Tłumacz przysięgły – zawód zaufania publicznego

Praca tłumacza przysięgłego wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Osoby te zajmują się niezwykle precyzyjnym przekładem dokumentów, m.in. umów, świadectw, wyroków oraz opinii sądowych, dokumentów, aktów urodzin, śmierci czy ślubu, sprawozdań finansowych, dokumentów bankowych, celnych oraz medycznych, dyplomów ukończenia szkół itp. Nic dziwnego, że tłumacz przysięgły – we Wrocławiu, Krakowie czy Warszawie – to zawsze zawód zaufania publicznego.

Te niezwykle ważne dokumenty muszą zostać jak najwierniej przetłumaczone, gdyż nawet drobny błąd może zmienić ich sens. Jeśli dane tłumaczenie jest specjalistyczne, dokonuje go tłumacz specjalista, a tłumacz przysięgły je uwierzytelnia. Wiąże się to z ogromną odpowiedzialnością zawodową, dlatego w oczach społeczeństwa tłumacz przysięgły jest osobą zaufania publicznego.

Tłumacz przysięgły – osoba zaufania publicznego

Tłumacz nie tylko musi potwierdzić swoje kwalifikacje, ale także mieć odpowiednie predyspozycje, aby nawiązać relację z klientem, a także pozyskać informacje prywatne, często poufne. Wymagane jest więc, aby kierował się szczególną etyką zawodową. To wszystko sprawia, że tłumacz przysięgły zyskuje status osoby zaufania publicznego oraz prestiż. Oznacza to, że wykonuje niezwykle ważną pracę, zdobywając zaufanie klienta i ciesząc się uznaniem w oczach społeczeństwa.

Mimo że w polskim systemie prawnym nie sformułowano definicji zawodów zaufania publicznego, nikt nie ma wątpliwości, że zawód tłumacza przysięgłego widnieje na tej nieoficjalnej liście. W końcu klienci – zarówno osoby prywatne, firmy, jak i organy państwowe – powierzają mu najważniejsze dokumenty.

Kodeks Tłumacza Przysięgłego

Tłumacza obowiązuje ponadto Kodeks Tłumacza Przysięgłego, w którym zawarto zasady etyki zawodowej oraz podstawowe reguły praktyki. Każdy wykonujący ten zawód ma także świadomość odpowiedzialności, gdyż po zdanym egzaminie odbywa się uroczyste ślubowanie przed Ministrem Sprawiedliwości. Taka procedura obowiązuje każdego tłumacza przysięgłego – we Wrocławiu, Katowicach czy dowolnym innym mieście.

Każdy tłumacz przysięgły – języka angielskiego, niemieckiego czy wszelkiego innego – powinien dysponować oryginałami dokumentów. Zdarzają się jednak sytuacje, że zmuszony jest pracować na kopii, ale wtedy jest zobowiązany zamieścić taką informację. Ponadto przetłumaczony dokument zostaje podpisany przez tłumacza i opatrzony pieczęcią oraz datą i numerem wpisu do repertorium.

Jak zostać tłumaczem przysięgłym angielskiego lub innego języka obcego?

Najwięcej kandydatów zdaje egzamin na tłumacza przysięgłego języka angielskiego. Tłumacz przysięgły zwykle odznacza się wysokimi umiejętnościami lingwistycznymi – musi świetnie znać język, a także odbyć odpowiednią praktykę, aby wykonywać swój zawód jak najlepiej. Ponadto od 2004 roku trzeba zdać dwuczęściowy egzamin państwowy i w ten sposób potwierdzić swoje kwalifikacje.

 

 


Ks. Wojciech Lemański: Panie premierze Morawiecki, o to Pan zabiegał? Nadal uważacie prezesa za geniusza?

Wpływowa organizacja żydowska rozpoczęła zbiórkę podpisów pod petycją, która wzywa Biały Dom do zerwania stosunków dyplomatycznych z Polską do czasu wycofania nowelizacji ustawy o IPN.

Organizatorzy, Ruderman Family Foundation tłumaczą, że nigdy nie pozwolą na negowanie Holocaustu w Polsce i zachęcają „w imieniu 6 milionów Żydów” do podpisania petycji „Stany Zjednoczone muszą zawiesić relacje z Polską”.

Panie premierze Morawiecki, o to Pan zabiegał?

Do petycji amerykańskiej organizacji żydowskiej w USA, apelującej do zawieszenia stosunków z Polską odniósł się m.in. ks. Wojciech Lemański.

Na swoim profilu na Facebooku, pyta premiera Morawieckiego, polityków partii rządzącej, prawicowych dziennikarzy i przedstawicieli polskiego kościoła: czy nadal uważają Jarosława Kaczyńskiego za geniusza?

Panie premierze Morawiecki, o to Pan zabiegał? Panie senatorze Żaryn, o to Panu chodziło?

Panie Jedraszewski z Forum Żydów Polskich, nadal Pan uważa, że nic się nie stało?

Bracia Karnowscy, panowie Ziemkiewicz, Sakiewicz, Lisicki, odtrąbicie teraz wasz sukces?

Panie Kurek, Mazurek Ogórek, Pawłowicz – nadal uważacie prezesa za geniusza?

A wy polscy biskupi Markowski, Gądecki, Cisło. Czy wy również uważacie, że to, co wyczyniają politycy i publicyści „dobrej zmiany” z pamięcią ofiar Holokaustu, to nie jest sprawa Kościoła?

Wczoraj nie było z tym dobrze. Dziś jest z tym bardzo źle. A jak będzie jutro?pyta ks. Wojciech Lemański.

 

Duża, znana fundacja w USA

Z kolei Bartosz Węglarczyk odniósł się do pojawiających się sugestii, że kampanię wywołała niszowa organizacji Żydowska.

„Organizacja stojąca za wideo o „polskim Holocauście” nie jest niszowa. To duża, znana fundacja w USA.” – napisał na Twitterze Bartosz Węglarczyk.

