Dariusz Stokwiszewski: „Sprawiedliwość” po pisowsku!

Dariusz Stokwiszewski
Nie wiem, ale być może posiadanie tego artykuliku w formie wydrukowanej pomoże kiedyś komuś w sytuacji stresowej (jak np. zatrzymanie, stawianie śmiesznych zarzutów etc.) w tym, aby na spokojnie, to choćby przeczytać funkcjonariuszowi podległych panu Ziobro służb prokuratorskich
Prokuratur Rejonowy w Łomży umorzył śledztwo ws. Karola Wyszyńskiego. Tenże radny PiS, 26 listopada ub.r. opublikował na swoim Twitterze to, że trzeba „dostawić szubienice i powiesić całe PO”.
Zgadzam się z tym. Potrzebna reakcja. Dostawić szubienice i powiesić całe PO💪
— Karol Wyszyński🇵🇱100 (@WyszynskiKarol) November 26, 2017
Podobny do decyzji prokuratora rejonowego był także komunikat Prokuratury Okręgowej w Łomży, który stwierdzał, że: „Postępowanie zostało umorzone z powodu braku znamion czynu zabronionego” (sic!).
Nie chce się doprawdy wierzyć, że to Polska XXI wieku, a nie Republika Weimarska lat 30., poprzedniego stulecia! Przecieram ze zdumienia oczy!!! A co byłoby, gdyby któryś z nas – opozycjonistów z podobnym wezwaniem wystąpił w stosunku do całego PiS, czy osobiście do Ziobry lub Kaczyńskiego?! Czy wówczas decyzja jakiejkolwiek prokuratury byłaby podobnie łaskawa dla nas?! Nie – na 1000 procent – NIE!!! Karze się patriotów za najmniejsze nawet „przewinienia” jak trzymanie w ręku białej róży czy chęć zadania pytania pisowskiemu kacykowi „na politykierskim tournée po zaściankowej Polsce”!
Ten, niejedyny zresztą przypadek, należy nagłaśniać oraz powoływać się nań w każdej sytuacji, kiedy będą stawiane jakieś śmieszne, w porównaniu do tych karalnych gróźb, zarzuty dotyczące naszego zachowania w sytuacji uzasadnionej. A tak na dobrą sprawę, biorąc pod uwagę to, że prawo i Konstytucja RP są przez PiS i jego władzę łamane na co dzień, każdy nasz pokojowy protest, manifestacja, czy inne działania zgodne przecież z art. 30, 31, 32, 54 i 57 wspomnianej i wciąż obowiązującej nas konstytucji z 1997 roku nie powinny podlegać żadnym represjom! Praktyka pokazuje jednak coś odwrotnego!
Jeżeli zatem (wypowiadam się jedynie w swoim imieniu) tak ma być i jeżeli prokuratura (na tym przykładzie widać to doskonale) stała się realnym narzędziem manipulacji i walki politycznej (charakterystycznej dla dyktatur), to ja poważnie zastanowię się, czy w takiej sytuacji, gdyby mnie miały dotknąć takie „praworządne” działania ze strony politycznej prokuratury, odpowiem na jakiekolwiek jej pytania! Czy nie lepiej będzie poczekać, np. na sprawę przed sądem powszechnym licząc na to, że trafi się na jednego z przyzwoitych sędziów, którzy są na szczęście w znakomitej większości? Jest ich dziś w Polsce około 10 tysięcy, bo jedynie niewielu zdecydowało się na zdradę ideałów sędziowskich! Ci, mają kręgosłupy, a nie „miękkie kolana”, za co im wielka chwała i szacunek od Polaków!
PS.
Nie wiem, ale być może posiadanie tego artykuliku w formie wydrukowanej pomoże kiedyś komuś w sytuacji stresowej (jak np. zatrzymanie, stawianie śmiesznych zarzutów etc.) w tym, aby na spokojnie, to choćby przeczytać funkcjonariuszowi podległych panu Ziobro służb prokuratorskich. Wiem, że w takich sytuacjach „stracić” można (na chwilę) głowę, ale z przeczytaniem nie powinno być żadnego problemu. Poczujecie się wtedy być może tak, jakby przy was stała Wolna i Demokratyczna Polska?!
Dariusz Stokwiszewski
Kolano czy nowotwór? Prasa niemiecka spekuluje na temat stanu zdrowia Jarosława Kaczyńskiego
Prezes PiS Jarosław Kaczyński przebywa od miesiąca w szpitalu. Niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung” poszedł w ślady polskich mediów i rozpisuje się o chorobie polskiego polityka i jego ewentualnych następcach.
„Przewodniczący partii Prawo i Sprawiedliwość Jarosław Kaczyński miał na początku maja poddać się rzekomo prostej operacji kolana. 69-letni polityk miał w 2017 roku doznać kontuzji podczas górskiej wędrówki – taką wersję forsują przynajmniej politycy PiS. Za dowód miały służyć zdjęcia Kaczyńskiego chodzącego o kulach” – pisze autor materiału Florian Hassel.
„Od 2017 roku zarówno wśród lekarzy, jak i w kręgach dyplomatycznych krąży pogłoska, że Kaczyński cierpi na chorobę nowotworową, być może na raka trzustki” – zaznacza autor, zwracając uwagę, że prezes PiS nie został przyjęty na oddział ortopedyczny, lecz na oddział zajmujący się chorobami trzustki, żołądka i jelit.
Blokada informacyjna
Hassel podkreśla, że od przyjęcia do szpitala, co miało miejsce 8 maja, Kaczyński nie pojawił się ani razu w miejscu publicznym, a jego otoczenie wprowadziło blokadę informacyjną. Szpital wojskowy nie publikuje komunikatów o stanie zdrowia pacjenta, nie ma też ani jednego zdjęcia z sali, w której leży Kaczyński.
Polityczne skutki choroby
„Nieobecność Kaczyńskiego, który rozstrzyga w Polsce wszystkie ważniejsze kwestie polityczne, ma już teraz poważne skutki” – pisze Hassel.
