Uzyskałeś dochody z zagranicy? Pamiętaj o ich rozliczeniu w Polsce — fiskus nie odpuści
Polacy, którzy wyjeżdżają za granicę do prac sezonowych, muszą pamiętać o rozliczeniu dochodów z tego tytułu przed polskim fiskusem. Dotyczy to też dochodów z wynajmu nieruchomości za granicą czy sprzedaży akcji. Przy takim rozliczeniu podatnik musi koniecznie zweryfikować umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania. Obowiązek rozliczenia podatku w Polsce nie obejmuje rodaków, którzy na stałe mieszkają i pracują poza krajem.
– Podatnicy, którzy osiągają dochody zagraniczne, powinni zwrócić szczególną uwagę na rozliczenie ich w Polsce. Dotyczy to osób, które są polskimi rezydentami podatkowymi. Jeżeli ktoś zmienił rezydencję podatkową, to siłą rzeczy dochodów zagranicznych w Polsce już nie opodatkowuje – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Misiak, doradca podatkowy, szef zespołu ds. podatków osobistych w Spółce Doradztwa Podatkowego MDDP.
Polskimi rezydentami podatkowymi są osoby, które mają w Polsce miejsce zamieszania – tzw. ośrodek interesów życiowych (centrum interesów osobistych lub gospodarczych) lub przebywają na terytorium kraju dłużej niż 183 dni w roku podatkowym. Takie osoby muszą rozliczyć w Polsce całość swoich przychodów – uzyskanych zarówno w kraju, jak i za granicą.
Ten obowiązek nie obejmuje jednak Polaków, którzy wyjechali z kraju i na stałe mieszkają i pracują za granicą. Ich liczbę GUS szacuje na ponad 2,5 mln. Rodacy – którzy przebywają np. w Niemczech czy Wielkiej Brytanii i do kraju przyjeżdżają tylko okazjonalnie, powinni rozliczyć się w miejscu zamieszkania. Z kolei osoby, które wyjeżdżają za granicę do prac sezonowych, muszą rozliczyć dochody z tego tytułu przed polskim fiskusem.
– Do dochodów zagranicznych należą też te osiągane z działalności na giełdzie zagranicznej. Przykładowo, podatnik, który decyduje się na kupno i sprzedaż akcji za granicą, powinien te dochody również rozliczyć w Polsce. Źródeł dochodów zagranicznych do opodatkowania w Polsce może być wiele. Jeżeli ktoś posiada rachunek bankowy za granicą albo dokonuje inwestycji za pośrednictwem zagranicznej firmy inwestycyjnej, również ma obowiązek rozliczyć się w Polsce. Podobnie jak dochody z dywidend, transakcji na pochodnych instrumentach finansowych, dochody z papierów wartościowych, umorzenia sprzedaży jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych czy kapitałowych, forexy, bitcoiny – wylicza Anna Misiak.
Doradca podatkowy zauważa, że – szczególnie w odniesieniu do dochodów kapitałowych – jest cały szereg aspektów, które trzeba wziąć pod uwagę przy rozliczeniu. Podatnik powinien zweryfikować umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania, a jeżeli od dochodów za granicą został wcześniej pobrany podatek, sprawdzić, czy i w jakiej wysokości jest uprawniony do tego, żeby w Polsce odliczyć podatek zagraniczny.
– Bardzo często omyłkowy dla podatników jest fakt, że od tych samych dochodów osiąganych za granicą, tutaj w Polsce podatek jest pobierany np. przez bank albo fundusz, którego jednostki zakupiono. Niestety, tego samego rodzaju dochody osiągane za granicą muszą być rozliczane przez samego podatnika. To podatnik musi je samodzielnie w Polsce zadeklarować, przejąć na siebie obowiązek skalkulowania dochodu w Polsce do opodatkowania, zastosowania odpowiedniej stawki i zweryfikowania umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania – mówi doradca podatkowy w MDDP.
Równie skomplikowane rozliczenia wiążą się z dochodami osiąganymi z pracy za granicą np. z zatrudnienia lub zasiadania w zarządzie lub radzie nadzorczej spółek zagranicznych. W tym przypadku podatnik również powinien zweryfikować umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania i sprawdzić, czy w Polsce jego dochody będą mu ponownie podlegać – albo co zrobić, żeby tego uniknąć. Polskie przepisy przewidują np. ulgę abolicyjną dla rozliczenia niektórych dochodów, również tych osiąganych za granicą.
– Jest kilka kroków niezbędnych, ażeby przygotować się do zeznania z dochodami zagranicznymi. Na początek, rekomendowałabym zebranie informacji o tym, w jakiej wysokości oraz w jakim miesiącu został osiągnięty dochód zagraniczny i do jakiej kategorii przychodów podatkowych można go zakwalifikować. Potem konieczne jest zweryfikowanie polskich przepisów i umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, ażeby te dochody właściwie rozliczyć w polskim zeznaniu rocznym – mówi Anna Misiak.
Doradca podatkowy podkreśla też, że polscy rezydenci podatkowi muszą pamiętać o obowiązku rozliczenia zagranicznych dochodów, ponieważ od 2016 roku zagraniczne i polskie organy podatkowe automatycznie i w znacznie szerszym zakresie niż do tej pory wymieniają informacje o dochodach odsetkowych, dywidendowych, o dochodach z kapitałów pieniężnych, dochodów z najmu nieruchomości położonych zagranicą, a także o stanie rachunku bankowego, który podatnik ma założony za granicą.
– Te informacje docierają lub w najbliższym czasie dotrą do polskich organów podatkowych, które z automatu pozyskają zza granicy znacznie szerszą wiedzę o dochodach polskich podatników. Biorąc pod uwagę ten aspekt, aby uniknąć potem niespodziewanych zapytań ze strony US, warto się do tego dobrze przygotować – mówi Anna Misiak.
newseria.pl
Roman Giertych: Klęska Macierewicza

Roman Giertych
Pan Macierewicz nie zaprzestanie do końca życia opowiadać bzdur, gdyż nie może się już z tego wycofać. Ale jako polityk jest skończony
Prokuratura kierowana przez PiS uzyskała opinię, że wszelkie bajki o zamachu opowiadane od ośmiu lat przez PiS to kłamstwo.
