Dariusz Stokwiszewski: Jak długo jeszcze będziemy akceptować bezeceństwa PiS?! Czy nie czas już przejrzeć na oczy?!

Dariusz Stokwiszewski
Nie dajmy się zniewolić i „walczmy” o swoje przyrodzone i nabyte prawa. Uczmy się przy tym historii powszechnej albo też do niej wracajmy, bo choć historia się nie powtarza, to niewyciąganie z niej wniosków szkodzi, rodząc nieodparte wrażenie deja vu.
Wydaje mi się, że powinienem rozpocząć od rozszyfrowania pojęcia „bezeceństwo”, aby uniknąć nieporozumień. W Słowniku Języka Polskiego i w Słowniku Synonimów można znaleźć całe mnóstwo jego odpowiedników. Chcąc uniknąć wypisywania kilkudziesięciu wyrazów bliskoznacznych, dokonam tylko podziału na najważniejsze grupy znaczeniowe „bezeceństwa”. Oto one:
- bezeceństwo w odniesieniu do zrobienia czegoś przeciwko komuś (tu całe morze przykładów);
- bezeceństwo – jako zła cecha charakteru (fałsz, obłuda, cynizm czy nienawiść – jak wyżej!);
- bezeceństwo – jako niecny postępek w sensie pozbawienia kogoś czegoś, jak u nas np. emerytur, czy innych nabytych uprzednio praw;
- bezeceństwo – w odniesieniu do występku, nawet niekaralnego, ale nagannego ze społecznego i etycznego punktu widzenia (szarganie świętości, jaką jest ludzkie ciało po śmierci – szczególnie do celów partykularnych i politycznych);
- bezeceństwo – jako określenie niegodziwości w stosunku do osoby, grupy osób, czego przykłady można mnożyć;
- bezeceństwo – jako bycie okrutnym dla kogoś innego i niekoniecznie w wymiarze fizycznym (nękanie i grożenie, wprowadzanie atmosfery niepewności np. wśród sędziów – tzw. „efekt mrożący” etc.);
- bezeceństwo – w odniesieniu do niecnego czynu lub zaniechania zrobienia dobra (niecnych czynów mnóstwo, a odmowa pomocy kalekim ludziom to zbrodnia!).
Pytanie o to, czy ktoś z nas w życiu spotkał się z bezeceństwem, uznaję z góry za zbędne, bo czysto retoryczne. Czy ktoś się natomiast spotkał z nim, m.in. ze strony władzy? Tak, na przykład ja, choć nie sądzę, abym był w tym odosobniony. Często ludzie, którzy w jakiś sposób (nie zawsze godny i transparentny) dostali się do władzy, stają się zupełnie innymi ludźmi; ba, myślę nawet, że „zazwyczaj”, nie tylko „często”! Przerabiamy to, co nazywa się butą, arogancją, wyalienowaniem („odpłynięciem w inny wymiar”) każdego niemal dnia. Najbardziej boli jednak to, gdy osoba czyniąca bezeceństwo, ale będąca u władzy, sama znajduje się na „marginesie” tego, co zwiemy dobrym, przyzwoitym towarzystwem, choćby z racji chamstwa, braku szacunku dla innych, ignorancji oraz niekompetencji. To, czym się może „poszczycić”, jest odrobina władzy dana jej przez często naiwny elektorat.
W pewnych kręgach powiedzmy; ludzi zwyczajnych, nieobytych, prostych czy nierzadko chamskich, ale za to „na stanowiskach”, panuje przekonanie o własnej omnipotencji oraz niezastępowalności, co wyraża się występowaniem u nich wspomnianych wyżej przywar i w ich wykorzystywaniu. Myślę nawet, że stanowią oni większość populacji, która czując za sobą jakieś wsparcie, działa w myśl zasady „daj mi trochę władzy, a pokażę ci, kim jestem”! I pokazują nam to, że są „wszechwładni”, zapominając o tym, że marszałkiem, posłem, senatorem, ministrem, prezydentem się bywa, a człowiekiem się jest bądź nie!
W konfrontacji z takimi ludźmi większość z nas czuje się po prostu jak osoba przegrana. Jednak dzięki naszemu ustępliwemu i dobremu zachowaniu zawsze coś tracimy. Osobom tego pokroju wydaje się, że wszystko, co robią, jest zupełnie normalne, że wszystko mogą zrobić! Niektórzy z nas przyjmują zasadę, że w takiej sytuacji odpowiedź na karygodne zachowanie powinna być adekwatna – prostakowi po prostacku. Jednak, co ma zrobić np. parlamentarzysta, którego „szantażuje się” groźbą pozbawienia części jego uposażenia, a szykanę taką stosuje się wielokrotnie, „zamykając w ten sposób posłowi i/lub senatorowi usta”?! Zamyka się usta przedstawicielowi narodu! To już nie tylko brak kultury osobistej – to ewidentny brak kultury prawnej! Tak się dzisiaj w Polsce dzieje na naszych oczach. Stawiam tezę, że jeżeli naród się temu nie sprzeciwi (choćby najpierw w nadchodzących wyborach samorządowych, a następnie do parlamentów – RP oraz UE i prezydenckich), to w Polsce nastąpią „średniowieczne ciemności”, które „oświecać” będzie, obrzydliwa dyktatura! Dlaczego aż obrzydliwa?! Właśnie dlatego, że ciemna – prymitywna, kierująca się instynktami, propagująca jedynie nakazy, a także zakazy! Człowiek ze słomy wyjdzie, ale słoma z człowieka już niekoniecznie!
Przypomniał mi się pewien stary, bo z lat 30. XX wieku, film produkcji radzieckiej. Czy ktoś go kiedyś oglądał, nie wiem, ale pozwolę sobie na jego podstawie dokonać tu pewnej paraleli do naszej rzeczywistości. Oto króciutkie streszczenie filmu, pozbawione jednak wyraźnej puenty. Wysnucie konkluzji pozostawiam państwu – czytelnikom.
Kinematografia radziecka wyprodukowała kiedyś film pt. „Świat się śmieje”. Fabuła tego filmu z 1934 roku jest prosta. Pewien pastuch znad Morza Czarnego – Kostek Potiechin – kochający bardzo muzykę i codziennie przygrywający swojej trzodzie na fujarce, zostaje zauważony przez profesora muzyki, który uznaje go za utalentowanego. Pod kierunkiem pedagoga zdolny Kostek szybko uczy się grać na skrzypcach. Przypadkowo, pewna dama – ekscentryczna Yelena – myli chłopka z bardzo znanym dyrygentem. Kobiety zbytnio nie dziwi ani prostactwo, ani rubaszność manier pastucha (w jej mniemaniu oryginalnego artysty) stąd zaprasza go na luksusowe przyjęcie – na tzw. salony. Jak można się domyślić, owo przyjęcie kończy się „totalną klapą”. Niezrażony niepowodzeniem, prostacki bufon, nierozumiejący własnej „intelektualnej małości” wyrusza w dalszą drogę w poszukiwaniu kolejnych przygód. Trafia do Moskwy – takiej powiedzmy, naszej Warszawy!
