Dariusz Stokwiszewski: Czy szarlatani rządzą Polską i czy ją ostatecznie pogrążą?!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Z toruńskich mediów o. Tadeusza Rydzyka docierają wiadomości o gniewie tego patrona PiS ukierunkowanym na prezydenta Andrzeja Dudę, ale też niejako rykoszetem, na partię Kaczyńskiego. Cóż sprawiło owe „rydzykowe żale”, mógłby zapytać przeciętny obywatel, niekoniecznie interesujący się polityką?

 

Dopiero, co opublikowałem artykuł o ewentualnej, europejskiej drodze „per aspera ad astra” Marka Kuchcińskiego, a okazuje sié, że nie mogę spocząć na laurach, ponieważ co chwila przybywa mi pracy. Dzieje się tak za przyczyną turbulentnej sytuacji społeczno – politycznej nie w Polsce, jako takiej, lecz w samym PiS – na szczytach władzy, a przede wszystkim w toruńskim ośrodku medialno – politycznym (tak to postrzegam!): Telewizji Trwam i Radiu Maryja. Nie wiem, co myślą na ten temat czytelnicy, jednak ja, jako politolog, który od wielu lat zajmuje się bezpieczeństwem państwa, zaczynam drżeć na myśl o tym, że być może (sic!) konstytucyjne władze państwowe nie są do końca wolne od politycznych nacisków. Innymi słowy, obawiam się, że mogą one nie być suwerenne w swoich decyzjach. Jeśli miałoby to okazać się prawdą, to oznaczałoby dla nas ogromne niebezpieczeństwo, w konsekwencji zaś (nawet do pewnego stopnia) upadek państwa, jakie znamy.

Z toruńskich mediów o. Tadeusza Rydzyka docierają wiadomości o gniewie tego patrona PiS (oczywiście Rydzyk zmiennym jest, jak kobieta stąd sytuacja ta powtarza się często), ukierunkowanym na prezydenta Andrzeja Dudę, ale też niejako rykoszetem, na partię Kaczyńskiego. Cóż sprawiło owe „rydzykowe żale”, mógłby zapytać przeciętny obywatel, niekoniecznie interesujący się polityką? Zacznijmy od spirytus movens rozczłonkowania albo, jak kto woli – dekapitacji – polskiej armii, nijakiego Antoniego Macierewicza, który raczył był już po raz kolejny, nawiedzić siedlisko antydemokratycznej propagandy, czyli wspomniane, toruńskie studio. Były już (dzięki Bogu) minister po raz enty zaprezentował widzom i słuchaczom swoje „partyjne męczeństwo i związany z nim „heroizm”, który mu pomaga jakoś przetrwać trudne chwile „odstawienia od cyca matki – Polski”! Oczywiście do pierwszego, póki, co mu na razie wystarcza, ale status już nie ten!

Powalony i przybity „martyrologią” wiernego słuchacza i donatora radia, ojciec Tadeusz nie pozostał obojętny na „cierpienia” młodego Wertera…, co ja też plotę – redemptorysty i zaczął się poważnie zastanawiać nad „fatwą” dla „zdradzieckiej partii”, a kiedy na domiar złego przypomniał sobie, że Macierewicz to nie jedyny utrapiony, jego ciepłe myśli oraz modlitwa ogarnęły drugiego z męczenników – także byłego już słusznie – ministra Jana Szyszko, o którym miałem już „zaszczyt” pisać w kontekście barbarzyństwa w puszczy. Jak widać, toruński „asceta” ma wiele problemów z „niewdzięcznym pisowskim rządem”, który pozbywa się najwierniejszych gwardzistów o. Dyrektora. Gdy na dodatek rozmowa zeszła na „ekstrawagancję” prezydenta Andrzeja Dudy, który to wbrew ojcu Tadeuszowi zagwarantować chce w konstytucji (tej nowej – pisowskiej) stałą obecność Polski w UE, to „pałka się przegła” (tak sobie to wyobrażam) i ojciec (ale także doktor nauk) Tadeusz wybuchnął, zawieszając w ten sposób nad głowami „przechrztów” czarne chmury swojej niełaski!

Jak można sprawdzić na stronie RM, ten „świątobliwy” mąż stwierdził, że nie wie, czy zagłosuje w przyszłych wyborach na prezydenta, ale także poddał ostrej krytyce partię posła Jarosława Kaczyńskiego. Wsparł go w tym „słusznym gniewie” Macierewicz, który „dolewając oliwy do ognia” dodał półgębkiem, że również jest przerażony tym, co PAD wyprawia. Apelowałem do pana prezydenta – rzekł minister – żeby z tego zrezygnował, bo to jest nierozważne. To jest niebezpieczne. Nie mam wątpliwości. Podobnie przykro zrobiło się chyba o. Tadeuszowi, bo stwierdził: głosowałem na pana prezydenta, ale teraz nie wiem, czy będę! Czy to jakaś forma „szantażu” bogobojnego przecież prezydenta?!

Rozpisałem się trochę, (ale tylko pozornie) nie na temat, zatem wracam do puenty. Skoro nasz „świątobliwy” oligarcha medialny posiadający również „rząd dusz” rzesz emerytów i rencistów zaczyna gniewać się na władze państwa, grożąc publicznie odmową poparcia partii i wywodzącego się z niej prezydenta, a ci tak bardzo „biorą to sobie do serca” (po prostu się tego bojąc), że mogą działać tak, jak Tadeuszowi Rydzykowi jest wygodnie, to już może świadczyć o wpływaniu na politykę państwa przez osobę nieuprawnioną. Stąd, wyprowadzając Polskę z UE rząd działać może na szkodę polskiej racji stanu, a także powodować zagrożenie bezpieczeństwa państwa.

Nie jest rolą Tadeusza Rydzyka, ani też nikogo innego wpływanie na decyzje polityczne rządu i podległych organów. Działanie takie (kolejny już „efekt mrożący”) można uznać, jako polityczny sabotaż, o ile rząd byłby skłonny się takim dyrektywom podporządkować. Myślę, że mój tok rozumowania nie jest oderwany od realiów dzisiejszej Polski. Nawet jeśli nieco przesadzam, to robię to tylko z troski o polską rację stanu, która powinna być najwyższym priorytetem dla każdego rządu! Moje obawy co do scenariuszy wydarzeń mogących szkodzić Polsce wynikają głównie z irracjonalności wielu dotychczasowych działań rządu zjednoczonej prawicy. Chcę się mylić i wierzyć w to, że najczarniejszy scenariusz, polegający na utracie suwerenności Polski, nigdy się nie ziści!

 

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Dariusz Stokwiszewski: Marka Kuchcińskiego droga do międzynarodowej „sławy”!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Pan marszałek Marek Kuchciński, znany ze swojej „żołnierskiej twardości” (z całym szacunkiem dla kadry WP) w karaniu, niszczeniu parlamentu i parlamentaryzmu, który na co dzień po sejmie porusza się w otoczeniu ochrony, nie potrafi obszerniej wypowiedzieć się w języku ojczystym, ten człowiek, który uczynił sejm „niemym”, boi się według mnie „zderzenia z inną rzeczywistością”

 

20 czerwca 2018 r., w niemieckiej Nadrenii – Palatynacie miało się odbyć posiedzenie prezydiów niemieckiego Bundestagu i polskiego Sejmu, przygotowywane od miesięcy. Jednak na dzień przed wydarzeniem niemiecki parlament zakomunikował, że spotkania nie będzie. Jak podała strona niemiecka, powodem miała być, niesprecyzowana sytuacja wewnętrzna Polski (sic!). Tyle na ten temat mówiły przekazy medialne. W Polsce nikt nawet nie raczył początkowo wyjaśnić, dlaczego do zerwania rozmów doszło. Wreszcie „dzięki” pracownikowi sejmu w eterze zaistniała infantylna wymówka mówiąca o tym, że podobno delegacja polska byłaby zbyt mała (mniej niż 50 procent prezydium sejmu), aby można było wyjechać.