Nie było wybuchów, bomb, sztucznej mgły, dobijania rannych, elektromagnesów, bomby termobarycznej, pasów z bombami etc. Była natomiast brzoza, naciski ze strony pasażerów VIP na pilotów, błędy pilotów, nieprawidłowości w funkcjonowaniu wieży kontrolnej.
Cały mit założycielski władzy Jarosława Kaczyńskiego upadł.
PiS doszedł do władzy na kłamstwie smoleńskim i na upadku tego kłamstwa władzę straci. Oczywiście nikt nie przeprosi pomówionych polityków PO, nikt nie przeprosi oszukanego społeczeństwa, ale fakt pozostanie faktem.
Przez osiem ostatnich lat przedstawiciele rządzącej obecnie partii kłamali i oszukiwali, aby dojść do władzy poprzez dyskredytację Platformy Obywatelskiej. Pan Macierewicz nie zaprzestanie do końca życia opowiadać bzdur, gdyż nie może się już z tego wycofać. Ale jako polityk jest skończony, a jego klęska pociągnie partię, której jest wiceprezesem na dno.
Bo tak się zawsze kończą kłamstwa. Mają krótkie nóżki, którym żadna drabinka nie pomoże. Ani nawet trzymetrowy pomnik.
Od tych, którzy głosili tezę o zamachu oszukani przez Macierewicza musimy wymagać, aby przeprosili za głoszone tezy. Gdyż tego wymaga elementarna uczciwość.
Roman Giertych
20 marca – Międzynarodowy Dzień Szczęścia
Szczęście w 50% zależy od naszych genów, 10% od czynników zewnętrznych, a w 40% od tego, jak funkcjonujemy w świecie, wnioskujemy i analizujemy życie – to nasze codzienne wybory i decyzje.
Każdy chce być szczęśliwy, a wciąż niewielu zastanawia się, czym dla nich jest szczęście. Znalezienie odpowiedzi jest natomiast pierwszym krokiem do tego, by osiągnąć ten stan. 20 marca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Szczęścia – to dobry moment, aby się zatrzymać i zadać sobie to, wcale niełatwe, pytanie.
Szczęście nie jest chwilowym, krótkim momentem hedonistycznej przyjemności. To konkretny stan rozumiany jako pełnia i akt woli. I choć istnieją jego pewne uniwersalne aspekty, to jednak każdy z nas rozumie je trochę inaczej.
– Ludzie szukają szczęścia tam, gdzie go nie ma i gdzie go nie znajdą. Tymczasem istnieją naukowo sprawdzone sposoby, jak pracować nad dobrostanem, rozumianym jako pełne, dobre życie. Cywilizacja sugeruje nam: Będziesz szczęśliwy, jeśli… (np. osiągniesz sukces). Nauka dowodzi, że jest odwrotnie. Najpierw szczęście, potem reszta – mówi Piotr Bucki, autor zestawu fiszek „Jak znaleźć szczęście?”. Dodaje: Fakt, że mamy 40% wpływu na to, czy jesteśmy szczęśliwi, to wbrew pozorom bardzo dużo. Jest szereg małych nawyków, które regularnie powtarzane, potrafią wpłynąć na nasz poziom szczęścia. Trzeba tylko zrobić ten pierwszy krok – określić, czym jest dla nas szczęście, a następnie ustalić plan, jak je chcemy osiągnąć.
Największym wrogiem szczęścia jest ślepa pogoń za nim. Aby być w pełni szczęśliwym, nie powinniśmy nieustannie porównywać się z innymi, zrównywać szczęścia z chwilowymi przyjemnościami, które są jedynie jednym z jego wielu elementów. Powinniśmy stworzyć własną definicję szczęścia.
Projekt szczęście – opracuj plan i działaj
Szczęście to cała gama czynności i zachowań, które regularnie powtarzane stają się nawykiem. A każdy dobry nawyk przybliża nas do poczucia pełni szczęścia, którego szukamy na każdej płaszczyźnie naszego życia, zarówno w życiu prywatnym, jak i w miejscu pracy. Poziom szczęścia Polaków w pracy zbadała agencja pracy Jobhouse i ku zdziwieniu wielu – wyniki jasno pokazały, że poza aspektem finansowym niezwykle ważne są dla ludzi relacje i możliwość realizacji pasji.
– Jestem głęboko przekonana, iż osoba, która jest szczęśliwa w pracy, ma także większe szanse na zadowolenie z życia prywatnego. Te dwie płaszczyzny bardzo się przenikają i mają wpływ na siebie nawzajem. Przygotowaliśmy badanie „Szczęście w pracy Polaków”, by skłonić pracowników do zastanowienia się, czy aktualne miejsce pracy daje im poczucie spełnienia i satysfakcji, czy jest wręcz źródłem frustracji – mówi Natalia Bogdan, właścicielka firmy rekrutacyjnej Jobhouse. Dodaje: Badanie wykazało, że Polacy są umiarkowanie szczęśliwi w pracy (w skali od 1 do 10 swój poziom szczęścia określili na 6,3). Czynniki, które wymienili jako wpływające na ich ocenę to: dobre wynagrodzenie, współpracownicy, na których można liczyć, oferowane możliwości rozwoju, zachowanie równowagi pomiędzy pracą a życiem prywatnym oraz czas dojazdu do pracy.
