Dariusz Stokwiszewski: Miłość bliźniego po „polsko – katolicku”! Słowo na niedzielę!

Dariusz Stokwiszewski
Trudno zdefiniować wszystkie źródła naszej „polsko – katolickiej” nienawiści, jednak są i takie, które można wskazać bez problemu. Przykład idzie z góry: przepych i zakłamanie wśród kleru, miast (ślubowanego przecież) ubóstwa i prawdomówności. Upolitycznienie Kościoła poprzez bezpośrednie i interesowne związki z władzą, która opłaca się naszemu kościołowi sowicie
Podczas spotkania z papieżem zakonnic z całego świata, skarżących się na traktujących je jak służące, a nawet niewolnice księży, Franciszek odpowiedział tak, jak się tego można było spodziewać, że nie ma na to Jego zgody. Papież rzekł: „ja i wy, jesteśmy na służbie biednym. To służba, a nie niewolnictwo”. Informację opublikował włoski „Corriere della Sera”.
Czy coś tutaj jeszcze trzeba dodawać?! Nie, tym bardziej że to nie pierwsza (dla kleru kontrowersyjna, wręcz szokująca wypowiedź) tego, jedynego w swoim rodzaju – papieża! Tak sobie myślę: ile dziękczynnych „modłów” uniosłoby się do nieba, gdyby Franciszek „odszedł do domu Ojca”! Dodam, że nie o modły katolików takich jak ja i mnie podobni tutaj chodzi, a raczej o modły tych, którym ten wspaniały człowiek przeszkadza stroić się w złote piórka, sygnety i łańcuchy, mieszkać w pałacach i uprawiać dla własnej korzyści politykę, co skutkuje rzeką państwowych pieniędzy, płynącą od „katolickiego rządu”. Jak widać, nie za bardzo wierzę w tę „katolickość” skoro, używam tych określeń jak metafory. Nie ma się czemu dziwić i zaprzeczać, jeśli choć odrobinę się zna polską rzeczywistość!
Ten może przydługi, ale moim zdaniem niezbędny wstęp, prowadzić ma jednak do istoty moich dzisiejszych, niedzielnych rozważań odnoszących się do wypełniania przez nas – Polaków – zapisów katolickiego Dekalogu.
Żyjemy w 38 milionowym, katolickim (jak się powszechnie uważa) kraju, o ponad 1000 letniej tradycji chrześcijańskiej. Uważamy się za katolików, bo tak nam wpisano w aktach parafii, a myśmy się do tego przyzwyczaili. Jednak nie tylko; z wielką radością myśmy to także zaakceptowali i podobno realizujemy, choć w selektywny sposób; wybieramy tylko te zapisy boskich praw i nakazów, które są nam „na rękę”. Czy to się godzi?! Nie, ale jest bardzo wygodne. Wdzięczymy się do figur, a (wbrew nakazom Pana Boga) nienawidzimy ludzi, którym na pozór sprzyjamy. Zamiast pomóc w sposób skuteczny potrzebującemu, chętnie „skracamy jego cierpienia”, wyciągając mu przysłowiową poduszkę spod głowy!
Trudno zdefiniować wszystkie źródła naszej „polsko – katolickiej” nienawiści, jednak są i takie, które można wskazać bez problemu. Przykład idzie z góry: przepych i zakłamanie wśród kleru, miast (ślubowanego przecież) ubóstwa i prawdomówności. Upolitycznienie Kościoła poprzez bezpośrednie i interesowne związki z władzą, która opłaca się naszemu kościołowi sowicie. Najjaskrawszym tego wszystkiego przykładem są skandaliczne od lat wydarzenia związane z kościelnym biznesmenem z Torunia. Z człowiekiem, który nie boi się nawet Boga i łamie wszystkie zasady związane z byciem „osobą duchowną”. Choćby stosunek Rydzyka do uchodźców czy ludzi o innym kolorze skóry, czy wyznania.
Popierany przez radykalnych biskupów wysforował się na nieformalnego przywódcę czy też guru większości polskich, najsłabiej wykształconych oraz niemyślących samodzielnie katolików i małego grona tych, którzy jeszcze myśleć potrafią, ale przeszkadza im ono w zdobywaniu bogactw czy zwłaszcza władzy, dla której przedstawicieli, są bezkrytycznymi sługami!
„Katolicki rząd” daje równie gorszący przykład postaw niegodnych Polaka – Patrioty. Nie tylko nie robi nic, co mogłoby poprawić wizerunek zakłamanej i ksenofobicznej polskiej społeczności, ale sam go niszczy w świecie, popełniając gafę za gafą. Chciałbym wierzyć, że to tylko „gafy”, a nie świadoma działalność na szkodę państwa polskiego, ale wiara ta jest bardzo wątła. Będące emanacją PiS najwyższe władze Polski postępują dokładnie tak, jak sobie życzy Jarosław Kaczyński (uważający się chyba niesłusznie za „męża stanu”), który podzielił Polskę na dwa wrogie sobie obozy: swoich – dobrych i tych złych – takich jak większość z nas – ludzi (według pisowskiej mowy nienawiści) „gorszego sortu”!
Gorszący przykład daje również wiele osób wspierających obóz „dobrej zmiany”, czego ilustracje można mnożyć. Ludzie ci (nie odnosi się to jednak do wszystkich), uważający się za katolików, łamią wszelkie prawa ludzie i boskie. Kłamią w „żywe oczy” wówczas, nawet gdy to, co im się zarzuca, poparte jest niepodważalnymi dowodami. To haniebne!
