Anna Lewandowska: Krótko o sobie, trochę o Robercie i o tym jak im się mieszka w Niemczech

Czy Anna Lewandowska marzy, by zostać trenerką Niemek? Co ją najbardziej w Niemczech inspiruje? Żona Roberta Lewandowskiego w wywiadzie dla Deutsche Welle opowiada o swoim życiu w Monachium, pasjach i… słabościach.

Deutsche Welle: Siedzisz sobie w restauracji w Monachium, nie ma sensacji, że oto tu siedzi Anna Lewandowska. Doceniasz ten komfort? Czy jednak wolisz być gwiazdą w Polsce?

Anna Lewandowska: Zdecydowanie lubię spokój, ale pracuję w Polsce i tu zajmuję się różnymi projektami, które uwielbiam. Kiedy jestem w Monachium, jest o wiele ciszej. Mogę spokojnie wyjść do restauracji, bardziej myślę tu o czasie, jaki mogę spędzić z moim mężem, bo w Polsce zdecydowanie trudniej jest wyjść z Robertem (śmiech).

DW: Chciałabyś być czasem zwykłą Kowalską i nie mieć tak sławnego męża?

AL: To, jak pracujemy i działamy, to część naszego życia. W jakiś sposób się na to zgodziliśmy i szanujemy to. Zdaję sobie również sprawę z tego, że spotkania z różnymi osobami czy zainteresowanie mediów są częścią naszej pracy.

DW: Czym jeszcze różni się Twoje życie w Monachium od życia w Polsce?

AL: W Niemczech mogę popracować zdalnie z domu z komputerem, piszę artykuły na bloga, nadzoruję swoje projekty, planuję rozwój kolejnych, trenuję, układam programy treningowe. Przede wszystkim jednak spędzam czas z Klarą i z Robertem. Natomiast w Polsce, kiedy np. Robert ma zgrupowanie reprezentacji Polski, to zawsze są to intensywniejsze dni. Jak wracam do Monachium, jest wtedy chwila oddechu, zamykam się w domu z rodzinką.

DW: Inspirują Cię Niemcy?

AL: Jasne! Uwielbiam tutaj ten „Ordnung”, czyli jak wszystko jest zaplanowane i poukładane, a ja lubię mieć plan. Mam na myśli wszystko, co jest związane z parkowaniem, z płaceniem mandatów, spóźnianiem się czy rezerwacją czegokolwiek. Jak chcemy naprawić zmywarkę w domu, to najpierw przychodzi ktoś od sprawdzenia sprzętu, a następnego dnia druga osoba ustala termin naprawy. W Polsce może jest szybciej, tu za to jest porządek. Niemcy jako ludzie są bardzo sympatyczni, są też bardzo świadomi swojego ciała pod względem zdrowia. Mam swoją markę Foods by Ann i bardzo inspiruję się tutejszymi zdrowymi produktami. Ten rynek jest w Niemczech niesamowicie rozwinięty.

DW: Uważasz, że Niemcy żyją zdrowiej niż Polacy?

AL: Trudno powiedzieć, czy zdrowiej, mają na pewno lepszy dostęp do zdrowych produktów. Mówię tu o produktach od rolników czy tych ekologicznych. Tu na każdym kroku jest jakiś zdrowy snack, który można złapać w trakcie podróży lub zjeść na mieście.

DW: To jak się ma do tego fakt, że aż 2/3 mężczyzn i połowa kobiet ma tu nadwagę?

AL: Pamiętajmy, że Polacy też są w tej górnej granicy otyłości. Moją największą konkurencją jest niezdrowa żywność. Staram się w tej kwestii uświadamiać Polaków, szczególnie być inspiracją dla dzieci, dla kobiet, pokazywać, jak ważne jest zdrowe żywienie.

DW: Niemców też inspirujesz. Dwa lata temu wydałaś na niemieckim rynku książkę „Best Body Plan”.

AL: To, czym się zajmuję, spotyka się w Niemczech z zainteresowaniem. Miło mi, że książka, którą napisałam w Polsce, została przetłumaczona na niemiecki. Właśnie dostałam propozycję popracowania nad kolejnym projektem wydawniczym i to mnie cieszy. Czasem ktoś podchodzi do mnie na ulicy i mówi – O, Ania, nie rozumiem nic po polsku, ale mam Twoją płytę i trenuję z Tobą. Czy będzie coś po niemiecku? Dla mnie to jest motywacja, żeby działać też tu.

DW: A więc jednak rozpoznają Cię w Niemczech na ulicy…

AL: Czasami tak, ale nie tak jak w Polsce i to jest też miłe.

DW: Chciałabyś zostać trenerką Niemek?

AL: Podchodzę do tego na spokojnie. Dostaję pytania, czy nie poprowadziłabym eventów sportowych i jeżeli to się uda, to będzie super, bo to jest naprawdę ogromna energia.

DW: Uczysz się niemieckiego?

AL: Uczyłam się wcześniej w Dortmundzie. Teraz tak naprawdę bardzo dużo rozumiem. Na co dzień posługuję się angielskim i częściowo niemieckim.

DW: Zdradzisz nam swoje ulubione miejsca w Monachium?

AL: Jest wiele miejsc, które lubię szczególnie latem. Połowę ciąży tu spędziłam. Zwiedzałam, robiłam zdjęcia na bloga, szukałam inspiracji. Lubię zdrowe knajpki w pobliżu Schwabing, Viktualienmarkt, chętnie zaglądam do włoskich restauracji. Z kolei w Englischer Garten lubię trenować. To olbrzymi park, jeden z największych na świecie.

DW: Czyli normalne życie rodzinne jest możliwe, nawet kiedy ma się tak sławnego męża…

AL: Zdecydowanie tak. Wszystko zależy od nas. Wydaje mi się, że jesteśmy w dalszym ciągu parą, która gdzieś łapie za swoje marzenia i realizuje je, ale przy tym zostaliśmy cały czas tymi samymi ludźmi.

DW: Robert Lewandowski też chodzi na zakupy?

AL: Chodzi. Też na Viktualienmarkt.

DW: Masz czasem takie uczucie, że żyjesz w bajce, gdzie wszystko jest idealne?

AL: To nie jest tak. Moja przeszłość z czasów dzieciństwa to jak rozwijałam się jako sportowiec, z dziewczyny zmieniłam się w kobietę, to jak poznawałam ludzi, na których się zawodziłam, a jacy teraz stają na mojej drodze – to jest życie. Uważam, że życie pisze różne scenariusze. Pracujemy na swoje, ale to nie jest najważniejsze w życiu i zawsze o tym mówimy. Wcześniej, jak i teraz po urodzeniu Klary, skupiamy się na innych aspektach. Na rodzinie, na bliskich, na projektach, w które się angażujemy no i na karierze sportowej Roberta.

DW: Dzielnie wspierasz swojego męża w karierze już od lat. Wciąż jesteś jego ekspertką od spraw odżywiania?

AL: Układam mu w dalszym ciągu suplementację, ale teraz skupiamy się na jego regeneracji i na śnie, bo to jest najważniejsze dla sportowca. Robert jest już na tyle świadomą osobą, że przez tyle lat pracy nad jego dietą, wie dokładnie, jak powinien się odżywiać.

DW: Czego nie wolno mu jeść?

AL: Nie mogę wchodzić w szczegóły, ale są produkty, które nie służą w szczególności sportowcom. Ich ciało to ogromna machina, nad którą cały czas trzeba pracować i ją pielęgnować, bo do końca kariery będzie na obrotach. Bardzo lubię temat probiotykoterapii, układu pokarmowego, metabolizmu. To są ważne aspekty, o które trzeba zadbać, bo całe zdrowie zaczyna się od jelit.

