Booster dla prawdziwego mężczyzny

Prawdziwy mężczyzna potrzebuje testosteronu – do życia, do współżycia, do treningów, do zdobywania i do wygrywania. I dlatego, naszym zdaniem, każdy z panów będzie zadowolony, jeżeli zastosuje preparat, który pobudzi jego organizm do produkcji zbawiennego hormonu.

Booster dla prawdziwego mężczyzny

Kto potrzebuje wsparcia

Poziom testosteronu w jest ważnym wskaźnikiem stanu zdrowia mężczyzny. Zależy od niego ogólne samopoczucie, pewność siebie, jakość snu, czy koncentracja. Zaburzenia poziomu testosteronu wynikać mogą z wielu czynników dnia codziennego, jak: ciągły stres, brak snu w połączeniu z nadmiernym wysiłkiem (praca, sport), zaburzenia pracy jąder, przyjmowanie sterydów anabolicznych oraz za niska zawartość tłuszczu w diecie. I właśnie przede wszystkim w takich przypadkach, przemęczonych, zestresowanych mężczyzn z zaburzaną gospodarką hormonalną, polecane jest przyjmowanie produktów, zawierających kwas D-asparginowy (DAA).

Kwas D-asparginowy jest uznawany za „cudowny” środek na podniesienie poziomu testosteronu – jest tzw. boosterem testosteronu. Kwas D-asparginowy zawierają specjalistyczne suplementy, oparte na składnikach pokarmowych, mieszankach ziołowych, a efektem ich działania jest podniesienie poziomu tego hormonu w organizmie mężczyzny.

Co to jest

Kwas D-asparginowy (DAA) – jest aminokwasem fizjologicznym, który powstaje w organizmie w skutek przemiany kwasu L-asparginowego do kwasu D-asparginowego. Kwas D-asparaginowy odgrywa istotną rolę w produkcji plemników i hormonów płciowych. Jest silnym stymulantem seksualnym, podnosi libido, poprawia jakość erekcji, wytrysku oraz przedłuża czas trwania stosunku.

Jak to działa

Kwas D-asparginowy wzmaga przede wszystkim uwalnianie gonadotropiny GnRH oraz hormonu luteinizującego LH. Ten drugi pobudza jądra do produkcji testosteronu. Dlatego systematyczna suplementacja DAA powoduje przyrost masy mięśniowej, wzrost poziomu testosteronu oraz ułatwia procesy regeneracyjne po wysiłku.

Dowody naukowe i popularność

W 2010 r profesor z Neapolu przeprowadził badania, w których wykazał, że w grupie przyjmującej DDA, poziom testosteronu w porównaniu z grupą przyjmującą placebo, wzrósł aż o 40 proc!

Z kolei wg badań zespołu prof. Nagata z Uniwersytetu w Tokio, substancja ta wywołuje tzw. steroidogenezę – kluczową reakcję w procesie wytwarzania testosteronu.

Kwas D-asparaginowy jest bardzo popularny w USA, gdzie panowie uznali go preparat idealny, wzmacniający siły witalne fizyczne i wspierający przyrost masy mięśniowej. Dodatkowo kwas D-asparaginowy pobudza neurony, poprawia koncentrację, dzięki czemu również wszelka praca intelektualna jest zacznie łatwiejsza.

Działanie kwasu asparaginowego uzależnione jest w dużej mierze od postaci w jakiej będzie przyjmowany, jakości produktu, ale i trybu życia mężczyzny. Notoryczny brak ruchu, kłopoty w pracy, czy w rodzinie mogą powodować, że nawet stosowanie najlepszego suplementu nie przyniesie spektakularnych efektów. Przede wszystkim ruch – trening w połączeniu z bogatą w tłuszcze i białka dietą, będą idealnym wsparciem dla wybranej suplementacji.

Boostery testosteronu zdobywają coraz większą popularność wśród sportowców, w szczególności z dłuższym stażem. Wpływają one z założenia na podniesienie poziomu testosteronu, którego wielokierunkowe działanie wpływa na poprawę przyrostów masy mięśniowej. Dodatkowo ograniczają otłuszczenie organizmu poprzez przyśpieszenie metabolizmu, ale także skracają czas potrzebny do pełnej regeneracji. Testosteron jest jednym z najbardziej anabolicznych hormonów.

Kto na tym skorzysta

Suplement z kwasem DAA przyda się każdemu mężczyzna, któremu zależy na zdrowiu, dobrym samopoczuciu i widocznych efektach treningów. Booster podnosi poziom testosteronu do maksymalnego naturalnego poziomu. Pamiętaj, że obniżenie stężenia testosteronu może być spowodowane przez wiele czynników, takich jak: nieodpowiednie odżywianie, olbrzymi i permanentny stres, ale także całkowity brak aktywności fizycznej.

Wszyscy panowie, którzy posiadają bardzo wysoki naturalny poziom hormonu, raczej nie będą w stanie docenić nawet najlepszego produktu.

Pamiętajmy, że suplementacja DAA przeznaczona jest dla dorosłych mężczyzn, ponieważ młodzież wciąż rozwija się hormonalnie.

Skutki uboczne?

Jak wszystko co dobre, stosowanie suplementów z kwasem D-asparginowym wymaga rozwagi. Suplementacja DAA może powodować wzrost poziomu prolaktyny, czyli żeńskiego hormonu odpowiedzialnego za proces rozrodczy,co skutkuje pojawieniem się problemów ze snem oraz ogólnego złego samopoczucie. Zaburzona może zostać percepcja, zapamiętywanie,co więcej, pojawić się mogą problemy z logicznym myśleniem oraz koncentracją.

Co i gdzie kupić

Bardzo bogatym w minerały, witaminy i składniki odżywcze jest preparat Mass Extreme. Zestaw tabletek na przyrost masy mięśniowej pozwala na szybkie uzyskanie efektów, które można zaobserwować po kilku tygodniach. Poza przyrostem masy mięśniowej preparat gwarantuje poprawę ogólnej wytrzymałości organizmu.
Innym suplement z DAA, który zwrócił naszą uwagę jest zwiększający wydajność treningów i redukujący zmęczenie zestaw tabletek na przyrost muskulatury Somatodrol. Jedna tabletka to także bomba witaminowa, zwłaszcza z witamin z grupy B! Uwagę panów mogą też zwrócić tabletki na przyrost masy mięśniowej Titanodrol, zwłaszcza kiedy ich głównej celem jest wyraźne przyspieszenie efektów treningowych.

 

 


Adam Mazguła: Panie Grzegorzu Schetyna, zakpiłeś z wrocławian…

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Wierzyć się nie chce, żeby nawrócony PiS-owiec był więcej wart niż każdy inny, stały w poglądach, działacz opozycyjny. Co na to inne partie, co na to ruchy i stowarzyszenia obywatelskie?

