Adam Mazguła: J. Kaczyński ukradł bohaterstwo i pamięć Katynia

Adam Mazguła
Dziś już nikt z oficjeli tam nie jeździ, nie składa hołdu, nie oddaje salwy honorowej. Jarosław Kaczyński i nikt z jego otoczenia - ani prezydent czy premier nie był w Katyniu od 8 lat! Nie ma oficjalnych obchodów, nie ma informacji medialnych i rocznicowych.
Bożek Kłamstwa i podziałów społecznych, J. Kaczyński ponownie wyciągnął A. Macierewicza z kapelusza, szczuje, zakłamuje fakty, narzuca mediom skompromitowaną narrację i szuka sensacji.
Tymczasem po 10 kwietnia 2010 r. J. Kaczyński nie był na miejscu wypadku ani też w miejscu kaźni Polaków w Katyniu.
Dlaczego?
Bo Katyń nie jest mu do niczego potrzebny; podczas rozpoczynającej się kampanii prezydenckiej Lecha Kaczyńskiego nie chodziło o złożenie hołdu ofiarom stalinowskiego terroru, ale o zawłaszczenie ich pamięci dla PiS-owskiej propagandy partyjnej w rozpoczynającej się kampanii wyborczej.
Przypominam, że 7 kwietnia 2010 r. przy polskiej i rosyjskiej asyście honorowej, ówczesny premier Donald Tusk i Władimir Putin złożyli hołd zdradziecko zamordowanym oficerom w Katyniu.
Po co poleciał tam Lech Kaczyński, zadbawszy, by na pokładzie znaleźli się przedstawiciele wszystkich partii parlamentarnych, duchowni, szefowie najważniejszych urzędów i prominentni dowódcy wojskowi? Komu zależało na tak nieprzygotowanej „pięknej katastrofie”?
Bracia Kaczyńscy chcieli zawłaszczyć pamięć Katynia dla swoich „patriotycznych wizji” odurzania społeczeństwa i mniej czy bardziej celowo przyćmili swoją obsesją pomordowanych w Lasku Katyńskim Polaków.
Dziś już nikt z oficjeli tam nie jeździ, nie składa hołdu, nie oddaje salwy honorowej. Jarosław Kaczyński i nikt z jego otoczenia – ani prezydent czy premier nie był w Katyniu od 8 lat! Nie ma oficjalnych obchodów, nie ma informacji medialnych i rocznicowych.
Dlaczego?
Skradziona pamięć o Katyniu jest na Krakowskim Przedmieściu przed Pałacem Prezydenckim i w kościołach wiary smoleńskiej, a nie w miejscu pochówku zamordowanych Polaków.
J. Kaczyński wciąż nie uzyskał zamierzonego „efektu poległych”, więc nad wydumanym heroizmem trzeba będzie jeszcze popracować, jeszcze pograć, jeszcze zakłamać… Ten bój o „bohaterstwo” potrwa…Widać to choćby po nachalnych zmianach nazw ulic i placów we wszystkich miastach w Polsce.
Szanuję pamięć wszystkich, którzy zginęli w wypadku pod Smoleńskiem. Cześć ich pamięci!
Jednak nie godzę się na granie ich śmiercią, przez podgrzewanie zainteresowania, ekshumacje, miesięcznice, pomniki, apele poległych po to, by przekonać ludzi do ich bohaterskiej śmierci.
Historia wskazuje:
- Katyń, miejscowość pod Smoleńskiem z ośrodkiem wypoczynkowym NKWD. Wymordowanie ok. 4400 jeńców z obozu w Kozielsku.
- Charków, pl. Dzierżyńskiego 3 – siedziba Obwodowego Zarządu NKWD w Charkowie. Wymordowanie ok. 3800 jeńców z obozu w Starobielsku.
- Kalinin (obecnie i poprzednio Twer), ul. Sowiecka 2 – siedziba Obwodowego Zarządu NKWD w Kalininie. Wymordowanie ok. 6300 jeńców z obozu w Ostaszkowie.
- Kijów, ul. Korolenki 17; Charków, pl. Dzierżyńskiego 3; oraz Chersoń. Wymordowanie 3435 więźniów z Zachodniej Ukrainy.
- Mińsk, ul. Lenina 17. Wymordowanie 3870 więźniów z Zachodniej Białorusi. (źródło: Wikipedia)
I wiele innych miejsc kaźni polskich patriotów…
Zamordowani, bo byli Polakami i żołnierzami!
Cześć ich pamięci!
Chwała Bohaterom!
Adam Mazguła
|
Dystrybutorem książki jest Ateneum.
Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>> |
„Dlaczego nazywają cię populistą?” „Bo nim jestem!” Czyli blaski i cienie Viktora Orbana
Wizerunek Viktora Orbana w mediach jest często bardzo jednostronny, a ma on niemałe dokonania – twierdzi Boris Kalnoky.
Szefowi węgierskiego rządu Viktorowi Orbanowi przykleja się często etykietkę „populisty”. Kiedyś zapytałem go, dlaczego tak się go nazywa, odpowiedział: „Bo nim jestem!” Dla niego „populista” to „demokrata”. Chce rozumieć, na czym ludziom zależy i uczynić to tematem swojej polityki. Narodowo-konserwatywny to dla niego także przymiotnik demokraty. Naród to wyborcy. Ich interesy trzeba stawiać ponad wszystko – taki jest obowiązek wybranego rządu.
Najpierw Węgry
Kierując się zasadą „najpierw Węgry”, Orban wycisnął większe piętno na swoim kraju niż wszyscy inni politycy od czasu upadku komunizmu. Rządzi od roku 2010, wcześniej jeszcze w latach 1998-2002. W niedzielę znów są wybory, w sondażach jego partia Fidesz jest wyraźnym faworytem. Aby zrozumieć, dlaczego tak jest, trzeba cofnąć się do roku 2006. Wtedy upublicznione zostało nagranie z poufnego posiedzenia z udziałem ówczesnego socjalistycznego premiera Ferenca Gyurcsanyego. Z dokumentu dźwiękowego wynikało, że bez przerwy okłamywał on naród. Wtedy w ludziach coś pękło: wiara w zalety demokracji i przekonanie, że dzięki przełomowi wszystko się poprawi. Masowe protesty przeciwko Gyurcsanyemu zostały brutalnie stłumione.
