Marcin Meller: Drogie Matki Polki! Z okazji Waszego jutrzejszego święta taki mały felietonik

Marcin Meller
Bycie matką to Dar!
Nauczcie się z niego cieszyć! Moje życzenie z okazji Waszego święta: weźcie się ogarnijcie!
DAR
Rozumiem, że z okazji Dnia Matki trzeba klepać te wszystkie życzenia jakie to jesteście cudne i niesamowite, ale może choć raz podejdźmy do problemu na poważnie i szczerze. Przynajmniej ja mam taki zamiar i niniejszym zgłaszam kilka poważnych postulatów do matek polskich.
Zacznijmy od ciąży
Z jednej strony powtarzacie, że to nie choroba, a z drugiej oczekujecie samych przywilejów. A to miejsce siedzące w tramwaju, a to przepuścić w kolejce do kasy. No albo albo.
Mnie nikt nie pytał czy chcę rodzić, a skoro padło na Was, no to może jest tego jakaś przyczyna. I może należy wyciągnąć odpowiednie wnioski. Posiedzieć w domku na ten przykład, odkurzyć, zadbać o rodzinne ciepło, ugotować coś mężowi, który na pewno Waszą ciążą jest mocno zestresowany. Dla Was to pryszcz, normalka, do tego jesteście stworzone, a co on musi przeżywać? Pomyślałyście o tym choć chwilę? A jak która nie ma męża, ani nawet konkubenta na chacie, no to może wypadałoby zastanowić się nad tym jak się prowadziłyście?
Przejawem przykrej małostkowości jest oczekiwanie, że ojciec dziecka dojdzie do siebie natychmiast po pępowym i tak z marszu zajmie się dzieckiem.
Poród to poród, urodzicie, kładą was do łózka, leżycie sobie, dziecko przytulacie, jest miło. A wiecie jakie cierpienie jest następnego dnia po pępowym? No właśnie, nigdy tego nie przeżyłyście, więc może wykażcie powściągliwość w ocenach. Tak by wypadało. Poza tym, z tego co słyszałem, tacy królowie to się dzieckiem nie zajmowali dopóki kilku lat nie skończyło. No bo wcześniej co z takim robić? Od tego jesteście Wy, matki.
Przykro mi to pisać, ale wielu z Was się wydaje, że jak urodziłyście, to już możecie przez jakiś czas nie dbać o wygląd. No bardzo mi przykro, ale jak to świadczy o Waszych mężczyznach, że ich kobiety nie potrafią się ogarnąć, choć od porodu minęło już kilka dni, nie daj boże tygodni? No bardzo przepraszam, ale widziałem zdjęcia na insta Anny Lewandowskiej i Natalii Siwiec tuż po porodzie i linia była, płaski brzuch, uśmiech, ciężarek w dłoni, gustowny dobór odzieży i makijażu. Można? Można. No to czemu się lenicie?
I to absolutnie niestosowne obnażanie piersi w miejscach publicznych pod pretekstem karmienia!
Jak nie potraficie utrzymać mleka, albo Wasz berbeć nie może pohamować się od żarcia, to może należałoby zostać w domu, hę? Może się trochę w tych lewackich i hipsterskich główkach poprzewracało? Tylko w chustę byście te biedne niemowlaki pakowały, jakbyśmy w jakiejś Afryce mieszkali, i już dalej lansować się na mieście.
Hola, hole moje panie! Żyjemy w społeczeństwie przywiązanym do tradycyjnych wartości. Miły jest latem widok pięknych męskich nagich torsów prężących się w miastach i miasteczkach, w sklepach i kawiarniach, ale widok karmiącej kobiety?! Naprawdę wyobrażacie sobie, że ktoś chce coś takiego oglądać?
Dalej: wasza roszczeniowość
Nie dość, że posiedziałyście sobie na tych wszystkich urlopach, to potem jak wrócicie do pracy, to ciągle coś Wam wypada. Jakieś kolki, trzydniówki, zapalenia ucha i już pędzicie do domu, żłobka czy przedszkola. No trochę powagi! Pracujecie, czy nie?
Szczerze mówiąc, gdybyście naprawdę kochały swoje dzieci, to byście się nimi zajmowały, a nie wyręczały żłobkami i przedszkolami. Ale ok, naoglądałyście się tych lewackich filmów i seriali, naczytałyście propagandy w swoich pisemkach i zachciało Wam się kariery zawodowej jakbyście nie mogły spełniać się w najpiękniejszej życiowej roli – w roli matki, piastunki domowego ogniska. Przecież mając do dyspozycji wózki na wasze dzieci, nawet zakupy jest wam łatwiej robić, ale jakoś nie widać byście to doceniały, tylko narzekania i narzekania.
Kolejna sprawa, wynikająca być może z nadmiaru zbędnych zainteresowań i braku odpowiedniej troski, to problem jak się te Wasze dzieci zachowują kiedy idziecie z nimi na miasto.
No wydaje mi się, że dziecko dobrej i odpowiedzialnej matki poznać po tym, że siedzi cicho i nie wadzi nikomu. Niestety, obserwuję to ze smutkiem, że wychowywane przez Was dzieci krzyczą w miejscach publicznych, wydają dźwięki zbliżone do zwierzęcych, biegają w sposób chaotyczny i niekontrolowany, a ich odzież nie przypomina tej z telewizyjnych reklam kapsułek do prania, co smuci najbardziej, bo macie jasno podane wzory zachowań i zupełnie z nich nie korzystacie.