Nie było jeszcze w historii naszej Ojczyzny tak cynicznie, ale też perfidnie według mnie, postępujących ludzi, którzy otrzymując w demokratycznych wyborach mandat do władzy, tak bardzo szkodziliby Polsce! W ogóle nie pamiętam, aby jakikolwiek wcześniejszy rząd postępował w tak destrukcyjny sposób. Kiedy w 1989 r., na fali nowych, wolnościowych ruchów społecznych Polska osiągnęła (względną wówczas jeszcze) niepodległość, Polacy wydawali się zjednoczeni na rzecz budowy nowego niepodległego, demokratycznego państwa. To trwało do 2005 r., z dziesięcioletnią przerwą, gdy w 2015 r. do władzy doszła największa opozycyjna katolicko – narodowa partia z jej „wielkim przywódcą” na czele – Jarosławem Kaczyńskim. I rozpoczęła się budowa „wielkiego, być może tysiącletniego, państwa” – „IV Rzeczpospolitej”, którą władać miał imperator, a następnie spadkobiercy tegoż przywódcy „imperium” (szkoda tylko, że na glinianych nogach)!
Wraz z nową władzą nadeszła wkrótce nienawiść, jako zjawisko pożądane i będące także swego rodzaju „narzędziem” sprawowania dyktatorskiej władzy PiS-u, której emanacją od zawsze był wspomniany już imperator. Co ciekawe, nie oburzyła ona części obywateli, a wręcz przeciwnie – wybrani „pretorianie” mieniący się być „wielkim katolikami”, ”dają głos” nawet podczas uroczystości zwanych miesięcznicami, a mających służyć refleksji nad śmiercią ofiar katastrofy lotniczej. Wkrótce zaczną się pewnie także „nowenny” do pomników smoleńskich, ze szczególnym uwzględnieniem pomnika przypominającego, jako żywo, twarz prezesa partii, którego megalomania jest wielka jak Pacyfik!
Przykład wrogości? Oto on! Prezes z nienawiścią krzyczy do pokojowo protestujących ludzi trzymających w ręku białą różę: „cała Polska z was się śmieje …”, a obecny przy nim (teraz już minister SW) Joachim Brudziński dodaje: „… komuniści i złodzieje”. Czy tak wyglądać ma pokojowa procesja na cześć zmarłych? Czy też wcześniejsze już nieco, a praktykowane przed pałacem namiestnikowskim regularnie – tzw. egzorcyzmy to nie egzotyka przypominająca czasy wieków średnich?! Według mnie, bez wątpienia!
Jaki wreszcie przekaz płynie z toruńskich rozgłośni, katolickiego ponoć Radia Maryja lub Telewizji „Trwam”? Kpiny z każdego, kto nie pada na kolana przed (dla mnie) dziwnym, żeby nie powiedzieć nawiedzonym przez złe moce, księdzem – Tadeuszem Rydzykiem, którego wspiera cała machina i finanse państwa polskiego?! Czy Polska będzie krajem teokratycznym, czy stanie się ponownie demokratyczną republiką prawną?! Oby stało się to drugie!
Nienawiść każdego może zgubić, a jeśli na dodatek, przejawia się ona we wspieraniu neonazistów w czasie ich „czarnych (ale przy pochodniach) marszów”, to mamy już do czynienia z bezpośrednim niebezpieczeństwem dla państwa i narodu! Nazizm już kiedyś się zdarzył i wystarczy!!!
Należy mieć tylko nadzieję na to, że PiS w ten sposób nie przygotowuje swoich bojówek na wypadek „zagrożenia” ze strony sfrustrowanego coraz bardziej społeczeństwa, bo to już byłoby przypadkiem skrajnym, wykluczającym owych ludzi spośród cywilizowanych rządów współczesnego świata. Nie wiem, czy ja mam jeszcze taką nadzieję po tym, co się stało z Polską od chwili przejęcia władzy przez PiS, SP i ich sojusznika Kukiz 15. Chyba jednak nie!
Dariusz Stokwiszewski
Polska otrzymała ok. 1/6 niemieckich wypłat tytułem reparacji wojennych. Tymczasem Morawiecki twierdzi, że jest inaczej
Historycy wyliczyli, że Polska dostała ok. 1,6 mld euro, czyli 1/6 niemieckich wypłat dla zagranicznych ofiar Hitlera. Premier Mateusz Morawiecki mówił o jednym proc. – pisze niemiecki „Der Spiegel”.
Redakcja wydawanego w Hamburgu tygodnika powołuje się w sobotę na dane zebrane przez historyków z Polski i Niemiec: Krzysztofa Ruchniewicza z Wrocławia i Constatina Goschlera z Bochum.
Tygodnik „Der Spiegel” zaznacza, że kwota 1,6 mld euro nie uwzględnia wartości byłych niemieckich terenów wschodnich, które po wojnie przyznano Polsce.
Autor artykułu zwraca uwagę, że dane historyków różnią się od liczby podanej przez premiera Mateusza Morawieckiego, który w połowie lutego w wywiadzie dla Spiegla powiedział, że w ramach odszkodowań za straty w drugiej wojnie światowej Polska dostała zaledwie „jeden procent tego, co jako rekompensatę otrzymali obywatele w krajach zachodnich i Izraelu”.
Jak podkreśla redakcja, historycy Goschler i Ruchniewicz też uważają, że indywidualne odszkodowania dla Polaków w porównaniu do poniesionych strat są „niezwykle niskie”. Nie wolno jednak ich zdaniem „wypaczać faktów lub ignorować (niemieckich) świadczeń” – pisze „Der Spiegel”.
Sprawę reparacji wojennych od Niemiec podniósł w lipcu prezes PiS Jarosław Kaczyński, który na lipcowej konwencji Zjednoczonej Prawicy wyraził opinię, że Polska nigdy nie otrzymała odszkodowania za gigantyczne szkody wojenne, których „tak naprawdę nie odrobiliśmy do dziś”.
Szef MSZ Polski Jacek Czaputowicz oświadczył podczas pierwszej wizyty w Berlinie w połowie stycznia, że sprawa reparacji nie powinna obciążać relacji między rządami Polski i Niemiec.
Zagrożona demokracja – Protesty na Słowacji po zabójstwie dziennikarza, który badał powiązania między politykami a włoską mafią
Prawie 25 tys. osób uczciło w piątek 2 marca w Bratysławie pamięć zamordowanego dziennikarza śledczego Jana Kuciakai jego narzeczonej Martiny Kusznírovej. Zostali zastrzeleni 25 lutego w domu Kuciaka we wsi Velká Maca, ok. 60 km na wschód od stolicy Słowacji Bratysławy. Ich zabójstwo wyglądało na egzekucję.