Ja stałem wtedy przed drzwiami mojego domu w Budapeszcie i oniemiały obserwowałem, jak wnukowie komunistów kazali strzelać gumowymi pociskami do wnuków rewolucjonistów z 1956 r., do opozycjonistów pod wodzą Orbana.
Urósł w kryzysie
Potem przyszedł kryzys gospodarczy 2008/9. Kraj był w ruinie. Węgry były pierwszym członkiem UE, któremu potrzebny był kredyt MFW. Ludzie czuli się bezsilni i wszyscy pokładali nadzieje w Orbanie, który obiecywał nowy start. Węgrzy muszą znowu myśleć własną głową. Jego sloganem była „wolność”. Jak już wcześniej, w roku 1989, czyli jeszcze przed zwrotem, jako młody przywódca studentów Viktor Orban domagał się wycofania rosyjskich wojsk. To wywindowało go na polityczną scenę. W powietrzu czuło się atmosferę zrywu i Orban był jego uosobieniem. Tyle, że uosabiał uczucie, że zryw się nie udał, że potrzebne były nowe drogi. Dlatego udało mu się odnieść przytłaczające zwycięstwo w wyborach parlamentarnych 2010 r.
Dokopał mediom
Orban dzierżył już ster rządów w latach 1998-2002, ku zadowoleniu ludzi. Na potęgę inwestował w oświatę. W rozmowie powiedział mi wtedy, że jedynym zasobem naturalnym Węgier jest inteligencja młodzieży. Obniżył zadłużenie państwa, dał wsparcie rodzinom. Mimo tego przegrał następne wybory w 2002 r. Pokonał go kłamca Gyurcsany. To był szok, który go zmienił. Doszedł wtedy do wniosku, że do jego klęski przyczyniły się lewicujące mass media. Kiedy potem powrócił do władzy, najpierw rozprawił się z prasą, zaostrzając ustawę o mediach. To oburzyło wszystkich dziennikarzy i to oburzenie od tamtej pory ma wpływ na jego wizerunek w mediach.
A przecież on tak wiele dokonał dla Węgier. Zamiast w kryzysie zadłużenia wyciskać ostatnie soki z ludzi, wziął w dyby zagraniczne koncerny, nakładając na nie nadzwyczajne podatki, jednocześnie obniżając podatki dla obywateli i średniego biznesu. Węgierski fiskus zaczął ściągać podatki dużo efektywniej. Zadłużenie państwa spadło z 82 do 72 proc. PKB. Zarządził przymusową konwersję kredytów walutowych, poniżej ich wartości rynkowej. Zagraniczne banki krwawiły, ale setki tysięcy ludzi zostało uratowanych z pętli zadłużenia. Gospodarka rośnie, rosną pensje, Węgry mają prawie pełne zatrudnienie. Graniczne zasieki wzniesione na szlaku bałkańskim spowodowały, że kryzys uchodźczy Węgier prawie nie dotyka.
Polityka silnego państwa
Można więc mówić o blaskach i cieniach tego polityka. Orban tłumi jednak obywatelskiego ducha, którego pionierem sam kiedyś był. „Obywatel”, jako aktywny członek społeczeństwa, który chce wziąć na siebie odpowiedzialność i nie szczędzi wysiłków. Nikt inny jak właśnie on przywrócił taki sposób myślenia, pomimo że po epoce komunizmu nie ostała się właściwie żadna warstwa średnia. Ale jego polityka silnego państwa, które wszystkim steruje, jest przeciwieństwem społeczeństwa obywatelskiego. Państwo udziela zleceń, nie wybierając najlepszych, lecz sprzyja swoim sojusznikom. To on rozbił okowy politycznie poprawnego myślenia i w powszechnej mgle frazesów mówił prosto z mostu. Dziś sam puszcza dymne świece: jego kampania przeciwko Sorosowi, strasząca ludzi światowym spiskiem dla zniszczenia Europy, nie pozwala dostrzec bardziej złożonych prawd.
Orban dokonał centralizacji władzy, z siebie czyniąc jej centrum. To pachnie chaosem, kiedy go zabraknie. Jeżeli wierzyć jego otoczeniu, Orban powoli chce rozglądać się za następcą i chce wdrożyć odnowę swojej partii, pod warunkiem, że wygra wybory. To nie byłoby takie złe, bo młodzież raczej się do niego nie garnie. A jest to przecież jedyny zasób, jakim dysponują Węgry. To sprawia, że wybory będą ciekawsze, niż się można było spodziewać. „Możemy przegrać” – mówi jeden z jego doradców. „Ale to by była niespodzianka”.
REDAKCJA POLECA
Na zasiłkach w Niemczech: Polacy w czołówce państw UE
Ponad jedną trzecią osób pobierających w Niemczech zasiłek socjalny stanowią obcokrajowcy. Polacy na drugim miejscu wśród państw UE.

Ponad jedną trzecią osób pobierających w Niemczech zasiłek socjalny stanowią obcokrajowcy. Fot. Źródło: dw.de
W grudniu ubiegłego roku zapomogę w Niemczech pobierało 5,93 mln osób. Ponad jedną trzecią z nich (2,03 mln) stanowili obcokrajowcy – podaje tabloid „Bild”, powołując się na dane Federalnej Agencji Pracy. Największą grupą cudzoziemców (ok. 959 tys.) pobierających zasiłek socjalny byli uchodźcy spoza Europy. Wśród nich najwięcej Syryjczyków (ok. 588 tys.).
Na drugim miejscu w statystyce plasują się Turcy (259.447). Inną liczną grupą są obywatele krajów Europy Środkowo-Wschodniej, przede wszystkim Bułgarzy (84.334), Polacy (80.517) i Rumunii (65.902). Łącznie 438.850 obywateli krajów UE pobiera zapomogę w Niemczech.
Zasiłek socjalny (tzw. Hartz IV) otrzymują w Niemczech osoby bez pracy po 12 miesiącach bezrobocia lub – w formie wyrównania – osoby pracujące o bardzo niskich dochodach. Wysokość zasiłku dla dorosłej samotnej osoby wynosi 416 euro.