Bycie matką to Dar! Nauczcie się z niego cieszyć!
Więc tak podsumowując i to jest moje życzenie z okazji Waszego święta:
weźcie się ogarnijcie!
Marcin Meller
Odwołane spotkanie Trump-Kim: Powrót realizmu
W niemieckiej prasie szeroko komentowane jest odwołanie przez prezydenta Trumpa spotkania z przywódcą Korei Płn.
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze:
Kiedy prezydent Korei Południowej i północnokoreański dyktator pod koniec kwietnia zastygli w objęciach mogło powstać wrażenie, że niewiele trzeba, by w Azji Wschodniej nastał wreszcie pokój.
Teraz powracają jednak napięcia i niepewność, ale przy całym rozczarowaniu z powodu odwołania spotkania w Singapurze, jest w tym wszystkim także coś dobrego. Powraca bowiem realizm do polityki. Komunistyczny reżim Korei Północnej nie ma zamiaru pretendować do Pokojowej Nagrody Nobla, a w administracji waszyngtońskiej nie wszyscy byli uszczęśliwieni spotkaniem na szczycie bez dyplomatycznych przygotowań i teraz USA mają chwilę do namysłu.
Dziennik „Westfaelische Nachrichten” podkreśla,
że od kiedy Korea Północna znów zaostrzyła ton, Trumpowi dało to wiele do myślenia, czy przypadkiem na końcu to on nie będzie przegrany.
„Wolał ukręcić łeb całej sprawie jak zwykłemu interesowi, który nie miał widoków na zysk. A może Trump zbyt szybko przystał na bezpośrednie rozmowy z Kimem… Ta krytyka spłynie pod Trumpie jak woda po gęsi. W swojej polityce woli niebezpiecznie lawirować, czego konsekwencje są trudne do przewidzenia.
Tak to się dzieje, kiedy polityka światowa uprawiana jest nie dalekowzrocznie tylko bez jakiejkolwiek odpowiedzialności w takt wypuszczanych tweedów”.
„Frankfurter Rundschau”
twierdzi, że niewielki sens ma rozważanie, kto ponosi winę za to fiasko.
„Obydwie strony w mniej lub bardziej przekonujący sposób będą wyjaśniać, dlaczego winę ponosi druga strona. I obydwie strony ze swojego punktu widzenia mają nawet dobre argumenty. Zabrakło jednak politycznej woli przeskoczenia własnego cienia.
Kiedy Trump stwierdza, że Korea Północna przejawia wielką złość i otwartą wrogość, to nasuwa się pytanie, czego właściwie on oczekiwał? Mimo to trzeba mu przyznać rację: kiedyś być może dojdzie do spotkania wrogich sobie państw. Być może jednk już bez miliardera, który w przypadku Korei Północnej poniósł klęskę w swojej polityce maksymalnej twardości. Tego wrażenia nie zmieni nawet fakt, że to on odwołał to spotkanie”.
„Die Welt”
stwierdza, że ważną kwestią pozostaje, co będzie dalej.
„Wielu krytyków wcześniej już wyrażało swoją troskę, że ta pokojowa inicjatywa pojawiła się przedwcześnie. Wielu szczegółów procesu denuklearyzacji nie można było przygotować i dopracować w tak krótkim czasie. Wycofanie się Trumpa daje obydwu stronom więcej czasu na przygotowanie ewentualnego późniejszego szczytu. W każdym razie wtedy, kiedy Korea Północna będzie faktycznie zainteresowana porozumieniem”.
„Hessische Niedersaechsische Allgemeine”
stwierdza w pojednawczym tonie:
„Porozumienia trzeba szukać także z wrogami. Jest to tym pilniejsze, gdy chodzi o zażegnanie wojny atomowej. W tej kwestii zawiodła amerykańska polityka zagraniczna, ponieważ swoją nieobliczalność sprzedaje ona jako swoją strategię, a dyplomatyczną nieudolność stylizuje na nieustępliwość i twardość.
Maksymalne żądanie amerykańskiego rządu, by Kim zrezygnował z całego nuklearnego arsenału, połączone z groźbą, że inaczej skończy on jak libijski Kaddafi, było początkiem końca polityki zbliżenia. Kto siedzącemu na broni jądrowej partnerowi rozmów jeszcze przed spotkaniem grozi śmiercią, ten nie może się dziwić, kiedy ten pokazuje, że się potrafi bronić”.
REDAKCJA POLECA
Dariusz Stokwiszewski: Samorządy nie mogą stać się własnością PiS! Liczę na mądrość Polaków!

Dariusz Stokwiszewski
Samorządy są dziś dla nas jedynym skrawkiem wolności i demokracji, który może zatrzymać proces psucia państwa.
Nieubłaganie, (co w tym przypadku może być pozytywne) zbliżamy się do tegorocznych wyborów samorządowych. Tym razem to wydarzenie ogromnej wagi z punktu wiedzenia Polski i Polaków. Według mnie jeszcze nigdy po zakończeniu drugiej wojny światowej (biorę także pod uwagę okres totalitarnej PRL), nie było tak wiele powodów do tego, aby Polacy, w możliwie największej liczbie, udali się do urn wyborczych. Samorządy są dziś dla nas jedynym skrawkiem wolności i demokracji, który może zatrzymać proces psucia państwa. Postępuje on nieustannie od wyborów parlamentarnych z 2015 r., kiedy władzę w Polsce przejęła koalicja Zjednoczonej Prawicy na cele z PiS, jako jej siłą wiodącą.
