Nord Stream 2: Czy USA planują jego reaktywację? Niemcy alarmują o zagrożeniu

Anna Widzyk
„Z różnych źródeł słyszałem o takich katastrofalnych zamierzeniach” – powiedział polityk niemieckiej chadecji Roderich Kiesewetter w rozmowie z berlińską gazetą „Der Tagesspiegel”, komentując medialne doniesienia o rozmowach na temat uruchomienia gazociągu Nord Stream 2.
Według brytyjskiego dziennika „Financial Times” były prezes spółki Nord Stream 2 AG, Matthias Warnig, prowadzi negocjacje z kilkoma amerykańskimi inwestorami. Wiedzą o tym czołowi przedstawiciele administracji prezydenta USA Donalda Trumpa. Według „FT” konsorcjum pod amerykańskim kierownictwem opracowało pierwsze kluczowe punkty możliwego porozumienia z rosyjskim koncernem energetycznym Gazprom, właścicielem gazociągu. Działania te mają być podejmowane w kontekście rozmów o zakończeniu wojny w Ukrainie.
Według Rodericha Kiesewettera przypuszcza się, że projekt ten jest związany z amerykańskim inwestorem Stephenem Lynchem i że administracja Trumpa traktuje go jako narzędzie negocjacyjne w rozmowach pokojowych z Rosją. Przynajmniej tak jest to przedstawiane – twierdzi Kiesewetter – jednak „dla pokoju jest to całkowicie kontrproduktywne”.
Zdaniem wpływowego polityka CDU to „sygnał ostrzegawczy, że dawne kanały prowadzące do terrorystycznego reżimu w Moskwie nigdy nie zostały przerwane, a powiązania z Moskwą w zaangażowanych krajach nadal istnieją i wyraźnie się nasilają”.
„Znak, że USA stają po stronie agresora”
Także w Niemczech pojawiają się apele ze środowisk przyjaznych Kremlowi o naprawę Nord Stream i wznowienie stosunków gospodarczych z Rosją – powiedział Kiesewetter, cytowany przez „Tagesspiegel”.
Podobne głosy pojawiają się w Bundestagu – są tam posłowie, którzy opowiadają się za zniesieniem sankcji wobec Rosji. Kiesewetter podkreśla, że „Nord Stream zawsze był geopolitycznym narzędziem presji Kremla i jest postrzegany w krajach Europy Środkowej, Wschodniej i Północnej, a zwłaszcza w Ukrainie, jako grzech pierworodny – sposób Moskwy na uzależnienie Europy, zwłaszcza Niemiec, i wywieranie na nie wpływu”.
Jego zdaniem reaktywacja gazociągu nigdy nie powinna być elementem porozumienia pokojowego, ponieważ nie ułatwi negocjacji, a wręcz przeciwnie – może je utrudnić. „To znak, że USA opowiadają się po stronie agresora, najwyraźniej przedkładając interesy gospodarcze nad prawo międzynarodowe i zobowiązania sojusznicze” – ocenił polityk CDU.
Rząd w Berlinie stanowczo przeciw
Dziennik gospodarczy „Handelsblatt” wskazuje, że niemiecki rząd stanowczo odrzuca możliwość wznowienia dostaw rosyjskiego gazu gazociągiem Nord Stream. „Niezależność od rosyjskiego gazu ma strategiczne znaczenie dla niemieckiego rządu z punktu widzenia polityki bezpieczeństwa i pozostaje on na tym stanowisku” – powiedziała rzeczniczka niemieckiego Ministerstwa Gospodarki, cytowana przez „Handelsblatt”. Dodała, że nie ma żadnych rozmów na ten temat, nawet z Rosją. „To nie podlega dyskusji” – oświadczyła.
Rzeczniczka podkreśliła, że gazociąg Nord Stream 2, o którym mówią spekulacje, „nie jest certyfikowany” i jego uruchomienie nie jest dozwolone z prawnego punktu widzenia.
Według niemieckiej gazety także przyszły rząd Niemiec, kierowany przez chadeka Friedricha Merza, nie zmieni stanowiska w sprawie Nord Stream. „Infrastruktura energetyczna na Morzu Bałtyckim ma znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego krajów nadbałtyckich. Dlatego nie może ona ponownie wpaść w rosyjskie ręce” – powiedział gazecie „Handelsblatt” Juergen Hardt z CDU, partyjny ekspert ds. polityki zagranicznej. W jego ocenie naprawa uszkodzonego w wyniku wybuchu gazociągu nie wchodzi w rachubę. „To tylko napełniłoby kasę wojenną Putina” – dodał.
Europie znów grozi podział
„Handelsblatt” zauważa, że gdyby rząd USA faktycznie chciał uruchomić Nord Stream 2, byłoby to sprzeczne z wcześniejszym stanowiskiem Amerykanów. „Trump ostro krytykował projekt podczas swojej pierwszej kadencji. Oskarżył Niemców o uzależnienie się od dostaw rosyjskiego gazu” – przypomina dziennik. Jednocześnie zauważa, że wiele wskazuje na zwrot w amerykańskiej polityce zagranicznej i dążenie do zbliżenia z Rosją.
„Już w 2024 roku amerykańskie media donosiły, że przedsiębiorca Stephen Lynch był zainteresowany zakupem Nord Stream 2. Jest on w kontakcie z rządem USA i złożył wniosek o zezwolenie na zakup gazociągu. Takie zezwolenie jest konieczne, ponieważ rząd USA nałożył surowe sankcje na Nord Stream 2. Lynch, który ma dobre relacje z administracją Trumpa i doświadczenie w biznesie z Rosją, argumentuje, że Stany Zjednoczone miałyby przewagę w negocjacjach pokojowych z Rosjanami, gdyby gazociąg miał amerykańskiego właściciela” – czytamy w „Handelsblatt”.
Z kolei „Sueddeutsche Zeitung” ocenia, że ewentualny zakup Nord Stream 2 przez amerykańskiego inwestora wywołałby ogromną presję na niemiecki rząd, by zgodził się na jego uruchomienie. „W Białym Domu jest prezydent, który chce robić interesy, a na Kremlu podżegacz wojenny. W Niemczech partie takie jak AfD i BSW od dawna wzywają do ponownego uruchomienia rurociągów. Może na tym skorzystać zwłaszcza niemiecki przemysł. Ceny gazu wciąż nie są na poziomie sprzed wojny, gdy pochodził on z Rosji. Z drugiej strony partnerzy tacy jak Polska, Ukraina czy kraje bałtyckie nie będą zadowoleni, jeśli Niemcy ponownie staną się hubem dla rosyjskiego gazu. Po raz kolejny gazociąg może podzielić Europę. Ta mieszanka jest toksyczna” – pisze „Sueddeutsche Zeitung”.
DF, thefad.pl / Źródło: dw.de
REDAKCJA POLECA
script type=’text/Javascript’>
Trump o Zełenskim: Ten gość nie chce pokoju, nie będziemy tego tolerować
Prezydent USA Donald Trump po raz kolejny skrytykował prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, zarzucając mu brak dążenia do zakończenia wojny. W poniedziałek, 3 marca 2025 roku, w swoim wpisie na Truth Social Trump stwierdził: „To najgorsze oświadczenie, jakie mógł złożyć Zełenski, a Ameryka nie będzie tego tolerować zbyt długo! To właśnie mówiłem, ten facet nie chce pokoju, dopóki ma poparcie Ameryki”. Słowa te padły w kontekście rosnących napięć między przywódcami USA i Ukrainy.
W swoim wpisie na Truth Social Trump odniósł się do słów ukraińskiego przywódcy, który po spotkaniu z europejskimi liderami w Londynie powiedział, że zakończenie wojny jest „bardzo, bardzo daleko”.
Czy relacje USA-Ukraina ulegną zmianie?
Komentarz Trumpa pojawił się w trakcie toczącego się sporu dyplomatycznego, który nasilił się po ich ostatnim spotkaniu w Białym Domu pod koniec lutego. Według doniesień medialnych rozmowa między przywódcami była napięta, a Trump miał zarzucić Zełenskiemu brak szacunku i chęci do kompromisu.
Prezydent USA sugeruje, że Ukraina celowo unika negocjacji pokojowych, opierając się na wsparciu Stanów Zjednoczonych. Trump odniósł się również do roli Europy, twierdząc, że podczas rozmów z Zełenskim europejscy liderzy „stanowczo stwierdzili, że nie są w stanie wykonać tej roboty bez USA”. Według niego stanowi to dowód na ograniczone możliwości Europy w samodzielnym wspieraniu Ukrainy w konflikcie z Rosją.