REDAKCJA POLECA
Obywatelu, chroń swój dowód!
Kradzież tożsamości, czyli celowe posługiwanie się danymi innej osoby, najczęściej w celu osiągnięcia korzyści majątkowych, to przestępstwo wiążące się z dotkliwymi stratami dla ofiary. – Niestety, mimo wagi problemu, nadal w wielu krajach członkowskich UE szeroko rozpowszechniona jest praktyka kopiowania dokumentów tożsamości obywateli – podkreśla poseł Adam Szejnfeld, członek Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów Parlamentu Europejskiego. Eurodeputowany zwrócił się do Komisji Europejskiej z wnioskiem o ocenę zgodności tego typu praktyk z nowymi unijnymi przepisami w zakresie ochrony danych osobowych.
Problem kopiowania dokumentów tożsamości obywateli dotyczy w szczególności sektora usług. Niestety, coraz częściej usługodawcy w całej Europie uzależniają przystąpienie do umowy od skserowania lub zeskanowania dokumentu potwierdzającego tożsamość, przede wszystkim takich jak dowód osobisty, czy paszport, ale także prawo jazdy.
– Dzieje się to niemalże zawsze w przypadku umów z bankami i innymi instytucjami finansowymi. Bardzo często także, jeśli chodzi o operatorów telefonii komórkowej, agencje wynajmu i sprzedaży nieruchomości, a także biura podróży, hotele, wypożyczalnie różnego rodzaju sprzętu… – wylicza poseł Szejnfeld, zwracając jednocześnie uwagę, że w takiej sytuacji klient ma znacznie słabszą sytuację, bowiem w przypadku odmowy przekazania do skserowania albo wykonania skanu dowodu osobistego, paszportu czy prawa jazdy usługodawca po prostu odmawia podjęcia się wykonania usługi.
– To, co powinno budzić szczególny niepokój to fakt, że kopie dokumentów lub ich elektroniczne skany, bardzo często są przesyłane dalej, np. z oddziału, albo punktu przyjmowania zlecenia, do innego oddziału albo centrali sprzedawcy czy usługodawcy, drogą elektroniczną, co powoduje dodatkowe zagrożenie przejęcia ich przez podmioty nieuprawnione w czasie transmisji danych – dodaje eurodeputowany, który zwrócił się do Komisji Europejskiej z pytaniem, czy praktyka kopiowania dokumentów tożsamości jest zgodna z prawem Unii Europejskie, w tym z ogólnym rozporządzeniem o ochronie danych osobowych (RODO). Jeśli tak nie jest, to jakie działania Komisja planuje podjąć, aby skutecznie zwalczać ten niebezpieczny proceder łamiący prawa konsumentów.
***
Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) będzie miało pełne zastosowanie od 25 maja 2018 r.
Z punktu widzenia konsumentów najważniejsze korzyści związane z wdrożeniem rozporządzenia to:
- Prawo do bycia zapomnianym – w sytuacji, w której osoba, nie chce by jej dane były przetwarzane, a brak jest podstawy legitymującej takie przetwarzanie.
- Łatwiejszy dostęp do danych – osoby, których dane dotyczą będą miały dostęp do szerszego zakresu informacji o przetwarzaniu ich danych, a informacje te dostępne powinny być w jasnej i zrozumiałej formie.
- Obowiązek informowania o naruszeniu danych – administratorzy mają obowiązek powiadomienia organu nadzorczego i w stosownych przypadkach osoby, której dane dotyczą o naruszeniu danych.
- Konieczność wdrożenia mechanizmów ochrony danych w fazie projektowania oraz domyślnej ochrony danych – oznacza to dla przykładu, iż ochrona danych osobowych ma zostać uwzględniona już na etapie tworzenia usługi internetowej, a domyślne ustawienia ochrony danych osobowych zapewniające minimalizację przetwarzanych danych powinny zostać normą np. na portalach społecznościowych.
- Silniejsza ochrona praw dzieci – zgodnie z rozporządzeniem dane osobowe dzieci zasługują na szczególną ochronę, z racji na fakt, iż mogą być w mniejszym stopniu świadome zagrożeń, konsekwencji, gwarancji i swoich praw w odniesieniu do przetwarzania danych osobowych.
- Lepsza egzekucja przestrzegania przepisów – polski organ ochrony danych będzie wyposażony w możliwość nakładania administracyjnych kar pieniężnych w wysokości do 20 milionów euro lub do 4% całkowitego rocznego światowego obrotu.
Źródło: informacja własna oraz strona internetowa Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych
Polskę i Węgry łączy mniej niż się wydaje. Orban sprzeda Polaków, jeżeli będzie to zgodne z jego interesem
Nacjonalistyczna polityka rządu Węgier podoba się w Polsce. Oba kraje od lat zbliżają się do siebie. Czy oś Warszawa-Budapeszt posiada solidny fundament? Polskę i Węgry łączy mniej, niż się wydaje – uważa Jan Pallokat.

Jarosław Kaczyński już w 2011 roku zapowiadał, że Warszawa stanie się Budapesztem. Fot. Źródło: dw.de
Korespondent radia ARD pisze w czwartek o „złudnej estymie” polskiego rządu wobec Węgier.
„W Polsce istnieje poczucie ścisłej bliskości do nacjonalistycznie rządzonego sąsiada z południa – Węgier. Abstrahując od wspólnej przeszłości w bloku wschodnim, oba kraje mają ze sobą niewiele wspólnego – jeśli chodzi o język, kulturę, historię, czy też relacje z Rosją” – pisze Pallokat w komentarzu przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech.
Za przejaw „nowych więzów” łączących obywateli obu krajów autor uznał udział polskich nacjonalistów w węgierskim święcie narodowym w połowie marca. „Od sześciu lat polscy nacjonaliści jeżdżą do «ziemi obiecanej» prawicowo-populistycznego ruchu. W wyjazdach uczestniczy chętnie skrajna prawica i chuligani piłkarscy” – zaznacza niemiecki dziennikarz.
