Mazda – od produkcji podłogi korkowej do produkcji aut

Samochody z logo Mazdy sprzedają się doskonale na całym świecie. Firma została założona przez Jurijo Matsuda w Hiroszimie. Początkowo nazywała się Toyo Cork Kogyo i zajmowała się produkcją korkowych podłóg. Swoją działalność rozszerzyła na samochody w roku 1931. Mniej więcej w tym czasie zmieniono również nazwę firmy na Mazda. Nazwa ma związek nie tylko z nazwiskiem założyciela firmy, ale przede wszystkim z Ahuro Mazda – bogiem harmonii, mądrości i inteligencji.

Mazda – od produkcji podłogi korkowej do produkcji aut

Pierwszy samochód

To trójkołowa, mała i niezwykle zwrotna bagażówka „Go”. Projektanci samochodu wykazali się dużą kreatywnością łacząc zalety motocykla i samochodu. Bagażówka poza Japonią była dostępna na rynku indyjskim i chińskim.

Próby stworzenia pierwszego typowo osobowego samochodu podjęto w firmie w 1940 roku. Jednak w 1941 roku Japończycy zaatakowali amerykańską bazę w Pearl Harbor. Rozpoczął się nowy etap II wojny światowej, który dla koncernu oznaczał przerwania prac nad prototypem pierwszego samochodu osobowego. Ich wznowienie było możliwe dopiero po 1945 roku. W tym roku Amerykanie zrzucają na Hiroszimę bombę atomową. Część fabryki i znaczna część miasta legła w gruzach. Dopiero po odbudowaniu Hiroszimy przystąpiono do prac nad stworzeniem pierwszego modelu samochodu osobowego z logo Mazda. Innowacyjny model samochodu, Mazdę R360 świat ujrzał w roku 1960. Był to model coupe. Pod maską skrywał silnik o pojemności 356 centymetrów sześciennych. Niskie zużycie paliwa to jedna z cech, którym ten model się wyróżniał.

Silnik Wankla i Cosmo Sport

Cosmo Sport był pierwszym, seryjnie produkowanym samochodem osobowym, w którym został zastosowany dwurotorowy silnik Wankla. Świat poznał ten model Mazdy w roku 1967. Była to data przełomowa nie tylko w historii Mazdy, ale całej motoryzacji.

Silnik z obrotowym tłokiem zastosowano jeszcze w kilku innych modelach Mazdy, między innymi w modelu Lucy Rotary Coupe i RX-2.

Na początku lat 70. świat dotknął kryzys paliwowy. Pracujący dla koncernu Mazdy inżynierowie zaczęli szukać rozwiązań, które pozwalałyby na produkcję samochód zużywających mniej paliwa niż poprzednie modele.

Przykładem samochodu, który zużywał naprawdę mało paliwa była Mazda Savanna RX-7. W modelu tym pod maską znów krył się silnik Wankla.

Technologia opracowana przez Felixa Wankla w następnych latach była przez koncern udoskonalana. Pojawiły się modele z trzema tłokami i turbodoładowaniem.

Mazda współcześnie

Od końca lat 90. Mazda jest członkiem grupy Ford.

Silnik nowej generacji pojawił się w modelach aut produkowanych od roku 2003. Nadano mu nazwę Renesis. Jego najbardziej charakterystyczna cecha to duże osiągi. Silnik Renesis znaleźć można między innymi pod maską sportowego, czteroosobowego modelu Mazda RX-8.

Silnik Renesis otrzymał wiele nagród, w tym za najlepszy silnik roku. Wciąż inżynierowie pracujący dla Mazdy pracują nad udoskonaleniem silnika z obrotowym tłokiem.

Mazda jest obecna na rynku motoryzacyjnym niemal sto lat. Nie rezygnuje ze stosowania najbardziej nowoczesnych rozwiązań, czego przykładem jest technologia Skyactiv.

 

 

Artykuł został przygotowany przez firmę Grupa Wróbel – autoryzowany salon samochodowy Mazdy.

 

 

 


Stefan Niesiołowski: Demokracja w Polsce się broni. PiSowska inwazja na nasz kraj się nie uda

Stefan Niesiołowski

Stefan Niesiołowski

Jeszcze trochę a pisowcy zakończą wśród gwizdów i protestów swoją inwazję na Polskę, albo schronią się za kordonem policji jak podczas niechlubnych i zakończonych w atmosferze porażki miesięcznic.

 

Demokracja w Polsce się broni. Takich obszarów obrony jest ciągle wystarczająco dużo, aby mieć nadzieję, że pisowska inwazja na nasz kraj polegająca na wprowadzeniu dyktatury się nie uda.

Oczywiście opór jaki ma miejsce w wielu miejscach i przybierający bardzo różne formy ciągle jeszcze nie jest na tyle silny, aby w oczach pisowskich lizusów i tych, którym udało dorwać się do władzy widać było prawdziwy strach. Mam nadzieję, że ten strach w małych tępawo-sprytnych ślepkach Kaczyńskiego i w baranich twarzach wielu innych dygnitarzy będziemy mieli okazję oglądać, ale na razie to oni wyciągają łapy po publiczne pieniądze i stworzyli świetnie funkcjonujący mechanizm żerowania na Polsce.