Czy USA wstrzyma pomoc wojskową dla Ukrainy?
W ostatnich dniach media informowały, że administracja Trumpa rozważa ograniczenie lub całkowite wstrzymanie pomocy wojskowej dla Ukrainy. „Wall Street Journal” donosi, że Stany Zjednoczone mogą wstrzymać dostawy broni i amunicji. Z kolei „New York Post” informuje, że w wyniku napiętych relacji z Ukrainą odwołano ceremonię podpisania umowy o współpracy gospodarczej. W kuluarach spekuluje się, że Trump może zmienić kierunek polityki zagranicznej USA, koncentrując się na relacjach z krajami Ameryki Łacińskiej.
Niepewność wokół przyszłości wsparcia USA dla Ukrainy budzi obawy wśród analityków i polityków. Eksperci wskazują, że wstrzymanie dostaw sprzętu wojskowego może osłabić zdolności obronne Ukrainy i wpłynąć na dalszy przebieg konfliktu. Z drugiej strony Trump wielokrotnie podkreślał konieczność ograniczenia amerykańskiego zaangażowania w europejskie konflikty i nacisk na większy udział państw UE w pomocy dla Kijowa.
Przyszłość stosunków USA-Ukraina
Mimo rosnących napięć Zełenski wyraża nadzieję na dalsze wsparcie ze strony Waszyngtonu, podkreślając strategiczne znaczenie relacji amerykańsko-ukraińskich. Jak zaznaczył, współpraca z USA to „coś więcej niż okazjonalna relacja”.
Nie jest jednak jasne, jak potoczy się polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych w nadchodzących miesiącach. Decyzje dotyczące dalszego wsparcia Ukrainy zależą nie tylko od administracji Trumpa, ale także od Kongresu.
DF, thefad.pl / Źródło: Wall Street Journal, New York Post, Truth Social
Wałęsa do Trumpa: „Wdzięczność ukraińskim żołnierzom, nie USA”
Lech Wałęsa, wraz z grupą byłych więźniów politycznych i działaczy „Solidarności”, opublikował 3 marca 2025 roku otwarty list do prezydenta USA, Donalda Trumpa. W emocjonalnym apelu, podpisanym m.in. przez Bogdana Borusewicza, Władysława Frasyniuka, Adama Michnika i Zbigniewa Bujaka, sygnatariusze krytykują Trumpa za jego postawę wobec Ukrainy i prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, wyrażoną podczas niedawnej rozmowy w Gabinecie Owalnym.
Autorzy listu wyrażają „przerażenie i niesmak” wobec oczekiwań Trumpa, że Ukraina powinna okazywać wdzięczność za amerykańską pomoc militarną w wojnie z Rosją. Podkreślają, że prawdziwa wdzięczność należy się ukraińskim żołnierzom, którzy od ponad 11 lat przelewają krew w obronie wolności i wartości demokratycznych. „Życie ludzkie jest bezcenne, nie da się zmierzyć jego wartości pieniędzmi” – piszą, nawiązując do własnych doświadczeń z czasów walki z komunistycznym reżimem.
Sygnatariusze porównują atmosferę rozmowy Trumpa z Zełenskim do metod stosowanych przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa w czasach PRL. Zarzucają prezydentowi USA traktowanie ukraińskiego przywódcy w sposób przypominający praktyki dawnych władz reżimowych. Przywołują również historyczne przykłady, takie jak decyzje prezydentów Woodrowa Wilsona, Franklina D. Roosevelta i Ronalda Reagana, który nazwał ZSRR „Imperium Zła” i odegrał kluczową rolę w jego upadku. Zdaniem autorów, obecna polityka Stanów Zjednoczonych powinna równie stanowczo wspierać Ukrainę, zwłaszcza w kontekście zobowiązań wynikających z memorandum budapeszteńskiego z 1994 roku, gwarantującego nienaruszalność jej granic.
List kończy się apelem o zmianę podejścia USA do pomocy Ukrainie – nie jako transakcji gospodarczej, lecz moralnego obowiązku wobec narodu walczącego o wolność. Podpisany przez kilkudziesięciu byłych działaczy opozycji demokratycznej i czołowych działaczy „Solidarności”, dokument wywołał szeroką debatę w mediach społecznościowych, podkreślając aktualność doświadczeń polskiej walki o niepodległość.
Poniżej publikujemy pełną treść listu sygnatariuszy do Donalda Trumpa:
Lech Wałęsa: Taki tekst podpisaliśmy:
Szanowny Panie Prezydencie,
Relację z Pańskiej rozmowy z Prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełeńskim oglądaliśmy z przerażeniem i niesmakiem. Pańskie oczekiwania co do okazywania szacunku i wdzięczności za pomoc materialną udzieloną przez Stany Zjednoczone walczącej z Rosją Ukrainie uważamy za obraźliwe. Wdzięczność należy się bohaterskim żołnierzom ukraińskim, którzy przelewają krew w obronie wartości wolnego świata. To oni od ponad 11 lat, giną na froncie w imię tych wartości i niepodległości swojej Ojczyzny zaatakowanej przez putinowską Rosję.
Nie rozumiemy jak przywódca państwa, które jest symbolem wolnego świata, może tego nie widzieć.
Nasze przerażenie wywołało także to, że atmosfera w Gabinecie Owalnym podczas tej rozmowy przypominała nam tę, którą dobrze pamiętamy z przesłuchań przez Służbę Bezpieczeństwa i z sal rozpraw w komunistycznych sądach. Prokuratorzy i sędziowie na zlecenie wszechwładnej komunistycznej policji politycznej też nam tłumaczyli, że to oni mają w ręku wszystkie karty, a my żadnych. Domagali się od nas zaprzestania działalności, argumentując, że z naszego powodu cierpią tysiące niewinnych ludzi. Pozbawili nas wolności i praw obywatelskich, ponieważ nie godziliśmy się na współpracę z władzą i nie okazywaliśmy jej wdzięczności. Jesteśmy zszokowani, że podobnie potraktował Pan Prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego.
Historia XX wieku pokazuje, że za każdym razem, gdy Stany Zjednoczone chciały zachować dystans wobec demokratycznych wartości i swoich europejskich sojuszników, kończyło się to zagrożeniem dla nich samych. Zrozumiał to Prezydent Woodrow Wilson, który zdecydował o przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do I Wojny Światowej w 1917 roku. Zrozumiał to Prezydent Franklin Delano Roosvelt, decydując po ataku na Perl Harbour w grudniu 1941 roku, że wojna w obronie Ameryki toczyć się będzie nie tylko na Pacyfiku, ale także w Europie, w sojuszu z zaatakowanymi przez III Rzeszę państwami.
Pamiętamy, że bez Prezydenta Ronalda Reagana i amerykańskiego zaangażowania finansowego nie udałoby się doprowadzić do rozpadu imperium Związku Radzieckiego. Prezydent Reagan miał świadomość, że w sowieckiej Rosji i krajach przez nią podbitych cierpią miliony zniewolonych ludzi, w tym tysiące więźniów politycznych, którzy za swoje poświęcenie, w obronie demokratycznych wartości, płacili wolnością. Jego wielkość polegała m.in. na tym, że bez wahania nazwał ZSRR mianem „Imperium Zła” i wydał mu zdecydowaną walkę. Zwyciężyliśmy, a pomnik Prezydenta Ronalda Reagana stoi dziś w Warszawie vis a vis ambasady USA.
Panie Prezydencie, pomoc materialna – wojskowa i finansowa – nie może być ekwiwalentem za krew przelaną w imię niepodległości i wolności Ukrainy, Europy, a także całego wolnego świata. Życie ludzkie jest bezcenne, nie da się zmierzyć jego wartości pieniędzmi. Wdzięczność należy się tym, którzy ponoszą ofiarę krwi i wolności. Dla nas, ludzi „Solidarności”, byłych więźniów politycznych komunistycznego reżimu służącemu sowieckiej Rosji jest to oczywiste.
Apelujemy o wywiązanie się Stanów Zjednoczonych z gwarancji, jakich udzieliły wraz z Wielką Brytanią w memorandum budapeszteńskim w 1994 roku, w którym zapisano wprost zobowiązanie do obrony nienaruszalności granic Ukrainy w zamian za oddanie przez nią swoich zasobów broni nuklearnej. Te gwarancje są bezwarunkowe: nie ma tam ani słowa o traktowaniu takiej pomocy jako wymiany gospodarczej.