Ustalając swoją własną definicję szczęścia, zarówno w sferze kariery zawodowej, jak i życia rodzinnego, warto opracować plan poszczególnych kroków, przybliżających nas do głębokiego poczucia szczęścia. Pomogą nam w tym fiszki „Jak znaleźć szczęście?”. Na 38 kartach znajdziemy codzienne zadania lub przemyślenia, które zmotywują nas do wprowadzenia w życie realnych zmian. Same karty są na tyle małe, że można je zmieścić do torebki czy kieszeni i nie znajdować wymówek w postaci braku czasu. Przejście przez cały cykl zawartych w nich ćwiczeń to systematyczna praca nad sobą, która buduje w nas dobre nawyki.
newsrm.tv
Pełna klapa „białej księgi”, „zafałszowania” i dalsze grillowanie rządu Morawieckiego w Brukseli
Ani Rada UE, ani Komisja Europejska nie odpuszczają Polsce w sprawie zagrożonej praworządności. „Biała księga” wręcz rozsierdziła niektóre kraje Unii.

Premier Mateusz Morawiecki przedłożył w Brukseli „białą księgę” ws. praworządności w Polsce. Fot. Źeódło: dw.de
Polska była we wtorek (20.03.2018) ponownie jednym z tematów spotkania Rady UE ds. Ogólnych, czyli unijnych ministrów do spraw europejskich. Premier Mateusz Morawiecki przedstawił niedawno w Brukseli „białą księgę”, w której rząd przekonuje do swych dobrych intencji i pożytków ze zmian w Trybunale Konstytucyjnym w 2016 r. oraz czterech ustaw sądowniczych z 2017 r. Polskie władze – jak się wydaje – stawiały na to, że skoro kraje UE nie mają ochoty na wybuchowy spór z Polską, to potraktują „białą księgę” jako wymówkę do kolejnego wielomiesięcznego „dialogu”. A nawet do zawieszenia postępowania z dyscyplinującego artykułu 7.1. Traktatu o UE. Ale na razie nic z tego nie wyszło.
– Widzimy gotowość Polski do dalszego poszukiwania dialogu z Komisją Europejską. Ale ostatecznie nasze oczekiwania są jasne: oczekujemy też wprowadzenia odpowiednich zmian ustaw w Polsce, by zastrzeżenia Komisji zostały uwzględnione – zadeklarował niemiecki minister ds. europejskich Michael Roth tuż przed wtorkowymi obradami.
Podczas spotkania Rady UE wiceprzewodniczący Komisji Frans Timmermans nie znał jeszcze treści formalnej odpowiedzi rządu Morawieckiego na zalecenia praworządnościowe, która powinna być przesłana Brukseli w nocy z wtorku na środę. Ale zgodnie z zapowiedziami Morawieckiego w tej odpowiedzi nie ma żadnych niespodzianek. Polska nie proponuje nawet najmniejszych ustępstw i odrzuca krytykę ze strony Komisji. „Polska zwraca się do Komisji o wstrzemięźliwość w dokonywaniu przedwczesnych ocen wprowadzanych zmian do czasu ich pełnego wdrożenia. Polska strona wyraża gotowość do dokonania oceny, wspólnie z Komisją Europejską, rezultatów przyjętych rozwiązań” – głosi pismo przygotowane dla Brukseli przez rząd Morawieckiego.
„Zafałszowania” białej księgi
Autorzy „białej księgi” przekonują, że nowe polskie rozwiązania nie różnią się od stosowanych w innych krajach UE. Jednak m.in. ministrowie z Francji i Hiszpanii – wedle naszych informacji – stanowczo odrzucili we wtorek te porównania do swych krajów jako nieuprawnione, nieprecyzyjne lub mijające się z faktami, a ponadto wyjęte z ich kontekstu ustrojowego. Niemiecki minister Roth miał za zamkniętymi drzwiami powiedzieć o „zafałszowaniach” w polskiej „białej księdze”.
– Jesteśmy gotowi, by zorganizować poszerzoną dyskusję na temat białej księgi, jeśli tylko będzie taka wola ze strony Rady UE – powiedział po obradach polski minister Konrad Szymański. Ale unijni ministrowie wyrazili wolę, by rozmowy z Polską o praworządności – wbrew nadziejom Warszawy – nadal prowadziła Komisja Europejska.
Dalsze grillowanie rządu Morawieckiego
– Kontynuujemy z artykułem siódmym. Wrócimy do tematu na kolejnej Radzie UE ds. Ogólnych [17 kwietnia] – zadeklarował Timmermans po spotkaniu Rady UE. Podczas obrad zwracał uwagę na krytykę organizacji sędziowskich wobec „białej księgi”. Komisja Europejska zapewne już wkrótce ogłosi swą formalną ocenę odpowiedzi ze strony Polski.
Finałem postępowania w ramach art. 7.1 byłoby – jeśli Polska nadal nie będzie gotowa do choćby częściowych ustępstw – przyjęcie deklaracji o „wyraźnym ryzyku poważnego naruszenia praworządności” przez Polskę, do czego trzeba głosów 22 z 27 krajów w Radzie UE (bez Polski) oraz co najmniej 2/3 głosów w europarlamencie. Tyle że ani Komisji, ani wielu krajom Unii do tych głosowań teraz się nie spieszy – również dlatego, że uzyskanie większości 22 krajów nie jest gwarantowane. O ile postępowanie z art. 7.1. będzie kontynuowanie, to pierwszym etapem zapewne będą prace Rady UE nad jej własnymi rekomendacjami dla Polski (zapewne podobnymi do zaleceń Komisji), czyli dalsze polityczne „grillowanie” rządu Morawieckego.
REDAKCJA POLECA
Dariusz Stokwiszewski: Ignorancja czy polityczna manifestacja Andrzeja Dudy?!

Dariusz Stokwiszewski
Dlaczego prezydent Polski - Andrzej Duda - lekceważy zasady, na które Polska zgodziła się, podpisując Traktaty Europejskie w 2004r? Dlaczego co chwila robi z nas przedmiot kpin w Europie i świecie zamiast poważnego partnera do współpracy?