rawie 25 tys. osób uczciło w piątek 2 marca w Bratysławie pamięć zamordowanego dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kusznírovej. „Atak na dziennikarzy, to atak na nas wszystkich”. Fot. Źródło: dw.de
Kuciak od miesięcy badał powiązania między słowackimi politykami z otoczenia premiera Roberto Fico z włoską, a mówiąc ściślej kalabryjską, mafią Ndragheta. Pisał o tym na portalu Aktuality.sk. Najwidoczniej dowiedział się za dużo, co kosztowało życie jego samego i jego narzeczonej.
Wstrząśnięty prezydent Kiska
Jednym z pierwszych, którzy wystąpili na wiecu na Placu Wolności był prezydent Andrej Kiska. Jest on dziś na Słowacji największym autorytetem moralnym. Ten były przedsiębiorca i filantrop przeznacza co miesiąc swoje wynagrodzenie na inny cel dobroczynny. Kiska wielokrotnie apelował do czołowych polityków słowackich o większą odpowiedzialność i wrażliwość na nastroje i potrzeby społeczeństwa.
Tym razem Kiska ograniczył się do zapowiedzi, że chce pogrążyć się w cichej modlitwie. Zapalił świecę, postawił ją na trybunie, skłonił głowę i przez dłuższą chwilę zastygł w milczeniu. To samo uczynili wszyscy uczestnicy wiecu.
Po modlitwie Kiska stanął w pierwszym szeregu demonstrantów, słuchając kolejnych mówców. Byli nimi znani w całym kraju dziennikarze. Tacy jak Árpád Soltész, legenda słowackiego dziennikarstwa śledczego, który „za wsadzanie nosa w nie swoje sprawy” został już raz dotkliwie pobity i trafił do szpitala. Albo Beata Balogová, czy redaktor naczelna cenionej, niezależnej gazety „Sme” („Jesteśmy”).
Przemawiający świadomie unikali poruszania kwestii politycznych. Mówili raczej o roli dziennikarstwa w demokratycznym państwie prawa, wolności prasy, korupcji i nasilającej się przestępczości. Największe brawa dostał Martin M. Simecka z gazety „DenníkN”, który ostro skrytykował słowackie koła rządowe i wyraził wątpliwość, czy śledztwo w sprawie Kuciaka doprowadzi do ujawnienia sprawców mordu i ich mocodawców.
Słowacja w stanie wyjątkowym
Słowacja jest zaszokowana, przerażona, ale jednocześnie do głębi oburzona. Grozi jej poważny kryzys państwowy. Ujawnione przez Kuciaka powiązania polityków z mafią świadczą o kryzysie słowackiej demokracji. Korupcja w kołach rządowych nikogo już nie dziwi, ale współpraca z mafią to delikt o zupełnie innym ciężarze gatunkowym.
Ludzi niepokoi zwłaszcza reakcja polityków na wysuwane przez dziennikarzy śledczych oskarżenia o korupcję. Premier Fico nazwał ich „dżihadystami”, „chienami”, „idiotami”, oraz „antysłowackimi prostytutkami”. Nie szczędził im także innych, jeszcze mocniejszych i bardziej wulgarnych epitetów.
Po zamordowaniu Kuciala z urzędu ustąpił minister kultura Marek Madaric, także oskarżany od dłuższego czasu o korupcję. Ustąpiła także para doradców premiera Fico – była modelka Maria Trosková i Viliam Jasan. Sam Fico natomiast, chociaż obiecuje niezależne i skuteczne śledztwo, oskarża opozycję i niezależne media o nadużywanie tej tragedii do „działań antyrządowych”.
– W każdym innym kraju, po czymś takim z urzędu ustąpiłby albo minister spraw wewnętrznych, albo minister sprawiedliwości, przynajmniej ze względów moralnych – mówi kolega Kuciaka z portalu Aktuality.sk, Peter Habara. Jego zdaniem mordercy nigdy nie zostaną ujęci, a ich zleceniodawcy ujawnieni.
Tego samego zdania jest redaktor naczelna „Sme” Beata Balogová i Matús Kostolný, który stoi na czele dziennika „DenníkN”. Oboje zwracają uwagę na znaczenie tego, co się stało. Na Słowacji nigdy jeszcze nie zamordowano niewygodnego dziennikarza.
– Teraz — powiedziała Balogová – okaże się, czy Słowacja pozostanie państwem demokratycznym, czy też skręci na drogę wiodącą w kierunku bandyckiego państwa mafijnego.
Dariusz Stokwiszewski: Kolejna farsa niszcząca Polskę — z KRS w tle!

Dariusz Stokwiszewski
Z mojego punku widzenia przykre jest i to, że ręki do niszczycielskiego dzieła przykłada także sejmowy „Kukiz 15”. Zawiódł mnie niezwykle ten ruch, który zdobył tak duże, bo ponad 20 procentowe poparcie w wyborach z 2015 roku. Zwyciężył jednak populizm i oportunizm pomimo buńczucznej i patetycznej retoryki. Nadzieją dla Polski jeszcze pozostają więc PO, .Nowoczesna i PSL
Wkrótce, najprawdopodobniej już w najbliższy wtorek (6 marca) wznowione zostanie, przerwane przez pisowskiego marszałka, posiedzenie Sejmu. PiS chciał wykorzystać ten czas do „przegrupowania sił” oraz uspokojenia atmosfery, w celu przegłosowania swoich, partyjnych kandydatur do Krajowej Rady Sądownictwa (KRS). Kolejna demokratyczna instytucja ma stać się partyjną przybudówką, która będzie realizować interesy tej „jedynie słusznej, przewodniej siły narodu”, która według mnie jest swego rodzaju „PZPR Bis”! Przypomnieć wypada, że na około dziesięć tysięcy polskich sędziów, PiS znalazł „aż” osiemnastu chętnych do sprzeniewierzenia się (jest to zdanie każdego przyzwoitego i normalnego Polaka) zasadom ustrojowym Polski, zawartym w Konstytucji.