Węglarczyk przytacza również wypowiedź profesor Harvardu, byłego rzecznika Departamentu Stanu USA, który podkreśla, iż Coraz wyraźniej antydemokratyczny rząd RP i jego fatalna ustawa o Holocauście sprawiają, że Polska staje się wyrzutkiem Europy.

 

(df) thefad.pl

 


Wyznania trolla — Rosjanki, zatrudnionej w jednej z „fabryk trolli”, skąd rzekomo wywierano wpływ na amerykańską kampanię prezydencką

Ludmiła Sawczuk była pracownicą jednej z rosyjskich fabryk trolli w Sankt Petersburgu. Była nie tylko trollem, ale i demaskatorską wtyczką.

Ludmiła Sawczuk pracowała w fabryce trolli w Sankt Petersburgu. Fot. Źródło: dw.de

Deutsche Welle: Czy zna Pani jednego z 13 Rosjan z tak zwanej fabryki trolli w Sankt Petersburgu, przeciwko którym w USA wniesione zostały akty oskarżenia, ponieważ rzekomo mieli oni m.in. przez media społecznościowe wywierać wpływ na amerykańską kampanię prezydencką w roku 2016?

Ludmiła Sawczuk: Zanim zaczęłam tam pracować, znałam trzy nazwiska: Prygoszin, Burczik i Bystrow (rzekomi czołowi pracownicy fabryki trolli – red). Media pisały o nich już w roku 2014. Jeżeli chodzi o innych z tych 13 oskarżonych, oglądałam ich profile na portalach społecznościowych. Są oni zaprzyjaźnieni z ludźmi, których spotkałam w fabryce trolli.

DW: Co to są za osoby, które w USA postawione zostały w stan oskarżenia?

LS: Sądzę że są to zupełnie zwyczajni pracownicy, jakich było wielu. Są to ludzie, którzy szybko zrobili karierę i realizowali program narzucony im od góry.

DW: Jak wygląda praca w takiej fabryce? Jakie są procedury?

LS: Kiedy ktoś przychodzi do pracy, na komputerze znajduje już przydzielone mu zadanie. Codziennie są nowe listy tematyczne, a Stany Zjednoczone są zawsze jednym z trzech lub pięciu top tematów. Kto ma zajmować się komentarzami w mediach lub na portalach społecznościowych, ten otrzymuje to zadanie ustnie.

„Dla zarobku”

DW: Ilu pracowników ma fabryka trolli?

LS: Nie wiem dokładnie, ale około 1000 osób. Jest to liczba podawana przez osoby, które pracowały tam jeszcze do niedawna. Jest jeszcze więcej takich fabryk. Firma na ulicy Sawuszkina jest najbardziej znana i teraz się nota bene przeprowadza. Trolle z Moskwy są mniej znani niż ci z Petersburga. Przypuszczalnie w Petersburgu działa największa fabryka; jest też szereg osób pracujących z domu.

DW: Co wie Pani o szeregowych pracownikach?

LS: To zazwyczaj młodzi ludzie, mniej więcej dwudziestoletni, którzy przyszli tam do pracy, żeby zarabiać pieniądze. Można tam stosunkowo dobrze zarobić, pracuje się przez dwa dni, a potem ma się dwa dni wolne. Pracują tam także ludzie z innych miast, a nawet z Ukrainy. W Petersburgu trzeba przyzwoicie zarabiać, żeby zapłacić chociażby za czynsz.

DW: W Stanach Zjednoczonych zarzuca się Rosjanom ingerencję w amerykańskie wybory, Czy jest to prawdopodobne czy jest to przesada.

LS: Nikt nie wie, jak duży był ich wpływ, i nie wiadomo, jak niektórzy Amerykanie zmieniali swoją decyzję, na kogo zagłosują. Ale bez wątpienia była taka ingerencja. Nawet jeżeli tylko jedna jedyna osoba napisała coś za pieniądze po angielsku amerykańskim użytkownikom na mediach społecznościowych, to już byłoby to próbą ingerencji. Nie mam wątpliwości, że amerykańskie oskarżenie jest słuszne. Oczywiście to nie było ani 13, ani 130 osób. Za nimi kryje się szeroko zakrojona działalność, która wciąż jeszcze ma miejsce. Sądzę, że przeciwko ludziom na tej liście jest dość materiału dowodowego, aby postawić je w stan oskarżenia.

 

 

 


Izraelski dziennikarz, który w Monachium pytał Morawieckiego o ustawę o IPN: byłem wściekły, miałem łzy w oczach

Oczekiwałem, że premier wyrazi współczucie, solidarność. Kiedy usłyszałem jego odpowiedź, byłem wściekły – mówi w wywiadzie dla Deutsche Welle Ronen Bergman – izraelski dziennikarz, autor książki o historii izraelskiego wywiadu – Mossadu. Ronen Bergman, pisze m.in. dla „Yedioth Ahronoth” czy „The New York Times”. Bergman jest pecjalistą ds. wojskowych i wywiadowczych.

Izraelski dziennikarz, który w Monachium pytał Morawieckiego o ustawę o IPN: byłem wściekły, miałem łzy w oczach

Izraelski dziennikarz Ronen Bergman. Fot. Źródło: dw.de

Ronen Bergman – izraelski dziennikarz, którego pytanie zadane premierowi Morawieckiemu na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium wywołało polsko-izraelski kryzys dyplomatyczny, jest bardzo zajętym człowiekiem. Zaczepiam go na korytarzu monachijskiego hotelu Bayerischer Hof krótko po przemówieniu Benjamina Netanjahu. – Bardzo się spieszę na wykład, ale proszę napisać – rzuca w biegu wręczając mi wizytówkę. W Monachium nie udało się nam spotkać na wywiad. Wczoraj odezwała się jednak jego asystentka. – Nadal chce Pan porozmawiać z Ronenem? – napisała, podając mi numer telefonu.

Deutsche Welle: Spodziewał się Pan, że pańskie pytanie zadanie polskiemu premierowi w Monachium wywoła taką dyplomatyczną burzę?

