządu…

Słusznie!

Zarabiają przecież miesięcznie takie sumy, jakich przeciętny Polak nie widział na oczy, dostają jeszcze premie i nagrody liczone w setkach i dziesiątkach tysięcy złotych.

Bardzo mi się podoba, że to w imię reform i „dobrej zmiany”. Ludzie jednak mówią, że to dlatego, że Wasi przeciwnicy robili tak przez 8 lat, a Wy musicie być lepsi…

Powiem Panu, że też bym podjął decyzję, żeby nie kandydować do samorządu za marne grosze, zwłaszcza że wszyscy chcą znać prawdę na temat dochodów takiego samorządowca. Nie może tak być, że nam, dumnym Polakom i katolikom, ktoś będzie zaglądał do kieszeni. Albo jakiś tam dyktator zarządzi obniżenie 20% uposażenia samorządowców bez powodu. Lepiej pracować w spółkach państwowych i rozdawać kasę „wszystkim naszym”, a jeszcze jakiś milionik tu czy tam wpadnie.

Panie Jarosławie Kaczyński,

jestem pod wrażeniem Pańskiego sprytu: parę sekund przemówienia i od razu parafianie wiedzą, jaki jest Pan uczciwy, a do polityki trafił Pan, by służyć społeczeństwu, a nie dla jakichś drobnych pieniędzy!

Wystarczyło parę sekund i już mnie Pan prawie przekonał, do tej pory sądziłem, że do polityki idzie się wyłącznie dla władzy, sławy i pieniędzy.

Mam jednak teraz pewien problem – nie umiem uzasadnić niektórych Pańskich zachowań w tej służbie narodowi. Jeśli Pan nie szedł do polityki dla pieniędzy, to po co założył Pan spółkę „Srebrna”? Dlaczego zwalnia ludzi z pracy? Po to, by po podniesieniu pensji na danym stanowisku zatrudnić członków Pańskiej partii i ich rodziny?

Gdybym ja poszedł do polityki, by służyć narodowi (a nie dla pieniędzy, sławy i władzy) nie dzieliłbym społeczeństwa, tylko łączył i jednoczył dla wspólnych celów. Dbałbym o wysoki poziom wykształcenia Polaków, ich bezpieczeństwo i autorytet międzynarodowy. Zastanawiałbym się nad ekonomicznym wykorzystaniem naszego potencjału narodowego w celu osiągnięcia wysokiego poziomu życia naszych obywateli…

Panie Jarosławie Kaczyński,

jeśli przerabia Pan historię, zmienia nazwy ulic, w każdym mieście stawia (często przy społecznym sprzeciwie) pomniki Lechowi Kaczyńskiemu – to dla społeczeństwa?

Jeśli zabiera Pan prawa obywatelskie, wszystkie instytucje państwowe podporządkowuje sobie i swojej partii – to oddanie dla służby społeczeństwu?

Jeśli niszczy Pan nasze sojusze, armię, szuka zwady z Unią Europejską i NATO, skłóca Polaków z innymi narodami, wyzwala rasistowskie zachowania i nie przestaje szukać nowych wrogów – to też jest służba?

Jeśli na najwyższe urzędy w państwie wyznacza Pan ludzi nierozgarniętych, z brakami wykształcenia, bez kultury osobistej, ale ślepo wykonujących Pańskie wytyczne – komu Pan służy?

Jeśli zmontował Pan imperium medialne, które zajmuje się przede wszystkim propagandą Pańskiego sukcesu – to służba społeczeństwu?

Jeśli Pan sam nie wybiera się na emeryturę, mając 70 lat, ale zmusza do odejścia najmądrzejszych sędziów w Polsce, bo mają 65 lat – przejaw troski o szybkość i skuteczność działania sądów?

Można by postawić wiele podobnych pytań, każde będzie ważne i każde będzie niosło brutalny przekaz dla społeczeństwa. Buduje Pan swoją dyktaturę opartą na partii, w której jest Pan jedynym decydentem.

Niech Pan nie ukrywa, służy Pan tylko sobie. Poszedł Pan do polityki po władzę, dla której zmienia Pan naszą i swoja historię i po pieniądze, skoro od lat żyje Pan na koszt społeczeństwa…

Panie J. Kaczyński,

przemówił Pan ostatnio nie do narodu, ale do swoich wyznawców, żeby po raz kolejny, przed wyborami, uwierzyli, że jest Pan uczciwy, jeśli do polityki poszedł nie dla pieniędzy.

Panie J. Kaczyński,

jak sam Pan mówi publicznie, dochodzi przez wiele lat do prawdy i nadal jej szuka. Zmienił Pan znaczenie wszystkich ważnych polskich słów. Partyjne podporządkowanie nazywa się teraz reformą albo polonizacją, prawo jest bezprawiem, informacja jest propagandą …

Nad wszystkim w PiS-owskiej Polsce króluje kłamstwo; to cecha panująca w każdej Pańskiej ocenie i każdej decyzji. To właśnie kłamstwo poniewiera Polakami, skłóca ich, wylewa się na urzędy i instytucje publiczne, płynie swoim przekazem do międzynarodowych biur i salonów.

Panie J. Kaczyński,

każdy przyzwoity człowiek żyje w prawdzie. Dzisiaj tysiące ludzi wychodzi na ulice, by o prawdę walczyć, by o niej przypominać, ale za taką postawę spisuje ich policja i kieruje oskarżenia do sądu. Dobrze, że są sędziowie, którzy umieją rozpoznać, gdzie leży ta prawda i wiedzą, że białe jest białe, a czarne jest czarne, a Pan ma wątpliwości…

„Panie Dyktatorze”, kiedy w Polsce będzie znów kolorowo?

