Dariusz Stokwiszewski: Petycja do Joachima Brudzińskiego – ministra i jego kolegów z rządu PiS!

Dariusz Stokwiszewski
Panie ministrze Czaputowicz, proszę spojrzeć wstecz, na postawę pana profesora Skubiszewskiego! Nie wstyd panu tego, że w żaden sposób nie można was porównać?!
„Drogi panie” to, co się dzieje w Polsce za przyzwoleniem waszego „naczelnika”, budzi już grozę wśród zwykłych (to nie znaczy, że wy jesteście niezwykli; jeśli już, to w tym złym tego słowa znaczeniu – przynajmniej dla mnie i takich jak ja) obywateli, wśród nas, normalnych Polaków. Dlatego pytam was, po raz „enty” wraz z innymi Polakami:
- Dlaczego legitymizujecie marsze faszystów na ulicach polskich miast?!
- Dlaczego zatrzymywani są ludzie blokujący marsze wrogich RP środowisk, które tak, jak wy, wystawiają nam fatalne świadectwo w świecie?!
- Dlaczego pan to toleruje, jako podobno nauczyciel akademicki?!
- Czego w ten sposób chce pan nauczyć studentów? Jaki pan im daje przykład, drąc się w czasie rocznic na Krakowskim Przedmieściu?!
Przecież konstytucji jeszcze nie zdążyliście zmienić; jak dotąd pochwała faszyzmu jest wciąż karalna?!
- Dlaczego rujnujecie polską demokrację?!
- Dlaczego niszczycie polskie sądy?!
- Dlaczego manipulujecie prokuraturą?!
- Dlaczego tak nienawidzicie ludzi mówiących prawdę?!
- Dokąd zmierzacie, do piekła? Idźcie sami, nam jest dobrze w demokratycznej RP!
- Jak możecie, jako osoby chyba jednak myślące, „robić” za biernych wykonawców poleceń samozwańczego dyktatora, który jest tylko wystraszonym megalomanem?
- Czy naprawdę myślicie, że będzie to wam darowane przez naród?!
- Dlaczego wreszcie, codziennie niszczycie Polskę? Za co Jej tak nienawidzicie?!
Przecież konstytucji jeszcze nie zdążyliście zmienić; dotąd Polska wciąż jest państwem prawa i demokracji?! A może się mylę panie Brudziński i spółko?!
Apeluję do was wszystkich: łamiących prawo, konstytucję, dobre zwyczaje, honor oraz wszystkie uniwersalne dotąd dla każdego wartości, abyście się opamiętali, dopóki jest jeszcze czas, aby cały naród (w swojej masie jeszcze nieświadomy zła, które niesiecie), nie musiał reagować na wasze działania tak, jak na to zasługują – a zasługują tylko na potępienie!
Apeluję do was wszystkich, jako emanacji „ZŁA”: zaprzestańcie niszczenia Ojczyzny, dla której stanowicie realne zagrożenie! Szczególnie apeluję do ludzi związanych z nauką o to, aby przestali was wspierać, bo robiąc to, sami się wykluczają z naszej społeczności naukowej. W moim mniemaniu sprzeniewierzają się złożonej przysiędze, a poprzez to stają niegodni miana patrioty i naukowca. Nie jest patriotą ten, kto łamie, bądź wspiera działania sprzeczne z polską racją stanu, tymczasem minister SZ, na dodatek profesor, próbuje legitymizować fatalną dla Polski politykę zagraniczną! Panie ministrze, proszę spojrzeć wstecz, na postawę pana profesora Skubiszewskiego! Nie wstyd panu tego, że w żaden sposób nie można was porównać?!
W to, co teraz napiszę, sam nie wierzę, ale mimo to proszę:
złóżcie mandaty poselskie, senatorskie i swoje urzędy, na które nie zasługujecie!
Dariusz Stokwiszewski
Manuela Gretkowska: Kosmicznie nieszczęśliwa rodzina. Wywalono Rysia Pysia Czarneckiego z posady, a teścia chcą zdegradować

Manuela Gretkowska
To nie świat ma problem z Polską. To Polska ma problem z sobą samą. Kaczyński kieruje z tylnego rzędu. Jest jak rządzący nią niedorozwój. Obrażony smarkacz obwiniający za swoje porażki cały, wrogo nastawiony świat. Ci niedojrzali gówniarze nie są zdolni do przewidywania konsekwencji swoich czynów. Znają jedynie wredną manipulację. Fochy zamiast przemyślanej strategii
SŁOWO NA NIE/DZIELĘ
STRATEGIA FOCHÓW
Są rodziny nieszczęśliwe, ale ta rodzina jest nieszczęśliwa kosmicznie.
W jednym miesiącu wywalono zięcia z posady wiceszefa Parlamentu Europejskiego, a jego teścia chcą zdegradować.
Rysiu Pysiu Czarnecki, (zięć Hermaszewskiego) twierdził, że padł w Brukseli ofiarą lewacko komunistycznego spisku. Więc PiS chce się zemścić mega kosmicznie na „postkomuchu” zabierając Hermaszewskiemu generalstwo i emeryturę. Nastanie sprawiedliwa równość, nieskończona jak kosmos. Tylko polskie buraki będą z niej wystawać, mówiąc: ”Prawdziwy Polak nie przeprasza”. Tak uważa pisowski senator Bonkowski zmuszony do usunięcia antysemickich treści ze swojej strony.
Żadnych antysemickich, Polak organiczny ma kształt organicznie antysemickiego buraka w formie i treści. I nie da się wyrwać z ziemi ojczystej ani PiS-u. Dlatego Bonkowskiego przechowują w partyjnej lodówce, zamiast wyrzucić. Toć przednówek, buraków szkoda. Przednówek nowej Polski tworzonej przez Kaczyńskiego.
Nie wierzcie, że prezes zanika, a ustawa IPN-owska wymknęła się mu spod kontroli, skoro tak bezsensowna i dewastująca wizerunek Polski. To tylko kolejny dowód, że Kaczyński jest nadal w swoim niszczącym żywiole. Podobnie zachowują się nastolatki: destrukcyjnie i nielogicznie. Nie rozumieją świata, nie dorosły do niego. W swoim narcystycznej megalomanii depczą każdy autorytet. Wszystko da się przeinaczyć. Wałęsa i Bartoszewski — kolaboranci. A pierwszego Polaka w kosmosie zastąpi nie Łajka, bo ruska, tylko kot Alik z Żoliborza. Pierwszy Polak w kosmosie wyleciał rakietą napędzaną na miau. Z orbity politycznej PiSu wszystko da się wystrzelić. Zaprzeczy ktoś? Był w niebie? Suweren udowodni, co chce psychiatryczną większością.