Nie, w ogóle nie. Tak naprawdę, to w ogóle nie zamierzałem zadawać tego pytania, nie byłem do tego przygotowany. Jedynym powodem, dla którego zabrałem głos było to, że w swoim wystąpieniu, którego uważnie słuchałem, polski premier w ogóle nie odniósł się do tego bardzo ważnego tematu (nowelizacji ustawy o IPN – DW). A jestem przekonany, że wie, jak ważna to sprawa i byłem pewny, że się do tego odniesie. Kiedy tego nie zrobił, pomyślałem, że trzeba zapytać. Chciałem zadać bardzo ogólne pytanie, ale kiedy miałem już mikrofon w ręce, zostałem przygnieciony wszystkimi wspomnieniami mojej matki i rodziny. Pytanie zrobiło się osobiste, za co zresztą przeprosiłem.

DW: Był Pan zaskoczony odpowiedzią, którą Pan usłyszał?

Bardzo! Byłem przekonany, że premier powie coś wypełnionego empatią, współczuciem. Że wyrazi jakąś solidarność i odniesie się do pytania w sposób dyplomatyczny. Ale nie wyraził żadnego współczucia, a w dodatku udzielił tej oburzającej odpowiedzi o polskich, żydowskich, rosyjskich i ukraińskich sprawcach.

DW: Polski premier nie zamierza przepraszać za swoje słowa. Czy oczekiwałby Pan takich przeprosin?

Nie znam się na polskiej polityce, więc nie wiedziałem, czy mam się tego spodziewać, czy nie. Ale pozostaje faktem, że nawet komunikat opublikowany przez rzeczniczkę polskiego rządu jest tylko z pozoru wyjaśnieniem, tak naprawdę niczego nie wyjaśnia. Nie jest to wycofanie się, ani przeprosiny. To jakiś rodzaj dyplomatycznego, niejasnego języka, który w zasadzie niczego nie mówi.

Wielokrotnie odsłuchałem odpowiedź udzieloną mi przez premiera w Monachium. Na jej podstawie można stwierdzić, że słowa premiera nie były jakimś niezaplanowanym językowym lapsusem. Myślę, że powiedział coś, czego być może żałuje – biorąc pod uwagę tę dyplomatyczną burzę – ale, myślę, że to co powiedział, było bardzo szczerym odzwierciedleniem tego co myśli.

DW: Jak Pan reaguje, gdy słyszy o „żydowskich sprawcach” w czasie Holocaustu?

Byłem tak zszokowany i wściekły, że oczy zaszły mi łzami. To nieprawdopodobne, to próba pisana historii na nowo.

DW: Ale czy rozumie Pan obawy Polaków co do narracji dotyczącej czasów wojny i Holocaustu? Polacy – którzy są jedną z najliczniejszych grup niemieckich ofiar – czują się zniesławiani tym, że łączy się ich z niemieckimi zbrodniami. Polacy stanowią też największa grupę Sprawiedliwych wśród Narodów Świata w instytucie Jad Waszem.

Myślę, że powinniśmy przedstawiać fakty takimi, jakimi są, a nie je ignorować. Stwierdzenie, że Holocaust został zainicjowany i wykonany przez nazistów, jest oczywiście prawdziwe.

Obozy koncentracyjne i obozy zagłady, które powstały na polskim terytorium, zostały utworzone przez niemieckie siły i niemieckie władze. I nie ma nikogo, kto wątpiłby w to, że było wielu Polaków, którzy pomagali Żydom i ich ratowali. Nikt nie próbuje, nawet nie ośmiela się, tego podważać. Problem w tym, że zgodnie z wieloma opracowaniami historycznymi, choćby z Jad Waszem, istniała znaczna grupa Polaków, którzy pomagali nazistom. I tego nie powinno się ignorować. Próba mówienia, że było raptem kilku przestępców pomagających nazistom i stawianie ich na równi z żydowskimi przestępcami, jest niedorzeczne. To nowa wersja negowania Holocaustu.

Chciałbym jeszcze dodać, że w ostatnich dniach przetłumaczyłem sobie to, co pisze się w polskich mediach społecznościowych i na polskich prawicowych portalach. I to, co tam jest napisane, to kolejny dowód na to, że wypowiedź polskiego premiera nie była wpadką czy pomyłką, tylko odzwierciedla sposób rozumienia historii, który jest kompletnie fałszywy.

Porównywanie faktu, że Niemcy wyznaczali Żydów, pod groźbą śmierci, żeby pomagali im w getcie, do współpracy, na jaką niemieccy okupanci mogli liczyć ze strony Polaków, jest oburzające. Zresztą nawet po wojnie, kiedy w Polsce nie było już nazistów, zdarzały się tam antyżydowskie pogromy.

Myślę, że to nowe prawo (o IPN – DW) odniesie i już odnosi dokładnie odwrotny skutek od zamierzonego i przykuje jeszcze większą uwagę do przestępstw popełnionych przez Polaków w czasie wojny.

DW: Izraelska reakcja na całą nowelizację ustawy o IPN jest bardzo emocjonalna. Dokąd zaprowadzi nas ta eskalacja?

Myślę, że Izraelczycy, izraelscy politycy i opinia publiczna, nie odpuszczą i nie złagodzą swojego tonu tak długo, jak polski parlament nie wycofa się z tego prawa, zwłaszcza po tym co wydarzyło się w Monachium. Poza tym, według relacji rozpowszechnionych w Izraelu, polski rząd obiecał Izraelowi, że nie wprowadzi tych przepisów, dopóki nie nastąpi dalszy dialog między obu krajami i dopóki sprawy nie przepracują grupy ekspertów, ale tę obietnice polski rząd złamał – tak przynajmniej przedstawiają to izraelskie władze.

 

 

 

 


Alarmujący raport NIK o policyjnych samochodach służbowych

Policja ma za mało służbowych pojazdów i ta sytuacja nie zmienia się od lat. W miarę możliwości i dostępnych środków policyjna flota była unowocześniana i uzupełniana, jednak skala potrzeb jest wciąż duża.

