Dariusz Stokwiszewski: Marsz Wolności – obowiązkiem patrioty

Dariusz Stokwiszewski
Dziennikarce, która pytała mnie o cel tego protestu, odpowiedziałem tak, jak to czuję. A odczuwam to tak, jak wszyscy ci, którzy myślą kategoriami wolności i poszanowania prawa - jako ból wynikający z zatroskania o to, jaka będzie przyszłość naszej Ojczyzny.
12 maja b.r. w Warszawie odbędzie się Marsz Wolności, podczas którego patrioci zademonstrują swą niechęć do autorytaryzmu, który w ciągu tylko trzech lat zastąpił w Polsce demokrację gabinetowo – parlamentarną. Dziś, przed jutrzejszym wyjazdem na marsz do Warszawy, udzieliłem krótkiego wywiadu lokalnej telewizji. Dziennikarce, która pytała mnie o cel tego protestu, odpowiedziałem tak, jak to czuję. A odczuwam to tak, jak wszyscy ci, którzy myślą kategoriami wolności i poszanowania prawa – jako ból wynikający z zatroskania o to, jaka będzie przyszłość naszej Ojczyzny.
Dziś Polska nie jest państwem, które znaliśmy, jako lidera w przywracaniu demokracji w państwach Europy Środkowo – Wschodniej, po upadku komunizmu. Dziś Polska jest państwem niedemokratycznym, co stwierdzam z pełnym przekonaniem, jako politolog i polski patriota!
Przyzwyczajeni do niewoli przez wieki nie zapomnieliśmy nigdy słowa „wolność” ani tego, co ono znaczy. Przeżyliśmy zabory, nazizm i jego zbrodnie, komunizm i wszystko to, co strasznego z sobą przyniósł. Kiedy jednak na początku ostatniej dekady XX w. odzyskaliśmy już wolność, wprowadziliśmy demokrację, zbliżyliśmy się do tak bardzo wymarzonego Zachodu i tego, czym nas przyciągał jak magnez – na Polskę spadła kolejna, tym razem „rodzima” katastrofa! Nie, tego nikt się chyba nie spodziewał, nawet w sennym koszmarze!
Można zapytać, dlaczego do tej narodowej katastrofy, jaką było w 2015 r. zwycięstwo wyborcze PiS i jego koalicjantów, doszło. Jak to się stało i z czego wynikało? Już wiele osób próbowało na to pytanie mniej lub bardziej trafnie odpowiedzieć; ja także, jednak teraz, kiedy piszę ten tekst, przyszło mi do głowy jeszcze jedno wyjaśnienie, o którym tu chyba nikt jeszcze nie wspominał. A sprawa ta jest wynikiem (tak sobie myślę) naszego „braku wiedzy, wyobraźni, umiejętności wnikliwej obserwacji i wyciągania wniosków z naszej oraz innych, przeszłości”.
Otóż nikomu chyba nie przyszło do głowy to, aby w Polsce mógł się objawić ktoś, kto swą „charyzmą, wielkością, empatią i umiejętnościami przywódczymi, jednym słowem GENIUSZEM”, może przejąć stery okrętu, jakim jest Polska, a następnie wprowadzić go na rafy i prawie zatopić! To właśnie brak umiejętności projektowania przyszłości ze strony polityków spowodował wszystko to, z czym teraz mamy do czynienia, i z czym przyjdzie nam zmagać się przez czas jakiś jeszcze (bo to się skończy)!
Mam głęboką nadzieję na to, że po szczęśliwym powrocie uda mi się napisać relację z tego, jak Marsz Wolności przebiegał. Piszę o nadziei, bo teraz już nikt (poza może ONR i innymi nacjonalistycznymi ugrupowaniami) nie może mieć pewności co do tego, że państwo polskie, rękoma swoich organów ścigania (kogo?) zapewni mu bezpieczeństwo w czasie pokojowej manifestacji. Mimo to, jutro rano jadę do stolicy, bo tak trzeba, bo każdy przyzwoity człowiek, który tylko może sobie pozwolić na wyjazd (wiadomo, że w życiu jest różnie) powinien tam, w Warszawie być i protestować, aby świat widział, że nie zgadzamy się na powrót do średniowiecza i prostacką dyktaturę!
Pani Poseł @Berni_Krynicka!
To zdjęcie wyraża więcej niż tysiąc słów. Tak wygląda Podła Zmiana! Polacy wstydzą się i mają dość tej pogardy i pychy. Dlatego obywatele pokażą Wam swoje niezadowolenie na #MarszWolności ✌🇵🇱 pic.twitter.com/IIkchXoaWQ— Kinga Gajewska (@gajewska_kinga) May 11, 2018
Już jutro największy marsz po 1989. Idziemy, bo chcemy Polski:
– obywatelskiej
– nowoczesnej
– samorządnej
Jako demokratyczna opozycja będziemy wspólnie! #MarszWolności #MarszWolności2018 pic.twitter.com/wZLBq9OXAv— Damian Kujawa 🇵🇱🤝🇪🇺 (@DamianPKujawa) May 11, 2018
Dariusz Stokwiszewski
Adam Mazguła: Nie ma już Sejmu RP

Adam Mazguła
Dyktatorskie postępowanie większości sejmowej przenosi dyskusję społeczną na fora internetowe, wyprowadza ludzi na ulicę i radykalizuje przeciwstawne poglądy. Sejm jest teraz nie tylko areną wzajemnej pogardy dla przekonań, ale i polem bitwy na słowa, bo racja jest tam, gdzie rządząca większość, która reprezentuje „dyktatora”
Polska nie ma już sejmu i senatu, a tylko propagandową zasłonę dla niedemokratycznego działania i tworzenia prawa.
Parlament jest potrzebny dla twórczych dyskusji, sporu politycznego, w którego efekcie ma powstawać prawo uwzględniające interesy w miarę możliwości wszystkich Polaków.
To również forum reprezentacyjne maksymalnej liczby partii i organizacji, które prezentują swoje poglądy i starają się o ich uwzględnienie w stanowionym prawie.
Dzisiaj w żadnej izbie parlamentu nie ma ani dyskusji, ani szukania wspólnych racji. Jest dyktat jednej partii, a właściwie jednego człowieka, który niejednokrotnie wbrew prawu narzuca swoją wolę i czyni z niej prawo powszechnie obowiązujące.
Dyktatorskie postępowanie większości sejmowej przenosi dyskusję społeczną na fora internetowe, wyprowadza ludzi na ulicę i radykalizuje przeciwstawne poglądy.