Wczorajsze spotkanie polskiego prezydenta z niemiecką kanclerz Angelą Merkel okazało się (zwłaszcza dla uważnych obserwatorów), znacznie bardziej „ciekawe” niż można było oczekiwać. Wybrana już po raz czwarty na to najważniejsze w Niemczech stanowisko polityczka odwiedziła w Belwederze prezydenta Andrzeja Dudę, z którym rozmawiała o wielu istotnych dla obu stron kwestiach. Wspólnym mianownikiem całego spotkania było jednak odniesienie się do wzajemnych relacji, (co mocno chcę podkreślić) w kontekście całej współpracy europejskiej.
Nie od dziś wiadomo, że Wspólnoty Europejskie, od początku l. 50. XX wieku, stanowiły dla Niemiec priorytetowy projekt polityczny. To właśnie Niemcy, które wywołały dwie krwawe wojny światowe, otrzymały wówczas szansę na „odkupienie swych win” poprzez wejście do elitarnego grona, demokratycznych państw Zachodu, z którymi w 1952 roku powołały do życia pierwszą wspólnotę, gospodarczą – EWWiS. Były to: Belgia, Francja, Holandia, Luksemburg i Włochy. Od tego czasu, najpierw Bonn, a następnie Berlin nieustannie umacniały swoją pozycję w Europie, stając się ostatecznie „siłą napędową” całego procesu integracji. Nie można o tym zapominać, kiedy rozmawia się z kimś takim jak Angela Merkel.
Potęgująca się wrogość pomiędzy blokami wschodnim i zachodnim, jak również obawy narodów Europy Zachodniej przed Związkiem Radzieckim, doprowadziły po II wojnie światowej do intensyfikacji prac nad projektem zjednoczonej Europy. Było to o tyle łatwiejsze, że USA z wielką przychylnością patrzyły na działania integracyjne Europy Zachodniej. Rząd USA uważał, że wzmocnienie gospodarcze i polityczne tej części naszego kontynentu było zgodne zarówno z ich interesami, jak i z racją stanu państw europejskich. Poza tym na wcielenie w życie idei integracji wpływ miały także inne, nie mniej istotne czynniki: przeciwstawienie się ekspansjonistycznej polityce ZSRR, odbudowa zniszczonej Europy, a zwłaszcza (w początkowym okresie) zapewnienie jej wzrostu gospodarczego.
Szczególnie znaczącą dla projektu integracji była inicjatywa wciągnięcia do współpracy z Zachodem zniszczonych, ale mogących też być w przyszłości potencjalnym wrogiem, Niemiec. Obawiała się tego Francja, mocno doświadczona imperializmem niemieckim w przeszłości. W związku z tym bardzo popularna stała się idea utworzenia „Stanów Zjednoczonych Europy”. Wielka Brytania odgrywać miała w Europie nie mniej aktywną rolę, choć miała własną wizję bezpieczeństwa (do struktur wspólnotowych przystąpiła dopiero w 1973 roku wraz z Danią i Irlandią).
Odkąd Republika Federalna Niemiec stała się ważną częścią jednoczącej się Europy, cała jej polityka zagraniczna i bezpieczeństwa została ściśle powiązana odpowiednio: ze WE (od 1993 roku, już UE) i NATO.
Przytoczona wyżej dygresja wydała mi się konieczną dla zrozumienia istoty i znaczenia UE, w życiu i działaniu współczesnych i zjednoczonych (w 1990 r.) Niemiec. Dlaczego tak mocno to podkreślam? Otóż dlatego, że tej oczywistej prawdy nie rozumieją niektórzy politycy najwyższego nawet szczebla w Polsce. Nie mogą pojąć tego, że condicio sine qua non naszej dobrej współpracy z Niemcami jest pełna akceptacja UE, takiej, jaką ona jest. Na nic nie zdadzą się tutaj nasze „fochy oraz prężenie muskuł”, w celu pokazania „mocarstwowości” RP, która to potęga jest jedynie fikcją.
Skoro tak jest, to dlaczego prezydent Polski – Andrzej Duda – lekceważy zasady, na które Polska zgodziła się, podpisując Traktaty Europejskie w 2004 r.? Dlaczego co chwila robi z nas przedmiot kpin w Europie i świecie zamiast poważnego partnera do współpracy?
Jak już wyżej pisałem, każda rozmowa w gronie polityków państw UE zawsze kończy się na tematach unijnych; tak było też w tym przypadku. Najlepszą ilustracją tego niech będą słowa prezydenckiego ministra Krzysztofa Szczerskiego, który podsumowując rozmowy Merkel – Duda stwierdził, że Polska i Niemcy powinny zrobić wszystko, aby Europa nie została przez nikogo podzielona. Oto cytat wypowiedzi szefa kancelarii prezydenta Dudy:
Jest bardzo wielu graczy, którzy chcieliby podzielić Europę, jest także bardzo dużo wewnętrznego rozczarowania w ramach Europy. My, jako stabilne rządy Warszawy i Berlina, powinniśmy zrobić wszystko, żeby Europy nikt nie podzielił ani z zewnątrz, ani od wewnątrz.
A to ciekawe panie ministrze, bo pomimo tej patetycznej deklaracji nie zauważyłem w Belwederze nigdzie flagi Unii Europejskiej, na co wyczulona kanclerz Niemiec na pewno zwróciła swoją szczególną uwagę.
🎥 W Belwederze odbyło się spotkanie Prezydenta RP z Kanclerz RFN Angelą Merkel.
– Ta wizyta pokazuje, że kontakty polsko-niemieckie są bardzo dobre – mówił @AndrzejDuda.https://t.co/u9KTVSgE5m pic.twitter.com/AN6n7DdRL3
— Kancelaria Prezydenta (@prezydentpl) March 19, 2018
Czemu i komu to przypisać? Czy świadczyć to ma o ignorancji prezydenta i jego urzędników (co byłoby fatalnym wnioskiem), czy też może takiemu już serwilizmowi w stosunku do Jarosława Kaczyńskiego, że interes narodowy RP zepchnięty został na plan drugi tylko po to, aby zaspokoić dziwne ambicje prezesa, co byłoby nie mniej fatalne nie tylko dla wizerunku Andrzeja Dudy, ale także i Polski? Jeśli, co nie daj Boże, świadomie ryzykuje się interes Polski, to sprawa może i powinna mieć już kwalifikację dużo cięższego gatunku, jednakże ocenę w tej kwestii zostawiam właściwym gremiom i instytucjom.