Mam nadzieję, że po przeczytaniu powyższego opisu, twierdzenie o „wychodzeniu słomy z człowieka” okaże się obarczone dużą dozą trudności, a czasem wręcz niemożliwe! Nie dajmy się zniewolić i „walczmy” o swoje przyrodzone i nabyte prawa. Uczmy się przy tym historii powszechnej albo też do niej wracajmy, bo choć historia się nie powtarza, to niewyciąganie z niej wniosków szkodzi, rodząc nieodparte wrażenie deja vu. Serdecznie, i to już po raz kolejny chcę państwu polecić fantastyczną książkę amerykańskiego autora Timothy Snydera pod znamiennym tytułem:
„O Tyranii. Dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku”, wydanej przez Wydawnictwo „Znak” w 2017 roku!
Dariusz Stokwiszewski
Vademecum kibica w Rosji: Nie jedz street foodów i uważaj na samochody, czyli jak bez szwanku przeżyć mundial
Od krótkiej, muzyczno-tanecznej uroczystości rozpoczęły się w czwartek w Moskwie Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. Turniej, z udziałem 32 drużyn potrwa do 15 lipca. Polska swój pierwszy mecz – z Senegalem – rozegra we wtorek.
🏆😁
Who else is excited?#WorldCup pic.twitter.com/Y9pWqJWvQv— FIFA World Cup 🏆 (@FIFAWorldCup) June 14, 2018
Podczas ceremonii wystąpili: brytyjski piosenkarz Robbie Williams i rosyjska śpiewaczka operowa Ajda Garifullina. Na płytę boiska wniesiono flagi 32 państw-uczestników MŚ. Przemawiali: prezydent Władimir Putin i przewodniczący Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej Gianni Infantino.
Looking good, Robbie 👌#WorldCup pic.twitter.com/ZBd82tqXap
— FIFA World Cup 🏆 (@FIFAWorldCup) June 14, 2018
W inauguracyjnym meczu zmierzyły się reprezentacje Rosji i Arabii Saudyjskiej. Wysokie zwycięstwo – 5:0 – odnieśli gospodarze Mistrzostw.
Reprezentacja Polski występuje w grupie H, w której za rywali – obok Senagalczyków – będzie miała drużyny Kolumbii i Japonii.
Tymczasem moskiewski korespondent DW radzi kibicom, jak bez szwanku przeżyć mundial
Miodrag Soric, rosyjski korespondent Deutsche Welle, przygotował małe vademecum dla kibiców wybierających się na mundial do Rosji.
1. Wolna amerykanka na ulicach
Na ulicach Moskwy obowiązuje proste prawo: prawo silniejszego. Silne są zazwyczaj wypasione fury, czasami eskortowane przez podstawowe modele z błyskającym niebiesko kogutem. Do silnych definitywnie nie należą piesi ani rowerzyści. Sygnalizacja świetlna czy oznakowanie przejścia dla pieszych to tylko luźne informacje o teoretycznie obowiązujących przepisach drogowych. W praktyce się je respektuje jak marksistowskie zasady: od przypadku do przypadku. Podziw wzbudzać mogą 10-pasmowe ulice Moskwy dające wrażenie miasta z rozmachem. Tyle że pędzące po nich rakiety na czterech kołach właśnie tam ostro dodają gazu. Dla pieszych oznacza to, że muszą mieć oczy i uszy otwarte na cztery strony świata. Kto chce przejść na drugą stronę takiego toru wyścigowego, lepiej niech skorzysta z podziemnego przejścia, nierzadko oddalonego o kilkaset metrów, co może ocalić życie.
2. Milczenie w metrze
O ile mężczyźni za kierownicą mają habitus prawdziwych macho, w metrze stają się dżentelmenami. Kiedy wsiada jakaś starsza pani, mężczyźni podrywają się, by ustąpić jej miejsca. W metrze Rosjanie rozpoznają cudzoziemców po tym, że usiłują ze sobą rozmawiać. To jednak daremny trud, bo w metrze panuje ogłuszający hałas. Większość Rosjan w związku z tym gapi się na telefony, tym bardziej że w metrze jest bezprzewodowy internet. Warto jednak zwróci uwagę, że ten system nie jest bezpieczny, trzeba uważać z przesyłem poufnych danych.
3. Zawsze z paszportem w kieszeni
Związek Radziecki upadł, ale wciąż żyje jeszcze jego miłość do „dokumentów”. Dlatego każdy, kto przyjeżdża do Rosji, powinien mieć przy sobie paszport, szczególnie kiedy wychodzi z hotelowego pokoju. W metrze, na ulicy czy na stadionie mogą legitymować go funkcjonariusze. Kto nie ma przy sobie dokumentów, może w najgorszym przypadku trafić na posterunek policji. Policja ma być podczas mundialu szczególnie surowa i bezcelowe są próby podejmowania z nią jakichkolwiek dyskusji.
4. Unikać street food
Kibicowanie, emocje na stadionach, bratanie się z obcymi ludźmi to wszystko wymaga sił i wywołuje głód. Kto ma jednak delikatny żołądek, ten powinien unikać ulicznej gastronomii. Może to się bowiem źle skończyć – np. dłuższymi i częstszymi pobytami w toalecie. Dlatego lepiej zdecydować się na restaurację, wiele jest dobrych i niedrogich. Nie ma jednak reguły bez wyjątku. Gdy kogoś dręczy pragnienie, powinien sięgnąć po napój, którego reszta świata właściwie nie zna – kwas chlebowy, robiony z przefermentowanego chleba. Nie jest on tak gorzki, jak piwo ani słodki jak lemoniada, a doskonale orzeźwia. Często kwas sprzedawany jest z saturatorów w parkach, przed stadionami czy na rogu ulicy, dosłownie za parę groszy. Trzeba koniecznie spróbować!
5. Małe sklepiki
Co na pierwszy rzut oka zdaje się prawdziwą okazją, może okazać się drogim zakupem, ponieważ po prostu nie działa, jak np. karty SIM oferowane przed dworcami czy ładowarki do smartfonów albo zabawki, które rozpadają się w rękach dziecka. Turystom polecić można natomiast małe sklepiki ścieśnione w podziemnych przejściach czy na dworcach. Za niewielkie pieniądze można tam kupić parasolki, biustonosze, skarpetki, matrioszki, peruki i smartfony.
6. Klient nigdy nie ma racji
Zasada, która przyszła z Wielkiej Brytanii, że „klient ma zawsze rację”, nie przyjęła się jakoś szczególnie w Rosji. Żeby nie powiedzieć: jest Rosjanom kompletnie obca. Klienci, tym bardziej zagraniczni, burzą tylko spokój, jaki cechuje sprzedawców, kelnerów i stewardessy. Relacja między tym, który coś ma, a tym, który by to chciał, jest w Rosji przede wszystkim układem władzy. Rosyjskie firmy produkują co prawda doskonałe samoloty, komputery i piły do tytanu, ale nie mogą rozwinąć tego biznesu, bo nie oferują żadnego serwisu.
Inny przykład, na który mogą natknąć się turyści: Rosjanie mają fantastyczną kuchnię, ale kelner sprzątnie wszystko ze stołu jeszcze zanim gość przełknie ostatni kęs. A kto już w restauracji chętnie siedzi przy pustym stole? Obsługa to wielki mankament większości lokali.