„Na później przełożone zostały rozmowy o ewentualnym kompromisie rządu z UE w sporze o naruszające praworządność ustawy dotyczące wymiaru sprawiedliwości, a także ważne projekty ustaw. Premier Morawiecki nie może nawet podobno wymienić szefa Poczty Polskiej, ponieważ Kaczyński nie wypowiedział się na ten temat” – czytamy w „SZ”.
Odnosząc się do dyskusji o ewentualnych następcach Kaczyńskiego, Hassel pisze, że największe szanse mają zdaniem polskich mediów szef MSW Joachim Brudziński i minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak oraz premier Mateusz Morawiecki.
Jarosław Kaczyński opuścił szpital
W piątek 8 czerwca Jarosław Kaczyński opuścił szpital po ponad miesięcznym pobycie. Jak informowała pod koniec maja rzeczniczka PiS Beata Mazurek, Kaczyski przeszedł zabieg kolana. – Główną przyczyną problemów zdrowotnych jest choroba zwyrodnieniowa stawów – wyjaśniała.
– Zespół medyczny opiekujący się Jarosławem Kaczyńskim ocenił, że hospitalizacja umożliwiająca obserwację, diagnostykę oraz leczenie zabiegowe, zachowawcze i usprawniające, doprowadziła do stabilizacji jego stanu zdrowia – poinformował z kolei w piątek profesor przewodniczący zespołu i dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie Grzegorz Gielerak. – Planujemy, że dalsze leczenie, w tym rehabilitacja, będą prowadzone w trybie ambulatoryjnym – dodał.
(df) thefad.pl
REDAKCJA POLECA
Dariusz Stokwiszewski: PiS cofnął Polskę, jej pozycję i dorobek o kilkadziesiąt lat

Dariusz Stokwiszewski
Pisowska „propaganda sukcesu” staje się coraz śmieszniejszą nie tylko dla inteligentnych Europejczyków z UE, ale też coraz częściej i dla przeciętnego Polaka – do niedawna również zwolennika PiS. I tak np., Antoni Macierewicz uważa, że Polska nie musi być „skazana” na Unię Europejską, „alternatywą” może być związek państw Europy Środkowej w sojuszu z USA
Nad Polską zbierają się „czarne chmury”, jednak rząd i politycy PiS starają się robić „dobrą minę do złej gry”. Pisowska „propaganda sukcesu” staje się coraz śmieszniejszą nie tylko dla inteligentnych Europejczyków z UE, ale też coraz częściej i dla przeciętnego Polaka – do niedawna również zwolennika PiS. I tak np., Antoni Macierewicz uważa, że Polska nie musi być „skazana” na Unię Europejską (podaję to za Onet.pl). Według tego polityka, „alternatywą” dla nas może być (póki co wyimaginowany, ale bardzo wątpliwy) związek państw Europy Środkowej w sojuszu z USA. Pytanie: czy skierowany przeciwko Unii Europejskiej?! To „bzdura na resorach”! Tak mogą myśleć jedynie ludzie pokroju Macierewicza.
Premier Mateusz Morawiecki, po swojej wizycie w Watykanie próbuje (nie mając do tego żadnych podstaw), wmówić Polakom i Europie, że Franciszek akceptuje i przyjmuje za „dobrą monetę” działania „dobrej zmiany”, w ten sposób je popierając (za Newsweek). Tymczasem słowa Papieża przeczą przekazom premiera, jakoby to polskie wyobrażenie Europy miało być zbieżne z wizją prezentowaną przez Stolicę Apostolską. Premier i jego partyjni sojusznicy zdają się zapominać o tym, że w Brukseli nikt nie śpi, czekając na kolejne „wybryki polskich demokratów” z PiS. UE wezwała unijne rządy do rozpoczęcia kolejnego etapu procedury z artykułu 7., czyli do przedstawienia zarzutów i wysłuchania argumentów Polski w sprawie „reformy” polskiego systemu sądownictwa. Co prawda, ta decyzja nie była oczywista, ze względu na to, że w Komisji Europejskiej istniała również presja na osiągnięcie kompromisu z Warszawą.
KE nie wstrzyma jednak działań przeciwko Polsce. Skierowała ona prośbę do ministrów krajów UE o wyznaczenie przesłuchania, na którym zgodnie z procedurą przedstawione będą jej zarzuty. Oczywiście strona polska będzie miała możliwość bycia wysłuchaną, a także przedstawienia własnych argumentów. Co jednak nowego może przedłożyć Polska KE, skoro według urzędników, nie zeszła z drogi łamania konstytucji i praworządności?! Pytanie to pozostaje figurą czysto retoryczną. Jakby tego było mało, Europejska Sieć Sądownictwa, do której należy również i polski wymiar sprawiedliwości, ma zawiesić nasze w niej członkostwo (przypadek dotąd chyba niespotykany, zrównujący Polskę z Białorusią). Jakie mogą być tego negatywne skutki mało kto, poza ludźmi znającymi te zagadnienia, na to pytanie zna odpowiedź.
A mogą być niewyobrażalne tak bardzo, jak niewyobrażalne oraz nieprzewidywalne jest życie. Wymienię, jako generalne, nieuznawanie orzeczeń naszych sądów, które np. dla wymiarów sprawiedliwości innych państw mogą budzić wątpliwości co do zasadności, a także zgodności z europejskim prawem. Pierwszym „z brzegu” przykładem jest brak zgody sędzi irlandzkiej na wydanie Polsce jednego z groźnych przestępców. Paradoks? Nie – proszę sobie wyobrazić to, że inne sądy mogą postąpić tak samo m.in. w:
- sprawach o przyznanie dziecka jednemu z rodziców mieszkającym w innym kraju UE;
- kwestiach innych roszczeń (spadki, darowizny, odszkodowania, długi etc.);
- stwierdzenia ważności wzajemnych zobowiązań choćby gospodarczych;
- wszelkich innych decyzji karno – administracyjnych, a przecież to dopiero początek wyliczanki! Nie jestem prawnikiem i patrzę na to okiem politologa, mając nadzieję, że kwestie te podejmie kiedyś także jakiś prawnik.
