Skoki rozwojowe dziecka w 1. roku życia
Podczas pierwszego roku życia dziecko przechodzi przez 7 skoków rozwojowych. Wtedy ich mózg rozwija się bardzo intensywnie i niemowlę zaczyna nabierać nowych umiejętności oraz większej świadomości. Dla wielu rodziców jest to bardzo zaskakujący okres. Wydaje się bowiem, że dziecko nagle nauczyło się czegoś nowego.
Po czym poznać skok rozwojowy?
Skoki rozwojowe trwają od kilku dni do kilkunastu tygodni. Dziecko staje się wtedy znacznie podatniejsze na bodźce. Musi poradzić sobie z nowymi odczuciami i wrażeniami. Zanim się jednak tego nauczy rodzi się w nim niepokój, rozdrażnienie. Niemowlę zaczyna być „marudne”, potrzebuje więcej uwagi i zrozumienia rodziców. Opiekunowie mogą mieć nawet wrażenie, że maluch cofnął się w rozwoju. Nagle przestaje radzić sobie z czynnościami, które wcześniej nie sprawiały problemu i wymaga staranniejszej opieki. Ten marudny okres poprzedza każdy skok rozwojowy dziecka. Po jego zakończeniu rodzice zaczynają dostrzegać, że maluch w zaskakująco szybkim tempie nabyło nowe umiejętności.
Moje dziecko rozwija się w innym tempie niż inne
Skoki rozwojowe rozpisane są na poszczególne tygodnie życia dziecka. Harmonogram powinien być jednak jedynie orientacyjną podpowiedzią dla rodziców. Każdy maluch rozwija się w swoim tempie i jest to naturalne zjawisko. Nie wpasowanie się w wyznaczoną tabelę, nie oznacza, że dziecko dojrzewa w nieprawidłowy sposób. Dzieci mają swoje preferencje, czasem skupiają więcej uwagi na pewnych umiejętnościach, opóźniając rozwój innych. Skoki rozwojowe związane są także z rozwojem mózgu dziecka jeszcze w okresie płodowym. To właśnie dlatego wcześniaki mogą przechodzić skoki rozwojowe później niż niemowlęta urodzone po terminie.
Skoki rozwojowe dziecka- charakterystyka
Tygodnie życia dziecka wyznaczają rodzicom, w który skok rozwojowy będzie właśnie wchodziła ich pociecha. Pozwala to na większe zrozumienie zmian w zachowaniu niemowlaka i nastawienie się na, poprzedzającą skok, kapryśność.
Niemowlę po 5 tygodniach życia
Dziecko zaczyna być bardziej świadome otaczającego go świata. Jego zmysły wyostrzają się, zaczyna przeszkadzać mu światło, staje się wrażliwszy na dźwięki. Niemowlę potrafi skupić wzrok na jednej rzeczy, uśmiecha się i reaguje na dotyk.
Dziecko 7-8 tygodni po urodzeniu
Po 2 miesiącach życia dziecko zaczyna kontrolować ruchy swojego ciała. Poznaje swoje własne możliwości i próbuje je testować. Z zachwytem wierzga nogami, macha rękami. Potrafi także złapać zabawkę w rączkę. Nadal jest ciekawy twarzy i dźwięków. Ze skupieniem przygląda się mimice oraz wsłuchuje w muzykę i własny głos.
Trzeci skok rozwojowy- 11-12 tygodni
Niemowlę zaczyna dostrzegać detale. Potrafi już przekręcać głowę, więc ze skupieniem śledzi interesujące go przedmioty i osoby. Rozpoznaje także ton głosu. Charakterystyczne dla tego etapu jest również poznawanie rzeczy poprzez wkładanie ich do buzi.
14-19 tydzień życia dziecka
Na tym etapie dziecko jest już świadome pewnej powtarzalności. Wie, że gdy opuści zabawkę, mama ją podniesie. Staje się coraz bardziej samodzielne. Zaczyna raczkować i potrafi przekręcać się z pleców na brzuszek. Między czwartym a piątym miesiącem dziecko zaczyna również znacznie wyraźniej wyrażać swoją wolę, na przykład poprzez odepchnięcie się od piersi, gdy będzie najedzone.
Sześć miesięcy po urodzeniu
Dla szóstego miesiąca życia dziecka charakterystyczna jest świadomość związków między ludźmi. Dziecko nabiera ostrożności wobec ludzi, nie uśmiecha się już do wszystkich. Pojawia się w tym okresie lęk separacyjny- dziecko boi się, gdy traci z pola widzenia rodziców. Poprawia się jednak koordynacja ruchowa. Maluch samodzielnie siada, potrafi ściągnąć sobie skarpetki, klaszcze.
Szósty skok rozwojowy – 33-37 tydzień
Dziecko dzieli świat na kategorie, ze względu na wspólne cechy przedmiotów. Stara się także dogłębniej zrozumieć otoczenie. Rozbiera rzeczy na części, aby je zbadać.