Rosjanie nigdy nie nauczyli się tego, że trzeba zadbać o potrzeby klienta. Po upadku ZSRR nie mieli czasu, żeby przyzwyczaić się do struktur gospodarki rynkowej. Co to oznacza dla gości w Rosji? Unikną rozczarowań, kiedy spojrzą na otoczenie z tą właśnie świadomością. Zupełnie inaczej wygląda gościnność Rosjan w domu: tam stoły uginają się pod jedzeniem, a toastom nie ma końca.
7. Nie próbujcie pić z Rosjanami na wyścigi
Już w „Wojnie i pokoju” Tołstoj opisywał rosyjskie inklinacje do szaleńczej odwagi, szczególnie jeżeli chodzi o picie. Na imprezach dużo się pije, ale „z kulturą”, tzn. wznosząc toasty, zawsze zgodnie z określonym rytuałem i zagryzając tłustym jedzeniem. Czasami jednak sytuacja potrafi wymknąć się spod kontroli. Dwóch młodych Rosjan na Uralu zginęło po odpaleniu granatu, bo zależało im na odlotowym zdjęciu. Ta fotografia posłużyła policji jako dowód przyczyny ich śmierci.
REDAKCJA POLECA
Europarlament o zagrożonym Sądzie Najwyższym w Polsce. Czy punktem zwrotnym będzie spotkanie Timmermans z Morawieckim?
Frans Timmermans uchylił się od odpowiedzi na apele, by Komisja Europejska ratowała Sąd Najwyższy za pomocą skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE. Czy punktem zwrotnym będzie jego spotkanie z premierem Morawieckim?
Stan praworządności, a zwłaszcza zagrożenia dla Sądu Najwyższego (SN) były w środę tematem kolejnej debaty Parlamentu Europejskiego o Polsce. Nowością stały się wezwania prawie wszystkich liczących się klubów europoselskich, by Komisja Europejska jak najszybciej zaskarżyła Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE w związku z ustawą o SN. Za sprawą tej ustawy w Sądzie Najwyższym już 3 lipca ma być przeprowadzona czystka emerytalna (za pomocą obniżenie wieku emerytalnego), która może objąć 40 proc. sędziów, w tym I prezes Małgorzatę Gersdorf, choć jej sześcioletnia kadencja (do 2020 r.) wynika wprost z konstytucji.
– To byłoby nieodwracalne pogwałcenie zasad państwa prawa. Komisja Europejska usilnie wzywa władze Polski, by rozwiązały tę sprawę przed 3 lipca – powiedział Timmermans w Parlamencie Europejskim.
Czy będzie skarga do Luksemburga?
Skargi Komisji Europejskiej do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu mogą być – zgodnie z unijnym traktatami – połączone z wnioskiem o nałożenie „środka tymczasowego”, którym w tym przypadku byłoby doraźne zawieszenie ustawy o SN.
– Trybunał Konstytucyjny jest fasadą niezdolną do oceny konstytucyjności. Krajowa Rada Sądownictwa została upolityczniona. Ostatnim bastionem jest Sąd Najwyższy. A to organ oceniający ważność wyborów. To egzystencjalna sprawa dla polskiej demokracji. Stąd apele o wniesienie skargi do Trybunału Sprawiedliwości – powiedział Janusz Lewandowski (PO) przemawiający w imieniu największego, centroprawicowego klubu Europejskiej Partii Ludowej.
Komisję Europejską ponaglał także Austriak Josef Weidenholzer w imieniu drugiej co do wielkości frakcji centrolewicowej.
– Trzeba działać w tej chwili. Nie czas na żadne manewry. Komisja musi przekazać tę sprawę do TSUE – powiedział Weidenholzer. W podobnym tonie wypowiadali się przedstawiciele liberałów, Zielonych i mocno lewicowego klubu GUE/NGL.
Krasnodębski: Koniec ustępstw
Natomiast w imieniu konserwatystów (m.in. PiS i brytyjscy torysi) polemizował Zdzisław Krasnodębski.
– Na podstawie pojedynczych i wyolbrzymionych faktów buduje pan narrację niepasującą do kraju, w którym żyjemy – tak zwracał się do Lewandowskiego. A Timmermansowi zarzucił brak dobrej woli i zrozumienia, by zakończyć spór o praworządność. – Polska zrobiła wiele, by uwzględnić zastrzeżenia Komisji. Jednak Polacy w swej większości uważają, że czas ustępstw się skończył – przekonywał Krasnodębski.
Timmermans tłumaczył europosłom – podobnie jak wcześniej unijnym ministrom w Radzie UE – że dotychczasowe zmiany w polskich ustawach sądowych, do których odnosił się Krasnodębski (m.in. przywrócenie równego wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn w ustawie o sądach powszechnych), nie odpowiadają na najpoważniejsze obawy związane z niezawisłością sądownictwa i prawomocnością Trybunału Konstytucyjnego. Timmermans przedstawiał swe spotkanie z premierem Mateuszem Morawieckim w Warszawie w najbliższy poniedziałek jako punkt zwrotny.
– Mam nadzieję, że uda nam się znaleźć rozwiązanie. Jeśli jednak się nie uda, Komisja Europejska będzie musiała stanowczo wywiązywać się z roli strażniczki traktatów UE – powiedział Timmermans w przemówieniu kończącym debatę w europarlamencie.
„Za” i „przeciw” skardze
Złożenie skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu przed 3 lipca wymagałaby bezprecedensowego skrócenia procedur przeciw naruszeniowych w Komisji Europejskiej. Część służb prawnych w instytucjach UE jest nadal przekonana, że sprawę SN należy rozwiązywać wyłącznie w zakresie postępowania w ramach art. 7 Traktatu o UE. A Rada UE ds. Ogólnych ponownie zajmie się Polską na posiedzeniu z 26 czerwca. Ambasadorzy krajów UE (większością 15 z 28 krajów UE) zdecydowali w środę wieczorem, że to będzie pierwsza część formalnego wysłuchania Polski w sprawie praworządności (czyli kolejny krok w ramach art. 7), o które Komisja Europejska wnioskowała w zeszłym tygodniu. Tematem obrad ministrów krajów UE z 26 czerwca będą – jak tłumaczy nam dyplomata UE – „najpilniejsze kwestie wskazane przez Komisję”, czyli na pewno m.in. Sąd Najwyższy. Jednak to działania sprowadzające się do presji politycznej, która – wbrew apelom krytyków PiS w Polsce i reszcie UE – nie może zatrzymać zmian w Sądzie Najwyższym.
– Problem w tym, że nie wiadomo, czy Trybunał Sprawiedliwości mógłby zatrzymać zmiany w polskim Sądzie Najwyższym. A jeśli Polska nie posłucha? To będzie olbrzymi kryzys – mówi jeden z unijnych dyplomatów.
Jesienią 2017 r. Warszawa dopiero pod groźbą olbrzymich grzywn i z opóźnieniem podporządkowała się doraźnemu zakazowi wycinki w Białowieży w ramach „środka tymczasowego”, potwierdzonego potem wyrokiem Trybunału. A Białowieża to nie była kwestia ustrojowa tak drażliwa dla władz Polski, jak Sąd Najwyższy.