Węgry wzorem dla PiS
Pallokat przypomina, że Jarosław Kaczyński już w 2011 roku zapowiadał, że Warszawa stanie się Budapesztem. „Od 2015 roku PiS rządzi rzeczywiście. Tak jak na Węgrzech, partia PiS zmieniła Polskę w coraz bardziej autorytarnie rządzony kraj. Media państwowe prezentują jedną linię, na niezależne instytucje w rodzaju sądów wywierana jest presja” – czytamy w opublikowanym na stronie internetowej ARD komentarzu.
Pallokat podkreśla, że Polska zraziła do siebie wielu zagranicznych partnerów. „Tym mocniej władze w Warszawie powołują się na rzekomo niepodważalną przyjaźń z Budapesztem” – dodaje komentator.
Przeszłość ważniejsza od przyszłości
– Polskę i Węgry łączy coś, co w tym regionie jest rzeczywiście zjawiskiem rzadkim: oba kraje nigdy nie prowadziły przeciwko sobie poważnej wojny. Istniały między nimi dynastyczne powiązania. A wielkie porażki wywoływały i na Węgrzech, i w Polsce podobne traumatyczne przeżycia – mówi cytowany przez ARD Krzysztof Varga, polski dziennikarz z węgierskimi korzeniami.
– Nieszczęście jest elementem narodowej tożsamości w tej części Europy – kontynuuje Varga. – Zarówno Polacy, jak i Węgrzy kochają męczeństwo. Oba narody tkwią w swej historii, uważając, że jest bardziej interesująca niż przyszłość – uważa Varga.
– Filarem demonstracyjnej polsko-węgierskiej przyjaźni jest dziś polityczna prawica w obu krajach – zaznacza Pallokat.
Stosunek do Rosji dzieli
Zdaniem Pallokat, przy bliższym spojrzeniu Węgry i Polskę niewiele łączy. „Fakt, że cztery kraje Grupy Wyszehradzkiej reprezentują jedno stanowisko w kwestii uchodźców, przysłania inne fundamentalne konflikty interesów, przede wszystkim stosunek do Rosji. Podczas gdy Polska nastawiona jest do Rosji wrogo, Orban nie ma żadnych obaw przed kontaktami z Putinem” – czytamy w ARD.
Cytując ponownie Vargę, Pallokat podkreśla, że dla Orbana będący centrum Europy Berlin będzie zawsze ważniejszy niż Warszawa.
Dla Orbana Niemcy ważniejsze od Polski
„Niemcy mają dla Orbana fundamentalne znaczenie, Polska nie. Orban mówi jedynie to, co chcą usłyszeć Polacy. Sprzeda Polaków, jeżeli będzie to zgodne z jego interesem” – twierdzi Varga.
Orban jest pragmatykiem, Kaczyński ideologiem – ich współpraca to raczej „sojusz na czas określony niż fundament, na którym można zbudować coś nowego w Europie” – mówią polscy politolodzy, cytowani przez ARD.
– To, co dzieje się w Polsce, jest dla Orbana bardzo korzystne – mówi Varga. – Bruksela, Berlin i Paryż mają problemy z Polską i zapominają o Węgrzech. Węgry wydają się prawie normalnym krajem: im więcej obłędu w Polsce, tym lepiej dla Orbana – uważa Varga.
Pallokat zwraca uwagę, że Orbanowi udawało się dotychczas utrzymać jego partię w Parlamencie Europejskim w rodzinie ugrupowań chadeckich i ludowych (EPL), co zapewnia mu dostęp do decydentów w UE. Natomiast PiS Kaczyńskiego tkwi razem z niemiecką AfD we frakcji Sojuszu Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, co oznacza, że niewiele mogą zdziałać – podsumowuje swój komentarz Pallokat.
REDAKCJA POLECA
Kaczyński każe zwrócić nagrody. „Tylko czemu na (też kościelny) Caritas”? „Za mniejszą pensję Gowin nie przetrzyma do dwudziestego”
– Ministrowie konstytucyjni, sekretarze stanu, którzy są politykami, zdecydowali się oddać nagrody do połowy maja na cele społeczne, do Caritasu – oznajmił Jarosław Kaczyński podczas czwartkowej konferencji prasowej, po posiedzeniu Komitetu Politycznego PiS.
– Ponieważ my wiemy, że jesteśmy dla społeczeństwa i to nie jest tak, że idzie się do polityki dla pieniędzy, i nie jest celem polityki bogacenie się polityków, wobec tego podjęliśmy pewne decyzje – oświadczył Kaczyński. – Zostanie złożony projekt obniżenia o 20 proc. pensji poselskich i senatorskich. Wprowadzone zostaną nowe limity dla wójtów, prezydentów, starostów – dodał jednocześnie, że zlikwidowane zostaną wszelkie dodatkowe świadczenia. Zadeklarował przy tym, że stosowne ustawy zostaną wniesione do Sejmu jeśli nie przed tym posiedzeniem, to przed następnym. Co więcej, jak zaznaczył, każdy, kto nie będzie chciał zagłosować za zmianami, straci miejsce na listach wyborczych.
Za mniejszą pensję Gowin nie przetrzyma do dwudziestego
Tuż po konferencji komentarze na Twitterze rozgrzały dyskusję o nakazie zwrotu nagród przez polityków PiS do czerwoności.
– Teatr czy cyrk? Dobry, sprawiedliwy ojciec narodu nakazał oddać chciwym ministrom premie. Tylko czemu na (też kościelny) Caritas a nie na rydzykową fundację od razu, do której i tak transferuje kasę z budżetu. – pyta Barbara Nowacka.
Teatr czy cyrk? Dobry, sprawiedliwy ojciec narodu nakazał oddać chciwym ministrom premie.
Tylko czemu na (też kościelny) Caritas a nie na rydzykową fundację od razu, do której i tak transferuje kasę z budżetu.— Barbara Nowacka (@barbaraanowacka) April 5, 2018
A może zamiast obniżać posłom pensje warto by zrewidować wydatkowanie subwencji partii – dlaczego mamy opłacać ich kosztowne billboardy, ochroniarzy osobistych czy transfer publicznych pieniędzy na fundacje związane z kościołem czy grupami wyznaniowymi. – dodaje po chwili Nowacka.