​Optymistycznym i symbolicznym wydarzenie było zatrzymanie pochodu nacjonalistów rasistów i pseudopatriotycznych idiotów przez organizacje feministyczne, a przede wszystkim przez zwykłych mieszkańców Warszawy.

Popierani przez policję, która tradycyjnie ochrania wszelkiej maści nacjonalistów i rasistów stanowiących polityczne zaplecze tego pożal się Boże rządu, osiłki, z których co najmniej jeden miał emblematy SS (nie brzydzenie się przez reżim i dygnitarzy PiS-u poparcia ze strony zwolenników SS i uchwalenie haniebnej ustawy o nowej wersji historii, powoduje że bardzo proszę Stevena Fulopa burmistrza Jersey City, aby nie przepraszał subtelnego intelektualisty p. Karczewskiego) „Naziole” zostali zatrzymani przez zwyczajnych mieszkańców Warszawy, „szarych ludzi”, którzy pokazali jak należy rozmawiać z rasistami i nacjonalistami. Jak śpiewają na demokratycznych manifestacjach – zaczynamy mieć nadzieję.

Dziś najważniejsze decydujące o dalszych losach naszego narodu i państwa jest przerwanie pisowskich rządów i odbudowanie demokracji.

Nie ma żadnego znaczenia po 30-tu latach co było w czasach Polski Ludowej, tak jak nie ma znaczenia jakie stanowisko zajmowali przodkowie dzisiejszych polityków podczas I i II wojny światowej.

Zupełnie fundamentalny podział Polski to podział na zwolenników dyktatury i jej przeciwników. Oczywiście moralne znaczenie ma czy zwolennicy dyktatury działają dla własnych korzyści z nienawiści i frustracji jak np. pseudodziennikarze wszawych reżimowych mediów, czy z głupoty jak wielu oszukanych niewykształconych ludzi (do tej grupy należy wydaje mi się wielu księży i czcigodnych biskupów), czy z jeszcze innego rodzaju głupoty połączonej z osobistymi korzyściami co także cechuje zbyt wielu księży i biskupów.

Znaczenie demokracji dla Polski podkreślało wielu, a w zasadzie olbrzymia większość wybitnych przywódców poetów pisarzy oczywiście polityków. Naiwnie sądziliśmy (uczestnicy opozycji demokratycznej), że odzyskanie niepodległości automatycznie oznacza utrwalenie systemu demokratycznego raz na zawsze.

Okazało się, że niewielka grupa ograniczonych ludzi zniszczyła demokrację w Polsce w kilka miesięcy i jest kwestią otwartą, czy jej odzyskanie jest możliwe w krótkim czasie. Bo oczywiście reżim Kaczyńskiego jak każda dyktatura upaść musi, ale każdy miesiąc trwania tej żenującej farsy i fali demoralizacji rozkładającej nasz kraj jest gigantyczną klęską dla Polski.

Wielki chociaż nie zawsze doceniany Norwid napisał z wielką przenikliwością:

” – Jeśli ma Polska pójść nie drogą mleczną
​​​W cało-ludzkości gromnym huraganie,
​​​Jeżeli ma być nie demokratyczną,
​​​To niech pod carem na wieki zostanie!”

​Pod carem jeszcze od biedy można się zgodzić, ale pod Kaczyńskim co za wstyd i hańba.

Opór to oczywiście wszystkie demonstracje uliczne i poparcie dla protestujących grup zawodowych domagających się poprawy warunków życia zwłaszcza w sytuacji gdy miliony naszych pieniędzy są marnowane dla przekupywania zwolenników, nagrody dla swoich, rady nadzorcze dla przeróżnych cwaniaków, dla Rydzyka i jego lokai, dla bezczelnego kupowania wyborców, na pisowską i obskurancką propagandę np. zmuszanie kobiet do rodzenia kalekich dzieci.

Niech dziś pp. Hoser, Jędraszewski i inni „następcy apostołów” przyjdą do matek protestujących w sejmie, niech Rydzyk odda im kilka milionów.

Opór to protesty na jawne kłamstwa objeżdżających nasz kraj rządowymi limuzynami i okłamującymi ludzi, to domaganie się uczciwej dyskusji, a nie pytań z kartek, to zamienianie pisowskich akademii na cześć, i masówek jak u komunistów w autentyczne dyskusje.

Jeszcze trochę a pisowcy zakończą wśród gwizdów i protestów swoją inwazję na Polskę, albo schronią się za kordonem policji jak podczas niechlubnych i zakończonych w atmosferze porażki miesięcznic.

Demokracja w Polsce się broni.

 

​​​​​​​Stefan Niesiołowski

 

 

 


Adam Mazguła: W Katowicach brunatna zaraza nie przeszła

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Szkoda, że tak niewielu ludzi przeciwstawia się morderczej idei, która podpala Polskę

Policja jak zwykle, stanowiła rodzaj taranu przed marszem nacjonalistów. Siedliśmy im na drodze.

Zaczęło się od brutalnego wynoszenia, spisywania i szkalowania tych, co protestowali przeciwko marszowi nacjonalistów. Sforsowali naszą zaporę, ale powstawała nowa i następna.