Podczas debaty Timmermansowi zdarzył się lapsus – zamiast „pojadę do Warszawy” powiedział „pojadę do Moskwy”. Szybko przeprosił, ale sprawę wykorzystała Holenderka Sophie in’t Veld przemawiająca w imieniu klubu liberałów. – Czy nie współpracujecie ze Steve’emm Bannonem? To wszystko jedna sitwa z Putinem. Wasza partia tworzy autorytarny reżim w Polsce – zwracała się do europosłów PiS.
Także w środę w europarlamencie przemawiał premier Holandii Marc Rutte. Bronił roli Komisji Europejskiej w „ścisłym i niezależnym monitorowaniu” przestrzeganiu praworządności w krajach UE.
– To część umowy, jaką jest członkostwo w UE – powiedział Rutte. Zapewniał Timmermansa o swym poparciu w sprawie art. 7 i Polski. – Rząd Holandii wspiera jednoznacznie Timmermansa i całą Komisję Europejską. Jestem zadowolony, że – jak wiem – cała Komisja to wspiera – powiedział.
REDAKCJA POLECA
Dariusz Stokwiszewski: Konstytucja – co w niej się nie podoba rządzącym?

Dariusz Stokwiszewski
Konstytucja – co w niej się nie podoba rządzącym? Niemal wszystko. A szkoda, bo Polska w ciągu ostatnich trzech niemal dekad, była na drodze do niespotykanej dotąd w ostatnich czasach wielkości i znaczenia w świecie!
Na tak sformułowane (w tytule) pytanie można byłoby odpowiedzieć: niemal wszystko. Nie ma oczywiście jednomyślności w obozie pisowskiej władzy, gdyż być jej nie może z prostej przyczyny: każda frakcja i/lub koteria walczy o swoje (sic!). Według mnie im chodzi przede wszystkim o władzę, a najmniej o dobro Polski! Taki punkt widzenia to rzeczowa konkluzja z tego, co ta władza robi od niemal trzech lat. Nie będę powtarzać tego wszystkiego, o czym przypomina się nam każdego dnia, a co wynika zwłaszcza z braku przygotowania tej ekipy do sprawowania rządów. Wszystko to znamy już przecież od dawna. Dziś chciałbym się zająć „interesami partykularnymi” powodującymi to, że konstytucja z 1997 roku stała się dla ludzi obecnej władzy „niewygodna”.
Za Arkadym Rzegockim, autorem książki pt. „Racja stanu a polska tradycja myślenia o polityce”, Kraków 2008., podaję definicję tego, czym jest racja stanu (fr. raison d’État, łac. ratio status). Według tego autora to nadrzędny interes państwowy, interes narodowy, wyższość interesu państwa nad innymi interesami oraz normami, wspólny dla większości obywateli i organizacji działających w państwie i/lub poza jego granicami, ale na tylko jego rzecz. Za twórcę nowożytnej koncepcji racji stanu uważa się Niccolò Machiavellego, natomiast pierwsze użycie tego terminu przypisuje się arcybiskupowi Giovanniemu della Casa. Racja stanu, choć różnie rozumiana, przedstawiana jest, jako kwestia nadrzędna. Stąd, powołują się na nią organizacje oraz partie polityczne, bez względu na orientacje ideowe. Zazwyczaj racja stanu dotyczy zagadnień suwerenności kraju oraz jego pozycji ekonomicznej, a zwłaszcza pozycji w sojuszach gospodarczych i politycznych. Osobę, która kieruje się tak pojętą racją stanu, określa się mianem męża stanu. Racja stanu to także, czy nawet głównie, przestrzeganie Konstytucji RP!
Na początek podejmę próbę określenia, wspomnianych przeze mnie wyżej, grup podziału w samym PiS (innych nie uwzględniam z powodu ich, moim zdaniem, marginalnej roli, jako „klientów” Jarosława Kaczyńskiego). Pomijając, trwającą od pewnego czasu, „walkę buldogów pod dywanem” o schedę po „schyłkowym” już Kaczyńskim, dokonam jedynie zasadniczego podziału na dwie takie (wewnętrzne – pisowskie) koterie, dążące z „uporem maniaka” do zmiany obowiązującej konstytucji. Nie mogę powstrzymać użycia truizmu, jakim jest stwierdzenie, że wszyscy ci „konstytucyjni rewolucjoniści” na konstytucję z 1997 roku przysięgali, a teraz ją „namiętnie łamią kołem” i lekceważą!
Koteria – (inne określenia to: sitwa, „układ”, „Grupa Trzymająca Władzę”), to grupa ludzi i środowisk powiązanych ze sobą wspólnymi interesami, popierających, a także broniących się wzajemnie, których celem jest trwanie na różnych poziomach oraz wymiarach władzy. Zasadnicze cechy funkcjonowania koterii:
- ukierunkowanie na własne, egoistyczne cele, często także wbrew interesowi ogółu społeczeństwa i polegają m.in. na;
- wywieraniu pozaprawnego wpływu na działanie struktur publicznych;
- nadużywaniu stanowisk;
- intrygach;
- nepotyzmie i/lub kolesiostwie;
- niedopuszczaniu i eliminowaniu z życia publicznego „osób niewygodnych”.
A zatem, w ostatnim zdaniu powyżej, podałem już najważniejszy punkt, łamiący zasady stania na straży polskiej racji stanu – niszczenie zasad demokracji!
Kontynuując myśl przewodnią, wyodrębniam trzy grupy wpływów w PiS, z których każda podlega bezpośrednio oraz bezdyskusyjnie (jeszcze, póki, co) Jarosławowi Kaczyńskiemu. Jednocześnie informuję, że ich (grup) znaczenie (w mojej subiektywnej ocenie) maleje; stąd pierwsza jest najważniejsza, a ostatnia niemalże nieistotna, choć mogąca powodować lekkie i jedynie chwilowe „turbulencje”.
- Jarosław Kaczyński – szeregowy poseł – osoba omnipotentna i totalnie decyzyjna, łącząca w sobie bezprawnie wszystkie ważne instytucje państwa polskiego (sic!).
Długo, długo nic i następnie:
- Rząd RP Mateusza Morawieckiego (wcześniej Beaty Szydło) – niewiele mogący!
- Sądy: Najwyższy i Powszechne (nie wiadomo jednak jak długo jeszcze).
- Sejm RP – poddany woli Marka Kuchcińskiego – z wykształcenia ogrodnika, mającego zapędy żołdackie, gdyż chciałby w nim wprowadzić wojskowy dryl.
- Senat RP – niewiele bardziej samodzielny od sejmu.
- Prezydent Andrzej Duda – co prawda dr nauk prawnych, ale nie mogący sobie poradzić z prostymi niekiedy kwestiami prawniczymi (np. pytania na referendum).
- Trybunał Konstytucyjny – totalna fikcja.
- Krajowa Rada Sądownictwa – patrz wyżej na TK.
