Dariusz Stokwiszewski: List do Narodu Polskiego, w tym do byłych ministrów Obrony Narodowej Rzeczpospolitej Polskiej!

Dariusz Stokwiszewski
Dziwię się generałom, którzy odeszli, dziwię się także wyższym oficerom, których „wywalono jak zbędne meble”. Dziwię się i byłym ministrom obrony narodowej, ograniczającym się do komunikatów, o dziejącym się barbarzyństwie, jedynie na Twiterze. Dziwię się, bo zamiast coś robić „czekają na Godota”, który nie nadejdzie!
Podaję za Onet.pl: Od tygodni głośno o możliwej dymisji szefa Sztabu Generalnego gen. Leszka Surawskiego. Z informacji Onetu wynika, że jego odwołania chce minister obrony. Sprawa nie jest jednak prosta. Dymisję ‘pierwszego żołnierza’ musi przyjąć prezydent.
Wieczorem, były szef MON Tomasz Siemoniak na swoim Twitterze napisał, że Andrzej Duda oraz Mariusz Błaszczak (dlaczego mnie to nie dziwi – DS) porozumieli się w tej sprawie, a gen. Surawski ma stracić stanowisko dwa tygodnie przed lipcowym szczytem NATO.
Wg nieoficjalnych informacji z MON prezydent Duda i min.Błaszczak 2 tygodnie przed szczytem NATO wyrzucają szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego generała Leszka Surawskiego! Ta zmiana ma służyć obciążeniu wojskowych za katastrofę armii wywołaną przez Macierewicza i PiS.
— Tomasz Siemoniak (@TomaszSiemoniak) June 27, 2018
Zwracam się do społeczeństwa polskiego oraz byłych ministrów obrony narodowej RP z gorącym apelem o przebudzenie się i podjęcie działań! Polska ginie; od niemal trzech lat dewastowane jest państwo i jego instytucje, a teraz „nadszedł czas” na Siły Zbrojne!
- Zniszczono demokrację, a z nią polskie sądownictwo i prokuraturę!
- Robi się wiele, aby wyprowadzić Polskę ze struktur zachodnich!
- Wizerunek naszego państwa jest na poziomie wizerunku republik bananowych!
- Policję zdegradowano do roli bezwolnych wykonawców woli wodza PiS oraz jego dworu – nieocenione przy tym „zasługi oddał” Mariusz Błaszczak (o nim jeszcze w dalszej części tekstu, bo to jak się okazuje „człowiek orkiestra”)!
- Korupcja polityczna stała się codziennością!
- Marnotrawione są miliardy złotych na zbędne wydatki!
- Finansuje się z publicznych pieniędzy oligarchę – zakonnika z Torunia!
- Niszczy się naukę polską i system edukacji!
- Zawłaszcza spółki Skarbu państwa, przekazując je ludziom bez wykształcenia!
- Aresztuje się bezbronnych ludzi protestujących przeciw głupocie oraz ochranianiu przez nią neofaszystów!
- Władza pisowska ma na sumieniu życie wielu ludzi, m.in. poprzez wprowadzanie nieludzkich ustaw, działających wstecz! Samobójstwa są coraz częstsze!
- Mógłbym tu dodać jeszcze cały szereg innych grzechów tej pseudo władzy PiS (nazywam ją tak ze względów braku merytorycznego przygotowania do rządzenia Polską), ale wszyscy o tym przecież wiedzą!
Na koniec zostawiam jednak najcięższy z grzechów, jaki ta ekipa świadomie, bądź nie, popełniła, i nie ustaje w tym dziele zniszczenia i destrukcji.
Niszczy się bez skrupułów polską armię, która przestaje odgrywać rolę, jaką dla niej przewiduje konstytucja – zapewnienia bezpieczeństwa i suwerenności Polsce!
Poprzedni minister ON Antoni Macierewicz dokonał rzeczy strasznej (porównywałem już skutki jego działań do efektów czystki w Armii Czerwonej za Stalina – 1937 r.); pozbawił SZ RP kręgosłupa, usuwając najlepszych dowódców, przy czym niektórych z nich zwalniał pomocnik aptekarza, niemający na dodatek chyba nic wspólnego z farmacją!
Obecny minister – Mariusz Błaszczak, który zastąpił Antoniego Macierewicza – chce, jak podaje przytoczone już na początku artykułu źródło, „wyrzucić” z armii Szefa jej Sztabu Generalnego – już kolejnego! Za co? Otóż za to, że generał Leszek Surawski okazał się niesterowalny, gdyż dostrzegł, że ma do czynienia z dyletantami i ludźmi, którzy RP mają „w głębokim poważaniu”, a z oficerów i żołnierzy chcą zrobić spolegliwych pachołków!
Jako naród, którego bezpieczeństwo jest już dziś zagrożone, nie możemy na to pozwolić! Generała Leszka Surawskiego ma zastąpić inny, jednakże bez należytego (potrzebnego do pełnienia tej, tak ważnej funkcji) przygotowania – ciągu roku z pułkownika awansował na generała dywizji (sic!). Dziwię się generałom, którzy odeszli, dziwię się także wyższym oficerom, których „wywalono jak zbędne meble”. Dziwię się i byłym ministrom obrony narodowej, ograniczającym się do komunikatów, o dziejącym się barbarzyństwie, jedynie na Twiterze. Dziwię się, bo zamiast coś robić „czekają na Godota”, który nie nadejdzie!
Szanowny Panie ministrze Tomaszu Siemoniak i pozostali byli MON,
do was zwracam się z apelem: jeśli jest jakaś możliwość zatrzymania postępującej barbaryzacji państwa, a zwłaszcza destrukcji polskich SZ to proszę z niej skorzystać. Jeśli zaś nie ma wśród was nikogo, kto mógłby oraz zechciał być twarzą złożenia do prokuratury wniosku o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, polegającego na w pełni świadomym osłabianiu zdolności obronnych Sił Zbrojnych, i poprzez to narażaniu państwa polskiego na niebezpieczeństwo utraty suwerenności, to ja go napiszę, wy zaś się pod nim podpiszcie wraz ze mną! Zgłaszam się z konstruktywną inicjatywą i proszę o jej rozważenie!
Napisałbym także do pana Andrzeja Dudy (a nawet do samego diabła), ale po co …?! On podpisze wszystko, co mu PiS podsunie. W końcu dostał zabawki i może brylować, udając męża stanu!
Dariusz Stokwiszewski
Koncern VW nie ma gdzie trzymać aut. Tysiące bezużytecznych volkswagenów na lotnisku
Niemiecki koncern VW nie ma gdzie trzymać aut, których nie można wprowadzić do ruchu, gdyż nie przeszły odpowiednich testów spalinowych. Tymczasowym parkingiem staje się berlińskie lotnisko w budowie.