 

Zawsze z życzliwą radą,

Adam Mazguła

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 

 


Manuela Gretkowska: Szkoda marnować życie na walkę z idiotami

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Byłam polityczną emigrantką, zakładałam partię żeby zmienić Polskę, mam niewyparzoną gębę i polityczny temperament. Ale nie jestem wariatką, nie będę pisać wbrew sobie, że jest nadzieja, że damy radę. Odlubcie ten fanpage jeśli spodziewacie się dotychczasowych wpisów

 

NA NIE/DZIELĘ OSTATNIE SŁOWO

Kiedy spotkałam się z Tuskiem, powiedział blednąc: ”Kaczyński po dojściu do władzy zniszczy nas”. Mówił o sobie i szychach w PO. Był rok 2007, przed przyspieszonymi wyborami i nikt wtedy nie pomyślał, że Kaczyński zniszczy nie tylko ich, ale i demokratyczną Polskę. Bo skurdupel uważa się za Polskę, Prawo i wymierzaną przez siebie sprawiedliwość. Nie jest geniuszem, jak bohaterami nie są żołdacy niszczący cudze marzenia, dobytek, życie.

Parlamentarzyści UE próbowali Morawieckiemu opisać polityczny gnój używając eufemizmów: „Dlaczego słuchacie straumatyzowanego, odciętego od życia starca?”. Rzepliński, fighter prawa, powiedział o prezesie: tchórz, polski cwaniaczek.

Gdy my kochaliśmy, robiliśmy prawa jazdy, podróżowaliśmy wydając ciężko zarobione pieniądze z naszych kont bankowych, on od lat tkwił w samotności paranoika, knując z resentymentu.

Rewolucja Francuska była dziełem przypadku i prawników. Nasza też, przypadkowa, 18 % wygrana PiS-u , a Kaczyński, Duda, są doktorami prawa, Ziobro prokuratorem. Zniszczenie nie jest chaosem, ma swoją logikę. Wiadomo po co zlikwidowano Trybunał Konstytucyjny i SN. By przejąć władzę absolutną. Łudzicie się, że wybory samorządowe dadzą nam wygraną w terenie. Może dadzą, ale Duda podpisze ustawę o Regionalnych Izbach Obrachunkowych, którą „zawetował” tymczasowo. Daje ona finansową władzę nad samorządami. Skoro prezes jej chce będzie ją miał, a my znowu nic. Polacy nic się nie stało. Podwójne przeczenie polskiej gramatyki, zaprzeczające prawdzie i przyzwoitości..

Uratuje nas Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu? W Luksemburgu tak, ale nie w Polsce. Polska będzie grać z UE w ciuciudziada proszalno-bezczelnego. Tu się słodko podłoży, udając słowiańskiego Idiotę, tam pofuka. PiS dotrwa do wyborów i weźmie sobie parlamentarną większość, kto mu zabroni? Wtedy usiądzie w ławce prymusików UE razem z Węgrami. A jeśli będzie trzeba Kaczyński ogłosi wcześniejsze wybory, by wyprzedzić wyrok TSUE.

Zresztą, ludzie to nie drzewa z Puszczy Białowieskiej. Nie odrosną, nie da się odratować mentalu, niszczonego latami. Już boimy się mówić prawdę.

Tylko elicie zależy na wolności słowa i tylko ona może ją sobie wywalczyć. Widzieliście puste ulice? Jest nas zbyt mało. Nastanie plebejska demokracja. Przetrwa nawet śmierć emerytowanego zbawcy narodu.

Nomenklatura zbierała się powoli do oddania władzy gwarantując sobie finansowe zabezpieczenie w biznesie. Pisowska horda jeszcze się nie wzbogaciła, a już zasługuje na wyrok, więc będzie się trzymać razem.

PiS nie ma już pieniędzy, pokazują to wyliczenia GUS-u. Strajki pielęgniarek, policji będą osądzane przez prokuraturę, paragraf zawsze się znajdzie. Kaczyńskiemu nie zależy na wynikach wyborczych, ma je zagwarantowane zniszczeniem sądów, gdyby elektorat zawiódł. Bunty zgaszą armatki wodne albo woda święcona. Kościół dostanie to czego chciał, oprócz kilkunastu miliardów rocznie – ustawy antyaborcyjne. Polskie krowy mają się cielić jak każe im Pan. Ukamieniują nas pomnikami. Wartości narodowe będą hologramem wyświetlającym się na wszystkim co dopuszczalne.

Piszę o tym na FB od dwóch lat. Tydzień w tydzień, gorzko, bez nadziei znając logikę zniszczenia. Według niej da się przewidzieć to co nieuchronne, a czego targani nadzieją nie chcemy widzieć. W poprzednim poście zrobiłam mema; Rejtan mówi „Tylko się przewietrzę i pójdę na urlop”. Uznano, że kraczę, że Gersdorf nie pójdzie na urlop, poszła. W tym dniu Polska poszła się jebać z Kaczyńskim, na zawsze. Będą nami rządzić ich faszystowskie pomioty. Masz paszport, możesz wyjechać.

Pierwszą książkę napisałam na emigracji politycznej „My zdjes emigranty”. Ostatnią sądzę, też napiszę emigrując. Nie chcę już wstawiać komentarzy politycznych, a memy mnie mdlą. Memy – bo jesteś niemy, więc sobie pożartujesz. Szkoda marnować życie na walkę z idiotami. Chcę jak polscy pisarze, pisarki (z wyjątkiem Nurowskiej i Piątka) złocić własny pępek. Zająć się wreszcie sztuką, pięknem oraz turystyką. Groteska stała się jałowa, dawno przestała mnie bawić. Poszukam czegoś więcej – egzystencji, duchowości, przyjemności. Wolności od Polski, której już nie ma i nie będzie.

Dlatego dałam piękne zdjęcie Gainsbourga z Jane Birkin. A tutaj nie dam więcej głosu w żadnej politycznej sprawie. Proszę też nie zapraszać mnie do programów ani wywiadów o Polsce . Nie wystąpię, poza Krzywym Zwierciadłem, gdzie mam kontrakt, ale które na życzenie PiS zniknie pewnie przed wyborami samorządowymi.

Byłam polityczną emigrantką, zakładałam partię żeby zmienić Polskę, mam niewyparzoną gębę i polityczny temperament. Ale nie jestem wariatką, nie będę pisać wbrew sobie, że jest nadzieja, że damy radę. Odlubcie ten fanpage jeśli spodziewacie się dotychczasowych wpisów.