Potem jednak nacjonaliści się nieco rozbrykali w swoich okrzykach i budzącym niepokój zachowaniu.

Prezydent miasta rozwiązał ich zgromadzenie. Wtedy zeszliśmy z drogi, a policja odwróciła się w stronę prawdziwych agresorów.

Nie przeszli.

 

Szkoda, że tak niewielu ludzi przeciwstawia się morderczej idei, która podpala Polskę.

Adam Mazguła

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>


Niebezpieczne asteroidy – czy grozi nam kosmiczna katastrofa?

Amerykański Kongres już 22 lata temu nakazał agencji NASA sprawdzenie wokółziemskiej przestrzeni na obecność asteroidów, które mogłyby znaleźć się na kolizyjnym kursie z naszą planetą.

Niebezpieczne asteroidy

Gdy 15 lutego 2013 roku rano nad Czelabińskiem na południowym Uralu eksplodował meteor o średnicy kilkunastu, a może nawet 20 metrów, wywołana przezeń fala uderzeniowa uszkodziła kilka tysięcy budynków, a ponad 1600 osób zostało zranionych. Świat obiegły spektakularne zdjęcia wybuchu przypadkowo zarejestrowane kamerą samochodową.

Nie było to pierwsze tego typu zdarzenie w dziejach ludzkości, choć nigdy żadne nie dotknęło aż tylu ludzi. Ponad sto lat wcześniej meteor tunguski położył 60 milionów drzew na obszarze około 2000 km2 syberyjskiej tajgi. To mniej więcej obszar ziemi kłodzkiej w Polsce czy też gór Harzu w Niemczech. Śmierć poniosły jednak tylko dwie osoby, a i to nie jest pewne.

– Jednak tak wielkie meteory trafiają w Ziemię raz na tysiąc lat, jedynie co dziesiąty, a może nawet co dwudziesty lub trzydziesty, miałby szansę uderzyć w tereny gęsto zaludnione – ocenia Alan Harris, emerytowany badacz z kalifornijskiego Jet Propulsion Laboratory, cytowany w najnowszym, datowanym na czerwiec, wydaniu amerykańskiego miesięcznika astronomicznego „Sky & Telescope”, którego wiodącym tematem jest groźba zagłady ludzkości wskutek zderzenia Ziemi z asteroidą lub kometą.

Koniec ery dinozaurów

Na kolizyjnym kursie z naszą planetą w jej zamierzchłych epokach znalazły się już znacznie większe obiekty. Ślady po nich przetrwały w 190 miejscach, które są wyszczególnione w Earth Impact Database, jako potwierdzone kratery meteorytowe. Resztę zniszczyły tektonika i erozja.

Alan Harris: Wielkie meteory trafiają w Ziemię raz na tysiąc lat

Prawdopodobnie najważniejszym jest krater Chicxulub o średnicy 180 kilometrów na meksykańskim półwyspie Jukatan. Niestety, nie widać go ani z powierzchni, ani z lotu ptaka. Jest bowiem przykryty grubą na 300 do 1000 metrów warstwą osadów. Jego istnienie udało się udowodnić dopiero na podstawie pomiarów anomalii magnetycznych i grawitacyjnych w 1991 roku.

Krater Chicxulub powstał 65 milionów lat temu, gdy w Ziemię trafiła bądź asteroida o średnicy około 10 km i masie biliona ton, bądź mniejsza, ale znacznie szybciej poruszająca się kometa. Jak twierdzą dziś naukowcy, to właśnie ta kosmiczna katastrofa, spowodowała wymarcie dinozaurów.

Jak na Księżycu

Ale są i takie kratery, których ślady wciąż są widoczne gołym okiem, na przykład z samolotu. Kilka z nich widział w trakcie swych lotów Ralph Lorenz z Johns Hopkins Applied Physics Laboratory w Laurel, Maryland. Ich zdjęcia publikuje we wspomnianym wyżej miesięczniku. Zaczyna od słynnego Krateru Meteorytowego koło Flagstaff w Arizonie, który widziany z lotu ptaka wygląda jak te na Księżycu. Uchodzi za najlepiej zachowany krater uderzeniowy na Ziemi. Ma kilometr średnicy, powstał 50 tysięcy lat temu.

Kolejny to pięciokilometrowej średnicy Upheaval Dome w Parku Narodowym Canyonlands w południowo-wschodniej części stanu Utah. Największym obiektem, który Lorenz sfotografował, jest jednak sztuczne jezioro Manicouagan w Kanadzie, 800 km na północny wschód od Toronto. Woda wypełniła koliste zagłębienie wewnątrz 72-kilometrowego krateru, który powstał 214 milionów lat temu wskutek uderzenia meteorytu o średnicy pięciu kilometrów. Zbiornik ma kształt pierścienia.

Krater uderzeniowy Chicxulub na Jukatanie

Lorenz zrobił też zdjęcia syberyjskiego jeziora Elgygytgyn na Czukotce, które ma 12 km średnicy i wypełnia centralną część 18-kilometrowego krateru sprzed 3,5 milionów lat.

