Dariusz Stokwiszewski: To wciąż jeszcze nie dyktatura, a tylko autokratura połączona z pisokraturą!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Kiedy wczoraj prezydent Duda „odwołał” (on tak myśli) I Prezes SN doszedłem do wniosku, że jednak nie; ci ludzie zbyt się boją, aby wykorzystać przeciw narodowi swą władzę. Myślę sobie jednak, że póki, co i to jest ostrzeżenie dla nas wszystkich. Nie dajmy się uśpić!

 

Za Onet: Sędzia SN, Józef Iwulski wydał dziś specjalne oświadczenie, w którym stwierdził, że nie jest „zastępcą, ani tym bardziej następcą” pani profesor Małgorzaty Gersdorf, na stanowisku I Prezesa Sądu Najwyższego. Sędzia dodał jednocześnie, że zastępuje I prezes wyłączne w razie jej nieobecności (np. podczas urlopu). Jako podstawę do sprawowania tej roli wskazał na zarządzenie I prezes SN, które zostało wydane wczoraj około godz. 15.30! Pan Andrzej Duda po raz kolejny przegrał z rozsądkiem, inteligencją i racją!

Przyznam, że pierwszej chwili odetchnąłem, następnie wpadłem w nastrój euforii. Wiem, że to nie koniec naszej batalii o wolne sądy, że władza nie podda się tak łatwo, ale zawsze dodaje skrzydeł to, że są ludzie przyzwoici, którzy zawsze będą walczyć o tzw. wartości uniwersalne. Nie możemy się poddać dyktatowi partii, która wydaje się spadkobiercą nie Solidarności, a jakimś tworem postkomunistycznym, który wspierają byli „czerwoni prokuratorzy” (niejaki Stanisław Piotrowicz) czy inne osoby kojarzone z tamtym, słusznie minionym, systemem.

Dziś chciałbym się podzielić spostrzeżeniami dotyczącym tego, w jakim ustroju, według mnie przyszło nam żyć. Dotąd, tak jak większość z Polaków, uważałem (myślę, że chyba nie do końca słusznie), że od jakiegoś czasu żyjemy w systemie dyktatorskim. Myślałem długo o tym, czy z politologicznego punktu widzenia, jest to właściwe podejście. Kiedy wczoraj prezydent Duda „odwołał” (on tak myśli) I Prezes SN doszedłem do wniosku, że jednak nie; ci ludzie zbyt się boją, aby wykorzystać przeciw narodowi swą władzę. Myślę sobie jednak, że póki, co i to jest ostrzeżenie dla nas wszystkich. Nie dajmy się uśpić!

Czym zatem jest dzisiejszy system społeczno – prawny na czele, którego stoi rządzący reżim?! Otóż na wyjaśnienie tego zjawiska ukułem dwa nowe pojęcia, które wydają mi się odpowiednie dla określenia istniejącego dzisiaj w RP porządku rzeczy. Pozwolę sobie je przedstawić i wyjaśnić w sposób jak najbardziej zrozumiały dla wszystkich. Najpierw jednak przypomnę dwa obowiązujące pojęcia:

Autokracja: system rządzenia, w którym cała władza należy do jednego człowieka i jest sprawowana poza jakąkolwiek kontrolą społeczną. W Polsce, co prawda, rządzi Jarosław Kaczyński, ale władza jego wydaje mi się schyłkowa, a w tym konkretnym przypadku tę „nieograniczoność” prezesa zastąpiłbym raczej „oligarchizacją” władzy (rządami grupy osób najbardziej wpływowych). A zatem wg mnie, nie rządzi jednoosobowo Kaczyński, a jego skompromitowany „dwór” sługusów i pseudo doradców, niemogących, niechcących oddać raz zdobytej władzy tym bardziej, że czekają ich trybunały i sądy!

Dlatego wprowadziłem tu nowe określenie – autokratura – które stanowi swego rodzaju karykaturę autokracji w wydaniu pisowskim. A skoro w tym wydaniu, to wydaje mi się, że kolejnym właściwym określeniem jest pojęcie pisokratura – wywodząca swoją nazwę od nazwy partii rządzącej. Używając tego rodzaju określeń, nie chcę jednak trywializować zagrożeń dla (do niedawna jeszcze) polskiego państwa prawnego, opierającego się na wartościach i na konstytucji – wręcz przeciwnie! PiS się jeszcze nie poddał, a na dodatek większość jego elektoratu mamiona pustymi obietnicami mu wierzy. Jednakże naszą rolą jest uświadamianie tych ludzi w zakresie grożących Polsce nieszczęść! To patrioci, czyli ci, którzy doskonale rozumieją to, co się w Polsce dzieje, powinni wziąć na siebie zadanie polegające na przekonywaniu o tym, że PiS i jego koalicjanci to wielkie zło, które czai się „tuż za rogiem”, aby w odpowiedniej chwili założyć nam wszystkim „kaganiec” i zmusić w ten sposób do bezwzględnego posłuszeństwa! Do tego dopuścić nie można, bo byłoby to równoznaczne z utratą wolności i alienacją (wyrzuceniem) RP poza nawias cywilizacji zachodniej i całego demokratycznego świata! Polska stałaby się drugą Rosją, Białorusią czy inną dyktaturą lub autokracją. Tragikomiczna dziś autokratura, zyskałaby wszystkie atrybuty państwa bezprawia, chyba że przyjęlibyśmy, iż pisokratura ma swą legitymację społeczną, daną jej przez suwerena, czyli nas wszystkich! A tak przecież nie jest i mam nadzieję, nigdy się nie stanie!