 

Platforma Obywatelska przedstawiła swojego kandydata, Kazimierza Michała Ujazdowskiego na stanowisko prezydenta Wrocławia w wyborach samorządowych, jakie odbędą się jesienią tego roku.

Może nie byłoby w tym nic dziwnego, ale ten pan był ministrem kultury w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. To do niedawna wiceprzewodniczący PiS.

Czy zatem fakt krytykowania dewastacji Trybunału Konstytucyjnego i systemu prawnego w Polsce przez kolegów pana Ujazdowskiego daje katolickiemu radykałowi i piewcy prawicy prawo do sprawowania władzy w imieniu zjednoczonej opozycji we Wrocławiu?

To jakaś kpina! Wierzyć się nie chce, żeby nawrócony PiS-owiec był więcej wart niż każdy inny, stały w poglądach, działacz opozycyjny. Co na to inne partie, co na to ruchy i stowarzyszenia obywatelskie?

Dla mnie to skandal!

PO suwerennie uznała, że nie powinna się kontaktować z innymi uczestnikami życia politycznego na Dolnym Śląsku. Odczytuję taką decyzję jako narzucenie woli innym. To tak, jakby pan przewodniczący G. Schetyna już uwierzył w zwycięstwo i wracał do lekceważenia wszystkich, bo jeden sondaż poparcia społecznego ujawnił Platformie Obywatelskiej wzrost.

Wrocławianin Władysław Frasyniuk zapytał, „co to za zagrywka?” oraz „Potrzebujemy człowieka, który z mieszkańcami Wrocławia nie będzie się komunikował za pomocą kościelnej ambony”.

Panie Grzegorzu Schetyna,

szczególnie dzisiaj przypominam sobie Pańskie słowa z listopada ubiegłego roku, że aby wygrać wybory PO musi pozyskać Kościół. Czy zatem Pan K. M. Ujazdowski, zwolennik „Ordo Iuris” jest takim pierwszym przekupstwem kościoła?

Pozwolę sobie przypomnieć, że we Wrocławiu prezydentem jest jedna z najbardziej kompetentnych i rozpoznawalnych osób z dobrej służby społeczeństwu – R. Dutkiewicz, tam mieszka W. Frasyniuk, szefowa Ogólnopolskiego Strajku Kobiet Marta Lempart i wielu innych znakomitych ludzi.

Panie Grzegorzu Schetyna, jeszcze Pan nie wygrał wyborów, nawet nie ma Pan większości, a już się zaprzedał PiS-owi.

Zakpił Pan z ludzi, liczy Pan na zysk nawróconych PiS-owców, ale chce Pan odciąć się od ludzi, którzy od trzech lat walczą z podłą zmianą. Żadnego szacunku do obecnych władz samorządowych, do propozycji innych partii i ruchów społecznych.

Pan wszystko lepiej ocenia i rozumie, Pan wie lepiej?

Wygląda na to, że będzie Pan w tej decyzji tylko z własna partią. Złamał Pan zasady albo nigdy nie chciał Pan działać razem z innymi, czyli oszukiwał Pan?

Gratuluję odwagi i samodzielności, ale czy skuteczna polityka, to nie działalnie zbiorowe dla dobra społecznego, a nie Pańskiego?

Czy przypadkiem nie zlekceważył Pan wrocławskich środowisk obywatelskich, czy nie zakpił Pan z ludzi?

Panie Grzegorzu, jestem tylko skromnym zwykłym obywatelem, ale niech mi Pan odpowie – jak można Pana traktować poważnie?

 

Adam Mazguła

 

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 

 


Młody zielony jęczmień – czy pomoże nam w odchudzaniu? Właściwości i zastosowanie suplementu

Wiele z nas wraz z nadejściem wiosny zaczyna się odchudzać. Chcemy wyglądać atrakcyjnie, czuć się lekko i młodo. Niestety, zimowe kilogramy nie znikną same z siebie. Potrzeba wysiłku i świadomej diety. Codziennym wsparciem w powrocie do formy, oczywiście oprócz utrzymywania zbilansowanego żywienia i regularnej aktywności fizycznej, może być regularne picie młodego jęczmienia, który ułatwia odkwaszenie organizmu. Jakie jeszcze właściwości i składniki odżywcze ma ta roślina?

Młody zielony jęczmień - czy pomoże nam w odchudzaniu? Właściwości i zastosowanie suplementu

Czy uda się schudnąć dzięki piciu młodego jęczmienia?

Młody jęczmień stał się w ostatnich latach bardzo modny. Zwolennicy tego rozwiązania przekonują, że dzięki młodemu jęczmieniowi można naprawdę sporo schudnąć. Wiele osób wiąże z nim nadzieje na zgubienie zbędnych kilogramów. Nie da się jednak osiągnąć zadowalających rezultatów, pijąc jęczmień i unikając aktywności fizycznej.

Na rynku można spotkać wiele produktów opartych na młodym jęczmieniu, pochodzących od różnych producentów. Pamiętajmy, aby sięgać po preparaty bezpieczne, ze sprawdzonych źródeł. Jednym z nich jest Green Barley Plus w postaci wygodnych do połknięcia tabletek.

Zielony jęczmień to świetny sposób na uzupełnienie i urozmaicenie codziennej diety.

Młody jęczmień – krótka historia i jego pochodzenie

Zielony młody jęczmień spotykany jest w formie suplementów diety, czy to w formie sproszkowanej, czy w tabletkach.

W zależności od danego produktu, pochodzi z krajów Europy lub Azji Środkowej.

Młody jęczmień jest chętnie wykorzystywany jako wspomagacz codziennej diety, poprawiający perystaltykę jelit, mający działanie antybakteryjne i odkwaszające. Jest chętnie stosowany przez osoby, którym zależy na powrocie do szczupłej sylwetki.

Wartości odżywcze młodego zielonego jęczmienia i jego wpływ na ludzki organizm

Zielony jęczmień zawiera cenne składniki mineralne i witaminy, choć – wbrew pozorom – nie ma on zbyt wiele błonnika (0,1 grama). To, czego nie można odmówić młodemu jęczmieniowi, to duża zawartość chlorofilu (przejawiająca się zielonym kolorem). Wpływa on odkwaszająco na organizm. Zawiera również niewielkie ilości wapnia i potasu. Ponadto, młody jęczmień wpływa pozytywnie na perystaltykę jelit i poprawia wygląd skóry, działając nawilżająco. Może wspomagać walkę z trądzikiem. Ponadto, jest bogaty w witaminy z grupy B12 oraz w żelazo. Co ważne, zielony jęczmień obniża również poziom złego cholesterolu i pozytywnie wpływa na układ trawienny.