Ponadto, już od ponad dwóch lat my sami robimy wszystko, aby skłócić się z organami UE – i to tymi najważniejszymi (KE i PE). Robimy to mniej lub bardziej świadomie, co wydaje się tragedią. Bo jeśli się rządzi 38-milionowym państwem, nie rozumiejąc dobrze obowiązujących w polityce międzynarodowej reguł, to jest to wielka tragedia. Nad tym bardzo, jako Polak i patriota boleję, choć zapewne nie jestem odosobniony w tym żalu. Tylko dyletanci mogą myśleć, że w polityce międzynarodowej tak „drobne szczegóły”, jak brak flagi czy też jej odwrócenie (co się także zdarzało) są dla polityków „z krwi i kości” niezauważalne! Niemcy są w przeciwieństwie do nas pedantyczni, a w dyplomacji jeszcze lepsi od nas i to pod każdym względem!
Dariusz Stokwiszewski
Adam Mazguła: Biskupi, odczepcie się od kobiet

Adam Mazguła
Jakim prawem wychylacie się z kościoła, którym zarządzacie, aby szerzyć terror i gwałty w społeczeństwie?
Biskupi Kościoła katolickiego w Polsce są nieprzejednani, muszą za wszelką cenę upokorzyć polskie kobiety; narzucić im swoją chorą wolę – z nienawiści do piękna i harmonii życia obojga płci.
Jak to mają w zwyczaju, swoją walkę o zniewolenie kobiet i tragedie rodzinne nazywają „prawem do życia”.
Nie udało się wcześniej, bo kobiety masowo protestowały, więc teraz naciskają na większość sejmową, by w końcu zrealizowano kolejny podły pomysł narzucania prawa (wymyślonego przez księży) wszystkim obywatelom naszego kraju. Kolejna reforma większości religijnej, która uważa, że ma prawo narzucać swoje decyzje, w formie ogólnie obowiązującego prawa, mniejszości obywateli.
Panowie Biskupi,
ta Wasza podła agresja światopoglądowa wymierzona jest nie tylko w inne religie, ale i w niewierzących. To agresja religijna, gwałcąca wolność wyznawanej religii i wiary, które zagwarantowane są w każdym demokratycznym państwie prawa na świecie. Z jakiego tytułu pozbawiacie tego prawa polskich obywateli?
Jakim prawem wychylacie się z Kościoła, którym zarządzacie, aby szerzyć terror i gwałt w społeczeństwie?
Waszą hipokryzję widać wszędzie.
Wasza wszechobecna pedofilia, oczywiście z miłości do dzieci, panowanie mężczyzn na światem w imieniu Boga i szerzenie strachu przed jego zemstą, w razie gdyby ktoś ośmielił się sprzeciwić Wam, jego namiestnikom – widać już wyraźnie.
Pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, łakomstwo, gniew i lenistwo – to nie tylko siedem grzechów głównych Waszej wiary, ale i Wasza charakterystyka.
Pytam się Was, co tworzycie dla dobra, miłości, wybaczana i miłosierdzia?
Może tą oznaką dobra i miłosierdzia są opływające złotem ściany Waszych świątyń, okupione śmiercią milionów niewiernych na całym świecie? Może miłość i dobro płynie z zakrwawionych obrazów i nagich rzeźb przedstawiających męczeńską śmierć na krzyżu czy rzeź niewiniątek. Może Wasze umiłowanie śmierci, jako celu życia, nie przystaje do życia na ziemi? Gromadzenie przez Was informacji podczas spowiedzi służy ludziom? Czy panowaniu nad grzesznikami?
Panowie Biskupi,
agresywnie i z naciąganiem prawa zagarnianie kolejnych elementów życia obywateli do religijnych celów jest najwyższym rodzajem podłości. Tymczasem Wasz ksiądz -profesor modlił się publicznie o śmierć dla papieża. Czy to też Wasze przesłanie dla ludzi wiary?
Z kościoła wyprowadzacie faszystowskie marsze z przesłaniem „śmierć wrogom ojczyzny i wieszanie ludzi zamiast liści”. To jest Wasze przesłanie miłości?
Za pieniądze unijne, przeznaczone dla niepełnosprawnych, robicie propagandowe akcje „zatrzymać aborcję”, to też Wasz przekaz uczciwości?
Obserwując, jak bardzo szczujecie na ludzi, jak bardzo chcecie zawłaszczać kolejne elementy życia społecznego – widzę wyraźnie, że konflikt i zysk za wszelką cenę jest Waszym celem. Jesteście instytucją złodziejską, zakłamaną i fałszywą. Żyjecie z kłamstwa i dla kłamstwa. Waszym celem jest bogactwo i władza, bez żadnej odpowiedzialności.
To jest możliwe tylko w państwie wyznaniowym, jakim pod rządami PiS i wielu wcześniej rządzących partii stała się Polska.
Jeśli ktoś tego nie widzi – to jest ślepy.
Panowie Biskupi,
to od Was płynie zło nienawiści. To od Was płynie przekaz tworzenia podziałów w narodzie, szczucia na ludzi mądrych i proeuropejskich. Chcecie narzucić ludziom misję tworzenia Wielkiego Państwa Chrześcijańskiego Międzymorza.
Po to potrzebne są partie ludzi ciemnych i nierozumiejących świata, takich jak PiS i Kukiz15? Potrzebne są Wam nieodpowiedzialne miernoty z tytułami naukowymi, by sterować nimi w wiadomym Wam celu.
Dość tego!
Odczepcie się od nas, od demokracji, Unii Europejskiej, od naszego prawa wybierania sobie swojej wiary i wyznawanej religii.