 

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Manuela Gretkowska: Pani Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego, proszę nie brać urlopu od Polski!

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Pani Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego, proszę nie brać urlopu od Polski. My Naród Polski - tak przedstawiamy się w preambule Konstytucji, zostajemy. Być może jak zwykle w historycznej dupie.

 

Czy Unia Europejska obroni nas przed nami samymi?

Gersdorf odchodząc na urlop zostawi zastępcę Iwulskiego, zwanego przez Dudę następcą. Kompromis językowo prawny, na którym pisowscy siepacze demokracji będą dalej wycinać naszą wolność.

Pani Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego, proszę nie brać urlopu od Polski. My Naród Polski – tak przedstawiamy się w preambule Konstytucji, zostajemy. Być może jak zwykle w historycznej dupie.

Fot. Źródło: Manuela Gretkowska / Facebook

 

Manuela Gretkowska

 


Bartek Węglarczyk: Obejście Konstytucji w sprawie Sądu Najwyższego to cios i nokaut. Demokracja się z tego nie podniesie

Bartek Węglarczyk

Bartek Węglarczyk

Marzeniem pokoleń Polaków był nasz powrót do cywilizacji zachodniej, gdzie umawiamy się, że możemy sobie skakać do oczu z trybuny sejmowej, ale są pewne granice, których nie naruszamy. Takimi granicami w demokracji są prawa obywatelska, niezależność sądów i Konstytucja

 

Nie będzie czołgów na ulicach, nie będzie żadnych aresztowań ani starć ulicznych. Jeden z najbardziej dramatycznych momentów w najnowszej historii Polski rozegra się w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin na jednym kilometrze kwadratowym pod Sądem Najwyższym. Większość rodaków w tym czasie będzie się zajmować plażowaniem, zakupami, piciem piwa w kawiarnianym ogródku, czy oglądaniem Mundialu. Ten dramat odbędzie się w letniej ciszy i w rytm lecących z radia hitów.

Fot. Źródło: Bartosz Węglarczyk / Facebook

Mamy w Polsce tendencję do dewaluowania słów. W debacie publicznej wyzywamy się od zdrajców, kłamców, oszustów i sprzedawczyków w sytuacjach, które kompletnie tego nie uzasadniają. Słyszymy od lat o łamaniu w Polsce zasad demokracji – krzyczy o tym każda partia opozycyjna od co najmniej dekady.

A jednak… A jednak trudno jest dziś milczeć. Trudno znaleźć argumenty za tym, że w Polsce toczy się po prostu ostry, ale wciąż demokratyczny spór polityczny. Że demokracja działa, nawet jeśli nieco trzeszczy, a krzyczącym po prostu nie podoba się to, że rządzi nie ten, który ich zdaniem powinien.

Prawo i Sprawiedliwość nie dostało w wyborach i nie potrafiło po wyborach zbudować większości konstytucyjnej. Zamiast tego partia postanowiła, że zmieni Konstytucję formalnie jej nie zmieniając. A tego można dokonać w jeden sposób – łamiąc jej postanowienia.

To, co dzieje się wokół Sądu Najwyższego, najłatwiej zrozumieć odwołując się do mojego wspomnienia z dzieciństwa:

Pewnego dnia wyszedłem na podwórko. Mama kazała mi wrócić przed godz. 19. Wróciłem o 20. Gdy mama pytała, dlaczego zlekceważyłem jej polecenie, odparłem, że na podwórku postanowiliśmy, że zaczętą grę w kwadraty musimy skończyć bez względu na to, która jest godzina. Ku mojemu zaskoczeniu mama nie przyjęła mojej argumentacji twierdząc, że jej polecenie jest ważniejsze od tego, co zdecydowaliśmy w gronie kolegów pod trzepakiem.

Przypominam tę scenę, bo słuchając dziś ministra stanu w Kancelarii Prezydenta, pana Derę, który do pierwszej prezes Sądu Najwyższego mówi publicznie, że „jak tak kocha [komisarza UE] Timmermansa, to niech mu postawi pomnik w swoim ogródku”, to mam wrażenie, że politycy chcą, byśmy o Konstytucji i praworządności rozmawiali przy użytku wiaderka i łopatki.

Dziś przeczytałem też wywiad wiceministra sprawiedliwości, pana Wójcika, w Superexpressie. Oto fragment:

– SE: Ustęp 3 art. 183 konstytucji mówi jasno: pierwszy prezes SN powoływany jest na sześcioletnią kadencję. A kadencja Małgorzaty Gersdorf upływa w 2020 r., a nie w 2018.

– Wójcik: Jest też inny przepis, który mówi, że to ustawa określa, w jakim wieku przechodzi się w stan spoczynku. Nie jest więc tak, że sędzia jest nieusuwalny i nie może przejść w stan spoczynku. Jest taka możliwość.

Jednym słowem pan Wójcik mówi, że można ustawą zmienić postanowienia Konstytucji. Czyli że demokratyczną większością trzepakową mogliśmy obejść polecenia rodziców.

Wyobraźmy więc sobie taki scenariusz:

PiS przejmuje Sąd Najwyższy i obsadza go swoimi ludźmi. Załóżmy, że pisowski prezes SN ma w dniu kolejnych wyborów 57 lat. Po wyborach przychodzi do władzy nowa partia czy koalicja, która jednego dnia zmienia ustawę o wieku emerytalnym obniżając ów wiek do lat 56, dymisjonuje prezesa SN obsadzonego tam przez PiS, po czym tego samego dnia (tak szybki proces legislacyjny jest, jak dobrze już wiemy, możliwy) nowelizuje ustawę przywracając wiek emerytalny 65 lat i wprowadza własnego prezesa. Niezawisłość Sądu Najwyższego staje się totalną fikcją, zależną jedynie od decyzji kierownictwa partii rządzącej.