Polska sukcesywnie stacza się na margines wspólnoty państw demokratycznych Europy.Nasza przyszłość w Unii Europejskiej może być zagrożona ze względu na zniszczenie już praktycznie systemu demokratycznego, które wyraża się zwłaszcza w podporządkowaniu partii politycznej instytucji, które powinny stać na straży Konstytucji RP i przestrzegania prawa. Nie będę opisywać szczegółów, które są powszechnie znane i już zdiagnozowane, a także szczegółowo opisane przez obserwatorów nie tylko z Polski, ale też z zagranicy.
Efektem jest utrata, dobrego jeszcze do niedawna, wizerunku Polski w świecie i dalsze, godzące w jej istnienie i bezpieczeństwo procesy. W tym też kontekście rozważać należy pozycję Polski w NATO, będącego jedynym gwarantem jej bezpieczeństwa narodowego. Oczywiście ta teza nie musi być tak do końca prawdziwa, ale jest jedyną, w którą wierzyć musimy. Nie chcę tu w tym momencie wdawać się w dywagacje odnoszące się do istoty członkostwa w NATO oraz jego traktatowych zobowiązań, wynikających m.in. z art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, w stosunku do państw takich jak Polska. To nie temat tej publikacji.
Wracam do kwestii zasadniczej, będącej tematem artykułu; problematyki samorządowej. Po tym, jak Polska doznała wielu szkód nie tylko wizerunkowych w świecie, ale i tych, które mogą mieć bezpośrednie przełożenie dla naszego bezpieczeństwa, rozumianego tu w różnych aspektach przedmiotowych (od gospodarki poczynając, przez kwestie społeczne, a na militarnych kończąc), nasza przyszłość nie rysuje się w jasnych barwach. Wizerunek ten będziemy odrabiać prawdopodobnie przez długie lata, nie wiadomo, z jakim skutkiem.
Istnieje jednak nadzieja na to, że wszystko może jeszcze potoczyć się wedle pozytywnego scenariusza. Jedyna nadzieja w tym, że tak bardzo zdewastowane wizerunkowo i prawnie państwo polskie ma wciąż jeszcze światłych, samodzielnie myślących oraz patriotycznie nastawionych obywateli, bo tylko to może powstrzymać obecny proces destrukcji RP. Oczywistym jest to, że każda władza centralna ma wielkie możliwości oddziaływania na społeczeństwo przy pomocy wielorakich narzędzi. Pamiętać jednak musimy i o tym, że o prawdziwej władzy można mówić wówczas, kiedy ma ona wpływ na samorządy. Każda partia o tym wie, stąd też każda i to bez wyjątku pragnie je opanować.
O ile dzieje się to w sposób demokratyczny, przyjęty i zaakceptowany przez suwerena, tj. naród, możemy mówić o prawidłowych mechanizmach społeczno – politycznych. Nie mam tu podstaw do tego, aby w tym momencie pisać o jakimś planowanym „zamachu na prawidłowość przebiegu” wyborów samorządowych, ze strony rządzącej koalicji. Dlatego też tego nie twierdzę. Natomiast nie znaczy to, że nie mam prawa do wątpliwości co do tego, co może się realnie wydarzyć jesienią. W sposób jasny wyrażam jednak brak wiary w dobre zamiary i wolę rządzących. Wynika to z wielu powodów, których społeczeństwu, zwłaszcza jego najbardziej świadomej części, tłumaczyć nie trzeba.
Jeżeli po tym, co rząd PiS, przy pomocy partyjek typu SP i ruchów takich, jak Kukiz 15 „robi z Polską”, społeczeństwo nie zrozumie tego, jak bardzo szkodliwa jest ta władza, to samo sobie wyznaczy rolę „współczesnych niewolników” zdanych na łaskę oraz niełaskę jednej partii, której (na wzór byłego PZPR) przewodzi jeden tylko człowiek – autokrata. Pójdę jeszcze dalej; być może nawet w porównaniu PiS z PZPR (np., pod względem wpływu na podejmowane decyzje), ta druga – komunistyczna wypada lepiej, dlatego że w niej, poza Pierwszym Sekretarzem pewną ograniczoną władzę, miało też Biuro Polityczne (odpowiednik Rady Politycznej PiS). Według powszechnej wiedzy pisowska rada nie ma wpływu na przywódcę. Samo to już wystarczy, aby napełnić przerażeniem nasze serca.
Biorąc to wszystko pod uwagę, apeluję do społeczeństwa nie o to, aby nie głosowało na PiS, ale o to, by poszło do wyborów i samodzielnie, kierując się dobrem Polski, i płynącą z historii nauką podjęło decyzję, kto ma sprawować władzę w naszych samorządach.
Czy będą to ludzie wywodzący się z lokalnych środowisk, mądrzy i porządni, czy partyjni kacykowie, gotowi do zrobienia niemal wszystkiego na każde skinienie tych politycznych szalbierzy, których pełno wokół? Ci pierwsi chcą jedynie służyć swym małym ojczyznom, ci drudzy idą do polityki tylko dla zdobycia władzy, partykularnych korzyści i bardzo często spełnienia „chorych” ambicji! Sami „niewybieralni, bo źli” zwykle używają, jako „ślepe i bezwolne narzędzia” innych, słabych i bezideowych, ale przez to, podatnych na manipulację miernot!