Tematem w/w rozmów miały być wyzwania dla Polski i Niemiec wynikające z Brexitu, a bardziej szczegółowo, dwa panele poświęcone: UE, jako „Europie obywateli”, a także roli parlamentów narodowych i perspektywa współpracy w latach następnych. Tematy, jak chyba każdy przyzna, niezwykle istotne zwłaszcza dla Polski, która jakiś już czas temu „wypadła” z grona państw mających w Unii na cokolwiek i jakikolwiek wpływ. No dobrze; to istotę rzeczy już znamy, a zatem należałoby przejść do tego, co naprawdę tę, tak nagłą zmianę decyzji strony polskiej, spowodowało. Bo przecież uzasadnienia sejmu nie należy traktować poważnie no, chyba że o czymś nie wiemy, co byłoby dziwne, ale w czasach „fatalnej zmiany” raczej „normalne”.

Z mojego punktu widzenia jednak sprawa jest bardziej trywialna. niż mogłoby się to nam wydawać. Pan marszałek Marek Kuchciński, znany ze swojej „żołnierskiej twardości” (z całym szacunkiem dla kadry WP) w karaniu i strofowaniu posłów, niszczeniu parlamentu i parlamentaryzmu, poprzez straszenie posłów i „zamykanie im w ten sposób ust”, który na co dzień po sejmie porusza się w otoczeniu licznej ochrony, ale nie potrafi obszerniej wypowiedzieć się w języku ojczystym, ten człowiek, który uczynił sejm „niemym”, boi się według mnie „zderzenia z inną rzeczywistością”. Nie wiem, czy kiedykolwiek był on za granicą ale, nawet jeśli tak, to nie wyobrażam go sobie w roli interlokutora żadnego ze znanych mi mniej lub bardziej zagranicznych polityków. Pomijam oczywiście znajomość języków obcych, bo ta (prawdopodobnie z „miłości do naszego języka narodowego”) jest raczej na poziomie żałosnym u ponad 99 procent ludzi tej władzy. „Patrioci mówią tylko po polsku, a inni mogą się przecież naszego języka nauczyć” – to swobodna, ale wierna parafraza wypowiedzi telewizyjnej pewnego ważnego polityka, o korzeniach teatralnych!

Dygresja: Pamiętam wystąpienie jednego z (nieżyjących już niestety polityków PiS, który na dodatek raczył być profesorem) na jednym z uniwersytetów brytyjskich bodajże (czy też amerykańskich – co i tak nie ma tu większego znaczenia), gdzie strasznie narzekał na polskich sędziów oraz nasze sądy mówiąc nawet o „mafii” w tym środowisku, z czego się później gęsto tłumaczył, mówiąc, że został źle zrozumiany. Sam oglądałem ten przekaz i przyznam, że mógłby być rzeczywiście „źle zrozumianym”, gdyby nie to, że „prawił” nie tylko banały, ale także głupoty, używając angielskiego na poziomie szkoły podstawowej. Głupoty, które wyrażane hasłowo, musiał zrozumieć każdy (no może niemal każdy, poza w/w „patriotami” uznającymi jedynie język polski!).

Pan marszałek jest wiernym, bezkrytycznym i bezwolnym wykonawcą woli najwyższego i ukochanego przywódcy (coś na ten temat mówiła niejaka pani Mazurek, bredząc o tym, że „król jest jeden” czy jakoś tak …!). Jednak, jak to w życiu bywa BMW, przydają się na czas jakiś, bo bardzo szybko uzmysławiają narodowi całą „nędzę intelektualną” tych, czy innych rządów, zarządów, korporacji. Jak długo w końcu można być pośmiewiskiem całego świata?!

Odchodząc jednak od tych abstrakcyjnych rozważań, wracam na polski grunt. Otóż nie tak dawno temu „poszła w świat” pogłoska o tym, że pan marszałek (mający już chyba dość zaszczytnej funkcji „drugiej osoby w państwie” – bo kto jest tą pierwszą, wiemy wszyscy, więc nie pytajmy, dlaczego nie jest nią AD) ma nieco mniej ambitny plan zostania naszym kandydatem na euro – deputowanego. Początkowo byłem tym lekko wstrząśnięty, aby nie rzec – zmieszany, ale wkrótce dotarło do mnie to, że tak naprawdę już bardziej ośmieszyć się chyba nie da (nawet w UE), a Polska może na tym skorzystać (?!), bo ponoć na stolcu marszałkowskim zasiąść ma, po pewnej przegranej w wyborach na prezydenta Krakowa, kolejna zadufana w sobie i spolegliwa osoba, która sejmowych obyczajów nie złagodzi.

 

PS.

Tak naprawdę jednak w kręgach pisowskiej władzy, już dawno temu rozpoczęła się bezkrwawa, póki co walka o przejęcie władzy w PiS. Obawiać się należy tego, że właśnie projektowane (powiedzmy, że są to moje przewidywania) „bezkrólewie”, które wkrótce może nastąpić, dotknie też Polskę, powodując totalną degrengoladę resztek państwowości, które pozostały. Walka „o tron” zwłaszcza w krajach cywilizowanych jest przewidywalna, zazwyczaj. Natomiast w zdziczałym, pozbawionym demokratycznych podstaw, i sądów państwie, jakim stała się w ciągu niespełna 3 lat Polska, każdy scenariusz jest możliwy! Pamiętać przy tym musimy również o opłakanym stanie polskich Sił Zbrojnych, które co chwila są osłabiane kolejnymi dymisjami osób, które ośmielają się mówić prawdę, jak np. ostatnio kontradmirał Mirosław Mordel, a wcześniej większość doświadczonych polskich generałów. Na naszych oczach Polska stacza się do roli Republiki Bananowej i prosi nas o ratunek! I nie chodzi o jakichś Kuchcińskich, Macierewiczów czy innych betonowych polityków działających jak komisarze ludowi dawnego ZSRR (skrót myślowy). Chodzi tu o to, że ci ludzie nie zamierzają opuścić koryt i dalej niszczyć Polskę, przy czym posunąć się mogą według mnie do wszystkiego … ! I to jest przerażająca wizja Polski XXI wieku!

Dariusz Stokwiszewski

 


Adam Mazguła: Prawda wymaga odwagi. Właśnie odwiedził mnie policjant

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Władza, gdyby miała, chociaż trochę przyzwoitości wręczałaby nam medale za czynne przeciwstawianie się złu i głoszenie prawdy, a nie prześladowała

 

W środę 20 czerwca odwiedził mnie policjant i przesłuchał na okoliczność protestu przeciwko marszowi faszystów w Katowicach 6 maja.

Zapoznał mnie z zarzutem blokowania zgromadzenia poprzez siedzenie na ulicy – art 52 § 2, pkt 1 KW.

Złożyłem zeznanie podkreślając, że protestujący pokojowo i bez agresji obywatele wyręczają władze, które z jakiegoś sobie znanego powodu pozwalają na szerzenie nienawiści i rasowych prześladowań na ulicach polskich miast.