Czy to byłby legalny scenariusz? Zakładając logikę pana Wójcika, pana Dery z Kancelarii Prezydenta RP czy samego pana prezydenta – jak najbardziej.

Marzeniem pokoleń Polaków był nasz powrót do cywilizacji zachodniej, gdzie umawiamy się, że możemy sobie skakać do oczu z trybuny sejmowej, ale są pewne granice, których nie naruszamy. Takimi granicami w demokracji są prawa obywatelska, niezależność sądów i Konstytucja. Taka holenderska nuda, w której wiemy, że politycy potrafią się samoograniczać.

A skoro tak, to suweren, na którego tak chętnie powołuje się Prawo i Sprawiedliwość, zdecydował, gdy te granice postawić. Zdecydował w 2015 r. o tym, że PiS nie ma większości konstytucyjnej. Suweren, jeszcze raz podkreślam, zdecydował o tym, że Prawo i Sprawiedliwość nie może zmieniać konstytucji. PiS musi więc się do niej stosować, a nie ją obchodzić.

Obecna partia rządząca już wiele razy robiła rzeczy, które tę naszą nieszczęsną demokrację rozciągały do granic możliwości. Miałem jednak wrażenie, że poza tzw. reformą sądów całe to rozciąganie nie było unikalne dla PiS-u. Tak, PiS wsadza swoich ludzi do spółek skarbu państwa, ale nie jest w tym pierwszy. Tak, PiS łamie zasadę podziału państwa i Kościoła, ale byli przed nimi inni, bardziej brutalni. Tak, PiS zamienił TVP w propagandową maszynkę do mielenia mięsa, ale TVP naprawdę miała tu olbrzymie doświadczenie.

To, co PiS robi z sądami, nie miało jednak nigdy precedensu. Gdy słucham rozważań irlandzkiego sądu, który nie wie, czy na podstawie europejskiego nakazu aresztowania może odesłać Polaka do Polski, bo nie jest pewny, czy mamy wolne sądy, to wiem, że tego upokorzenia nie zafundował Polakom żaden rząd po 1989 roku.

Zabicie wiarygodności i autorytetu Trybunału Konstytucyjnego to był cios numer jeden. Skarga nadzwyczajna, która neguje sens ogłaszania prawomocnych wyroków i sparaliżuje życie wielu ludzi (który przedsiębiorca zainwestuje kapitał odzyskany prawomocnym wyrokiem w sporze gospodarczym wiedząc, że za 5 lat sąd może mu kazać ów kapitał oddać? Kto zbuduje dom na działce, która mimo prawomocnego wyroku i zapisu w księgach wieczystych może za kilka lat zmienić właściciela?) była ciosem drugim. Obejście Konstytucji w sprawie Sądu Najwyższego to cios trzeci i nokaut.

Demokracja się z tego nie podniesie. Przekroczymy granicę pomiędzy republiką i republiką bananową.

 

Bartek Węglarczyk

 

 


Adam Mazguła: Duda odwołał I Prezes SN wbrew zapisowi Konstytucji. Jeśli siedzisz w domu, nie protestujesz, to godzisz się na bycie niewolnikiem PiS-u

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Jeśli siedzisz w domu, nie protestujesz, to godzisz się na bycie niewolnikiem PiS-u. Ja protestuję, bo rola niewolnika bezprawia mi nie odpowiada. Nigdy się nie poddam!

 

Dzisiaj Andrzej Duda doprowadził do końca trójpodziału władzy i demokracji w Polsce. Już jutro każdy sędzia będzie zależny od partyjnej władzy, która powołała izbę dyscyplinarną dla sędziów.

Jeśli masz jakikolwiek spór z członkiem PiS lub z jego znajomym, już go przegrałeś! Jeśli członek partii rządzącej zrobi Ci krzywdę, umyślnie lub nie, jeśli zrobi krzywdę twojemu dziecku czy innym członkom rodziny, nawet się nie skarż – już przegrałeś!

Tu chodzi o Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, który z urzędu jest Przewodniczącym Trybunału Stanu. Jest on również z urzędu członkiem Krajowej Rady Sądownictwa.

Jeśli prezes, wbrew Konstytucji RP, zostanie zwolniona, to jakikolwiek PiS-owski urzędnik, który ją zastąpi, będzie mógł nie dopuścić do wyborów, uznać je lub nie, ograniczyć kandydatów na wybieralne stanowiska i decydować o jakości prawa w Polsce.

Jeśli dzisiaj władza łamie Konstytucję, to znaczy, że jest to dla niej kluczowa sprawa, więc nie cofnie się też przed żadną podłością narodową.

Jeśli siedzisz w domu, nie protestujesz, to godzisz się na bycie niewolnikiem PiS-u.

Ja protestuję, bo rola niewolnika bezprawia mi nie odpowiada. Nigdy się nie poddam!

W dniu dzisiejszym (03.07) o godzinie 19.00 gromadzimy się na Placu Daszyńskiego w Opolu w obronie Sądu Najwyższego i Konstytucji RP. Ale na nasz apel odpowiedziały także inne miasta Opolszczyzny.