Kratery pod wodą

Gdyby Ralph Lorenz wybrał się do Europy, też miałby na co spojrzeć. Zwłaszcza w Skandynawii, gdzie znajdują się 22 z 41 potwierdzonych europejskich kraterów uderzeniowych (11 w Finlandii, 8 w Szwecji i trzy w Norwegii). Niemal wszystkie przykryte są wodą – także największy europejski krater meteorytowy, Siljansringen w Szwecji, o średnicy 52 km, w którym powstało jezioro Siljan.

Siedem kraterów znaleziono i potwierdzono w państwach bałtyckich, kolejnych siedem – na Ukrainie. Jeden jest na Białorusi, jeden we Francji, dwa w Niemczech i jeden w Polsce.

Jednak w Polsce, tak naprawdę jest sześć kraterów, wszystkie znajdują się w jednym miejscu i powstały prawdopodobnie 5000 lat temu wskutek uderzenia fragmentów jednego meteorytu, który rozpadł się tuż przed uderzeniem. Znajdują się w okolicach dawnej wioski Morasko, która dziś jest częścią północnego Poznania. Oznaczone są literami od A do F – od największego (o średnicy 90 metrów), do najmniejszego (20 metrów). Meteoryt Morasko nie należał do tych, które mogłyby zagrozić ludzkości – był zbyt mały.

Dziury w Jurze

Wielki, 25-kilometrowy krater uderzeniowy znajduje się na pograniczu Jury Szwabskiej i Frankońskiej w Niemczech. Powstał 15 milionów lat temu wskutek uderzenia meteorytu o średnicy jednego kilometra. Nazywa się Nördlinger Ries – od znajdującego się w samym jego środku miasta Nördlingen, nad którym dominuje wieża kościoła św. Jerzego zbudowanego z suevitu – skały powstałej w wyniku uderzenia.

Krater Nördlinger Ries na pograniczu Jur Frankońskiej i Szwabskiej z miastem Nördlingen w środku

W maju 1990 roku zostało tam otwarte Muzeum Krateru Ries prezentujące niezwykłą historię tego miejsca, a także innych kraterów meteorytowych. Tej opowieści towarzyszą informacje na temat powstania i budowy Układu Słonecznego: planet, asteroidów, komet oraz meteorów i meteorytów. Jedną z atrakcji jest kamień przywieziony z Księżyca przez załogę Apollo 16. Być może był to rewanż za gościnę. W 1970 kilku astronautów przygotowujących się do lotów na Księżyc odbyło w kamieniołomach Riesu trening geologiczny.

W Muzeum Krateru można do 19 marca 2019 roku obejrzeć wystawę czasową poświęconą tak zwanym stożkom zderzeniowym – stożkowym skałom z charakterystyczną siecią spękań, które powstały w wyniku uderzenia meteorów. Po raz pierwszy zostały one znalezione w kraterze Steinheim, drugim takim obiekcie na terenie Niemiec. Znajduje się na Jurze Szwabskiej, 40 km na południowy zachód od Nördlingen. Powstał wskutek uderzenia stumetrowego meteorytu w podobnym czasie jak jego sąsiad. Być może nawet było to jedno wydarzenie, podczas którego doszło do uderzenia asteroidy i jej mniejszego satelity.

Nördlingen: Widoczny na zdjęciu kościół zbudowany został ze skały, która powstała wskutek uderzenia meteorytu

Kosmiczne poszukiwania

Te pozostałości, niezależnie od tego, jak wielkich katastrof były dowodami, przez długie lata nie budziły wielkich emocji. Wydawały się bowiem jedynie świadectwem pradawnych dziejów Ziemi.

Jednak w 1994 roku zdarzyło się coś, czego nikt wcześniej nie widział. Odkryta rok wcześniej kometa Shoemaker-Levy 9 rozpadła się na 21 części, które potem, jedna za drugą, zderzyły się z Jowiszem.

To spektakularne wydarzenie uświadomiło ludziom, że coś podobnego może się zdarzyć i na Ziemi.

W 1996 roku amerykański Kongres zlecił agencji NASA odnalezienie w ciągu kolejnych dziesięciu lat wszystkich bliskich Ziemi asteroidów o średnicy co najmniej kilometra. Zderzenie z takim obiektem mogłoby bowiem spowodować długotrwałą, globalną zimę i masową utratę żniw, co z kolei mogłoby doprowadzić do unicestwienia naszej cywilizacji.

Jak informuje „Sky & Telescope”, to zadanie udało się wypełnić w 95 procentach. Znaleziono 887 z oczekiwanych 934 (plus/minus 10) takich asteroidów. „Szczęśliwie żaden z nich nie znajduje się na kursie kolizyjnym z naszą planetą”, uspokaja miesięcznik.

Tymczasem NASA uznała, że należałoby się przyjrzeć także mniejszym ciałom niebieskim, o średnicy większej niż 140 metrów, które mogłyby spowodować większe katastrofy lokalne. Kongres podjął temat i polecił wytropienie do 2020 roku 90 procent z oczekiwanych 24 tysięcy takich obiektów. Do tej pory znaleziono ich jednak tylko 8100 i jest już jasne, że zadania nie da się wykonać w wyznaczonym terminie.