DW: Podobno piłkarze z Bayern Monachium są wielkimi fanami Twoich kulinarnych zdolności

AL: Może nie przesadzajmy z tymi wielkimi fanami, ale rzeczywiście jak czasami piekę coś Robertowi, to on zabiera to do klubu czy w podróż. Kiedyś Bastian Schweinsteiger zabrał Robertowi czekoladowe ciasto i wysłali mi zdjęcie. Było mi przemiło. Cieszy mnie, że mogę wysłać moje produkty chłopakom z Bayernu i im to smakuje. Czasem mnie podpytują: Anna, teraz jestem glutenfree, czy mogę posmakować Twoich muesli? I to jest dla mnie bardzo fajne, że mogę zainspirować różnymi smakami największe gwiazdy Bundesligi.

DW: Kto jest oazą spokoju w waszym związku?

AL: Robert!

DW: A Ty?

AL: Ja jestem bardziej żywiołowa.

DW: Bywasz czasem też smutna? Trudno doszukać się takich zdjęć na Twoim Instagramie…

AL: Tak, i to nie jest wszystko tak kolorowe, jak by się wydawało. Mnie napędzają bliskie mi osoby, rodzina, przyjaciele, otaczający mnie ludzie. Na obozach, które prowadzę, dostaję ogromną energię. Natomiast moje baterie też są w pewnym momencie na wyczerpaniu i muszę je doładować. Mam swoje sposoby. Szczególnie po urodzeniu Klary zdałam sobie sprawę, że ja nic nie muszę. Nie muszę nikomu nic udowadniać, trenuję, kiedy mam na to ochotę. Kiedyś zamykałam się na siłowni, teraz jest kompletnie inaczej.

DW: Co jest w stanie wyprowadzić Cię z równowagi?

AL: Brak lojalności, plotkarstwo.

DW: Jesteś cierpliwa?

AL: Pewnie widziałaś, jak pędziłam do restauracji, bo było mi zimno (śmiech). Nie jestem cierpliwa i nad tym pracuję. To jest moja wada.

DW: A jakbyś miała opisać Roberta, którego my znamy tylko z telewizji…

AL: Jest bardzo profesjonalny, zdyscyplinowany, ciepły, uśmiechnięty i rodzinny.

DW: Mówi się już o Was Lewandowscy Team. Jaką macie misję?

AL: Pojęcie Lewandowscy Team wykreowało się samo. Mamy świadomość, że jesteśmy ambasadorami zdrowego stylu życia. Chcemy inspirować ludzi, uświadamiać, dawać tę energię i pokazywać, jak fajne jest życie. Zdaje sobie z tego sprawę, jak dzieci reagują na Roberta, jakie jest zainteresowanie mężem. To jest niesamowite. Kiedyś Klarcia zobaczy, dlaczego tata jest taki kochany i to jest wspaniałe. Za kilka lat usiądziemy sobie przy kominku i będziemy wspominać te fajne chwile, bo trzeba czerpać z tego pełnymi garściami. Dzielić się dobrą energią i cieszyć się z tego, co się ma.

DW: Gdzie dzisiaj wisi poprzeczka Anny Lewandowskiej?

AL: Wisi wysoko i czasami moją wadą jest to, że wymagam od siebie za dużo. Staram się zwolnić. Natomiast moja lista planów i celów jest długa. Chciałabym rozwijać moją markę, wejść mocniej w mentoring, w motywację. Ale przede wszystkim chciałabym się oddać tematowi macierzyństwa, zbudować platformę dla mam i pokazywać to, jak fajnie jest się wspierać w różnych problemach domowych. Chciałabym też dać motywację mojemu dziecku, żeby Klara widziała, jakie dobre rzeczy dzieją się wokół niej w życiu.

REDAKCJA POLECA


Część państw Unii w tym Polska deklarują gotowość wydalenia rosyjskich dyplomatów

Co najmniej 10 państw UE szykuje się do wydalenia części rosyjskich dyplomatów w odpowiedzi na otrucie Siergieja Skripala. Na szczycie UE taką gotowość wstępnie deklarowała Polska, Francja oraz kraje bałtyckie.

Część państw Unii w tym Polska deklarują gotowość wydalenia rosyjskich dyplomatów

Szczyt UE w Brukseli: UE wycofa ambasadora z Moskwy. Fot. Źródło: dw.de

Unia Europejska, jak nieformalnie ustalili uczestnicy szczytu UE w Brukseli, zamierza odwołać z Moskwy „na konsultacje” swego ambasadora – Niemca Markusa Ederera.

Jednak przywódcy UE dość długo spierali się w czwartek późnym wieczorem (22.03.2018) o zapis we wnioskach szczytu na temat Rosji i niedawnego otrucia Siergieja Skripala i jego córki Julii w Salisbury za pomocą substancji z rosyjskiego arsenału chemicznego. Ostatecznie Rada Europejska stwierdziła, że winna jest Rosja, choć ubrano to w dyplomatyczny język – to, że za atakiem stoi Rosja jest „bardzo prawdopodobne” i nie ma innego „wiarygodnego objaśnienia”. Tak mocnemu powiązaniu Moskwy z atakiem w Salisbury stawiała spore opory przede wszystkim Austria i Grecja. Ale oporne kraje ostatecznie uległy m.in. dzięki wspólnemu naciskowi ze strony kanclerz Angeli Merkel oraz prezydenta Francji Emmanuela Macrona.

Odwet za otrucie Skripala

Ani premier Theresa May, ani przywódca żadnego innego kraju UE nie wnioskował o wprowadzenie dodatkowych sankcji unijnych wobec Rosji. Natomiast teraz głównym pomysłem, jak odpowiedzieć Moskwie, jest skoordynowane wyrzucenie części rosyjskich dyplomatów (czy też głównie ludzi służb pracujących pod taką przykrywką) z krajów Unii chętnych do takiego odwetu. – Uważam, że naszym wspólnym zadaniem jest niszczenie rosyjskiej sieci wywiadowczej we wszystkich krajach Europy – zadeklarowała litewska prezydent Dalia Grybauskaite.

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May proponuje skoordynowaną akcję wobec rosyjskich dyplomatów. Fot. Źródło: dw.de

Według naszych informacji wstępną gotowość do – proponowanej przez premier May – skoordynowanej akcji wobec rosyjskich dyplomatów (lub ludzi wywiadu pracujących w ambasadach) deklarował w czwartek wieczorem prezydent Emmanuel Macron, premier Mateusz Morawiecki, przywódcy Litwy, Łotwy i Estonii. Ponadto podobny krok rozważa m.in. Szwecja, Dania, Rumunia, a – wedle naszych niektórych rozmówców – może nawet Czechy.

Szczyt UE zlecił Komisji Europejskiej prace nad wzmocnieniem odporności UE na ataki hybrydowe oraz – we współpracy z NATO – na zagrożenia związane z bronią chemiczną, biologiczną, a nawet nuklearną. „Kraje UE będą współpracować w sprawie tego, jakie dalsze konsekwencje należy wyciągnąć w zależności od odpowiedzi udzielonej przez Rosję [na pytania Londynu]”. Ta deklaracja szczytu UE to sygnał, że w późniejszym terminie jest możliwe rozszerzenie obecnej „czarnej listy” Rosjan z zakazem wjazdu i zamrożonym majątkiem w UE.