W związku z tak zwaną aferą spalinową, czyli wykryciem szeregu nieprawidłowości w autach z silnikiem diesla, w Niemczech rozgorzała kolejna debata, tym razem dotycząca jakości testów spalinowych. Okazało się, że testy przeprowadzano w sposób odbiegający od normalnych warunków panujących w ruchu drogowym. Wydzielanie gazów testowano podczas spokojnej, jednostajnej jazdy samochodem bez włączonego radia, klimatyzacji czy ogrzewania siedzeń. Zdaniem ekologów poziom wydzielanych spalin w takich warunkach odbiega od ich ilości podczas dynamicznej jazdy w realnych warunkach.
Nowe testy spalinowe
We wrześniu 2017 roku wprowadzono w Unii Europejskiej nowy standard pomiarów, tak zwany WLTP (Worldwide Harmonized Light-Duty Vehicles Test Procedure), który ujednolica i urealnia przeprowadzanie testów. Koncern VW zapewnia, że w tej chwili produkuje już wyłącznie samochody, które nowe testy przejdą pozytywnie. Wiele samochodów marki VW, wyprodukowanych wcześniej, nie dostało jednak zgody na dopuszczenie do ruchu od niemieckich urzędów.
Samochody na niedoszłym lotnisku
Z informacji rzecznika VW wynika, że w związku z wejściem w życie testów typu WLTP koncern nie jest w stanie zrealizować dostaw od 200 do 250 tysięcy aut. Część z nich stoi na specjalnie w tym celu wynajętych parkingach, w tym na terenie niedoszłego portu lotniczego Berlin Brandenburg (BER). Lotnisko od lat jest w budowie i już kilkakrotnie miało być oddane do użytku. Perspektywa ta wciąż pozostaje odległa, dlatego zarząd lotniska w budowie przeznaczył część terenów na wynajem.
Z informacji przekazanych przez rzecznika VW wynika, że firma rozważa wynajęcie kolejnych terenów do zaparkowania tysięcy pojazdów, które na razie nie mogą jeździć po europejskich drogach. Rzecznik ma nadzieję, że kolejne samochody VW będą pozytywnie przechodziły testy spalinowe i obiecuje, że po lipcowych wakacjach zakładowych do ruchu zostaną dopuszczone kolejne volkswageny.
REDAKCJA POLECA
Kolejny krok Brukseli. Polska może znów trafić przed Trybunał Sprawiedliwości UE. Czego boi się rząd PiS?
Współpracownicy Timmermansa za zgodą Brukseli przygotowują postępowanie przeciwnaruszeniowe w sprawie Sądzie Najwyższego. Rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości UE wypowie się co do praworządności.
Postępowanie przeciwnaruszeniowe mogłoby doprowadzić do zaskarżenia Polski do Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE). Przygotowania Timmermansa jeszcze nie oznaczają, że klamka zapadła. Jednak środowe (27.06.2018) nieoficjalne informacje z Komisji Europejskiej to ogromne wzmocnienie presji na Polskę, by w ostatniej chwili wycofała się ze wdrożenia tych zapisów ustawy o Sądzie Najwyższym, które oznaczają rychłą czystkę emerytalną za pomocą obniżenia wieku emerytalnego. Ta czystka dotyczy także I prezes Małgorzaty Gersdorf, choć zgodnie z konstytucją jej kadencja kończy się dopiero w 2020 r.
Najważniejszy spór w Komisji co do postępowania w kwestii ustawy o SN ma w tych dniach charakter sporu prawniczego. Prawnicy KE nadal bardzo różnią się co do ocen, czy Bruksela w sprawie SN może wyjść poza postępowanie z art. 7 Traktatu o UE. Jednak Timmermans od dość dawna był stanowczym zwolennikiem swoistego eksperymentu przez sięgnięcie po nowatorski argument, że „sędziowie polscy są sędziami Unii”, a zatem Bruksela ma prawo do szczegółowej kontroli ustaw dotykających niezawisłości wymiaru sprawiedliwości w krajach Unii. W środę z Komisji napływało coraz więcej sygnałów, że linia Timmermansa bierze górę.
Skarga za parę tygodni
Jeśli postępowanie przeciwnaruszeniowe nie przyniosłoby skutku, Komisja za kilka tygodni mogłaby wnieść skargę na Polskę do TSUE. Ta skarga mogłaby zostać połączona z prośbą o nałożenie „środka tymczasowego”, czyli o zamrożenie ustawy o SN do czasu ostatecznego wyroku Trybunału. Otoczenie Timmermansa ma nadzieję, że Polska do tego czasu – czyli w najbliższych tygodniach – nie zdąży obsadzić miejsc po sędziach wypchniętych 3 lipca na emerytury. Jednak postępowanie przeciwnaruszeniowe powinno zacząć się przed 3 lipca, by potem Trybunał Sprawiedliwości miał największą prawną swobodę w sprawie ewentualnego przywrócenia „emerytowanych” sędziów na wakaty w SN.
Czy przeważy sprawa irlandzka?
Zdaniem części ekspertów duży wpływ na decyzję Komisji o wszczęciu postępowania co do ustawy o SN będzie mieć czwartkowa opinia rzecznika generalnego TSUE w kwestii pytania prawnego, czy Irlandia może odesłać aresztowanego Polaka do Polski, skoro kulejąca praworządność nie gwarantuje mu uczciwego procesu. Ostateczne wyroki TSUE są zwykle zgodne z opiniami rzecznika generalnego.
Irlandzkie pytanie prejudycjalne (czyli pytanie o interpretację przepisów UE) dotyczy europejskiego nakazu aresztowania, czyli bardzo uproszczonego wewnątrz unijnego systemu ekstradycji, który opiera się na zasadzie wzajemnego zaufania krajów UE. TSUE musi odpowiedzieć na pytanie, czy sąd z Irlandii ma prawo do oceny państwa prawa w Polsce. Dość możliwe, że rzecznik zasugeruje sprawdzanie perspektyw każdego aresztowanego przed odesłaniem go do Polski, ale nie poprze ogólnego stwierdzenia, że w przypadku Polski powinien zostać zawieszony system „europejskiego nakazu aresztowania”.
Czego boi się rząd PiS?
Władze Polski obawiają się nie tyle samego rozstrzygnięcia w sprawie aresztowanego Artura C. (czekającego na deportację w Irlandii), co uzasadnienia wyroku (a wcześniej opinii rzecznika generalnego), w którym Trybunał Sprawiedliwości może całościowo nawiązać do sytuacji wymiaru sprawiedliwości w Polsce.
Trybunał może podać unijnym sędziom podpowiedź na przyszłość, czym konkretnie kierować się we wstrzymywaniu deportacji. Jeśli te wskazówki byłyby dość szczegółowe, można by na ich podstawie łatwo ocenić stan państwa prawa w Polsce. Niewykluczone, że TSUE „przy okazji” jeszcze bardziej skonkretyzuje wykładnię „sędziowie polscy są sędziami Unii”. To dałoby jeszcze mocniejszy oręż w ręce Komisji przy jej skardze do TSUE w związku z Sądem Najwyższym.