Rok życia dziecka
Dziecko potrafi stawiać już pierwsze kroki. Zaczyna sięgać po interesujące go rzeczy oraz wskazywać na nią palcem z pytaniem o ich nazwę. Naśladuje zachowania opiekunów i jest świadomy powtarzalności czynności.
Skoki rozwojowe dziecka to dla rodziców bardzo chaotyczny okres. Dziecko w jednym tygodniu jest bardzo marudne, a po pewnym okresie nagle wykazuje nowe umiejętności i zainteresowania. Warto obserwować zachowania wychowanków, by wiedzieć kiedy potrzebują odpowiedniego wsparcia.
Artykuł przygotowano we współpracy z tatento.pl
Awantura z policjantami. Sławomir Nitras: Ja po prostu szedłem chodnikiem. Szarpali mnie, bo odmówiłem zawrócenia
Poseł PO Sławomir Nitras opublikował na Facebooku nagranie sprzeczki z funkcjonariuszami policji gdy usiłował przejść chodnikiem obok Sejmu. Poseł twierdzi, że był zarpany co potwierdzali świadkowi.
– Ja po prostu szedłem chodnikiem obok Sejmu. Chodnik nie był odgrodzony. Szedłem po prostu. Policjanci kazali mi się cofnąć i powiedzieli, że „tędy nie przejdę. Bo nie i tyle. Szarpali mnie bo odmówiłem zawrócenia. – opisuje zdarzenie na Facebooku Sławomir Nitras i opublikował 6-minutowe nagranie, na którym słyszymy sprzeczkę z policjantami.
Warto zapamiętać oblicza tych milicjantów. Tak, milicjantów. Brawo @SlawomirNitras za odzyskanie chodnika. To jest nie do uwierzenia. https://t.co/8l6zhWJsdw pic.twitter.com/uc5zGzVBTC
— D.Wysocka-Schnepf (@DorotaWSch) April 12, 2018
„Dlaczego nie wolno mi iść po chodniku?”
„Bo nie wiem, kim pan jest”.
„Chcieliście mnie pobić tylko dlatego. że nie wiedzieliście, kim jestem. Szarpaliście mnie. Przedstawiałem się. Dlaczego ja mogę przejść chodnikiem, a ci ludzie nie?”.
.@SlawomirNitras https://t.co/nQtDKljLTF— ObserwatorXY (@ObserwatorXY) April 12, 2018
– Panie Marek Kuchciński to jest absolutny wstyd dla Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, że podwładni Joachim Brudziński szarpią, zaczepiają, nie pozwalają spokojnie przejść ulicą spokojnym i zwykłym ludziom. Spadają wam sondaże i próbujecie za wszelką cenę sprowokować ludzi naruszając ich elementarne prawa. Zachowujecie się jak przestraszeni dyktatorzy oderwani od ludzi i rzeczywistości. I marnie skończycie. – napisał na Facebooku.
(df) thefad.pl / Źródło: facebook /SlawomirNitras
Adam Mazguła: Plac wojny

Adam Mazguła
Wojna o pamięć wybiórczą na zmilitaryzowanym placu dopiero się zaczyna
Oddałem hołd osobom, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej.
Następnie długo oglądałem „dzieło architektoniczne” – czarne schody bez początku i bez końca. Chciałem zrozumieć, dlaczego kosztowały tak drogo? Ściana, wokół szklane płyty, żeby można było zobaczyć jakieś stalowe konstrukcje i rozkruszoną ziemię, jak wrota do piekła.
Nie zrozumiałem tego przesłania, ale obejrzałem plac wokół i domyślam się, dlaczego ten teren zastał zmilitaryzowany. Nie chodzi o to, że pomnika pilnuje policja, jest tam wojsko, barierki, znicze, które przypominają narzutowe pole minowe. Chodzi o wielkość, położenie i rolę, jaką ten plac pełnił i nadal pełni w historii Polski.
Jeśli PiS buduje obraz swojej formacji jako jedynie polskiej i patriotycznej, to musi mieć plac Józefa Piłsudskiego. Tam odbywają się najważniejsze uroczystości państwowe, tam stoi pomnik marszałka oraz krzyż i tablica upamiętniająca Jana Pawła II.
PiS nie mógł dopuścić, żeby ktoś inny mógł decydować o tym, co się tam będzie budować i co się tam będzie obchodzić. Mało tego, on chce narzucać swoją wersję historii.
Przeanalizowałem położenie poszczególnych monumentów, tablic oraz wielkość terenu i jestem pewien, że wojna na placu dopiero się zaczyna.
Kamień węgielny pomnika Lecha Kaczyńskiego jest wbudowany kilkanaście metrów od pomnika marszałka. Czy będzie większy i okazalszy, czy będzie powodem do zmiany nazwy placu? Jakie pomniki tam jeszcze powstaną? Na pewno żołnierzy wyklętych! Później Jarosława Kaczyńskiego, może „Patrioty Roku” 2016 roku i biskupa, który pozwolił na pojawienie się nowych bohaterów na Wawelu!