Sejm jest teraz nie tylko areną wzajemnej pogardy dla przekonań, ale i polem bitwy na słowa, bo racja jest tam, gdzie rządząca większość, która reprezentuje „dyktatora”.
Nie ma sensu udawać demokracji, rozwiążcie sejm i senat – te atrapy prawa i wolności. Przecież one straciły już rację bytu. Nie jest to parlament obywateli RP, ale miejsce spotkań koterii wyznawców prezesa, którzy odgrywają swoją niszczycielską rolę w kostiumach demokratów. Ogrodzili się płotami, barierkami, policją, uzbrojoną Strażą Marszałkowską i przepisami niepozwalającymi zwiedzanie miejsca tworzenia „demokratycznego prawa”, ale nawet na wejście na teren budynku. Zmienione regulaminy nie dają szans opozycji do zabrania głosu bez narażenia się na represje marszałka sejmu.
Po co nam, społeczeństwu, taki sejm i senat?
Rozwiązanie tego niepotrzebnego prezesowi organu przyniesie niezliczone wizerunkowe i finansowe korzyści. Nie będę ich wymieniał, zostawiam to Czytelnikom. Ograniczę się jednak do zwrócenia uwagi, że nie ma potrzeby wybierania, utrzymywania i opłacania 460 posłów i 100 senatorów, ich biur, media i tak zlikwidują swoje przekazy bez dostarczonej wiedzy o działaniach władzy. Zostanie tylko oficjalny przekaz i chyba o to chodzi.
Prezesie,
nie okłamuj społeczeństwa, rozwiąż te niepotrzebne obecnie atrapy demokracji!
Przecież nawet pensje dla posłów ustalasz sam.
A tak na poważnie, to dopóki istnieje szansa na dyskusje, prezentacje stanowisk, to nie można zrezygnować z żadnej próby uświadamiania społeczeństwa, co dzieje się obecnie w naszym kraju rządzonym przez szeregowego posła.
Jeśli przyszły sejm ma być demokratycznym organem władzy ustawodawczej, to musi mieć obniżony próg wyborczy i składać się z jak największej liczby partii i ugrupowań politycznych, wymuszać koalicję zadaniową a nie systemową.
Ale to już temat na inny felieton.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Donald Trump spotka się z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem 12 czerwca
Prezydent Donald Trump poinformowała, że spotka się z przywódcą Korei Północnej Kim Jong Un w przyszłym miesiącu w Singapurze.
O spotkaniu z dyktatorem Korei Północne Donald Trump poinformował na Twitterze. „Bardzo wyczekiwane spotkanie z Kim Dzong Unem będzie miało miejsce w Singapurze 12 czerwca. Obaj postaramy się, by uczynić z niego szczególny moment dla światowego pokoju!” – napisał amerykański prezydent.
The highly anticipated meeting between Kim Jong Un and myself will take place in Singapore on June 12th. We will both try to make it a very special moment for World Peace!
— Donald J. Trump (@realDonaldTrump) May 10, 2018
Ocieplenie stosunków międzynarodowych
Ocieplenie stosunków międzynarodowych obseruje się już od kilku miesięcy.
W sobotę 10 lutego prezydent Korei Południowej Moon Jae-in przyjął delegację z Korei Północnej w pałacu prezydenckim, tzw. Niebieskim Domu, w Seulu. W spotkaniu uczestniczyli m.in. młodsza siostra Kima Dzong Una, Kim Dzo Jong, ważna postać w Partii Pracy Korei i wiceprzewodnicząca departamentu ds. propagandy i agitacji oraz 90-letni Kim Yong Nam, przewodniczący północnokoreańskiego parlamentu i ceremonialna głowa państwa.
Kim Dzong Un zaprosił prezydenta Korei Południowej Moon Jae-ina do Pjongjangu. Odręcznie napisane zaproszenie od lidera Korei Północnej wręczyła południowokoreańskiemu przywódcy siostra Kima, Kim Dzo Jong, która uczestniczyła w ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pjongczangu.
Przedstawiciele Korei Północnej przybyli do Korei Południowej na otwarcie Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pjongczangu, podczas których sportowcy z obu Korei maszerowali wspólnie i pod jedną flagą.
Spotkanie przywódców obu Korei
W piątek 27 kwietnia przywódcy obu Korei spotkali się w strefie strefie zdemilitaryzowanej. Mun przywitał Kima na granicy, po czym obaj przez prawie dwie godziny rozmawiali za zamkniętymi drzwiami w Domu Pokoju w Panmundżomie. Po południu wspólnie wzięli udział w ceremonii sadzenia sosny, która ma symbolizować pokój i dobrobyt na Półwyspie Koreańskim.
Piątkowy szczyt był trzecim w historii i pierwszym od 11 lat spotkaniem przywódców obu Korei, podzielonych w wyniku wojny w latach 1950-1953. Oba kraje pozostają formalnie w stanie wojny, ale Mun i Kim na wstępie rozmów deklarowali chęć rozpoczęcia procesu pokojowego.
Urzędnicy Seulu informowali, że Kim powiedział Munowi w czasie porannego spotkania, że nie będzie już „zakłócał jego snu” próbami rakietowymi. Przed szczytem północnokoreański dyktator ogłosił wstrzymanie prób jądrowych i startów międzykontynentalnych rakiet balistycznych.
Kim uwolnił Amerykanów
Wczoraj, 9 maja świat obiegła informacja o uwolnieniu przez Koreę Północną trzech obywateli Stanów Zjedczonych koreańskiego pochodzenia – Kim Hak-Song, Tony Kim i Kim Dong-chul – zostali w Korei Północnej uwięzieni za działalność antypaństwową i umieszczeni w obozach pracy.
I am pleased to inform you that Secretary of State Mike Pompeo is in the air and on his way back from North Korea with the 3 wonderful gentlemen that everyone is looking so forward to meeting. They seem to be in good health. Also, good meeting with Kim Jong Un. Date & Place set.
— Donald J. Trump (@realDonaldTrump) May 9, 2018
(df) thefad.pl
Donald Trump to meet with North Korea’s Kim Jong Un on June 12
US President Donald Trump announced he would meet the North Korean dictator Kim Jong Un next month in Singapore. The two leaders would „both try to make it a very special moment for World Peace!” said Trump.
The leaders of the US and North Korea are set to meet on June 12th in Singapore, Donald Trump said on Twitter on Thursday. The meeting comes amid a historic diplomatic thaw that saw North Korea pledge to give up its nuclear weapons.
The highly anticipated meeting between Kim Jong Un and myself will take place in Singapore on June 12th. We will both try to make it a very special moment for World Peace!