Bardzo wszystkim dziękuj

Manuela Gretkowska

 

 

 


Szewach Weiss: Część prawicy jest niebezpieczna z historycznego punktu widzenia. Wiemy przecież jak rodzi się faszyzm

Część prawicy jest niebezpieczna z historycznego punktu widzenia. Wiemy przecież, w jakich okolicznościach rodzi się faszyzm, i mamy świadomość, że taka możliwość istnieje. A faszyzm jest wrogiem ludzkości, wrogiem wszystkich. Z drugiej strony część tej prawicy tak chciałaby zdobyć legitymację, że podkreśla swoje pozytywne podejście do Żydów i Izraela. I to jest absurdalne, surrealistyczne.  – mówi Szewach Weiss*, który 83 lata temu, 5 lipca 1935 roku, urodził się w Polsce.

Szewach Weiss: Część prawicy jest niebezpieczna z historycznego punktu widzenia. Wiemy przecież jak rodzi się faszyzm

Szewach Weiss. Fot. dw.de

Deutsche Welle: Panie profesorze, czy jeżdżąc teraz do Europy czuje Pan jakiś większy niepokój niż w poprzednich latach? Chodzi mi o populistyczne ruchy, o skrajnie prawicowe tendencje, które się pojawiają w różnych krajach.

Szewach Weiss: Gdybym był Europejczykiem, to by mi się to nie podobało. Ta część prawicy jest niebezpieczna z historycznego punktu widzenia. Wiemy przecież, w jakich okolicznościach rodzi się faszyzm, i mamy świadomość, że taka możliwość istnieje. A faszyzm jest wrogiem ludzkości, wrogiem wszystkich. Z drugiej strony część tej prawicy tak chciałaby zdobyć legitymację, że podkreśla swoje pozytywne podejście do Żydów i Izraela. I to jest absurdalne, surrealistyczne. I to też jest część tej nowej rzeczywistości. Nie podobają mi się te procesy.

DW: Co najbardziej?

Szewach Weiss: To wszystko, gdzie występują elementy rasizmu, ksenofobii i antysemityzmu. Po doświadczeniach XX wieku obawiam się, że to się ujawnia od nowa.

DW: W jakim kraju najbardziej?

Szewach Weiss: Nie wiem.

DW: Które partie budzą w Panu największy niepokój?

Szewach Weiss: W każdym kraju jest trochę inaczej. W Niemczech też i to bynajmniej nie uspokaja.

DW: Mówi Pan o Alternatywie dla Niemiec?

Szewach Weiss: To nie jest żadna alternatywa dla Niemiec. Dla Niemiec – kraju, wyznającego wartości liberalne, chroniącego prawa człowieka i przyjmującego uchodźców – najlepszą alternatywą jest istniejący, demokratyczny rząd.

DW: Mówi Pan o przyjmowaniu uchodźców. A co z krajami, które tego odmawiają? Na przykład Polska czy Węgry?

Szewach Weiss: Węgry mają za sobą nieprzyjemną historię antysemityzmu. W 1944 roku bardzo dużo Węgrów współpracowało z Eichmannem. Tak to było.

DW: Ale ja pytam o Węgry teraz, 75 lat później.

Szewach Weiss: Powiem delikatnie: Gdybym miał wyjechać z Izraela i żyć w innym kraju, to bym nie wybrał sobie Węgier. Chociaż wiem, że jest tam 150 tysięcy Żydów. Nie wybrałbym kraju z takimi ruchami politycznymi.

DW: A Polskę by Pan wybrał? Polskę, którą Pan zna od dzieciństwa?

Szewach Weiss: Polskę tak, bo nawet jak się będę kłócił z Polakami, mogę tu żyć. Tu jest coś innego, głębszego. Ja czuję różne Polski, nie jedną. I mam nadzieję, że ten ostatni kryzys też przeminie.

DW: Polska jest dla Pana pierwszą ojczyzną?

Szewach Weiss: Nie z politycznego punktu widzenia, ale z mojego życiorysu.

DW: Również ze względu na uczucia?

Szewach Weiss: Trochę tak. Pamiętam Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Jedna z tych rodzin była tutaj [na wręczeniu Szewachowi Weissowi Nagrody im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego – Przyznawana od 2004 roku Nagroda im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego wręczana jest corocznie 4 czerwca we Wrocławiu osobom bądź instytucjom, które miały znaczący udział w obaleniu komunizmu, odzyskaniu przez Polskę niepodległości oraz istotny wkład w budowę i kształtowanie społeczeństwa obywatelskiego w Polsce oraz w Europie Środkowo-Wschodniej. Jej pierwszym laureatem był premier Tadeusz Mazowiecki, wśród kolejnych znaleźli się George Bush senior, Václav Havel, Zbigniew Brzeziński oraz jedyna jak na razie instytucja: Stowarzyszenie Instytut Literacki „Kultura”]. Byłem wzruszony. Oni są w jakimś sensie także moją rodziną. Bez takich odważnych i sprawiedliwych ludzi ani ja bym nie przeżył, ani tysiące Żydów.

DW: Spotkał Pan również niesprawiedliwych?

Szewach Weiss: Nie chcę ich spotkać. Nie życzę sobie ich spotykać.

DW: Jakie znaczenie miały te lata, które Pan spędził jako ambasador w Polsce, dla Pańskiej późniejszej działalności?

Szewach Weiss: Jestem bardziej aktywny w sprawach polsko-żydowskich.

DW: A na tym obszarze sporo się ostatnio dzieje.

Szewach Weiss: Przeżyjemy to.

DW: Uda się?

Szewach Weiss: Tak.

DW: Mamy na myśli oczywiście ustawę o IPN-ie.

Szewach Weiss: Tak, wiem. To nie było potrzebne, ale stało się. Przeżyjemy to. Mamy tyle wspólnych interesów, warto więc skończyć z tym kryzysem. I jest to możliwe. Jakoś idzie w tym kierunku.

DW: Polska jest przyjacielem Izraela?

Szewach Weiss: Tak.

DW: Jakie jeszcze kraje są przyjacielskimi dla Pańskiego kraju?

Szewach Weiss: Niemcy. W Europie: Polska, Niemcy, Włochy. I Czechy. Bardzo.

DW: A poza Europą?