Tę sytuację mogłoby zmienić umieszczenie między Ziemią a Słońcem – tam, gdzie przyciąganie obu tych ciał niebieskich się równoważy – kosmicznego teleskopu, który mógłby przeszukiwać całą bliską Ziemi okolicę na obecność takich asteroidów i komet. Sęk w tym, że ten projekt, ochrzczony akronimem NEOCam, kosztowałby amerykańskiego podatnika 600 milionów dolarów, informuje „Sky & Telescope”.

REDAKCJA POLECA


Tajemnice zimnej wojny. Niemcy planowała użycie broni chemicznej

Wbrew publicznym zapewnieniom w latach 60-tych RFN planowała użycie broni chemicznej w razie ataku wojsk Układu Warszawskiego – wynika z odtajnionych akt.

Tajemnice zimnej wojny. Niemcy planowała użycie broni chemicznej

Ćwiczenia Bundeswehry w latach 60-tych

Wg do niedawna ściśle tajnych dokumentów, do których dotarli dziennikarze stacji publicznych NDR, WDR oraz dziennika „Sueddeutsche Zeitung”, minister obrony RFN Kai-Uwe von Hassel poprosił w 1963 roku Pentagon o dostawy broni chemicznej dla Bundeswehry.

Amerykańscy wojskowi byli gotowi spełnić tę prośbę, sprzeciwił się temu jednak Departament Stanu. Sprawa trafiła na biurko prezydenta USA. W 1966 r. Amerykanie definitywnie odmówili, zastrzegając, że decyzja ta może zostać zrewidowana w przypadku wojny.

Tajna mapa sztabowa zawierająca scenariusz użycia broni chemicznej na granicy RFN i NRD

Gry wojenne

Nie czekając na decyzję Waszyngtonu, zachodnioniemieccy wojskowi przygotowywali w latach 1962-1968 plany sztabowe dotyczące użycia broni chemicznej. Z ujawnionych dokumentów wynika, że planowano użycie 14 tys. ton sprowadzonych z USA gazów bojowych. Istniały nawet symulacje sztabowe użycia tej broni w okolicy Brunszwiku. Dopiero w 1968 r. ówczesny minister obrony Gerhard Schröder (zbieżność imienia i nazwiska z późniejszym kanclerzem jest przypadkowa) zadecydował, że Bundeswehra nie będzie się przygotowywać do aktywnego użycia tej broni. Tajna grupa sztabowa miała się jednak dalej zajmować tym tematem.

Oficjalne dementi

Rząd RFN oraz Bundeswehra wielokrotnie zaprzeczały temu, że planują posiadanie i użycie broni chemicznej. Zgodnie z obowiązującymi wtedy umowami międzynarodowymi było to niedozwolone. Według ujawnionych dokumentów ministerialni prawnicy argumentowali jednak, że użycie takiej broni byłoby możliwe, jeśli wojska Układu Warszawskiego użyłyby je jako pierwsze i tym samym jako pierwsze złamały prawo międzynarodowe.

Sztabowe plany i wyliczenia związane z użyciem broni chemicznej

Jak podaje portal tagesschau.de obecne kierownictwo niemieckiego MON zapytane przez dziennikarzy oświadczyło, że dziś na terytorium Niemiec nie ma broni chemicznej, ani w posiadaniu Bundeswehry, ani sojuszników NATO.

 

 

REDAKCJA POLECA

 

 



Adam Mazguła: Ratują – taki zawód. Dzisiaj strażacy maja swoje święto

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Dzisiaj strażacy maja swoje święto. Życzę Wam wszystkim zdrowia, abyście mieli siłę do dalszej służby, zawsze więcej wody niż potrzeba w akcji i żeby zawsze starczało czasu na dojazd i pomoc wszystkim poszkodowanym.

 

Kiedy w zeszłoroczną październikową noc moje zalesione podwórze zamieniło się w zwałowisko drzew, a niektóre konary jeszcze wisiały w powietrzu, zadzwoniłem do Państwowej Straży Pożarnej w Nysie. Nie byłem jedyny, czekałem.

Fot. Adam Mazfuła

Kiedy przyjechali strażacy, obserwowałem ich organizację i zaangażowanie. Z jakim oddaniem wykonywali prace, by zapewnić nasze bezpieczeństwo. Podziwiałem ich niezwykłą sprawność i ogromną życzliwość.

Znam tych ludzi od lat, widywałem ich na autostradzie, jak rozcinali karoserie, wyciągali ofiary, ratowali ich życie.

Fot. Adam Mazguła

Widziałem ich w czasie pożaru hotelu, gdy z narażeniem życia wchodzili po ludzi; podczas powodzi, gdy razem z moimi żołnierzami ewakuowali przez rzekę ludzi z podmytego budynku sanatorium; w maskach w czasie dezaktywacji środków chemicznych zagrażających ludziom.

Widziałem ich trud, oddanie służbie, ich zmęczenie.

Dzisiaj strażacy maja swoje święto.

Życzę Wam wszystkim zdrowia, abyście mieli siłę do dalszej służby, zawsze więcej wody niż potrzeba w akcji i żeby zawsze starczało czasu na dojazd i pomoc wszystkim poszkodowanym.