Odczepcie się od naszych kobiet i naszej klauzuli sumienia.
W moim świecie lekarz jest po to, by leczyć, a nie modlić się za mnie. Żołnierz jest po to, by dbać o bezpieczeństwo moje i mojego kraju, moje prawa zawarte w konstytucji – z bronią w ręku, a nie z kadzidłem na klęczkach, a naukowiec, by badać rzeczywistość, a nie święconą wodę.
Kto to wymyślił i po co, że to niby kobieta z lubością zabija swoje dzieci?
Jakim trzeba być hipokrytą, jakim durniem bez pojęcia o psychice kobiety – matki, żeby wymyślić takie idiotyzmy? Każda kobieta kocha swoje dziecko i nie zamierza go krzywdzić. Tylko ludzie nie z tego kręgu kulturowego i nie z tego świata mogą myśleć inaczej.
Odczepcie się od naszych kobiet. Nie macie zielonego pojęcia o życiu w harmonii płci i wzajemnym szczęściu. Kobiety, to nie morderczynie Waszych świętych plemników, tylko istoty wrażliwe i kochające dzieci, pełne troski o ich zdrowie i bezpieczne życie.
Byłem pod Waszymi pałacami w sobotę razem z kobietami, które wykrzyczały Wam swoją krzywdę. Będę z nimi tam już zawsze, gdy będziecie zabijać nas „troską” o Wasze interesy.
Adam Mazguła
Brexit: Ważne porozumienie. Londyn ustąpił Brukseli w kwestii Polaków i innych obywateli UE w Wlk. Brytanii
Londyn całkowicie ustąpił Brukseli w kwestii Polaków i innych obywateli UE w Wlk. Brytanii w okresie przejściowym do 2020 r. Będą nabywać te same prawa, które mają ci jeszcze sprzed brexitu.

Główny unijny negocjator Michel Barnier (l.) oraz David Davis brytyjski minister ds. wyjścia Wlk. Brytanii z UE. Fot. Źródło: dw.de
Unijny negocjator Michel Barnier oraz brytyjski minister ds. brexitu David Davis ogłosili w poniedziałek (19.03.18) porozumienie co do warunków okresu przejściowego między wyjściem Wlk. Brytanii z UE (29 marca 2019) a 1 stycznia 2021 r., kiedy powinna wejść w życie nowa, jeszcze niewynegocjowana umowa handlowa między Unią a Londynem.
Jednym z punktów spornych był status około 3 mln obywateli Unii mieszkających i pracujących w Wlk. Brytanii (w tym blisko miliona Polaków).
Premier Theresa May już w ub. roku zgodziła się, by obecne wewnątrz unijne reguły obejmowały wszystkich przyjeżdżających do chwili brexitu, ale nie chciała dać tego samego przywileju przyjeżdżającym dopiero w okresie przejściowym. Londyn zamierzał im głównie ograniczyć prawo do łączenia rodzin.
Jednak minister Davis w poniedziałek całkowicie uległ naciskom Brukseli w kwestii praw obywateli UE.
– Obywatele 27 krajów UE, którzy w okresie przejściowym przyjadą do Wlk. Brytanii oraz Brytyjczycy przyjeżdżający w tym okresie do UE, będą nabywać te same prawa, co przyjeżdżający przed brexitem – ogłosił Michel Barnier.
To oznacza, że Polak, który pojedzie do Londynu za pracą np. w grudniu 2020 r., będzie objęty tymi samymi gwarancjami, co Polacy pracujący tam już teraz. Polakom będzie przysługiwać stałe prawo pobytu („status osoby osiedlonej”) po pięciu latach legalnego zamieszkiwania w Wlk. Brytanii – nawet jeśli te pięć lat upłynie po zakończeniu okresu przejściowego np. w grudniu 2025 r.
W myśl reguł UE legalny pobyt (przed uzyskaniem stałego prawa pobytu) przysługuje osobom pracującym (w tym samozatrudnionym), poszukującym pracy (do pół roku) lub posiadającym wystarczające środki do życia oraz ubezpieczenie zdrowotne. A także ich najbliższym rodzinom – małżonkom, partnerom, niedorosłym dzieciom.
Gwarancje obejmą również „brexitowe dzieci”, czyli urodzone już po grudniu 2020 r. potomstwo obywateli UE, którym – na mocy umowy UE-Londyn – będzie przysługiwać pobyt tymczasowy bądź status osoby osiedlonej.
W przyszłości przy opłatach za studia — podobnie jak jest teraz z obywatelami UE – dzieci te muszą być traktowane na równi z Brytyjczykami. Ponadto nie będzie ograniczeń w przekazywaniu brytyjskich zasiłków dla dzieci mieszkających np. u dziadków w Polsce.
Natomiast różnica pojawi się w przypadku związków (małżeństw, związków partnerskich) obywateli UE z obywatelami krajów spoza Unii. Obecnie Polak z Wlk. Brytanii ma pełną swobodę w sprowadzaniu do Londynu swojej np. rosyjskiej żony. Zachowa to prawo po okresie przejściowym, o ile ślub odbył się do końca 2020 r. (do zeszłego tygodnia Londyn upierał się, by granicą był marzec 2019 r.). Jednak ta zasada nie obejmie niebrytyjskich partnerów i małżonków, jeśli weszli w związki po 2020 r. W ich wypadku brytyjskie władze będą miały prawo – jak już obecnie w przypadku niebrytyjskich małżonków Brytyjczyków – do kontroli, czy np. związek nie jest fikcyjny.
Wasalizacja Brytyjczyków?
Wielka Brytania podczas okresu przejściowego będzie stosować się do wszystkich dotychczasowych praw UE (łącznie z pełną swobodą przepływu obywateli UE), a także uchwalanych już po brexicie (np. latem 2019 r.), czyli w czasie, gdy Londyn nie będzie już miał prawa głosu w żadnej instytucji UE. Torysowscy krytycy premier May, nazywają to zgodą na kilkunastomiesięczną „wasalizację Wlk. Brytanii”. Londyn uzyskał jedynie zapewnienie, że w czasie okresu przejściowego UE nie zmniejszy brytyjskich kwot połowowych w ramach unijnej wspólnej polityki rybackiej.
