Strasburg: kara dla Polski za nieuzasadnione przetrzymywanie w zamknięciu osób ubiegających się o azyl

Polska została ukarana za nieuzasadnione przetrzymywanie w zamknięciu osób ubiegających się o azyl. To jawne naruszenie praw człowieka – orzekli sędziowie w Strasburgu.

Polska została ukarana przez Europejski Trybunał Praw Człowieka za nieuzasadnione przetrzymywanie w zamknięciu osób ubiegających się o azyl. Fot. Źródło: dw.de

Polskie władze przez kilka miesięcy przetrzymywały rodzinę uchodźców w zamkniętym ośrodku dla cudzoziemców. Tym samym naruszyły prawa człowieka – prawo do poszanowania rodziny – orzekli we wtorek (10.04.18) sędziowie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (skarga nr 75157/14). Rosyjskiej rodzinie uchodźców Polska ma zapłacić tytułem odszkodowania 12 tys. euro.

Rosjanie złożyli w 2012 roku wniosek o azyl w Polsce. Kiedy otrzymali odmowną decyzję, udali się do Niemiec. Niemieckie władze odesłały matkę z trójką dzieci do Polski, ojciec został w Niemczech w szpitalu. Od stycznia do czerwca matkę z dziećmi przetrzymywano w ośrodku otoczonym murem zabezpieczonym drutem kolczastym, który wg sędziów w Strasburgu przypomina więzienie. Po wyjściu ze szpitala w lutym dojechał do nich ojciec. Po ponad pięciu miesiącach polskie władze wreszcie wypuściły rodzinę z zamkniętego ośrodka. Teraz Rosjanie mieszkają w niemieckim Herne.

Polska nie potrafiła uzasadnić, dlaczego tak długo przetrzymywała w zamknięciu rosyjskich uchodźców ubiegających się ponownie o azyl – napisano w przeczeniu Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Sędziowie orzekli, że polskie władze zaniedbały zakwaterowania uchodźców w innym miejscu niż zamknięty ośrodek. Wskazali też, że rozpatrzenie drugiego wniosku o azyl trwało zbyt długo – zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że w tym czasie w zamkniętym ośrodku przetrzymywane były też dzieci.

 

 

REDAKCJA POLECA

 

 


Osiem lat w cieniu Smoleńska. Katastrofa źródłem nowej „religii” jednak „mit smoleński wysycha”

„Mit smoleński wysycha”, uważa filozof religii Zbigniew Mikołejko. Jego zdaniem jednym z następstw katastrofy smoleńskiej jest wzrost temperatury emocji w polityce, zaś podziały w społeczeństwie trudno będzie odbudować.

Fot. Źródło; dw.de

W ósmą rocznicę katastrofy smoleńskiej część Polaków pójdzie na uroczystości upamiętniające ofiary, w kościołach odbędą się nabożeństwa, a na ulicach miast smoleńskie marsze. W ramach tegorocznych obchodów została też odsłonięta kolejna tablica upamiętniająca zmarłego w katastrofie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, tym razem w Sejmie, tuż obok tablicy Jana Pawła II. Wielu Polaków uważa polskiego papieża za bohatera narodowego. Bohaterem jest w oczach Jarosława Kaczyńskiego także jego brat.

Katastrofa źródłem nowej „religii”

„Bez niego żadna zmiana w naszym kraju nie byłaby możliwa”, podkreślał ostatnio po raz kolejny, tym razem podczas odsłonięcia pomnika brata na Węgrzech. Chętnie mówi też o tym, że zmarły prezydent „odbudował narodową świadomość i przywrócił godność Polakom”. Przewodniczący PiS zasługi swego brata podkreśla niezmiennie od ośmiu lat.

Krótko po katastrofie na lotnisku w Smoleńsku filozof religii Zbigniew Mikołejko z Polskiej Akademii Nauk ukuł pojęcie „religia smoleńska”.

– Jeśli takie zdarzenie nie zostanie poddane racjonalnemu rozbiorowi, to zostanie zamienione w rzeczywistość symboliczną, mityczną – wyjaśnia w rozmowie z Deutsche Welle.

Kult bohaterów i męczenników

Nieodzowny element owej „mitycznej rzeczywistości” to jak w każdej religii, kult bohaterów i męczenników. Stąd podkreślanie męczeńskiej śmierci tych, którzy zginęli w Smoleńsku. Dotyczy to jednak tylko pewnej grupy ofiar. – Dokonał się podział ludzi z samolotu do Smoleńska. Niektórzy jak Lech Kaczyński umarli śmiercią męczeńską, a inni tylko zginęli – mówi filozof.

Budowa mitu o kolejnych bohaterach narodowych była jego zdaniem w tym przypadku zadaniem stosunkowo łatwym ze względu na symbolikę Katynia, do którego zmierzała delegacja w celu uczczenia pamięci polskich oficerów zamordowanych tam przez NKWD w 1940 roku. W ten sposób nowo tworzony „mit smoleński” mógł wpisać się w tradycję polskiego męczeństwa. Mit ten pozwala Jarosławowi Kaczyńskiemu „gromadzić różne środowiska wokół jednej wspólnej opowieści”. Tak, jak ma to miejsce w przypadku różnych wierzeń.

Potrzeba mitów

„Religia smoleńska” czerpie z liturgii chrześcijańskiej, czego przejawem są nabożeństwa czy krzyże, odwołuje się jednak także do elementów pogańskich, jak marsze z pochodniami.

– Ma ona łączyć różne osoby i różne kręgi społeczne, od pobożnych starszych pań ze środowiska Radia Maryja, po kibiców, drobnomieszczaństwo czy ludzi o nastawieniu nacjonalistycznym – wyjaśnia Mikołejko.

