Dariusz Stokwiszewski: Pycha i „małość” zwykle kroczą przed upadkiem!

Dariusz Stokwiszewski
„Grób Nieznanego Żołnierza” ustąpić będzie musiał miejsca „bardziej odpowiednim, bo znacząco głębiej patriotycznym”, obiektom artystyczno – martyrologicznym narodu polskiego
Jak donoszą media, za niespełna miesiąc – 10 kwietnia 2018 r. – ma być gotowy pomnik upamiętniający wszystkie ofiary katastrofy smoleńskiej. Prawdopodobnie z chwilą jego odsłonięcia zakończą się także miesięcznice w formie, jaka obowiązywała dotąd, co nie przesądza, wg mnie, jeszcze niczego, bo „partyjna wyobraźnia” jest nieskończona.
Na pytania dziennikarzy o pomnik byłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego (i chyba też jego małżonki) polityk PiS Jacek Sasin odparł, że ze względów technicznych będzie on nieco później. Pomnik ma być bowiem wykonany z brązu i zapewne (wg mnie) będzie monumentalny. Oba pomniki staną w eksponowanych miejscach na Pl. Piłsudskiego w Warszawie i według mnie, staną się głównym punktem, podczas obchodów wszystkich uroczystości państwowych.
„Grób Nieznanego Żołnierza” ustąpić będzie musiał miejsca „bardziej odpowiednim, bo znacząco głębiej patriotycznym”, obiektom artystyczno – martyrologicznym narodu polskiego.
Myślę sobie, że odsłonięcie pomnika byłego prezydenta, przygotowywane na dzień 100. Rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku, odbędzie się z „pompą” godną takiego wydarzenia. Plac, który od niedawna stał się, na mocy decyzji wojewody z PiS, własnością skarbu państwa przeszedł bezpośrednio we władanie partii; „jedynie słusznej i wiodącej siły narodu”, dodam. Rzecz dotąd niesłychana w historii RP; nawet w czasach PRL władze się „nie wygłupiały” do tego stopnia.
Mamy zatem kolejną kość niezgody w relacjach władzy z narodem i samorządem, gdyż znakomita większość Polaków, w tym zwłaszcza warszawiaków nie życzy sobie tego, co bez ich zgody się stało z w/w placem, będącym specyficznym miejscem pamięci narodu polskiego i jego ofiary krwi i życia.
Oczywiście uważam, że błędem jest „mieszanie” obiektów zabytkowych, związanych z walką Polaków o wolność i niezależność na przestrzeni wieków, z „instalacjami”, które, choć ważne i odnoszące się do naszych uczuć, niekoniecznie (jak w tym przypadku) są związane z walką zbrojną narodu, a więc winny znaleźć inne, godne uczczenia miejsce, które byłoby mniej kontrowersyjne.
Rodzi się pytanie o to, dlaczego Jarosław Kaczyński i PiS tak bardzo zabiegają o to, aby owe pomniki znalazły się w każdym miejscu w Polsce?! Pytanie to wydaje się, dla mnie przynajmniej, figurą czysto retoryczną. Istotą rzeczy jest bowiem megalomania jednego człowieka, który chciałby swoje (bo brata bliźniaka) oblicze nieustannie oglądać. I nie jest dla niego ważne to, że pomniki te w znakomitej większości nawet nie przypominają nieżyjącego prezydenta, a przeciwnie wręcz karykaturyzują jego postać. Liczy się, myślę ilość, a nie jakość. A szkoda, bo łatwo jest przekroczyć granicę pomiędzy powagą oraz śmiesznością.
Upolitycznianie wszystkiego jest charakterystyczną cechą PiS, ale idąc dalej, można też stwierdzić, że każdej władzy autorytarnej. W takim właśnie kierunku zmierzają rządy partii Kaczyńskiego.
Wiele granic już przekroczyli obecnie rządzący, ale nie to jest najgorsze (przynajmniej dla nich, bo dla nas i Polski „niezdrowe” jest bardzo). Najbardziej szkodliwe dla każdej władzy i formacji politycznej jest coś zupełnie innego – popadanie w śmieszność!
Władza, która staje się groteskową karykaturą reżimu politycznego, musi prędzej albo później upaść i to w warunkach nieprzynoszących chluby. Śmieszność „zabija” to, co miało być w założeniach wielkie, a staje się zwykle w takich przypadkach żałosne!
Dariusz Stokwiszewski
Adam Szejnfeld: W Polsce PiS jednym zakazuje pracy w niedzielę, a drugim… nie!

Adam Szejnfeld
Czym się różni w swoich prawach obywatelskich, społecznych lub rodzinnych - także tych świeckich i religijnych - kasjerka z hipermarketu, od kasjerki w sklepie na stacji paliw?
Pan Bóg pracował sześć dni.
Jedni chcą – powołując się na religijne przykazania – wolnej niedzieli, choć inni święcą siódmy dzień w sobotę. Są też tacy, którzy żądają tylko czterech dni pracy w tygodniu, choć Bóg pracował przez sześć dni. Jeszcze inni uważają, iż odpoczynek od pracy, to prawo pracownicze i nie ma ono nic wspólnego z żadną religią….