Władza, gdyby miała, chociaż trochę przyzwoitości wręczałaby nam medale za czynne przeciwstawianie się złu i głoszenie prawdy, a nie prześladowała ludzi, którzy rozumieją, to wielkie zagrożenie dla społeczeństwa.

Czego jednak oczekiwać od wyznawców poszukiwaczy prawdy?

Dzisiaj, walka o prawdę wymaga odwagi, a jeśli trzeba jej bronić, to i ofiar. Nie liczcie jednak, smutni panowie na to, że nas przestraszycie.

W związku z powyższym, poniżej publikuję treść felietonu z tego protestu.

 

Adam Mazguła

 

Adam Mazguła: „Złam jej rękę!” – czyli PiS-owskie ZOMO w akcji w Katowicach

Adam Mazguła: „Złam jej rękę!” – czyli PiS-owskie ZOMO w akcji w Katowicach

Mamy PiS-owskie ZOMO. Tak samo usłużne, głupie i zdolne wykonać każdy polityczny rozkaz, jak w czasach słusznie minionych. Wszystko, by zastraszyć protestujących.

To, co zaprezentowała policja w Katowicach na pewno nie było pilnowaniem porządku publicznego i dbaniem o bezpieczeństwo obywateli.

Podczas protestu 6 maja w Katowicach ujawniła się nowa strategia dalszej eskalacji agresji brunatnej policji wobec protestujących antyfaszystów.

Narastało napięcie, pod pomnikiem Wojciecha Korfantego gromadzili się naziści. Po przeciwnej stronie na schodach - demokraci.

Policjanci oddzielili nas samochodami pełnymi uzbrojonych funkcjonariuszy.

Podszedłem do dowodzącego siłami policji i przedstawiłem się. Nie był zaskoczony, wiec zapytałem.

- Będziemy ich blokować, co zrobicie?

- To chyba jasne, oni są tu legalnie – usłyszałem w odpowiedzi - A wy lepiej bądźcie grzeczni.

- Ale oni promują faszyzm, to nie jest dla was, policjantów, ważne? – zapytałem.

- Póki co, ONR i Młodzież Wszechpolska są organizacjami legalnie działającymi, zgoda, panie pułkowniku? - zapytał.

- Ale ich hasła i zachowanie nie obligują Was do zatrzymania tego marszu? – uparcie pytałem.

- Nic nie widzę zdrożnego – usłyszałem w odpowiedzi.

W tym czasie ruszył marsz, a nasi zablokowali drogę. Pobiegłem szybko, aby dołączyć do siedzących na ulicy.

Marsz faszystów poprzedzali uzbrojeni, z tarczami i w hełmach szturmowych policjanci uformowani w klin. Policja nas otoczyła.

Jak zwykle - zaczęło się wynoszenie blokujących. To nie pierwszyzna, wynosili nas i w Warszawie, ale to, jak robili tym razem w Katowicach brunatni oprawcy, budziło grozę.

Nie wiedziałem, dlaczego wynoszeni ludzie krzyczą, dziewczyny piszczą, ktoś wrzeszczał „to nie worki ZOMOWCU”.

Wyszarpnęli i mnie wynieśli do tyłu i nie zdążyłem wstać jak.... CZYTAJ WIĘCEJ >>>

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 

 


Dariusz Stokwiszewski: Jacy naprawdę są: Jarosław Kaczyński i PiS, i co ich łączy z Tadeuszem Rydzykiem

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Zastanawiam się nieraz, co łączy prezesa Kaczyńskiego i księdza Rydzyka, i przychodzi mi do głowy tylko jedna rzecz; obaj ci panowie są chyba przekonani co do tego, że nie wierzą w Pana Boga myśląc, że Go po prostu nie ma!

 

Głównie dzięki Radiu Maryja i „Naszemu Dziennikowi” sprawa smoleńska nie została przez różne kanalie i „konfederację zdrady narodowej” zniszczona, i zakopana. Nawet jeśli w przeszłości ojciec dyrektor mówił rzeczy, które łagodnie mówiąc, nie cieszyły to, to jest teraz najważniejsze.

Tak dwa lata po katastrofie smoleńskiej Jarosław Kaczyński próbował nas przekonywać, że, nawet gdyby ktoś nawet atakował byłego prezydenta (a jeszcze bardziej ohydnie jego żonę Marię – DS), ale po ich śmierci zachował się przyzwoicie (jak Tadeusz Rydzyk), to on – Kaczyński by mu to zapomniał (sic!). Jak stwierdził prezes, był to czas próby, który kapłan przeszedł pomyślnie. Mało tego, według Kaczyńskiego, Tadeusz Rydzyk zdał ten egzamin celująco!

Mógłbym za dzisiejszym Onetem przytaczać jeszcze i inne bzdury, których naopowiadał się prezes Kaczyński jednak, po co? Już ten jeden przykład kunktatorstwa i oportunizmu daje wyraźny obraz „uniwersalnych wartości”, jakimi kieruje się prezes partii mieniącej się być katolicką! Nic bardziej mylnego; ani on, ani gorliwi „wyznawcy” jego ideologii i naśladowcy postawy godnej pożałowania, nie przestrzegają zasad tego, o czym mówią tak często – Dekalogu. Zakłamanie, fałsz, obłuda, cynizm, nienawiść do każdego, kto myśli choć trochę inaczej i zawiść w stosunku do każdej innej osoby, lepszej od nich, to cechy charakteryzujące sekciarskie środowisko PiS.

Pan Kaczyński „wybaczy każdemu”, jeśli się tylko „nawróci”, jak Tadeusz Rydzyk. Otóż nie panie prezesie; ani Rydzyk się nie „nawrócił”, ani pan nikomu nie zapomni tego, co zrobił przeciw panu. Żaden z was nie jest w stanie się zmienić na lepsze, bo nie taka jest wasza natura. Ta, każe wam nienawidzić i zwalczać: w przypadku Rydzyka fałszywym uśmiechem oraz słynnym „alleluja i do przodu”, nawet wtedy, kiedy czyni rzeczy ohydne. W pana zaś przypadku najbardziej znamienne są słowa rzucone z nienawiścią z trybuny sejmowej w lipcu 2017 r., skierowane do opozycji: Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego świętej pamięci brata. Niszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami! Naprawdę jest pan przekonany, że to ich („wrogów i zdrajców”) działanie sprowadziło śmierć na pana brata i bratową?! Nie sądzę, aby pan w to wierzył.

Zastanawiam się nieraz, co łączy prezesa Kaczyńskiego i księdza Rydzyka, i przychodzi mi do głowy tylko jedna rzecz; obaj ci panowie są chyba przekonani co do tego, że nie wierzą w Pana Boga myśląc, że Go po prostu nie ma! Skąd takie przypuszczenie? Ano stąd, że ktoś wierzący w Niego, a zwłaszcza przestrzegający zapisów Dekalogu nie byłby w stanie z pełnym wyrachowaniem robić aż tyle zła bliźnim; czy to obrażając ich, czy też szkodząc w inny sposób, w imię własnych, partykularnych interesów. Nie da się pogodzić wiary w Pana Boga z czynieniem zła. Nasza, ale nie tylko, religia każe czynić dobro i wybaczać, ale dla obu moich „bohaterów” oraz ich zwolenników to puste słowa – takie jest przynajmniej moje przekonanie.