To będzie plac PiS-owskiego bohaterstwa śpiących do południa, plac dzielenia i szczucia Polaków, wspomnienia o Unii Europejskiej, miejsce niszczenia bohaterów i budzenia upiorów faszyzmu.
Wojna o pamięć wybiórczą na zmilitaryzowanym placu dopiero się zaczyna.
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
Czy tym razem Trump zwracając się do Rosji za pośrednictwem Twittera wypowiedział wojnę?
Niemiecka prasa komentuje zapowiedziany przez Donalda Trumpa ewentualny atak militarny USA na Syrię w odpowiedzi na użycie broni chemicznej.
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” zastanawia się nad stanem umysłu amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa:
„Naprawdę zastanawiające jest, czy ten człowiek wciąż jest przy zdrowych zmysłach. Czy jego frywolny brak powściągliwości nie zna granic? Najnowszy tweet Trumpa pod adresem Rosji, w którym w pyszałkowatym, egzaltowanym tonie zapowiada on atak rakietowy na Syrię, jest nieprawdopodobny: «Przygotuj się, Rosjo, bo one (rakiety, red.) będą tam lecieć: piękne, nowe i ‘inteligentne’!».
Russia vows to shoot down any and all missiles fired at Syria. Get ready Russia, because they will be coming, nice and new and “smart!” You shouldn’t be partners with a Gas Killing Animal who kills his people and enjoys it!
— Donald J. Trump (@realDonaldTrump) April 11, 2018
Gadanie głupot w sytuacji konfliktu, który mógłby doprowadzić do militarnego starcia między USA a Rosją, koliduje z powagą urzędu prezydenta piastowanego przez Trumpa, którego poprzednicy uważali się za przywódców wolnego świata. Jest to język lidera zespołu rockowego. Świadczy on o arogancji i nieprzewidywalności, a nie o racjonalnym zarządzaniu kryzysem”.
„Tagesspiegel” z Berlina wskazuje, że każda misja wojskowa wymaga legitymizacji:
„Trump obciąża odpowiedzialnością syryjskiego dyktatora Baszara al-Asada za atak bronią chemiczną na miasto Duma kontrolowane przez rebeliantów. Syria i jej samozwańczy obrońca Rosja, zaprzeczają wszystkiemu i mówią o zainscenizowanym przez kogoś incydencie.
W Syrii grozi bezpośrednia konfrontacja między Rosją a Stanami Zjednoczonymi.
Izrael obserwuje pozycje Iranu, który zapowiedział odwet.
Obywatele wolnego świata teraz muszą się domagać od swoich rządów jak najwięcej przejrzystości. Mgliste informacje służb wywiadowczych to za mało.
Istnieją wystarczające powody, dlaczego Putina trzeba uważać za bardziej niebezpiecznego niż Trumpa, organizacje obrony praw człowieka za bardziej wiarygodne niż reżim al-Asada i wspierać Izrael w walce z mułłami w Teheranie.
Każda misja wojskowa wymaga opartej na dowodach legitymizacji. Obywatele muszą ufać rządzącym, ale muszą też być w stanie im zaufać.”
„Märkische Oderzeitung” z Frankfurtu nad Odrą bierze pod lupę sprzeczne zapowiedzi Donalda Trumpa w związku z Syrią:
„Tak szybko może się wszystko zmienić. Między ogłoszeniem przez Donalda Trumpa, że Stany Zjednoczone wycofają się z Syrii a zapowiedzią, że jego kraj ostrzela Syrię, minęło zaledwie kilka tygodni. Nie ma wątpliwości, że zagrożenie bezpośrednią konfrontacją z Rosją jest tym razem większe, niż przy pierwszym ataku Trumpa przed rokiem. Nie bez powodu wypowiadając wojnę za pośrednictwem Twittera zwrócił się bezpośrednio do Rosji, a nie do przywódcy Syrii al-Asada. W stylu kowboja strzela z biodra”.
REDAKCJA POLECA
Ukraińcy w Polsce nie są uchodźcami z Donbasu, lecz imigrantami ekonomicznym
Przebywający w Polsce Ukraińcy, wbrew zapewnieniom polskich władz, nie są uchodźcami z Donbasu, lecz imigrantami ekonomicznymi, od których uzależniona jest polska gospodarka – pisze „Die Welt”.

Status uchodźcy otrzymało dotychczas w Polsce 88 Ukraińców, wnioski o azyl złożyło 6 tys. osób. Fot. Źródło: dw.de
Autor materiału opublikowanego w czwartek w wydaniu internetowym gazety Jan Jakub Chromiec przypomina liczne ostatnio wypowiedzi polskich polityków, w tym byłej premier Beaty Szydło, którzy mówili o przyjętych przez Polskę kilkuset tysiącach, a nawet milionie uchodźców z Ukrainy, co ma usprawiedliwiać ich zdaniem brak zgody na relokację uciekinierów z Syrii. Te liczby zdaniem władz w Warszawie są dowodem na solidarną postawę polskich władz, wbrew opinii panującej w Europie.