Hym… czym się różni w swoich prawach obywatelskich, społecznych lub rodzinnych – także tych świeckich i religijnych – kasjerka z hipermarketu, od kasjerki w sklepie na stacji paliw? Czym się różni w swoich prawach sprzedawczyni w superkinie od sprzedawczyni w supermarkecie? Czym się różni w swoich prawach kierowca TIR-a od kierowcy samochodu dostarczającego towar do placówki handlowej. Czym się różni w swoich prawach pomocnik w restauracyjnej kuchni, od magazyniera w dużym sklepie na osiedlu?… Niczym. Wszyscy oni są nie tylko równi wobec prawa, ale także wobec norm społecznych i religijnych. W Polsce PiS jednak jednym zakazuje pracy w niedzielę, a drugim… nie!
Motywacja tego ustawowego rozstrzygnięcia jest nader pokrętna i zawiła tak, jakby pomysłodawcy chcieli coś ukryć. Mówi się bowiem na przykład o prawie do odpoczynku (a przecież łatwiej i bardziej sprawiedliwie można byłoby to skutecznie osiągnąć nie zakazami pracy w poszczególnych zawodach czy branżach, ale generalną normą Kodeksu pracy), czy o prawie do bycia razem z dziećmi w rodzinie (a co z osobami bezdzietnymi, czy żyjącymi samotnie), wspomina się także o święceniu dnia wolnego od pracy (a co z agnostykami i ludźmi niewierzącymi?…) …. Niezależnie jednak od wątpliwości, jakie budzą argumenty proponowanych restrykcji handlowych, wszystkie te szczytne idee – jeśli są szczerze głoszone – powinny dotyczyć wszystkich, a nie tylko nielicznych. No albo albo! Czyli także kucharzy, kelnerów, barmanów, kontrolerów pociągów czy ruchu lotniczego, lekarzy i pielęgniarki, pilotów, kierowców autobusów i taksówek, policjantów i strażaków, nauczycieli akademickich i studentów, czy energetyków… Mnóstwa ludzi różnych zawodów i profesji. Ale nie, ten zakaz ma dotyczyć tylko… handlu. I co najważniejsze… niecałego handlu. Wybranego handlu. Tego handlu, którego PiS nie lubi. Tylko tego handlu! Kłamstwo więc zawarte w idei zakazu oraz w uzasadnieniu jest oczywiste.
Wbrew także tezie, głoszonej przez pomysłodawców ustawy, że w „cywilizowanych państwach” handel w niedziele jest zakazany, zdecydowana większość krajów świata nie posiada proponowanych w Polsce ograniczeń. Na przykład Stany Zjednoczone, Kanada, Australia, cała Azja czy… chociażby bardzo katolicka przecież Ameryka Południowa. Tam daje się całkowitą dowolność w zakresie wolności prowadzenia działalności gospodarczej i pracy w niedzielę. Podobnie ma się to zresztą w samej Unii Europejskiej. Zaledwie 2 państwa spośród 28 krajów Wspólnoty ma zakaz pracy w niedzielę. Tylko w 7 krajach znajdziemy natomiast różnorakie ograniczenia. Część zresztą z nich już zapowiada wycofanie się z nich. W 19 jednak krajach członkowskich Unii jest tak, jak do 11 marca 2018 roku było w Polsce. Nie ma ani zakazu, ani ograniczeń! To kolejna polityczna manipulacja uprawiana przez PiS i zwolenników zakazu pracy w handlu w niedzielę.
Inne szaleństwo, to twierdzenie, że zakaz pracy handlu w niedzielę ma wymiar „antropologiczny”. Hym…, „co autor miał na myśli trudno powiedzieć”, ale można się domyślić, iż chodzi między innymi o antropologię społeczną czy kulturową. Jeśli tak, to ja nie podpisałabym się pod twierdzeniem, że społeczności anglosaskie, na przykład Brytyjczycy czy Amerykanie, stoją na niższym poziomie rozwoju niż Niemcy, czy Austriacy. A co ze Szwedami czy Duńczykami, gdzie zakazu handlu w niedzielę też nie ma? Nie wiem też, czy nasza polska mentalność bardziej pasuje do wojskowej musztry zakazów i nakazów wzorowanych na doświadczeniach niemieckich, czy raczej do sfery wolności samodecydowania o sobie na wzór brytyjski!
Nie dajmy się oszukać. Zakazy czy ograniczania pracy handlu w niedziele, to po prostu ingerencja w naszą obywatelską swobodę, w nasze prawo samodecydowania. To wyraz tego, że władza chce nam mówić, co dla jest nas dobre, a co nie jest. Że od teraz, to nie my mamy decydować o swoim życiu i losie, ale, że za nas o tym ma znów – jak za komuny – decydować partia. Wcześniej PZPR, teraz PiS!
Adam Szejnfeld
Magdalena Środa: Na Starówce prezes się modli do Boga (?), miele coś w ustach o wybaczaniu, bo tak się chyba w kościele robi

Magdalena Środa
Prezes się modli do Boga, ale jednocześnie pluje wokół nienawiścią i strachem przed swoim ludem
Wczoraj na Starówce znów jak w czasie stanu wojennego: już w nocy stawiali barykady (są w tym perfekcyjni), cały dzień (a zwłaszcza po 17 godz.) zatrzęsienie suk i zbrojnych policjantów.