Poprzestańmy jednak na tym, ale dodajmy nie mniej straszne konsekwencje w postaci sankcji polegających na ewentualnym wykluczeniu RP z instytucji międzynarodowych, takich jak choćby Rada Europy, czy OBWE. Oczywiście to daleka perspektywa, ale czy niemożliwa? Wręcz przeciwnie – bardzo prawdopodobna w sytuacji, jeśli polski rząd by zechciał „zepsutej Europie udowodnić, że jego musi być na wierzchu”. Oby do takiej aberracji nie doszło, a ludzie zajmujący najwyższe stanowiska w państwie „poszli po rozum do głowy”. Jeśli natomiast będą chcieli „kopać się z przysłowiowym koniem”, to połamią sobie, przez własną bezmyślność, wszystkie członki.
Wrócę jeszcze na chwilę do kwestii zlekceważenia przez rząd tego, o co prosi Europa i ewentualnego odwrócenia się od niej, a zamiast tego, stworzenia mitycznego (dla mnie przynajmniej) sojuszu państw Europy Środkowej. Kto niby do niego miałby przystąpić, lekceważąc w ten sposób swój własny interes narodowy?! Nie widzę takiego państwa na scenie europejskiej. Nawet Orban nas „sprzeda za byle jaką obietnicę” ze strony UE, co pokazało głosowanie w/s kandydatury D. Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej – najważniejszego organu Wspólnoty; 27 do 1! Można mieć jeszcze jakieś złudzenia?!
W Anglii narodziła się kiedyś, prawdziwie mądra formuła polityczna, odzwierciedlająca istotę polityki szanującego się i dbającego o swoje bezpieczeństwo, i dobrobyt państwa (przypisuje się ją Johnowi Temple 3. wicehrabi Palmerston), którą ja tu sparafrazuję:
Wielka Brytania nie ma ani wiecznych przyjaciół, ani wiecznych wrogów. Wieczne są tylko jej – GB – interesy! Czy trzeba tu jeszcze coś dodawać?!
Szkoda, że paradoksalnie to polski rząd lekceważy nasz interes narodowy i rację stanu Rzeczypospolitej Polskiej. Kto za nas będzie bronić naszych spraw, kiedy nie ma nikogo takiego tu, w samej Polsce?!
Dariusz Stokwiszewski
Za rok międzynarodowe rozmowy telefoniczne w ramach Unii Europejskiej będą tańsze
Po zniesieniu opłaty roamingowych, czas na obniżenie kosztów połączeń międzynarodowych w ramach Unii Europejskiej – kraje członkowskie UE i Parlament Europejski uzgodniły obniżenie taryf za rozmowy zagraniczne wewnątrz UE.
Od przyszłego roku rozmowy telefoniczne w ramach Unii Europejskiej będą tańsze. Przedstawiciele Parlamentu Europejskiego i państw członkowskich UE zgodziły się m.in. na obniżenie taryf za połączenia między państwami członkowskimi UE – poinformowała Komisja Europejska.
Choć Parlament Europejski rekomendował, by od przyszłego roku połączenia telefoniczne były bezpłatne, to od połowy maja przyszłego roku rozmowy mają kosztować nie więcej niż 0,19 euro za minutę, a SMS-y najwyżej 0,06 euro.
Od lata ubiegłego roku użytkownicy telefonów komórkowych za granicą mogą rozmawiać, wysyłać SMS-y i korzystać z mobilnego Internetu płacąc tyle samo, co w kraju ojczystym. Natomiast połączenia telefoniczne i wiadomości tekstowe wysyłane z sieci stacjonarnej lub telefonu komórkowego na zagraniczne numery kosztują do tej pory więcej niż rozmowy krajowe – wykazały niemieckie centrale ochrony praw konsumenta.
Drogie połączenia telefoniczne wewnątrz unijne
Obecnie koszt 10- minutowej rozmowy zagranicznej może wahać się od 0,19 € do 14,9 €. Będzie jednak taniej. Nowa unijna regulacja limitująca wysokość tych opłat, która wejdzie w życie 15 maja 2019, jest elementem reformy kodeksu komunikacji elektronicznej, reguluje także np. przyznawanie częstotliwości operatorom telefonii komórkowej w Europie. Reforma ta ma wspierać inwestycje w infrastrukturę, służące m.in. do rozbudowy sieci telefonii komórkowej 5G w całej Europie, którą cechuje dużo szybszy przekaz danych.
(df) thefad.pl
KE poprosiła Radę UE o przejście do kolejnego etapu postępowania z artykułu 7. wobec Polski
Komisja Europejska poprosiła Radę UE o przejście do kolejnego etapu postępowania z artykułu 7. wobec Polski. Nie przekonały jej dotychczasowe ustępstwa co do praworządności.
Przedstawiciel Komisji Europejskiej podczas czwartkowych obrad ambasadorów krajów UE w Brukseli poprosił Radę UE (ministrowie krajów Unii) o przeprowadzenie formalnego wysłuchania Polski w sprawie praworządności. To kolejny krok w ramach artykułu 7.1, co oznacza, że Komisja nie dała się przekonać polskim, niewielkim ustępstwom w sprawie kontrowersyjnych ustaw sądowych. Skoro Komisja chce tego wysłuchania, nie ma na razie mowy o spowolnieniu, zawieszeniu czy też zamknięciu postępowania z artykułu 7. Komisja trzyma się zatem stanowczej linii swego I wiceprzewodniczącego Fransa Timmermansa.
Niemcy i Francja za Timmermansem
Bułgarska prezydencja zapowiedziała, że w przyszłym tygodniu zdecyduje, czy wysłuchanie odbędzie się już 26 czerwca, czyli na najbliższym posiedzeniu Rady UE ds. Ogólnych. Kolejne posiedzenie tej Rady odbędzie się już pod rządami austriackiej prezydencji, która – wedle naszych informacji – jest gotowa podjąć się tego zadania, jeśli uchyliliby się Bułgarzy. Wedle nieoficjalnych informacji w czwartek żądanie wysłuchania Polski zdecydowanie poparły Niemcy, Francja, Belgia, Holandia, Luksemburg, Szwecja, Dania i Holandia. Przeciw wypowiedziały się wyłącznie Węgry i Polska.