Kaczyński kieruje z tylnego rzędu. Nastolatki też nie biorą odpowiedzialności za swoje wyskoki. Rządzą nimi kompleksy, kaprysy i roszczeniowość. Ci niedojrzali gówniarze nie są zdolni do przewidywania konsekwencji swoich czynów. Znają jedynie wredną manipulację. Fochy zamiast przemyślanej strategii. Rozpoznanie przez walkę i prowokacje. Nie przyprzesz takiego do ściany, nie udowodnisz niekonsekwencji, bo niedorostek nie ponosi odpowiedzialności. Pozwala mu to zmieniać z dnia na dzień poglądy i cele. Wczoraj UE była wrogiem, jutro idziemy do Brukseli w łachę.
To nie świat ma problem z Polską. To Polska ma problem z sobą samą. Jest jak rządzący nią niedorozwój. Obrażony smarkacz obwiniający za swoje porażki cały, wrogo nastawiony świat. Nastolatki wyrastają z tego albo zostają zawodowymi psychopatami. Dzisiejsza Polska tej szansy nie ma. Jej oblicze, oblicze tej ziemi, nie jest pokryte młodzieńczym trądzikiem. Toczy je zaraźliwy trąd.
Manuela Gretkowska
Film „Twarz” Małgorzaty Szumowskiej nagrodzony na Berlinale. Czy wywoła kontrowersje w Polsce?
Kolejny sukces Małgorzaty Szumowskiej. Jej najnowszy film „Twarz” dostał Wielką Nagrodę Jury (Grand Prix) i statuetkę Srebrnego Niedźwiedzia. Za najlepszy film festiwalu uznano „Touch me not” rumuńskiej reżyserki Adiny Pintilie, który otrzymał Złotego Niedźwiedzia. Nagroda za najlepszą reżyserię przypadła Wesowi Andersonowi, który pokazał w Berlinie swój film „Isle of Dogs”. Laureatów tegorocznego, 68. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie ogłoszono w sobotę.
Jest nagroda #Berlinale2018 #Szumowska pic.twitter.com/6CWwQi8A9t
— Krzysztof Arendt (@Arendtkris) February 24, 2018
„Twarz”, to historia Jacka (w tej roli Mateusz Kościukiewicz), prowincjonalnego outsidera, którego życie na wsi upływa na słuchaniu metalu, pomocy w gospodarstwie, pracy przy budowie gigantycznego pomnika Jezusa (takiego, jaki stoi w Świebodzinie) i wygłupach ze swoją dziewczyną (Małgorzata Gorol).
Jacek w wypadku stracił dużą część twarzy. Po nowatorskiej operacji wraca do rodzinnej miejscowości, ale w rodzinnych stronach nawet matka ma problem z akceptacją nowego wyglądu syna. – Czy to jeszcze mój syn, czy ten drugi, dawca – pyta. Mieszkańcy nie wiedzą, jak go traktować. Staje się dla nich kimś obcym.
– Ten film to metafora tego, co dzieje się w Polsce, ale nie tylko. To film o miłości, kapitalizmie, młodej demokracji – mówiła reżyserka. Małgorzata Szumowska nie po raz pierwszy wspomina też o roli Kościoła na prowincji.
– Kościół katolicki wciąż ma ogromną siłę w Polsce, wciąż ma wpływ na społeczeństwo – mówiła reżyserka. Kluczowym tematem filmu wydaje się podejście do inności manifestującej się nie tylko wyglądem, ale też pochodzeniem, religią, przekonaniami. Czyni to film bardzo aktualnym w obliczu dyskusji toczących się w Polsce. – To przypadek, kręciliśmy ten film dwa lata – mówiła Małgorzata Szumowska. Czy film wywoła kontrowersje? – Film powinien wywoływać dyskusję, powinien prowokować do dialogu – mówiła. – Ale ten film opowiada o Polsce z czułością, zresztą tak odebrali go też zagraniczni koledzy – dodawała.
Film wejdzie na ekrany polskich kin w kwietniu.
(df) thefad.pl
Rząd PiS jedzie po unijne pieniądze.”Jeśli rządzącym w Polsce wydaje się, że Bruksela coś narzuca, to Polska powinna zrezygnować z członkostwa”
Po nieformalnym szczycie w Brukseli wiadomo już, że od unijnego budżetu po 2020 roku będzie wiele zależeć. Możliwe jest wszystko — także rozpad UE, twierdzi autor komentarza Bernd Riegert.

Jeśli rządzące Polską Prawo i Sprawiedliwość naprawdę myśli, że Bruksela coś Polsce narzuca, albo na niej wymusza, to Polska powinna być konsekwentna i dobrowolnie zrezygnować z członkostwa w UE – pisze komentator Bernd Riegert. Fot. pixabay
Bogaci przeciwko biednym, silni i wielcy przeciwko mniejszym i słabszym, płatnicy netto przeciwko odbiorcom dotacji, rolnicze lobby przeciwko fanatykom innowacji, szczodrzy i wielkoduszni przeciwko sknerom. – Po nieformalnym szczycie w Brukseli linia frontu przed przyszłą walką o kształt siedmioletniego budżetu UE po 2020 roku wydaje się jasno zarysowana. – To nic nowego. Tak było zawsze podczas każdej dyskusji ws. długookresowego wydatkowania unijnych pieniędzy. Pod tym względem piątkowy szczyt nie był niczym nadzwyczajnym. Szefowie państw i rządów przedstawili swoje stanowiska, interesy i granice ustępstw doskonale zdając sobie sprawę, że na koniec będą musieli wypracować jakiś kompromis. Jak zawsze w każdej debacie budżetowej.
A jednak tym razem było trochę inaczej niż zwykle. Ta debata może okazać się czymś w rodzaju wstępnej deklaracji, kto jest za a kto przeciw UE w jej obecnej formie. Świadczy o tym zauważalna różnica zdań między długoletnimi członkami UE, zorientowanymi głównie na europejskie wartości, a nowymi przybyszami ze wschodu, dla których najważniejsze są unijne dotacje.
Każda dyskusja o pieniądzach ma to do siebie, że prędzej czy później trzeba o nich mówić jasno i konkretnie. Ostry sprzeciw Polski, Węgier i Czech, korzystających w największych stopniu z dotacji z Brukseli, przeciwko przyjmowaniu u siebie uchodźców, okazywaniu solidarności wobec innych państw członkowskich UE i przestrzeganiu obowiązującego także ich prawa doprowadzi w końcu do tego, że najwięksi unijni płatnicy netto stracą do nich cierpliwość.