— Donald J. Trump (@realDonaldTrump) May 10, 2018
„We will both try to make it a very special moment for World Peace!” Trump added.
Kierowcy będą mogli jeździć bez dowodu rejestracyjnego i polisy OC
Sejm przyjął w środę zmiany w ustawie Prawo o ruchu drogowym, dzięki którym kierowcy nie będą musieli wozić ze sobą dowodu rejestracyjnego i poświadczenia polisy OC.
„Za” głosowało 255 posłów, „przeciw” było 153, natomiast 26 „wstrzymało się” od głosu. Oznacza to, że już wkrótce kierowcy nie będą musieli wozić ze sobą dowodu rejestracyjnego i poświadczenia polisy OC. Zamiast tego policja sprawdzi wspomniane dane w systemie informatycznym CEP (Centralna Ewidencja Pojazdów). Już dziś znajdują się tam informacje zawarte w dowodzie rejestracyjnym, a także dane o polisie oraz o badaniu technicznym.
Obecnie kierowca, który nie posiada przy sobie wymaganych dokumentów, podlega karze grzywny do 250 zł lub karze nagany. Po przyjętych zmianach, za brak prawa jazdy nadal będą grozić kary.
Udając się do stacji kontroli pojazdów, nadal trzeba mieć przy sobie dowód rejestracyjny pojazdu, by uzyskać pieczątkę potwierdzającą przejście badania. Jest to niezbędne podczas kontroli służb poza granicami kraju.
Ponadto, zaproponowano optymalizację działań związanych z wdrożeniem systemu CEPiK 2.0. Poszczególne rozwiązania będą wprowadzane w terminach ogłaszanych w Biuletynie Informacji Publicznej Ministerstwa Cyfryzacji z co najmniej trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Zapewni to stopniowe wprowadzanie nowych funkcji systemu.
Zaproponowano m.in. ujednolicenie danych gromadzonych w Centralnej Ewidencji Kierowców (CEK) z zakresem danych o osobach i jednostkach uczestniczących w nabywaniu uprawnień do kierowania, gromadzonych w lokalnych ewidencjach i rejestrach przez starostów, marszałków województw i wojewodów. Zwiększyć ma się też dostępność danych, m.in. przez wprowadzenie nowych możliwości pozyskiwania danych z Centralnej Ewidencji Kierowców do ponownego wykorzystania – za pomocą interfejsów wymiany danych – nieodpłatnie.
Wprowadzono też przepisy umożliwiające migrację danych o ośrodkach szkolenia, jeśli chodzi o świadectwa kwalifikacji zawodowej.
Według autorów ustawy wprowadzane rozwiązania pozwolą na stopniowe uruchamianie kolejnych e-usług dla obywateli (m.in. „sprawdź swoje uprawnienia”, „sprawdź uprawnienia kierowcy”, „udostępnij swoje dane pracodawcy”).
Po przyjęciu przez Sejm, projekt zmian w ustawie trafi do Senatu.
Źródło: Kurier PAP
Hawaje: Lawa dobywająca się z wulkanu Kilauea pożera wszystko, co staje jej na drodze. Zobacz jak pochłania samochód
W czwartek 3 maja doszło do wybuchu wulkanu Kilauea na Hawajach. Wulkan wyrzucał toksyczne gazy z dwóch kraterów i zmusił władze do nakazania natychmiastowej ewakuacji części mieszkańców wyspy Hawai‘i.
Sunday morning Hawaii volcanic eruptions #Hawaii #Volcano #fissures #lavaflow #ABCNews #hawaiivolcano #KilaueaVolcano #lava #USGS #Kilauea # pic.twitter.com/64EFLsWlMr
— Caleb Otto (@CalebOtto4) May 7, 2018
Do erupcji aktywnego wulkanu Kilauea, jednego z pięciu na hawajskiej wyspie, dochodzi nieprzerwanie od 3 stycznia 1983 roku. W ciągu kilku ostatnich dni na wyspie zarejestrowano kilkaset wstrząsów o sile od 2 dwóch do 5 stopni, a około 1,7 tysiąca osób zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów. Wulkan Kilauea jest jednym z najbardziej aktywnych wulkanów świata.
Hawaii’s Kilauea volcano erupted this week, displacing several hundred residents https://t.co/QEF6zaMu5d pic.twitter.com/v6TiQAMe31
— National Geographic (@NatGeo) May 8, 2018
Niewykluczone, że po zarządzeniu ewakuacji Lanipuna Gardens władze będą musiały ewakuować kolejnych mieszkańców, ponieważ lawa przemieszcza się pod wyspą podziemnymi tunelami i w każdej chwili może zacząć wydostawać się na powierzchnię.
Stunning footage shows falling rocks agitating a lava lake of the Kilauea volcano on Monday night, accordingly to the United States Geological Survey. The USGS has recorded 1,301 earthquakes on the Island of Hawaii in the last week, as the Kilauea volcano continues to erupt pic.twitter.com/K65fvvLfOR
— TIME (@TIME) May 8, 2018
Tymczasem lawa z wulkanu Kilauea niszczy pochłania wszystko, co stanie znajduje na swojej drodze.
(df) thefad.pl
Adam Mazguła: „Złam jej rękę!” – czyli PiS-owskie ZOMO w akcji w Katowicach

Adam Mazguła
Mamy PiS-owskie ZOMO. Tak samo usłużne, głupie i zdolne wykonać każdy polityczny rozkaz, jak w czasach słusznie minionych. Wszystko, by zastraszyć protestujących. To, co zaprezentowała policja w Katowicach na pewno nie było pilnowaniem porządku publicznego i dbaniem o bezpieczeństwo obywateli.
Podczas protestu 6 maja w Katowicach ujawniła się nowa strategia dalszej eskalacji agresji brunatnej policji wobec protestujących antyfaszystów.
Narastało napięcie, pod pomnikiem Wojciecha Korfantego gromadzili się naziści. Po przeciwnej stronie na schodach – demokraci.
Policjanci oddzielili nas samochodami pełnymi uzbrojonych funkcjonariuszy.
Podszedłem do dowodzącego siłami policji i przedstawiłem się. Nie był zaskoczony, wiec zapytałem.
– Będziemy ich blokować, co zrobicie?
– To chyba jasne, oni są tu legalnie – usłyszałem w odpowiedzi – A wy lepiej bądźcie grzeczni.
– Ale oni promują faszyzm, to nie jest dla was, policjantów, ważne? – zapytałem.
– Póki co, ONR i Młodzież Wszechpolska są organizacjami legalnie działającymi, zgoda, panie pułkowniku? – zapytał.