Jego zdaniem „religia smoleńska” trafiła na wyjątkowo podatny grunt, gdyż Polacy to naród, który szczególnie potrzebuje odwołań do religii i historii. Jej istotnym elementem konsolidującym to teoria o zamachu, który miał doprowadzić do katastrofy samolotu.

Upamiętnienie ofiar w siódmą rocznicę katastrofy smoleńskiej, 10.04.2017. Fot. Źródło: dw.de

Emocjonalność polityki

Tragedia smoleńska i budowane wokół niej mity doprowadziły do rozhuśtania społecznych emocji, i to we wszystkich środowiskach politycznych.

– Środowiska liberalne i lewicowe siłą rzeczy musiały odpowiedzieć w podobny sposób, stąd tak wielka emocjonalność protestów w sprawie sądów czy czarnych protestów kobiet wychodzących na ulice przeciw zaostrzeniu i tak już ostrej polityki aborcyjnej – mówi Mikołejko, podkreślając, że ostatnio „religia smoleńska” zdaje się „wysychać”. Wprawdzie w zamach nadal wierzy 26% Polaków, jednak aż 59% odrzuca tę tezę, a wśród sceptyków są także zwolennicy PiS-u.

Brak nowych mitów

Przez osiem lat Jarosław Kaczyński zapowiadał podczas smoleńskich miesięcznic „zwycięstwo” czyli ostateczne wyjaśnienie przyczyn tragedii oraz dostarczenie dowodów na zamach. Od jakiegoś czasu dopuszcza jednak także inną możliwość.

– I będzie prawda. Prawda, której dziś jeszcze nie znamy. Albo będzie stwierdzenie, że tej prawdy do końca ustalić się nie da – mówił przewodniczący PiS podczas jednej z jesiennych miesięcznic ubiegłego roku.

„Mit smoleński” pozwala Jarosławowi Kaczyńskiemu „gromadzić różne środowiska wokół jednej wspólnej opowieści”. Fot. Źródło: dw.de

Dziś prezesowi PiS coraz trudniej przychodzi głoszenie nadchodzącego „zwycięstwa”. Miesięcznice dobiegają końca.

Co pojawi się w miejsce „religii smoleńskiej”?

Zdaniem twórcy tego pojęcia, stworzenie nowego porównywalnego mitu nie będzie łatwe. Kaczyński miał bowiem jedyną w swoim rodzaju sytuację, że był „wybrańcem”, namaszczonym „krwią przelaną w katastrofie”. Poza prezesem PiS żaden polski polityk nie posiada tak unikatowych atrybutów.

 

 

REDAKCJA POLECA

 

 


Adam Szejnfeld: Niestety, ostatnie lata dopisały do dziejów Krakowskiego Przedmieścia smutny rozdział: Miesięcznice smoleńskie

Adam Szejnfeld

Adam Szejnfeld

Jeśli spotkania odbywające się 10-tego dnia każdego miesiąca na Krakowskim Przedmieściu nie są zgromadzeniami publicznymi, to czym są? No cóż. Trzeba je po prostu uznać za finansowane z pieniędzy publicznych prywatne wiece Prawa i Sprawiedliwości.

 

Mój jest ten kawałek podłogi…

Meble już połamałem,
Nowy ład zrobić chcę.
Tynk ze ścian już zdrapałem,
Zamurować czas drzwi!

Mój jest ten kawałek podłogi,
Nie mówcie mi więc, co mam robić!

 

O Champs-Elysées śpiewał w swej niezapomnianej piosence Joe Dassin. Przez serce stolicy Niemiec przebiega zaś Unter den Linden, czyli Aleja Lip. O barcelońskiej La Rambla pewien poeta powiedział, że to jedyna ulica na świecie, która mogłaby się nigdy nie kończyć. W Nowym Jorku, a może i w całych Stanach, o miano tej najważniejszej rywalizują co najmniej dwie arterie, Wall Street i Piąta Aleja, choć nie można zapomnieć także o Broadwayu. My zaś takiego dylematu nie mamy. Bez wątpienia najsłynniejszą i najbardziej prestiżową polską ulicą jest stołeczne… Krakowskie Przedmieście.

Od momentu przeniesienia stolicy z Krakowa do Warszawy na przełomie XVI i XVII wieku, Krakowskie Przedmieście było świadkiem najważniejszych wydarzeń w historii naszego kraju. To właśnie tutaj, w okresie świetności I Rzeczypospolitej, miały miejsce triumfalne wjazdy do miasta hetmana Stefana Czarnieckiego, czy króla Jana III Sobieskiego. W okresie zaborów na Krakowskie Przedmieście kierowały się wielkie manifestacje narodowe. II wojna światowa nie oszczędziła tego miejsca. Po 1945 roku ulica straciła swój reprezentacyjny charakter, choć nadal była miejscem historycznych wydarzeń, jak choćby demonstracji wspominanego kilka tygodni temu Marca’68. Pełen blask północnemu odcinkowi Traktu Królewskiego udało się przywrócić niespełna dziesięć lat temu.

Niestety, ostatnie lata dopisały do dziejów Krakowskiego Przedmieścia kolejny smutny rozdział. Miesięcznice smoleńskie. Niemal od początku miały one niewiele wspólnego z upamiętnieniem ofiar tragicznej katastrofy lotniczej. Służyły przede wszystkim mobilizacji najtwardszego elektoratu Prawa i Sprawiedliwości wokół mitu smoleńskiego i teorii spiskowych firmowanych przez Antoniego Macierewicza.