Wysłuchanie jest częścią „prewencyjnej” części artykułu 7., w której nie decyduje się o żadnych sankcjach. Celem jest presja polityczna – poprzez dyskusje, naciski pozostałych krajów na Polskę, przyjęcie rekomendacji praworządnościowych dla Polski, a na końcu – deklaracji o „wyraźnym ryzyku poważnego naruszenia praworządności przez Rzeczpospolitą Polską”. Trzeba by do tego większości 22 z 28 krajów Unii. Obecnie ani Polska, ani Komisja Europejska nie są pewne czy taką większość udałoby się zbudować czy też – ze strony Warszawy – zbudować mniejszość blokującą.
Poszło o Sąd Najwyższy
Ugoda z Komisją i Radą UE w sprawie artykułu 7. stała się na tym etapie niemożliwa, gdy rząd Mateusza Morawieckiego odmówił ustępstw w kwestii ustawy o Sądzie Najwyższym. Ta ustawa już 3 lipca przeprowadzi w SN czystkę emerytalną (przez obniżenie wieku emerytalnego z 70. do 65. roku życia), która obejmie też I prezes Małgorzatę Gersdorf, choć jej 6-letnia kadencja (czyli trwająca do 2020 r.) wynika bezpośrednio z konstytucji. Prezydent Andrzej Duda może zgodzić się na pracę emerytów w SN, jeśli poprosili go o to do 3 maja. Ale wielu z nich, łącznie z Gersdorf, odmówiło, tłumacząc, że to naruszenie trójpodziału władz.
Parlament Europejski w najbliższą środę będzie debatować o ustawie o Sądzie Najwyższym. Decyzja o wprowadzeniu tego do porządku obrad była – jak tłumaczy nam wysoki przedstawiciel chadecji – inspirowana apelami m.in. organizacji pozarządowych (ale i Lecha Wałęsy), by Komisja w związku z SN zaskarżyła Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. Chce tego Timmermans, ale Komisja jest w tej kwestii podzielona.
REDAKCJA POLECA
Dariusz Stokwiszewski: Trauma smoleńska powraca – barbarzyństwo politycznych ekshumacji!

Dariusz Stokwiszewski
Znowu powróciła sprawa wyjmowania z grobów ciał tych osób, które zginęły w lotniczej katastrofie pod Smoleńskiem 10.04.2010 roku. Brakuje kulturalnych słów na to, by nazwać tego rodzaju – niczym nieuzasadnione, postępowanie prokuratury.
Jestem pod ogromnym, przygnębiającym wręcz wrażeniem obejrzanego wczoraj (05/06), programu „Czarno na białym”. Znowu powróciła sprawa wyjmowania z grobów ciał tych osób, które zginęły w lotniczej katastrofie pod Smoleńskiem 10.04.2010 roku. Brakuje kulturalnych słów na to, by nazwać tego rodzaju – niczym nieuzasadnione, postępowanie prokuratury. Obiektywnie rzecz całą ujmując wszystkie (czy choćby najważniejsze) fakty zostały sprawdzone i wyjaśnione przez powołaną do tego komisję. Nie ma jakichkolwiek (poza chorą być może wyobraźnią pewnych osób) podstaw do tego, aby znowu naruszać spokój zmarłych oraz wracać do szczegółów tamtej strasznej tragedii, powodując po raz kolejny przeżywanie żałoby przez bliskich ofiar.
Nieuwzględnienie przez polityków PiS (z Antonim Macierewiczem na czele i przy pełnej akceptacji Jarosława Kaczyńskiego), wyników badań spowodowało powołanie przez w/w nowej, jak się okazuje całkowicie nieprofesjonalnej, a przez to też i żenującej podkomisji wspomnianego, byłego (już na szczęście) ministra obrony. Koszty działania tej pseudo komisji sięgają milionów złotych, a nie przyniosły dotąd jakichkolwiek nowych faktów, mało tego, podkomisja owa starała się też wykreować nowe, nieistniejące i niezgodne z jakąkolwiek zdroworozsądkową logiką.
Na nic zdają się protesty rodzin zmarłych i innych, empatycznych osób domagających się zaprzestania ekshumacji. Nieczuła na jakiekolwiek prośby polityczna już prokuratura (to powszechna w Polsce opinia) Zbigniewa Ziobry, stanowczo odmawia przychylenia się do tych próśb i apeli. Jest to tak cyniczne i podyktowane względami politycznymi działanie, że postrzegane, jako nieludzkie, a osoby wydające takie decyzje wydają się nie posiadać zwykłych ludzkich uczuć.
W swoich wspomnieniach matka jednej z ofiar katastrofy Tu 154 pod Smoleńskiem – byłej przewodniczącej Krajowej Izby Adwokackiej – (ciało jej praktycznie nieuszkodzone) przytacza fakty z przeszłości, kiedy to po zabójstwie Grzegorza Przemyka, ówczesna peerelowska prokuratura chcąca dokonać ekshumacji chłopca, zrezygnowała z tego na wniosek jego matki.
Miałem zaszczyt prowadzić wykłady w liceum im. Frycza Modrzewskiego w Warszawie przy ul. Elektoralnej, do którego uczęszczał też Grzegorz Przemyk. Byłem wykładowcą w Pedagogium – Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy ul. Marszałkowskiej 115, która wynajmowała w tymże liceum kilka sal wykładowych. Czyżby prokuratorzy okresu PRL byli bardziej czuli na ludzkie krzywdy od współczesnych, działających w „demokracji”?! Jeśli tak, to „chapeau bas” panie Piotrowicz! (Boże…!)
Co najciekawsze; sam Antoni Macierewicz – tj. spirytus movens – całego „zamieszania” z ekshumacjami (przy pełnej aprobacie Kaczyńskiego i Ziobry) teraz zdaje się nie tylko nie pamiętać tego, że mówił o zamachu na samolot, ale wręcz się tego wypiera i to wbrew istniejącym zapisom TV i innych mediów. Nie znam się na medycynie stąd też, jako laik pytam: czy to nie ma związku z czymś, co kiedyś dawno temu, nazwano pomrocznością jasną?! Może jakiś lekarz zabrałby tu głos i mnie oraz moich czytelników uświadomił? Teraz według Macierewicza aktualna jest wersja o sabotażu podczas remontu Tupolewa w Samarze. Chyba jednak ów przebiegły i niekonsekwentny polityk wpadł w sidła, które sam zastawił. Warto przedstawić przy tej okazji opinię nieżyjącego Lecha Kaczyńskiego, który o Macierewiczu miał powiedzieć (podaję za TVN 24): Macierewicz często myli fakty ze swoimi wyobrażeniami (sic!).