W przypadku preparatów zawierających młody jęczmień istotne jest również wsparcie w odchudzaniu. Istotne jest także to, że młody jęczmień działa korzystnie na wątrobę, oczyszczając ją. Pozytywny wpływ ma również ta roślina na ludzkie serce, a także – podobno – pomaga leczyć choroby weneryczne.

Co prawda młody jęczmień może wspomagać proces odchudzania. Pamiętajmy jednak, że bez diety i ruchu fizycznego na wiele się nie zda. Może być elementem wspomagającym, lecz nie zastąpi naszego zaangażowania w prowadzenie zdrowego stylu życia. Wiele osób upatruje w nim sposób na szybsze spalenie zbędnych kilogramów.

W jakiej postaci można go kupić?

Najczęstszą formą, pod jaką możemy kupić młody jęczmień, jest postać sproszkowana. Łyżeczkę sproszkowanego jęczmienia zalewamy przegotowaną lub mineralną wodą i w takiej postaci pijemy dwa razy dziennie – rano i wieczorem. To jednak nie jedyna forma zielonego jęczmienia, z jakim możemy się zetknąć. Na rynku spotkać można też suplementy diety w postaci kapsułek, między innymi Green Barley Plus, BurnBooster oraz Titan’s Rage. Ich dawkowanie oscyluje zazwyczaj wokół dwóch, trzech tabletek dziennie. Szczegółowe informacje na temat dawkowania znajdziemy na opakowaniu preparatu.

Wiele osób sięga po zielony jęczmień, pijąc go w postaci smoothie i łącząc z innymi naturalnymi składnikami. Ponadto, młody zielony jęczmień chętnie stosują nie tylko celebryci i gwiazdy, ale także sportowcy, którzy chcą poprawić efekty ćwiczeń.

Możliwe skutki uboczne podczas stosowania suplementu diety

W przypadku niektórych osób młody jęczmień może spowodować problemy żołądkowe, dlatego zanim przystąpimy do suplementacji tym składnikiem, skonsultujmy się z lekarzem. Sprawdźmy też, czy stosowane przez nas tabletki pochodzą z bezpiecznego i sprawdzonego źródła.

 

 


Adam Mazguła: 2 kwietnia 1997 roku uchwalona została Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Dla mnie nie ulega wątpliwości, że ta władza przestała być legalna w momencie, gdy jawnie po raz pierwszy złamała Konstytucję RP. Teraz już tylko czekam na czas, w którym wszyscy ci krzywoprzysięgający staną przed sądem za łamanie jej zapisów

 

2 kwietnia 1997 roku uchwalony został przez Zgromadzenie Narodowe, zatwierdzony w ogólnonarodowym referendum 25 maja 1997 roku, najważniejszy akt prawny (ustawa zasadnicza) – Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Złożona jest z preambuły i 13 rozdziałów obejmujących 243 artykuły.

Przypomnę, że prace nad przygotowaniem konstytucji rozpoczęły się już w 1989 roku i zostały wymuszone przez głębokie zmiany ustrojowe, jakie rozpoczęły się w Polsce pod koniec lat osiemdziesiątych.

Prace nad tekstem nowej polskiej konstytucji zakończyły się na początku 1997 roku.

2 kwietnia 1997 roku, po długotrwałej dyskusji, została ona przyjęta przez Zgromadzenie Narodowe (451 głosów za, 40 przeciw, 6 wstrzymujących się), które uwzględniło większość poprawek prezydenta.

25 maja 1997 odbyło się referendum, w którym społeczeństwo większością 52,71% głosów opowiedziało się za przyjęciem Konstytucji. Frekwencja w referendum wyniosła 42,86%[3].

16 lipca 1997 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski podpisał tekst Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej i zarządził jej opublikowanie w Dzienniku Ustaw.

16 lipca 1997 roku ukazał się Dziennik Ustaw Nr 78 z tekstem Konstytucji.

17 października 1997 roku Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej weszła w życie po 3 miesiącach od daty jej ogłoszenia. (źródło: Wikipedia)

Dzisiaj wszystkie najważniejsze osoby w państwie przysięgają na wierność konstytucji i posiłkują się żądaniem: „tak mi dopomóż Bóg”. Takie słowa wypowiada Prezydent RP w dniu zaprzysiężenia, członkowie rządu, sejmu i senatu. Na wierność konstytucji przysięgają żołnierze, policjanci i wszyscy inni funkcjonariusze i pracownicy służb państwowych.

Dzisiaj większość sejmowa za nic ma ten najważniejszy akt prawny w naszym kraju i nawet ten, który miał stać na straży konstytucji, stał się jej głównym niszczycielem.

Treść przysięgi, składanej teraz przez urzędników PiS, brzmi jak kpina i szczyt hipokryzji!

Co więc warta jest przysięga na wierność konstytucji, która jest traktowana przez rządzących jako propagandowa zasłona dla jej niszczenia. Czy zatem władze, które nie przestrzegają konstytucji są legalnymi władzami Polski?
Według mnie – nie!

Nie może władza niszczyć zasad demokracji i porządku prawnego, dla którego przestrzegania, i zgodnie z takimi zasadami, została wybrana.

Dla mnie nie ulega wątpliwości, że ta władza przestała być legalna w momencie, gdy jawnie po raz pierwszy złamała Konstytucję RP. Teraz już tylko czekam na czas, w którym wszyscy ci krzywoprzysięgający staną przed sądem za łamanie jej zapisów.

Tymczasem dalej musimy uświadamiać społeczeństwo, jak bardzo niszczycielskie moce wyzwoliła ta władza w celu unicestwienia konstytucyjnych zasad demokracji i praw człowieka, budowy państwa wyznaniowego i izolacji Polski w świecie.

To już nie jest Rzeczypospolita Polska wszystkich Polaków, ale Polska Kaczyńskiego i Rydzyka, Nycza i Głodzia; Polska faszystów i nieuków historycznych, Polska zakłamana, podzielona, policyjna, Polska, która wypędza swoich obywateli z kraju.

Wszyscy przyzwoici Polacy powinni zadbać o poskromienie wewnętrznego okupanta, przywrócenie konstytucji narodowi, o odrzucenie reżimu i przywrócenie demokracji!

 

Adam Mazguła

 

2 kwietnia 1997 roku została uchwalona przez Zgromadzenie Narodowe, Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Z tej okazji w dniu 02 kwietnia 2018 roku, na oficjalnej stronie internetowej prezydent RP możemy przeczytać:

Nie dysponujemy informacjami o żadnych wydarzeniach z tego dnia. Poniżej możesz przeczytać o 5 ostatnich wydarzeniach.