Kilkanaście dni temu sąd w Warszawie wydał przełomowy wyrok, w którym jednoznacznie uznał, że skoro miesięcznice nie są dostępne dla wszystkich obywateli, bowiem wstęp na nie jest limitowany i nie można się do nich swobodnie przyłączyć, choćby ze względu na metalowe barierki i kordon policji, to w świetle obowiązującego prawa nie są one zgromadzeniami publicznymi. Było to sądowe potwierdzenie tego, co stało się już wcześniej widoczne gołym okiem.

Na tym jednak nie koniec. Jeśli bowiem spotkania odbywające się 10-tego dnia każdego miesiąca na Krakowskim Przedmieściu nie są zgromadzeniami publicznymi, to czym są? No cóż. Trzeba je po prostu uznać za finansowane z pieniędzy publicznych prywatne wiece Prawa i Sprawiedliwości.

Czy tego chcemy, jako podatnicy, czy nie, to i tak wszyscy zrzucamy się więc na to, co dzieje się na Krakowskim Przedmieściu dziesiątego każdego miesiąca. A liczby porażają.

W 2017 roku na zabezpieczenie miesięcznic z pieniędzy publicznych wydano niemal 4,5 mln zł, czyli ponad cztery razy więcej niż rok wcześniej! W lipcu zeszłego roku na przykład ok. 2 tys. uczestników było ochranianych przez… 2,3 tys. policjantów. Dla porównania, miesiąc później na Przystanek Woodstock, na którym bawiło się ponad 200 tys. ludzi, wysłano… 1,6 tyś. funkcjonariuszy.

Oczywiście to tylko jeden z przykładów zawłaszczania państwa przez PiS i bezwzględnego wykorzystywania instytucji publicznych dla realizacji partyjnych interesów.

Nie mniej bulwersujące jest wprowadzenie zgromadzeń cyklicznych (na mocy ustawy uchwalonej nomen omen 13 grudnia 2016 roku, czyli dokładnie w 35-tą rocznicę stanu wojennego). Nic przecież prostszego niż tak zmienić prawo, by sobie i tylko sobie zagwarantować możliwość organizowania za publiczne pieniądze spotkań z wyborcami. Nawet jeśli do idei zgromadzeń cyklicznych swoje zastrzeżenia zgłosił nie tylko Rzecznika Praw Obywatelskich, Sąd Najwyższy, ale też przedstawiciele Rady Europy i OBWE – „Żadne krzyki nie pomogą. My tu będziemy i tu zwyciężymy” – usłyszeliśmy z Krakowskiego Przedmieścia. Jest tak, bowiem przez ostatnie lata ludzie Prawa i Sprawiedliwości próbują wmówić Polakom, że tylko ich jest ten „kawałek podłogi”. Ale tak nie jest. On jest także i nas. Nas wszystkich. Polaków.

Pamiętajmy o tym!

 

Adam Szejnfeld

 

 


Dariusz Stokwiszewski: Polska XXI wieku liderem wspólnoty bratnich narodów

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Obóz bratnich dyktatur ludowych powiększa się niezwykle dynamicznie, zaś ojcem tego sukcesu może stać się znowu Polska. Tak, jak już raz była, na przełomie lat 80. i 90. XX wieku, bo nie jest ważne to, co robimy - ważne jest to, aby o nas mówiono. A mówią, mówią i to dużo, od jakiegoś czasu!

 

W bratnim kraju zwyciężył kolega Jarosława Kaczyńskiego, co zapewne stworzy podatny grunt dla przyszłego zwycięstwa PiS oraz „ukochanego przywódcy” Polski, którego niech Słońce otacza swym blaskiem po kres czasów. Za wschodnią granicą mamy już podobne, naszej polskiej, „demokracje”; jedna ma siedzibę w Mińsku, druga w Moskwie.

Fot. wikipedia

Obóz bratnich dyktatur ludowych powiększa się niezwykle dynamicznie, zaś ojcem tego sukcesu może stać się znowu Polska. Tak, jak już raz była, na przełomie lat 80. i 90. XX wieku, bo nie jest ważne to, co robimy – ważne jest to, aby o nas mówiono. A mówią, mówią i to dużo, od jakiegoś czasu!

Czy zatem nie należałoby powrócić moi kochani rządzący do reaktywacji PRL Bis oraz nowej wspólnoty na wzór tej starej – RWPG? Być może byłoby to panaceum na coraz bardziej dotkliwą globalizację?

Oczywista, nie oczekuję powrotu komunizmu, bo to zakazane, ale można znaleźć inną, bardziej odpowiednią nazwę, jeśli rządzący państwem zechcą. Liczy się opakowanie, bo taki mamy obecnie klimat!

Polska, co prawda, nie jest jeszcze czerwona, ale róż już razi większość z nas w oczy.

Opozycja bezradnie rozkłada ręce w rejtanowskim geście rozpaczy! Jest więc szansa!

Kult jednostki uprawiamy od niemal trzech lat – doświadczenie władzy jest, a jak będzie potrzeba, to towarzysze z bratnich krajów pomogą.

Ta „świadoma” część społeczeństwa pewnie poprze władzę tak jak ta „demokratyczna” u bratanków, a to już niemal zwycięstwo!

Żaden Trybunał ani sąd nie stanie już wam na drodze, więc hulaj dusza, piekła nie ma!

I ostatni, najważniejszy argument – błogosławieństwo kleru zapewnione, a zatem nie trzeba się już martwić o przyszłość w zaświatach. Toruński biznesmen pomoże i tam!

O czym jeszcze marzyć? Macie możliwość stworzenia sobie Raju na Ziemi!