Zdaniem Chromca argumenty wysuwane przez stronę polską „nie pokrywają się z faktami”.
Z danych urzędu do spraw cudzoziemców wynika, że status uchodźcy otrzymało dotychczas w Polsce 88 Ukraińców, a 277 posiada ograniczony status ochronny. W latach 2014-2017 wnioski o azyl złożyło 6 tys. Ukraińców, co oznacza, że odsetek decyzji pozytywnych wynosi zaledwie 1,3 proc.
Ukraińcy przyjeżdżają do pracy
„W przeciwieństwie do Syryjczyków i Afgańczyków, którzy przejeżdżają do Niemiec, imigranci z Ukrainy w Polsce są niemal wyłącznie migrantami podejmującymi pracę zarobkową” – podkreśla Chromiec.
Autor zwraca uwagę na lawinowo rosnącą liczbę wniosków o pozwolenie na pracę dla Ukraińców składanych przez polskie firmy. W 2013 roku było ich 220 tys., w zeszłym roku 1,7 mln. Chromiec zastrzega, że dokładnie nie wiadomo, ilu Ukraińców mieszka obecnie w Polsce. Pewne jest natomiast, że niemal 300 tys. opłaca składki na ZUS.
Ulubionym celem Wrocław
„Die Welt” pisze, że ulubionym celem ukraińskich imigrantów jest Wrocław. Miasto potrzebuje ich pilnie jako siły roboczej. Stopa bezrobocia w stolicy Dolnego Śląska spadła poniżej 3 proc., wiele stanowisk jest nieobsadzonych. – Bez ukraińskich pracowników niemożliwy będzie dalszy wzrost – powiedział „Die Welt” Grzegorz Dzik, szef firmy Impel specjalizującej się w outsourcingu dla przedsiębiorstw.
Wzrost ksenofobii
Zdaniem Chromca ukraińscy pracownicy zaczynają odczuwać rosnącą wrogość do cudzoziemców, będącą następstwem działalności środowisk skrajnie prawicowych.
„Ostry, prawicowo-konserwatywny język używany przez rządzący w Warszawie PiS pozostawia ślady w liberalnym Wrocławiu” – pisze Chromiec. „Głośne poparcie dla narodowych demonstracji i nagonka na islamskich uchodźców umacnia ksenofobię w Polsce” – kontynuuje autor.
Tylko połowa ankietowanych popiera obecność Ukraińców we Wrocławiu, jedna czwarta jest ich obecności przeciwna – wynika z aktualnego sondażu.
REDAKCJA POLECA
Węgry. Po zwycięstwie Viktora Orbána i jego Fideszu znikają z rynku opozycyjne media
Trzy dni po wyborach na Węgrzech i zwycięstwie Viktora Orbána i jego Fideszu przestała się ukazywać czołowa węgierska gazeta opozycyjna „Magyar Nemzet”.
Popularny na Węgrzech dziennik „Magyar Nemzet”, ukazujący się od 80 lat, zakończył w środę 11 kwietnia działalność. Oficjalnie jego właściciel nie jest w stanie jej dłużej finansować. Nieoficjalnie mówi się o przyczynach politycznych. „Z powodu problemów finansowych właściciele gazety podjęli decyzję o zakończeniu pracy 'Magyar Nemzet’ i jej wersji online” – poinformował wczoraj na swoim portalu dziennik.
Właścicielem „Magyar Nemzet” jest węgierski oligarcha Lajos Simicska, najpierw przyjaciel szkolny, potem zaufany premiera Viktora Orbána. Po ostrym starciu z Orbánem w 2015 r. Simicska zlecił swoim mediom zmianę kursu. W kampanii wyborczej przed niedzielnymi wyborami do parlamentu gazeta zamieszczała liczne artykuły zajmujące się rzekomą korupcją w otoczeniu Orbána.
Część imperium Simicski
Dziennik „Magyar Nemzet” zaczął wychodzić w 1938 r. Był uważany za flagowy okręt „konserwatywnego” dziennikarstwa. W 2000 r., po objęciu pierwszej kadencji przez premiera Orbána kontrolę nad gazetą przejął Simicska. Po przewrocie 1989 r. zrobił majątek na firmie plakatującej, co pozwoliło mu w latach 90-tych na finansowanie działalności Węgierskiej Unii Obywatelskiej (Fidesz). Simicska sukcesywnie rozbudowywał swoje imperium, do którego należy też szereg firm budowlanych.
Podczas drugiej kadencji Orbána w latach 2010-2014, Simicska zarobił miliony na niezliczonych zleceniach rządowych. Pozwoliło mu to zrekompensować straty, jakie przynosiły należące do niego media, wówczas reprezentujące linię Fideszu. Po zerwaniu stosunków z premierem, firmy Simicski straciły bez mała wszystkie zlecenia publiczne. „Magyar Nemzet” stał się czołowym na Węgrzech dziennikiem opozycyjnym.