REDAKCJA POLECA
Adam Mazguła: Upadek na kolana PiS – owskiej większości i zmuszenie jej do zmiany ustawy o IPN, to krok w dobrym kierunku

Adam Mazguła
W Polsce obowiązują decyzje prezesa. Dyktatura Kaczyńskiego nie ma jeszcze swojego zapisu w Konstytucji RP, ale kto by się tym przejmował, jeśli ma się większość we wszystkich organach władzy i wierne grono ludzi bez twarzy.
Dekret prezesa, niczym carski ukaz nie mógł obowiązywać natychmiast po podpisaniu go przez J. Kaczyńskiego, ponieważ dla nadania mu pozorów legalności musiał być przepychany przez całe dwie godziny w sejmie. To rekord.
Chodzi o ustawę o IPN, która stała się powodem do niebywałego w historii upadku prestiżu Polski w świecie. Ta ustawa skłóciła Polskę z wieloma krajami, spowodowała jej izolację na arenie międzynarodowej; była dumą PiS-u oraz jego młodej gwiazdy – Partyka Jakiego. Wyzwoliła rasistowskie zachowania, wzbudziła dyskusje wśród Polaków, nasiliła agresję prawicowych mediów, zbudowała kolejne mury przeciwko inaczej myślącym obywatelom.
Byli głusi na apele opozycji i środowisk naukowych w sprawie #ustawaIPN
Ile warte są dziś ich słowa? #JakiWstyd❗️ pic.twitter.com/1UjkXF2DUK— Platforma NEWS 🇵🇱✌️ (@NewsPlatforma) June 27, 2018
Premier @MorawieckiM w #Sejm: Podstawowym naszym celem była i jest walka o prawdę, walka o dobre imię. #UstawaoIPN pic.twitter.com/4jjxPO3AUI
— Prawo i Sprawiedliwość (@pisorgpl) June 27, 2018
M.Morawiecki: „Prawda historyczna jest nawet ważniejsza od bezpieczeństwa kraju”.
O jakiej prawdzie ten człowiek mówił, bo jego prawda jest dowolną interpretacją jego rodzinnych fobii. Pan M.Morawiecki jest niebezpiecznym, nieodpowiedzialnym cynikiem,który szasta bezpieczeństwem.— Adam Mazguła (@amazgula) 27 czerwca 2018
Upadek na kolana PiS – owskiej większości i zmuszenie jej do zmiany ustawy, to krok w dobrym kierunku. Jednak zachowanie władzy w sejmie – to następny pokaz pogardy dla prawdy i parlamentaryzmu w ogóle. Wyszła na jaw współpraca Marszałka Sejmu RP z rasistowskim posłem, który zablokował mównicę, by nie dopuścić do sejmowej dyskusji.
Skandal!
Ustawka @pisorgpl
Poseł @RobertWinnicki na niby blokuje mównicę, a Marszałek @MarekKuchcinski przeprowadza głosowania dotyczące #UstawaIPN
Posłowie opozycji już dawno byliby ukarani lub wykluczeni z obrad, ale nie cichy sojusznik #PiS @Nowoczesna pic.twitter.com/uRfwoZFPc3— Marek Sowa (@SowaMarek) June 27, 2018
Ukazy prezesa rządzą w naszym kraju od prawie trzech lat, pokazując, że w Polsce Kaczyńskiego nie ma demokratycznego stanowienia prawa. Obrady sejmu, to jedynie teatr dla mediów i instytucji międzynarodowych, gdzie następuje gra pozorów legalności działań.
W Polsce obowiązują decyzje prezesa. Dyktatura Kaczyńskiego nie ma jeszcze swojego zapisu w Konstytucji RP, ale kto by się tym przejmował, jeśli ma się większość we wszystkich organach władzy i wierne grono ludzi bez twarzy.
Panie Jarosławie Kaczyński,
niech Pan nie zaciemnia sytuacji, proszę rozwiązać ten warowny sejm, który do niczego nie jest potrzebny, ten senat kompromitacji i wyrzucić tego klęczącego prezydenta. Przecież dekrety prezesa są obecnie jedynym źródłem prawa w Polsce, po co zatem udawać, że jest inaczej.
Chory dyktator w chorym społeczeństwie wystarczy. Nie dajmy się jednak pokonać tej chorobie ludzi kłamstwa i demolki narodowej. Obrona państwa prawa i demokracji jest dzisiaj obowiązkiem każdego przyzwoitego obywatela naszej ojczyzny.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Polska tłumaczyła się w Luksemburgu: „Kadencja prezesa SN jest skracalna, bo przykładowo kończy ją śmierć”
Rada UE przepytała we wtorek ministra Konrada Szymańskiego w sprawie zagrożeń dla praworządności w Polsce. Warszawa przekonuje, że kadencja prezesa Sądu Najwyższego jest skracalna, bo przykładowo kończy ją śmierć.

Rada UE przepytała we wtorek ministra Konrada Szymańskiego w sprawie zagrożeń dla praworządności w Polsce. Fot. Źródło: dw.de
Wysłuchanie Polski w Luksemburgu zaczęło się we wtorek wieczorem z ponadtrzygodzinnym opóźnieniem i dlatego część ministrów ds. europejskich (w tym Niemiec, Włoch i Grek) zostawiła na miejscu swych ambasadorów, by wrócić na czas do swych krajów. Powodem była mocno przedłużona, burzliwa debata o szansach na członkostwo Macedonii i Albanii w UE, co w porządku obrad poprzedzało temat Polski.
Polska broni swoich racji
Wysłuchanie odbywało się za zamkniętymi drzwiami. Jako pierwszy zabrał głos I wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans, który w ciągu około 10 minut podsumowywał swe rozmowy z władzami Polski, które – zdaniem Brukseli – nie rozwiązały głównych problemów z praworządnością. Potem do zarzutów Komisji ogólnie odniósł się minister ds. europejskich Konrad Szymański, po czym oddał głos polskim ekspertom, którzy bardzo szczegółowo omówili polskie zmiany w sądownictwie, posiłkując się około 50 slajdami.
Polski MSZ na krótko przed wysłuchaniem w Radzie UE w Luksemburgu przekazał innym krajom Unii dokument, w którym polemizował z zarzutami Komisji Europejskiej. Obecnie najbardziej palącym jest zbliżająca się „czystka emerytalna” w Sądzie Najwyższym dokonana za pomocą obniżenia wieku emerytalnego – także w przypadku I prezes Małgorzaty Gersdorf, choć jej sześcioletnia kadencja (tzn. do 2020 r.) wynika wprost z konstytucji.
Zarzuty Polski wobec Komisji Europejskiej
„Prawdą jest, że sześcioletnia kadencja Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego jest zapisana w Konstytucji, mogą jednak zajść okoliczności, w których ta kadencja będzie faktycznie krótsza (…) i dokładnie to miało miejsce, zanim aktualna Pierwsza Prezes objęła stanowisko – jej poprzednik zmarł w czasie swojej kadencji” – wyjaśniała Polska innym krajom Unii.