Alarmujący raport NIK o policyjnych samochodach służbowych

Wyeksploatowane radiowozy

Problemem jest zaawansowany wiek i wyeksploatowanie radiowozów – jedna czwarta przejechała ponad 200 tys. km, a co siódmy pojazd powinien zostać wycofany z użytkowania. Niepokoi także fakt, że zdecydowana większość policjantów nie przeszła przeszkolenia z technik doskonalenia jazdy, a znaczny ich odsetek nie może kierować pojazdami uprzywilejowanymi, z uwagi na brak wymaganego zezwolenia.

W latach 2015-2016 średnio co trzeci policyjny pojazd uległ uszkodzeniu. W połowie przypadków z winy samych funkcjonariuszy.

Flota transportowa policji liczy blisko 22 tys. pojazdów i jest bardzo zróżnicowana pod względem marek. Policja najwięcej pojazdów zakupiła w latach 2008-2009, i po kilku „chudych” latach dopiero od 2014 r. wydatki na zakup policyjnych pojazdów znów zaczęły rosnąć. W latach 2015-2016 zakupiono ogółem ponad 3,5 tys. pojazdów (tj. o prawie 180 proc. więcej niż w latach 2012-2013).

Ograniczone wydatki z budżetu

Wydatki na ten cel wyniosły niemal 286 mln zł. Poza zwiększeniem finansowania z budżetu państwa, wzrost ten możliwy był m.in. dzięki wsparciu samorządów lokalnych, które przekazały na ten cel ponad 58 mln zł (umożliwiło to zakup 1855 pojazdów).

Alarmujący raport NIK o policyjnych samochodach służbowych
Źródło: Najwyższa Izba Kontroli

Zdecydowana większość jednostek policji (23 z 25) nie dysponowała sprzętem transportowym na poziomie odpowiadającym ustalonym normom, mimo większych zakupów w ostatnich latach i obniżenia w 2015 r. wymagań, co do liczby niezbędnych pojazdów (o ponad 2500 sztuk).

W poszczególnych jednostkach (23), łącznie do ustalonych dla nich norm, brakowało na koniec 2015 roku – 593 pojazdów, a na koniec 2016 roku – 636. Największe niedobory dotyczyły furgonów, samochodów osobowych terenowych oraz pojazdów specjalistycznych.

Użytkowane przez policję pojazdy są w znacznym stopniu wyeksploatowane. Średni wiek użytkowanych samochodów osobowych wynosił ok. 7 lat, osobowych terenowych niemal 8, a furgonów ponad 8,5 roku. Jednocześnie przebieg co czwartego pojazdu w tych grupach przekraczał 200 tys. km.

W 2015 r. zmieniono kryteria uznawania sprzętu za zużyty, co istotnie wpłynęło na obniżenie liczby pojazdów, które powinny zostać wycofane z eksploatacji – z 40 proc. stanu wyposażenia w styczniu 2015 r. do 13 proc. w lipcu 2015 r. Jednakże pomimo zmiany kryteriów uznawania sprzętu za zużyty, na koniec 2016 roku w jednostkach policji nadal użytkowano 14 proc. pojazdów nadających się do wycofania z eksploatacji. Samochody nie były wycofywane z automatu, gdy spełniały kryteria do wycofania, i między innymi z powodu braków sprzętowych najczęściej jeździły dalej.

Alarmujący raport NIK o policyjnych samochodach służbowych. Źródło: Najwyższa Izba Kontroli

Zdaniem większości ankietowanych przez NIK policjantów, liczba sprzętu transportowego oraz jego stan techniczny nie były wystarczające do prawidłowej realizacji zadań. Ponad 46 proc. ankietowanych funkcjonariuszy wskazuje na ograniczoną dostępność pojazdów służbowych, co skutkuje koniecznością zmiany terminu realizacji zadań i wydłużeniem czasu reakcji na zgłoszenie.

Wielu policjantów nie może kierować pojazdami uprzywilejowanymi

Przy przyjmowaniu do służby w policji nie ma wymogu posiadania prawa jazdy. Nie jest to jednak poważny problem, gdyż jednie 3 proc. policjantów nie miało uprawnień do kierowania pojazdami (w 10 skontrolowanych jednostkach).

W ocenie NIK alarmujący jest z kolei fakt, że znaczny odsetek policjantów nie może kierować pojazdami uprzywilejowanymi. Ponad połowa funkcjonariuszy (51 proc.) w komendach wojewódzkich i jedna trzecia w komendach powiatowych (31 proc.) nie posiadało zezwoleń na wykorzystanie służbowych pojazdów jako uprzywilejowane. Także system kształcenia i doskonalenia zawodowego w policji nie zapewniał odpowiedniego przygotowania funkcjonariuszy do kierowania takimi pojazdami.

Ponad 80 proc. ankietowanych policjantów używało pojazdów uprzywilejowanych. Co piąty ankietowany włączał sygnały uprzywilejowania, pomimo braku wymaganego zezwolenia. Z kolei co dziesiąty ankietowany policjant nie użył pojazdu służbowego jako uprzywilejowanego w sytuacjach tego wymagających, gdyż nie miał zezwolenia (co mogło mieć negatywny wpływ na skuteczność interwencji).

Brak szkoleń

Potrzeby szkoleniowe policjantów z doskonalenia techniki jazdy tylko w niewielkim stopniu były zaspokajane. Głównie przechodzili je funkcjonariusze pionu ruchu drogowego. W 2015 r. na kursach centralnych przeszkolono jedynie 153 policjantów, a w 2016 r. 240 (co stanowiło odpowiednio 9 i ponad 12 proc. zgłoszonego w tych latach zapotrzebowania).

Niewielka była także skala organizowanych w kontrolowanych jednostkach szkoleń lokalnych w zakresie doskonalenia techniki kierowania pojazdami. W trzech z czterech skontrolowanych garnizonów takie przeszkolenie przeszło 8 proc. policjantów kierujących radiowozami.

W procesie szkolenia policjantów nie wykorzystywano nowoczesnego symulatora kierowania pojazdami, który był na wyposażeniu Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie. Został on skonstruowany w 2014 r. w ramach projektu współfinansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, na którego realizację wydatkowano niemal 6,5 mln zł. 