Juncker tłumaczy swe gratulacje dla Putina

Jednak sprawa Salisbury przypomniała o różnicach co do relacji z Rosją widocznych nawet pomiędzy instytucjami UE. Szef Rady Europejskiej Donald Tusk nie wysłał Władimirowi Putinowi gratulacji z powodu prezydenckiej reelekcji, bo – jak wyjaśnił – „po ataku w Salisbury nie jest w nastroju, by celebrować ponowne powołanie Putina”. Natomiast szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker w liście gratulacyjnym napisał o wspólnym celu – „odbudowie wszecheuropejskiego porządku bezpieczeństwa”. Co to jest ten porządek bezpieczeństwa? – Przy zachowaniu naszych wartości i pryncypiów powinniśmy współpracować z naszymi sąsiadami, jeśli oni chcą takiej współpracy – odpowiedział Juncker w przerwie obrad.

Gratulować Putinowi czy nie? Donald Tusk (w środku) stwierdził, że nie, a Jean-Claude Juncker (pr.) pogratulował prezydentowi Rosji. Fot. Źródło: dw.de

Ale Junckera krytykowali nawet dyplomaci z krajów Unii, których przywódcy dotrzymali gratulacyjnego obyczaju wobec Putina. – To czas, by mówić o solidarności z Londynem, a nie o owej architekturze bezpieczeństwa z Moskwą – mówi jeden z zachodnich ambasadorów przy UE.

Jak uniknąć konfliktu o handel z USA

Nad obradami, które zakończyły się grubo po północy, wisiało pytanie, jaką ostatecznie decyzję podejmie prezydent Donald Trump w sprawie nowych ceł na stal i aluminium, które wchodzą w życie 23 marca. Przedstawiciel USA ds. handlu Robert Lighthizer zadeklarował w czwartek, że UE będzie wyłączona z ceł. Ale w Brukseli nie było pewności, czy to wyłączenie czasowe, na jaki okres i pod jakimi warunkami. Nie mogli tego wyjaśnić nawet współpracownicy komisarz UE ds. handlu Cecilii Malmström, która w tym tygodniu negocjowała w Waszyngtonie w sprawie ceł. Bruksela ostrzegała, że po ich ewentualnym wprowadzeniu odpowie odwetowymi cłami m.in. na produkty stalowe z USA, amerykańską whiskey, motorówki, motocykle. Polska popierała tę stanowczą linię Komisji Europejskiej, choć m.in. Niemcy (które najwięcej traciłyby na cłach Trumpa) trochę obawiały się, że taka eskalacja mogłaby doprowadzić do rozkręcenia wojny celnej.

Polsce podoba się podatek cyfrowy. Irlandia go zwalcza

Podatek cyfrowy może przynieść krajom UE dodatkowe 5 mld euro rocznie. Fot. Źródło: dw.de

Natomiast gładziej, niż się obawiano, potoczyła się dyskusja przywódców UE o projekcie nowego systemie opodatkowania gospodarki cyfrowej, który miałby przynieść krajom UE dodatkowe 5 mld euro rocznie. – To nie jest podatek przeciw USA ani przeciw GAFA [Google-Apple-Facebook-Amazon] – przekonywał w tym tygodniu komisarz UE ds. walutowych i gospodarczych Pierre Moscovici. Ale administracja Trumpa uważa projekty USA za „antyamerykańskie” – połowa firm, które podlegałaby temu podatkowi, pochodzi z USA. W Brukseli jeszcze niedawno obawiano się, że Polska jako sojusznik USA będzie sprzeciwiać się pod naciskiem Waszyngtonu nowemu „podatkowi cyfrowemu”. Jednak premier Morawiecki stanowczo popiera ten projekt. Natomiast najostrzejszym przeciwnikiem jest Irlandia zwykle przyjazna firmom GAFA i innym amerykańskim potęgom biznesowym.

Euroszczyt bez Polski

W piątek 23 marca przywódcy 27 krajów UE (bez Wielkiej Brytanii) zatwierdzą – wynegocjowane w tym tygodniu – warunki pobrexitowego okresu przejściowego dla niej (od 30 marca 2019 do 31 grudnia 2020 r.). Polacy i inni obywatele UE, którzy przyjadą mieszkać i pracować na Wyspach do grudnia 2020 r., będą nabywać takie same prawa jak ci już tam mieszkający. A przywódcy 19 krajów strefy euro będą dyskutować na odrębnej sesji o reformach eurolandu – eurobudżecie i unii bankowej – ale bez rozstrzygających decyzji. Polska zwykle wpraszała się na szczyty eurolandu, by przysłuchiwać się debatom. Tym razem Morawiecki nie podjął takiej próby.

 

 

REDAKCJA POLECA

 

 


Dariusz Stokwiszewski: Czy PiS się cofa? Nic bardziej mylnego!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Czy PiS się wycofuje z całego zła, które stworzył w Polsce? Uważam, że to nic bardziej błędnego! PiS się nie cofnie, bo nie ma nic do stracenia. Nie cofnie się, gdyż po raz drugi Polacy nie dadzą się już nabrać na głoszone przezeń demagogiczne i szkodliwe hasła!

 

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin na szczytach władzy zapadło kilka „ważkich” decyzji, które mają dać świadectwo światu na to, że PiS powraca na drogę demokracji. Dwie najważniejsze kwestie, których one dotyczą: to nowelizacja ustawy o zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej i nowelizacja dopiero, co znowelizowanej (sic!) Ustawy o IPN. Nie chce się po prostu wierzyć w to, jak bardzo ta władza „słucha” krytyki obywateli i światowej opinii publicznej. A ta, jest dla antydemokratycznych działań PiS miażdżąca!

W batalię na rzecz demokratyzacji życia społeczno – politycznego w Polsce włączyły się również tak ważne instytucje międzynarodowe, jak: Human Rights Watch oraz ONZ. Według pierwszej z nich, projekt ustawy antyaborcyjnej jeszcze mocniej ogranicza i tak wyjątkowo restrykcyjne polskie prawo, a kolejne zmiany mogą już w sposób oczywisty godzić w prawa człowieka. O tym mówi, skierowany do polskiego parlamentu, apel. W taki niemal sam sposób wypowiadają się także eksperci ONZ, z komisji zajmującej się kwestiami dyskryminacji kobiet.

Czy zbieżność tych działań z wizytą premiera Mateusza Morawieckiego w Brukseli jest przypadkowa?! Nie sądzę i chyba nikt inny w to również nie uwierzy! Skoro tak jest, to dlaczego wiarę tak nagłej metamorfozie PiS miałaby dać Unia Europejska? Czy obecny obóz rządzący jest na tyle wiarygodny, że obietnicom premiera (bo jest to ta właśnie faza) uwierzą wytrawni politycy Zachodu? Nie! Tym bardziej że pan Morawiecki, zapewniony przez Jarosława Kaczyńskiego o tym, że zmiany te nastąpią, prawdopodobnie zostanie po raz kolejny „wyprowadzony w pole” przez „siermiężną” nowogrodzką władzę, działającą bez właściwej – społecznej legitymizacji.

Co wobec tego należałoby o tym wszystkim myśleć, zapyta ktoś? Nie wiem jak inni, ale ja osobiście uważam, że to kolejna wielka „ściema”, mająca naszej „partii robotniczo – chłopskiej” dać czas na przegrupowanie sił oraz uniknięcie konsekwencji finansowych ze strony UE! Dlaczego tak uważam? Myślę, że świadczą o tym następujące fakty!

W ciągu dwóch lat większość polskich instytucji demokratycznych pozbawiono waloru niezależności, co wszędzie jest podstawą prawidłowego ich funkcjonowania.