Pompowanie państwowych pieniędzy do ośrodka stricte politycznej propagandy Rydzyka mającej niewiele wspólnego z czystym przekazem religijnym, to równie dobitny przykład na rozmijanie się PiS i kleru z prawdą objawioną przez Zbawiciela. On nauczał tego, aby żyć w ubóstwie i dzielić się z bliźnimi. W Polsce mało, kto przejmuje się takimi „błahymi sprawami”, bo kogo może obchodzić biedaczyna niemający na chleb, gdy tymczasem bogactwo i blichtr (pozorna świetność) zwłaszcza wyższego duchowieństwa pozostające poza kontrolą państwa, aż kłują w oczy. No, chyba że trafi się bogaty, bezrobotny, a także bezdomny ofiarodawca luksusowych aut; ten do czasu spełnienia swej „misji darczyńcy” przyciąga trochę – niepotrzebnej uwagi mediów („pobożni mnisi” chwalenie się pomocą uznają za grzech) – po czym schorowany, ale w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, zwykle opuszcza ten „padół łez”, bądź udaje się w nieznanym kierunku, aby medytować.

Nawet obecny papież Franciszek, odsądzany jest od czci, gdyż „ośmiela się” przywoływać kler do porządku i życia zgodnego z Ewangelią. O tempora, o mores! Pisałem już o tym (w „Liście do episkopatu”), jak to krakowski ksiądz, były dyrektor seminarium i profesor (chyba) teologii, ganiąc papieża, zapowiedział swe modły w intencji jego – Ojca Świętego – odejścia do domu ojca (sic!). Jak się łatwo domyślić, nie otrzymałem odpowiedzi, ani nie słyszałem o jakiejkolwiek reprymendzie dla owego „świątobliwego pasterza”!

No skoro taki jest nasz kościół, to jak mają postępować biorący z niego (jedynie wybrane dla własnej wygody) przykłady politycy takich partii, jak PiS?! Może tu paść pytanie o to, dlaczego piszę tylko o tej jednej partii? Odpowiedź jest bardzo prosta; bo tylko ta jedyna „obnosi się” ze swoją „religijnością” na pokaz, działając naprawdę wbrew zasadom wiary i religii. Starsi ludzie czasem mawiają o kimś obłudnym, „że modli się pod figurą, mając diabła za skórą” i coś w tym musi być, prawda?

Wracając jednak do prezesa i partii; podczas jednej z manifestacji przeciwko działaniom PiS, wymierzonym w Trybunał Konstytucyjny zwrócił się on do osób protestujących tymi słowy: Cała Polska z was się śmieje, komuniści i złodzieje! Wtórował mu w tym obecny minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Joachim Brudziński. Powie ktoś może, że to zachowanie pozostawiające wiele do życzenia z punktu widzenia savoir vivre, na co ja odpowiem inaczej, stawiając w tej odpowiedzi też pytanie.

Ludzki Pan! Przecież mógł kazać policji zrobić „porządek”, pozamykać ludzi, poddać uciążliwym przesłuchaniom, a następnie ukarać w sądzie! Nie zrobił tego – ludzki Pan! Pytam: nie mógł?! Mógł, gdyby tylko zechciał – ludzki to Pan powiadam wam Polacy!

Nie wiem, czy dobrze myślę i piszę, ale tak to widzę, jako prosty człowiek. My Polacy „nie zawsze umiemy doceniać to, co nam Opatrzność dała”, co prowadzi nas najczęściej na tzw. manowce. Kiedyś, w pewnym filmie widziałem taką oto scenę: narzekający na ojca, rozwydrzony (tak, jak my dzisiaj) chłopak sprzeciwiał mu się, podnosząc przy tym głos na staruszka. Ten odrzekł synowi tak: wszyscy na mnie narzekacie, choć chcę dla was, jak najlepiej. Będziecie kiedyś tego żałować, gdy mnie już zabraknie. Kiedy moje oczy się zamkną, wy wtedy dopiero otworzycie swoje! Zatem może nie należy narzekać?! Sam już nie wiem …!

A może jednak rację mają ci, którzy przyjmują postawę „czyżyka” z wierszyka Ignacego Krasickiego, chcąc demokracji i wolności?

„Czegoż płaczesz? – staremu mówił czyżyk młody
Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody”.
„Tyś w niej zrodzon – rzekł stary – przeto ci wybaczę;
Jam był wolny, dziś w klatce – i dlatego płaczę”.

 

Dariusz Stokwiszewski

 

 

 


Stefan Niesiołowski: Dyktatura w natarciu

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Odsłaniane są kolejne pomniki Lecha Kaczyńskiego, przy okazji mamy okazję obserwować spektakle niebywałego lizusostwa, fałszowania historii, kłamstwa i marszu cwaniaków po pieniądze, ordery, stanowiska.

 

Pisowska dyktatura nie odpuszcza, jest w natarciu i to bez wytchnienia, na wszystkich frontach.

Odsłaniane są kolejne pomniki Lecha Kaczyńskiego, przy okazji mamy okazję obserwować spektakle niebywałego lizusostwa, fałszowania historii, kłamstwa i marszu cwaniaków po pieniądze, ordery, stanowiska.

Ostatnio w jakimś miasteczku, którego nazwa nie ma znaczenia, bo wszystkie te uroczystości i same pomniki L.K., a także miejscowości są zdumiewająco podobne. Pomniki jednakowo szkaradne, bo wizerunek i gracja L.K. nadaje się do wszystkiego, tylko nie na pomnik, natomiast wygłaszane przy okazji przez niebywałego lizusa, przy tym jakoś dziwnie ograniczonego w swoim tchórzostwie, są żenująco śmieszne.

Okazuje się, że Lech Kaczyński wielkim mężem stanu był i jemu zawdzięczamy wolność, niepodległość, Solidarność i w zasadzie wszystko. Pogromił on naszych wrogów, wywalczył niepodległość, nie dopuścił zdrajcy Wałęsy do głosu, podpisał Porozumienia Gdańskie, przed którymi jednocześnie ostrzegał i które potępił. Uruchomił proces okrągłego stołu, przy którym aktywnie uczestniczył, a jednocześnie jego zdradziecki charakter zdemaskował. Zawsze stał w pierwszym szeregu walki o wolność i niepodległość i wspólnie ze swoim Wielkim Bratem są największymi Polakami w naszych dziejach, obok takich triumfatorów jak Chrobry, Piłsudski, Kościuszko, Jagiełło, Paderewski, ks. Skarga, a przeciwko Branickiemu, Szeli, Kostce-Napierskiemu, Kuklinowskiemu, Ulrichowi von Jungingenowi, Tuchaczewskiemu, von dem Bachowi-Zelewskiemu i wojowi Płazuchowi (pod Cedyną wskazywał Niemcom polskie pozycje udając ptaka).

Trwa demolowanie Polski, armia została w zasadzie zdemolowana, tak samo dyplomacja, polityka zagraniczna, stosunki z Unią, oświata, kultura, trwa niszczenie szkolnictwa wyższego.

Ustawa o szkolnictwie wyższym dzieło jednego z najobrzydliwszych pod każdym chyba względem ministra realizuje to czego nie udało się dokonać nawet komunistom w stanie wojennym, czyli zniszczyć autonomię uczelni i podporządkować je politykom.

Trwa niszczenie samorządów i przymierzanie się do pisowskiego „zwycięstwa” w wyborach, która ma zapewnić partii Kaczyńskiego władzę już na zawsze.

Podstawowym pytaniem jest od dłuższego czasu – czy Polacy pogodzą się z pisowskim zwycięstwem wyborczym?

Wygląda na to, że pisowcy nie oddadzą władzy dzięki kartce wyborczej i przygotowują się, aby „zabezpieczyć” wybory mniej więcej tak jak komuniści „zabezpieczali” podwyżki cen.

