Dariusz Stokwiszewski: List otwarty do patriotów polskich; społeczeństwa oraz całej opozycji demokratycznej

Dariusz Stokwiszewski
Apeluję do wszystkich, którzy mają faktyczny wpływ na rozwój sytuacji społeczno – politycznej w Polsce
W związku z nieustannie postępującym niszczeniem państwa polskiego oraz jego systemu politycznego (demokracji parlamentarno – gabinetowej) przez rządzącą w Polsce koalicję PiS, SP oraz wspierający ją – antysystemowy ruch Kukiz ’15 – zwracam się z apelem o podjęcie – przez adresatów tego apelu: opozycję parlamentarną, środowiska prawnicze, naukowe i inne instytucje zaufania publicznego, stowarzyszenia, partie – określonych w Konstytucji RP, a także przepisach niższego rzędu, wszelkich działań, mających na celu przywrócenie obowiązujących w Polsce zasad demokratycznego państwa prawnego, a w szczególności o spowodowanie:
Wprowadzenia transparentności działań dotyczących żywotnych spraw państwa.
Zapewnienia RP bezpieczeństwa poprzez dotrzymywanie umów międzynarodowych.
Powstrzymania działań prowadzących do wykluczenia Polski z Unii Europejskiej.
Zatrzymania procesu (łamiącej wszelkie zasady oraz dobre obyczaje) destrukcji Sądu Najwyższego.
Doprowadzenia do pełnej niezależności i właściwej rangi Trybunału Konstytucyjnego.
Ustanowienia, zgodnej z prawem RP, Krajowej Rady Sądownictwa.
Powrotu do całkowitej niezależności sądów powszechnych.
Odpolitycznienia prokuratury.
Odpolitycznienia kadr Wojska Polskiego oraz nietraktowanie żołnierzy instrumentalnie.
Odpolitycznienia Policji, innych służb mundurowych i służb specjalnych.
Niezawłaszczania spółek skarbu państwa i powierzania ich osobom niekompetentnym.
Nieingerowania w sprawy i majątek samorządów dla partyjnych i osobistych interesów.
Przywrócenia pełnych swobód obywatelskich, wynikających z Konstytucji RP, w tym prawa do wolnych zgromadzeń, a nie tylko tworzonych pod potrzeby obecnej władzy zgromadzeń (miesięcznice).
Nierepresjonowania obywateli szanujących polską Konstytucję – protestujących przeciw ruchom, przez nią zabronionych (neofaszyści).
Doprowadzenia do wolnych i w pełni transparentnych wyborów samorządowych w 2018, a następnie wyborów do Parlamentu w roku następnym.
Mając powyższe na uwadze w/w (tylko te najważniejsze) kwestie apeluję do wszystkich, którzy mają faktyczny wpływ na rozwój sytuacji społeczno – politycznej w Polsce, a więc głównie opozycji parlamentarnej, o zwrócenie się w sytuacji tego wymagającej również do organizacji międzynarodowych (UE, RE, OBWE) o ich wsparcie. Insynuacje ze strony partii rządzącej, jakoby takie działania nosiły znamiona „zdrady i/lub donoszenia na własne państwo”, proszę uznać za nieistotne i nieuprawnione.
Zdrady dopuszcza się ten, kto swoje państwo w jakikolwiek sposób niszczy czy też, przyczynia się do jego osłabienia, choćby nawet nie do końca świadomie, co niczego nie tłumaczy. Dopuszcza się jej także ten, kto zaniecha działań na rzecz obrony demokracji oraz państwa prawa.
Nie dopuszcza się zdrady ten, kto działa w dobrze pojętym interesie swego państwa i narodu. O takie działanie apeluję i takiego działania żądam od tych, którzy Polaków reprezentują!
Proszę przy tym również o działania na rzecz aktywizacji polskiego społeczeństwa!
Dariusz Stokwiszewski
Użycie trucizny wyprodukowanej do celów wojskowych w ataku na suwerenne państwo powinno spotkać się z reakcją NATO
Sprawą byłego rosyjskiego agenta Siergieja Skripala, otrutego w Wielkiej Brytanii, powinno zająć się NATO – mówi w rozmowie z Deutsche Welle były z-ca szefa sił Sojuszu w Europie, generał Sir Richard Shirreff – emerytowany oficer brytyjskiej armii z prawie 40-letnim doświadczeniem. Shirreff pełnił funkcję Zastępcy Naczelnego Dowódcy Sił Pokojowych NATO w Europie (SACEUR) w latach 2011-2014.
DW: Brytyjski rząd podejrzewa, że to Rosja stoi za atakiem na byłego rosyjskiego agenta, obywatela Wielkiej Brytanii, w którym użyto substancji uszkadzających system nerwowy. Czy i w jakim stopniu niepokoi Pana ta sytuacja?
Richard Shirreff: Mamy powód do niepokoju, bo pokazuje to absolutną bezwzględność Rosji, jeśli to rzeczywiście Rosja. Ale jeśli spojrzeć na motywy i na wypowiedź premier May na temat substancji, której użyto, to wiele wskazuje na Rosję. To by pokazywało absolutną pogardę Moskwy dla prawa międzynarodowego. To pogarda, która uświadamia, w jaki sposób rosyjskie przywództwo, zwłaszcza Putin, spogląda na Zachód, na swoje relacje z Zachodem. My tu na Zachodzie, w NATO, powinniśmy to sobie uświadomić i nie będziemy się musieli martwić, jeśli tylko zdecydowanie zareagujemy.
A jak Pańskim zdaniem powinna zareagować Wielka Brytania?
Wydaje mi się, że począwszy od umiarkowanych wypowiedzi premier May w poniedziałek, możemy obserwować całą gamę wypowiedzi, z których wynika dezaprobata. Możliwe są środki finansowe, polityczne czy międzynarodowe jak wydalenie dyplomatów.
Czy NATO powinno włączyć się w działania Londynu?
NATO absolutnie powinno być w to włączone. Użycie trucizny wyprodukowanej do celów wojskowych w ataku na suwerenne państwo NATO w 21. wieku to przypadek, o jakim mowa w art. 5 Traktatu NATO. Nie mam wątpliwości, że ambasadorzy krajów Sojuszu dokładnie się zastanowią, w jaki sposób NATO może pokazać solidarność z Wielką Brytanią. W jedności możemy pokazać siłę. NATO przez 70 lat dawało dowody temu, że jest sojuszem odnoszącym największe sukcesy i nie mam wątpliwości, że podejmie także i obecne wyzwanie.
Czyli uważa Pan, że przypadek Siergieja Skripala wypełnia warunki, o których mowa w art. 5 – atak na jednego oznacza atak na wszystkich?
Tak uważam. Jeśli na teren Wielkiej Brytanii została dostarczona broń potencjalnego agresora, to jest to oczywiście sytuacja, o jakiej mówi art. 5.

Policjant pilnuje wejście do baru w miejscowości Salisbury, w którym znaleziono ślady trucizny użytej przeciwko Skripalowi. Fot. Źródło: dw.de
Jak NATO powinno na to odpowiedzieć? W brytyjskich mediach pojawiają się spekulacje na temat zwiększenia obecności wojsk we Wschodniej Europie. Wielka Brytania jest już obecna ze swoimi oddziałami w Estonii. Czy NATO powinno wysłać więcej wojsk?
