Bp Pieronek do protestujących: Wytrwajcie do końca. Ks. Lemański: Jak to dobrze, że Kościół ma bp Pieronka
Od ponad trzech tygodni niepełnosprawni i ich opiekunowie protestują w Sejmie. Domagają się dodatku rehabilitacyjnego dla osób niepełnosprawnych niezdolnych do samodzielnej egzystencji po ukończeniu 18. roku życia w kwocie 500 złotych miesięcznie bez kryterium dochodowego. Dodatek ten miałby nie być wliczany do dochodu osoby niepełnosprawnej. Protestujący zaproponowali stopniowe wprowadzanie tej kwoty: 300 złotych od maja tego roku, 400 zł od stycznia 2019 roku i 500 złotych od czerwca 2019 roku. Rząd PiS nie akceptuje tej propozycji i jak na razie nie planują opuszczać budynku.
Biskup Pieronek o proteście w Sejmie: to manifestacja słabości przeciwko manifestacji siły. Więcej na @tvn24 https://t.co/NpVhB1XWLY
— Kropka Nad I (@KropkaNadI) May 15, 2018
– Wytrwajcie do końca – mówił w TVN 24 o proteście biskup Tadeusz Pieronek, były sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski. – To jest rzecz, która się wam należy.
bp Pieronek do protestujących w Sejmie: trzymajcie się, wytrwajcie do końca, to jest rzecz, która wam się należy, wy macie prawo do pieniędzy, a ministrostwie nie mieli prawa i dlatego zwracają pieniądze
— Kropka Nad I (@KropkaNadI) May 15, 2018
– Ci najsłabsi nie mają innego wyjścia, muszą w ten sposób domagać się swego, bo, chociaż nie mogą pracować, to są w naszym społeczeństwie taką częścią wspólnoty, którą my, pracujący, powinniśmy się zająć – powiedział. Apelował do protestujących, by wytrwali do końca. – Nie tak jak tym, którym była pani premier mówiła: „to się im należy”. Wam się należy to, czego żądacie – mówił w TVN 24.
W ocenie biskupa „Kościół, który domaga się tego, by rodzić dzieci, które mają wady genetyczne”, powinien zaangażować się w tę sprawę i szukać możliwości instytucjonalnych, stałych, by te dzieci mogły otrzymać pomoc.
bp Pieronek: mówi się o nadwyżkach w budżecie i jeśli naprawdę są takie pieniądze, to potrzebujący powinni otrzymać pomoc
— Kropka Nad I (@KropkaNadI) May 15, 2018
Zwrócił również uwagę, że skoro rząd podaje informacje, że polska gospodarka ma się dobrze, to pieniądze z nadwyżki budżetowej powinny zostać przekazane tam, gdzie są najbardziej potrzebne, czyli do najsłabszych. – Albo ktoś kłamie, albo gromadzi pieniądze na kampanię wyborczą, na to, żeby wygrać następne wybory, a nie na to, żeby zaspokoić potrzeby społeczne – powiedział.
Jak to dobrze, że Kościół w Polsce ma jeszcze biskupa Pieronka
Jak to dobrze, że Kościół w Polsce ma jeszcze biskupa Pieronka. – skomentował wypowiedzi biskupa Pieronka ks. Wojciech Lemański, po czym dodał:
Już słyszę zgrzytanie zębami z bezsilności prezydium KEP (abp Jędraszewski, abp Gądecki i bp Miziński).
Już sobie wyobrażam blamaż abp. Hosera i zawstydzenie kard. Nycza.
No i te komentarze braci Karnowskich, Ziemców, księży Jurczuków, Isakowiczów-Zaleskich, Zielińskich, Kneblewskich, Kowalczyków, Bortkiewiczów, Wachowiaków i im podobnych.
A biskup Pieronek mówi prosto z mostu, bez owijania w bawełnę, bez ściemniania. Jutro o tamtych będziemy chcieli szybko zapomnieć. A bp Pieronek zapisał się jako głos sumienia Polaków w naszej najnowszej historii.
(df) thefad.pl / Źródło: Kropka nad i , Ks. Wojciech Lemański
Dariusz Stokwiszewski: Smoleńska saga – brak szacunku i ekshumacje

Dariusz Stokwiszewski
Nie poświęcałbym panu Macierewiczowi tyle czasu, gdyby nie to, że ten nadal „trwa” na powierzonej mu pozycji szkodnika, tylko już w nieco innej roli i niejako „na siłę”.
Jakiś czas temu podejmowałem już temat ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej z 2010 roku. Wówczas jednak miałem jeszcze jakąś nadzieję na to, że sytuacja ta ulegnie zmianie zwłaszcza wtedy, gdy „główny kapłan religii smoleńskiej” odejdzie w polityczny niebyt. I choć owego mędrca usunęli ze stanowiska, to jednak ten do wiadomości faktu nie przyjął i bezwstydnie pozostał w tym samym budynku, pośród tych samych ludzi, którym dotąd „przewodził” i „mieszał w głowie”. „Bezwstydnie”, no bo raczej nikt racjonalny nie zachowałby się tak samo w podobnej sytuacji. Gdyby tak było, to nikt nie mógłby z nikim zerwać umowy o pracę nawet wówczas, gdyby kandydat do zwolnienia szkodził firmie, jak w tym przypadku. To po pierwsze; po drugie zaś, większość z nas ma jakieś poczucie przyzwoitości i honoru; niechciani, nie robilibyśmy tego rodzaju żałosnych „komedii”.
Nie poświęcałbym panu Macierewiczowi tyle czasu, gdyby nie to, że ten nadal „trwa” na powierzonej mu pozycji szkodnika, tylko już w nieco innej roli i niejako „na siłę”.
Tak więc, były już na całe szczęście, minister obrony narodowej, a obecnie zwykły poseł, nadal „broni twierdzy”, przez co też nowy minister musiał opuścić miejsce pracy, właśnie z tego powodu. Antoni Macierewicz „wyjaśnia” przyczyny tragedii smoleńskiej, chociaż wszystko zostało już przecież wyjaśnione. Teraz nie mówi, co prawda wprost o zamachu, ale porozumiewawczo „mruga okiem” jakby chciał powiedzieć: wiem, że to był zamach i to udowodnię. Pozornie wydaje się być do swoich „racji” przekonany, jednak ja myślę, że to tylko cyniczna gra, którą będzie on ciągnąć do czasu, aż go nie wyrzucą w ogóle. Człowiek ten nawet wtedy postara się przekuć swoją oczywistą porażkę na zwycięstwo, bo głupich (niestety) w Polsce nie brakuje, zwłaszcza wśród pewnych kręgów.