Suki poukrywane po uliczkach lub migoczące niebieskim światłem na środku Rynku i każdej ulicy, która znajduje się niedaleko miejsca, gdzie prezes się modli do Boga (? a jakiż jest ponad nim?) i miele coś w ustach o miłości bliźniego i wybaczaniu, bo tak się chyba w kościele robi, ale jednocześnie pluje wokół nienawiścią i strachem przed swoim ludem.
Różnica między ZOMO ze stanu wojennego i umundurowanymi chłopcami Prezesa jednak ogromna. Tamci byli wystraszeni jak prezes dziś, a dzisiejsza policja szydzi i naśmiewa się z całej tej szopki.
Potworne pieniądze utopione w obsesjach jednego despoty.
Jak długo będzie on jeszcze pomiatał tym krajem?
Magdalena Środa
Spektakl pn. #Miesięcznica staje się coraz bardziej surrealistyczny. Posępny, groteskowy klaun, niczym z obrazu Witkacego, kołyszącym się krokiem na sztywnych nóżkach wtacza się na podest i skrzekliwym, szarpiącym nerwy głosem uprawia hipnozę nienawiści.
I śmieszno, i straszno.— Wojciech Kussowski (@Vojtekus) March 10, 2018
Kaczyński: To przedostatni marsz. Jesteśmy już blisko prawdy! Cel zostanie wypełniony
– Za miesiąc, mam nadzieję, stanę w tym miejscu i będę mógł podziękować i tym, którzy uczestniczyli w marszach i tym, którzy przygotowywali je, którzy je ochraniali, którzy czynili bardzo wiele różnych przedsięwzięć po to, by mogły one trwać – mówił Jarosław Kaczyński przed Pałacem Prezydenckim podczas 95. miesięcznicy smoleńskiej.
Cel naszych marszów zostanie wypełniony
– Cel naszych marszów zostanie wypełniony. Za miesiąc, mam nadzieję, stanę w tym miejscu i będę mógł podziękować i tym, którzy uczestniczyli w tych marszach, którzy przygotowywali je, ochraniali je, czynili bardzo wiele przedsięwzięć, by mogły trwać
„Jesteśmy coraz bliżej prawdy”
– Już za niedługo będziemy wiedzieli, co udało się i ustalić i czego na razie nie udało się ustalić – Będzie przełom, Kaczyński zapowiedział, że Polska dowie się o wynikach eksperymentów przeprowadzanych w jednej z uczelni w Stanach Zjednoczonych.
Jesteśmy już blisko prawdy – powiedział Jarosław Kaczyński na miesięcznicy po 2,5 latach rządów PiS, w trakcie których prokuratura nawet nie rozpoczęła poszukiwań sprawców rzekomego zamachu.
— DominikaWielowieyska (@DWielowieyska) March 10, 2018
Jarosław Kaczyński podczas comiesięcznego przemówienia zapowiedział, że marcowy marsz jest przedostatnim, ale nie jest to przedostatnia miesięcznica. Msze rano w kościele seminaryjnym i wieczorem w Katedrze św. Jana będą odbywały się nadal.
„To przedostatni marsz, ale nie przedostatnia miesięcznica” – mówi Kaczyński. Nadal mają być msze, pomnik jest budowany. „Jesteśmy już blisko prawdy” – mówi i neguje ustalenia komisji Millera, ale zapowiada „eksperymenty”. Po chwili zaprzecza sobie, kończąc: „Prawda zwyciężyła”!
— Przem.Szubartowicz (@PSzubartowicz) March 10, 2018
(df) thefad.pl
Adam Mazguła: Kolejna miesięcznica i kolejny dzień dochodzenia „rasy panów” do kłamstwa…

Adam Mazguła
Pod hasłem „idziemy i dochodzimy do prawdy”, przy zaangażowaniu służb aparatu państwa i kościelnej publicznej modlitwy, prezes po raz kolejny będzie budował religię kłamstwa
Kolejny dzień dochodzenia „rasy panów” do kłamstwa…
Kolejny raz pod pozorem modlitwy, w szpalerze płotów i tysięcy policjantów, lud smoleński będzie szczuć na obywateli i siać nienawiść.
Zdumiewające, że Kościół katolicki angażuje się w te spektakle nienawiści. Wiadomo, modlić się można też i o nienawiść. To nie pierwszyzna. Jeśli można odprawiać msze za morderców i faszystów, zamiast za ich ofiary, to można i za pomysły komunistycznego doktora nauk prawnych.
Takie podejście liderów Kościoła katolickiego pokazuje ich cel, który jest daleki od ideałów przykazań Bożych. Zaspokaja jednak najdziksze instynkty ludzkie – nienawiść i potrzebę walki z innym człowiekiem.
Zdumiewające, że faszyzm i szukanie wroga może mieć przyszłość w narodzie, którego 6 milionów obywateli zginęło w wyniku ekspansji tych idei.