Najważniejsze jest osiągnięcie zamierzonego efektu. Chodzi o przyjęcie postawy odstraszającej, tak by do kremlowskich i wszelkich innych decydentów dotarło, że nie wolno im wkraczać na terytorium krajów członkowskich Sojuszu. W ostatnich latach obserwowaliśmy zagrożenie ze strony Rosji poprzez jej bezprecedensową aktywność wojskową w bezpośredniej bliskości krajów bałtyckich. Efekt, do którego powinniśmy dążyć, to nie tylko zdolność do odpierania ataków hybrydowych, cyber-ataków, w jakie Rosja angażowała się między innymi podczas prezydenckiej kampanii wyborczej w USA, lecz także odstraszanie metodami tradycyjnymi. Niekoniecznie oznacza to zwiększenie liczebności wojsk. Powinny się stać częścią sprawdzonej armii, mającej wspólny plan działań na morzu, w powietrzu i na lądzie, z możliwością szybkiego wprowadzenia rezerw potrzebnych do ich wzmocnienia, a także do pełnej integracji z siłami zbrojnymi trzech państw bałtyckich.
Czy NATO powinno zintensyfikować współpracę z Ukrainą i udzielić jej tzw. Planu działania na rzecz członkostwa (MAP)? Niektóre brytyjskie media wspominają o tym w ramach możliwej reakcji w sprawie Skripala.
Nie sądzę, że to dobry pomysł. Obietnica członkostwa w NATO złożona (Ukrainie) na szczycie w Bukareszcie w 2008 r. bez możliwości poparcia jej wiarygodną zdolnością, była błędem. Państwa NATO są bardzo dobrze przygotowane do wspierania Ukrainy i powinniśmy to robić. Uważam, że najlepiej jest robić to dwustronnie, ponieważ udzielenie Ukrainie bezwarunkowej gwarancji prawie na pewno doprowadzi do wojny między NATO a Rosją. NATO musi pamiętać, że jest sojuszem obronnym; zadaniem NATO powinna być obrona terytorium NATO. Nie znaczy to, że powinniśmy pytać Putina, czy kogokolwiek innego o to, kto powinien być członkiem NATO. Ale NATO powinno działać realistycznie pod względem strategicznym. Słuszne było przyjęcie państw bałtyckich, byłych krajów Układu Warszawskiego. Ale wprowadzenie Ukrainy do NATO nie byłoby pragmatyczne.
To nie jest pierwsze otrucie byłego rosyjskiego agenta w Wielkiej Brytanii. Najbardziej znany jest przypadek Aleksandra Litwinienki w 2006 roku. Czy Wielka Brytania była zbyt miękka w stosunku do Rosji po zatruciu tamtym zajściu?
Jeśli to rzeczywiście Rosja zaatakowała Skripala i jego córkę, to by oznaczało, że ówczesną reakcję Wielkiej Brytanii odebrałaby w ten sposób, że skoro tamto uszło na sucho, to można to powtórzyć. Dlatego ważne jest podniesienie poprzeczki ryzyka tak wysoko, aby zapobiec takim atakom w przyszłości.
Napisał Pan książkę o możliwym scenariuszu wojennym między Rosją a NATO. Czy ten incydent może utorować drogę wielkiej wojnie?
Bez skutecznego odstraszania może stać się częścią katastrofalnej serii wydarzeń, nieporozumień i błędnych obliczeń. Stąd znaczenie odstraszania i obrony, dlatego dla narodów europejskich jest ważne, by ich pieniądze były inwestowane w skuteczny system obrony. Nie możemy przyjąć pokoju za pewnik. Kluczem tutaj jest zapobieganie takim wydarzeniom, o których piszę w swojej książce. Napisałem to, aby podkreślić słabość pokoju i potrzebę, aby NATO maksymalnie rozwijało możliwości obronne. Jeśli to zrobimy, nie mamy się czego obawiać.
Trybunał UE odpowie, czy można jeszcze ufać sądownictwu w Polsce. To może być prawdziwa „broń nuklearna”
Decyzja unijnego Trybunału w Luksemburgu będzie kluczowa dla sporu o państwa prawa. To może być prawdziwa „broń nuklearna”.
Irlandzki sąd nie wydał aresztanta do Polski, bo boi się, że reformy ostatnich dwóch lat naruszyły tam praworządność. A to może utrudnić uczciwy proces. Decyzja unijnego Trybunału w Luksemburgu będzie kluczowa dla sporu o państwa prawa.
Wysoki Trybunał (High Court) w Dublinie odmówił w poniedziałek (12.03.2018) odesłania do Polski aresztowanego Artura C. na podstawie europejskiego nakazu aresztowania, czyli bardzo uproszczonych zasad ekstradycyjnych między krajami Unii. Sędzia Aileen Donnelly postanowiła zadać Trybunałowi Sprawiedliwości UE pytanie prejducyjalne (pytanie o wykładnię przepisów Unii), co zrobić z Arturem C.
– Dochodzimy do wniosku, że praworządność jest systematycznie naruszana w Polsce wskutek łącznego efektu zmian legislacyjnych z ostatnich dwóch lat – oświadczyła Donnelly.
Irlandzki Wysoki Trybunał w uzasadnieniu swej decyzji co do Artura C. obficie przywoływał opinie Komisji Europejskiej oraz – stanowiącej agendę Rady Europy – Komisji Weneckiej, które są nadzwyczaj krytyczne wobec wydarzeń wokół Trybunału Konstytucyjnego oraz zmian w wymiarze sprawiedliwości wprowadzonych kilkoma ustawami z 2017 r. „Te zmiany uderzyły we wspólne wartości praworządności i demokracji” – głosi uzasadnienie. Irlandczycy zamierzają poprosić unijny Trybunał w Luksemburgu o rozstrzygnięcie pytania prejudycjalnego w trybie pilnym, co może zająć co najwyżej do pół roku.
Ryzyko dla europejskiego nakazu aresztowania
Odpowiedź Luksemburga będzie miała bezpośredni wpływ na los Artura C., poszukiwanego przez polską policję w związku z podejrzeniami o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i handlu narkotykami.
– Ale jeśli Trybunał w Luksemburgu orzeknie, by nie wydawać go Polsce, inne kraje UE też zapewne będą zawieszać działanie europejskiego nakazu aresztowania w związku z Polską – powiedział jego adwokat Ciaran Mulholland. To byłby zarówno cios reputacyjny dla Polski, jak i ryzyko erozji współpracy sądowej w UE. Wprawdzie ekstradycje byłyby możliwe nadal na podstawie przewlekłych procedur z przepisów międzynarodowych, ale nie prawie automatycznie, jak dzieje się to teraz w UE.
W bardzo pesymistycznym scenariuszu można sobie wyobrazić, że w innych krajach Unii z czasem będą poddawane w wątpliwość wyroki polskich sądów w innych dziedzinach, co miałoby fatalne skutki m.in. dla funkcjonowania rynku wewnętrznego UE.
Trybunał groźniejszy od artykułu 7.
Jednak odpowiedź Trybunału Sprawiedliwości UE będzie bodaj najważniejsza dla obecnego sporu Brukseli z Warszawą o praworządność.