Zniszczono Trybunał Konstytucyjny, zastępując go fasadowym, zależnym od PiS, ciałem.

Doprowadzono do ruiny Sąd Najwyższy.

Poddano barbarzyńskiej destrukcji Krajową Radę Sądownictwa.

Zniszczono niemal całkowicie niezależność sądów powszechnych, obsadzając stanowiska prezesów „swoimi” sędziami. Tu ważna uwaga: jeśli nadal zapadają obiektywne wyroki, to zawdzięczamy je wyłącznie niezłomności polskich sędziów in gremio (z małymi tylko wyjątkami)!

Zawłaszczono w pełni Policję, Służby i Wojsko Polskie. To ostatnie straciło większość ze swoich walorów, pozwalających na skuteczną obronę RP w sytuacji nagłego zagrożenia!

Rozwiązano BOR, a stworzono SOP – służbę nową, która już zaczyna się rozpadać, a na dodatek zatrudniono w niej ludzi bez wiedzy i doświadczenia. Efektem tego, są chyba już milionowe nakłady na naprawę drogich samochodów rządowych po coraz też częstszych wypadkach.

Doprowadzono do upartyjnienia ważne elementy polskiej gospodarki, które (jak choćby Orlen i większość innych, najważniejszych) obsadza się ludźmi, często bez najmniejszych nawet kwalifikacji, ale za to wiernych partii i wodzowi! To jest karygodne!

Szasta się na lewo i prawo państwowymi (a więc naszymi pieniędzmi) na nagrody oraz inne nie zawsze zasłużone wyróżnienia.

Ogromne fundusze przeznacza się od ponad dwóch lat na kontrowersyjną działalność toruńskiego redemptorysty, który wyszedł już dawno z roli księdza, stając się politykiem oraz biznesmenem.

Niszczenie polskiej przyrody za czasów (byłego już na szczęście) ministra Szyszki stało się normą! Czekam na postawienie tego człowieka i tych, którzy mu na to pozwolili, przed polskim sądem! Ludzie ci powinni odpowiedzieć własnymi majątkami!

W każdej niemal instytucji szerzy się nepotyzm i kolesiostwa na nieznaną dotąd skalę!

Tak wymieniać można jeszcze przez długi czas, ale przecież ta świadoma część naszego społeczeństwa zna te sprawy.

Odpowiedzieć na koniec wypada na kluczowe, zawarte w tytule tej publikacji pytanie:

Czy PiS się wycofuje z całego zła, które stworzył w Polsce? Uważam, że to nic bardziej błędnego! PiS się nie cofnie, bo nie ma nic do stracenia. Nie cofnie się, gdyż po raz drugi Polacy nie dadzą się już nabrać na głoszone przezeń demagogiczne i szkodliwe hasła! Kolejne wybory, w tym te samorządowe PiS musi przegrać i przegra!

PiS się nie cofnie… chyba że go do tego zmusimy w taki sposób, w jaki robiliśmy to latem ubiegłego roku w obronie naszych sądów. Jeśli staniemy się tak bohaterscy, jak bohaterskie są nasze polskie kobiety, które pomimo odsądzania ich przez propagandę od czci i wiary robią swoje, walcząc o prawa do bycia sobą. Po to, aby cokolwiek uzyskać od tej władzy, trzeba żądać swoich konstytucyjnych praw, nie cofając się ani o krok!

Kobiety walczą o to, aby nikt nie decydował o ich ciałach i wyborach, do czego każdy ma prawo. To one zawsze, na przestrzeni dziejów, dawały nam mężczyznom natchnienie oraz przykład do działania na rzecz Ojczyzny i poświęcenia dla niej nawet życia. Nie zawiedźmy ich!

 

Dariusz Stokwiszewski

 

 


Co mieszkańcy Wielkiej Brytanii myślą o brexicie na rok przed wyjściem z UE?

Został rok do planowanego opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. Ma to formalnie nastąpić 29 marca 2019. Wynik referendum przeprowadzonego w czerwcu 2016 r. podzielił opinię publiczną i wywołał wiele dyskusji w całym kraju i w Europie. Poniżej przedstawiamy opinie Brytyjczyków, ale też obywateli innych państw UE, którzy żyją w Wielkiej Brytanii na temat tego, co myślą o brexicie.

Fot. flickr

Nie wiedzieli, na co głosują

– Ludzie nie wiedzieli, na co głosują – głosowano z niewiedzy i strachu – powiedziała Lucia Campetella, Włoszka, która przebywa w Wielkiej Brytanii od 10 lat. Dodała, że czuje się „uwięziona”, ponieważ pomimo decyzji o opuszczeniu Wysp Brytyjskich i próby znalezienia pracy w innych miejscach w Europie stwierdziła, że „Londyn jest jedynym miastem, które może zaoferować duże możliwości”.

Polacy nie zabierają Brytyjczykom miejsc pracy

Dla Doroty Staniak, Polki, która jest właścicielką kawiarni w północno-zachodnim Londynie, brexit zrodził pytania o poczucie narodowości w jej rodzinie.

– Pytam moje dzieci i najpierw mówią, że są Brytyjczykami, a potem Polakami. Urodziły się tutaj i będą myśleć o sobie jako o Brytyjczykach.

Rozwiewa ona także wyobrażenia o tym, że miejsca pracy obywateli Wielkiej Brytanii są zagrożone przez Polaków:

– Wiele osób uważa, że Polacy zabierają brytyjskie miejsca pracy, to nieprawda.

Gdy pracowała jako sprzątaczka w hotelu tylko dwójka pracowników na 40 była Brytyjczykami. – Są miejsca pracy, ale Brytyjczycy nie chcą pracować w tych sektorach – powiedziała.

Trudniej o pracowników po brexicie

Nick Otterwell z Canterbury, kierujący gospodarstwem produkującym sałatę, jest zaniepokojony tym, jak brexit wpłynie na jego branżę pod względem personelu, wskazując, że większość pracowników jego firmy przyjeżdżała dotąd z Bułgarii i Rumunii pracować sezonowo.

– Brexit wpłynął na morale pracowników – powiedział. Dodał, że firmy będą musiały w przyszłości „ciężej pracować, żeby przyciągnąć siłę roboczą”, ponieważ inaczej „uprawy nie zostaną zebrane”.

Większa wolność to zawsze właściwy kierunek

Gawain Towler, który był członkiem Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) – siły napędowej brexitu – przez ostatnie 13 lat przekonywał, że kraj będzie się rządził lepiej sam niż w ramach Unii Europejskiej.

– Nikt nie sądzi, że świat stanie się doskonały po brexicie, ale nie uważam, aby kiedykolwiek istniał przypadek w historii ludzkości, w którym większa wolność byłaby gorsza niż mniejsza wolność – powiedział, opisując zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w UE jako „fanatyków i fanatycznych europejskich nacjonalistów”, którzy „nie zatrzymają się przed niczym”.

Drugie referendum podważy zaufanie do demokracji

Deweloper z branży nieruchomości i współzałożyciel grupy nacisku „Leave Means Leave” ostrzegł, że przeprowadzenie drugiego referendum w tej sprawie naraziłoby demokrację na ryzyko.

– Gdyby doszło do drugiego referendum, a brexit zostałby powstrzymany, zaufanie do naszych instytucji demokratycznych zanikłoby, a my znaleźlibyśmy się na całkowicie niezbadanym terytorium – powiedział Richard Tice.

