Kto zniszczył Jasnogórski Obraz Czarnej Madonny?
Matka Boska Częstochowska – kto z Polaków nie zna oblicza Czarnej Madonny z ciętymi rysami na twarzy. Pieśń o Niej już w pierwszych wersetach wspomina ”Jest zakątek na tej ziemi, Gdzie powracać każdy chce, gdzie króluje Jej Oblicze, na Nim cięte rysy dwie.”

Skąd te cięte rysy znalazły się na obrazie? Kto ośmielił się go zniszczyć? Czy to Turcy, Tatarzy czy może Szwedzi sprofanowali święty obraz? Prawdę można odnaleźć dzięki badaniom archiwalnym i historycznym.
Wielkanocny napad
Na Jasną Górę do cudownego obrazu przybywało wielu pielgrzymów, którzy dziękując za wysłuchaną modlitwę ofiarowywali cenne wota. To one przyciągnęły rabusiów w Wielkanoc, 14 kwietnia 1430 roku. Banda z Czech, Moraw i Śląska dokonała napadu na klasztor w Częstochowie. Wśród nich znajdowali się kniaź Fryderyk Rusin Ostrogski z Wołynia oraz dwaj polscy szlachcice Jakub Nadolny z Rogowa i Jan Kuropatwa z Łańcuchowa. Niektórzy historycy twierdzą, że napad miał także charakter polityczny, gdyż kniaź Ostrogski był w konflikcie z braćmi Jagiełły i dążył do wszczęcia zamieszek politycznych. Początkowo myślano, że napadu dokonali husyci. Potem ujęto dwóch polskich szlachciców. Po procesie w Krakowie zostali oni skazani na ścięcie. Kroniki podają, że „niemal wszyscy, którzy się tym czynem świętokradzkim pokalali, w ciągu tegoż samego roku zginęli pod mieczem morderczym”.
W czasie napadu rabusie zamordowali kilku zakonników i skradli paramenty kościelne. W kaplicy Matki Bożej zdjęli Wizerunek, ograbili go z drogocennych ozdób i wotów. Twarz Madonny przebili mieczem, a rozbitą na trzy części tablicę malowidła rzucili przed wejściem. Po napadzie powstała legenda o złoczyńcach, którzy chcieli zabrać obraz ze sobą. Jednak dowieźli skradziony obraz do miejsca, gdzie obecnie stoi kościół św. Barbary. W tym miejscu konie ciągnące wóz stanęły i nie chciały ruszyć dalej. Jeden z napastników rzucił obraz na ziemię i rozbił go na trzy części. Inny uderzył szablą w prawy policzek Maryi i pozostawił na nim widoczne do dziś dwie rysy.
Krakowska renowacja
Co stało się po zniszczeniu obrazu Matki Bożej można dowiedzieć się z relacji, którą zmieścił Piotr Risinius w książce „Historia pulchra” wydanej w 1523 roku. „Bracia zakonni wziąwszy połamany obraz, śpieszą do Krakowa do króla Władysława, przybywając, oznajmiają o ruinie klasztoru i błagają o pomoc królewską. Król rozkazuje najprzód radzie miejskiej, by przyjęła obraz do ratusza, i poleca, by go odnowiono i ozdobiono złotem i srebrem. Kiedy go naprawiono i gdy malarze pociągnęli ramy delikatną farbą, mniemali, że zadośćuczynili (zleceniu króla). Przychodzą następnego dnia, widzą, że farby spłynęły i że praca ich daremna. Przeto gdy częściej w tej rzeczy trwali, nic zgoła nie wskórali. Gdy o tym doniesiono królowi, król przypisał to ich lenistwu i niedbalstwu, bieglejszych skądinąd postarał się sprowadzić, którzy gdy za pismem cesarskim przybyli, biorą się śmiało do rzeczy wobec rady miejskiej, pracę kończą i radośni odchodzą do gospody, pokrzepiają się ucztami. Następnego dnia, skoro i oni zobaczyli, że niewiele wskórali, ponownie wzięli się do pracy, a gdy próżno siły swe wytężali, zaniechali przedsięwzięcia. Gdy cud znowu oznajmiono królowi, odpowiedział, że może będzie to przepowiednią jakiegoś przyszłego wydarzenia, toteż zapłaciwszy, kazał im odejść”. Po przeczytaniu tej historii wydaje się ona nieprawdopodobna. Jak to możliwe: farba spływała z obrazu?
Potwierdzają to specjalistyczne badania. Dzięki nim prof. Rudolf Kozłowski wyjaśnił, że „po zniszczeniu obrazu i rozpadnięciu się tablicy na trzy części sklejono ponownie deski w Krakowie. Na naprawionej tablicy naklejono kawałki płótna oraz nałożono wielowarstwową zaprawę kredową, na której po usunięciu resztek dawnego, namalowano nowe, temperowe malowidło. Dzisiaj stają się zrozumiałe rzeczywiste trudności, z jakimi zetknęli się średniowieczni konserwatorzy, gdy usiłowali pokryć farbami temperowymi malowidło wykonane techniką woskową – enkaustyką (farbami woskowymi). Wysiłki okazały się daremne i piętnastowieczni mistrzowie zdecydowali się na niespotykane przedsięwzięcie. Ze zniszczonego obrazu pozostawili tylko poklejoną i połataną deskę, na której namalowali możliwie najwierniejszą kopię. W ten sposób powstał istniejący dziś Wizerunek Matki Bożej Jasnogórskiej (Częstochowskiej)”.
A co bliznami na twarzy Maryi, które uważane były za retuszowane cięcia pozostawione przez miecze? Badania i zdjęcia rentgenowskie wykazały: „Malarz z pismem od cesarza, po zrobieniu zaprawy, rylcem wygniótł rysunek obrazu. Po namalowaniu obrazu, tym samym rylcem, na farbie twarzy narysował ślady cięć, jakby je wyliczał, że tu były dwa długie cięcia, a tu dwa mniejsze, tam znowu jakieś skaleczenia. Po zrobieniu śladów, gdzie miały być rany, artysta pomalował je farbą koloru krwi — cynobrem”.
Naukowcy zastanawiali się, dlaczego przy renowacji starano się zachować stare deski, przecież łatwiej było użyć nowych. Już wtedy było wiadomo, że Pani Jasnogórska to nie tylko wizerunek Matki Bożej, ale relikwia po niej. Według legendy obraz został namalowany na desce stołu z Nazaretu. Konserwatorzy chcieli zachować relikwię, a Wizerunek jak najwierniej odtworzyli. W taki sposób malarze namalowali wielkiej klasy dzieło. A blizny stały się śladem w pamięci pokoleń. Znakiem mówiącym o kulcie Maryi i wspomnieniem o napadzie, wspomnieniem trudnych momentów w naszej historii przeżytych dzięki wstawiennictwu Madonny.