Polska w ten piątek (16.03.2018) organizuje seminarium ekspertów z krajów UE, Rady UE oraz Komisji Europejskiej, podczas którego zamierza przekonywać – na podstawie „białej księgi” premiera Mateusza Morawieckiego – że reformy ostatnich dwóch lat nie zmniejszają, lecz wręcz zwiększają niezawisłość polskiego wymiaru sprawiedliwości. Tyle że irlandzkie pytanie prejudycjalne może pchnąć sędziów z Trybunału w Luksemburgu, by to oni wkrótce dali ocenę stanu państwa prawa w Polsce. Swoją opinię w Luksemburgu będzie musiała zaprezentować Komisja Europejska.
– To prawdziwa „broń nuklearna”. Dla Trybunału Sprawiedliwości UE możliwość zrecenzowania sytuacji sądów w Polsce w świetle Traktatu o UE. Bez względu, czy postępowanie w ramach artykułu 7. Ugrzęźnie czy nie – skomentował prof. Laurent Pech, uznany specjalista od prawa unijnego z Middlesex University w Londynie.
Warsaw judges are correct. This is real „nuclear option” as it will give ECJ opportunity to step in & review situation of Polish national courts under Article 19(1) TEU (effective judicial protection/judicial independence) regardless of whether Article 7(1) procedure stalls https://t.co/Jb5deH36D8
— Laurent Pech (@ProfPech) March 13, 2018
„Bronią nuklearną” bywa często nazywany dyscyplinujący artykuł 7. z Traktatu o UE. Teraz trwa jego pierwszy, niesankcyjny etap z art.7.1., w którym unijni ministrowie w Radzie UE (za zgodą Parlamentu Europejskiego) mogą orzec o „wyraźnym ryzyku poważnego naruszenia praworządności w Polsce”. Jednak unijny Trybunał to narzędzie twardsze od art. 7.1. Traktatu o UE, bo decydują nie europosłowie i politycy w Radzie UE, lecz niezawiśli sędziowie. I jeśli Trybunał da – przy okazji sprawy aresztowanego Polaka – szerszą wykładnię, jak polskie zmiany w wymiarze sprawiedliwości mają się do reguł UE, to może stać się dla Komisji Europejskiej zachętą do śmielszego stosowania postępowań przeciwnaruszeniowych w sprawie polskich ustaw sądowych.
A takie postępowania mogą prowadzić do skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE (na razie tak stało się tylko z ustawą o ustroju sądów powszechnych), który jest władny do nakładania olbrzymich grzywn. Dotkliwszych od reputacyjnych konsekwencji z art. 7.1.
Ponadto odpowiedź prejudycjalna dla Irlandii ze stwierdzeniem naruszeń praworządności w Polsce zapewne stałaby się silnym politycznym argumentem w debatach o uzależnieniu wypłat funduszy UE od spełniania wymogów państwa prawa.
Niemcy pytały o aresztowanego Węgra i Rumuna
Sprawa Artura C. to nie pierwszy przypadek ograniczeń w europejskim nakazie aresztowania. Trybunał UE, pytany przez sąd niemiecki, stwierdził w 2016 r., że europejski nakaz aresztowania (czyli bardzo uproszczona procedura ekstradycyjna w ramach UE) nie może służyć szybkiemu wydawaniu ludzi do krajów, gdzie warunki w zatłoczonym areszcie czy więzieniu przeczą zasadzie godnego traktowania (chodziło o Węgry i Rumunię). Natomiast w lutym tego roku jeden z irlandzkich sądów wniósł pytanie prejudycjalne, czy europejski nakaz aresztowania można zastosować wobec Brytyjczyka, skoro najprawdopodobniej zostałby osądzony w Wlk. Brytanii już po brexicie, czyli poza unijnym porządkiem prawnym.
Akcja billboardowa przed siedzibą PiS: „Zamiast pracy i pokory – premie i nagrody #DojnaZmiana. Wstyd!”
Z inicjatywy Platformy Obywatelskiej po ulicach polskich miast będą jeździły mobilne billboardy, pokazujące, jakie nagrody trafiły do członków rządu PiS.
Politycy Platformy wzywają w ten sposób ministrów do oddania premii finansowych, które przyznała im Beata Szydło, kiedy była premierem.
Akcję rozpoczęto w środę przed siedzibą PiS na ul. Nowogrodzkiej. „Nasz konwój wstydu pojedzie także do regionów naszych „bohaterów”. Zamiast pracy i pokory – premie i nagrody #DojnaZmiana. Wstyd❗️” – poinformowali organizatorzy.
Decyzję o wypłacie „nagrody” dla Beaty Szydło podjęła.. Beata Szydło
Poseł Platformy Obywatelskiej Krzysztof Brejza ujawnił pod koniec lutego, że w grudniu ubiegłego roku zadał kilka pytań prezesowi Rady Ministrów dotyczących wysokości nagród, które otrzymali ministrowie rządu Beaty Szydło oraz tego, kto podjął decyzję o przyznaniu nagrody pani premier.
Bum❗️Odpowiedź na moją interpelację ws. nagród dla ministrów. Te horrendalne kwoty➡️to nie są nagrody❗️
Oni stworzyli sobie system dodatkowych pensji. Skok na kasę Polaków.#MiałoNieWyjść #PiSokryzja pic.twitter.com/KXQHA9PJDM— Krzysztof Brejza (@KrzysztofBrejza) February 9, 2018
Odpowiedzi udzielił szef kancelarii premiera Michał Dworczyk. „Nagrody w 2017 roku otrzymali wszyscy członkowie Rady Ministrów, również Prezes Rady Ministrów. Decyzje o wypłacie nagród podjęła ówczesna Prezes Rady Ministrów Pani Beata Szydło i to do Nie należała ostateczna ocena pracy poszczególnych ministrów i ich resortów oraz zaangażowanie w realizację priorytetowych zadań Rządu” – przekazano w odpowiedzi.
Z otrzymanych informacji wynika, że w 2017 roku największą nagrodę przyznano Mariuszowi Błaszczakowi – 82 tysiące złotych. 75 tysięcy otrzymał Mateusz Morawiecki. Po 72 tysiące dostali: Piotr Gliński, Witold Bańka, Anna Strężyńska, Witold Waszczykowski i Zbigniew Ziobro. Beata Szydło przyznała sama sobie skromne 65 tysięcy złotych.
#KonwójWstydu pod siedzibą PiS na Nowogrodzkiej. Niech wszyscy Polacy zobaczą, jak politycy PiS doją ich kieszenie!
Miejcie honor i #OddajcieKasę! pic.twitter.com/Ause8DOK4r
— PlatformaObywatelska (@Platforma_org) March 14, 2018
Zdaniem posła Krzysztofa Brejzy nagrody przyznano „bez podstawy prawnej, bez zarządzeń i bez uzasadnień”. Wezwał on nie tylko członków rządu do zwrotu otrzymanych nagród, ale również prezesa Prawa i Sprawiedliwości, by zabrał głos w sprawie kwot przyznanych ministrom.
(df) thefad.pl
Polityczna długowieczność. Angela Merkel po raz czwarty kanclerzem Niemiec
Bundestag wybrał Angelę Merkel na stanowisko szefowej rządu. Najtrudniejszym zadaniem dla kanclerz będzie teraz przekonać Niemców, że ma im do zaproponowania coś nowego.
Bundestag wybrał Angelę Merkel na stanowisko kanclerza. W tajnym głosowaniu szefowa CDU otrzymała 364 głosy. Oznacza to, że aż 35 deputowanych jej koalicji CDU/CSU – SPD nie oddało na nią głosu. Koalicja ma bowiem 399 posłów. Do wyboru na stanowisko Merkel potrzebowała 355 głosów.