A może zamiast obniżać posłom pensje warto by zrewidować wydatkowanie subwencji partii – dlaczego mamy opłacać ich kosztowne billboardy, ochroniarzy osobistych czy transfer publicznych pieniędzy na fundacje związane z kościołem czy grupami wyznaniowymi.
— Barbara Nowacka (@barbaraanowacka) April 5, 2018
Czyli prawdą jest, że prezes już nie ogarnia do końca rzeczywistości – pyta Sławomir Neumann.
Czyli prawdą jest, że prezes już nie ogarnia do końca rzeczywistości.
Ale jeszcze kilka pytań tak na przyszłość:
1. Czy PJK wiedział, że 500 mln Czartoryscy i Radziwiłłowie dzięki P. Glińskiemu wyprowadzili za granicę?
2. Czy o rejsie dookoła świata za 20 mln też nie wie? https://t.co/cPyDc4ey7b— Sławek Neumann (@SlawekNeumann) April 5, 2018
Za pazerność PiS-owskiej nomenklatury PiS ukarze tysiące ciężko pracujących samorządowców. A Kaczyński nadal na koszt Polaków będzie ochraniany i wożony niczym głowa państwa – stwierdził Borys Budka
Za pazerność PiS-owskiej nomenklatury PiS ukarze tysiące ciężko pracujących samorządowców. A Kaczyński nadal na koszt Polaków będzie ochraniany i wożony niczym głowa państwa.#KonwójWstydu #OddajcieKase
— Borys Budka (@bbudka) April 5, 2018
Decyzje Jarosława Kaczyńskiego i Komitetu Politycznego PiS to nie zwycięstwo opozycji, to przegrana kłamliwej narracji, że PiS nie słucha obywateli. Obłuda jest po stronie tych, którzy przez 8 lat byli totalnie głusi na głos Polaków. – stwierdził Marszałek Senatu Stanisław Karczewski (PiS), czym nie przekonuje czy gdyby nie akcja opozycji, to politycy PiS zwróciliby otrzymane nagrody.
Decyzje Jarosława #Kaczyński.ego i Komitetu Politycznego PiS to nie zwycięstwo opozycji, to przegrana kłamliwej narracji, że #PiS nie słucha obywateli. Obłuda jest po stronie tych, którzy przez 8 lat byli totalnie głusi na głos Polaków.
— Stanisław Karczewski (@StKarczewski) April 5, 2018
Za mniejszą pensję Gowin nie przetrzyma do dwudziestego – kpi internauta nawiązując do słynnej wypowidzi Jarosława Gowina, która stała się hitem w mediach społecznościowych a on sam bohaterem memów, gdy stwierdził podczas rozmowy w Radio ZET: – Ja nie jestem szczęśliwy z powodu tego, że trzeba, zwłaszcza wiceministrom, łatać budżety domowe premiami (…) Kiedy byłem ministrem sprawiedliwości. Miałem wtedy trójkę dzieci na utrzymaniu, studiowały. I słowo honoru – czasami nie starczało do pierwszego – narzekał Gowin.
Za mniejszą pensję Gowin nie przetrzyma do dwudziestego
W #krk mamy wiele łabędzi. Kto więc pomoże #Gowin?— Leszek Czarny (@cycleszek1) April 5, 2018
Caritas i inne organizacje proszę wspierać z własnych pieniędzy.
Natomiast państwu oddać co państwowe.— Irbise (@Irbise) April 5, 2018
Panie Kaczyński ,dlaczego mają oddawać? #MuremZaSzydło pic.twitter.com/9NFGC2M8nS
— Leszek Czarny (@cycleszek1) April 5, 2018
(df) thefad.pl
Dariusz Stokwiszewski: Polacy, Polska potrzebuje znowu ludzi czynu, a nie tchórzy!

Dariusz Stokwiszewski
Mamy eurodeputowanych, którzy nie cierpią, co prawda UE, ale kochają jej pieniądze. Mamy rząd, który ma „w wielkim poważaniu” demokrację, ale najchętniej wydarłby z UE tyle groszy, ile się da, łamiąc większość obowiązujących w niej, i całym demokratycznym świecie, zasad
Tuż po zakończeniu II wojny światowej Polska, podobnie jak inne państwa biorące udział w tym konflikcie wymagała odbudowy nie tylko jej zniszczonej infrastruktury, ale także państwa, jako systemu politycznego. Potrzeba odbudowy kraju zmobilizowała cały naród, który podjął wysiłek przywrócenia państwa do życia pomimo wszystkich, istniejących w społeczeństwie, różnic. I choć nie była to demokracja, a jej karykatura, to w tym czasie innej możliwości Polacy nie mieli. Polska na dziesięciolecia pogrążyła się w sowieckiej niewoli.
Ponad 40 lat później Polacy przeciwstawili się tej ponurej, komunistycznej rzeczywistości odzyskując państwo polskie, tworząc w nim struktury demokratyczne. W ciągu kilkunastu następnych lat Polska, z członka Układu Warszawskiego i RWPG – organizacji wrogich Zachodowi – stała się uczestnikiem światowego, a przy tym demokratycznego systemu bezpieczeństwa euroatlantyckiego – NATO i struktur gospodarczych, jakie tworzy Unia Europejska, ale nie tylko.
W tym wielkim wysiłku odchodzenia od komunizmu oraz jego systemu instytucjonalnego uczestniczyły zgodnie niemal wszystkie siły polityczne RP, które uznały, że nadrzędnym interesem Polski jest działanie ponad podziałami po to, aby kraj mógł się pokojowo, we współpracy z innymi demokracjami, rozwijać. Ci, którzy nie należeli do chcącej takich zmian większości – europejscy sceptycy – dziś są już zazwyczaj bardzo przekonani do demokracji tym bardziej że wielu korzysta z tego, co przemiany przyniosły. Tak, więc mamy eurodeputowanych, którzy nie cierpią, co prawda UE, ale kochają jej pieniądze. Mamy rząd, który ma „w wielkim poważaniu” demokrację, ale najchętniej wydarłby z UE tyle groszy, ile się da, łamiąc większość obowiązujących w niej, i całym demokratycznym świecie, zasad.