Całe środowisko sędziowskie i reprezentujące je stowarzyszenia apelowały do sędziów o to, aby ci nie poddawali się pisowskiej indoktrynacji oraz „powabowi” bycia sędzią KRS. Niestety, nawet w sędziowskim środowisku (jak w każdym innym) znaleźć się może ta przysłowiowa „łyżka dziegciu” psująca wyśmienity smak całej beczki miodu. Środowisko sędziowskie, w swojej masie uważa, iż obecna procedura wyboru do KRS jest sprzeczna z Konstytucją, co potwierdzają także inne środowiska prawnicze, za wyjątkiem chyba prokuratury. No, ale tu zdziwienia nie ma; przecież nawet prokuratorzy stanu wojennego (Kryże czy Piotrowicz) czynnie biorą (czy też brali) udział w umacnianiu, według mnie, „brunatnej Polski” takich „mężów stanu” jak Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro czy Jarosław Gowin. To wstyd dla Polski i wieczna hańba, która okryje tych ludzi na wieki!
Według Iustitii, kandydowanie do KRS obecnej sytuacji wyraźnie świadczy o całkowitym braku poszanowania wartości i celów statutowych, a zmiany w praktyce wyboru do KRS, które chce wprowadzić PiS, SP i wspierający te partie Kukiz 15, zagrażają niezależności sądownictwa. Zgodnie z poglądem zawartym w uchwale zarządu Iustitii „każdy członek stowarzyszenia winien powstrzymać się od działań sprzecznych z celami stowarzyszenia, przestrzegać statutu i uchwał jego władz”!
Tym, co nas Polaków powinno martwić, jest brak, adekwatnych (o czym pisałem), reakcji parlamentarnych środowisk opozycyjnych. Rozumiem przy tym, iż parlamentarzyści są zastraszani przez marszałka Sejmu – technika Marka Kuchcińskiego – drugiej osoby w państwie (z całym szacunkiem dla techników wykonujących swój zawód), który znalazł bardzo haniebną, ale „skuteczną metodę” na „zamykanie im ust” poprzez nakładanie im za „byle co” wysokich kar pieniężnych. Osobiście uważam to za barbarzyństwo i zamach nie tylko na demokrację, ale także na prawa człowieka i obywatela — co PiS robi od ponad dwóch lat – bez żadnej refleksji.
Z niepokojem oczekuję jeszcze ubezwłasnowolnienia Sądu Najwyższego co, tu w kontrze do mnie, wielu leniwych i myślących kategoriami „moja chata z kraja” Polaków na swój sposób legitymizuje. Gdzie atmosfera z lata ubiegłego roku, kiedy to opozycja sejmowa tak zagrzewała nas do działań w obronie demokratycznego państwa prawa? Czy po tym, jak społeczeństwo — widzące wasz partykularyzm partyjny i osobiste ambicje – dało wam „żółtą kartkę”, obraziliście się na nie, i zrezygnowaliście z obrony wolnej Polski?! To nie jest właściwa postawa „kochane panie i drodzy panowie posłowie”, że sparafrazuję tutaj klasyka z PO, który jako pierwszy za miłe słowa został ukarany przez wspomnianego już, technika od ogrodnictwa?! Naprawdę już czas, abyście przestali się dąsać na siebie wzajemnie i na nas, a zaczęli robić wszystko, aby zatrzymać „współczesnych Hunów”, z których jeden zwłaszcza „cierpiący” na „kompleks Herostratesa” zaczął już podkładać ogień pod nasz polski Artemizjon – Ojczyznę!
Herostrates albo Herostratos (z grec. Ἡρόστρατος) to szewc żyjący w IV wieku p.n.e. w Efezie. Człowiek ten, owładnięty obsesją zyskania wiecznej sławy, uznał, że miejsce w historii może mu zapewnić tylko wielka zbrodnia. Z tych niskich powodów, w 356 roku p.n.e. spalił znajdujący się w Efezie jeden z cudów świata – świątynię Artemidy. Za ten haniebny czyn został skazany na śmierć, a jego imię miało zostać wymazane ze wszystkich pisanych dokumentów (z łac. damnatio memoriae). Mało kto wspomina tera szaleńca!
Z mojego punku widzenia przykre jest i to, że ręki do niszczycielskiego dzieła przykłada także sejmowy „Kukiz 15”. Zawiódł mnie niezwykle ten ruch, który zdobył tak duże, bo ponad 20 procentowe poparcie w wyborach z 2015 roku. Zwyciężył jednak populizm i oportunizm pomimo buńczucznej i patetycznej retoryki. Nadzieją dla Polski jeszcze pozostają więc PO, .Nowoczesna i PSL. Liczymy na to, że partie te połączą siły w wyekspediowaniu PiS tam, gdzie jego — według większości z nas patriotów – miejsce, czyli na śmietnik historii!
Dariusz Stokwiszewski
Dariusz Stokwiszewski: Mściwe karły moralne przekraczają kolejne tabu: spokój zmarłych!

Dariusz Stokwiszewski
Osobiście uważam, że w całej nowożytnej historii naszego państwa równie niegodziwi ludzie nie sprawowali władzy nad narodem!
To jest coś dotąd niesłychanego; moralnie wyprani z przyzwoitości ludzie mszczą się na tych, którzy odeszli w zaświaty! Ciekawe jak daleko można się jeszcze posunąć panowie: Jarosławie Kaczyński, Antoni Macierewiczu, Mariuszu Błaszczaku i cała reszto ludzi bez sumienia! Wy sobie już wystawiliście świadectwo adekwatne do waszych niegodziwych, rodem z piekła oraz hańbiących was postaw!