– Życzę Pani siły, powodzenia i bożego błogosławieństwa na to trudne zadanie – mówił po ogłoszeniu wyników przewodniczący Bundestagu Wolfgang Schaeuble. Następnie Merkel udała się do Pałacu Bellevue, czyli siedziby prezydenta Niemiec, gdzie formalnie odebrała nominację. W południe złożyła ślubowanie w Bundestagu. Składając przysięgę użyła sformułowania „tak mi dopomóż Bóg”. Wybór Angeli Merkel i zaprzysiężenie nowych ministrów oznacza zakończenie najdłuższego w historii RFN procesu budowy rządu. Wybory odbyły się prawie pół roku temu – 24 września 2017.
– Przed nami dużo pracy – mówiła Merkel, szefowa CDU, jeszcze w poniedziałek podpisując nową umowę koalicyjną z partiami CSU i SPD. Wydaje się, że jednym z najważniejszych haseł nowego gabinetu będzie „odnowa”. Wejście w nową kadencję nie przebiega bowiem gładko. Przypomina raczej jazdę po wyboistej drodze. Aura opanowania i nienaruszalności, która do tej pory pomagała niemieckiej kanclerz, uległa w ostatnich miesiącach erozji. Jej partia CDU zanotowała we wrześniowych wyborach najgorszy wynik w historii. 33 procent głosów to co prawda dużo lepszy rezultat od innych ugrupowań, ale dla partii przyzwyczajonej do poparcia na poziomie 40 procent była to porażka. Do tego doszło fiasko rozmów o tak zwanej koalicji jamajskiej, którą chadecy mieli tworzyć razem z liberałami i Zielonymi.
Co nowego?
Koalicja złożona z tych trzech ugrupowań byłaby pierwszą tego typu na poziomie federalnym i, w oczach wyborców znudzonych rządami chadeków i socjaldemokratów, mogłaby sprawiać wrażenie świeżego rozwiązania. Ale liberałowie zerwali rozmowy, po czym ogłosili, że weszliby w koalicję z CDU, ale bez Merkel na jej czele.
Odpowiadając na pytania tłumnie zgromadzonych dziennikarzy, kanclerz podkreślała w poniedziałek (12.03.) założenia odnowy, przypominając o planach przyszłego rządu. Mówiła o nowym spojrzeniu na wyzwania cyfryzacji, edukacji i kształcenia zawodowego. Nie omieszkała wspomnieć, że poza nią, minister obrony Ursulą von der Layen i ministrem rozwoju Gerdem Muellerem, nikt nie zachowa w nowym rządzie dotychczasowych funkcji.
Zdaniem Josefa Janninga, analityka z European Council on Foreign Relations, samej Merkel raczej nie uda się jednak odzyskać straconego poparcia.
– Kanclerz przedstawiła kilka nowych osób i to one będą musiały to załatwić – powiedział w rozmowie z Deutsche Welle. – Merkel będzie musiała pozwolić im błyszczeć, pozwolić im wprowadzać innowacje w sposób, który nie jest egocentryczny, tylko zespołowy. Jeśli to się uda, może powstać wrażenie, że dzieje się coś nowego – powiedział.
Zdaniem Janninga najważniejszym polem działania Merkel pozostają sprawy europejskie.
– Merkel będzie musiała pokazać, że jest w stanie przywrócić wigor idei europejskiej. I myślę, że ona traktuje tę sprawę serio – ocenił. Janning dodał, że ostatnie miesiące doprowadziły do korekty w europejskim postrzeganiu Niemiec.
– Przed wyborami Niemcy wydawały się być zaprzeczeniem wszystkich trendów europejskiej polityki. W parlamencie nie było dużej partii antyeuropejskiej, a kampania wyborcza była nudna. To już przeszłość – stwierdził.
Trudne zadania Merkel
Podkreślenie potrzeby odnowy to efekt dwóch niewygodnych zadań, z którymi Merkel musiała się zmierzyć po fiasku rozmów o koalicji jamajskiej. Po pierwsze musiała przekonać swojego byłego koalicjanta, czyli socjaldemokratyczną SPD do kolejnej wspólnej kadencji, chociaż lider tej partii Martin Schulz stanowczo to odrzucał. Po drugie podpisując traktat koalicyjny, musiała iść na bardzo duże ustępstwa zarówno wobec SPD jak i bawarskiej CSU. Wysoka cena, jaką przyszło zapłacić za czwartą kadencję, została zauważona w CDU. Merkel musiała wpuścić do rządu partyjnego rywala – Jensa Spahna, czyniąc go ministrem zdrowia. Prawicowy Spahn ma inne wyobrażenia na temat tego, jak powinna wyglądać konserwatywna partia.
Nie chodzi jednak o to, że Merkel jest aż tak postępowa w sprawach społecznych. Chociaż w kółko mówi się o tym, jak bardzo pociągnęła swoją partię na lewo, to jednak głosowała w Bundestagu przeciwko małżeństwom homoseksualnym. Nie chciała też określić się mianem feministki podczas dyskusji panelowej z udziałem wpływowych kobiet z całego świata. Merkel nie przesadza też w kwestii parytetu. Wśród 15 ministrów nowego rządu znajdzie się tylko 6 kobiet. Nikt nie jest przedstawicielem mniejszości etnicznej. Tylko jedna osoba oprócz niej pochodzi z byłej NRD.
Polityczna długowieczność Angeli Merkel była często tłumaczona jej ostrożnym, pasywnym stylem rządzenia. Podkreśla się, że Merkel unika wielkich wizjonerskich przemówień, szukając zamiast tego konsensusu za kulisami. Ale spadające poparcie dla CDU i SPD może sugerować, że spokojny centryzm i polityka kompromisu stają się powoli passé.
Cel: przetrwać do końca kadencji
Janning nie spodziewa się, że trend ten zrobi wrażenie na kanclerz.
– Nic nie zmieni Merkel – powiedział. – Tak długo, jak rezultat jest pozytywny, a zdaniem wielu osób w tym kraju ciągle jest, metoda nie będzie zmieniona. Na końcu liczy się to, że zapewniła koalicję – powiedział.
Z tego powodu Janning nie spodziewa się, że Merkel zaprezentuje bardziej swobodny styl, na który decydują się często amerykańscy prezydenci w drugiej kadencji.
– Relatywnym sukcesem będzie w ogóle utrzymanie tej koalicji i przygotowanie gruntu dla kogoś nowego, kto osiągnie dobry rezultat z chadekami w następnych wyborach – powiedział. Jak dodał, jeśli Merkel to osiągnie, zostanie to uznane za jej ogromny sukces.
Dariusz Stokwiszewski: Czy II dekada XXI wieku to „początek końca” państwa, jakie dotąd znaliśmy?