– Ale ich hasła i zachowanie nie obligują Was do zatrzymania tego marszu? – uparcie pytałem.
– Nic nie widzę zdrożnego – usłyszałem w odpowiedzi.
W tym czasie ruszył marsz, a nasi zablokowali drogę. Pobiegłem szybko, aby dołączyć do siedzących na ulicy.
Marsz faszystów poprzedzali uzbrojeni, z tarczami i w hełmach szturmowych policjanci uformowani w klin. Policja nas otoczyła.
Jak zwykle – zaczęło się wynoszenie blokujących. To nie pierwszyzna, wynosili nas i w Warszawie, ale to, jak robili tym razem w Katowicach brunatni oprawcy, budziło grozę.
Nie wiedziałem, dlaczego wynoszeni ludzie krzyczą, dziewczyny piszczą, ktoś wrzeszczał „to nie worki ZOMOWCU”.
Wyszarpnęli i mnie wynieśli do tyłu i nie zdążyłem wstać jak dopadło mnie trzech ubranych jak naziści, z tatuażami na odkrytych częściach ciała, i zaczęli wykręcać mi ręce. Zacząłem się buntować i odrzuciłem ich od siebie. Wtedy usłyszałem, że to policjanci, a ja stawiam opór i wtedy jeden wyciągnął dokument.
Postanowiłem być spokojnym, ale za moją biernością poszła agresja. Wykręcili mi ręce i popychali brutalnie w boczną ulicę. Zachowywali się tak, że przez myśl przeszło mi, że będą mnie bić. Krzyknąłem do przebiegającego mężczyzny z aparatem fotograficznym:
– Filmuj pan, nie widzisz, co się dzieje?
Gość zaczął filmować i oprawcy stali się łagodniejsi. Posadzili mnie na murku.
– Dowód – rzucił jeden.
Spisywali, sprawdzali jakimś urządzeniem i trwało to długo. Z boku koleżanka stała i wyła z bólu.
– Co się stało? – zapytałem.
– Złamali mi rękę! – brzmiała odpowiedź.
– Spokój! – rzucił przebrany za kibola policjant – Nie gadać!
– Człowieku, trzeba jej pomóc – mówiłem.
– Siedzieć, nie gadać! – ripostował.
– Chłopie, jesteśmy pół metra od siebie, chociaż pozwól zrobić jej temblak na rękę – upierałem się. Chciałem wstać i chwyciłem jej szal, zomowiec pchnął mnie na murek i zakomenderował
– Siedzieć! Spokój!
Postanowiłem poczekać, co będzie dalej. Koleżance przyszedł z pomocą inny przechodzień.
– Czy jestem aresztowany? – zapytałem.
– Jeszcze nie! Zaraz! Cisza! – usłyszałem w odpowiedzi.
Kiedy mnie zwolnili podszedłem do Anny Domańskiej, związałem jej szal, aby mogła zawiesić bolącą rękę. Obfotografowałem jej ramię i poczekałem z nią i jej koleżanką na pogotowie. Wróciłem na kolejną blokadę.
Mimo agresji policji ludzie nie odpuszczali i montowali kolejne blokady. Faszyści wspierani przez brunatna policję zaczęli ujawniać zniecierpliwienie. Wznosili faszystowskie okrzyki i wyzywali policję za nieskuteczne opresje w stosunku do nas.
Podszedłem do głównodowodzącego i zapytałem:
– Co teraz, przecież to może wymknąć się spod kontroli, rozwiążcie to zgromadzenie – domagałem się. Usłyszeli to przywódcy ONR i podeszli.
– Panie! – zwrócili się do mnie – Zamiast siedzieć w fotelu, po co tu przyszedłeś?
– W 39 też niektórzy siedzieli, gdy faszyści plądrowali kraj i zabijali Polaków – odpowiedziałem. Te słowa rozwścieczyły ich i głównodowodzący poprosił, abym odszedł, bo nie pomagam w tonowaniu agresji. Wróciłem na blokadę, policjanci zaczęli wynosić nas ponownie. W trakcie tej czynności podszedł jakiś urzędnik i zapytał mojego sąsiada z blokady:
– Jeśli rozwiążemy zgromadzenie, odpuścicie?
– Tak oczywiście, schodzimy z drogi – odpowiedział.
Po chwili usłyszeliśmy komunikat o rozwiązaniu marszu i nasze ręce poszły w górę w geście zwycięstwa. Wstaliśmy i zeszliśmy z drogi, a szyk policjantów odwrócił się do ubliżających im nazistów. Po kilku minutach policjanci zepchnęli ich na pobocze i pertraktowali rozejście się.
W euforii zwycięstwa słychać było jednak jęki coraz to nowych osób. Okazało się, że interweniująca policja była niezwykle agresywna, chcieli nas okaleczać. Wyłamywali ręce, popychali, rzucali na asfalt, albo wręcz na krawężniki. Chłopak w ubraniu motocyklisty pokazywał mi sine plecy od policyjnej pałki.
Zrobili nam wiele krzywd tylko za to, że zrobiliśmy pracę za nich, za władze PiS-owskiej dyktatury.
W imię pamięci za doznane krzywdy narodowi polskiemu faszystom powiedzieliśmy – NIE!
Zobaczcie na załączone zdjęcia, jak fachowo wyłamywali ręce oprawcy faszystowskich władz PiS-u.
Gdy policja zaczęła nas atakować, zaczęliśmy skandować hasło – „faszyści – policja, jedna koalicja” i z takim przekazem wróciłem do domu.
Nie mam wątpliwości, że była to inna blokada i na pewno polałaby się krew, gdyby nie nasza uległość w momencie stosowania agresji i okaleczania protestujących przez policjantów.
Grzecznych bije się łatwo!
Jak z tego wynika, szef PiS-owskich oprawców Joachim Brudziński wyraźnie postanowił dać nam nauczkę. Niby interweniowali jak zawsze, ale widoczne podniecenie, świecące oczy, zamulony wzrok, opresyjność i niewspółmierna do zagrożeń po prostu przemoc zdradzały intencje władz.
Widziałem nad nimi unoszącego się ducha ZOMO i chęć politycznego odwetu, zamordystyczne oblicze. Pewnie to samo, które kazało zamordować na komisariacie Igora Stachowiaka, aresztować Obywateli RP za to, że są, albo represjonować ludzi noszących białe róże.
To ta sama strategia postępowania partii rządzącej – bezprawiem zniszczyć prawo.