W tym wszystkim dziwić musi to, że jest przyzwolenie PiS i jego rządu na tę działalność, która nie tylko ośmiesza Polskę i, co chyba bardziej przykre, zmusza do niepotrzebnego cierpienia rodziny ofiar, ale też generuje duże, zupełnie zbędne koszty. Jakim trzeba być hipokrytą i złym człowiekiem (to nie dotyczy tylko Macierewicza, ale też Kaczyńskiego i innych betonowych działaczy jego partii), aby tak pastwić się nad ofiarami wypadku?! To według większości Polaków dezawuowanie i kpiny z powagi śmierci, jako czegoś, co w tzw. cywilizowanych społecznościach nigdy nie miało i nie ma miejsca.
Wczoraj, 14 maja b.r. ekshumowano kolejne szczątki,; tym razem działacza podziemnej „Solidarności” – Arkadiusza Rybickiego. Wszystko to, w większości przypadków, wbrew ostrym sprzeciwom i protestom rodzin ofiar. Jarosław Kaczyński wraz z Macierewiczem wprowadzili w Polsce kolejny precedens nieznany dotąd nigdzie – pozbawianie czci osób zmarłych, które wszędzie otaczane są kultem. Przekroczyli kolejne tabu. Dzięki takim działaniom osiągną obaj cel, którym jest (tak myślę) osiągniecie statusu pewnego szewca z Efezu. Ten po to, aby zapisać się w historii świata, podpalił słynną świątynię Artemidy w Efezie. Stał się „sławny”, ale to zła sława, do której dążenie jest chore samo w sobie!
Do sytuacji dzisiejszej Polski i tego, o czym piszę, można odnieść wiersz Jana Lechonia „Herostates”. Jego przesłanie to krytyka sposobu myślenia, który wg mnie reprezentuje dzisiejszy obóz rządzący, a główny bohater – postać ze wszech miar zła – to osoba pełna „złej krwi”, nienawiści do każdego i wszystkiego, przypominająca, jako żywo, jednego z najbardziej zacietrzewionych i nienawistnych polskich polityków, szukającego wszędzie spisków i wrogów – nigdy niewybaczającego nikomu niczego.
Oto wybrany fragment wiersza ukazujący zło i podły charakter jego bohatera, który dąży do destrukcji za wszelką cenę:
O! zwalcież mi Łazienki królewskie w Warszawie.
Bezduszne, zimnym rylcem drapane marmury,
Pokruszcie na kawałki gipsowe figury
A Ceres kłosonośną utopcie mi w stawie. […]
Jeżeli gdzieś na Starym pokaże się Mieście
I utkwi w was Kiliński swe oczy zielone,
Zabijcie go! – A trupa zawleczcie na stronę
I tylko wieść mi o tym radosną przynieście.
Czy widzisz te kolumny na wyspie w teatrze,
Co widok mi zamknęły daleki na ścieżaj?
Ja tobie rozkazuję! W te słupy uderzaj
I bij w nie, aż rozkruszysz, aż ślad się ich zatrze.
Dariusz Stokwiszewski
Maria Nurowska: NEPOTYZM w PO. OBUDŹ SIĘ PLATFORM!!!

Maria Nurowska
To nie jest zwykła partia, która doszła do władzy, to jest spółka mafijna, która garściami korzysta z naszych pieniędzy, przekupuje ludzi, aby na nich głosowali, trwoni bez umiaru miliardy.
NEPOTYZM w PO
Zyta Gilowska wystąpiła z Platformy Obywatelskiej w maju 2005 w związku z oskarżeniami o nepotyzm.
Zarzucano jej, że zatrudniła w swoim biurze poselskim swoją synową oraz opłacała pracę swojego syna Pawła Gilowskiego jako eksperta prawnego z pieniędzy przeznaczonych na obsługę biura.
Według Zyty Gilowskiej synowa została zatrudniona w biurze, zanim poznała jej syna, a korzystanie z usług syna miało pozwolić na obniżenie kosztów ekspertyz.
Kolejnym zarzutem wysuwanym pod jej adresem była próba umieszczenia syna na pierwszym miejscu lubelskiej listy PO, na co nie godziło się kierownictwo partii. Odeszła z PO do PiS.
NEPOTYZM w PiS
PiS doszedł do władzy na micie smoleńskim, który wszystkich nas kosztował i dalej kosztuje fortunę, te wszystkie komisje, te fanaberie Macierewicza, który nie jest zdrowym psychicznie człowiekiem i raczej wierzy w te wszystkie brednie. Rozbijał samochody warte olbrzymie kwoty, jest teraz zwykłym posłem, a ma ochronę żandarmerii i samochód służbowy, który też już zdążył rozbić.
Prezes obsadził krewnymi ciepłe posadki, np. cioteczny brat został Ministrem Leśnictwa, kuzyn też tam został zatrudniony. Znajomi Prezesa, z przeszłością PZPR-owską, słynny pan Jasiński, w Spółkach Państwa nabijają kabzy.
Jeżeli chodzi o Sejm. Na przykład senator Jackowski zatrudnia w biurze poselskim cztery swoje córki!
A poza tym zaraz po wyborach robiono czystki, żeby obsadzić swoimi możliwie, jak najwięcej instytucji. To obsadzanie nadal trwa.
Nie mówiąc o działalności byłej premier, która załatwiła milionowe dotacje dla szkoły, w której jej mąż jest dyrektorem. Jej znajomi otrzymali też szereg intratnych posad.
Platformo!
Dlaczego nie wyciągasz na wierzch tych faktów!
Przespałaś, nie ruszyłaś SKOK-ów, to oni wyciągnęli Amber Gold, nie postawiłaś Ziobry przed Trybunałem Stanu, zabrakło trzech głosów, bo Pani Premier nie zadbała o to i wyjechała na Wybrzeże ochrzcić statek. I teraz ten człowiek rozwala system sądowy. Trójpodział władzy przestał istnieć!
Polska staje się skansenem w Europie, pośmiewiskiem.
Obudź się Platformo,
powołaj zespół, który wyciągnie na światło dzienne te wszystkie pisowskie przekręty. To nie jest zwykła partia, która doszła do władzy, to jest spółka mafijna, która garściami korzysta z naszych pieniędzy, przekupuje ludzi, aby na nich głosowali, trwoni bez umiaru miliardy. Premier Morawiecki, według ekspertów, chce wydawać kolejne miliardy na jakieś mrzonki, na przykład nowe lotnisko (ok, 30 miliardów).
Trzeba ich zatrzymać, bo dno w państwowej kasie jest już prawie puste. Teraz zaczną działać na kredyt, bo czują, że długo nie porządzą, a po nich może być potop…
TVP stworzyła obraz Polski, która nie istnieje, ale ponieważ odbiorcy małych miast i wniosek nie mają innego odbioru, żyją w jakimś matriksie. Trzeba wysłać emisariuszy, którzy dotrą do tych ludzi. Trzeba działać, zatrzymać tę mafię!
OBUDŹ SIĘ PLATFORMO !!!
Maria Nurowska
Co to jest liposukcja ultradźwiękowa?
Zgrabna i szczupła sylwetka to marzenie niejednej kobiety, jednak aby w odpowiedni sposób zadbać o swój wygląd zewnętrzny, warto zainteresować się zabiegami z zakresu medycyny estetycznej, ponieważ sama zmiana trybu życia to troszeczkę za mało.