Pieniądze z Brukseli należą się bowiem tylko tym, którzy spełniają unijne kryteria.
Tymczasem rysa, która już dawno się tu pojawiła, pogłębia się coraz bardziej i może okazać się przepaścią nie do pokonania.
Niesfornym odbiorcom dotacji grozi godzina prawda
Nie ma to nic wspólnego z wywieraniem presji ani pogróżkami, jak skłonni są to postrzegać polscy czy węgierscy politycy, a także popierający ich stanowisko wobec Unii członkowie Alternatywy dla Niemiec. Po prostu unijni płatnicy netto też mają swoje interesy. Co więcej — kto płaci, ten wymaga.
Jeśli czekająca nas dyskusja o podziale budżetu po 2020 roku ich nie zadowoli, to UE naprawdę może się rozpaść na Europę dwóch prędkości, na centrum i peryferia. Nie można też wykluczyć, że po Brexicie także ktoś inny zechce opuścić unijne szeregi.
Jeśli rządzące Polską Prawo i Sprawiedliwość naprawdę myśli, że Bruksela coś Polsce narzuca, albo na niej wymusza, to Polska powinna być konsekwentna i dobrowolnie zrezygnować z członkostwa w UE. Naprawdę groźne dla UE byłoby dopiero wycofanie się z niej innego dużego płatnika netto, takiego jak na przykład Włochy po zmianie rządu na narodowo-konserwatywny i eurosceptyczny.
Innym nadzwyczajnym wydarzeniem na piątkowym szczycie była deklaracja Niemiec — największego unijnego płatnika netto — że jako jedyne państwo z tej grupy gotowe jest wypełnić swoimi pieniędzmi lukę finansową powstałą wskutek Brexitu. Na ogół takiego asa wyciąga się z rękawa dopiero pod koniec rokowań finansowych, a nie na ich początku. Czyżby Niemcy się czegoś obawiały? A może po prostu przyjęły niewłaściwą taktykę podczas rozmów?
A może dobrze byłoby, żeby cała UE się teraz trochę zmieniła?
Całej Unii dobrze zrobiłby teraz solidny remanent i ograniczenie wydatków.
Czy dotacje dla rolnictwa w dotychczasowej wysokości naprawdę mają jeszcze sens? Czy UE musi dofinansowywać regiony słabiej rozwinięte? Czy ochrona granic zewnętrznych UE jest ważniejsza niż programy wymiany studentów? Czy naprawdę trzeba najpierw co roku wpłacać do wspólnej kasy w Brukseli 130 mld euro, żeby potem, przy udziale stada brukselskich biurokratów, je ponownie rozdzielać między płatników? Czy państwa członkowskie UE nie mogłyby same się z tym uporać? Czy Niemcy nie mogą same dotować swoich rolników, tylko muszą korzystać z unijnych urzędników i słono im za to płacić? Jakie dziś pilne i ważne zadania naprawdę wymagają wspólnych decyzji i wspólnego finansowania? Są to bardzo ważne pytania.
Na końcu prawnego i dyplomatycznego maratonu ws. przyszłego unijnego budżetu potrzebna będzie zgoda członków UE i Parlamentu Europejskiego.
Zgodnie z traktatami o UE decyzje budżetowe wymagają jednomyślności wśród państw członkowskich. Nie da się tu niczego uchwalić wbrew zgodzie Polski, Luksemburga, Malty czy Niemiec. To z kolei wymaga zdolności do kompromisu i, jak uczy doświadczenie, jeszcze wielu innych spotkań na szczycie. Aż, w 2019 roku, dojdzie do rozstrzygającego spotkania, które będzie się ciągnąć tak długo, aż jego rezultaty znowu wszystkich w jakimś stopniu zadowolą. Tak było w UE zawsze, ale może tym razem i tu będzie inaczej?
Za granicą rząd PiS ponosi same porażki, udział Morawieckiego w konferencji w Monachium był „katastrofą” – wszystko to nie szkodzi PiS w polityce wewnętrznej
Narodowi konserwatyści w Polsce prowadzą historyczną ofensywę, chcąc podporządkować historię racji stanu i wzbudzić w sojusznikach wyrzuty sumienia. Za granicą rząd ponosi na razie same porażki – czytamy w sobotnim wydaniu niemieckiego „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Mateusza Morawieckiego na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, w którym mówił między innymi o „żydowskich sprawcach”. Fot. Źródło: dw.de
W opublikowanym w sobotę (24.02.2018) materiale Schuller zwraca uwagę na „historyczną kontrofensywę” podjętą przez Jarosława Kaczyńskiego i jego politycznych sojuszników w trzecim roku sprawowania przez nich władzy.
Przejawami tej kampanii są jego zdaniem zarówno nowelizacja ustawy o IPN, jak i wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, w którym mówił między innymi o „żydowskich sprawcach”.
Zdaniem Schullera określenie użyte przez premiera „nie jest błędne, lecz jest oszczercze”. Byli Żydzi, którzy pomagali w zagładzie Żydów, a nawet, jako członkowie Sonderkommanda, obsługiwali krematoria. „W przeciwieństwie do kolaborantów z innych narodów, dla Żydów alternatywą wobec kolaboracji była najczęściej pewna śmierć, podczas gdy na przykład polscy +szmalcownicy+ zarabiali na szantażowaniu ukrywających się Żydów” – tłumaczy autor.
Jak pisze Schuller, Morawiecki „próbował bagatelizować tę różnicę”. O tym, że nie było to zwykłe przejęzyczenie, świadczy według FAZ złożenie przez premiera wieńca na grobie żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej na cmentarzu w Monachium. „Historycy zarzucają (tej jednostce), że systematycznie likwidowała nie tylko komunistów, lecz także Żydów” – czytamy w FAZ.
Według Schullera udział premiera w konferencji w Monachium był „katastrofą”. „Zamiast o uzasadnionych obawach Polaków o bezpieczeństwo, świat dyskutował o problemach Polaków z rozliczeniem się z kolaboracją” – pisze autor.
Schuller zaznacza, że ustawa o IPN jest „zła, ale nie taka zła, jak twierdzi jej wielu (krytyków)”. „W żadnym przypadku nie będzie karany każdy, kto będzie mówił o polskiej kolaboracji” – podkreśla.