Drodzy strażacy,

życzę Wam, abyście zawsze wracali z akcji w komplecie, zadowoleni ze swojego działania.

Dla Was szacunek, dla nas bezpieczeństwo!

 

Adam Mazguła

 

 


Nobel 2018 z literatury nie zostanie przyznany

Nagroda Nobla w dziedzinie literatury w 2018 roku nie zostanie przyznana – poinformowała Szwedzka Akademia. Za to w 2019 r. ogłoszonych zostanie dwóch laureatów, w tym jeden za 2018 rok.

Nobel 2018 z literatury nie zostanie przyznany

Fot. flickr

– Jesteśmy przekonani, że należy dać sobie trochę czasu, aby przywrócić zaufanie opinii publicznej do Akademii, zanim zostanie ogłoszony następny laureat – wyjaśnił tymczasowy przewodniczący Akademii Aners Olsson.

Decyzja ma związek ze skandalami o korupcję i molestowanie seksualne, który zmusił do dymisji kilku członków jury przyznającego nagrodę. Z 18 osób pozostało jedynie 10, co sprawiało, że gremium to nie było w stanie podejmować decyzji – do przyznania literackiej Nagrody Nobla wymaganych jest 12 głosów. Nowi członkowie nie mogli zastąpić tych, którzy ustąpili, bo statuty Akademii przewidują mianowanie jej członków dożywotnio. Już w 1989 r. pracę porzuciło dwóch członków Akademii, gdy ta wzbraniała się przed ostrą reakcją na fatwę wydaną na Salmana Rushdiego.

Afera w duchu #MeToo

Jesienią 2017 roku, 18 kobiet oskarżyło wpływowego działacza, francusko-szwedzkiego fotografika i reżyser Jean-Claude’a Arnaulta o molestowanie seksualne i przemoc. Arnault jest mężem Katariny Frostenson, zasiadającej w jury odpowiedzialnym za przyznawanie literackiej Nagrody Nobla. Na dodatek pojawiły się oskarżenia, że był źródłem przecieków. Informacje o laureatach nagrody miały wyciekać na długo przed ich oficjalnym ogłoszeniem.

Z dochodzenia na zlecenie byłej sekretarz Akademii Szwedzkiej Sarę Danius wynika, że mąż Frostenson był źródłem przecieku o Nagrodzie Nobla dla Wisławy Szymborskiej (1996), Elfriede Jelinek (2004), Harolda Pintera (2005), Jean-Marie Gustave’a Le Clezio (2008), Patricka Modiano (2014), Swiatłany Aleksijewicz (2015) oraz Boba Dylana (2016).

Śledztwo wykazało także, że w Akademii dochodziło do konfliktu interesów podczas podejmowania decyzji o hojnych dotacjach. Arnault prowadził klub kulturalny, na którego działalność otrzymywał pieniądze z Akademii. Pod koniec kwietnia szwedzki prokurator z Urzędu ds. Przestępstw Gospodarczych poinformował, że wszczął postępowanie związane z działalnością Akademii Szwedzkiej.

Początkowo nie powiodły się próby Akademii usunięcia Frostenson, w końcu sama zrezygnowała.

Decyzje o zawieszeniu nagrody miały już miejsce w przeszłości

Po kolejnych rezygnacjach stanowisko zajęła szwedzka rodzina królewska. Król Karol XVI Gustaw oznajmił, że chce uzupełnić statut o zasady opuszczania Akademii. W przyszłości możliwe będzie mianowanie następców członków, którzy zrezygnowali i zastąpienie tych, którzy nie udzielali się przez ostatnie dwa lata.

Decyzja o zawieszeniu nagrody nie jest czymś nowym. W przeszłości szwedzka Akademia skorzystała z tej możliwości aż siedem razy. Do tej pory zdarzało się to, gdy nie udało się znaleźć odpowiedniego kandydata. Między innymi Irlandczyk George Bernard Shaw nagrodę za rok 1925 otrzymał dopiero w 1926. Nagroda Nobla była też zawieszana z powodu dwóch wojen światowych.

 

 


Inicjatywa Parlamentu Europejskiego. Odkryj UE: Bezpłatne bilety kolejowe dla 18-latków

Inicjatywa Parlamentu Europejskiego, by podarować młodym w Unii Europejskiej darmowe bilety kolejowe i w ten sposób umożliwić im odkrywanie Europy, staje się rzeczywistością.

Inicjatywa Parlamentu Europejskiego. Odkryj UE: Bezpłatne bilety kolejowe dla 18-latków

Jeśli masz 18 lat, jesteś obywatelem UE i chętnie odkrywasz Europę i jej kulturę, skorzystaj z darmowego biletu kolejowego.

To propozycja po raz pierwszy zaprezentowana podczas Europejskiego Spotkania Młodzieży (EYE). Dzięki staraniom posłów do Parlamentu Europejskiego od 20 000 do 30 000 młodych ludzi, którzy ukończyli 18 lat najpóźniej 1 lipca 2018 roku, otrzyma bezpłatne bilety kolejowe na podróż po Europie. W późniejszym czasie z darmowego biletu kolejowego skorzysta jeszcze więcej młodych ludzi – to wszystko dzięki inicjatywie „Odkryj UE”.