 

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 

 


Proszę państwa, Andrzej Duda! – Ja się cały czas czegoś uczę – bez przerwy, żeby trzymać się na wysokim „C”

Andrzej Duda po raz kolejny stał się bohaterem internetu. Tym razem dzięki swojemu wystąpieniu na Uniwersytecie Rzeszowskim z ubiegłego roku. – Ja państwu powiem, że ja pracuję cały czasę, naprawdę – mówił.

Wystąpienie Andrzeja Dudy na Uniwersytecie Rzeszowskim (16.11.2017)

16 listopada 2017 roku Andrzej Duda był gościem Uniwersytetu Rzeszowskiego, gdzie brał udział w II Kongresie Liderów II Rzeczypospolitej „Młodzi 590”. Słuchającym go studentom opowiadał, jak osiągnąć sukces i stać się liderem:

– Ja się cały czas czegoś uczę, bez przerwy. Ja się uczę w mieszkaniu, ja się uczę w samochodzie, kiedy jadę, ja się uczę w samolocie, kiedy lecę – ja się cały czas czegoś uczę.

– Jak się nie uczę tego, co mam powiedzieć, to się uczę tego, co będę chciał kiedyś powiedzieć, i wydaje mi się, że warto w związku z tym, więc czytam jakąś książkę. Jeżeli nie to siedzę i uczę się języka, nowe słówka – cały czas się czegoś uczę, bo uważam, że to jest jedyna droga do tego, żeby, cały czas trzymać się na wysokim „C”.

(df) thefad.pl


Jak pozycjonować bloga?

Każdy rodzaj strony wymaga innej strategii przy jej pozycjonowaniu oraz użycia innych narzędzi. Każda strona ma bowiem inny charakter, innych odbiorców, a także może służyć do czegoś innego. Coraz popularniejsze jest prowadzenie firmowych blogów. Przyczyn tego jest kilka i oscylują one wokół korzyści marketingowych i promocyjnych. Blogi to też cenne zaplecza dla właściwej strony firmowej. Jak w ogóle zabrać się za pozycjonowanie firmowego bloga? Na co zwrócić uwagę na poszczególnych etapach pracy nad nim i jak przygotować wpisy? Oto krótki poradnik.

Jak pozycjonować bloga?

Słowa kluczowe

Słowa kluczowe są kwestią, na którą należy zwrócić uwagę oczywiście już podczas redagowania kolejnych wpisów. Jeśli chcesz, aby Twojego bloga można było odnaleźć, wpisując dane wyrażenie w wyszukiwarkę, to przede wszystkim nie ma innego sposobu, aby to osiągnąć, niż zawarcie tego wyrażenia we wpisach. Gdy czegoś nie będzie na Twoim blogu, to Google, ani żadna inna wyszukiwarka tego nie znajdzie – to podstawowa zasada. Dobrze by już sam tytuł w naturalny sposób nawiązywał do słów kluczowych. Nie powinny być one „wepchnięte” bez żadnej logiki i sensownego powodu. Taka optymalizacja każdego wpisu nie może negatywnie wpłynąć na jego przejrzystość i wiarygodność dla czytelnika. Stosuj odmienione słowa kluczowe, w różnych konfiguracjach, przestawionym szeregu słownym, ale ani o nich nie zapominaj, ani nie nadużywaj.

Długość wpisów

Kolejna podstawowa zasada – każdy wpis musi pokazywać, że masz coś do powiedzenia na dany temat. Teksty nieprzekraczające 200-300 znaków to tak naprawdę wstępy do wstępów artykułów. Jeśli pisanie bloga ma w ogóle mieć jakikolwiek sens, to musi on zawierać realną wartość, a tej nie znajdzie się, gdy tekstu będzie jak na lekarstwo. Przecież więcej zdań niż w tak krótkich wpisach, jak wspomniane powyżej, wypowiadasz zapewne zaraz po przywitaniu ze współpracownikami codziennie rano, będąc jeszcze nierozbudzonym i niegotowym do kolejnego dnia pracy. Pisząc bloga, musisz zaprezentować coś więcej – coś wartościowego, co przyciągnie odbiorców. Bez tego ani czytelnik, ani wyszukiwarka i roboty Google’a nie będą patrzyć przychylnie na Twoje działania.

Dbaj o linki

Blog jest pewnego rodzaju bazą wiedzy, niezależnie od tego, jakie tematy na nim poruszasz. Konieczne jest, aby można było się po nim łatwo poruszać. Użytkownik nie powinien mieć problemów z bezpośrednim przejściem od jednego wpisu do poprzedniego, czy na stronę główną. Rozważnie powinno się dodawać również linki z zewnętrznych źródeł. Powinny być one wiarygodne, prowadzić użytkownika w miejsce, którego sam nie obawiałbyś się odwiedzić na swoim sprzęcie. Budujesz w ten sposób swoją wiarygodność, w naturalny sposób zwiększasz ruch na blogu i unikasz groźnych dla pozycji w Google powiązań ze stronami o charakterze niebezpiecznym lub SPAM-u. Jeśli blog ma być Twoim zapleczem, to oczywiście linki powinieneś wykorzystywać jako sposób pozyskania odnośników dla macierzystej strony. Jeśli sama witryna i blog będą ze sobą powiązane tematycznie (a powinny być!), to tworzysz cenną zarówno marketingowo, jak i dla SEO, powiązaną bazę, na której będziesz zyskiwać Ty sam oraz Twoi czytelnicy.

Każdy, kto prowadzi bloga, jest w stanie bez większych kłopotów samodzielnie wykonywać powyższe czynności. Nie wymaga to specjalistycznej wiedzy z zakresu SEO, ponieważ przedstawione porady to naprawdę podstawa, o której nie wolno zapomnieć. Jeśli nie zadbasz o pozycjonowanie bloga już na tak fundamentalnym poziomie, to nawet bardziej skomplikowane lub płatne działania SEO będą jedynie próbą maskowania tego, że Twój blog nie przedstawia sobą zbyt dużej wartości dla odbiorcy. Żadna profesjonalna agencja SEO nie zapewni Ci pierwszych miejsc w Google, jeśli nie przyłożysz się do tego również Ty sam!

 

Autorem artykułu jest Web Lider – agencja interaktywna oferująca pozycjonowanie stron i kampanie Google AdWords.

 

 


Adam Mazguła: Nawet w święta Kościół zalewa nas polityką…

Adam Mazguła

Adam Mazguła

W kościele w Rumi zbudowano ołtarz z tupolewa, a w nim grób Pański. Że niby Kaczyński jak Chrystus!? Syn Boży? Umęczony za wiarę i ludzi? Zbawiciel?