Osobiście uważam, że w całej nowożytnej historii naszego państwa równie niegodziwi ludzie nie sprawowali władzy nad narodem! Wy żyjecie jedynie nienawiścią do każdego, kto myśli w kategoriach prawdziwego patriotyzmu i to jest wasz pokarm duchowy i błąd. To jest i będzie przysłowiowy, „ziobrowski gwóźdź do polityczno – moralnej trumny” waszych strasznych partii! Nie jesteście także godni międzynarodowego towarzystwa, w którym poruszacie się jak słonie w składzie porcelany, a nawet gorzej; jak troglodyci, którzy chcą narzucić nam i innym orwellowski porządek rzeczy, na co nie ma i nie będzie naszej zgody!
Obawiam się, choć chciałbym się mylić, że niedługo nadejdzie czas, gdy poleje się przez was nasza polska krew i wówczas nie będzie już ani dla was, ani dla nas odwrotu, a tylko trybunały – nie dla nas, a dla was!.
Za to, że:
- aresztujecie niewinnych ludzi;
- gloryfikujecie faszystów, których także bronicie,
- budujecie państwo policyjne’
- budujecie państwo bezprawia albo „prawa pisowskiego”, nie do zaakceptowania,
- sprzeniewierzacie się Konstytucji i łamiecie jej zapisy,
- rujnujecie demokratyczne instytucje państwa prawnego, jakim była dotąd Polska,
- doprowadziliście do upolitycznienia (upisowienia) wszystkiego, co działało dobrze,
- podzieliliście naród Polski, o czym uprzedzał już dawno temu prezydent Wałęsa,
- zawłaszczacie majątek polskich spółek, które rujnujecie finansowo i wizerunkowo,
- niszczycie przyrodę,
- niszczycie prawa obywatelskie i prawa człowieka,
- uprawiacie pseudopolitykę zagraniczną szkodząca RP, za co będą kiedyś trybunały,
- dopuściliście się wielu hańbiących czynów, które zniszczyły wysiłek pokoleń Polaków!
Na wasze wraże głowy spada cała odpowiedzialność za doprowadzenie Polski na skraj przepaści tylko po to, aby zaspokoić chore żądze waszego guru, ale też wasze apetyty na władzę i „koryta” robiąc z Polskiej gospodarki prywatny folwark i dojną krowę, którą sobie w Toruniu „wymodliliście” u niejakiego Rydzyka. To hańba, której Polacy wam nigdy nie zapomną! Z wami się nie da rozmawiać, ponieważ zachowujecie się jak barbarzyńcy, którzy nie rozumieją istoty współżycia z innymi! Polacy nie dadzą wam już nigdy wygrać wyborów, jeśli zrozumieją jak bardzo, szkodzicie Polsce, o co my prosimy Pana Boga!
Dariusz Stokwiszewski
Roman Giertych: Drogi Antku, podobno Mariusz wsypał cię, że wydałeś podczas dwóch lat pracy 15 milionów ze służbowej karty

Roman Giertych
Zgodnie z kodeksem karnym (art. 284 w zw. z 294 kk) za przywłaszczenie wielkiej kwoty grozi do 10 lat więzienia. I umówmy się, nawet prokurator, który należał do partii rządzącej, chodził na miesięcznicę, ma w klapie Jarosława nie będzie w stanie uwierzyć, ze można dziennie przepuścić 20 000 złotych na cele reprezentacyjne. Tak więc pozornie to koniec
List do Antoniego od adwokata
Drogi Antku!
Dowiedziałem się, że Mariusz wsypał cię, że wydałeś podczas dwóch lat pracy 15 milionów ze służbowej karty.
Z pewnością prosisz mnie o radę, co robić w tak beznadziejnym przypadku?
Szczerze mówiąc nie wiem, co mam Ci radzić.
Zgodnie z kodeksem karnym (art. 284 w zw. z 294 kk) za przywłaszczenie wielkiej kwoty grozi do 10 lat więzienia. I umówmy się, nawet prokurator, który należał do partii rządzącej, chodził na miesięcznicę, ma w klapie Jarosława nie będzie w stanie uwierzyć, ze można dziennie przepuścić 20 000 złotych na cele reprezentacyjne. Tak więc pozornie to koniec.
Ale nic nie jest stracone. Dopóki życia, dopóty nadziei. Po prostu przyznaj się, że wydawałeś razem z młodymi współpracownikami te kwoty na upiększenia sobie życia (Naród spożywał kawior i pił szampana ustami swych najlepszych przedstawicieli, czyli Antoniego, Bartłomieja i Edmunda). I nie mogłeś się przecież żywić po dziadowsku jakimiś tanimi ośmiorniczkami! Kosztowałeś razem z kompanami coraz to nowych potraw, bo lubiłeś za każdą nową rzecz, którą jedliście pociągnąć ich za ucho. Taka mała chwila relaksu przy ciężkiej pracy, którą podjąłeś. Nie mogłeś kupować dla siebie i przyjaciół tych smakołyków z własnej kieszeni, bo pensja starczyłaby na jeden dzień (nie mówiąc już jak słusznie powiedział minister Gowin o pierwszym w następnym miesiącu!).
Któż będzie miał serce aby odmówić chwilowej rozkoszy tak zapracowanemu człowiekowi, który nie tylko bronił nas przez dwa lata przed przeważającymi siłami wroga, ale również wyjaśniał prawdę o najgroźniejszym zamachu w historii Polski?
Jestem przekonany, że uczciwe przyznanie się do wydatkowania tych pieniędzy na smakołyki, imprezy i trunki zaowocuje zrozumieniem, a następnie współczuciem z powodu brutalnych ataków niegodnej, totalnej opozycji. I przekona to prokuratora, że działałeś w stanie wyższej konieczności. Gdybyś się nie rozprężał, to podważałoby to fundament naszego bezpieczeństwa. A przecież bezpieczeństwo nie ma ceny!
Te kilkanaście milionów to niska kwota za zrelaksowanego, pełnego sił życiowych obrońcę Ojczyzny.
Każdy to zrozumie!
Twój jak zawsze oddany i życzliwy,
Roman
Adam Mazguła: Panie A. Duda, to było genialne stwierdzenie! Generałowie powinni służyć przede wszystkim ministrowi, a potem Panu!