Skoro już dokonałem wstępnego podziału (władze nie są uszeregowane według kryterium monteskiuszowskiego trójpodziału – celowo, gdyż dla moich tu rozważań i tak nie ma to większego znaczenia), zacieśnię teraz krąg koterii jedynie do dwóch:
- Władza „Nowogrodzka” – jednoosobowa i nadrzędna (sic!).
- Prezydencki obóz władzy i jego administracja.
Pierwsza z nich dąży do całkowitego podporządkowania sobie państwa i wszystkich jego organów, co wiąże się bezpośrednio z wyrugowaniem demokratycznego państwa prawa, co jest, w tej dotychczasowej konstytucji, warunkiem sine qua non!. To właśnie dla niej, zmiana konstytucji na „pisowską” oznaczać będzie koniec Polski, jaką znamy!
Druga, czyli prezydencka to z kolei koteria, której wystarczą jedynie „zabawki” do tego, aby poczuła się komfortowo. Owe „zabawki” to pozorny wpływ na państwo, ceremonie, w których okazuje się fałszywy podziw dla „głowy państwa”, oratorskie, jednak niewiele mające wspólnego z władzą i realiami wystąpienia, pozbawione często głębszego sensu, ale za to suto „zakrapiane” „pustym” patosem.
Oba w/w ośrodki władzy (prawdziwej bądź teoretycznej) niewiele przejmują się losami naszej Ojczyzny, ale w zamian za to twardo i bezkompromisowo stoją „nieugięcie” na straży swoich w/w, partykularnych interesów, dla których wspólnym mianownikiem jest, różnie jak starałem się udowodnić, pojmowana władza państwowa. A szkoda, bo Polska w ciągu ostatnich trzech niemal dekad, była na drodze do niespotykanej dotąd w ostatnich czasach wielkości i znaczenia w świecie!
Dariusz Stokwiszewski
Raport na temat pokoju na świecie: coraz więcej wojen, coraz mniejsza zdolność gwarantowania pokoju i bezpieczeństwa
Coraz więcej wojen, coraz mniejsza zdolność gwarantowania pokoju i bezpieczeństwa. Takie wnioski płyną z dorocznego raportu niemieckich ekspertów.
Tytuł tego raportu jest wymowny: „Wojny bez końca. Więcej dyplomacji, mniej eksportu broni”. Pracowali nad nim eksperci pięciu wiodących niemieckich instytutów badań nad pokojem i konfliktami. W Berlinie przedstawili swoją najnowszą ekspertyzę – doroczny „Raport o stanie pokoju”. Wniosek z niej jest przygnębiający – na świecie jest więcej wojen, więcej kryzysów, a jednocześnie maleje zdolność międzynarodowej społeczności do zagwarantowania pokoju i bezpieczeństwa na świecie – głosi wspólny dokument opracowany przez Międzynarodowe Centrum ds. Konwersji w Bonn (BICC), Ośrodek Badawczy FEST w Heidelbergu, Heską Fundację Badań nad Pokojem i Konfliktami we Frankfurcie (HSFK), Instytut Rozwoju i Pokoju w Duisburgu (INEF) oraz Instytut Badań nad Pokojem i Polityką Bezpieczeństwa na Uniwersytecie w Hamburgu (IFSH).
Demokracja pod presją
Eksperci podkreślają, że jednostronne wypowiedzenie przez prezydenta USA Donalda Trumpa porozumienia z Iranem to „atak frontalny na wielostronne umowy dotyczące pokoju i bezpieczeństwa”. Trump zmienił rolę USA z „gwaranta” na kraj będący „zagrożeniem” dla międzynarodowego porządku.
Gdzie indziej nie jest lepiej – przekonują niemieccy eksperci. Krytykują Rosję za aneksję Krymu, w Turcji zaś pod rządami Erdogana „naruszany jest trójpodział władzy i ograniczana wolność obywateli”. Także na Węgrzech i w Polsce „coraz bardziej zwiększa się presja na liberalną demokrację”. W centralnych konfliktach, takich jak wojna domowa w Syrii czy wypędzenie z Mjanmy muzułmańskich Rohingów, ONZ jest „całkowiecie niezdolna do działania” – stwierdzają autorzy analizy. Liczba wojen domowych jest na „najwyższym poziomie od 1945 roku”.
Mniej zamachów terrorystycznych
Najbardziej niepokojąca jest sytuacja na Bliskim i Środkowym Wschodzie: setki tysięcy ofiar wojen w Libii, Syrii, Jemenie i Iraku, ponad 11 mln uciekinierów. Ataki trującym gazem w Syrii i terror „Państwa Islamskiego” to tylko niektóre przykłady brutalnego naruszenia prawa międzynarodowego w tym regionie.
Tylko w przypadku międzynarodowego terroryzmu eksperci mogą mówić o iskierce optymizmu. Od 2015 r. zmalała liczba zamachów terrorystycznych na całym świecie, tylko 1 proc. wszystkich ofiar zamachów mieszka w krajach OECD. Eksperci zdecydowanie odrzucają argument, że zwiększony napływ migrantów i liberalna polityka migracyjna zwiększyły ryzyko terroryzmu w Europie: „Zdecydowana większość osób, które w latach 2015-2018 dokonały ataków terrorystycznych w Europie, mieszka od drugiego lub trzeciego pokolenia w Europie” – czytamy w analizie.
Aby przeciwdziałać radykalizacji imigrantów, badacze pokoju domagają się udoskonalenia działań integracyjnych i ułatwień w łączeniu rodzin. To nie tylko humanitarne, ale i „sensowne w kontekście polityki bezpieczeństwa”.
Apel do Europy
Nie tylko pod względem polityki migracyjnej naukowcy wzięli pod lupę działania rządu w Berlinie. Także w odniesieniu do polityki prezydenta USA Donalda Trumpa rząd Niemiec musi razem ze swoimi partnerami opracować strategie pozwalające na minimalizację szkód amerykańskiej polityki na arenie międzynarodowej.
Zdaniem ekspertów z pięciu instytutów badawczych rząd w Berlinie przyjął w polityce zagranicznej zbyt bierną postawę. Niemcy powinny być bardziej aktywne, szczególnie na opanowanym przez konflikty Bliskim i Środkowym Wschodzie. Berlin powinien wykorzystać swoje dobre kontakty, by stworzyć dialog między stronami konfliktów i przyjąć rolę pośrednika.
Eksperci krytykują też eksport niemieckiej broni do Jemenu i Turcji. Potrzebne jest nie tylko bardziej restrykcyjne prawo kontroli eksportu broni, ale i natychmiastowe przerwanie dostaw do Turcji – stwierdzają niemieccy naukowcy.
W poszukiwaniu rozwiązań eksperci namawiają polityków w Berlinie do ścisłej współpracy z innymi państwami Unii Europejskiej, zwłaszcza z Francją. Na świecie jest duże zapotrzebowanie na europejski model wartości.

Daniel Heinrich
REDAKCJA POLECA
Panie Andrzeju Duda, jeśli nie szanuje Pan siebie – to jest Pańska sprawa, ale dlaczego nie szanuje Pan Polaków?

Adam Mazguła
Apeluję do Pana jako zwykły obywatel, proszę uwolnić nas od siebie, proszę odejść, bowiem każdy następny dzień - to dopełnienie worka kompromitacji. Po co następne pokolenia mają Pana wyśmiewać?