Lech Wałęsa, b. więzień polityczny, przywódca Solidarności, prezydent III RP
Marek Beylin, b. więzień polityczny, redaktor wydawnictw niezależnych
Seweryn Blumsztajn, b. więzień polityczny, członek Komitetu Obrony Robotników
Teresa Bogucka, b. więzień polityczny, działaczka opozycji demokratycznej i Solidarności
Grzegorz Boguta, b. więzień polityczny, działacz opozycji demokratycznej, niezależny wydawca
Marek Borowik, b. więzień polityczny, niezależny wydawca
Bogdan Borusewicz, b. więzień polityczny, przywódca podziemnej Solidarności w Gdańsku
Zbigniew Bujak, b. więzień polityczny, przywódca podziemnej Solidarności w Warszawie
Władysław Frasyniuk, b. więzień polityczny, przywódca podziemnej Solidarności we Wrocławiu
Andrzej Gincburg, b. więzień polityczny, działacz podziemnej Solidarności
Ryszard Grabarczyk, b. więzień polityczny, działacz Solidarności
Aleksander Janiszewski, b. więzień polityczny, działacz Solidarności
Piotr Kapczyński, b. więzień polityczny, działacz opozycji demokratycznej
Marek Kossakowski, b. więzień polityczny, publicysta niezależny
Krzysztof Król, b. więzień polityczny, działacz niepodległościowy
Jarosław Kurski, b. więzień polityczny, działacz opozycji demokratycznej
Barbara Labuda, b. więzień polityczny, działaczka podziemnej Solidarności
Bogdan Lis, b. więzień polityczny, przywódca podziemnej Solidarności w Gdańsku
Henryk Majewski, b. więzień polityczny, działacz Solidarności
Adam Michnik, b. więzień polityczny, działacz opozycji demokratycznej, redaktor wydawnictw niezależnych
Sławomir Najnigier, b. więzień polityczny, działacz podziemnej Solidarności
Piotr Niemczyk, b. więzień polityczny, dziennikarz i drukarz podziemnych wydawnictw,
Stefan Konstanty Niesiołowski, b. więzień polityczny, działacz niepodległościowy
Edward Nowak, b. więzień polityczny, działacz podziemnej Solidarności
Wojciech Onyszkiewicz, b. więzień polityczny, członek Komitetu Obrony Robotników, działacz Solidarności
Antoni Pawlak, b. więzień polityczny, działacz opozycji demokratycznej i podziemnej Solidarności
Sylwia Poleska-Peryt, b. więzień polityczny, działaczka opozycji demokratycznej
Krzysztof Pusz, b. więzień polityczny, działacz podziemnej Solidarności
Ryszard Pusz, b. więzień polityczny, działacz podziemnej Solidarności,
Jacek Rakowiecki, b. więzień polityczny, działacz podziemnej Solidarności
Andrzej Seweryn, b. więzień polityczny, aktor, dyrektor Teatru Polskiego w Warszawie
Witold Sielewicz, b. więzień polityczny, drukarz niezależnych wydawnictw
Henryk Sikora, b. więzień polityczny, działacz Solidarności
Krzysztof Siemieński, b. więzień polityczny, dziennikarz i drukarz wydawnictw podziemnych
Grażyna Staniszewska, b. więzień polityczny, przywódczyni Solidarności regionu Beskidów
Jerzy Stępień, b. więzień polityczny, działacz opozycji demokratycznej
Joanna Szczęsna, b. więzień polityczny, redaktorka podziemnej prasy Solidarności
Ludwik Turko, b. więzień polityczny, działacz podziemnej Solidarności
Mateusz Wierzbicki, b. więzień polityczny, drukarz i publicysta wydawnictw niezależnych
DF, thefad.pl / Źródło: Lech Wałęsa: facebook.com/lechwalesa
Mowa ciała podczas spotkania Trump-Zełenski: Eksperci i media analizują starcie w Białym Domu
28 lutego 2025 roku w Białym Domu doszło do jednego z najbardziej napiętych spotkań dyplomatycznych ostatnich lat. Prezydenci Wołodymyr Zełenski i Donald Trump starli się w Gabinecie Owalnym – na oczach całego świata. To, co miało być rutynową wizytą w obecności mediów, szybko przerodziło się w ostry spór, transmitowany na żywo na ekranach telewizorów. Eksperci od mowy ciała, w tym renomowana analityczka Judi James, oraz światowe media przeanalizowali to starcie, zwracając uwagę na gesty, postawy i dynamikę między przywódcami. Przyglądamy się, co o mowie ciała Trumpa, Zełenskiego i wiceprezydenta J.D. Vance’a piszą światowe źródła, opierając się m.in. na publikacji Daily Mail „Body language expert on 'alpha male’ Trump’s 'arousal’ in White House smackdown of Zelensky… with help from J.D. Vance”.
Trump jako „alfa” w stanie „agresywnego pobudzenia”
Judi James, ekspertka od mowy ciała, w rozmowie z Daily Mail opisała Donalda Trumpa jako „alfa malca” (alpha male), który znalazł się w stanie „agresywnego pobudzenia” (aggressive arousal). Jej analiza koncentruje się na tym, jak Trump dążył do zdominowania sytuacji. Wskazała na jego gesty, takie jak podniesiony palec wskazujący – symbol autorytetu. Zwykle skuteczny w narzucaniu posłuszeństwa, tym razem nie powstrzymał eskalacji sporu. Obaj przywódcy podnosili głosy, przerywając sobie nawzajem.
Trump przez chwilę obserwował wymianę zdań między Zełenskim a Vance’em, zanim sam postanowił wkroczyć do „ringu”. Według James, taka strategia podkreśla jego dominującą rolę – pozwalając innym eskalować napięcie, by ostatecznie sam mógł rozstrzygnąć konflikt. „Trump zaryzykował wiele, angażując się bezpośrednio” – dodała. Jego twarz poczerwieniała, brwi zmarszczyły się w niedowierzaniu, gdy krzyczał, że Zełenski igra z trzecią wojną światową. Oskarżając go o brak szacunku, Trump pokazał mikrogrymas gniewu (micro-sneer of anger), co uwypukliło jego emocje.
Rola J.D. Vance’a: „Skrzydłowy” i prowokator
Wiceprezydent J.D. Vance odegrał istotną rolę w tym starciu. Judi James porównała go do „ziarna piasku, które drażni ostrygę, by powstała perła” (the grain of sand that irritates the oyster to produce the pearl). W kontekście zachowań zwierzęcych „skrzydłowy” – jak zauważyła – angażuje się w potyczki. „Alfa” zaś pozostaje nietykalny i nie może przegrać. Vance sprowokował Zełenskiego, co wywołało u niego „całkowite odcięcie” (total disengagement). Ukraiński prezydent emanował jednak „niespożytą energią” (relentless energy). Po starciu Vance poklepał Trumpa po ramieniu, jakby chciał potwierdzić jego zwycięstwo.
Zełenski: Defensywa i wytrwałość
Wołodymyr Zełenski nie pozostał bierny, mimo ostrej wymiany zdań. James zwróciła uwagę na jego wytrwałość. Pokazywał zdjęcia zniszczeń na Ukrainie i podkreślał wdzięczność wobec Amerykanów. Jego postawa była jednak defensywna – siedział zgarbiony, z rękami splecionymi, co zmniejszało jego sylwetkę. Użytkownicy X zauważyli to w swoich analizach mowy ciała. Tuż obok Zełenskiego siedziała ambasador Ukrainy w USA, Oksana Markarowa, która w kulminacyjnym momencie zakryła twarz dłońmi – gest, który media uznały za wyraz bezradności lub zażenowania.
Po spotkaniu Zełenski unikał przeprosin w rozmowie z Fox News. „Nie jestem pewien, czy zrobiliśmy coś złego” – powiedział Bretowi Baierowi. Dodał, że jest wdzięczny Amerykanom i Trumpowi za wsparcie od początku wojny. „Musimy być szczerzy i bezpośredni” – podkreślił, wskazując na potrzebę dialogu mimo różnic.
Końcowe gesty: Trump puszcza oko, Zełenski pokazuje kciuk
Mimo burzliwej wymiany zdań obaj przywódcy starali się wyjść ze starcia z twarzą. Trump puszczający oko i Zełenski pokazujący kciuk w górę były symbolicznymi gestami – sygnałem, że mimo napięcia politycznego wciąż są w grze. James zauważyła, że przypominało to teatralne zejście ze sceny. Trump, były gwiazdor TV, mrugnął do publiczności. Zełenski, również z telewizyjnym doświadczeniem, pokazał kciuk w górę.