Reasumując, chcę zapytać panów Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza, Mariusza Błaszczaka oraz Joachima Brudzińskiego: panowie, kiedy zakończy się to smoleńskie szaleństwo, za które miliony płacą podatnicy, nękane są rodziny ofiar, a same ofiary traktowane są w sposób przedmiotowy.
Kiedy barbarzyństwo polegające na bezczeszczeniu (tak uważa znakomita część rodzin ofiar) zwłok oraz zakłócaniu ich spokoju ustanie?!
Kiedy państwo przestanie płacić za ochronę Macierewicza i używanie do politycznych podróży luksusowych aut?!
Czy ma pan jakieś haki na swoich kolegów, którzy o tym wszystkim decydują?! Czy pan wierzy we wszystkie te bzdury, o których pan mówi na spotkaniach z wyznawcami religii smoleńskiej?!
Panie Macierewicz Polska i Polacy (mówię o tej postępowej części społeczeństwa, która myśli kategoriami dobra państwa) mają pana i jego kolegów dość. Polacy nie chcą tego, abyście niszczyli ich kraj, który z kwitnącego kwiatu zamienia się przez was w zgniłe jabłko! Dość już niszczenia Polski, deprywacji, deprawacji i poniewierania Polaków!
Na sam koniec wreszcie proszę was w imieniu nas – tych „kanalii, złodziei, zdrajców etc.”, ale także w imieniu większości rodzin ofiar smoleńskich: skończcie ten chocholi taniec na grobach ofiar. Służy on jedynie waszym partyjnym, ale przez to całkowicie sprzecznym z racją stanu Polski, interesom! Nie zapędzajcie się zbyt mocno, bo możecie narazić się na naprawdę poważne zarzuty dotyczące szkodzenia Państwu i Narodowi!
PS.
Sąd Okręgowy w Warszawie od ponad 14 miesięcy czeka na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, do którego skierował zapytanie w sprawie zasadności ekshumacji. Czy tak działają normalne trybunały w demokratycznym kraju?! Czy Polska jest dziś choćby w małym stopniu jeszcze demokratyczna?!
Według prezydenta Andrzeja Dudy sprawa jest chyba nieistotna, gdyż nie chce on wcale odpowiadać na pytania dziennikarzy dotyczące funkcjonowania TK. Jedynie Stanisław Piotrowicz (prawnik, co się zowie) wyrzucił z siebie, że zaszczuwa się członków TK, stąd dwóch z nich „nie wytrzymało presji i zmarło” (sic!). Zapomniał (bo jest bardzo zajęty sianiem pisowskiej propagandy na spotkaniach z wyborcami), że TK został natychmiast, po naturalnej śmierci każdego z tych sędziów, wzmocniony kolejnymi osobami stąd nie powinien mieć problemów z wykonywaniem swych obowiązków! Tylko, co ten Trybunał ma wspólnego ze swoją prawdziwą rolą? Każdy musi sobie sam na to pytanie udzielić odpowiedzi.
Dariusz Stokwiszewski
Niemców, Francuzów, Ukraińców czy może Włochów? Kogo Polacy lubią najbardziej?
Niemiec szefem, zięciem lub sąsiadem? Większość Polaków nie ma nic przeciwko temu – wskazuje najnowszy sondaż.
Nastawienie Polaków do Niemców poprawiło się – wynika z badań Instytutu Spraw Publicznych, przeprowadzonych wspólnie z Fundacją Konrada Adenauera i Fundacją Koerbera, opublikowanych w dzień wizyty prezydenta Niemiec w Polsce.
Polaków zapytano m.in., czy akceptują Niemców jako sąsiadów, kolegów z pracy, bezpośrednich przełożonych, przyjaciela lub zięcia. We wszystkich analizowanych strukturach społecznych Niemców akceptuje ponad połowa Polaków (51 proc.). Tylko 12 proc. badanych przyznało, że nie akceptuje sąsiada zza Odry w żadnej z analizowanych ról. Najwyższa akceptacja dotyczy neutralnych ról – sąsiada i kolegi z pracy (po 76 proc.), a najniższa roli radnego (63 proc.), choć w tym przypadku poziom akceptacji jest ponad dwukrotnie wyższy niż w roku 2000 (wówczas 27 proc.).
Francuzi lepsi niż Niemcy
Dla porównania w badaniu zapytano Polaków także o akceptację Francuzów, Włochów i Ukraińców. Tych pierwszych Polacy akceptują bardziej niż Niemców. Najgorzej za to wypadli Ukraińcy. W przypadku Francuzów we wszystkich rolach społecznych akceptację deklarowało 56 proc. badanych Polaków, 9 proc. oceniło ich negatywnie. Podobnie jest w przypadku Włochów – wskaźniki wynoszą odpowiednio 55 i 10 proc.
Gorzej jest natomiast z akceptacją Ukraińców, która w przypadku różnych ról jeszcze pięć lat temu była o 20 punktów procentowych wyższa. „Można domniemywać, że zmiana na gorsze jest związana z pogorszeniem się relacji między Polską a Ukrainą, związanym przede wszystkim ze sporami dotyczącymi tak zwanej ‘polityki pamięci historycznej’” – piszą autorzy badań. We wszystkich rolach społecznych akceptuje Ukraińców 42 proc. Polaków, brak akceptacji deklaruje 11 proc.
Niemcy o Polakach
O akceptację sąsiada zapytano także po stronie niemieckiej. We wszystkich rolach społecznych akceptuje Polaków 40 proc. Niemców, nie akceptuje w żadnej z ról – 3 proc. W różnych rolach wskaźnik waha się od 79 proc. (sąsiad, kolega z pracy) po 58 proc. (bezpośredni przełożony). W przypadku polskiego zięcia lub synowej wynosi 62 proc.