„Odkryj UE” w pigułce

Około 15 000 młodych ludzi będzie podróżować między lipcem a wrześniem. O bilet będzie można ubiegać się między 12 do 26 czerwca 2018 roku. Drugi nabór zostanie otwarty jeszcze w tym roku. W pierwszym naborze mogą wziąć udział tylko obywatele UE, którzy ukończą 18 lat najpóźniej 1 lipca 2018. Uczestnicy mogą podróżować przez minimum 1 dzień i maksymalnie 30 dni do nawet czterech krajów UE.

Podróż będzie odbywać się głównie pociągiem, ale w pewnych przypadkach będą dostępne inne środki (np. dla osób niepełnosprawnych, osób przybywających z odległych obszarów).

Od połowy maja będą dostępne: specjalna strona na Europejskim Portalu Młodzieży oraz strona na Facebooku zawierające szczegółowe informacje na temat inicjatywy.

Wsparcie Parlamentu Europejskiego

Parlament Europejski był zdecydowanym zwolennikiem idei bezpłatnych biletów kolejowych dla europejskich 18-latków. Posłowie przyjęli trzy rezolucje, w których wyrazili swoje poparcie.

Parlament Europejski uważa, że inicjatywa pozwoli młodym ludziom doświadczyć europejskiej różnorodności, lepiej się nawzajem zrozumieć i dowiedzieć więcej o Europie. Posłowie oczekują, że zachęcanie młodych obywateli do podróżowania po Unii Europejskiej i poznawania osób z innych krajów będzie sprzyjać rozwijaniu europejskiej tożsamości i wzmocni wspólne wartości UE.

 

Źródło: europarltv.europa.eu

 

 


42 tysiące złotych – tyle na rzecz protestujących opiekunów osób niepołnosprawnych w Sejmie chce przekazać Jurek Owsiak

Właśnie odebrałem wiadomość, że wydawnictwo ZNAK rozliczyło moją książkę wydaną kilka miesięcy temu. Sprzedała się dobrze i 42 tysiące złotych wpłynęło na moje konto. W całości przekazuję te pieniądze na Państwa konto, by wspomóc Was w walce. – napisał Jurek Owsiak w poście skierowanym do Iwony Hartwich liderki protestujących matek, która wraz z 25-letnim synem z niepełnosprawnością protestuje w Sejmie.

W swoim wpisie Jurek Owsiak przekonuje protestujących rodziców aby założyli fundację lub stowarzyszenie, czyli niezależną organizację pozarządową, która może im pomóc i zagwarantować ich głos sprawie.

Protest rodziców i opiekunów osób niepełnosprawnych

Rodzice i opiekunowie osób niepełnosprawnych, którzy od 18 kwietnia wraz z podopiecznymi protestują w Sejmie przedstawiają dwa główne postulaty.

Pierwszy to wprowadzenie dodatku rehabilitacyjnego dla osób niepełnosprawnych niezdolnych do samodzielnej egzystencji po ukończeniu 18. roku życia w kwocie 500 złotych miesięcznie bez kryterium dochodowego. Dodatek ten miałby nie być wliczany do dochodu osoby niepełnosprawnej.

W środę protestujący zaproponowali stopniowe wprowadzanie tej kwoty: 300 złotych od maja tego roku, 400 zł od stycznia 2019 roku i 500 złotych od czerwca 2019 roku. Rząd PiS nie zaakceptował tej propozycji.

Drugi postulat to zrównanie renty socjalnej z najniższą rentą z ZUS z tytułu całkowitej niezdolności do pracy wraz ze stopniowym podwyższaniem tej kwoty do równowartości minimum socjalnego, obliczonego dla gospodarstwa domowego z osobą niepełnosprawną.

Dziś mija już 17 dzień od kiedy niepełnosprawni i ich opiekunowie rozpoczęli protest w Sejmie. Jak na razie nie planują opuszczać budynku. 

 

(df) thefad.pl 

 


Wśród młodych Polaków wzrasta akceptacja dla obecności w Unii, jednak na pierwszym miejscu stawiają narodową tożsamość

Wśród młodych Polaków, podobnie jak wśród ich rówieśników w innych krajach, wzrasta akceptacja dla obecności w Unii Europejskiej, jednak Polacy częściej niż inne nacje stawiają na pierwszym miejscu narodową tożsamość.

Wśród młodych Polaków wzrasta akceptacja dla obecności w Unii, jednak na pierwszym miejscu stawiają narodową tożsamość

Fot. wikipedia

To jeden z wniosków z sondażu przeprowadzonego wśród osób w wieku od 16 do 26 lat z kilku krajów europejskich, w tym z Niemiec i Polski, na zlecenie fundacji związanej z niemieckim koncernem turystycznym TUI. – Mamy do czynienia z renesansem Europy wśród młodych ludzi. Brexit wstrząsnął młodzieżą – powiedział przewodniczący kuratorium fundacji TUI Thomas Ellerbeck, przedstawiając w Berlinie wyniki ankiety.