Dariusz Stokwiszewski
Nowi „władcy Polski” zaczęli powracać do utopijnej, nierealnej i wręcz głupiej, wizji restytucji Polski Jagiellońskiej. Na czym miałaby polska polityka wielkomocarstwowa polegać? Myślę, że sami zainteresowani nie potrafiliby tego sprecyzować w sposób rozsądny i adekwatny do możliwości naszego kraju, a zwłaszcza współczesnych realiów geopolitycznych
Żyjemy w państwie, do niedawna jeszcze uznawanym za wiodącą europejską demokrację, na pewno, pośród państw dawnego bloku socjalistycznego. To Polacy byli prekursorami przemian demokratycznych (społeczno – politycznych), które doprowadziły w końcowym efekcie do zaniku, trwającego ponad 40 lat, dwubiegunowego podziału świata, na wrogie sobie obozy. Kiedy w 1989 r., na fali niezadowolenia społecznego, Polska rozpoczęła przemiany ustrojowe, nikomu chyba nie przychodziło nawet do głowy to, że za 10 lat stanie się członkiem najpotężniejszego sojuszu militarno – obronnego, jakim do dziś jest NATO. Jeszcze na początku lat 90. XX w., trudno było to przewidzieć tym bardziej że do 1991 r. nie tylko byliśmy członkiem Układu Warszawskiego i RWPG, ale ostatni żołnierz Armii Czerwonej opuścił terytorium Polski dopiero we wrześniu 1993 roku.
Przemiany, o których wspomniałem, były skomplikowanymi procesami łączenia: Niemiec (1990 r.) i podziału ZSRR (1991 r.), Czechosłowacji (1993 r.), FSR Jugosławii (1995, jako efekt wojny domowej). Okres lat 90. XX w. był czasem przede wszystkim wielkiej euforii oraz nadziei na to, że świat rozpocznie nowy etap w dziejach pokojowego rozwoju (Francis Fukuyama, ale nie tylko), choć byli i sceptycy takiego rozwoju wydarzeń (m.in. Samuel Huntington).
Polska stała się beneficjentem światowych (taka była ich skala) przemian politycznych. Poza wspomnianym już Sojuszem, w roku 2004 przystąpiła także do Unii Europejskiej – drugiej wówczas po USA potędze gospodarczej. Do kraju zaczęły płynąć setki miliardów euro, co odmieniło jego oblicze, infrastrukturę, a także znacząco poprawiło stan polskiej gospodarki. Staliśmy się także tym, czym zawsze być chcieliśmy; członkiem światowego systemu demokratycznego. Oczywiście byli i przeciwnicy takiego kierunku działań, lecz wszystkie kolejne rządy RP (bez względu na swoją proweniencję) stanęły na „wysokości zadania”, spełniając przy tym powszechną wolę społeczeństwa polskiego – wejścia do elitarnego klubu państw demokratycznych.
I w tym właśnie tkwi istota moich rozważań, które odnosić się mają, do jakości polskiego społeczeństwa i reprezentujących je rządów. Z tym od zawsze Polska miała problemy, ze względu na polskie cechy narodowe, które (poza poświęceniem krwi i życia w sytuacjach tragicznych) zwykle szkodziły naszemu rozwojowi (pieniactwo, warcholstwo, niezgoda w zasadniczych kwestiach, partykularyzm, wynoszenie się nad innych etc.). To głównie one przyczyniły się do tego, że po III rozbiorze Polski, w 1795 roku, państwo nasze zniknęło z mapy Europy i świata na długie 123 lata.
Charakterystykę społeczeństwa polskiego XIX w. pokazuje III część „Dziadów”, Adama Mickiewicza. W scenie rozgrywającej się w jednym warszawskich salonów przebywają dwie grupy ludzi: arystokracja i młodzi patrioci. Arystokracja to modne damy, literaci, szlachta oraz generałowie związani z carskim dworem. Ludzie ci obojętni na sprawy ojczyzny pogardzają literaturą polską, rozmawiają po francusku i zachwycają się poezją francuską. Dbają przy tym jedynie o własne interesy.
Młodzi patrioci zaś to wileńscy spiskowcy i rewolucjoniści – jednym słowem patrioci. Rozmawiają o sytuacji politycznej w kraju; jeden z nich określa arystokrację mianem lawy – ludzi bez wartości – nieinteresujących się sprawami narodu. Patriotyczny odłam społeczeństwa nazywa zaś głębią, ludźmi wartościowymi, interesującymi się sprawami kraju. O społeczeństwie wileńskim – urzędnikach Nowosilcowa, mówi, że to sprzedajni i jawni zdrajcy ojczyzny, obojętni na losy ojczyzny i narodu, zwolennicy ugody z carem. Ludzie egoistyczni, okrutni i podli.
Kiedy odzyskaliśmy wolność i niepodległość, co nastąpiło w 1918 roku, po raz kolejny pojawiła się nadzieja na normalny, pokojowy rozwój. Polska 20 – lecia międzywojennego nie była jednak państwem marzeń Polaków, gdyż nasze odwieczne przywary odrodziły się wraz z odzyskaniem państwowości z nową siłą. Podziały polityczne, antysemickie postawy, powszechna bieda czy brak stosownych reform, to tylko niektóre z hamulców rozwoju państwa polskiego lat 20. i 30. XX wieku. Na dodatek fatalne sąsiedztwo między dwoma odwiecznymi wrogami Polski, skutkujące od wieków licznymi konfliktami różnej skali.
To ostatnie przyniosło tragiczne skutki w postaci II wojny światowej. Losy Polski znowu się stały przedmiotem, a nie podmiotem polityki międzynarodowej po jej zakończeniu w 1945 roku. Historię uzależnienia Polski od Związku Radzieckiego i skutków tego stanu rzeczy znamy, zatem nie będę jej szczegółowo omawiać. Jednak, jak już napisałem na początku artykułu, na przełomie l. 80/90 Polska stała się po raz kolejny państwem, które samo mogło decydować o swojej przyszłości. I tak było z pożytkiem dla nas wszystkich, o czym już także pisałem.
Pierwsze, niepokojące zmiany w tym, w miarę dobrze zorganizowanym, mechanizmie państwowym pojawiły się dopiero w 2005 roku, kiedy do władzy doszło PiS, choć wtedy nie rządziło ono jeszcze samo, a w koalicji z dwiema innymi partiami. Jednakże próby dezawuowania partnerów politycznych i przejęcia ich elektoratów, powinny już wówczas zapalić w naszych głowach czerwone światło ostrzegawcze. Dzięki „szalonej” już wtedy polityce i chciwości na władzę PiS stracił tę ostatnią aż na prawie 10 lat.
Wybory z roku 2015 przywróciły jednak partię Jarosława Kaczyńskiego do władzy i tego, co stało się przyczyną spadku znaczenia Polski w świecie, a nawet marginalizacji w UE oraz w relacjach z naszymi sojusznikami strategicznymi: jak Stany Zjednoczone, Niemcy i Francja.
Nowi „władcy Polski” zaczęli powracać do utopijnej, nierealnej i wręcz głupiej, wizji restytucji Polski Jagiellońskiej. Na czym miałaby polska polityka wielkomocarstwowa polegać? Myślę, że sami zainteresowani nie potrafiliby tego sprecyzować w sposób rozsądny i adekwatny do możliwości naszego kraju, a zwłaszcza współczesnych realiów geopolitycznych. Polska XXI wieku nie jest po pierwsze potęgą, a po drugie nikt się nie kwapi do roli jej wasala! To nie przeszkadza jednak obecnemu rządowi w skutecznym zniechęcaniu do nas (choć tak naprawdę do siebie samego, a nie Polaków) wszystkich niemal, dotychczasowych sojuszników oraz przyjaciół. Mowa nienawiści prezentowana przez rząd PiS, wsparta niesamowitą i niczym nieuzasadnioną (pomijam tu cesarskie zacięcie „władcy z Nowogrodzkiej” i jego spolegliwego dworu) butą i arogancją.