 

Wydawałoby się, że w święta, w czasie zadumy i radości biskupi katoliccy oszczędzą nam polityki i agresji; nic bardziej mylnego – w kościołach pojawiły się polityczne groby pańskie, a księża ubliżają tym, którzy wierzą w innego boga lub są po prostu niewierzący.

Adam Mazguła: Nawet w święta Kościół zalewa nas polityką…

Chrystus leżący w tupolewie i monstrancja umieszczona tuż za kabiną pilotów – to Grób Pański w parafii w Rumi (woj. pomorskie) – piszą portal tvn24.pl i kontakt24.pl

W kościele w Rumi zbudowano ołtarz z tupolewa, a w nim grób Pański. Że niby Kaczyński jak Chrystus!? Syn Boży? Umęczony za wiarę i ludzi? Zbawiciel?

Kościół wzywa wszystkich pod ołtarze i mówi o świętości tego, który przez swoje podporzadkowanie bratu, w bałaganie i nieprzestrzeganiu podstawowych zasad bezpieczeństwa zabił siebie i 95 osób. Potwierdzenie takiej narracji uzyskujemy na Jasnej Górze, gdzie, eksponowana jest „relikwia świętości” – mundur nietrzeźwego, jak się o nim mówi, generała odpowiedzialnego nie tylko za tę katastrofę, ale i za wiele innych. Paulini zbudowali ołtarz właśnie wyzwolonej ojczyzny. Nic dziwnego, bo przygotowują wielką pielgrzymkę narodowców, jak określają polskich faszystów.

W innym kościele – wielki krzyż z wieszakami-symbolem protestujących kobiet i z karabinem terrorysty. Kobiety to siepacze …? Nie pozwalają biskupom na swoje upodlenie dla ich fanatycznych bredni o uszkodzonym płodzie, który rzekomo jest dzieckiem czy o zygocie, której przetrwanie jest ważniejsza od życia kobiety?

Nic dziwnego, że w tej sytuacji głos zabierają też księża, którzy nie zgadzają się ze współczesną narracją Kościoła.

Wojciech Michał Lemański napisał:

„Polscy biskupi napisali do nas – księży, list na Wielki Czwartek 2018 roku. Wzywają, byśmy byli pocieszycielami wszystkich spotykanych w drodze.

Wyglądałem księży wśród obrońców Puszczy Białowieskiej. Rozglądałem się za księżmi w tłumie broniących Trybunału Konstytucyjnego i niezależnych Sądów. Wyszukiwałem księży na listach darczyńców domów samotnej matki, hospicjów, ośrodków przedadopcyjnych. Zaglądałem na strony internetowe, w poszukiwaniu kapłańskich głosów oburzenia, po skandalicznych wystąpieniach prezesa i niektórych jego pretorianów. Wyglądałem księży przy Dworcu Gdańskim w rocznicę tamtego marca. Rozglądałem się za księżmi na pogrzebach Igora Stachowiaka i Piotra Szczęsnego. Coś słabiutko nam tu w Polsce wychodzi to towarzyszenie Polakom w drodze…”

W bardzo wielu kościołach, przez budowę grobów pańskich biskupi kreują opinię o „nareszcie odzyskanej” niepodległości Polski. To tak, jakby oni byli tą Polską. Ograniczę się do stwierdzenia, że księża katoliccy przysięgają wierność Watykanowi, a nie Polsce!

Dlatego, wmawiając nam kłamstwa, jak to mają w zwyczaju, skreślili okres PRL-u czy demokracji, a szerzą informację o epokowym wyzwoleniu Polski przez PiS, no i oczywiście Kościół katolicki.

Odrzucają swój udział w historycznym zniewoleniu kraju w całej polskiej historii. 10 tys. zarejestrowanych biskupów i księży jako „tajnych współpracowników” SB w PRL już wymazano z kart naszej historii. Nikogo nie rozliczyli, nikogo nie wskazali, za to szczucie na innych ludzi, na żołnierzy i policjantów, narzucanie represji zbiorowych na pozostałych, którzy pamiętają i te czasy, i tych duchownych – jest na porządku dziennym.

Kościół od tysiąca lat na naszej ziemi tworzy to samo – narzuca politykę, podburza ludzi, gra na ich słabościach i gra pierwsze skrzypce.

Przede wszystkim panuje i spija śmietankę wpływów i bogactwa, jednocześnie odcina się od odpowiedzialności za efekty swojej nieczystej gry.

Kościół, tak jak PiS, nigdy nie przyznaje się do błędu, nawet gdy wpada w obłęd. Pójdzie w zaparte, zmieni historię, wmówi odmienną narrację, ale nie przeprosi, nie cofnie się ani o krok.

Tak wygląda jego buta i poniżenie prawdy.

Czas otworzyć oczy na to, co robią z nami brunatni ludzie w sutannach!

 

Adam Mazguła

 


Ks. Wojciech Michał Lemański: Kościół nieposłusznych i słabo wierzących

Ks. Wojciech Michał Lemański

Ks. Wojciech Michał Lemański

W Wielkanoc 2018 roku biskupi Kościoła w Polsce mogliby napisać list pasterski do kobiet, które urodziły dzieci niepełnosprawne, dzieci z gwałtu, do kobiet porzuconych i samotnie wychowujących potomstwo. Jest w Polsce taki zwyczaj, że do niektórych listów wkłada się załącznik w postaci banknotów. W tych listach taki załącznik byłby jak najbardziej na miejscu.

 

„Maria Magdalena, Maria matka Jakuba, i Salome, wczesnym rankiem, w pierwszy dzień tygodnia przyszły do grobu, gdy słońce wzeszło.

Weszły do grobu i ujrzały młodzieńca ubranego w białą szatę. On rzekł do nich:

– Nie bójcie się. Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego, powstał, nie ma Go tu. Idźcie, powiedzcie Jego uczniom i Piotrowi.

One wyszły i uciekły od grobu, ogarnęło je bowiem zdumienie i strach. Nikomu też nic nie oznajmiły, bo się bały.

Ukazał się Jezus Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów. Ona poszła i oznajmiła to tym, którzy z Nim byli. Ci jednak, słysząc, że On żyje, nie chcieli wierzyć.

Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze, gdy szli do wsi. Oni powrócili i oznajmili to pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli.

W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli” / por. Mk 16, 2 – 14 /

To najważniejsze wydarzenia w misji Jezusa z Nazaretu. Odkupieńcza dla nas, grzeszników, śmierć na krzyżu i zmartwychwstanie do życia wiecznego, również dla nas otwartego.