Zemsta Orbána
Obok „Magyar Nemzet” zamilkło też radio „Lanchid”. Zagrożona jest egzystencja tygodnika „Heti Valasz”, który przetrwa tylko pod warunkiem, że znajdzie inwestorów. Pozostanie natomiast telewizja „Hir TV”, redakcja musi się jednak nastawić na poważne cięcia finansowe.
Zamknięcie gazety trzy dni po wyborach do parlamentu zszokowało jej pracowników.
– Czujemy się jak po zamachu terrorystycznym – powiedział portalowi „24.hu” zastępca redaktora naczelnego György Zsombor.
– Simicska poświęcił ubiegły rok na mszczeniu się na Orbánie. Jego media mu w tym pomogły – mówi Tamas Boros, analityk z think-tanku Policy Solutions w Budapeszcie. – Teraz, kiedy widzi wynik wyborów, liczy się z kolei z zemstą Orbána i schodzi z pola walki – dodaje ekspert. Jego zdaniem zakończenie działalności „Magyar Nemzet” ma polityczne podłoże.
Czekanie na inwestorów
Zespół redakcyjny ma jednak nadzieję, że znajdzie się kupiec gazety, a przynajmniej należącego do niej portalu. Jako potencjalny inwestor zgłosił się już polityk Péter Ungár. Jak powiedział portalowi „hvg.hu”, jeszcze w tym tygodniu chce przedłożyć ofertę. Ungár jest członkiem zarządu opozycyjnej partii „Polityka Może Być Inna” (LMP), a dzięki spadkowi stał się współwłaścicielem dużej firmy handlu nieruchomościami. Przy czym dzieli ją ze swoją matką Marią Schmidt, która jest z kolei zagorzałą zwolenniczką Orbána.
Jedynymi niezależnymi mediami o dużym zasięgu pozostały teraz na Węgrzech portal informacyjny „Index.hu” prowadzony przez zaufanych Simicski i „RTL Television Group” niemieckiego koncernu Bertelsmanna.
Na konferencji prasowej we wtorek Viktor Orbán nie chciał się ustosunkować do zamknięcia „Magyar Nemzet”. – Jak wiadomo, nie zajmujemy się interesami. Właściciele zadecydują o tym, czego chcą – podsumował.
REDAKCJA POLECA
Animowana Historia Polski [Video]
Twórcą filmu, który powstał na zlecenie Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości jest Tomasz Bagiński, mistrz współczesnej polskiej animacji, nominowany do Oscara za utwór „Katedra”.
„Historia Polski” to, według autora, wizualny poemat, gdzie „ważne momenty naszej historii wymieszane są ze skojarzeniami, z symbolami, prezentacjami miast, ludzi, charakterystycznych budowli; to obraz, na którym przewijać się będzie mapa, wizualne wyjaśnienia konkretnych sytuacji, ważne gesty, ważne słowa.”
– Historia Polski, jak zresztą historia każdego kraju, to ogrom wydarzeń, ludzi i dat. Mnogość danych. Nie tylko aktów, także rzeczy mniej uchwytnych – mówi Tomasz Bagiński. – Jak to wszystko zawrzeć w kilkuminutowym filmie? Widzowie chcą wrażeń. Zaskoczeń. Odpłynięcia w inną rzeczywistość, zachwytu obrazem i muzyką, uczuć.
– Jeśli nawet pragną wiedzy, to raczej chcą dowiedzieć się czegoś o wnętrzu Polaków, o tym, czym nasz kraj się wyróżnia. Chcą wiedzieć, dlaczego warto nas znać i co to za europejskie plemię Polacy. Odszedłem więc od dosłownego traktowania tematu „Historia Polski”. – wyjaśnia
– W ośmiu minutach da się przekazać tylko wrażenia ogólne, nastroje i klimat, więc taki też jest nasz film. Wizualny poemat, wiersz opowiadany obrazem, zainspirowany przez polską historię. Gigantyczny kolaż najróżniejszych elementów, połączonych ze sobą bardzo płynnie”. – dodaje Bagiński.
Źródło: youtube
Dariusz Stokwiszewski: A naród niech sypie kopiec dla prezydenta…

Dariusz Stokwiszewski
Wczoraj, jako obserwator, uczestniczyłem w warszawskich uroczystościach odsłonięcia pomnika, który ma upamiętniać ofiary wypadku lotniczego z 2010 roku. Wysłuchiwałem się z niesmakiem w to, o czym mówiono. Całe wydarzenie było według wielu żenującym widowiskiem, którego cel był tylko jeden: wyniesienie na piedestał nieżyjącego prezydenta. Reszta ofiar niejako umknęła uwadze wszystkich, no może poza ich rodzinami.