Zmanipulowani wyborcy brexitu zapłacą jego cenę

Steve Bray, pro-unijny działacz z Walii, który jest pod parlamentem Wielkiej Brytanii za każdym razem, gdy odbywa się posiedzenie, zasugerował, że nadszedł czas, aby przemyśleć jeszcze brexit i oskarżył tych, którzy chcieli, aby Wielka Brytania wyszła z UE o oszukiwanie wyborców.

– Ci, którzy zostali zmanipulowani w czasie kampanii, aby zagłosować za wyjściem z UE, pochodzą z bardziej ubogich obszarów i to oni zapłacą za to cenę – ostrzegł.

Niemoralny system kradzieży

Patrick Minford, profesor ekonomii stosowanej na Uniwersytecie Cardiff w Walii, określił UE jako „protekcjonistyczną” i „antykonkurencyjną” organizację, która chroniła producentów unijnych, ale „nie Brytyjczyków”.

– To niemoralny system kradzieży, kradnie zasoby z innych krajów i wstrzymuje popyt w innych gospodarkach – powiedział Minford.

Przekonywał, że „niewykwalifikowana” migracja naraziła na szwank krajowy system opieki zdrowotnej, ponieważ ludzie „nie płacą w Wielkiej Brytanii”. Pochwalił jednocześnie system w Niemczech, w którym obywatele muszą najpierw wnieść swój wkład, zanim będą mogli skorzystać z opieki społecznej.

– To nie jest rasizm, to argument ekonomiczny – powiedział.

Wielka Brytania jak bezsilny żuk na plecach

Jane Pierce, pro-unijna działaczka z Londynu, która mieszkała i pracowała we Francji i Hiszpanii oraz chciałaby, aby jej dzieci miały podobne możliwości, obawia się, że członkowie parlamentu nie są chętni do dyskusji na ten temat, ani między sobą ani z wyborcami.

– Po brexicie Wielka Brytania będzie wyglądać jak biedny bezsilny żuk leżący na plecach (org. an impoverished powerless beetle) – stwierdziła.

 

Artykuł pochodzi ze strony EURACTIV.pl

 


Prywatność na Facebooku. Na co zwracać uwagę? Czy jesteśmy bezpieczni?

Facebook chce sprawiać wrażenie, że oddaje użytkownikom kontrolę nad ich prywatnością. Jednak aby zapewnić sobie rzeczywistą ochronę, trzeba zadać sobie nieco trudu.

Prywatność na Facebooku. Na co zwracać uwagę, co stwarza problemy?

Fot. Źródło: dw.de

Czy moje dane na Facebooku są bezpieczne? Kto może oglądać moje zdjęcia, a kto informacje z profili moich facebookowych znajomych? Wiele osób zadaje sobie właśnie te pytania. Skandal wokół firmy Cambridge Analytica pokazuje bowiem, że kto nie uważa, zdradza o sobie dużo więcej, niż może mu się wydawać.

Facebook chce uchodzić za przyjaznego użytkownikom i oddającego w ich ręce kontrolę nad ich prywatnością. Facebookowicze regularnie otrzymują powiadomienia o możliwości dopasowania ustawień prywatności. Problem w tym, że dla osób niebędących specjalistami od mediów społecznościowych, proponowane opcje są często trudne do zrozumienia.

Dlaczego jest to problemem?

Krytyka pod adresem Facebooka nie pojawiła się wraz z najnowszym skandalem. Jednak teraz głosy wzywające prezesa firmy Marka Zuckerberga do wprowadzenia większej przejrzystości działania, stają się wyjątkowo głośne. Na przykład w Stanach Zjednoczonych prokuratura w Massachusetts wszczęła postępowanie w sprawie tego, jak Facebook obchodzi się z danymi swoich klientów. W USA, a także w Wielkiej Brytanii pojawiają się sugestie przesłuchania Zuckerberga przez gremia parlamentarne. Także niemiecki Federalny Urząd ds. Karteli zarzuca Facebookowi nadużycia przy zbieraniu danych. Firma łowi bowiem informacje o użytkownikach także na stronach zewnętrznych, jeśli znajduje się na nich facebookowy „przycisk”. Dlatego warto przyjrzeć się ustawieniom prywatności na własnym profilu.

Szef Facebooka Mark Zuckerberg. Fot. Źródło: dw.de

Jaki jest standard?

Podstawę ustawień prywatności stanowią ogólne warunki użytkowania. To tekst o objętości prawie 30 tys. znaków. Otwierając konto na Facebooku, musimy potwierdzić, że go przeczytaliśmy. „Twoja prywatność jest dla nas bardzo ważna” – zapewnia Facebook, informując jednocześnie, że jego aplikacje mogą w niektórych przypadkach żądać dostępu do niektórych informacji i treści. Właśnie tak jak w przypadku firmy Cambridge Analytica. Otrzymała ona informacje zebrane wcześniej przez aplikację do „testu charakteru”. Informacje dotyczyły zresztą nie tylko samych użytkowników, ale także ich znajomych.

Drugi ważny punkt w ogólnych warunkach użytkowania to odnośnik do facebookowych reguł dotyczących danych. Jest tam napisane, jakie informacje są przez Facebooka zbierane. A są to nie tylko zdjęcia czy posty, ale też wiadomości, lokalizacja, miejsce, w jakim zrobiono jakieś zdjęcie czy też informacje o urządzeniu, przy pomocy którego używa się Facebooka. W tym akapicie firma przyznaje też, że niektóre informacje wykorzystywane będą do celów reklamowych. Albo, że udostępni się je innym aplikacjom.

Screen z gry Candy Crush

Czym są facebookowe aplikacje?

Większość osób zna aplikacje ze swoich telefonów komórkowych albo tabletów. Dlatego może dziwić, że aplikacje działają także w samym Facebooku. Często są to usługi oferowane przez stronę trzecią, które są połączone z Facebookiem. Przykładem jest tu gra „Candy Crush”, która pobiera listę znajomych i może przez to pokazywać, którzy znajomi właśnie z gry korzystają.

Innym przykładem jest aplikacja randkowa Tinder, która łączy się z Facebookiem i umożliwia za pomocą portalu łatwe logowanie. Podobne usługi oferują aplikacje do zamawiania posiłków jak działające w Niemczech Foodora czy Lieferheld.

Można sprawdzić, które aplikacje mają dostęp do facebookowego profilu wchodząc w główne ustawienia konta i wybranie opcji „aplikacje”. Klikając na wyświetlone programy, można je zmodyfikować albo usunąć. W polu „aplikacje, witryny internetowe i wtyczki” można też z reguły zakazać dostępu podmiotom zewnętrznym. Uniemożliwia to jednak zalogowanie się do jakieś aplikacji przy pomocy Facebooka.

Wielki brat patrzy… Fot. Źródło: dw.de

Jak dostosować ustawienia prywatności?

Sfera prywatności na Facebooku ma wiele warstw. W różnych miejscach można ukryć swoje treści przed oczami innych. W „ogólnych ustawieniach konta” znajdziemy dwie ważne kategorie, które pozwolą uczynić profil bardziej prywatnym.

Pierwsza to zakłada „prywatność”, w której można ustawić, kto będzie w przyszłości oglądał nasze posty. Zaleca się ustawić w tym polu „znajomi”. W przeciwnym razie także obce osoby, niebędące znajomymi, będą mogły oglądać nasze posty treści. W tej zakładce można też ustawić, kto może widzieć naszych znajomych i kto może nas wyszukiwać na podstawie adresu email. Uwaga! W ostatnim punkcie można określić, czy wyszukiwarki internetowe takie jak Google albo Yahoo mogą pokazywać nasz profil, gdy ktoś będzie nas szukał.