Historyczna ofensywa polskiej prawicy
Faktem jest zdaniem niemieckiego dziennikarza „nowy język” stosowany przez polską prawicę w jej „historyczno-politycznej ofensywie”. „Opiera się ona na przekonaniu, że każdy rząd na świecie musi -konkurując z innymi (rządami) interpretować historię w sposób zgodny z racją stanu” – pisze Schuller. „Status ofiary opłaca się” – cytuje autor polskiego publicystę Marka Kochana.
Zdaniem Schullera Kaczyński uważa zarówno instrumentalne wykorzystywanie historii, jak również prawa i religii za uprawniony środek polityki światowej.
Szef PiS uważa – twierdzi Schuller – że Niemcy chcą zrzucić swoją winę na Polaków i polskich kolaborantów, aż pewnego dnia Polska będzie musiała „zapłacić odszkodowanie za niemieckich żołnierzy poległych w wojnie”. Polska akceptowała pedagogikę wstydu, zamiast „obudzić w sojusznikach nieczyste sumienie”.
Walka o sumienie świata
Schuller nazywa polskie działania w dziedzinie polityki historycznej „walką kogutów o sumienie świata”. Elementem tej walki jest jego zdaniem stawianie na jednej płaszczyźnie cierpień Żydów i Polaków pod pojęciem Polokaust, a także traktowanie obu tych narodów, jako współsprawców. Zwolennicy tej tezy na prawicy argumentują, że komunistyczny aparat terroru posługiwał się „chętnymi żydowskimi pomocnikami”.
Innym elementem jest opowieść o niepowtarzalności polskiego ruchu oporu, co zdaniem Schullera jest w większości prawdą. Wymienia w tym kontekście Powstanie Warszawskie. Z drugiej strony jednak byli też kolaboranci w rodzaju Brygady Świętokrzyskiej. „Fakt, że Morawiecki właśnie teraz ich upamiętnił, wpisuje się w imperatyw heroizacji, któremu narodowi konserwatyści chcą podporządkować historię” – czytamy w FAZ.
Nadzieje twórców historycznej ofensywy spełniły się tylko częściowo – ocenia Schuller. Ustawa o IPN i potknięcie Morawieckiego w Monachium nie zaszkodziło PiS w polityce wewnętrznej.
„W światowym pojedynku o historyczną dominację narracji ostatnie husarskie ataki były ciężkimi porażkami. Podjęta przez Kaczyńskiego próba przekucia sumienia w polityczną podrobioną walutę opłaciła się być może w kraju. Poza granicami (Polski) nikt jednak nie chce tych podrobionych banknotów” – konkluduje Schuller.
Seks za pieniądze. Dlaczego studentka została prostytutką?
Zazwyczaj zaczyna się od seksu oralnego i potem przechodzi się do zwyczajnego, na misjonarza. – mówi w rozmowie z Rafałem Gęburą Magda, która opowiada, dlaczego sprzedaje swoje ciało za pieniądze. Ilu ma klientów? – Od jednego klienta dziennie, do nawet kilkunastu. – Czy czuje się bezpiecznie? – Miałam w swoje pracy może jakieś dwie niemiłe sytuacje. Dla mnie seks jest jak pójście do kina albo do McDonald’s. Mogę pójść do McDonald’s z kimś, kogo nie lubię i dalej mi będzie smakował ten McDonald’s — wyznaje.

„7 metrów pod ziemią” – to internetowy talk-show o tematyce społecznej. Dziennikarz Rafał Gębura zabiera swoich gości na minus 3. piętro (7 metrów pod ziemią) jednego z warszawskich biurowców.
W każdym z odcinków Rafał Gębura przeprowadza wywiady na kontrowersyjne tematy społeczne. W podziemnym garażu zaproszeni goście dzielą się historiami ze swojego życia.
Tym razem Rafał Gębura rozmawia z 23-letnią Magdą, która opowiada, dlaczego od 2 lat sprzedaje swoje ciało za pieniądze.
df / thefad.pl / źródło: 7 metrów pod ziemią, youtube
Dariusz Stokwiszewski: Quo vadis Polsko?!

Dariusz Stokwiszewski
Polski rząd rozpętał „wojnę” propagandowo – ideologiczną” forsując nowelę ustawy o IPN. Po co to było?! Dla marnych pary tysięcy głosów „oszołomów”?! To tak kochacie Polskę? Czy może raczej koryta, które dziś są wypełnione po brzegi naszym dobrem?! To się wkrótce skończy
Po wielu różnych i niemających nic wspólnego z dyplomatycznym profesjonalizmem wpadkach polskiego rządu zjednoczonej prawicy (Beata Szydło + Mateusz Morawiecki), które zrujnowały niemal doszczętnie polski wizerunek oraz pozycję w świecie, zapewne wkrótce nadejdzie czas na „spłacenie należnego rachunku”. Oczywiście, nie sposób tu nie podkreślić, że płacić będziemy my – społeczeństwo, a nie „beztroski” (chyba jestem zbyt delikatny?) rząd PiS. Ten bowiem już dawno „odleciał”, bo zamiast wyciągać wnioski z niekompetencji przynajmniej części ministrów, to ich za nasze podatki nagradza.
Księga Koheleta (wybrane cytaty):
10.6.: wynosi się głupotę na stanowiska wysokie, podczas gdy zdolni siedzą nisko!
10.14.: A głupiec mnoży słowa. Nie wie (przecież) człowiek, co będzie, bo kto mu oznajmi, co będzie potem?
10.16.: Biada ci, kraju, którego królem jest prostak i gdzie książęta już z rana ucztują!
Jakież to prawdziwe, nawet po ponad trzech tysiącach lat! W Polsce sprawdza się niemal literalnie! Dziwne, czemu nie znają tego (lub dlaczego nie mówią o tym) hierarchowie?
Od czasu przejęcia rządów przez PiS i jego politycznych „klientów”, gotowych na każdy ruch, aby tylko utrzymać władzę, w Polsce zmieniło się niemal wszystko. I tak myślę, że pojęcie „zmieniło się” należałoby chyba zastąpić określeniem „rozwaliło się wszystko”!
Zmierzchało już – była godzina 16.30. Pracownicy wychodzili z biur; na placu Defilad, od Marszałkowskiej [Piotr Szczęsny] ustawił głośnik, z którego płynęły słowa piosenki Kocham wolność Chłopców z Placu Broni. Wokół siebie rozsypał ulotki i mówił przez megafon o tym, że protestuje przeciw łamaniu wolności obywatelskich. W torbie miał butelki z łatwopalnym płynem, którym się oblał się i podpalił, krzycząc Protestuję!