Dzisiaj biskupi nie kryją zadowolenia z haseł „My chcemy Boga” albo „my chcemy wroga” głoszonych przez obozy polityczne PiS i Kukiz15. Kochają te msze w intencji śmierci. Są tam okrzyki, zdecydowanie i buta, gwarantująca ludzką rozpacz. To na nią czekają ci od pocieszania i szukania drogi wyjścia dla owieczek.
Chociaż nie mówi się o tym oficjalnie, to kościelna zmowa biskupów polskiego Kościoła rządzi obecnie w Polsce.
Wszystko, każda decyzja rządowa, sejmowa czy szeregowego posła budują pozycję i kolejne wpływy panów w sukienkach.
Niby to nie oni, niby to nie ich inicjatywa, ale jakoś nie odcinają się od tych pomysłów, a wpływy i majątek rosną.
Pod hasłem „idziemy i dochodzimy do prawdy”, przy zaangażowaniu służb aparatu państwa i kościelnej publicznej modlitwy, prezes po raz kolejny będzie budował religię kłamstwa.
Od miesięcy nie opuściłem szansy do demonstrowania przeciwko takiej zmowie władzy i Kościoła w Warszawie. Dzisiaj wyjątkowo mnie tam nie będzie, bo nie pozwalają mi na to sprawy rodzinne. Jednak myślami będę z tymi, którzy na placu Zamkowym zaśpiewacie Hymn Narodowy i podniesiecie białe róże – symbol oporu przeciw niszczeniu demokracji i wolności obywatelskich w Polsce; symbol czystości naszych intencji i oporu przeciwko zawłaszczaniu państwa przez PiS i niszczeniu Konstytucji RP.
Adam Mazguła
Ks. Wojciech Lemański o zaskakujących badaniach CBOS, które dają PiS niewiarygodną przewagę nad PO: biada nam wszystkim..
Jak wynika z marcowego sondażu CBOS, na PiS chce głosować 44 procent zdeklarowanych uczestników wyborów parlamentarnych – w porównaniu z poprzednim miesiącem poparcie dla partii rządzącej wzrosło o 1 punkt procentowy, na Platformę Obywatelską chce oddać swój głos 14 procent.
Na Kukiz’15 oraz Nowoczesną chce głosować po 6 procent respondentów. W porównaniu z sondażem z lutego Nowoczesna poprawiła swój wynik o 1 punkt procentowy, a Kukiz’15 stracił 1 punkt.
[1-8.03.2018] Preferencje osób deklarujących udział w potencjalnych wyborach: PiS(+SP+Porozumienie) 44%, PO 14%, Kukiz’15 6%, Nowoczesna 6%, SLD 5%, PSL 5%, Wolność 2%, Razem 2%, inna 1%; niezdecydowani 14%, odmowa odp. 1%. Wykres – ugrupowania, które przekroczyłyby próg wyborczy pic.twitter.com/3NeCXRihM8
— CBOS (@CBOS_Info) March 9, 2018
To jest kompromitacja nas wszystkich
„Niektóre portale ten sondaż zatytułowały – katastrofa PO. „ – skomentował na swoim profilu na Facebooku badania przeprowadzone przez CBOS ks. Wojciech Lemański. – „To nie jest katastrofa Platformy Obywatelskiej. To jest kompromitacja nas wszystkich.” – ocenił.
Jak dodał „po tylu prostackich, korupcyjnych, policyjnych, dyplomatycznych, nacjonalistycznych, antysemickich, niemoralnych „osiągnięciach” tej ekipy – ciągle może się ona pochwalić cichym lub otwartym poparciem tak wielu Polaków.”
Platforma Obywatelska gromadzi około dwudziestu procent deklarujących udział w wyborach. A gdzie są inni przeciwnicy wycinania puszczy, budowania płotu na granicy, uzbrajania nowego ORMO, nagradzania dziesiątkami tysięcy ministrów, wiceministrów, dyrektorów departamentów, sądzenia i skazywania za nic opozycji, budowania pomników i burzenia innych, awansowania cwaniaczków i obniżania emerytur dziesiątkom tysięcy ludzi, rozdawania państwowych pieniędzy zakonnikom i odbierania ich ofiarom przemocy domowej….? – pyta na Facebooku.
Nikt za nas tego kraju nie obroni
„Jest nas wielu, ale podzieleni na zwalczające się plemiona, możemy tylko bezsilnie patrzeć, co oni robią z naszą Ojczyzną.” – podkreśla ksiądz.
„Może większość mieszkających na polskiej ziemi chce takich rządów i takich porządków w naszym kraju?”- pyta i zaznacza, że „Nikt za nas tego kraju nie obroni. Nikt tego kraju za nas nie zreformuje.”
„Już było tak, że za buńczucznymi hasłami i okrzykami populistów szła obca armia, która niosła tej ziemi niewolę.” – zwraca uwagę ks. Lemański – Czyżbyśmy niczego nie nauczyli się z historii? Mędrzec powiedział, że większość jest głupia. Potem powtarzało to za nim wielu innych. Taka większość potrzebuje mądrego przewodnika. A jeśli przewodnik jest….. to wszystkim nam biada. – podkreśla ks. Wojciech Lemński
Andrzej Duda: CBOS to rządowa sondażownia
O ile pamiętam CBOS jest instytucją podległą rządowi:) @LukaszMezyk
— Andrzej Duda (@AndrzejDuda) October 11, 2012
– Wybory 10 maja po prostu wygram – powiedział w lutym 2015 r. podczas konferencji prasowej w sejmie ówczesny kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda. Stwierdził przy tym, że CBOS to „rządowa sondażownia”. Jego poparłw tamtym czasie rzecznik PiS-u Marcin Mastalerek, który stwierdził na tej samej konferencji, że to prezes Rady Ministrów nadzoruje CBOS, stąd uwaga o „rządowym” ośrodku badawczym kandydata jego partii.