 

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Orbán świętuje „historyczne zwycięstwo“

Konserwatywny Fidesz premiera Viktora Orbána uzyskał zdecydowaną przewagę w wyborach parlamentarnych na Węgrzech i może liczyć na 2/3 mandatów. Przywódcy wiodących partii opozycyjnych podają się tymczasem do dymisji.

Orbán świętuje „historyczne zwycięstwo“

Przytłaczające zwycięstwo Viktora Orbána i jego partii Fidesz. Fot. Źróło: dw.de

Przystępująca do wyborów jako faworyt partia Viktora Orbána utwierdziła swoją pozycję: po obliczeniu niemal wszystkich, bo 98 proc. głosów, Fidesz uzyskał 49,4 proc. poparcie – podało w nocy z niedzieli na poniedziałek (8/9.04.2018) Narodowe Biuro Wyborcze. Tym samym Fidesz może znowu liczyć na 2/3 mandatów w parlamencie. Sam Orbán mówi o „historycznym zwycięstwie”.

Pozostałe partie uplasowały się daleko za Fideszem. Nacjonalistyczna partia Jobbik uzyskała 19,7 proc, głosów, na koalicję Węgierskiej Partii Socjalistycznej (MSZP) głosowało 12,4 proc. wyborców a węgierscy Zieloni – Dialog na rzecz Węgier (PM) uzyskali blisko 7 proc. głosów. Oficjalne wyniki wyborów zostaną ogłoszone za kilka dni, po obliczeniu głosów obywateli Węgier z zagranicy.

Rozczarowanie opozycji i dymisje

Porażkę opozycji komentatorzy tłumaczą istniejącymi w niej podziałami. Jeszcze w niedzielę wieczorem ustąpił ze stanowiska szef Jobbiku Gabor Vona. Odpowiedzialność za klęskę wyborczą przejął też lider socjalistów Gyula Molnar. – Czujemy się odpowiedzialni za to, co się stało i akceptujemy decyzję wyborców – powiedział Molnar.

Po klęsce wyborczej szef Jobbiku Gabor Vona ustąpił ze stanowiska. Fot. Źródło: dw.de

Rekordowa frekwencja

Według Narodowego Biura Wyborczego do urn poszło 69,3 proc. uprawnionych do głosowania, co oznacza frekwencję wyższą o siedem punktów niż w wyborach 2014 roku. Ze względu na natłok część lokali wyborczych pozostała otwarta jeszcze po godzinie 19, kiedy miały zostać już właściwie zamknięte.

– Wysoka frekwencja wyborcza nie pozostawia żadnych wątpliwości – skomentował Viktor Orbán w niedzielę wieczorem występując przed tłumem zwolenników. Jak podkreślił, wynik wyborów daje Węgrom „możliwość obrony siebie i Węgier”.

Zdaniem ekspertów istotną rolę w zwycięstwie koalicji Fideszu i Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej (KDNP) odegrały zwłaszcza w głębi kraju prorządowe media. Premier korzysta też na wzroście gospodarczym kraju i zmniejszającym się bezrobociu.

54-letni Viktor Orbán stoi na czele rządu Węgier od 2010 r. Krytycy zarzucają mu rygorystyczny kurs w kwestii uchodźców, ingerencje w niezależność sądownictwa, ograniczanie wolności słowa oraz restrykcje wobec organizacji pozarządowych, zwłaszcza wspieranych przez pochodzącego z Węgier amerykańskiego miliardera George’a Sorosa. W ostatnich tygodniach kampanii wyborczej głośne stały się zarzuty korupcji zarzucanej politykom z najbliższego otoczenia Orbána.

Kampania Fideszu koncentrowała się na „powstrzymaniu imigracji”, tak jak na tym plakacie. Fot. Źrodło: dw.de

Europejscy nacjonaliści: „wyśmienity wynik”

Dla europejskich populistów i narodowców lider Fideszu jest wzorem. Jak napisała na Twitterze przewodnicząca Frontu Narodowego (FN) Marine Le Pen: „po raz kolejny zostały odrzucone odwrócenie wartości i promowana przez UE masowa imigracja”. Holenderski polityk, przywódca antyimigranckiej „Partii Wolności”, Geert Wilders, mówił o „wyśmienitym” wyniku wyborów dla Orbána.

On sam unikał publicznych dyskusji ze swoimi przeciwnikami i wywiadów z niezależnymi mediami. Na wiecach wyborczych ostrzegał przede wszystkim przed „masową imigracją” i prezentował się jako obrońca suwerenności narodowej i chrześcijańskiej Europy.

Zwolennicy Orbána i Fideszu z euforią przyjęli wynik wyborów. Fot. Źródło: dw.de

– Migracja przesłania dziś na Węgrzech wszystkie inne tematy – powiedział agencji AFP András Biro-Nagy z liberalnego think tanku Policy Solutions. Mówiąc o kolejnej kadencji Orbána ostrzegł, że trzeba poważnie traktować jego skierowane do przeciwników przemówienie z 15 marca. Zapowiedział w nim podjęcie wobec swoich oponentów bliżej niesprecyzowanych „moralnych, politycznych i prawnych kroków”.

Szef CSU: „Będziemy pielęgnowali partnerstwo”

Z zadowoleniem zwycięstwo Orbána przyjął szef bawarskiej CSU Horst Seehofer. – Cieszę się z tego zwycięstwa. Jest to kolejny raz bardzo wyraźne zwycięstwo wyborcze – powiedział w poniedziałek na spotkaniu z dziennikarzami. Jak zapowiedział, jego partia będzie nadal pielęgnowała partnerstwo z Viktorem Orbánem.