Źródło: Informator Jasna Góra
Życie łóżkowe w wieloletnim związku nie musi być nudne
Życie łóżkowe w wieloletnim związku nie musi być nudne. To prawda, że znacie się już jak „łyse konie” i wiele razem przeżyliście, ale z pewnością jeszcze wiele razy jesteście w stanie nawzajem się zaskoczyć.
Fantazje erotyczne należą do kategorii tych marzeń, które można spełnić bez konieczności wydawania ogromnych pieniędzy i podróży na inny kontynent. W przypadku rozbudzania małżeńskiej namiętności, wystarczy podróż w Wasz łóżkowy kosmos!
Bezpieczna podróż w świat fantazji
Długi związek ma tą ogromną zaletę, że czujemy się w nim bezpiecznie. I dlatego dla wielu par, będących długie lata po ślubie to najlepszy moment na wprowadzenie do gry zabawek erotycznych, afrodyzjaków, czy seksownej bielizny. Z pewnością erotyczne gadżety mogą zdziałać cuda, a rozochoceni sukcesem małżonkowie będą mieli większy apetyt na wspólny udany seks i spełnienie kolejnych, łóżkowych marzeń!
Rozbierana wzrokiem
Zacznijmy od końca – na pewno wiecie, jak działa na mężczyzn bielizna erotyczna – ale czy wiecie dlaczego? Mężczyźni najczęściej są tzw. wzrokowcami, czyli pierwszym zmysłem, który informuje panów, że pobliżu jest „coś atrakcyjnego, jest właśnie wzrok. Długi związek ma mnóstwo zalet, ale w natłoku spraw codziennych zapominamy o tzw. „zachciankach”, za które możemy uznać bieliznę – nie tylko wygodną, ale i seksowną. A tymczasem fikuśny biustonosz, gorset, czy pończochy mogą uczynić cuda, bo w dobrze dobranej bieliźnie każda kobieta wygląda jak „milion dolarów”, tak się też czuje i uśmiecha. Czego trzeba więcej zaskoczonemu seksownym wyglądem ukochanej żony, mężczyźnie? Z doświadczenia wiemy, że niczego.
Seks w nieskończoność
Również panowie mogą bardzo zaskoczyć swoje małżonki cudownym wzwodem, który uzyskają dzięki specjalnym suplementom lub żelom. Jeżeli jeszcze zdecydują się na długofalowe działanie i zadbają po powiększenie swojego penisa, to efekt zachwytu żony murowany!
Wiele par z długim stażem próbuje wprowadzać do swojej sypialni np. wibratory, które pozwalają im spełniać najdziksze fantazje, a pobudzona nimi para zapomina ile to już lat przeżyli razem. Jeżeli to wszystko zadzieje się pośród zapachów, które unosić się będą z dyskretnych świec z afrodyzjakiem, przed „starym dobrym” małżeństwem drugi miesiąc miodowy. Tylko tym razem potrwa on znacznie dłużej, bo zachęcona odkrywaniem siebie na nowo para, będzie próbować coraz i w nieskończoność.
Secretive.pl to nowoczesny sexshop, w którym znajdziemy akcesoria do każdej erotycznej zachcianki. Wasz dobry seks czeka – często wystarczy jedna, subtelna zmiana, a już świat z wyobraźni zagości na stałe w Waszym łóżku.
Adam Mazguła: Następna kompromitacja władzy odroczona. PAD zawetował ustawę degradacyjną

Adam Mazguła
Kaczyści nie odpuszczą, poczekają na lepszy politycznie czas, tym bardziej, że to ustawa represyjna, dopiero otwierająca upadlanie żołnierzy
Nie wierzę w opamiętanie człowieka, który od trzech lat udowadnia, że nie respektuje prawa ani żadnego dokumentu, a zwłaszcza Konstytucji RP i traktatu stowarzyszeniowego Polski z Unią Europejską, aż tu nagle wetuje sztandarową dla PiS-u ustawę?
Nie wierzę w indywidualną refleksję, raczej o chwilowe opamiętanie się PiS-u.
Co wiec spowodowało taką decyzję? Spadek w sondażach, prośby zięcia gen. M. Hermaszewskiego, wzrost poparcia dla SLD, które zdecydowanie postawiło się w sprawie obrony wojskowych przed konsekwencjami tej ustawy? Może chodzi o zatrzymanie dalszego międzynarodowego ośmieszania tej władzy, które było prawdziwym powodem weta?
Jakiekolwiek by to były powody – przypominam, że zdecydowana większość Polaków jest przeciwko ustawie dotyczącej nieżyjących generałów.
Zaskakujące jest oświadczenie rzeczniczki, że rząd nie zostawi tej sprawy, czyli okres rozliczeniowy z „komuną” i tak nastąpi. Upór PiS-u, aby doszło do degradacji represyjnej nie słabnie, ale może trzeba przeczekać do bardziej dogodnego momentu jej wprowadzenia?
Nie ulega jednak wątpliwości, że weto jest policzkiem dla M. Błaszczaka, A. Macierewicza i innych zakłamanych osób z krwią na rękach.
M. Błaszczak gromko krzyczał, że „wrona orła nie pokona”, ja zaś mam pewność, że kaczka też nie!
Nie dajmy się więc zwieść.
Kaczyści nie odpuszczą, poczekają na lepszy politycznie czas, tym bardziej, że to ustawa represyjna, dopiero otwierająca upadlanie żołnierzy. Podobnie jak z ustawą o milicji i innych służbach, która jest skandalicznym bublem prawnym, kompromitującym jej autorów i brunatną PiS-owską większość sejmową.
Zatem na razie następna kompromitacja władzy odroczona.
– Nie chciałbym, aby powstała ustawa, która w wolnej, niepodległej, suwerennej Polsce będzie dzieliła społeczeństwo, zamiast zostać przyjętą ze zrozumieniem – Prezydent @AndrzejDuda o tzw. #ustawadegradacyjnahttps://t.co/sPbMcCkgqb pic.twitter.com/UBSql7pnyn
— Kancelaria Prezydenta (@prezydentpl) March 30, 2018
Adam Mazguła
Papież rozpoczął tegoroczne obchody Triduum Paschalnego i Świąt Wielkanocnych od gestu pokory: obmycia stóp ludziom
Kiedy w ubiegłym roku papież odwiedzał w więzieniu mafiozów, nie było przy tym prasy. W tym roku są zdjęcia.
Papież Franciszek rozpoczął tegoroczne obchody Triduum Paschalnego i Świąt Wielkanocnych tradycyjnym już dla niego gestem: obmycia stóp ludziom w geście pokory.