„Tak” dla Unii Europejskiej

68 proc. młodych Polaków głosowałoby w referendum, gdyby doszło obecnie do takiego plebiscytu, przeciwko wyjściu ich kraju z Unii Europejskiej, co oznacza wzrost o 7 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. To co prawda mniej niż w Hiszpanii (85 proc.), Niemczech (80 proc.), we Włoszech (71 proc.) i Francji (69 proc.), ale więcej niż w Grecji i Wielkiej Brytanii (po 63 proc.).

W całej UE odsetek zwolenników pozostania we Wspólnocie wzrósł w ciągu roku z 61 proc. do 71 proc.

Jak zagłosowałbyś, gdyby referendum w sprawie opuszczenie Unii Europejskiej odbyło się jutro

Najpierw Polska, potem UE

W pytaniu odnoszącym się do ich tożsamości, 46 proc. Polaków odpowiedziało, że czują się obywatelami swojego kraju, a 43 proc., że najpierw obywatelami swojego kraju, a potem Europejczykami. Postawa Polaków w tej kwestii różni się znacznie od innych uczestniczących w ankiecie nacji.

Wyłącznie obywatelami własnego państwa czuje się jedynie 21 proc. Hiszpanów i 25 proc. Francuzów. W przypadku Greków odsetek ten wynosi 34 proc., Niemców 36 proc., a Włochów 38 proc. Najbardziej zbliżone do polskich postawy reprezentują młodzi Brytyjczycy – 40 proc. z nich odpowiedziało, że czuje się wyłącznie obywatelami Wielkiej Brytanii.

Wyłącznie europejską tożsamość zadeklarowało 2 proc. Polaków, a 6 proc. stawia ją przed tożsamością polską. Młodzi Polacy, podobnie jak ich rówieśnicy z innych krajów, widzą UE przede wszystkim jako organizację gospodarczą, zapewniającą swobodę podróżowania, pokój i demokrację.

Demokracja tak, ale…

Z ankiety wynika, że akceptacja demokracji jako najlepszej formy rządów wzrosła w ciągu roku z 52 do 58 proc. Jedna czwarta uczestników sondażu (24 proc.) uważa, że inne systemy władzy są tak samo dobre, a 6 proc. jest zdania, że inne systemy są lepsze od demokracji.

Opinię, że demokracja jest najlepszym systemem rządów, podziela 49 proc. Polaków (+7 pkt. proc.). Tylko Francuzi są bardziej sceptyczni (44 proc.). Równocześnie aż 34 proc. Polaków uważa, że inne systemy władzy są tak samo dobre, jak demokracja. To najwyższy odsetek ze wszystkich badanych narodów. Podobnego zdania jest 30 proc. Francuzów i 29 proc. Włochów, lecz tylko 17 proc. Niemców.

Odsetek Polaków oceniających inne formy sprawowania władzy wyżej od demokracji wynosi 6 proc. i odpowiada średniej unijnej.

Wola zmian politycznych

Zdecydowana większość młodych Europejczyków jest niezadowolona z sytuacji politycznej w ich krajach i opowiada się za zmianami. 13 proc. Polaków uważa, że system polityczny w ich kraju funkcjonuje poprawnie. 47 proc. domaga się zmian, a 28 proc. chce, by były to zmiany radykalne.

Czy uważasz, że system polityczny w Twoim kraju funkcjonuje prawidłowo?

 

Jeszcze gorzej oceniają sytuację w swoich krajach młodzi Włosi i Grecy. W tym pierwszym kraju tylko 5 proc. ankietowanych dobrze ocenia funkcjonowanie systemu politycznego, 47 proc. chce reform, a 43 proc. zmian radykalnych. W Grecji zadowolonych jest 6 proc. badanych, 37 domaga się zmian, a aż 52 proc. radykalnej przebudowy kraju.

Z ankiety wynika, że odsetek osób o nastawieniu populistycznym jest najwyższy w Polsce – 23 proc. Populistyczne postawy wykazuje 21 proc. Francuzów, 18 proc. Greków, 16 proc. Hiszpanów i 14 proc. Włochów. Poglądy populistyczne najrzadziej występują w Niemczech (7 proc.) i w Wielkiej Brytanii (11 proc.).

Polski optymizm

Pomimo licznych zagrożeń, Polacy pytani o przyszłość wykazują więcej optymizmu niż ich rówieśnicy z innych krajów. 49 proc. Polaków uważa, że będzie im się powodziło znacznie lepiej lub lepiej niż ich rodzicom. Ich optymizm wzrósł w ciągu roku o 2 pkt. proc.

Takimi optymistami jest tylko 12 proc. Greków, 15 proc. Włochów, 16 proc. Brytyjczyków, 18 proc. Hiszpanów i 22 proc. Francuzów. Porównywalny z polskim optymizm wykazują tylko Niemcy – 37 proc.

W sondażu przeprowadzonym za pomocą Internetu od 14 lutego do 4 marca 2018 r. przez instytut YouGov uczestniczyło 6080 osób w wieku 16-26 lat z Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Grecji, Włoch, Polski i Hiszpanii.

 

 

REDAKCJA POLECA