Seehofer, który w nowym rządzie Angeli Merkel objął tekę ministra spraw wewnętrznych, wezwał jednocześnie Unię Europejską, by w większym stopniu uwzględniała interesy Węgier i innych mniejszych krajów członkowskich. Jak powiedział, może tylko radzić UE, by utrzymywała z Węgrami ”rozsądne stosunki bilateralne”. Za błędną uważał zawsze „politykę pychy i kurateli nad pojedynczymi państwami członkowskimi”.

 

 

 

REDAKCJA POLECA

 

 

 


Dariusz Stokwiszewski: Czy Polacy się wreszcie przebudzą, czy umrą jak niewolnicy?

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Pamiętajmy: nic nie ma za darmo, a za wszystko, co otrzymamy musimy kiedyś zapłacić. Polski nie stać już dłużej na kolejne szaleństwa niewielkiej grupy, otumanionych władzą ludzi!

 

Sondaże PiS pikują w dół, prezes partii się wścieka, ministrowie rządu, choć niechętnie, nastraszeni przez wodza oddają niesłusznie przyznane im nagrody, zaś parlamentarzyści oraz pozostała pisowska czerń ze strachu ‘chowa się po kątach’. Czy to początek końca Tysiącletniej IV RP Kaczyńskiego?! Chciałbym, aby tak było, ale jeszcze długa droga przed nami – szarymi obywatelami III RP, (bo my nie chcemy pisowskiej IV). Zło nigdy nie poddawało się łatwo. Trzeba nam jednak działać; tu, na szczeblu samorządów i tam, na szczeblu centralnym.

Działania na rzecz odsunięcia od władzy „demony nienawiści”, a także powrót na drogę demokracji i państwa prawnego nie będą łatwe. Dodam, że mam na myśli jedynie te, zgodne z Konstytucją. Polska musi ponownie stać się państwem, w którym obowiązują jej zasady, jako naczelnego aktu ustawodawczego. Tylko te prawa, a nie inne, określone przez partyjnych kacyków, zaakceptować może naród.

Co powinniśmy zatem robić, aby cel swój osiągnąć? Generalnie można byłoby rzec, że wystarczy stosować się do naczelnej zasady: postępować przyzwoicie w każdej sferze naszego życia i wszelakiej aktywności. Diabeł jednak, jak zawsze, tkwi w szczegółach.

Przychodzi mi na myśl dzieło A. F. Modrzewskiego „O naprawie Rzeczypospolitej”, w którym ów XVI – wieczny autor odnosi się do poszczególnych sfer życia, zalecając takie kroki, które jego zdaniem mogą przywrócić Polsce dawną świetność. I choć tamta, I Rzeczpospolita, wymagała gruntownej naprawy, to była jednym z najpotężniejszych państw ówczesnej Europy. Ta dzisiejsza, jest natomiast tylko mglistym wspomnieniem dawnej świetności. Co ciekawe i smutne, bez względu na upływ czasu polskie przywary narodowe, które przyczyniły się w znaczącym stopniu do tego stanu rzeczy, pozostały niezmienne. Podobnie jak kiedyś, prowadzą nas do cywilizacyjnej zapaści, a w dłuższej perspektywie, prosto w przepaść.

Polska jest dziś, jak statek powietrzny lecący bez kapitana (ten wraz z załogą wydaje się być pijany), będący na dodatek na kursie kolizyjnym z innymi samolotami, których piloci starają się ominąć samobójcę szerokim łukiem. Jeśli na coś możemy jeszcze liczyć, to jest to natychmiastowa zmiana sytuacji, polegająca na tym, że drżący ze strachu pasażerowie samolotu się ockną z odrętwienia i strachu, i któryś z nich – ten najbardziej przytomny – obejmie stery samolotu. Czy jest to lub będzie możliwe w sytuacji, gdy na jego drodze staną nagle pijani piloci, którzy wprowadzili samolot na ów kolizyjny kurs i nie chcą oddać sterów, a całą winą za to obarczają owego odnowiciela?! Wszystko zależy tutaj od determinacji pasażerów, a z tą chyba jest dzięki Panu Bogu z minuty na minutę lepiej.

Nie dajmy się mamić kolejnymi obietnicami „czegoś tam plus”, bo na te ekstrawagancje musimy składać się przecież my wszyscy, a w końcu i tak w skarbcu zobaczymy dno. Wewnętrzne zadłużenie Polski wzrasta, nie lepiej jest też z zadłużeniem zagranicznym. Zaczynamy żyć na kredyt tylko po to, aby zła zmiana mogła realizować swoje marzenia o władzy nieograniczonej. Otaczający się tłumem ochroniarzy, nawet wśród swoich, prezes to typowy objaw arogancji, pychy, a także nieuzasadnionej niczym megalomanii. Jego podręczni, nocnikowi, służący strzepujący mu łupież z klap marynarki, adiutanci i reszta, (jakkolwiek ktoś chciałby ich nazywać) przybocznych przebiera nogami, aby nie stracić względów „pana”. Gotowi zrobić wszystko, aby utrzymać się u koryta, zachowują się jak istoty nieposiadające możliwości samodzielnego myślenia. To straszne!

Nie mniej straszne jest jednak i to, że „przewodnik stada” wydaje się być oderwany od rzeczywistości i totalnie nieprzystosowany do realiów współczesnego świata. Biorąc pod uwagę to, że jeden człowiek kieruje losami 38 milionowego narodu należy jak najszybciej uderzyć na alarm, bo inaczej stracimy możliwość zmiany kursu na kurs niekolizyjny, a w konsekwencji spadniemy, jako rozbitkowie do „morza nicości – niebytu”.