W tym roku udał się do rzymskiego więzienia „Regina Coeli” i na swój sposób przypomniał Ostatnią Wieczerzę, podczas której Chrystus obmył stopy swoim apostołom.
– Jestem grzesznikiem tak jak wy – powiedział papież, – Ale dziś w waszym gronie za przykładem Chrystusa klękam, żeby tak jak on obmyć wam stopy. Tym gestem chciał on wam powiedzieć: Chrystus was nie opuszcza i nie przestanie wam przebaczać.

12 mężczyzn, którym papież w tym roku obmył stopy pochodziło z Włoch i sześciu innych krajów. Fot. Źródło: dw.de
Jak wyjaśniał papież, Jezus Chrystus odwrócił utarty porządek.
– Kto chce być szefem, ten musi też służyć innym. Jest to zawsze związane z ryzykiem – powiedział, – Ale gdyby władcy częściej kierowali się tą myślą, obyłoby się bez wielu wojen.
12 mężczyzn, którym papież w tym roku obmył stopy, pochodziło z Włoch i sześciu innych krajów. W przeważającej większości byli to katolicy, ale także dwóch muzułmanów, jeden prawosławny i jeden buddysta.
REDAKCJA POLECA
Dariusz Stokwiszewski: OBYWATELSKI PROTEST!

Dariusz Stokwiszewski
Protestuję przeciwko mieszaniu w sprawy polityki bieżącej PiS zmarłego w 1935 roku marszałka Józefa Piłsudskiego, byłego naczelnika państwa Polskiego.Przenoszenie szczątków zmarłych polskich bohaterów narodowych w celu manipulowania Polakami i zakłamywaniem historii jest wręcz hańbiące dla wszystkich, biorących udział w tego rodzaju grach osób!
W dniu 10 kwietnia 2010 r., Polską i światem wstrząsnęła wieść o katastrofie polskiego samolotu rządowego Tu – 154, w której śmierć poniosło 96 osób, w tym najważniejsi w państwie politycy: prezydent, ministrowie, generalicja, załoga samolotu oraz inne osoby, biorące udział w pielgrzymce na „smoleńskie groby”. Tragedia smoleńska okryła wielką żałobą cały polski naród, spowodowała wielki smutek i żal po tragicznej śmierci tak dużej liczby osób.
Od pierwszej chwili po wypadku, uczucia smutku, żałoby i ogromnego współczucia dla ofiar i osób im bliskich połączyły Polaków. Naród poczuł się osamotniony, a jego smutne myśli i modlitwy krążyły wokół tego, co się wydarzyło. Od tego czasu minęło już niemal dziesięć lat w czasie, których wciąż wracaliśmy wielokrotnie myślami do tej największej tragedii narodowej po zakończeniu II wojny światowej.
W międzyczasie zaistniało także wiele zdarzeń, które nie zawsze były według wielu z nas właściwe z punktu widzenia pamięci o zmarłych zgodnie z tym, jak przyjęto w polskiej tradycji ludowej, ale też w tradycji Kościoła Katolickiego. Groby i zmarli domagają się ciszy, a nie robienia wokół nich politycznie sterowanej burzy, mającej służyć interesom tej czy innej partii i/lub grupy politycznej. Tak jednak się dzieje już od dziesięciu niemal lat, a PiS pod wodzą prezesa J. Kaczyńskiego z uporem maniaka, tworzy mit o zamachu terrorystycznym, który spowodować niby mieli Rosjanie. Dzieje się tak pomimo tego, że powołana do zbadania wypadków lotniczych państwowa komisja ustaliła to, że katastrofa samolotu była wynikiem ludzkich błędów i zaniechań.
Obecnie rządząca partia z narodowej żałoby uczyniła spektakl, który zamiast służyć temu, co istotne, tj. godnemu uczczeniu pamięci ofiar katastrofy, spowodował niesamowity, bo bardzo szkodliwy rozłam społeczeństwa polskiego. Nie będę, bo nie chcę, rozpamiętywać tu tego, co przyjęło się nazywać „miesięcznicami smoleńskimi”, podczas których trwały seanse i mowa nienawiści ze strony PiS i Jarosława Kaczyńskiego.
Pamięć i prawo do celebrowania śmierci ofiar katastrofy lotniczej, w której zginął też brat prezesa PiS, to były pierwsze sfery, które partia ta zawłaszczyła! Później, jak wiemy, poszło już łatwiej z sądami, Trybunałami, prokuraturą, wojskiem, policją etc.!
Pomimo tego, że ówczesny (2010 r.) metropolita krakowski Stanisław Dziwisz wyraził zgodę na uroczysty pochówek Lecha Kaczyńskiego na Wawelu (co uważa się w Polsce za wielki zaszczyt), to nadal trwały bardzo kosztowne „badania naukowe” różnych komisji, które dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy posługiwały się tak „naukowymi narzędziami badawczymi”, jak puszki po napojach i parówki (sic!). Dodam też, iż dotąd nie wyjaśniły one niczego!
W międzyczasie trwały (trwają nadal) „przepychanki” np. z Urzędem Miasta Stołecznego Warszawy o to, gdzie mają stanąć pomniki ofiar. Myślę, że tak naprawdę najważniejsza jednak w tym działaniu jest chęć uczczenia jednej osoby, niezwykle przypominającej postać prezesa PiS, byłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Stawianie pomników czy też nadawanie nazwy ulic imieniem zmarłego prezydenta stały się zjawiskiem powszechnym, a według mnie nawet obowiązującym (sic!), co w żaden sposób nie służy zachowaniu wdzięcznej pamięci o zmarłym, a przeciwnie powoduje uczucie przesytu i zniechęcenia.
O ile jednak społeczeństwo jakoś to wszystko wytrzymało, to nowa sytuacja, w której się znaleźliśmy, przekracza granice dobrego smaku. Otóż (to powszechna opinia) po to, aby jeszcze bardziej podkreślić rolę nieżyjącego prezydenta, tworząc jakiś niewiarygodny, a więc raczej nie do zaakceptowania mit o jego wielkości dokonuje się roszad sarkofagów znajdujących się na Wawelu – miejscu dla Polaków niemalże świętym. Nie jest możliwe, aby działo się to bez zgody nowego, niezwykle ortodoksyjnego metropolity krakowskiego Marka Jędraszewskiego.