Jeden z apologetów „fatalnej zmiany” stwierdza w swojej książce, że „brak jest związku (z czym się nie zgadzam), pomiędzy modelem rządów (władza królewska autorytaryzm, demokracja, a tu rządy PiS – DS), a skutecznością »gry międzynarodowej«”. Przeciwnie; to właśnie rządy PiS potwierdziły tezę przeciwną; jakość i rodzaj rządów, w tym słabych, jak ten, powodować mogą utratę wszystkich, zdobytych przez dziesięciolecia, osiągnięć na arenie międzynarodowej.
W swoim poprzednim artykule apelowałem o powrót, do lektury literatury romantycznej, powodującej wzrost postaw patriotycznych, do działań na rzecz Ojczyzny, jej dobra oraz dobra obywateli. Nie jestem pewien, ale (być może) nie sprecyzowałem wystarczająco przystępnie mojej myśli, albo niektórzy z czytelników zbyt dosłownie odebrali to, o czym pisałem. Otóż mówiąc o powrocie do prozy Henryka Sienkiewicza czy innych autorów i poetów (Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki) okresu XIX wieku, miałem raczej na myśli powrót, do wartości przez nich propagowanych: patriotyzmu, uczciwości, przyzwoitości, poszanowania innego człowieka bez względu na kolor skóry, wyznanie i przynależność do tego czy innego narodu.
Nienawiść jest ciężką chorobą, a jeśli na dodatek propagują ją i wprowadzają w życie władze jakiegoś państwa, to stać się może przyczynkiem do nieszczęścia konfliktów! To z kolei może powodować w przyszłości konieczność odpowiedzialności karnej i moralnej osób, ową nienawiść propagujących!
Dariusz Stokwieszewski
Moskwa odmawia współpracy z Londynem ws. otrutego agenta. „Nie mamy z tym nic wspólnego”
Moskwa nie chce współpracować z Londynem w sprawie otrutego agenta Siergieja Skripala. Szef rosyjskiej dyplomacji określił zarzuty pod adresem jego kraju jako „niepoważne”.
Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow neguje jakąkolwiek odpowiedzialność swojego kraju za otrucie byłego rosyjskiego agenta Siergieja Skripala i jego córki w Wielkiej Brytanii.
– Wydaliśmy już oświadczenie, że to wszystko nonsens. Nie mamy z tym nic wspólnego – powiedział Ławrow. Szef rosyjskiej dyplomacji stwierdził we wtorek (13.03.2018), że Moskwa żąda od Londynu dostępu do próbek trucizny, która miała rzekomo być zastosowana u byłego rosyjskiego szpiega i jego córki. Rosja domaga się udostępnienia próbek trucizny, ponieważ córka Skripala jest obywatelką Rosji.
Jak powiedziano w Moskwie, Rosja nie odpowie na zapytania Wielkiej Brytanii tak długo, jak nie będzie miała dostępu do akt śledztwa.
Brytyjska premier Theresa May w poniedziałek (12.03.2018) wysunęła pod adresem Moskwy ciężki zarzut otrucia byłego podwójnego agenta Siergieja Skripala i jego córki Julii bojowym środkiem paraliżującym. Jak stwierdziła brytyjska premier, władze Rosji albo bezpośrednio zleciły dokonanie tego zamachu, albo go przynajmniej umożliwiły. Zamach odkreśliła mianem „bezprawnego i haniebnego ataku na Zjednoczone Królestwo”.
Ultimatum do północy
W poniedziałek Theresa May stwierdziła, iż jest „wysoce prawdopodobne”, że Rosja jest odpowiedzialna za zatrucie byłego agenta i jego córki Julii. Analiza bojowego środka trującego użytego w zamachu to potwierdziła. Albo zamach ten został dokonany z inicjatywy Moskwy, albo Moskwa zezwoliła, żeby ta broń chemiczna dostała się w inne ręce – powiedziała.
May postawiła Rosji ultimatum do północy we wtorek. Do tego czasu Kreml musi złożyć wyjaśnienia, inaczej zostaną zastosowane „dużo drastyczniejsze sankcje” – zapowiedziała szefowa brytyjskiego rządu.
– Jeżeli nie otrzymamy żadnej wiarygodnej odpowiedzi, stwierdzimy, że jest to niezgodne z prawem użycie siły rosyjskiego państwa przeciwko Zjednoczonemu Królestwu – zapowiedziała May.
USA popiera stanowisko Wielkiej Brytanii
Tymczasem także rząd USA wychodzi z założenia, że trop w tej sprawie prowadzi do Rosji.
– Amerykańskie władze zgadzają się z Londynem, że Rosja jest najprawdopodobniej odpowiedzialna za ten czyn – stwierdził szef departamentu stanu Rex Tillerson. Zarówno ci, którzy popełnili to przestępstwo, jak i ci, którzy je zlecili, muszą zostać skonfrontowani z „adekwatnymi, poważnymi konsekwencjami”.
Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg wyraził swoją „wielką troskę” z powodu tego zamachu.
– Użycie broni chemicznej jest „ohydne i absolutnie nie do przyjęcia”. NATO w sprawie tej afery jest w ścisłym kontakcie z brytyjskimi władzami – zaznaczył.
Zemsta?
Siergiej Skripal wyjawił brytyjskim tajnym służbom nazwiska kilkudziesięciu rosyjskich agentów, zanim aresztowano go w roku 2004 w Moskwie.
W roku 2006 został skazany na 13 lat więzienia, w roku 2010 został ułaskawiony i na drodze wymiany rosyjskich szpiegów został zwolniony i znalazł się w Wielkiej Brytanii.
Jak poinformowały amerykańskie tajne służby, przyjmuje się, że rosyjska strona zastosowała środek paraliżujący, by ukarać Skripala za tę zdradę. 66 letni były agent i jego 33-letnia córka zostali znalezieni nieprzytomni 4 marca br. w centrum handlowym w Salisbury. W ciężkim stanie zostali hospitalizowani i walczą o życie.
Pięć lat pontyfikatu papieża Franciszka. „Wiosna w Kościele katolickim”
Dziś przypada piąta rocznica wyboru kard. Jorge Bergoglio na Papieża. Jego misją jest burzenie murów. Franciszek, pierwszy papież z Ameryki Łacińskiej od pięciu lat zasiada na tronie Piotrowym.
Modlitwa może być aktem politycznym, szczególnie przed murem dzielącym Meksyk i Stany Zjednoczone. Papież Franciszek mówi w takich sytuacjach to, co myśli:
– Budowanie murów zamiast mostów nie jest chrześcijańskie. To nie jest Pismo Święte.
Przed dwoma laty papież Franciszek podczas swojej podróży do Meksyku w tych słowach zawarł krytykę planów amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa dotyczących wzniesienia muru między Meksykiem i USA. Także wizyta Trumpa w maju 2017 w Watykanie nie była w stanie zburzyć mentalnego muru między nimi.
81-letni już argentyński kardynał Jorge Bergoglio jako pierwszy papież pochodzący z Ameryki Łacińskiej sprawuje ten urząd od pięciu lat. Już dwie minuty po jego wyborze 13 marca 2013, kiedy powitał tłumy na placu św. Piotra zwyczajnym „buona sera”, było jasne: ten papież „z drugiego krańca świata”, jak Bergoglio sam wtedy się przedstawił, jest inny niż jego poprzednicy.