Są też jeszcze inne ważne ustawienia. W zakładce „oś czasu i oznaczanie” można określić, kto może publikować posty na naszej osi czasu i kto możne oznaczać nas na zdjęciach i filmach. W tej zakładce można też określić, czy chce się najpierw sprawdzić dane oznaczenie, zanim trafi ono na oś czasu. W ten sposób można zapobiec sytuacji, w której zostaniemy oznaczeni na zdjęciach, których sami nie chcielibyśmy publikować.

Kto co widzi na moim profilu?

Aby w przybliżeniu oszacować, co widzą osoby odwiedzające naszą stronę, warto rzucić okiem na „dziennik aktywności”. Znajdziemy go u góry głównej strony profilowej, na prawo od profilowego zdjęcia. „Dziennik” notuje wszystkie posty i lajki. Klikając na symbol trzech kropek, możemy spojrzeć na swój profil oczami innych użytkowników.

Przydatnym narzędziem jest także określanie, kto może widzieć publikowane zdjęcie, film albo tekst. Niektóre zdjęcia chce się bowiem pokazać tylko wybranej grupie, a nie wszystkim znajomym albo całemu światu.

Czy teraz jestem bezpieczny?

Szczerze mówiąc, nie. Facebook ciągle zmienia swoje reguły dotyczące gromadzenia danych i ustawienia prywatności. Zazwyczaj jesteśmy o tym informowani krótkim powiadomieniem. Wiadomości tego typu nie powinno się ignorować, tylko spróbować je przeczytać. Może się bowiem zdarzyć, że całe ustawienia prywatności trzeba bowiem organizować od początku.

 

 

REDAKCJA POLECA

 

 

 


Indeks Transformacji: Polska w grupie państw, w których standardy demokracji uległy pogorszeniu

Indeks Transformacji: dawne wzorce demokratyzacji jak Polska, Brazylia i Turcja należą do wielkich przegranych.

Fot. Źródło: dw.de

Polska należy do grupy krajów, w których w ostatnich dwóch latach standardy demokracji uległy pogorszeniu – wynika z Indeksu Transformacji 2018, opracowanego przez Fundację Bertelsmanna. Podobne rekordowe pogorszenie stanu demokracji nastąpiło w Turcji i Brazylii.

Autorzy raportu zauważają, że rząd PiS po wyborach szybko wprowadził w życie obietnice z kampanii wyborczej, szczególnie w kwestiach społecznych. Z kolei inne kontrowersyjne zmiany, których partia nie akcentowała tak wyraźnie przed wyborami (m.in. nowelizacja ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, kontrola mediów publicznych, reforma administracji publicznej), pogorszyły jakość demokracji w Polsce i przyczyniły się do jeszcze większych podziałów w społeczeństwie.

Konflikt z Brukselą

Zmiany uderzające w trójpodział władzy i niezależność sądownictwa doprowadziły do konfliktu Warszawy z Komisją Europejską, która wszczęła postępowanie dyscyplinujące przeciwko Polsce. Na skutek tego spadła – jak czytamy w raporcie – wiarygodność Polski na arenie międzynarodowej. Widoczna jest także izolacja kraju w samej UE, szczególnie od czasu, kiedy zajęta brexitem Wielka Brytania przestała być dla Polski strategicznym partnerem. Podejmowane przez Warszawę próby współpracy z trzema krajami w ramach Grupy Wyszehradzkiej jak dotąd spełzały na niczym.

Fakt, że Polska nie należy do strefy euro, a PiS odrzuca pogłębioną integrację, „utrudnia określenie nowej i silnej pozycji” Polski w łonie UE. „Kruche stały się” także stosunki Polski ze Stanami Zjednoczonymi.

Pogorszeniu uległa sytuacja w sferze praw obywatelskich. Świadczy o tym, zdaniem autorów, m.in. nowe prawo o zgromadzeniach publicznych, a także upolitycznienie mediów publicznych.

Polaryzacja i represje przybierają na sile

Fundacja Bertelsmanna co dwa lata (od 2006) opracowuje Indeks Transformacji, analizując procesy reform politycznych, gospodarczych, społecznych i poddając na podstawie tego ocenie jakość demokracji w 129 krajach. Z najnowszego raportu wynika, że coraz więcej ludzi na świecie cierpi nie tylko z powodu nierówności społecznych, ale też represywnych reżimów. Obecnie 3,3 miliardy ludzi żyją w krajach rządzonych autokratycznie. To rekordowy poziom od chwili zainicjowania prac nad Indeksem Transformacji.

Najnowszy indeks zalicza 58 państw do autokracji (w 2016 było ich 55), a 71 do demokracji (w 2016: 74). Jednak to nie wzrost autokracji niepokoi autorów raportu Fundacji Bertelsmanna. „Problematyczne jest ograniczanie praw obywatelskich i standardów państwa prawa” – czytamy w raporcie. Praworządność została ograniczona w ostatnim czasie w 40 krajach. W 50 państwach ograniczono wolności polityczne.

Największe postępy w demokratyzacji poczyniły, według ekspertów Fundacji Bertelsmanna, Burkina Faso i Sri Lanka. Sytuacja polityczna pogorszyła się z kolei w 13 państwach. Pięć z nich (Bangladesz, Liban, Mozambik, Nikaragua i Uganda) nie spełnia nawet minimalnych standardów demokratycznych – czytamy w raporcie.

Fundacja Bertelsmanna z siedzibą w Guetersloh to polityczny think tank regularnie analizujący zmiany zachodzące w społeczeństwach.

 

Katarzyna Domagała

Katarzyna Domagała

 

REDAKCJA POLECA

 


Adam Mazguła: Kobieta daje życie i trzeba ją chronić. Wspierajmy nasze Panie, panowie, bo PiS buduje nam piekło na ziemi

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Wolny wybór, edukacja, wzajemny szacunek, zaufanie i odpowiedzialność za nasze życie jest drogowskazem dla przyszłości. Nie ma zgody na zakazy, agresję i represję w życiu Polaków

 

Od wieków ludzkość przestrzegała reguły, że najważniejsze są kobiety. Nawet na podbitych terenach wybijano mężczyzn lub robiono z nich niewolników, często ten sam los spotykał dzieci. Co innego kobiety, one zapewniały ciągłość i stabilność rodziny.

Dzisiaj, słysząc krzyk dewotów katolickich, że chcą chronić życie, więc walczą o zygoty i niezdolne do samodzielnego życia płody, a nie o kobiety, mam wrażenie, że dotarliśmy w tym absurdzie do ściany głupoty.

To kobieta ma zdolność rodzenia dzieci, nie tego jedynego, które może być nieuleczalnie chore, ale wielu zdrowych, oczekiwanych i chcianych, które będą otaczane miłością całych rodzin i środowisk.

Aborcja rozwijającego się w łonie kobiety płodu, nawet z dużą wadą, niezdolnego do życia, to nie tylko sprawa kobiet ale i mężczyzn oraz całych rodzin, chociaż to kobiety ponoszą największą odpowiedzialność i to ich sumienie krwawi do końca życia.

Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jesteśmy gotowi na macierzyństwo i oddanie się całkowite temu jedynemu niezdolnemu do życia dziecku, czy też chcemy mieć ich więcej i poświęcać im nasze życie.

Mężczyźni często lekceważą moment, gdy trzeba podjąć tak trudną decyzję. Tacy jednak, których to spotkało – szybko przekonali się o koniecznym poświęceniu dla dziecka, które i tak nie ma szans na normalne życie. Wielu z nich odchodzi od swoich partnerek, bo nie ma w sobie dostatecznych pokładów miłości.