Właśnie dogorywa parlamentaryzm, a sejm staje się miejscem uprawiania przez pisowców swojej propagandy i przepychania na ogół szkodliwych, lub absurdalnych ustaw bez jakiejkolwiek poważnej debaty, czy wymiany poglądów. Jak było do przewidzenia nowy regulamin służy do zamykania ust posłom opozycji, karania ich drakońskimi karami finansowymi i blokowania krytyki reżimu. Pisowski marszałek wprowadził nowy całkowicie niezgodny z demokracją zwyczaj decydowania przez większość (czyli PiS) jakie wnioski i pytania wolno zgłaszać i zadawać opozycji.

Zasadą demokracji jest autonomia opozycji, której pytań większość rządowa nie może zmieniać bo to podważa sens debaty. W pisowskim sejmie dokonuje się selekcja pytań i wystąpień opozycji dokonywana przez funkcjonariuszy reżimu. Tak samo wystąpienia posłów opozycji są właściwie nieustannie przerywane przez pisowskich marszałków jako nie na temat, naruszające powagę sejmu, lub niezgodne z regulaminem.

Nie jest to dokładnie sejm w PRL-u bo tam w ogóle nie było opozycji z wyjątkiem krótkiego okresu w latach 1945-47, po którym opozycja (praktycznie PSL Stanisława Mikołajczyka) wylądowała w więzieniu. Przy okazji warto przypomnieć, że pisowcy nawet nie udają, że zachowują pozory bezstronności i sprawiedliwości. Mimo całego spektaklu chamstwa, ordynarnych wypowiedzi i zachowań, wyzwisk i wrzasków ze strony reżimowej większości żaden poseł pisowski nie został ukarany, żadnemu marszałek nie przerwał najbardziej nawet chamskiego lub absurdalnego wystąpienia i do woli pozwala wrzeszczeć, piszczeć i obrażać p. Szydło, lub kłamać karykaturze premiera p. Morawieckiemu.

Mamy typowy dla dyktatury sejm atrapę demokracji, a towarzyszy temu przeznaczenie przez reżim kolejnych 100 mln złotych dla jednego z najbogatszych ludzi w Polsce niejakiego Rydzyka, którą to transze poseł Michał Kamiński z właściwą sobie trafnością i inteligencją nazwał – pełna micha dla chciwego mnicha.

Walka o demokratyczną Polskę jednak trwa nadal i nic nie wskazuje, aby ludzie o taką Polskę walczący mieli przegrać.

 

Stefan Niesiołowski

 

 


Dariusz Stokwiszewski: Więcej pokory panie Marku Suski, bo rola pana przerasta

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Najgorsze jest w tym wszystkim to, że to właśnie ludzie pana pokroju, charakteru, braku kwalifikacji merytorycznych, etycznych czy moralnych rządzą krajem w imieniu jednego, nie mniej chciwego na władzę oraz równie nieprzygotowanego do niej, człowieka.

 

Szef gabinetu politycznego premiera, niejaki Marek Suski nawiedził program TVP Info, w którym odpowiadał na pytania dotyczące sporu rządu RP z Komisją Europejską. Jak polityk był łaskaw powiedzieć: rząd, działając pod presją Komisji Weneckiej i atmosfery, którą wytworzyła w UE, dokonał wielu pozytywnych zmian w ustawach, natomiast sama Komisja według niego, to taki bicz na Polskę.

W takcie programu doświadczony oraz obyty poseł wyraził jeszcze cały szereg innych – złotych myśli, z których pozwolę sobie zacytować kilka najbardziej wzniosłych.

Myśl pierwsza:

Nie wiem, czy Niemcy mają takie moralne prawo, żeby nas pouczać. Kiedyś nas uczyli demokracji komorami gazowymi (sic!).

No cóż, panie Suski, nie wiem, czy pan wie, o czym mówi, bo wydaje mi się raczej, że nie za bardzo: myli pan i realia i państwa. Niemcy dziś to nie III Rzesza, a Polska to również państwo znajdujące się w innej sytuacji międzynarodowej. Gdyby pan znał, i to jedynie trochę historię, a przy tym myślał rzeczowo, to takiej głupoty (nie pierwszej już i chyba nie ostatniej) by pan raczej nie „palnął”. Takie zachowania polityka zajmującego wysokie stanowisko w hierarchii władzy, można byłoby uznać za godzące w polską rację stanu, jednak w tym przypadku należy odpuścić, bo kto pana tak naprawdę poważnie traktuje?! Nikt, a Polakom pozostaje się tylko wstydzić za takich, jak pan.

Myśl druga:

Gdyby dziś były wybory i byłby inny kandydat prawej strony, to głosowałbym na innego kandydata.

Potępiacie swojego prezydenta i słusznie, bo ktoś taki, jak Andrzej Duda nie powinien był nigdy zostać prezydentem Polski. Różnica w ocenie tego pana między nami jest taka, że my uważamy go za osobą niszczącą polskie, demokratyczne państwo prawa, a wy ganicie go za to, że nie czyni tego jeszcze tak mocno, jak wy byście tego chcieli. Co najgorsze w tym wszystkim; Andrzej Duda nie idzie wam na rękę tylko z powodu megalomanii, nie zaś z miłości do Polski i poszanowania prawa! On walczy jedynie o swoją pozycję!

Myśl trzecia:

Nie rozumiem w niektórych przypadkach sensu zadawania pytań, które są oczywiste stąd …, choć prezydenta Andrzeja Dudę prywatnie szanuję i lubię, to jednak nie uważam, aby to referendum miało być ważne i istotne.

Pana odniesienie i dezaprobata (tu ponownie się zgadzamy, choć powody są także różne) dla prezydenckiej inicjatywy referendalnej, mającej na celu zmianę konstytucji wynika z tego, że pan prezydent ponownie działa na rzecz własnego „ego” – zwiększenia własnych uprawnień, na co mu, (jako osoby jeszcze bardziej żądne nieograniczonej władzy) nie chcecie pozwolić! Dlaczego? Bynajmniej nie dla Polski – wy kochacie jedynie władzę dla władzy, pieniędzy i blichtru! Jako ignorant z zakresu psychologii, zostawiam ten problem specjalistom.

***

Najgorsze jest w tym wszystkim to, że to właśnie ludzie pana pokroju, charakteru, braku kwalifikacji merytorycznych, etycznych czy moralnych rządzą krajem w imieniu jednego, nie mniej chciwego na władzę oraz równie nieprzygotowanego do niej, człowieka. Tego, który nie waha się stawiać na szali dobro własnej ojczyzny jedynie po to, aby jego racje zawsze były „na wierzchu”! Także tego, który dla zaspokojenia własnej żądzy zemsty na niczemu niewinnych ludziach, utworzył „głęboki rów nienawiści” dzielący społeczeństwo polskie na dwa wrogie sobie obozy; na was – tych dobrych i nas – gorszy sort! Myślę, że w duszy on sam oskarża siebie, ale jest zbyt „zły”, aby się do tego przyznać, nawet przed samym sobą. Osobiście wierzę, że szczegóły przyczyn wypadku, który pochłonął 96 ofiar, kiedyś potwierdzą nasi sojusznicy, którzy według mnie dysponują bardzo szczegółowymi stenogramami rozmów, nawet telefonicznych (z Warszawą) i znają dobrze ich treść!