Rewolucja na Kubie
Papież Franciszek jest właściwie duszpasterzem, ale jego działania i gesty mają wyraźny wydźwięk polityczny. Pod murem w Betlejem modlił się za pokój między Izraelem i Palestyną. Przyjął uchodźców do Watykanu. Jego zabiegi zakończyły polityczną erę lodowcową między Kubą i Stanami Zjednoczonymi. Wybacza kobietom, które dokonały aborcji.
Chce przezwyciężać podziały, a nie cementować je przez wznoszenie murów.
– To bardzo polityczna postawa i polityczny gest – mówi zaufany papieża Bernd Klatschka, dawny dyrektor organizacyjny Adveniatu, kościelnej organizacji pomocowej dla Ameryki Łacińskiej. W Ameryce Łacińskiej papież Franciszek odgrywa podobną rolę jak Jan Paweł II w Europie, który przyczynił się do upadku muru.
Nawet jeżeli mur pomiędzy Meksykiem i USA dalej rośnie, w Kolumbii i na Kubie Franciszkowi udało się zburzyć mur. Jako mediator między poróżnionymi stronami udało załagodził konflikty trwające przez dziesięciolecia. A to jeszcze nie wszystko: wizyta Franciszka w roku 2015 w Republice Środkowoafrykańskiej doprowadziła do zawieszenia broni i wolnych wyborów.
Z dala od Europy
W samym Kościele katolickim wiele wskazuje na szykujące się zmiany. Poprzez mianowanie nowych kardynałów z Ameryki Łacińskiej, Afryki i Azji zwiększają się uprawnienia decyzyjne narodowych i regionalnych episkopatów. Papież Franciszek ogranicza w ten sposób prymat Kurii Rzymskiej. Z ogółem 49 kardynałów, których mianował papież Franciszek, większość pochodzi z krajów rozwijających się i wschodzących, którym do tej pory w Watykanie nie poświęcano zbyt wiele uwagi. Podczas przyszłego konklawe w 117-osobowym składzie kardynałów może się zdarzyć, że na tronie Piotrowym mógłby zasiąść kardynał z Afryki. Ostatnim członkiem gremium jest arcybiskup Bangui Dieudonné Nzapalainga.
Ojciec Święty kocha Afrykę
Nie krył swojego zachwytu, mówiąc:
– Ten papież kocha Afrykę. Dopiero niedawno wezwał wszystkich katolików i cały świat, by modlili się za pokój w Kongo i Południowym Sudanie – powiedział kardynał Nzapalainga w rozmowie z Deutsche Welle. On właśnie uosabia przyszłość katolickiego Kościoła. W roku 2015 wraz z imamem Kobine Layamem został wyróżniony Nagrodą Pokojową miasta Akwizgranu.
Pole minowe Mjanma
Obydwaj hierarchowie angażują się w nękanej wojną wewnętrzną Republice Środkowoafrykańskiej na rzecz pokojowego współżycia religii, w duchu papieża Franciszka. Podczas podróży do Mjanmy pod koniec 2017 r. jego misja nie przyniosła jednak żadnego przełomu.
Dla brazylijskiego teologa Ruchu Wyzwolenia Leonarda Boffa odmłodzenie Rzymskiej Kurii jest dowodem na to, że papież chce założyć „dynastię papieży z Trzeciego Świata”.
– Ten papież zmieni Kościół – prorokował tuż po pontyfikacie papieża Franciszka w rozmowie z Deutsche Welle. – Z papieżem Franciszkiem nastała w Kościele wiosna.
Kościół katolicki w Brazylii jest ważnym czynnikiem politycznym. Brazylijski kardynał Claudio Hummes, członek papieskiej komisji ds. Ameryki Łacińskiej był tym, który świeżo wybranemu Ojcu Świętemu, kardynałowi Bergoglio zaproponował przyjęcie imienia Franciszek.
Żonaci duszpasterze
Także w pierwszą podróż zagraniczną papież wybrał się do Brazylii. Pojechał do Rio na Światowe Dni Młodzieży 2013. Teraz szykuje się następne wielkie religijno-polityczne wydarzenie tzw. Amazoński Synod Biskupów 2019 w Watykanie. Na nim mogłaby zapaść decyzja, czy w przyszłości także żonaci mężczyźni mogliby otrzymywać święcenia kapłańskie. Złamanie obowiązującego od wieków celibatu, z katolickiego punktu widzenia, byłoby rewolucją.
To właśnie wywołuje też coraz silniejszą falę krytyki. Niektórzy chcą zapobiec „prymatowi teologii z Copacabany”, w której łamane są dogmaty i pod znakiem zapytania stawia się nauki Kościoła. Arcybiskup Akry uważa to za przesadę.
– Wiem, że niektórym konserwatystom nie podoba się tak wielkoduszna postawa papieża – podkreśla Gabriel Charles Palmer Buckle w rozmowie z Deutsche Welle, lecz papież Franciszek tylko poprosił biskupów i księży, by kierowali się miłosierdziem. – Kościół nie jest własnością konserwatystów, tylko wszystkich – podkreśla hierarcha z Ghany.
Czy Morawiecki ukrywa swój majątek? Jest odpowiedź rządu: „bezpardonowy atak na rodzinę pana premiera”
W poniedziałkowym Newsweeku dziennikarze ujawnili jak „premier Mateusz Morawiecki żongluje swoim majątkiem, żeby pokazać z niego tylko to, co chce”. Tym samym, dom i mieszkania nie pojawiły się w jego oświadczeniu majątkowym.
Zdaniem „Newsweeka” Mateusz Morawiecki, co najmniej dwa razy, gdy dostawał propozycję wejścia do polityki, część majątku przepisywał na żonę.
W grudniu 2013 r. po podpisaniu umowy o częściowym podziale majątku, właścicielką przedwojennej kamienicy w centrum Wrocławia, przy ul. Oławskiej, tuż przy zabytkowym rynku stała się jego żona Iwona Morawiecka. – Jak podał tygodnik, Morawiecki w 2004 r. kupił od miasta trzy lokale w tej kamienicy, za które „zapłacił niemal 800 tys. zł; dziś lokale są warte kilka razy więcej”.
Po raz drugi umowę o częściowym podziale majątku Morawieccy podpisali wiosną 2015 r. Zdaniem dziennikarzy „Newsweeka”, Morawiecki — w tym czasie jeszcze prezes BZ WBK – rozmawia z Jarosławem Kaczyńskim o wejściu do rządu. „Wie, że może zostać ministrem. Tymczasem od 2008 r. ma z żoną olbrzymi, 300-metrowy dom na strzeżonym osiedlu w centrum Warszawy. W kwietniu 2015 r. i tę nieruchomość przepisuje na żonę Iwonę” – czytamy w tygodniku.
W ocenie dziennikarzy Newsweeka, w ten sposób Morawiecki żongluje swoim majątkiem tak, aby pokazać opinii publicznej tylko to, co chce. W oświadczeniu majątkowym premiera nie ma więc wspomnianej przedwojennej kamienicy przy ul. Oławskiej w centrum Wrocławia, w której Morawiecki kupił w 2004 roku trzy mieszkania za niemal 800 tys. złotych, a także wycenionej na 5 milionów złotych willi w Warszawie.