Nie jesteśmy agresywni, protestujemy pokojowo, to policja pokazuje, jak można potraktować ludzi nieagresywnych. Tak jak traktuje się byłych funkcjonariuszy odbierając im godność i wielu z nich doprowadzając do śmierci.
W końcu bezprawni policjanci tej władzy niczym nie ryzykują, jak wskazuje dotychczasowa praktyka, nawet za morderstwo na komisariacie nikomu włos z głowy nie spadnie, a może nawet czeka awans.
To, co zaprezentowała policja w Katowicach, na pewno nie było pilnowaniem porządku publicznego i dbaniem o bezpieczeństwo obywateli.
To nie była polska policja owładnięta duchem konstytucji z orzełkiem na czapkach. To była interwencja policji politycznej – faszyzującej opresyjnej dyktatury PiS-u w stosunku do biernie protestujących wrogów partii, a więc najbardziej groźnych przeciwników władzy PiS-u. Dla Kaczyńskiego, Ziobry, Brudzińskiego nie są groźni mordercy, faszyści, kibole, gwałciciele, pedofile, a ludzie mądrzy, bez agresji i z biała różą w dłoni.
Do czasu, panowie, do czasu.
Tymczasem powinniśmy pomóc ludziom, którzy odważnie stanęli naprzeciwko maszerującego faszyzmu i mają teraz kłopoty z leczeniem połamanych nadgarstków i rąk. Dostęp do pomocy medycznej jest tu podstawowy. Nas bez kolejki nie przyjmują, a żaden generał nie przyniesie nam kul ani temblaków.
Potrzebna jest pomoc prawna, nie tylko w planowanych przez władze represjach w stosunku do spisanych protestujących, ale i w oskarżaniu policji o niczym niepowodowaną agresję i uszkodzenia ciała.
Tymczasem mamy PiS-owskie ZOMO. Tak samo usłużne, głupie i zdolne wykonać każdy polityczny rozkaz jak w czasach słusznie minionych. Wszystko, by zastraszyć protestujących.
Marsz ONR i Młodzieży Wszechpolskiej, Katowice, 6 maja, Fot. Grzegorz Krzysztofik
Adam Mazguła
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum. Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Dariusz Stokwiszewski: „Demokracja” wg PiS i kartka z historii Polski

Dariusz Stokwiszewski
Historia się nie powtarza, ale powinna nam pomóc w uczeniu się na błędach poprzedników w taki sposób, abyśmy ich w przyszłości uniknęli! Jak dotąd ta prawda jest poza możliwościami percepcyjnymi obecnej władzy
Na początek wróćmy do historii naszego kraju, która zdeterminowała (jak to zazwyczaj bywa) późniejsze jego losy. O ile jeszcze w XVI wieku Rzeczypospolita była stosunkowo silnym państwem europejskim, to wiek XVII był w jej długiej historii stuleciem wojen niszczących ją doszczętnie. Konflikty te były liczne i często przeplatały się wzajemnie do tego stopnia, że niemal „każdy walczył z każdym” – kraj niszczono nie tylko z zewnątrz, ale też od środka. Występowały one zwykle symultanicznie, czyli jednocześnie na kilku czasem teatrach działań.
Przypomnijmy najważniejsze konflikty XVII – wiecznej Rzeczypospolitej, z tego okresu. Wiedza ta powinna służyć, na co dzień, aby do podobnych tragedii nigdy więcej nie doszło. Nie jest prawdą to, że historia się potarza – to jedynie slogan, który, choć można do pewnego stopnia uzasadnić, to wciąż pozostaje frazesem. Prawdą jest natomiast to, że historia powinna być nauczycielką życia i wyznaczać ciąg dziejów narodu. Poniżej krótka charakterystyka najważniejszych z konfliktów zbrojnych, niepodana chronologicznie, ale według kryterium podmiotowego (tj. państw, z którymi Polska prowadziła wojny).
Rok 1600 dał początek długotrwałym wojnom ze Szwecją (Zygmunt III Waza, jego syn Władysław IV i Jan II Kazimierz). W każdym razie, szwedzka zawierucha zakończyła się dopiero pokojem w Oliwie, 3 maja 1660 r., co jednak nie oznaczało zakończenia wojen Rzeczypospolitej w ogóle. Wojny polsko – szwedzkie można byłoby uznać za najdłuższe z pozostałych, niżej wspomnianych konfliktów zbrojnych.
Innym sąsiadem, z którym Polska walczyła w XVII wieku była Rosja. Wojny rozpoczęły się jeszcze w XVI wieku. Kością niezgody były Inflanty, które rosyjscy carowie chcieli opanować dla uzyskania lepszego dostępu do Bałtyku. Jednak zarówno Zygmunt August, jak i później, Stefan Batory wyszli z nich zwycięsko, pokonując Rosję. Wartym uwagi był też konflikt – interwencja polska — w Moskwie, obsadzenie Kremla załogą oraz ogłoszenie, w 1610 r., polskiego królewicza Władysława carem Moskwy. Pobyt Polaków w Moskwie był jednak bardzo krótki.
Podczas wojny z Rosją, na początku drugiej połowy XVII w. Bohdan Chmielnicki stanął na czele antypolskiego powstania kozackiego, sprzymierzył się z Rosjanami, oddając im Ukrainę na mocy układy w Perejasławiu w 1654 roku, co dało początek kolejnej wojnie polsko — rosyjskiej. To właśnie wtedy miał miejsce opisywany tu już na początku „potop szwedzki”. Tuż po zakończeniu wojny ze Szwedami na nowo rozpoczęła się wojna z Rosją. Polacy nie wykorzystali dwóch ważnych zwycięstw (Połonka i Cudnów). Efektem tego było podpisanie, w 1667 r., rozejmu w Andruszowie. Na jego mocy lewobrzeżna Ukraina z Kijowem trafiła w ręce Rosji – rzeką graniczną stał się Dniepr.
Polska toczyła również wojny z otomańską Turcją. Przyczyną pierwszej (1620 – 1621) były najazdy Kozaków na ziemie tureckie, za które obwiniano króla Polski. Poza tym (a może był to ważniejszy powód), chodziło o wpływy w Mołdawii i Wołoszczyźnie. Polacy w tej fazie konfliktu zbrojnego ponieśli co prawda klęskę pod Cecorą, ale już w kolejnym roku pochód turecki został zatrzymany przez wojska Jana Karola Chodkiewicza, w bitwie pod Chocimiem.