Najwyższe wskaźniki (o ok. 9 proc. wyższe) osiągnęła akceptacja Niemców przez Polaków w roku 2013. Autorzy badań tłumaczą to ówczesnymi dobrymi relacjami politycznymi, gospodarczymi i społecznymi.
– Retoryka obecnych elit rządzących jest często bardzo krytyczna wobec Niemiec, atmosfera we wzajemnych relacjach pogorszyła się, a media publiczne przedstawiają nieraz Niemcy i Niemców w negatywnym świetle. Wyniki badań pokazują, że ma to wpływ na odbiór także niemieckiego społeczeństwa przez Polaków – mówi autorka badań Agnieszka Łada.
Inaczej sąsiad, inaczej zięć
Z kolei przez lata Niemcy wyżej akceptowali Polaków (niż odwrotnie) w neutralnych rolach, takich jak sąsiad czy mieszkaniec, a mniej jako szefa firmy, radnego, przyjaciela lub członka rodziny. Agnieszka Łada zauważa, że wynika to z niemieckich doświadczeń, kiedy cudzoziemcy żyjący obok nich – w sąsiedztwie, jako współpracownicy, byli stałą częścią rzeczywistości. Wchodzenie w ściślejsze relacje, także podległości, wymaga już zmniejszenia dystansu i większego zaufania. Stąd i obecnie dystans Niemców do Polaków jest w tych rolach większy, a różnice pomiędzy Polakami a Niemcami w akceptowaniu przedstawicieli drugiego społeczeństwa osiągają do 10 punktów procentowych.
Badania w Polsce i w Niemczech zostały przeprowadzone w pierwszej połowie kwietnia br. na reprezentatywnej grupie tysiąca Polaków (w wieku od 15 lat) i tysiąca Niemców (od 14 lat).
REDAKCJA POLECA
Dr Dariusz Stokwiszewski: Nie ma zgody na powrót do PRL panie ministrze Gowin!

Dr Dariusz Stokwiszewski
Nie pozwólmy na wprowadzenie w Polsce dyktatury, szkodzącej państwu od dwóch już ponad lat, partii! Nie ma zgody Polaków na eksperymenty z nauką, która ma przecież być niezależna i służyć prawdzie.
Dziś rano naukowcy, doktoranci, studenci i pracownicy dwóch polskich uniwersytetów rozpoczęli protest przeciwko wprowadzeniu pseudo – reformy szkolnictwa wyższego, przygotowanej przez ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosława Gowina! I tak; o 9.30 na Uniwersytecie Warszawskim, rozpoczął się strajk okupacyjny przeciwko nowej, skandalicznej ustawie, która narusza niezależność uczelni, a przy tym komercjalizuje ich działalność. Z kolei na Uniwersytecie Białostockim protestowały związki zawodowe z tej uczelni. Jeśli całe środowisko naukowo – akademickie nie wesprze tych strajkujących, to będziemy mieć do czynienia z zawłaszczeniem przez partyjne już i tak państwo pisowskie kolejnej, bardzo ważnej sfery życia publicznego w Polsce. Na to absolutnie pozwolić nie można, bo zmienione w tak barbarzyński sposób, niezależne dotąd, uniwersytety staną się „kuźniami kadr” nowego, postkomunistycznego oraz zamordystycznego systemu władzy, całkowicie przypominającego, słusznie miniony PRL.
Jako naukowiec, pracownik dydaktyczny uczelni wyższych, a obecnie również publicysta patriotyczno – wolnościowego portalu Thefad, stanowczo protestuję przeciw działaniom tej władzy, która według mnie dąży do upolitycznienia uczelni wyższych, w tym głównie uniwersytetów państwowych. Zmiany w szkolnictwie wyższym zaproponowane przez pro pisowskiego ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosława Gowina człowieka, który to z dnia na dzień, z liberała stał się propagatorem działań uderzająco podobnych do tych, które proponowały kiedyś (jeszcze w latach 60. XX wieku) władze PRL, są dla nas nie do przyjęcia. Historia jak widać powraca, a Uniwersytet Warszawski po raz kolejny pokazał ogromną mądrość i niezłomność patriotycznie nastawionej części inteligencji polskiej, w tym głównie społeczności akademickiej!
Apeluję tym samym do całego środowiska akademickiego o to, aby nie zgodziło się na upolitycznienie żadnej z polskich uczelni, które są jedną z tych sfer życia, których pisowskie państwo partyjne jeszcze nie przejęło. Gdy do tego dojdzie, będziemy mieć podobne odczucia, jakie nasi przodkowie mogli mieć pod zaborami, a także w czasie niewoli sowieckiej, po zakończeniu drugiej wojny światowej. Ta władza zmierza wprost do przywrócenia systemu podobnego do dyktatury i nie ma znaczenia to, czy jej ideologia będzie nosić znamiona doktryny faszystowskiej, czy komunistycznej. Obie są po prostu szkaradnie złe i nie do zaakceptowania przez Polaków drugiej dekady XXI wieku!
Nie pozwólmy na wprowadzenie w Polsce dyktatury, szkodzącej państwu od dwóch już ponad lat, partii! Nie ma zgody Polaków na eksperymenty z nauką, która ma przecież być niezależna i służyć prawdzie. Wprowadzenie tego rodzaju „reform” będzie również służyć cenzurowaniu badań, ale też stronniczemu rozpatrywania grantów naukowych. Naukowcy mają zatem powody do wielkiego niepokoju, gdyż może się zdarzyć, że sklerykalizowane już niemal państwo polskie może do wszelakich komisji naukowych wprowadzić osoby związane z kościołem i stanem duchownym, które nie będą w stanie spojrzeć na badania naukowe rzeczowo i w sposób obiektywny, chociażby z powodu stawiania wyżej, prezentowanego przez nie światopoglądu katolickiego, który może rozmijać się z prawdą naukową, choćby tylko pozornie.