O godzinie 19.00 odbędą się zgromadzenia pod Sądami Rejonowymi w Nysie, Kędzierzynie-Koźlu, zaś w Namysłowie odbędzie się pikieta na Placu Wolności.

O godzinie 20.00 w obronie Sądu Najwyższego wystąpią mieszkańcy Brzegu gromadzący się pod tamtejszym Sądem Rejonowym.

 

 

Adam Mazguła

 


Adam Mazguła: Pan biskup śpi, nie przeszkadzać!

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Jeśli biskupi milczeli w sprawie osób z niepełnosprawnościami, to nie mają prawa mówić o aborcji chorych płodów.

 

We Wrocławiu nieumundurowany policjant podszedł do Marty Lempart, zażądał dokumentu i zaprosił ją do policyjnego radiowozu. Nie zgodziła się, okazała dowód osobisty, a tłum kobiet, oburzony sytuacją, zaczął skandować „władza minie, wstyd zostanie”.

Powodem spisania przewodniczącej czarnych protestów było przeszkadzanie „śpiącym ludziom” okrzykami. Tam nie mieszka nikt inny, tylko biskup i jego świta; domyślam się, że właśnie przeszkadzaliśmy biskupowi wrocławskiemu w jego poobiedniej drzemce.

Zgromadzenie Strajku Kobiet we Wrocławiu, które odbywało się 2 lipca pod Pręgierzem, prowadziło transmisję na żywo z posiedzenia sejmowej komisji rozpatrującej zaostrzenie prawa aborcyjnego. Po kilku minutach przerwano transmisję i po przemówieniach działaczek rozwiązano zgromadzenie. Jednak spora grupa osób biorących udział w spotkaniu postanowiła zanieść biskupowi wieszaki, które zostały umieszczone na bramie; przypomniała też o chrześcijańskich zasadach wiary. Kobiety wznosiły okrzyki. Po kilku minutach zjawiła się policja.

Strajk kobiet. Wrocław protestuje przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Fot. Adam Mazguła

Strajk kobiet. Wrocław protestuje przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Fot. Adam Mazguła

Strajk kobiet. Wrocław protestuje przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Fot. Adam Mazguła

Strajk kobiet. Wrocław protestuje przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Fot. Adam Mazguła

Strajk kobiet. Wrocław protestuje przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Fot. Adam Mazguła

Wiadomo, że aborcja to temat dyżurny, to odciąganie ludzi od partyjnego zawłaszczania sądów, ale ePiSkopat znowu pisze listy do posłów i domaga się prawnej ochrony życia. W tym miejscu wypada zapytać, czyjego życia? Kobiet, które mogą dać wiele istnień czy chorego płodu, który, według biskupów, ma się urodzić po to, by go pochować?

Przecież to właśnie Wy, biskupi, czcicie ideologię śmierci. Waszym symbolem jest człowiek, który jest Bogiem, umierający męczeńsko na krzyżu. To Wy obiecujecie ludziom idealne życie po śmierci, zbawienie i świętość w niebie. Zwalczacie seks, nawet małżeński, a to on przecież daje życie.

Dlatego jeszcze raz zapytam: czy Wy, biskupi, jesteście na pewno za życiem?

A może chodzi o Wasze skromne życie w ubóstwie, w prawdzie i miłości dla bliźnich? Bo my, wszyscy protestujący, jesteśmy za życiem, za godnością kobiet i prawem do decyzji we własnej sprawie.

Nie chcemy Waszej agresji w stosunku do kobiet, dalszego dzielenia społeczeństwa i szczucia na wszystkich, którzy są Wam niewygodni.

Mój kolega, Grzegorz zaproponował: niech biskupi odczepią się od naszych łóżek, a my obiecamy, że nie będziemy uprawiać seksu w kościołach. Przesadził?

Zdumiewające, że tej propagandowej moralności domagają się ci, którzy bezkarnie i na masową skalę chronią pedofilię. Utrzymują na zaszczytnym stanowisku biskupa zamieszanego w terror i ludobójstwo w Rwandzie, ignorują zasady wiary.

Jak tacy ludzie maja czelność zajmować się moralnością i ludzkim życiem duchowym? Ponadto, jeśli biskupi milczeli w sprawie osób z niepełnosprawnościami, to nie mają prawa mówić o aborcji chorych płodów. Warto by wiedzieć, kiedy zaprezentują podobną determinację w uchwalaniu prawa przeciwko pedofilom, politycznym oszustom, nieponoszeniu odpowiedzialności w przypadkach łamania prawa przez księży…

Kobiety, siedźcie cichutko, bo biskup drzemie, a jak się obudzi – znowu ludzie zaczną płakać…

Strajk kobiet. Wrocław protestuje przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Fot. Adam Mazguła

 

Adam Mazguła

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 

 


Manifestacje w obronie wolnych sądów

W poniedziałek wieczorem 2 lipca w wielu mistach w Polsce odbyły się protesty i manifestacje w obronie wolnych sądów.

Na pl. Krasińskich, przed siedzibą Sądu Najwyższego w Warszawie w poniedziałek wieczorem zebrało się kilkaset osób. Demonstranci protestowali przeciwko reformie sądownictwa wprowadzonej przez PiS.

Podczas manifestacji można było podpisać list poparcia dla I prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Gersdorf oraz innych sędziów, którym na mocy znowelizowanej ustawy obniżono wiek emerytalny i po 3 lipca – jak twierdzi Prawo i Sprawiedliwość będą musieli przejść w stan spoczynku.