Szewach Weiss: Mamy dobre stosunki z Rosją. Bardzo ciekawe stosunki. Bo mamy wspólne interesy.

DW: Na czym to polega? Jakie są te wspólne interesy?

Szewach Weiss: Ogromne. W ostatnich pokoleniach przyjechało do nas więcej niż półtora miliona Żydów z byłego Związku Radzieckiego. Są w rządzie, mają wpływ na społeczeństwo. I czują taką sympatię do Rosji, jak ja do Polski. Było to i było owo, ale tam się urodzili, to jest ich pierwsza ojczyzna.

DW: Tak jak dla Pana Polska?

Szewach Weiss: Mniej więcej.

DW: Jak się odnajdują w Izraelu?

Szewach Weiss: Fantastycznie, jak w swoim domu. Mieli nawet swoją partię, nazywała się Izrael Nasz Dom.

DW: Mają dobry wpływ na Izrael?

Szewach Weiss: Bardzo dobry. Na gospodarkę, politykę, naukę, wiedzę.

DW: A inne kraje, spoza Europy? Oczywiście Stany Zjednoczone?

Szewach Weiss: Niesamowite stosunki mamy ze Stanami Zjednoczonymi, Kanadą i Australią. A spośród małych państw z Paragwajem. Ale stosunki dyplomatyczne mamy wszędzie. Izrael to przecież mocarstwo wojskowe, miejsce strategiczne, jedyne państwo ze stabilną demokracją i wspólnymi wartościami z zachodnim światem demokratycznym.

DW: Jedyne na Bliskim Wschodzie?

Szewach Weiss: Tak. Gminy żydowskie są wszędzie. Izrael jest na mapie świata, istnieje.

DW: Istnieje, ma przyjaciół… i czuje się dobrze?

Szewach Weiss: Teraz czujemy się trochę nie najlepiej, bo mamy konflikt izraelsko-palestyński. A to jest jakiś cień.

DW: Ale trwa to już dziesiątki lat.

Szewach Weiss: Tak, ale mamy nadzieję na pokój. A nadziei nie wolno tracić. To się zmieni na dobre.

DW: Kiedy?

Szewach Weiss: Nie wiem. Jeszcze kilka lat.

DW: Kilka?

Szewach Weiss: Mam nadzieję, że kilka. Chociażby z Judeą i Samarią, pewnie nie z Hamasem. A może właśnie z Hamasem? Kto wie? Może coś tam się zmieni, tak jak kiedyś zmieniło się z Al-Fatah, z Arafatem?

DW: A jak ocenia Pan stosunek Narodów Zjednoczonych do Izraela? Chyba nie ma takiego drugiego kraju, wobec którego Rada Bezpieczeństwa uchwaliłaby tyle potępiających rezolucji?

Szewach Weiss: Kiedyś nasz legendarny minister spraw zagranicznych, Abba Eban, powiedział, że jak padnie taka propozycja uchwały, że świat jest kwadratowy, to jeśli tylko będzie wymierzona przeciwko Izraelowi, zyska większość głosów. Niestety, tak to wygląda do dziś. Choć nie całkiem, są jednak jakieś zmiany. Ogromny wpływ na to mają Stany Zjednoczone, które nas cały czas fantastycznie popierają. Nie tylko politycznie. To jest coś znacznie głębszego, niż tylko polityczny interes.

DW: A Rosja?

Szewach Weiss: Rosja zachowuje się tam jak Rosja.

DW: Do tej pory blokowała wszystko.

Szewach Weiss: W dalszym ciągu jest na stronie arabskiej. Tak wygląda świat interesów. Różne strony ma ta moneta.

DW: Dziękuję za rozmowę.

Rozmowa została przeprowadzona 4 czerwca 2018 r. we Wrocławiu

 

 

REDAKCJA POLECA

 


Dariusz Stokwiszewski: Do polityki nie idzie się dla pieniędzy, rzekł prezes PiS myśląc, że stoi przed lustrem!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Otóż wy wbrew temu, co pan pisze i mówi idziecie do polityki tylko po pieniądze oraz nieograniczoną władzę, a jeżeli ktoś tego nie dostrzega, to jest albo głupi, albo ślepy! Innego wytłumaczenia nie widzę, dlatego trzeba was powstrzymać, jako współczesnych „Hunów”

 

W przerwie dzisiejszego (06/07/2018) posiedzenia Komitetu Politycznego PiS, prezes tej niezwykle patriotycznej partii Jarosław Kaczyński, przedstawił swe stanowisko dotyczące kandydowania w tegorocznych wyborach samorządowych. Polityk stwierdził, że nikt, kto zasiada w spółce Skarbu Państwa, nie będzie mógł kandydować w tych wyborach. Prezes dodał przy okazji, jak zawsze cynicznie, że „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”. No to ja odpowiem pytaniem: czyżby panie prezesie?! Próbuje pan oszukać nas – wyborców – czy samego siebie i czy jest ktokolwiek w Polsce, kto panu w to wierzy?!

Minęło dwa i pół roku od początku rządów pisowskich, które według mnie okazały się wyjątkowo destrukcyjne i szkodliwe dla polskiej racji stanu, w tym dla znaczenia Polski w świecie, ale także niszczących państwo od środka. Od polityki uciec się nie da, gdyż to wokół niej „kręci się” wszystko, jednak w dzisiejszych rozważaniach skupię się głównie na ocenie tego, o czym pan prezes dziś poinformował. Politycy PiS oraz jego koalicjanci są chyba biedni. Mają też chyba problemy w utrzymaniu się za te, „krzywdząco niskie”, a nawet raniące ich poczucie godności, zarobki (jeden z koalicjantów PiS skarżył się chyba w TVN, że mu do końca miesiąca nie wystarcza). Ze słów prezesa mogłoby wynikać, że naganne praktyki, o których dziś mówił (dojenie SSP), to dla PiS rzecz niesłychana!