Dr Dariusz Stokwiszewski
Dariusz Stokwiszewski: Propaganda PiS ogłupia i wypacza rzeczywistość

Dariusz Stokwiszewski
Zaczyna upadać mit IV Rzeczpospolitej, tej, która rękoma jej demiurgów miała naprawić to, co w kraju złe i tym samym „podnieść ojczyznę z kolan”! Owa IV RP stała się karykaturą czegoś, co tylko przypomina dawną Polskę Jagiellonów, z która liczyła się Europa, czyli cały ówczesny świat.
Co tak naprawdę stało się z Polską, której status quo jest według obecnie rządzących, tak niskie, iż stało się synonimem upadku na kolana, a oni mieli być jej – Polski – zbawcą?! Zadaję to pytanie z pewnym zażenowaniem, gdyż (nawet będąc doktorem politologii) nie umiem na nie sam odpowiedzieć. Wstyd powie ktoś, panie kolego! Trudno! Nie zmienia to jednak w żadnym razie mojego stanowiska, gdyż nie przypominam sobie tego, aby po tym, jak na początku l. 90. XX w., RP odzyskała pełną niezależność od dotychczasowych jej „opiekunów”, coś złego się z nią działo. Oczywiście, budowanie nowego na zrębach tego, co było jedynie namiastką państwowości, nie jest nigdy ani łatwe, ani bezbolesne, a na dodatek pozbawione pewnej ilości błędów. Tak jest zawsze; ważne jest wyłącznie to, aby wyciągać z nich wnioski. Tak też myślę, działo się przez ponad dwie dekady. Dotąd, aż do władzy doszła partia marząca o powrocie do dawnej wielkości Polski Jagiellońskiej, znanej też pod nazwą IV Rzeczypospolitej. Niestety nie udało jej się tego zrobić! Nasuwa się pytanie: dlaczego? Aby na nie odpowiedzieć, należy cofnąć się nieco w czasie.
Powoli zaczyna upadać mit IV Rzeczpospolitej, którego założycielem miał być człowiek postrzegany przez obecny obóz rządzący, jako demiurg; ktoś obdarzony nieograniczoną mocą twórczą i wielką wyobraźnią. Jednak Jarosław Kaczyński, bo o nim tu mowa okazał się kimś na wzór głównego bohatera dobrze nam znanej książki Tadeusza Dołęgi – Mostowicza. Tym, co różni obie te postaci, jest według mnie jedynie (na korzyść bohatera powieści) to, że ten umiał grać na gitarze i samodzielnie zarabiać na życie oraz to, że zawarł związek małżeński z hrabianką Niną Ponimirską, co ostatecznie wprowadziło go – człowieka o trudnym charakterze – na salony. Tak więc, w tym akurat aspekcie postrzegać go można „niekorzystnie”, bo zamiast „poświęcić bez reszty samego siebie ojczyźnie” – jak to czynili (czynią) niektórzy znani (co nie musi oznaczać dobrzy) w historii przywódcy – wybrał miłość do kobiety.
Poza tym (nie zagłębiając się zbytnio w realia okresu dwudziestolecia międzywojennego), większość cech zbliża obu panów niezwykle. Postać Nikodema Dyzmy przedstawiona w powieści w sposób tak wyrazisty spowodowała m.in. to, że z czasem nazwisko jego stało się symbolem człowieka nieokrzesanego oraz pozbawionego kwalifikacji, i jednocześnie: spryciarza, cwaniaka, karierowicza dążącego do osiągnięcia władzy i majątku za wszelką ceną, i wszelkimi środkami. Gwoli wyjaśnienia dodam, że dla mnie słowo „kwalifikacje” ma dosyć szeroki wymiar i nie odnosi się tylko do posiadania formalnego wykształcenia. W przypadku naszych realiów może to być np. brak zdolności do bycia wybieranym na najważniejsze w państwie stanowiska, ze względu na w/w – negatywne cechy charakteru, do których dodać można jeszcze wyolbrzymione, do granic możliwości, własne ego.
Od razu dodaję tu, że cech tych nie uważam absolutnie za takie, którymi można byłoby się chwalić, ale jednocześnie nie ma podstaw do tego, aby określać je mianem inwektyw (a więc: zniewag, wyzwisk, przekleństw, obelg, znieważania, „policzka” etc.). W każdym razie nie mam najmniejszego zamiaru nikogo tym dotknąć, a jeżeli używam porównań do postaci literackich, to robię to dlatego, aby jak najlepiej zobrazować nasze realia i ich bohaterów, a nie ujmować im czci, jeśli taką posiadają.
Ubezwłasnowolniona przez ponad cztery dziesięciolecia Polska podniosła się jak Feniks z popiołów i stanęła u boku europejskich i światowych demokracji, stając się jednocześnie wzorem dla pozostałych państw dawnej komunistycznej Europy Środkowo – Wschodniej. Przystąpienie do Sojuszu Północnoatlantyckiego (1999), a następnie do UE (2004) stało się zwieńczeniem marzeń całych pokoleń Polaków. Zwłaszcza członkostwo w NATO dało jej gwarancje tego, że ma na kogo liczyć w sytuacji zagrożenia. Świat zmienił się w międzyczasie nie do poznania. Jedne państwa zniknęły, inne się pojawiły, a wraz z tym pojawiła się też nadzieja na lepszą, bardziej stabilną i bezpieczną przyszłość. To wszystko w myśl starej zasady mówiącej o tym, że „wojna/niezgoda rujnuje a pokój/zgoda buduje”. Jak się okazuje, początkowe zachwyty i peany na cześć pokojowej koegzystencji państw były przedwczesne i nie spowodowały tego, że ta rzeczywiście do końca zaistniała.
Świat po zimnej wojnie zaczął być wstrząsany nowymi, niepokojącymi zjawiskami, które jak m.in. terroryzm stały się symbolem naszych czasów. Nie mniejsze niepokoje budzą też wielorakie konflikty w różnych punktach zapalnych świata. Do niedawna Europa była od niektórych z nich wolna, jednak i ona w końcu stała się też areną licznych utarczek i konfliktów różnej natury. Polska także przestała być oazą spokoju, a jeśli tego wielu z nas jeszcze nie dostrzega to dlatego, że tak (póki co) chcą ci, którzy mogą spokój zakłócić. Dzisiaj dzieje się to, co może być akceleratorem pewnych (nieuchronnych według mnie) i niekorzystnych dla Polski wydarzeń, i to niejako na własne „jej władz” życzenie.