Niedawno pisałem o wpływach Kościoła na władze państwa polskiego, a więc o łamaniu zasad Konstytucji i zapisów Konkordatu, które mówią o rozdziale obu instytucji: państwa i Kościoła. Jak widać, istnieje też sprzężenie zwrotne: państwo (czy raczej rząd PiS) ma szczególne względy wśród polskich hierarchów. Obie strony działają na zasadzie korzyści obopólnych, wzajemnie się wspierając. Nie możemy dopuścić do tego, aby nasza Polska stała się państwem teokratycznym, gdyż sprzeciwia się temu nawet Papież Franciszek. Kościół ma według niego (bardzo słusznie) pełnić inną rolę, i to nie zawsze zgodną z tym, co robi państwo, nie powinien zatem angażować się politycznie.
Mając to wszystko na uwadze i będąc przekonanym o tym, że w ten sposób wyrażam też zdanie większości Polaków, niniejszym protestuję przeciwko mieszaniu w sprawy polityki bieżącej PiS zmarłego w 1935 roku marszałka Józefa Piłsudskiego, byłego naczelnika państwa Polskiego. Przenoszenie szczątków zmarłych polskich bohaterów narodowych w celu manipulowania Polakami i zakłamywaniem historii jest wręcz hańbiące dla wszystkich, biorących udział w tego rodzaju grach osób! Najbardziej jednak uderza w pamięć o zmarłych i na to nie może być naszej zgody!
Dariuz Stokwiszewski
Sarkofag, w którym spoczywa Józef Piłsudski przeniesiony – po świętach remont krypty
Metalowy sarkofag, w którym znajduje się trumna z ciałem marszałka Józefa Piłsudskiego został w środę wieczorem przeniesiony do pomieszczenia, gdzie stoi sarkofag Lecha i Marii Kaczyńskich. Pozostanie tam przez kilka miesięcy. W tym czasie krypta pod Wieżą Srebrnych Dzwonów zostanie poddana pełnej konserwacji.
Maria Nurowska: Pamięć jest tym, co możemy Im ofiarować

Maria Nurowska
W Polsce miesiąc kwiecień powinien być poświęcony PAMIĘCI OFIAR ZBRODNI KATYŃSKIEJ, niestety partia rządząca zawłaszczyła ten czas dla obchodów rocznic katastrofy samolotu, w której zginęło kilkadziesiąt osób.
W 480 p.n.e pod Termopilami została stoczona bitwa pomiędzy wojskami greckimi pod przywództwem Sparty, a armią perską, która odniosła miażdżące zwycięstwo.
W XX wieku w tym miejscu powstał pomnik – memorial z posągiem króla Sparty Leonidasa po środku, zaś na wzgórzu Kolonos, gdzie bronili się ostatni ze Spartian umieszczono tablicę:
„O cudzoziemcze, powiedz Lacedemończykom, że wierni ich prawom, tu spoczywamy”
W XX wieku, po wojnie 1939 – 1945, upamiętniony został Holocaust, a także Powstanie w Getcie Warszawskim. Odkąd wybudowano w Warszawie Pomnik Bohaterów Getta, nie ma światowego przywódcy, który nie złożyłby tam kwiatów.
Po przegranej kampanii wrześniowej w 1939 roku część oficerów Wojska Polskiego została wzięta do niewoli przez Armię Czerwoną. O ile Niemcy traktowali jeńców wojennych zgodnie z konwencjami międzynarodowymi, Rosjanie mieli za cel wymordowanie całej polskiej inteligencji.
5 marca 1940 roku Stalin podpisał rozkaz, w którym zlecał służbom NKWD rozstrzelanie 26 tysięcy polskich jeńców wojennych.
KATYŃ, nazwa ta kryje czyny, które nie podlegają żadnej kwalifikacji w cywilizowanym świecie. Ofiary zbrodni to głównie oficerowie, podoficerowie oraz szeregowcy Wojska Polskiego, pochodzący z rezerwy, a więc profesorowie, docenci i wykładowcy polskich uniwersytetów, lekarze wojskowi i cywilni, w tym wybitni specjaliści, prawnicy, inżynierowie, dziennikarze, literaci, wreszcie funkcjonariusze Policji Państwowej, Korpusu Ochrony Pogranicza, Straży Granicznej…
Wywózki z obozów jenieckich rozpoczęły się na początku kwietnia 1940 roku. Nieświadomi niczego jeńcy zwożeni byli do Katynia z różnych stron Związku Radzieckiego. Czekały tam już na nich wykopane doły, a ofiary pozbawiano życia strzałem w tył głowy. Znak rozpoznawczy sowieckich oprawców.
Wojny były i będą, i zawsze istnieli wygrani i pokonani, od postawy tych pierwszych wyznaczane były jednak granice człowieczeństwa.
W XX wieku Katyń stał się tego zaprzeczeniem, jak w XXI wieku zaprzeczeniem jest to, co się wydarzyło 11 września 2001 roku. O godz. 8,46 a.m w Nowym Jorku boeing 767 uderzył w północną wieżę World Trade Center. Tak zaczął się atak terrorystyczny na Amerykę. Zginęło 2996 osób. W miejscu, gdzie stały wieże, wybudowano pomnik- memorial ofiar tej zbrodni. Cały świat o tym pamięta!
Ale świat musi się wreszcie dowiedzieć o Katyniu. Prawda o tej zbrodni ukrywana była latami, najpierw Rosjanie zwalili winę za ten mord na Niemców, potem Churchill zabronił nagłaśniania zbrodni, bo ZSRR stało się sojusznikiem Aliantów, następnie rząd komunistyczny w Polsce przez pół wieku zabraniał mówić prawdy o Katyniu. Słynny krzyż katyński, który pod osłoną nocy polscy patrioci ustawiali na starym Cmentarzu Powązkowskim, bezpieka za każdym razem usuwała.
Teraz Polska jest wolna, ale ten akt terroru niestety nie przebił się do ludzkiej świadomości na świecie, ale niestety też i w Polsce.
Ci jeńcy, to była najlepsza tkanka polskiego narodu i Stalin dobrze wiedział, że zgładzając Ich,obcina temu narodowi głowę. Oni walczyli za Ojczyznę, a zgotowano im śmierć w upodleniu.
Pamięć jest tym, co my wszyscy, ludzie, możemy Im ofiarować.
W Polsce miesiąc kwiecień powinien być poświęcony PAMIĘCI OFIAR ZBRODNI KATYŃSKIEJ, niestety partia rządząca zawłaszczyła ten czas dla obchodów rocznic katastrofy samolotu, w której zginęło kilkadziesiąt osób.
Podczas gdy w Warszawie OFIARY KATYŃSKIE NIE MAJĄ POMNIKA, powstaną dwa upamiętniające tamtą katastrofę. Stawianie takiego pomnika w bliskości GROBU NIEZNANEGO ŻOŁNIERZA uważam za moralne przestępstwo!!!