(df) thefad.pl / Źródło: ks. Wojciech Lemański
Adam Mazguła: Panie Mirosławie Różański, najwyższy wojskowy, miał Pan szansę być wodzem

Adam-Mazguła
Czy próbował Pan porozmawiać z Prezydentem RP, czy zamknął Pan Macierewicza w kantorku i poczekał, aż go odwołają, bo to przestępca? Mógł Pan apelować do rządzących i do żołnierzy. Mógł Pan zrobić tysiące rzeczy, aby pokazać charakter i oddanie dla sprawy naszej ojczyzny, ale Pan bohatersko odszedł?
Panie Mirosławie Różański,
nie da się już dłużej Pana słuchać i czytać. Dość tego!
Pan, najwyższy wojskowy, odszedł, bo mu się nie podobało? A co Pan zrobił dla ratowania armii? A gdzie przysięga, honor i odpowiedzialność za RP?
Zamiast „… Za sprawę mojej Ojczyzny, w potrzebie krwi własnej ani życia nie szczędzić…” – lepiej brylować w mediach, bo na odchodne udało się powiedzieć, żeby żołnierze czytali Konstytucję RP!
Niezwykłe bohaterstwo!
Pozwolić na zmianę państwowego charakteru armii w partyjne obłąkanie. Z Wojska Polskiego – na wojsko najemne PiS-u, z armii narodowej – na posłuszną brunatno-smoleńską armię sekty wyznaniowej.
Teraz jakiś fircyk partyjny z każdym żołnierzem może zrobić, co będzie chciał, może odebrać honor, stopień wojskowy, uprawnienia emerytalne i zaszczuć w mediach, a Panu nie wstyd, bo Pan coś tam wolał?
Czy próbował Pan chociaż porozmawiać z Prezydentem RP, spróbować nacisku generałów na najwyższych urzędników państwa, czy zamknął Pan Macierewicza w kantorku i poczekał, aż go odwołają, bo to przestępca? Mógł Pan apelować do rządzących i do żołnierzy.
Mógł Pan zrobić tysiące rzeczy, aby pokazać charakter i oddanie dla sprawy naszej ojczyzny, ale Pan bohatersko odszedł?
W listopadzie 2016 roku napisałem do Pana list, potem list do generałów, bez opamiętania, przy Waszej pomocy, szczuto na mnie, wyzywając od ubeków, oprawców, chociaż wszyscy wiedzieliście, że to kłamstwo. Kto stanął w mojej obronie? Pan, którego kiedyś dekorowałem honorowym tytułem karpackim na poligonie w Wędrzynie?
Apelowałem, aby poprzeć protesty w obronie kolegów mundurowych, chociażby sygnalnie, gdy wprowadzono pod obrady sejmu ustawę represyjną (już wtedy był też przygotowany projekt ustawy przeciwko wojskowym), ale Pan nie tylko nie chciał być z nimi solidarny, ale nie dał nawet sygnału, że informację przyjął.
Panie M. Różański,
miał Pan szansę być dowódcą, a opuścił Pan szeregi, gdy trzeba było walczyć. Zostawił armię bez walki i chęci obrony jej honoru.
To teraz zakop Pan ze wstydu w przydrożnym okopie swój mundur i zostań Pan w niebycie. Pan już zrobił swoje, a właściwie nie zrobił, chociaż powinien, i zdezerterował.
Zanim się Pan pokaże w kolejnej stacji telewizyjnej, aby budować swój wzorzec bohatera narodowego, wiedz Pan, że bardziej potrzebna jest odpowiedź na pytanie, co trzeba robić, jak przeciwstawić się złu? Jednak nie słyszałem takich propozycji od Pana, poza deklaracją, że nie będzie Pan protestował. Taki Pana wybór.
Adam Mazguła
Czy e-papierosy trują? Badania naukowców nie pozostawiają złudzeń
Naukowcy wykazali występowanie niebezpiecznych dla zdrowia metali w dymie e-papierosów. Chrom, nikiel i mangan najprawdopodobniej przedostają się do płuc poprzez spiralę grzałki.
Trujące metale w e-papierosach
Raport wykonany na zlecenie Bloomberg School of Medicine w Baltimore prezentuje wyniki badań, których celem była analiza koncentracji metali w dymie wdychanym przez e-palaczy. Badaniom został poddany płyn w zbiorniku zapasowym e-papierosa oraz ciecz w pojemniku, w którym znajduje się spirala grzałki. Naukowcy przeanalizowali też zawartość metali w dymie powstającym ze spalania.
Wniosek uczonych: po podgrzaniu, płyn w pojemniku oraz dym zawierają znacznie więcej metali niż płyn przed podgrzaniem. Powodem do niepokoju jest zwłaszcza wysoka koncentracja chromu, niklu i manganu.