Bezpardonowy atak na rodzinę pana premiera
Rzeczniczka rządu podczas poniedziałkowej konferencji prasowej oceniła, że publikacja „Newsweeka” to „bezpardonowy atak polityczny na rodzinę pana premiera”.
Pytanie o majątek i uczciwość oświadczenia majątkowego Premiera RP to atak polityczny na rodzinę #Morawiecki.ego⁉️
Pani Rzecznik z kancelarii @PremierRP ma przekaz na poziomie PRL z czasu #marzec68 ‼️#zniszczyliCięPolsko #SKOKnakasę— Iza Leszczyna✌️🇵🇱 (@Leszczyna) March 12, 2018
– Nie ma podstaw, aby pojawiały się jakiekolwiek wątpliwości. Pan premier Morawiecki składał sprawozdania finansowe, jego stan posiadania znany jest opinii publicznej od dawna. Poświadczają to także prawidłowo wypełnione oświadczenia majątkowe premiera. Zatem nie wiem, skąd ten atak na jego rodzinę Polskę — mówiła rzeczniczka.
Myślicie, że to prawda, że Premier Morawiecki ukrył majątek…? Ja nie wiedziałem, że zegarek, który się nosi codziennie na ręku trzeba wpisać do ośw.maj. Ale błąd jest błąd. Podałem się do dymisji i w finale złożyłem mandat. A tu jak będzie? @PK_GOV_PL hę?
— Sławomir Nowak (@SlawomirNowak) March 12, 2018
Wyprzedzają ewentualne zarzuty. Nie mam najmniejszych problemów z majątkiem pana Morawieckiego. Mam problem z tym, że on ma najwyraźniej z tym problem, skoro na progu politycznej kariery majątek zaczął chować. Jak się tak wstydził, to mógł rozdać.
— Tomasz Lis (@lis_tomasz) March 11, 2018
(df) thefad.pl / Źródło: Newsweek
Dariusz Stokwiszewski: Oto jak głęboka i „chora” może być nienawiść ludzka!

Dariusz Stokwiszewski
Szacunek wobec zmarłych, nie jest czymś oczywistym dla każdego Polaka - katolika. I jest to tym bardziej dziwne, że nawet „dzikie” ludy pierwotne miały, wielki respekt dla ciał osób zmarłych
Kościół Katolicki (jak i wszystkie inne) w sposób niebudzący najmniejszych wątpliwości, otacza szacunkiem ciała wszystkich zmarłych szczególnie podniośle. Podkreśla, przy tym, należny im „szacunek i miłość” – 2300 KKK (w dalszej części tego tekstu wykorzystam też inne przepisy, jednak już bez szczegółowego wskazywania konkretnych źródeł po to, aby przekaz był jaśniejszy).
Kwestię szacunku dla zmarłych poprzedzono również ważnym wskazaniem, dotyczącym prawidłowego postępowania wobec umierających. Katechizm wyraźnie tutaj wskazuje na konieczność otoczenia umierających nam bliskich troską. Ma się ona przejawiać się m.in. w modlitwie i sakramentach dla właściwego przygotowania się do ostatecznego spotkania z Bogiem. Ma to także służyć umożliwienie im spokojnego i godnego odejścia. Oznacza to szczególny szacunek dla zmarłych, wynikający z poszanowania każdego człowieka, a także zasad naszej wiary. Zgodnie z nią, każdy został stworzony na obraz i podobieństwo Stwórcy, stąd zasługuje na szacunek, a nawet miłość ze strony bliźnich!
Przywoływane tu przepisy podkreślają też i to, iż chrześcijański szacunek okazywany zmarłym wypływa z wiary, a także nadziei zmartwychwstania. Grzebanie umarłych jest swego rodzaju miłosierdziem dla ciała. Jest ono uczczeniem dzieci Bożych, będących świątynią Ducha Świętego (KKK 2300). To zaś oznacza, że chrześcijaninowi nigdy nie wolno zgodzić się na brak poszanowania dla ludzkich zwłok, które zgodnie z nauką katolicką winno pochować w ziemi, jako (jak mówi Katechizm) „zasiew ciała, które zmartwychwstanie w chwale”!
Przekonanie o konieczności grzebania zmarłych, otaczaniu szacunkiem ludzkich zwłok, i miejsc ich wiecznego spoczynku nie jest charakterystyczne tylko dla chrześcijaństwa, ale znajduje odbicie w innych religiach i kulturach. Przykładem takiego podejścia mogą być np. teksty Starego Testamentu, starogrecki dramat „Antygona” Sofoklesa i powszechne wykopaliska archeologiczne, które odsłaniają oblicza starożytnych cmentarzy.
Szczególnym przejawem szacunku, jakim Kościół otacza ludzkie ciało po śmierci, jest liturgiczny obrzęd okadzania zwłok, w trakcie uroczystości pogrzebowych, a zwłaszcza, towarzyszące im ważne słowa: Twoje ciało było świątynią Ducha Świętego. Niech Bóg przyjmie cię do swojej chwały.
Uważając się „za ludzi wiary”, musimy okazywać szacunek wobec wszystkich zmarłych. Wyrażać on się powinien przede wszystkim w modlitwie za ich zbawienie, a także w otaczaniu wielką czcią miejsc, w których ich ciała złożono na wieczny spoczynek!
No tak: musimy (powinniśmy) okazywać im szacunek …!
Jak się jednakże okazuje, ów szacunek nie jest czymś oczywistym dla każdego Polaka – katolika. I jest to tym bardziej dziwne, że nawet „dzikie” ludy pierwotne miały, co jest znane archeologom i antropologom, wielki respekt dla ciał osób zmarłych (na siłę można byłoby też znaleźć jakieś skrajne przypadki, ale mówimy tu o ludach cywilizowanych).
Jak się dowiadujemy z wywiadu jednego z posłów partii rządzącej w „Wirtualnej Polsce”, istnieją poważne plany „oczyszczania” Powązek wojskowych ze szczątków ludzi inaczej myślących niż obecny obóz władzy (sic!). Mnie po prostu brakuje słów na to, aby opisać moje odczucia w sposób kulturalny, mimo tego, że przeczytałem chyba „tony książek”. Wobec tego pozwolę sobie na zadanie zaledwie kilku pytań (jak zwykle retorycznych) do ludzi obozu władzy, a zwłaszcza do pana posła Stanisława, Jana Pięty:
Co za „szatan” wam to podpowiedział?!
Czy macie poczucie rzeczywistości i instynkt samozachowawczy?
Jak bardzo trzeba być pozbawionym ludzkich uczuć, aby mścić się na ciałach zmarłych?
Czy odczuwa się jakąś satysfakcję z dokonania takiego, według mnie, barbarzyństwa?
Czy nie obawiacie się tego, że w przyszłości ta „karma” może realnie powrócić?
I wreszcie czy naprawdę jesteście katolikami?
A jeśli tak, to dlaczego prowokujecie do gniewu i lekceważycie Pana Boga?!
Otóż ja, jako polski katolik (pewnie według waszych „standardów” zły) próbowałem się modlić za was o to, aby Pan Bóg zwrócił odebrany wam rozum i przyzwoitość, ale nie mogę; po prostu nie mogę, bo skala zła, które Polsce oraz Polakom wyrządziliście (i być może jeszcze wyrządzicie) jest zbyt wielka!
Dariusz Stokwiszewski