W większości skontrolowanych jednostek (poza dwoma: Komendą Miejską Policji w Przemyślu i Komendą Powiatową Policji w Prudniku), przed przekazaniem policjantom pojazdów służbowych do użytkowania, nie weryfikowano ich predyspozycji oraz umiejętności kierowania radiowozami.

NIK podkreśla, że spośród skontrolowanych jednostek, jedynie Komenda Wojewódzka Policji w Opolu przed wydaniem po raz pierwszy zezwolenia na kierowanie pojazdami uprzywilejowanymi, wprowadziła w jednostkach podległych, obowiązek sprawdzenia umiejętności praktycznych prowadzenia radiowozu w typowych warunkach służby.

Znaczna częśc wypadków spowodowana brakiem należytej ostrożności

Każdego roku uszkodzeniu ulegał średnio co trzeci pojazd służbowy, a w całej policji do szkód dochodziło średnio niemal co godzinę. W 2015 r. odnotowano – 8253 szkód w służbowym sprzęcie transportowym, a w 2016 r. – 7776. Ponad połowa szkód w pojazdach służbowych w latach 2015-2016 (niemal 9 tys. z 16 tys.), powstała z winy funkcjonariuszy oraz pracowników policji. Może to wynikać z braku szkoleń z technik jazdy oraz braku weryfikacji rzeczywistych umiejętności policjantów za kierownicą. Znaczna część tych szkód wynikała także z braku należytej ostrożności lub z nieprawidłowego wykonania prostych manewrów jak parkowanie, cofanie i zawracanie.

W skontrolowanych jednostkach blisko 90 proc. sprawców zdarzeń nie ukończyło szkolenia w zakresie doskonalenia techniki jazdy. Z ustaleń kontroli wynika, że jedynie niewielki odsetek szkód – w 2016 roku ok. 10 proc. – powstał podczas używania pojazdów jako uprzywilejowane.

Alarmujący raport NIK o policyjnych samochodach służbowych. Źródło: Najwyższa Izba Kontroli

Naprawy nie gwarantowały  sprawności technicznej

W ocenie NIK, organizacja obsługi i napraw pojazdów była nieefektywna i nie gwarantowała zapewnienia ich sprawności technicznej. Na początku 2017 r. w policji funkcjonowało 35 stacji obsługi pojazdów (wyposażonych w 573 stanowiska do wykonywania obsług i napraw) oraz 66 punktów obsługi technicznej (ze 134 stanowiskami). Własnych stacji obsługi nie posiadały Komenda Stołeczna Policji (największy garnizon w Polsce) oraz Komenda Wojewódzka Policji w Poznaniu.

Alarmujący raport NIK o policyjnych samochodach służbowych. Źródło: Najwyższa Izba Kontroli

Wszystkie skontrolowane stacje obsługi pojazdów nie posiadały części podstawowego wyposażenia (określonego przez Komendanta Głównego Policji), specjalistycznych urządzeń oraz narzędzi umożliwiających pełną diagnozę usterek, a następnie naprawę zaawansowanych technologicznie pojazdów. NIK odnotowała także problemy z zatrudnieniem wykwalifikowanych pracowników w policyjnych warsztatach.

Radiowozy bez badań technicznych

Skontrolowane komendy nie prowadziły rzetelnych analiz ekonomicznej zasadności utrzymania dotychczasowego modelu obsługi i napraw sprzętu transportowego, opartego głównie na wykorzystaniu potencjału własnych warsztatów. W połowie objętych kontrolą komend wojewódzkich NIK stwierdziła też, że przy dokonywaniu zakupów części zamiennych lub zlecaniu napraw pojazdów, naruszane były przepisy o zamówieniach publicznych.

W większości skontrolowanych komend nie zapewniono także terminowego przekazywania pojazdów do badań technicznych. Zdarzały się przypadki, że dopuszczano do ich użytkowania, pomimo braku aktualnych wpisów potwierdzających sprawność pojazdów w dowodach rejestracyjnych.

Zdaniem NIK, funkcjonujące w strukturach zaplecza obsługowo-naprawczego policji stacje kontroli pojazdów i stanowiska diagnostyczne, na których wykonywano badania techniczne pojazdów, nie były także objęte rzetelnym nadzorem Komendy Głównej Policji.

Problemy z płatnościami za paliwo

NIK stwierdziła okresowe problemy z terminowym regulowaniem należności za zakupione paliwo. W roku 2016 na zapłatę tych zobowiązań uruchomiono środki z rezerwy celowej budżetu państwa – ponad 15,6 mln zł. 

(df) thefad.pl  / Źródło: NIK


5 najdroższych torebek świata

Za kwoty wydane na najdroższe torebki na świecie można z powodzeniem kupić wysokiej klasy samochód, wygodny apartament czy wczasy na rajskiej wyspie. Akcesoria luksusowe i kosztowne, ozdabiane są szlachetnymi kamieniami i wykonywane w pojedynczym egzemplarzu. Poznaj torebki, których ceny wahają się od kilku milionów do setek tysięcy.

5 najdroższych torebek świata

The Mouawad’s 1001 Nights Diamond Purse

Projektant renomowanego domu jubilerskiego, Robert Mouawad, czyli twórca najdroższego połyskującego biustonosza dla Victoria’s Secret, wykonał „Diamentową torebkę 1001 Nocy” inspirując się jednym z najbardziej znanych zbiorów opowieści Wschodu. Stylowy dodatek miał odzwierciedlać fascynację baśniowością, a także podkreślać tajemnicę, fantazję i romans.

Torebka w kształcie serca zwraca uwagę dbałością o szczegóły. Zdobi ją 18-karatowe złoto oraz 4,517 diamentów (w tym 105 żółtych, 56 różowych i 4,356 bezbarwnych). Łączna waga kamieni to 381.92 karatów.

Stworzenie jubilerskiego arcydzieła wymagało pracy 10 rzemieślników, wykonujących swoje obowiązki przez 4 miesiące.

Torebka 1001 Nights Diamond Purse osiągnęła cenę 3,8 miliona dolarów.