Polska – do niedawna jeszcze lider przemian demokratycznych i gospodarczych zaczyna schodzić z kursu reform i budowy stabilnego państwa prawa. Polityka prowadzona przez obecny rząd powoduje coraz większą alienację naszego państwa w Europie i w świecie. Polityka „podnoszenia się z kolan” powoduje m.in. obrażanie innych państw i narodów, które dotąd pomagały nam w zapewnieniu rozwoju gospodarczego oraz bezpieczeństwa narodowego. Skłócona niemal ze wszystkimi najważniejszymi partnerami i sojusznikami Polska, staje się persona non grata współczesnych demokracji, które mają dość naszego „kapryszenia”, arogancji i buty w polityce międzynarodowej. Bo oto, wspierany dotąd przez innych partner, który na dodatek nie wiedzieć po co, sam niszczy swój potencjał, zaczyna pokrzykiwać i wymachiwać szabelką, domagając się tego, aby traktowano go jak światowe imperium. W polityce unijnej pisowski rząd pragnie też na przekór wszystkim przywrócić staropolskie, szkodliwe liberum veto!
Myślenie w realnej polityce kategoriami życzeniowymi jest tylko złudzeniem tego, że w ten sposób można na coś uzyskać istotny wpływ. Polska nie ma stosownych argumentów (np. potencjału gospodarczego ani siły militarnej) do tego, aby dyktować światu warunki. Tym, co powinna wykorzystać, mogłaby za to być zdolność do koncyliacji i umiejętności osiągania kompromisów, czego nie należy mylić z serwilizmem (wiernopoddaństwem). No tak, ale, jak bumerang powraca myśl o naszych „wielkich przywódcach”, a zwłaszcza owym sprawczym demiurgu, obdarzonym „nadprzyrodzonymi” cnotami oraz cechami, w co „pisowski lud” wierzy bezgranicznie. To musi wywoływać wewnętrzny sprzeciw ludzi inteligentnych, myślących w patriotyczny sposób.
Tak więc, przenosząc się w czasy współczesne, do Polski Anno Domini 2018, wracam do myśli sformułowanej na początku artykułu: zaczyna upadać mit IV Rzeczpospolitej, tej, która rękoma jej demiurgów miała naprawić to, co w kraju złe i tym samym „podnieść ojczyznę z kolan”! Owa IV RP stała się karykaturą czegoś, co tylko przypomina dawną Polskę Jagiellonów, z która liczyła się Europa, czyli cały ówczesny świat.
Dariusz Stokwiszewski
Adam Mazguła: Dzień mądrości Polaków

Adam Mazguła
Atmosfera w dzisiejszej Polsce nie sprzyja solidarności Polaków. PiS, to partia wojny i świętowania śmierci. Mamy więc modę na szukanie zwarcia, dzielenie i szczucie. Dlatego dzisiaj nie ma szacunku rządzących dla mądrych zwycięstw pokojowego przełomu.
4 czerwca 1989 roku pełniłem obowiązki dowódcy 25 pułku zmechanizowanego w Opolu. Szkoliliśmy wtedy dużą liczbę rekrutów, którzy głosowali w jednostce. Kiedy w poniedziałkowy poranek połączył się ze mną dowódca dywizji, zameldowałem o spokojnym przebiegu wyborów. Nie o to mu jednak chodziło.
– Ile głosów dostał minister gen. Florian Siwicki? – Kiedy usłyszał odpowiedź, że 15 % – wpadł w szał. Potem długo tłumaczyłem, że to młode wojsko, że nowe solidarnościowe spojrzenie, ale to tylko wzmagało agresję generała. – Ty się ubierz na wyjściowo i melduj się do raportu! – Pod gabinetem generała spędziłem sporo czasu, po czym jego adiutant przekazał mi polecenie powrotu do jednostki. Później dowiedziałem się, że F. Siwicki w innych jednostkach dostał 12 %.
Dzisiaj, maszerując po ulicach Warszawy, wspominam tamten czas przełomu i zwycięstwa nadziei.
Wspólnie z wieloma ludźmi dumnie wznoszę biało-czerwoną flagę i symbole naszej Tarczy. Wolność jest w nas i my to rozumiemy! Dlaczego jednak nie wszyscy? Dlaczego część polityków izoluje się od tego epokowego dla Polski wydarzenia?
Atmosfera w dzisiejszej Polsce nie sprzyja solidarności Polaków. PiS, to partia wojny i świętowania śmierci. Mamy więc modę na szukanie zwarcia, dzielenie i szczucie.
Dlatego dzisiaj nie ma szacunku rządzących dla mądrych zwycięstw pokojowego przełomu. Gardzi się ludźmi, którzy doprowadzili do obrad okrągłego stołu i pokojowego przekazania władzy przez Wojciecha Jaruzelskiego dla Lecha Wałęsy i Tadeusza Mazowieckiego. Wydaje się, że słyszę z obozu władzy głos, że to nie zwycięstwo narodu, bo nie ma ofiar, nie ma krwi Polaków, to zdrada, bo się dogadali.
Przyjdzie jednak czas na zrozumienie, nawet tej ciemnej, prostackiej i brunatnej ekstremy, że 4 czerwca skończyła się zdradziecka dla Polaków Jałta. Skończył się porządek ukształtowany przez światowe mocarstwa, a zaczęła się odpowiedzialność Polaków za swój własny kraj.
PiS się kiedyś skończy, ale przetrwa nadzieja na szacunek do naszej historii i do nas samych.
Jak śpiewa KOD Kapela – „…nasze myśli wolne są…” i to nam zostanie.

Plakat „Solidarności” nawiązujący do kadru z filmu W samo południe z Garym Cooperem stał się jednym z symboli wyborów kontraktowych. W rzeczywistości pojawił się dopiero 4 czerwca i wyłącznie w Warszawie, co wynikało z opóźnienia w jego druku we Francji. Na zdjęciu reprodukcja plakatów
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |











