Jakie są przyczyny zapychania się rur kanalizacyjnych?
Niedrożność rur kanalizacyjnych czy całych instalacji jest niezwykle problematyczna i może pociągać za sobą wyjątkowo przykre konsekwencje. Tym bardziej jeżeli zdecydujemy się na odetkanie zapchanej kanalizacji domowymi sposobami. Zamiast inwestować w coraz to lepsze detergenty do udrożniania rur, warto zasięgnąć pomocy fachowców i dowiedzieć się jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy.
Niewłaściwie przygotowana instalacja
Jedną z przyczyn, choć dość rzadko występującą, jest niewłaściwy montaż instalacji kanalizacyjnej. W takim wypadku rzeczywiście kanalizacja będzie zapychać się non stop, ale niestety niewiele można z takim stanem rzeczy zrobić. Błędnie wykonana instalacja może być trudna do naprawy. Wszystko zależy od tego na jakim etapie jej tworzenia popełniono błąd. Jeśli był on tylko i wyłącznie obecny przy etapach finalnych, jak najbardziej mamy możliwość nad tym zapanować. Jeśli jednak na etapie początkowym, może być to trudne do wykonania.
Stosowanie domowych sposobów
Wiele osób ignoruje ostrzeżenia o używaniu domowych sposobów w celu udrożnienia kanalizacji, w związku z czym stają się ofiarami własnej przebiegłości. Tak naprawdę wiele z tych pseudosposobów jest szkodliwych albo dla samej instalacji, albo dla konkretnej jej części, a w najlepszym wypadku powoduje coraz to częstsze niedrożności. Dlatego zanim użyjesz metod z Internetu, warto abyś skonsultował się z fachowcami, np. poprzez stronę stankan.pl w celu udrażniania kanalizacji.
Niewłaściwe użytkowanie
Niewłaściwe użytkowanie to najczęstsza przyczyna niedrożności instalacji kanalizacyjnej. Większość z nas nie zwraca tak dużej uwagi na to, co wpada do odpływu. Tymczasem zbyt duże kawałki jedzenia, drobny piasek, fragmenty gruzu czy niewłaściwe chemikalia mogą zniszczyć przepływ i zatkać rury. Dlatego tak ważne jest dbanie o to, co spuszczamy wraz z wodą. W naszym dobrze pojętym interesie.
Odpowiednie dbanie o instalację kanalizacyjną powinno sprawić, że jej żywotność będzie bardzo długa. Jeśli jednak masz problemy, nie szukaj półśrodków i skontaktuj się z prawdziwymi profesjonalistami.
Dariusz Stokwiszewski: Refleksja o tym, dlaczego jest źle – prościej, już nie można

<strong>Dariusz Stokwiszewski
Niemal przy okazji każdej rozmowy (niekoniecznie politycznej), spotykam się z pytaniem o to, co złego jest w działaniach obecnej władzy. Znajomi, ale nie tylko, pytają, dlaczego (szeroko pojęta) opozycja jest tak niechętna „dobrej zmianie”, która w mniemaniu wielu z nich „podnosi Polskę z kolan”, na których ponoć do niedawna jeszcze Ojczyzna nasza była
Niemal przy okazji każdej rozmowy (niekoniecznie politycznej), spotykam się z pytaniem o to, co złego jest w działaniach obecnej władzy. Znajomi, ale nie tylko, pytają, dlaczego (szeroko pojęta) opozycja jest tak niechętna „dobrej zmianie”, która w mniemaniu wielu z nich „podnosi Polskę z kolan”, na których ponoć do niedawna jeszcze Ojczyzna nasza była (sic!). Nigdy nie miałem (i tak jest nadal), problemów z wytłumaczeniem tego, o co ktoś pyta o ile, dana tematyka jest mi znana. Na polityce, jako politolog, znam się nieźle, stąd też tym bardziej, problemów z jej właściwym postrzeganiem nie mam. Oczywiście, nigdy nie byłem politykiem sensu stricto, a jedynie komentatorem polityki, co chyba jednak nie ma większego znaczenia.
Nie w tym jednak rzecz, z czym ja nie mam problemów; istotą jest tu coś innego. Nie tyle brak podstawowej wiedzy ze strony pytających, ile ich (często nazbyt wyraźna) niechęć i świadome odrzucanie sensownych argumentów nawet wtedy, gdy są one poparte faktami. W takiej sytuacji rzeczywiście bywa trudno przebić się z jakąkolwiek opinią, tym bardziej że jak pokazują przykłady (spotkań polityków PiS z ich zwolennikami), „sensownym” dla apologetów „dobrej zmiany” są tylko przekazy pisowskie. Zwykle zaprawione demagogią oraz „jedynie słusznym” – dla zwolenników – światopoglądem. Ziejące więc nienawiścią do wszystkiego, co niepisowskie i/lub „niekatolickie”, zastępy wyznawców toruńskiego zakonnika – redemptorysty rwą transparenty i kartki z hasłami, a często rozpoczynają też „zapasy” ze zwolennikami normalności, uczestniczącymi w owych spotkaniach.
Podkreślam; według tych ludzi, wierzących głównie w oligarchę z Torunia (nie w Boga według mojej opinii), wszyscy pozostali to heretycy, komuniści lub faszyści, zdradzieckie mordy, zomowcy, złodzieje, gorszy sort i tego rodzaju bzdury, o których nie chce się już nawet wspominać.
A zatem, jak wytłumaczyć takim ludziom to, że fatalna dla Polski i Polaków zmiana jest powodem „niepodnoszenia się z państwa kolan”, ale wręcz jego upadku, rozumianego tu, jako wyobcowanie i osamotnienie Polski na arenie międzynarodowej, na której jeszcze do niedawna błyszczała niby diament i przykład demokratycznych przemian?! Postaram się więc zrobić co w mojej mocy, aby rozwiać te wątpliwości. Jeżeli uda mi się przekonać do tego choćby tylko kilka osób (dotyczy to tylko wyznawców Kaczyńskiego i Rydzyka (nie zaś patriotów w naszym pojęciu), to uznam to za swój sukces. Aby to uczynić w sposób jasny i zrozumiały podam kilka przykładów odnoszących się do tego, co ważne z naszego punktu widzenia, a zwłaszcza istotne z perspektywy dobra naszej Ojczyzny.
Pisałem o alienacji – tj. wypchnięciu nas na margines demokratycznego świata! Co w tym przypadku jest najistotniejsze? Przede wszystkim nasze bezpieczeństwo narodowe Polski i społeczny dobrobyt! Wkrótce przekona nas o tym także UE, którą rząd traktował dotąd, jak zgraję niewiele mogących idiotów! Teraz owi „idioci” udowadniają swoją prawdziwą moc; nie argumentem siły, tylko siłą argumentu – kasa jest najważniejsza!
Rzecz druga to demokracja, czyli wolności i prawa obywateli. Jak łatwo sobie wyobrazić, tak uważam, pozbawienie społeczeństwa jego przywilejów spowoduje też wprowadzenie dyktatury partii reprezentowanej przez jej „rewolucyjnych komisarzy”. Ich autorytet (w wielu przypadkach) gaśnie niemalże każdego dnia z powodu różnej maści ujawnianych afer (w tym też obyczajowych). Nie da się na dłuższą metę ukryć przed opinią publiczną hipokryzji, arogancji i buty władzy. Jednak zapyta mnie ktoś może: a czym jeszcze jest ta demokracja, bo może to, o czym pan pisze, nie jest ważne? Jeśli mamy jedzenie i miejsce do spania, to nie jest źle. Jeśli na dodatek mamy pracę, choć słabo płatną i często na raty, to zawsze coś. Jeśli nasz rząd zamyka „bandytów i złodziei”, co widać w codziennych przekazach medialnych, którzy przecież przez osiem lat „grabili Polskę” to istnieje u nas sprawiedliwość. Skoro tak, to „bandyci i złodzieje” muszą za wszystko odpowiedzieć. No tak, ale, jak wiemy, mało komu dotąd cokolwiek udowodniono, a większość z tych „afer”, to sprawy „dęte”, które sprowadzają się do odwetu na przeciwnikach politycznych!
Trzecia rzecz to instytucje, bez których trudno jest mówić o demokratycznym państwie prawnym. Te, o których mówi Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej z 1997 roku, „dobra zmiana” zniszczyła niemal doszczętnie, doprowadzając do tego, że nie można dziś mówić już o rzeczywistych i mających dotychczasową moc najważniejszymi z nich, tj.:
- Trybunale Konstytucyjnym;
- Sądzie Najwyższym;
- Krajowej Radzie Sądownictwa (na 10.000 sędziów zgłosiło się do niej jedynie 18 „właściwych” osób);
- Sądach Powszechnych (nie mogę pominąć tu przyzwoitych sędziów, którzy się nie poddają dyktatowi partyjnemu – chwała im za to);
- Sejmie oraz Senacie, które zbierają się już tylko raz w miesiącu, bo władza ich nie potrzebuje – rządzi się (i nami) sama, według swoich pisowskich praw;
- Prokuraturze i Policji, które stały się właściwie narzędziem (pałą!) w ręku władzy, ukierunkowanymi jedynie na zwalczanie opozycji i uczciwych obywateli, a przy tym jednoczesnej ochronie np. maszerujących z pochodniami band neonazistów;
- Wojsku, w którym pozostali głównie chyba jedynie ci dowódcy, którzy sprzyjają władzy; żołnierze doznają upokorzenia za upokorzeniem (do niedawna jeszcze było to: tzw. macierewiczostwo połączone z tzw. misiewiczostwem – to synonim, symbol osłabionych, jak nigdy dotąd, Sił Zbrojnych RP);
• Spółkach Skarbu państwa zawłaszczonych i niszczonych przez pisowski „partyjny beton”; - Instytucjach i stowarzyszeniach wyższej użyteczności publicznej, m.in. Rzeczniku Praw Obywatelskich – zaszczuwanym i lekceważonym, ale też jest wiele innych;
- etc.
Zastanówmy się nad tym, czy takie argumenty mogą trafić do przeciętnego zwolennika obozu rządzącego. Szczerze mówiąc, wątpię, co jednak nie oznacza, że nie należy robić wszystkiego, aby tak się stało. Jednak nie jest i nie będzie to zadanie łatwe. Tak sobie myślę, że owi wyznawcy zjednoczonej prawicy (z wątpliwą etyką) dopiero wówczas się zorientują, że państwo zmierza w złym kierunku, kiedy coś z tego, o czym tu mowa, ich dotknie bezpośrednio: np. niesprawiedliwość nadzorowanych przez partyjnych kacyków sądów powszechnych i brak demokratycznej ochrony prawnej – pamiętamy to z okresu stalinowskiego. Czy też, kiedy spróbują dochodzić praw pracowniczych czy też innych, kiedy ich córka zostanie zgwałcona (nie daj Panie Boże) przez debilowatego przestępcę, i nic nie będzie mogła zrobić z tak poczętą ciążą. A być może okaże się także, iż życie zapłodnionych komórek (będącej w początkowej fazie ciąży) kobiety będzie ważniejsze od życia samej matki?! Kto ma o tym decydować? Jakiś grzeszny, postępujący nagannie pseudokatolik czy wykonujący przez całe swoje życie aborcje, nagle nawrócony przed opuszczeniem tego padołu łez i wystraszony sądem bożym, lekarz?!
Dziś spotkałem się z przedziwnym zachowaniem; nieznana kobieta w rozmowie z inną zapytała: skąd tyle tych „kalek” się nagle wzięło i dlaczego mamy na osoby te płacić?! Poczułem się tak, jakbym usłyszał głos szatana! A czy pani jest pewna moja droga, że jutro pani sama nie stanie się „warzywem”?! Opadają po prostu ręce!
Oczywiście nie zadałem tego pytania, ale było mi bardzo smutno, że jeszcze tak wielu nieczułych idiotów mamy w naszym kraju. Większość z tych ludzi nie interesuje nic poza ich własnym losem, a na dodatek wszem wobec głosi swoją miłość do bliźniego, jako szczery katolik! Proszę tu zauważyć, jak niewiele trzeba, aby z ludzi wyszło „zło w całej swojej krasie”! Skąd się to wzięło, ktoś może zapyta, udając głupka?
Może, jakby pomyślał i przyznał w sercu, że warto być przyzwoitym człowiekiem (a to już synonim katolicyzmu i dobroci, nie zaś ślepa wiara w oszołomstwo i politykierstwo najniższego rzędu), to przyznałby być może rację tym (takim jak np. ja), którzy upatrują całego zła w początkach rządów PiS – już od 2005 r., kiedy to pokazał swoje prawdziwe oblicze. Gdyby taki człowiek poddał analizie działania tej partii i prezesa, i chciałby być szczery, to winien przypomnieć sobie genealogię polsko – polskiej nienawiści i wojny, które od wielu lat (szczególnie po tragedii z 2010 r.) szerzy pogrążony w wielkim żalu (co można i trzeba zrozumieć) pan Kaczyński. Tyle tylko, że pan ten nie jest sam w tym żalu pogrążony, bo zginęło aż 96 osób. Nie widzę, poza rodzinami ofiar kojarzonymi z PiS, takiej nienawiści i pogardy ze strony innych rodzin. Czyżby ta, pisowska strona odczuwała jakieś wyrzuty sumienia i chcąc sobie ulżyć, wini za wszystko innych?!
Ostatnią rzeczą, jaką chciałbym wyjaśnić wyznawcy PiS, jest szkodliwość tej partii dla nas i Polski. Jej apogeum może stanowić objęcie we władanie polskich samorządów. Teraz prezes jednoosobowo i bezkarnie włada Polską jak ruski car! Jak może wyglądać rzeczywistość, w której przejmie on dodatkowo władzę nad tym, co jest najważniejsze z punktu widzenia rządzących, tj., władzę w terenie?! Ta, połączona z władzą nad krajem, doprowadzi Polskę (oby do tego nigdy nie doszło, a mądrość Polaków zwyciężyła) nad skraj przepaści, blisko którego już jesteśmy!
Wyborco/zwolenniku/wyznawco PiS, Jarosława Kaczyńskiego i Tadeusza Rydzyka nie rób Polsce tak wielkiej krzywdy i nie głosuj na ludzi niszczących państwo kawałek po kawałku, bo bierzesz na swoje sumienie ogromny ciężar, który zamieni się być może kiedyś w tak ciężkie wyrzuty sumienia, że cię wewnętrznie zniszczą ze zgryzoty i żalu nad tym, co zrobiłeś Ojczyźnie!
Dariusz Stokwiszewski
Dariusz Stokwiszewski: Zbigniew Ziobro „broni Konstytucji”; czy tej obowiązującej, czy innej, przygotowywanej przez „dobrą zmianę”?!

Dariusz Stokwiszewski
Według Ziobry, ciężkie upośledzenie dziecka poczętego, ani jego nieuleczalna choroba (a zwłaszcza prawdopodobieństwo zaistnienia takiego faktu), nie może być konstytucyjnie umotywowane i tym samym, wystarczające do przerwania ciąży kobiety.
Wprowadzenie jakichkolwiek ograniczeń prawnej ochrony życia dziecka poczętego jest możliwe w sytuacji absolutnej konieczności (z tego, co mi wiadomo, pan Z. Ziobro takiej nie widzi), gdyż jedynie w ten sposób, możliwa jest ochrona innego, równie ważnego w konstytucyjnej hierarchii dobra – prawa do ochrony życia innej osoby (cytat z ministra).
Według Ziobry, ciężkie upośledzenie dziecka poczętego, ani jego nieuleczalna choroba (a zwłaszcza prawdopodobieństwo zaistnienia takiego faktu), nie może być konstytucyjnie umotywowane i tym samym, wystarczające do przerwania ciąży kobiety. Uzasadniając w ten sposób swoją propozycję absolutnego zakazu aborcji, kieruje tę sprawę do Trybunału Konstytucyjnego (sic!). Nie wiem jak czytelnicy, ale ja potrafię przewidzieć z pewnością to, jakie orzeczenie TK wyda! Tak już mam, że nieraz nachodzi mnie moc jasnowidzenia.
Wobec tego ja szary obywatel RP, korzystając z gwarancji zawartych w Jej Konstytucji z 1997 roku, zgodnie z art. 37 i w związku z art. 63, w imieniu własnym chciałbym pana ministra zapytać o to, czy śląc do TK swoje zapytanie, także kierował się, wspomnianą przeze mnie, Ustawą Zasadniczą?! Pytanie to jedynie z pozoru może zabrzmieć dziwnie, ale zapewniam, że w dalszej części moich rozważań wyłuszczę to, co miałem na myśli.
Zacząłem od kwestii kontrowersyjnej (według większości z nas nie do przyjęcia), ale też wyjątkowo machiawelistycznie opracowanego posunięcia, które ma zdjąć z rządu odium odpowiedzialności za wprowadzenie najsroższej w całej Europie ustawy antyaborcyjnej, wprowadzającej także drakońskie kary na osoby ją łamiące. Owo odium, złożone ma być na karb Trybunału Konstytucyjnego, któremu przewodniczy mgr Julia Przyłębska (sic!), co samo w sobie powoduje ogromne wątpliwości natury etyczno – moralnej, a także (co ważne) merytorycznej. Z mojej wiedzy nie wynika to, aby kiedykolwiek wcześniej ktoś o tak słabych podstawach prawa przewodniczył tak ważnej instytucji, zarezerwowanej dla wybitnych naukowców i praktyków. Powołanie pani Przyłębskiej na stanowisko prezesa dezawuuje tenże TK. I nie ma tu mowy o tym, że osobiście mam coś przeciwko osobie, której nawet nie znam, ale o niewzruszalną dotąd zasadę! Przecież ten Trybunał decyduje o losach państwa; nie może nim więc kierować nikt z nadania tej, czy innej partii. Tym bardziej, jeśli nie ma dorobku naukowego, a jedynie stopień zawodowy – tak zresztą, jak pan – magistra. To stanowczo zbyt mało do pełnienia takiej funkcji!
Jednak ad rem panie ministrze, gdyż obiecałem wyjaśnić powody moich wątpliwości co do tego, której konstytucji raczy pan bronić. Według ogólnej w Polsce i Europie opinii ta wspomniana przeze mnie została złamana przez was już tyle razy, że zapewne „wybiega pan w przyszłość”, tę obecną ustawę zasadniczą pomijając?! Czy mam rację?! Na pewno zechce pan jednak zaprzeczyć, mówiąc, że wbrew temu, co ja napisałem stoi pan na straży Konstytucji z 1997 roku, na którą wszyscy państwo przysięgaliście. Jeśli pan zaprzeczy temu, że jest ona łamana, to ja zadam jeszcze kilka pytań szczegółowych, co pomoże mi zrozumieć pana racje, a może przeciwnie – umocni mnie bardziej w moim przekonaniu.
Przystępuję do sprawy, posługując się kilkoma wybranymi przepisami konstytucji (nie są to cytaty, a w większości moja interpretacja – zapewniam jednak, że właściwa):
- Art. 1. Mówi, że „RP jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”. Patrząc na to, co PiS wyprawia z państwem, odnoszę wrażenie, iż jest to dziś „pusty zapis”!
- Art. 2. Określa RP, jako demokratyczne państwo prawne, w którym urzeczywistnia się zasady sprawiedliwości społecznej. Czyżby sam pan wierzył w to, że tak jest?!
- Art. 4. Stanowi, że władza zwierzchnia w RP należy do Narodu. Naprawdę?!
- Art. 10. Ustanawia trójpodział władzy w państwie. Panie ministrze, przecież on już nie funkcjonuje od dawna. Mówią o tym nawet organizacje międzynarodowe.
- Art. 14. Zapewnia on wolność prasy i innych środków masowego przekazu. Nawet jeślibym się przychylił nieco do tego, że tak jest, to zaraz muszę dodać, że jest tak, ale tylko „póki, co”! Póki nie umocnicie swojej władzy, która na razie już słabnie!
- Art. 25. (w korelacji z art. 53.) Gwarantują równouprawnienie kościołów, a także związków wyznaniowych. Jak się pan zapewne domyśla; my wiemy, że tak nie jest. I tu może pytanie: kto jest finansowany w RP tak, jak KK, a zwłaszcza jeden jego – toruński przedstawiciel?! Tu powinna wg mnie wkroczyć prokuratura, ale znowu …!
- Art. 30. (korelacji z art. 69.) potwierdza przyrodzoną oraz niezbywalną godność człowieka i obywatela. Czy podawać przykłady maltretowania na komisariatach, nękania po marszach, pokojowych protestach, czy spotkaniach z politykami takimi, jak pan M. Kuchciński?! „Poszanowanie godności człowieka” widzieliśmy z kolei na przykładzie osób niepełnosprawnych, protestujących 40 dni w sejmie.
- Art. 32., 37 i 42. Mówią o równości wobec prawa oraz ochronie ze strony państwa. No cóż, zbyt wiele jest dowodów na to, że tak nie jest! Nie będę pisać o tym, co widać „gołym okiem”!
- Art. 57. Daje gwarancje wolności organizowania pokojowych zgromadzeń oraz do uczestniczenia w nich. No i co z tego, że gwarantuje? Korzystają z niego w zasadzie bez żadnych ograniczeń uczestnicy partyjnych marszy i zgromadzeń tzw. środowisk nacjonalistycznych. Jedynie przez grzeczność nie nazywam tego inaczej …!
- Art. 61. Pozwala obywatelowi na dostęp do informacji publicznej, o działalności organów władzy i osób pełniących funkcje publiczne. Przykład nagród ministrów to jedynie jeden z wielu na ukazanie łamania tego zapisu!
- Art. 74. Mówi o bezpieczeństwie ekologicznym. Czy nim była wycinka Puszczy Białowieskiej i przy tej „okazji” dewastacja wielu gatunków fauny i flory?!
- Art. 87. Ostatni w tej wyliczance – określa źródła powszechnie obowiązującego prawa: Konstytucję RP, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe, … . Czy tu rząd nie ma sobie nic do zarzucenia? Jeśli nie, to szkoda, bo cały ten artykuł to dla was jeden wielki zarzut o nieprzestrzeganie Ustawy Zasadniczej, z której pozostałe wynikają, jako Jej pochodne!
Szanowny Panie Ministrze, proszę się opamiętać i skończyć z psuciem państwa polskiego, gdyż nikt oraz nic nie jest „wieczne”. Nie jest również taką wasza władza. Dziś, po tym wszystkim, co robicie w jawnej sprzeczności z konstytucją, na którą sami przysięgaliście, musicie (myśląc „trzeźwo”) liczyć się konsekwencjami po tym, kiedy zostaniecie od tej władzy odsunięci. Ten czas się zbliża nieubłaganie, bo nasz Naród zaczyna „przeglądać na oczy”. Mało tego, myślę sobie także, iż jako osoba niekoniecznie lubiana przez pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego (on „zdrady” nie wybacza nigdy nikomu, a chyba tak też postrzega rozłam w PiS), to właśnie pan może stać się owym przysłowiowym „kozłem ofiarnym”, złożonym cynicznie przez tego pana na „ołtarzu” sprawiedliwości! Proszę się zastanowić czy warto się tak poświęcać dla sprawy straconej! Dodam, że ani KK, ani też biznesmen z nadwiślańskiego grodu panu wtedy nie pomogą. Tak uważam. Zostanie więc pan i Naród, ale ten będzie stać po pana przeciwnej stronie i surowo rozliczać!
Dariusz Stokwiszewski
Raport Komisji Europejskiej: aż 45 proc. Polaków nie wierzy w niezawisłość polskich sądów!
Głównym powodem utraty zaufania wobec sądów jest presja ze strony rządu i polityków – wynika z raportu Komisji Europejskiej ws. unijnego wymiaru sprawiedliwości.

Tylko 42 proc. Polaków uważa sądy za niezawisłe – wynika z raportu Komisji Europejskiej. Fot. Źródło: dw.de
Celem tzw. unijnej tablicy wyników wymiaru sprawiedliwości 2018, bo taką oficjalnie nazwę nosi raport KE, jest porównanie funkcjonowania władzy sądowniczej we wszystkich krajach członkowskich.
Zestawienie ukazało się już po raz siódmy, ale po raz pierwszy tyle miejsca poświęcono w nim kwestii praworządności i przestrzegania wartości UE, w tym niezależności sądów i niezawisłości sędziów.
Po raz pierwszy także w ramach monitorowania praworządności przeanalizowano bardziej szczegółowo Rady Sądownictwa, zaangażowanie rządu i polityków w powoływanie i odwoływanie sędziów oraz prezesów sądów, jak również organizację prokuratur.
– Raport ukazał się w chwili, kiedy utrzymanie praworządności jest jednym z najważniejszych priorytetów Unii. Bez niej zagrożona jest demokracja, prawa obywatelskie i należyte zarządzanie unijnymi funduszami – powiedziała podczas konferencji prasowej w Brukseli w poniedziałek (28.05.2018) komisarz UE ds. sprawiedliwości, konsumentów i równouprawnienia Vera Jourová.
Duńczycy i Niemcy ufają sędziom
Statystyki pokazują, że w około dwóch trzecich państw członkowskich sądy uważane są za niezawisłe zarówno przez obywateli, jak i unijnych przedsiębiorców.
Największym zaufaniem władzę sądowniczą darzą Duńczycy – tam aż 87 proc. mieszkańców postrzega sądy jako bardzo lub wystarczająco niezawisłe. W Niemczech o niezależności władzy sądowniczej przekonanych jest 78 proc. obywateli.
Niestety, w kilku państwach członkowskich (w tym w Polsce) postrzeganie sądów w ostatnich latach się pogorszyło. Z raportu wynika, że tylko 42 proc. Polaków uważa sądy za niezawisłe, zaś 45 proc. – sądzi zupełnie odwrotnie (13 proc. badanych nie ma zdania). W niezależność sądów wierzą głównie ludzie młodzi, między 15. a 24. rokiem życia, częściej kobiety niż mężczyźni. W grupie sceptyków większość uważa, że głównym powodem pogorszenia się niezależności polskich sądów są naciski polityczne lub naciski grup interesów (np. przedsiębiorców). Spora grupa respondentów uważa też, że samo stanowisko sędziego nie gwarantuje niezawisłości (w autorytet sędziego wierzy jedynie 25 proc. pytanych).
Dla porównania: w Niemczech 53 proc. obywateli uważa, że autorytet sędziego jest gwarantem jego niezależności.
Raport KE wskazuje też na to, że w wielu krajach UE istnieje tendencja do tworzenia bardziej niezależnej prokuratury, a nie takiej, która jest podporządkowana lub powiązana z rządem i politykami.
Z zestawienia wynika, że Polska jest jedynym krajem w Unii, w którym minister sprawiedliwości jest jednocześnie prokuratorem generalnym. W pozostałych państwach UE oba te stanowiska są rozdzielone.
Komisja skontrolowała także skuteczność systemu wymiaru sprawiedliwości w państwach Unii. W części państw członkowskich udało się skrócić czas postępowań sądowych (np. w Słowenii aż o 60 proc.), ale – jak przyznają urzędnicy – w kilku państwach UE postępowania w sprawach cywilnych i handlowych nadal trwają bardzo długo. Najdłużej rozpatrywane są one m.in. na Cyprze, Malcie i w Grecji, najkrócej – w Danii.
Polska inwestuje w cyfryzację
Jeśli chodzi o finansowanie wymiaru sprawiedliwości w UE, to w większości państw członkowskich poziom wydatków rządowych i samorządowych w tym zakresie pozostał bez zmian.
Ponadto 16 państw (w tym Polska, Czechy i Węgry) skorzystało z unijnych funduszy w celu rozwoju swoich systemów wymiaru sprawiedliwości.
W Polsce większość pieniędzy przeznaczona została na rozwój systemów informatycznych i cyfryzację sądów, usprawnienie ich wewnętrznego działania oraz szkolenie kadry. Wciąż jednak mniej niż 10 proc. polskich sędziów wyjeżdża na szkolenia międzynarodowe np. z prawa UE. Dla porównania – w takich szkoleniach uczestniczy 40 proc. niemieckich sędziów.
Autorzy raportu przypomnieli także, że od 2016 r. KE prowadzi wobec Polski procedurę naruszenia praworządności. Pod koniec grudnia ub.r. KE skierowała wniosek do Rady UE o rozpoczęcie procedury uruchomienia dyscyplinującego art. 7 Traktatu UE, który może wiązać się z sankcjami wobec kraju.
Warszawa zaproponowała KE pewne ustępstwa ws. reformy wymiaru sprawiedliwości, w tym m.in. przywrócenie równego sędziowskiego wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn, Bruksela chce jednak więcej i czeka na kolejne decyzje Warszawy.
Wyniki raportu posłużą KE w formułowaniu zaleceń dotyczących wymiaru sprawiedliwości dla poszczególnych krajów UE.
– Naszym celem jest poprawa skuteczności sądów w UE oraz zapewnienie ich niezależności. Sądy powinny być wolne od wpływów politycznych. W przeciwnym razie ma to negatywny wpływ na całą Wspólnotę. Jeśli system sądowniczy załamie się w jednym kraju UE, to w całej Unii spada zaufanie do wymiaru sprawiedliwości – mówi komisarz Jourová.
REDAKCJA POLECA
Wstępny projekt Komisji Europejskiej obcina aż o 23 proc. fundusze z polityki spójności dla Polski
Wstępny projekt Komisji Europejskiej obcina aż o 23 proc. fundusze z polityki spójności dla Polski w okresie 2021-27. Dla Warszawy to najgorszy z wariantów reformy, nad którym debatowali najwyżsi urzędnicy UE.
Projekt powinien być ostatecznie zatwierdzony przez komisarzy UE we wtorek po południu (29.05.2018), ale nasi rozmówcy w instytucjach UE już „nie przewidują wielkich niespodzianek”.
Proponowana reforma polityki spójności redukuje fundusze dla Polski z obecnych 83,9 mld euro (w budżecie 2014-20) do 64,4 mld euro w budżecie 2021-27, czyli o 23 proc. To liczby wyrażone w cenach z 2018 r. Polska wedle nowego projektu pozostałaby największym beneficjentem polityki spójności w UE także od 2021 r. Kolejne w rankingu byłyby Włochy z 38,6 mld euro w funduszach spójnościowych. Ogrom redukcji w pieniądzach dla Polski uwypukla to, że są ponad dwa razy większe od średniej unijnej. Cała pula na politykę spójności w projekcie nowego budżetu UE jest bowiem „tylko” o 10 proc. mniejsza w porównaniu z obecną unijną siedmiolatką 2014-20.
Południe górą
Projekt jest efektem porażki „obrońców” Europy Środkowej w Komisji Europejskiej (wiceprzewodniczący Marosz Szefczowicz bez skutku naciskał na ograniczenie cięć dla młodszej części Unii), a także – co jeszcze ważniejsze – nieskuteczności lobbingu ze strony rządów krajów tej części Unii. Projekt, zgodnie z sygnałami wysyłanymi z Brukseli od miesięcy, premiuje kraje południowe (plus 6,4 proc. dla Włoch, plus 5 proc. dla Hiszpanii, plus 8 proc. dla Grecji) kosztem Europy Środkowo-Wschodniej.
Cięcia dla Polski i innych krajów tego regionu są uzasadniane w Komisji Europejskiej szybkim bogaceniem się poszczególnych uboższych regionów w tych państwach, a zatem i mniejszą potrzebą dotacji z UE. Drugi „formalny” powód to przyjęcie zmodyfikowanej metody dzielenia funduszy spójnościowych, który obniża wagę wielkości PKB (z 84 do 80 proc.) przy dzieleniu pieniędzy, a tym samym zwiększa znaczenie innych czynników od skali bezrobocia po najprawdopodobniej także nasycenie migracją.
Może być gorzej
Projekt Komisji Europejskiej to początek negocjacji. Szczegółowe przepisy o sposobie dzielenia pieniędzy z polityki spójności muszą być zatwierdzone w większościowych głosowaniach Rady UE (ministrowie krajów Unii) oraz europarlamentu. Spora część krajów UE będzie chciała politycznie powiązać te projekty z rokowaniami co do ogólnego planu budżetowego na lata 2021-27, do którego zatwierdzenia potrzebna jest jednomyślna zgoda wszystkich krajów Unii. Niewykluczone, że decyzje zapadną dopiero w drugiej połowie 2019 r.
Dotychczas w historii Unii nie zdarzyło się, by projekty budżetów UE przedstawiane przez Komisję Europejską zwiększały się wskutek negocjacji krajów członkowskich. Było przeciwnie, więc i teraz jest wielkie ryzyko, że sumy zatwierdzone przez komisarzy UE będą się jeszcze bardziej zmniejszać ze stratą dla Polski.
Nadal nie znamy szczegółowych kalkulacji dla nowej polityki rolnej UE od 2021 r. W obecnym budżecie Polsce przypada 21 mld euro na bezpośrednie dopłaty rolne oraz 10,9 mld euro (w cenach z 2011 r.) w programach rozwoju obszarów wiejskich, które – wedle wyliczeń Parlamentu Europejskiego – są przycięte o ponad 20 proc. w projekcie na lata 2021-27. Tyle że skala tego cięcia spada do 13 proc., jeśli porównywać budżety dla 27 krajów UE, czyli bez Brytyjczyków.
REDAKCJA POLECA
Referendum aborcyjne w Irlandii: kulminacją „cichej rewolucji” i porażka irlandzkiego Kościoła katolickiego
W referendum aborcyjnym zdecydowana większość Irlandczyków głosowała za liberalizacją przepisów aborcyjnych. Ten wynik nazwano „kulminacją cichej rewolucji” w Irlandii i porażką irlandzkiego Kościoła katolickiego.
– To, co dzisiaj przeżywamy, jest kulminacją cichej rewolucji, którą Irlandia przeżywa w ostatnich 10-20 latach – powiedział irlandzki premier Leo Varadkar stacji RTL. – Ludzie powiedzieli, że chcą współczesnej konstytucji dla współczesnego kraju i zaufali kobietom, że podejmą właściwe decyzje dotyczące ich własnego zdrowia – zaznaczył Varadkar.
Do 14 lat więzienia za przerwanie ciąży
Dotychczas Irlandia miała jedno z najbardziej restrykcyjnych praw aborcyjnych w Europie. W praktyce zrównywało ono prawa kobiety i płodu. Za przerwanie ciąży groziła kara do 14 lat więzienia. Dopiero od 2013 roku aborcja była dozwolona w przypadkach określonych powikłań, gdy zagrożone było życie matki. Zakaz aborcji skutkował falą wyjazdów po sąsiedzku do Wielkiej Brytanii lub zakupieniem w Internecie środków poronnych.
Nowa ustawa regulująca kwestie aborcji zostanie uchwalona, wg słów irlandzkiego premiera, pod koniec roku. Przewiduje ona m.in. możliwość przerywania ciąży do 12 tygodnia od poczęcia bez podania powodu, po konsultacji z lekarzem, do 24 tygodnia w przypadku poważnego zagrożenia życia lub zdrowia kobiety.
„Kolejna porażka Kościoła katolickiego”
Wynik referendum w sprawie aborcji oznacza kolejną porażkę Kościoła katolickiego w Irlandii. Skandale wokół molestowania seksualnego dzieci w irlandzkim Kościele katolickim osłabiły wpływy tej instytucji o ongiś ogromnych wpływach. Przed trzema laty 62 proc. Irlandczyków zagłosowało za małżeństwami jednopłciowymi. Premier Varadkar jest pierwszym homoseksualnym premierem Irlandii.
Wg sondażu exit polls dla dziennika „Irish Times”, za zniesieniem zakazu aborcji głosowało 70 proc. kobiet i 65 proc. mężczyzn. Interesujące są ogromne różnice pokoleniowe w podejściu do zakazu aborcji. Podczas gdy 60 proc. Irlandczyków w wieku ponad 65 lat głosowała przeciwko legalizacji aborcji, 87 proc. młodych Irlandczyków zagłosowała za liberalizacją.
REDAKCJA POLECA
Dariusz Stokwiszewski: Wy, którzy sponiewieraliście ludzi chorych, skazaliście się sami na wieczną hańbę!

Dariusz Stokwiszewski
Brak człowieczeństwa i lekceważenie słabszych jest haniebne. Szacunek dla państwa jest pochodną jego (państwa) stosunku do najsłabszych obywateli. Skompromitowana władza przestała być wiarygodna w jakimkolwiek stopniu. Według mojej, subiektywnej opinii dawno straciła społeczny mandat, o ile tak naprawdę te 18-19 procent ludzi, którzy oddali na nią swój głos, kiedykolwiek jej ten (mandat) dało.
Po czterdziestu dniach fizycznych cierpień i upokorzeń, matki osób niepełnosprawnych protestujące w Sejmie musiały ustąpić przed brutalną, butną, barbarzyńską, pozbawioną empatii i niezwykle zakłamaną władzą! Czy przegrały? Nie, zdecydowanie nie, a wręcz przeciwnie; otworzyły społeczeństwu oczy na wiele kwestii traktowanych często, jako te nieistotne i niemalże nieistniejące. One wygrały – brutalna, zabarwiona na brunatno butna oraz zepsuta władza okazała się nic niewarta i godna największej pogardy!
Wygrać z niepełnosprawnymi i ich zrozpaczonymi matkami, to pewnie dla Piotrowiczów, Kaczyńskich, Terleckich, Pawłowiczek, Pięt, Żalków, Karwowskich, Kuchcińskich oraz całej reszty niegodnej wymieniania na tak przyzwoitym i wolnościowym portalu – wielki sukces. Dla mnie to porażka i to nie tylko wizerunkowa administrującej Polską, póki co ekipą, ale także przykład zakłamania i braku uczuć wyższych – braku człowieczeństwa sensu strictissimo i sensu largo!
Zgodnie z dogmatem wiary chrześcijańskiej 2018 lat temu, na Golgocie, ukrzyżowano Syna Bożego – Jezusa Chrystusa. Ówcześni oprawcy tylko początkowo uznali to za swój sukces, po czym przyszła pewna refleksja, jak podają źródła z tamtego okresu. Okupanci przybyli z ówczesnego imperium – Rzymu – reprezentowani w Judei przez Poncjusza Piłata, wraz z ortodoksyjnymi Żydami (faryzeuszami) dokonali haniebnego czynu – zabili człowieka niewinnego. Głoszącego tak, jak obecnie wielu z nas, publicystów środowisk patriotycznych, haseł do naprawy życia wewnętrznego człowieka, do poprawy środowiska, w którym żyje. Do likwidacji takich, jak dzisiaj patologii (uniwersalnych w tym sensie, że czasy się zmieniają, a ludzie wciąż są źli), które prowadzą na manowce i są tym straszniejsze, że często tworzą je środowiska (jak tamto – starożydowskie) ultrakatolickie, a przynajmniej chcące za takie uchodzić!
Czy jednak zamordowany wówczas Chrystus przegrał?! Czy wraz z pochowaniem Jego ciała i zamknięciem grobu kamiennym kołem zakończyła się sprawa walki o uczciwość i prawa człowieka?! Nie! Najlepiej powinni wiedzieć to ci, którzy słowa Chrystusa głoszą, a z których wielu dzisiaj uznałoby go za heretyka za to, co wówczas głosił. Dlaczego? Bo godziłoby to tak jak poprzednio w ich („gorąco wierzących”) partykularne i zupełnie świeckie interesy: bogactwo, bezgraniczną często władzę i czynione bezkarnie innym zło! Słowa Pana Jezusa przetrwały 2018 lat, ale wraz z nimi przetrwały niestety także: podłość, złość, zawiść, nienawiść, nieumiarkowanie oraz wszystkie pozostałe diabelskie cechy (to one kiedyś zgubiły także Polskę, która na 123 lata została wymazana z mapy politycznej świata!). Jednak Chrystus wygrał, bo wygrały jego społeczne idee DOBRA!
Brak człowieczeństwa i lekceważenie słabszych jest haniebne. Szacunek dla państwa jest pochodną jego (państwa) stosunku do najsłabszych obywateli. Skompromitowana władza przestała być wiarygodna w jakimkolwiek stopniu. Według mojej, subiektywnej opinii dawno straciła społeczny mandat, o ile tak naprawdę te 18-19 procent ludzi, którzy oddali na nią swój głos, kiedykolwiek jej ten (mandat) dało. Nawet jeśli przyjąć, że tak, to na pewno nie po to, by rujnowała Polskę, co jest faktem! Ruina wizerunkowa, dewastacja demokracji i państwa prawa wraz z jego instytucjami, dezawuuje pisowską władzę już na zawsze. Pyrrusowe zwycięstwo będące jedynie próbą złamania protestujących zaszkodzi samemu PiS. Szkoda tylko, że przy okazji „dobra zmiana” nadal będzie psuć Polskę. To musi dać społeczeństwu asumpt do tego, by zmieniło scenę polityczną jak najszybciej! Pierwszym sprawdzianem „politycznej dorosłości” Polaków będą wybory samorządowe. Uważam, że każdy z nas ma OBOWIĄZEK w nich uczestniczyć po to, aby móc wpływać realnie (a nie tylko w teorii, jak to jest teraz) na to, co w kraju się dzieje. Władza ma nam służyć, a nie odwrotnie! Niejaka Beata Szydło stwierdziła, że jej ministrom „nagrody się należały” (sic!). Być może, ale tak samo nam się należał i należy wasz szacunek, bo bez nas i naszego przyzwolenia bylibyście nikim, nawet gdybyście mieli jeszcze kilka „Słońc Żoliborza, Tatr i/lub Nowogrodzkiej”!
I jeszcze na koniec słowa Czesława Miłosza, tak bardzo à propos:
Który skrzywdziłeś człowieka prostego,
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając,
Na pomieszanie dobrego i złego.
Choćby przed tobą wszyscy się skłonili,
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi, że jeszcze jeden dzień przeżyli.
Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta,
Możesz go zabić – narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.
Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy,
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.
PS.
Dygresja dotycząca czasów Chrystusa wydała mi się odpowiednią ze względu na to, że to właśnie nim wszelkiej maści szalbierze się zasłaniają, powołując się na Jego naukę, czyniąc wiele zła zwykłym ludziom. Dlaczego? Po prostu uważają się (błędnie zresztą), za tych lepszych (sic!). Nic bardziej mylnego – jesteście jedynie emanacją tej zepsutej części, zdrowego w swojej większości, społeczeństwa. Szkoda tylko, że oprócz owego „zdrowia” ta większa część ma tak mało hartu i odwagi, aby przeciwstawić się ZŁU!
Dariusz Stokwiszewski
Legendarny „garbus” powstał dzięki nazistom, czyli Hitler i jego volkswagen
Przed 80 laty Adolf Hitler położył kamień węgielny pod budowę fabryki Volkswagena w Wolfsburgu.
Dwóch mężczyzn i ich wielki projekt: Adolf Hitler i Ferdinand Porsche byli ojcami volkswagena „garbusa”. Porsche był genialnym konstruktorem, a Hitler jego politycznym promotorem.
– Tych dwóch dobrze się dobrało – zaznacza nie bez ironii prof. Wolfram Pyta, wykładający historię najnowszą na uniwersytecie w Stuttgarcie. Wraz z historykami Nilsem Havemannem i Juttą Braun w książce pt. „Porsche. Od biura projektowego do światowej marki” szkicują historię koncernu, który założony został 25 kwietnia 1931 w Stuttgarcie. Historycy doszli do wniosku, że bez wsparcia Hitlera Porsche nie byłby w stanie sfinalizować projektu volkswagena.
– Hitlerowi potrzebny był kreatywny konstruktor, który zbudowałby małolitrażowy samochód, zdatny do seryjnej produkcji – podkreśla historyk. Porsche z kolei potrzebował politycznego zleceniodawcy, który umożliwił mu zaprojektowanie samochodu bez presji kosztów.
Motoryzacja i mobilizacja
Już na wystawie samochodowej w lutym 1933, czyli tuż po mianowaniu Hitlera kanclerzem, zapowiedział on „narodową motoryzację”. Latem 1934 Związek Niemieckiego Przemysłu Samochodowego Rzeszy zlecił Porsche zaprojektowanie samochodu ucieleśniającego nazistowskie hasło „Kraft durch Freude” (siła przez radość), które było jednocześnie nazwą organizacji rekreacyjnej narodowych socjalistów.
29 grudnia 1935 Hitler, który sam nie miał prawa jazdy, uroczyście odebrał prototyp „swojego” volkswagena. Dwa lata później, 26 maja 1938 w obecności „führera” świętowano położenie kamienia węgielnego pod zakłady Volkswagena w Wolfsburgu.
Samochód ten w pierwszym okresie bynajmniej nie służył narodowej motoryzacji, tylko Wehrmachtowi, bo możliwe było jego wykorzystanie do celów wojskowych jako pojazdu terenowego czy nawet jako amfibii. Nikogo szczególnie nie zdziwiło takie wykorzystanie tego pojazdu, bo jego konwersja była ustalona od samego początku. W exposé przedstawionym przez Porsche w roku 1934 zaznaczano, że „narodowy pojazd musi być pomyślany nie tylko jako samochód osobowy, ale także jako samochód dostawczy i możliwy do wykorzystania do niektórych celów militarnych”.
Francuski fortel
Historia sukcesu „garbusa” jako samochodu „dla wszystkich” rozpoczęła się dopiero po wojnie. Aby przesłonić przeszłość hitlerowską, dano mu przydomek „Käfer”, czyli „żuk”. Już w grudniu 1945, czyli pół roku po zakończeniu wojny, z taśmy zszedł pierwszy „garbus”. 10 lat później Volkswagen świętowano zejście z taśmy milionowego egzemplarza. Samochód, który miał wyraźnego garba i silnik z tyłu, awansował do symbolu niemieckiego cudu gospodarczego. Na świecie znany był jako „Beettle” i koncern VW sprzedał ogółem prawie 22 mln tych pojazdów.
Ze swoją przeszłością w okresie Trzeciej Rzeszy Volkswagen rozprawił się już w okresie powojennym. Kierowane przez komunistów francuskie ministerstwo produkcji przemysłowej w październiku 1945 nawiązało kontakt z Porsche. Nigdzie nie widać wyraźniej tego, że udało się wziąć rozbrat z narodowym socjalizmem, niż w staraniach francuskiego rządu, by pozyskać dla siebie konstruktora volkswagena – zaznacza prof. Pyta.
Bezgraniczny oportunizm
Francuska konkurencja potrafiła zapobiec wejściu niemieckiego „żuczka” na jej rodzimy rynek. Dwaj gracze na francuskim rynku motoryzacyjnym, Renault i Peugeot, uknuli intrygę – wyjaśnia niemiecki historyk w rozmowie z Deutsche Welle. Ferdinanda Porsche i jego zięcia Antona Piëcha oskarżono o udział w zbrodniach wojennych. Potem, w grudniu 1945 Porsche został niespodziewanie zatrzymany przez francuskie władze wojskowe i do sierpnia 1947 trzymany w areszcie. Nie udało się jednak w ten sposób powstrzymać światowego sukcesu „garbusa”.
Zdaniem prof. Pyty współpraca, jaka istniała między Porsche i Hitlerem, nie była niczym nadzwyczajnym. Nierzadko bowiem przedsiębiorcy są pod dużym wrażeniem fascynujących, wielkich projektów, którymi wabią ich autorytarni władcy. Porsche nie był jedynym, który bez jakichkolwiek moralnych oporów, w bezgranicznym oportunizmie rzucił się na szyję hitlerowskiej władzy – stwierdza historyk. Przedsiębiorcy, biorący na siebie ogromną ekonomiczną odpowiedzialność i zainteresowani tylko sukcesem swojego przedsiębiorstwa czy realizacją ambitnych technicznych projektów, czasami nie mają żadnych obiekcji, by układać się z władzą.
REDAKCJA POLECA
Po 40 dniach osoby niepełnosprawne i ich opiekunowie zawieszają protest w Sejmie
– Decyzją wszystkich rodziców i osób niepełnosprawnych zawieszamy po 40 dniach protest w Sejmie – powiedziała w niedzielę jedna z liderek protestujących Iwona Hartwich, podkreśliła przy tym, że zawieszenie protestu nie oznacza jego zakończenia.
Rezultat #protestRON ?
Protestujący niepełnosprawni i ich rodzice dokonali czegoś bardzo ważnego.
✅Zwrócili uwagę na problemy osób z niepełnosprawnością. To przyniesie zmiany.
✅Pokazali hipokryzję i bezduszność „prospołecznego” rządu PIS
Dziękujemy za Waszą determinację. pic.twitter.com/1g2DnHWSan
— Katarzyna Lubnauer (@KLubnauer) May 27, 2018
– Martwimy się o zdrowie swoich dzieci – tłumaczyła podjętą decyzję – W tym momencie zostaliśmy odcięci od ostatnich mediów, zamknięto nam dostęp w pokoju dziennikarskim do telewizora – dodała.
Przyznała, że od pewnego czasu o podjęciu takie decyzji myślała cała grupa protestujących w Sejmie. – Od tego momentu, kiedy zostałyśmy poszarpane, kiedy tak naprawdę wszyscy nas opuścili, i prezydent, i pan premier – powiedziała.
– Żaden kompromis nie był poważnie potraktowany przez stronę rządową. (…) Jeżeli pan prezydent podpisuje ustawę, która jest tak naprawdę ustawą wydmuszką, która nie daje nic dzieciom niewidomym, upośledzonym, z zespołem Downa, autystycznym, i ta pomoc jest fikcyjna, to jest nam bardzo przykro z tego powodu – powiedziała, dodając: – Nie zostaliśmy potraktowani poważnie.
Otworzyliście nam oczy na prawdziwe społeczne potrzeby. Dzięki Wam zobaczyliśmy też okrutną twarz PiS.
To Wasze zwycięstwo!@RodziceON pic.twitter.com/cLFSV7upvc
— Ryszard Petru (@RyszardPetru) 27 maja 2018
Prawdziwi #Heroes!!! 👍#protestRON #ProtestNiepelnosprawnych pic.twitter.com/gTgpXhjKWe
— Mikołaj Wróbelek® (@MikiWrobelek_) May 27, 2018
Czy jestem sam we wrażeniu, że księża biskupi głośniej upominają się o niepełnosprawne płody niż o niepełnosprawne dzieci? https://t.co/0ejIbLBQiJ
— Radosław Sikorski (@sikorskiradek) 27 maja 2018
(df) thefad.pl
Przygniatające zwycięstwo zwolenników zniesienia zakazu aborcji. Magdalena Środa: Brawo Irlandia!
Wstępne wyniki referendum aborcyjnego w Irlandii wskazują na wyraźną wygraną zwolenników legalnego dostępu do zabiegu usunięcia niechcianej ciąży.
Ireland Abortion Referendum Exit Polls Signal Emphatic 'Yes’ Vote To Repeal Eighth Amendment #irelandreferendum #prochoice https://t.co/RlDpwjA5ny
— Forward🏳️🌈Together (@forward2gether) May 26, 2018
Oficjalnych wyników jeszcze nie ogłoszono, jednak według exit polls za legalizacją opowiedziało się 68 proc. głosujących, przeciwko – 32 proc. Jeśli projekcje wyniku potwierdzą się oficjalnie, Irlandia dokona radykalnego zwrotu kulturowego, społecznego i politycznego. Była jednym z najbardziej konserwatywnych społeczeństw Europy.
Last night I took a flight in the hope that others won’t have to. We can no longer turn a blind eye to women in need. A vote yes is a vote for women’s rights and a vote for compassion. Please use your vote today. #hometovote #repealthe8th #irelandreferendum pic.twitter.com/PbGfZygbqX
— Jen Craddock (@jencradd) May 25, 2018
Zwolennicy zakazu liczyli na konserwatyzm irlandzkich rolników i mieszkańców małych miasteczek, tymczasem polegli nawet w tradycjonalistycznych prowincjach Connacht i Ulster (59 proc. do 41 proc.).
Za reformą głosowali mężczyźni (65 proc.) i kobiety (70 proc.). Chciało jej aż 87 proc. osób w wieku 18-24 lata i wszystkie inne grupy wiekowe oprócz 65+. Wśród najstarszych za zmianami opowiedziało się 40 proc., za utrzymaniem zakazu było 60 proc.
These Grandfathers are everything! #irelandreferendum pic.twitter.com/L2X3kdNxPW
— Kate Taurins (@katiejane68) May 26, 2018
Magdalena Środa: Brawo Irlandia!
Europa staje się naprawdę oświecona i nie chodzi tu o antyklerykalizm czy świeckość, chodzi o uznanie praw kobie: praw do własnego ciała, do własnego macierzyństwa… wszędzie tam, gdzie kobiety stają się ludźmi, a nie próbówkami, panuje oświecenie. Zrozumieli to nawet konserwatyści.
Kobieta jest człowiekiem i może decydować o własnym rodzicielstwie.
U nas ciągle mrok, ciągle rządy panów w sukienkach i garniturach, których interesuje panowanie nad kobietami, bo chyba nikt nie wierzy, że chodzi tu o dzieci, jeśli jednak – niech przyjrzy się strajkowi rodziców niepełnosprawnych w sejmie.
Konserwatyści i katolicy zmuszają do rodzenia, bo to dowód ich władzy, ale gdzieś (w d…) mają troskę o narodzonych.
Świętość zarodka, którą kultywują, ma upokarzać kobiety, zmuszać do poddaństwa, reszta (dzieci) ich nie interesuje.
Pora obudzić się narodzie, można być przecież głęboko wierzącym, a jednocześnie traktować kobiety jak ludzi, podmioty praw. To naprawdę daje się połączyć. Polska jest jedynym krajem, który tego nie rozumie.
Well done Ireland. 🇮🇪#repealthe8th #irelandreferendum pic.twitter.com/zixO16wEgX
— Vauxhall_Tavern (@thervt) May 25, 2018
(df) thefad.pl / komentarz: Magdalena Środa