Nie wiem, jak do tego doszło, że nagle, w ciągu nieco ponad dwóch lat z państwa, które było liderem przemian demokratycznych w Europie, Polska stała się jej niechcianym dzieckiem. Wydaje się, że nad Polską zaciążyły „czarne chmury”, które sprowadziły na nią ten potop głupoty, nihilizmu, interesowności, cynizmu, chamstwa, buty i arogancji władzy, która myśli, że może robić, co tylko chce, dlatego że wygrała wybory. A przy tej okazji dodam: wygrała je przede wszystkim z tego powodu, że większość leniwych obywateli nie poszła do urn wyborczych. Wygrała je więc z powodu zaniechania ludzi chcących uchodzić w opinii powszechnej za patriotów, gdy tymczasem oni na miano to nie zasługują. Wielu z nas popełniło ten grzech zaniedbania i oby to był ostatni już raz, kiedy władzę oddajemy w ręce demagogów i populistów, jednym słowem ludzi, którzy na tak wielki i zaszczytny wyraz naszej obywatelskiej woli nie zasługują!
Oby się nie powtórzyła nasza ślepa wiara w to, co ktokolwiek szumnie obiecuje podczas wyborów, bo nie ma niczego za darmo. Za wszystko trzeba kiedyś zapłacić, często cena ta bywa bardzo wysoka. Trzeba wierzyć ludziom, którzy mówią, jak jest naprawdę, a nie jak byśmy chcieli, aby było. Dopiero, jeśli wrócimy do stanu normalności, będziemy mogli myśleć o tym, jak naprawić to, co zostało doszczętnie zniszczone przez obecną władzę!
I tu wracam na chwilę do początkowej części artykułu; tak, jak Polacy zmobilizowali się po zakończeniu wojny w imię odbudowy zniszczonej przez wojnę Polski, tak my musimy połączyć siły w działaniach mających na celu odzyskanie z rąk ludzi złych oraz szalonych tego, co Polsce zabrali – wolności i demokracji! Polska musi wrócić na swoje miejsce państwa demokratycznego, a nie podobnej do komunizmu, polskiej republiki bananowej panów Dudy, Kaczyńskiego, Brudzińskiego, Błaszczaka, Ziobry, Suskiego, Piotrowicza (wzrasta mi ciśnienie krwi) czy takich uczonych jak pani Pawłowicz (tu krew się burzy) i tym podobnych „zbawców Ojczyzny”, ciągnących z niej tyle, ile owi sienkiewiczowscy Radziwiłłowie, chcący uzurpatorsko przejąć rządy w I RP.
Dariusz Stokwiszewski: Pamiętamy o Tobie i Twoim, aktualnym przesłaniu Piotrze!

Dariusz Stokwiszewski
„Jeśli nie my, to kto?”. Kto jak nie my, obywatele, ma zrobić porządek w naszym kraju?
19 października 2017 r., około godziny 16.30 przy PKiN, w Warszawie podpalił się Piotr Szczęsny. Mężczyzna dokonał aktu samospalenia w geście rozpaczy i protestu przeciwko rządom PiS. Przed dokonaniem samospalenia przez megafon krzyczał hasła antyrządowe i odtwarzał piosenki kojarzone z protestami. Aktu dokonał przy dźwiękach piosenki „Wolności oddać nie umiem”. Na ulotkach, które nieco wcześniej rozrzucił, znalazły się postulaty oraz krótki komentarz. Piotr Szczęsny pozostawił także list i nagranie, prosząc o nieratowanie go, a w zamian, o pamięć o jego ofierze i przesłaniu.
10 kwietnia b.r. w Warszawie ma się odbyć wiec, podczas którego będziemy wspominać Piotra Szczęsnego, a następnie pójdziemy zobaczyć prywatny przemarsz „żałobników ostatniej miesięcznicy smoleńskiej”. Warszawski sąd orzekł, że comiesięczne marsze PiS, to prywatne uroczystości, a zatem nie spodziewamy się aresztowań, a jeśli takowe będą, będziemy prosić o pomoc, chętnych do niej, członków palestry. Walczymy bowiem także za nich!
Zanim jednak tam, przed PKiN, się znajdziemy, musimy sobie przypomnieć, powody, dla których zginał Piotr Szczęsny. Nie odważyłbym się z przyczyn oczywistych na przeróbkę oryginalnego tekstu, zatem publikuję go takim, jakim stworzył go On. Piotr oddał swoje życie za Polskę wolną od dyktatury mniejszości, która zawłaszczyła już prawie wszystko, co mogła, a i tak nie jest w stanie ogarnąć tego, co dla RP jest najważniejsze i najlepsze.
Nawet nie staram się „wejść w psychikę” Piotra, aby zrozumieć to, jak mógł się czuć w momencie pisania dokumentu, a później aktu odwagi oraz miłości do Ojczyzny, którego dokonał. Tak samo, jak nie potrafię zrozumieć sposobu myślenia podłych i nikczemnych ludzi, którzy chcieli, i nadal chcą odebrać panu Piotrowi należną mu cześć, uwłaczając w przekazach medialnych! To niezwykle haniebne postępowanie!
Oto najważniejsze fragmenty przesłania Piotra Szczęsnego (cytat):
- Protestuję przeciwko ograniczaniu przez władze wolności obywatelskich.
- Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów.
- Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Protestuję przeciwko temu, aby ci, którzy są za to odpowiedzialni (m.in. Prezydent), podejmowali jakiekolwiek działania w kierunku zmian w obecnej konstytucji – najpierw niech przestrzegają tej, która obecnie obowiązuje.
- Protestuję przeciwko takiemu sprawowaniu władzy, że osoby na najwyższych stanowiskach w państwie realizują polecenia wydawane przez bliżej nieokreślone centrum decyzyjne związane z Prezesem PiS, nieponoszące za swoje decyzje odpowiedzialności. Protestuję przeciwko takiej pracy w Sejmie, kiedy ustawy tworzone są w pośpiechu, bez dyskusji i odpowiednich konsultacji, często po nocach, a potem muszą być prawie od razu poprawiane.
- Protestuję przeciwko marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej i ośmieszaniu naszego kraju.