Zbliża się kolejna (podobno ostatnia w tej formie) tzw. miesięcznica. I znowu tysiące policjantów z całego kraju, (za co także zapłacimy my) przybędzie do Warszawy po to, aby ten „marsz nawiedzonych” – ściągniętych na rozkaz z całej Polski – mógł przejść zablokowanym przez barierki Krakowskim Przedmieściem, a przeciwnicy wylądowali na warszawskich komisariatach, a następnie przed sądami!

Czy tak wygląda normalność w państwie prawa? Czy to my, blokując marsze nazistów oraz protestując przeciwko niegodnym praktykom partyjnych „patriotów” z PiS, SP, Kukiza 15 i WiS jesteśmy tymi nienormalnymi, których trzeba karać? Czy też może to z nimi jest coś nie tak?! Teraz, całe to nawiedzone towarzystwo, ma zamiar przenieść te ponure i tragikomiczne marsze ze światłami („szkoda”, że nie z pochodniami!), na Plac Marszałka Józefa Piłsudskiego. Jak się na to wszystko patrzy, to nie chce się myśleć o tym, co ci ludzie jeszcze wymyślą!

To musi się skończyć, bo nie może być tak, aby grupa nawiedzonych, tępych, małych, chciwych i niszczących państwo ludzi robiła to, o czym sobie zamarzy. Jeżeli teraz nie powiemy „dość”, to później będzie za późno i nie pomogą nam żadne inne demokracje, bo jak by nie patrzeć, prawda jest taka, że koszula najbliższa ciału. Tak było, jest i będzie! Nikt nie przyjdzie tu walczyć z przywódcą Republiki Bananowej, tylko jakoś się z nim ułożą, (aby „uniknąć większego zła”, bo takie będzie tłumaczenie) akceptując dyktaturę. Czy tego chcemy? Kto ma za nas wykonać naszą przecież pracę, która ma polegać na przywróceniu porządku w państwie!

Mamy konstytucyjne prawo do wyrażania naszych opinii i/lub żądań, jako suweren, dlaczego więc skala naszych działań jest tak niewielka?! Dlaczego nie staramy się przekonać nieprzekonanych, aby zrozumieli, jak szkodliwi są w polityce populiści i demagodzy? Pamiętajmy: nic nie ma za darmo, a za wszystko, co otrzymamy musimy kiedyś zapłacić. Polski nie stać już dłużej na kolejne szaleństwa niewielkiej grupy, otumanionych władzą ludzi!

W dniu 10.04.2018 roku, wszyscy patrioci spotkają się o 17.00 w okolicach PKiN, dla uczczenia pamięci poległego w imię Ojczyzny Piotra Szczęsnego, a następnie ci, którzy zechcą udadzą się na Krakowskie Przedmieście.

Takie zaproszenie skierowali organizatorzy przedsięwzięcia z cieszyńskiej grupy Razem Jesteśmy Silniejsi. Skoro „oni” – PiS, co miesiąc dla swoich politycznych celów czczą ofiary smutnej i tragicznej, ale przecież katastrofy lotniczej, to my w tym dniu uczcimy pamięć tego, który oddał swoje życie za wolną od dyktatury Ojczyznę.

 

 


Roman Giertych: Panika

Roman Giertych

Roman Giertych

Paniczne ruchy Jarosława Kaczyńskiego, który nakazał zwracać nagrody, obniżać pensje tylko pogłębią kryzys, gdyż świadczą o czymś w polityce najgorszym - o strachu przed totalną klęską.

 

Kolejne sondaże pokazują dramatyczny spadek poparcia dla PiS.

Dzisiaj sondaż dla „Rzeczpospolitej” pokazuje, że Donald Tusk wrócił po latach na szczyt rankingu zaufania społecznego.

W obozie władzy trwa dekompozycja. Paniczne ruchy Jarosława Kaczyńskiego, który nakazał zwracać nagrody, obniżać pensje tylko pogłębią kryzys, gdyż świadczą o czymś w polityce najgorszym – o strachu przed totalną klęską.

Tymczasem strach lidera przed klęską kompletnie dezorganizuje zaplecze. O ile przez dwa lata pisowcy w sposób nieumiarkowany uwłaszczali się na mieniu państwowym, to teraz, gdy w głosie swego lidera usłyszeli strach, będą się chcieli uwłaszczać w tempie przyśpieszonym. Stąd zjawisko okradania Państwa Polskiego przybierze siłę tsunami. Żadne apele prezesa tego nie powstrzymają.

Po pierwsze stracił on autorytet w tym względzie, gdy ujawniło się, że jest praktycznym właścicielem fundacji, która uwłaszczyła się na mieniu publicznym i która zamierzała na Cyprze „optymalizować” podatki.

Jak mówi nasz Hymn Narodowy „Dał nam przykład Bonaparte…”. Skoro Jarosław Kaczyński poprzez swoją fundację uwłaszczył się na mieniu państwowym to dlaczego jego akolici mieliby z tego zrezygnować?

Po drugie na funkcje w aparacie państwa i w spółkach z nim powiązanych w ciągu ostatnich lat nabór przebiegał najczęściej na zasadzie „znajomych królika”. Przysłowiowy kuzyn fryzjerki pani Premier miał szanse na funkcję w Radzie Nadzorczej Orlen, czy KGHM.

Tacy ludzie, którzy nie doszli do swych stanowisk drogą normalnej kariery wiedzą doskonale, że ich pozycja wynika tylko z nadania politycznego. I że zostało im zaledwie kilkanaście miesięcy do końca tej kariery. Więc w zasadniczej swej masie (oczywiście z wyjątkami) będą na wszystkie sposoby kradli, a to będzie wychodzić.

Dlaczego tak wielka panika u Jarosława Kaczyńskiego?