W okresie przejściowym Londyn będzie płacił składki do budżetu UE tak, jakby był krajem członkowskim Unii.
Irlandzki „bezpiecznik”
Przywódcy 27 krajów Unii postanowią w ten piątek na szczycie UE, czy dotychczasowy, w tym dzisiejszy postęp w negocjacjach z Londynem pozwala na przejście do rozmów o najważniejszych zasadach przyszłych stosunków handlowych między Unią i Wlk. Brytanią. Zanosi się, że szczyt UE da zielone światło dla tych rozmów, co będzie możliwe dzięki – uzgodnionemu dziś – trikowi związanemu z Irlandią.
Unia i Londyn już w 2017 r. porozumiały się, że brexit nie może doprowadzić do odtworzenia kontroli granicznych (chodzi głównie o kontrole celne) między unijną Irlandią i brytyjską Irlandią Płn. Sęk w tym, że nie ma zgody, jak to zrobić. Bruksela zaproponowała kilka tygodni temu, by Irlandia Płn. pozostała częścią unijnego wspólnego rynku. To prawdopodobnie doprowadziłoby do granicy celnej między Ulsterem i resztą Wlk. Brytanii, więc rząd May stanowczo tę propozycję odrzucił. A dziś Barnier i Davis odłożyli ten problem na później – w umowie rozwodowej UE z Londynem zostanie wpisany „bezpiecznik”, czyli zasada „żadnej granicy”, choć doprecyzowanie, jak to zrobić z końcem okresu przejściowego, może się odwlec o parę, a nawet paręnaście miesięcy.
– Chcemy osiągnąć porozumienie o tak bliskich relacjach między UE i Wielką Brytanią po brexicie, że szczególne rozwiązania dla Irlandii Płn. nie będą nawet potrzebne – przekonywał w poniedziałek Davis. Ale Barnier podkreślił, że w razie braku nowych rozwiązań co do granicy irlandzkiej, w życie wejdzie dzięki „bezpiecznikowi” propozycja Brukseli z Irlandią Płn. jako częścią unijnego rynku wewnętrznego.
Londynowi bardzo zależało na uzgodnieniu zasad okresu przejściowego, by jak najszybciej zacząć rozmawiać o przyszłej umowie handlowej na czas po 2020 r.
Na początku marca Donald Tusk w imieniu UE odrzucił dotychczasowe pomysły premier May, by Wielka Brytania zachowała udział w niektórych sektorach rynku wewnętrznego UE (np. chemicznym) dzięki utrzymaniu w nich takich samych przepisów jak w UE. A zarazem mogłaby wycofywać się z regulacyjnej współpracy z UE w danej dziedzinie w wybranym przez siebie momencie.
– Żaden kraj UE nie ma swobody w wybieraniu sobie tylko tych sektorów rynku wewnętrznego UE, które mu pasują. Ani respektowania orzeczeń Trybunału UE tylko wtedy, kiedy służą jego interesom. Dlatego poza wszelką dyskusją jest takie wybiórcze podejście dla kraju spoza UE. Nie poświęcimy naszych zasad – zadeklarował Tusk.
Adam Mazguła: Polak i faszysta? Takie stwierdzenie jest niemożliwe do akceptacji. Dość przemocy i śmierci!

Adam Mazguła
17 marca w wielu miastach Polski odbyły się protesty, prawie niezauważone przez media w Polsce. Protestowali ludzie młodzi, ludzie wrażliwi. Protestowały partie polityczne, stowarzyszenia i organizacje antyfaszystowskie. Protestowałem, tym razem w Poznaniu, i ja. Dostałem informację z protestu KOD UK w Londynie i w innych miastach poza granicami naszego kraju
Sześć milionów Polaków straciło życie z powodu faszyzmu. Sześć milionów! To tak jakby wymordować obecnie wszystkich mieszkańców Warszawy, Krakowa, Łodzi, Poznania, Wrocławia, Gdańska, Szczecina, Bydgoszczy, Lublina i Katowic, w całości, wszystkich od noworodka do staruszka.
Odwiedziłem Oświęcim, Majdanek, Pawiak, miejsca walk Polaków o wolność na Monte Cassino, pod Lenino, na Wale Pomorskim i przy forsowaniu Odry. Byłem w warszawskim muzeum zagłady trzech milionów polskich Żydów i gehenny ludności podczas Powstania Warszawskiego i po jego upadku.
Mojemu zdumieniu nie ma końca. Dzisiaj po mszach i spotkaniach kościelnych pod sztandarami nazizmu, z hasłami „my chcemy Boga”, pod pilną ochroną państwowych służb, policji i przy politycznym wsparciu partii PiS-u i Kukiz15 ideologia śmierci wraca i kpi z mogił ich ofiar.
Policja ochrania młodych faszystów, przeciera im drogę marszu, umożliwia skandowanie gotowości do wieszania i niesienia śmierci „wrogom ojczyzny”. Wrogiem ojczyzny, zgodnie z ideologią tych młodych ludzi, jest, o zgrozo, każdy, kto nie jest z ich Bogiem i nie jest nazistą.
Sam prezes J. Kaczyński określił, że PiS jest „rasą panów”, której muszą służyć pozostali obywatele, skoro są ludźmi, z których cały świat się śmieje; są gorszym sortem – komunistami i złodziejami. Skala ataków na tych, którzy mają inne zdanie, inny kolor skóry, mówią innym językiem, pochodzą z innych krajów lub nie popierają rasistów brunatnych partii jest niespotykana od czasów szerzącego się faszyzmu w Europie lat 30. ubiegłego wieku.
Dokąd zmierzają partie polityczne kierowane przez zgorzkniałych i znudzonych starców w czarnych sukienkach? Pewnie, jak ich poprzednicy, marzą o grabieniu majątków wrogów, których sami sobie wybiorą.