Wszystko zależy od jakości urządzenia
– Interesujące jest to, że różnice w zawartości metali ciężkich w dymie są związane z jakością urządzenia, którego używamy do e-palenia. Koncentracja metali ciężkich w jednym urządzeniu może być 100, a nawet 1000 razy większa niż w innym – mówi dr Frank Henkler-Stephani, toksykolog z niemieckiego Instytutu Badań nad Ryzykiem (BfR). Podkreśla, że metale te zawarte są w spirali grzałki. Naukowcy z Baltimore znaleźli w dymie także ołów, który wprawdzie nie występuje w spiralach, natomiast często jest zawarty w tworzywach sztucznych i farbach.
Ołów, chrom i nikiel należą do substancji rakotwórczych. Ołów może także, podobnie jak mangan, uszkadzać komórki mózgowe.
Poprawić jakość e-papierosów
– Publikacja amerykańskich naukowców utwierdza mnie w przekonaniu, że należy domagać się od producentów poprawy jakości. Uważam, że ryzyko zdrowotne można znacznie zmniejszyć – twierdzi Henkler-Stephani. Jego zdaniem chodzi o to, by temperatura spalania utrzymywała się między 120 a 160 stopni Celsjusza. Wówczas nie dojdzie do „suchego palenia” ani do przegrzania, a tym samym do wydzielania nadmiernej ilości trujących substancji.
Raport nie mówi jednak, które urządzenia należą do mniej szkodliwych, a które są szkodliwe dla zdrowia. Palacze nie dowiedzą się zatem z niego, czy urządzenia, z których korzystają, nie sprowadzą na nich groźnych chorób.
Dariusz Stokwiszewski: Polak drugiego sortu, do rujnującego Polskę PiS!

Dariusz Stokwiszewski
Jak daleko można się jeszcze posunąć w degradacji i niszczeniu własnej Ojczyzny?!
Zwracam się do (kolejność nieprzypadkowa, zależna od wpływu na Polskę): Jarosława Kaczyńskiego, Mariusza Błaszczaka, Joachima Brukiego i Andrzeja Dudy. Całej reszty tu nie wymieniam, aby nie nobilitować szkodników. Moim zasadniczym celem jest przedstawienie tu odczuć osób takich, jak ja, po tym, co w/w zgotowali Polsce i Polakom.
Przede wszystkim stwierdzam, że to wy odpowiadacie za to wszystko, co się zdarzyło i jeszcze złego przydarzy się naszej Ojczyźnie! Wy, a także większość członków PiS, SP i waszych klientów politycznych, którzy nie myśląc samodzielnie i kierując się jedynie partykularnymi interesami według wielu Polaków (w tym także wg mnie) zniszczyliście cały dorobek Polski po 1989 roku.
Za to wszystko czeka was, a przynajmniej powinien czekać – Trybunał Stanu RP! Myślę też, iż wcześniej czy później przed nim staniecie, a cały Naród was osądzi! Przynosicie Polsce wstyd waszą niekompetencją (sensu largo), hipokryzją, lekceważeniem zdania obywateli, arogancją, chamstwem i niczym nieuzasadnioną pychą!
Wymienione wyżej, wasze przywary niegodne Polaka, patrioty i męża stanu, którymi to cnotami chcielibyście się tytułować (nie robiąc nic à propos), prowadzą nas – Polskę na swego rodzaju margines (outsidera) zachodnich demokracji, do których jest nam coraz dalej!
To te typowe dla was niecne cechy, spowodowały wiele szkód i w efekcie to, że polska racja stanu przestała się w waszych działaniach liczyć – takie jest nie tylko moje odczucie! W szczególności macie na sumieniu zniszczenie polskiej demokracji, a więc także tego, co stanowiło jej istotę i podstawę!
Zacznę od tego, że się za was wstydzę, że wstydzę się i za to, że tak nieodpowiedzialni (chcę wierzyć, że to tylko niekompetencja, a nie coś gorszego) jak wy ludzie rządzą tak pięknym krajem.
- Przede wszystkim wstyd mi za prezydenta RP, który według mnie nie sprawdził się na urzędzie totalnie go przerastającym!
- Wstyd mi za to, że kolejny już premier RP jest zależny od dyrektyw osoby, która za nic formalnie nie odpowiadając, i nie rozumiejąc rzeczywistości, niszczy kraj.
- Oskarżam was też o zniszczenie dobrego imienia RP w świecie, którego uzyskanie kosztowało tak dużo wysiłku wszystkie poprzednie ekipy po 1989 roku.
- Zarzucam wam dewastację polskich Sił Zbrojnych i demoralizację kadry WP, co w przyszłości odbije się negatywnie na naszych zdolnościach obronnych.
- Konsekwentnie zatem oskarżam was też o osłabianie potencjału obronnego RP.
- Obwiniam was o zniszczenie wolnych sądów oraz zawłaszczenie tego, co z nich jeszcze pozostało.
- Winię was też za stworzenie fasadowych: TK oraz KRS, niespełniających swoich konstytucyjnych ról z powodu upartyjnienia przez PiS i SP.