Jednym z ciekawszych obecnie zabiegów, dzięki któremu można w widoczny sposób zredukować złogi tłuszczu oraz cellulit jest liposukcja ultradźwiękowa. Na czym jednak polega ten zabieg, czy istnieją jakieś przeciwwskazania do jego wykonania i co jeszcze warto o nim wiedzieć przed podjęciem decyzji o jego przeprowadzeniu?
Czym jest liposukcja ultradźwiękowa?
Liposukcja ultradźwiękowa to zabieg, dzięki któremu można w bezbolesny sposób wyszczuplić swoją sylwetkę. Przy pomocy tego właśnie zabiegu możliwe jest usunięcie znienawidzonej tkanki tłuszczowej, która znajduje się w takich problematycznych miejscach jak brzuch, uda oraz pośladki.
W odróżnieniu od tradycyjnej liposukcji liposukcja ultradźwiękowa jest zabiegiem zdecydowanie mniej bolesnym i niewymagającym aż tak długiej rekonwalescencji, dlatego też nie ma się w zasadzie czemu dziwić, iż coraz większa liczba kobiet decyduje się na przeprowadzenie opisywanego zabiegu w walce o piękne ciało.
Na czym polega liposukcja ultradźwiękowa?
Zabieg ten opiera się na odseparowaniu tkanki tłuszczowej od tkanek okalających przy użyciu energii ultradźwiękowej. Dzięki temu, iż ultradźwięki podczas zabiegu nakierowane są wyłącznie na tkankę tłuszczową, to nie oddziałują one w ogóle na otaczające je tkanki, przez co nie występuje ryzyko ewentualnego uszkodzenia tkanki łącznej.
Czy istnieją jakieś przeciwwskazania do zabiegu?
Liposukcja ultradźwiękowa to zabieg, dzięki któremu można w widoczny sposób poprawić wygląd swojej sylwetki, jednak jego przeprowadzenie nie jest niestety możliwe u każdej osoby.
Wśród głównych przeciwwskazań do zabiegu można wymienić w szczególności okres ciąży i karmienia piersią, osteoporozę, choroby nowotworowe, nadciśnienie tętnicze, przewlekłe choroby narządów wewnętrznych, a także choroby endokrynologiczne.
W jaki sposób należy przygotować się do zabiegu?
Z uwagi na fakt, iż tkanka tłuszczowa zostaje wydalona z organizmu razem z moczem, to niezwykle ważne jest to, aby przez co najmniej kilka dni przed zabiegiem przyjmować około 1,5 l więcej płynów (najlepiej w postaci niegazowanej wody). Dzięki temu tkanka tłuszczowa zostanie uwodniona, przez co proces jej rozbicia będzie przebiegał prawidłowo.
O odpowiedniej ilości wody należy również pamiętać po przeprowadzonym zabiegu, ponieważ dzięki temu organizm będzie mógł się oczyszczać w prawidłowy sposób.
Okres rekonwalescencji i efekty liposukcji ultradźwiękowej
Okres rekonwalescencji w przypadku liposukcji ultradźwiękowej jest znacznie krótszy, niż ma to miejsce w przypadku tradycyjnej liposukcji, jednak należy mieć świadomość tego, iż jest on uzależniony głównie od ilości tłuszczu, który został usunięty z organizmu.
Jeśli chodzi o efekty zabiegu, to są one zauważalne zazwyczaj po upływie określonego czasu (choć można je zauważyć już po zabiegu), gdyż tkanka tłuszczowa zostaje stopniowo wydalana z organizmu.
Najlepsze efekty widoczne są po upływie od 3 do 6 miesięcy, ponieważ to właśnie wtedy tkanka tłuszczowa zostaje niemal całkowicie wydalona na zewnątrz organizmu.
Pomimo tego, iż efekty zabiegu w przypadku wielu osób bywają rewelacyjne, to jednak aby je utrzymać, należy pamiętać o tym, aby zdrowo się odżywiać, pić około 2 litrów płynów dziennie, a także uprawiać aktywność fizyczną.
W przypadku powrotu do dawnych nawyków żywieniowych tkanka tłuszczowa znów zacznie się powiększać, przez co efekty zabiegu znikną tak szybko, jak się pojawiły. W takim przypadku konieczne może się okazać ponowne wykonanie zabiegu, co może wiązać się z dosyć wysokim kosztem, dlatego też znacznie lepiej postawić na zdrowy tryb odżywiania, dzięki któremu efekty zabiegu przez długi czas będą widoczne.
Artykuł powstał we współpracy z Instytutem Kosmetologii Estetycznej i Modelowania Sylwetki Beauty Tower z Krakowa.
Dariusz Stokwiszewski: Czy polskie areszty i więzienia stają się miejscem tortur jak za czasów UB?

Dariusz Stokwiszewski
Czy zmierzamy wprost do państwa policyjnego, w którym będą funkcjonować polskie łagry, więzienia i areszty wydobywcze, jak ten na warszawskim Mokotowie czy moskiewskiej Łubiance w okresie tzw. zimnej wojny?! Mam nadzieję, że nie, że Polacy się przebudzą i wyrażą swoją wolę zmian
Według rozporządzenia ministra sprawiedliwości osobiste przeszukanie osadzonego ma wyglądać następująco:
Osoba osadzona obowiązana jest opróżnić kieszenie, zdjąć obuwie, odzież i bieliznę. Wszystkie części ubrania i buty są poddawane kontroli. Funkcjonariusz SW dokonuje oględzin jamy ustnej, nosa, uszu, włosów i oględzin ciała, które mogą polegać również na pochyleniu lub przykucnięciu w celu sprawdzenia okolic odbytu i genitaliów.
Co najmniej tak, a prawdopodobnie jeszcze gorzej, traktowany był w Zakładzie Karnym w Rzeszowie, były już sędzia Krzysztof K. Poza szykanami związanymi z codziennymi kontrolami osobistymi, nie miał też możliwości wizyty u stomatologa; podczas pobytu w tym ZK, mężczyzna stracił dwa przednie zęby.
Krzysztof S. podejrzany jest o udział w grupie przestępczej, pranie brudnych pieniędzy i przyjmowanie korzyści majątkowych. Prawdopodobnie, miał wziąć, co najmniej 376 tysięcy złotych łapówki, za przygotowanie fikcyjnych, nigdy niepowstałych opracowań. Takie jest stanowisko prokuratury. Sam sędzia utrzymuje, że te opracowania wykonał.
To się nie mieści w głowie, że w XXI w. obywatel Unii Europejskiej, jest narażony na rygory aresztowania, o jakich nie śniło się nawet w komunie. To są właściwie tortury i pokazanie: „ja tu rządzę”, to chęć kompletnego rozbicia psychicznego i upokorzenia osadzonego. Sędziego potraktowano w sposób przerażający, w państwie prawa nigdy nie powinno dojść do takiej sytuacji – mówi Beata Morawiec, prezes Stowarzyszenia „Themis” (podaję za Onet.pl).