Zgodnie z ustawą PiS z 3 kwietnia o Sądzie Najwyższym, 3 lipca w stan spoczynku muszą przejść wszyscy sędziowie Sądu Najwyższego, którzy ukończyli 65. rok życia. Jednak wedle konstytucji prof. Małgorzata Gersdorf pozostaje pierwszym prezesem Sądu Najwyższego do 30 kwietnia 2020 roku.

W czwartek 26 czerwca odbyło się Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego. 63 sądziów podjęto na nim decyzję odnośnie przyszłości Małgorzaty Gersdorf.

My sędziowie Sądu Najwyższego uczestniczący w Zgromadzeniu Ogólnym SN w dniu 28 czerwca 2018 r., pamiętając o złożonym ślubowaniu sędziowskim i wierni Konstytucji RP, która jest najwyższym prawem RP, stwierdzamy, że sędzia SN prof. Małgorzata Gersdorf zgodnie z bezpośrednio stosowanym art. 183 ust 3 konstytucji pozostaje do dnia 30 kwietnia 2020 r. pierwszym prezesem SN, kierującym instytucją, w której pełnimy naszą służbę społeczeństwu – brzmi uchwała, która została jednogłośnie przyjęta przez 63 sędziów.

 

(df) thefad.pl

 


Dariusz Stokwiszewski: Polska – kontra reszta zachodniego świata

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Obawiam się, że w kierunku Polski nadciągają „czarne chmury”, które mogą spowodować w efekcie swego rodzaju żałobę narodową – oby tylko nie zaistniała ona w sensie dosłownym!

 

„Wybitni” (wyselekcjonowani tutaj przeze mnie) przedstawiciele polskiej nauki i władz centralnych kategorycznie stwierdzają, że rząd Rzeczypospolitej Polskiej, który dumnie dzierży władzę od 2015 roku, jest najlepszym polskim rządem po 1989 roku. Najwięcej kontrowersji (nawet w środowisku pisowskim) wzbudza działalność mieszkańca Pałacu namiestnikowskiego.

Zacznę od przedstawienia tej elity, stosując kryterium wykształcenia, (które w PiS i tak nie ma najmniejszego znaczenia – tu waży rola partyjna i stopień spolegliwości wobec prezesa partii) – jednak czynię to z powodu dobrego wychowania (mojego):

  • Prof. Jacek Czaputowicz – Minister Spraw Zagranicznych.
  • Dr Jarosław Gowin – wicepremier i minister NiSzW.
  • Dr Andrzej Duda – prezydent RP (sic!).
  • Dr Jarosław Kaczyński – faktyczny, jednak nieformalny „Naczelnik Państwa”; może wszystko, za nic póki co nie odpowiadając (pisałem już jednak o sprawstwie kierowniczym, które kiedyś może być wzięte pod uwagę przez sądy!).
  • Mgr Zbigniew Ziobro – „pan życia i śmierci” (kiedyś, stanie się kozłem ofiarnym).
  • Mgr Mateusz Morawiecki – premier oraz być może, nowy prezes PiS (już czas jakiś trwa „walka buldogów pod dywanem” o schedę po Jarosławie Kaczyńskim).
  • Mgr Beata Szydło – zatrudniona na nie wiadomo, jakim etacie i po co.
  • Mgr Beata Kempa – jak wyżej!
  • Mgr Mariusz Błaszczak – minister znikającej, z powodu rozkładu, armii.
  • Mgr Joachim Brudziński – głównodowodzący Policją.
  • Mgr Julia Przyłębska – partyjna Prezes „Trybunału Konstytucyjnego”.
  • Lek. med. Stanisław Karczewski – marszałek Senatu.
  • Technik Marek Kuchciński – marszałek Sejmu (sic!).
  • Technik Marek Suski – „znawca władców” carskiej Rosji, charakteryzacji, a także minister kontrolujący premiera „z ramienia” prezesa – coś na wzór tzw. politruka.

Nie wymieniam tu więcej osób, bo ta grupa wydaje mi się reprezentatywna dla opisania tego, co „nasza” władza sobą prezentuje. Porządek na liście przyjęty przeze mnie nie jest równoznaczny z wpływami poszczególnych osób, a nawet może być zupełnie odwrotny, wyłączając jednak osobę „wodza” – ten (póki, co) jeszcze wciąż na czele!

***

Teraz wymienię tu, w porządku alfabetycznym, organizacje (ich agendy i stowarzyszenia), które „bezczelnie pozwalają sobie na nieusprawiedliwioną” krytykę władz RP, stawiając im wiele, niesłusznych według strony polskiej, zarzutów. Jako Polak i patriota jestem tym „zniesmaczony”!

Amnesty International (2018): Zwykli obywatele, aktywiści i obrońcy praw człowieka stracą ostatnią gwarancję swej wolności, czyli niezależne sądy!

Human Rights Watch (2017): Po 2 latach dryfowania Polski w kierunku autorytarnym UE powinna wreszcie zareagować i podjąć konkretne działania!

Komisja Europejska: Spór o Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny jest zagrożeniem państwa prawa (art. 19 o UE). Procedura UE rusza! – Polska ma miesiąc na odpowiedź. D.S.

Komisja Wenecka (2018): Reforma sądownictwa w Polsce zagraża stabilności porządku prawnego w państwie, co może mieć też wpływ na stan porządku prawnego całej UE!

Rada Praw człowieka ONZ: W swoim oświadczenie stwierdza, że „lekarstwo” okazało się gorsze niż choroba, która dotknąć miała polski wymiar sprawiedliwości!