- Zarzucam wam również upolitycznienie i ubezwłasnowolnienie prokuratury RP.
- Mam wam za złe i to, że upolityczniliście polską policję, której także odbieracie godność i honor, wysyłając ją do ochrony nazistów i jednocześnie bicia kobiet oraz mężczyzn – uczciwych Polaków działających w zgodzie z konstytucją RP.
- Oskarżam was o to, że niszczycie polską gospodarkę, a korzystając z koniunktury na światowych rynkach, przypisujecie sobie zasługi. (Stadnina koni w Janowie, osiągająca do niedawna milionowe zyski, stała się miejscem zapomnianym przez poważnych kupców z całego niemal świata, a największym polskim koncernem naftowym – Orlen kieruje spolegliwy wam technik z Pcimia). Czy to żart?!
Pytam więc: jak daleko można się jeszcze posunąć w degradacji i niszczeniu własnej Ojczyzny?! Do jej całkowitej anihilacji (jak to wyszukanie nazywa wasz prezes, udający intelektualistę)?
I dalej:
- Oskarżam was o niszczenie polskiej kultury i zakłamywanie historii, o deprecjację naszej nauki i pozbywanie się ludzi mogących coś dla kraju zrobić.
- Oskarżam was o psucie, z takim trudem wypracowanych, sojuszy i kontaktów RP na arenie międzynarodowej.
- Oskarżam was o nadużywanie mowy nienawiści, co doprowadziło do znaczącego podziału narodu, a co jest wobec tego, według mnie, politycznym sabotażem.
- Mam wam za złe „psucie polskiej młodzieży” w ten sposób, że dokonujecie w jej głowach destrukcji aksjologicznej, wprowadzając wasze amoralne poglądy, które prowadzą do ksenofobii, rasizmu, rasizmu i nienawiści w ogóle. Polska traci w ten sposób przyszły potencjał intelektualno – patriotyczny.
- Obwiniam was o to, że są już ofiary waszej szkodliwej ideologii i działalności, a pierwszą z nich stał się patriota – „szary człowiek” – Piotr Szczęsny. Wiem, wam byłoby „na rękę” spuszczenie nad tym faktem, „kurtyny milczenia”. Nie liczcie na to, tak samo, jak na zapomnienie o śmierci p. Barbary Blidy. Te haniebne czyny są czymś, co utrwala się w świadomości społecznej i pozostaje na wieki. Zmyć się tego nie da – pamięć ludowa jest trwała jak stal!
Mógłbym wymienić jeszcze kilkadziesiąt podobnych zarzutów, jakie można byłoby wam postawić. Szkoda czasu – i tak raczej nie zrozumiecie, a tym bardziej nie „uderzycie się w piersi”!
Proszę w imieniu swoim i innych, patriotycznie myślących Polaków:
Przestańcie szkodzić Polsce! Zostawcie władzę mądrzejszym, bardziej prawym od siebie! Odejdźcie, zanim nie rozleliście jeszcze naszej krwi, a więzień nie zamieniliście w „domy dla nas, niepokornych” obywateli! Pamiętajcie, że zawsze można wycofać się z „twarzą”, bo przyznanie się do błędu nie jest głupotą; tkwienie w nim zaś to idiotyzm, który może w pewnym momencie zmienić się zbrodnię przeciwko własnemu narodowi. Oby do tego nigdy nie doszło!
Dariusz Stokwiszewski
Rocznica marca ´68: Czułam się, jakby ktoś mnie strzelił w twarz i powiedział „ty parszywy Żydzie”
Tysiące Polaków żydowskiego pochodzenia musiało opuścić Polskę po marcu´68. – Na początku nie chcieliśmy wyjeżdżać, ale z biegiem czasu sprawy zaszły za daleko. W pewnym momencie poczułam się, jakby ktoś mnie strzelił w twarz i powiedział „ty parszywy Żydzie”. I wtedy pomyślałam sobie, że jeżeli będę miała dzieci, to nie chciałabym, żeby kiedykolwiek je coś takiego spotkało – wspomina w rozmowie z Deutsche Welle dziennikarka i tłumaczka Katarzyna Weintraub.
DW: Myślisz często o marcu 1968 roku i o tych wszystkich pomarcowych wydarzeniach?
Nie, bardzo rzadko. Głównie wtedy, kiedy spotykam ludzi, którzy wtedy też wyjechali albo którzy ze mną wtedy studiowali. Ale w zasadzie bardzo rzadko do tego wracam, to już dawno za mną.
DW: Wyjechałaś z Polski razem z mężem w 1971 roku. Zostaliście do tego zmuszeni?
Na początku nie chcieliśmy wyjeżdżać, ale z biegiem czasu sprawy zaszły za daleko. W pewnym momencie poczułam się, jakby ktoś mnie strzelił w twarz i powiedział „ty parszywy Żydzie”. I wtedy pomyślałam sobie, że jeżeli będę miała dzieci, to nie chciałabym, żeby kiedykolwiek je coś takiego spotkało. Wtedy zdecydowałam się na wyjazd. Nie zostaliśmy formalnie zmuszeni do wyjazdu. To było raczej tak, jakby ojczyzna nam wymówiła. To było bardzo bolesne.