Nie zostawiajmy kobiet samych w sytuacji, gdy nie będzie prawa wyboru, tylko represje karne narzucone przez „czarną miłość bliźniego”.

Z agresji władzy w stosunku do kobiet wynikają konsekwencje również dla mężczyzn. Kto pod nieobecność kochanej istoty w domu zajmie jej miejsce? Kto zajmie się wspólnym wychowaniem dzieci, utrzymywaniem ciepła ogniska domowego, kto będzie współodpowiedzialny za tworzenie rodziny? Chazan, Godek, biskupi czy prezes drabinkowy?

Biskupi z niebywałą agresją żądają zakazów, ale nie chcą za takie uchwały ponosić odpowiedzialności. Nie ma gotowości do niej również w posłusznych biskupom ławach sejmowych. Nie ma w zamian za zakaz aborcji (dzieci niezdolnych do życia) gwarancji opieki opresyjnego państwa, nie ma zasiłków i systemu wsparcia dla takiej rodziny.

Jeśli zdarzy się tak w twojej rodzinie – to masz do wyboru: albo siedzieć w więzieniu, albo zwolnić się z pracy i dożywotnio pielęgnować niezdolną do życia istotę.

Niech kompletnie nieodpowiedzialne brunatno – czarne środowisko dewotów katolickich nadal propaguje swoje złote myśli i czyny, ale w stosunku do swoich wiernych wyznawców, skoro tak dobrze im życzy!

Wspierajmy nasze kobiety, panowie, bo PiS buduje nam piekło na ziemi, nie tylko w sprawie całkowitego zakazu aborcji.

Adam Mazguła: Kobieta daje życie i trzeba ją chronić. Wspierajmy nasze Panie, panowie, bo PiS buduje nam piekło na ziemi

Adam Mazguła. Fot. Adam Mazguła / Facebook

Nie mamy już obowiązującej Konstytucji RP, prawa do prywatności, wolnych sadów, bezstronnej prokuratury i policji, nie ma edukacji, coraz mniej wolności i tylko indoktrynacja. Tak więc będziemy musieli się nauczyć udowadniać niewinność, a nie, jak do tej pory, winę…

Katolicka nienawiść do ludzi budzi grozę, wielu z nas nie może odnaleźć się w świecie, w którym religia zawodzi.

Wolny wybór, edukacja, wzajemny szacunek, zaufanie i odpowiedzialność za nasze życie jest drogowskazem dla przyszłości. Nie ma zgody na zakazy, agresję i represję w życiu Polaków.

Dlatego musimy iść na Czarny Protest nie tylko pod sejm, ale wszędzie tam, gdzie jest szansa, że nasz protest osłabi tę nieludzką władzę zmowy biskupów z politycznymi miernotami.

 

Adam Mazguła

 

 

 

Książka „Adam Mazguła – Żołnierz gorszego sortu” dostępna w księgarniach na terenie całej Polski i w systemie sprzedaży internetowej.

Dystrybutorem książki jest Ateneum

 

Na terenie Wielkiej Brytanii książkę można kupić po złożeniu zamówienia TUTAJ >>>

 

 


Drukarki 3D naszą przyszłością

Na wstępie pokrótce wytłumaczę, co to jest drukarka 3D i na czym polega jej praca. Niektórzy z nas, szczególnie starsze pokolenie, prawdopodobnie do końca nie wie na czym polega drukowanie 3D, mimo, że pojęcie drukarki jest im doskonale znane.

Drukarki 3D naszą przyszłością

Drukowanie 3D, to nic innego jak drukowanie przestrzenne. Od zwykłego drukowania różni się to tym, że możemy wytwarzać różnego rodzaju obiekty. Jest to coś, co na pewno zmieniło oblicze świata, szczególnie jeśli chodzi o medycynę.

Drukarki te to koszt kilku tysięcy złotych, są ogólnodostępne, więc każdy może je kupić i próbować swoich sił. Tańsze drukarki są w stanie drukować z jednego materiału, drukarki droższe mają opcje drukowania z kilku, co umożliwia nam na tej samej drukarce wydrukować czekoladę jak i ubranie.

Na samym początku drukarki te były wykorzystywane przede wszystkim, bo w takim celu zostały stworzone, do drukowania prototypów. Wraz z postępem dokładności wykonywania przedmiotów, stała się również metodą do wytwarzania zabawek, czekoladek, ubrań, a nawet protez. To właśnie protezami te drukarki zawładnęły światem medycyny.

Teraz tymi drukarkami jesteśmy w stanie wydrukować praktycznie wszystko. Jest to świetny sposób z perspektywy lekarzy i naukowców. Może to dać niesamowite możliwości w odkrywaniu nowych wynalazków, a lekarzom podjęcia prób, do drukowania kości, czy nawet tkanek.

Również druk wielkoformatowy odgrywa tutaj szczególną rolę. Drukarki wytwarzają przeróżne przedmioty, takie jak meble do mieszkania. Ta branża rozwija się naprawdę świetnie.

Co roku mamy do czynienia z coraz to nowymi pomysłami i patentami na druk 3D. Uniwersytety dostają ogromne fundusze na stworzenie jeszcze lepszych i wydajniejszych drukarek. Wyścig rozpoczął się na dobre i każdy stara się zrobić coś, czego nie zrobił jeszcze nikt w tym kierunku.

Z perspektywy szarego człowieka jest to ogromna szansa na wyleczenie jego dolegliwości, czy chorób. Są bowiem słuchy, że drukarki 3D w niedalekiej przyszłości będą w stanie drukować prototypy narządów.

Jednak, żeby drukarka 3D mogła drukować potrzebujemy dać jej najpierw projekt z którego będzie korzystać przy drukowaniu. Z pomocą przyszły specjalistyczne programy umożliwiające nam komputerowe projektowanie figur i kształtów pod drukarki 3D. Jednym z przykładów takich programów może być Auto CAD z którego wiele firm i inżynierów korzysta, aby zaprojektować rzecz pod druk.

Ciekawostką może być to, że we Francji istnieje restauracja która oferuje klientom jedzenie wydrukowane w drukarkach 3D. Jak się okazuję, jest wiele chętnych na spróbowania takich dań. Mimo, że ceny dochodzą do kilkuset euro.

Drukowanie 3D, to wynalazek, który już zmienił oblicze świata. Jest ciągle rozwijany, więc możemy się spodziewać jeszcze więcej. Miło popatrzeć, że świat nie uczestniczy tylko w wyścigu „kto zrobi większą bombę”. Cieszy mnie to, że ludzie potrafią skupić swoją inteligencję na stworzeniu czego co ułatwi wszystkie funkcjonowanie, a nawet pozwoli na leczenie ciężkich chorób i dawanie drugiej szansy osobom pozbawionym kończyn.

Artykuł został przygotowany przez drukarnię cyfrową KSERO AO, specjalizującej się w druku wielkoformatowym


Adam Mazguła: Morderstwo ze szczególnym okrucieństwem, w dodatku na komisariacie – nie ma sprawców!

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Kiedy mordercy uzyskali status ochronny od politycznych mocodawców, stali się nietykalni, ale politycy stali się współodpowiedzialni za tortury Igora Stachowiaka i jego śmierć na komisariacie. Czym zatem różnią się morderstwa Grzegorza Przemyka z maja 1983 roku i Igora Stachowiaka? Władza tak samo tuszuje sprawę

 

Morderstwo na komisariacie – nie ma sprawców,

chociaż wszyscy widzieli przekaz telewizyjny, jak zatrzymywano rosłego i sprawnego fizycznie młodego mężczyznę. Trzeba było aż kilku policjantów, aby go w ogóle zatrzymać i przewieźć na komisariat. Po kilku godzinach już nie żył…

Opublikowano relację, ukazującą tortury zakutego w kajdanki Igora Stachowiaka, jednak prokuratura nie znalazła podstaw do przedstawienia zarzutów sprawcom.