Pamięć o Katyniu zanika, młodzi ludzie uczą się teraz o żołnierzach wyklętych.
Dlatego napisałam książkę, opierając się na notatkach, które znaleziono w ziemi, przy ich autorach.
„Pamiętnik znaleziony w Katyniu” ukaże się 17 września, data nieprzypadkowa. Nieprzypadkowo też udostępniam ten tekst w Wielkim Tygodniu.
Proszę Przyjaciół, aby go powielali, bo jak napisałam „Pamięć jest tym, co możemy Im ofiarować”.
Maria Nurowska
Dariusz Stokwiszewski: Standardy „pisowskiego katolicyzmu” i komisji sejmowych

Dariusz Stokwiszewski
Dyskusje wokół tego, od kiedy embrion należy uznać, za człowieka wzbudzają nie mniejsze emocje oraz powodują równie gorące dyskusje i spory. Dość powiedzieć, że Kościół Katolicki uważa za człowieka zapłodnioną komórkę żeńską.
W artykule postanowiłem podjąć temat sporadycznie poruszany w mediach, a według mnie niezwykle ważny nie tylko ze społecznego punktu widzenia, ale też z konieczności rzetelnej projekcji realiów działania komisji sejmowych, na przykładzie jednej z nich. Impulsem do tych rozważań stało się ostatnie oraz niezwykle kontrowersyjne, pozytywne zaakceptowanie projektu ustawy o planowaniu rodziny, ze szczególnym uwzględnieniem tzw. obywatelskiej koncepcji pod hasłem „zatrzymaj aborcję”.
Regulacje prawne ustanawiające KSPC:
Zakres działania Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka określa Załącznik do uchwały Sejmu RP z dnia 30 lipca 1992 r. – Regulamin Sejmu RP (tekst jednolity M.P. 2012 poz. 32 z późn. zmianami).
Kompetencje Komisji:
W kompetencjach SPC leży rozstrzyganie spraw związanych z: przestrzeganiem prawa oraz praworządności przez sądy, prokuraturę, notariat, adwokaturę i ich obsługę prawną, a także funkcjonowaniem samorządów adwokackiego i radcowskiego, jak również spraw z zakresu przestrzegania szeroko rozumianych praw człowieka.
Skład Komisji:
Obecnie w skład SPC wchodzi 32 posłów: PiS – 16; PO – 8; Kukiz ‘15 – 3; .N – 2; WiS – 1; PSL/UED – 1; niezrzeszeni – 1. Jak widać, miażdżącą przewagę mają posłowie nieformalnej koalicji; PiS, Kukiz 15 i WiS – razem posiadają, co najmniej, 20 głosów.
Stanowisko Kościoła Katolickiego w/s eutanazji i aborcji:
Życie ludzkie jest święte, ponieważ od samego początku domaga się „stwórczego działania Boga” i pozostaje na zawsze w specjalnym odniesieniu do Stwórcy, jedynego swego celu. Sam Bóg jest Panem życia, od jego początku aż do końca. Nikt, w żadnej sytuacji, nie może rościć sobie prawa do bezpośredniego niszczenia niewinnej istoty ludzkiej. (Kongregacja Nauki Wiary, instr. Donum vitae, Wstęp, 5.).
Eutanazją nazywa się powszechnie przyspieszenie (eutanazja czynna) lub niezapobieganie śmierci (eutanazja bierna) w celu skrócenia cierpień ciężko chorego człowieka. Eutanazja, podobnie jak aborcja, stanowi w nauce Kościoła katolickiego wykroczenie przeciw piątemu przykazaniu „Nie zabijaj”, które zakazuje pod grzechem ciężkim zabójstwa bezpośredniego i zamierzonego. Grzech ten dotyczy zarówno samego zabójcy, jak i tych, którzy dobrowolnie współdziałają w zabójstwie.
Każda eutanazja bezpośrednia i aborcja, niezależnie od motywów i środków, są moralnie niedopuszczalne, również w przypadkach, gdy jej celem jest zlikwidowanie bólu osoby cierpiącej. Kościół potępia eutanazję oraz wyklucza w każdym przypadku, gdyż stoi ona w sprzeczności z godnością osoby ludzkiej i z poszanowaniem Boga, jej Stwórcy. Innymi słowy, eutanazja jest naruszeniem praw boskich. To samo dotyczy aborcji płodu ludzkiego.
Kościół podkreśla, że osoby, których sprawność życiowa jest w jakiś sposób ograniczona lub osłabiona, należy wspierać i szanować. Równocześnie według katolickiej nauki społecznej zaprzestanie zabiegów medycznych („uporczywej terapii”) w przypadku, kiedy nie można śmierci zapobiec, jest uprawnione (np. odłączenie od respiratora). Kościół dopuszcza także leczenie przeciwbólowe.
Okres PRL:
Kwestie eutanazji i aborcji od zawsze rodziły spory natury zasadniczej – fundamentalnej dla każdej ze stron owego dyskursu, co nie wydaje się czymś wyjątkowym. Tak zawsze było, jest i chyba będzie. W czasach PRL kwestia aborcji (bo na tej chcę się skoncentrować) była jasno określona; kobieta mogła jej dokonać na podstawie własnej woli, zależnej od różnych czynników, które uważała za determinujące taką decyzję. Czy było to dobre ze społecznego, religijnego, etycznego, filozoficznego i ludzkiego punktów widzenia? Nie uważam, tak samo, jak myślę, nie uważa tak zdecydowana większość polskiego społeczeństwa. Nie spotkałem się, przynajmniej osobiście z tym, aby ktoś chciał celowo zabijać nienarodzone dzieci.
Kontrowersje wokół tego, czy embrion i od kiedy jest człowiekiem:
Dyskusje wokół tego, od kiedy embrion należy uznać, za człowieka wzbudzają nie mniejsze emocje oraz powodują równie gorące dyskusje i spory. Tematyka jest na tyle znana, że nie ma większego sensu się w nią zagłębiać. Dość powiedzieć, że Kościół Katolicki uważa za człowieka zapłodnioną komórkę żeńską. Oczywiście zdanie (jak pokazują różne sondaże) odmienne, żeby nie rzec, skrajnie różne od tego zdaje się wyrażać większość Polaków, choć oczywiście i tu kontrowersji nie brak.
Istota rzeczy, której dotyczą moje rozważania:
Jak powszechnie wiadomo, od 2015 roku w Polsce rządzi prawicowa koalicja składająca się z PiS, Solidarnej Polski i Porozumienia, przy nieformalnym, ale jednak wsparciu, Kukiz 15 oraz koła poselskiego Wolni i Sprawiedliwi Kornela Morawieckiego. Dlaczego te kwestie tak mocno artykułuję i wiążę z omawianą tu problematyką aborcji? Sprawa, przynajmniej dla mnie wydaje się oczywista: wszystkie te ugrupowania zgodnie deklarują swoje wielkie przywiązanie do wartości chrześcijańskich, a zwłaszcza katolickich.