Z tego jednak, co wiadomo. sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Jedynie w ciągu pół roku rządów tej „dobrej – dojnej zmiany”, to osoby związane z partią Jarosława Kaczyńskiego otrzymały ponad sto nominacji na stanowiska w Spółkach Skarbu Państwa. Kompetencje, jakimi musiała się wykazać duża część z powołanych i zatrudnionych to członkostwo w PiS bądź prywatna znajomość z ważną osobą związaną z tą partią. Znaleźć tu można całe spektrum powiązań, począwszy od rodzin, koleżanek i/lub koleżanek/kolegów ze szkoły, a skończywszy na jakichś muzykach (nie z list przebojów, ale tych swoich). Wśród nich są osoby skazane prawomocnym wyrokiem lub zamieszane w różnego rodzaju głośne afery. Można przyjąć, że skala skoku na SSP jest bezprecedensowa w całej historii III RP.

„Do polityki nie idzie się dla pieniędzy” (sic!) powiada nam człowiek, pod nieformalnymi rządami, którego to wszystko jest nie tylko możliwe, a nawet się dzieje naprawdę. Panie pośle Kaczyński to, co pan głosi, nijak ma się do rzeczywistości i dlatego jest haniebne, bo oszukańcze! Proszę nie mylić większości normalnego społeczeństwa z bezwolnymi pana i Tadeusza Rydzyka bałwochwalcami, bo skala śmieszności takich wywodów jest wprost proporcjonalna do wielkości szkód, jakie w Polsce wyrządziliście! My – dobrze myślący, nie należymy do kategorii ludzi niekorzystających z mózgu; a wręcz przeciwnie – pilnie śledzimy, szczególnie wasze haniebne zachowania, prowadzące kraj na skraj bankructwa gospodarczego, bo polityczne już dawno stało się faktem!

Powiem panu, jak ja to widzę: obecna wasza władza nie jest jeszcze wystarczająco silna, aby się społeczeństwu przeciwstawić tak, jak by zapewne chciała. „Zamordyzm” to wasze drugie imię, co widać po waszych skandalicznych działaniach! Stąd, nie bez znaczenia są też reakcje demokratycznej społeczności międzynarodowej z grona państw: UE, NATO, Rady Europy czy szerzej – ONZ. Jednak pomijając wszystko, największą waszą bolączką jest brak wpływu na samorządy, więc dopóki go nie zdobędziecie (a mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie), nie będziecie mieć pełni władzy nad narodem. To dobrze, zwłaszcza dla kondycji Polski i Polaków. Wie pan panie Kaczyński, dlaczego tak mówię?

Otóż wy wbrew temu, co pan pisze i mówi idziecie do polityki tylko po pieniądze oraz nieograniczoną władzę, a jeżeli ktoś tego nie dostrzega, to jest albo głupi, albo ślepy! Innego wytłumaczenia nie widzę, dlatego trzeba was powstrzymać, jako współczesnych „Hunów”!

 

Dariusz Stokwiszewski

 

 

 


Guy Verhofstadt: Nie mamy problemu z Polakami, tylko z polskim rządem, który sądzi, że może robić, co mu się podoba

Nie wystarczy tylko lubić unijne pieniądze, tylko trzeba także akceptować unijne wartości. Jedno wiąże się z drugim – mówi Guy Verhofstadt (65 lat), przewodniczący grupy politycznej liberałów w Parlamencie Europejskim, premier belgijskiego rządu w latach 1999 do 2008.

Guy Verhofstadt – przewodniczący grupy Porozumienie Liberałów i Demokratów na rzecz Europy w PE. Fot. Źródło: dw.de

Deutsche Welle: Co sądzi Pan o przesłaniu wynikającym z przemówienia polskiego premiera Mateusza Morawieckiego na forum Parlamentu Europejskiego?

Guy Verhofstadt: Obawiam się, że może spaść nowa żelazna kurtyna między Wschodem i Zachodem Europy. Cały szereg państw Europy Środkowej i Wschodniej mógłoby pomyśleć, że na obszarze od Bałtyku do Morza Czarnego możnaby obrać inną marszrutę, nie przejmując się zasadami liberalnej demokracji. Boję się nowej żelaznej kurtyny.

DW: Polski premier podkreślał, że Polacy są dumnym narodem i że polska karta zawsze przebije kartę europejską. Czyli perswazje Europy na nic się zdają…

Guy Verhofstadt: Stoi to w całkowitej sprzeczności z istotą Unii Europejskiej. W wielu dziedzinach trzeba trzymać się zasad, reguł i wartości Unii Europejskiej i na tym właśnie polega problem. Jestem jednak pewien, że większość Polaków uważa, że także Polska powinna przestrzegać europejskich reguł i wartości. My nie mamy żadnego problemu z Polakami czy z polskimi obywatelami albo polskim narodem, tylko z polskim rządem, który sądzi, że mając większość, może robić, co mu się podoba. Rząd ten posuwa się tak daleko, że demontuje praworządność albo odmawia poszanowania pewnych praw człowieka. Takie postępowanie jest błędne. Także parlamentarna większość w demokracji musi przestrzegać pewnych wartości i praworządności.

DW: Kiedy przyjrzeć się sytuacji w Europie i temu, jak w siłę rośnie skrajna prawica, np. we Włoszech, sytuacja wygląda dość niebezpiecznie. Czy teraz faktycznie trzeba iść na taką konfrontacje z Polską czy lepiej być ostrożnym?

Guy Verhofstadt: My nie chcemy żadnego sporu z Polską. Komisja Europejska wzywa jedynie Polskę do tego, by przestrzegała wartości UE jeżeli chodzi o Sąd Najwyższy. Z pewnością jest to także popierane przez ogromną większość ludzi w Polsce. My naprawdę nie dążymy do sporu. Problemem jest, że polski rząd odmawia uznania tego, że europejskie reguły obowiązują także Polskę.

DW: Premier Morawiecki propaguje inną Europę, w której priorytet będą miały państwa narodowe, a Unia Europejska będzie tylko swego rodzaju obszarem gospodarczym.

Guy Verhofstadt: Powiem nawet więcej. Jemu wydaje się, że Unia Europejska jest swego rodzaju bankomatem, z którego wyciąga się pieniądze. Ale nie wystarczy tylko lubić unijne pieniądze, tylko trzeba także akceptować unijne wartości. Jedno wiąże się z drugim.