Na leżących ulotkach widać było znikające w ogniu słowa: Ja, zwykły, szary człowiek, taki jak wy, wzywam was wszystkich – nie czekajcie dłużej! Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej, zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj, zanim całkowicie pozbawi nas wolności. A ja wolność kocham ponad wszystko. (Chwała Pana pamięci Piotrze!)
Jakby się o tym wszystkim zapomniało, wszystko niby ucichło i ktoś mógłby pomyśleć, że oto kolejna, „całopalna ofiara” złożona na „Ołtarzu Ojczyzny” poszła na marne! Na pewno są tacy, którzy by chcieli, aby tak było, ale tak nie jest! Wolności jeszcze nas nie pozbawiono do końca, choć trwają liczne próby. Jeszcze funkcjonują resztki czegoś, co zwykło się nazywać w cywilizowanym zachodnim świecie – demokracją. Nie widać – powie ktoś – łamania niczego, może pan przecież pisać te swoje „androny”. Ja zaś odpowiem tak: istotnie, jeszcze mogę, ale jak długo nie wiem, skoro za stanie z różą w ręku na Krakowskim Przedmieściu, trafić można na komendę Policji, a później do sądu?
No właśnie – sądy i ci nasi porządni i przyzwoici w 99.99 % sędziowie, którzy nie dali się „kupić za stanowiska”. Wczoraj wieczorem (22 stycznia 2018 r.) przeczytałem na portalu WP, że PiS (po długich poszukiwaniach) znalazł wreszcie ‘aż 18.’ (ze wszystkich 10.000) polskich sędziów, kandydata do Krajowej Rady Sądownictwa (KRS). Osiemnastu na 10 tysięcy! No to ja lekko zmienię (z jak najlepszą intencją dla Polski) początek naszego hymnu: jeszcze Polska nie zginęła, póki sędziów mamy!
Dlaczego tak ważne jest to, by Polska pozostała w kręgu wpływu cywilizacji zachodniej i dalej była tym, czym dotąd; państwem dającym przykład innym, jak chronić najwyższe, uniwersalne wartości: demokrację, trójpodział władzy i konstytucję? Dlatego, że tysiące Polaków, na przestrzeni setek lat, nie po to ginęły, aby grupa „dziwnych, złych” ludzi w ciągu 2 lat zniszczyła to, o czym marzyli nasi przodkowie. Mamy za sobą najdłuższy, bo ponad siedemdziesięcioletni, okres bez wojny światowej w historii świata! Czy to komuś przeszkadza?
Rozumiem, gdyby ktoś odpowiedział, że producenci broni mogliby na tym skorzystać, ale dlaczego w Polsce zaczyna się obecnie coś, czego skutków przewidzieć nie można?! Dlaczego jest przyzwolenie na m.in. nacjonalizm, (który niektórzy głupcy porównują z patriotyzmem) czy neofaszyzm, który stał się już niemal oficjalny? Dlaczego akceptuje się (bo skutecznych działań nie widać) ksenofobię i rasizm?!
Jeden z senatorów PiS został zawieszony za coś, za co winien iść do więzienia. Na swoim portalu głosił nienawiść do Żydów. Czy on jedynym, który się z tym obnosi? Nie sądzę! Wystarczy tylko posłuchać niektórych „podpieraczy kolumn” w sejmie, czekających jak padlinożercy na dziennikarzy po to, aby przez chwilę zaistnieć w mediach. Ludzie ci plotą takie głupoty, jakich słuchać się nie chce! Najczęściej są to stałe osoby z PiS oraz Kukiz 15. A przy tej okazji; po co ich zapraszać w niedzielę do studia panie redaktorze Rymanowski? Przecież to obciach, kiedy facet znający się na piwie i nieposiadający, tak niezbędnego w sejmie, wyższego wykształcenia, chrzani Polakom swoje, pożal się Panie Boże, żenujące „mądrości”!
Polski rząd rozpętał „wojnę” propagandowo – ideologiczną” forsując nowelę ustawy o IPN. Po co to było?! Dla marnych pary tysięcy głosów „oszołomów”?! To tak kochacie Polskę? Czy może raczej koryta, które dziś są wypełnione po brzegi naszym dobrem?! To się wkrótce skończy, choć może nie dla was, bo macie wszystko. To, co robicie, zagraża jednak narodowi polskiemu; ten wam kiedyś wystawi rachunek za pieniądze zmarnowane na dzielenie społeczeństwa oraz kreowanie wypadku na zamach! Marzy się Jarosławowi Kaczyńskiemu „panteon sławy”?! Nawet jeśli postawi sto pomników nie tylko obok np. Garnizonu Miasta Stołecznego Warszawy, ale nawet na Krakowskim Przedmieściu czy Wawelu, to ktoś później (nowa władza) może to przecież zmienić. To tylko kamień, który „fałszować może historię” – powie ktoś, kto obejmie władzę po was!
Z tragicznej katastrofy lotniczej, która powaliła Naród, Macierewicz zrobił, za pana przyzwoleniem panie pośle Kaczyński, farsę! Zdeprecjonowaliście pojęcie „żałoby”, a to wielki grzech! Tego wam nikt nie wybaczy, spowodowała to wasza MAŁOŚĆ!
Za „chwilę” UE przystąpi do przydziału środków na kolejne lata 2021 – 2027. Angela Merkel chce powiązać wypłatę funduszów unijnych z przyjmowaniem uchodźców, ale też (jak niemal cała reszta jej państw członkowskich) z poszanowaniem demokratycznych zasad prawnych. Tu dodam panie Kaczyński, że pana przyjaciel W. Orban z pana zakpił, i to chyba nie pierwszy już raz, bo Węgry jednak przyjmą uchodźców!
Czy na brak środków też machniecie ręką w myśl zasady preferowanej przez Kazimierza Pawlaka (film „Sami swoi”): sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie?! Czy my mamy w Polsce porządne granaty, panie ministrze obrony?! Filmowy Pawlak miał nawet karabin!
Strach myśleć o przyszłości, kiedy ma się taki rząd! Polacy muszą to zrozumieć i znaleźć się gremialnie przy urnach w czasie tegorocznych i przyszłorocznych wyborów, aby wam powiedzieć „NIE”!
Z czego utrzymuje się Kościół w Polsce wszyscy wiemy. A jak to wygląda u naszych zachodnich sąsiadow?
W Niemczech nikt nie dyskutuje o cenach posług kościelnych związanych z sakramentami. Są one po prostu bezpłatne. Dzieje się tak za sprawą podatku kościelnego.
Podczas gdy w Polsce główne źródło utrzymania Kościoła to ofiary wiernych na tacę, w Niemczech trzon stanowi podatek kościelny, tzw. „Kirchensteuer”.