Stopklatki z nagrania z paralizatora. Fot. Źródło: TVN24

Co za skandal tej władzy!

Co za skandal – morderstwo ze szczególnym okrucieństwem, w dodatku na komisariacie policji!

Nikogo normalnego nie trzeba przekonywać, że przyczyną śmierci było maltretowanie niewinnego człowieka, a partia rządząca robiła i robi wszystko, by zatuszować tę sprawę.

Wszyscy, za sprawą dziennikarza TVN, widzieli, jaki był stan sprawności zatrzymywanego bezpodstawnie człowieka, jakim torturom go poddawano, aby oprawcy mogli podłączyć paralizator tam, gdzie mężczyzna odczuwa największy ból. Z materiałów filmowych wiemy, jak policjanci pastwili się nad nim.  Z. Ziobro, bóg PiS-u występujący w trzech osobach, stwierdza, że nie ma podstaw do przedstawienia zarzutów policjantom?

Co za kłamstwa, co za analfabetyzm prokuratorski, co za ich służalczość polityczna. Wszystko to jednak mogło się zdarzyć, bo policjanci, jacy są – każdy widzi, ale to M. Błaszczak i Z. Ziobro zataili sprawę. Kiedy w sejmie dyskutowano nad tym problemem, to sam prezes drabinkowy wziął w obronę M. Błaszczaka, – dlaczego? Wiceminister Zieliński kłamał, że nic nie wie. Podobnie kłamał komendant policji i wielu innych. Mało tego, nikomu nie tylko nie spadł przysłowiowy włos z głowy, za to sprawcy mogli liczyć na opiekę władzy w szukaniu etatu w żandarmerii wojskowej czy też w spokojnym, i z honorami, odejściu ze służby.

Kiedy mordercy uzyskali status ochronny od politycznych mocodawców, stali się nietykalni, ale politycy stali się współodpowiedzialni za tortury Igora Stachowiaka i jego śmierć na komisariacie.

Czym zatem różnią się morderstwa Grzegorza Przemyka z maja 1983 roku i Igora Stachowiaka?

Władza tak samo tuszuje sprawę. Różnica polega jednak na tym, że w pierwszym przypadku tuszowanie odbywało się na niskim szczeblu, a w sprawie Igora Stachowiaka najwyższe władze postanowiły utrudniać dostęp do najbardziej podstawowych informacji. Kiedy zamordowano ks. Jerzego Popiełuszkę – sprawców wskazano i osadzono niemal natychmiast.

Krew na rękach PiS-owskich polityków – to także ponad 35 byłych funkcjonariuszy państwowych, którym PiS odebrał honor, opluł i pozbawił środków do życia.

Dla mnie brunatni partyjniacy PiS-owskiej władzy są współodpowiedzialni za śmierć wielu osób. To następstwo faszystowskich zapędów, to buta, sobiepaństwo i kompletny brak odpowiedzialności.

PiS – to kłamstwa, oszustwa, ignorancja, brak logiki działania i ślepota poddańcza wobec biskupów katolickich w Polsce.

Zapłacicie za swoje czyny, to wiem na pewno!

 

Adam Mazguła

 

 

 

 


100 dni rządów Morawieckiego: Miało być lepiej, a jest gorzej, niż było

„Miało być lepiej, a jest gorzej, niż było” – ocenił dziennikarz Onet.pl w swoim komentarzu do pierwszych stu dni rządów premiera Morawieckiego.

100 dni rządów Morawieckiego: Miało być lepiej, a jest gorzej, niż było

Zdaniem publicysty, Morawiecki obejmował urząd premiera przede wszystkim w jednym celu: miał poprawić wizerunek Polski na arenie międzynarodowej, tymczasem opinia międzynarodowa zapamiętała go jako przywódcę, który mówił o żydowskich sprawcach Holokaustu, czym doprowadził do najostrzejszego konfliktu w ciągu ostatnich lat w relacjach nie tylko z Izraelem, ale także Stanami Zjednoczonymi. – Kolejne wystąpienia Morawieckiego raczej tylko podgrzewają i tak już gorącą atmosferę. – ocenia Onet.pl

Również w relacjach z Brukselą w ciągu stu dni premier nie przedstawił żadnej polskiej wizji Europy. Bardzo krytycznie przyjęto tzw. białą księgę, która zamiast uspokoić Unię, jeszcze bardziej zaogniła sytuację. Morawiecki próbuje być człowiekiem dialogu, choć przez wielu unijnych polityków postrzegany jest jako ten, który nie ma mandatu na żadne ustępstwa – zaznacza dziennikarz Onet.

Nie tylko na arenie międzynarodowej, ale i na krajowym podwórku nie widać, spektakularnych sukcesów nowego szefa rządu. Nie dość tego, ale pomimo iż PiS w kampanii wyborczej wielokrotnie obiecywało, że skończy z arogancją władzy i przywilejami, których symbolem stały się „ośmiorniczki”, to jak się okazało, za rządów Morawieckiego pieniądze publiczne mocno lepią się „do ministerialnych rączek”.

„Zawód”

Sto dni szybko przeminęło, a premier Mateusz Morawiecki nie wykazał się, niczym dobrym. Z tym zgadza się obóz rządzący, jak i reszta – „zawód” to określenie, jakie coraz częściej słychać w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej.

W artykule Onetu nie napisano, że premier M. Morawiecki „tam był i rozmawiał z tymi, z którymi polecił mu i pozwolił” wódz PiS, J. Kaczyński, że w tym czasie prezes „zezwolił” na rozpoczęcie przejmowania „Lotosu” przez „Orlen” – co za jakiś czas osłabi pozycję polskiego lobby paliwowego.

Nie napisali, a szkoda, że za dobre wyniki spółek KGHM i Grupy „Lotos”, prezesi pożegnali się ze stanowiskami, że w rządzie dwie kobiety (Kempa i Szydło) niczego nie robią, tylko jeżdżą i podsycają dyskusję.

Takich niezauważonych spraw jest więcej w kraju, a za granicą, poza UE: nasila się konflikt z Ukrainą – co jest naganne i niebezpieczne.

Jedynym „sukcesem” M. Morawieckiego z Wrocławia jest odkrycie, że 1968 roku nie było Polski. Tym odkryciem skompromitował siebie i Wydział Filozoficzno-Historyczny Uniwersytetu Wrocławskiego (który nie zdementował słów swojego absolwenta). – To dyskwalifikuje M. Morawieckiego w pełni i on razem z prezydentem A. Dudą muszą zastanowić się poważnie, jak będą liczyć 100 lat niepodległości Polski. Wychodzi bowiem, że odliczając lata II wojny światowej i okresu pod „komunistyczną okupacją”, 11.11.2018 roku będzie 50. rocznicą niepodległości z przerwami.

W związku, z czym kieruję apel do wodza PiS:

prezesie Jarosławie Kaczyński, nie ma co czekać, nie można eksperymentować, trzeba brać sprawy w swoje ręce.

Musi Pan zostać premierem, bo nie ma Pan kadr, które umieją rozgrywać wszystkich i kluczyć w polityce jak Pan.

Niech się Pan wreszcie zdecyduje działać otwarcie.

 

Andrzej Kramarski

(df) thefad.pl / Źródło: Onet.pl