DW: Jak długo może trwać taka sytuacja? Czy nie sądzi Pan, że rosnący prawicowy ekstremizm jest zagrożeniem?

Guy Verhofstadt: Owszem, dlatego jestem przekonany, że musimy zająć się tym w Radzie Europejskiej. Nie wystarczy, że Komisja Europejska zainicjuje procedurę w związku z naruszeniem traktatu albo, że dyskutuje o tym Europarlament, a nie mówi się o tym w Radzie Europejskiej, gdzie zasiadają koleżanki i koledzy polskiego premiera. Kiedy wszyscy będziemy dążyć do jednego celu, jestem pewien, że Polska i z pewnością także większość Polaków zaakceptuje europejskie wartości i będzie je popierać.

 

 

REDAKCJA POLECA

 


Dariusz Stokwiszewski: Panie Andrzeju Duda, już czas najwyższy odejść i przestać szkodzić Polsce!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Jest Pan prezydentem nie Polski a PiS-u, którego interesy Pan promuje. Przykro mi, że my Polacy musimy się za was (Pana i jego partię) wstydzić przed całym światem. Szkoda, że Rzeczpospolita Polska nie ma dzisiaj Pierwszej Pary, Parlamentu i rządu, z których mogłaby być dumna!

 

Mając na uwadze Pańską nieudolność i niekompetencję w zakresie sprawowania funkcji Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, będącej najwyższym uhonorowaniem dla polityka, a także wierząc w to, że zostały w Panu jeszcze jakieś ludzkie, uniwersalne wartości oraz uczucia bliskie przedstawicielom cywilizacji zachodniej i wstyd, zwracam się do Pana z następującym apelem:

PANIE PREZYDENCIE, W IMIENIU WIĘKSZOŚCI PATRIOTÓW, CZYLI LUDZI KOCHAJĄCYCH POLSKĘ, WOLNOŚĆ ORAZ DEMOKRACJĘ PROSZĘ, ABY PAN ROZWAŻYWSZY W SWYM SERCU TO, JAKIE SZKODY PAŃSTWU POLSKIEMU PRZYNOSI PEŁNIENIE PRZEZ PANA OWEJ, NAJZASZCZYTNIEJSZEJ DLA KAŻDEGO POLAKA, FUNKCJI PODAŁ SIĘ DO NATYCHMIASTOWEJ DYMISJI! TO JEDYNE HONOROWE DLA PANA WYJŚCIE Z TEJ KOMPROMITUJĄCEJ PANA SYTUACJI!

Polska jest wartością nadrzędną stąd każdy, kto jej szkodzi, staje się osobą, której miejscem sprawowania urzędu nie może być np. Pałac Prezydencki. W najlepszym przypadku oczekiwane byłoby zniknięcie ze sceny politycznej! Tak jest według mnie dokładnie w Pana sytuacji; od początku działalności w charakterze Głowy Państwa „obraża” Pan najwyższy urząd i deprecjonuje jego znaczenie! Jest Pan prezydentem nie Polski a PiS-u, którego interesy Pan promuje zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zewnętrznej, co szkodzi z kolei polskiej racji stanu. Tego naród zaakceptować nie może w żaden sposób! Jak dotąd, według mnie, nie potrafił się Pan „wznieść” ponad partykularyzm partyjny, a to Pana dezawuuje nie tylko, jako prezydenta i doktora nauk prawnych, ale też, jako patriotę i obywatela. Przykro mi, że my Polacy musimy się za was (Pana i jego partię) wstydzić przed całym światem.

Zdaję sobie sprawę z tego, że mój apel jest „niemym krzykiem”, który pewnie niczego nie zmieni w pana postępowaniu, ale czuję również i to, że kiedyś czytając takie teksty „zapadnie się Pan ze wstydu pod ziemię”, (jeśli ma pan jeszcze jakiś wstyd i honor) przed własnymi rodakami i osobami Panu bliskimi! Nic nie trwa wiecznie, a na pewno o Panu i PiS pozytywna pamięć nie przetrwa! Szkoda, że państwo nasze – Rzeczpospolita Polska – nie ma dzisiaj Pierwszej Pary, Parlamentu i rządu, z których mogłaby być dumna!

 

Z patriotycznym pozdrowieniem – dr Dariusz Stokwiszewski

 


Zachodnie media o Polsce: Protesty w obronie SN nie zrobią „na faktycznym władcy Polski Jarosławie Kaczyńskim”, większego wrażenia

Niemieccy komentatorzy biją na alarm: w Polsce ma miejsce reakcyjna kontrrewolucja, likwidowany jest trójpodział władz, co oznacza koniec państwa prawa, a UE ma niewielkie możliwości interwencji i działa opieszale.

Protesty przed SN w Warszawie. Fot. Źródło: dw.de

„Sueddeutsche Zeitung”: Koniec państwa prawa

„Rząd w Warszawie zabrał się za burzenie Sądu Najwyższego” – pisze warszawski korespondent gazety Florian Hassel.

„Kiedy polski rząd zdobędzie kontrolę nad Sądem Najwyższym, Polska przestanie być państwem prawa” – ostrzega autor opublikowanego w czwartek komentarza.

Hassel zwraca uwagę, że Trybunał Konstytucyjny, Krajowa Rada Sądownicza i sądy powszechne są już „personalnie i organizacyjnie” pod kontrolą partii Prawo i Sprawiedliwość. „Proces przejmowania SN przez PiS może potrwać jeszcze kilka miesięcy, a być może nawet do 2020 roku” – ocenia „SZ”.

Zdaniem komentatora zbliża się moment, gdy w Polsce nie będą mogły być podejmowane prawne decyzje sprzeczne z wolą PiS. „Taka sprzeczna z prawem sytuacja panowała ostatnio w czasach komunistycznego rządu” – zauważa Hassel.

„SZ” zaznacza, że dopóki Polska jest w UE, istnieje możliwość odwoływania się do europejskich sądów przeciwko autorytarnym rządom. Ustawy likwidujące niezawisłość sądownictwa są sprzeczne z europejskimi zobowiązaniami Polski.