Myślę, że tak naprawdę w każdym z nas drzemie dążenie do wolności bez względu na to, jak bardzo jesteśmy indoktrynowani przez różne środowiska ludzi pazernych na władzę, dla których nie ma żadnych świętości. Polityka staje się coraz bardziej brudna, dlatego też trzeba pozbywać się z niej ludzi często od lat skompromitowanych, uważających się przy tym, za niezastępowanych. Ci, których teraz wybierzemy, będą rządzić (dobrze lub źle) pięć długich lat! Zastanówmy się nad tym, co powinno być naszym obowiązkiem, tj. oddaniem ważnego głosu według swego uznania, nie zaś dlatego, że ktoś wam tak każe! Bierzmy wszyscy pełną odpowiedzialność za Polskę; nie oddajmy samorządów ludziom zepsutym, a tym bardziej tym, którzy jej jawnie szkodzą!
Dariusz Stokwiszewski
Adam Mazguła: Jeśli mógłbym przepędzić PiS, zrobiłbym to teraz, w momencie degrengolady partyjnej. My, Polacy, mamy w tym interes

Adam Mazguła
Czy koniecznie musimy tę wolność i demokrację całkowicie stracić, by potem bohatersko przelewać krew…?
Jeśli mógłbym przepędzić PiS, mając do tego siły i środki – zrobiłbym to teraz, w momencie degrengolady partyjnej, choroby lidera, praktycznej nieobecności rządu w Polsce, upokorzonego i słabego prezydenta oraz zagubionego społeczeństwa. Przy oburzeniu międzynarodowej opinii publicznej, organizacji praw człowieka czy innych instytucji stanem nieprzestrzegania prawa i rodzącego się w Polsce faszyzmu.
Nigdy w powojennej historii Polski nasz kraj nie był tak słaby jak teraz, wystawiony na ingerencję z zewnątrz. Jeśli ona nie następuje, to dlatego że żaden naród, wbrew opinii PiS-owskich międzynarodowych podżegaczy, nie jest wrogiem Polski.
My, Polacy, mamy w tym interes, żeby żyć w prawdzie i szacunku dla drugiego człowieka; my, którzy kochamy demokrację i nie chcemy stracić swoich wolności obywatelskich!
Jeśli miałbym siły i środki, ratowałbym polską demokrację! Teraz tylko pokojowo demonstruję i czekam na gruszki na wierzbie…, bo co innego mogę robić w oczekiwaniu na przebudzenie się kochających wolność Polaków.
Czy koniecznie musimy tę wolność i demokrację całkowicie stracić, by potem bohatersko przelewać krew…?
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Awantura w Sejmie. Protestujący chcieli wywiesić w oknie transparent. Interweniowała Straż Marszałkowska
W czwartek protestujący w Sejmie chcieli przed zbliżającym się Zgromadzeniem Parlamentarnym NATO wywiesić w oknie Sejmu transparent, który pomógłby im zwrócić uwagę zagranicznych mediów na ich sytuację. Uniemożliwiła im to jednak straż marszałkowska.

Uczestnicy protestu chcieli wywiesić w sejmowym oknie baner w języku angielskim: „Polish disabled children beg for a decent life”
Pomiędzy Strażą Marszałkowską a protestującymi w Sejmie opiekunami niepełnosprawnych dzieci doszło do przepychanek. Uczestnicy protestu chcieli wywiesić w sejmowym oknie baner w języku angielskim: „Polish disabled children beg for a decent life” („Polskie niepełnosprawne dzieci błagają o przyzwoite życie”). Chcieli tym samym zwrócić uwagę zagranicznych mediów, które od piątku będą relacjonować odbywającą się w budynkach Sejmu czterodniową sesję Zgromadzenia Parlamentarnego Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Tak straż marszałkowska potraktowała protestujące matki w sejmie….. pic.twitter.com/dcv1CqHqyD
— J. Scheuring-Wielgus (@JoankaSW) May 24, 2018
(df) thefad.pl
Czy można się dopatrzyć powiązań pomiędzy PRL a Polską PiS? Szwajcarski komentator ocenia podobieństwa
Dziennik Neue Züricher Zeitung dopatruje się podobieństw pomiędzy PRL a Polską PiS. Prawica w Polsce zwalcza komunistyczną przeszłość, ale korzysta z jej struktur myślowych – czytamy.

„Parlamentaryzm w Polsce coraz bardziej przypomina ten z czasów socjalistycznych” – pisze Vetter w komentarzu w NZZ. Fot. Źródło: dw.de
Autor gościnnego komentarza w szwajcarskim dzienniku Neue Zürcher Zeitung Reinhold Vetter zaznacza na wstępie, że bez wątpienia Polska jest obecnie zupełnie innym krajem niż przed 1989 rokiem.
„Partie polityczne konkurują ze sobą, nie ma więźniów politycznych, mimo prób cenzury działają niezależne media, nikt nie wydaje rozkazów otwarcia ognia do opozycyjnych demonstrantów”.
Autor tekstu zauważa jednak, że od przejęcia władzy przez PiS w 2015 roku coraz częściej pojawiają się opinie wskazujące strukturalne, prawne, polityczne i kulturalne powiązania między warunkami w PRL a sposobem sprawowania władzy przez Prawo i Sprawiedliwość. Vetter pisze, że „drastyczny sposób, w jaki PiS sięga po państwowe i publiczne instytucje dorównuje «przewodniej roli» komunistycznej PZPR”. Zwłaszcza zakres władzy Jarosława Kaczyńskiego „wydającego rządowi personalne i merytoryczne decyzje”, nie jest konstytucyjnie umocowany – dodaje autor.