Parlament Europejski (2018): Zmiany w sądownictwie mogą zaszkodzić niezawisłości sądów i osłabić praworządność w Polsce! Według wielu już od dawna jej nie ma!

Rada Europy (2017): Rezolucja wzywa władze RP do powstrzymania się od wszelkich działań („reform”), które mogłyby zagrozić zasadom państwa prawa!

Pytanie o to, kto w tym sporze ma rację, jest według mnie jako polskiego patrioty, figurą czysto retoryczną! Obawiam się, że w kierunku Polski nadciągają „czarne chmury”, które mogą spowodować w efekcie swego rodzaju żałobę narodową – oby tylko nie zaistniała ona w sensie dosłownym!

 

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Komisja Europejska wszczęła procedurę przeciwnaruszeniową wobec Polski

Komisja Europejska wszczęła procedurę przeciwnaruszeniową w sprawie ustawy o Sądzie Najwyższym. Polska ma miesiąc na odpowiedź.

Komisja Europejska wszczęła procedurę przeciwnaruszeniową w sprawie ustawy o Sądzie Najwyższym. Polska ma miesiąc na odpowiedź.

Bruksela forsuje sprawę reformy sądownictwa w Polsce. Fot. Źródło: dw.de

Komisja Europejska skierowała w poniedziałek (2.07.2018) do Polski „pismo z wezwaniem do usunięcia uchybienia” (czyli rozpoczęła postępowanie przeciwnaruszeniowe) w sprawie ustawy o Sądzie Najwyższym, która już w nocy z wtorku na środę może przeprowadzić w SN czystkę za pomocą obniżenia wielu emerytalnego. Ta czystka ma też dotknąć I prezes SN Małgorzatę Gersdorf, choć jej sześcioletnia kadencja (do 2020 r.) wynika wprost z konstytucji. Wedle pierwotnych planów, które poznaliśmy w ub. tygodniu, Polska miała dostać tylko tydzień na odpowiedź. Jednak poniedziałkowe pismo skierowane do Warszawy mówi o miesiącu. Jeśli odpowiedź nie będzie satysfakcjonująca, Komisja będzie musiała wysłać drugie pismo („uzasadnioną opinię”) z czasem na kolejną odpowiedź ze strony rządu Mateusza Morawieckiego.

Narzędzia „środka tymczasowego”

Polscy obrońcy Sądu Najwyższego (w tym byli premierzy i prezydenci) od tygodni apelowali do Komisji Europejskiej o wszczęcie tego postępowania prowadzącego do skargi przed Trybunałem Sprawiedliwości UE. A w połowie czerwca do tych wezwań przyłączyło się pięć frakcji w Parlamencie Europejskim. Ale dopiero po wyczerpaniu postępowania przeciwnaruszeniowa Komisja Europejska będzie mogła skierować skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE i połączyć ją z prośbą o zamrożenie ustawy o SN w ramach „środka tymczasowego”. – To nie musi być za późno na zatrzymanie czystki. Trybunał może zdążyć, zablokować obsadę wakatów po sędziach wypchniętych na emerytury, w tym obsadę osoby na miejsce Małgorzaty Gersdorf – przekonuje nas wysoki urzędnik Komisji Europejskiej.

Komisja Europejska powołuje się w swym postępowaniu przeciwnaruszeniowym wobec Polski na wykładnię, którą można skrótowo wyrazić zasadą – sędziowie polscy są jednocześnie sędziami Unii, bo orzekają także na podstawie i w zakresie prawa unijnego. A skoro są „sędziami” Unii, to UE ma prawo kontrować przepisy dotyczące skuteczności sądownictwa, czyli również jego niezawisłości. Trybunał Sprawiedliwości UE po raz pierwszy posłużył się taką wykładnią w lutym br. w pytaniu prawnym dotyczącym płac sędziów w Portugalii.

Sędziowie polscy to sędziowie UE

Komisja w swym postępowaniu wobec Polski nawiązuje – co wyjątkowo rzadkie – bezpośrednio do unijnych traktatów. Komisja zarzuca Polsce naruszenie art. 19 Traktatu o UE („Państwa Członkowskie ustanawiają środki zaskarżenia niezbędne do zapewnienia skutecznej ochrony sądowej w dziedzinach objętych prawem Unii”) interpretowanego w świetle art. 47 Karty praw podstawowych UE. Ten zapis w Karcie głosi, że „każdy, kogo prawa i wolności zagwarantowane przez prawo Unii zostały naruszone, ma prawo do skutecznego środka prawnego przed sądem (…)”.

Przyjęcie ustawy o Sądzie Najwyższym sprawiło, że po bardzo długich wahaniach Komisja Europejska ostatecznie w grudniu 2017 r. sięgnęła wobec Polski po dyscyplinujący art. 7 z Traktatu o UE. Gdy premier Mateusz Morawiecki podjął potem próbę ocieplania relacji z Brukselą, Sąd Najwyższy pozostawał kluczowym tematem dla jego rozmówców ze strony Komisji. W marcu Morawiecki – podczas zamkniętych rozmów – ustnie nakreślił w Brukseli kilkupunktowy plan zmian w ustawach sądowych, które miałby odpowiedzieć na najważniejsze zastrzeżenia Komisji w sprawie praworządności.

– Dialog z Komisją Europejską potraktowaliśmy bardzo poważnie. My słowa dotrzymaliśmy – przekonywał Morawiecki w ub. tygodniu. Czy Komisja nie domagała się zatrzymania czystki emerytalnej w SN? – Nie trzeba znać szczegółów tych zakulisowych rozmów, by mieć pewność, że musiała się domagać. To najgrubsza czerwona linia – mówi jeden z zachodnich dyplomatów w Brukseli.