Reakcje światowych mediów
Światowe media szeroko komentowały to wydarzenie. The Express Tribune podkreśliło „dominującą obecność Trumpa” i jego agresywną postawę. Mirror Online wskazało, że Vance stał się „wyzwalaczem” (triggered), prowokując Trumpa do działania. BBC uznało spotkanie za „bezprecedensowe” – rzadko takie spory są publiczne w Gabinecie Owalnym. The New York Times skupiło się na Vance’ie, który „nie chce być zepchnięty na bok” w administracji Trumpa.
DF, thefad.pl / Źródło: Daily Mail
Awantura w Gabinecie Owalnym: Trump i Zełenski kończą spotkanie w chaosie
Waszyngton, 28 lutego 2025 r. – Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przyleciał do Waszyngtonu z nadzieją na przełom. Umowa o eksploatacji ukraińskich metali ziem rzadkich przez USA miała wzmocnić Kijów w wojnie z Rosją i otworzyć nowy rozdział współpracy z administracją Donalda Trumpa. Zamiast podpisów na dokumencie świat zobaczył jednak dyplomatyczną katastrofę – w Gabinecie Owalnym doszło do ostrej kłótni, po której Trump wyprosił Zełenskiego, a wiceprezydent J.D. Vance oskarżył go o niewdzięczność.
„Słyszałem to już od Putina” – starcie przywódców
Spotkanie rozpoczęło się w obecności dziennikarzy, z kurtuazyjnym zdjęciem przed Białym Domem. Trump zapowiadał: „Mamy bardzo uczciwy układ. Nie możemy się doczekać, by kopać i pracować nad tymi metalami” (Reuters), sugerując wsparcie dla Ukrainy. Zełenski podkreślał, że umowa to „pierwszy krok ku gwarancjom bezpieczeństwa”, licząc na dalszą pomoc militarną.
Atmosfera szybko się zaostrzyła. Gdy jeden z dziennikarzy zapytał Trumpa o jego rzekomą sympatię do Putina, prezydent USA odpowiedział: „Nie masz żadnych kart w ręku. Igrasz z życiem milionów ludzi, igrasz z trzecią wojną światową” (The Washington Post). Zarzucił Zełenskiemu brak wdzięczności za wsparcie USA, dodając: „Bez naszego sprzętu wojna skończyłaby się w dwa tygodnie”.
Zełenski podkreślił: „Nie przyjechałem grać w karty. Walczymy o przetrwanie”, przypominając, że Rosja złamała porozumienia już w 2014 roku.
Wiceprezydent J.D. Vance dolał oliwy do ognia: „Panie prezydencie, to brak szacunku, że negocjuje pan przed mediami”, odnosząc się do wizyty Zełenskiego w Pensylwanii w 2024 roku, która rozsierdziła Republikanów. Zełenski ripostował: „Byłeś w Ukrainie? Przyjedź i zobacz” – na co Trump przerwał: „Nie obchodzi mnie 2014. Dogadaj się teraz albo żegnamy”. Spotkanie zakończył słowami: „Wystarczy. To będzie świetna telewizja” (BBC).
Umowa przepadła, delegacja wyproszona
Umowa dotyczyła metali ziem rzadkich – takich jak lit i kobalt – których złoża na Ukrainie są jednymi z największych w Europie. Miała zapewnić Kijowowi fundusze na odbudowę, a USA alternatywę dla chińskich dostaw. Po kłótni Trump uznał Zełenskiego za „niegotowego na negocjacje” (CNN) i polecił doradcom – Marco Rubio i Mike’owi Waltzowi – wyprosić ukraińską delegację (Fox News).
Konferencja prasowa została odwołana po napiętym spotkaniu w Gabinecie Owalnym. Na Truth Social Trump napisał: „Prezydent Zełenski nie jest gotowy na pokój, jeśli Ameryka jest zaangażowana, ponieważ czuje, że nasze zaangażowanie daje mu dużą przewagę w negocjacjach. Nie chcę przewagi, chcę POKOJU. Zełenski nie uszanował Stanów Zjednoczonych w ich ukochanym Gabinecie Owalnym. Może wrócić, kiedy będzie gotowy na pokój”.
Świat reaguje – od Moskwy po Europę
Incydent wywołał falę międzynarodowych reakcji. Dmitrij Miedwiediew stwierdził, że Trump przekazał Zełenskiemu „prawdę” i że ukraiński prezydent doznał „brutalnego upokorzenia w Gabinecie Owalnym”. Emmanuel Macron wyraził solidarność z Ukrainą, podkreślając: „Rosja jest agresorem, a Ukraina walczy o wolność – Europa nie zapomni” (Huffington Post). Donald Tusk zwrócił się do Zełenskiego, pisząc: „Drogi Wołodymyrze, drodzy ukraińscy przyjaciele, nie jesteście sami”.
Dear @ZelenskyyUa, dear Ukrainian friends, you are not alone.
— Donald Tusk (@donaldtusk) February 28, 2025
Były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA John Bolton ocenił, że „Trump i Vance otwarcie opowiedzieli się po stronie Rosji w rosyjsko-ukraińskiej wojnie” (TVP Info). Niemiecki deputowany Johann Wadephul pytał: „Jak można tak wbijać nóż w plecy krajowi, który walczy o przetrwanie?” (Reuters).
Niektóre media oceniły decyzję Trumpa o zakończeniu spotkania jako demonstrację siły, podczas gdy inni komentatorzy wskazywali na poważne konsekwencje tego starcia dla przyszłości relacji amerykańsko-ukraińskich.
Co to oznacza dla Ukrainy?
Fiasko osłabia Kijów w negocjacjach z Moskwą. Od 2022 roku USA dostarczyły Ukrainie ponad 60 miliardów dolarów pomocy militarnej. Trump może teraz wstrzymać wsparcie, naciskając na szybkie porozumienie z Putinem. Zełenski, dziękując na X Amerykanom „za sprzęt ratujący życie”, musi szukać pomocy w Europie, gdzie Macron i Scholz planują rozmowy w marcu.
Thank you America, thank you for your support, thank you for this visit. Thank you @POTUS, Congress, and the American people.
— Volodymyr Zelenskyy / Володимир Зеленський (@ZelenskyyUa) February 28, 2025
Ukraine needs just and lasting peace, and we are working exactly for that.
Dyplomacja na rozdrożu
Starcie w Gabinecie Owalnym ujawniło rosnące napięcia w relacjach między USA a Ukrainą. Trump, który wielokrotnie obiecywał „pokój w 24 godziny”, zaprezentował stanowcze podejście, ale czy oznacza to kres amerykańskiego wsparcia dla Kijowa? Europa deklaruje gotowość do odegrania większej roli, jednak bez silnego zaangażowania Waszyngtonu szanse Ukrainy na skuteczną obronę maleją. Świat z niepokojem obserwuje, jak potoczą się dalsze wydarzenia.
DF, thefad.pl / Źródło: media
Trump dodaje skrzydeł Orbanowi – Węgry coraz bliżej autorytaryzmu

Keno Verseck
Czy Węgry pod rządami Viktora Orbána zmierzają w stronę autorytaryzmu, ograniczając demokrację i zaostrzając represje wobec opozycji? Ostatnie działania jego rządu sugerują dalsze dążenie do autorytaryzmu. Od momentu drugiej inauguracji Donalda Trumpa na urząd prezydenta USA (20 stycznia 2025 r.), polityka Węgier coraz bardziej przypomina autorytarne wzorce, co budzi kontrowersje zarówno w kraju, jak i w Unii Europejskiej., Orbán zdaje się przejawiać tę samą niepohamowaną agresję co jego „towarzysz broni” (tak określił Trumpa sam premier Węgier). Z niezwykłą zaciekłością delegitymizuje wszelką krytykę i formułuje bezprecedensowe groźby wobec opozycji i społeczeństwa obywatelskiego. (tak określił Trumpa sam premier Węgier). Z niezwykłą zaciekłością delegitymizuje wszelką krytykę i formułuje bezprecedensowe groźby.
Orbán radykalizuje swoją retorykę
Punktem kulminacyjnym była jego doroczna mowa programowa w sobotę (22 lutego 2025 r.). Orbán zwykle podsumowuje w niej miniony rok i przedstawia plany na kolejne miesiące. Tradycyjnie przemówienie to zawierało także ostre polemiki, które wzbudzały śmiech zgromadzonych zwolenników. Tym razem jednak premier Węgier posunął się znacznie dalej.