W dokumencie zastrzeżono, że kadencja I prezesa Sądu Najwyższego kończy się także, gdy „przestaje być aktywnym sędzią SN, bo na przykład składa rezygnację, przechodzi na emeryturę”.
Ponadto Polska zarzuciła Komisji „błędne interpretacje i pominięcia” w sprawie instytucji skargi nadzwyczajnej, za której pomocą można wzruszyć prawomocne wyroki z ostatnich 21 lat. Bruksela przekonuje, że to groźba destabilizacji porządku prawnego w Polsce.
„Należy wyjaśnić, że (…) zaskarżony wyrok może zostać uchylony wyłącznie w sytuacjach wyjątkowych (takich jak rażące naruszenie praw człowieka). Jednak ostatecznie decyduje o tym Sąd Najwyższy” – tłumaczyli Polacy.
– Wyraźnie widać, że kraje krytyczne wobec Polski skoordynowały swoje stanowiska i pytania – tłumaczył nam świadek obrad w Luksemburgu.
Holenderski minister zamierzał podnieść problem skargi nadzwyczajnej. Niemcy i Francja, podobnie jak przy każdej dyskusji o państwie prawa w Polsce, także we wtorek uzgodniły wspólne stanowisko. Od ponad tygodnia było nieoficjalnie wiadomo, że wspólne pytania w imieniu obu krajów będzie zadawać francuska minister ds. europejskich Nathalie Loiseau. Głównym tematem pytań był wiek emerytalny w Sądzie Najwyższym i skarga nadzwyczajna.
Juncker chciał spotkać się z Kaczyńskim
Luksemburskie wysłuchanie w Radzie UE definitywnie zakończyło czas „wstępnego dialogu” z Polską w ramach art. 7, kiedy Komisja Europejska mogła – przynajmniej teoretycznie – rozważać wycofanie się z grudniowej decyzji o uruchomieniu tej procedury w razie dostosowania się Warszawy do jej zaleceń.
Pewne nadzieje na złagodzenie sporu pojawiły się w marcu, gdy premier Mateusz Morawiecki w rozmowach z Jeanem-Claude’em Junckerem i Fransem Timmermansem ustnie zarysował kilkupunktowy plan ustępstw ze strony Polski. Drogę do tych negocjacji utorowały poufne kontakty wicemarszałka Senatu Adama Bielana (w roli wysłannika Jarosława Kaczyńskiego) z Martinem Selmayerem, czyli prawą ręką Junckera w Komisji. Ich rozmowy wyciszyły podnoszone przez poprzednie dwa lata zastrzeżenia Polski, że Komisja Europejska nie jest żadnym partnerem do dyskusji o wewnętrznych reformach wymiaru sprawiedliwości w suwerennych krajach Unii.
Ustępstwa sugerowane wówczas przez Polskę nie rozwiązałyby wszystkich problemów z polską praworządnością, ale – jak wynika z naszych rozmów w Brukseli – odpowiedziałyby na najbardziej palące zastrzeżenia Brukseli.
Timmermans w kwietniu zdawkowo informował pozostałych komisarzy UE, że „problem Polski zostanie rozwiązany, jeśli Warszawa wprowadzi w życie zmiany, o których rozmawiamy z rządem Morawieckiego”. W Komisji nawet rozpoczęły się – wedle naszych rozmówców – wstępne przymiarki do kwietniowego spotkania Junckera z Jarosławem Kaczyńskim.
Jednak na przełomie kwietnia i maja „dialog zaczął hamować”, a od połowy maja nadzieje na kompromis, zaczęły się szybko kurczyć.
Po pierwszych niewielkich ustępstwach Polski (m.in. przywróceniu równego wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn), wysłannicy Morawieckiego i Kaczyńskiego zaczęli powtarzać, że „nie ma pola do manewru politycznego” dla spełniania kolejnych postulatów Komisji. Timmermans miał usłyszeć to samo podczas swej wizyty w Warszawie w połowie czerwca.
Garstka optymistów w Brukseli
Niektórzy z naszych rozmówców w Komisji wciąż nie tracą nadziei, że Polska – sięgnąwszy po proceduralne triki – nie przeprowadzi czystki emerytalnej w Sądzie Najwyższym. Tacy optymiści to jednak w Brukseli zdecydowana mniejszość.
Bułgarska prezydencja w Radzie UE – zgodnie z planami – nie sformułowała we wtorek w sprawie Polski żadnej opinii. Dalsze działania Rada UE (jej posiedzenia przygotowują ambasadorzy krajów UE w Brukseli) podejmie już za prezydencji Austrii, która zaczyna się w lipcu.
Niewykluczone, że wysłuchania Polski staną się tematem odrębnych obrad co do wniosków z odpowiedzi Polski w kwestii praworządności. Następnie Rada UE może zacząć prace nad swymi rekomendacjami, które musiałyby zastać zatwierdzone większością 22 z 28 krajów Unii oraz przez 2/3 Parlamentu Europejskiego. Taka sama większość w Radzie UE i europarlamencie byłaby potrzebna do przyjęcia deklaracji o „wyraźnym ryzyku poważnego naruszenia praworządności przez Rzeczpospolitą Polską”, co byłoby finałem pierwszego, niesankcyjnego etapu postępowania z art. 7.
Komisja nadal nie zdecydowała, czy w sprawie ustawy o SN wszcząć postępowanie przeciwnaruszeniowe, które po kilku tygodniach mogłoby się zakończyć skargą na Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE.
REDAKCJA POLECA
Amnesty International o zagrożonej wolności zgromadzeń w Polsce: agresja policji, rosnąca liczba postępowań karnych, inwigilacja
Nadmierne używanie siły przez policję, rosnąca liczba postępowań karnych wszczynanych wobec osób korzystających z wolności zgromadzeń, przypadki wykorzystania zwiększonych uprawnień służb porządku publicznego do inwigilacji osób protestujących oraz ograniczanie niezależności sądów – wynika z najnowszego raportu Amnesty International o stanie wolności zgromadzeń w Polsce.
Amnesty International jest zaniepokojona stanem wolności zgromadzeń w Polsce. „Niewygodne protesty są często zakazywane, inne tłumione siłą. Ich uczestnicy są szykanowani i nie mają gwarancji rzetelnego procesu” – oceniła w swoim najnowszym raporcie międzynarodowa organizacja pozarządowa, której celem jest zapobieganie naruszeniom praw człowieka.
Odkąd rząd PiS objął władzę w 2015 r., dziesiątki tysięcy Polaków wychodzą na ulice, by protestować m.in. przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego lub kontrowersyjnym reformom sądownictwa.
– Odmowa milczenia przez osoby biorące udział w pokojowych manifestacjach jest świadectwem ich siły ducha. Polskie władze grożą pokojowym demonstrantom zatrzymaniem i ściganiem, były również przypadki użycia siły i bicia uczestników manifestacji przez funkcjonariuszy policji. Wobec wielu demonstrujących stosowana jest również inwigilacja – powiedziała szefowa Amnesty International Europe Gauri van Gulik.