Pan panie Suski jest jednym z „najwierniejszych żołnierzy wodza”, co nikogo przecież dziwić nie może z prostej przyczyny. „Wodzowie” tego rodzaju nie wybierają nigdy, na podręcznych czy przybocznych, ludzi mogących wyrosnąć ponad nich samych, co akurat panu nigdy nie groziło. Proszę jednak przyjąć do wiadomości, że bez względu na to, co panu wmawiają pochlebcy, nie nadaje się pan na żadne znaczące stanowisko w państwie. Tym bardziej, na człowieka mogącego się wypowiadać poważnie w kwestiach polityki bezpieczeństwa czy zagranicznej Polski.

Z tego, co mi wiadomo, pan ukończył Studium Techniki Teatralnej, (a nie, jak to podaje Wikipedia – Pomaturalne Studium Techniki Teatralnej). Czyżby chciał pan zaimponować Polakom faktem posiadania matury? Przyznam, że na niewielu to robi chyba wrażenie. Ze strony tej szkoły wiem, że są w niej następujące specjalizacje (ta pańska nosi chyba nr 2 – choć mogę się mylić, bo może zaliczył pan wszystkie):

  1. Akustyka i Oświetlenie
  2. Perukarstwo
  3. Fryzjerstwo Teatralne
  4. Charakteryzacja | Modelatorstwo, Rzeźba…
  5. Rysunek i Malarstwo
  6. Rysunek Techniczny
  7. Krawiectwo Damskie
  8. Meble Historyczne i Konstrukcja Dekoracji.

Szkoła, jak szkoła i nie ma się, czego wstydzić, ale żeby zaraz „iść w ministry” i chrzanić publicznie głupoty, które dyskredytują nie tylko pana (o co już mniejsza i wybaczam brak wiedzy na temat nazwiska pewnej carycy), ale przede wszystkim Polskę i obywateli. Czy wystarczy panu odwagi oraz poczciwości, aby się przyznać do własnej małości i poprosić pana szefa o skierowanie na jakiś inny, bardziej właściwy pańskim kwalifikacjom, ważny odcinek pracy partyjnej?! Partia ma możliwości! Niech pan nie podąża ścieżkami wójtów z Psich Wólek – jakichś Piegłasiewiczów i nie porywa się z motyką na (skradziony już kiedyś) Księżyc!

 

PS.

A Niemców i UE, którymi tak poniewieracie, sugerowałbym przeprosić i przyznać się do tego, że nie wiecie, co mówicie. To i tak nie zmieni zdania Zachodu o tej władzy, ale choćby ja cieplej o was pomyślę, a to już coś!

 

Dariusz Stokwiszewski

 


Zmiany w związku – co warto wiedzieć?

Bycie w związku to marzenie zdecydowanej większości ludzi. Kierują nimi przeróżne pobudki, łączy pragnienie posiadania partnera. Do jego odczuwania w znacznym stopniu przyczynia się wyidealizowana wizja relacji, połączenia z kimś, kto będzie bezwarunkowym wsparciem i zarazem powodem do dumy.

Zmiany w związku - co warto wiedzieć?

Do tego dochodzi niegasnące dzień i noc pożądanie, podziw oraz ogromna potrzeba czyjegoś towarzystwa. Niestety tylko garstka ludzi zdaje sobie sprawę, że tak postrzegana miłość to w rzeczywistości zauroczenie. A ono mija bardzo szybko. Potem przychodzi proza życia. Miłość nie musi stać w kontrze do niej. Aby jednak ochronić swój związek i dać mu szanse przetrwania, trzeba zdać sobie sprawę, że miłość i relacja z partnerem będą się zmieniać.

Zmiany nie są czymś złym

Relacje damsko-męskie na początku oznaczają przede wszystkim pociąg fizyczny. Kochankowie nie są w stanie oderwać od siebie rąk. Jednak z czasem się to zmienia. Pożądanie słabnie, co bywa postrzegane jako wygaśnięcie miłości. Nie jest to prawda. Pożądanie tak jak zauroczenie musi w pewnym momencie zmniejszyć się, ponieważ jego trwanie jest bardzo obciążające dla ludzkiej psychiki. Na tym etapie wielu myśli już o zakończeniu relacji, a nawet rozgląda się za nowym obiektem uczuć. Warto jednak wziąć pod uwagę, że z nowym mężczyzną czy kobietą będzie podobnie. I tak bez końca.

Zamiast uciekać, lepiej zastanowić się, jak podnieść temperaturę w sypialni. Opłaca się, zwłaszcza jeżeli związek dostarcza satysfakcji i partnerzy dobrze się w nim czują. Trzeba też pamiętać, że pożądania z pierwszych miesięcy związku zwyczajnie nie da się utrzymać. Relacja damsko-męska zmienia się. Nie jest to jednak niż złego. To naturalny proces, a wiedza na jego temat pozwala ochronić związek, wzmocnić go i zapewnić sobie szczęście.

Zaangażowanie w związek

Zaangażowanie pojawia się dopiero z czasem, jednak na ogół jeszcze przed spadkiem namiętności. Partnerzy podświadomie zdają sobie sprawę, że sporo już zainwestowali w relacje damsko-męskie i dlatego chcą je chronić. Są zatem gotowi na kompromisy, a nade wszystko skłonni brać pod uwagę potrzeby drugiej osoby. Obopólne zaangażowanie z jednej strony daje komfort psychiczny, a z drugiej przekłada się na szereg ułatwień w życiu codziennym. Problemy rozwiązuje się wspólnie, przez co łatwiej dźwigać je na plecach. Oddanie partnerów buduje zaufanie i przekłada się na poczucie wspólnoty. To bardzo wymierne korzyści płynące z bycia w związku.

Relacje damsko-męskie to skomplikowany temat. Czasami im dłużej jest się w związku, tym mniej rozumie się zasady nim rządzące. Dwa opisane powyżej etapy budowania relacji to jedynie fragment drogi, jaką pokonują partnerzy zmierzający do zbudowania czegoś trwałego. Wielkim paradoksem stałego związku jest natomiast jego zmienność. Lata lecą, zmieniają się i ludzie, i okoliczności. Trudno zatem spodziewać się, że relacje międzyludzkie miałyby pozostawać niezmienne. Miłość przybiera różne formy, ale jeżeli się o nią zadba, ma szansę przetrwać całe życie.

 

Chciałbyś dowiedzieć się więcej o technikach uwodzenia i związkach? Odwiedź stronę uwodzenie.org i sprawdź to.

 


Zmiany w rejestracji pojazdów. Będzie nowy format tablic

„Tablice rejestracyjne pojazdów o zwężonej czcionce i zmniejszonych wymiarach będzie można zamawiać od 1 lipca tego roku” – poinformował PAP minister infrastruktury Andrzej Adamczyk. Jak dodał, resort pracuje nad takimi zmianami, aby kierowcy mogli jeździć bez dowodów rejestracyjnych oraz nad możliwością rejestracji auta w miejscu zakupu.

Od 1 lipca będzie można zamawiać tablice z czcionką zwężoną i tablice o innych wymiarach niż standardowe, czyli tak zwane tablice amerykańskie

Fot. flickr

– Od 1 lipca będzie można zamawiać tablice z czcionką zwężoną i tablice o innych wymiarach niż standardowe, czyli tak zwane tablice amerykańskie – powiedział minister. Mniejsze tablice będą pasowały do samochodów sprowadzanych z USA i krajów azjatyckich.

Obecnie właściciele samochodów importowanych z rynku amerykańskiego i rynków azjatyckich zmuszeni są często do wyginania tablic, gdyż te produkowane teraz nie mieszczą się w fabrycznie przygotowanych do tego celu miejscach.