Nie jestem adwokatem sędziego, nie wiem też, czy stawiane mu zarzuty są prawdziwie. Jednak podobnie jak pani prezes jestem i porażony i przerażony tym, o czym się teraz dowiaduję. Myślałem, że niewiele jest mnie w stanie zadziwić, odkąd władzę w Polsce przejęła tzw. „dobra zmiana”. Jednak widzę, tak chyba, jak większość z nas, że z dnia na dzień pierścień dyktatury i dyktatorskich metod, zaciska się wokół nas coraz bardziej. To już nie są żarty, to zaczyna pachnieć terrorem; póki co jeszcze w miarę cichym, ale z czasem (gdy reżim poczuje, że „nie ma już nic do stracenia”) stać się on może legalnym narzędziem przywoływania i utrzymania „porządku” w państwie.
Czy zatem zmierzamy wprost do państwa policyjnego, w którym będą funkcjonować polskie łagry, więzienia i areszty wydobywcze, jak ten na warszawskim Mokotowie czy moskiewskiej Łubiance w okresie tzw. zimnej wojny?! Mam nadzieję, że nie, że Polacy się przebudzą i wyrażą swoją wolę zmian, w tegorocznych wyborach samorządowych oraz następnych – do parlamentu. Bez wątpienia polityków i szefów klasy tych, z w/w okresu w PRL i ZSRR już mamy, ale ich działania to na razie swoiste „badanie gruntu”, które ma im pokazać to, jak daleko można się będzie posunąć.
Ludzie ci udają silnych, choć tacy nie są; obstawiają się ochroną, blokującą jakikolwiek dostęp do siebie (nawet w tych miejscach, gdzie mogą czuć się zupełnie bezpieczni. Są słabi oraz nie przestrzegają prawa (w zasadzie powinienem był napisać: „łamią prawo”), próbując wykorzystywać swoją pozycję u władzy, do załatwiania prywatnych rozliczeń z wydumanymi wrogami. Pamiętam, jak jeden z ważniejszych w polskiej polityce oraz opisywanej tu sferze działalności polityków niemal płakał publicznie podczas jednego z wieców, próbując wpłynąć na „uczuciowość” i empatię drugiego z nich, który poczuł się kiedyś przez tego pierwszego (i słusznie) zdradzony. Mężczyzna nie powinien się wstydzić łez, ale tylko wówczas, kiedy jest wzruszony, bo np. zrobił coś ważnego. Nie powinien jednak odwoływać się do uczucia litości u innych, tym bardziej że niektórym owo uczucie jest obce. Nie wiem, czy są tacy teraz, ale jako politolog powołam się na to, co miało miejsce w innym kraju w latach 30. XX wieku. Dyktator ZSRR kazał zgładzić najbardziej ‘wiernych z wiernych’, kiedy mu zaczynali ciążyć. Byli to członkowie tzw. Rady Komisarzy Ludowych (G. Jagoda, N. Jeżow i Ł. Beria). Oczywiście, „zgładzić” nie musi dziś oznaczać dosłownie tego, co oznacza. Słowo to można potraktować np. jako metaforę lub synonim deprywacji czegoś, co dla nas jest bardzo ważne (wolności, zdrowia, pracy etc.).
Nie robię tu żadnych odniesień do nikogo konkretnego; to rozważania publicystyczne, jednakże oparte na faktach historycznych, z których należy wyciągać wnioski (pisałem o tym niedawno).
Problem polega na tym, że tacy ludzie („najwierniejsi” lub, jak ja uważam, najsłabsi duchem i charakterem) są najbardziej niebezpieczni, bo gotowi wykonać każdy rozkaz bez zmrużenia oka, a to jest już groźne dla obywateli danego państwa. Represje kiedyś zostaną rozliczone, bo tak to już po prostu jest! Pol Potowi i czerwonym Khmerom wydawało się, że „złapali Pana Boga za nogi”, a jednak upadli. To samo stało się z innymi ciemiężcami – „wizjonerami”: S. Husajnem, M. Kadafim etc.
Kilka dni temu uczestniczyłem w „Marszu Wolności” w Warszawie, gdzie zgromadziło się 30 – 40 tysięcy polskich patriotów broniących prawa i konstytucji, które są w Polsce łamane już od ponad dwóch lat. Teraz zastanawiam się nad tym, co by się stało z nami, gdyby nie to, że my („zdradzieckie mordy” oraz „targowiczanie”) mamy jeszcze swego rodzaju tarczę ochronną, jaką jest dla nas demokratyczny Zachód i jego instytucje?! Czy chodzilibyśmy jeszcze na wolności, „którą kochamy i której oddać nie umiemy”?!
Dariusz Stokwiszewski
Sprzeczka w TVP Info. Politycy opozycji wyszli ze studia
Trzej politycy opozycji Andrzej Halicki z PO, Piotr Misiło z Nowoczesnej i Adam Struzik z PSL opuścili studio w trakcie programu „Woronicza 17” w TVP Info w proteście przeciwko poświęceniu znacznej części programu doniesieniom Radia Szczecin ws. rzekomo wynajmowanego przez posła PO Stanisława Gawłowskiego mieszkania agencji towarzyskiej.
Posłowie @Piotr_Misilo, @AndrzejHalicki oraz Marszałek Adam Struzik wyszli ze studia #Woronicza17 po podaniu informacji, że w apartamencie posła @Platforma_org @StGawlowski funkcjonuje agencja towarzyska.
Zobacz więcej > https://t.co/7wgRKdPKJB#wieszwięcej pic.twitter.com/zEQNyDe3fF— TVP Info 🇵🇱 (@tvp_info) May 13, 2018
„Prostytutki świadczą usługi w szczecińskim apartamencie posła Platformy Obywatelskiej Stanisława Gawłowskiego. Radiu Szczecin udało się ustalić nieoficjalnie z trzech niezależnych źródeł, kto jest właścicielem nieruchomości.” – donosi na swojej internetowej Polskie Radio Szczecin w artykule „Kolejne kłopoty posła. W jego mieszkaniu można kupić seks”
W TVP Info w programie „Woronicza 17” prowadzący Michał Rachoń próbował poświęcić znaczną część czasu antenowego, dopytując swoich gości o informacje podane przez Radio Szczecin. Posłowie opozycji wyrazili oburzenie, na to, że Rachoń tyle czasu poświęca tabloidowemu – jak określił Piotr Misiło – tematowi, zamiast rozmawiać o zorganizowanym w Warszawie w sobotę Marszu Wolności.
– Nie bawię się w takie ubeckie metody – powiedział Andrzej Halicki, co oburzyło Rachonia. – Gawłowski nie ma jak się bronić, zacznijcie używać nowych pomysłów. Tak samo było w sprawie posła Kropiwnickiego, któremu takie same zarzuty stawiał wiceminister Jaki. Sprawa trafiła do sądu, ale Jaki zasłania się immunitetem. Nie wiem, jak jest, nie może się bronić – dodał.