Hassel zwraca uwagę na protesty polskich sędziów, zastrzegając, że nie zrobią one na polskim rządzie, „czyli na faktycznym władcy Polski Jarosławie Kaczyńskim”, większego wrażenia. „Aby rzeczywiście coś osiągnąć, UE musiałaby pozbawić Polskę prawa głosu, zaprzestać wszelkich wypłat i zagrozić wykluczeniem w przypadku odmowy przywrócenia praworządności” – pisze komentator.

„Nie podjęto żadnych kroków. Kaczyński może więc dokończyć bez przeszkód swoje dzieło zniszczenia” – konkluduje Hassel w „SZ”.

„Frankfurter Allgemeine Zeitung”: Pogarda PiS dla praworządności

„Jeżeli polski rząd wygra walkę o Sąd Najwyższy, to polski wymiar sprawiedliwości znajdzie się całkowicie w rękach rządu, który od czasu przejęcia władzy ponad dwa i pół roku temu dał liczne dowody na pogardę dla reguł praworządności i na brak skrupułów w realizacji swoich celów” – czytamy w „FAZ”.

„Mówiąc bez ogródek: jeden z dużych krajów UE znajdzie się wtedy na drodze do państwa autorytarnego” – dodaje komentator.

Zdaniem autora stanowi to zagrożenie dla całej europejskiej wspólnoty wynikające z „ideologii nacjonalistyczno-populistycznej partii”.

„Die Welt”: W Polsce robi się ponuro

Komentator gazety Jacques Schuster pisze o „reakcyjnej kontrrewolucji”, której zwolennicy wypowiedzieli wojnę liberalizmowi.

Jego zdaniem sytuacja w Polsce jest gorsza niż w Europie Zachodniej, gdzie wiara społeczeństw w ich narodowe konstytucje jest nadal silna, co powoduje, że demokracja nie jest zagrożona.

„W Polsce klasa średnia zdaje się mniej przywiązana do liberalnej tradycji niż dotychczas przyjmowano. Pomimo demonstracji, większość społeczeństwa przygląda się obojętnie likwidacji przez partię rządzącą trójpodziału władz i przekształcaniu władzy sądowniczej w posłusznego pomocnika służącego utrzymaniu władzy” – czytamy w „Die Welt”.

Zwrot od liberalizmu jest procesem, którego na razie nie da się powstrzymać – ani UE, ani Donaldowi Tuskowi, który wkrótce powróci do Polski – pisze Schuster. „Polska tkwi w uścisku kontrrewolucji. Potrzeba czasu, aby ten chwyt zelżał” – konkluduje komentator „Die Welt”.

„Tageszeitung”: Polska przestała być państwem prawa

„Polska przestała być demokracją praworządną. Narodowo-populistyczna partia rządząca PiS, osiągnęła swój cel. Zakotwiczony w polskiej konstytucji trójpodział władz został w środę zniesiony” – pisze Gabriele Lesser.

Za pomocą 13 ustaw PiS „zreformował” od końca 2015 roku polski wymiar sprawiedliwości, tłumacząc obywatelom za pomocą kampanii propagandowych, że chodzi mu tylko o zdyscyplinowanie „aroganckiej kasty sędziów”, o usunięcie byłych komunistów i „skorumpowanych bandytów”, aby w przyszłości w Polsce rządziły „prawo i sprawiedliwość”.

Protesty społeczeństwa obywatelskiego nie przyniosły zmiany, nadzieja pozostaje w instytucjach europejskich – pisze Lesser. „Unijne młyny mielą jednak o wiele za wolno. Ratunek z Brukseli dla polskiej demokracji może przyjść za późno” – ostrzega warszawska korespondentka „TAZ”.

Sytuację w Polsce komentują także niemieckie media elektroniczne.

Publiczne radio Deutschlandfunk nazywa wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego w Parlamencie Europejskim „zasmucającym spektaklem”.

„To deprymujące wystąpienie sięgnęło dna, gdy stało się jasne, że Morawiecki zupełnie nie rozumie, dlaczego jego rząd jest tak ostro krytykowany” – ocenia autor.

„Trójpodział władz? Niezawisłość sądów? Panowanie prawa? Kontrola polityków przez TK? Wszystko to rząd PiS uważa najwidoczniej za nonsensowny wymysł zdegenerowanych pluralistycznych demokracji” – powiedział komentator DLF Peter Kapern.

Jedynym rzeczywistym środkiem nacisku na polski rząd są jego zdaniem pieniądze. Negocjacje o ramach finansowych na lata 2012-2027 będą okazją do przypomnienia polskiemu rządowi, że podatnikom krajów płatników netto trudno będzie zrozumieć, dlaczego ich podatki płynął do krajów, w których nie istnieje niezależny wymiar sprawiedliwości umożliwiający kontrolę wydatków – powiedział Kapern w komentarzu dla Deutschlandfunk.

 

 

REDAKCJA POLECA

 



Europoselskie grilowanie Morawieckiego w Parlamencie Europejskim

Praworządność zdominowała debatę wokół przemówienia Mateusza Morawieckiego w Parlamencie Europejskim. Najgorętszym tematem stał się Sąd Najwyższy.

Mateusz Morawiecki. Fot. Źródło: dw.de

Datę wystąpienia premiera Mateusza Morawieckiego o przyszłości UE (w ramach cyklu takich debat w Strasburgu z przywódcami krajów Unii) zaplanowano przed kilkunastu tygodniami, kiedy władze Polski miały jeszcze duże nadzieje na wyciszenie sporu o praworządność. Z braku ustępstw w kwestii Sądu Najwyższego stało się inaczej, jednak Morawiecki – choć wedle naszych informacji padały takie sugestie ze strony Brukseli i Strasburga – nie poprosił o odroczenie debaty.

– Polska jest dumnym krajem. Proszę nas nie pouczać w takich sprawach. My doskonale wiemy, jak zarządzać naszymi instytucjami – przekonywał w środę 4 lipca 2018 premier europosłów.

Łotysz Valdis Dombrovskis, jeden z wiceprzewodniczących Komisji Europejskiej, chwalił w jej imieniu osiągnięcia Polski i nawet nawiązywał do swych polskich korzeni. Jednocześnie nie owijał w bawełnę w kwestii łamania rządów prawa.