Reakcja ze strony pierwszych uczniów na takie obdarowanie – mizerna. Przed Wysoką Radą, przed Piłatem, na drodze krzyżowej i wreszcie na Golgocie, wybrani spośród wybranych spisali się niespecjalnie, żeby nie napisać, że skompromitowali się całkowicie. Ani Go nie bronili. Ani nie krzyczeli wśród tłumu – uwolnij nam Jezusa. Ani Mu nie pomogli w dźwiganiu krzyża. Ani nawet Go po ludzku nie pochowali. Czy coś jeszcze mogli zrobić nie tak, jak trzeba? Kompromitacja. Ktoś powie pierwsza, ale przecież nie ostatnia w historii Kościoła. Każdemu się może zdarzyć. Ale żeby tak wszystkim apostołom jednocześnie?

Dla mnie jeszcze bardziej niezrozumiała jest postawa wybranych przez Jezusa apostołów tamtego dnia po szabacie. Pierwsza Wielkanoc, a ci o świcie z procesją do grobu się nie wybrali. Kobiety, to i owszem. A apostołowie? Może nie czuli się imiennie zaproszeni. Może uznali, że skoro nie było ich przy pogrzebie, to i teraz nie ma co zrywać się skoro świt, by tam podążyć. Zmarłym się przecież nigdzie nie spieszy. Można pójść jutro, pojutrze, za rok.

Mówił im, co prawda, Jezus o swoim zmartwychwstaniu, ale kto by tam brał na poważnie wszystkie Jego obietnice i przestrogi.

A swoją drogą ciekawe, kto posprzątał na Golgocie i w grobie. Przecież ktoś musiał pozbierać te relikwie pierwszego stopnia, by po wiekach zapełnić nimi tysiące relikwiarzy w kościołach na całym świecie. Relacje ewangelistów raczej nie wskazują na udział apostołów w tym procederze. Kobiety też chyba o tym nie pomyślały. Marek napisał, że przestraszone uciekły od grobu. Trudno sobie wyobrazić, by uciekając zabrały ze sobą całun i chusty. Może drapnęli to rzymscy żołnierze? Ci wszak mieli już wprawę. Rzucali przecież losy o suknię Jezusa, więc mogli spieniężyć również ciekawy całun z wizerunkiem oraz niezwykłe chusty.

Kim był młodzieniec w białych szatach rozmawiający z niewiastami – możemy się tylko domyślać. Był to ogrodnik, czy anioł wcielony, czy sam Zmartwychwstały – kobiety były zbyt przerażone, by baczniej mu się przyglądać. A apostołowie? Jak się niebawem okazało, ich trudno było przekonać nawet Zmartwychwstałemu, Który przechodził przez drzwi zamknięte i pokazywał im rozorany włócznią bok. Trudno taką postawę apostołów zrozumieć normalnemu człowiekowi.

Jaki był ten Kościół pierwszych apostołów, uczniów, kobiet? Kobiety usłyszały polecenie, by zawiadomiły Jedenastu o Ukrzyżowanym, Który żyje. Ale nie pobiegły do nich i nic im nie powiedziały. Przynajmniej wtedy. A dokąd pobiegły?

A ty dokąd byś pobiegł, gdybyś się dowiedział o czymś takim? Człowiek został ponoć stworzony na obraz Najwyższego. Chyba tylko On zdoła nas naprawdę pojąć, zrozumieć, ocenić. Nawet Anioł może tylko przekazać to, co mu powierzono i potem bezradnie przyglądać się, co zrobimy z dobrą nowiną. Nieposłuszeństwo kobiet jestem więc w stanie i zrozumieć, i zaakceptować. Człowiek dotknięty taką nowiną zdolny jest do heroizmu, ale już niekoniecznie do racjonalnego myślenia i działania.

Tamta pierwsza chrześcijańska Wielkanoc była dla apostołów zadziwiająco smutna. Zadziwiająco, wszak grób był pusty, a niebiańscy posłańcy w białych szatach mówili – że On żyje. Nie było spektakularnych dowodów, ale tymi, które były dostępne, apostołowie jakoś się nie interesowali. Nie przepytywali kobiet. Nie oglądali całunu i chust grzebalnych. Nie wybrali się na spotkanie ze strażnikami grobu. A przecież Jezus wskrzesił młodzieńca z Nain i córkę Jaira, i Łazarza. Dlaczego miałby i sam nie powstać z grobu? Przecież im to zapowiedział. Może nie słuchali uważnie. Może mieli głowy zaprzątnięte czymś innym.

Gdy wreszcie przyszedł do nich, wyrzucał im brak wiary i upór. Ewangelista Marek nic nie wspomniał o miłości. A myślę, że to było kluczowe. Tego chyba zabrakło najbardziej. Kto kocha prawdziwie, uchwyciłby się z pewnością każdej nici wątlej i z rąk nie wypuścił. Tak uczyniła Maria Magdalena. Tylko, że takiej miłości nie można nauczyć innych. Takiej miłości nie sposób zadekretować albo przymusić do niej. Takiemu miłującemu nie sposób rozkazywać, nakazywać coś lub czegoś zabraniać.

Po wiekach Augustyn powie – kochaj i rób co chcesz. Ale Kościół przestraszy się takiej samowoli i będzie chciał naśladowców Augustyna przysmażyć na wolnym ogniu.

Dla Kościoła posłuszeństwo jest najważniejsze. Będzie się go domagać, egzekwować, karać za jego brak. Miłość wymyka się watykańskim dykasteriom. Nieposłusznym kobietom Jezus uwagi nie zwracał. A apostołowie? Jeszcze długo będą się potem uczyć od kobiet, ale się z tym publicznie nie zdradzą. Taka głupia męska hardość.

W Wielkanoc 2018 roku biskupi Kościoła w Polsce powinni publicznie podziękować siostrom Małgorzacie Borkowskiej, Elizie Myk, Małgorzacie Chmielewskiej i wielu innym, od lat służącym Kościołowi. Mogliby również napisać list pasterski do kobiet, które urodziły dzieci niepełnosprawne, dzieci z gwałtu, do kobiet porzuconych i samotnie wychowujących potomstwo. Jest w Polsce taki zwyczaj, że do niektórych listów wkłada się załącznik w postaci banknotów. W tych listach taki załącznik byłby jak najbardziej na miejscu.

 

Ks. Wojciech Michał Lemański

 

 


Polacy w Niemczech nie chcą płacić podatku kościelnego. Dlaczego polscy katolicy wypierają się religijnej tożsamości?