Panie Andrzeju Duda,
wysłuchałem Pańskiego wystąpienia, propozycji zmiany konstytucji, a szczególnie pytań do referendum konstytucyjnego. Na chwilę mnie zamurowało, nie mogłem uwierzyć, że Pan, jako Prezydent RP, naprawdę decyduje się na igrzyska narodowe pod nazwą zmiana konstytucji!
Prezydent Polski nigdy by nie śmiał pomyśleć o złamaniu zapisów konstytucji i składanej narodowi polskiemu przysięgi o jej przestrzeganiu. Przez szacunek dla wiary nie wzywałby Boga do pomocy w jej dochowaniu. Prezydent – mąż stanu, przywódca państwa postąpiłby jak apolityczny przedstawiciel wszystkich Polaków, w poczuciu obowiązku i najwyższego honoru służenia narodowi, który go wybrał.
Tymczasem Pan zrobił z Konstytucji RP sieczkę dla inwentarza, a teraz stara się bronić przed grożącym mu Trybunałem Stanu, a co za tym idzie – odpowiedzialnością.
Chce Pan bezprawnej zmiany konstytucji w drodze referendum.
Pytanie podstawowe brzmi: dlaczego nie przestrzega Pan Konstytucji RP, jakim prawem określa ją jako tymczasową i jakie ma Pan prawo, by ją zmieniać?
Kto Panu dał takie prawo?
Rzuca Pan pytania i uważa to za konsultacje, proponując na przykład zapis, że prawo w Polsce ma być oparte na 1000-letnich wartościach chrześcijańskich. Biorąc pod uwagę fakt, że obecnie tylko ok. 26% Polaków pojawia się w kościele, pytam: a co z resztą Polaków?
Przed szkołami wywiesza się dekalog, krzyże, narasta agresja środowisk prokościelnych, co między innymi przejawia się w wyzywaniu tych, którzy na religię czy do kościoła nie chodzą.
Pyta Pan o prawa nabyte, a gdzie są prawa nabyte Polaków, których krew ma Pan na rękach, którym odebrał Pan honor i pozbawił emerytur i rent. To jest szacunek do praw nabytych? Jak można Panu ufać?
Panie A. Duda,
nie zamierzam analizować tych niedojrzałych pytań, które mydlą oczy Polakom, a są Pańską polityczną manipulacją.
Poważnych pytań Pan nie proponuje, dlatego chcę Pana zapytać: gdzie jest trójpodział władzy, gdzie są niezależne od partii politycznej sądy, gdzie niezależna prokuratura, gdzie równość naszych obywateli wobec prawa? Gdzie się podział autorytet Polski na arenie międzynarodowej, dlaczego represjonuje się uczestników pokojowych protestów przeciwko bezprawiu władzy, faszystowskim marszom czy kościelnej agresji światopoglądowej?
Dlaczego pozwala Pan na niszczenie środowiska naturalnego? Palą się śmieciowiska sprowadzanych z całego niemal świata odpadów, a ekologów, którzy domagają się przestrzegania prawa, ściga się jak przestępców? Dlaczego nie ma mediów publicznych, a istnieje tylko przekazywanie partyjnej propagandy?
To są pytania ważne dzisiaj, na nie chciałbym otrzymać odpowiedź, a nie – czy wzmocnić władzę Prezydenta RP, który z tą, którą posiadł i tak nie umie sobie poradzić.
Panie A. Duda,
jak Panu nie wstyd, gdzie ma Pan honor? Jeśli nie szanuje Pan siebie – to jest Pańska sprawa, ale dlaczego nie szanuje Pan Polaków? Wszystkich Polaków!
To jest żenujące, że mamy prezydenta, którego powaga urzędu zamyka się w drodze między stokiem narciarskim a mszą świętą. Pańska odpowiedzialność za czyny i słowa kończy się na całodobowym dyżurze w gotowości do podpisania ustaw uchwalanych w trybie inicjatywy poselskiej, czyli bez opinii, konsultacji i merytorycznej dyskusji, bez znajomości rzeczy, w sposób nagły, a wiec wyłącznie w trybie wojennym.
Jak Pan może uczestniczyć w dzieleniu narodu na resortowe dzieci, dojną zmianę, ubeków…? Dlaczego pozwala Pan na zmianę historii Polski?
Panie A. Duda,
nie pójdę na Pańskie referendum manipulacji i wstydu, nie zabiorę głosu w dyskusji nad Pańskimi propozycjami, które są bezprawne i ubliżają mi jako Polakowi i patriocie.
Dowiedziałem się, że jakiś pseudonaukowiec od spiskowej teorii zamachu pod Smoleńskiem (nie jestem pewien, czy to może ten od parówek?) otrzymał od Pana Order Orła Białego. Czy Pan to naprawdę zrobił? Jeśli tak, to po raz kolejny skompromitował Pan siebie, urząd i samą ideę orderu. Jak jeszcze zamierza Pan upokorzyć Polaków?
Apeluję do Pana jako zwykły obywatel, proszę uwolnić nas od siebie, proszę odejść, bowiem każdy następny dzień – to dopełnienie worka kompromitacji. Przez kolejne dwa lata Pańskiej kadencji jeszcze sporo się uzbiera… Po co następne pokolenia mają Pana wyśmiewać?
To żaden wstyd mieć odwagę, przyznać się do błędu i odejść; znacznie gorzej jest trwać, z brakiem elementarnych umiejętności bycia mężem stanu, w notorycznym kłamstwie!
Zawsze w gotowości do służenia dobrą radą,
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Dariusz Stokwiszewski: Trzy stracone lata będziemy odrabiać przez dziesięciolecia!

Dariusz Stokwiszewski
Dzisiaj, z baneru wyborczego z napisem PiS, pozostały jedynie arogancja, pycha, obłuda i pogarda dla: słabych, starszych chorych i właśnie niepełnosprawnych
Jakieś dwa tygodnie temu zakończył się protest osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. Trwał w budynku sejmowym czterdzieści dni, jednak z punktu widzenia protestujących nie przyniósł większych efektów. I nagle zrobiło się „cicho”, jakby nic się nie wydarzyło! Oczywiście, pozostaje wymiar propagandowy, który obnaża niemoc, a zwłaszcza niechęć władzy do rozwiązania tego, nabrzmiałego przez lata całe, problemu. Tak, to prawda, ale sama wiedza nie przekłada się na realną pomoc osobom dotkniętych kalectwem.
Mamy za to w Polsce szereg ruchów i instytucji, głośno deklarujących pełną determinacji wolę obrony życia poczętego, bez względu na stan zdrowia płodu i/lub matki. Trudno polemizować z opinią, że życie to wartość najwyższa, jednak skoro tak to postrzegają antyaborcjoniści, to dziwi mnie bardzo to, że żadnej z tych osób nie widziałem w sejmie podczas protestu. Uczestniczący w nim ludzie potrzebują natychmiastowej pomocy. W tych rozważaniach pomijam kwestie etyczne, odnoszące się do tego, w którym momencie możemy już mówić o życiu – to chyba nierozwiązywalny na dziś problem, także moralny.