Co w tym dziwnego ktoś mnie zapyta? Może zaskoczę, ale uważam się za człowieka „małej wiary”, ale nie tej, kojarzonej z Bogiem i Dekalogiem, a dotyczącej prawdziwości deklaracji posłów partii, o których wspomniałem wyżej. Po prostu nie wierzę w te deklaracje, uważając je za pustosłowie, niemające nic bądź niewiele wspólnego z rzeczywistością. Życie pokazało już wielokrotnie, z jakimi to „świętoszkami” mamy do czynienia. Można byłoby określić te ich postawy – in corpore (poza nielicznymi wyjątkami) – jako cynizm i wyrachowanie, które stosują w życiu w myśl makiawelistycznej zasady: „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”!
Instrumentalnie wykorzystują przy tym Kościół do zapewnienia sobie elektoratu, na który wręcz nieograniczony wpływ mają z kolei hierarchowie, poprzez swych lokalnych księży i środowiska katolickie, które charakteryzuje skrajny, katolicko – toruńsko – radiomaryjny światopogląd na życie ks. Tadeusza Rydzyka. Co w tym wszystkim jest zastanawiające; otóż większość z nich, głównie ludzi starszych, mocno wierzy w to, co owo centrum, wspierane przez „zadeklarowanych wiernych”, postanowi. Mało kto natomiast zastanawia się nad tym, że owo centrum kipi przepychem i bogactwem zgromadzonym, według mnie, w nieetyczny sposób.
Kościół z kolei, zapominając o zapisach Konstytucji i konkordatu pomiędzy Polską a Stolicą Apostolską, które nieustannie narusza, miesza się bezprawnie w politykę państwa, próbując wyciągnąć z tego, ile się tylko uda! W ten sposób „wilk jest syty i owca cała”, a najgorzej na tym wychodzą: państwo i jego obywatele, czyli my wszyscy.
Dlaczego i skąd tak krytyka?
Polskie (a może właściwiej – pisowskie) państwo łamie zapisy Konstytucji, narusza nie tylko wspomniany już konkordat, ale także inne, niezwykle ważne umowy międzynarodowe. Poza tym niemalże zniszczyło polską demokrację przez zawłaszczenie instytucji sprawiedliwości (sądy i trybunały), organów ścigania (prokuratura, policja, inne służby) czy wojska. Państwo ściga dawnych komunistów, ubeków, esbeków i kogo się tylko da, kiedy jest taka potrzeba. Nie byłoby w tym może nic aż tak szczególnego, gdyby nie nienawiść, z jaką to się robi z jednej strony, i jak się promuje „swoich komunistów, ubeków, esbeków”, a także wszystkich innych potrzebnych tej władzy spolegliwych i bezkręgowych ludzików, z drugiej strony.
I tu powracam do Sejmowej Komisji Praworządności i Praw Człowieka, na której czele stoi wyjątkowo cyniczny i prowokujący swą bezczelnością, prokurator stanu wojennego, niejaki Stanisław Piotrowicz. Kiedy się patrzy na to, z jaką butą, arogancją i bezczelnością człowiek ten odbiera głos i ubezwłasnowolnia w ten sposób posłów opozycji parlamentarnej, to „nóż się w kieszeni otwiera” i rodzi się pytanie: panie Kaczyński, co pan zrobił z demokratyczną dotąd Polską? Zaprzedał ją pan komunistycznym watażkom, aby znowu prześladowali tych, którzy za Ojczyznę walczyli wtedy, kiedy tacy jak pan spali 13 grudnia i potem jeszcze?
To nie wszystko; poza takimi jak ów Piotrowicz jest jeszcze szereg innych, przefarbowanych na pisowców, byłych członków komunistycznej nomenklatury. To nie koniec tej wyliczanki, bo poza tymi byłymi, a obecnie ponownie funkcjonującymi w życiu partyjnym i społecznym „lisami” są jeszcze równie ciekawe postaci. Jedną z nich jest bez wątpienia pewna posłanka, która nie wiedzieć dlaczego, uważa się (a inni to kupują) za profesora. Jak osoba taka może w tak skandaliczny sposób się zachowywać, nie wiem, ale nie wiem również, dlaczego nie znalazła wśród adwersarzy z opozycji, ludzi mogących jej odpowiedzieć w taki sposób, na jaki zasługuje. A zasługuje na to, aby ją ignorować, nie reagując na skandaliczne czasem, albo może zazwyczaj zachowanie. Takich ludzi trzeba wyrzucać poza nawias kulturalnego towarzystwa – zwyczajnie alienować! Jak „katolicka na wskroś” partia może pozwalać na tego typu działanie, z którego emanuje nienawiść? Czy dlatego, że wódz sam ją propaguje?!
Tak mniej więcej, w dużym skrócie przedstawiają się „standardy” zmiany, która chciałaby uważać się za „dobrą” (sic!). Ja tego nie kupuję, tak samo, jak nie kupuję waszej udawanej religijności i przekonania, że wszystko robicie z miłości do Boga i Ojczyzny. Według mnie robicie to z uwielbienia dla władzy i „michy”. Stąd mam nadzieję na to, że obywatele was wkrótce, bo w 2019 roku, rozliczą z każdego szkodliwego dla Polski i Polaków działania!
Dariusz Stokwiszewski
Rada Europy: PiSowskie zmiany w sądownictwie łamią antykorupcyjne zasady. Sędziowie pod polityczną presją mogą być kuszeni nagrodami
„Zmiany wprowadzone w 2017 r. do ustaw o Sądzie Najwyższym, o Krajowej Radzie Sądownictwa i o sądach powszechnych nie są zgodne ze standardami antykorupcyjnymi” – ogłosiła antykorupcyjna agenda Rady Europy.

Polska: Zmiany wprowadzone w 2017 r. do ustaw o Sądzie Najwyższym, o Krajowej Radzie Sądownictwa i o sądach powszechnych nie są zgodne ze standardami antykorupcyjnymi” – ogłosiła komisja GRECO, czyli antykorupcyjna agenda Rady Europy.
Utworzona w 1999 r. agenda GRECO („Grupa Państw przeciw Korupcji”) obejmuje wszystkie kraje członkowskie Rady Europy oraz Stany Zjednoczone. Każde z tych państw deleguje do GRECO zwykle po dwóch ekspertów.