W swojej wypowiedzi określił Ukrainę, sąsiada Węgier, mianem „obszaru zwanego Ukrainą” i stwierdził, że to, co z niej pozostanie, stanie się „strefą buforową” między Rosją a NATO. Publiczność, złożona z wyselekcjonowanych sympatyków jego partii, entuzjastycznie nagrodziła te słowa brawami.
Największy aplauz wzbudziła pośrednia zapowiedź zakazu organizowania parad równości w Budapeszcie oraz obietnica wpisania do konstytucji definicji płci ograniczonej jedynie do „mężczyzny i kobiety”.
„Wielkie wiosenne porządki”
Tegoroczne przemówienie może okazać się równie przełomowe jak to wygłoszone latem 2014 roku w rumuńskim Băile Tușnad, w którym Orbán ogłosił budowę „nieliberalnego państwa”. Premier Węgier uważa, że jego rząd był dotychczas zbyt pobłażliwy wobec krytyków i zapowiedział szeroko zakrojone represje. Nazwał je „wielkimi wiosennymi porządkami na Wielkanoc”. Niezależny portal Telex podsumował jego wystąpienie nagłówkiem: „Rozszalały Orbán”, a tygodnik HVG pisał o „bezprecedensowej radykalizacji” premiera.
Orbán określa swoich krytyków mianem „zdrajców”, „pseudoobywatelskich aktywistów” i „najemników sieci Sorosa”. Jego polityka wywołuje niepokój w Unii Europejskiej, która już wcześniej podejmowała działania przeciwko Węgrom w związku z naruszeniami praworządności., „pseudoobywatelskich aktywistów” i „najemników sieci Sorosa”. Wśród nich szczególnie wyróżnia dziennikarzy i pracowników organizacji pozarządowych, oskarżając ich o korupcję i nadużycia. Węgierski komik András Somogyi skomentował to słowami: „Oskarżaj swoich przeciwników o czyny, które sam popełniłeś”.
Możliwe zakazy wjazdu i pozbawienie obywatelstwa
Nie jest jeszcze jasne, jakie konkretne kroki zamierza podjąć rząd Orbána. W swoim przemówieniu premier zapowiedział jedynie: „Pilnie stworzymy warunki konstytucyjne i prawne, aby nie musieć bezczynnie przyglądać się, jak pseudo-organizacje społeczeństwa obywatelskiego służą obcym interesom i organizują działania polityczne na naszych oczach”.
Nieoficjalny organ prasowy rządu, dziennik „Magyar Nemzet”, doniósł kilka dni temu, że Orbán planuje wydalenie krytyków z kraju, nie podając jednak szczegółów. Węgierska opinia publiczna spekuluje, czy może to oznaczać zakazy wjazdu lub nawet pozbawienie obywatelstwa dla osób nieprzychylnych władzy.
Premier podsycił te spekulacje, ogłaszając przyjęcie węgierskiej wersji ustawy Magnickiego. Paradoksalnie, amerykańska ustawa Magnickiego została uchwalona właśnie po to, by ścigać osoby podobne do tych z kręgu Orbána. W styczniu 2025 r. szef jego kancelarii, Antal Rogán, został objęty amerykańskimi sankcjami na mocy tej ustawy, w tym zakazem wjazdu do USA.
„Specjalny wysłannik” do USA
Orbán wzmacnia również uprawnienia tzw. Agencji Ochrony Suwerenności, założonej w 2024 roku do dokumentowania rzekomych zagrożeń dla niezależności Węgier. W praktyce agencja ta pełni funkcję narzędzia propagandowego przeciwko krytykom rządu. Gdy dziennikarze śledczy ujawniają afery korupcyjne, agencja publikuje raporty określające ich mianem „agentów obcego wpływu”.
Ofensywa Orbána nasiliła się po tym, jak Donald Trump nakazał zamknięcie Amerykańskiej Agencji ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID). USAID od lat wspierała organizacje działające na rzecz praw człowieka, niezależnych mediów oraz demokracji w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym na Węgrzech. Jej zamknięcie osłabia wsparcie dla instytucji monitorujących rządy Orbána, co premier Węgier może wykorzystać do dalszego ograniczania krytyki i wolności mediów. USAID od lat finansowała inicjatywy wspierające demokrację, niezależne media i organizacje pozarządowe w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym na Węgrzech. Jej zamknięcie oznacza osłabienie wsparcia dla instytucji monitorujących rząd Orbána, co węgierski premier wykorzystuje do wzmocnienia swojej władzy i ograniczenia krytyki. Od tamtej pory węgierski rząd codziennie oskarża USAID o dążenie do obalenia „chrześcijańskich, patriotycznych i narodowo-konserwatywnych” rządów. Aby przeciwdziałać działalności agencji na Węgrzech, Orbán planuje wysłać do USA „specjalnego wysłannika”, który ma zbadać, kogo USAID wspierał w jego kraju.
Miliony oglądają „Dynastię” – dokument o korupcji
Film dokumentalny „Dynastia”, przygotowany przez zespół dziennikarzy śledczych Direkt36, ujawnia powiązania korupcyjne wokół Orbána i jego otoczenia. Pokazuje, jak rodzina premiera i jego najbliżsi współpracownicy w ciągu kilku lat stali się najbogatszymi ludźmi na Węgrzech. Dokument, który obejrzało już ponad trzy miliony osób, wzbudza coraz większe niezadowolenie społeczne i przyczynia się do rosnącej krytyki reżimu Orbána. może być bezpośrednią przyczyną zapowiadanej czystki. Produkcja ukazuje błyskawiczne wzbogacenie się rodziny premiera i jego bliskiego otoczenia, którzy w kilka lat stali się najbogatszymi ludźmi na Węgrzech. Dokument obejrzało już ponad trzy miliony widzów, co świadczy o narastającym niezadowoleniu z korupcyjnego systemu.
Narastające niezadowolenie i obawy o przyszłość Węgier
Wzrost niezadowolenia społecznego odzwierciedlają również rosnące notowania partii Tisza (Szacunek i Wolność), założonej przez prawnika Petera Magyara. W sondażach formacja ta zrównała się z Fideszem, a nawet go wyprzedza. Po raz pierwszy w historii współczesnych Węgier sędziowie wyszli na ulice Budapesztu, by protestować przeciwko ograniczaniu niezawisłości sądownictwa.
Orbán wielokrotnie podkreślał, że od objęcia urzędu przez Trumpa on i jego partia „nie czują już wiatru w oczy, ale wiatr w plecy”. Dalsze ograniczanie wolności słowa i niezależności sądownictwa na Węgrzech budzi poważne obawy zarówno wśród krajowych opozycjonistów, jak i na arenie międzynarodowej. Unia Europejska już wcześniej podejmowała działania przeciwko Węgrom za naruszenia praworządności, jednak obecne wydarzenia mogą prowadzić do dalszej eskalacji napięć między Budapesztem a Brukselą. on i jego partia „nie czują już wiatru w oczy, ale wiatr w plecy”. W swoim przemówieniu ostrzegł krytyków: „Nie będziemy stać bezczynnie, podczas gdy oni pobierają wynagrodzenie na naszych oczach i chwalą się swoją bezkarnością, czekając na pomoc międzynarodową”.
DF, thefad.pl / Źródło: dw.de
REDAKCJA POLECA
Watykanista: „To końcówka”. Czy Franciszek abdykuje?
Watykan od tygodni żyje spekulacjami na temat przyszłości papieża Franciszka. Sygnały nadchodzącej zmiany są coraz wyraźniejsze. Głowa Kościoła katolickiego od dwóch tygodni przebywa w rzymskiej Poliklinice Gemelli, gdzie przechodzi leczenie. W czwartek ogłoszono, że Franciszek zwołał konsystorz – zgromadzenie kardynałów, co natychmiast wywołało falę spekulacji. W 2013 roku właśnie podczas takiego wydarzenia Benedykt XVI ogłosił swoją abdykację. Czy historia się powtórzy? Watykanista prof. Arkadiusz Stempin w rozmowie z Polsat News nie owija w bawełnę: „To absolutna końcówka pontyfikatu”.
Czy Papież Franciszek jest gotowy na rezygnację?