No to jak u nas jest w rzeczywistości? Z tego, co już napisałem, wynika to, że liczysz się tylko wtedy, gdy jesteś młody i zdrowy, gdy płacisz podatki oraz płodzisz zdrowe dzieci, które w przyszłości już, jako dorosłe będą powielać twoje działania tak, by państwo (czy też może partia – jedynie dziś słuszna i podobno katolicka) rosło w siłę, a ludziom żyło się „dostatniej”! Z obecnych działań państwa wynika, że tak naprawdę niepełnosprawni „nie są w zasadzie do niczego potrzebni” (ograniczono im nawet możliwość głosowania). I chyba „nieważne”, że w każdej chwili każdy z nas może stać się jednym z nich! Cóż za krótkowzroczność, żeby nie nazwać tego gorzej!
W polskim realu jest tak, że jeśli „masz pecha” – a twoja narzeczona, żona urodzi dziecko niepełnosprawne – z całym nieszczęściem pozostajesz sam. Niestety, osób protestujących nie „nawiedziła” też gorliwa katoliczka, katechetka Kaja Godek, o której mówi się, że jest I – wszą antyaborcjonistką III RP. Kobieta ta, walcząca z ogromnym zacięciem o życie (dla mnie szczególnie interesujące jest to, co owo „zacięcie” determinuje), nie zauważyła chyba tego, że miała właśnie wówczas możliwość rzeczywistego wsparcia protestujących oraz udowodnienia, że jej „ideały”: nie są wynikiem wyrachowania – np. politycznego!
Kiedy zakończył się wspomniany protest w sejmie bohaterki I – go planu po raz kolejny zostały pozostawione same – „katolicki rząd zwyciężył”, pokonując „zagrażające ładowi pokojowemu w Polsce niezdyscyplinowane kobiety”. Spokój wrócił też do serc naszych, oderwanych od rzeczywistości, bajecznie bogatych „władców”, a tzw. „pierwsza laska” sejmu mogła odetchnąć; bo wreszcie odciążone zostały łazienki i toalety przez „matki niedbające o własne dzieci” (jak lekceważąco wyraził się niejaki Ryszard Terlecki, także poseł)! Zwycięstwo nie byłoby jednak pełne, gdyby nie to, że przy jego okazji, marszałek sejmu, rząd oraz liczni katoliccy posłowie PiS (była też jedna o rudych włosach posłanka – pielęgniarka, której nazwiska nie pamiętam, gdyż nie chcę pamiętać) pokonali równie niebezpieczne dla „polskiej racji stanu” panie: 92 – letnią Wandę Traczyk – Stawską oraz z wielkim trudem chodzącą o kulach Janinę Ochojską, których prawdopodobnie z troski o „bezpieczeństwo narodowe”, nie wpuszczono do sejmu!
A tak naprawdę …?!
Jeszcze niespełna trzy lata temu, przekaz PiS mówił, że Polska nie przyjmie uchodźców, gdyż pomóc musi przede wszystkim swoim obywatelom. I wielu z nas w to uwierzyło, widząc w PiS partię socjalną, która chronić chce słabych oraz pokrzywdzonych przez życie. Polacy dość długo przymykali oczy na tzw. pisowskie reformy (ich efekty to m.in.: zniszczenie mediów, sądów, szkolnictwa, samorządu, degradacja polityki zagranicznej i obronnej Polski), legiony Misiewiczów, intelektualną słabość, czy też wręcz nicość kadr, prześladowanie myślących i mówiących inaczej niż PiS, i jego przyboczni – polityczny oraz bezideowy plankton. Dzisiaj, z tyłu baneru wyborczego z napisem PiS, pozostały jedynie arogancja, pycha, obłuda i pogarda dla: słabych, starszych chorych i właśnie niepełnosprawnych.
„Gorze nam, gorze państwu”, które poniewiera własny naród!
Dariusz Stokwiszewski
Donald Trump pokazał Kim Dzong Unowi swoją prezydencką limuzynę
Podczas szczytu w Singapurze prywódców USA i Korei Północnej we wtorek 12 czerwca, Donald Trump pokazywał Kim Dzong Unowi swoją prezydencką limuzynę.
Cadillac One (zwany także potocznie Bestią), to oficjalny samochód, jakim porusza się prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki. Wbrew nazwie, nie jest to Cadillac, lecz opancerzona limuzyna budowana na specjalne zamówienie według specyfikacji United States Secret Service, na bazie samochodu ciężarowego Chevrolet Kodiak, stylizowana z użyciem tylko niektórych elementów Cadillac Escalade (przednie światła). Jest lądowym odpowiednikiem Air Force One.
Donald Trump gave Kim Jong Un a peek inside his presidential limo https://t.co/d3tthJhB0m pic.twitter.com/uOb4l5du26
— Newsweek (@Newsweek) June 12, 2018
„Bestia” jest czarna, masywna, uzbrojona i ma dużą moc. W zasadzie to schron na czterech kołach. Zanim utarło się określenie „Bestia”, auto nazywano Ground Force One – nawiązując do powietrznej fortecy, czyli specjalnie przystosowanego samolotu Air Force One. Teraz miano Ground Force One nosi pancerny autobus głowy państwa.
Samochód Cadillac One skonstruowano tak, by głowa państwa mogła w nim przeżyć ostrzał z broni maszynowej, atak bronią chemiczną a nawet wjazd na minę.
Wyposażony jest w co najmniej 5-centymetrowej grubości opancerzenie oraz kuloodporne szyby o grubości 12,5 cm. Platforma podłogowa to metalowa płyta o grubości 12 cm. Drzwi mają grubość 20 cm, zostały wykonane z kombinacji stopu tytanu uzbrojonego w płytki ceramiczne, stali, kevlaru, aluminium i betonu. Samochód jest tak skonstruowany, by znajdujący się w nim prezydent przetrwał nie tylko ostrzał z broni maszynowej, ale też wybuch przydrożnej bomby, a także atak z użyciem broni biologicznej.
„Bestia” waży 8 ton i zużywa średnio 30 l paliwa na 100 km. Przyspieszenie prezydenckiej limuzyny 0 do 60 mil na godzinę zajmuje 15 s. W prezydenckiej kabinie może zmieścić się pięciu pasażerów, łącznie samochodem może podróżować dziesięć osób, wliczając kierowcę. Prezydent ma do dyspozycji wyposażenie potrzebne do pełnienia obowiązków głównodowodzącego sił zbrojnych, w tym szyfrowaną komunikację poprzez bezprzewodową łączność satelitarną SATCOM.
Samochód może też zaatakować napastnika – zainstalowano w nim działko z gazem łzawiącym. Na wyposażeniu jest też broń palna.
(df) thefad.pl
Porozumienie USA i Korei Północnej. Kim Dzong Un deklaruje gotowość do całkowitej denuklearyzacji Półwyspu Koreńskiego
Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un zadeklarował gotowość do całkowitej denuklearyzacji Półwyspu Koreńskiego.