Parlamentaryzm spod znaku PiS
W przeciwieństwie do czasów PRL, w których obrady Sejmu były „przedstawieniem niemal całkowicie wyreżyserowanym przez PZPR”, w obecnym parlamencie prowadzone są kontrowersyjne debaty i polityczne spory – czytamy w NZZ. „Ale pod presją PiS-owskiej większości, parlamentaryzm coraz bardziej przypomina ten z czasów socjalistycznych” – pisze Vetter.
Autor przypomina, że PiS, podczas nocnych posiedzeń, niejednokrotnie przepychał przez Sejm ustawy bez debat, wysłuchań i konsultacji z ekspertami.
Media narodowe
Niemiecki publicysta wystawia też negatywne świadectwo mediom publicznym w Polsce. O „Wiadomościach” – czyli głównym programie informacyjnym TVP – autor pisze:
„Program ten, porównywalnie z warunkami w PRL, stał się całkowicie jednostronną i niekrytyczną instancją obwieszczeniową rządu”.
Vetter cytuje historyka prof. Andrzeja Fiszkego, który mówi, że język TVP, tak jak język publicznych wystąpień polityków PiS, przypomina mu wystąpienia Władysława Gomułki.
Czarno-biała historia
Podobieństwa z czasami PRL Vetter widzi także w sposobie, w jaki PiS odnosi się do historii i do kultury pamięci. Jak pisze, o ile treści i cele mogą być inne niż w PRL-u, to metody są te same.
„PZPR rozpowszechniał biało-czarny obraz historii z pewnymi martyrologicznymi niuansami. Partia Kaczyńskiego też to robi, tylko że z inną martyrologią” – czytamy.
Vetter kończy swój tekst stwierdzeniem, że dążenie PiS do utworzenia silnego państwa z autorytarnymi skłonnościami i socjalnym komponentem odpowiada życzeniom części polskiego społeczeństwa.
„Także to przypomina czasy PRL, zwłaszcza okres rządów Edwarda Gierka” – konkluduje autor komentarza.
REDAKCJA POLECA
Wojna trzydziestoletnia: okrutny konflikt, który spustoszył Europę
400 lat temu rozpoczęła się wojna trzydziestoletnia – krwawy konflikt, który spustoszył ogromne połacie ówczesnej Europy.
23 maja 1618 roku protestancka szlachta wtargnęła w Pradze na Zamek Królewski na Hradczanach. Od katolickiego władcy Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego domagali się wolności wyznania, którą to wcześniej cesarz Maciej ograniczył. Po ostrej wymianie zdań z namiestnikami cesarza protestanci wyrzucili ich przez okno. Tylko cudem udało im się przeżyć upadek z wysokości kilkunastu metrów.
To wydarzenie, które przeszło do historii pod nazwą defenestracji praskiej, cesarz Maciej potraktował jako wypowiedzenie wojny. Protestancką rebelię postanowił zdusić w zarodku. Tak rozpoczęła się wojna trzydziestoletnia, która spustoszyła ogromne połacie Europy. Szczególne znaczenie miała ona dla historii Niemiec.
– Ta wojna, z wyjątkiem obu wojen światowych w XX wieku, pozostawiła bez wątpienia w Niemczech głębokie ślady – stwierdził politolog Herfried Münkler z berlińskiego Uniwersytetu Humboldtów w wywiadzie dla radia Deutschlandfunk.
Mieszanka wybuchowa
Społeczno-religijna mieszanka wybuchowa sprawiła, że konflikt w Czechach przemienił się w niekontrolowaną pożogę. Najpierw przez kilka lat z rzędu mrozy zniszczyły plony. Zabobonna ludność zinterpretowała to jako znak zbliżającego się końca świata. Do tego doszedł konflikt na tle religijnym. 100 lat po reformacji i schiźmie zachodniej naprzeciwko sobie stanęły dwa wrogie obozy – katolicki i protestancki. Na to nałożyły się konflikty polityczne.
– Religia została wykorzystana do celów politycznych – mówi Elizabeth von Hammerstein z hamburskiej fundacji im. Körbera. – W co najmniej takim samym stopniu jak o religię chodziło o politykę – tłumaczy politolożka. Cesarz i niektórzy książęta elektorzy walczyli o wpływy w Rzeszy. I do konfliktów włączają się także mocarstwa zewnętrzne. – Francuzi, Habsburgowie, Szwedzi jak i Anglicy a nawet Osmani uważali ten region za bardzo ważny dla swojego własnego bezpieczeństwa i walczyli tu o swoje wpływy. – Jak dodaje von Hammstein religia była jak benzyna, którą dolano do ognia.
Historycy i politolodzy widzą w tym podobieństwa do dzisiejszych konfliktów takich jak w Syrii. Na początku chodziło tu o lokalne powstanie Sunnitów przeciwko alawicko-szyickiej elicie władzy Baszara al-Asada.
– Konflikt ten przekształcił się szybko w wojnę zastępczą – uważa von Hammerstein. – W Syrii ścierają się bowiem interesy Iranu, Arabii Saudyjskiej, Turcji, Rosji, a nawet USA, co niezwykle komplikuje sytuację – dodaje politolożka.