Watykanista prof. Arkadiusz Stempin w rozmowie z Polsat News nie pozostawia złudzeń. „To absolutna końcówka pontyfikatu” – podkreśla, wskazując na kluczowe sygnały nadchodzącej zmiany. Stan zdrowia Ojca Świętego pozostaje niepewny. Oficjalne biuletyny medyczne, choć utrzymane w optymistycznym tonie, nie przedstawiają jednoznacznie pozytywnych prognoz. Eksperci zwracają uwagę na eufemistyczny język komunikatów Watykanu, który może sugerować powagę sytuacji.
Konsystorz 2025 i decyzja o przyszłości papiestwa
Zwołanie konsystorza w obliczu zdrowotnych problemów papieża rodzi pytania. Ogłoszony 27 lutego Konsystorz 2025 staje się symbolem niepewności i narastających spekulacji. W cieniu choroby Ojca Świętego decyzja o jego zwołaniu wywołuje porównania do wydarzeń sprzed 12 lat. Takie zgromadzenia są niezwykle istotne dla przyszłości Kościoła, a historia pokazuje, że mogą zapowiadać przełomowe decyzje. To właśnie podczas konsystorza Benedykt XVI ogłosił, że rezygnuje z urzędu.
Papież wielokrotnie podkreślał, że gotów jest ustąpić, jeśli jego stan zdrowia uniemożliwi mu sprawowanie posługi. Gdy w 2013 roku obejmował urząd, złożył dokument, który obecnie spoczywa w watykańskich archiwach – gotowy plan na dzień, gdy siły go opuszczą. „Odejdę, jeśli nie będę w stanie służyć” – powtarzał w wywiadach, odwołując się do precedensu Benedykta XVI. Według medialnych doniesień już na początku pontyfikatu złożył dokument formalizujący możliwość swojej abdykacji. Dodatkowo, wizyta kardynała Pietro Parolina w szpitalu, zdaniem części obserwatorów, może wskazywać na zaawansowane przygotowania do ogłoszenia decyzji.
Kto zastąpi papieża Franciszka?
Jeśli papież Franciszek zdecyduje się na abdykację, Kościół stanie przed wyborem nowego przywódcy. Następne konklawe zgromadzi 138 kardynałów. Eksperci zwracają uwagę, że obecne kolegium nie jest tak dobrze zintegrowane jak wcześniejsze. Może to wpłynąć na przebieg elekcji nowego papieża. Choć oficjalna data konsystorza nie została jeszcze ogłoszona, spekulacje na ten temat nabierają tempa.
Co oznacza abdykacja papieża Franciszka dla przyszłości Kościoła?
Pontyfikat papieża Franciszka zbliża się do kluczowego momentu, a jego możliwa abdykacja może znacząco wpłynąć na przyszłość Kościoła katolickiego. Decyzja o ustąpieniu byłaby jednym z najważniejszych wydarzeń w historii współczesnego Watykanu. Czy papież zdecyduje się na ten krok? Na oficjalne oświadczenie w tej sprawie świat wciąż czeka.
DF, thefad.pl / Źródło: polsatnews.pl
Giertych pisze list do Mentzena: jesteś Pan idiotą!

Roman Giertych
Mentzen rozbija jedność Polski i Europy, wzmacniając narrację Kremla. Jeśli Ukraina upadnie, Polska będzie następna. Cyniczna gra polityczna nie może przysłaniać realnych zagrożeń. Dlatego napisałem wprost: jesteś idiotą.” – Roman Giertych
List do Sławomira Mentzena
Szanowny Panie Pośle!
Obserwuję uważnie Pana działania kampanijne, w których próbuje Pan zbudować pewien wzrost poparcia na antyukraińskich nastrojach, które z takim trudem budował PiS. Dzisiaj był Pan bohaterem wszystkich rosyjskich mediów.
Pana wyjazd na Cmentarz Łyczakowski i spór z merem Lwowa to bardzo skuteczny sposób przekierowania na Pana rzecz tej pracy nad urabianiem opinii publicznej, którą partia złodziei i agentów uskuteczniała przez osiem lat. Dodam, że Cmentarz Łyczakowski jest bardzo bliski mojemu sercu, gdyż przy samym wejściu spoczywa mój pradziadek Włodzimierz Łuczkiewicz, którego synowie walczyli w roku 1918 o polskość Lwowa. Jeden z tych synów, ranny w walce z Ukraińcami, do końca życia nie mógł wyjść z ran zadanych kulą dum-dum. Zginął jednak później z rąk Sowietów.
Otóż z całego tego narodowo-historycznego doświadczenia powiem Panu jedno: jesteś Pan idiotą. Bardzo rzadko posługuję się tak ostrymi słowami, ale to, co Pan robi, musi znaleźć odpór poprzez znalezienie właściwych słów. Dlatego będę z Panem brutalnie szczery.
Jesteś Pan idiotą, gdyż niszcząc kruchą i wątłą nić porozumienia pomiędzy Polakami a Ukraińcami, niszczysz Pan jedyną tamę przed rosyjską dominacją w naszej części świata. Nie jesteś Pan, jak niektórzy pisowcy, opłacanym agentem Kremla. Nie jesteś też złodziejem, który ucieka przed aresztem i który, jak wielu z nich, powie wszystko, aby znaleźć później jakiś azyl na Białorusi czy Węgrzech. Jesteś Pan po prostu zwykłym, prostym, lekko napuszonym, nienachalnie inteligentnym idiotą, który dla Kremla jest pożyteczny – stąd lansują Pana ich boty i media.
Uświadom to sobie Pan, że jesteśmy sami. W razie konfliktu militarnego nie wesprze nas USA, bo rządzi nimi ktoś, kto uważa Europę za wroga, a siebie za boga. Może równie dobrze jutro zaatakować Kanadę, Panamę albo Danię. Publicznie nazywa Putina, największego zbrodniarza naszych czasów, swoim przyjacielem. Wypowiedział nam właśnie dzisiaj wojnę handlową, a z Rosją rozważa przejęcie złóż ziem rzadkich okupowanych na Ukrainie przez Putina. Nie ma więc żadnych gwarancji, że w razie konfliktu Polski z Rosją wojska amerykańskie stanęłyby po naszej stronie. Papier, na którym podpisano sojusz NATO i gwarancje dla Ukrainy, był tego samego koloru.
I otóż, Panie Mentzen, uświadom to sobie w swym pustym czerepie, że jedyną nadzieją na to, iż Pana pokolenie nie pójdzie do okopów, jest to, że utrzymamy jedność Europy wspierającej Ukrainę i zapewnimy naszym sąsiadom pieniądze oraz broń potrzebne, aby przeczekać do końca Trumpa lub Putina (a najlepiej ich obu). Jeśli Ukraina padnie, następni jesteśmy my. Wszczynanie teraz konfliktu z nimi ze względu na trudne spory historyczne lub – jak głosi Pana jeszcze mniej nachalny w swej inteligencji kontrkandydat z PiS – wszczynanie zadymy o kłótnię w kolejce do lekarza jest tak głupie, antypolskie i wreszcie antycywilizacyjne, że musi być świadectwem idiotyzmu ponadprzeciętnego.
Wiem, że karmieni propagandą Kremla istniejącą w mediach społecznościowych niektórzy młodzi ludzie wspierają Pana w tej postawie i że część głosów może Pan dzięki temu zyskać. Ale nie warto. I tak pewnie przeskoczy Pan w pierwszej turze tego półumysłowego boksera. Gdy jednak zniszczymy w Polsce konsensus dotyczący wspierania Ukrainy, to ci sami, którzy dzisiaj biją Panu brawo, będą ginąć w okopach na Podlasiu.
Zawróć Pan z tej drogi, bo działasz przeciwko najgłębszym interesom Rzeczpospolitej, której zresztą Ukraińcy przez wieki byli częścią. Ukraińcy dzisiaj to nasze siostry i nasi bracia. Właśnie zostali zdradzeni przez Amerykanów. Jedyne, co jeszcze (oprócz własnego bohaterstwa) stanowi o ich sile, to wsparcie Polski i przechodzące przez Polskę wsparcie Europy. Dzisiaj, jeszcze bardziej niż trzy lata temu, powinniśmy wszyscy mówić:
Sława Ukrainie, bo niech żyje Polska!
Roman Giertych
Proszę mi wybaczyć, że użyłem może mocnego słowa, ale chciałbym Panem wstrząsnąć. Ta sprawa naprawdę wychodzi poza ramy sporu politycznego.