– Czy pan nie czuje, że odgrywa pan rolę funkcjonariusza politycznego w tej chwili? Pan był i pozostał pan rzecznikiem PiS-u – mówił Adam Struzik z PSL – Czy nie czuje pan, że ten program zaczyna się zbliżać do dna, a pan odgrywa rolę funkcjonariusza politycznego? – pytał Rachonia.
Żona posła Gawłowskiego: To mieszkanie nie należy do nas
Żona Gawłowskiego zdementowała doniesienia Radia Szczecin o rzekomym wynajmowaniu mieszkania agencji towarzyskiej ze Szczecina. Jak powiedziała w rozmowie dla Radia Zet, swoje mieszkanie od ponad dwóch lat wynajmują 50-letniej kobiecie. Zapowiedziała też, wyciągniecie konsekwencji prawnych wobec autora publikacji szkalującego jej dobre imię.
Żona @StGawlowski dla Radia ZET: mieszkanie wynajmowane agencji towarzyskiej nie należy do nas. Zdjęcie lokalu z ogłoszenia, na które powołują się lokalne media nie pochodzą z naszego mieszkania. Gawłowska zapowiedziała wyciągniecie konsekwencji prawnych
— Radio ZET NEWS (@RadioZET_NEWS) May 13, 2018
– Dla mnie to jest jakaś totalna bzdura – mówi w rozmowie z reporterem Onetu. Jak przekonuje mieszkanie jest wynajmowane od kilku lat przez panią, która mieszka tam z córką i bratanicą. – Ta pani prowadzi działalność gastronomiczną. Sprawdzaliśmy to, zanim wynajęliśmy jej lokal, bo nie chcieliśmy podpisywać umowy z przypadkową osobą – podkreśla
Dosyć PRLowskiej propagandy. Prokuratura, służby specjalne, ani reżimowa TVP nie ochronią aroganckiej PiSowskiej władzy, która dławi wolności i godność. #BojkotWoronicza17 pic.twitter.com/8La5Q5kUhU
— Andrzej Halicki (@AndrzejHalicki) May 13, 2018
(df) thefad.pl
Manuela Gretkowska: Patriarchat z ludzkim kutasem. Skurdupel przechadza się przed obiektywami wspierając na kulach, by wzbudzić współczucie

<strong>Manuela Gretkowska
Skurdupel bez żenady przechadza się przed obiektywami wspierając na kulach, by wzbudzić współczucie. Polacy serca mają miękkie, 90 % popiera protest niepełnosprawnych. To chociaż może 70 % procent nabierze się i wzruszy, leczeniem kolana Kaczyńskiego na oddziale gastrycznym. Bo to taki kraj, robiony w kota i głupi ale uroczysty.
SŁOWO NA NIE/DZIELĘ: PATRIARCHAT Z LUDZKIM KUTASEM
Kasa lata nad Polską puszczając z dymem pieniądze. Bo to Casa, której loty z byłą premier kosztowały nas 5 milionów. Szydło należał się taki transport wojskowym samolotem do domu, jak czarownicy miotła i „rządowi nagrody”. Nie jak protestującym niepełnosprawnym dodatek do nędzy. Ich legalne miejsca parkowania to niebieski prostokąt z namalowanym wózkiem inwalidzkim, a nie korytarz dla uprzywilejowanych wybrańców narodu.
Podobno planowany jest nocą alarm pożarowy w sejmie. Wtedy, po ciemku wyrzucą stamtąd niepełnosprawnych, dla bezpieczeństwa. Są przecież finansowym zagrożeniem budżetu.
PiS wydał 2,6 miliarda na strzelnice w każdym powiecie. Naród się odstrzeli, elegancko. Już Janusz w okularach przyciemniających modnie tępotę i obstrzykana urodą Grażyna, za szybą swego wozu wyglądają jakby mieszkali w telewizorze. Czy są wyznawcami Polsatu, czy TVP zależy chyba od tego, co wiozą na bagażniku: rybkę? Kotwicę? A może to i to, w końcu mamy wolność wyboru.
Kiedy zawyje nad tym krajem alarm przeciwdebilny? Od lewa do prawa. Właśnie wyrzucono naczelną „Wysokich obcasów” za okładkę proaborcyjną. Obcasy wiele lat temu wprowadziły z sukcesem akcję „Rodzić po ludzku”.
Czas na akcję „Gwałcić po ludzku”, skoro 1/5 Polek była zgwałcona, a mówienie o prawie do aborcji jest zbyt radykalne. To chociaż niech gwałt będzie humanitarny. W PRL-u też było pozornie niewykonalne hasło „Socjalizm z ludzką twarzą”. Przywróćmy więc „Patriarchat z ludzkim kutasem” w roli szefa, biskupa, polityka. W porównaniu z Zachodem nasz konserwatyzm jest faszyzmem, dlaczego chcemy dorzucić tego polski feminizm jako hipokryzję? Chodzi o to, co zawsze, o pieniądze?
Sprzedawcy narodowego kiczu wystawiają przy plażach obrazki: Jezus, pieski obsrane bursztynem, papież, Żyd liczący pieniądze i Matka Boska nielicząca już na nic w tym antysemickim kraju.
Po co oddzielać obrazki ramkami, prawicę od SLD-wskiej lewicy. Wszystko razem jest doskonałą mapą naszego mentalu.
Nic dziwnego, że skurdupel bez żenady przechadza się przed obiektywami wspierając na kulach dla wzbudzenia współczucia. Polacy serca mają miękkie, 90 % popiera protest niepełnosprawnych. To chociaż może 70 % procent nabierze się i wzruszy, leczeniem kolana Kaczyńskiego na oddziale gastrycznym. A 100 % z okazji 100-lecia Niepodległości poprze ekshumację Kasztanki i pochowanie jej przy Piłsudskim. By, gdy przyjdzie czas i rozlegnie się Dzwon Zygmunta, przy bliźniaczym grobowcu wybudować sarkofag dla Pierwszego Kota Rzeczpospolitej – Alika.
Bo to taki kraj, robiony w kota i głupi ale uroczysty.
Manuela Gretkowska
Marsz wolności oczami TVP, prawicowych komentatorów i zwolenników rządów PiS
Organizowany przez Platformę Obywatelską, Nowoczesną i Komitet Obrony Demokracji „Marsz Wolności” rozpoczął się w sobotę 12 maja na rondzie de Gaulle’a w Warszawie. Protestujący przeszli Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem na Plac Zamkowy. Tam zakończy go koncert z udziałem polskich muzyków.