Także wojna trzydziestoletnia przekształca się w okrutny konflikt wraz z interwencją innych państw. Oddziały zdemoralizowanych i żądnych łupów najemników wszystkich stron w przerwach między bitwami najeżdżają na miasta i wsie niczym jeźdźcy apokalipsy. Palą, łupią, masakrują, gwałcą. Nie oszczędzają nawet dzieci. Wielu ludzi umiera z głodu lub pada ofiarą dżumy, grasującej wśród żołnierzy i setek tysięcy zrozpaczonych uchodźców.
Liczbę ofiar wojny trzydziestoletniej historycy szacują na 3 do 9 mln podczas gdy Europę środkową zamieszkiwało wtedy 15-20 mln ludzi. W gruzach legły nie tylko miasta i wsie, ale i struktury państwowe. Podczas gdy inne państwa takie jak I Rzeczpospolita przeżywają w tym czasie gospodarczy rozkwit, Rzesza przeżywa upadek i depresję.
– Pod względem społeczno-gospodarczym wojna ta cofnęła Niemcy o stulecia – mówi politolog Herfried Münkler. – Wojna, która kosztowała życie jednej czwartej do jednej trzeciej mieszkańców stanowiła coś w rodzaju cezury w świadomości – dodaje.
Pokój Westfalski
Dopiero w połowie trzeciej dekady wojny strony konfliktów osłabły na tyle, że gotowe były zadowolić się dotychczasowymi zdobyczami. Przez pięć lat w katolickim Münster (Monastyrze) i protestanckim Osnabrück szukano pokojowego rozwiązania.
Wreszcie 24 października 1648 roku podpisano w Münster traktat pokojowy – tzw. Pokój Westfalski.
– W piśmiennictwie historycznym uważany jest on za majstersztyk dyplomacji, ponieważ zawiera szereg dalekosiężnych kompromisów. I tak np. protestanci i katolicy zgodzili się co do tego, że nie da się usunąć religijnych punktów spornych na drodze teologicznej, stąd trzeba poszukać pragmatycznych rozwiązań zamiast toczyć bezowocne dyskusje na temat kto ma rację – podkreśla von Hammerstein.
Właśnie w takim pragmatycznym duchu, przyjmując zasadę „cuius regio euius religio”, Pokój Westfalski usankcjonował także równouprawnienie różnych wyznań.
– Tym samym stworzono fundament pokojowego współistnienia religii, co po wielu dekadach wojen wydawało się niemożliwe – tłumaczy von Hammerstein.
Sygnatariusze traktatu pokojowego porozumieli się także w sprawie gwarancji pokoju. Jeśli np. jedna ze stron miałaby złamać postanowienia traktatu, inne strony miały prawo interwencji, by przywrócić status quo.
Traktat ograniczył także władzę cesarza i przyznał więcej uprawnień lokalnym książętom. Tym samym Rzesza przekształciła się w luźny związek państw. Podczas gdy w takich krajach jak Francja wzmacniano władzę centralną, w Niemczech nastąpił odwrotny proces. Federalna struktura dzisiejszej Republiki Federalnej, w której premierzy landów zazdrośnie strzegą swojej władzy przed rządem federalnym, wywodzi się właśnie z tamtych czasów.
Przykład dla Bliskiego Wschodu?
Pokój Westfalski przywoływany jest często jako przykład rozwiązania trudnego konfliktu. Czy mógłby być on wzorem dla Bliskiego Wschodu?
Na kongresie niemieckich historyków w 2016 r. ówczesny minister spraw zagranicznych, a obecny prezydent Niemiec Frank- Walter Steinmeier zdradził, że kierowany przez niego MSZ przeanalizował instrumenty Pokoju Westfalskiego pod kątem zastosowania do rozwiązania dzisiejszych konfliktów. Podkreślił wtedy ważną rolę międzynarodowych gwarancji i zwrócił uwagę na proces poszukiwania rozwiązań bez żadnych tematów tabu. Steinmeier opowiadał też, że jeden z arabskich intelektualistów powiedział mu, że Bliski Wschód „potrzebuje dziś takiego Pokoju Westfalskiego”.
Także politolożka von Hammerstein widzi w Pokoju Westfalskim źródło inspiracji.
– Ten traktat zawiera wiele impulsów, pomysłów i kreatywnych rozwiązań – ocenia. W każdym razie Pokój Westfalski udowodnił, że można rozwiązać pokojowo także niezwykle skomplikowany, złożony i okrutny konflikt.
REDAKCJA POLECA
Dariusz Stokwiszewski: Polityka rządu, jego tolerancja dla ruchów nacjonalistycznych i kibolskich, doprowadzi w końcu kraj do ruiny! Dość tego panie premierze Morawiecki!

Dariusz Stokwiszewski
Niedawno rozegrany mecz Lech Poznań - Legia Warszawa, to przykład na to, do czego prowadzi polityka utrzymywania parasola ochronnego nad środowiskiem nacjonalistów, którego elementem są też kibole.
Dość często poruszam w swoich artykułach kwestie problematyki nacjonalistycznej, która w Polsce od jakiegoś czasu staje się ważnym elementem dyskursu społecznego. Zjawisko odradzania się neonazizmu staje się problemem dla wielu państw naszego regionu, co jest tym bardziej zadziwiające, że przecież to właśnie tutaj skutki nazizmu były (i nadal są) najbardziej widoczne. Zniszczona po II wojnie światowej Europa z trudem odbudowała swój dawny potencjał społeczno – kulturowo – gospodarczy i podjęła cały szereg działań po to, aby już nigdy więcej do tragedii wojny nie doszło. Tymczasem wciąż znajdują się tacy, którym marzy się powrót do brunatnego szaleństwa z czasu Republiki Weimarskiej.