– Ludzie w Polsce odważnie sprzeciwiają się polityce ograniczania ich praw i wciąż biorą udział w pokojowych manifestacjach, wbrew coraz bardziej restrykcyjnym przepisom prawa i represyjnym działaniom policji mającym na celu ich uciszenie – podkreśliła van Gulik.
Amnesty International zwraca uwagę na nowelizację ustawy Prawo o zgromadzeniach, która waszła w życie że w kwietniu 2017 r. Nowelizacja ta – jak zaznaczono w raporcie – stała się podstawą wydawania zakazów organizowania w centrum Warszawy kontrmanifestacji wymierzonych przeciwko prorządowym „zgromadzeniom cyklicznym”.
„Od kwietnia 2017 r. do marca 2018 r. wojewoda mazowiecki zakazał organizacji przynajmniej 36 zgromadzeń w Warszawie. W 2017 r. do Sądu Rejonowego dla Warszawy – Śródmieście trafiły 632 sprawy przeciwko uczestnikom zgromadzeń za naruszenie prawa o zgromadzeniach. Dla porównania, według danych z roku 2016, do tego sądu nie trafiła żadna z takich spraw” – podkreśla Amnesty International.
Władze faworyzują prorządowe i nacjonalistyczne demonstracje
Zdaniem Amnesty International, polskie władze faworyzują prorządowe i nacjonalistyczne demonstracje w porównaniu do innych rodzajów zgromadzeń, tolerując gdy prawicowe grupy atakują kontrdemonstrantów.
W swoim raporcie Amnesty International opisała przypadki, w których policja nie zapobiegła aktom przemocy ze strony narodowców lub członków ugrupowań skrajnie prawicowych skierowanym przeciwko kontrmanifestantom.
Agresja policji
Amnesty International udokumentowała również przypadki nadmiernego użycia siły przez funkcjonariuszy policji podczas demonstracji zaznaczając, że zaangażowani w te działania policjanci zwykle nie ponosili żadnej odpowiedzialności, mimo skarg wnoszonych przez demonstrantów.
W raporcie opisano przypadek 60-letniej kobiety, która uczestniczyła w Czarnym Proteście w Poznaniu. Kobieta była świadkiem bicia przez policjanta leżącej na chodniku osoby. Podczas podjętej przez nią próby interwencji, jak twierdzili świadkowie zajścia, została uderzona w głowę przez funkcjonariusza policji.
– Straciłam przytomność, a gdy już ją odzyskałam, okazało się, że leżę w kałuży. Ktoś na mnie siedział, a ja słyszałam, jak ludzie wołali: »Zostawcie ją!«. Wtedy znowu zemdlałam – powiedziała Amnesty International. Kobieta ta odniosła niewielkie obrażenia głowy, ale prokurator odrzucił jej skargę na działanie policji z powodu niemożności zidentyfikowania funkcjonariusza policji, który dopuścił się pobicia.
W dzisiejszej Polsce uczestnictwo w protestach wymaga nie tylko determinacji i czasu, ale także numeru telefonicznego do prawnika i gotowości stawienia czoła konsekwencjom, poczynając od nękania, poprzez ataki fizyczne i słowne, czasowe pozbawienie wolności, aż po zarzuty karne. Uczestnikom protestów w Polsce często grożą zatrzymania i postępowania karne, nie wspominając o stosowaniu siły przez funkcjonariuszy policji i przedstawicieli innych służb porządku publicznego – podkreśla raport Amnesty International.
(df) thefad.pl / Amnesty International
Rada UE przeprowadzi dziś pierwsze wysłuchanie Polski w sprawie praworządności. Warszawa ostrzega przed polexitem
Rada UE przeprowadzi dziś pierwsze wysłuchanie Polski w sprawie praworządności. A w Komisji Europejskiej waży się rychłe wszczęcie postępowania przeciwnaruszeniowego w kwestii Sądu Najwyższego.
Ustawa o Sądzie Najwyższym już 3 lipca przeprowadzi emerytalną czystkę za pomocą obniżenia wieku emerytalnego do 65. roku życia, w tym dla I prezes Małgorzaty Gersdorf, choć z konstytucji wynika jej 6-letnia kadencja (czyli do 2020 r.).
Komisja Europejska nie skieruje przed 3 lipca skargi do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) na Polskę w związku z ustawą o SN, o co apelował m.in. Lech Wałęsa i pięć frakcji europarlamentu. Oznaczałoby to bowiem złamanie przepisów UE o terminach w postępowaniach dyscyplinarnych.
Jak wynika z naszych rozmów w Brukseli, Komisja bardzo poważnie rozważa szybkie wszczęcie postępowania przeciwnaruszeniowego, co – po upływie stosownych terminów – pozwoliłoby za kilka tygodni wnieść skargę do TSUE. Zawierałaby prośbę do Trybunału o nałożenie na Polskę „środka tymczasowego”, czyli doraźnego nakazu zawieszenia ustawy o SN.
Czy to nie za późno na zatrzymanie zmian w SN? Zwolennicy tego pomysłu w Komisji mają nadzieję, że TSUE zdąży ze „środkiem tymczasowym”, nim Polska obsadzi miejsca po sędziach wypchniętych na emeryturę. A jeśli nie zdąży? – Skarga dotyczyłaby stanu na moment wszczęcia postępowania przeciwnaruszeniowego przez Komisję. Jeśli to będzie przed 3 lipca, to niech TSUE potem orzeknie, czy i jak przywracać dotychczasowych sędziów SN do pracy – tłumaczy nam jeden z prawników Komisji.
Wysłuchanie wzmocni Timmermansa?
W Brukseli nie ustały spory, czy Komisja ma uprawnienia do skarżenia Polski do TSUE w sprawie SN. Wymagałoby to zastosowania nowatorskiego argumentu, że sędziowie polscy są sędziami Unii, więc UE ma prawo – także poza postępowaniem z art. 7 – do szczegółowej kontroli ustaw dotyczących niezawisłości polskiego sądownictwa. Frans Timmermans jest stanowczo za postępowaniem przeciwnaruszeniowym i potem za skargą. Jeśli wtorkowe wysłuchanie Polski przez unijnych ministrów w Radzie UE przyniesie – zgodnie z oczekiwaniami – sporo mocnych głosów wsparcia dla Komisji, to może przechylić szalę.
Warszawa ostrzega Junckera przed polexitem
Wysłuchanie w Radzie UE, będące w zasadzie obowiązkowym elementem postępowania z art.7.1, oficjalnie kończy czas, który w grudniu dała sobie Komisja na ewentualne wycofanie się decyzji o uruchomieniu art. 7. Ten czas był pierwotnie określony na trzy miesiące, ale Timmermans – na prośbę Rady UE – prowadził „dialog” aż do czerwca.