Trwający pół wieku pokój pomiędzy Polską i Turcją, zakończył się w 1672 roku, kiedy to Turcy pokonali Rzeczypospolitą. Powodem wojny, była proaustriacka polityka polskiego władcy – Jana III Sobieskiego, skierowana przeciw Turcji. Efektem wojny był haniebny dla Rzeczpospolitej pokój w Buczaczu – Polska utraciła Ukrainę i była zmuszona płacić Turcji haracz. Jednak już w rok później doszło do wielkiej bitwy pod Chocimiem, która zakończyła się sukcesem Jana Sobieskiego, który zwyciężył Turków. Co prawda nie udało się odzyskać straconej części Ukrainy. Stało się to dopiero w 1699 r., po podpisaniu pokoju karłowickiego.
XVII wiek to jednak nie tylko wojny z sąsiadami; Polskę osłabiła wojna domowa, która toczyła się z Kozakami zamieszkującymi Ukrainę i chcącymi być traktowani jak szlachta. Na czele jednego z buntów stanął Bohdan Chmielnicki, który dodatkowo chciał pomścić krzywdy, których doznać miała jego rodzina ze strony polskiego szlachcica. W 1648 roku zbuntowani Kozacy sprzymierzeni z Tatarami zaatakowali RP, odnosząc przy tym wiele sukcesów.
Wojny te w dużym stopniu przyczyniły się do upadku znaczenia Polski i zepchnięcia jej na pozycję zdecydowanie słabszą, co w konsekwencji doprowadziło, w XVIII wieku do jej rozbiorów oraz zniknięcia na 123 lata z mapy Europy. Z państwa o wielkim znaczeniu Dawna Rzeczpospolita stała się jedynie, pieczołowicie kultywowanym, wspomnieniem. Stopniowo upadało rolnictwo, złupione miasta przeżywały najcięższe chwile. Handel oraz rzemiosło padały, a rosło znaczenie i ranga magnaterii, wykorzystującej zubożałą szlachtę do realizacji własnych interesów. Upadała również oświata, a co gorsza, zmieniała się na niekorzyść mentalność szlachty, która zainteresowana była jedynie własnymi sprawami. Państwo ogarniał chaos, który zakończyć miał już niedługo jego upadkiem aż na 123 lata.
***
Jako że dotąd wielokrotnie przypominałem w swoich publikacjach elementy najnowszej historii Polski, nie będę do tych kwestii powracać. To zaś, o czym napisałem powyżej, ma stanowić swoiste memento dla nas dzisiaj. Tak charakterystyczny oraz permanentny brak zgody narodowej, nieustające waśnie, prywata, warcholstwo czy chamstwo. Jakby jeszcze tego było mało; ksenofobia, rasizm, nietolerancja i szukanie wszędzie wrogów Polski „na siłę” doprowadzić musi w końcu do kolejnej narodowej tragedii. Nie poruszałem w części historycznej, pierwszej części artykułu, jakości rządów w Polsce na przestrzeni dziejów, ale nawet bez dokładniejszego roztrząsania tego problemu tutaj, stwierdzić mogę z całą pewnością to, że w całej swojej, liczącej ponad 1000 lat historii: Polska i Polacy zwykle nie mieli „szczęścia” do rządzących elit (nie lubię tego słowa, bo straciło zupełnie na znaczeniu)! „Elit” u władzy w Polsce nie ma, a jeśli ktoś uważa inaczej, to według mnie jest w wielkim błędzie! Nie ma elit rządzących, co jednak nie znaczy, że nie ma w Polsce osób czy środowisk, które na takie miano zasługiwałyby, gdyby władzę uzyskały!
Problem jednak polega na tym, że zazwyczaj do władzy dążą ludzie zwykle niezaradni w normalnym, codziennym życiu, za to cwani, wygadani, pełni frazesów i sztucznych, tzw. służbowych uśmiechów, którzy potrafią „wieszać psy” lub też ubliżać wszystkim innym, jeśli tylko ci „wszyscy inni” mają odmienne od nich, zdanie! Przynajmniej część z owych „elitarnych polityków” to ludzie zakompleksieni, być może kiedyś skrzywdzeni, obrażani i wyśmiewani, a na dodatek o niskim morale i takim też wykształceniu.
Przykładem „najlepszym” są „spektakle” chamstwa, nienawiści, zawiści warcholstwa czy brutalności w sejmie obecnej kadencji. Nie byłoby to, może aż tak rażące, gdyby temu nie towarzyszyła niezwykła i niczym nieuzasadniona pogarda dla innych, w tym zwłaszcza w stosunku do opozycji ze strony parlamentarnej większości. Nie mogę pominąć tego, że taki fatalny przykład idzie „z góry”. Skoro więc prezes największej partii może w sposób zupełnie bezkarny (póki co) zwracać się z mównicy sejmowej do posłów, używając słów powszechnie uznanych za obelżywe, to czemu się tu dziwić, że jego „fani” idą w te ślady!
Jeśli się lekceważy, a nawet obraża (mimo wcześniejszych i jak się okazuje kłamliwych zapewnień) osoby niepełnosprawne i słusznie protestujące w sejmie mówiąc, że ich matki używają je, jako tarcze ochronne to, co można powiedzieć o człowieku, który takie słowa wypowiada?! Że jest tylko cyniczny …?! Nie, to zbyt mało; ktoś taki nigdy nie powinien znaleźć się ani w sejmie, ani w polityce w ogóle!
A jeśli na dodatek jeszcze, po zniszczeniu państwa, jakie znaliśmy od początku lat 90. XX wieku, po destrukcji i upolitycznieniu trybunałów, sądów, prokuratur, policji, wojska oraz wielu innych jeszcze sfer życia społeczno – politycznego, uniemożliwia się swobodę wypowiedzi przedstawicielom narodu – posłom i senatorom – to możemy mówić o końcu państwa prawa! Jeśli jeszcze czyni to człowiek, który będąc marszałkiem sejmu, nie ma odpowiedniego wykształcenia, a tylko polityczne umocowanie, ale także bardzo daleko posunięty serwilizm w stosunku do autorytarnej – jednoosobowej i nieokreślonej w naszej polskiej konstytucji władzy – to już możemy mówić o tragedii narodowej, która musi w końcu doprowadzić do upadku państwa!
Zniszczone, doskonałe jeszcze do niedawna, relacje z naszymi sojusznikami z NATO i Unii Europejskiej, lekceważenie instytucji międzynarodowych, niszczenie wizerunku RP na arenie światowej, trwonienie majątku narodowego, a zwłaszcza niszczenie wspólnoty narodowej poprzez skłócanie Polaków, to tylko część zarzutów w kierunku rządzących. Moim zdaniem, nawet realni wrogowie Polski i Polaków (zabory i wojny) nie zniszczyli tak skutecznie więzi społecznych, jak przez trzy lata zrobiła to „dobra zmiana”! Dobra, ale chyba tylko w totalnej destrukcji tego, co wystarczyło jedynie skorygować – poprawić.