Adam Mazguła
Gdybym był na tej ceremonii, dla jasności sprawy zapytałbym publicznie: to, jakiej przysięgi mają przestrzegać generałowie przy wsparciu Boga i - jak to Pan wyraził - o jakie cele mają „walczyć do końca”? Mają „Stać na straży Konstytucji” czy też nie zawieść zaufania Ministra ON i Prezydenta RP?
Panie A. Duda, to było genialne stwierdzenie!
Jestem pod wrażeniem Pańskiej uwagi, że „żołnierze walczyli do końca…, wypełniając treść składanej przysięgi”. Wyraził Pan tę myśl 1 marca tego roku, podczas obchodów święta bohaterów i oprawców wyklętych.
Można by śmiało odnieść się do obecnej treści roty przysięgi, która nakazuje, podobnie jak wtedy: „Stać na straży Konstytucji, … Za sprawę mojej Ojczyzny, w potrzebie krwi własnej ani życia nie szczędzić”.
Tymczasem tego samego dnia, w czasie wręczania nominacji generalskich, był Pan uprzejmy stwierdzić, że generałowie przede wszystkim mają
„nie zawieść zaufania Ministra Obrony Narodowej i mojego, jako Prezydenta RP”.
Więc nie przysiędze?
Biorąc pod uwagę to, że nie przestrzega Pan konstytucji, na jaką przysięgają żołnierze, postawił Pan generałom niezwykle trudne zadanie. Gdybym był na tej ceremonii, dla jasności sprawy zapytałbym publicznie: to, jakiej przysięgi mają przestrzegać generałowie przy wsparciu Boga i – jak to Pan wyraził – o jakie cele mają „walczyć do końca”?
Mają „Stać na straży Konstytucji” czy też nie zawieść zaufania Ministra ON i Prezydenta RP? (kolejność osób – jak w przemówieniu).
Gdyby Prezydent RP był strażnikiem konstytucji, to stanie na jej „straży” byłoby jasnym i spójnym przekazem. Co jednak ma zrobić żołnierz w takiej sytuacji?
Panie A. Duda,
jest Pan pełen podziwu dla żołnierzy, którzy wypełniali przysięgę do końca, ale naszym generałom każe Pan przede wszystkim służyć ministrowi, a potem sobie?
Może łatwiej będzie poświęcić pół nocy i uchwalić nową treść przysięgi. Przecież to dla Was nic nowego, bo nie takie „reformy” wprowadzacie dla suwerena w ciągu paru godzin. Nie będzie wtedy lepiej, za to precyzyjnie i bez kłamstw…
Adam Mazguła
Dariusz Stokwiszewski: APEL DO OPOZYCJI PARLAMENTARNEJ

Dariusz Stokwiszewski
W imieniu swoim i znanych mi opozycjonistów spoza parlamentu proszę Państwa o niezwłoczne zapobieżenie złu, które dzieje się w kraju na naszych oczach
Posłowie partii opozycyjnych w Sejmie i Senacie Rzeczpospolitej Polskiej: Platformy Obywatelskiej, partii .Nowoczesna i Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Przerażony szybko postępującą degradacją państwa polskiego i jego systemu prawnego, demokracji, praw i wolności obywatelskich, zwracam się do Was z prośbą o podjęcie wszelkich (dozwolonych przez wciąż obowiązującą Konstytucję RP) kroków, mających na celu przeciwstawienie się łamaniu prawa w Polsce!
Przejawy destrukcyjnych działań ze strony koalicji rządzącej PiS – SP, a także innych, wspierających ją ugrupowań, są aż nadto widoczne gołym okiem. W ciągu nieco ponad dwóch lat zniszczono wiele instytucji stojących na straży demokracji, bezpieczeństwa i innych, najwyższych wartości, pielęgnowanych oraz cenionych przez zachodni świat!
Niemrawość działań opozycji w Sejmie i Senacie zastępowanych dziś jałową dyskusją, powodują, że ci Polacy, którzy mają szacunek dla państwa prawa i demokracji czują się oszukani, a także opuszczeni. Skandal za skandalem, w tym ośmieszanie RP na arenie międzynarodowej przez tę koalicję, nie służy polskiej racji stanu. Jako parlamentarzyści macie narzędzia do skutecznych działań; są nimi zwłaszcza Wasze immunitety, które zapewniają Wam, w przeciwieństwie do nas – obywateli – bezpieczeństwo. Macie także, w przeciwieństwie do większości z nas zapewniony byt. Dlaczego z przywilejów tych nie korzystacie w obronie niszczonej Polski?!
W imieniu swoim i znanych mi opozycjonistów spoza parlamentu proszę Państwa o niezwłoczne zapobieżenie złu, które dzieje się w kraju na naszych oczach. Dzisiejsze odroczenie posiedzeń Sejmu i Senatu do wtorku następnego tygodnia może stać się przyczynkiem do przegłosowania przez PiS i koalicjantów, politycznych kandydatur do Krajowej Rady Sądownictwa! To zaś jeszcze bardziej osłabi kondycję i pozycję Polski w świecie. Uniemożliwić też może powrót do normalności w perspektywie nawet lat! Polska ginie, a Wy nie możecie do tego dopuścić, bo w ten sposób zdradzicie naród! Oby nie było tak, że w setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, po 123 latach zaborów, Ojczyzna nasza po raz kolejny stanie w obliczu podobnej tragedii!
Dariusz Stokwiszewski
Europarlament nie dowierza odwilży między Brukselą i Warszawą. Europosłowie poparli użycie artykułu 7. wobec Polski
Europarlament wciąż nie dowierza w odwilż między Brukselą i Warszawą za rządów nowego premiera Mateusza Morawieckiego. Delegacja PiS uznaje głosowaną dziś rezolucję za „niedorzeczną”. A PO ponownie hamletyzuje.