– UE jest unią opartą na prawie. Gdy istnieje systemowe zagrożenie dla praworządności, nie możemy odwracać głowy i udawać, że to nie nasza sprawa. Mamy nadzieję, że 40 proc. sędziów nie zostanie usunięte z Sądu Najwyższego – powiedział Dombrovskis. To nawiązanie do ustawy o Sądzie Najwyższym i wpisanej do niej czystki za pomocą obniżenia wieku emerytalnego. Ostatniej nocy wedle tej ustawy została przerwana kadencja I prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, choć wedle konstytucji trwa do kwietnia 2020 r.

Morawiecki mówił w europarlamencie o rozczarowaniu postawą Komisji Europejskiej, która w sporze o praworządność miała wyjść z roli „rzetelnego pośrednika”. Przekonywał, że efektem zmian w sądownictwie jest zwiększenie niezależności sędziów.

– Walczymy z postkomunizmem za pomocą reformy wymiaru sprawiedliwości – powiedział Morawiecki.

Weber: Nie ma wolności bez praworządności

– Lech Wałęsa mówił w latach 80. „nie ma wolności bez Solidarności”. Dziś mówimy, że „nie ma wolności bez praworządności” – powiedział Manfred Weber (CSU) w imieniu największego, centroprawicowego klubu Europejskiej Partii Ludowej (m.in. PO, PSL). Tłumaczył, że przemawia jako szef frakcji w europarlamencie, a nie jako Niemiec. Jak przyznał, dotychczas unikał udziału w debatach o Polsce z obawy, że jego niemieckość zostanie wykorzystania w propagandzie „przeciw jego przyjaciołom”. Weber zarzucił Morawieckiemu, że stracił okazję do wyjaśnienia sytuacji w Polsce.

– Chcemy Polski w sercu Europy. Ale proszę nie niszczyć demokracji w swym kraju! – apelował Udo Bullman (SPD) w imieniu centrolewicy (m.in. SLD), czyli drugiej co do wielkości frakcji w europarlamencie. Przewodniczący klubu liberałów Guy Verhofstadt apelował do Morawieckiego o „przywrócenie Polski do rodziny demokratycznych krajów Europy”.

– Unia to nie tylko wspólny rynek, lecz wspólnota wartości. Podporządkowywanie sędziów władzy politycznej nie przynależy do tych wartości! – powiedział Verhofstadt.

Verhofstadt przekonywał Morawieckiego, że nawet wspólnota obronna w Europie (premier mówił z uznaniem o planach tworzenia unii obronnej w UE) nie może się sprawdzić w obronie ludzi i terytorium, jeśli nie jest budowana na szanowaniu wspólnych wartości.

– Podział w Europie cieszy jednego człowieka. To Władimir Putin – powiedział Verhofstadt.

Kilkoro deputowanych przypominało o Konstytucji 3 Maja z zapisanym trójpodziałem władzy, który – jak mówili – teraz demontują władze Polski wbrew polskiej tradycji demokratycznej.

Legutko narzeka na przewidywalność

Ryszard Legutko (PiS), przemawiając w imieniu klubu konserwatystów, zarzucił Parlamentowi Europejskiemu „beznadziejną przewidywalność”.

– Ta izba jest oporna na argumenty. Powtarza się półprawdy, idiotyczne zmyślenia, mystyfikacje, by uderzyć w Polskę – przekonywał Legutko. Zarzucił europarlamentowi „cenzurę”, bo na obecnej sesji odmówiono PiS-owi prawa do zorganizowania wystawy o Józefie Piłsudskim. Władze Parlamentu Europejskiego odpowiadają, że zaważyły błędy formalne ze strony PiS, a wystawa może być urządzona w późniejszym terminie. Morawieckiego wspierał też – w imieniu jednego z klubów eurosceptycznych – Gerard Batten z brytyjskiej partii UKIP. W przemówieniu uszytym głównie pod swych brytyjskich, probrexitowych słuchaczy przekonywał, że Polska doświadcza teraz ceny za korzyści finansowe z UE – a są nią żądania przyjmowania migrantów i łamiące suwerenność działania Komisji Europejskiej wobec Warszawy.

Morawiecki o polityce spójności

Morawiecki poświęcił dużą część swego przemówienia potrzebie „nowego otwarcia” w projekcie europejskim, czyli odpowiedzi na – obserwowane teraz w Europie – „demokratyczne przebudzenie”. Tłumaczył europosłom, że jednym z jego powodów jest kryzys demokratycznej legitymizacji, który trzeba w Unii rozwiązać przez przywrócenie równowagi między krajami Unii i działaniami wspólnotowymi.

– Nie chcemy trząść łódką europejską, ale musimy szanować nasze narodowe odrębności – przekonywał. Mówił o odrodzeniu „unii narodów 2.0” z wizji Charlesa de Gaulle’a, co w języku unijnych debat oznacza osłabienie roli instytucji UE, a wzmocnieniu współpracy między rządami krajów Unii jako dominującego wymiaru integracji. Morawiecki nie podał jednak żadnych konkretów – prócz ujmowania zmian w sądownictwie jako odrębności, którą reszta UE powinna szanować.

Morawiecki wzywał do zachowania dużych funduszy spójności w nowym budżecie UE po 2021 r.

– Próby ograniczenia polityki spójności to populizm – powiedział Morawiecki.

Im bardziej jednak europosłowie „przypiekali” premiera w sprawie łamania praworządności, tym chętniej wracał do opowieści o sukcesach swego rządu m.in. w „walce z mafią VAT-owską”. Mówił też o „nowym demokratycznym kapitalizmie” w polskim wydaniu, czyli dbającym o sprawiedliwość społeczną, co powinno – jak apelował premier – stać się priorytetem dla UE. Wzywał do równoważenia wpływów wielkich korporacji międzynarodowych, czym w zwykłych okolicznościach zyskałby wielki poklask w Strasburgu. Zapewniał, że Polska jest gotowa bardzo hojnie dorzucić się do „Planu Marshalla dla Afryki” i uczestniczyć w innowacyjnych i reindustrializacyjnych działaniach Unii.

 

 

REDAKCJA POLECA