Bo próbował zrobić zamach stanu i mu się nie udało. Nie obalił niezależnych sądów, nie jest w stanie Donalda Tuska, Radka Sikorskiego, Grzegorza Schetynę, czy też piszącego te słowa umieścić w więzieniu (co nie oznacza, że nie będzie próbował). A dyktatura, która nie przejęła zdolności zastraszania, przegrywa.

Pamiętacie Państwo, gdy w lutym br. pisałem o największym błędzie Kaczyńskiego, że nie zrobił wyborów?

Pamiętajmy ten luty. Wówczas PiS miał ponad 50% poparcia, nowy rząd i wszelkie szanse na poprawienie wyniku z 2015 roku. Kaczyński nie zrobił wyborów (pewnie trauma z 2007 przeważyła) i stracił okazję do dokończenia demontażu państwa.

Gdyby wybory w 2018 wygrał, to następne wybory byłyby fikcją, gdyż przejąłby zdolność kierowania sądami, sondażami, wykończyłby niezależne media i zastraszył przeciwników.

Pamiętajmy do końca naszych dni jak blisko byliśmy od ustanowienia autorytarnych rządów na wiele lat. Jak blisko byliśmy ustanowienia dyktatury na model turecki, czy białoruski.

Strach Kaczyńskiego, który spowodował teraz paniczny ruch wynika właśnie z tego, że zdał sobie sprawę, że jego zamach na Państwo Polskie się nie udał. I że najlepiej sytuację PiS za moment będą odzwierciedlać słowa poety:

„Miałeś chamie złoty róg, miałeś chamie czapkę z piór. Czapkę wicher niesie, róg hula po lesie. Ostał ci się ino sznur.”

 

Roman Giertych

 

 

 


Adam Mazguła: Godny pomnik dla Lecha w Warszawie, a gdzie dla ofiar Stalina?

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Kiedyś nie wolno było stawiać pomników ku czci ofiar Katynia. Potem przyszły czasy odkłamania historii i mówienia prawdy, jeszcze później Kaczyński zdefraudował fakty… Zawłaszczył pamięć i stawia teraz pomniki bratu i tym, którzy chcieli upamiętnić ofiary Katynia

 

Godny pomnik dla Lecha w Warszawie, a gdzie dla ofiar Stalina?
Ostaszkowa, Starobielska, Kozielska – żołnierzy z Katynia?I tak wypadek przed bohaterów przedkłada Fałszywy patriotyzm, PiS-owska maskarada.

Kiedyś nie wolno było stawiać pomników ku czci ofiar Katynia. Potem przyszły czasy odkłamania historii i mówienia prawdy, jeszcze później Kaczyński zdefraudował fakty… Zawłaszczył pamięć i stawia teraz pomniki bratu i tym, którzy chcieli upamiętnić ofiary Katynia, lecz nie zdążyli – zginęli w katastrofie, będącej rezultatem bałaganu organizacyjnego i niestosowania procedur lotniczych.

Obecna władza, wykorzystując martyrologię żołnierzy i śmierć polskich patriotów, powołała do życia „mit śmierci ważniejszej”!

W Polsce mało jest pomników ofiar Katynia. Nieliczne tylko miasta, jak Wrocław czy Poznań mają godne miejsca ich pamięci; za granicą – w New Jersey, w Toronto, w Londynie.

Pomnik Katyński w Jersey City w stanie New Jersey nad rzeką Hudson

Pomnik Katyński w Londynie. Fot. wikipedia

Pomnik Katyński w Toronto. Fot. wikipedia

W Warszawie z pamięcią o nich wygrał złodziej prawdy i niemoc postkomunistów.

Jeśli mamy budować pomniki, to dla tych, którzy polegli za polski mundur, dla tysięcy obrońców kraju wziętych do niewoli, bo, jak mówiły rozkazy wrześniowe, mieli „z Sowietami nie walczyć”.

Jeśli mamy budować pomniki, to budujmy je dla POLEGŁYCH W OBRONIE OJCZYZNY!

Pomnik Ofiar Zbrodni Katyńskiej we Wrocławiu. Fot. wikiepedia

Pomnik Ofiar Katynia i Sybiru w Poznaniu. Fot. wikipedia

 

Adam Mazguła

 

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 

 


Manuela Gretkowska: Kościół za głęboko sięgnął w majtki Polek i portfele Polaków

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Kobiety, wstańcie wreszcie z kolan, księży, przestańcie im robić biskupią laskę. Nie pójdziecie za to z nimi Nieba. Oni po schodach ze białego, carraryjskich marmurów albo czarnego kamienia idą prosto do piekła

 

SŁOWO NA NIE/DZIELĘ

Polską rządzą idioci co źle świadczy o Polsce. Gorzej, tak zidiocieliśmy, że ci idioci mogą przegrać tylko ze sobą. Już pokazali kierunek swojej polityki pomnikiem smoleńskim: Czarne Schody do nieba. Nie po drabince, nie drepcząc w miesięcznicach, ale godnie schodami Kaczyński wniebowstąpi do Prawdy.

Te schody to pas startowy paranoi, nikt nie ma przecież nad Kaczyńskim władzy, nawet rozum. Człowiek odcięty od rzeczywistości zarządza nią samodzielnie.

W święta skonsultował się jednak „ze zwykłym człowiekiem”. Zupełnie jak w carskiej Rosji, gdzie car batiuszka spotykając dobrego chłopa, czyli duszę narodu dowiadywał się prawdy i karał swoich skorumpowanych doradców.

Więc Kaczyński wreszcie spotkał człowieka, nie szarego bo ten nie doczekał płonąc w proteście. Spotkał zwykłego człowieka myślącego o konkretach czyli „piniądzach” zarabianych przez posłów i samorządowców. Po tej konsultacji car bez rodziny, karty bankowej, na utrzymaniu partii i dokarmiany przez panią Basię zabrał po 20 % pensji darmozjadom.