Krótkie nadzieje na kompromis

Rozmowy między władzami Polski i Komisją, poparte pierwszymi ustępstwami ze strony Polski, w pewnym momencie wyglądały tak obiecująco, że zaczęły się przymiarki do spotkania szefa Komisji Jeana-Claude’a Junckera z Jarosławem Kaczyńskim. Bardzo wstępnie ustalano nawet datę – na 28 kwietnia. Niedługo potem „dialog” zaczął hamować, a w połowie maja w Brukseli nastroje znów stały się przeważająco pesymistyczne. Przesłanie rządu Morawieckiego dla Komisji Europejskiej, także w kontekście wizyty Fransa Timmermansa w Warszawie z 18 czerwca, brzmiało – „premier nie ma pola politycznego manewru” (a zatem zgody prezesa PiS), by zaproponować zmiany w ustawie o SN.

– Bardzo mocno pokazaliśmy naszą kompromisową postawę, gotowość do działania, ale też nie możemy poddać się żadnemu dyktatowi ze strony Komisji Europejskiej – powiedział Morawiecki na marginesie szczytu UE w Brukseli w zeszłym tygodniu.

„Niech TSUE osądzi nasze argumenty”

Pomimo to w Komisji Europejskiej była garstka optymistów, którzy niemal do dziś liczyli na błyskawiczną woltę ze strony Warszawy. W Brukseli początkowo rachuby polityczne (połączone z nadziejami na ustępstwa ze strony Polski) łączyły się z wątpliwościami prawników Komisji, czy sprawa Sądu Najwyższego powinna być rozpatrywania tylko w ramach dyscyplinującego art. 7 (teraz gospodarzem tej procedury są kraje Unii w Radzie UE) czy też powinno się sięgnąć po postępowanie przeciwnaruszeniowe. Jednak w ostatnich tygodniach zwlekanie z wszczęciem postępowania miało za główny powód już tylko spory prawników Komisji.

Spora część prawników Komisji wyrażała obawy przed ewentualnym orzeczeniem TSUE, że Bruksela nie ma kompetencji, by w sprawie SN skorzystać z tej ścieżki (a zatem powinna pozostać przy art. 7). Jednak ostatecznie przeważył pogląd Fransa Timmermansa, by śmiało sięgnąć po nowatorskie argumenty prawne – dla ratowania SN wszcząć postępowanie z intencją szybkiego zaskarżenia Polski do TSUE, jeśli nie podporządkuje się zaleceniom Brukseli. – Niech TSUE osądzi nasze argumenty. W tak poważnej sprawie warto pójść na eksperyment – przekonywał nas w zeszłym tygodniu jeden z urzędników w instytucjach UE.

 

 

REDAKCJA POLECA

 

 


Małgorzata Gersdorf: Rząd walczy z sędziami, stosując radykalne metody, kampanie plakatowe i oszczerstwa

Prezes SN Małgorzata Gersdorf nie zamierza wbrew przepisom uchwalonym przez PiS przejść na emeryturę. W wywiadzie dla „FAZ” zarzuca rządowi likwidację trójpodziału władzy i obiecuje Timmermansowi pomnik.

Małgorzata Gersdorf

Małgorzata Gersdorf. Fot. Źródło: dw.de

– Najbardziej martwi mnie to, że rząd walczy z sędziami, stosując radykalne metody, przypominające czasy obrazoburstwa (ruch zwalczający kult obrazów i figur religijnych, najsilniejszy w Bizancjum w VIII-IX w. – DW) – kampanie plakatowe i oszczerstwa. To niszczy autorytet sędziów – powiedziała Gersdorf w wywiadzie dla poniedziałkowego wydania dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Gersdorf ostrzegła, że powołanie nowej izby (dyscyplinarnej) SN „z nowymi sędziami wybranymi zgodnie z nowym postulowanym przez PiS trybem” jest niebezpieczne i oznacza „utratę trójpodziału władz”.

Na pytanie, czy w Polsce będą istniały w przyszłości tylko dwie władze, Gersdorf odpowiedziała: – Nie, będziemy mieli jedną jednolitą władzę. Jedno silne państwo.

Prezes SN powiedziała, że obecna sytuacja może prowadzić do zastraszania sędziów – „ze strachu przed podpadnięciem rządzącym i narażenia się na postępowanie dyscyplinarne”.

Kaczyński stawia silne państwo ponad wszystko

Celem PiS jest zdaniem Gersdorf „jednolita władza państwowa”. – Szef PiS Jarosław Kaczyński ma propaństwowe poglądy – podkreśliła. Przypomniała, że podobne stanowisko zajmował jego promotor, profesor prawa Stanisław Ehrlich.

– Kaczyński pisał swoją pracę o tym, jak po 1968 roku państwo podporządkowało sobie szkoły wyższe i ocenił to pozytywnie. Tak więc: silne państwo ponad wszystko. Lepsze niż ten cały bajzel, te sądy, prawa człowieka, organizacje pozarządowe, które stale czegoś się domagają – powiedziała „FAZ” Gersdorf.

UE działa zbyt późno

Prezes SN uważa, że ewentualna skarga Komisji Europejskiej do Trybunału Sprawiedliwości UE „przychodzi za późno”. – To tak jak z wycinką puszczy w Białowieży, gdzie też mam orzeczenie TS, lecz drzewa są już wycięte – wtrąciła.