Pomimo pewnych ustępstw władze Polski nie zgodziły się na postulowane przez Brukselę zmiany w ustawie o SN. Natomiast przedstawiciele władz na przemian kusili szefa Komisji Jeana-Claude’a Junckera (i jego prawą rękę Martina Selmayra) wizją wejścia PiS do chadeckiej międzynarodówki EPL w ramach „powrotu do głównego nurtu” (szefostwo EPL na razie odrzuca te zaloty) i straszyli, że eskalacja sporu o praworządność wzmocni eurosceptyków w obozie rządowym, wykreuje „polski Jobbik” i może ostatecznie doprowadzić do polexitu.
Gdy Komisja oświadczyła 7 czerwca ambasadorom krajów UE w Brukseli, że dialog Timmermansa z Polską nie przyniósł wystarczających rezultatów i czas na wysłuchanie w Radzie UE, zaskoczony przedstawiciel Polski nie chciał uwierzyć w porażkę „ofensywy uśmiechów” premiera Mateusza Morawieckiego. Jednak 14 ambasadorów (oprócz Bułgara prowadzącego naradę) zgodziło się, by wysłuchanie wpisać w porządek obrad Rady UE już z 26 czerwca. Czterech było przeciw. – Tylko Węgier przemawiał ideologicznie. Czech i Słowak tłumaczyli, że jest za mało czasu. Chcieli odsunięcia wysłuchania co najmniej na lipiec. Nie wiem, o co chodziło Chorwatowi – opowiada świadek tych obrad.
Polski MSZ interweniuje na Łotwie
Wśród krajów popierających szybkie wysłuchanie była Łotwa, czyli kraj z regionu, na którego „lojalność” liczyła Polska. Skończyło się kategorycznym protestem polskiego MSZ u ambasadora Łotwy w Warszawie. Według naszych informacji MSZ przeprowadził też rozmowę uprzedzającą z ambasadorem Litwy w Polsce. W efekcie, gdy Polska podjęła drugą próbę odwleczenia wysłuchania w zeszłym tygodniu, Łotyszka już nie zabrała głosu. Jej miejsce w grupie 14 ambasadorów popierających wysłuchanie… natychmiast zajął Słoweniec (wcześniej w grupie niezabierającej głosu w debacie o wysłuchaniu).
– To znak, że nie wszyscy milczący ambasadorzy byli przeciw prośbie Komisji o szybkie wysłuchanie. Niektórzy dyplomatycznie woleli się nie wychylać – przekonuje nasz rozmówca z Rady UE.
Warszawa od maja mocno naciskała, by Komisja wycofała z TSUE swą skargę na ustawę o ustroju sądów powszechnych (decyzja o jej wniesieniu zapadła w grudniu 2017 r.), co „miałoby być gestem dobrej woli” ze strony Brukseli. Polska w ramach swych ustępstw wobec Komisji przywróciła bowiem równy sędziowski wiek emerytalny kobiet i mężczyzn, a jego zróżnicowanie jest głównym elementem tej skargi. Tyle że rząd Morawieckiego do dziś nie potrafi wiążąco odpowiedzieć Komisji w jaki sposób pomoże wrócić do sądów tym chętnym do dalszej pracy kobietom, które ta ustawa odesłała już na przyspieszone emerytury.
Polska nie chce Timmermansa
Polska, nie uprzedzając wcześniej Komisji, podjęła w ub. tygodniu próbę usunięcia Timmermansa z wysłuchania w Radzie UE – bez skutku. Ambasadorzy krajów UE zadecydowali, że Timmermans na początku przedstawi ministrom informację z ostatnich rozmów z Polską, a pod koniec wysłuchania będzie miał możliwość „faktograficznego” ustosunkowania się do wcześniejszych wypowiedzi. Da mu to możliwość wskazania, gdzie nie zgadza się z opisem faktów przez ministra Konrada Szymańskiego reprezentującego Polskę na tym posiedzeniu.
Jeśli Rada UE uzna, że we wtorek nie wyczerpano wszystkich tematów, może zarządzić kolejne wysłuchanie (a formalnie – drugą część wysłuchania w późniejszym terminie). Bułgarska prezydencja nie wyda w sprawie Polski żadnej opinii, bo dalsze kroki Rada UE (i przygotowujący jej posiedzenia ambasadorzy) podejmie już za prezydencji Austrii, która zaczyna się w lipcu.
Możliwe, że w najbliższej przyszłości Rada UE przeprowadzi odrębną debatę o wnioskach z wysłuchania Polski, a potem może zacząć prace nad swymi rekomendacjami, które musiałby zatwierdzić europarlament.
REDAKCJA POLECA
Europarlament bierze się za Orbana. Komisja sprawiedliwości PE za uruchomieniem art. 7 wobec Węgier
Europarlamentarna komisja LIBE poparła uruchomienie art. 7 wobec Węgier. Premier Viktor Orban zgotował wielki test dla unijnej chadecji.
Postępowanie dyscyplinujące z art. 7 Traktatu o UE może być uruchomione przez Komisję Europejską (tak stało się w przypadku Polski), 1/3 krajów UE albo Parlament Europejski. Europosłowie z komisji LIBE (ds. wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych) przegłosowali w poniedziałek (25.06.) sprawozdanie rekomendujące sięgnięcie po art. 7 wobec Węgier. Ostateczną decyzję, do której trzeba większości 2/3 głosów, podejmie cały Parlament Europejski we wrześniu.
Ostrzeżenie dla Węgier i innych krajów UE
– Dzisiaj „za” głosowało 37 europosłów, a 19 na „nie”. W LIBE jest zatem 2/3 głosów. Myślę, że już teraz ministrowie w Radzie UE powinni choćby nieformalnie zacząć rozmawiać o łamaniu praworządności na Węgrzech. Mają debaty o Polsce. Dlaczego już teraz nie dołączyć tematu Węgier? – mówi holenderska zielona Judith Sargentini, autorka raportu LIBE o Węgrzech.
Głosowanie LIBE odbyło się zaledwie kilka dni po przyjęciu przez węgierski parlament ustawy „Zatrzymać Sorosa!”, która m.in. kryminalizuje wszelką pomoc cudzoziemcom, którzy znaleźli się nielegalnie w kraju i nie otrzymali azylu. Może to dotyczyć nawet karania za pomoc w składaniu wniosków azylowych. Budapeszt – jak wynika z naszych informacji – został już nieformalnie uprzedzony, że Komisja Europejska zamierza w kwestii tej ustawy wszcząć postępowanie przeciwnaruszeniowe (z ewentualną skargą na Węgry do Trybunału Sprawiedliwości UE), ale na razie nie spuszcza z tonu. – Węgry do demokracja fasadowa. Unia nie może tego zostawić także ze względu na przykład dla innych krajów UE – tłumaczy socjaldemokratyczny członek LIBE Josef Weidenholzer z Austrii.