- Protestuję przeciwko niszczeniu przyrody, szczególnie przez tych, którzy mają ją chronić (wycinka Puszczy Białowieskiej i innych obszarów cennych przyrodniczo, forowanie lobby łowieckiego, promowanie energetyki opartej na węglu).
- Protestuję przeciwko dzieleniu społeczeństwa, umacnianiu i pogłębianiu tych podziałów. W szczególności protestuję przeciw budowaniu „religii smoleńskiej” i na tym tle dzieleniu ludzi. Protestuję przeciwko: seansom nienawiści, jakimi stały się „miesięcznice smoleńskie”, językowi nienawiści i ksenofobii wprowadzanemu przez władze do debaty publicznej.
- Protestuję przeciwko obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowisk ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji.
- Protestuję przeciwko pomniejszaniu dokonań, obrzucaniu błotem i niszczeniu autorytetów, takich jak Lech Wałęsa, czy byli prezesi TK.
- Protestuję przeciw nadmiernej centralizacji państwa i zmianom prawa dotyczącego samorządów oraz organizacji pozarządowych zgodnie z doraźnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii.
- Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantów oraz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych (i innych LGBT), muzułmanów i innych.
- Protestuję przeciw całkowitemu ubezwłasnowolnieniu telewizji publicznej i niemal całego radia i robieniu z nich tub propagandowych władzy. Szczególnie boli mnie niszczenie (na szczęście jeszcze niecałkowite) Trójki, radia, którego słucham od czasów młodości.
- Protestuję przeciwko wykorzystywaniu służb specjalnych, policji i prokuratury do realizacji swoich własnych (partyjnych bądź prywatnych) celów.
- Protestuję przeciwko nieprzemyślanej, nieskonsultowanej i nieprzygotowanej reformie oświaty.
- Protestuję przeciwko ignorowaniu ogromnych potrzeb służby zdrowia.
Protestów pod adresem obecnych władz sformułowano więcej, ale skoncentrowałem się na tych, które są najbardziej istotne, godzące w istnienie i funkcjonowanie całego państwa i społeczeństwa. Nie kieruję żadnych wezwań pod adresem obecnych władz, gdyż uważam, że nic by to nie dało. Wiele osób mądrzejszych i bardziej znanych ode mnie, podobnie jak wiele instytucji polskich i europejskich, wzywało już te władze do różnych działań i niezmiennie te apele były ignorowane, a wzywający obrzuceni błotem Najpewniej i ja za to, co zrobiłem, też takim błotem zostanę obrzucony.
Ale przynajmniej będę w dobrym towarzystwie.
Natomiast chciałbym, aby prezes PiS (Jarosław Kaczyński) i PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach.
Wezwanie swoje kieruję do wszystkich Polek i Polaków, tych, którzy decydują o tym, kto rządzi w Polsce, aby przeciwstawili się temu, co robi obecna władza i przeciwko czemu ja protestuję. Nie dajcie się zwieść temu, że co jakiś czas działalność władz uspokaja się, dając pozór normalności (jak choćby ostatnio) za kilka dni czy tygodni znowu, będą kontynuować ofensywę, znowu będą łamać prawo i nigdy nie cofną się i nie oddadzą tego, co już zdobyli. Wprawdzie to już dość wyświechtane powiedzenie, ale bardzo tutaj pasuje.
„Jeśli nie my, to kto?”. Kto jak nie my, obywatele, ma zrobić porządek w naszym kraju?
Ile PiS płaci za wierność i posłuszeństwo?
Ze sprawozdania finansowego Prawa i Sprawiedliwości, do którego dotarli dziennikarze „Gazety Wyborczej” wynika, że partia Jarosława Kaczyńskiego w 2017 roku otrzymała ponad 18,5 mln zł subwencji z budżetu państwa. Z tej kwoty wydano 9,7 mln zł, a milion zł przekazano na obowiązkowy fundusz ekspercki, resztę wydano na cele statutowe i wynagrodzenia.
Prawie pół miliona do prywatnej spółki
„Gazeta Wyborcza” zwraca uwagę, że jedno z istotnych miejsc na liście płac Prawa i Sprawiedliwości zajmuje spółka Solvere założona w maju 2017 przez Annę Plakwicz i Piotra Matczuka, ówcześnych PR-owców premier Beaty Szydło. Piotr Matczuk kierował Centrum Informacyjnym Rządu, a Anna Plakwicz – Departamentem Obsługi Medialnej KPRM. Jak przypomina „Wprost” zatrudniona od 25 listopada 2015 r. do 31 sierpnia 2017 r. Anna Plakwicz za swoją pracę została nagrodzona przez Beatę Szydło aż 8 premiami w łącznej wysokości blisko 30 tys. złotych.
Ze sprawozdania finansowego Prawa i Sprawiedliwości wynika, że partia Kaczyńskiego przelała na konta spółki Solvere łącznie ponad 450 tys. złotych.
O spółce Solvere zrobiło się głośno, po tym jak wyszło na jaw, że jest ona odpowiadzialn za realizację kampanii billboardowej „Sprawiedliwe Sądy” na zlecenie Polskiej Fundacji Narodowej, której działania finansowało 17 państwowych firm. Kampania miała przekonać Polaków do zmian w systemie sprawiedliwości, którą przeprowadziło PiS.
Sprawą spółki Solvere zainteresowało się CBA, po tym jak okazało się, że Anna Plakwicz i Piotr Matczuk złamali przepisy ustawy antykorupcyjnej (wedle której urzędnik państwowy nie może prowadzić działalności gospodarczej), zakładając prywatną spółkę, formalnie pracując jeszcze w kancelarii premiera (spóka Solvere została utworzona 8 maja, 16 maja zostaje zarejestrowana w Krajowym Rejestrze Sądowym. 22 maja Matczuk i Plakwicz zostają odwołani ze stanowisk w KPRM. Tym samym przez sześć dni są jednocześnie współwłaścicielami Solvere i dyrektorami w KPRM. Formalnie pracę świadczyli do końca czerwca i końca sierpnia).
Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, właściciele Solvere posiadali zgodę przełożonego na wykonywanie pracy dodatkowej, w okresie wypowiedzenia.