Fetor pod perukami: Brudne sekrety Wersalu
Wyobraź sobie, że wchodzisz do Pałacu Wersalu. Złote ornamenty migoczą w blasku świec, marmur lśni pod stopami, a w oddali szumi woda w fontannach. Dziś to miejsce zachwyca, ale za czasów Ludwika XIV rzeczywistość cuchnęła – i to dosłownie. W pałacu nie było ani jednej łazienki, więc dworzanie zdani byli na nocniki, których zawartość służba w pośpiechu wylewała za okno lub wynosiła na korytarze. Gdy tłumy wypełniały sale podczas hucznych balów, nawet ogrody – dziś symbol harmonii – zamieniały się w cuchnące zakątki. Jak żyło się w epoce, gdzie brud był codziennością, a perfumy jedyną obroną przed smrodem? I co kryją opowieści o ściekach płynących ulicami, oddechu gorszym niż trucizna, intymnych wstydach dam czy grobach, które skrywały własne koszmary?

Przyjęcie Ludwika II przez Ludwika XIV w Wersalu pędzla Jeana-Léona Gérômego. Fot. wikipedia, domena publiczna
Wersal bez łazienek: Codzienność dworzan
Wersal nabierał kształtów w 1661 roku, gdy Ludwik XIV postanowił uczynić go centrum swojej władzy. Arystokraci w sztywnych gorsetach i misternych perukach snuli się po korytarzach, a służba uwijała się, by opróżnić nocniki spod królewskich łóżek i zza zasłon. Podczas wielkich uczt kuchnie tętniły życiem – pieczone dziki, stosy ciast i dzbany wina dla tysiąca gości powstawały w chaosie, wśród much krążących nad stołami i kłębów dymu z palenisk. Księżna de Montpensier wspominała letni bal, podczas którego woń róż ledwie przyćmiewała przykry zapach – służba odkryła fekalia za żywopłotem, pozostawione przez arystokratów, którzy w tłumie rozbawionych gości nie mieli gdzie dyskretnie załatwić swoich potrzeb.
To nie były odosobnione przypadki. W pałacu, który dziś podziwiamy za przepych, higiena była luksusem. Nawet król, choć czasem zażywał kąpieli w przenośnej miedzianej wannie, nie mógł zmienić realiów – brak kanalizacji zmuszał wszystkich do improwizacji. Ogrody, projektowane przez Le Nôtre’a, stawały się ustępami podczas wielkich przyjęć, a zapach perfum mieszał się z czymś znacznie mniej przyjemnym.
Średniowieczny brud: Życie w cieniu smrodu
Ale Wersal był tylko jednym z miejsc, gdzie higiena pozostawała luksusem. Cofnijmy się jeszcze dalej, do średniowiecza, gdy życie pachniało znacznie intensywniej. W domach o drewnianych stropach, gdzie w szparach gniły resztki jedzenia i gnieździły się myszy, woda była rzadkim skarbem. Podgrzanie jej na kąpiel zajmowało pół dnia, więc zimą ludzie woleli brud od chłodu. Na ulicach Paryża fekalia płynęły rynsztokami – w 1539 roku król Franciszek I, wściekły, gdy jego koń ugrzązł w błocie zmieszanym ze ściekami, nakazał mieszkańcom sprzątać chodniki. Niewielu się tym przejęło, a smród zgniłych odpadów stał się tłem codzienności.
W Londynie w 1370 roku zakazano wylewania nocników na ulice, ale kronikarz John Stow pisał, że przechodnie i tak zatykali nosy, mijając kałuże cuchnącej brei, która spływała spod drzwi i zalewała bruk. W średniowiecznej Flandrii mieszczanie wrzucali odchody do rzek, aż woda zamieniła się w brunatną zupę, a rybacy przeklinali smród, który odstraszał ryby. Brud był wszechobecny – nie tylko w domach, ale i na ulicach, gdzie ścieki płynęły otwartymi kanałami.
Intymne sekrety: Higiena pod sukniami i zbrojami
Higiena osobista była niemal mitem. Wielu wierzyło, że brudna skóra odpędza zarazki, a pot działa jak lekarstwo. Kościół czasem ostrzegał, że mycie to pogańska fanaberia, więc ludzie tkwili w nieczystościach całymi latami. W XVI-wiecznej Francji pewien włoski podróżnik zanotował, że wieśniacy śmierdzieli tak bardzo, iż psy wyły i uciekały na ich widok. Nawet w Wersalu, gdzie Ludwik XIV czasem zażywał kąpieli w przenośnej miedzianej wannie, większość dworzan wolała perfumy – woda budziła strach, bo wierzono, że otwiera pory na choroby, a woń spod sukien rozpraszano wachlarzami. Te koronkowe cudeńka, jak opowiada Robert Muchembled, walczyły z zapachem niemytych ciał i rojami much, które lgnęły do tkanin noszonych tygodniami bez prania.
A co z higieną intymną? W średniowieczu kobiety radziły sobie z miesiączką, sięgając po szmatki, siano, a czasem mech, ale mycie tych miejsc było rzadkością – woda była za zimna, a dostęp do niej ograniczony. Historyk Carole Rawcliffe wspomina, jak w klasztorach zakonnice karano za próby podmywania się, uznając to za grzeszną próżność. W Wersalu damy w ciasnych sukniach nie miały lepiej – pamiętnikarz Saint-Simon pisał, że lniane wkładki zmieniano rzadko, a zapach spod halek był tak intensywny, że pokojówki dyskretnie podsuwały paniom olejki lawendowe. Mężczyźni też nie błyszczeli czystością – w XVI-wiecznej Anglii lekarz John Caius narzekał, że rycerze w zbrojach cuchną potem i moczem, bo pod stalą nie sposób było się umyć, a ich intymny odór odpędzał nawet konie. Włoski gość na dworze Henryka VIII wspominał, że smród spod pantalonów angielskich szlachciców przypominał stajnię po ulewie.
Oddech i ulice: Fetor wszechobecny
Zęby to kolejny rozdział tej brudnej sagi. W średniowieczu nikt nie znał szczoteczek – bogaci szorowali je szmatkami z solą lub mielonym węglem, ale biedniejsi zostawali z ustami pełnymi czarnych dziur. Królowa Anglii Elżbieta I, wielbicielka słodyczy, miała zęby jak zwęglone kikuty – jej dworzanie, jak donosi *History Extra*, szeptali między sobą o oddechu, który pachniał jak zgniłe mięso, choć nikt nie odważył się powiedzieć tego wprost. We Francji w XVII wieku wymyślono płukanki z winem i octem – dentysta Ludwika XIV, jak wspomina *BBC History*, wyrywał królowi zepsute zęby tępymi narzędziami, zostawiając ropiejące rany, które cuchnęły przy każdym słowie. Na dworze w 1660 roku rozdawano anyżowe pastylki, ale to była słaba tarcza przeciw fetorowi unoszącemu się w powietrzu.
Na ulicach brud siał jeszcze większy zamęt. W XVIII-wiecznym Edynburgu mieszkańcy wylewali nocniki z okien, krzycząc „Gardyloo!” – sygnał, by przechodnie uskoczyli przed śmierdzącą ulewą. *The Scotsman* opisuje przypadek z 1749 roku, gdy pewien mieszczanin pozwał sąsiada za oblanie go fekaliami z czwartego piętra – wygrał, ale ulice i tak tonęły w nieczystościach. W Londynie w 1858 roku Tamiza stała się kloaką – „Wielkie Śmierdzenie” przyniosło woń gnijących ryb i ścieków tak silną, że posłowie uciekali z parlamentu, a *The Times* pisał o ludziach mdlejących na mostach. Inżynier Joseph Bazalgette zbudował wtedy kanalizację, która ocaliła miasto od wiecznego odoru.

W XVIII-wiecznym Edynburgu panowały fatalne warunki sanitarne. Ulice były brudne, a ścieki często wylewały się na ulice. Wiele domów nie miało toalet, więc mieszkańcy korzystali z nocników, które następnie opróżniali przez okno, krzycząc „Gardyloo!” (zniekształcone francuskie „gardez l’eau” – „uwaga na wodę!”). Okrzyk ten miał ostrzec przechodniów przed „śmierdzącą ulewą”. Fot. Dariusz Frach, thefad.pl
Mroczne oblicze brudu: Od pomidorów po groby
Brud miał swoje mroczne konsekwencje. W XVI wieku, gdy pomidory dotarły z Ameryki, budziły strach – The Guardian przypomina, że ich sok reagował z ołowiem zawartym w tanich talerzach, co mogło prowadzić do śmiertelnych zatruć. Nie brakowało też osobliwych przekonań o leczniczej mocy zanieczyszczeń – w XVI-wiecznym Neapolu sprzedawano „błoto lecznicze”, czyli cuchnącą maść z fekaliów i ziół, którą smarowano rany, wierząc, że brud leczy.