Co za piękny widok 😊😊😊#MarszWolności pic.twitter.com/jKlnb3fMP4
— Krzysztof Arendt (@Arendtkris) May 12, 2018
Organizatorzy Marszu Wolności zapraszają wszystkich, dla ktorych ważna jest Polska:
– Na #MarszWolności zapraszamy wszystkich naszych przyjaciół i znajomych, by wspólnie zademonstrować przywiązanie do wspólnych wartości. Pragniemy pokoju i wolności, demokracji i praworządności, wzajemnego szacunku i wzajemnej odpowiedzialności, dobrobytu i bezpieczeństwa, tolerancji i zaangażowania, sprawiedliwości i solidarności.
Polki i Polacy tylko stając wspólnie, ramię w ramię, możemy obronić nasze prawa obywatelskie, wartości europejskie, w które wierzymy i dzięki którym możemy być prawdziwie wolni. – czytamy na stronie organizatorów.
Trzeci marsz
To już trzecie tego typu wydarzenie organizowane przez PO, Nowoczesną i KOD; podobne manifestacje przeszły stołecznymi ulicami w maju 2016 i 2017 roku.
Dwa lata temu marsz opozycji i KOD „Jesteśmy i będziemy w Europie” zgromadził – według szacunków stołecznego ratusza – 240 tys. osób, według policji – w kulminacyjnym momencie wzięło w nim udział 45 tys. ludzi.
Przed rokiem w Marszu Wolności PO, w kulminacyjnym momencie demonstrowało – zdaniem policji – ok. 12 tys. osób. Ratusz podał z kolei liczbę ponad 90 tys. uczestników manifestacji.
Marsz Wolności w ocenie prawicowych komentatorów
Jak Marsz Wolności oceniają TVP, prawicowych komentatorów i zwolennicy rządów PiS? Zapraszamy do lektury:
TVP Info: „W sobotę w Warszawie odbywa się kolejny marsz opozycji. Od kilku lat jest to coś w rodzaju imprezy cyklicznej, w której niezadowoleni z polityki rządu, przechodzą ulicami stolicy, by upomnieć się o zagrożoną wolność i demokrację, a następnie posłuchać koncertu.
Wcześniej na podobnych imprezach grał tylko zespół Big Cyc, w tym roku organizatorzy postanowili podnieść poziom artystyczny, być może wspominając pustoszejący plac pod sceną z poprzednich lat. Ale najciekawiej może być jednak wcześniej, nim zasłużeni rockowi buntownicy z czasów PRL rozpoczną swój show pod sztandarami partii politycznych.” – czytamy w artykule Krzysztofa Karnawskiego „Kto maszeruje, kto odchodzi?”
Paski w @tvp_info nt. #MarszWolności wciąż robią wrażenie. „Skompromitowany KOD”, „Polacy niezmiennie stawiają na Prawo i Sprawiedliwość”, „PiS ma ogromne poparcie, bo szanuje wyborców”, „Demokracja ma się w Polsce bardzo dobrze”. 😆😆 pic.twitter.com/LAdePMI6uJ
— Anna Mierzyńska (@Anna_Mierzynska) 12 maja 2018
wpolityce.pl: „Wygląda na to, że tegorocznego Marszu Wolności totalna opozycja nie będzie mogła zaliczyć do udanych. Mimo zaangażowania szeregu „autorytetów” do jego promocji, a także dowożenia ludzi z całej Polski autokarami na miejsce wydarzenia, nie udało się osiągnąć dobrej frekwencji. Tego faktu nie udało się ukryć nawet TVN-owi.
Najwyraźniej totalna opozycja po raz kolejny nie wstrzeliła się w nastroje społeczne. Okazało się, że samo hasło „PiS jest dziki, PiS jest zły, PiS ma bardzo ostre kły” nie mobilizuje zbyt wielu Polaków.”
fronda.pl: „Odbył się dzisiaj w Warszawie hucpiarski ,,Marsz Wolności”. To urządzana od kilku lat manifestacja totalnej opozycji. Za każdym razem przedstawiciele środowisk odsuniętych od władzy trąbią o wolności i demokracji. Oprócz walki z PiS niczego Polakom naturalnie nie proponują.” – komentuje fronda w publikacji „Marsz Wolności. Jak zwykle – totalna klapa”
niezalezna.pl: Na dziś zaplanowano marsz totalnej opozycji, która chciałaby, aby było po staremu. Przez ostatnie miesiące była strategia, dzisiaj przyszedł czas „na ulicę”. Do Warszawy autokarami zwieziono działaczy Platformy Obywatelskiej, dogorywającej Nowoczesnej i ich przybudówek, a całość imprezy ma się odbyć pod szumnym hasłem: „Marsz Wolności” – czytamy w artykule „Marsz totalnej opozycji przeciw dobrej zmianie w Polsce”
Dzisiaj rozmawiam ze znajomym o #MarszWolności, pojawia się temat frekwencji. Ujęcia kamer TVNu na zamkowym nie pozostawiają złudzeń – ludzi jest mało. Ktoś w sieci wylicza 6 tysięcy. Żartuję, że w TVNie podadzą 60 tysięcy. Niedługo potem rzecznik m. st. Warszawa podaje 50 tys.
— Mig (@MigKKRP) May 12, 2018
Śmiech przez łzy. #MafiaPO #MarszWolności przed Cela+ https://t.co/cn9qdx96i8
— BarbaraN 🇵🇱 (@BarbaraNoska) May 12, 2018
RT
Posłuchajcie i podajcie proszę dalej👊👊
Cała prawda o dzisiejszym #MarszWolności 💪💪💪
– Całą manifestację przeszedłem od początku do końca w 3 minuty … 😂😂😂😂
Materiał @MarcinRola89 źródło https://t.co/9AOmUP4Lto pic.twitter.com/vAMaGf0Apq— Piotr Fikser (@PiotrFikser) May 12, 2018
Niska frekwencja na Marszu Wolności. Klęskę opozycji pokazał nawet TVN. Internauci pękają ze śmiechu. „Więcej ludzi na scenie niż obserwujących”😉#MarszWolności2018#MarszWolności
https://t.co/dWxb9n8QbA— Grzegorz 🇵🇱 (@Heffegc) May 12, 2018
Opozycja totalna spokojnie sobie demonstruje w stolicy. Nikt im nie zabrania, nie rozpędza, nie pałuje. Policja ochrania,Nikt im,jak oni sami,nie siada na ich drodze. I oni cos pieprzą o braku wolności!
Jprdl! To już nie jest bezczelność i chamstwo. To jest czyste qurestwo!— Andy Nowak (@AndyNowak4) May 12, 2018
Faktycznie marsz wolności pokazał pewną cywilizacyjną różnicę. Mógł się odbyć w spokojnej atmosferze, bez policji i barierek, bo PiS w przeciwieństwie do totalnej opozycji nie tworzy agresywnych bojówek takich jak „Obywatele RP”, których jedynym celem jest wszczynanie burd.