Minister poinformował też, że resort pracuje nad rozwiązaniami prawnymi, dzięki którym kierowcy nie będą musieli okazywać dowodów rejestracyjnych w czasie kontroli na drodze.

– Przygotowujemy podstawy prawne aby kierowca nie musiał mieć przy sobie dowodu rejestracyjnego podczas kontroli drogowej. Platforma Cepik 2.0 powinna zapewnić już dostęp do tych informacji – powiedział minister.

Adamczyk dodał, że dokumentów pojazdu nie trzeba będzie wozić ze sobą właśnie od momentu uruchomienia w całości systemu Cepik 2.0, którego funkcje wdrażane są obecnie etapowo i ostateczny harmonogram do czasu pełnego uruchomienia nie jest znany.

Minister powiedział też, że resort pracuje też nad zmianą prawnych regulacji tak, aby można było rejestrować pojazdy w miejscu jego kupna, a nie w miejscu, gdzie zameldowany jest kupujący.

– Przygotowujemy też projekt zmian w przepisach, które pozwolą na pozostawienie tablic rejestracyjnych na wniosek kupującego. Tablic, które były na samochodzie przed jego zakupem. Nie trzeba więc będzie kupować nowych tablic, co przyniesie kierowcom pewne oszczędności – dodał szef resortu infrastruktury.

 

kurier PAP

 


Adam Mazguła: Niepotrzebna obrona narodowa, niepotrzebne wojsko

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Niech mi ktoś powie, kto w przypadku konfliktu kieruje systemem obrony Polski? A. Duda, J. Kaczyński, M. Morawiecki, szef sztabu generalnego czy minister obrony narodowej? Jaki zespół będzie koordynował proces obrony narodu?

 

Antoni Macierewicz codziennie chwalił się swoją resortową zabawką, a przy okazji ujawniał na konferencjach prasowych, niby przypadkiem, wszystkie ważniejsze tajemnice polskiej armii. Kłamał przy tym jak nałogowiec, co analitykom obcej agentury musiało również zabijać niezłego ćwieka. Teraz opinia publiczna nie ma tylu informacji o tym, co się dzieje MON, ale to nie jest powód do zachowywania spokoju.

Andrzej Duda w Żaganiu podczas uroczystości rozpoczęcia szkolenia amerykańskiej brygady pancernej w Polsce. Fot. prezydent.pl

Nigdy nie byliśmy tak bezbronni, nigdy też nie mieliśmy tak wielu rządzących miernot, nieodpowiedzialnych i pozbawionych instynktu bezpieczeństwa zbiorowego, jak mamy dzisiaj.

Nie chodzi tu nawet o kompletną zapaść w zakupach sprzętu dla wojska, coraz bardziej odczuwalny brak wysoko wyszkolonych i wykształconych kadr, które nadal odchodzą, oraz niesłabnącą religijną agresję światopoglądową. Chodzi o rzeczy najbardziej podstawowe dla obronności naszego państwa.

Najważniejsze osoby w państwie nie rozumieją powszechności systemu obrony państwa. Dla nich bezpieczeństwo – to jedynie duża liczba, zawsze i wszędzie, pracowników ochrony… Widać wyraźnie, że nie są zainteresowane systemem obrony narodowej, której podstawą jest dla nich edukacja i system dowodzenia państwem na wypadek konfliktu zbrojnego. Powtarzam: państwem, a nie armią. Niechęć do zajmowania się tym problemem jest tak duża, że nie są w stanie wskazać, kto będzie kierował państwem w momentach zagrożenia, a kto dowodził armią.

Państwo w momentach kryzysu potrzebuje zespolenia wszystkich resortów do realizacji celów obronnych. To nie tylko wojsko walczy z potencjalnym agresorem, ale cały kraj. Drogowcy, rolnicy, strażacy, policjanci, służby specjalne i zagraniczne, służba zdrowia, przedsiębiorcy transportowi i zaopatrzeniowi. Wszyscy są niezbędni, nikogo nie może zabraknąć. W takiej sytuacji musimy skoordynować informowanie społeczeństwa o zagrożeniach, zapewnić ludności cywilnej środki do życia: wodę, żywność, materiały opatrunkowe i wsparcie dla poszkodowanych…

Niech mi ktoś powie, kto w przypadku konfliktu kieruje systemem obrony Polski? A. Duda, J. Kaczyński, M. Morawiecki, szef sztabu generalnego czy minister obrony narodowej? Jaki zespół będzie koordynował proces obrony narodu? Czy to będzie BBN, sztaby kryzysowe? Czy decydenci, składy zespołów koordynujących wysiłek narodowy są do takiego działania przygotowani? Jak wynika z wiadomości medialnych – nie jest to ustalone. Zbyt trudne?

2018.03.28 Warszawa | Premier Mateusz Morawiecki uczestniczył w uroczystości podpisania umowy w ramach programu „Wisła”. Fot. W. Kompała / KPRM

Już widzę, jak się biją o tę władzę, gdy sytuacja będzie chciała nas tak tragicznie doświadczyć, jak walczą nie z problemami, ale o to, kto jest ważniejszy i czy prezes jest na tyle zdrowy, żeby wszystko zatwierdzić. Może chociaż środki i kierunki ucieczki zostały ustalone?

Dowodzenie i koordynacja działań sojuszniczych też budzi szereg zastrzeżeń. Nie ma tu miejsca na rozwijanie tematu, ale wypada wspomnieć o zniszczeniu relacji ze strukturami NATO. Nasi przedstawiciele – to nie odpowiedzialni i zasługujący na szacunek generałowie, ale wywiadowcy PiS-u, często bez należytej rangi, wiedzy i doświadczenia.

Drugim poważnym zarzutem, jaki stawiam rządzącym jest zniszczenie morale wojska.

Podzielono kadry oficerskie, wprowadzono liczne zastępy cywilnych etatów w dowództwach wojskowych i doprowadzono do braku odpowiedzialnych, znających się na wojskowej robocie, oficerów. Wszystko jest upolitycznione, zupełnie jak za czasów komisarzy ludowych i oficerów politycznych, z tą tylko różnicą, że ci nowi – to w znacznej części cywile.

W jednostkach wojskowych jest znacznie lepiej, choć nie wszędzie. Żołnierze nie ufają dowódcom, dowódcy podwładnym, kadra nie oddaje serca służbie. Wylicza się czas pracy, a nie służy. Żołnierze nie rozmawiają ze sobą, nie wymieniają poglądów, dowódcy nie organizują spotkań integrujących, chyba że w kościele. Obowiązuje postawa żołnierska nastawiona na przetrwanie. Warto dodać, że są jednostki wyjątkowe, w których morale jest znacznie wyższe, ale to raczej rzadkość.

Taka sytuacja jest pokłosiem rotacji na stanowiskach dowódczych niekoniecznie najlepszych i najzdolniejszych oficerów, ale tych, którzy mają PiS-owskich znajomych lub rodzinne powiązania z partią rządzącą. Nie ma jasnych kryteriów oceny służby, wszędzie panuje partyjne lizusostwo, wszechobecne są braki niemal wszystkiego, co jest potrzebne do szkolenia i wyposażenia, nawet należnych mundurów.

Zakłamanie, niepewność dnia dzisiejszego i przyszłości w służbie, brak zaufania do uzbrojenia i przestarzałego sprzętu, pogarszające się relacje z NATO-wskimi przyjaciółmi poznanymi podczas wcześniejszych misji i ćwiczeń – to główne powody marazmu moralnego.