Tym razem, skutki zaniechań rządu PiS odczuli mieszkańcy mojego rodzinnego miasta, które ma tę cechę, iż leży na skrzyżowaniu najważniejszych szlaków kolejowych w kraju.
Niedawno rozegrany mecz Lech Poznań – Legia Warszawa, to przykład na to, do czego prowadzi polityka utrzymywania parasola ochronnego nad środowiskiem nacjonalistów, którego elementem są też kibole. Wszystko wydarzyło się po przegranym przez drużynę poznańską meczu. W nocy z 20/21 bm. „kibice” Legii Warszawa, którzy uczestniczyli w zamieszkach na poznańskim stadionie, wracali z Poznania trasą przez Kutno.
#kibice #Legia wracając z #Poznan po meczy, około godz. 1:00 zdewastowali stacje #kutno #Minęła20 #wieszwięcej pic.twitter.com/gpqo57ctAb
— Tomasz (@Tomasz46064764) May 21, 2018
#Kutno dworzec po nocnym przejeździe „kibiców” Legii pic.twitter.com/fKgRqzJqmt
— Piotr Borowski (@Piotr_Borowski) May 21, 2018
To właśnie na tym dworcu zatrzymali pociąg, który miał minąć miasto bez zatrzymania. Następnie, duża ich grupa wyszła na perony i rzucając petardami hukowymi, skierowała się do budynku dworca PKP. Natychmiast swoje działania podjęli policjanci z Oddziału Prewencji w Łodzi i funkcjonariusze z Kutna (w sumie ok. 30 osób) chcący uniemożliwić kibicom poczynienie dalszych szkód w obrębie dworca PKP. Powstrzymanie bandytów okazało się jednak niełatwe. Zatrzymano jednak dwóch mężczyzn, z których jeden doznał obrażeń ręki, powstałych prawdopodobnie w trakcie odpalenia petardy, drugi natomiast urazu głowy.
Efektem zamieszek na dworcu kolejowym w Kutnie są powybijane szyby, porozrzucane kamienie, a także szereg innych zniszczeń, po których rejon dworca wyglądał fatalnie. W trakcie zamieszek policjanci zmuszeni byli do użycia broni gładko lufowej. Jak wynika z ustaleń, do zamieszek doszło około godziny drugiej nad ranem, kiedy to jeden z kibiców pociągnął za hamulec awaryjny pociągu. Po zatrzymaniu składu, na peron wbiegło około 200 osób, które rzuciły się na policjantów. Poleciały także kamienie. Po pewnym czasie funkcjonariusze policji opanowali sytuację; pozostałych kibiców skierowano na powrót do pociągu. Na szczęście żaden z policjantów nie doznał obrażeń, a jedynymi „ofiarami” było dwóch, wspomnianych już, pseudokibiców.
Polacy w całym kraju, zaczynają się obawiać tego, że zaniechania rządu w zwalczaniu „brunatnej fali” neonazistów, w tym związanych z nimi pseudokibiców mogą powodować nie tylko materialne szkody. Coraz większą część społeczeństwa ogarniać zaczyna swego rodzaju przerażenie wynikające z przekonania, że rząd popiera to, co ci pseudo-patrioci wyczyniają na ulicach polskich miast. Tego rodzaju marsze i ataki na innych, obcych wg nacjonalistów ludzi, dały kiedyś już asumpt do wybuchu wojny światowej. Czy Polska (pisząc to, mam na myśli nasz rząd), będąca dotąd liderem przemian demokratycznych w Europie chce zostać przysłowiową „iskrą na prochy” nacjonalizmu, który z patriotyzmem ma tyle wspólnego, co np. diabeł ze święconą wodą?! Ostrzegam rząd po raz kolejny, a przecież nie jestem jedyny, który to robi!
Poza tym ostrzeżeniem chcę, jako jeden z milionów – polski patriota – oświadczyć także, iż nie zgadzamy się na reaktywację faszyzmu, komunizmu i innych szkodliwych dla nas ideologii, stąd będziemy działać na rzecz powstrzymania ruchów zakazanych przez naszą konstytucję, która od ponad dwóch lat jest permanentnie naruszana! Mając na uwadze to, o czym już pisałem, czyli: że za winnego tego wszystkiego, co złego dzieje się w sferze społecznej uważamy rząd, wnoszę publicznie do premiera Mateusza Morawieckiego takie oto przesłanie:
W związku z wydarzeniami, które dotknęły nasze miasto, my Kutnianie oczekujemy od rządu odszkodowania za zniszczenia poczynione przez stadionowych bandytów, gdyż uważamy, że bez daleko idącej tolerancji władz centralnych dla tego oraz podobnych środowisk, tego rodzaju bandyckie zamieszki nie byłyby możliwe! Rząd, czynimy więc odpowiedzialnym i właściwym do udzielenia nam mieszkańcom, pomocy materialnej w celu przywrócenia status quo ante, w zakresie dokonanych zniszczeń. Konsekwencje złych działań lub zaniechań muszą ponosić także rządzący. Nasze oczekiwania są swego rodzaju manifestacją braku zgody na łamanie konstytucji i demokratycznego porządku prawnego w Polsce!