„Jak nie płacić podatku kościelnego w Niemczech” to jedna z częściej googlowanych fraz. Dlaczego wielu polskich katolików po przekroczeniu Odry wypiera się religijnej tożsamości? Czy to się opłaca? Sprawdzamy.

Jak nie płacić podatku kościelnego w Niemczech?

Śledząc w Internecie ożywione dyskusje o „eleganckich sposobach” uniknięcia płacenia podatku kościelnego w Niemczech, można nabrać przekonania, że wielu Polaków przyjeżdżających do pracy w Niemczech unika tego obowiązku, jak nie przymierzając – diabeł święconej wody. Internauci „dobra rada” zasypują pomysłami, jednak gdy proszę o autoryzowanie wypowiedzi do artykułu, trafiam w próżnię.

– Wydaje mi się, że nawet anonimowość w takim wypadku nie pomoże, bo to dla nich wstyd – mówi Daniel, ateista, z którym rozmawiam na jednym z portali. – Katolicy, których znam, to dobrzy ludzie, ale ich z całą pewnością „głęboka wiara” ma trochę infantylne cechy: nie jedzą w piątek mięsa, za to nie widzą problemu w tym, by w ten sam piątek ”nawalić się” do nieprzytomności. To samo z płaceniem na Kościół.

„Wierzę w Boga, nie wierzę w instytucję”

Polacy na emigracji nie dostrzegają związku między materialnym dobrobytem Kościoła a kondycją własnej wiary.

– Unikanie płacenia podatku na Kościół w ich przypadku ma bardziej wymiar materialnego nieposłuszeństwa, niż przestępstwa czy grzechu; dalej chodzą na msze, przyjmują sakramenty. i trzeba przyznać, że jeżeli chodzi o tacę, są niezwykle szczodrzy – stara się wziąć Polaków w obronę Ekonom Prowincji, chrystusowiec, ks. Teodor Puszcz (Polska Misja Katolicka Bochum).

Tymczasem w Niemczech podatek kościelny to obowiązek każdego członka Kościoła, zapisany w ordynacji podatkowej. Tylko w 2016 do kas wspólnot wyznaniowych wpłynęło grubo ponad 11 mld euro, z czego gros pieniędzy trafia do prowadzonych przez nie przedszkoli, szkół, szpitali i ośrodków dla uchodźców. Większość udzielanych w nich sakramentów jest teoretycznie bezpłatna.

Z podatku na Kościół, który jest w RFN głównym dochodem wspólnot wyznaniowych, opłacane są też pensje duchownych.

– Również polskich księży pracujących w misjach na terenie Niemiec – podkreśla katolicki Ekonom.

Kto, ile i dlaczego tyle?

Zgodnie z niemiecką konstytucją tzw. podatek kościelny w wysokości 9 proc. (uwaga: podatku dochodowego, nie dochodu!) ma płacić każdy członek wspólnoty wyznaniowej posiadającej osobowość prawną. Co ciekawe, za obsługę podatku kościelnego niemiecki fiskus pobiera trzyprocentową „opłatę manipulacyjną”. Inaczej jest jedynie w Bawarii i Badenii-Wirtembergii (8 proc, bez pośrednictwa fiskusa).

Z podatku zwolnieni są wierni, osiągający dochody na poziomie minimum egzystencjalnego, które w 2017 wynosiło 8 820 euro dla osoby samotnej i 17 640 dla rozliczających się małżonków. Podatku nie płacą emeryci. Co ciekawe, przy wspólnym rozliczaniu pary, w których jeden z małżonków jest bezwyznaniowy, a zarabia więcej, ich wspólny dochód opodatkowany jest na rzecz wspólnoty religijnej drugiego partnera.

Kościół wybacza, skarbówka nie

Panuje powszechna opinia, że aby nie płacić na Kościół, wystarczy zadeklarować w dokumencie urzędu skarbowego lub meldunkowego bezwyznaniowość, i po sprawie. Nie do końca – tak długo, jak osoba widnieje w aktach kościelnych jakiegokolwiek państwa jako jego członek, tak długo powinna podać swoje wyznanie i tym samym płacić na Kościół. Jednym słowem wg niemieckiego prawa człowiek ochrzczony ponosi skutki prawne i finansowe decyzji wierzących rodziców.

Zatajenie tego faktu może okazać się kosztowne, o czym jednoznacznie wypowiedział się sąd z Muenster przy okazji procesu Polaka (Nr sprawy 4K 597/10Ki, red.). Sentencja wyroku: obywatel RP ochrzczony w Polsce, w Niemczech powinien zadeklarować przynależność do Kościoła. O ile wcześniej z niego oficjalnie nie wystąpił. Sąd nakazał zapłatę podatku wstecz.

Czy niemiecki fiskus może powiedzieć „sprawdzam”?

Ten bezprecedensowy wyrok może oznaczać problem dla Polaków, którzy mimo chrztu, deklarują w Niemczech bezwyznaniowość. Co będzie, gdy kościelny urząd podatkowy w przyszłości zacznie potwierdzać deklaratywny „ateizm” Polaków w ich macierzystych parafiach w Polsce?

– Jeżeli ktoś ma pecha, to i w drewnianym kościele cegłówka spadnie mu na głowę – mówi doradczyni podatkowa Rita Czakaj (Lohnsteuerhifeverein e.V.), która rozlicza przed fiskusem tysiące pracujących w Niemczech Polaków. Choć kobieta przyznaje, że nie miała takiego przypadku, nie wyklucza, że jeżeli kościelne sakwy zaświecą pustką, a przesyłanie danych między instytucjami kościelnymi się poprawi, może dojść do upowszechnienia się takiej praktyki.

– Zakładając dochody na poziomie 1500 euro brutto, podatek kościelny wynosi 76 euro. To na pierwszy rzut oka sporo, ale warto dobrze wszystko policzyć, zanim poświadczymy nieprawdę. Często po odliczeniu kosztów i wszelkich ulg, dochody Polaków są tak niskie, że podatek nie występuje. Wówczas po złożeniu rocznego PITu, wszystkie pobrane zaliczki na Kościół wracają na konto podatnika – przyznaje Polka Te wszystkie kombinacje są często bez sensu.

Mało tego – w pewnych okolicznościach można wystąpić do urzędu kościelnego o zwrot zapłaconego podatku. Na urzędniczą życzliwość mogą liczyć osoby zwolnione z pracy lub w trudnej sytuacji materialnej albo rodzinnej.

Doradczyni przyznaje, że bardzo często to pracodawca „inspiruje” pracownika do nieujawniania wyznania w deklaracji, dzięki czemu wywiązuje się z obietnicy wyższych zarobków, a firma tnie koszty.

Jak legalnie nie płacić na Kościół?