Zakłada się, że europosłowie przyjmą „z zadowoleniem” grudniową decyzję KE o sięgnięciu wobec Polski po dyscyplinujący art. 7.1 Traktatu o UE. Fot. Źródło: dw.de
Parlament Europejski przyjął dziś rezolucję o Polsce większością 422 głosów „za” przy 147 przeciwnych i 48 wstrzymujących się. Rezolucja uzyskała zatem ponad 2/3 głosów, a to większość potrzebna przy ewentualnej zgodzie europarlamentu na stwierdzenie „wyraźnego ryzyka naruszenia praworządności” przez Polskę w ramach postępowania z art. 7.
Europosłowie PiS byli przeciw, SLD podjęła decyzję o wstrzymaniu się, a władze PO rekomendowały swym europosłom, by nie w ogóle nie wzięli udziału w głosowaniu. Ale m.in. Róża Thun i Michał Boni poparli uchwałę.
Jej tekst jest bardzo krótki – europosłowie „przyjmują z zadowoleniem” grudniową decyzję Komisji Europejskiej o sięgnięciu wobec Polski po dyscyplinujący art. 7.1 Traktatu o UE z powodu zagrożonej praworządności i wzywają Radę UE (ministrowie krajów Unii) do „podjęcia szybkich działań” w ramach tego artykułu.
Ponadto żądają od Rady UE i Komisji Europejskiej regularnych informacji o przebiegu postępowania wobec Polski.
W listopadzie 2017 r. europosłowie zdecydowali o rozpoczęciu własnych przygotowań do procedury z artykułu 7., ale – skoro w grudniu zrobiła to już Komisja Europejska – zrezygnowali z tych prac. A dzisiejsza rezolucja ma być tylko politycznym potwierdzeniem, że Parlament Europejski nie odpuszcza w sporze z władzami Polski o praworządność.
Pierwszy etap artykułu 7., na którym znajduje się teraz Polska i reszta UE, grozi co najwyżej utratą reputacji, czyli uznaniem przez Radę UE (większością 22 z 28 krajów) za zgodą Parlamentu Europejskiego (większością 2/3 głosów), że „istnieje wyraźne ryzyko poważnego naruszenia praworządności przez Rzeczpospolitą Polską”.
Konkretne restrykcje (łącznie z finansowymi) to dopiero etap drugi wymagający jednomyślności wszystkich krajów Unii poza Polską. Obecnie to ryzyko czysto teoretyczne – weto od dawna obiecują Węgry, ale ponadto nie ma gotowości Francji, Niemiec i wielu innych krajów Unii do aż takiej eskalacji w stosunkach z Polską.
Pomimo to dla wielu europosłów polskiej opozycji nawet czysto teoretyczna wizja sankcji – podobnie było z rezolucją z listopada 2017 r. – działa odstraszająco. Boją się oskarżeń, że poparcie rezolucji to „szkodzenie Polsce”. Stąd decyzja PO o uchyleniu się od głosowania. Jednak w PO – podobnie jak w listopadzie 2017 r. – od początku nie było w tej kwestii pełnej zgody.
– Będę głosować za praworządnością – tak swe poparcie dla rezolucji deklarowała nam wczoraj Róża Thun (PO).
Swój głos „za” zapowiadał też Michał Boni (PO). „Wszystkie karty, by uniknąć złej oceny sytuacji w Polsce i wstrzymać procedowanie artykułu 7. są w rękach rządu Morawieckiego” – pisał w mediach społecznościowych.
Oboje byli wśród sześciorga europosłów PO, którzy – wbrew decyzji władz partyjnych – nie wstrzymali się, lecz poparli listopadową rezolucję o Polsce.
Działania Komisji Europejskiej wobec Polski były już wczoraj wieczorem tematem debaty Parlamentu Europejskiego w Brukseli.
– Rezolucja jest niedorzeczna. Podobnie jak nękanie Polski od dwóch lat. Duża część z państwa nie ma pojęcia, co dzieje się w Polsce. Pan Frans Timmermans długo zajmuje się tą sprawą, a i tak ma braki informacyjne – powiedział Ryszard Legutko (PiS) w imieniu klubu konserwatystów (m.in. brytyjscy torysi i PiS). Przekonywał, że w Brukseli „krytykuje się taką Polskę, której nie ma”. A obecne reformy wymiaru sprawiedliwości „nie są oryginalne”, bo składają się z elementów obecnych w systemach prawnych innych demokratycznych krajów Europy.
Timmermans czeka do końca marca
Jednak zarówno debata w Parlamencie Europejskim, jak i dyskusja o Polsce w Radzie UE w ostatni wtorek (27.02.2018) pokazały na ograniczenia dotychczasowej „ofensywy uśmiechów” premiera Mateusza Morawieckiego w Brukseli.
Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker niedawno sygnalizował optymizm co do zbliżającego się kompromisu z Warszawą, ale w tym tygodniu najpierw sporo krajów w Radzie UE (w tym mocno Paryż i Berlin), a potem przedstawiciele kluczowych frakcji europarlamentarnych jasno zasygnalizowali, że nie wystarczą słowa, a trzeba przynajmniej częściowych ustępstw ze strony Polski.
– Nie możemy zamknąć oczu na to, co dzieje się w Polsce. Debatujemy o tym po raz szósty nie dlatego, że chcemy, lecz dlatego, że musimy. Polski rząd nie pozostawia nam wyboru. Uzyskanie większości w wyborach nie oznacza, że można robić, co się chce – powiedziała Maltanka Roberta Metsola w imieniu centroprawicy (m.in. CDU, PO).

„Ofensywa uśmiechów” premiera Mateusza Morawieckiego w Brukseli zadziała, ale nie w stu procentach. Na zdjęciu z szefem KE Jean Claudem Junckerem, 9.01.2018. Fot. Źródło: dw.de
Frans Timmermans, który w Komisji Europejskiej zajmuje się kwestiami praworządności, mówił europosłom o „dużym zadowoleniu” z dialogu, który od stycznia trwa między Brukselą i rządem Morawieckiego.
– Dialog jest bardzo ważny, ale nie może trwać bez końca. Czekamy do końca marca na konkretne propozycje zmian – zapowiedział jednak Timmermans.