Po trwającym kilka godzin szczycie, w którym uczestniczyły delegacje z Waszyngtonu i Pjongjangu na czele z prezydentem USA Donaldem Trumpem i Kim Dzong Unem, we wtorek 12 czerwca przywódcy złożyli podpisy pod dokumentem, o którego stworzeniu jeszcze kilka miesięcy temu nikt nawet nie myślał.
Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un zadeklarował gotowość do całkowitej denuklearyzacji Półwyspu Koreńskiego. We wspólnym oświadczeniu Kim Dzong Un podkreślił swoją wolę atomowego rozbrojenia. W odpowiedzi prezydent USA zapowiedział gwarancję bezpieczeństwa dla Kima.
Joint Statement of President Donald J. Trump of the United States of America and Chairman Kim Jong Un of the Democratic People’s Republic of Korea at the #SingaporeSummit pic.twitter.com/cSubS9RRJj
— Dan Scavino Jr. (@Scavino45) June 12, 2018
Dokument nie precyzuje jednak, kiedy miałoby to nastąpić. W innej części porozumienia czytamy, że Kim Dzong Un będzie zmierzał do atomowego rozbrojenia w duchu umowy wynegocjowanej niedawno w Panmundżom z Koreą Południową.
W porozumieniu podpisanym we wtorek w Singapurze czytamy, że Stany Zjednoczone i Północna Korea chcą zmierzać do trwałego i stabilnego rozwiązania pokojowego dla Półwyspu Koreańskiego. Amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo ma wkrótce spotkać się z wysokimi przedstawicielami koreańskimi, aby zacząć wdrażać w życie postanowienia umowy. „Stosunki między obu krajami mają otrzymać nową podstawę” – czytamy.
Najważniejsze punkty deklaracji
- Stany Zjednoczone i Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna zobowiązują się ustanowić nowe stosunki między USA a KRLD zgodnie z pragnieniem obu narodów do życia w pokoju i dobrobycie.
- Stany Zjednoczone i KRLD połączą się w staraniach o zbudowanie trwałego, stabilnego reżimu pokojowego na Półwyspie Koreańskim.
- Potwierdzając deklarację z Panmundżonu z 27 kwietnia 2018 r., KRLD zobowiązuje się do podjęcia działań na rzecz całkowitej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego.
- Stany Zjednoczone i KRLD zobowiązują się do ekshumacji zwłok jeńców wojennych i osób zaginionych (POW/MIA z okresu wojny koreańskiej lat 1950-53 – red.), jak również natychmiastowy zwrot tych, już zidentyfikowanych.
Higher-res version pic.twitter.com/7zhFMdAmFv
— Jonathan Cheng (@JChengWSJ) June 12, 2018
„Uznając, że pierwszy w historii szczyt USA-KRLD był epokowym wydarzeniem o wielkim znaczeniu, przezwyciężając dziesięciolecia napięć i wrogości między dwoma krajami, i by otworzyć nową przyszłość, prezydent Trump i Przewodniczący Kim Dzong Un zobowiązują się do pełnego i szybkiego wdrożenia postanowień zawartych w tym wspólnym oświadczeniu” – czytamy w porozumieniu.
(df) thefad.pl
Manuela Gretkowska: Po co rozmyślać?

Manuela Gretkowska
Mam wrażenie, że naród, którego jednym z niewielu oryginalnych wkładów w kulturę europejską były portrety trumienne, umiera intelektualnie w sarmackim bełkocie.
SŁOWO NA NIE/DZIELĘ
PO CO ROZMYŚLAĆ
Nie będzie o polityce. To co dzieje się między PiS a PO, blaknie przy tym co naprawdę ważne, między życiem a śmiercią.
Rozmawiamy o sensie bez kościelnych pouczanek, dopiero przy spektakularnych tragediach (śmierć polskich himalaistów) albo, gdy odejdzie ktoś sławny.
Anthony Bourdain był królem życia, został królem śmierci.
Duszę diabłu wielu by sprzedało żeby osiągnąć choć cień jego powodzenia. A on to wszystko olał. Udowodnił, że ani celebryckość, ani kasa nie są wystarczającym pretekstem by żyć. My, zarzynamy się dla kredytu, on nie musiał go zaciągać. Zaciągnął sobie za to na szyi pasek od szlafroka. Swoją śmiercią zakwestionował nasze idiotyczne marzenia o luksusie sławy.
Smakoszowi życia przestało smakować samo życie. Za darmo zwiedzał świat. Znał wszystkich, był lubiany. Miał małe dziecko, nową miłość. I to nic nie warte? O co więc chodzi? Kogo naśladować jeśli nie celebrytów instruujących co jeść, z kim spać? Można się w tym pogubić, bo dla jednych, na przykład małżeństwo Majdan-Rozenek jest mistrzostwem świata. Dla innych narcystyczną patologią.
Samobójstwo Bourdaina to wstrząs straty, ale i poczucie zawodu. Dojrzały facet z impulsywnym zachowaniem nastolatka. Jego targnięcie się na życie nie wyglądało na zaplanowane. Nie szlifował miesiącami srebrnej gałki od cukiernicy w kulę pistoletu jak Potocki. Nie twierdzę, że nie myślał wcześniej o śmierci.
Złe obchodzenie się z depresją jest już powolnym samobójstwem. Pociągniecie za cyngiel (Kurt Cobain), zaciśnięcie pętli to końcówka. Do tego uzależnienia. Najpierw alkohol i narkotyki dają ulgę. Potem niszczą więzi z innymi i samym sobą. Bourdain odstawił prawdopodobnie herę i kokę, alkohol. Ale uzależnionym zostaje się do końca życia, i trzeba iść w cieniu własnej depresji. Tego współczesnego fatum domagającego się ofiar. Nie każdego, nawet najbogatszego, najsławniejszego stać na walkę z samym sobą. Brat Bourdaina też popełnił samobójstwo. Depresja bywa rodzinnym smutkiem przekazywanym pokoleniami, póki ktoś nie przerwie klątwy leczeniem.
Zostajemy my, widzowie tragedii i jego programów telewizyjnych w CNN. Cieszymy się, że mimo niedostatków żyjemy. Zastanawiamy się dlaczego sukces nie daje szczęścia. Nowoczesna przypowieść o sensie życia. Na chwilę, póki nie zagapimy się na inny program i reklamę tego co trzeba mieć by poczuć się szczęśliwszym.
Wiem czym jest żałoba po samobójczej śmierci kogoś bliskiego. Opisałam to w „Kosmitce”. Nie kpię z Bourdaina, nie szydzę z samobójstwa. Czytając komentarze zastanawiam się czasem, czy przy tekstach nie powinno stawiać się gwiazdek trudności, jak przy przepisach kulinarnych. Albo ostrzegać „Myślenie szkodzi”.
Mam wrażenie, że naród, którego jednym z niewielu oryginalnych wkładów w kulturę europejską były portrety trumienne, umiera intelektualnie w sarmackim bełkocie.
Zdanie jednego z komentarzy pod moim tekstem o ślubie książęcym – powinno się znaleźć w preambule naszej Konstytucji.
„Po co rozmyślać?” – napisał jakiś szczery idiota.
No właśnie po co, skoro można powiedzieć alleluja, albo amen.
Manuela Gretkowska