Podatek ten, płaci każdy obywatel, który przy zameldowaniu zadeklaruje swoją przynależność m.in. do Kościoła katolickiego, ewangelickiego czy gminy żydowskiej. Na tej podstawie, co miesiąc od wynagrodzenia pracodawca odprowadza na Kościół 9 procent podatku dochodowego. W krajach związkowych Bawaria i Badenia-Wirtembergia – 8 procent.
Statystyki pokazują, że podatek kościelny płaci około jednej trzeciej katolików i tyle samo członków kościoła ewangelickiego. Z podatku zwolnieni są bezrobotni, dzieci, studenci, renciści, zakonnicy, a także osoby o niskich zarobkach, nieprzekraczających 400 euro.
– Podatnik z rocznym dochodem 25 tysięcy euro płaci więc do kościelnej kasy prawie 370 euro rocznie — wylicza niemiecki portal www.katolisch.de.
Według danych Konferencji Episkopatu Niemiec (DBK) w roku 2012 dochód całkowity z podatku na Kościół katolicki wyniósł 5,2 mld euro i wzrósł w stosunku do roku poprzedniego o ponad 5 procent. Wpływy Kościoła ewangelickiego wyniosły 4,7 mld euro.
Choć podatek kościelny pokrywa aż 80 procent wszystkich wydatków Kościołów, to nie jest on jedynym źródłem finansowania. W Niemczech Kościoły zarabiają także na działalności gospodarczej, prowadzeniu szpitali, szkół czy wynajmie lokali i dzierżawie gruntów. Oprócz tego Kościoły otrzymują dotacje z fundacji, wspierane są datkami czy ofiarami wiernych.
Za co płacą podatnicy kościelni
– Z podatku kościelnego finansowane jest wszystkim duszpasterstwo, czyli wynagrodzenia personalne — mówi rzecznik prasowy archidiecezji w Hamburgu Manfred Nielen. Jego zdaniem, trudno dokładnie stwierdzić, ile w Niemczech zarabia kapłan, ale pensje te zbliżone są do wynagrodzeń nauczyciela.
Ponadto z budżetu kościelnego finansowane w dużej mierze utrzymuje się kościoły oraz instytucje kształcenia, takie jak szkoły, seminaria duchowne, akademie czy instytucje socjalne — przedszkola, szpitale, domy opieki, hospicja oraz organizacje charytatywne np. Caritas.
W każdej diecezji za budżet i podział dochodów z podatku kościelnego odpowiada Kirchensteuerrat (rada ds. podatku kościelnego). Dokładny plan przychodów i wydatków publikowany jest na stronach internetowych poszczególnych diecezji w dorocznym raporcie finansowym.
Cele budżetowe Kościoła ewangelickiego są bardzo podobne.
– W głównej mierze finansujemy działalność duszpasterską, szkoły i przedszkola, inwestujemy w kształcenie personelu oraz opłacamy utrzymanie budynków kościelnych — mówi Thomas Begrich, kierownik działu finansowego Kościoła Ewangelickiego w Niemczech (EKD).
Ile na tacę?
Oprócz podatku kościelnego, instytucje kościelne wspierać też można na niedzielnych nabożeństwach, dając na tzw. tacę.
– W Kościele katolickim obowiązuje zasada, wedle której dwie zbiórki w miesiącu przekazujemy na działalność społeczno-misyjną, a dwie zostają w parafii – wyjaśnia Manfred Nielen, ale dodaje, że parafianie są coraz mniej szczodrzy.
Z pieniędzy, które pozostają w parafii, opłaca się ogrzewanie, wystrój kościoła, a także finansuje się świadczenia dla bezdomnych czy pracowników socjalnych.
Druga połowa zebranych funduszy trafia do organizacji charytatywno-misyjnych, realizujących projekty w Niemczech czy w krajach tzw. Trzeciego Świata.
Niemcy średnio na tacę kładą od 1 do 5 euro. Podczas zwykłej niedzieli wysokość zebranej kwoty w archidiecezji hamburskiej wynosi ok. 30 tysięcy euro.
W kościołach pieniędzy zazwyczaj nie zbiera się na tace, tylko wrzuca do woreczka, tak, że nikt nie ma wglądu, czy ktoś wrzucił banknot, czy monety.
– To, ile udaje się uzbierać, zależy w dużej mierze od celu — zaznacza Thomas Begrich z EKD. Jego zdaniem, jeśli parafianie uznają cel za szczytny, potrafią być hojni. Podczas akcji społecznej „Chleb dla świata”, organizowanej w wieczór wigilijny, udaje się zebrać w całych Niemczech ponad 10 mln euro. W Kościele ewangelickim aż trzy zbiórki z tac przeznaczone są na działalność społeczną, a tylko jedna na dofinansowanie parafii.
Na nabożeństwach zawsze jest podawane, ile było datków przy poprzedniej kweście.
Cennik usług sakramentalnych
Ponieważ przeciętny wierny płaci na Kościół parędziesiąt euro miesięcznie, to opłaty za wszelkie posługi ze strony księży są z reguły bezpłatne.
– Msza święta chrzcielna, ślubna czy pogrzebowa nic nie kosztuje — podkreśla rzecznik prasowy archidiecezji w Hamburgu. I dodaje, że jedyne, za co trzeba zapłacić, to organista czy wystrój kościoła.
Podobnie w Kościele ewangelickim.
– Niewielkie opłaty pobierane są w przypadku, gdy np. para zażyczyła sobie ślub w popularnym, urokliwym kościele, np. gdzieś nad morzem – dodaje Thomas Begrich z EKD.
A jak wygląda rzeczywistość? Ile kosztuje chrzest, ślub czy pogrzeb kościelny, to częste pytania internautów. Na niemieckich forach internetowych znaleźć można różne opinie i cenniki. Podczas gdy udzielenie chrztu, zdaniem obecnych na forum rzeczywiście jest darmowe, to zdarza się, że za katolicki ślub trzeba zapłacić — a ceny wahają się od 15 do 50 euro. Do tego doliczyć należy organistę — ok. 50 euro i koszty wystroju kościoła. Niektóre pary przyznały, że w ramach opłaty złożyły na tacę większą sumę lub przekazały datki. W przypadku pogrzebu często doliczyć należy koszty wynajęcia kaplicy cmentarnej. – Co parafia, to zwyczaj — przyznaje jedna z internautek.