Jednak najwięcej lęków budziła sama śmierć – nie tylko ta spowodowana chorobami, ale i ta, która mogła okazać się przedwczesna. W XVIII-wiecznej Anglii zdarzało się, że przy ekshumacjach znajdowano ślady paznokci na wieku trumien, a odór rozkładu w domach przypominał, jak blisko codzienności była śmierć. W XIX wieku pojawiły się trumny z dzwonkami, mające uratować przypadkowo pogrzebanych, choć powiedzenie „Saved by the Bell” zawdzięczamy boksowi, a nie mogiłom.
Brud towarzyszył także codziennemu życiu arystokracji. W Wersalu plotkowano o damie, która w 1682 roku upuściła nocnik w Sali Lustrzanej – służba sprzątała, a goście wachlowali się, udając, że nic się nie stało.
Dziś Wersal pachnie historią, nie ściekami. Złote sale i ogrody lśnią w słońcu, a smród zgniłych zębów, niepranych szat i intymnych zakamarków odszedł w przeszłość. To, co kiedyś było codziennością – kałuża fekaliów pod oknem, oddech jak podmuch z grobu, ulice tonące w brudzie – dziś brzmi jak opowieść z obcej epoki. Może więc warto odetchnąć głęboko, gdy następnym razem odkręcimy kran, ciesząc się zapachem czystości zamiast zgniłych resztek. Dawne czasy miały swój urok, ale ich woń? Tej nikt by nie wskrzesił.
DF, thefad.pl
Źróło:
– Vigarello, Georges. *Concepts of Cleanliness: Changing Attitudes in France since the Middle Ages*. Cambridge University Press, 1988.
– Muchembled, Robert. *La Société des odeurs: Histoire des sensibilités olfactives en Occident*. Fayard, 2017.
– Rawcliffe, Carole. *Leprosy in Medieval England*. Boydell Press, 2006.
– Ashenburg, Katherine. *The Dirt on Clean: An Unsanitized History*. North Point Press, 2007.
– Bondeson, Jan. *Buried Alive: The Terrifying History of Our Most Primal Fear*. W.W. Norton & Company, 2001.
– Fraser, Antonia. *Love and Louis XIV: The Women in the Life of the Sun King*. Anchor Books, 2007.
– „The Great Stink.” *The Times*, 1858. Dostęp: thetimes.co.uk (archiwum).
– „How Dirty Was Versailles?” *History Extra*, historyextra.com.
– „The Great Stink of London.” *BBC History*, bbc.co.uk/history.
– „Tomatoes Were Once Feared as Poison.” *The Guardian*, theguardian.com.
– „Edinburgh’s Dirty Past.” *The Scotsman*, scotsman.com.
– „Versailles’ Dirty Secrets.” Toute L’Histoire, YouTube, 2017.
– Saint-Simon, Louis de Rouvroy, duc de. *Mémoires*. Gallica, gallica.bnf.fr.
– Stow, John. *A Survey of London*. British Library, bl.uk.
– Galbert z Brugii. *De Multro, Traditione, et Occisione Gloriosi Karoli Comitis Flandriarum*. JSTOR.
Co oni wszyscy mają z tym Hitlerem?
Co oni mają z tym Hitlerem? Najpierw Elon Musk zasalutował po hitlerowsku, a ostatnio Steve Bannon na konferencji CPAC pod Waszyngtonem. Tak, tak to było na tej samej konferencji, na której Duda został przyjęty przez Trumpa w przedpokoju i na której Morawiecki dzień wcześniej pluł na Polskę.
Elon tłumaczył się, że to wcale nie było hitlerowskie pozdrowienie, tylko ręka sama mu się tak wygięła, choć wszyscy widzieli, że był to z jego strony świadomy i przemyślany gest. No ale jak spadły notowania giełdowe firm Elona po tych faszystowskich ćwiczeniach gimnastycznych, to nic dziwnego, że szukał jakiegoś mętnego usprawiedliwienia.
Tymczasem Bannon wcale się nie tłumaczy, bo nie musi. Obecnie nie zajmuje jakichś ważnych stanowisk w administracji Trumpa, ale to jest jeden z głównych ideologów fanatycznej prawicy. Za pierwszej kadencji Trumpa był jego głównym doradcą. To on stoi za wieloma pomysłami, np. takimi jak budowa muru na granicy z Meksykiem. Podczas zorganizowanej przez siebie akcji zebrał nawet 20 mln dolarów na budowę tego muru, po czym forsę zdefraudował.
Miał z tego tytułu proces i został skazany prawomocnym wyrokiem sądu na trzy lata pierdla, ale w ostatnim dniu pierwszej kadencji Trumpa, blondyn z opalenizną siedemnastoletniej Dżesiki, która zatrzasnęła się w solarium, go ułaskawił.
Bannon to niestety groźny przeciwnik. Fanatyk, ale inteligentny. Absolwent uczelni Harvarda, pracował w bankowości (słynny Goldman Sachs) i w Hollywood, gdzie był producentem filmowym.
To hajlowanie nie było przypadkowe. W książce Michaela Wolffa pt. „Ogień i furia”, opisującej pierwszą kadencję Trumpa, Steve pozwala sobie na chwilę szczerości i wyznaje autorowi, że Trump to skończony idiota, który nie przeczytał żadnej książki i nic nie kuma z tego, co dzieje się na świecie, ale dzięki temu jest doskonały do sterowania – wystarczy tylko nakarmić do bólu jego ego. Za te słowa Bannon ostatecznie stracił posadę głównego doradcy prezydenta, ale jak widać, teraz wrócił, bo jest potrzebny.
To nikt inny jak Steve Bannon przekonał Republikanów, aby wystawili Trumpa w pierwszych wyborach, bo ten facio gwarantuje zwycięstwo. To z kolei Bannon przekonał Trumpa, aby robić karierę w Partii Republikańskiej, a nie u Demokratów, bo Republikanie mają… bardziej podatny na propagandę elektorat. Bardziej podatny, czyli głupszy.
Bannon to nie jest więc „jakiś dupek od Trumpa”, jak komentowali jego faszystowski popis niektórzy polscy publicyści. To groźny pomysłodawca całego cyrku zwanego Donaldem Trumpem.
Steve Bannon, after calling for Trump to be President for life, did a Nazi salute on stage at CPAC.
— Joshua Reed Eakle 🗽 (@JoshEakle) February 21, 2025
Nazism has officially taken over the GOP.
The few remaining conservatives have a choice: either leave the party and obstruct it—or choose to be complicit.pic.twitter.com/94o5Kj69Le
U nas faszystowskie gesty niektórych narodowców tłumaczono, że to stary rzymski salut albo że jeden z drugim tak po prostu zamawiają pięć piw. Tymczasem w USA, kraju totalnej wolności, pozdrowienia nazistowskie nie są niczym wyjątkowym. Tak witają się np. członkowie bojówek Ku Klux Klanu czy milicji narodowych oraz organizacji w stylu White Power.
O ile dawniej tego typu postawy to jednak był margines, czy nawet egzotyczna ciekawostka, o tyle teraz dających pokłon Hitlerowi i jego dziełom wyznawców mamy wokół prezydenta mocarstwa atomowego.
Prezydent Duda na wiecu CPAC skakał z radości, machał przyjaźnie rączkami i rozsyłał promienne uśmiechy, odgrywając rolę użytecznego rekwizytu. Tak, rekwizytu – obok innych proputinowskich i protrumpowych polityków, jak np. premier Fico ze Słowacji, którego partia ma na koncie uwikłania gangsterskie i mordowanie opozycyjnych dziennikarzy, stanowił część przydatnej scenografii. Pewnie nawet nie był do końca świadomy, w jakim przedstawieniu uczestniczy. Bannon na pewno zrobił dobry risercz i podpowiedział Trumpowi, że ten z Polski i tak jest na wylocie, więc wystarczy mu dziesięć minut i nazwanie go „przyjacielem”.
Gdzie te czasy, gdy prezydent George Bush przychodził do Lecha Wałęsy na obiad i wódeczkę?
Bądźcie czujni, bo Trump to tylko showman i sprzedawca używanych samochodów, ale za nim stoi cała armia takich hajlujących Bannonów. Kapral Hitler też miał poparcie wielu intelektualistów, jak np. Martin Heidegger czy Knut Hamsun.
Krzysztof Skiba