Coraz częściej pojawia się w środowisku pytanie o to, komu służą żołnierze, jak to jest z tą przysięgą na konstytucję i żołnierski honor, na który przecież ślubowali.

Do tego niepokoju wewnętrznego żołnierzy dochodzi także brak jednoosobowego dowodzenia i odpowiedzialności za wydawane rozkazy i decyzje, które nie należy wykonywać szybko, bo mogą się zmienić. Taki system panuje od samej góry wojskowych struktur. A. Macierewicz wrzucił obecnego szefa resortu z pałacu, który był siedzibą ministra, wykorzystuje swoją pozycję, system łączności, limuzynę i ochronę żandarmerii wojskowej do panowania nad tym, co dzieje się w wojsku. Sąsiedztwo ambasady rosyjskiej też pewnie ma wpływ na kontrolne działania tego szkodnika narodowego i twórcę kultu wiary smoleńskiej. Jak donosi prasa, ostatnio nawet przyjmował przysięgę od żołnierzy WOT-u.

M. Błaszczak o armii wie niewiele. Dlatego na każdym szczeblu dowodzenia wojskiem znajdują się nieformalne partyjne i kościelne kolegia, które wpływają na decyzje dowódców; taki system sygnalistów i telefonów interwencyjnych. Wszystko to powoduje frustrację wojskowych, co pociąga za sobą traktowanie służby na zasadzie: aby jakoś było…

Minister Mariusz Błaszczak z wizytą u rannego antyterrorysty (4.12.2017). Fot. Flickr

Powstaje zatem pytanie, dlaczego decydenci na to pozwalają, dlaczego nie troszczą się o obronność kraju i uzbrojone wojsko gotowe do walki z potencjalnym agresorem?

Powód jest banalnie prosty, bo nikt nam, jako państwu, nie zagraża. Wbrew temu, co opowiadają politycy czy R. Polko – nikogo do Polski nie ciągnie, bo po co?

Drugi powód jest równie banalny. Wojsko w swojej masie, a szczególnie wśród wykształconych oficerów, jest przeciwne PiS-owskim kłamcom. Dlatego partia zamordystów Kaczyńskiego, bojąc się puczu, nie inwestuje w armię. Naszym partnerom w NATO mydli się oczy dużymi nakładami na obronność kraju. PiS-owcy inwestują w swoje wygody, samoloty VIP-owskie, limuzyny, ochronę osobistą …, a nie w wojskowe śmigłowce, okręty dla marynarki wojennej, systemy przeciwlotnicze czy środki rozpoznania, walki elektronicznej i cybernetycznej.

Rząd jest zdeterminowany do tego stopnia, że jest gotów na płacenie innym armiom za pobyt na naszym terytorium, a nie na inwestowanie we własne wojska.

Niepotrzebny jest PiS-owi sprawny system dowodzenia wojennego i dobrze wyszkolona, nowocześnie uzbrojona armia, bo jego wrogiem jest pokojowy protest i kartka wrzucona bez kontroli do urny wyborczej, a nie wróg zewnętrzny.

Partia woli strzec siebie, przekupywać wyborców i szkalować przeciwników politycznych, niż dbać o bezpieczeństwo Polaków i utrzymywać sprawną do działania armię. Dlatego wojsko PiS-u ma zapewniać swoim etaty i kariery, nie może myśleć „o staniu na straży konstytucji i honoru wojskowego bronić”, bo to wrogie i niebezpieczne dla partii rządzącej.

Podobnie jak w 1939 r. – jesteśmy owładnięci ludźmi chorymi na przywileje władzy. Dlatego nie możemy pozwolić na izolację od międzynarodowych systemów bezpieczeństwa związanych z NATO i Unią Europejską, nawet za cenę najwyższych poświęceń.

 

Adam Mazguła

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 

 


Co stanie się z PiS-em i Polską po ewentualnym odejściu Kaczyńskiego z polityki?

Jarosław Kaczyński wrócił ze szpitala, ale dyskusja o jego stanie zdrowia trwa. Niemiecki „Die Welt” uważa, że bez „prezesa” polski rząd byłby bardziej przewidywalny; wśród ewentualnych następców wymienia Joachima Brudzińskiego.

Co stanie się z PiS-em i Polską po ewentualnym odejściu Kaczyńskiego z polityki?

Prezes PiS Jarosław Kaczyński. Fot. Źródło: dw.de

Warszawski korespondent „Die Welt” Philipp Fritz przypomina, że ostatnie publiczne wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego miało miejsce 8 kwietnia – podczas uroczystości z okazji ósmej rocznicy śmierci w katastrofie smoleńskiej jego brata Lech Kaczyńskiego. Odnosząc się do dyskusji o stanie zdrowia szefa PiS, autor zauważa, że komunikaty lekarskie po zwolnieniu pacjenta ze szpitala nie brzmią tak, jakby była to zwykła operacja kolana.

„Co się stanie z krajem, gdy silny człowiek Polski będzie musiał nagle odejść z polityki?” – pyta Fritz. „Kto sądzi, że ewentualne wycofanie się centralnej postaci, jaką jest Kaczyński, z polityki wyrządzi partii nadmierne szkody lub wręcz zniszczy ją, ten ocenia zbyt szybko” – ostrzega niemiecki dziennikarz.

Ani kobiety, ani wino, tylko ojczyzna

„To prawda, że PiS kojarzy się właśnie z jego nazwiskiem. Nawet jego krytycy uważają, że nieuwikłany w żadne skandale kawaler i człowiek lubiący koty nie kocha ani kobiet, ani wina, a tylko swoją ojczyznę. Kaczyński jest dowodem na autentyczność partii” – czytamy w „Die Welt”. Fritz ostrzega przed pomijaniem faktu, że PiS pełen jest ambitnych polityków posiadających swoje programy. „Zdecyduje to, jakie skrzydła w partii w przypadku wycofania się Kaczyńskiego zdobędą wpływy” – tłumaczy autor.

Zdaniem Fritza minister obrony Mariusz Błaszczak i prezydent Andrzej Duda są politykami umiarkowanymi. Pisząc o Dudzie, autor przypomina, że odmówił on podpisania dwóch ustaw dotyczących reformy sądownictwa, co spowodowało, że „wyemancypował się” od Kaczyńskiego.

Po Kaczyńskim Brudziński?

„Gorącym” kandydatem na schedę po Kaczyńskim jest szefem MSW Joachim Brudziński, który zdaniem Fritza jest „agresywny i wulgarny w swojej retoryce, a także bezwarunkowo wierny prezesowi”.

W przypadku przejęcia władzy przez Brudzińskiego nie będzie szans na postęp w negocjacjach Polski z Brukselą, o reformie wymiaru sprawiedliwości czy relokacji uchodźców – przewiduje Fritz. Stosunkowo umiarkowany ton, widoczny po rekonstrukcji rządu w grudniu 2017, stałby się przeszłością – uważa niemiecki dziennikarz. Z PiS-em należy się w każdym razie liczyć także w przyszłości – pisze Fritz, wskazując na ostatnie wyniki sondażowe, dające tej partii 33,3 proc. poparcia.

Bez Kaczyńskiego rząd bardziej obliczalny

Rząd PiS bez Kaczyńskiego byłby natomiast z punktu widzenia europejskich partnerów „przynajmniej bardziej obliczalny”. W tym przypadku „zwyczajny poseł” przestałby mieszać się do decyzji rządu i umów międzynarodowych – pisze w konkluzji Fritz.

 

 

REDAKCJA POLECA