Dyskusja wre
Temat słuszności finansowania Kościoła poprzez wpływy z podatku kościelnego podejmowany jest w Niemczech dość często. Krytyków oburza fakt, że podatek kościelny determinuje przynależność do Kościoła. Jak pokazują statystyki, podatnicy w ostatnich latach coraz częściej decydują się wystąpić z Kościoła, by ominąć niekiedy bardzo wysokie podatki.
– Wystąpiłem z Kościoła kilka lat temu, kiedy okazało się, że muszę zapłacić 10 tysięcy euro podatku — przyznaje jeden niemiecki przedsiębiorca. Jak dodaje, zdarza mu się wstępować do kościoła, bo w Boga nie przestał wierzyć. Duchowni z kolei przyznają, że taki podatek to gwarancja niezależności Kościoła i pewność jego egzystencji.
(df) thefad.pl
Amnesty International: ponury obraz praw człowieka. Przepełniona nienawiścią retoryka przywódców zbiera przerażające żniwo
Przepełniona nienawiścią retoryka zbiera przerażające żniwo w postaci wszechobecnej dyskryminacji grup narażonych na marginalizację, ostrzega Amnesty International, publikując raport roczny podsumowujący stan przestrzegania praw człowieka na świecie.
Tegoroczny raport Amnesty International zatytułowany „Sytuacja praw człowieka na świecie” prezentuje 159 państw i dostarcza kompleksową analizę kondycji praw człowieka w dzisiejszym świecie. Najnowszy raport kreśli bardzo ponury obraz na temat sytuacji praw człowieka na świecie.
– Widmo nienawiści i strachu kładzie się cieniem na świecie, a w tych wzbudzających niepokój czasach tylko nieliczne rządy stają w obronie praw człowieka. Zamiast tego przywódcy tacy jak as-Sisi, Duterte, Maduro, Putin, Trump i Xi, bezwzględnie podważają prawa przysługujące milionom ludzi – zauważa Sekretarz Generalny Amnesty International Salil Shetty.
Niemniej Amnesty International dostrzega rosnące zaangażowanie ruchów społecznych – zarówno początkujących, jak i doświadczonych aktywistów działających na rzecz praw człowieka, co daje nadzieję na zatrzymanie narastającej opresyjności władz.
Światowi przywódcy odwracają się od praw człowieka
Wśród opisywanych w raporcie oznak regresu, wymienić można ograniczenia wolności zgromadzeń we Francji oraz próby ograniczenia praw kobiet obserwowane od USA, przez Rosję, aż po Polskę.
Słaba reakcja na zbrodnie przeciwko ludzkości i zbrodnie wojenne w Mjanmie, Iraku, Sudanie Południowym, Syrii, podkreśla tylko brak przywództwa w kwestii praw człowieka. Władze państw bezwstydnie cofają zegar historii o kilka dziesięcioleci, niwelując efekty trudnej walki o należną wszystkim ochronę.
Mobilizacja ruchów sprzeciwu – Coraz silniejsze społeczeństwo obywatelskie
Podobnie jak Amnesty International, także rzecznik Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka (UNHCHR) pokłada nadzieję w społeczeństwie obywatelskim. Pomimo że w wielu krajach społeczeństwa obywatelskie stoją pod dużą presją, w skali globalnej są one dużo silniejsze niż jeszcze 20 lat temu – podkreśla rzecznik UNHCHR.
Opór przeciwko społecznej niesprawiedliwości, nieprzestrzeganiu praw człowieka i izolowaniu mniejszości formuje się na całym świecie.
W Stanach Zjednoczonych powstał ruch #MeToo, który zmobilizował protesty przeciwko dyskryminacji kobiet. W Ameryce Łacińskiej inicjatywa „Ni Una Menos” przeciw przemocy wobec kobiet spowodowała uliczne protesty setek tysięcy ludzi. W Wenezueli i Iranie ludzie protestowali publicznie przeciwko wysokim cenom żywności i korupcji. W Polsce w roku 2017 powstał społeczny protest przeciwko reformom polskiego rządu ograniczającym niezawisłość wymiaru sprawiedliwości.w społeczeństwie obywatelskim.
Pomimo, że w wielu krajach społeczeństwa obywatelskie stoją pod dużą presją, w skali globalnej są one dużo silniejsze niż jeszcze 20 lat temu – podkreśla rzecznik UNHCHR.
– Niezłomność kobiet stojących na czele ruchów na rzecz praw człowieka raz jeszcze uświadamia nam, że nie można ugasić pragnienia równości, godności i sprawiedliwości. Wyraźnie odczuwamy, że ruchy protestu w skali globalnej przybierają na sile. Jeśli władze występują przeciwko nim, to ich legitymizacja słabnie – stwierdza Salil Shetty.
Wolności słowa
Według Amnesty International wykazywana przez przywódców skłonność do rozpowszechniania tzw. „fake news” w celu manipulowania opinią publiczną oraz ataki na instytucje kontrolujące władze pokazują, że w obecnym roku kluczowym obszarem działań w walce o prawa człowieka będzie ochrona wolności słowa.
– W 2018 roku nie możemy mieć pewności, że będziemy mogli swobodnie gromadzić się w ramach protestów lub krytykować władze. W rzeczywistości otwarte wypowiadanie się w licznych kwestiach staje się coraz bardziej niebezpieczne – ocenia Salil Shetty.
W raporcie zaznaczono, że w ubiegłym roku zabito setki działaczy, co związane było z dążeniem władz do uciszenia aktywistów i nałożenia mediom kagańca.
Największą liczbę dziennikarzy przetrzymywanych w więzieniu odnotowano w Turcji, Egipcie i Chinach, gdzie zmarł więziony od lat za krytykę rządu, laureat Nagrody Nobla Liu Xiaobo. Amnesty International przypomina, że doświadczyła pogróżek w związku ze swoją działalnością na Węgrzech oraz bezprecedensowych aresztowań swoich liderów w Turcji.
– Władze sądzą, że mogą ogłosić rozpoczęcie sezonu ataków na obrońców i obrończynie praw człowieka. Mogą zamknąć nasze gazety, osłabić pozycję sędziów i więzić działaczy, ale nie pozwolimy na to, by sznurowano nam usta. Jeśli legendarny chiński aktywista Liu Xiaobo nauczył nas czegoś, to właśnie tego, żebyśmy mówili władzom prawdę dokładnie wtedy, gdy wydaje się to niemożliwe – zauważa Salil Shetty.
Retoryka nienawiści
W raporcie położono nacisk na potrzebę otwartego występowania przeciwko retoryce nienawiści. Zwrócono uwagę na ksenofobiczne hasła podczas marszu nacjonalistów w Warszawie, wiecu białych suprematystów w Charlottesville (USA), jak również przeciwko brutalnej rozprawie ze środowiskami LGBTI od Czeczenii po Egipt.