Timmermans przypomniał, że powinny dotyczyć pięciu głównych problemów wskazanych przez Komisję Europejską
- potrzeby opublikowania wszystkich wyroków Trybunału Konstytucyjnego,
- przywrócenia jego prawowitego składu,
- zmian w ustawach o Sądzie Najwyższym (chodzi m.in. o nieskracanie kadencji jego członków),
- o ustroju sądów powszechnych oraz
- o Krajowej Radzie Sądownictwa.
– To nie jest działanie przeciw Polsce. To jest spór wewnątrz UE z władzami Polski. Nie potrafię wyobrazić sobie UE bez Polski – powiedział Timmermans.
Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej zapewniał europosłów, że podczas spotkania Rady UE w ostatni wtorek otrzymał „bardzo mocne” poparcie „przytłaczającej” większości krajów dla Komisji Europejskiej dla „szukania konkretnych rozwiązań” w dialogu z Polską.
Europosłowie ponaglają Radę UE
– Język złagodniał, ale w sprawach meritum nie ma zmian – tak dość sceptycznie Austriak Josef Weidenholzer w imieniu centrolewicy (m.in. SPD, SLD) podsumował dotychczasowe odwilżowe gesty rządu Morawieckiego wobec Brukseli.
Holenderka Sophie in ’t Veld w imieniu liberałów ponaglała kraje UE do szybkich działań wobec Polski.
– Od naszej ostatniej debaty o Polsce sytuacja się pogorszyła. Rada UE musi działać szybko, bo każdego dnia w Polsce demokracja ma się gorzej. Pojawiają się też nowe kontrowersje dotyczące spraw Holocaustu albo inicjatyw na rzecz pełnego zakazu aborcji – powiedziała In ’t Veld. Ale atakowała klub centroprawicy, że zajmuje się Polską, a jednocześnie chroni węgierskiego premiera Viktora Orbána, którego Fidesz należy do tej frakcji.
– Jeśli Rada UE nie zadziała należycie, zarządzimy pełne śledztwo Parlamentu Europejskiego w sprawie Polski – ostrzegała Niemka Ska Keller w imieniu Zielonych. Natomiast Timmermansa krytykował Brytyjczyk Nigel Farage z Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa.
Krasnodębski za Czarneckiego
Także dzisiaj Parlament Europejski powinien wybrać następcę Ryszarda Czarneckiego (PiS) na stanowisku jednego z 14 wiceprzewodniczących izby.
PiS wraz z całym klubem konserwatystów wysunął kandydaturę Zdzisława Krasnodębskiego, a główne frakcje w ramach dżentelmeńskiej ugody zgodziły się nie przeszkadzać dzisiaj w jego wyborze. Nie chce go jednak poprzeć PO, która wypomina Krasnodębskiemu m.in. słowa o „Donaldzie Tusku, który powinien przyjąć obywatelstwo Niemiec”.
Głosowanie jest tajne. Jedynym kontrkandydatem, który raczej nie zagrozi Krasnodębskiemu, jest Estończyk Indrek Tarand.
Adam Mazguła: Politycznie degradują i awansują, oby nie nadawali Krzyży Walecznych

Adam Mazguła
Świętowanie Dnia Wstydu Narodowego uświetni nie tylko przyjęcie projektu tej ustawy, ale i awansowanie tych, którzy najwierniej służą obecnej władzy w niszczeniu konstytucji i demokracji w Polsce.
Nikt normalny nie widział jeszcze projektu ustawy, pozwalającej na represje polityczne wobec żołnierzy, ale opinia publiczna jest już ujeżdżana agresywną propagandą. W nowej ustawie degradacyjnej podobno chodzi tylko o „twórców stanu wojennego”.
Puchnę ze śmiechu, widząc, jak kolejni politycy wszystkich partii przekonują społeczeństwo, że to sprawiedliwość dziejowa. Jakoś do tej pory nie umieli udowodnić im winy, skazać zgodnie z prawem i dopiero wtedy zdegradować.
Znając metody PiS-u, jestem pewny, że projekt tej ustawy skrywa złe intencje władzy, bo w jakim celu trzymałaby jej treść w tajemnicy?
Tymczasem „ministerstwo brunatnej propagandy” prowadzi agresywną politykę informacyjną i przekonuje opinię publiczną do zasadności jej wprowadzenia.
Widać, że ustawa o degradacji służy odwróceniu uwagi społecznej od decyzji Unii Europejskiej, skandali międzynarodowych wywołanych przez ten rząd, skrywaniu nadużyć w uwłaszczaniu się PiS-u w Warszawie, od afer ze SKOK-ami i wielu innych. Dzisiaj osoba z kręgów rządowych powiedziała „Dziennikowi Gazecie Prawnej”, że „z USA przyszło ultimatum”. „Powiedziano nam, że zamrożone są kontakty na wysokich szczeblach i zagrożona jest współpraca wojskowa”. A to ci następny SUKCES WŁADZY?!
Tymczasem, dzień przyjęcia przez rząd tej ustawy wskazuje jednoznacznie na cel jedynie polityczny, a nie „dziejową sprawiedliwość”.
Świętowanie Dnia Wstydu Narodowego uświetni nie tylko przyjęcie projektu tej ustawy, ale i awansowanie tych, którzy najwierniej służą obecnej władzy w niszczeniu konstytucji i demokracji w Polsce. Czy będziemy ich traktować inaczej niż wszystkich innych generałów? Pewnie tak, ale wtedy, kiedy zobaczymy ich kierunki zaangażowania. Na razie sytuacja jest tragiczna.
Nigdy w powojennej historii wojska nie było takiego bałaganu, braków kadrowych, braków wyposażenia, indolencji i braku kompetencji, jaki jest obecnie w Wojsku Polskim.
Piszę tak, bo mam świadomość powagi sytuacji. Wprawdzie na razie bez użycia wojska, ale trwa stan permanentnej wojny domowej rozpętanej przez PiS przeciwko wszystkim, kto jego podłej zmiany nie akceptuje.
Oby nowi generałowie nie zasłużyli u brunatnej władzy na Krzyże Walecznych.
Adam Mazguław