Czy jest jeszcze w kraju ktoś taki, kto myśli racjonalnie i jednocześnie może spokojnie słuchać wywodów pana J. Kaczyńskiego i jego płatnych apologetów? Tak – płatnych – bo wszystko to, co ci ludzie robią, robią z wyrachowania, a także chęci kariery. Nigdy nie wierzyłem w ich deklaracje propaństwowości i jak widać, miałem rację. Zawłaszczanie państwa, jego instytucji oraz majątku narodowego jest dziś faktem oczywistym. Widać to „jak na dłoni”, a próby tłumaczenia tego patriotyzmem jest niemiłosierną hipokryzją. Teraz nadszedł czas na zawłaszczenie pamięci narodowej.
Nie chcę polemizować, ani też nikomu niczego narzucać, bo być może są gdzieś jeszcze tacy ludzie, ale ja już nie mogę. Mam dość słuchania od ośmiu lat tych samych bredni o zamachu, o „spisku Tuska i Putina”, o dobijaniu rannych, o sztucznej mgle, o bombach od termo – barycznej do być może wkrótce – atomowej, tylko o ograniczonym zasięgu. Nie mogę i nie chcę patrzeć już dłużej na twarze obłudników, przechrztów i neofitów, którzy zamiast kultywować Boga oraz Jego religię, wchodzą w niejasne układy z hierarchami, zakonnikami i księżmi, jedynie dla korzyści politycznych, ale nie tylko. Winna jest w tym przypadku tak samo ta druga, kościelna strona.
Wczoraj, jako obserwator, uczestniczyłem w warszawskich uroczystościach odsłonięcia pomnika, który ma upamiętniać ofiary wypadku lotniczego z 2010 roku. Wysłuchiwałem się przy tej okazji z wielkim niesmakiem w to, o czym mówiono (J. Kaczyński, A. Duda). Całe wydarzenie było według wielu żenującym widowiskiem, którego cel był tylko jeden: wyniesienie na najwyższy piedestał nieżyjącego prezydenta a ci, o których wspomniałem, wygłaszali coś, na kształt hymnów pochwalnych. Reszta ofiar niejako umknęła uwadze wszystkich, no może poza ich rodzinami.
Wkrótce, nieopodal tego miejsca, stanąć ma następny z wielu już pomników prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Plac Piłsudskiego, jak zaznaczył w swoim przemówieniu prezydent Andrzej Duda, jest świętym miejscem nie tylko dla mieszkańców Warszawy, ale także dla całej Polski. Tak samo dla wszystkich święty jest Wawel. Tyle samo i to bez zbędnych wyjaśnień czy komentarzy znaczą dla nas słowa Józef Piłsudski, czy Jan Paweł II. Kiedy niedawno, do krypty, w której spoczywają Maria i Lech Kaczyńscy, przeniesiono szczątki marszałka J. Piłsudskiego, pomyślałem sobie, że to już chyba koniec, bo PiS zawłaszczył już w zasadzie wszystko to, co było do zagarnięcia.
A skoro tak, to może pójdźmy jeszcze dalej, bo sam osobiście mam wielki szacunek dla wszystkich zmarłych, zwłaszcza tych, zmarłych tragicznie. Jeśli bowiem mamy pisać od nowa naszą polską historię (a to się dzieje), to zróbmy jeszcze coś. Niech naród polski usypie na wzór kopca Kościuszki jeszcze większy kopiec – Kaczyńskiego, gdzie będziemy mogli pielgrzymować kilka razy w roku. W błędzie będzie każdy, kto odbierze ten apel, jako naigrywanie się z ludzkiego nieszczęścia. Jeśli już, to może jedynie z nadmiaru pychy u niektórych, nadal żyjących ludzi.
U podnóża kopca można by ustawić tablice upamiętniające 95 ofiar, a na jego szczycie ogromny, większy nawet niż w Świebodzinie, pomnik byłego prezydenta. Czy Kościół w przyszłości pomyśli o większym wyróżnieniu jego osoby? No cóż, będziemy czekać, a czas pokaże. Nie stawiajmy granic swojej wyobraźni i dążeniom, choćby największym i na pozór niedostępnym, bo przecież tantum possumus, quantum scimus. A wy drodzy moi potraficie, jak pokazały ostatnie trzy lata, niemal wszystko! Zbudujmy ten kopiec pamięci smoleńskiej i narodowej! Szkoda tylko, że o Smoleńsku – miejscu, gdzie 96 pasażerów TU 154 poniosło śmierć – niemal wszyscy rządzący już zapomnieli. A przecież to kluczowe miejsce dla istoty tej strasznej tragedii! Czyżby, więc strach…? Nie śmiem nawet tak myśleć, patrząc na naszych zuchów ze zjednoczonej prawicy! Bo choć nieraz i głos im się łamie, to ludzie ci odważni są… . Głos zaś się im łamie tylko w obliczu wielkości wodza!