Hermes Birkin

Torba Hermes Birkin zaprojektowana przez japońską firmę jubilerską Ginza Tanaka została wykonana z platyny. Inkrustowana dwoma tysiącami diamentów, połyskuje wielobarwnymi refleksami. Luksusowe akcesorium zachwyca nie tylko wyglądem, ale też swoją praktycznością. Ma bowiem kilka innych zastosowań. Dekoracja przedniej części torby, czyli pas wysadzany lśniącymi kamieniami, można nosić osobno jako naszyjnik lub bransoletkę. Ośmiokaratowy diament znajdujący się w centrum doskonale sprawdzi się jako wyrazisty wisior.

Dodatek stworzony przez Ginza Tanaka kosztuje 1,9 miliona dolarów.

Chanel „Diamond Forever” Classic Handbag

Torebka uszyta z białej skóry aligatora ma klasyczny kształt i charakterystyczny dla Chanel łańcuszek z białego złota. Wykończono ją 334 diamentami o łącznej wadze 3,56 karatów. Klejnoty osadzono w 18-karatowym złocie.

Wykonano jedynie 13 sztuk drogocennego modelu.

Jego cena osiąga prób 261 tysięcy dolarów.

Lana Marks Cleopatra Bag

Raz w roku firma Lana Marks wypuszcza na rynek wyłącznie jeden egzemplarz kopertówki Cleopatra. Stworzona z białej skóry aligatora i wysadzana czarnymi oraz białymi diamentami kosztowała 250 tysięcy dolarów.

Kopertówki Cleopatra zyskały popularność wśród celebrytek. Między innymi Angelina Jolie chętnie uzupełnia nimi swoje kreacje w trakcie wielkich gal.

Urban Satchel Louis Vuitton Bag

Obecność tego akcesorium w zestawieniu może wzbudzać kontrowersje. Torebka od Louis Vuitton na pierwszy rzut oka wygląda jak stos śmieci zebranych na ulicy. Opakowanie po papierosach, butelka po wodzie, torebki herbaty, a nawet identyfikatory z koncertów stały się tworzywem, które zainspirowały projektanta.

Wykonano 12 sztuk modelu Urban Satchel i wszystkie sprzedały się w błyskawicznym tempie, choć nierzadko kosztowały 150 tysięcy dolarów.

Najdroższe torebki świata wykonuje się zarówno z ekskluzywnych materiałów, na przykład ze złota i diamentów, jak i z pospolitych odpadków, nadając im drugie życie. Każde akcesorium z rankingu zachwyca lub wydaje się być niewartym swojej zawrotnej ceny. Jedno jest pewne – torebki, nieodłączne elementy kobiecej garderoby, wciąż wywołują żywe emocje.

 

Artykuł został przygotowany we współpracy z torebki-fabiola.pl

 


Orban kreśli ponurą wizję Europy: Narody przestaną istnieć, Zachód upadnie, Chrześcijaństwo to ostatnia nadzieja Europy

Węgierski rząd zaostrzył swój ton ws. unijnej polityki migracyjnej. Orban kreśli ponurą wizję Europy. Ratunek widzi tylko w chrześcijaństwie.

Orban kreślił ponurą wizję Europy: Narody przestaną istnieć, Zachód upadnie, Chrześcijaństwo to ostatnia nadzieja Europy

Wiktor Orban w swoim orędziu do narodu kreślił ponurą wizję Europy. – Ciemne chmury wiszą nad Europą ze względu na migrację

Szef węgierskiego rządu Wiktor Orban w swoim orędziu do narodu kreślił ponurą wizję Europy. – Ciemne chmury wiszą nad Europą ze względu na migrację – powiedział Orban w Budapeszcie na konwencie swojej partii Fidesz. – Narody przestaną istnieć, Zachód upadnie, a Europa nawet nie zauważy tego najazdu – powiedział i podkreślił, że „chrześcijaństwo to ostatnia nadzieja Europy”.

Ostrzeżenie przed muzułmanami

Premier Orban ostrzegał, że europejskie metropolie będą w większości zamieszkiwane przez muzułmanów. Węgierskiej opozycji zarzucał, że nie rozpoznaje znaków czasu. Twierdził, że zajmuje ona „beznadziejne stanowisko”, ponieważ odrzuca zasieki na węgierskiej granicy i nie wspiera rządu w sporze z Unią Europejską ws. przyjęcia uchodźców. – Nie rozumiem, jak opozycja może prosić ludzi o zaufanie – powiedział.

Orban skierował także groźby pod adresem organizacji pozarządowych broniących praw uchodźców i osób ubiegających się o azyl. Jeżeli nie zaprzestaną one tej „niebezpiecznej działalności”, zostaną wydalone z kraju, „niezależnie od tego, jak potężne czy bogate by one nie były”.

Ustawy przeciwko organizacjom pomocowym

Węgierski parlament we wtorek (20.02.2018) będzie debatował nad pakietem ustaw przewidujących nowe represje przeciwko organizacjom pomocowym dla uchodźców. Ustawa przewiduje między innymi 25-procentowy podatek karny na pomoc materialną z zagranicy. Działaczom organizacji pozarządowych grozić będzie zakaz pobytu w strefach przygranicznych. Od organizacji cywilnych pomagających uchodźcom w przyszłości wymagane będzie zezwolenie na działalność od ministerstwa spraw wewnętrznych.

Potrzebna większość dwóch trzecich

Organizacje pozarządowe, które nie będą przestrzegać tych reguł, muszą liczyć się z wysokimi karami pieniężnymi oraz urzędowymi zakazami działalności.

Ustawę w sprawie tego zakazu musi poprzeć dwie trzecie posłów w parlamencie; takiej większości Fidesz jednak nie posiada. Węgrzy liczą się z tym, że ustawa ta czy nawet cały pakiet ustaw poddany zostanie pod głosowanie dopiero po wyborach parlamentarnych 8 kwietnia br.

Ze względu na restrykcje nałożone przez Węgry na organizacje pozarządowe i ich uniwersytety Komisja Europejska zaskarżyła Węgry w grudniu ubiegłego roku przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości.