17 marca w wielu miastach Polski odbyły się protesty, prawie niezauważone przez media w Polsce. Protestowali ludzie młodzi, ludzie wrażliwi. Protestowały partie polityczne, stowarzyszenia i organizacje antyfaszystowskie. Protestowałem, tym razem w Poznaniu, i ja. Dostałem informację z protestu KOD UK w Londynie i w innych miastach poza granicami naszego kraju.
Nie było nas wielu. Towarzyszyły nam grupki obserwujących nas rasistów.
Nie rozumiem ludzi, którzy, depcząc pamięć o polskich bohaterach, o straszliwej krzywdzie, o dewastacji materialnej, okaleczonych psychicznie całych pokoleniach Polaków, budzą upiory przeszłości.
Polak i faszysta? Takie stwierdzenie jest niemożliwe do akceptacji. To się nie może dziać naprawdę.
Nie możemy być bierni wobec rodzącego się nazizmu w kościołach i w głowach politycznych matołów!
Będę protestował wszędzie, gdzie zauważę odradzające się demony śmierci. Będę walczył z szacunku i o szacunek dla każdego człowieka!
Adam Mazguła
Panie Prezydencie, dzisiaj jest dzień, w którym powinien Pan pogratulować Vladimirowi Putinowi ponownego wyboru
Szanowny Panie Prezydencie, Andrzeju Duda,
nie ma się co boczyć, nie ma co słuchać tych, którym się wydaje, że wszystkie rozumy zjedli lub uważają, że sąsiedzi nie są ważni i można ich ignorować.
Dzisiaj jest dzień, w którym powinien Pan pogratulować Vladimirowi Vladimirowichowi Putinowi ponownego wyboru na funkcję Prezydenta Rosyjskiej Federacji. W latach 2018-2024, z poparciem narodów Rosji, będzie on pierwszą postacią współczesnej historii Europy. Ma Pan szanse w tym czasie na reelekcję, na współpracę, na poprawę stosunków pomiędzy RP i RF. Niech Pan nie będzie ostatni, trzeba przełamywać lody dla dobra naszego kraju i współpracy międzynarodowej.
Składając gratulacje i śląc pozdrowienia uczyni Pan dużo dobrego dla nas nas wszystkich – Polaków, Rosjan i Europejczyków.
Pozdrawiam Pana,
Andrzej Kramarski
VIDEO: Vladimir Putin comes on stage to thank supporters at a concert near Red Square after he cruises to victory in Russia’s presidential election with his best ever election performance pic.twitter.com/IX1jI2lEH7
— AFP news agency (@AFP) March 19, 2018
Hidden camera captures Putin cronies stuffing the ballot boxes. pic.twitter.com/rQI7v81uSF
— The Reagan Battalion (@ReaganBattalion) March 18, 2018
Putin umacnia władzę. Wedle wstępnych wyników otrzymał około 74 procent głosów
Wedle wstępnych wyników Władimir Putin dostał około 74 procent głosów. Liczne manipulacje wyborcze rzucają cień na jego zwycięstwo. Obserwatorzy mówią o 2,5 tysiącach prób oszustw w lokalach wyborczych.
Umocniony kolejnym zwycięstwem, 65-letni Putin rozpocznie wkrótce czwartą kadencję. W Rosji prezydent wybierany jest na 6 lat. Po 18 latach rządów Putin może zatem panować na Kremlu do 2024 roku. W ostatnich wyborach w 2012 roku dostał 64 procent głosów, więc teraz może się czuć jeszcze silniejszy.
Kontrkandydaci bez szans
Na drugim miejscu znalazł się kontrkandydat Putina z Partii Komunistycznej Paweł Grudinin, na którego zagłosowało 11 proc. wyborców. Władimir Żyrynowski dostał 7 proc., a prezenterka telewizyjna Ksenia Sobczak 2,5 proc. Jedyny, który mógł realnie zagrozić obecnemu prezydentowi, Aleksjej Nawalny, został wykluczony z kandydowania.
Z szacunkowych danych obserwatorów wyborczych, spośród 107 milionów uprawnionych do głosowania, do urn poszło nieco ponad 60 proc.
Zamach na agenta i aneksja Krymu
Wybory w Rosji odbyły się w cieniu konfliktu z Zachodem po próbie zabójstwa byłego rosyjskiego agenta Siergieja Skripala w Londynie. Wielka Brytania winą obarcza Moskwę, a ta zaprzecza. Obie strony wydaliły swoich dyplomatów. To najpoważniejszy kryzys na linii Rosja-Zachód od zakończenia zimnej wojny.
Kolejnym źródłem napięć jest fakt przeprowadzenia wyborów także na Krymie, zaanektowanym przez Rosję w 2014 roku. Do głosowania wezwano półtora miliona mieszkańców Krymu. Bruksela nie zamierza uznać wyników przeprowadzonych tam wyborów. Protestuje także Ukraina.
Tysiące nieprawidłowości
Obserwatorzy wyborów informują o wielu próbach manipulacji w lokalach wyborczych. Było ich w sumie około 2,5 tysięcy. Obserwatorzy, zwłaszcza 33 tysiące osób związanych z wykluczonym z wyborów Nawalnym, często nie byli wpuszczani do lokali. Niektórzy wyborcy głosowali po kilka razy. Kamery zarejestrowały wrzucanie do urn powiązanych w pakiety wielu kart jednocześnie.
Jeden z filmów pokazujących wrzucanie sfałszowanych kart do głosowania na dalekim wschodzie Rosji zamieszczony został na stronie internetowej Nawalnego.
Zdaniem organizacji pozarządowej „Gołos”, pracodawcy i uczelnie zmuszały swoich pracowników i studentów do oddawania głosów w miejscu pracy lub nauki, „by można było skontrolować ich udział w wyborach”. Studentom grożono, że mogą nie zdać egzaminów, jeśli nie pójdą na wybory.