Głównymi sprawozdawcami wstępnego raportu o wymiarze sprawiedliwości w Polsce, który agenda GRECO ogłasza w ten czwartek, są Lenka Habrnalova z Czech oraz David Meyer z Wielkiej Brytanii. Raport analizuje zmiany w ustawach sądowych zgodnie z mandatem GRECO, czyli pod kątem zapobiegania korupcji w sądownictwie.
Podstawowy wniosek – reformy autorstwa PiS stanową „poważne naruszenie standardów antykorupcyjnych” wypracowanych na forum GRECO i całej Rady Europy.
GRECO w swych regularnych ocenach poszczególnych krajów Rady Europy podkreśla, że sędziowie m.in. powinni mieć możliwość rozpatrywania sprawy bez nacisków i kuszenia „nagrodami” (np. przyspieszeniem awansów zawodowych) przez władzę wykonawczą i ustawodawczą, powinni być wolni od politycznych manipulacji ich karierą zawodową i zdolni podjąć odpowiedzialność za silny i prawowity nadzór nad poprawnością postępowań sądowych. Inaczej mówiąc, niezawisłość sądownictwa i respekt wszystkich władz dla praworządności są nieodzownymi warunkami dla budowy barier przed korupcją.
Dzisiejszy raport GRECO o Polsce nie tylko wytyka błędy trzem ustawom sądowym (o Sądzie Najwyższym, o Krajowej Radzie Sądownictwa i o ustroju sądów powszechnych), ale też rekomenduje działania naprawcze w kluczowych sprawach. Chodzi o zapewnienie, by co najmniej połowę członków Krajowej Rady Sądownictwa stanowili sędziowie wybrani przez sędziów (a nie przez parlamentarzystów). Ponadto GRECO wzywa, by w przypadku obecnych sędziów Sądu Najwyższego (SN) nie stosować obniżonego wieku emerytalnego (w połączeniu ze swobodą prezydenta co do udzielania zgody do pracy na emeryturze), a także „uwolnić od wpływów politycznych” decyzje co do zgody na pracę na emeryturze przyszłych sędziów SN. Postępowania dyscyplinarne wobec sędziów SN powinny być – apeluje GRECO – wolne od „niewłaściwego wpływu władzy wykonawczej ustawodawczej.
Kilkustronicowe sprawozdanie GRECO zawiera też ostrą krytykę roli ministra sprawiedliwości (i jednocześnie prokuratora generalnego) w uznaniowym powoływaniu o odwoływaniu prezesów sądów na podstawie ustawy o ustroju sądów powszechnych.
Komisja Wenecka, a teraz GRECO
GRECO to kolejne międzynarodowe ciało, które wzięło na cenzurowane polskie „reformy” sądownictwa.
Podobnie jak Komisja Wenecka (agenda Rady Europa zajmująca się głównie prawem konstytucyjnym i wyborczym), narzędziem nacisku GRECO na wdrożenie zaleceń jest tylko polityczna perswazja czy też próby zawstydzania.
Opiniami Komisji Weneckiej o Polsce już od 2016 r. posiłkuje się unijna Komisja Europejska, która teraz w ramach dyscyplinującego artykułu 7.1. Traktatu o UE analizuje – zaproponowane w zeszłym tygodniu przez posłów PiS – drobne ustępstwa Polski w sporze z Brukselą o praworządność. Jednak nie zanosi się, by władze Polski w bliskiej przyszłości zamierzały wprowadzić większość z rekomendacji Komisji Europejskiej, Komisji Weneckiej bądź też GRECO.
Pytanie o unijne pieniądze
Nowością raportu GRECO jest jednoznaczne wskazanie na zagrożenia korupcyjne wynikające ze zmian w polskim wymiarze sprawiedliwości. To politycznie wiąże się z trwającą teraz debatą w UE, czy przyszłe fundusze unijne powiązać z praworządnością. Parlament Europejski jest sceptyczny, a Komisja Europejska – podzielona (niechętny takiemu powiązaniu jest jej szef Jean-Claude Juncker i komisarz ds. budżetu Günther Oettinger).
Powiązań funduszy z praworządnością, chce jednak wiele państw unijnych, które będą płatnikami netto (więcej wkładającymi, niż wyjmującymi z unijnej kasy) do nowego budżetu UE od 2021 r.
Celem nie jest nakładanie kar za łamanie praworządności, lecz np. uzależnienie wypłat funduszy UE od istnienia sprawnego (czyli też niezawisłego) wymiaru sprawiedliwości, który w poszczególnych państwach Unii gwarantowałby ściganie wyłudzeń w projektach finansowanych ze wspólnej kasy UE.
Eksperci Komisji Europejskiej nieoficjalnie zapewniają, że dotychczas fundusze w Polsce wydawane są poprawnie – nie ma wątpliwości i pytań o korupcję, jak w przypadku Węgier. Tyle że Budapeszt ma za sobą znacznie dłuższy czas psucia praworządności. Jednak ostrzeżenia ze strony GRECO nie najlepiej wróżą Polsce na przyszłość.
Obecnie jednym z pomysłów dyskutowanych w Unii jest wbudowanie w Prokuraturę Europejską bezpieczników antykorupcyjnych dla pieniędzy z budżetu UE.
Kraje, które nie włączyły się w budowę tej Prokuratury, zachowałyby dostęp do funduszy UE od 2021 r., ale byłby on trudniejszy i powolniejszy – z dodatkowymi kontrolami ze strony Brukseli zastępującymi zwykłe procedury w ramach nowej Prokuratury.
Polska i Węgry to dwa z zaledwie pięciu krajów Unii (nie wliczając Wielkiej Brytanii, która jest w trakcie brexitowych negocjacji), które nie zadeklarowały włączenia się w Prokuraturę Europejską, co jak tłumaczą w Brukseli wysłannicy ministra Zbigniewa Ziobry ma związek z troską o suwerenność polskiego wymiaru sprawiedliwości.
REDAKCJA POLECA
Patrioty czy MEADS? Jaki system rakietowy wybrać? Polacy chcą ten pierwszy, Niemcy skłaniają się ku drugiemu rozwiązaniu
Jaki system rakietowy wybrać – Patrioty czy MEADS? Polska zdecydowała się na ten pierwszy, Niemcy skłaniają się ku drugiemu rozwiązaniu, chociaż ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła. O trudnym wyborze pisze „Die Welt”
Baterie Patriot znajdują się na wyposażeniu Bundeswehry od połowy lat 80. Niemieckie ministerstwo obrony oraz główny inspektor Bundeswehry Volker Wieker trzy lata temu podjęli decyzję o zastąpieniu Patriotów systemem MEADS (Medium Extended Air Defense System) oferowanym przez konkurenta Raythenona – firmę Lockheed Martin.