W telewizji TVN – „służącej totalnej opozycji” padło także wczoraj przypuszczenie pana Pawła Deresza, męża zmarłej Jolanty Szymanek – Deresz, co do tego, że na Pl. Józefa Piłsudskiego powstać może w przyszłości także mauzoleum braci Kaczyńskich, ale ja już tak daleko nie idę ze względu na mniejszą wyobraźnię i mój wrodzony sceptycyzm. Myślę natomiast, jako osoba wychowana w PRL-u, gdzie trawę malowano na kolor zielony, a asfalt na czarno, że w okolicach placu mogłaby powstać makieta Gór Diamentowych, aby wyobrażenie kultu jednostki zostało w pełni ugruntowane!
A jeśli jeszcze coś można dodać, to powiem, że… nie chcę, jako przeciwnik się wymądrzać i podsuwać dobrych pomysłów moim oponentom, ale OK niech stracę! A więc myślę sobie, że gdyby PiS ogłosił „Boskość Jarosława Kaczyńskiego”, to już nie byłoby żadnych przeszkód do realizacji czegokolwiek. Boskość, dowolnie rozumianej ideologii czy też aksjomatu, a nie Katolicyzmu (uważam, że jako siewca nienawiści na to nie zasługuje)! Boskość to zawsze Boskość i to bez względu na jej proweniencję. Zaraz po wprowadzeniu kultu wodza można byłoby stworzyć oczekiwane Imperium – 1000 letnią IV RP. Polskim „kardynałem Richelieue” i jednocześnie mężem opatrznościowym mógłby zostać pewien mądry, niezwykle skromny i żyjący w ascezie zakonnik znad Wisły. W takiej konfiguracji kraj mógłby zacząć „płynąć mlekiem i miodem”, a zawistnikom pozostałoby zagryzanie paznokci z bezsilności i żalu.
Dariusz Stokwiszewski
Zuckerberg przeprosił za nadużycia: „To był mój błąd, przykro mi”. Zapowiedział też, że może pojawić się płatna wersja Facebooka
W skandalu wywołanym gigantycznym nadużyciem danych użytkowników Facebooka jego założyciel i właściciel Mark Zuckerberg przyznał się do błędów. Zasygnalizował też, że darmowa może być tylko jedna z wersji serwisu.
„To był mój błąd, przykro mi” – stwierdził szef Facebooka Mark Zuckerberg podczas przesłuchania przed senackimi komisjami sprawiedliwości i handlu w Waszyngtonie. Priorytetowe jest dla niego niezmiennie łączenie ludzi – i zawsze, „tak długo, jak prowadzę Facebook”, będzie to ważniejsze, niż interesy reklamodawców. „Założyłem Facebooka, kieruję tą firmą i jestem odpowiedzialny za to, co się stało” – stwierdził 33-letni Zuckerberg, który wystąpił w garniturze i pod krawatem, a nie jak zwykle w T-shircie i dżinsach.
Płatna wersja bez reklam?
Odpowiadając na pytanie jednego z senatorów Zuckerberg po raz pierwszy zasygnalizował, że może się pojawić płatna wersja serwisu bez reklam. Powiedział co prawda tylko, że „zawsze będzie istniała darmowa wersja Facebooka”, ale rozpętało to natychmiast spekulacje, że serwis planuje w takim razie także alternatywy, w tym płatne wersje. Obecnie Facebook utrzymuje się tylko z reklam i jest bezpłatny dla wszystkich użytkowników.
87 000 000!
Skandal wokół Facebooka wybuchł po ujawnieniu wycieku danych milionów użytkowników. Specjalna aplikacja umożliwiła brytyjskiej firmie analitycznej Cambridge Analytica dostęp do danych respondentów – użytkowników Facebooka i ich przyjaciół. Według szacunków Facebooka liczba poszkodowanych użytkowników na całym świecie może wynosić do 87 milionów. Cambridge Analytica była aktywna m.in. w kampanii wyborczej Donalda Trumpa.
Chuck Grassley, przewodniczący komisji sądownictwa zapytał podczas przesłuchania Zuckerberga, ile danych i jakiego typu wyciekło do Cambridge Analytica. Szef Facebooka udzielił wymijającej odpowiedzi, obiecał jednak, że nadrobi to i dostarczy szczegółowych informacji także co do innych pytań. Przewodniczący komisji handlu John Thune podkreślił natomiast, że być może nadszedł czas na objęcie większymi regulacjami firm takich jak Facebook. Nie jest też pewny, że użytkownicy Facebooka w pełni zdawali sobie sprawę z konsekwencji udostępnienia swoich danych firmom aktywnym w Internecie.
Cel Zuckerberga
Od chwili ujawnienia skandalu przed dobrymi trzema tygodniami sieć społecznościowa znalazła się pod ostrzałem. Między innymi śledztwo ws. Facebooka prowadzi Amerykańska Federalna Komisja Handlu FTC i prokuratorzy generalni 37 stanów USA. Facebook tymczasem, według własnej interpretacji, robi wszystko, co możliwe, by poprawić ochronę danych. „Potrzeba trochę czasu, żeby opracować wszystkie zmiany, które musimy przeprowadzić, ale jestem zobowiązany osiągnąć ten cel” – zapewniał Zuckerberg.