Jako ciekwostę, na marginesie warto zaznaczyć, że Anna Plakwicz i Piotr Matczuk, wracają do pracy w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Informację tę potwierdził szef kancelarii Michał Dworczyk. Plakwicz i Matczuk, mają odpowiadać za komunikację rządu premiera Mateusza Morawieckiego.
Prawie pół miliona do prywatnej spółki
„Gazeta Wyborcza” zwraca uwagę, że jedno z istotnych miejsc na liście płac Prawa i Sprawiedliwości zajmuje spółka Solvere założona w maju 2017 przez Annę Plakwicz i Piotra Matczuka, ówczesnych PR-owców premier Beaty Szydło.
Piotr Matczuk do niedawna kierował Centrum Informacyjnym Rządu, a Anna Plakwicz – Departamentem Obsługi Medialnej KPRM. Jak przypomina „Wprost” zatrudniona od 25 listopada 2015 r. do 31 sierpnia 2017 r. Anna Plakwicz za swoją pracę została nagrodzona przez Beatę Szydło aż 8 premiami w łącznej wysokości blisko 30 tys. złotych.
Ze sprawozdania finansowego Prawa i Sprawiedliwości wynika, że partia Kaczyńskiego przelała na konta spółki Solvere łącznie ponad 450 tys. złotych.
O spółce Solvere zrobiło się głośno, po tym, jak wyszło na jaw, że jest ona odpowiedzialna za realizację kampanii billboardowej „Sprawiedliwe Sądy” na zlecenie Polskiej Fundacji Narodowej, której działania finansowało 17 państwowych firm. Kampania miała przekonać Polaków do zmian w systemie sprawiedliwości, którą przeprowadziło PiS.
Sprawą spółki Solvere zainteresowało się CBA, po tym, jak okazało się, że Anna Plakwicz i Piotr Matczuk złamali przepisy ustawy antykorupcyjnej (wedle której urzędnik państwowy nie może prowadzić działalności gospodarczej), zakładając prywatną spółkę, formalnie pracując jeszcze w kancelarii premiera. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, właściciele Solvere posiadali zgodę przełożonego na wykonywanie pracy dodatkowej, w okresie wypowiedzenia.
Jako ciekawostę, na marginesie warto zaznaczyć, że Anna Plakwicz i Piotr Matczuk, wracają do pracy w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Informację tę potwierdził szef kancelarii Michał Dworczyk. Plakwicz i Matczuk, mają odpowiadać za komunikację rządu premiera Mateusza Morawieckiego.
10 tys. miesięcznie dla pani Basi
Dziennikarze „GW” przyjrzeli się także zarobkom Barbary Skrzypek. Znana za sprawą „Ucha Prezesa” asystentka Jarosława Kaczyńskiego pani Basia otrzymuje miesięcznie ok. 10 tys. zł. Ma też udziały w spółce Srebrna i zasiada w jej radzie nadzorczej. Jak przypomina Gazeta Wyborcza, Skrzypek jest również we władzach spółki Forum, powiązanej kapitałowo ze Srebrną, wydawcy „Gazety Polskiej Codziennie”.
Cień prezesa
Wieloletni znajomy i kierowca Jarosława Kaczyńskiego nazywany w partii „cieniem prezesa” otrzymuje ok. 4,6 tys. zł, ale we wrześniu 2017 r. dostał 13 tys. zł „nagrody jubileuszowej za 30 lat pracy”, którą wypłaciła mu partia.
Ochrona i wsparcie duchowe
Kolejną stałą pozycją na liście płac PiS wskazaną przez „GW” jest ochrona Jarosława Kaczyńskiego, która kosztuje partię 135 tys. zł miesięcznie.
Partia nie zapomina też o wparciu duchowym. Przelewy dla fundacji Lux Veritatis o. Tadeusza Rydzyka wyniosły 36,9 tys. zł miesięcznie.
(df) thefad.pl / źródło: „wyborcza.pl„
Brak Ci siły, ciągle odczuwasz przemęczenie, masz zaburzenia koncentracji? To pewnie przesilenie wiosenne
Nie dla każdego wczesna wiosna jest zastrzykiem energii i doprego samopoczucia. Jest też wiele osób, które w tym czasie odczuwają pogorszenie stanu zdrowia. Znanych jest wiele powodów spadku naszej kondycji psychicznej i fizycznej w tym okresie. Jednym z nich jest brak odpowiedniej dawki światła słonecznego. Skazani przez większość czasu na sztuczne oświetlenie, czujemy się rozkojarzeni i osowiali.

Ale jak uważa Profesor James Waterhouse z Wydziału Fizjologii Manchester University, jeśli odczuwamy przesilenie wiosenne, to w dużej mierze sami jesteśmy sobie winni, bo nikt nie każe żyć nam wbrew zegarowi biologicznemu. A ten każe nam odpocząć. Najlepszymi miesiącami na urlop są, prócz listopada, marzec i kwiecień, czyli czas przesilenia wiosennego, czego większość ludzi nie chce zaakceptować.
W zimie spędzamy więcej czasu w domu, brakuje słońca a dieta jest uboższa w witaminy i minerały. Gdy nadchodzi wiosna, nasz organizm ma kłopoty i trudno mu się przestawić. Zmienna pogoda i skoki ciśnienia nie ułatwiają sytuacji.
Objawy przesilenia wiosennego
osłabienie i senność
częste bóle głowy i mięśni ( być może z powodu niedoboru witamin i soli mineralnych)
osłabienie refleksu i mięśni (za mało potasu)
rozdrażnienie, mniejsza odporność na stresy, bolesne skurcze mięśni ( brak magnezu)
nagłe ataki zmęczenia (niedobór żelaza)
wypadanie włosów (brak cynku)
Jak sobie radzić z objawami przesilenia
nie pracuj ponad miarę
Kładź się wcześniej spać, tak abyś przespał minimum 8 godzin
zastosuj lekkostrawną dietę bogatą w nowalijki
pij dużo soków owocowych
uzupełnij dietę preparatami wielowitaminowymi
zwiększ codzienną dawkę ruchu na świeżym powietrzu