Węgry dzielą europejskich chadeków
Wrześniowe głosowanie plenarne w Parlamencie Europejskim będzie wielkim testem dla centroprawicowego, chadeckiego klubu Europejskiej Partii Ludowej (EPL), do którego należy m.in. PO, PSL, CDU i CSU, a także węgierski Fidesz premiera Orbana. W EPL coraz częściej podnoszą się głosy na rzecz wyrzucenia Fideszu za łamanie unijnych wartości na Węgrzech. Holenderska partia chadecka CDA (współtworzy koalicyjny rząd Marca Ruttego) przyjęła w czerwcu apel o wyrzucenie Węgrów z EPL, jeśli Orban „nie wróci na drogę z czasów, gdy jego partia była cenionym członkiem” międzynarodówki chadeckiej. Podobnie myślą chadecy z innych krajów Beneluksu, a także Skandynawowie i Portugalczycy. Włosi, w tym ci z Forza Italia (partii Silvia Berlusconiego), są podzieleni.
Podziały EPL w sprawie Orbanadotykają też Platformę Obywatelską. Za sprawozdaniem LIBE w sprawie Węgier zagłosował w poniedziałek Michał Boni (PO) oraz Julia Pitera (PO) zastępująca na tym posiedzeniu Barbarę Kudrycką (PO). Kanclerz Angela Merkel od dawna opowiadała się za utrzymaniem Orbana w EPL, by w ramach tej międzynarodówki urabiać go i zapobiegać jeszcze większemu oddalaniu się Budapesztu od głównego nurtu w Unii. Takiemu postępowaniu sprzyjał przed laty ówczesny premier Donald Tusk, broniąc Węgra na forum Unii i przestrzegając Zachód przed nieostrożnym odpychaniem rządzących z młodszej części Unii.
Węgrzy w EPL to także liczebne wzmocnienie chadeckiej frakcji w Parlamencie Europejskim, co bardzo liczy się dla europosłów z różnych krajów. Orban ostatnio straszy EPL, że mógłby stworzyć własną „antyimigrancką międznarodówkę”, ale w EPL na razie jest to traktowane jako blef. Orban nadal chce pozostawać bowiem w silnej grupie europejskich partii chadeckich. I nadal zależy mu na tym, by być w jednej grupie z chadekami z Niemiec.
Sojusznik Seehofera
rban już parę lat temu sprzymierzył się z szefem współrządzącej Niemcami bawarskiej CSU Horstem Seehoferem, któremu jest teraz bliska antyimigrancka retoryka Węgra. Szef europarlamentarnej frakcji EPL Manfred Weber to także Bawarczyk z CSU. Publicznie konsekwentnie broni Orbana, choć podobno w zakulisowych rozmowach często ciśnie go, by m.in. zrezygnował ze szczucia na George’a Sorosa i pozwolił działać Uniwersytetowi Środkowoeuropejskiemu („uniwersytetowi Sorosa”) w Budapeszcie.
Przyjeżdżający do Brukseli wysłannicy Orbana, często oskarżanego o czysto cyniczną grę ksenofobią i strachem przed imigrantami, ponoć zachowują się teraz, jakby szczerze wierzyli w antyimigrancką propagandę Fideszu. Ponadto są przekonani, że EPL po eurowyborach z 2019 r. – jak relacjonuje ich opowieści jeden z naszych rozmówców w instytucjach UE – „przyjmie linię Orbana, CSU, Sebastiana Kurza”
REDAKCJA POLECA
Dariusz Stokwiszewski: Polska armia w rękach ignorantów to tragedia narodowa!

Dariusz Stokwiszewski
Panie Błaszczak, „nie toleruje pan ludzi mówiących prawdę”, bo prawdy się pan boi jak diabeł święconej wody. Po pierwsze, nie ma pan „bladego pojęcia” o armii, podobnie, jak nie miał go pan o Policji, którą za pana władztwa „rozwalono” mówiąc kolokwialnie.
W dniu 24 czerwca minister Błaszczak, podczas obchodów święta Marynarki Wojennej w Gdyni uzasadniając swoją decyzję o zdymisjonowaniu kontradmirała Mirosława Mordela powiedział co następuje (cytuję za Onet.pl):
Nie ma u mnie (czy to pana prywatna armia?! – DS) miejsca dla tych, co się zniechęcają i tracą nadzieję, bo nie osiągną zamierzonego celu, czyli bezpiecznej Polski i Polaków (sic!).
BUM!!!@edytazemla dla .@OnetWiadomosci
Błaszczak na święcie Marynarki Wojennej. „Nie ma u mnie miejsca dla tych, co się zniechęcają” https://t.co/9y1cIe3TLb przez @OnetWiadomosci
— Janusz Walczak (@janusz_walczak) June 25, 2018
I dalej padły nie mniej oburzające każdego, znającego się choćby tylko trochę na wojsku i polityce obywatela, słowa Mariusza Błaszczaka – obecnego ministra obrony narodowej:
Były lata zaniedbań, ale ten proces odwrócił się, gdy w 2015 roku wygrało PiS. I co do budowy okrętów, których marynarka polska potrzebuje, jak sucha ziemia dżdżu: My ten program i inne programy, które dotyczą wzmocnienia potencjału polskiej Marynarki Wojennej, realizujemy. Czyżby panie ministrze?! Kpi pan czy o drogę pyta?!
M. Błaszczak twierdzi, że w Marynarce Wojennej był okres zaniedbań, który odwrócił się, gdy w 2015 wygrało PiS 🤦♀️
Wojskowi: „Na zachodzie słucha się dowódców, a u nas za słowa prawdy wyrzuca się ich z armii”.
Kierunek: Rosja…https://t.co/zEEtTO5pCM— ObserwatorXY (@ObserwatorXY) June 25, 2018
Przypomnę jedynie krótko, co się kilka dni wcześniej wydarzyło. Otóż wspomniany już kontradmirał Mirosław Mordel, a do niedawna jeszcze Główny Inspektor Marynarki Wojennej RP, „ośmielił się” wyjawić tajemnicę poliszynela o tym, że opieszałość MON przy modernizacji zwłaszcza floty okrętów podwodnych, ale też śmigłowców powoduje, że stan polskich sił morskich nigdy dotąd nie był jeszcze tak dramatyczny. Powiedział prawdę i zapłacił za to „głową”!
Panie Błaszczak, „nie toleruje pan ludzi mówiących prawdę”, bo prawdy się pan boi jak diabeł święconej wody. Po pierwsze, nie ma pan „bladego pojęcia” o armii, podobnie, jak nie miał go pan o Policji, którą za pana władztwa „rozwalono” mówiąc kolokwialnie. Jest pan historykiem (nie zamierzam oceniać tu poziomu pana wiedzy, choć mogę wyciągnąć własne wnioski na podstawie pana wypowiedzi), ale przede wszystkim, także jednym z najbardziej wiernych, ale i bezkrytycznych (niemal „ubezwłasnowolnionych” na własne życzenie) ludzi prezesa PiS – Jarosława Kaczyńskiego! Skoro panu z tą służalczością dobrze, to pańska sprawa ale ja, bym tak żyć nie potrafił! Nie lubię klękać przed nikim innym jak tylko przed Panem Bogiem i Jego Ołtarzem.