Powtórzę raz jeszcze: historia się nie powtarza, ale powinna nam pomóc w uczeniu się na błędach poprzedników w taki sposób, abyśmy ich w przyszłości uniknęli! Jak dotąd ta prawda jest poza możliwościami percepcyjnymi obecnej władzy. Uważam, że zaczyna robić się zbyt późno na to, aby jej (władzy) postrzeganie się zmieniło. Myślę, że naród powinien się w sposób zgodny z konstytucją wypowiedzieć w kwestii jej legitymizacji! Nie może tego zrobić przez swoich ustawowych przedstawicieli, gdyż tych próbuje się karać i zamykać w ten sposób usta. Niechże więc suweren wypowie się osobiście, przy czym postuluję to, aby ewentualne, przyszłe zmiany w ustawie zasadniczej obejmowały także nałożenie na wszystkich obywateli ustawowego (pod groźbą kary) głosowania w wyborach do parlamentu i samorządów. Takie rozwiązanie spowoduje, że o losach RP nie będzie mogła decydować kilkunastoprocentowa grupa obywateli uprawnionych do wzięcia udziału w wyborach, jak to miało miejsce dotychczas. Takie wybory nie oddają tego, co suweren naprawdę myśli, stąd trzeba z tym skończyć i postawić na obowiązek!
Dariusz Stokwiszewski
Zabezpieczenie imprezy masowej od A do Z
Sezon plenerowych eventów, koncertów czy festiwali w pełni. Jeśli i ty planujesz zorganizować imprezę masową, koniecznie musisz zwrócić uwagę na kilka kwestii. Sprawdź, o co należy zadbać, by przebiegła ona spokojnie i była bezpieczna zarówno dla osób występujących, jak i uczestników.
Określ liczbę uczestników oraz ich profil
Oszacowanie liczby osób, które mogą wziąć udział w danej imprezie oraz określenie ich profilu, pozwala na ustalenie adekwatnej liczby służb porządkowych oraz medycznych. Tylko w taki sposób organizator imprezy jest w stanie zapewnić wszystkim bezpieczeństwo oraz pomoc w razie nieprzewidzianych wypadków.
Natomiast określenie profilu osób, które wezmą udział w evencie jest szczególnie ważne podczas imprez sportowych, na przykład meczów piłkarskich, podczas których naprzeciw siebie często stają drużyny, których kibice nie darzą siebie sympatią. Wówczas istnieje duże ryzyko, że dojdzie do incydentów, których my – jako organizatorzy – chcielibyśmy uniknąć.
Obecność służb porządkowych oraz medycznych
Kolejną ważną kwestię stanowi konieczność odpowiedniego przeszkolenia służb porządkowych oraz medycznych.
O ile karetki można zwykle wynająć i znajdują się w nich wysoko wykwalifikowani ratownicy, tak czasem zdarza się, że np. ochroniarzy należy dodatkowo zaznajomić z zasadami bezpieczeństwa obowiązującymi podczas danej imprezy. Do ich zadań należy zwykle przeszukiwanie osób i pilnowanie by nie wnosiły na teren eventu materiałów niebezpiecznych, a także czuwanie nad bezpiecznym przebiegiem samej imprezy.
Wynajem barierek ochronnych
Praktycznie na każdej imprezie niezwykle ważną rolę odgrywają barierki ochronne.
Zapewniają bezpieczeństwa oraz porządek – dzięki nim, uczestnicy wiedzą jak mają się poruszać na danej przestrzeni. Pozwalają również wydzielić miejsce dla sanitariuszy, którzy w razie konieczności będą mogli udzielić pomocy występującym gwiazdom, a także umożliwiają stworzenie dróg ewakuacyjnych czy patrolowych, dzięki którym ochroniarze mogą się swobodnie przemieszczać i czuwać nad przebiegiem imprezy.
Jakie barierki zatem wybrać?
W miejscach, w których spodziewamy się większego nagromadzenia osób dobrze jest ustawić barierki tzw. ciężkie. Lekkie przydadzą się w kontekście wyznaczania trasy, jaką mają się przemieszczać uczestnicy.
Przystosowanie terenu
Równie istotną kwestię stanowi przystosowanie terenu do imprezy.
Przede wszystkim nie może się na nim znajdować nic, co mogłoby stwarzać zagrożenie dla uczestników, np. niezabezpieczony słup pod napięciem, rowy czy materiały, które mogą spowodować skaleczenia.
Właściwe przystosowanie terenu to także zadbanie o toalety, sprzęt gaśniczy czy środki pierwszej pomocy.
Zbawca ojczyzny czy zdrajca? Wojciech Jaruzelski oczami niemieckiego biografa
Wojciech Jaruzelski ma wiele na sumieniu, ale jego postawa w 1989 r., szczególnie lojalność wobec rządu premiera Tadeusza Mazowieckiego, zasługuje na uznanie – mówi autor niemieckiej biografii generała Reinhold Vetter.*
Deutsche Welle: Jaruzelski – zbawca ojczyzny czy zdrajca? Postać zmarłego cztery lata temu generała nadal wzbudza emocje i przedstawiana jest w Polsce w biało-czarnych barwach. A jaki jest Pański Jaruzelski?
Reinhold Vetter: Biorąc pod uwagę jego całe życie, nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Istniały momenty, gdy działał przeciwko polskiemu narodowi, jak chociażby wtedy, gdy w 1970 roku na posiedzeniu z Gomułką nie protestował przeciwko rozkazowi strzelania do robotników, albo w 1968 roku, gdy godził się na to, by żołnierze po cywilnemu wchodzili w tłum studentów i bili ich. Stan wojenny można interpretować na wiele sposobów. Natomiast jednoznacznie pozytywnie oceniam jego postawę w okresie demokratycznego zwrotu lat 1988/1989, a także jego działalność jako prezydenta Polski w czasie, gdy rządem kierował pierwszy niekomunistyczny premier Tadeusz Mazowiecki.
DW: To jak w końcu: zdrajca czy zbawca?
Vetter: Bronię się przed jednoznaczną oceną. Postawy naganne i zasługi walczą ze sobą. Próbowałem rozwiązać ten dylemat w tytule: „Generał gorliwie służący Polsce. Późna refleksja komunisty Wojciecha Jaruzelskiego”. Najważniejsza była dla niego służba w wojsku.