W następnym wystąpieniu sejmowym może zredukować o 20 % liczbę posłów PO. Jedną decyzją osiągnie konstytucyjną większość, bez czekania na wybory. Ktoś mu to podpowie w publicznym kiblu. O ile za prezesem ochrona i policja nie noszą prywatnego Toy Toya, albo nie wożą go na sygnale z potrzebą. Nigdzie indziej nie miewa chyba intymnych, przypadkowych kontaktów ze zwykłym człowiekiem.

W Rosji nie było wyborów, u nas nie będzie demokratycznych. Cara obaliła rewolucja. Ta polska zaczyna się powoli. Nigdy dotąd w naszej historii nie manifestowano przeciw Kościołowi. Wieszano księży zdrajców po Targowicy, ale instytucja była święta. Nie przeszkadza, że pełna ubóstwionych pedofilów i błogosławionych cwaniaków.

Co się zmieniło?

Kościół za głęboko sięgnął w majtki Polek i portfele Polaków. 12 miliardów rocznie z państwowej kasy na święte cele, to połowa tego co na 500 plus. A księża tyle dzieci nie mają, chociaż nazywają się ojcami. 

Czarną władzę zaatakowano w Czarny Piątek. Kościół, od 2 tysięcy lat ofiara prześladowań, niczego się tak nie boi jak oskarżeń o bycie prześladowcą. Cała jego hipokryzja jest ufundowana na cierpieniu, własnym.

Manuela Gretkowska: Nikt nie ma nad Kaczyńskim władzy, nawet rozum

Fot. Manuela Gretkowska / Facebook

Pod siedzibę biskupów pierwsi poszli warszawscy studenci, sądzę z nudów. No bo, co można robić w dzień wagarowicza na Krakowskim Przedmieściu z transparentami popierającymi aborcję. Do sejmu za daleko, a Miodowa za rogiem.

Po tej garstce rozgarniętych dzieciaków, w Czarny Piątek na siedzibę biskupów ruszyły kobiety. W Poznaniu na pałac, siedzibę Petza, słynnego molestatnta i wielbiciela marmurów z Carrary sprowadzanych na ozdobienie siedziby biskupów. Cóż, dobry gust bywa bezwstydny. Za to gniew ofiar bezwzględny.

Następne manifestacje będą chodzić nie pod sejm, ale pod Kościół. I nie będzie miał już kto go rozgrzeszyć za lata obłudy. chciwości i deprawacji.

Ksiądz z Krakowa modlący się o śmierć dla papieża, nie jest chrześcijaninem. Tylko w obrzędach czarnej magii prosi się o czyjąś śmierć. Tylko na czarnych mszach składa się ludzi w ofierze, tak jak polski Kościół chciałby złożyć życie Polek na ołtarzy swojej wiary.

Kościół wspierał junty wspierał i przegrywał razem z nimi. Polityczni idioci załatwią się u nas sami, Kościół zniszczą kobiety. Chociaż paradoksalnie istnieje on w Polsce dzięki nim. Nauczanym by ogłupić, a potem wykorzystać.

Kobiety, wstańcie wreszcie z kolan, księży, przestańcie im robić biskupią laskę. Nie pójdziecie za to z nimi Nieba. Oni po schodach ze białego, carraryjskich marmurów albo czarnego kamienia idą prosto do piekła.

 

Manuela Gretkowska

 

 

 


Legenda smoleńska staje się dla PiS politycznym problemem

Legenda smoleńska staje się dla PiS politycznym problemem, dlatego rządząca w Polsce narodowo-konserwatywna partia chce, odsłaniając w ósmą rocznicę katastrofy pomnik ofiar, zakończyć długi spór – pisze „Der Spiegel”.

Wrak samolotu, którym na uroczystości w Katyniu leciała polska delegacja rządowa. Fot. Źródło: dw.de

Autor przypomina, że 10 kwietnia 2010 roku samolot z ówczesnym prezydentem Polski Lechem Kaczyńskim na pokładzie rozbił się w pobliżu Smoleńska. „Jego brat Jarosław, który dziś z zaplecza kontroluje rząd, od tego czasu stale mówił o 'zamachu’” – pisze Puhl.

Polityczna misja Kaczyńskiego

„Ta narracja zapewniła mu współczucie wyborców i umożliwiła podniesienie jego politycznej misji do rangi kolejnego epizodu w odwiecznej walce o przetrwanie Polaków przeciwko złym mocarstwom sąsiednim, a szczególnie Rosji” – tłumaczy dziennikarz „Spiegla”.

Jak zaznacza, Kaczyński i jego PiS uważają do dziś, że przyczyną katastrofy była bomba ukryta na pokładzie, chociaż oficjalna komisja badająca przyczyny wskazała na mgłę i błędy pilotów. „Nowa, powołana przez PiS komisja też nie przedstawiła żadnych spójnych argumentów wskazujących na zamach” – podkreśla Puhl.

Nawet w PiS są sceptycy

Autor zwraca uwagę, że sceptyczne głosy dotyczące teorii o zamachu pojawiają się nawet wśród polityków PiS. O zamachu nie mówi też nowy minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz. Partia Kaczyńskiego może wygrać zbliżające się wybory samorządowe tylko wtedy, gdy przekona do siebie wyborców centrowych. W zamach wierzy jedynie twardy elektorat stanowiący ok. 25 proc. wszystkich wyborców. Teorie spiskowe odstraszają większość wyborców – zaznacza Puhl.

 

 

REDAKCJA POLECA