54-letni Viktor Orban w kwietniowych wyborach parlamentarnych będzie się ubiegał o trzecią kadencję. W sondażach Fidesz ma obecnie około 50-procentowe poparcie, najsilniejsza partia opozycyjna Jobbik – 20 proc. Przed czterema laty Fidesz w wyborach parlamentarnych uzyskał trzy czwarte głosów.

„Brak politycznej moralności”

Przeciwko planom ustaw zagrażających pracy NGO zaprotestowało ponad 200 europejskich organizacji praw człowieka. „Wyrażamy naszą solidarność ze społeczeństwem obywatelskim i wszystkimi obrońcami praw człowieka na Węgrzech” – napisano we wspólnym piśmie, opublikowanym w poniedziałek (19.02.2018) przez niemiecką sekcję Amnesty International. Sygnatariusze listu domagają się powstrzymania tej inicjatywy legislacyjnej.

Szef dyplomacji Luksemburga Jean Asselborn powiedział w rozmowie z berlińskim dziennikiem „Tagesspiegel”, że stanowisko Orbana „pasuje do dyktatora, dla którego ważniejszy jest jego instynkt utrzymania się przy władzy niż jakakolwiek polityczna moralność”. Asselborn postuluje odebranie Węgrom prawa głosu w Unii Europejskiej i wdrożenie postępowania z artykułu 7. „Unia Europejska musi wstać i wyrazić swoje oburzenie” – powiedział najstarszy stażem minister spraw zagranicznych w UE.

 

 


Artur Szpilka wraca na ring. „Nie mogę zdradzić jeszcze nazwiska, ale szykuję się na kwiecień, maj”

Po kilkumiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją ręki Artur Szpilka powoli wraca na ring. Trwają właśnie ustalenia co do terminu pierwszej walki. W czasie przerwy bokser zmienił także trenera – jego nowym szkoleniowcem został Andrzej Gmitruk, który wcześniej współpracował z Andrzejem Gołotą i Tomaszem Adamkiem.

Artur Szpilka

Artur Szpilka. Fot. Newseria

– Teraz nie mogę zdradzić jeszcze nazwiska, ale szykuję się na kwiecień, maj. Będzie to może Ameryka, może Anglia, może Polska. Bardzo chciałbym się pokazać, wrócić przede wszystkim – mówi agencji Newseria Artur Szpilka, bokser.

Do tej pory Artur Szpilka stoczył 23 pojedynki, z których 20 wygrał. Ostatnie zwycięstwo odniósł w sierpniu 2015 roku, pokonując w Prudential Center w Nowym Jorku Yasmany’ego Consuegrę. Popularny Szpila ostatni raz walczył w lipcu 2017 roku, został wtedy znokautowany przez Adama Kownackiego. Była to dla niego druga porażka z rzędu, bowiem w styczniu 2016 roku przed czasem pokonał go mistrz świata Deontay Wilder. Poważne kontuzje ręki zmusiły boksera do zrobienia sobie przerwy. Teraz jednak wrócił już do formy i zapowiada, że jeszcze wiele namiesza na ringu.

– Jestem szczęśliwy, bo myślę, że wreszcie zażegnałem problem z ręką. Ręka jest zdrowa, operował mnie naprawdę profesor najwyższej rangi i przy okazji nasi doktorzy. Czuję, że wreszcie jest to, co trzeba było zrobić – mówi Artur Szpilka.

Szpilka podkreśla, że chce nadal skupiać się na sporcie. Mimo że można go spotkać na różnych eventach, chociażby modowych, to na razie nie zamierza zmieniać profilu swojej działalności zawodowej.

– Na pewno nie, nie mam o tym zielonego pojęcia. Z reguły najlepiej czuję się w dresie i nie dlatego, że dresiarz, tylko jestem pięściarzem, a sportowcy to luźny ubiór. Jeśli muszę założyć marynarkę to albo za karę, albo właśnie na takie eventy – dodaje Artur Szpilka.

Oczekiwanie na walkę Szpilka umilał sobie na wiele różnych sposobów. Jednym z nich był udział w zdjęciach do najnowszego filmu Władysława Pasikowskiego „Pitbull. Ostatni pies”. Na planie filmowym bokser spotkał się z Dereckiem Chisorą, byłym pretendentem do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej. Brytyjczyk w 2012 roku przegrał walkę o pas czempiona federacji WBC z Witalijem Kliczko.

 

 

(df) thefad.pl / Newseria

 


Brązowy medal dla Polskich skoczków! Mamy drugi medal na igrzyskach w Pjongczangu

W poniedziałek Maciej Kot, Stefan Hula, Dawid Kubacki i Kamil Stoch wywalczyli brązowy medal w konkursie drużynowym na igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu. 

To drugi krążek Polaków w Pjongczangu, historyczny, bo pierwszy na igrzyskach w konkursie drużynowym. W sobotę triumfował Kamil Stoch. Wygrywając konkurs indywidualny, zdobył trzeci w swojej karierze złotych medala olimpijski – dwa w Soczi przed czteroma lata.

Złoto w konkursie drużynowym zdobyli Norwegowie, a srebro Niemcy.

 

(df) thefad.pl

 


Adam Mazguła: Zmowa zakłamania

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Odkąd królem Polski, przy udziale A. Dudy i członków rządu, został nieżyjący od 2 tys. lat Jezus Chrystus, a było to 19 listopada 2016 r., nie ma w kraju władzy. W imieniu króla władzę sprawują jego namiestnicy, czyli ePiSkopat zmanierowanych i pełnych pychy starców

 

Gdyby to nie była prawda, to byłoby niewiarygodnie śmieszne; ubliża nawet prostym ludziom. Niby wszyscy o tym wiedzą, ale nie mamy odwagi wyrażać swego zdania, jeśli jest w tym jakakolwiek krytyka.

Adam Mazguła: Zmowa zakłamania

Odkąd królem Polski, przy udziale A. Dudy i członków rządu, został nieżyjący od 2 tys. lat Jezus Chrystus, a było to 19 listopada 2016 r., nie ma w kraju władzy. W imieniu króla władzę sprawują jego namiestnicy, czyli ePiSkopat zmanierowanych i pełnych pychy starców.