— Dawid Wildstein (@DawidWildstein) May 12, 2018
Ciekawe czy wtedy gdy (nareszcie!) #MarszWolnosci będzie odbywał się w spacerniakach, też te obliczenia będa ulegały takim cudownym pomnożeniom?…
— Jan P. Trumpist (@West_USA) May 12, 2018
Jeśli tak wygląda poparcie dla totalnych w Polsce to PJK może władzę w @pisorgpl przekazać swojemu kotu😉😃#MarszWolności #MarszWolności2018 pic.twitter.com/YlFkD8mQ66
— Radosław Kuleta (@kuleta_radek) May 12, 2018
Chcemy dalej kraść🙄PO To maszerujemy,to my 1 Komunistyczna defilada🤨#Minela20 pic.twitter.com/oDflIMMhT4
— J-24 znowu nadaje.. (@Franek06122379) May 12, 2018
Dobra, podsumowując #MarszWolnosci . Jak na mało liczny, nic nie znaczący, groteskowy i żałosny, to całkiem spora sraczka po prawej stronie TT, że o TVPis nie wspomnę. Cytując klasyka: Słychać wycie…:)
Chcemy dalej kraść🙄PO To maszerujemy,to my 1 Komunistyczna defilada🤨#Minela20 pic.twitter.com/oDflIMMhT4
— J-24 znowu nadaje.. (@Franek06122379) May 12, 2018
Zwracam się do uczestników Marszu Wolności, sympatyków Platformy, KOD, całej opozycji, jakie prawa i wolności są w Polsce łamane/ zagrożone/ograniczane? Konkrety, bez ogólników że Konstytucja, swobody obywatelskie, że demokracja zagrożona itd. Dacie radę?? #MarszWolności
— Maciek 🇵🇱💯 (@16maciek16) May 12, 2018
Jedyny plus tego marszu że można było zauważyć ze młodzi mają w d…e cały ten #MarszWolności,@GregorzSchetyna i opozycje…oprócz byle było tak jak było nie mają nic do zaoferowania!!🍻dziś pije zdrowie Prezesa JK-jesteś mistrzem👏🙌
— Marcin85 (@Marcin85RP) May 12, 2018
— Przemo75 (@Przem75) May 12, 2018
Pozwólcie mi zgadnąć, jak Policja wyliczyła ilość uczestników marszu.
Garstka? pic.twitter.com/KojJlIFu6k— HAnia (@mamaaleksa) May 12, 2018
(df) thefad.pl
Kilka słów o historii marki BMW
BMW to niemiecki koncern motoryzacyjny. Koncern produkuje motocykle, skutery i samochody osobowe. Pojazdy z logo BMW od lat cieszą się popularnością na całym świecie. Warto przyjrzeć się kilku faktom z historii koncernu.
Od tego się zaczęło
Historia koncernu BMW na początku nie miała nic wspólnego z samochodami. Nie jest to jednak sytuacja wyjątkowa, wiele koncernów motoryzacyjnych na początku działało w zupełnie innych branżach.
Rozmawiając o historii koncernu BMW trudno nie wspomnieć o Gustavie Otto i Karlu Rapp.
Gustaw Otto – pionier niemieckiego lotnictwa – w 1911 roku zakłada Fabrykę Maszyn Latających noszącą jego imię i nazwisko. Przy fabryce otwiera również szkółkę lotniczą.
Swoją fabrykę Gustav Otto buduje w jednej z dzielnic Monachium, na terenie Milbertshofen. Bawarska fabryka koncernu oraz jego centrala wciąż ma siedzibę w tej dzielnicy.
Karl Rapp to właściciel Zakładów Silnikowych Rapp sp. z o. o. Zakłady Silnikowe Rappa specjalizowały się w produkcji silników lotniczych. W 1916 roku G. Otto i K. Rapp łączą swoje przedsiębiorstwa i tworzą Bawarską Fabrykę Samolotów. Jej nazwa zostaje zmieniona w roku 1917. Nazwano ją Bayerische Motoren Werke czyli po prostu BMW.
Na pierwsze auto trzeba było jeszcze poczekać
Na pierwszy samochód BMW czekano 11 lat. Pierwsze auto opuściło fabrykę w Eisenach dopiero w roku 1928. To zabytkowy dzisiaj model Dixi 3/15.
Pierwszy samochód marki BMW został zbudowany na licencji zakupionej od Brytyjczyków. Został wyposażony w czterocylindrowy silnik o pojemności 743 centymetry sześcienne. Auto miało moc 15 KM. Jak na owe czasy rozwijało oszałamiającą prędkość: mogło osiągnąć maksymalną prędkość 80 km/h.
W 1933 roku został zaprezentowany model 303. Był to samochód od początku do końca stworzony przez projektantów i inżynierów pracujących dla BMW.
Okres II wojny światowej
Tuż po wybuchu II wojny światowej przejmuje trzy fabryki. Jedna z nich należała do Brandenburggische Motorenwerke; jej siedziba znajdowała się w Berlinie-Spandau. Pozostałe to Basdorf i Zuhsldorf. Okres wojenny to przede wszystkim produkcja motocykli na potrzeby Wermachtu i silników lotniczych dla Luftwaffe. W 1941 roku BMW w swoich zakładach po raz pierwszy zatrudnia robotników przymusowych i więźniów.
Na skutek działań wojennych, fabryka w Monachium została zniszczona, a po podpisaniu kapitulacji Niemiec, fabryka w Eisenach znalazła się w rękach Rosjan.
Po wojnie
Pierwszy powojenny model wyprodukowany przez niemiecki koncern to BMW 501. Opuścił on taśmy produkcyjne w roku 1951.
Cztery lata później z taśm schodzi pierwszy Wartburg.
W latach 90. BMW przejmuje Rover Group. W rękach niemieckiego koncernu trafiły: MG, Rover, Land Rover, MINI. BMW przejęło również Rolls-Royce. Obecnie BMW posiada już tylko MINI.
Oferta koncernu BMW została poszerzona o samochody z silnikiem elektrycznym. Model i3 zaprezentowany został w roku 2013. Rok później do oferty trafił model z napędem hybrydowym. To BMW i8. Do aut chętnie kupowanych należą między innymi SUV-y.
Artykuł został przygotowany przez BMW TEAM, salon BMW z Długołęki koło Wrocławia
Niemcy. Historia dwóch bezdomnych Polaków z ulicy w Kolonii
Bezdomnych Sebastiana i Kazimierza można spotkać codziennie przy Berliner Strasse w Kolonii. Od pół roku są nierozłączni. Okoliczni mieszkańcy przywykli do ich widoku i im nawet pomagają.
Są zwykle schludnie ubrani, uśmiechnięci, uprzejmie pozdrawiają przechodniów. Sebastian i Kazimierz wcale nie odpowiadają obiegowym opiniom na temat bezdomnych.
Sytuacja zmienia się całkowicie, kiedy Polacy są już po sporej dozie taniego wina lub kilku piwach. Nietrzeźwy Sebastian bywa wtedy agresywny także wobec stróżów porządku publicznego i trafił już za to wielokrotnie do aresztu. Bywało też, że pijanego do nieprzytomności Polaka zabierano z ulicy do szpitala. Odkąd jednak zaprzyjaźnił się z Kazimierzem i spędza czas na Berliner Strasse w kolońskiej dzielnicy Muelheim, rzadziej dochodzi do takich incydentów. Zwykle przyjaciel przejmuje kontrolę nad sytuacją, bo jak twierdzi, ma mocniejszą głowę.