Jedynym sposobem niepłacenia podatku kościelnego w Niemczech jest oficjalne wystąpienie z Kościoła. Takie oświadczenie należy złożyć w Urzędzie Stanu Cywilnego. Wystąpienie z Kościoła kosztuje ok. 60 euro; w Brandenburgii jest bezpłatne i teoretycznie Kościół ma obowiązek przekazania danych fiskusowi.

Jednak i tu należy się wykazać ograniczonym zaufaniem do instytucji. Doradca podatkowy Silvio Pfau z Bonn wspomina o dwóch kuriozalnych przypadkach, kiedy to osoba oficjalnie wystąpiła z Kościoła, jednak pismo nie dotarło do niemieckiego urzędu skarbowego. – Podatnik płacił dalej, a dochodzenie zwrotu było żmudne – mówi doradca, i radzi by jeszcze jakiś czas po wystąpieniu z Kościoła nie spuszczać z oczu odcinków pensji.

– Ja tam nie widzę problemu, trzeba iść do urzędu i powiedzieć, że z dnia na dzień stałem się ateistą, satanistą, komunistą. Podpisać odpowiedni dokument i po krzyku – pisze internauta Tomasz O. – Tylko nie zdziwcie się, że później nie chcą wam przyjąć dziecka do katolickiej szkoły, która okaże się jedną z lepszych w Waszym mieście.

 

 

REDAKCJA POLECA

 

 


Anna Streżyńska, była minister cyfryzacji ujawnia kulisy walki partyjnej w rządzie PiS

Czułam się upokorzona. Odwoływanie trwało prawie cztery miesiące. I przez ten czas nikt nie chciał i nie czuł się w obowiązku wytłumaczyć mi, co się dzieje, zaprzeczyć lub potwierdzić. – mówiła była minister cyfryzacji Anna Streżyńska, w rozmowie z TVN24. Pytania do Beaty Szydło trafiały w pustkę – Nie wiem, czy sama była pewna, co się wydarzy. Mówiła: nie ma decyzji, a wiesz, że polityczne decyzje zapadają gdzie indziej.

Bezpartyjna minister

Anna Streżyńska stała na czele ministerstwa cyfryzacji od 2015 roku, najpierw w rządzie Beaty Szydło, a od 11 grudnia 2017 roku w rządzie Mateusza Morawieckiego. 9 stycznia 2018 została odwołana. Była ministrem bezpartyjnym. Jak wówczas oznajmiła, straciła stanowisko, ponieważ nie chciała wstąpić do żadnej z partii tworzących koalicję rządową.

– Kluczowa była moja apartyjność. To nas rozdzieliło. Dziś bym przestrzegała wszystkich fachowców przed wiarą w to, że mogą coś trwale zmienić bez zaplecza politycznego. Mówię to bez goryczy. Po prostu takie są fakty. – opowiada.

– Prezes Kaczyński dał mi możliwość samodzielnej obsady stanowisk, nie dostałam żadnego „oficera politycznego” do ministerstwa. Żaden minister, a szczególnie niepartyjny, nie cieszył się taką samodzielnością jak ja. Wkrótce zresztą zostałam jedynym takim. – wspomina.

Kto rządzi w PiS

– Wbrew temu, co się mówi, prezes nie rządzi w ten sposób, że mówi, jak ma być i reszta kładzie uszy po sobie. W PiS-ie duże znaczenie ma komitet polityczny. A tam są Antoni Macierewicz czy Mariusz Błaszczak. (…) Dążyli do zmiany podziału kompetencji między naszymi resortami – dodaje.

– Prosiłam słynną i doskonale zorganizowaną panią Basię – zupełnie inną niż w „Uchu prezesa” – żeby mnie umówiła na spotkanie. Chciałam iść do prezesa z moim zespołem. Byłam przekona, że jak ich posłucha i jak zobaczy nasze pomysły, to zrozumie, że nadal warto. – do spotkania jednak nie doszło. – Decyzja, że dla mnie drzwi są już zamknięte, zapadła wcześniej. Na spotkanie nie było więc szans. – powiedziała.

Kulisy sporu

Anna Streżyńska w rozmowie z TVN24 ujawnia kulisy sporu z Mariuszem Błaszczakiem i Antonim Macierewiczne. To ten pierwszy w jej ocenie blokował działania Ministerstwa Cyfryzacji, Macierwiczowi natomiast podpadła zatrudniając w resorcie Włodzimierza Nowaka z MON, którego on krytykował.

– Antoni Macierewicz walczy z otwartą przyłbicą. Nikt, kto jest na linii jego strzału, nie ma wątpliwości, że tam jest. On staje na wprost, w samo południe, wyciąga kolta i strzał. A minister Błaszczak strzela zza węgła i to jest różnica.

Była minister ujawnia także kulisy rozmów z Jarosławem Gowinem. – Nie oferował mi pomocy, tylko wejście do swojej partii. (…) Wiedział, jakie jest moje zdanie: do żadnej partii nie wejdę. (…) Uprzedził, że cofnie mi poparcie, bo potrzebuje ludzi w jego barwach partyjnych. (…) Rozumiałam, że on potrzebuje ministra, który będzie jeździł po kraju i namawiał ludzi do wstępowania do partii. Wtedy był kryzys Polski Razem. (…) Przez prawie dwa lata udzielał mi ochrony. Tłumaczył niektóre polityczne kwestie. Była między nami więź. Na końcu jednak podjął decyzję na zimno, bez emocji. To była czysta polityka.

Dlaczego nowy premier nie chciał w swoim rządzie Streżyńskiej?

– Decyzje zapadły wcześniej, gdzie indziej i były głównie polityczne, nie merytoryczne – powiedziała Jak zaznaczyła, nie miała możliwości spotkania z Mateuszem Morawieckim – Kiedy pytałam o rozmowę na radzie ministrów, odpowiadał: dobra, dobra, skontaktuj się z sekretariatem. A tam wiadomo, skuteczna blokada. (…) W normalnym świecie wezwałby mnie i powiedział: Ania, generalnie to, co robisz, jest okej, ale uważamy, że twoja samodzielność jest nie do zaakceptowania. Masz tu dwa tygodnie na dokończenie spraw, spakowanie rzeczy, podsumuj pracę w ministerstwie i się rozstaniemy. Byłam konstytucyjnym ministrem, a nie wrogiem ludu. A tu przez kilka miesięcy trwał festiwal upokarzania.

Jak wyglądało ostatnie spotkanie z Morawickim?

– Powiadomił mnie o decyzji. Ja mu złożyłam raport zamknięcia, bo uważałam, że tak trzeba, mimo że nikt tego nie wymagał.

 

(df) thefad.pl / TVN24