Raytheon nie rezygnuje
Zdaniem opiniotwórczego „Die Welt” Raytheon nie uznał się jednak za pokonanego, nie poddaje się i próbuje nadal skłonić niemieckie władze do zmiany decyzji. Ponad dwa lata temu producent Patriotów nawiązał strategiczną współpracę z niemieckim gigantem zbrojeniowym Rheinmetall.
Przedstawiciele Raytheona i Rheinmetall prowadzą intensywną działalność lobbingową wśród niemieckich parlamentarzystów i wojskowych, namawiając ich do zmiany decyzji.
Ten rok zdecyduje
Wymiana systemu obrony rakietowej ma nastąpić dopiero po 2025 roku, jednak ostateczne umowy w tej sprawie podpisane mają być w tym roku – informuje berliński dziennik.
Szef Rheinmetall Armin Papperger powiedział niedawno na spotkaniu z politykami i wojskowymi, że jego firma i amerykański partner mogą zaoferować Bundeswerze system o identycznych właściwościach jak MEADS za połowę ceny. Niemiecki przedsiębiorca argumentował, że system Patriot jest systemem gotowym, wymagającym jedynie dalszego rozwoju, podczas gdy sprzęt oferowany przez konkurencję znajduje się dopiero na etapie projektu. Ostrzegł, że koszt MEADS może się zwiększyć w toku prac nawet dwukrotnie.
Rheinmetall podkreśla, że Patriot oferuje kompleksowy system ochrony przed atakami z powietrza, niezależnie od źródła i odległości. Oferowany przez Raytheon sprzęt chroni zarówno przed pociskami moździerzowymi, jak i też atakami dronów, śmigłowców i rakiet.
Zdaniem producenta Patriotów wybór przez Niemcy innego systemu niż większość sojuszników nie jest rozsądny. System Patriot posiadają oprócz USA także Holandia, Hiszpania, Grecja, Szwecja, Polska i Rumunia – wymienia „Die Welt”.
Redakcja informuje, że decyzja o zastąpieniu Patriotów systemem MEADS mogłaby zostać zmieniona tylko w przypadku, gdyby władze uznały, że ryzyko wzrostu kosztów tej inwestycji jest zbyt wysokie.
Umowa o kupnie MEADS ma zostać wynegocjowana do końca roku i następnie przedłożona parlamentowi.
Zwolennicy MEADS podkreślają, że zastosowane w tym systemie rozwiązania techniczne pozwalają na wbudowanie czujników najnowszej generacji, skutecznych w przypadku ataku superszybkiej broni, której budowę zapowiedział niedawno prezydent Rosji Władimir Putin.
Wpadki Patriotów
Berliński dziennik pisze, że jeśli lobbyści Patriotów chcą nadal zabiegać o zmianę decyzji w Niemczech, muszą najpierw „wyjaśnić kilka wpadek” z udziałem tego systemu.
Podczas niedawnego ataku jemeńskich partyzantów na stolicę Arabii Saudyjskiej doszło do uruchomienia systemu Patriot, który nie zadziałał, zdaniem ekspertów, tak jak powinien. Jedna z rakiet wybuchła zaraz po starcie, druga nie trafiła w cel, zawróciła i spadła na miasto. Podczas tego incydentu co najmniej jedna osoba zginęła, a dwie zostały ranne.
Innym przykładem, podważającym zdaniem „Die Welt” niezawodność systemu Patriot, był alarm w Izraelu wywołany zwykłym ostrzałem z broni maszynowej. Wskutek błędnego alarmu doszło do odpalenia przez baterie Patriot dziesięciu rakiet bez wyznaczenia konkretnego celu – czytamy w opiniotwórczej gazecie.
REDAKCJA POLECA
Ile kosztowało śledztwo ws. wypadku premier Beaty Szydło? Majątek!
„Jak wynika z zestawienia opłat i innych wydatków poniesionych w toku postępowania przygotowawczego, łączna kwota dotychczas poniesionych kosztów to 154 tys. 612 zł, w tym należności biegłych różnych specjalności to 106 tys. zł” – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie prok. Janusz Hnatko na którego powołuje się RMF FM.
Skąd się wzięła tak gigantyczna kwota?
Ponad 60 tys. zł. przeznaczono na eksperymenty i opinie z zakresu techniki jazdy i ruchu drogowego.
Inne koszty to m.in.: badania czarnych skrzynek z rządowej limuzyny, opinie biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej – ok. 9,7 tys. zł, biegli tłumacze – 9,3 tys. zł, prokuratura pokrywała też koszty dojazdu świadków na przesłuchania – tych było ponad stu.
A to i tak nie wszystkie koszty
W połowie marca br. Prokuratura Okręgowa w Krakowie skierowała do Sądu Rejonowego w Oświęcimiu wniosek o warunkowe umorzenie postępowania na okres próby i wpłacenia nawiązki na rzecz fundacji wspierającej ofiary wypadków.
Umorzenie warunkowe oznacza prawomocne stwierdzenie winy. Osoba, wobec której tak kończy się postępowanie karne, nie jest skazywana. Jednak informacja o warunkowym umorzeniu trafia do Krajowego Rejestru Karnego (ale nie do rejestru skazanych) i widnieje tam przez okres próby i jeszcze dodatkowo pół roku. W okresie próby osoba, wobec której warunkowo umorzono postępowanie, może być poddana nadzorowi kuratora sądowego. Sąd może też orzec wobec takiej osoby tak zwane środki karne, na przykład nawiązkę pieniężną na cel społeczny albo zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Obrońca Sebastiana zapowiadał, iż razem ze swoim klientem nie zgodzą się na warunkowe umorzenie postępowania, ponieważ nie jest ono korzystne dla Sebastiana K. Odbędą się więc kolejne posiedzenia sądu w tej sprawie.
30m, a nie na zderzaku.Nic dziwnego,że kierowca seicento nie zauważył drugiego samochodu. https://t.co/Z8uhChNEI9 @Nowoczesna @RyszardPetru
— Katarzyna Lubnauer (@KLubnauer) February 13, 2017
Do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Jak informowała policja, rządowa kolumna trzech samochodów, w której jechała ówczesna premier Beata Szydło, wyprzedzała fiata seicento, 21-letni kierowca fiata przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo. Kierowca limuzyny rządowej próbując uniknąć zderzenia, odbił w lewo. Na poboczu uderzył w drzewo.
14 lutego prokuratorski zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku usłyszał kierowca fiata seicento Sebastian K. Kierowca nie przyznał się do winy.
(df) thefad.pl / O kosztach śledztwa poinformowało również we wtorek Radio Zet