DW: Jak wyglądały przygotowania do wyjazdu?
Od momentu otrzymania tak zwanego „dokumentu podróży” mieliśmy miesiąc na zlikwidowanie wszystkiego w Polsce i znalezienie sobie nowego kraju. Poprzez ambasadę Holandii, która reprezentowała interesy Izraela w Polsce, trzeba było załatwić papier, że Izrael nas przyjmie. Ale myśmy wcale nie chcieli do Izraela. Wiele osób nie chciało do Izraela, bo w gruncie rzeczy nie byliśmy żadnymi syjonistami. Izrael był dla nas zupełnie obcym krajem, do którego wcale nas nie ciągnęło, chcieliśmy zostać w Europie. Rozmawiało się z ludźmi o tym, które kraje przyjmują, które kraje nie przyjmują. Niemcy nie przyjmowały, Francja nie przyjmowała, Anglia nie przyjmowała. Przyjmowały kraje skandynawskie. No więc poszliśmy do ambasady szwedzkiej, gdzie dostaliśmy promesę wizy do Szwecji i wyjechaliśmy. W Szwecji skończyłam studia, urodziło się tam moje pierwsze dziecko.
DW: Po wyjeździe z Polski mogłaś potem wracać do kraju?
Przez 17 lat nie mogłam. Raz mnie nawet z małym dzieckiem cofnięto w środku nocy z granicy, chociaż miałam już wtedy szwedzkie obywatelstwo, a Polska podpisała umowę o ruchu bezwizowym ze Szwecją. Ale istniały czarne księgi. Na granicy niemiecko-polskiej usłyszałam, że podjęłam już pewną decyzję w życiu i teraz ponoszę jej konsekwencje. Wtedy mieszkałam już w Niemczech. Mieszkałam też w Anglii, w Belgii. Teraz znowu żyję w Niemczech.
DW: Rozmawiamy w twoim berlińskim mieszkaniu. Czy to mieszkanie, czy może dom? Gdzie jest twój dom? I kim właściwie się czujesz? Polką, Szwedką, Niemką, Żydówką?
Po pierwsze jestem kobietą, po drugie jestem matką, po trzecie jestem Europejką, po czwarte jestem Polką, po piąte Żydówką. W takiej kolejności mniej więcej. To, co mnie łączy z żydostwem, to jest wspólnota losu. Natomiast to, co mnie łączy z Polską to cała reszta – język, historia, dzieciństwo. Jedynym miejscem, w którym czuje się w domu, jest Polska.
DW: Myślałaś o tym, jak potoczyłoby się Twoje życie, gdyby marcowi nie towarzyszyła ta antysemicka nagonka?
Myślę, że ono by się potoczyło tak jak potoczyło się później życie wszystkich moich przyjaciół, którzy nie wyjechali. Upadek PRL-u, tego systemu, był nieuchronny. Przecież antysemityzm marcowy nie był wyzwalaczem, tego, co się stało, tylko był skutkiem. Wyzwalaczem było to, że młodzież akademicka zaczęła się domagać demokratyzacji systemu i to w ramach tego systemu. Ale marzec właśnie dowiódł, że w ramach tego systemu nie da się tego zrobić.
DW: Czym tłumaczyć ten pomarcowy antysemityzm? Czy można powiedzieć, że to wina Gomułki i Moczara i my nie mamy z tym nic wspólnego?
W każdym kraju, a zwłaszcza w kraju niedemokratycznym, zdarzają się rzeczy, nad którymi nie można zapanować. I w momencie, kiedy wyciąga się taką hydrę jak antysemityzm po to, żeby ją instrumentalnie wykorzystać, to wystarczy iskra, żeby ten antysemityzm znowu wybuchł, bo on jest w Polsce i jest w polskim narodzie naprawdę głęboko zakorzeniony. I boje się, że teraz znowu dojdzie w Polsce do sytuacji, która wymknie się spod kontroli i to rzeczywiście może się bardzo źle skończyć. Zresztą nie widzę, żeby dzisiaj był wśród polityków ktoś, kto próbowałby to zastopować, ukrócić. Język prasy robi się bliski temu marcowemu. Jeżeli dziennikarz telewizji mówi o Żydach parchy, to przepraszam bardzo…
DW: Dużo złej energii towarzyszy obecnie sprawom polsko-żydowskim, polsko-izraelskim. Niepokoi Cię to? Czy w relacjach polsko-żydowskich coś zepsuto?
Zepsuto bardzo dużo. Przez dwa lata podróżowałam po Polsce zbierając materiały do książki o pamięci o polskich Żydach. Jeździłam po dawnych sztetlach – byłych polsko-żydowskich miasteczkach. Widziałam wiele pozytywnych inicjatyw, ludzi zaangażowanych w odkrywanie i pielęgnowanie pamięci o przeszłości tych miejsc. Brały w tym udział setki szkół, tysiące uczniów. I taki uczeń, który zgłębia polsko-żydowską historię swojego miasteczka, raczej nie pójdzie i nie nasika na macewę, nie kopnie jej, nie wywali. To było też kształtowanie postaw obywatelskich. Praca tych ludzi niestety idzie teraz na marne, to hańba. Takich rzeczy nie wolno robić.