– Posunięcia Donalda Trumpa oznaczały otwarcie nowej epoki w pogarszającej się sytuacji praw człowieka, ale nie były one odosobnione. Jeśli spojrzy się od Australii po Węgry, to można zobaczyć, że przywódcy od dawna traktują uchodźców i migrantów jako problem do usunięcia, a nie jako ludzi, którym przynależne są prawa człowieka – podkreśla Salil Shetty.
Ubóstwo i nierówność
Amnesty International ostrzega, że dopóki władze nie usuną przyczyn ubóstwa i nierówności, to wciąż występować będzie potencjał do jeszcze silniejszych niepokojów społecznych i protestów.
– Na całym świecie ludzie zmuszani są do życia w niedopuszczalnych warunkach, gdyż odmawia się im dostępu do odpowiedniej jakości jedzenia, czystej wody, opieki medycznej i schronienia. Brak możliwości korzystania z tych praw człowieka, w sposób nieograniczony podsycać będzie ludzką desperację. Od Wenezueli po Iran obserwujemy ogromny wzrost niezadowolenia społecznego – alarmuje Salil Shetty.
– Jesteśmy świadkami epoki, w której coraz liczniejsze grupy społeczne buntują się i domagają sprawiedliwości. Jeśli przywódcy nie dostrzegą tego, co stoi za protestami, to ostatecznie sami zostaną obarczeni winą za to zaniechanie. Nie ma żadnych wątpliwości, że ludzie domagają się poszanowania praw człowieka i to na władzach spoczywa obecnie ciężar odpowiedzialności za to, by wsłuchały się w ich głos, mówi Salil Shetty.
(df) thefad.pl / Amnesty International
Klęska smogowa. Polska złamała przepisy UE w sprawie ochrony jakości powietrza
Polska złamała przepisy UE w sprawie ochrony jakości powietrza – orzekł w czwartek Trybunał Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. Ale do kar finansowych dla Polski jest bardzo daleko.
Polska jest drugim krajem UE (po Bułgarii), w przypadku którego Trybunał w Luksemburgu orzekł złamanie przepisów nakazujących utrzymywanie jakości powietrza, które nie szkodzi zdrowiu, bądź wdrażanie szybkich i jasnych planów, by tę jakość poprawiać. Polska jest od lat w niechlubnej czołówce najbardziej zanieczyszczonych krajów UE, a dopuszczalne średniodobowe normy dla pyłu, które wynoszą 50 mikrogramów na metr sześcienny, przekracza o kilkaset procent nawet przez 150 dni na rok. „Sam fakt przekroczenia dopuszczalnych wartości stężenia PM10 w otaczającym powietrzu wystarczy do stwierdzenia uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego” – podkreślił Trybunał Sprawiedliwości UE.
– Jednym z zarzutów podnoszonych w skardze Komisji Europejskiej był brak norm dla paliw stałych. Przez zaniechanie ministra Krzysztofa Tchórzewskiego do polskich domów sprzedawany jest węgiel zasiarczony, zawilgocony, o wysokiej zawartości popiołu, a nawet odpady węglowe. Na tej sytuacji korzysta jedynie lobby węglowe, a płacimy za nią pogorszonym stanem zdrowia my wszyscy – powiedział Marek Józefiak z Greenpeace Polska. Szacuje, że co roku z powodu zanieczyszczenia powietrza w naszym kraju umiera przedwcześnie 47 tys. osób. – Opóźnianie wprowadzenia norm jakości węgla, za które odpowiedzialny jest minister energii Krzysztof Tchórzewski, sabotuje pracę premiera Mateusza Morawieckiego na rzecz czystego powietrza. Bez wyeliminowania najgorszej jakości paliw nie ma mowy o rozpoczęciu poważnej walki ze smogiem – dodał Marek Józefiak z Greenpeace.
Antysmogowe plany Morawieckiego
Jeśli Polska nie zareagowałaby na dzisiejsze (22.02.2018) orzeczenie żadnymi nowym działaniami antysmogowymi, Komisja Europejska mogłaby – po kilku, kilkunastu miesiącach – wszcząć kolejne postępowania prowadzące do rozprawy w Luksemburgu i grożące Polsce wielomilionowymi kartami. To jednak jest teraz mało prawdopodobne. Bułgaria po orzeczeniu z zeszłego roku przyjęła, w porozumieniu z Komisją Europejską, plan działań na rzecz czystszego powietrza. Także rząd Mateusza Morawieckiego zamierza jeszcze dziś ogłosić nowe plany antysmogowe dla Polski. Morawiecki w tej kwestii współpracuje z Komisją Europejską.
Długa lista krajów na cenzurowanym
Bruksela od kilkunastu tygodniu przykręca śrubę wielu innym krajom UE, które także zbyt długo bagatelizowały unijne przepisy o powietrzu. Komisarz UE Karmenu Vella blisko dwa tygodnie temu zaprosił do Brukseli ministrów z Niemiec, Francji, Wlk. Brytanii, Włoch, Hiszpanii, Rumunii, Węgier, Czech i Słowacji, by postraszyć ich wszczęciem postępowań antynaruszeniowych w związku z brudnym powietrzem. Te postępowania mogą ostatecznie prowadzić przez Trybunał w Luksemburgu.
Komisarz Vella zażądał przedstawienia planów antysmogowych w tych tygodniach, a Komisja w marcu zdecyduje, czy rozpocząć postępowania. Niemcy przebąkują o promowaniu transportu publicznego (przez obniżanie cen biletów lub nawet wprowadzanie darmowych przejazdów), ale głównym kłopotem w planach Berlina jest brak odpowiedzi, jak szybko obniżyć emisje z elektrowni na węgiel kamienny i brunatny. Natomiast Francuzi dużo rozprawiają w Brukseli o samochodach elektrycznych.
Ratunek w sądach krajowych?
Choć Trybunał w Luksemburgu to potężne narzędzie do egzekwowania unijnego prawa, to Komisja Europejska – jak wynika z naszych rozmów w Brukseli – coraz bardziej liczy na nacisk organizacji pozarządowych, ich kampanie informacyjne oraz krajowe pozwy sądowe ze strony obywateli, NGO, a nawet organizacji samorządowych. W Europie od miesięcy rośnie liczba takich skarg na władze. Przykładowo, rząd Francji został niedawno zobligowany przez francuski sąd, by do końca marca przedstawił wiarygodny plan walk z emisjami dwutlenku azotu.