A zatem mniejsza o pana, wątpliwe moim zdaniem kompetencje, jako ministra obrony, co zresztą dotyczy również pana kolegi z partii – Antoniego Macierewicza. Obaj niszczycie, zamiast budować! Natomiast nie mogę przejść do porządku dziennego nad tym, że naraża pan Polaków i Polskę na to, że z kraju szanowanego, o ustabilizowanej pozycji w świecie, (i utrzymującego w tym właśnie zakresie tendencję wzrostową), zwłaszcza w NATO i UE zrobiliście republikę bananową, która jako państwo niemal bezbronne (siła ludzka nie jest dziś atutem militarnym) stała się pośmiewiskiem Europy oraz świata. O ile można byłoby wam jeszcze wybaczyć manipulowanie sferami mniej istotnymi, o tyle waszą „zabawę w wojsko” postrzegam, jako igranie z zapaloną zapalniczką na stacji benzynowej. Pomimo tego, że w Orlenie rządzi wasz „gminny polityk”, to w sytuacji nagłego wybuchu i jego „omnipotencja” nie pomoże!
Panie ministrze Błaszczak, pana „światły” poprzednik – Antoni Macierewicz zniszczył struktury dowodzenia polskich Sił Zbrojnych, „rozwalił służby”, skłócił nas z partnerami i sojusznikami w NATO, i nie tylko, a pan nadal powiela jego działania. Według mnie obaj powinniście stanąć przed Trybunałem Stanu za osłabianie potencjału obronnego RP. Być może pan nie wie, ale poprzednicy z poprzedniej opcji politycznej (nie twierdzę, że byłem ich fanem) zrobili dużo, aby stan polskich zdolności obronnych podnieść na jak najwyższy poziom. Wy natomiast postępujecie tak, jakbyście mieli cel przeciwny! Nikt normalny w Polsce ani za granicą nie jest w stanie tego pojąć. Podobną rzecz do tej, którą zrobił Macierewicz była czystka w armii radzieckiej za Józefa Stalina w 1937 r. Człowiek ten: ciemny, nadęty i mało błyskotliwy „pozbył się” najlepszych dowódców po to, aby nie mieć w najbliższym otoczeniu ludzi mogących „błyszczeć” jakimiś walorami. Tak czynią tylko ludzie pozbawieni rozumu oraz patriotyzmu, kierujący się instynktem, a nie patrioci, za jakich wy chcecie uchodzić. Mówiąc o czystce w ZSRR, nie porównuję metod, ale skutki są niemal identyczne i co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości.
Myślę, że jako minister obrony wie pan, że każde państwo wypracowuje własną strategię obronną na wypadek sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa państwa. Począwszy od 1990 r., Polska miała ich wiele, jednak ja w moich rozważaniach przyjmę tę z 2007 r., która stała się podstawą ogłoszenia kolejnych, aż do 2015 r. Istotne jest przy tym to, że w/w strategia w sposób niezwykle klarowny systematyzuje polskie interesy narodowe na trzy kategorie: żywotne, ważne i inne istotne. Zostaną one poniżej pokrótce omówione.
Interesy żywotne Polski wiążą się zwłaszcza z zapewnieniem przetrwania państwa i jego obywateli. Obejmują potrzebę zachowania niepodległości i suwerenności państwa, jego integralności terytorialnej i nienaruszalności granic, jak też zapewnienia bezpieczeństwa obywateli, praw człowieka, podstawowych wolności oraz umacniania demokratycznego porządku prawno – politycznego. Ich realizacja to bezwzględny priorytet polskiej polityki bezpieczeństwa.
Ważne interesy narodowe RP polegają na zagwarantowaniu trwałego, zrównoważonego rozwoju cywilizacyjnego oraz gospodarczego kraju, stworzeniu warunków do wzrostu dobrobytu społeczeństwa, do rozwoju nauki i techniki, należytej ochrony dziedzictwa narodowego i tożsamości narodowej, a także środowiska naturalnego.
Inne istotne interesy narodowe RP wiążą się z dążeniem do zapewnienia silnej pozycji międzynarodowej państwa oraz możliwości skutecznego promowania polskich interesów w świecie. Do istotnych interesów należy umacnianie zdolności działania i skuteczności najważniejszych instytucji międzynarodowych, w których RP uczestniczy, jak też rozwój stosunków międzynarodowych, opartych na poszanowaniu prawa, efektywnej współpracy wielostronnej, zgodnie z celami i zasadami określonymi w Karcie NZ.
Pan i pana poprzednik naruszyliście te, które stoją na miejscu pierwszym; zachwialiście zdolnościami obronnymi Polski, za co bez wątpienia kiedyś odpowiecie przed narodem. Nie wyobrażam sobie tego, by miało być inaczej! Osoby, które mają czelność przestawiać najważniejszych generałów i wyższych oficerów WP jak pionki na szachownicy, i to dla zaspokojenia własnych ambicji, winny mieć odwagę zrezygnować z pełnionych funkcji, do których nie dorastają w żadem sposób! Proponuję przy tej okazji dokładną lekturę oraz analizę opublikowanej w 2014 r., Białej Księgi Bezpieczeństwa Narodowego RP, która może wam pomóc w zrozumieniu istoty kierowania bezpieczeństwem narodowym Polski!
Dariusz Stokwiszewski
Ile reprezentacja Polski zarobiła podczas mundialu w Rosji? FIFA premiuje nawet przegranych
Reprezentacja Polski po porażkach z Senegalem i Kolumbią żegna się z tegorocznym mundialem w Rosji. W czwartek biało – czerwoni rozegrają swój ostatni mecz z Japonią i wracają do domu. Polacy jednak za swój udział w mistrzostwach świata otrzymają od FIFA całkiem przyzwoitą premię.
🇵🇱 Poland are through to the @FIFAWorldCup as Group E winners. Congratulations! 👏👏👏 pic.twitter.com/HO3TGGDNg6
— European Qualifiers (@EuroQualifiers) October 8, 2017
Jak podaje Business Insider Polska, za występ na MŚ reprezentacja Polski po meczach w fazie grupowej otrzyma co najmniej 8 milionów euro.
Gdyby nasza drużyna wyszła z grupy i zagrała w 1/8 finału, dostałaby 12 mln. Ćwierćfinaliści otrzymają po 16 mln, 22 mln przypadnie reprezentacja, która zajmie czwarte miejsce, 24 mln trzecie. Wicemistrz dostanie 28 mln dol, natomiast zwycięska drużyna podzieli się kwota w wysokości 38 mln dol.
Pieniądze od FIFA nie są jedynymi, które zarobią piłkarze. Na piłkarzy czekają jeszcze premie przyznawane przez krajowe federacje piłkarskie.
(df) thefad.pl / Business Insider Polska