DW: Jako korespondent zachodnioniemieckich mediów śledził Pan od lat 80. wydarzenia w Polsce, miał Pan już przed rozpoczęciem pisania biografii ukształtowany obraz Jaruzelskiego. Czy podczas pracy nad książką ten obraz uległ zmianie, czy coś Pana zaskoczyło?
Vetter: Podczas pisania książki stałem się z pewnością bardziej krytyczny wobec Jaruzelskiego, niż byłem przedtem. W dokumentach znalazłem potwierdzenie informacji, że na spotkaniu z Gomułką w 1970 roku Jaruzelski milczał, gdy pierwszy sekretarz PZPR powiedział: strzelać.
DW: Jak wyjaśnia Pan decyzję Jaruzelskiego o zaangażowaniu się po stronie władz komunistycznych związanych ze Związkiem Sowieckim, który był odpowiedzialny za śmierć jego ojca i cierpienia całej rodziny na wygnaniu. Młody człowiek wychowany w duchu narodowo-katolickim na służbie u komunistów?
Vetter: Należy odróżnić podejście Jaruzelskiego do sowieckiego systemu od podejścia do Rosjan. Jaruzelski mówił bardzo dobrze po rosyjsku, znał rosyjską literaturę, lubił Rosjan, co wynikało też z doświadczeń na Syberii, dokąd go w czasie wojny wraz z rodziną deportowano. Jaruzelski nie widział dla siebie życia poza wojskiem. To była jego ojczyzna, jego środowisko. Robił karierę, rozumiejąc to jako służbę Polsce. Młody oficer pochłaniał marksizm-leninizm, ale nigdy nie stał się przekonanym agitatorem, jego przemówienia są drętwe, pozbawione ideologicznego zacięcia.
DW: A jaką rolę odegrał w 1968 roku? Czy był motorem sprawczym antysemickiej czystki, czy raczej biernym obserwatorem korzystającym ze zmian?
Vetter: I to i to. W archiwum w Rembertowie (Centralne Archiwum Wojskowe) przechowywane są jego rozkazy degradujące oficerów żydowskiego pochodzenia. To zaczęło się już w 1967 r. To był instrument do zmiany układu sił w armii. Jaruzelski znał Żydów ze swojego dzieciństwa, choć jako przedstawiciel szlachty nie miał z nimi kontaktu. Nie znalazłem żadnej antysemickiej wypowiedzi. Nie uprawiał antysemickiej agitacji jak Mieczysław Moczar, nie mówił jak Gomułka o „piątej kolumnie”, ale brał w czystkach udział. Przyznał później, że był to mroczny fragment jego biografii.
DW: Co skłoniło go do wprowadzenia stanu wojennego?
Vetter: Uważam, że subiektywnie Jaruzelski był przekonany, że stan wojenny jest mniejszym złem. Groźba rosyjskiej interwencji była największa na wiosnę 1981 roku, po wydarzeniach bydgoskich. Potem w Moskwie zwyciężyło stanowisko, że będzie najlepiej, jak Jaruzelski sam rozwiąże problem. W Moskwie zdawano sobie sprawę, że wejście do Polski może drogo kosztować. Rosjanie mieli już kłopot z Afganistanem. Obawiali się też amerykańskich sankcji. Dziwi mnie natomiast, że nawet tak inteligentni liderzy opozycji jak Geremek nie poczynili żadnych przygotowań do zejścia do podziemia. Wyjątkiem był Frasyniuk, który zabezpieczył kasę. Inni dali się wygarnąć jak króliki.
DW: A co skłoniło Jaruzelskiego pod koniec lat 80. do podjęcia rozmów z opozycją i Okrągłego Stołu?
Vetter: To był długi proces, generał zrozumiał, że „materiał uległ zmęczeniu”. Władza nie przypuszczała jednak, że już po pół roku będzie musiała pakować walizki. Obie strony były zaskoczone. Jaruzelski miał świadomość, że czas jego formacji dobiegł końca.
DW: Czy jako prezydent Polski Jaruzelski wspierał proces reform, czy raczej go hamował w interesie tracących władzę komunistów?
Vetter: Jaruzelski odegrał w tym czasie (lipiec 1989 – grudzień 1990) jednoznacznie pozytywną rolę. Nie tylko wspierał reformy, lecz także uprzedzał Mazowieckiego o knowaniach służby bezpieczeństwa czy wojskowych.
DW: A jakie znaczenie miały dla niego Niemcy?
Vetter: Niemcy były dla niego wrogim krajem, jego żona była co prawda germanistką, ale nie miało to chyba większego wpływu na jego poglądy. Jaruzelski nie znał nie tylko RFN, ale i NRD. Gdy opuszczał Polskę, jechał na Krym, do Wietnamu albo na Kubę.
DW: Na czym polegała tajemnica jego sukcesów? Po każdej zmianie władzy Jaruzelski awansował, wspinał się konsekwentnie po drabinie prowadzącej do najwyższych stanowisk.
Vetter: Jaruzelski był na tyle inteligentny, by wyczuć, że pewien etap kończy się i trzeba działać. Tak było w przypadku Gomułki w 1970. Był jednym z inspiratorów podjęcia rozmów z Gierkiem w celu przekonania go do przejęcia władzy. Jaruzelski działał bardzo ostrożnie do momentu, gdy – używając terminologii marksistowskiej – ilość przeszła w jakość. Nie był stalinowcem w sensie ideologicznym, długo wspierał Gomułkę, ale w końcu miał dość tego autorytarnego, zakochanego w sobie działacza. Podobnie było z Gierkiem, zrozumiał, że tak dalej być nie może. W ten sposób dostał się w 1981 roku na szczyty władzy.
DW: Czy należy zdegradować Jaruzelskiego?
Vetter: Ależ skąd, to bzdura, nie można mierzyć się z historią odbierając stopnie wojskowe. Ma z pewnością wiele na sumieniu – lata 1968 i 1970, ale zdzieranie munduru do niczego nie prowadzi. Trzeba dyskutować o poszczególnych etapach jego życia. Degradacja to przejaw polityki historycznej PiS, która zna tylko bohaterów lub zdrajców. Tak jak w czasach komunistycznych, tylko na odwrót.
Książka „Polens diensteifriger General. Spaete Einsichten des Kommunisten Wojciech Jaruzelski” („Generał gorliwie służący Polsce. Późna refleksja komunisty Wojciecha Jaruzelskiego”) ukazała się wiosną 2018 w wydawnictwie „Berliner Wissenschafts-Verlag.
REDAKCJA POLECA
