REDAKCJA POLECA
Kichające nosy, załzawione oczy – alergii czas nadszedł
Za nami pierwszy wiosenny miesiąc, kiedy rośliny zaczynają pylić na dużą skalę. Najwcześniej kwitną leszczyna, olcha, cis, topola i wierzba – i to ich pyłki są najczęstszą przyczyną katarów i zapalenia spojówek.

Leszczyna
Podłużne, żółte kwiatostany na leszczynie równoznaczne są z początkiem przedwiośnia (w zależności od roku, pylenie leszczyny może zacząć się już w styczniu, ale najwyższe stężenie pyłków w powietrzu przypada na przełom lutego i marca). Pieczenie oczu i katar to objawy alergii na wysokie stężenie pyłku tego wczesnokwitnącego drzewa, ale często zdarza się, że objawy mylone bywają z przeziębieniem, w związku z zimną porą roku.
Leszczyna jest pospolitym drzewem, rośnie w wielu lasach i parkach, a pierwsze oznaki jej kwitnienia zauważa się w najcieplejszych rejonach kraju: na południowym zachodzie, zachodzie i w centrum. Pyłki leszczyny wykazują reakcje krzyżowe z pyłkami olchy i brzozy, a także niektórymi alergenami pokarmowymi, np. orzechami laskowymi.
Olcha
U osób uczulonych na pyłki olchy objawy pojawiają się nagle. Spowodowane jest to gwałtownym początkiem pylenia drzewa oraz bardzo wysokim stężeniem pyłków w pierwszych dniach kwitnienia. Objawy alergii na pyłki olchy to przede wszystkim nieżyt nosa (wodnista wydzielina, swędzenie i niedrożność nosa, kichanie) oraz zaczerwienienie spojówek i łzawienie. Uczulenie na pyłki olchy jest najczęstszą przyczyną alergicznego nieżytu nosa w naszym klimacie, a okres jej pylenia zbliżony jest do czasu pylenia leszczyny: rozpoczyna się już na przełomie stycznia i lutego, ale do zapylenia roślina potrzebuje wyższych temperatur, dlatego kulminacyjny punkt kwitnienia przypada na połowę marca.
Pyłki olchy wykazują krzyżowe reakcje alergiczne z alergenami pyłku leszczyny i olchy, a także alergenami pokarmowymi jabłek, brzoskwiń i orzechów laskowych.
Cis
Cis zaczyna kwitnąć w trzeciej dekadzie marca i pyli od 10 do 30 dni. Pyłki cisa zawierają toksynę – alkaloid, który może podrażnić błony śluzowe nosa i gardła. Największe skupienie cisa pospolitego występuje w Borach Tucholskich, ale jest to także popularna roślina ozdobna (np. cis japoński), sadzona jako żywopłot w przydomowych ogrodach i parkach.
Topola
Kwitnienie topoli zaczyna się już w lutym, ale intensywnie pylić zaczyna w trzeciej dekadzie marca. Od marca do kwietnia pylą odmiany męskie, a od kwietnia do maja odmiany żeńskie (te produkują o wiele mniej pyłków niż męskie, co powoduje obniżenie ilości alergenu w powietrzu). Warto wiedzieć, że topola uczula stosunkowo rzadko i niesłusznie bywa uważana za główną przyczynę wiosennych katarów i łzawień.
Pyłki topoli mogą wywoływać reakcję krzyżową z wierzbą.
Wierzba
Pyłki wierzby nie są częstym alergenem, ale ci, którzy są na nie uczuleni, muszą zrezygnować nie tylko z bazi w wazonie, ale także miodów, bo wiele z nich zawiera wierzbowe zarodniki. Osoby uczulone na pyłki wierzby paradoksalnie trudniej znoszą alergię w miastach niż na wsiach. W przestrzeni miejskiej wierzby rosną w wielu parkach, a alergeny przenoszone są przez wiatr z miejsca na miejsce między budynkami, przez co długo mogą być przyczyną uczuleń. Na wsiach wierzby rosną zazwyczaj w pewnym oddaleniu od domostw, bo lubią podmokłe podłoża, dlatego szansa, że pyłki znajdą się w obszarach zamieszkanych, jest stosunkowo niewielka. Wierzba kwitnie od połowy marca do końca kwietnia.
Co jest gorsze dla alergików? Wczesna czy późna wiosna?
Wczesna wiosna dla alergików oznacza dłuższy i cięższy okres pylenia. Jeśli zima jest łagodna, to leszczyna i olsza zaczynają kwitnienie już w styczniu, a okres ich intensywnego pylenia przypada na luty. Z kolei przedłużająca się zima powoduje, że w momencie wystąpienia wyższych temperatur jednocześnie zaczyna pylić wiele uczulających roślin (oprócz leszczyny i olchy także brzoza, topola i wierzba). Najwyższe stężenie pyłków notuje się w pogodne, bezwietrzne dni, a zmniejszenie ilości alergenów w powietrzu przynoszą dopiero gwałtowne opady.