Dariusz Stokwiszewski
Satyra i ironia niemile widziana. PiS nie darzy sympatią prześmiewców i stawia prokuratorskie zarzuty
Niemiecki dziennik opisuje działania polskiej prokuratury wobec satyryków naśmiewających się z PiS-u. Rząd w Warszawie chce ukrócić satyrę – czytamy.
W felietonie zatytułowanym „Obraza narodu” warszawski korespondent „Suedduetsche Zeitung” Florian Hassel opisuje przypadek satyryka Antoniego Szpaka, któremu postawiono niedawno zarzut znieważenia narodu polskiego.
Pisząc na łamach tygodnika „Angora” o obchodach 26. rocznicy powstania Radia Maryja i litanii życzeń kierowanych do ojca Tadeusza Rydzyka przez najważniejszych polityków PiS, Antoni Szpak stwierdził, że „jedynie w durnym, kołtuńskim kraju może dojść do takiej paranoi”. Jak czytamy w „Sueddeutsche Zeitung”, było to za wiele dla „rzekomo zawsze i wszędzie troszczących się o dobre imię narodu i kraju rządzących”.
Hassel pisze, że sprawą zajęła się prokuratura „podporządkowana ministrowi sprawiedliwości-prokuratorowi generalnemu Zbigniewowi Ziobrze, który także należy do fanklubu ojca Rydzyka”.
Ironia zabroniona
Florian Hassel ocenia w swoim tekście, że rząd Prawa i Sprawiedliwości nie darzy zbytnią sympatią prześmiewców.
„Publiczna telewizja TVP, która wcześniej była przystanią dla satyryków takich jak Szpak, została krótko po przejęciu władzy przez PiS dostosowana do własnych potrzeb i pozostaje odtąd, będąc w codziennym kontakcie z centralą PiS, pod kontrolą prezesa Jacka Kurskiego”.
Gazeta przypomina ponadto, że art. 133 kodeksu karnego przewiduje w Polsce do trzech lat więzienia dla osób, które publicznie znieważają Naród lub Rzeczpospolitą. „Ironia zabroniona. Za krytykę i drwiny grozi prokuratura” – czytamy.
Autor tekstu w „Sueddeutsche Zeitung” opisuje też przypadek młodej wrocławskiej satyryczki Klaudii Jachiry, która także ma do czynienia z prokuraturą.
„Jachira, w ewidentnie satyrycznym krótkim filmie naśmiewała się z rządu PiS, wcielając się w rolę usłużnej dziennikarki z mikrofonem z logiem TVP, co skończyło się dla niej przesłuchaniami przez policję i prokuraturę, a w końcu zarzutem o naruszenie praw autorskich”.
Jachirze grozi do dwóch lat więzienia. Kończąc swój felieton Hassel podkreśla jednak, że ani Jachira, ani Szpak nie zamierzają składać broni.
REDAKCJA POLECA
Włodzimierz Czarzasty: Uznaję Schetynę, jako lidera opozycji w Polsce
– Wie pan, co powiem o panu Grzegorzu Schetynie? Ciepło powiem: uznaję jego liderostwo jako lidera opozycji w Polsce, ale liderostwo to również jest odpowiedzialność, to jest dzwonienie, to jest komunikowanie się, to jest rozmowa, i tego, Grzegorzu, ci życzy twój kolega Włodzimierz. – powiedział przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty w Radiu ZET.
Włodzimierz #Czarzasty: Widzę SLD w koalicji wszyscy przeciw PiS. Uznaję @SchetynadlaPO za lidera opozycji w Polsce ➡️https://t.co/keIkmSqgHm pic.twitter.com/otsdNLZjEO
— Gość_RadiaZET (@Gosc_RadiaZET) May 22, 2018
Szef SLD Włodzimierz Czarzasty zapytany przez Konrada Piaseckiego w programie „Gość Radia Zet” o to, czy widzi koalicję w 2019 roku wszyscy przeciwko PiS, odpowiada: „Oczywiście!”.
Piasecki: Widzi pan w 2019 koalicję wszyscy przeciwko PiS? Czarzasty: Oczywiście! Byliśmy pół roku temu o krok od dogadania się, jak PiS proponował okręgi trzy-mandatowe, to PO, SLD, .N i PSL dogadały się @RadioZET_NEWS
— Gość_RadiaZET (@Gosc_RadiaZET) May 22, 2018
Ostatnie sondaże wskazują, że na SLD chce zagłosować 6 proc. badanych, tym samym partia Włodzimierza Czarzastego może liczyć na powrót do Sejmu i czwartą lokatę.
– Generalnie te procenty są fajne, bo jest i 10%, i 12%. (…) czyli trzecie miejsce (…) My jesteśmy poza parlamentem przez własną głupotę, w związku z tym wejście na trzecie miejsce jest naprawdę fajne. – mówił szef SLD.
Szef @sldpoland ma dystans do sondaży. „To wynik pracy ludzi Sojuszu w
powiatach, błędów Prawa i Sprawiedliwości oraz błędów opozycji
parlamentarnej” ➡️https://t.co/keIkmSqgHm pic.twitter.com/yjEAE4EuWa— Gość_RadiaZET (@Gosc_RadiaZET) May 22, 2018
(df) thefad.pl / Źródło: Radio ZET