Pomijając fakt bezprawnej zmiany ustroju Polski i abdykacji prezydenta oraz rządu – odpowiedzmy sobie na pytanie, kto w chwili obecnej odpowiada za Polskę? Tu odpowiedź jest natychmiastowa. Nikt!

Polską rządzi zbiorowy organ nieformalnej władzy. Zresztą nieformalna władza dotyczy nie tylko ePiSkopatu pełnych pychy starców, ale i prezesa partii rządzącej, który też rządzi, ale nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności.

Ludzie mądrzy zlekceważyli ten fakt, uznając wspomnianą koronację za jakiś niewiele znaczący symbol religijny. Tymczasem aparat rządowy realizuje konsekwentnie wizję katolickiej Polski, która odbuduje wpływy religijne w Europie przez budowę idei państwa Międzymorza pod przewodnią siłą polskich katolików.

W imieniu króla nabrała tempa idea rozbijania Unii Europejskiej, przez niezwykłą agresję medialną i zapowiedź walki o „dumę” narodu. Faszystowska młodzież pod hasłem „My chcemy Boga”, chroniona przez policję, maszerowała po ulicach, zionąc nienawiścią, z rasistowskimi sloganami. Wojujący aparat polityczny PiS-u wznowił walkę ideologiczną o całkowity zakaz aborcji, o zakaz handlu w niedziele, o dodatkowe pieniądze na fundusz kościelny, o zatkanie szkół religią, dotacje dla uprzywilejowanych prawnie w kraju stowarzyszeń i organizacji katolickich.

Rozpoczęto walkę z tymi, którzy czynią dobro, a nie kojarzą się z Kościołem. Prawicowo-katoliccy aparatczycy wywołali agresję z stosunku do Jurka Owsiaka i Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i wszystkich niekatolickich stowarzyszeń charytatywnych.

Oficjalny Prezydent RP kpi z konstytucji na którą przysięgał wzywając Boga do dopomożenia i obiecuje, że przedstawi opracowaną przez ePiSkopat nową konstytucję i nietrudno sobie wyobrazić, jakie treści mają się tam znaleźć.

Adam Mazguła: Zmowa zakłamania

Tymczasem ekshumacje i ponowne pochówki, modlitwy na ulicach, moda na pielgrzymki, msze za faszystów, polityczna agresja na niby-modlitwach w ramach miesięcznic smoleńskich, obowiązkowe uczestnictwo w mszach umundurowanych służb państwowych, księża wywołujący agresję podczas mszy i w internetowych wpisach, kuriozalne uprawnienia Kościoła do handlu ziemią (nie mają tego prawa polscy rolnicy) – oto wizja chrześcijańskiej ofensywy w imieniu Chrystusa Króla.

Ofensywa w jego imieniu niesie przesłanie, że Polakami są tylko praktykujący katolicy, dumni ze swojego rasizmu, narzucający innym wizję Polski jako „samotnej wyspy wolności”, rozumianej jako izolowanej od jakichkolwiek wpływów zewnętrznych, z wyjątkiem watykańskich.

Patrząc w ten sposób na to, co dzieje się w naszym kraju, nietrudno zrozumieć, dlaczego rządzący obrażają Żydów, Niemców, Francuzów i całą Unię Europejską. 

Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Podczas mszy św., ogłoszony został „Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana”. Mszy przewodniczył kardynał Stanisław Dziwisz.

Zamulony PiS dzieli Polaków przez ocenę historii i wybiórczą wiarę w swoich nowych bohaterów i męczenników. To system selekcji, polegający na tym, że kto nie wierzy w to, co wymyśli władza, ten nie może należeć do „rasy panów” J. Kaczyńskiego, a więc jest to kanalia, obywatel gorszego sortu, niegodna miana Polaka. Decyduje też czystość tej rasy. Nie ma tam niewierzących czy wierzących w innego Boga, nie ma tam Polaków obcego pochodzenia, naukowców, intelektualistów, tych, którzy popierają inne niż prawicowe partie czy też mają „podejrzany” kolor skóry lub odmienne preferencje seksualne. To jednak kryterium propagandowe, bo aż roi się w tym środowisku od miłośników chłopców i młodych mężczyzn. Kobiety, które wychodzą za mąż w tym środowisku, muszą w znakomitej większości być ślepo podporządkowane panu i władcy, ze wszystkimi związanymi z tym konsekwencjami.

Wiara niszczy Polskę jak nikt od lat. Ciemnota, choroba starcza, faszyzm i moralna ślepota są motorem dowartościowywania niewykształconych miernot i nieudaczników.

Nigdy nie przypuszczałem, że może być ich tak nieskończenie wielu. Paradoks polega na tym, że wszystko, co robią ci ludzie w imieniu Boga – ma się nijak do zasad, jakimi powinien kierować się katolicy. Gdzie tu miejsce na miłosierdzie, miłość i prawdę?

Polska pod rządami ludzi, którzy zasłaniają się Bogiem i nie ponoszą za swoje decyzje i działania żadnej odpowiedzialności zmierza do katastrofy społecznej i narodowej.

Nieżyjący od 2 tysięcy lat król Polski kiedyś spadnie z cokołów narodowych i wróci do kościołów, tylko co nam pozostanie po jego nieobecnym panowaniu?

Musimy głośno o tym mówić, pisać, a nawet krzyczeć. Inaczej nigdy nie zbudujemy niezbędnej większości, która będzie miała szansę na zmianę tej zmowy zakłamania.

 

Adam Mazguła

 

Akt Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana

19 listopada 2016 r. w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach miała miejsce uroczystość proklamowania Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana.

Choć nazwa samej uroczystości nie mówi nic o intronizacji Jezusa na króla Polski, to jednak Akt Przyjęcia rozpoczyna się słowami:

Nieśmiertelny Królu Wieków, Panie Jezu Chryste, nasz Boże i Zbawicielu! W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród.

Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie.

W uroczystościach uczestniczyli między innymi prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło, biskupi i kapłani.

 

(df) thefad.pl