Unia Europejska robi jej zdaniem „co może”. – Frans Timmermans pracuje wspaniale na rzecz Polski. Za kilka lat stanie tutaj jego pomnik – powiedziała Gersdorf.

– W niektórych obszarach tak, w innych nie – odpowiedziała prezes SN na pytanie, czy Polska jest jeszcze państwem prawa. – Najgorsze jest to, że obywatel, który sprzeciwi się PiS, musi liczyć się z sankcjami. Już to sprawia, że nie można czuć się w pełni obywatelem – podkreśliła Gersdorf w rozmowie z „FAZ”.

Zgodnie z ustawą o SN, która weszła w życie 3 kwietnia, w trzy miesiące od tego terminu – czyli 3 lipca – w stan spoczynku muszą przejść sędziowie SN, którzy ukończyli 65. rok życia. Mogą oni dalej pełnić swoją funkcję, jeśli – w ciągu miesiąca od wejścia w życie nowej ustawy, czyli do 2 maja – złożyli stosowne oświadczenie i przedstawili odpowiednie zaświadczenia lekarskie, a prezydent wyrazi zgodę na dalsze zajmowanie stanowiska sędziego SN.

Małgorzata Gersdorf, która ukończyła 65. rok życia, podkreśla, że „nie złożyła i nie złoży” wniosku do prezydenta w sprawie dalszego zajmowania stanowiska sędziowskiego i funkcji prezesa SN.

Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego przyjęło uchwałę stwierdzającą, że Gersdorf pozostaje zgodnie z konstytucją pierwszym prezesem Sądu Najwyższego do dnia 30 kwietnia 2020 roku.

 

 

REDAKCJA POLECA

 

 

 


Roman Giertych: Propozycja realnych sankcji wobec PiS

Roman Giertych

Roman Giertych

Zgodnie z ordynacją wyborczą do PE (art. 134-140) ważność wyborów oraz protesty wyborcze zatwierdza SN. Wniesienie skargi na ważność wyborów ze względu na zniesienie przez PiS funkcjonowania SN byłoby rozstrzygnięte (w przypadku wejścia w życie przepisów o SN) przez osoby nieuprawnione. W tej sytuacji Komisja PE nie miałaby innego wyjścia niż zawieszenie uprawnień posłów wybranych przez PiS.

 

Na różne sposoby opozycja próbowała zaangażować Unię Europejską w obronę polskiej Konstytucji.

Ze względu na brak realnych instrumentów angażowania się UE w sprawy wewnętrzne jest to trudne, kosztowne politycznie (zarzut donoszenia obcym), a na koniec nieskuteczne.

Jest jednak jeden element, który może stanowić mocny środek nacisku o charakterze politycznym i który nie będzie mógł być zdyskredytowany jako współpraca z „obcymi”. Tym elementem jest zatwierdzenie prawidłowości wyborów do Parlamentu Europejskiego dla posłów PiS.

Zgodnie z traktatami europejskimi każde Państwo ustala przepisy dotyczące wyborów do PE według określonych norm, ale samodzielnie. Polska ustaliła te przepisy w ten sposób, że ich wewnętrzna struktura opiera się na zatwierdzaniu czynności PKW przez Sąd Najwyższy i na zatwierdzaniem wyborów przez SN.

Ponieważ PiS łamie przepisy o kadencyjności I prezesa SN oraz sędziów SN dokonując jawnego naruszenia polskiej Konstytucji, to również tym samym łamie zasady wyborów do Parlamentu Europejskiego.

Komisja w PE, która zatwierdza prawidłowość uzyskania mandatów może po raz pierwszy w historii mieć coś do roboty. W przypadku, gdy dojdzie do obalenia Sądu Najwyższego żaden mandat uzyskany przez partię, która doprowadziła do tego obalenia nie powinien być zatwierdzony przez Parlament Europejski. Powód jest oczywisty: brak prawidłowo przeprowadzonych wyborów ze względu na naruszenie polskich przepisów o ich nadzorowaniu. Tym samym Komisja PE nie stwierdzałaby naruszenia przepisów europejskich, ale polskich.

Ograniczenie decyzji tej Komisji wyłącznie do posłów do PE wybranych z list PiS byłoby podyktowane tym, że w odniesieniu do pozostałych nie ma wątpliwości, że partie uczestniczące w tych wyborach nie mogły wpływać na ich zatwierdzanie przez SN, gdyż nie obsadziły tego ciała swoimi ludźmi.

Zgodnie z ordynacją wyborczą do PE (art. 134-140) ważność wyborów oraz protesty wyborcze zatwierdza SN. Wniesienie skargi na ważność wyborów ze względu na zniesienie przez PiS funkcjonowania SN byłoby rozstrzygnięte (w przypadku wejścia w życie przepisów o SN) przez osoby nieuprawnione. W tej sytuacji Komisja PE nie miałaby innego wyjścia niż zawieszenie uprawnień posłów wybranych przez PiS.

Konsekwencją takiego działania byłby wakat wśród miejsc wskazanych przez PKW jako wygrane przez PiS do czasu zatwierdzenia przez Sąd Najwyższy, którego skład i kierownictwo jest zgodne z polską ustawą konstytucyjną.

Uważam, że opozycja powinna zapowiedzieć złożenie takiego protestu wyborczego, a w razie jego rozpoznania przez nieuprawnione osoby zakwestionowania mandatów PiS w ramach procedury w Parlamencie Europejskim. Tym samym marzenia pani Beaty Szydło o ucieczce do Brukseli mogą się mieć tak jak Dunajec do Dunaju.

 

Roman Giertych