Historia Sebastiana
Czterdziestoletni Sebastian pochodzi z Koszalina i żyje w Kolonii od 8 lat. Technik budowlany z zawodu stracił z powodu nałogu pracę w dużej firmie budowlanej. Pieniądze z dorywczej pracy nie starczały na utrzymanie żony i dwójki dzieci. Zaciągnięte kredyty, problemy z komornikiem, rozpad małżeństwa skłoniły go do szukania szczęścia w Niemczech. Zdecydował się na ten wyjazd za namową sąsiada. Żaden z nich nie znał języka i sąsiad już po dwóch latach zapił się na śmierć, a Sebastian utrzymywał się z dorywczych prac na niemieckich budowach.
Kilka miesięcy żył na kolońskiej ulicy, a potem zamieszkał z Polką, która podobnie jak on zaglądała regularnie do kieliszka. Kiedy zmarła ponad pół roku temu, Sebastian znalazł się ponownie na bruku. Niedawno złamał po pijanemu nogę, którą złożono na koszt UE w szpitalu, ale wciąż jeszcze porusza się o kulach.
Historia Kazimierza
Prawie dwadzieścia lat starszy od Sebastiana Kazimierz przyjechał do Niemiec z Górnego Śląska 19 lat temu. Z zawodu kierowca, jeździł ciężarówkami dostawczymi po całej Europie. Także Kazimierzowi rozpadło się małżeństwo. Tyle że powodem nie był alkohol, utrata pracy czy długi, lecz wymuszona zawodem ustawiczna rozłąka z rodziną.
Egzystencjalne problemy w Niemczech zaczęły się na dobre od choroby płuc i astmy. Kazimierz stracił pracę, a potem mieszkanie.
Od pięciu lat żyje bez dachu nad głową w kolońskiej dzielnicy Muelheim, a od pół roku koczuje z Sebastianem w opuszczonej przyczepie campingowej w lesie na peryferiach miasta.
We dwóch
Kazimierz znalazł Sebastiana pewnego grudniowego dnia, kiedy ten nocował w jednym ze śmietników. Odtąd wspólnie organizują swoje życie, bo we dwóch na ulicy jest łatwiej.
– Nie trzeba się bać, jeden drugiego pilnuje – mówi Sebastian. Bezdomni, jak twierdzi, padają często ofiarą pobicia, podpalenia. Raz bezdomny Rumun groził mu nożem, bo chciał zabrać mu buty.
Kiedy Sebastian siedzi na chodniku, zbierając pieniądze do papierowego kubka, Kazimierz organizuje jedzenie, nierzadko szukając w pobliskich śmietnikach. Zdarza się, że na posiłek zaprasza ich Koreańczyk, właściciel pobliskiej budki z azjatyckim jedzeniem.
– Kazimierz jest jak ojciec. On mnie wszystkiego nauczył, pokazał, gdzie można dostać talerz zupy, ubranie, gdzie można się wykąpać, załatwić zabieg u dentysty czy innego lekarza za darmo. Jest oblatany – tłumaczy Sebastian. – Opiekujemy się sobą i dzielimy ostatnią kromką chleba. Dla mnie to przyjaźń – mówi.
Rośnie liczba bezdomnych
Jak podaje Niemieckie Stowarzyszenie Pomocy Bezdomnym (BAG) bez dachu nad głową żyje w Niemczech około 860 tys. osób. A około 50 tys. bezdomnych to obywatele UE, głównie Rumunii, Bułgarzy i Polacy.
Według danych niemieckiego portalu statista.com powodem bezdomności w Niemczech jest przede wszystkim utrata pracy (51 proc.), uzależnienia i nałogi (48 proc.), zadłużenie (44 proc.) oraz brak środków finansowych na czynsz (38 proc.). Około 16 procent osób bezdomnych podaje, że świadomie zdecydowali się na życie na ulicy.
Lepiej w Niemczech niż w Polsce
Również Sebastian i Kazimierz dokonali takiego wyboru. Siostra Kazimierza, lekarka we Włoszech, proponowała mu wielokrotnie pracę w fabryce. Nie skorzystał, bo nie chce zrezygnować z wolności, którą daje mu życie na ulicy.
– Jestem dziadem, ale wolnym ptakiem i człowiekiem zaradnym, nie zginę – zapewnia i jednym tchem wymienia niektóre z możliwości dla bezdomnych w Kolonii. Na Severinsstrasse jest np. noclegownia ze śniadaniem. Na jednym z centralnych placów miasta Appelhofplatz pod kościołem Św. Marii każdego wieczoru od poniedziałku do piątku można zjeść ciepłą zupę i dwa razy w tygodniu skorzystać z porady lekarskiej.
Oferta pomocy dla bezdomnych w Kolonii jest niemała. Na stronie internetowej miasta jest wykaz adresów dziewięciu inicjatyw obywatelskich i organizacji pomocowych. Jednak obaj Polacy nie korzystają z oficjalnych noclegowni czy darmowych stołówek. W „swojej” dzielnicy mają wszystko, czego potrzebują i tam spędzają cały dzień. W domu dzielnicowym Buergerhaus Muetze mogą kupić za 10 centów czyste ubranie, mogą się też umyć.
Ale wstyd
Sebastiana nie opuszcza jednak męczące uczucie wstydu i zażenowania. Rodzice błagają, żeby wrócił do kraju, a on po ośmiu latach pobytu w Niemczech „jest bez grosza przy duszy”, podczas gdy inni rodacy w ciągu roku potrafili dorobić się mieszkania. Przy tym zdaje sobie sprawę z tego, że wszystkiemu winny jest nałóg.
Sebastian i Kazimierz zaczynają każdy dzień od wypicia butelki wina.
– Lubię pić i nie chcę przestać, bo nie myślę wtedy o rodzinie – usprawiedliwia się Sebastian.
Stosunek Niemców
Okoliczni mieszkańcy oswoili się z widokiem dwóch przyjaznych Polaków. Odpowiadają grzecznie na pozdrowienia.
– Są dla nas dobrzy, są w porządku, są solidarni i gotowi do pomocy – chwali Niemców Sebastian. – Tu się da przeżyć. Mamy jedzenie za darmo, ubranie za darmo, pieniądze na kubek rzucą, alkoholu pod dostatkiem, bo co chwilę jakiś kolega postawi piwo czy wino. Sprzedam dwie plastikowe butelki i mam piwo. A w Polsce nawet peta nie znajdę na ulicy – tłumaczy. I jak zapewnia, wielu bezdomnych Polaków z Kolonii, których zna, woli żyć w Niemczech niż w Polsce.
REDAKCJA POLECA







